alabasterkid:
No cóż , przeczytałam całość , od początku do końca i muszę się wtrącić.
Możesz sobie o mnie mysleć co tylko chcesz, proszę bardzo.
Większość rad jest w 100 % dobrych , przynajmniej takie jest moje zdanie.
Nie można się głodzić w ciązy, nie można sobie pozwolić na takie traktowanie ze strony innych ludzi ale dziewczyno , opamiętaj się , przestać za nim latać , przestać do niego dzwonić. Piszesz,że olewasz i robisz swoje, wcale tak nie jest.
Ty chcesz na siłę go na gorącym uczynku złapać mimo,że wiesz już conajmniej od miesiąca ( o ile nie dłużej), że w tej jego kanjpie to tańce, hulanki swawole za Twoimi plecami odchodzą. A z Ciebie sie śmieją.
Co Ty robisz ze Swoim życiem? Słuchaj tego co ludzie tutaj piszą , mają rację.
Ale Ty uparcie chcesz ,żeby On się zmienił i dalej bawił w dom. Nic z tego, na pewno nie teraz, kiedys może zrozumie. Jak pozalicza kilka lasek. On ma teraz swoją pracę i w niej swój własny - intymny świat. Nie wejdziesz do niego, jesteś poza . A tam jest mu zajebiście dobrze. W domu ma kobietę w ciąży, która coś od niego chce, krzyczy .Po co?
Przestań się nim zajmować, już to było napisane, zajmij się SOBĄ, martw się o siebie a nie o niego. Nie wychowasz go i nie zmienisz, to się nigdy nie stanie ona taki był i taki będzie. On musi się wyszaleć bo nie zrobił tego wcześniej. Urodziło Wam się jedno dziecko, za chwilę drugie. On do tego nie dorósł, on tego nie chce. To widać z Twoich opowieści.
Rozumiesz - nie chce, nie chce Ciebie i Waszych dzieci. Tak jak Sama napisałaś o sobie ,że jesteś piatym kołem u wozu dla matki, ojaca tak samo i dla niego. Przykre to jest bardzo ale taka jest prawda,jeżeli TERAZ nic z tym nie zrobisz to po urodzeniu dziecka , też nie będzie na to czasu i przez najlbiższe 10 lat również.
Pisałaś też o babci,że uważa, że należy związek ratować. No w jej przekonaniu pewnie powinnaś przyjmować wszystko z pokorą.
Babcie mają trochę inne podejście do związków - za ich czasów sie nie wyrzucało tylko ratowało. Ale to były inne czasy. O tym można pisać i pisać. I trzeba mieć jeszcze co ratować.
Napisałaś ,że Twój facet miał odruch,żeby zabrać syna na spacer i pozwolił Ci wyjsć - no zbytek łaski. Powinnaś klęknąć i dziekować.
A wiesz co mi przyszło do głowy po co on wyszedł? Po to,żeby sie z inną spotkać , bo taki zryw u niego po tak długim siedzeniu przed TV , troche dziwne.
Moim zdaniem powinnać jechać do mamy. Nawet jeżeli nie będzie chciała ,żebyś z nią mieszkała to nic jej nie będzie przez pół roku. A późniejsz poszukasz pracy , mieszkania , dasz radę, tam są inne zarobki, lepszy socjal. Jedź już teraz. Nie czekaj aż sie dziecko urodzi , bo nie ma na co czekać.
Ale to tylko Ty musisz chcieć , musisz chceć wyrwać się z tego blędnego koła z codziennych nerwów, obsesyjnych myśli , wydzwaniania i czekania aż on będzie taki jak Ty chcesz. NIE będzie bo on sam tego nie chce.
Szkoda TWOJEGO życia na bieganie za nim. Szkoda syna , który w końcu zacznie rozumieć co się dookoła dzieje i szkoda tego nie narodzonego dziecka , które też kiedyś będzie rozumiało. Powinnaś mysleś o potrzebach swoich i dzieci.
A lepsze jest zycie samemu niż poddawanie się czyjemuś rytmowi życia.
I może to jest łatwo powiedzieć "odpuść" ale z czasem sama zobaczysz,że to wcale nie było takie trudne,że przeżyłaś i żyjesz sobie w spokoju dalej.