Jak to nie wiesz? Po prostu między nimi nic nie ma, mimo, że przez parę stron inni próbują sugerować co innego. Odeszła, ale nie do innego. Ja też chciałem w pewnym momencie odejść, ale też nie do kogoś, ale od kogoś i nikogo innego nie było.
Podobne tematy
Też uważam, że może być inny powód jej odejścia niż ktoś trzeci.
Ja bym na Twoim miejscu dała jej trochę czasu i przestrzeni, żeby się nacieszyła wolnością. A potem zdecydujesz albo zdecydujecie. Myślę, że nadal Cię kocha, a przynajmniej jesteś dla niej atrakcyjny np. te gierki w bieliźnie /chyba nie pomyliłam wątków?/.
Pozdrawiam i życzę cierpliwości.
Oj chłopie czytam twój watek i smutek czlowieka ogarnia.
Doskonale rozumiem to Twoje Wielkie Marzenie, bo mialem takie samo.
Dziwna to zachowanie twojej żony, może oddaj córkę do dziadków a jz weź do chaty w lesie, zamknij się z nią na tydzień i wyrzuć klucz dopóki Ci wszystkiego nie wyjaśni?
Może warto ostatni raz spróbować ![]()
Oczywiście, że nie jesteś JEDYNYM winowajcą rozpadu Waszego związku. Po prostu każde z Was miało "inny pomysł" na życie. Droga zaczęła się rozwidlać - Twoje i Jej oczekiwania nie spotkały się na tej samej ścieżce, a skutkiem tego jest rozstanie. Nie wiem co jeszcze mógłbyś zrobić
. Być może w Jej słowach "wreszcie odpoczniecie" była jakaś wskazówka? Zauważ, że Ona NIE ZWALA na Ciebie winy za rozstanie - nie wiem dlaczego zwalasz na Siebie całą winę?
Bądź obiektywny dobrze?
Strasznie mnie znienawidzi jak dostanie tą odpowiedz i strach pomyśleć jakie demony zacznie przyzywać na rozprawie.
Coś mi się wydaje Iwonko, że trafiłaś w samo sedno, bo potrafisz czytać między wierszami- ja też bym na to wpadła, tyle tylko, że ja dopiero po napisaniu swojego posta przeczytałam to powyższe przez Grimma. Gdybym przeczytała to wcześniej, to w życiu nie napisałabym tego, co napisałam tuż przed nim.
Chyba mamy rozwiązanie całej tej zagadki.
Grimm chyba żona ucieka przed Tobą- ciekawe dlaczego.
Widzisz Grimm, jeszcze trochę poczekasz i dowiesz się dlaczego żona odeszła
Moje hipotezy są aktualne:
-żona jest borderką
-przeżywa głęboki kryzys- (wypaliła się)
-uciekła od ciebie- (przemoc)
daj jej i sobie czas ...., nie zbliżaj się do niej jeżeli tego nie chce, może rzeczywiście musi pobyć sama z sobą żeby poukładać myśli.
Jej słowa: ?będziecie mieli ze mną spokój? mogą świadczyć, że ma problem sama ze sobą i to ona sama "musi" dojrzeć do rozwiązania swoich problemów, rzeczywiście może jest potrzebna jej pomoc psychoterapeuty. Ona prawdopodobnie ma tak niskie poczucie własnej wartości i jest pełna lęku i obaw urojonych, bezpodstawnych że jest przekonana iż nie zasługuje na miłość, że na pewno kogoś masz lub będziesz miał, że kiedyś w końcu sam odszedłbyś od niej.
Wobec tych przekonań sama podjęła decyzję o odejściu by nie cierpieć, chociaż tak naprawdę chyba cierpi... ona nie chce być zraniona, odrzucona wobec tego sama odchodzi. Jej prawdziwym problemem jest brak, głód miłości, którego możliwe że nie otrzymała w dzieciństwie i sama nie potrafi tego okazywać. Takich "przypadków" toksycznych relacji są tysiące.
Jeżeli w jakikolwiek sposób chcesz jej i sobie pomóc, by uświadomić sobie "co u was nie gra", to tobie również proponuję spotkanie z psychoteraputą.
Witaj
Czytałeś chyba dokładnie, co pisaliśmy o borderline, jak nie to jeszcze raz. A jak to za mało, to jest Google.
Paweł, przestań do cholery krzywdzić sam siebie, doszukując się winy po swojej stronie!
Bo robisz dokładnie to o co tej manipulatorze chodzi.
Kręci Tobą, twoimi emocjami i uczuciem niczym wiatr śmigłami wiatraka.
Uruchom wreszcie mózg!
Ja wiem i zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że kochający człowiek jest gotowy dać się obarczyć odpowiedzialnością za wszystko, nawet gdyby chodziło o suszę w Somalii ale jest u Ciebie chyba w tym szaleństwie jakaś granica?
To nie Ty podjąłeś decyzję, to nie Ty nie poradziłeś sobie z emocjami, to nie Ty odstawiałeś cyrk z pozbawioną całkowicie podstaw zazdrością, to nie Ty pastwiłeś się nad nią psychicznie.
To wszystko było wyłącznie z jej strony
Wbij sobie do głowy, ze małżeństwo tworzą dwie osoby i one w jednakowym stopniu ponoszą za niego odpowiedzialność!
Przeczytaj sobie jeszcze raz to co nam napisałeś o jej zachowaniu, to co mówiła i mówi do Ciebie i jak byłeś przez nią traktowany.
Bo możesz mi wierzyć lub nie ale gdybym to ja bym był na Twoim miejscu to albo by się ogarnęła, a jak nie to, wyleciałby z mojego życia szybciej niż ustawa przewiduje.
Tak się zastanawiam, jak mały szacunek musisz mieć do siebie, aby dać sobie wmówić , że coś tam olałeś, czegoś nie dopatrzyłeś, gdzieś się poleniłeś i do tego bić się w piersi gdy ktoś urządza Ci taki numer.!
Dalej twierdzę, że jest ten trzeci miedzy Wami.
Mam niemal 100 % pewności
Zbyt długo żyje na tym świecie i zbyt wiele widziałem Paweł.
Tak jak pisałem, tutaj na tym forum niejeden do końca wierzył, że to tylko kolega. Dawali sobie obie ręce za to obciąć, że na pewno nikogo nie ma. Tak jak Ty walczyli do końca święcie wierząc swoim połowicom, wręcz się poniżając i dając się wpędzić w poczucie winy.
Dzisiaj byliby kalekami, poniżonymi i upokorzonymi a prawdziwą przyczynę rozpadu małżeństwa poznali dopiero po rozwodzie.
Pomyłka może być jeśli chodzi o target. Skupiłeś/liśmy się na tym koledze, a może to być ktoś zupełnie spoza kręgu Twoich podejrzeń.
Przesłuchaj uważnie te nagrania, które masz. Możesz usłyszeć cos, na co nie zwróciłeś uwagi. i pojawi się imię tego, o kim nie wiesz.
Odsuń się od niej, ogranicz kontakt wyłącznie do spraw córki, zajmij się tylko nią i sobą..
To dla Ciebie najlepsze co w tej chwili możesz zrobić. O nią nie walcz, walcz wyłącznie o odbudowanie i wzmocnienie siebie.
Pozdrawiam
.. twierdzę, że jest ten trzeci miedzy Wami.
Mam niemal 100 % pewności
Zbyt długo żyje na tym świecie i zbyt wiele widziałem Paweł. ..
Ja również jestem o tym przekonany, że jest ten trzeci.
Grimm: nawet nie zdajesz sobie sprawy jakie "cyrki" robiła moja bż bym wierzył, że nie ma trzeciej osoby.
Grała nawet przed potomstwem bo wiedziała, że zostanie mi to przekazane !
Nie tylko miała alibi ale wręcz pod nos podsuwała mi zdarzenia potwierdzające jaj wersje.
Ja nawet przez jakiś czas wierzyłem wręcz sądziłem, że mam omamy.
Tak chciała dotrwać do rozwodu ale ja "stety" byłem czujny i zrobiła istotny błąd.
Dużo mi powiedział keylogger (zainstalowałeś).
Dowody temu przeczyły, co przeczytałem na keyloggerze lecz ostatecznie okazało się, że keylogger mówił prawdę.
Nie wpadło Ci do głowy, ze Twoja jż się domyśla "długopisu", że to może być gra ?
Nie wpadło Ci do głowy, ze ona czyta to forum i o wszystkim wie ?
Uff komputer jest czysty sprawdzam już od 3 mc a długopis schowałem w podszewce poza tym w taaaaakiej torebce mógłbym z powodzeniem ukryć kombinerki. Nie ma żadnych dowodów te rozmowy są zwyczajne.
Nie chce już jej sprawdzać niszczy mnie to.
Szkoda Paweł, że tak późno tutaj trafiłeś. W zasadzie, gdy masz już pizamiatane.
Teraz tak jak pisze Bullet, trzeba liczyć na jakiś błąd z jej strony. Jeśli jest tak jak obstawiam, gdy już będzie mieszkać sama, zrobi go na pewno.
Będzie poza Twoją kontrolą - przestanie uważać.
Ale jak nie dajesz psychicznie rady - daruj sobie. Szkoda twojego zdrowia..
UJ jej w upe i krzyż na drogę..
Tak jak pisałem, skup się na sobie, na córce, ją odpuść. Mimo, że teraz myślisz, że to co Ciebie spotkało to klęska, ja nadal twierdzę, że to najlepsza rzecz jaką otrzymałeś od niej niejako w prezencie.
Po tym co na jej temat napisałeś to wręcz dar od losu. Ona by zniszczyła Tobie życie,To że mąż odchodzi od żony, żona odchodzi od męża - to naprawdę nic wyjątkowego.
Samobiczowanie, zatapianie się w rozpaczy tylko z tego powodu, że jakaś kobieta mnie zostawiła to skrajna głupota i najzwyklejsze marnowanie swojego czasu.
To jest ten właśnie moment, kiedy trzeba wziąć się ostro za siebie, za odbudowę swojego poczucia wartości. Wtedy zrozumiesz, że żadna miłość, żadna kobieta nie jest warta więcej niż Ty sam. Zrozumiesz że jeśli Ty zrobisz błąd - bierzesz go na swoją klatę ale to działa również w drugą stronę.
Nie wolno bić się we własne piersi za nie swoje winy i udowadniać, że nie jestem wielbłądem
Owszem, ona odeszła ale to jest szansa dla Ciebie. Bo jednocześnie okazała się Twoją najlepszą nauczycielką. Tylko musisz porządnie otrzymaną lekcję odrobić..
Kobiety w gruncie rzeczy są do siebie bardzo podobne. Na nie działają emocje, dopiero potem rozsądek I potrafią jak widzisz być bezwzględne i okrutne.
My zresztą też, ale kto po tych z pozoru miłych, ciepłych i bezbronnych, pięknych istotach tego by się spodziewał?
Teraz się chyba domyślasz, dlaczego huragany mają żeńskie imiona? Bo najpierw są ciepłe i wilgotne a później zabierają domy i samochody.
Nie ma co się oszukiwać.
Przerażająca większość została zdradzona bo była słaba, bo swoją postawą aż się prosi to prosiła, .wywalając wszystko jak na dłoni, odsłaniając swoje wrażliwe miejsca, bez jakiegokolwiek zabezpieczenia. To się tutaj wylewa z każdego nowego postu - widać słabość, pozwolenie na to by ktoś mógł mieszać komuś w życiu..
Czas Paweł na egoizm.
I nie bój się tego słowa. Egoistami nazywają ludzie słabi tych, którzy twardo stoją na ziemi, są świadomi swojej wartości i nie pozwalają nikomu się skrzywdzić, zachowując pewną część swojego jestestwa tylko dla siebie, ludzi, którzy otaczają szczególną ochroną swoje wrażliwe miejsca.
To co nazywa się egoizmem to szacunek do siebie, swojej osoby, swoich emocji i swojego życia.
To niepodatność na gierki ludzi którzy chcą coś osiągnąć Twoim kosztem i kosztem Twojego bólu i cierpienia tak jak zrobiła to Twoja małżonka
To jest to coś co każe zadbać najpierw o swój interes, zanim zadba się o czyjś i pozwala kierować swoim życiem.
Rozumiesz?
Tak jak napisałem. Zacznij grę na jej emocjach.
Odsuń się od niej całkowicie, ogranicz kontakt wyłącznie do spraw córki. I to jej jasno i wyraźnie zakomunikuj,
Milcząc i olewając ją, wykonujesz stary jak świat trik,
Powodujesz, że ona zaczyna się głowić co robisz, z kim jesteś, co się u Ciebie dzieje. Czuje, że Cię straciła. Ty odczuwasz jej zainteresowanie sobą i odbudowujesz pewność siebie.
Ot, taka mała zemsta i udowodnienie sobie, że teraz Ty jesteś górą..
Przemyśl sobie to wszystko co napisaliśmy i naprawdę weź się ostro za siebie
I chyba już nie wiele więcej zdziałam. Zobaczę jak się będzie zachowywać po przeprowadzce może wtedy dowiem się jak był powód tego całego cyrku. W jednym dotrzymała słowa tzn. mam przepisany "majątek" tak jak się z umawialiśmy.
Chodzę do psychologa puki co nie odkrył niczego czego sam bym wcześniej nie wiedział o sobie ale zobaczę co będzie później, może podbuduje to moją pewność siebie.
Bardzo szkoda, że tak to się kończy, że można być tak okrutnym dla osoby z którą spędziło się tyle czasu.
Nie jestem ideałem ale dałem z siebie wszystko, kochałem jak umiałem nie chlałem z kolegami, nie znęcałem się fizycznie ani psychicznie, nie biłem, nie zdradzałem ale nie umiałem jej pomóc w jej problemach. Widzę jak strasznie się uzależniłem od jednej osoby a jednocześnie zaniedbałem samego siebie.
Teraz muszę się nauczyć się żyć bez niej , wyjść z tego całego bunkra, który który współnie zbudowaliśy i który kiedyś był naszym wspólnym domem i znaleźć jakiś cel w życiu jakiś punkt zaczepienia. Na razie nie mam pojęcia jak to zrobić
może pomysły przyjdą z czasem. Ale w miłość już nie uwierzę bo to chyba jakeś sci-fi.
Grimm, a dlaczego uważasz, że żona jest dla Ciebie teraz okrutna? Bo chce rozwodu, bo nie dała szansy na dalsze trwanie w związku, czy chodzi o coś innego? Składa jakieś wygórowane żądania finansowe, wyrzuca Cię z domu, żyje na Twój koszt? Jak Twoim zdaniem ktoś kto naprawdę podjął decyzję o rozstaniu powinien się zachowywać kończąc związek? W tej trudnej sytuacji to chyba dobrze, ze nie mami Cie słodkimi słówkami, nie przeplata "kocham z nie kocham", przynajmniej w tym zakresie masz jasność. Najgorszą sieczkę z mózgu to robią właśnie te niezdecydowane osoby. Staniesz na nogi, nauczysz się żyć, zacznij od zupełnych drobiazgów, sport, spotkania ze znajomymi, posprzątaj, ugotuj coś, naucz się hindi, zdaj maturę, zasadź drzewo, rzuć palenie:). Jeżeli powodem odejścia jest inny facet, dowiesz się o tym. Zabawa w podsłuchy, śledzenie dość niszcząca i nie każdemu służy. Może mieć sens jak to Cię kręci, albo jak chcesz się mścić i da Ci to satysfakcję, pozwoli podbudować ego, albo jak potrzebujesz tego dla nie bycia wykorzystanym finansowo. Przyjąć musisz również to, że powodem odejścia kobiet dość często nie jest inny mężczyzna, wbrew temu co panowie piszą. Jeżeli jednak w Twojej sytuacji byłby to inny facet to absolutnie nie wiń za to siebie. Nie zgadzam się ze zdaniem Aftera, że powodem zdrad jest słabość czy inne przymioty zdradzonych. To słabość i ułomność zdradzających. A osłabienie zdradzonych to przemijający stan po niespodziewanym ciosie. Jak to ładnie ktoś ujął, za kryzys odpowiadają oboje małżonkowie, za zdradę tylko ten, który to zrobił. Z tym brakiem wiary w miłość to też normalna reakcja po traumie związkowej. Jak się w poczuciu skrzywdzenia nie zasklepisz to i z tego stanu wyjdziesz. Na rynku jest więcej samotnych kobiet niż mężczyzn. A też niewykluczone, że odnajdziecie się gdzieś tam z żoną. Nie takie historie przybierały niespodziewany obrót.
Grimm, a dlaczego uważasz, że żona jest dla Ciebie teraz okrutna? Bo chce rozwodu, bo nie dała szansy na dalsze trwanie w związku, czy chodzi o coś innego? Składa jakieś wygórowane żądania finansowe, wyrzuca Cię z domu, żyje na Twój koszt? Jak Twoim zdaniem ktoś kto naprawdę podjął decyzję o rozstaniu powinien się zachowywać kończąc związek? W tej trudnej sytuacji to chyba dobrze, ze nie mami Cie słodkimi słówkami, nie przeplata "kocham z nie kocham", przynajmniej w tym zakresie masz jasność. Najgorszą sieczkę z mózgu to robią właśnie te niezdecydowane osoby. Staniesz na nogi, nauczysz się żyć, zacznij od zupełnych drobiazgów, sport, spotkania ze znajomymi, posprzątaj, ugotuj coś, naucz się hindi, zdaj maturę, zasadź drzewo, rzuć palenie:). Jeżeli powodem odejścia jest inny facet, dowiesz się o tym. Zabawa w podsłuchy, śledzenie dość niszcząca i nie każdemu służy. Może mieć sens jak to Cię kręci, albo jak chcesz się mścić i da Ci to satysfakcję, pozwoli podbudować ego, albo jak potrzebujesz tego dla nie bycia wykorzystanym finansowo. Przyjąć musisz również to, że powodem odejścia kobiet dość często nie jest inny mężczyzna, wbrew temu co panowie piszą. Jeżeli jednak w Twojej sytuacji byłby to inny facet to absolutnie nie wiń za to siebie. Nie zgadzam się ze zdaniem Aftera, że powodem zdrad jest słabość czy inne przymioty zdradzonych. To słabość i ułomność zdradzających. A osłabienie zdradzonych to przemijający stan po niespodziewanym ciosie. Jak to ładnie ktoś ujął, za kryzys odpowiadają oboje małżonkowie, za zdradę tylko ten, który to zrobił. Z tym brakiem wiary w miłość to też normalna reakcja po traumie związkowej. Jak się w poczuciu skrzywdzenia nie zasklepisz to i z tego stanu wyjdziesz. Na rynku jest więcej samotnych kobiet niż mężczyzn. A też niewykluczone, że odnajdziecie się gdzieś tam z żoną. Nie takie historie przybierały niespodziewany obrót.
Już dawno nie czytałam czegoś tak trafiającego mi do rozumu....
Wydaje się mi to trafiona porada Grimm. Wszystko zależy teraz od tego kim jesteś i czego chcesz.
208 2015-05-09 10:18:00 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-05-09 11:26:00)
Zlata, zgodziła bym się z Tobą gdyby chodziło o miłość gimnazjalna nastolatków.
Tu chodzi o małżeństwo z dzieckiem.
Zachowanie typu znudziło mi się, wiec biorę zabawki i Was zostawiam, jest nieakceptowalne.
Zrzucenie z siebie wszelkich zobowiązań odpowiedzialnosci która przedtem wzięło się wobec innych ludzi, w imię poszukiwania większych przyjemności, "szczesxia" w postaci przygód, emocji, jest coraz powszechniejsze ale to nie znaczy, że jest właściwe bądź usprawiedliwone
Czy nie warto męczyć się w związku?
I tak l, i nie.
Nie warto poświęcić swoje szczęście w imię trwania dla dzieci i partnera, ale trzeba znaleźć w sobie to co powoduje uczucie "wypalenia", trzeba zmienić siebie, swój sposób myślenia o zwiazku. I znowu być szczęśliwa w związku.
Co do powodów dla których zdradzacze decydują się oszukiwać, lekko traktować przysięgi, zobowiązania - znowu, to nie poziom zabaw w przedszkolnej piaskownicy
To relacja z drugim dorosłym, czujacym człowiekiem. Nie wolno kupić z jego uczuć i oszukiwać go. To nie jego wina ale tego komu brak podstawowej warstwy empatii.
Czy są takie powody dla których można zdradzić, zwalić winę za zdradę na zdradzanego?
Przypomina mi się podejście do gwałtu na kobietach. Ze niby niektóre gwałty są usprawiedliwione, że żołnierze rosyjscy mogli gwalcic niemki.
Gwałt na kobietach rosyjskich jest tak samo odrażające jak gwałt na kobietach niemieckich bądź tych które "same proszą się o gwałt bo noszą krótkie spodniczki"
Każdy gwałt jest ohydny i każda zdrada jest ohydna o winna jest osobą która się tego dopuszcza. Nie ofiarą gwałtu czy zdrady
Secondo, nie jestem zwolenniczką rozwodów i jestem za "zwalczaniem wypalenia". Są jednak sytuacje takie jak u Autora wątku, gdzie pisze tylko on, człowiek, który przeżywa osobistą tragedię, któremu świat się zawalił a żona jego jest absolutnie pewna swojej decyzji. Z jakichś powodów z małżeństwa chce wyjść, całkowicie. Czy powodem jest inny facet, stany chorobowe, niemożność życia z tym Grimmem z uwagi na to co się między nimi działo czy też "szukanie własnego szczęścia", znudzenie związkiem - Grimm na to wpływu nie ma. I na dziś dzień nie jest w stanie zawrócić żony z kierunku jaki obrała. Grimm ma jednak wpływ na to co się z nim samym będzie działo. Może się załamać, może rozmyślając zwariować z bólu, może stać się zgorzkniałym człowiekiem, może się zatracić w poszukiwaniu zemsty czy swojej sprawiedliwości, może też nauczyć się żyć z sobą, polubić siebie, zobaczyć, że jest wyjątkowy i niepowtarzalny nie przez małżeństwo, ale sam z siebie. To ostatnie i tylko to (moim zdaniem) da mu spokój, może kiedyś jakąś cudowną relację z inną albo z tą samą kobietą. Ale to jest proces i wymaga czasu. Zamiast więc dokładać cegiełek do negatywnego obrazu okrutnej kobiety, zobaczyć, że w tym odejściu (które samo w sobie jest dla Grimma tragiczne) zobaczyć światełko, że jest konkret, nie ma manipulowania, oszukiwania, szarpania się, bezsensownej walki. Wiele jest tu dramatycznych opisów osób, których małżonek się waha, nie wie, zastanawia się i one uwikłane w takie niewiadomo co dalej, prowadzą jakieś walki, marnując życie i siebie. Grimm ma jasność. I choć go to rozwaliło na łopatki, spowodowało dołującą analizę własnych win, nie karmi się iluzją. I wyjdzie na prostą.
Możesz Secondo mieć inne spojrzenie i pomysł na to, co osoba w sytuacji Grimma, mogłaby jeszcze zrobić. Z zainteresowaniem przeczytam, bo mi to czytanie różnych opinii, w tym Twoich i Odrodzenia i pisanie pozwala układać w głowie myśli rozbiegane i wyjść z zakrętu.
Co do powodów zdrad, napisałam tylko, że nie są one wynikiem słabości zdradzanego i obciążają tylko tego, który się tego dopuścił.
Grimm ma jednak wpływ na to co się z nim samym będzie działo. Może się załamać, może rozmyślając zwariować z bólu, może stać się zgorzkniałym człowiekiem, może się zatracić w poszukiwaniu zemsty czy swojej sprawiedliwości, może też nauczyć się żyć z sobą, polubić siebie, zobaczyć, że jest wyjątkowy i niepowtarzalny nie przez małżeństwo, ale sam z siebie.
Dlaczego to jest tak piekielnie trudne?
Widzę jak strasznie się uzależniłem od jednej osoby a jednocześnie zaniedbałem samego siebie
To jest Paweł najczęściej popełnianych błąd przez bardzo wielu z tego forum i nie tylko. To wręcz modelowi kandydaci na ofiary zdrady
To dlatego tak boli i ciężko jest się podnieść po ciosie , jaki otrzymuje się od tego, dla którego tak się poświęcają, zapominając o najważniejszej personie tego związku - o sobie. .
Teraz to już wiesz i chyba już rozumiesz to co napisałem we wcześniejszym poście. Że nikt nie może być ważniejszym od Ciebie, że nie wolno uzależniać swojego szczęścia od kogokolwiek a już tym bardziej od kobiety.
Trzeba stać się takim egoistą , jakim go Tobie opisałem. Wtedy nie pozwolisz sobie na takie traktowanie jakiego doświadczyłeś z jej strony.
Ale aby tak się stało, musisz mocno popracować nad sobą, odzyskać swoje poczucie wartości, dumę z tego kim jesteś i co sobą reprezentujesz.
Zanim kogokolwiek obdarzysz uczuciem, najpierw pokochaj siebie samego.
Nikt Paweł nie jest doskonały, każdy z nas ma swoje zalety, ale i wady.
Świat to ludzie. Ale nie ma wśród nich chodzących ideałów.
Gdyby tylko tacy mieszkali na tej planecie, zanudzilibysmy się na śmierć.
Ważne jest teraz Paweł, aby pozwolić pewnym rzeczom odejść.
Uwolnić się od nich, odciąć się i zamknąć cykl. Powiedzieć jej :żegnaj.
Na zawsze.
I życzyć jej szczęścia na nowej drodze jej życia. Zacisnąć zęby i wziąć się ostro za siebie. Mi zajęło to rok czasu ciężkiej pracy nad sobą. Analizując całe dotychczasowe życie, wychwycilem moje słabe punkty, wyciągnąłem z tego dla siebie wnioski. Gdy mnie zdradziła żona - nie było zmiłuj się.
Tak zrobiłem ja i pewno wielu innych przede mną. Nie z powodu dumy, słabości czy pychy, Ale po prostu dlatego, że na coś już nie ma miejsca w Twoim życiu.
Zamknij drzwi, zmień płytę, posprzątaj dom, strzepnij kurz i niczego się nie bój Kobiet, nowego życia Głowa do góry i śmiało wal do przodu,
Na to co się stało nie masz już żadnego wpływu, Czasu przecież nie cofniesz. .
Dlatego najważniejsze jest to co jest przed Tobą.
Wierz mi,
Przyjdzie taka chwila, gdy stwierdzisz, że wszystko się skończyło. Właśnie wtedy będzie to początek Twojego nowego życia.
Zlata
Słabi, słabi....
Gdy czyta się te wszystkie historie - bije to od tych wszystkich wpisów niczym luna od pożaru.
To uczynienie z kogoś całego swojego świata,(on/ona jest wszystkim co mam), to zapominanie o sobie, swoich potrzebach, swoich emocjach, uczuciach. To dawanie więcej niż się w zamian otrzymuje, to brak asertywności., to przyjęcie postawy kurzajki wrosnietej w ciało partnera i ustawienie go niemal w boskiej roli. Słabi, co najmocniej widać w godzinie pogardy.
Ten strach, panika przed nowym życiem, przed nieznanym. To błaganie o miłość, demonstracja jak bardzo nam na kimś zależy, to przyzwolenie na jazdę na uczuciach, Ten pokaz, że nie mam żadnej alternatywy .
Mam wymieniać dalej? Bo mnie aż od tego mdli.
A odchodzą w zdecydowanej większości przypadków do kogoś, a nie od kogoś.
Przecież nie napisałem, że wszystkie ale że zdecydowana większość.
Paweł
Chłopie...jesteś qra jego nielekka mać górą!
Piłka życia wróciła do Ciebie i teraz nikt inny, jak Ty decydujesz! O sobie, o o swoim życiu i o tym kto w Twoim życiu będzie, a dla kogo już nie ma miejsca
Uwierz, nie każdy ma to szczęście. Wykorzystaj to dla siebie, żeby z ofiary przeistoczyc sie w drapieżnika.
Ja za pierwszym razem, gdy byłem młody, głupi i naiwny, co prawda to jeszcze nie była żona lecz to był czas poznawania relacji damsko - męskich. Jak ja to teraz nazywam, okres błędów i wypaczeń, czas nauki życia, miałem to samo i nie wykorzystałem tego do końca,
Nabrałem się na smutek, płacze, sarenkowe oczka i udręczoną mordkę-pozwolilem wrócić.
To okazało się największym błędem - przy drugim razie z nia byłem kompletnie bezbronny i bylo źle, zostałem w dupie upadlając się sam wobec siebie do granic wytrzymałości.
Jeszcze raz: Teraz to wyłącznie Ty rządzisz swoim życiem Mężczyzno !
Nie ma nic gorszego niż związane ręce i poczucie, że na nic nie masz wpływu. Wykorzystaj to, bo dostałeś niepowtarzalną szansę by wyrwać od życia coś dla siebie według siebie i móc z dumą spojrzeć na swoje odbicie w lustrze.
Pozbądź sie poczucia winy, syndromu sztokholmskiego, poczucia bycia bezradną ofiarą.
Przeczołgaj tę kobietę, spuszczajac na nią wartki strumień obojętności. Nie ma kocham! Nie ma spróbujmy jeszcze! Już nie!
Ona dla Ciebie to bohaterka tylko jednej akcji. Wystarczy!
Trzymaj się chłopaku, bo doskonale wiem, jak się czujesz
Spoko, wrócisz jeszcze do żywych.
Pozdrawiam
After
Najbardziej zaszkodził mi ten tydzień "miłosci" przed tym jak powiedziała mi, że to koniec tak mocno wtedy rozbudziła moje nadzieje a potem przywaliła z grubej rury. Gdyby nie ten młyn dzisiaj czuł bym się lepiej.
Szkoda mi, że córka nie będzie wychowywać się w normalnej rodzinie. Nie wiem jaki to będzie miało wpływ na jej postrzeganie świata w przyszłości. Jest twarda i bardzo dorosła jak na swój wiek nie widać żeby się zbytnio przejęła tym, że mama się wyprowadziła. Tłumaczę jej, że już tak czasami z dorosłymi ludźmi bywa.
Oj znowu uświadomiła mi jaki jestem słaby.
Wczoraj przyszła jeszcze po jakieś rzeczy. Uległem i dałem się wciągnąć w rozmowę siedliśmy przy kawie i rozmawialiśmy o córce i pracy. Było przyjemnie do czasu kiedy popełniłem błąd i wszedłem na temat nas. W jednym momencie z miłej kobiety zamieniła się w wulkan wyrzutów i oskarżeń serwowanych w ustalonej kolejności jakby wyuczonej na pamięć. Wszystko trwało jakaś chwilę po czym znowu złagodniała tak jakby nie było tematu, posiedziała jeszcze chwilę zabrała rzeczy i wyszła a ja zostałem znowu z tymi cholernymi uczuciami.
Przez 4 dni czułem się w miarę dobrze a dziś znowu wszystko do mnie wróciło ze zdwojoną siłą mam ochotę schować się gdzieś przed światem. Spałem może 10 min boli jak cholera wewnątrz jak bym najadł się drutu kolczastego.
To chyba zabrzmi jak scenariusz jakiegoś taniego romansidła ale napiszę w skrócie.
Tydzień temu dostałem telefon od kolegi żony. Poprosił mnie żebym spróbował porozmawiać z żoną, że można nas jeszcze uratować. Nie chciał wcześniej ze mną rozmawiać bo moja żona mu zabroniła i nie chciał się wtrącać w nasze sprawy. Weszła z nim w układ z jednej strony zabezpieczając się z mieszkaniem na wypadek gdyby faktycznie miała odejść a z drugiej strony pozostawiła sobie możliwość rezygnacji z inwestycji zwrotu pieniędzy. Wiedziała też że, w tym czasie dobrze zaopiekuję się córką. Więc wyszło na to, że była to jedna wielka gra. Była tak zdesperowana moim zachowaniem, rutyną i moim egoizmem, że postanowiła postawić wszystko na jedną kartę. Okazało się też, że koleżanka która, pojawiła się gdzieś w trakcie też była testem. Obydwoje zawsze mieliśmy nie za równo pod sufitem.
Wiec cóż? pogodziliśmy się, razem pojechaliśmy na rozprawę żeby oddalić pozew. Przeżyłem z nią najcudowniejszy weekend od paru lat. Zapomniałem o tym wszystkim co działo się w ciągu ostatnich miesięcy. Ale mam jeszcze wątpliwości np. żona nie chce zerwać znajomości z kolegą ale chyba nie po to do mnie wracała, żeby mieć jakieś plany wobec niego. Nie wiem muszę zaryzykować ten ostatni raz za bardzo mi bardzo na niej zależy. Boję się w tej chwili zaangażować się całkowicie bo w razie czego już na pewno mnie to zabije. Będę pamiętał ten rok do końca życia. Czas pokaże czy jestem tak totalnie naiwny czy tym razem dobrze zrobiłem, że posłuchalem serca.
Dziękuję wszystkim.
Pozdrawiam,
To chyba zabrzmi jak scenariusz jakiegoś taniego romansidła ale napiszę w skrócie.
Tydzień temu dostałem telefon od kolegi żony. Poprosił mnie żebym spróbował porozmawiać z żoną, że można nas jeszcze uratować. Nie chciał wcześniej ze mną rozmawiać bo moja żona mu zabroniła i nie chciał się wtrącać w nasze sprawy. Weszła z nim w układ z jednej strony zabezpieczając się z mieszkaniem na wypadek gdyby faktycznie miała odejść a z drugiej strony pozostawiła sobie możliwość rezygnacji z inwestycji zwrotu pieniędzy. Wiedziała też że, w tym czasie dobrze zaopiekuję się córką. Więc wyszło na to, że była to jedna wielka gra. Była tak zdesperowana moim zachowaniem, rutyną i moim egoizmem, że postanowiła postawić wszystko na jedną kartę. Okazało się też, że koleżanka która, pojawiła się gdzieś w trakcie też była testem. Obydwoje zawsze mieliśmy nie za równo pod sufitem.
Wiec cóż? pogodziliśmy się, razem pojechaliśmy na rozprawę żeby oddalić pozew. Przeżyłem z nią najcudowniejszy weekend od paru lat. Zapomniałem o tym wszystkim co działo się w ciągu ostatnich miesięcy. Ale mam jeszcze wątpliwości np. żona nie chce zerwać znajomości z kolegą ale chyba nie po to do mnie wracała, żeby mieć jakieś plany wobec niego. Nie wiem muszę zaryzykować ten ostatni raz za bardzo mi bardzo na niej zależy. Boję się w tej chwili zaangażować się całkowicie bo w razie czego już na pewno mnie to zabije. Będę pamiętał ten rok do końca życia. Czas pokaże czy jestem tak totalnie naiwny czy tym razem dobrze zrobiłem, że posłuchalem serca.
Dziękuję wszystkim.
Pozdrawiam,
Oby u Ciebie nie bylo jak u mnie.
Życzę powodzenia.
Oj Grimm, tylko świstaka tu brakuje.
Siedzialby i zawijal tymi małymi lapkami.
I ziewal.
To chyba zabrzmi jak scenariusz jakiegoś taniego romansidła ale napiszę w skrócie.
Tydzień temu dostałem telefon od kolegi żony. Poprosił mnie żebym spróbował porozmawiać z żoną, że można nas jeszcze uratować. Nie chciał wcześniej ze mną rozmawiać bo moja żona mu zabroniła i nie chciał się wtrącać w nasze sprawy. Weszła z nim w układ z jednej strony zabezpieczając się z mieszkaniem na wypadek gdyby faktycznie miała odejść a z drugiej strony pozostawiła sobie możliwość rezygnacji z inwestycji zwrotu pieniędzy. Wiedziała też że, w tym czasie dobrze zaopiekuję się córką. Więc wyszło na to, że była to jedna wielka gra. Była tak zdesperowana moim zachowaniem, rutyną i moim egoizmem, że postanowiła postawić wszystko na jedną kartę. Okazało się też, że koleżanka która, pojawiła się gdzieś w trakcie też była testem. Obydwoje zawsze mieliśmy nie za równo pod sufitem.
Wiec cóż? pogodziliśmy się, razem pojechaliśmy na rozprawę żeby oddalić pozew. Przeżyłem z nią najcudowniejszy weekend od paru lat. Zapomniałem o tym wszystkim co działo się w ciągu ostatnich miesięcy. Ale mam jeszcze wątpliwości np. żona nie chce zerwać znajomości z kolegą ale chyba nie po to do mnie wracała, żeby mieć jakieś plany wobec niego. Nie wiem muszę zaryzykować ten ostatni raz za bardzo mi bardzo na niej zależy. Boję się w tej chwili zaangażować się całkowicie bo w razie czego już na pewno mnie to zabije. Będę pamiętał ten rok do końca życia. Czas pokaże czy jestem tak totalnie naiwny czy tym razem dobrze zrobiłem, że posłuchalem serca.
Dziękuję wszystkim.
Pozdrawiam,
To chyba żart?
Komunikacja w twoim związku Grimn to farsa
218 2015-06-02 19:43:07 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-06-02 19:45:23)
Jakbym czytał zachłyst Piotra.
.. Poprosił mnie żebym spróbował porozmawiać z żoną, że można nas jeszcze uratować. ...wyszło na to, że była to jedna wielka gra. Była tak zdesperowana moim zachowaniem, rutyną i moim egoizmem, że postanowiła postawić wszystko na jedną kartę. Okazało się też, że koleżanka która, pojawiła się gdzieś w trakcie też była testem...
Niebieskie niebo i słońce na nim to też był test, musisz zapamiętać. I ten deszcz ostatni. Chcieli Cię sprawdzić.
Tiaaa. Baju, baju będziesz w raju.
Napisz mi tylko czy uwierzyłeś ?
No jasne, że uwierzył ...
Ba, z takim talentem małżonki to można scenariusze do Holyludu pisać ... Tera czas na byznes plana.
Dajcie sobie czas widać nawaliła tu komunikacja z obu stron odpocznijcie od siebie moze da sie to jeszcze uratować kto wie ale jeśli ona nie chce to jej nie musisz .Wtedy trzeba ten stan zaakceptować a z czasem sie z tym pogodzić choć to trudne.
Wchodzisz w coś bardzo ryzykownego.
Obyś nie żałował, bo wygląda na to, że w tym momencie jesteś wodzony za nos. Jesteś od niej uzależniony i to ona będzie rozdawać w przyszłości wszystkie karty wiedząc, że pozwolisz sobie na wszystko i uwierzysz w każdy banialuk, byle jej nie stracić.
Tylko czekaj jak jej znowu zacznie się nudzić ...
Hmm i nawet nie wiadomo jak to skomentować......
Czy ty brałeś udział w programie "Mamy Cię"
Ktoś Ci rozwalił życie dla testu?
To jest miłość? ?????
Podejrzewam raczej chorobe psychiczną ew. egocentryzm do kwadratu.
Ja muszę zaryzykować ten ostatni raz ale z dystansem, ze świadomością, że to wszystko może się rozpieprzyć w każdej chwili.
Gdybym się nie zgodziłł miał bym wyrzuty sumienia, że nie spróbowaliśmy jeszcze raz na nowych zasadach dla nas i dla córki.
Jeśli coś będzie nie tak to wiem co robić.
Mam nadzieję, że nie wrócę tu kiedyś znowu.
Paweł
Bez obrazy, ale głupiś synu i tyle?.
Biedny, wyposzczony chłopaku.... Niech zgadnę: Zafundowała Tobie seks Twoich marzeń, co?
No i od razu ani logicznego myślenia i zero trzeźwej oceny?.
Oj oberwiesz i to zdrowo.
Wiesz, z kim masz do czynienia, zdrowo już oberwałeś. I zamiast sobie układać życie od nowa, już bez niej, sam się prosisz o jeszcze.
Bo nie za długo ta sielanka potrwa?. Pierwsza kłótnia i telefon do ?przyjaciela?
Ona nie wytrzyma.
Zasmakowała już zupełnie innego życia, a Ty sam od razu na dzień dobry ustawiłeś się na przegranej pozycji?.
Pani się wybawiła, a kolega postanowił, że ma wrócić do męża? ![]()
Miłość miłością, ale do cholery zacznij chłopaku myśleć logicznie.
Bo póki co to jesteś prowadzony przez nią niczym baran na rzeź?
Już zapomniałeś przez co przeszedłeś i jak byłeś przez tyle miesięcy upokarzany?
By daleko nie szukać, Twój ostatni post z 15 maja?
bo moja żona mu zabroniła i nie chciał się wtrącać w nasze sprawy
Czytasz to co sam tutaj piszesz?
WTF!
Od samego początku był między Wami i to jemu zawdzięczasz, przez co przechodzisz...
Samarytanin się kuźwa trafił,... Zadzwonił, że masz już u niej szansę....
Gdyby głupota miała skrzydła to fruwałbyś niczym gołąb po niebie ... ![]()
Co poużywał to jego, a teraz zużyty odpad do męża....
Szybko zapominasz chłopaku.....
I to się na Tobie zemści.... Nie odrobiłeś otrzymanej lekcji ....
A te tajemnicze spotkania, a ich wspólne mieszkanie ...Te setki telefonów i sms-ów w tajemnicy przed Tobą, te wszystkie imprezy, podczas gdy Ty byłeś niemal nieżywy z rozpaczy...
Hola, hola ...
Nie tak szybko .............
Kto rozwalił małżeństwo i kto ma tutaj dyktować warunki...
Ona?
Chyba się na głowy pozamieniałeś. Zaczij wreszcie myśleć tym co masz między uszami, a nie tym co masz między nogami......
To Ty masz dyktować warunki, to Ty masz je egzekwować ...
Stawia się ultimatum: Albo koniec kontaktu z fagasem, tym pseudo kolegą, albo wylatuje z domu.
Zwrot kasy i rezygnacja z tamtego mieszkania....
Tutaj nie ma miejsca Paweł na jakiekolwiek negocjacje....
Uświadom qurewnie, że albo zaczyna się budowę na nowych zasadach, gdzie nie ma miejsca na zakłamanie. albo nie ma co sobie nawet nią głowy zawracać....
Ty naprawdę już nic nie musisz. To ona ma walczyć o Ciebie, a nie Ty o nią.....
Wbij sobie do swojej łepetyny podstawową zasadę:
To jej ma się udać, nie Tobie, nawet nie wam... Jeśli powrót to wyłącznie na Twoich, niepodlegających żadnym negocjacjom warunkach
To ona ma na każdym kroku Tobie udowadniać, że się nie pomyliłeś...
I tutaj wcale nie chodzi o łóżko Paweł..
Nie daj się łapać na stare jak świat babskie triki...
Zacznij mieć również swoje życie...
Masz ochotę na zabawę , wyskoczyć z przyjaciółmi- zrób to nie oglądając się na nią...
Przestaw swoje życie wyłącznie pod swoim kontem.
Ona ma być dodatkiem do niego, a nie jego sensem.....
Weź sobie przeczytaj jeszcze raz wszystko co nam tutaj o niej i jej zachowaniu napisałeś....
Bo widzę, że kompletnie nic z tego nie zrozumiałeś. Nie rozumiesz kompletnie, z kim masz do czynienia i co Ciebie czeka jak się natychmiast z tego nie wymiksujesz..
Szczerze?
Nie potrafię zrozumieć tego Twojego zafiksowania na jej punkcie.
Po takich akcjach u mnie nie miałaby nawet cienia szansy na powrót....
Jak jej dalej będziesz pozwalać na dyktowanie warunków, ustawianie Ciebie po kątach,
jak znów zaczniesz brać odpowiedzialność za nie swoje winy to do zobaczenia wkrótce
Nie szkoda Twojego młodego życia na eksperyment, po którym, gdy się nie uda( a wiele na to wskazuje), już się nie podniesiesz?
Paweł
Bez obrazy, ale głupiś synu i tyle?.
Biedny, wyposzczony chłopaku.... Niech zgadnę: Zafundowała Tobie seks Twoich marzeń, co?
No i od razu ani logicznego myślenia i zero trzeźwej oceny?.
Oj oberwiesz i to zdrowo.
Wiesz, z kim masz do czynienia, zdrowo już oberwałeś. I zamiast sobie układać życie od nowa, już bez niej, sam się prosisz o jeszcze.
Bo nie za długo ta sielanka potrwa?. Pierwsza kłótnia i telefon do ?przyjaciela?
Ona nie wytrzyma.
Zasmakowała już zupełnie innego życia, a Ty sam od razu na dzień dobry ustawiłeś się na przegranej pozycji?.
Pani się wybawiła, a kolega postanowił, że ma wrócić do męża?
Miłość miłością, ale do cholery zacznij chłopaku myśleć logicznie.
Bo póki co to jesteś prowadzony przez nią niczym baran na rzeź?
Już zapomniałeś przez co przeszedłeś i jak byłeś przez tyle miesięcy upokarzany?
By daleko nie szukać, Twój ostatni post z 15 maja?bo moja żona mu zabroniła i nie chciał się wtrącać w nasze sprawy
Czytasz to co sam tutaj piszesz?
WTF!
Od samego początku był między Wami i to jemu zawdzięczasz, przez co przechodzisz...
Samarytanin się kuźwa trafił,... Zadzwonił, że masz już u niej szansę....
Gdyby głupota miała skrzydła to fruwałbyś niczym gołąb po niebie ...
Co poużywał to jego, a teraz zużyty odpad do męża....Szybko zapominasz chłopaku.....
I to się na Tobie zemści.... Nie odrobiłeś otrzymanej lekcji ....
A te tajemnicze spotkania, a ich wspólne mieszkanie ...Te setki telefonów i sms-ów w tajemnicy przed Tobą, te wszystkie imprezy, podczas gdy Ty byłeś niemal nieżywy z rozpaczy...
Hola, hola ...
Nie tak szybko .............
Kto rozwalił małżeństwo i kto ma tutaj dyktować warunki...
Ona?
Chyba się na głowy pozamieniałeś. Zaczij wreszcie myśleć tym co masz między uszami, a nie tym co masz między nogami......
To Ty masz dyktować warunki, to Ty masz je egzekwować ...
Stawia się ultimatum: Albo koniec kontaktu z fagasem, tym pseudo kolegą, albo wylatuje z domu.
Zwrot kasy i rezygnacja z tamtego mieszkania....
Tutaj nie ma miejsca Paweł na jakiekolwiek negocjacje....
Uświadom qurewnie, że albo zaczyna się budowę na nowych zasadach, gdzie nie ma miejsca na zakłamanie. albo nie ma co sobie nawet nią głowy zawracać....
Ty naprawdę już nic nie musisz. To ona ma walczyć o Ciebie, a nie Ty o nią.....
Wbij sobie do swojej łepetyny podstawową zasadę:
To jej ma się udać, nie Tobie, nawet nie wam... Jeśli powrót to wyłącznie na Twoich, niepodlegających żadnym negocjacjom warunkach
To ona ma na każdym kroku Tobie udowadniać, że się nie pomyliłeś...
I tutaj wcale nie chodzi o łóżko Paweł..
Nie daj się łapać na stare jak świat babskie triki...
Zacznij mieć również swoje życie...
Masz ochotę na zabawę , wyskoczyć z przyjaciółmi- zrób to nie oglądając się na nią...
Przestaw swoje życie wyłącznie pod swoim kontem.
Ona ma być dodatkiem do niego, a nie jego sensem.....
Weź sobie przeczytaj jeszcze raz wszystko co nam tutaj o niej i jej zachowaniu napisałeś....
Bo widzę, że kompletnie nic z tego nie zrozumiałeś. Nie rozumiesz kompletnie, z kim masz do czynienia i co Ciebie czeka jak się natychmiast z tego nie wymiksujesz..Szczerze?
Nie potrafię zrozumieć tego Twojego zafiksowania na jej punkcie.
Po takich akcjach u mnie nie miałaby nawet cienia szansy na powrót....
Jak jej dalej będziesz pozwalać na dyktowanie warunków, ustawianie Ciebie po kątach,
jak znów zaczniesz brać odpowiedzialność za nie swoje winy to do zobaczenia wkrótce
Nie szkoda Twojego młodego życia na eksperyment, po którym, gdy się nie uda( a wiele na to wskazuje), już się nie podniesiesz?
Niestety masz rację After....tyle ze Grimm to wszystko wie w głębi duszy. Pomimo to wybrał oszukiwanie siebie zapewne w nadziei, że "zasluży" sobie tym razem na milosc zony na tyle ze nie będzie potrzebowała szukać kontaktu z przyjacielem tym czy innym.
Jesli ktos nie chce widziec prawdy to jej nie zobaczy nawet gdyby mu ją 100 osób stawiało przed nosem. Pozostaje tylko życzyc autorowi by małzonka w miare szybko odkryła przed nim swe prawdziwe oblicze bo szkoda już nie tyle jego samego co tego dziecka ktoremu zafundowano niezly bajzel i za chwile doswiadczy zapewne kolejnego.
226 2015-06-03 12:36:10 Ostatnio edytowany przez After (2015-06-03 12:41:39)
Jeszcze coś dorzucę Tobie do przemyślenia...
Popełniłeś na samym początku całą serię karygodnych błędów, I nadal je robisz.
Bo teraz po raz kolejny zmieniasz swoje życie dla niej.
Powiem Ci, że rzadko która kobieta uszanuje takiego faceta, który dla niej zrobi wszystko. Tak jak pisałem, pokazanie , że mam postawę kurzajki wrośniętej w stopę partnera nie jest stanem naturalnym i nigdy niczego dobrego nie prowadzi...
To powód do kolejnej zdrady...
Często podświadomy.
Bo ją ciągnie po prostu do męskiego faceta, który walnie pięścią w stół i ona ma czuć respekt.
Do tego dochodzi wybaczenie zdrady- kolejna strata szacunku w jej oczach.
Ja po prostu na podstawie Twojej dotychczasowej i obecnej postawy marnie to Wasze małżeństwo widzę...
Ale to Twoje życie,
Ty decydujesz czy chcesz cierpieć w imię niewiadomego i niepewnego szczęścia, które może kiedyś przyjdzie,
Choć z nią raczej nie ma na to szans, oceniając ją na podstawie Twojego opisu.
Czy też chcesz pocierpieć krótko, ale w końcu przestać cierpieć i wystartować w nowe życie, ale już bez niej.
Ostrzegam jednak, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że ona sobie jeszcze nie raz poleci boczkiem, bo szlak już przetarła, a bolesnych dla niej konsekwencji żadnych nie poniosła...
Wtedy powie Ci coś w stylu : przecież po tym co zrobiłam nigdy nie doszedłeś do siebie, a on (nowy) jest radosny i nie widzę w nim smutku. Więc odchodzę.Pa, pa łosiu...
Wtedy będzie bolało tak jak teraz tylko pomnożone przez milion.
W dodatku będziesz musiał sobie poradzić z tym, że byłeś baranem, bo nie słuchałeś nikogo i sam na własne życzenie masz to, przed czym Ciebie ostrzegano i wszyscy mówili, że tak będzie...
Wiesz, dlaczego moja ex wife wyleciała z mojego życia , a z aktualną mam jak w raju?
Dlatego, że już na samym początku moja postawa określiła i narzuciła granice, po przekroczeniu której wylatuje się z mojego życia i nie ma zmiłuj się.
Podświadomość mojej aktualnej słodkiej zakonotowała sobie już na samym początku, że z nią czy bez niej poradzę sobie doskonale i nie jestem typem, który da się emocjonalnie zaszantażować i nie pozwoli się wykorzystać do emocjonalnej huśtawki ku jej uciesze.
Wie doskonale, że nie dam sobą pomiatać i momentalnie zostanie wyautowana z mojego życia...
Widzisz Paweł, ja pisze o tym, o czym faceci dawno zapomnieli, bo są z każdego miejsca karmieni od setek lat tą romantyczną trucizną o miłości, a do tego fałszywym obrazem kobiet jako niewinnych istotek i relacji międzyludzkich.
Kobiety Paweł to takie same ***** jak faceci,
Tak samo wyrachowane a przy tym jednak o wiele od nas sprytniejsze. W dodatku mające wsparcie stereotypów i naleciałości społecznych.
Na faceta wystarczy rzucić fałszywy cień podejrzenia, czyli oszczerstwo i już musi udowadniać, że nie jest wielbłądem. A kobieta?
Każdy kit wciśnie wszystkim dookoła i przekona siebie i wszystkich, że to ona jest ofiarą . I natychmiast znajdzie cała masa rycerzy broniących jej czci, choć jak widać po naszych postach, nie zawsze jest to regułą.:)
Ja nie mówię czy to dobrze czy źle..., To realizm Paweł.
I nie oznacza to, że nie można cieszyć się życiem, szczęściem, partnerstwem i miłością.
Tak po prostu jest i im szybciej facet podejdzie tak do sprawy tym mniej nieprzyjemności go czeka.
Jeszcze coś dorzucę Tobie do przemyślenia...
Popełniłeś na samym początku całą serię karygodnych błędów, I nadal je robisz.
Bo teraz po raz kolejny zmieniasz swoje życie dla niej.
Powiem Ci, że rzadko która kobieta uszanuje takiego faceta, który dla niej zrobi wszystko. Tak jak pisałem, pokazanie , że mam postawę kurzajki wrośniętej w stopę partnera nie jest stanem naturalnym i nigdy niczego dobrego nie prowadzi...
To powód do kolejnej zdrady...
Często podświadomy.
Bo ją ciągnie po prostu do męskiego faceta, który walnie pięścią w stół i ona ma czuć respekt.
Do tego dochodzi wybaczenie zdrady- kolejna strata szacunku w jej oczach.
Ja po prostu na podstawie Twojej dotychczasowej i obecnej postawy marnie to Wasze małżeństwo widzę...
Ale to Twoje życie,
Ty decydujesz czy chcesz cierpieć w imię niewiadomego i niepewnego szczęścia, które może kiedyś przyjdzie,
Choć z nią raczej nie ma na to szans, oceniając ją na podstawie Twojego opisu.
Czy też chcesz pocierpieć krótko, ale w końcu przestać cierpieć i wystartować w nowe życie, ale już bez niej.
Ostrzegam jednak, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że ona sobie jeszcze nie raz poleci boczkiem, bo szlak już przetarła, a bolesnych dla niej konsekwencji żadnych nie poniosła...
Wtedy powie Ci coś w stylu : przecież po tym co zrobiłam nigdy nie doszedłeś do siebie, a on (nowy) jest radosny i nie widzę w nim smutku. Więc odchodzę.Pa, pa łosiu...
Wtedy będzie bolało tak jak teraz tylko pomnożone przez milion.
W dodatku będziesz musiał sobie poradzić z tym, że byłeś baranem, bo nie słuchałeś nikogo i sam na własne życzenie masz to, przed czym Ciebie ostrzegano i wszyscy mówili, że tak będzie...Wiesz, dlaczego moja ex wife wyleciała z mojego życia , a z aktualną mam jak w raju?
Dlatego, że już na samym początku moja postawa określiła i narzuciła granice, po przekroczeniu której wylatuje się z mojego życia i nie ma zmiłuj się.
Podświadomość mojej aktualnej słodkiej zakonotowała sobie już na samym początku, że z nią czy bez niej poradzę sobie doskonale i nie jestem typem, który da się emocjonalnie zaszantażować i nie pozwoli się wykorzystać do emocjonalnej huśtawki ku jej uciesze.
Wie doskonale, że nie dam sobą pomiatać i momentalnie zostanie wyautowana z mojego życia...Widzisz Paweł, ja pisze o tym, o czym faceci dawno zapomnieli, bo są z każdego miejsca karmieni od setek lat tą romantyczną trucizną o miłości, a do tego fałszywym obrazem kobiet jako niewinnych istotek i relacji międzyludzkich.
Kobiety Paweł to takie same ***** jak faceci,
Tak samo wyrachowane a przy tym jednak o wiele od nas sprytniejsze. W dodatku mające wsparcie stereotypów i naleciałości społecznych.
Na faceta wystarczy rzucić fałszywy cień podejrzenia, czyli oszczerstwo i już musi udowadniać, że nie jest wielbłądem. A kobieta?
Każdy kit wciśnie wszystkim dookoła i przekona siebie i wszystkich, że to ona jest ofiarą . I natychmiast znajdzie cała masa rycerzy broniących jej czci, choć jak widać po naszych postach, nie zawsze jest to regułą.:)Ja nie mówię czy to dobrze czy źle..., To realizm Paweł.
I nie oznacza to, że nie można cieszyć się życiem, szczęściem, partnerstwem i miłością.
Tak po prostu jest i im szybciej facet podejdzie tak do sprawy tym mniej nieprzyjemności go czeka.
Teraz się z Tobą dla odmiany nie zgodzę
Nie jest prawdą ze facet ktory zdradza lub jest o zdradę podejrzewany zostaje z miejsca potepiony a kobieta rozgrzeszona jako na bank niewinna. Powiedziałabym ze wręcz odwrotnie. W odbiorze społecznym zwykle mezczyzna ma" prawo" flirtowac i szukac wrazen bo wkoncu to samiec, drapieznik, ktory ma w naturze polowanie. Kobieta ktora flirtuje jest natomiast z miejsca potepiana i dostaje odpowiednią etykietkę a jesli to "matka dzieciom" to tymbardziej jest odsądzana od czci i wiary...
Zgodzę się natomiast z tym, ze kobiety nie szanują słabych facetow. Nie chodzi o to by był szowinistą i jaskiniowcem co wali pięscią w stol a kobieta biegnie z kapciami by pana zadowolic i nie draznic. Ale ciapek ktory wszystko robi pod dyktando kobiety, wybacza kazdy blad i ponizenie i nie probuje egzekwowac szacunku dla swej osoby ...tego szacunku miec zwyczajnie nie będzie. Jak we wszystkim tak i w relacji miedzy kobietą i mezczyzną potrzebna jest pewna rownowaga a tymczasem grimm jest na dobrej drodze do tego by niestety zostac ciapkiem...
Dzięki After znowu... Naprawdę doceniam i dziękuję za opinię.
Zgadzam się z tym ale to silniejsze odemnie. I to prawda, że zastanawiam się ile czasu potrwa ta sielanka. Fizycznie mnie nie zdradziła emocjonalnie niestety tak. Jestem w stanie to zrozumieć ( wybaczyć kiedyś może) bo też odsuwałem ją od siebie ale ona też jest świadoma tego co zrobiła i rozmawiamy o tym każdego dnia bo wcześniej nasze problemy po prostu gdzieś tam lądowały po kątach. I wiem jaka ona jest do bólu jestem tego świadom. Nie poświęcę się w 100% bo nawet nie potrafię powiedziałem jej, że mogę zaoferować tylko tyle siebie ile zostało bo resztę zdążyła zniszczyć.
.Na początku tego roku poinformowała mnie, że kilka razy spotkała się z kolegą z pracy ( spacer z psem). Pomyślałem sobie że to próba czy mi na niej jeszcze zależy i zareagowałem ostro wywołując chyba pierwszą w naszej ? karierze? kłótnię na maxa. Przeprosiłem ją, przemyślałem to i postanowiłem dać jej więcej swobody chociaż byłem mocno zazdrosny. Zaczęły się wyjścia na imprezy, do koleżanek i totalne ignorowanie mnie. Co dziennie czekałem na nią i próbowałem rozmawiać aż w końcu pewnego dnia powiedziała, że to już koniec bo przestała mnie kochać.
To tylko przypomnienie z pierwszego posta
...Fizycznie mnie nie zdradziła ....
Ty sczerze czy żarty sobie stroisz ?
Ona Cię zdradziła już dawno, także fizycznie
Sądzę, że oboje stwierdzili, ze to nie to, znudzili się sobą i postanowili się rozejść po przyjacielsku ale nie wiedzieli jak, stąd dostałeś ten telefon od "kolegi"
Twoja jż straciła nad Tobą kontrolę wymknąłeś się i nie działałeś tak jak chciała, zechciała ją odzyskać, co się jej udało. Możliwe też, ze bała się, że wystąpisz o rozwód z orzekaniem a to mogłoby splamić ten nienaganny wizerunek.
Twoja Pani nie ma zamiaru tego przerabiać, tej zdrady, stąd uważam, ze niedługo powtórzy manewr ale z wielokrotnie większą siłą.
Bullet, podzielam Twoją opinię.
Coś tam żonce Grimma z jej "kolegą" czy też "przyjacielem" nie wyszło, pod doopą jej się zapaliło - to trzeba się ratować.
Wybrała metody typowe tak bardzo, że aż nudne.
I z zamkniętymi oczami mogę wyrecytować co będzie robiła i mówiła dalej.
W ogóle ostatnio mnóstwo tu historii powielających tylko utarte schematy pewnych zachowań niewiernych żon czy mężów.
Smutne to.
Więc wyszło na to, że była to jedna wielka gra. Była tak zdesperowana moim zachowaniem, rutyną i moim egoizmem, że postanowiła postawić wszystko na jedną kartę. Okazało się też, że koleżanka która, pojawiła się gdzieś w trakcie też była testem. Obydwoje zawsze mieliśmy nie za równo pod sufitem.
Jeśli ktoś zdradza jest niedojrzały, ergo: Nie ma Miłości, mogło być co najwyżej płytkie uczucie lub zauroczenie, które zweryfikowały czyny.
Nie ma mowy o Miłości, która z natury jest czymś 'pełnym' i dojrzałym kiedy "bawi się" w nią emocjonalny niedorozwój..
Naga prawda Grimm, do 50' dojrzejecie
Jeszcze tylko10 lat eksperymentów przed wami ![]()
232 2015-06-03 18:01:14 Ostatnio edytowany przez After (2015-06-03 18:15:49)
Oj Paweł, Paweł.....
Tia, nie spali ze sobą.... Na pewno oglądali wyłącznie znaczki.... Wzdychali do siebie i wpatrywali się w swoje oczy.
Piszę do faceta, więc nie będę owijać w bawełnę..
Jesteś głupi i naiwny. Co gorsza, nie wyciągasz żadnych wniosków dla siebie
Pamiętaj, Kobiety szanują wyłącznie mężczyzn i tylko ich traktują poważnie.
Akurat Ty w jej oczach nim nie byłeś i nadal nie jesteś,...
Żadna kobieta nie odważy się potraktować tak jak Ciebie potraktowała kogoś kto w jej postrzeganiu jest mężczyzną,
Skoro to silniejsze od Ciebie, to ten okres kompletnie nie przepracowałeś, aby zrobić porządek ze sobą, swoimi emocjami.
Nie zrobiłeś kompletnie nic, aby odbudować wiarę w siebie, swoje poczucie wartości i rozpoczęcie poznawania nowego świata...
Pogrążyłeś się w polu stokrotek i swoim cierpieniu...
Widzisz, całe to dawanie szansy, to luksus i Twój kaprys, a nie to co się jej należy niejako z urzędu..
Trzeba być na tyle silnym, aby być gotowym zarówno wybaczyć jak i bezlitośnie wykopać lafiryndę za drzwi. To też już tutaj pisałem...
Ty jesteś na to za słaby i możesz mi wierzyć, ona tę Twoją słabość, Twoje uczucie do niej bezwzględnie wykorzysta..
Mogę się założyć, że ten Twój psycholog to kobieta.. Mylę się?
Od razu to widać po efektach, a właściwie ich braku..
Masz załatwione tak jak wcześniej pisałeś sprawy majątkowe? (rozdzielczość, kto jest właścicielem tego mieszkania, w którym mieszkasz, osobne konta?) To nie wiem dlaczego odpuściłeś rozwód!
Nie rozumiesz, że jej powrót miał się odbyć na kolanach! Że to ona miała Ciebie błagać o danie jej szansy....
Że to jej się pod dupą zaczęło palić a nie Tobie?
Przestań się nad nią do cholery litować, bo ona litości dla Ciebie nie miała i jak tylko znajdzie kolejnego lowelasa, litości mieć nie będzie..
Masz szansę na to, aby Ciebie zaczęła szanować,
Ale tylko w przypadku pozbawienia jej kontroli nad Tobą i sytuacją, pokazania jej, że Twoja hierarchia po tym co zrobiła uległa gwałtownej zmianie.
Od teraz na pierwszym miejscu jesteś Ty i córka, potem pies, kot, królik lub rybki, potem długo, długo nic i dopiero ona...
I tylko od jej postawy, jej czynów a nie słów zależy czy po pierwsze, nie zostanie wykopana z domu,
A po drugie, czy awansuje w Twojej nowej hierarchii i może wtedy być może odzyska jakąś odrobinę Twojego szacunku...
Nie patrz na to, co teraz wyczynia w łóżku. Korzystaj do woli
, ale bez robienia jej jakiejkolwiek nadziei. Przecież powiedziała Tobie, że nie jest k***ą, bo jeszcze jest mężatką a jednak nią się przecież okazała. Póki nie zasłuży na zaszczyt bycia nadal Twoją żoną, traktuj ją tak, jakby k***ą nadal była.
Pozwól jej zawalczyć o Ciebie ale żyj tak jakby jej nie było...
Masz ochotę wyjść na piwo - idziesz, masz ochotę iść się pobawić - idziesz.
Po prostu jej się nie musisz o nic pytać
To jest ta cena, jaką ona musi przez jakiś czas płacić. Ma Ciebie wspierać i pomagać wyjść Tobie z tego syfu psychicznego, w którym dzięki niej się znalazłeś.
Ma z pokorą znosić Twoje jazdy
Natychmiast...
Bezwzględnie i bez żadnych fochow :
-zrywa całkowicie kontakt z tym 'kolegą ", Nawet jeśli będzie musiała się zwolnić z pracy...
- przy Tobie ma poinformować jego dziewczynę(o ile ona w ogóle istnieje) i ją przeprosić. A co ona z tym zrobi, to już nie Twoja sprawa...
-zrywa tę umowę na mieszkanie i pieniądze mają wrócić na Twoje konto...
-wszelkie opłaty, koszty utrzymania, w tym spłata kredytu - po połowie..
Jeśli złapiesz ją na kontakcie z gachem, jakiś podejrzany kontakt, znajomość poza Twoimi plecami, nie będzie chciała się na powyższe zgodzić - natychmiast ją pakujesz i robi wypad. Już nie ważne gdzie.. Czy do niego, czy swoich starych. Ciebie to nie interesuje...
To zawsze będę pisać : trzeba lafiryndę ostro przeczołgać psychicznie, postawić wręcz pod ścianą, aby na samą myśl o zdradzie rzygala jak kotka..
Zrobić jej taką jazdę emocjonalną, że tamto uczucie to pikuś w porównaniu z tym, co Ty jej fundujesz...
Bez konsekwencji masz powtórkę 100% pewną...
Oczywiście musisz uważać, aby nie przegiac...
Nic na miękko, nie wolno tego zamieść pod dywan i pozwolić jej, aby to jej uszło plazem...
I już za nic jej nie przepraszaj...
Jednak moim zdaniem tutaj nie ma co dawać szansy. Jedynym wyjściem, o ile nie chcesz wylądować w pokoju bez klamek, jest ewakuacja
Jednak jak pisałem - to Twoje życie, a nie moje...
Ja bym wiedział, co z taką gwiazdą trzeba zrobić Tutaj mowy by nie było o jej powrocie . Ale ja to nie Ty, a Ty to nie ja...
Dobra rada Paweł.
Zacznij się wreszcie chłopaku szanować! .. Szanować jako człowiek, jako facet.
Bądź wreszcie mężczyzną, a nie p***ą
Spotkaliśmy się wszyscy wczoraj ja, żona, kolega i jego dziewczyna. Dziewczyna o wszystkim wiedziała od początku o mieszkaniu o tym, że żona chciała odejść. Rozmawiałem z M jeszcze dziś mówiła mi że żona wypłakiwała się u nich kilka razy miała depresję nie wiedzieli co z nią zrobić. Mi mówiła, że idzie na imprezę a w rzeczywistości siedziała u nich... Nie wiem co o tym myśleć. Cofam się do okresu przed tym wszystkim i nie widzę powodu dla którego miała by się tak zachowywać. Nic jej nie zrobiłem. Te jej zachowania jak flaga na wietrze. Mówiła mi kiedyś, że muszę zaakceptować jej zmiany nastroju bo ona tego nie kontroluje. Moi znajomi nigdy za nią nie przepadali mało tego koleżanki się jej bały. Ale teraz to bez znaczenia bo znajomości i tak szlak trafił.
Jak na razie zachowuje się normalnie jest cicha, spokojna i bardzo się stara ale ja po tym wszystkim czuję się jak na polu minowym.
Grimm, może małżonka ma jakieś zaburzenia emocjonalne ? psychiczne ?
Zdarzało mi się spotykać osoby o bardzo zmiennych nastrojach. Są męczące.
Ale tutaj mamy kobietę ze zmiennymi (bardzo) nastrojami, która jednak bierze udział w wyrafinowanym przedstawieniu. Mówiąc wprost zamiast zabiegać o profesjonalną pomoc oszukuje męża przy współpracy jakiegoś kolesia i jego(?) kobiety.
Autorze, znasz tę parę? Co o nich wiesz?
Wierzysz, że osoba niestabilna uczuciowo/emocjonalnie jest w stanie skutecznie grać swoją rolę w przedstawieniu przygotowanym przez kogo???
Autorze, wspominałeś o jakichś pieniądzach na "zakup" mieszkania. Co się z nimi stało?
Czy proponowałeś żonie terapię?
Tak na mój ogląd świata to właśnie jesteś manipulowany przez "spółkę", o której nic nie wiesz.
Sugeruję konsultacje z dobrym, bardzo dyskretnym prawnikiem.
I przeczytaj starannie(!) wpisy Aftera.
Pozdrawiam!
Jan Cydr
od początku śledzę ten wątek i od początku uważam, że zdrady nie było, że żona chciała Twojej uwagi, że nie czułą się ważna i kochana, miała kryzys wieku średniego, kocha Cię, chce być z Tobą, to była demonstaracja.
Dobrze zrobiłeś a teraz odbudujcie związek.
Najlepszego!
pachnie borderem, może być potrzebny psycholog
238 2015-06-07 11:18:59 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-06-07 12:08:56)
Grimm: żal mi Ciebie, po gierkach jż serwuje Ci kolejną bajeczkę o tym, że to zaplanowane.... w części tak, bo miała zamiar sobie ułożyć życie z gościem, ale on (z nieznanych przyczyn) odstawił (kopnął w d...) ją i próbują "coś" ratować. Znam taka parę, byli zaręczeni, on w tym czasie nawiązał romans z mężatką, sprawa się rypła, narzeczona wybaczyła i by się pozbyć mężatki sprzedali bajeczkę i jakimś układzie. Po kilku miesiącach i tak wyszło szydło z worka. Zresztą obie pary się ostatecznie posypały, próbowali zakryć kłamstwo jeszcze większym kłamstwem.
Kilka osób powyżej proponuje Ci opowiastki rodem z harlekinów ale twoja historia jest prosta jak drut.
Mogę tylko powtórzyć.
...
Ona Cię zdradziła już dawno, także fizycznieSądzę, że oboje stwierdzili, ze to nie to, znudzili się sobą i postanowili się rozejść po przyjacielsku ale nie wiedzieli jak, stąd dostałeś ten telefon od "kolegi"
Twoja jż straciła nad Tobą kontrolę wymknąłeś się i nie działałeś tak jak chciała, zechciała ją odzyskać, co się jej udało. Możliwe też, ze bała się, że wystąpisz o rozwód z orzekaniem a to mogłoby splamić ten nienaganny wizerunek.
Twoja Pani nie ma zamiaru tego przerabiać, tej zdrady, stąd uważam, ze niedługo powtórzy manewr ale z wielokrotnie większą siłą.
Pokazałeś jej gdzie raki zimują i zrobiło się gorąco więc przemeblowała swoje wyobrażenie o Tobie. Dopiero wtedy jak pokazałeś jaja !! Tak: tu oklaski za scenę, gdy stwierdziłeś, że nie możesz się doczekać by się wyprowadziła. Pamiętasz ? Ja pamiętam te emocje, napisałeś, że płakała, chciała się przytulic, a Ty "chłodny" wyszedłeś, choć Cię w środku się gotowałeś - to była scena na Oscara
ale jakże skuteczna i potem poszło jak klocki domina. Dlaczego ? Do niej wreszcie zaczęło docierać, ze przegięła pałę i wreszcie zrobiła bilans zysków i strat. Idę o zakład, ze wypłakiwała się w ramie gościa i być może ten też zrozumiał, że poszli za daleko i ja pogonił.
Źle zrobiłeś wycofując pozew. Napisałeś, że w układzie była też "koleżanka" (podstawiona), narzeczona gościa. Czy to przeczytałeś ? Czy w ogóle zastanawiałeś się w ogóle nad tym co Ci sprzedają ? Przecież to jest k.wa chore, kolejna bajka, a ty łykasz jak młody rekin ! Kto jeszcze był w tym układzie ? Może Osama bin Laden ? A może Bielan, Kamiński i Kurski ? Weź się stuknij w głowę. Wierzysz w bajkę o czerwonym kapturku i wilku, który zjadł babcię i czerwonego kapturka, potem myśliwy zabił wilka i rozciął mu brzuch i z niego wyszedł szczęśliwy czerwony kapturek i babcia ? Wierzysz w to ? NIE ?
Widzisz, coś podobnego Tobie sprzedają. Możesz na tym zarobić, spisz to i wydaj w formie książeczki, dostaniesz nagrodę Nike w kategorii "bajki" ![]()
Jeśli masz zamiar ratować małżeństwo, to jeśli teraz nie "pier.olniesz pięścią w stół" do końca życia będziesz żałował. Rozumiesz: muszą polecieć wióry. Musisz pokazać co się wydarzy, gdy powtórzy manewr, w taki sposób by to zrozumiała bez konieczności zaprzęgania wyobraźni.
Grimm,
Myślę że Twoja sielankowa historia, to nie jest gra żony, kolesia i jego koleżanki.
Chyba jednak ( uwaga - zmieniam zdanie) , żona czuła się źle i wybrała najdziwniejsze z mozliwych,
sposobów na ratowanie małzeństwa.
Ale, nie sądzę żebyście sami z żoną potrafili wyjść z tego bałaganu.
Postępowanie żony, wskazuje na zupełny brak poczucia rzeczywistości, wpływ jej stanu psychicznego, moze depresji lub innego stanu patologicznego.
Zacznijcie terapię wspólną, zona też potrzebuje terapii.
Jej stan psychiczny, to bomba która za jakiś czas wybuchnie znowu, ze wzmozoną siła.
To nie tylko kwestia komunikacji.
Lepiej poszukajcie pomocy, teraz potem może być za późno.
Choćby teraz wydawało sie, że jest super.
W tej chwili sytuacja jest klarowna. Cześć mieszkania którą opłaciła żona, kolega zwrócił pal licho to co ona zdążyła umeblować z tym się jakoś dogadamy. Nasze mieszkanie mam przepisane na siebie i w razie czego żona po prostu je opuści. Tu już nie chodzi o zaufanie ale chcę być przygotowany tak na wszelki wypadek, ona to akceptuje.
Co do podstawionej koleżanki, to źle to opisałem, chodziło mi o to, że żona obserwowała jak się będę zachowywał czy pójdę dalej w tą znajomość a ponieważ zakończyłem to na starcie to bardzo to ją ucieszyło. Opowiadała mi jak bardzo szlak ją trafiał gdy rozmawiałem z tą koleżanką przez tel. i gdy zaprosiłem ją do domu na kawę. Tylko co by było gdybym tej znajomości nie zakończył i teraz może układał bym sobie życie z tą koleżanką? Zadałem żonie takie pytanie odpowiedz byłą ciekawa - walczyła bym o ciebie jak kiedyś:) ( Dawno temu tzn. przed naszym ślubem faktycznie bardzo sprytnie "usunęła" moją dziewczynę żeby się do mnie dostać).
Powiedziała mi też że wielokrotnie chciała to wszystko zakończyć bo nie umiała już wytrzymać ale wiedziała, że przegięła z pozwem i nie wiedziała jak to odkręcić. Dopiero na rozprawie chciała wycofać się ze wszystkiego. Dodatkowo dołowało ją to, że ja sobie świetnie radzę sam i mam dobre samopoczucie choć w rzeczywistości czułem się paskudnie zresztą widać to było tu na forum. Cóż tak mi powiedziała - przyjąłem to do wiadomości.
Kolega i jego panna ... tu też nie byłem do końca pewien o co chodzi. Panna M wiedziała od początku o mieszkaniu poza tym widziałem ją i kolegę gdy szli razem za rączkę. Rozmowy mojej żony z nim (długopis i podsłuchane rozmowy tel) też nie były to słodkie słówka ale przynieś, podaj, przyjedz po mnie bo nie będę tego targać, itp. Mało tego na jednej z rozmów opowiadała koledze jakim jestem dobrym ojcem i odnośnie detali w tamtym mieszkaniu, że ja zrobił bym to czy siamto inaczej.
Wiem, że nie powinienem się obwiniać ale faktycznie przed tą akcją nasze relacje kierowały się w złą stronę. Chociaż wcześniej napisałem, że nic jej nie zrobiłem to właśnie to "nic" to był mój błąd. Była po prostu rutyna i obojętność a ja nadużywałem słowa "marudzisz" wony czas spędzaliśmy metry od siebie albo z dala od siebie.
241 2015-06-08 13:41:55 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2015-06-08 13:43:40)
Grimm, z całym szacunkiem dla Waszego wieku i stażu małżeńskiego ... naprawdę, ŻAŁOSNE.
Albo Twoja żona ma co najwyżej 12 lat, albo zdecydowanie świstak siedzi i zawija sreberka.
Komunikacja w Waszym związku - to poziom 3 metrów mułu.
Jak budować wspólnie przyszłość, jeśli ma się zagrywki na poziomie słodkiej gimnazjalistki z 1 klasy gimbazy ?
Ona na rozprawie chciała odkręcić, odwołać ?
Współczuję Ci Grimm.
Zgadzam się z tym Isa.
To zdecydowanie nie jest zachowanie dorosłej i odpowiedzialnej osoby.
Tak chciała mnie "przemęczyć" do rozprawy i oddalić pozew w trakcie. Masakra. Nie wytrzymała i 4 dni przed rozprawą przyszła do mnie porozmawiać 2 dni po mojej rozmowie z kolegą.
Tak jak wcześniej pisałem miała w przeszłości dziwne zachowania ale nigdy na taką skalę.
243 2015-06-09 17:39:30 Ostatnio edytowany przez After (2015-06-09 18:52:50)
Paweł,
Wiesz dokładnie tyle i tylko tyle, co dopiero po naszych naciskach sam ustaliłeś..
Nic ponadto.
Może tak było, jak w tej bajeczce, którą Tobie sprzedają, a może jednak byli kochankami co wg mnie jest najbardziej prawdopodobne. Może ta dziewczyna lubi trójkąty?
Skąd możesz wiedzieć, co jest prawdą, a co kłamstwem.
Bo spoglądając na to wszystko moimi oczami, robią Ciebie na żywca w balona!
Choć na Twoje potrzeby pozornie bajka, którą napisali z tym kolega jest możliwa, to jednak tutaj nic a nic kupy się nie trzyma! A brałeś pod uwagę to, że ta jego niby dziewczyna również jest podatawiona i wprowadzona w temat, aby to ich bajdurzenie uwiarygodnić?
Bullet perfekcyjnie naprowadził Cię na trop....
Naprawdę do cholery włącz chłopaku logiczne myślenie!
Co najbardziej mi rzuciło się w oczy?..
Na tych wszystkich nagraniach powinien się pojawić Wasz temat i to on powinien być głównym tematem tych wszystkich jej rozmów rozmów z "kolegą"
Gdyby bowiem nawet było tak jak Tobie ta warta siebie trójca wmawia, to na Twoich nagraniach powinny być rozmowy, jaki miała plan, co czuje, jak Ty przez to przechodzisz, pytania o to jak ma z tego wybrnąć, aby uratować swoją dupę.
Przecież termin rozwodu zbliżał się nieuchronnie i biorąc na logikę to to powinno zdominować ich nagrane przez Ciebie rozmowy.
Jednak nie napisałeś, że tak było?
Kolejna sprawa, żaden kolega nie pozwoliłby mówić do siebie tonem nie znoszącym sprzeciwu. Może raz by jej się upieklo , ale po kolejnych byłoby ostro.. .
Tylko gdy łączy coś więcej niż kolezenstwo jest możliwe przyzwolenie na takie traktowanie ...
A już metoda na ratowanie małżeństwa to z jej strony wręcz majstersztyk ![]()
Sorry za ironię, ale gdy czytam te jej, ich teksty, jakimi jesteś karmiony to mi się aż niedobrze od tego robi.
Cokolwiek byś nie powiedział na jej temat, masz do czynienia z wyjątkowo paskudnym typem kobiety, Nigdy nie zastanawiałeś się, dlaczego koleżanki jej się bały i wszyscy znajomi trzymali się od Was z daleka?
To zimna, wyrachowana do granic cynizmu i pozbawiona empatii egoistyczna suka.
To jakiś potwór a nie kobieta.
Bo kim trzeba być, jakie zezwięrzęcenie charakteru trzeba mieć w genach aby zafundować bliskiej z pozoru osobie to co ona Tobie zafundowała! Jakim trzeba być wyzbytym z wszelkich uczuć człowiekiem, aby wpaść na taki pomysł ukarania Ciebie i wręcz na poziomie oseska tłumaczyć to wszystko tak, jak Tobie usiłuje wmówić.
Jaką za przeproszeniem trzeba być k***ą, aby patrzeć na cierpienie bliskiej osoby, poniżać ją i czerpać z tego sadystyczną przyjemność, dowalając jeszcze do pieca, kopiąc już leżącego partnera.
Ja już wcześniej o tym pisałem, że nawet jak Ciebie ma dupie to nie oznacza, że nie chce mieć Ciebie i sytuacji pod kontrolą,
Nagły zwrot akcji kiedy nastąpił?
Tak, jak napisał Bulet- w momencie, gdy zacząłeś pokazywać jej obojętność, gdy zobaczyła że poradzisz sobie bez niej i zaczęła tracić kontrolę nad Tobą i sytuacją,
W tym zdaniu masz all in one :
Dodatkowo dołowało ją to, że ja sobie świetnie radzę sam i mam dobre samopoczucie...
Do tego na horyzoncie pojawia się ta Twoja koleżanka...
A to, gdy powiedziała, co by zrobiła gdybyś zaczął układać życie z tą dziewczyną,potwierdza, że masz do czynienia z borderką ..
Poczytaj jeszcze raz moje i innych wcześniejsze posty na ten temat!
Tymczasem zbliżał się nieuchronnie termin sprawy rozwodowej, a Ty zamiast popełnić samobójstwo z tego powodu, zacząłeś żyć swoim życiem, coraz bardziej ją olewając
Uciekłeś po prostu jej z szafotu i cały jej misterny plan poszedł w p?du..
To był ten moment, gdy ten sqrwiel do Ciebie zadzwonił, że jest szansa ?
Kurwa. Jaka szansa? To zamiana szubienicy na szafot Paweł.
Przed takim wyborem z mojej perspektywy Ciebie postawili!
Paweł, tak jak wcześniej napisałem.
Kompletnie nie odrobiłeś lekcji jaką ona Tobie zafundowała i mimo, że od niej dostałeś porządnie wpierdol, nic z tego nie zrozumiałeś i nie wyciągnąłęś żadnych wniosków...
Teraz udało się Tobie przeżyć. Bo z kolegą nie wypaliło. Ale następnym razem może się Tobie już to nie udać...
A z tym mieszkaniem to nie bądź taki pewien. Wcale nie będzie się musiała wyprowadzić. Jest jeszcze córka, której jest matką i sąd...
Podtrzymuję w całej rozciągłości to co o niej napisałem.
I choćbyś nie wiem jak ją usprawiedliwiał a siebie obciążał, zdania na jej temat nie zamienię
Z nią nie ma miejsca na cokolwiek, a już tym bardziej na budowę związku na nowo. Od takich kobiet wręcz się spierdala i zrywa całkowicie kontakt, bo one zrobią wszystko, aby każdy nowy związek ich byłych rozwalić...
Po takich akcjach, po tym wręcz sadystycznym potraktowaniu Ciebie dla niej jest tylko jedna droga - za drzwi!
Paweł, chłopaku
Jak trzeba mieć niskie poczucie wartości, jak niską samoocenę aby znieść takie traktowanie i za to jeszcze przepraszać.
Bo po takich akcjach jakie Tobie zafundowała, nie byłoby dla niej z mojej stronie litości...
Naprawdę trzeba nie mieć szacunku dla siebie, aby kogoś takiego jak ona wpuścić do domu.
Ba, pozwalając jej wrócić robisz dwa, a nawet trzy podstawowe błędy.
Po pierwsze, do reszty straciłeś w jej oczach jako mężczyzna.
Po drugie, znów ma kontrolę nad Tobą i sytuacją
Po trzecie, nie pieprz mi tutaj bajek, że wspólnie postanowiliscie. W życiu w to nie uwierzę To ona postanowiła, Ty z radością na to przestałeś.
Tak jak wcześniej brałeś na klatę nie swoje winy, tak było zgody na rozwód na jej warunkach, tak i było teraz.
Błagam...
Jeśli już chcesz spróbować, to do cholery pokaż jej, że tak lekko jej już nie będzie!
Stawiaj jej ultimatum i ma Twoje warunki bez żadnego sprzeciwu zaakceptować!
Postaw ją teraz pod ścianą. Albo Ty, albo niech w*****a. Na zawsze...
@koniec kontaktu z tym kolegą. Jeśli to nie jest możliwe ze względu na jej prace, ma się z niej zwolnić i szukać innej. Łapiesz ją na choćby próbie skontaktowania się jej z nim lub odwrotnie, wylatuje...,
@wszystkie opłaty i koszty życia na pół... Nie interesuje Cię, ile jej zostanie...
@ ją obowiązuje kompletna transparentność. Żadnych haseł na telefonie, wykasowanej historii i skasowanych sms_ów. Pełen wgląd w jej konta pocztowe, billing połączeń z jej numeru. Oczywiście keyloger po cichu na kompie i jej telefonie.
To ostatnie sie rozumie, że bez jej wiedzy... Łapiesz ją na nawet drobnym kłamstwie, kończysz zabawę i składasz pozew..
Póki co wszystkie rozmowy nagrywaj,
Mam nadzieję, że te spotkania tego złotego trójkąta masz również nagrane?
I jeszcze jedno, ona bez dyskusji do bardzo dobrego psychiatry ze specjalnością psychoterapia.
Ty - do bardzo dobrego psychologa ale to ma być facet, a nie kobieta..
Tak jak napisałem, to ona ma walczyć o Ciebie jak lwica w obronie swoich młodych.
Ona, a nie broń Boże Ty!
Masz jej urządzić psychiczną ścieżkę zdrowia, aby zrozumiała, że jest na wylocie. Jeden nawet malutki błąd, jedno malutkie kłamstwo, jedna próba kontaktu z tamtym gnojem dla niej oznacza koniec..
O poczuciu bezpieczeństwa i gwarancjach z Twojej strony może na jakiś czas zapomnieć..
Bo w każdej chwili masz prawo mieć jej dość...
To jest cena i rachunek jaki musi zapłacić za to co zrobiła..
Tylko czy na to i to co poniżej jesteś wystarczająco silny.
Ty zacznij jednak żyć tak, jakby jej nie było.. Dla własnego bezpieczeństwa. Spadła w twojej hierarchii bardzo nisko,
Póki nie udowodni i nie zasłuży w Twoich oczach na awans, jest tylko dodatkiem do Twojego życia..
Jednak zastanów się naprawdę bardzo poważnie, czy warto. Czy nie lepiej pozbyć się tej psycholki i spróbować ułożyć sobie życie na nowo.
Z kimś zupełnie innym. Są naprawdę wartościowe dziewczyny na tym świecie Paweł.
Mądre i uczciwe. I co najważniejsze, w przeciwieństwie do niej - normalne...
Warta ona jest tego Twojego poświęcenia, mając w perspektywie szanse na normalny zwiazek?
I jeszcze jedno - wybij jej z głowy wszelkiej postaci próby szantażu czy straszenia samobójstwem, gdybyś chciał odejść. Powiedz jej, że od razu wieziesz ją do psychiatry!
Jak chcesz sobie i córce sperdolic życie - pozostanie z tą kobietą jest najlepszym na to sposobem...
Jak chcesz mieć szansę na normalny związek i życie, to wykop ją ze swojego życia na zawsze...
Masz jeszcze wybór - decyduj.
I to teraz, póki jeszcze jesteś młody i masz na to szansę,
Gdy nie będzie będzie za późno na zmianę. Z bardzo prostego powodu.
Ona zrobi z Ciebie roslinkę
Pozdrawiam
After
Pięknie i dosadnie. Wszystko na temat. Sam doświadczyłem podobnego przypadku i wiem, że ten sposób to jedyny sposób odzyskania siebie i godności, miłości własnej osoby. A co za tym idzie wzrostu poczucia wartości u innych osób. Innej drogi nie ma.
Dziwnie się czuję z tym wszystkim naprawdę...Codzienność z żoną teraz po tym wszystkim jest inna. To jest jak balans na bardzo cienkiej lince. Tak jak napisaliście After, Bullet nie trzyma mi się kupy ta całą historia. To wszystko jest takie jakieś nierealne. Ja nie był bym w stanie zafundowac nikomu czegoś takiego nie jestem takim człowiekiem nie potrafię być egoistą. To zawsze się mści na mnie czy to w pracy czy w życiu prywatnym. Mówią, że dobro wraca wydaje mi się że, tak ale w postaci mocnego kopa w dupę.
Nie potrafię zrozumieć też tego, że w zasadzie miała już prostą ścieżkę do nowego życia (mieszkanie, rozwód bez przeszkód) a jednak zdecydowała się wrócić. Czy ona mnie naprawdę kocha czy w tym szaleństwie jest jeszcze jakiś inny plan. Kocham ją i chcę z nią być ale teraz dopiero naprawdę boję się przyszłości.
246 2015-06-11 12:45:09 Ostatnio edytowany przez After (2015-06-11 12:46:28)
Paweł,
Co ja mam ponadto co napisałem jeszcze napisać?
Masz wszystkie argumenty podane na tacy i tylko wyłącznie do Ciebie należy decyzja.
Tak jak napisałem- przynajmniej dla mnie, kompletnie nie jest ważne co ja do kogoś czuje. Najważniejsze jest to, co druga osoba czuje do mnie.
Czyny a nie słowa, całość a nie tylko chwile...
Ona Ciebie nie kocha.
Nawet się nie pytaj dlaczego, bo sam to doskonale wiesz..
Po pierwsze to przecież wyraźnie Tobie powiedziała.
Po drugie-udowodniła tym, co Tobie zafundowała i to powinno Tobie wystarczyć.
Nikt, kto kocha nie jest bowiem w stanie posunąć się do takiego okrucieństwa jakiego Ty doświadczyłeś z jej strony
Po tym wszystkim co napisaliśmy i co jest Tobie znane z autopsji, wiesz z jak paskudnym typem kobiety masz do czynienia i do czego wobec Ciebie gotowa jest się posunąć?
Twoje uczucie, Twoje cierpienie miała i ma nadal głęboko w dupie! To co się teraz dzieje, ten okres ?miesiąca miodowego? to z jej strony moim zdaniem raczej chwilowy przystanek niż trwała zmiana..
Po prostu nie ma chwilowo bezpiecznej przystani .
No i jeszcze wątek ekonomiczny. Po podziale majątku, rozdzielczości majątkowej i finansowej, byłoby z nią kiepściutko jeśli chodzi o kasę.
I jeszcze jedno.
Jak to już przecież pisałem, nawet największa dziwka, największy kurwiarz potrzebują bezpiecznej przystani?
A tylko Ty jej póki co pozostałeś i zaślepiony miłością jesteś w stanie jej to zapewnić?
Po finale z ?kolegą? nikogo innego na horyzoncie po prostu nie ma ?
Życie z nią to jak napisałem,jest jak wejście na nie oznakowane nowoczesne pole minowe. W każdej chwili możesz wylecieć w powietrze.Szansa na przeżycie jest .. Ale naprawdę minimalna
Jesteś młodym, fajnym i poukładanym mężczyzną.
Masz przecież do cholery dopiero 31 lat! To przecież wiek, w którym naprawdę bardzo wielu dopiero decyduje się na małżeństwo..
Masz naprawdę jeszcze całe życie przed sobą i od niej niejako w prezencie, co prawda bardzo bolesnym, otrzymałeś szansę
Szansę na normalny związek z mądrą, wartościową i normalną dziewczyną?
Lub wybierasz życie z nią ale ze świadomością, że w każdej chwili możesz mieć zafundowaną powtórkę z rozrywki.
Bo to, że kolejny raz Ci tego rodzaju emocje zafunduje wg mnie masz na 99,9% pewne.
Ja doskonale rozumiem, przed jakim dylematem teraz stoisz?
Chciałeś mieć normalną rodzinę, poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji, Oczekiwałeś wzajemnej miłości i szacunku. Niestety, życie i ona to brutalnie zweryfikowały ale to wcale nie oznacza, że kogoś z podobnym do Twojego światem wartości na swojej drodze nie spotkasz.
Ona to przecież nie cały świat i nie jedyna kobieta na tej planecie!
Jednak musisz decydować sam, czy chcesz tę szansę wykorzystać.
Ja, ani nikt inny za Ciebie decyzji nie podejmie Paweł.
Tylko Ty decydujesz o swoim życiu?
Jak odrobisz solidnie lekcję- żadna kobieta już nie będzie w stanie Ciebie tak skrzywdzić jak to zrobiła ona.Bo będziesz na to już za silny.
Dziwnie się czuję z tym wszystkim naprawdę...Codzienność z żoną teraz po tym wszystkim jest inna. To jest jak balans na bardzo cienkiej lince
Po zdradzie już nigdy nic nie będzie tak jak dawniej i już nic nie będzie takie samo.Ślad w podświadomości zostaje już na zawsze
Przeczytaj to co napisaliśmy, przeczytaj to co sam napisałeś, zrób solidny bilans..
I
Decyduj Mężczyzno
Pozdrawiam
After
PS.
Czy postawiłeś jej te warunki, które w swoim poście wymieniłem i czy ona je bezdyskusyjnie zaakceptowała?
Co do podstawionej koleżanki, to źle to opisałem, chodziło mi o to, że żona obserwowała jak się będę zachowywał czy pójdę dalej w tą znajomość a ponieważ zakończyłem to na starcie to bardzo to ją ucieszyło. Dodatkowo dołowało ją to, że ja sobie świetnie radzę sam i mam dobre samopoczucie choć w rzeczywistości czułem się paskudnie zresztą widać to było tu na forum. Cóż tak mi powiedziała - przyjąłem to do wiadomości.
.
Grimm współczuje ci ze przyszlo ci dzielic zycie z kims takim. Zastanów się jeszcze..
Paweł,
PS.
Czy postawiłeś jej te warunki, które w swoim poście wymieniłem i czy ona je bezdyskusyjnie zaakceptowała?
Witam,
Warunki tak jak mi podpowiedziałeś After przedstawiłem żonie a reakcja była cóż zgodziła się ale najpierw oczywiście był płacz, pytanie czemu ja ją krzywdzę przecież ona wróciła a ja chcę ją więźić i mieć nad nią całkowitą kontrolę... Na codzień zachowuje się w porządku ok, ale tak jak by nic się nie stało. Twierdzi, że mnie kocha ale co to w ogóle dla niej znaczy nie potrafi określić, rozmowy o uczuciach to jak dyskusja ze ślepym o kolorach. Widzę, że woli przemilczeć to co się stało nie chce tego drążyć no bo ja przecież mam się dobrze i zdrowy jestem i wszystko już jest fajnie i ja się tak zmneniłem bo ona teraz czuje jak ja bardzo ją kocham i troszczę się o nią...
After napisał/a:Paweł,
PS.
Czy postawiłeś jej te warunki, które w swoim poście wymieniłem i czy ona je bezdyskusyjnie zaakceptowała?Witam,
Warunki tak jak mi podpowiedziałeś After przedstawiłem żonie a reakcja była cóż zgodziła się ale najpierw oczywiście był płacz, pytanie czemu ja ją krzywdzę przecież ona wróciła a ja chcę ją więźić i mieć nad nią całkowitą kontrolę... Na codzień zachowuje się w porządku ok, ale tak jak by nic się nie stało. Twierdzi, że mnie kocha ale co to w ogóle dla niej znaczy nie potrafi określić, rozmowy o uczuciach to jak dyskusja ze ślepym o kolorach. Widzę, że woli przemilczeć to co się stało nie chce tego drążyć no bo ja przecież mam się dobrze i zdrowy jestem i wszystko już jest fajnie i ja się tak zmneniłem bo ona teraz czuje jak ja bardzo ją kocham i troszczę się o nią...
Jakbym sam siebie slyszal
Oby nie było u Ciebie tego co u mnie.
250 2015-06-16 07:35:55 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-06-16 07:46:53)
Warunki .... przedstawiłem ... reakcja była cóż zgodziła się ale najpierw oczywiście był płacz, pytanie czemu ja ją krzywdzę przecież ona wróciła a ja chcę ją więźić i mieć nad nią całkowitą kontrolę...
Ke ? Ty ją krzywdzisz ?
"Przecież ona wróciła" - mój Bosze jaki z niej łaskawca, przecież mogła zabić
, a nie zabiła, więc powinieneś się cieszyć, ba! po nogach całować ![]()
Generalnie tupet to ona ma, powoli się przyłączam do głosów o jakiejś chorobie psychicznej. Nadal obstaję też przy zdradzie.
Grimm napisał/a:Widzę, że woli przemilczeć to co się stało nie chce tego drążyć no bo ja przecież mam się dobrze i zdrowy jestem i wszystko już jest fajnie i ja się tak zmneniłem bo ona teraz czuje jak ja bardzo ją kocham i troszczę się o nią...
Jakbym sam siebie slyszal
Oby nie było u Ciebie tego co u mnie.
Piotr, wg mnie Grimm zrobił błąd w opisie, powinien to jako cytat dać, wziąć w cudzysłów.
Napisał jak sądzę to co ona twierdzi, że "mam się dobrze i zdrowy jestem i wszystko już jest fajnie i ja się tak zmneniłem bo ona teraz czuje jak ja bardzo ją kocham i troszczę się o nią..". Tak to odebrałem (jeśli się mylę Grimm popraw mnie) stąd sytuacja jest zgoła odmienna niż u Ciebie.
Grimm ma dylemat vs. ona ewidentnie gra.
Ty zaś swoją przyjąłeś z otwartymi ramionami, bez większych refleksji, za co dosadnie zebrałeś, potem wyszło na jaw, że również poszedłeś w romans. Zupełnie inna sytuacja !
Niestety sądzę, że u Grimma będzie jak u Ciebie tyle, że potrwa to dłużej.
Jednak w tym przypadku głowy nie podłożę.
Dokładnie o to mi chodziło Bullet.
Mam wrażenie, że żona jest zadowolona z tego co zrobiła bo wg jej słów dzięki temu ja teraz jestem taki jakim chciała żebym był. I to jest kompletny egoizm bo nie ważne co przeżyłem z jakimi myślami kazała mi się zmierzyć ważne, że zdałem wielki test męża/ojca i w nagrodę możemy być razem. I z jej strony jest wszystko ładnie pięknie.
A my musimy akceptować jej dziwne zmiany nastrojów z dnia na dzień tą huśtawka. W jednym dniu ona jest cudowna czuje, że nas kocha następnego dnia jak by nikt dla niej istniał. I ona jest świadoma tego zachowania ale tłumaczy, że po prostu taka jest. I co zrobisz nic nie zrobisz... Więc budząc się każdego dnia rano muszę sprawdzić w jakim pani jest "trybie" i odpowiednio się dostosować.
Smutne to.
252 2015-06-16 09:26:07 Ostatnio edytowany przez After (2015-06-16 11:28:31)
Cześć Paweł,
Na pewno wszystkie warunki zaakceptowała, w tym psychiatrę-trapeutę?
Jak przeczytałem to co napisałeś, to od razu się zalogowałem, bo nie mogę patrzeć jak ona prowadzi Ciebie na rzeź!
ONA MA CIEBIE CHŁOPAKU W DUPIE.
A o jej miłości i nawet próbie budowy z nią nowego związku jak najszybciej zapomnij!
Powtórzę to co napisałem we wcześniejszym poście:
Jak chcesz sobie i córce spierdolic życie - pozostanie z tą kobietą jest najlepszym na to sposobem...
Sorry, że brutalnie ale tutaj nie masz z nią szans na cokolwiek choćby częściowo podobnego do normalnego związku
Ona po prostu bije na głowę wszystkie qrewny ? te wszystkie niedoceniane "gwiazdy" z tego forum
Tupetem, bezczelnością, wyrachowaniem, brakiem empatii, poczucia winy i najzwyczajniej w świecie brakiem uczuć
Jest tutaj na obecną chwilę jak dla mnie number one!
Lafirynda najzwyczajniej w świecie żeruje niczym pasożyt na Twoim uczuciu i kompletnie nic nie zrozumiała, a raczej udaje, że nie rozumie, co takiego się stało i że jej los wisi dosłownie na cieniutkim włosku.
Przyjęła postawę najwygodniejszą wyłącznie dla niej a nie dla Ciebe
przecież wróciłam.......
Skoro ona nie wie co to jest miłość i uważa, że jej powrót wystarczy, to naprawdę Paweł czas natychmiast kończyć tę zabawę. Im szybciej, tym lepiej dla Ciebie i Twojej psychiki
A to, to już mnie rozpierdolilo całkowicie!
nie chce tego drążyć no bo ja przecież mam się dobrze i zdrowy jestem
Noż kuźwa, muszę przyznać ? pogratulować jej tylko wyczucia sytuacji i taktu.
No bo przecież według jej rozumowania miałeś w najlepszym wypadku stać się wrakiem człowieka, a najlepiej gdybyś umarł z tęsknoty za nią...
wierdzi, że mnie kocha ale co to w ogóle dla niej znaczy nie potrafi określić, rozmowy o uczuciach to jak dyskusja ze ślepym o kolorach
i wszystko już jest fajnie i ja się tak zmneniłem bo ona teraz czuje jak ja bardzo ją kocham i troszczę się o nią...
Sam widzisz, że dla niej kompletnie nie liczy się to co przez nią przechodziłeś, co się z Tobą działo. Liczy się dla niej wyłącznie jej dobre samopoczucie ?.
Zamknij się i milcz! I nie krzywdź bidulki. Nie kontroluj jej, no bo przecież zawsze było odwrotnie i to był jej przywilej. Ciesz się chwilami spokoju, bo jak nie to zobaczysz! ![]()
Paweł, to naprawdę nie ma najmniejszego sensu. Wykorzystuje cynicznie Twoje uczucia na maksa, ale dlatego, bo jej na to pozwalasz!
Ty już niczego jej nie musisz udowadniać!
To ona ma udowodnić Tobie, że jej na Tobie zależy, że na Twoją miłość zasługuje.
Teraz przecież to ona ma chyba coś do udowodnienia, prawda?
I wyłącznie od niej, tak jak pisałem, zależy, czy jej się uda. Nie Tobie, nie Wam ale wyłącznie jej.
Przestań się o nią troszczyć, przestań się o nią nie starać! Chyba jej uświadomiłeś, że od momentu jej zdrady warunki gry mocno się zmieniły?
To ona ma się troszczyć o Ciebie, znosić Twoje jazdy bez mrugnięcia powieki i jakichkolwiek wyrzutów.
To ona ma o Ciebie walczyć,
To ona ma udowodnić Tobie, że na danie jej szansy zasługuje!
Ona do cholery, a nie Ty! Ty już niczego nie musisz udowadniać.
Moim zdaniem, nie ma co ratować. Masz do czynienia z psychofagiem w damskim wydaniu i jedyną szansą jest natychmiastowa! ewakuacja a nie pozbawiona jakichkolwiek podstaw próba reanimacji tego pseudomałżenstwa.
Jesteś dla niej chwilowym przystankiem, chwilową bezpieczną przystanią przed kolejną akcją, która na pewno nastąpi. Może nie od razu, Ale nastąpi na pewno.
Ja to wiem , wiedzą inni i wiesz to, znając ją przecież doskonale, również i Ty.
Z nią co jak co, ale powtórki z rozrywki tylko w brutalniejszym wydaniu, ostre emocje, ekstremalną jazdę bez trzymanki masz gwarantowane.
Nudzić się z nią na pewno z nią nie będziesz, o ile to wszystko co Ci zafunduje przeżyjesz.
Póki co będzie jeszcze ok., ale na pewno nie za długo
Twojej kontroli nad sytuacją to ona na pewno nie wytrzyma i znowu się zacznie jazda jaką doskonale znasz.
Paweł, ratuj przede wszystkim siebie i córkę. Na nią niestety musisz mieć już wyjebane.
Bo z całości Twojego opisu rysuje się nie za ciekawy dla Ciebie jej obraz.
Masz tylko 31 lat i stoisz właśnie przed szansą na normalny związek z normalną dziewczyną. Kontynuując dalsze życie z tym potworem w damskim wydaniu z góry tej szansy się pozbawiasz.
Jeśli ją i jej zachowanie w małżeństwie precyzyjnie opisałeś, to masz do czynienia z borderką- psychofagiem.
Tego nie da się wyleczyć. Jedyny ratunek to natychmiastowa ucieczka i to poza jej zasięg.
Masz w zasadzie sprawy majątkowe, mieszkania załatwione po swojej myśli.
Pora panią pożegnać i życzyć jej szczęścia ale z kimś innym.
Ty mówisz pas!
Oczywiście- zrobisz jak uważasz patrząc przez pryzmat tego, czego Ty chcesz.
Jednak z gry jesteś skazany na życie z osobą, którą kochasz Ty ale ona na pewno nie.
Bo po prostu nie wie co to jest miłość i z czym się wiąże.
Zacznij naprawdę żyć swoim życiem i z niczego już się jej nie tłumacz. Jak masz ochotę wyjść,to po prostu zrób to. Żyj tak, jakby jej nie było. Co zresztą już teraz nie powinno być dla Ciebie trudne,prawda?
Niestety Paweł, Twoja miłość nie wystarczy i to naprawdę za mało aby to miało jakąś minimalną szansę.
A jej próby zamiatania tematu pod dywan nic dobrego nie zwiastują. Ona, choć w to akurat mocno wątpię, może cokolwiek zrozumie dopiero wtedy, gdy ostro dostanie po dupie.
Gdy poczuje na własnej skórze, co to znaczy obojętność wobec czyichś uczuć.
Nie twierdzę że mogę się mylić ale tak to niestety wygląda z mojej perspektywy
Pozdrawiam
After
PS.
.......
Więc budząc się każdego dnia rano muszę sprawdzić w jakim pani jest "trybie" i odpowiednio się dostosować.
A my musimy akceptować jej dziwne zmiany nastrojów z dnia na dzień tą huśtawka. W jednym dniu ona jest cudowna czuje, że nas kocha następnego dnia jak by nikt dla niej istniał.
Chcesz tak żyć, chcesz ciągle sprawdzać, w jakim akurat dzisiaj jest "trybie"?
To jest Twoje wyobrażenia szczęśliwego życia? To jest Twoje wyobrażenie o szczęśliwej rodzinie?
ważne, że zdałem wielki test męża/ojca i w nagrodę możemy być razem. .....
Ile jeszcze takich testów jesteś w stanie wytrzymać ? Ile takich jazd jak ta ostania jest potrzebnych abyś jej wypłacił kopa?
Bo ja akurat jestem pewnym, że kolejny raz to wcale nieodległa perspektywa.
Ponoć kobieta przecie zmienną jest
i to co było dzisiaj ok, wcale nie oznacza, że nagle jutro zdania nie zmieni. Szczególnie w jej przypadku.....
I ona jest świadoma tego zachowania ale tłumaczy, że po prostu taka jest.
Skoro wie, to co zamierza z tym zrobić i czemu do tej pory przez tyle lat nic z tym nie zrobiła?
Bo co, wszyscy mają się dostosować bo akurat księżniczka to nie ma zamiaru się zmieniać...?
Nie masz jeszcze po tym wszystkim jej dość?
253 2015-06-16 12:14:00 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-06-16 12:21:33)
Dawno temu tzn. przed naszym ślubem faktycznie bardzo sprytnie "usunęła" moją dziewczynę żeby się do mnie dostać.
Co to oznacza? Ze byłeś z dziewczyną, bo ją kochałeś? I dałeś się zmanipulować przez drugą, którą też kochałeś? (pokochałeś za to?)
Bo dla mnie to jest symptomem problemu, genezą tego jak jesteś traktowany przez tę drugą i tego jak sam się traktujesz.
Wiele takich rzeczy leży właśnie w korzeniach związku, relacji i tam trzeba szukać niektórych odpowiedzi.
Piszesz też, że:
"Nie potrafię zrozumieć też tego, że w zasadzie miała już prostą ścieżkę do nowego życia (mieszkanie, rozwód bez przeszkód) a jednak zdecydowała się wrócić. Czy ona mnie naprawdę kocha czy w tym szaleństwie jest jeszcze jakiś inny plan. Kocham ją i chcę z nią być ale teraz dopiero naprawdę boję się przyszłości."
oraz, że nie chce przepracować swojego zachowania, nie chce analizować, nie chce nic wyjaśniać. A przecież takie podejście oznacza nie przepracowanie sytuacji, oznacza nie poznanie powodów zachowań, oznacza zgodę na bylejakość relacji (relacja jakościow dobra jest oparta na wzajemnym zaufaniu i szczerości), oznacza zgodę na "bombę z opóźnionym zapłonem", na życie w niepewności.
W obecnej sytiacji masz prawo stawiać warunki i wymagać. Wyjaśnienia to podstawa.
Ona po prostu bije na głowę wszystkie qrewny ? te wszystkie niedoceniane "gwiazdy" z tego forum
Z tego co czytam widze ze nadal masz jakis problem ze soba i na zewnatrz doszukujesz sie powodow tego co sie dzieje wokoj Ciebie (nie u siebie ale u innych). Kiedy w temacie Piotra zaczaleś mnie bezpardonowo atakować (jak się okazało zupełnie nie słusznie i bez sensu) to przeanalizowałem Twoje wypowiedzi, i zwróciłem Ci uwagę na to, co ew. może być Twoim problemem. Nie muszę mieć racji ale czasami warto się zastanowić nad tym co piszę bo robię to dla innych. Dla Ciebie powiem, że wg. mnie to TY nie umiesz wybaczyć przede wszystkim sobie. Pozwoliłeś swojemu związkowi na luz, doszło tam do naturalnego toku rzeczy i zdrady. Kiedy zrozumiesz w tym swoją oczywistą winę, wybaczysz sobie (kiedyś) to może zmienią się u Ciebie chęci tak "jednoznacznego w swoim wyrazie, naprawiania zycia u kogoś drugiego na swoją modłę" czego Ci szczerze życzę ![]()
Grimm napisał/a:Dawno temu tzn. przed naszym ślubem faktycznie bardzo sprytnie "usunęła" moją dziewczynę żeby się do mnie dostać.
Co to oznacza? Ze byłeś z dziewczyną, bo ją kochałeś? I dałeś się zmanipulować przez drugą, którą też kochałeś? (pokochałeś za to?)
Bo dla mnie to jest symptomem problemu, genezą tego jak jesteś traktowany przez tę drugą i tego jak sam się traktujesz.
Wiele takich rzeczy leży właśnie w korzeniach związku, relacji i tam trzeba szukać niektórych odpowiedzi.
Nie wiem czy jest sens to wspominać ale opiszę w skrócie. Z moją żoną przyjaźniłem się od dzieciaka, ok 18tki zakochałem się w niej i po krótkim związku rozstaliśmy się dość burzliwie ( ona zerwała bo coś tam się jej nie podobało ). Mocno mnie to zabolało bo już wtedy kochałem ją na zabój. Po jakimś czasie poznałem inną dziewczynę z którą byłem ok 4mc. Było nam fajnie ale nie byłem w tej dziewczynie zakochany nie czułem do niej tego co do obecnej żony. W pewnym momencie kontakt z tą dziewczyna urwał się z dnia na dzień. Dostałem smsa nie chciała się dalej spotykać pisała, że nam nie wyjdzie itd. I w tedy na nowo pojawiła się moja obecna żona. Mimo, że cały czas ją kochałem bałem się kolejny raz angażować i można powiedzieć broniłem się jak mogłem. W końcu uległem i zaczęliśmy ze sobą chodzić, potem ślub, dziecko, lata małżeństwa no i jestem tutaj. Zona wyjawiła mi kiedyś, że to ona przyczyniła się do mojego rozstania z tamtą dziewczyną (pozbyła się konkurencji).
maniek_z_maniek napisał/a:Grimm napisał/a:Dawno temu tzn. przed naszym ślubem faktycznie bardzo sprytnie "usunęła" moją dziewczynę żeby się do mnie dostać.
Co to oznacza? Ze byłeś z dziewczyną, bo ją kochałeś? I dałeś się zmanipulować przez drugą, którą też kochałeś? (pokochałeś za to?)
Bo dla mnie to jest symptomem problemu, genezą tego jak jesteś traktowany przez tę drugą i tego jak sam się traktujesz.
Wiele takich rzeczy leży właśnie w korzeniach związku, relacji i tam trzeba szukać niektórych odpowiedzi.
Nie wiem czy jest sens to wspominać ale opiszę w skrócie. Z moją żoną przyjaźniłem się od dzieciaka, ok 18tki zakochałem się w niej i po krótkim związku rozstaliśmy się dość burzliwie ( ona zerwała bo coś tam się jej nie podobało ). Mocno mnie to zabolało bo już wtedy kochałem ją na zabój. Po jakimś czasie poznałem inną dziewczynę z którą byłem ok 4mc. Było nam fajnie ale nie byłem w tej dziewczynie zakochany nie czułem do niej tego co do obecnej żony. W pewnym momencie kontakt z tą dziewczyna urwał się z dnia na dzień. Dostałem smsa nie chciała się dalej spotykać pisała, że nam nie wyjdzie itd. I w tedy na nowo pojawiła się moja obecna żona. Mimo, że cały czas ją kochałem bałem się kolejny raz angażować i można powiedzieć broniłem się jak mogłem. W końcu uległem i zaczęliśmy ze sobą chodzić, potem ślub, dziecko, lata małżeństwa no i jestem tutaj. Zona wyjawiła mi kiedyś, że to ona przyczyniła się do mojego rozstania z tamtą dziewczyną (pozbyła się konkurencji).
No wlasnie. Kwestia jest czy zrobila to z wyrachowania bo chciala sobie ustabilizowac zycie/uciec z domu (jak robi wiele kobiet) czy z milosci do Ciebie? A moze sama nie wie? Szkoda ze od razu nie wyjasniles tamtej sytuacji. Problem jest tez taki ze to bylo dosc wczesne mlodziencze uczucie do mlodej osoby. Ludzie potem sie zmieniaja. Nie wiadomo czy to byl dobry wybor, czy nie zgadzajac sie, nie mialbys szansy poznac w przyszlosci kogos innego?
Paweł
Żona zgodziła się na indywidualną dla niej terapię u fachowca?
Nie sądzę After, żeby się na to zgodziła .... po pierwsze - osiągnęła swój cel. A po drugie, mam wrażenie, że zupełnie dobrze jej w nowej roli - w roli tresera. Bo tak naprawdę to co teraz dzieje się w związku Grimma, to klasyczna tresura.
Paweł
Żona zgodziła się na indywidualną dla niej terapię u fachowca?
Teoretycznie się zgodziła ale zacytuję "pójdę, nie wiem tylko w czym mi to pomoże bo to więksi wariaci niż ja".
Więc czy faktycznie pójdzie i czy przyniesie to jakiś efekt nie wiem.
Tak jak przypuszczałem :-)
Zgodziła się, ale... Zawsze musi mieć ostatnie słowo..
Z takim podejściem i nastawieniem to lepiej aby wcale tam nie poszła. Szkoda czasu i pieniędzy..
Niestety dla Ciebie, ale muszę się zgodzić z Isabellą..
Założony przez nią cel osiągnęła tanim kosztem. Nie została wyautowana z Twojego życia i nie została na lodzie,
Znów ma Ciebie i sytuację pod kontrolą...
Ma gdzie i do kogo wracać, mąż nadal ślepy i wpatrzony w nią jak w święty obrazek
No bo przecież widzi, jak o nią dbasz i się starasz.....
A to, że go nie kocha nie ma dla niego żadnego znaczenia...
Paweł
W zasadzie co się zmieniło w Twoim życiu, w jej zachowaniu, w jej podejściu do Ciebie, do córki, do małżeństwa?
Przecież ona nadal nie poczuwa się do winy,
Ani nie ma w niej kompletnie skruchy, ani minimalnej choćby empatii. Co zresztą, gdyby wystąpiło rzeczywiście byłoby oznaką jakiejś nieznanej choroby
Co się Paweł zmieniło, skoro budząc się rano najpierw podchodzisz do niej jak do jeża, aby sprawdzić, w jakim jest trybie i czy aby na pewno można się bezpiecznie do niej przytulić.
Jaka to zmiana, skoro nadal trwa obróbka....
Czy nie będziecie traktowani jak powietrze, czy nagle nie dostaniesz zjebki. Założony przez nią cel został osiągnięty, tresura przyniosła efekt bo nie wyleciała z Twojego życia i dalej ma bezpieczny azyl.
Przecież sam to widzisz.
Nadal uważasz, że ona to szczyt Twoich marzeń? Musisz podjąć wreszcie decyzję, bo akurat ona się nie zmieni.
Tego możesz być pewien.
Musisz odpowiedzieć sobie na być może najważniejsze pytanie Twojego młodego życia.
Czy chcesz takiego związku,czy chcesz tak dalej żyć
Czy też chcesz dać sobie szansę na zupełnie czegoś innego.
Szansę na życie w normalnym związku bez tych wszystkich schiz, jakie masz teraz gwarantowane...
Ale tylko Ty jeden możesz na nie odpowiedzieć...
Tresura, tak. Dokładnie.
Takie postępowanie żony Grimm, to właśnie tresura.
Ona teraz pracuje nad tym, żeby Cię idealnie ułożyć.
Masz się slinic nie wtedy, kiedy będzie Cię biła, tylko już wtedy kiedy ona podniesie kij.