netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Szok i nie wiem co dalej

323 odpowiedzi78 701 wyświetleńzałożony przez Grimm, 07.04.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Szok i nie wiem co dalej

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 324 ]

131

Odp: Szok i nie wiem co dalej
bullet napisał/a:

O czym Wy mówicie. Opuszczenie domu i "budowanie" wspólnego gniazda z innym to nie zdrada ?  Przecież ona kupuje z innym lokum !!! Wbrew mężowi !!! Nielojalność, zdrada emocjonalna !!
Szanowna Twoja jż obrała jakąś taktykę i realizuje swój plan więc Ty tez tak zrób.
Ona testuje Ciebie na litość, współczucie .... a skoro nadal chce rozwodu tzn., że gra.
Więc Ty też zagraj taktycznie. Tak taktycznie, wojna się już zaczęła, WASZEGO MAŁŻEŃSTWA JUŻ NIE MA, to wyłącznie gra, sam widzisz jak Ciebie wkurza to co się dzieje. Ten płacz i wyciągnięte ramiona do przytulenia, normalnie rozwaliło mnie.
Jest wojna wygra ten, który będzie mniejszym łosiem, a Ty musisz zabezpieczyć siebie i dziecko więc skoro ona pogrywa z Tobą, stosuje taktykę, to nie jest spontan. Ty zrób to samo !!

Grimm: co by było gdybyś w odpowiedzi na pozew napisał, że nie zgadzasz się na rozwód ? Napisał, że kochasz żonę, prowadzicie wspólne gospodarstwo, nie nastąpił trwały rozpad, rozwód będzie niesprawiedliwością dla twojej osoby (tak jest traki punkt, że jeśli zachodzi nie można orzec rozwodu) coś wymyślisz.
Kochasz i chcesz ratować małżeństwo, że widzisz, ze jest szansa itp. oraz obowiązkowo, że ucierpi dziecko.
Co się stanie ?
Ona bedzie miała perspektywę rozwodu ciągnącego się latami więc ..... smile

Jej się wbrew pozorom bardzo, bardzo spieszy do swojego lubego, gniazdko nie buduje na darmo.
Jednak domyślnie, nie zgadzasz się na rozwód bez orzekania, zachowaj to dla siebie ona ma tego nie wiedzieć.
Ew. niby w żartach możesz powiedzieć, że ją kochasz jeśli chce się rozwieść to musiałaby wziąć winę na siebie.
Pościłeś w eter i ona będzie miała nad czym rozmyślać.

Po Twojej odpowiedzi na pozew ogromna ją qwica chwyci ... i dostanie szału.
A Ty ? Ty będziesz miał więcej czasu na zbieranie dowodów (ona będzie wściekła i pokaże Ci gdzie raki zimują), będzie robić błędy i o to chodzi, przede wszystkim nie ujawnisz swoich dowodów, które już masz.
Jednak będziesz się przygotowywał na to, że zmienisz zdanie na rozprawie i zażądasz rozwodu z orzekaniem i wtedy przedstawisz dowody. Dostaniecie czas na dalsze przedstawienie dowodów i przedstawienie listy świadków. Ty już ją sobie spokojnie opracuj Aha, zaproś jako świadka "kolegę" jż.

1. Przejrzyj komputer, ja kiedyś przypadkowo usuwając czyszcząc dysk, zwalniając miejsce przy pytaniu czy chcę obejrzeć pliki do usunięcia, znalazłem niezłe kwiatki.
W moim przypadku łoś kochanek przysyłał na maila pliki lub linki, o tym poniżej. W Twoim przypadku na pewno jest podobnie.
Stary, poszukaj dobrze w komputerze.
2. Zainstaluj keyloggera, PILNIE, Wbrew pozorom za jego pomocą mozesz się wiele dowiedzieć. Mi keylogger powiedział wszystko co pisała do rodziny i kochanka, ponadto powiąż wejścia na pocztę z historią przeglądarki, ona dostaje wiadomości z załcznikami lub linkami, ja tak znalazłem otwierany link do pliku w sieci podczas przeglądania wiadomości od niego a pod nim zdjęcia, ona ściągnęła plik i go usunęła trwale ale linka z historii nie przewidziała by się pozbyć - super dowody.
3. Zdawaj sobie sprawę, ze ona może Cię podpuszczać i nagrywać (tego możesz być pewien)
4. może liczyć na bzykanko a potem pójdzie na policję z zgłosi gwałt
5. Nie wierz w nic co od niej słyszysz i w połowę tego co widzisz
6. Na kogo jest jej telefon ? Na ciebie ? Jeśli tak weź biling

To może zrobić tylko detektyw inaczej jest to złamaniem prawa jeśli komputer nie jest wspólny. Jakbyś się czuł gdyby twoja żona grzebała w twoim komputerze.

132 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-04-25 20:01:47)

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Nektarynka53 napisał/a:
Grimm napisał/a:

Walczyłem dalej to tylko pogarszałem sprawę a ja czułem się coraz gorzej. Po kilku dniach gdy byłem już trochę przytomny i pogodziłem się z nieuchronną zagładą napisaliśmy razem pozew rozwodowy bez orzeczenia o winie. Podzieliliśmy majątek i czekamy na papiery z sądu a żona zaczeła szykować swoje nowe mieszkanie.

Bo właśnie tutaj jest problem. Nie można raz "iść Jej na rękę" i liczyć na "coś", a później zmieniać Swoje zdanie. Poszedł na rękę = ZGODZIŁ SIĘ NA JEJ DZIAŁANIA, przynajmniej pokazał, że pogodził się z sytuacją i zgadza się z Jej decyzją. Być może gdyby stanowczo zareagował (stał przy Swoim) to Ona nie wybrałaby właśnie pieniędzy ze wspólnego konta i nie "urządzała" Sobie nowego lokum z kimś. Lokum, które zaczęła urządzać PO JEGO ZGODZIE NA ROZWÓD - NAPISALI RAZEM POZEW ROZWODOWY. Zrobiła źle, bo się pośpieszyła, ale być może po Jego zachowaniu widziała, że i tak nic nie zrobi?
Bo właśnie brakuje mi Jego działań, które by podparły to co przeżywał (tego co pisał na forum jak chce Jej powrotu). Zapytam się? Czy tak WALCZY człowiek, który kocha? Czy przypadkiem On również nie pokazał postawy męża, któremu nie zależy i ma to gdzieś co żona robi? Trochę powalczył i zgodził się na to? Dla mnie Jego czyny, ani trochę nie poświadczały tego co tutaj pisał. Teraz się przebudził - jest za późno hmm.
Oczywiście nie bronię Jej, bo źle postąpiła - najpierw rozwód, później przeprowadzka.
Mam pytanie bullet Ty czytałeś temat od początku tak OBIEKTYWNIE?

On również nie postąpił fair najpierw układając pozew razem z Nią, a później robiąc tego typu rzeczy. Niestety wiele osób jeszcze przed rozwodem (nazywają to małżeństwem fikcyjnym), do którego piszą już "papiery" jedna ze stron szuka Sobie lokum. A rozprawa to formalność. Dla mnie On zależnie od dnia tygodnia dawał sygnały jakie Mu się podobały. Nie chciał ROZPADU MAŁŻEŃSTWA - trzeba było być konsekwentnym i mówić co czuje. Postąpił nieodpowiedzialnie. No i tutaj ja będąc na Jej miejscu zapytałabym się na rozprawie "co z Nim nie tak"?

Nektarynka53, zgoda na podpisanie wniosku o rozwód  NICZEGO nie przesądza, nie ma mocy prawnej, nie pozwala drugiej stronie na swobodne postępowanie, wbrew małzeństwu jakby go już nie było, szykując się do "nowej drogi życia".

Taka zgoda może wynikać z chwilowego stanu, np wymuszonego zachowaniem drugiej strony.
Tak jak w przypadku Grimma - "walczyłem - to pogarszałem sprawę, po kilku dniach - podpisałem pozew rozwodowy"
Miał przeprowadzone pranie mózgu i zwątpił.
Dlatego, to nie Grimm, ani jego żona mogą decydować o ustaniu małżeństwa ale sąd.

Czy postąpił nieodpowiedzialnie, nie fair wobec żony, czy zasadne jest pytanie co z nim nie tak ?
Nie do końca.

Uległ namowom, praniu mózgu, manipulacjom.
Kiedy przyszedł tu na forum, był pogodzony z rozpadem małżeństwa ale jednocześnie zrozpaczony tym faktem.

Tu, na tym forum uzyskał wsparcie, porady i osunął się od gierek które z nim prowadziła żona.
Odsapnął, popatrzał na sytuację z innej strony niż tylko wtłaczanej mu do głowy przez żonę.
Zmienił zdanie.

Ma prawo.
Tak samo jak jego żona - ma prawo do zmiany swojego zdania, w obliczu ostatecznej decyzji.
Popełnił błąd popisując się pod wnioskiem.
Dla świętego spokoju, dla uzyskania przestrzeni.
Zabrakło mu asertywności, postawienia na swoim.

Być może dlatego, że chodziło o osbę szczególnie mu bliską, szczególnie jej jest wdzięczny za to co dla niego zrobiła,
trudno było przeciwstawić się jej, nawet w przypadku jej niedorzecznych pomysłów.
Może... kochał za bardzo ? sad

133 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-04-25 21:21:08)

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Secondo1 napisał/a:

Nektarynka53, zgoda na podpisanie wniosku o rozwód  NICZEGO nie przesądza, nie ma mocy prawnej, nie pozwala drugiej stronie na swobodne postępowanie, wbrew małzeństwu jakby go już nie było, szykując się do "nowej drogi życia".
Taka zgoda może wynikać z chwilowego stanu, np wymuszonego zachowaniem drugiej strony.
Tak jak w przypadku Grimma - "walczyłem - to pogarszałem sprawę, po kilku dniach - podpisałem pozew rozwodowy"
Miał przeprowadzone pranie mózgu i zwątpił.

Czyli słowa są nic nie warte i to na piśmie? Przepraszam w tej kwestii nie zgodzę się z Tobą. Była zbyt nadgorliwa - powinna nie zaufać mężowi to fakt, ma nauczkę na przyszłość. Ona, że uważała, iż Jego decyzje mają jakąś wartość. On, że nie potrafił być konsekwentnym i liczył "na opamiętanie" - zostawił rozwój wydarzeń przypadkowi i ma.  Jednak nie można raz mówić tak i Swoim postępowaniem pokazywać, że się na to zgadza, a później latać jak szalony.
Ta pranie mózgu - nie przesadzasz, chyba ma jakąkolwiek charyzmę, bo z tego co zauważyłam wiele nie zrobiła (żadnych manipulacji przed Jego zgodzą). Po prostu w porównaniu do Niego trzymała się własnego zdania (nie kocham - chcę odejść) to było pranie mózgu!?

Secondo1 napisał/a:

Dlatego, to nie Grimm, ani jego żona mogą decydować o ustaniu małżeństwa ale sąd.

Chyba osoby, które zawarły związek małżeński lepiej wiedzą czego chcą? Papier nie jest ważniejszy od stanu rzeczywistego. Przypominam, że są  DOROSŁYMI ludźmi i jeśli potrafili podjąć decyzję o wyjściu za mąż to nie powinni "pytać o pozwolenie" sądu czy mogą przestać nim być. Oczywiście sąd ma na celu uprawomocnić w świetle prawa ich decyzję.

Secondo1 napisał/a:

Czy postąpił nieodpowiedzialnie, nie fair wobec żony, czy zasadne jest pytanie co z nim nie tak ?
Nie do końca.

Uległ namowom, praniu mózgu, manipulacjom.
Kiedy przyszedł tu na forum, był pogodzony z rozpadem małżeństwa ale jednocześnie zrozpaczony tym faktem.

Tu, na tym forum uzyskał wsparcie, porady i osunął się od gierek które z nim prowadziła żona.
Odsapnął, popatrzał na sytuację z innej strony niż tylko wtłaczanej mu do głowy przez żonę.
Zmienił zdanie.

Ma prawo.
Tak samo jak jego żona - ma prawo do zmiany swojego zdania, w obliczu ostatecznej decyzji.
Popełnił błąd popisując się pod wnioskiem.
Dla świętego spokoju, dla uzyskania przestrzeni.
Zabrakło mu asertywności, postawienia na swoim.

Powtarzam przed wspólną decyzją o podpisaniu papierów rozwodowych nie zauważyłam manipulacji smile. Jeśli chce teraz postąpić fair niech Jej powie, że nie da rozwodu bez winy - no tak nie zrobi tego z powodu STRACHU, a nie walki o małżeństwo tongue. Ja już Sama nie wiem co On ma "w głowie". Naprawdę niech usiądzie, porozmawia z Nią ostatni raz i dopiero podejmuje jakąś decyzję!
Tak można zmienić zdanie, ale czy w Jej rozumowaniu On to robi? No i ile razy można zmieniać zdanie w tak ważnej kwestii. Oni ogółem Obydwoje są nieodpowiedzialni. Ona raz mówi, że kocha. Później nie kocha, znowu kocha i ostatecznie nie kocha. On nie lepszy. Krótko walczy, potem godzi się, następnie myśli "chcę o Nią walczyć", ale później chce Ją "zaskoczyć" zmianą pozwu i jest zimny, ALE NADAL KOCHA! Ja bym zwariowała w takim związku tongue. Przynajmniej teraz Ona trzyma Swoje zdanie - oczywiście życzę, aby Grimm UMIEJĘTNIE walczył o zonę i do Niego wróciła nie idąc na skróty walcząc o małżeństwo.
Niech da Jej jasny sygnał - to tak dużo!?

Secondo1 napisał/a:

Być może dlatego, że chodziło o osbę szczególnie mu bliską, szczególnie jej jest wdzięczny za to co dla niego zrobiła,
trudno było przeciwstawić się jej, nawet w przypadku jej niedorzecznych pomysłów.
Może... kochał za bardzo ? sad

Czy ja wiem u mnie jest dokładnie odwrotnie. Im bliższa mi osoba, tym bardziej stawiam na Swoim kiedy uważam coś za "głupotę" itp. itd. Tutaj raczej brak woli walki (powera) zadecydował o Jej rzeczywistych planach o przeprowadzce. Bo zauważ, że od początku myśli Grimma są takie same "chcę tego małżeństwa", ale nic a nic potwierdzenia w czynach (bynajmniej jasnego przekazu). A zobacz tematy osób już zdradzonych jak walczą o związek (gdy tego oczywiście chcą). Jeśli Ona Go rzeczywiście nie kocha to może według Niej - trzeba było szybko korzystać póki On okazuje, że nie będzie problemu z rozwodem hmm? Nie wiem co Jej siedziało w głowie, też poważna nie jest. Dlatego mnie to zastanawia, czy Grimm pisze Nam wszystko, bądź czy może nie zauważył jakiegoś ważnego wydarzenia i/lub nie zauważył, że pewne Jego czyny miały dla Niej jasny przekaz? Jego ostra reakcja na spacery z kolegą... zamiast na spokojnie musiał ostro. A Sam pisał, że przyjął te spotkania jako Jej sygnał, że ma o Nią walczyć, a nie "jesteś gorszy/znalazłam kogoś lepszego". A dla mnie OSTRA reakcja byłaby adekwatna w drugiej sytuacji hmm.

Współczuję sytuacji, bo jest patowa. Jednak chciałabym, aby Grimm odciął się na chwilę od wszystkiego i odpowiedział Sobie "czy zrobiłem wszystko co mogłem" oraz podjął ostateczną decyzję. Niech z czystym sumieniem odpowie czego On chce. Miłość to skomplikowane i głębokie uczucie dlatego wątpię, aby Ona je odzyskała nie pracując nad tym. Może chce, aby On pokazał, że Jemu naprawdę zależy? Nie wiem... On zna Ją najlepiej i wie w jakim stanie było Jego małżeństwo w momencie Jej ostatecznej decyzji smile. Być może nadmierna zazdrość (szczególnie kłótnia o kolegę - a podczas spacerów nie znalazł nic o podtekście nawet zdrady emocjonalnej) "zabiła" w Niej miłość i chciała "odzyskać" wolność.  Zauważ, że wówczas zaczęły się wypady na imprezy itp. itd.

134 Ostatnio edytowany przez Grimm (2015-04-25 22:08:04)

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Grimm napisał/a:

Walczyłem dalej to tylko pogarszałem sprawę a ja czułem się coraz gorzej. Po kilku dniach gdy byłem już trochę przytomny i pogodziłem się z nieuchronną zagładą napisaliśmy razem pozew rozwodowy bez orzeczenia o winie. Podzieliliśmy majątek i czekamy na papiery z sądu a żona zaczeła szykować swoje nowe mieszkanie.

W tamtym momencie byłem w stanie którego się nie da opisać dosłownie ZDYCHAŁEM. Jechałem na jakiś tabletkach od psychiatry spałem po nich w pracy zamykajac się w kiblu, schudłem 10 kg, łzy lały mi się wiadrami. Katowałem się oglądając nasze zdjęcia słuchacjąc naszej muzyki i czekając na jej powrót z pracy.
Powiedziała mi wtedy "Jeśli naprawdę mnie kochasz to puść mnie wolno". wszystko przyklepała argumentami które wcześniej wymieniłem. Ja jestem dla siebie bardzo surowym sędzią i zgodziłem się na napisanie pozwu. Przyjełem do wiadomości, że to wszystko moja wina i teraz należy mi się sroga kara.
W głębi serca liczyłem na scenariusze: może pomieszka osobno i wróci a może nie wyśle tego pozwu, może chociaż zostaniemy przyjaciółmi. Nie da się tego inaczej opisać. 
Pozwoliłem na to żeby zabrała cześć pieniedzy były to wspólnie zarobione ( zresztą nigdy nie żałowałem grosza, sobie TAK) i uznałem, że jej się należą. Dopiero potem okazało się jak te pieniądze zainwestowała, ona sama mi o tym powiedziała.

"Jego ostra reakcja na spacery z kolegą... zamiast na spokojnie musiał ostro. A Sam pisał, że przyjął te spotkania jako Jej sygnał, że ma o Nią walczyć, a nie "jesteś gorszy/znalazłam kogoś lepszego". A dla mnie OSTRA reakcja byłaby adekwatna w drugiej sytuacji hmm."

Ostro w moim wykonaniu wyglądało tak faktycznie podniesionym głosem zapytałem jak to jest, że mnie kontroluje a sama chce wyjść z kolegą. 

Problem polega na tym, że ani ja ani ona nie wyniesliśmy prawidłowych wzorców z naszych rodzin.

A problem ze mną? Może już zwariowałem.
Nie widze jej - boli
Widzę ją  - boli jeszcze bardziej

135

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Grimm napisał/a:
Grimm napisał/a:

Walczyłem dalej to tylko pogarszałem sprawę a ja czułem się coraz gorzej. Po kilku dniach gdy byłem już trochę przytomny i pogodziłem się z nieuchronną zagładą napisaliśmy razem pozew rozwodowy bez orzeczenia o winie. Podzieliliśmy majątek i czekamy na papiery z sądu a żona zaczeła szykować swoje nowe mieszkanie.

W tamtym momencie byłem w stanie którego się nie da opisać dosłownie ZDYCHAŁEM. Jechałem na jakiś tabletkach od psychiatry spałem po nich w pracy zamykajac się w kiblu, schudłem 10 kg, łzy lały mi się wiadrami. Katowałem się oglądając nasze zdjęcia słuchacjąc naszej muzyki i czekając na jej powrót z pracy.
Powiedziała mi wtedy "Jeśli naprawdę mnie kochasz to puść mnie wolno". wszystko przyklepała argumentami które wcześniej wymieniłem. Ja jestem dla siebie bardzo surowym sędzią i zgodziłem się na napisanie pozwu. Przyjełem do wiadomości, że to wszystko moja wina i teraz należy mi się sroga kara.
W głębi serca liczyłem na scenariusze: może pomieszka osobno i wróci a może nie wyśle tego pozwu, może chociaż zostaniemy przyjaciółmi. Nie da się tego inaczej opisać. 
Pozwoliłem na to żeby zabrała cześć pieniedzy były to wspólnie zarobione ( zresztą nigdy nie żałowałem grosza, sobie TAK) i uznałem, że jej się należą. Dopiero potem okazało się jak te pieniądze zainwestowała, ona sama mi o tym powiedziała.

Nektarynka53 napisał/a:
Secondo1 napisał/a:

Dlatego, to nie Grimm, ani jego żona mogą decydować o ustaniu małżeństwa ale sąd.

Chyba osoby, które zawarły związek małżeński lepiej wiedzą czego chcą? Papier nie jest ważniejszy od stanu rzeczywistego. Przypominam, że są  DOROSŁYMI ludźmi i jeśli potrafili podjąć decyzję o wyjściu za mąż to nie powinni "pytać o pozwolenie" sądu czy mogą przestać nim być. Oczywiście sąd ma na celu uprawomocnić w świetle prawa ich decyzję.

Dlatego to sąd, jako bezstronny powinien orzec rozwód a nie osoby bezpośrednio zaangażowane w sprawę.

Grimm, był w tym czasie zbyt przerażony, zagubiony, przekonany ze wyrządził jakąś krzywdę - działał przy zaburzeniu świadomości podjętej woli (nie decyzji).

Powtórzę, na forum uzyskał szereg bezstronnych ocen, rad które dały muu bardziej obiektywne spojrzenie na sytuację swoją i w jego małżeństwie.

To nie prawda, ze robi sobie z gęby cholewę,
w tamtym czasie działał pod wpływem zbyt dużych emocji by mógł podjąć właściwe działanie.

Podobno tylko krowa nie zmienia zdania smile

136

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Grimm napisał/a:

Problem polega na tym, że ani ja ani ona nie wyniesliśmy prawidłowych wzorców z naszych rodzin.

Tego szukałam smile. Dosłownie czułam, że dość dziwnie się zachowujecie. Ona ucieka jak nastolatka, gdy miłość się kończy bez próby naprawy (do tego zmianie często zdanie w ciągu miesiąca), a Ty jesteś bardzo wycofany w całej sytuacji i liczący na pomoc "opatrzności". Nie wiem jakie macie Oboje problemy związane z domem rodzinnym, ale może w tym wypadku pomoże Wam mediator - masz prawo wnosić o mediację? Jest to chyba idealna osoba w Waszym przypadku, bo pozwoli Obu usłyszeć od osoby postronnej jak druga strona może się czuć i czego wymaga od związku smile. A być może terapia małżeńska, ale nie wiem czy w ostateczności sąd może skierować na tego typu sprawy? Małżeństwo jest do odratowania, ale muszą tego chcieć Obie strony.

Grimm napisał/a:

A problem ze mną? Może już zwariowałem.
Nie widze jej - boli
Widzę ją  - boli jeszcze bardziej

Boli w obu przypadkach, bo Sam nie wiesz czego chcesz. Trochę wytłumaczę smile. Z jednej strony czujesz się zdradzony/zraniony i z tego powodu powstała złość, a nawet nienawiść - boli jak Ją widzisz. Z drugiej strony kochasz i chcesz powrotu - boli jak Jej nie ma.
Wariujesz, bo Twój umysł nie wie czego chcesz! Dlatego proszę Cię na poważnie. Usiądź i zastanów się czego chcesz oraz trzymaj się tej wersji. Twój umysł dostanie jasny sygnał co ma robić i skoncentruje się na działaniu. Najlepiej wypisz Sobie zalety i wady obu wyborów. Tak to w jednej chwili tworzysz wersję o walce, w innej o rozwodzie z Jej winy. ZASTANÓW SIĘ, bo później nie będzie odwrotu. Zapewniam, że jak otrzyma ten pozew o Jej winie to poczuje pewne negatywne emocje względem Ciebie i zobaczysz na co Ją stać. Wówczas albo dogadujesz się z Nią czy może jednak ma być to polubownie. Czy przygotowujesz się na prawdziwą wojnę. A nie będziesz mógł iść środkiem.

Sam decydujesz co jest najlepsze dla Ciebie. Jednak ja na Twoim miejscu spróbowałabym doprowadzić do OSTATECZNEJ rozmowy i zobaczyć Jej reakcję (szczególnie emocjonalną) - być może znowu zmieniła zdanie, któż to wie tongue. No, ale tutaj Ty musisz mieć dojście do twardych dowodów o Jej ewentualnej zdradzie. Przed rozmową masz być na 100% pewnym co jest między Nimi i zdecydować co chcesz w zależności od wyników "dochodzenia".

Secondo1 napisał/a:

Dlatego to sąd, jako bezstronny powinien orzec rozwód a nie osoby bezpośrednio zaangażowane w sprawę.

Grimm, był w tym czasie zbyt przerażony, zagubiony, przekonany ze wyrządził jakąś krzywdę - działał przy zaburzeniu świadomości podjętej woli (nie decyzji).

Powtórzę, na forum uzyskał szereg bezstronnych ocen, rad które dały muu bardziej obiektywne spojrzenie na sytuację swoją i w jego małżeństwie.

To nie prawda, ze robi sobie z gęby cholewę,
w tamtym czasie działał pod wpływem zbyt dużych emocji by mógł podjąć właściwe działanie.

Z tą bezstronnością nie byłabym taka pewna tongue. Zależy jak dobrych będą mieli prawników i na ile sędzia/sędzina uwierzy w ich zeznania - pamiętaj każda ze stron może NAGINAĆ fakty na Swoją korzyć. Ona będzie udowadniać, że Ich pożycie małżeńskie uległo całkowitemu rozpadowi. On, że ten rozpad był z Jej winy. Zdrady fizycznej można się tylko domyślać, a emocjonalną trzeba udowodnić. Sąd może być obiektywny, ale zapewniam strony będą przedstawiać Swoją wersję wydarzeń subiektywnie. Nie zawsze da się tak łatwo ocenić sytuację - a u Nich jest dość skomplikowana. Bo dla mnie On nie walczył o Jej pozostanie = zgodził się na Jej działania (tym samym doprowadził do pogorszenia pożycia pomiędzy Nimi). Bezstronnie byłoby gdyby właśnie przed rozprawą dogadali się, a nie toczyli bój w sądzie.
Jakbym miała wejść na Jej miejsce wiedząc, że niestety nie kocham i chcę odejść to Jego zachowanie odebrałabym jako zaakceptowanie mojej decyzji. Jako, że jest On dorosłym człowiekiem, z którym przeżyłam już trochę to ZAUFAŁABYM Jego słowom. Miała czekać wieczność, aż się ocknie i zdecyduje? Niestety nie każdy decyduje się na odbudowę związku. Gdyby nie zaczęła "kręcić" z współlokatorem to nie wiadomo czy zawitałby na forum i otrzymał porządnego "kopa", które zmotywowałyby go do jakichkolwiek działań smile. No ale doczytałam właśnie o "braku odpowiednich wzorców" u Nich. Zapewne dlatego Obydwoje nie do końca potrafią zachować się w całej sytuacji. Ona wziąć się za Siebie i przewartościować własne życie - woli iść na skróty. On nie załamywać się jakby wszystko już było przesądzone (był na przegranej pozycji) i walczyć o miłość - nie chcę oceniać co oznaczały w przypadku Grimma "złe wzorce", ale zapewne stworzył trochę niezdrową miłość, bo Swoje życie oparł na Jej uczuciu = załamanie gotowe.

Secondo1 napisał/a:

Podobno tylko krowa nie zmienia zdania smile

No i oby Ona je również zmieniła wink.

137

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Grimm napisał/a:

Kazała mi dzwonić do teścia bo ona nie chce z nim rozmawiać a jak tego nie zrobię i teść powie coś nie tak na rozprawie to będzie mi "utrudniać" życie.

Pora się ogarnąć bo jesteś na wojnie.Jakbyś miał dyktafon to wystarczyłoby nagrać rozmowę z której cytat jest powyżej bo możesz mieć dużo takich okazji , a Ty patrzysz bezczynnie.
Podstawa w Twojej sytuacji to dowody.Tych póki co nie masz.Zrób co możesz ,żeby wynająć detektywa.Na razie dowody ,którymi dysponujesz nic nie są warte.
Zapytaj prawnika  czy możesz zmienić decyzję i wnioskować o orzeczenie jej winy dopiero na rozprawie.A teraz odpowiadając na pismo z sądu nie odkrywać kart.
Tak na logikę powinieneś mieć prawo do wycofania się z wcześniejszych deklaracji- choćby z tego tytułu ,że między Twoją odpowiedzią na pismo sądowe , a rozprawą mogło dojść do ujawnienia okoliczności , które jednoznacznie przesądzają o wyłącznej winie żony.

A swoją drogą ona szantażując Cię w ten sposób tylko obnażyła się doszczętnie.Ma Cię za jelenia , podnóżek.I już nawet nie o to chodzi ,że ona ma takie o Tobie zdanie , tylko że czuje się tak pewnie ,że w ten sposób odkryła karty.

Moim zdaniem powinieneś zgadzać się na jej propozycje.Ona jest zbyt pewna siebie i w ten sposób możesz to wykorzystać.Nie spodziewa się walki z Twojej strony.A w międzyczasie powinieneś robić swoje.Agencja detektywistyczna powinna jej siedzieć na ogonie 24/7. A Ty usypiać jej czujność odgrywając rolę zbolałego misiaczka.Podsłuchy , programy szpiegowskie - wszystko co się da.Tylko konspiracja zupełna i ewentualne dowody trzymaj poza domem - poza jej zasięgiem.

138

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Nektarynka53 napisał/a:
Secondo1 napisał/a:

Nie są to dowody "twarde" , ale dają poszlaki do podejrzeń o zaangażowaniu się żony w relacje z kolegą, znacznie przekraczające relacje koleżeńskie.

Sąd nie ocenia tylko na podstawie niepodważalnych dowodów, ale również na podstawie takich które daję uprawnione podejrzenie.
Np w przypadku zdrady emocjonalnej, współmałżonek ma prawo domniemywać, że doszło również do zdrady fizycznej.

W tym przypadku, szereg działań,  planow żony Grimma wskazują na głęboką relację łączącą ją z "kolegą".
Zgrabny prawnik poprowadziłby sprawę skutecznie.

Widzisz problem w tym, że przeciętny prawnik dowiedzie, że są to pomówienia smile. Jeśli dowody to domniemanie to w rozprawie np. karnej sąd wnosi o zgromadzenie DODATKOWYCH dowodów. Nie można wydać wyroku na podstawie domniemania. Znam te pytania: "jak się Pani/Pan do tego ustosunkuje". Ona z prawnikiem na pewno po otrzymaniu pisma "pójdą do boju". A jeśli to było Ich wspólne konto bankowe to nie miała prawa wpłacić części Jej pieniędzy na inne? W takim wypadku to jest dziwne - najpierw pozwala (zgadza się z Jej decyzją i uznaje ją za słuszną), a później w sądzie wnosi jako dowód w rozwodzie przeciwko Niej!?
Fakt odeszła z domu itp. itd. ale niestety to nie dowód, aby rozwód był z Jej winy.
Dlatego najlepiej iść nie "na szczęście" tylko z TWARDYMI DOWODAMI! Bo przepraszam czy przeprowadzkę nie może obrócić w "On na początku się na to zgodził/był agresywny w stosunku do mnie". Przecież Jej prawnik może powołać się na alkoholizm, który panował w Jego rodzinie. To też daje domniemanie sądu, że Grimm może powielać tego typu zachowania - tym bardziej, iż często się to zdarza w tego typu rodzinach? A jak On udowodni, że tak nie było?
Pewne dowody = pewny wyrok = mniej stresu. Dla Nas to tak łatwo pisać, ale podjęte przez Grimma decyzje mogą doprowadzić, że była żona otrzymując dzieci "pod Swoje skrzydła" może utrudniać na złość spotkania z Nim. W teorii nie do pomyślenia, no ale znamy praktyki co po niektórych hmm.
On MUSI teraz wykazać 100% winę żony i mieć dzieci przy Sobie. Aby w oczach dzieci, rodziny i sędziny/sędziego nie wyjść na sprawcę nieszczęść (o ile Nim nie jest).
Nie piszę, aby podciąć skrzydła, ale żeby tak NA POWAŻNIE zaczął szukać tych dowodów ze wsparciem detektywa. No ale jak Ona otrzyma to pismo to zapewniam BĘDZIE BARDZO OSTROŻNA, a być może zacznie czegoś szukać na Niego/podburzać rodzinę (świadków).

To co napisała Nektarynka jest  w dużej mierze niespójne i częściowo niezgodne z prawdą.
Jej opinia ,że : " przeciętny prawnik dowiedzie, że są to pomówienia smile." równie dobrze dadzą się zastosować do :


"Przecież Jej prawnik może powołać się na alkoholizm, który panował w Jego rodzinie. To też daje domniemanie sądu, że Grimm może powielać tego typu zachowania - tym bardziej, iż często się to zdarza w tego typu rodzinach?"

Nie bierz prawnych opinii Nektarynki pod uwagę.A zwłaszcza tej :

"Przecież Jej prawnik może powołać się na alkoholizm, który panował w Jego rodzinie. To też daje domniemanie sądu, że Grimm może powielać tego typu zachowania - tym bardziej, iż często się to zdarza w tego typu rodzinach? A jak On udowodni, że tak nie było?"

Rozwód to sprawa cywilna.Więc obowiązuje zasady kontradyktoryjności to po pierwsze- sąd nie ma obowiązku ustalania prawdy obiektywnej.
Choć oczywiście sąd powinien wyrok oprzeć na prawdzie -nie ma tu sprzeczności.
A po drugie.Dowód twierdzenia spoczywa na stronie wywodzącej z niego skutki prawne.Więc to nie Grimm będzie musiał udowodnić ,że nie jest alkoholikiem , ale jego żona ,że nim jest.

139 Ostatnio edytowany przez After (2015-04-26 08:08:44)

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Witaj Grimm
Paweł, poczytałem jeszcze raz wszystko, a ze szczególną uwagą, to co napisałeś na temat jej zachowania w trakcie Waszego małżeństwa.
Toż to borderka w najgorszym wydaniu na jaki można trafić.
Ty się chłopaku nie zastanawiaj jak ratować małżeństwo tylko ratuj siebie!
Takie osoby jak ona powinno się trwale znakować aby nikt nie dał się im nabrać i złapał się na ich haczyk

W skrócie : spierdalaj gdzie pieprz rośnie, ratuj siebie i córkę!
I trzymaj się od niej jak najdalej,!
Daj jej odejść w cholerę, bo ona by Cię zniszczyła!
Ona tak ciebie wyrresowała, że nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale RATUJESZ SWOJE ŻYCIE!

Pozwolisz, że zacytuję fragmenty z  artykułów, dotyczących borderline .
Aż otworzysz szeroko oczy,...
Sorry, że tekst jest długi ale naprawdę warto to przeczytać abyś wiedział, na co nakierować pracę nad sobą i Twoją terapię

Może właśnie liżesz swoje świeże rany powstałe w wyniku zakończenia związku z kobietą BORDERLINE? Jeżeli tak i dalej tkwisz pogrążony w bólu i obsesji to jest wysoce prawdopodobne, że po prostu jesteś dla siebie zbyt surowy i nie możesz pogodzić się z tym, że spędziłeś z taką kobietą tak wiele czasu. W końcu nikt normalny nie skazałby siebie na takie cierpienie dobrowolnie. Takie zamartwianie się jest bezproduktywne i zatrzymanie takiego typu myślenia jest możliwe, gdy pozna się odpowiednie narzędzia.

W rzeczywistości jest łatwiej poddać się Ci fizycznemu i psychicznemu niszczeniu ze strony borderline niż z własnej strony ponieważ, gdy sam niszczysz siebie nie możesz bronic się przeciwko atakującemu (bo sam nim jesteś). Krótko mówiąc sypiesz sól na swoje świeże rany, a one powinny się goić. Czy ma to jakikolwiek sens?

Wzięcie "odpowiedzialności" za tarapaty, w których się znalazłeś jest pomocne tylko kiedy możesz się nauczyć z błędów, które popełniłeś i z tego, żeby ich więcej nie popełniać. To nie jest pomocne, kiedy próbujesz się uleczyć z traumy. To powstrzymuje cię od przeżywania swoich prawdziwych uczuć, szacunku do nich i dotarciem do drugiej strony tej przepychanki. Krótko mówiąc twój mózg zakleszczył się na grze po obu stronach siatki, a to nie działa ani w tenisie, ani w miłości. Nauczyłeś się tego głupiego nawyku w dzieciństwie, albo później - tak czy siak tutaj to nie działa.

Najtrudniejszą rzeczą, która pozostaje po związku z partnerką, która ma borderline jest to, że one zawsze zostawiają cię z poczuciem toksycznego wstydu. Osoby z borderline mają tą niezwykłą umiejętność dzięki, której powodują, że się otwierasz, jesteś podatny na ataki i po prostu ufasz im. Czujesz się bardzo bezpiecznie na początku dlatego, że oni są z tobą tacy "szczerzy" -- to akurat wynika z ich braku granic. Myślisz sobie, że skoro ona jest taka szczera, to może i ja powinienem się otworzyć? Dla szczerej osoby jest to naturalne, ale osoby z borderline potrafią grać szczerość, a później wykorzystają wszystko, co im powiedziałeś bez żadnych wyrzutów sumienia i litości. 

Podczas trwania związku czułeś się jak na kolejce górskiej, boskie wzloty i totalnie niszczące upadki. Jeżeli osoba z borderline grała miłą i kochającą to zacząłeś ufać, że faktycznie zasługujesz na bycie kochanym. Kiedy byłeś poniżany, wrabiany w poczucie winy, niszczony za nieperfekcyjne zachowanie (według partnera) to czułeś się niechciany, zawstydzony i bezwartościowy. W skrócie pozwoliłeś swojej zaburzonej partnerce zarządzać swoim poczuciem przyjemności i bólu. Dawanie takiej mocy komukolwiek jest nie tylko głupie, jest przede wszystkim niebezpieczne.

Smutna rzeczywistość jest taka: najprawdopodobniej byłeś za ostry dla samego siebie przez całe swoje życie i to właśnie przez to byłeś podatny na osobę z borderline. Twoje problemy z poczuciem własnej wartości nie powstały tylko podczas tego związku, one powstały dawno temu, kiedy byłeś mały. Jest niesamowicie istotne dla nas psychologów i terapeutów, aby rozwiązać te problemy ponieważ inaczej będziesz powtarzał te same bolesne schematy w nieskończoność i nie ważne jak bardzo wyedukujesz się na temat zaburzenia borderline. Albo to, albo nigdy nie zaufasz sobie i nie pozwolisz sobie na miłość, a to jest już po prostu tragiczne.

Proces wyzdrowienia nie polega tylko na typ, aby przestać puszczać w głowie te wszystkie negatywne nagrania, które przerobiły cię na kompulsywnego perfekcjonistę. Chodzi o to, abyś zdał sobie wreszcie sprawę kim naprawdę jesteś, a kim nie. Czas szanować siebie i lubić siebie. Dzięki temu możesz wzrosnąć w przyszłości i tworzyć lepsze związki. Im bardziej kochasz siebie tym inni mogą cię bardziej kochać. 

Może wydawać ci się, że teraz piszę jakieś banialuki, szczególnie jeżeli właśnie "medytujesz" używając alkoholu, narkotyków, jedzenia, przepracowywania się, szalonych treningów na siłowni itp. Pamiętaj swoje całe życie poświęciłeś na uciekaniu przed tymi trudnymi uczuciami i wymyśliłeś kilka bardzo innowacyjnych sposobów ucieczki. To nazywa się uzależnieniem. Nawiasem mówiąc te negatywne, samo-uszkadzające cię taśmy, które odtwarzasz w głowie są najbardziej destrukcyjne w momencie, kiedy jesteś w ciszy i starasz się zrelaksować.

Osoby które kochają partnerów z borderline najczęściej wykazują kompulsje (przymus) naprawiania/ratowania (to formuje podstawę ich wartości). Kompulsywne dawanie innym pomaga im czuć się bardziej wartym miłości, ale z drugiej strony tacy "opiekunowie" (ang. caregivers) mają trudności z "odbieraniem".   (Pomijając już fakt, że osoby z borderline wcale nie chcą zostać uratowane).

Osobowości opiekuńcze (ang. caregivers) to tacy zajęci ludzie, którzy nałogowo utrzymują się w stanie ciągłego biegu. Po mimo tego, że czują się zmęczeni, chorzy itp. Jeżeli twoje poczucie tożsamości jest bazowane na tym jak dobrze możesz zaopiekować się kimś innym to jak możesz zwolnić i odpowiedzieć na swoje własne, osobiste uczucia i potrzeby? Osobowości opiekuńcze zazwyczaj nie potrafią odróżnić uczuć od myśli. Tacy ludzie przywykli do obmyślania swojej drogi przez życie, a nie po prostu odczuwania jej na bieżąco. Instynkty, intuicje i inne niezbędne doznania są przez nich usuwane, gdzie normalnie pełnia rolę wbudowanego mechanizmu przetrwania. Ich brak może powodować to, że zawsze będziesz tkwił w ciemności, w kiepskiej relacji z chronicznym uczuciem pustki, która boli bardziej niż wszystko inne. Osobowości opiekuńcze bardzo często wybierają relacje "współuzależnionych" (ang. codependent relationships). Współuzależnieni są strasznie ostrzy dla samych siebie, ponieważ czują do siebie wstręt. Te zachowanie powstało jako odpowiedź do znęcania, niszczenia albo/i negowania wartości w dzieciństwie najprawdopodobniej ze strony rodzica/rodziców. Jest bardzo istotne, żebyśmy mogli pomóc ci to zmienić!

Osoba z borderline wykonuje spektakularną robotę dzięki, które rozprasza cię przed tymi myślami i uczuciami, które im towarzyszą, dlatego, że z borderline'ami nie ma cichych momentów. Twoja partnerka pożera wszystko, cały twój czas na zajęcie się sobą dzięki temu po prostu nie masz szansy połączyć się ze sobą. Nawet jeśli ci się to uda to i tak myślisz o niej, a nie o sobie. Najprawdopodobniej właśnie to przeżywasz.

Ta część ciebie która jest racjonalna i względnie zdrowa wie, że nikt nie jest warty zabijania i unicestwiania siebie. Jeżeli twój najlepszy kumpel tkwiłby  w takiej sytuacji sam próbowałbyś przemówić mu do rozumu, mówiłbyś mu żeby zostawił toksyczną babę raz na zawsze. Mój drogi, sam mógłbyś to zrobić, gdybyś nie musiał przy okazji męczyć się z traumami z dzieciństwa.   

Ja nie jestem w biznesie "terapii" - jestem w biznesie leczenia. Zazwyczaj związek z osobą borderline to katastrofa kolejowa, która jeszcze się nie wydarzyła. Wszystkie te głębokie, przeszywające uczucia, które wychodzą na wierzch podczas takich relacji są powiązane z twoim dziecięcym bólem i teraz właśnie nadszedł czas, żeby to naprawić. Poczujesz się lepiej, naprawisz się, znajdziesz wewnętrzny spokój i poczucie satysfakcji. Najlepsze jest to, że nikt ci tego nie odbierze. Nie czekaj poszukaj dobrego terapeuty i nie pakuj się w toksyczne związki. [

Jeżeli kiedykolwiek miałeś do czynienia z  osobą z zaburzeniem borderline to na pewno zmagałeś się z ogromną dezorientacją i chaosem. Wielka różnica pomiędzy wypowiadanymi słowami, a czynami spowodowała, że biegałeś w kółko próbując zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Czy powinieneś wierzyć swojej partnerce, kiedy mówi, że "kocha cię ponad wszystko i że wszystko, czego pragnie to szczęścia dla ciebie"? Czy może powinieneś zaakceptować ich destrukcyjne zachowania i przyjąć je jako dowód, że ich słowa o miłości nie są prawdziwe? Wątpisz w swoją emocjonalną normalność ponieważ w jednej minucie cię adorują, a godzinę, albo jakiś czas później odcinają cię, zdradzają, albo chcą z tobą zerwać!


Dodaj do tego to, że partnerka z borderline mówi ci, o tym że powinniście zerwać, ale jeżeli się z nią zgodzisz, albo chociaż kiwniesz głową to ona automatycznie oskarży cię o to, że chcesz ją porzucić. Miałam taki przypadek u klienta borderline, który korzystał z moich usług. Po dwóch sesjach (tylko dwóch sesjach), które przebiegły bardzo pomyślnie ona postanowiła zadzwonić do mnie i powiedzieć, że nie czuje się dobrze pracując ze mną. Kiedy ja logicznie wytłumaczyłam jej jakie metody stosuje i powiedziałam, że mogą one być faktycznie nieodpowiednie dla niej (z racji tego, że ona po prostu nie chciała żadnych zdrowych zmian) to nagle oskarżyła mnie o to, że nie chce z nią dalej pracować! To był jej mechanizm projekcji, ona potrzebowała tego, żeby przedstawić mnie jako tą "złą", tą która ją porzuci. Dzięki temu mogła utrzymać w głowie swoją dawną śpiewkę ("nikt nie może mi pomóc, każdy odchodzi") -- znalazła we mnie problem, tak jak w poprzednim terapeucie.   

Najprawdopodobniej przechodziłeś to samo w swoim własnym tańcu z osobą borderline, ale nie bierz tego do siebie i nie próbuj przekonywać ich, że to tylko ich wewnętrzny wymysł. Tak działają ich zaburzenia poznawcze, nie zmienisz tego. Dużo osób z borderline dzwoni do mnie pytając o "uzdrowienie". Oczywiście rezygnują jak tylko dowiedzą się, że "wzrost" jest częścią tego procesu. Wzrost przynosi zmiany, a zmiany są dla nich przerażające. Dlatego też takie osoby pozostają żałosnymi poszukiwaczami czegoś, czego nie mogą pomieścić i tak naprawdę nie chcą.

Osoby z borderline są strasznie ekstremalnie niepewne. Użyją swojego zachowania acting-out na wszystkich, którzy zbliżą się zbyt blisko nawet na profesjonalnych terapeutach, którzy chcą im pomóc. Zrobią ze swoim "lekarzem" to, co zrobiły i z tobą. Porządna terapia szturcha i tarmosi ich mechanizmy obronne, a to powoduje, że one po prostu chcą uciec. Takie osoby chcą ciągłego zapewniania, że nie wywalisz ich z terapii, ale mimo tego będą "testowały" to zapewnienie i sprawdzały jak daleko mogą się posunąć (zmienianie terminów na ostatnią minutę, nieprzychodzenie na spotkania, sabotaż (żeby obronić się przed "wzrostem"), ignorowanie produktywnych sugestii itp.)

Osoby z borderline nadużywają słowa miłość. Będziesz chciał im wierzyć, kiedy będą ci to mówiły, ale znakomita większość osób z borderline to patologiczni kłamcy. Patologiczne kłamstwa to część ich strategii przetrwania od najmłodszych lat. One mogą bez trudu ukrywać swoje seksualne i emocjonalne związki na boku przed swoimi obecnymi partnerami. Jeżeli jesteś wystarczająco głupi, żeby pomyśleć, że to nie przydarzy się tobie to lepiej pomyśl ponownie!


Fasady borderline (one są takie otwarte, hiper seksualne, fascynujące) stanowią haczyk w tej grze.
Faza "miesiąca miodowego" podczas, której robisz wymówki i przeoczasz jej kastrujące, toksyczne zachowania stanowi haczyk. Kiedy połkniesz haczyk i zagnieździ się on głęboko w twoim przełyku to wtedy nawet nie możesz pomyśleć o uwolnieniu się, ponieważ towarzyszyć będzie temu ogromny ból. Kiedy ona mówi, że cię kocha usypia twoją czujność. Kto mógłby zostawić taką super kobietę, która znowu wznosi cię pod niebiosa? Problem polega na tym, że te wariackie epizody zaczynają się mnożyć i wkrótce bagno otacza cię z każdej strony. Jesteś na haczyku i nie ma odwrotu nawet pomimo jej emocjonalnej gimnastyki w stylu odepchnij/przyciągnij, kochaj/nienawidź. Mam ulubiony film 500 Dni Lata (ang. 500 Days of Summer), który uosabia twoje problemy i walkę z emocjonalną regularnością i uziemieniem z borderline - niestety nigdy nie będziesz miał szansy doświadczyć wygranej w tej grze.


OBRAZ JEST WARTY TYSIĄC SŁÓW

Wyobraź sobie, że siedzisz w łódce i zarzuciłeś właśnie przynętę na ryby. Czekasz sobie spokojnie, aż złapiesz swoją nową kolację. To przecież normalne założenie dla wędkarza prawda? Borderline ignoruje przynętę w wodzie i po prostu sama wpada do twojej łodzi. To jest naprawdę fantastyczne dla gościa, który sam jest niepewny siebie i chce ominąć możliwości odrzucenia - jeżeli to on wykona pierwszy ruch. To jest także niewątpliwy znak tego, że zbliża się katastrofa kolejowa z kolejną dziewczyną z zaburzeniem borderline. Jedynym lekarstwem na przyciąganie do osób z borderline jest wzrost i prawdziwa pewność siebie i poznanie swojej prawdziwej wartości.

Każdy centymetr ciebie pragnie tego majestatycznego początku jaki przeżyliście razem - ja doskonale wiem jak bardzo chcesz, żeby wróciła. Jest ciężko pozwolić umrzeć tej fantazji. Prawda jest taka, że możesz złapać jakieś pojedyncze momenty szczęścia, ale nigdy nie będzie tak samo jak na początku ponieważ już jesteś uwiedziony. Jeżeli nie ma pościgu to polowanie nie znaczy nic dla osoby z borderline. To właśnie dlatego dużo gości jest zostawionych na lodzie, gdy tylko zostawią swoje żony i rodziny dla przyszłej partnerki. Nie ważne, co ona ci powie. Kiedy tylko będziesz jej to ona cię już po prostu już więcej nie chce (seksualnie czy jakkolwiek).

Mówiąc w przenośni dobrze odżywiony kot domowy będzie polował na mysz tylko dla sportu. Kiedy szkodnik jest już złapany i wystarczająco mądry, żeby udawać zdechłego wtedy kot traci zainteresowanie i odchodzi. Jeżeli szkodnik natomiast walczy, aby się wyrwać i przeżyć wtedy kot po prostu zabija mysz. To samo dzieje się w twoim tańcu z partnerką borderline. Kiedy jesteś osiągalny ona nie jest tobą zaintrygowana, albo podekscytowana.

CZY TO ONA/ON JEST WALNIĘTY, CZY JA?

Osoby z borderline mają dużą trudność w zaufaniu komukolwiek. Ten problem jest pozostałością po ich wczesnym dzieciństwie. Problem powstał dzięki "słabym" rodzicom - dlatego też nie odbieraj ich braku zaufania do ciebie personalnie. Nie możesz spowodować, że ta osoba ci zaufa i nie ma znaczenia jak bardzo kochający jesteś. Ten problem istniał na długo przed tym  zanim ty się pojawiałeś więc nie obarczaj się za to odpowiedzialnością.


Na początku borderline odbija (jak w lustrze) wszystko to co zawsze chciałeś o sobie usłyszeć i w to co chciałeś uwierzyć. Kiedy relacja jest w toku wtedy one jak echo odbijają to jak naprawdę czujesz się w środku samego siebie. Pragniesz znowu wrócić do tego pierwszego obrazka, kiedy stałeś na piedestale (w ich oczach), ale to daremny trud i to powoduje, że czujesz wstyd, aż do rdzenia samego siebie. Ten oszałamiający wstyd powoduje, że chcesz ją z powrotem, myślisz, że dzięki temu się uwolnisz od tego uczucia.

Osoba z borderline może obarczać cię winą, za ich własne manipulacyjne zachowania. Może spowodować, że zaczniesz wierzyć, że jeśli się z nią ożenisz to ona będzie oddana tylko tobie i twoje życie będzie wspaniałe. Nie bądź głupi i nie kupuj tych bzdur! Prawda jest taka, że im bliżej będziesz osoby z zaburzeniem osobowości borderline tym bardziej one zaczną świrować i odpychać cię. To jest właśnie ten paradoks spowodowany ich strachem przed przywiązywaniem się.

Takie osoby będą bardzo oburzone, kiedy zakwestionujesz ich prawdziwe motywy działania, albo nawet dasz im wzmiankę na temat tego jak się zachowują - to są ich mechanizmy obronne. Nie mogą zostać perfekcyjne więc znowu do głosu dochodzi toksyczny wstyd, który stanowi rdzeń ich osobowości.

Mogłeś nie mieć do czynienia z prawdziwym uczuciem miłości nigdy przedtem więc takie sprzeczne komunikaty od borderline mogą cię zostawiać w stanie zagubienia. Początki z borderline są świetne, coś czego nie doświadczyłeś nigdy wcześniej. Kiedy ona zaczyna cię odpychać, albo szukać w tobie wad wtedy myślisz, że to tylko tymczasowe. Myśli, że to naprawisz, albo przeczekasz. W końcu ona cię naprawdę kocha, więc może to tylko nieporozumienie.

Zanim się zorientujesz twój cały plan zajęć polega na tym, aby to wszystko naprawić. Nawet, kiedy wiesz, że nie zrobiłeś nic złego twoja partnerka daje ci znać, że to z tobą jest coś nie tak.

Nie ważne, co zrobisz, żeby zadowolić swoją partnerkę, takie osoby nigdy nie mają dosyć i zawsze obwinią ciebie o wszystko. Nigdy nie będą w stanie zobaczyć problemu z twojej perspektywy, nigdy nie zaakceptują twoich wyjaśnień na temat tego, co faktycznie tutaj zaszło. Zaczną wymyślać, rzeczy odnośnie twojej osobowości, które nie są prawdziwe,a ty zaczniesz się bronić. I znowu wlazłeś w ich świat, intryg i dewaluacji.

CO MIŁOŚĆ MA Z TYM WSPÓLNEGO?

Miłość jest abstrakcyjnym pojęciem dla kogoś kto ma borderline i zwykle jest powiązane z bólem. Tęsknota osoby z borderline za miłością jest dramatyczna i pełna przykrych, bolesnych emocji, które są mylone z miłością do rodzica. Rodzica nieobecnego podczas dzieciństwa, rodzica który "nie oddał" tej miłości" im. Czy może podobnie było w twoim wypadku?

Osoba z borderline ma sobie ogromne pokłady toksycznego wstydu - nigdy nie czuły się warte miłości, nawet od najmłodszych lat. Żyły z przekonaniem, że muszą kupować miłość swojego rodzica (przez drogie prezenty, odwiedziny, kiedy nie miały na to ochoty, itp) - robiły to żeby zyskać akceptacje siebie. To samo robią z tobą. Każdego razu kiedy były super miłe, szczodre i uwodzicielskie to robiły to po to, aby rozegrać ten proces walidacji z dzieciństwa - ty nie masz tutaj nic do rzeczy.

Trudno zrozumieć paradoksalną naturę osób z zaburzeniem borderline. Ponieważ ich reakcje są często przeciwnością tego, jak oczekiwałbyś, że ktoś się zachowa i to mota ci w głowie. Dla przykładu im bliżej się do nich zbliżysz tym bardziej one potrzebują dystansu. Dla zdrowych ludzi, miłość, zaufanie i poziom intymności wzrasta razem z relacją. Z osobami borderline jest tak, że gdy tylko one poczują się bezpieczne i szczęśliwe to wtedy na wierzch wychodzą obawy przed porzuceniem i muszą cię odepchnąć. Ich przetrwanie zależy od tego, dla nich słowo "miłość" oznacza napływ ogromnego bólu. Nie możesz tego zmienić.

Miłość jest zrównoważona i dlatego też osoby z borderline nie potrafią jej znieść i tolerować.

Dla przykładu masz ochotę na jakieś ulubione jedzenie. Masz chęć zaspokoić apetyt i nic innego poza twoim ulubionym jedzeniem w tej chwili nie będzie wystarczająco dobre. Kiedy zjesz już swój posiłek twoje uczucie głodu znika, jesteś syty. W przypadku osób z borderline jak tylko zaspokoisz ich uczucia miłości to wtedy ich poczucie "miłości" znika - po prostu wyparowuje. Dla nich uczucie miłości i bólu jest ze sobą splecione dlatego też w ich myśleniu jeżeli to nie boli to to nie może być miłość. Dlatego też osoby, które są zdolne dać im miłość są traktowane jako ich słudzy, są niszczeni i karani, albo po prostu spychani na bok. 

Możesz dojść do wniosku, że oboje macie uszkodzone swoje rdzenie osobowości. Dlaczego mimo wszystko nie jesteście kompatybilni? Czy kiedyś widziałeś jak dwójka dzieci bawi się razem i nagle pojawia się konflikt? Dzieci nie mają umiejętności, żeby ten konflikt rozwiązać dlatego musi interweniować dorosły. Brak tej dojrzałości (dorosłości) powoduje to, że konflikty się mnożą i nie ma czegoś takiego jak efektywne rozwiązywanie problemów. Dzięki temu istnieją terapie dla małżeństw tak swoją drogą. Może zauważyłeś to ze swoją partnerką borderline - poddałeś się, albo może oddaliłeś się dopóki sprawa nie ucichła, ale po pewnym czasie kiedy wróciłeś zobaczyłeś, że konflikt zamiast zniknąć tylko zwiększył się dramatycznie. Takie cykle powtarzają się w kółko.

PERSPEKTYWA ROZWOJU MIŁOŚCI, STRATY, ODRAZY

To nie jest tak, że osoby z borderline nie chcą miłości - one po prostu nigdy nie mogły jej zaufać. Partnerzy, którzy okazjonalnie spełniają ich oczekiwania bliskości są mniej zagrażający niż ci, którzy mogą to zapewnić cały czas.

Próbowanie wygrania tej gry przez udawanie kogoś kim nie jesteś tylko po to, żeby zaspokoić swoją partnerkę z borderline NIGDY NIE DZIAŁA. To akurat twoje problemy z dzieciństwa o których rozmawialiśmy już w poprzednich artykułach. Nie możesz wygrać z uszkodzonym/dysfunkcyjnym indywiduum ale twoje ego będzie próbowało walczyć - mimo że szanse są zerowe.

Kochanie borderline oznacza, że zawsze chodzisz pod napięciem. W tej relacji liczą się tylko jej uczucia, jej komfort i jej potrzeby - nie ma żadnego miejsca dla twoich! Będziesz poświęcał dużo czasu nad rozmyślaniem jak to wyrównać, ale to zadanie skazane na porażkę. Fakt jest taki, że im więcej dasz takiej osobie tym mniej ona będzie cię szanowała. Jak może cię szanować skoro ty sam nie szanujesz siebie?

TANIEC DIVY

Od czasu do czasu kontaktują się ze mną psychoterapeuci, którzy mają problemy ze swoimi klientami borderline. Kilku nie zdołało utrzymać takich ludzi na dystans i w terapii zapanował chaos, dramat i toksyczność. Na moich konsultacjach uczę ich jak stawiać granicę i odzyskać swoją moc. Złośliwy, obraźliwy borderline dosłownie krzyczy, aby zostać powstrzymanym. Terapeuta musi chcieć traktować tych pacjentów inaczej niż innych. Musi ochraniać siebie podczas całego procesu nawet jeśli oznacza to wychodzeni z biura na kilka minut. Wniosek jest taki: nie ma żadnej wymówki na takie toksyczne zachowania i nie możesz dojść do logicznego porozumienia z 3 letnim dzieckiem (borderline).   
...
Twoja diva to nic innego jak mały bachor, któremu brakuje kontroli impulsów i granic.

Małe dziecko nie może pomieść uczuć przez zbyt długi okres czasu. Emocjonalna deregulacja jest czymś naturalnym w tej fazie dorastania. Dzieci są bardzo zawiedzione, kiedy coś obiecasz i tego nie dostarczysz - będą cię nienawidziły, będą wrzeszczeć, krzyczeć i płakać. To zazwyczaj trwa przez krótki okres czasu po tym czasie znowu cię kochają, a ty jeżeli spędziłeś trochę czasu z dziećmi to wiesz już jak je zadowolić. Czasami wystarczy nawet lizak.

Osoby z borderline nie wykształciły swojego własnego pojemnika na emocje i jak małe dzieci są zależne od ciebie. To ty musisz stworzyć granice, dzięki temu będą się czuły bezpieczne. Oczywiście one będą cały czas testowały te granice, ponieważ same nie mają własnych.

Dziecko jest rządzone przez instynkty i potrzeby. Nie ma pojemności na regulację nastroju, empatię, wyższe rozumowanie i rozpoznawanie dobra od zła. Potrzeby dziecka są samolubne, ponieważ ich przeżycie zależy od nich. Jeżeli dorosły rozwój nie został w pełni wykształcony rodzi się narcyzm. Emocjonalnie niedorozwinięta osoba cały czas siłuje się z problemami w relacji, uzależnieniami, zaburzeniami osobowości, niską samooceną i małą tolerancją na opóźnione zaspokojenie.
...
Niektóre materiały na internecie mówią o "wciąganiu/odkurzaniu (ang. hoovering)" ja zwykle unikam takich stwierdzeń, ale to perfekcyjnie opisuje naturę borderline. W naturze borderline leży chęć "posiadania cię" jak tylko zdają sobie sprawę, że nie mogą cię mieć. To wyzwanie wciągania cię z powrotem to własnie zjawisko "wciągania". Kiedy już ich apetyt jest zaspokojony wtedy znowu nie jesteś potrzebny i cykl się powtarza. Dopóki jedno z was naprawdę ma dosyć, albo jest już chore. Dosłownie. 

Możesz chcieć uciec z tej toksycznej relacji ale nie możesz sobie wyobrazić opuszczenia swojego borderline. Bądźmy szczerzy problemy borderline pojawiły się na długo przed tym zanim na radarze pojawiłeś się ty. Nie napiszesz od nowa jej historii, choćbyś nawet ustał na głowie i klaskał uszami. Nie porzucasz tej osoby (to akurat zrobili jej rodzice), ty po prostu odchodzisz, aby zając się sobą!

A szczególnie uważnie przeczytaj to :
Jak toksyczna kobieta robi Ci pranie mózgu?

Jak to jest, że tak dużo mądrych facetów wpada w relacje z toksycznymi i manipulującymi kobietami? Dlaczego dalej tkwią w tych relacjach mimo, że na poziomie intelektualnym wiedzą, że powinni odejść. Dużo facetów zazwyczaj mówi "ale ja ją kocham". Czy naprawdę kochają te kobiety, czy po prostu ich mózgi zostały wyprane przez toksycznego partnera? Czy mylą pojęcie miłości z byciem zależnym od partnera/tyrana tak jak ma to miejsce  w Syndromie Sztokholmskim?

Emocjonalne i fizyczne znęcanie się niszczy Cię dogłębnie z biegiem czasu. Wyżera Twoją pewność siebie, niezależność i dobry osąd. Toksyczni ludzie używają taktyk prania mózgu, aby rozłożyć Twoją osobowość i zniszczyć Twoje naturalne metody obronne. Inaczej mówiąc stajesz się obojętny i poddany, a powinieneś uciec lub walczyć, bronić się przed takim znęcaniem.

Toksyczne kobiety ustanawiają kontrolę nad swoimi celami przez używanie technik prania mózgów podobnych do tych używanych na więźniach wojennych, zakładnikach, albo członków kultów/sekt. Większość takich toksycznych ludzi podświadomie zna te techniki. Ich zachowanie w większości przypadków jest bezwiedne i automatyczne. Takie osoby to naturalni drapieżnicy. Aczkolwiek niektóre kobiety zdają sobie dokładnie sprawę z tego, co robią. W takich przypadkach powiedziałabym, że to socjopaci.

Techniki prania mózgu

W 1950 psycholog Robert Jay Lifton badał jeńców wojennych z Wojny Koreańskiej, a także Chińskie obozy więzienne. Doszedł do wniosku, że Ci pojmani żołnierze przeszli wielostopniowy proces, który rozpoczął się atakami na poczucie własnej wartości, a skończył się na, czymś, co przypominało "zmianę wierzeń". Lifton zdefiniował 10 kroków procesu prania mózgu. Proces ten odbywa się w trzech etapach.

Etap 1: Niszczenie poczucia własnego "ja"

1. Atak na osobowość. "Nie jesteś tym kim myślisz". Ten krok jest złożony z bezlitosnych ataków na Twoja osobowość, czy ego. Przykładowo: "Jesteś palantem. Jesteś przegrańcem. Jesteś egoistą. Nie zasługujesz na mnie. Nie masz żadnych przyjaciół. Twoja rodzina nie troszczy się o Ciebie. Nie zarabiasz wystarczająco dużo pieniędzy. ". Te ataki przynoszą efekt destabilizujący i są kontynuowane dopóki nie zaczniesz być wyczerpany, zmieszany i zdezorientowany. Wtedy Twoje poczucie własnego ja, wierzenia i wartości zostają osłabione.

2. Wina. "Jesteś zły". Kiedy tkwisz już w kryzysie osobowości (poprzedni punkt) wtedy zostajesz krytykowany za występki wielkie, małe i zmyślone. Na przykład: chrapiesz, nie jesteś wystarczająco czuły, jesteś za wrażliwy, źle oddychasz, za dużo mrugasz oczami, masz złe gesty, nie składasz poprawnie ręczników, nigdy nie robisz tego, zawsze robisz tamto. Dlaczego nie możesz być bardziej taki, albo taki? Te ciągłe zaczepki mają za zadanie przedstawić Cię jako złego człowieka i zmusić Cię do uwierzenia, że zasługujesz na bycie ukaranym i źle traktowanym. Czujesz poczucie wstydu, czujesz, że cokolwiek zrobisz i tak będzie to złe.

Poniżenie i ataki zawstydzające mają za zadanie zniszczyć Twoją pewność siebie i spowodować, że będziesz się czuł źle sam ze sobą. Dzięki temu jesteś w stanie uległości. Wstyd jest formą paraliżu. Wywołanie poczucia wstydu nie tylko powoduje, że czujesz się źle ono także powoduje, że wierzysz, że jesteś zły.

3. Samo-Zdrada. "Zgódź się ze mną, że jesteś zły". Kiedy jesteś już zdezorientowany i czujesz perswazyjne uczucie winny, a także wstydu wtedy Twoja partnera może zmanipulować Cię, abyś sam działał przeciwko swoim własnym "interesom". Zapominasz o swoich własnych potrzebach i wyborach, które są diametralnie potrzebne dla Twojego własnego zdrowia. Wtedy własnie Twoja partnerka (żona/dziewczyna) może zacząć Cię izolować i nakręcać przeciw rodzinie i oddanym przyjaciołom. Zdradzasz sam siebie, Twoje wierzenia, że lojalni dla Ciebie ludzie opuścili Cię powodują wzmożone uczucie wstydu, winy. Dzięki temu jeszcze łatwiej Cię kontrolować.

4. Punkt złamania. "Kim jestem, gdzie jestem I co powinienem zrobić?" W tym momencie nie wiesz kim jesteś. Jesteś zagubiony i zdezorientowany poprzez używanie techniki "zapalania latarni" (patrz poprzednie artykuły) i bycia karmionym wykrzywionymi wersjami siebie i rzeczywistości. Możesz czuć, że to Ty jesteś "ten walnięty" i/albo czuć się nerwowy, mieć depresję, traumę i inne emocjonalne albo fizyczne symptomy takie jak: nie możesz spać, paranoje, problemy z trawieniem.

Kwestionujesz swój osąd, percepcje i sens rzeczywistości. Ona mówi Ci, że Cię kocha, ale mimo wszystko dalej traktuje Cię okropnie. Ty wierzysz, że ona Cię kocha i wierzysz, że faktycznie musisz być palantem, że jesteś na nią ciągle zły. Jeżeli udało jej się odseparować Cię nie możesz już zweryfikować rzeczywistości, albo poszukać wsparcia "na zewnątrz". W tym momencie totalnie uzależniła Cię od siebie. Dzięki temu skupiasz się tylko na tym, czego ona chce. Skupiasz się na tym, żeby jej było dobrze, starasz się o to, aby dała Ci na coś zgodę i unikasz jak tylko możesz jej gniewu. Pewnie czujesz się całkowicie samotny. Alternatywnie jeżeli masz jeszcze kontakt z rodziną lub przyjaciółmi to boisz się po prostu, że Ci nie uwierzą, albo Cię wyśmieją

Etap 2: Możliwość zbawienia

5. Wyrozumiałość. "Mogę Ci pomóc". Ten etap lubię nazywać tyranią małego miłosierdzia. Cyklicznie ten typ kobiety będzie oferował Ci krótkie chwilę "życzliwości", albo krótkie chwilę zabawy, podczas, których ona wydawać się będzie normalna. Ponieważ Twoja zdolność percepcji została tak szczelnie opakowana, każdy nawet najmniejszy akt życzliwości, albo braku wrogości z jej strony daje Ci uczucie spełnienia, ulgi, uwielbienia. W rzeczywistości ona nadal nie jest życzliwa, ani normalna. 

Różnica pomiędzy jej złym zachowaniem, a normalnym/dobrych zachowaniem jest tak wielka, że zwykły uczynek podgrzania zupy spowoduje, że będziesz widział ją jako Matkę Teresę. Te rzadkie akty normalnego zachowania z jej strony powodują, że koloryzujesz jej osobę. "To dzięki temu ją kocham, jest taka słodka". To także powoduje, że cały czas żywisz się fałszywą nadzieją. "Jeżeli tylko mogłaby być taka cały czas, może kiedy będę próbował bardziej to ona będzie zadowolona." Taka kobieta może być zadowolona tylko w jeden sposób dalej musisz jej pozwalać się krzywdzić, dopóki nie przyjmiesz miejsca domowej wycieraczki, tak jak ona tego chce.


6. Przymus spowiedzi. "Możesz sobie pomóc". Jesteś tak wdzięczny za jej małe akty miłosierdzia pomiędzy okresami niszczenia psychicznego, że zgadzasz się z jej krytyką i obniżaniem Twojej wartości. Dla przykładu zgadzasz się, że Twoja rodzina Cię kontroluje. Obiecujesz być bardziej czuły na jej potrzeby i obiecujesz widzieć swoje potrzeby jako akt egoizmu.

Alternatywnie zgadzasz się z nią tylko po to, żeby powstrzymać jej ataki agresji, wściekłości i obarczania Cię winą. Tak na marginesie to właśnie dlatego tortury nie działają przy wydobywaniu informacji (prowadzenie wywiadu). Ludzie powiedzą wszystko, byle tylko powstrzymać tortury. Kiedy dojdziesz do tego etapu Twoja osobowość już się zmieniła. Jesteś super czuły na jej nastroje, żądania i życzenia.

Obarczony nieustająca winą i wstydem po prostu czujesz się źle.

Cel: Bezcelowa kontrola i niszczenie bez końca

Osoby czy grupy, które używają technik prania mózgu chcą prze-konwertować swoich wyznawców, zmienić ich poglądy polityczne, albo zmusić ich do kupienia innej marki oranżady. Ostatecznym celem jest rozkład Twojej osobowości, zastąpienie twoich wierzeń przez ich doktryny. Dzięki temu staniesz się posłusznym wyznawcą. Kiedy dojdziesz do tego etapu psychologiczne tortury ustępują ponieważ zostałeś oddanym pomocnikiem.

Inaczej niż profesjonalni terroryści, liderzy kultów/sekt, komendanci obozów dla internowanych większość toksycznych kobiet z zaburzeniem osobowości (borderline, npd, ...) nie zna końca i u nich proces prania mózgu nigdy się nie kończy. One nie wiedzą, czego chcą. One wiedzą tylko, że chcą kontrolować Cię po to, żeby czuły, że panują nad Tobą. To właśnie dlatego one nie wychodzą poza szósty krok procesu prania mózgu i tak naprawdę "zakańczają" proces przed trzecim etapem ("Odbudowa siebie").

Dzięki temu, że zatrzymują Cię w etapie "Możliwość zbawienia" zostajesz zamknięty w wieczystym skakaniu przez hula-hop. Ona mówi, że jeśli zrobisz x, y, z to w końcu będzie szczęśliwa. Ty robisz x, y, z, a wtedy ona daje Ci nową listę żądań i życzeń do spełnienia, albo po prostu mówi Ci, że nie zrobiłeś wszystkiego tak jak należy. Tkwisz w niekończącym się cyklu zadowalania jej, bez możliwości na "zbawienie".

Bardzo często u kobiet z zaburzeniami osobowości z grupy B (borderline, npd, ...) ich nastroje, wierzenia zmieniają się z dnia na dzień, w ekstremalnych przypadkach z minuty na minutę. Jeżeli zmienia się ich nastrój to zmieniają się także ich żądania. Jedyną doktryną jaką się posługują jest "Ty jesteś zły i nie mówisz prawdy" i "Wszystko dotyczy mnie, moich uczuć i potrzeb", i "musisz o mnie walczyć, musisz mnie zdobywać", albo "musisz walczyć o nasz związek" (nieważne, że to ona jest tą osobą, która go zniszczyła). To trzyma cię w stanie destabilizacji, dalej doskwierają ci uczucia winy, wstydu, dezorientacji.

Takie kobiety umieszczają Cię w sytuacjach, których nie możesz wygrać. Stopniowo zwiększają trudność i swoje oczekiwania - tak długo, aż im pozwolisz. Nigdy nie dochodzisz do etapu trzeciego, etapu nowej osobowości, która może przynieść Ci jakąś ulgę.
Ona utrzyma Cię w cyklu emocjonalnego terroru tak długo, aż nic z Ciebie nie zostanie.

Paweł, zapytaj prawnika, czy tego, że masz do czynienia z taką osobą może być podstawą do orzeczenia jej winy.

Chłopaku, Ty nie rozpaczaj po niej tylko dziękuj Bogu za ocalenie!
To cud, że przez tyle lat z nią nie zwariowałeś
Proszę Cię.
Uważnie przeczytaj powyższy tekst i nie wymiekaj.
Nie daj się manipulować.
Już teraz chyba wiesz z kim naprawdę masz do czynienia
Jak solidnie, z fachową pomocą wykonasz ciężką pracę nad sobą, będziesz tak silny, jakim nigdy do tej pory nie byłeś, a takie kobiety jak ona od razu wyczujesz na kilometr i nie pozwolisz im się nawet zbliżyć do siebie.
A nawet jak jej się to uda, to już będziesz wiedział co zrobić.
After

140

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Grimm, niestety ale i ja muszę się zgodzić z opinią Aftera- powinieneś rzeczywiscie pójść tym tropem.
Ja też pozwoliłam sobie wkleić dość obszerną dyskusję na temat funkcjonowania ludzi w związkach, ludzi mających zaburzenie bordeline- to, co wkleiłam jest wzięte z forum o przemocy w rodzinie niebieskiej linii i jest bardzo cenne, ponieważ napisane jest tak prostym językiem, że właściwie każdy jest w stanie to zrozumieć. Nie trzeba być psychiatrą ani psychologiem, by pojąć na czym polega to urocze zaburzenie.
Przeczytaj więc i to.
Od siebie dodam jeszcze, że zaburzeniem tym dotknięte są głownie kobiety, ale i facetów borderów też nie brakuje.
Jesli chodzi o borderów (bordów) i o  borderki, to też charakterystyczne jest to, że oni bardzo, ale bardzo lubią się oni puszczać.
Przeczytaj to, co wkleił After i to, co wkleiłam ja i jesli uznasz, że jest coś na rzeczy (a jest na pewno), to spieprzaj od tej kobiety, gdzie pieprz rośnie. To, co jest w niej będzie coraz bardziej się nasilało.

Jeśli znajdę jeszcze jeden artykuł, to też zaraz Ci go wkleję.

   
PostWysłany: Sro Gru 12, 2012 10:52    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Tam, gdzie pojawia się lęk przed stratą - nie można stawiać granic. Ten, komu bardziej zależy przestaje mieć moc stawiania granic i warunków. Boisz się, że jeżeli przestaniesz akceptować, przestaniesz wspierać, dawać za darmo - ktoś odejdzie. A lęk przed stratą jest powodem rozpadu wielu wspaniałych relacji. W związku stery trzyma ZAWSZE ten, komu mniej zależy. Jeżeli ster trafi w ręce zaburzonej partnerki/partnera - jest koniec lotu."
"

"Przecież wiesz, jak jest bord zbudowany. Deklaratywnie kurewsko potrzebuje bezwarunkowej, matczynej/ojcowskiej miłości, oddania i poświęcenia bezgranicznego. Ale im bardziej udowadniasz mu swoje oddanie i pokazujesz poświęcenie - on tym bardziej się Tobą brzydzi. Wysysa z Ciebie całą miłość i zostawia. Uznaje to za Twoją słabość, bo dajesz mu więcej, niż na to zasługuje. Nie musi się starać.

Mi się wydaje, że jest tak: bord jest ukierunkowany na zdobywanie atencji, współczucia, jest sępem miłości - bo całe dzieciństwo spędził bezpardonowo walcząc o to, co mu się z nadania jako kochanemu dzieciakowi należało. Każdy, kto spróbuje iść tym tropem, "uratować", wypełnić te prastare deficyty przejebie z kretesem. Dopóki bord będzie się musiał starać o to wszystko, o co niesprawiedliwie i niesłusznie musiał się starać za dziecka - bord będzie się starał. Bo to staranie ma zakodowane w podświadomości. Ma zakodowane coś, z czym mu kurewsko niewygodnie, ale czego nie może się pozbyć - że na czyjąś miłość trzeba zasłużyć. I chociaż nie wiem jak by chciał sobie udowodnić, że jest inaczej - szczerze wierzy tylko w ten smutny scenariusz.

Jeżeli bord dostanie, zdobędzie - pójdzie się starać gdzie indziej. Pójdzie realizować swój smutny, dziecinny schemat do kogo innego. Pójdzie grać w swoją grę z kimś innym."        
marta25
PostWysłany: Sro Gru 12, 2012 11:33    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Wiesz, NIC tak nie boli jak obojętność. NIC. Chłód, dystans, zobojętnienie. To dla mnie nawet nie zaprzeczenie miłości, to coś co ją absolutnie wyklucza. Nie ma mowy o miłości, o jakimkolwiek uczuciu, kiedy mam kogoś gdzieś, kiedy go nie zauważam, kiedy jest mi obojętny. Kolosalna większość ludzi, z którymi mam styczność, znajduje się w mojej świadomości w tej bezpiecznej strefie. Bo wiem, że gdy pozwolę na to, by ktoś przekroczył tę niewidzialną linię, to cholernie trudno będzie mi go z niej potem wykopać, stracę wiele sił i sporo samej siebie, swoich zasobów."
.
to teraz sobie wyobraź, że on trzyma WSZYSTKICH w bezpiecznej strefie. Dosłownie wszystkich, łącznie z najbliższą rodziną. Ze WSZYSTKIMI ma powierzchowny kontakt. Owszem, ma sporo znajomych, ale takich do pogadania o filmie albo ubraniach."
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
marta25

   
PostWysłany: Sro Gru 12, 2012 11:39    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Odzyskałaś wzrok. Cenę, którą musiałaś zapłacić za obdarzenie kogoś naturalnym, pięknym, czystym uczuciem - znamy wszystkie. Też ją płacimy albo już zapłaciłyśmy.
A gdyby nawet wrócił na terapię, to co ? Wybaczysz, zapomnisz ? Nie da się. Jesteśmy tylko ludźmi. Wciąż nie wymyślili piguł na totalny reset pamięci i nawet jeśli zdecydowałabyś spróbować raz jeszcze (w imię dobrych czasów, które razem przeżyliście) robak zwątpienia i poczucia beznadziei już w Tobie zostanie. Brak zaufania już w Tobie zostanie. I będzie Cię toczył codziennie.Bo nie da się NIE PAMIĘTAĆ.
Wiesz, co ja sobie pewnego dnia uświadomiłam ?
Że za pięć miesięcy, rok, dwa czy trzy BĘDZIE TAK SAMO JAK DZIŚ.

Będę w tym samym punkcie "związku".
Nic się nie zmieni.
Och, świetnie to wiem: nic nawet nie drgnie.

A KIEDY TO WRESZCIE DO NAS DOTRZE _ NASTEPUJE MOMENT PODJECIA DECYZJI
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
marta25
PostWysłany: Sro Gru 12, 2012 11:48    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Jeszcze jedno: każdy z nas ma indywidualnie ustawiony próg bólu, granicę tego, ile potrafi znieść. Ja, w imię miłości, wybaczania, rozumienia i czego tam jeszcze, zniosłam tyle upokorzeń, że w końcu zaczęłam sobą pogardzać. Pogardzać za to, na ile się zgodziłam, jakie rzeczy próbowałam zapomnieć i wybaczyć, że w momencie, w którym trzeba było odejść, nie odeszłam, ale dawałam kolejne szanse i łykałam kolejne obietnice (w które, nota bene, przestałam wierzyć, wiedziałam, że zostaną złamane).
To było jak cykliczny gwałt dokonywany na samej sobie. Nieoczekiwanie wracało w snach, w koszmarach. Pamięć nie chciała się zresetować, podświadomość żyła sobie hiperaktywnie, a ja zaczęłam wydatkować nieprawdopodobne zasoby energii na obronę integralności własnej psychiki.
.
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
marta25   
PostWysłany: Sro Gru 12, 2012 11:54    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
bord cierpi świadomy tego, że krzywdzi -
> kocha zawsze ze strachem, że go ograją i rozpieprza wszystko - sobie też"

Właśnie, "ograją". Dlatego - rozpieprzyć w najpiękniejszym momencie, żeby nie było gorzej. Zamrozić chwilę, dalszy ciąg dopisać w głowie. Kochać zrywami, chwilami. Bordowi się wydaje, że każda miłość wygląda tak jak jego - niestabilnie, skrajnie, histerycznie. Że czyjaś miłość - tak jak jego - to zlepek największych emocji na świecie. Że te emocje, dobre i złe, najpiękniejsze i najbrzydsze, stanowią o sensie i trwaniu miłości. Jeżeli zelżeją - będzie po wszystkim, nic już nie zostanie. Dlatego walczyć, ranić i głaskać, wybaczać i prosić o wybaczenie, przeżywać niepewność, huśtać łódką.
Nie dość, że w głowie karuzela - przypuszczenie, a w zasadzie pewność, że druga strona przeżywa tak samo. Te same stany niepewności, wątpliwości, tak samo na przemian kocha i nienawidzi.
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
marta 25
   
PostWysłany: Sro Gru 12, 2012 11:57    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Bord trzyma się na wodzy, trzyma innych, w tym "ukochaną" osobę na bezpieczny dystans, bo kiedy dopuści zbyt blisko - można borda łatwiej i mocniej/głębiej zranić. Nie przychodzi im do głowy, że nie wszyscy na tym świecie chcą ranić. Też miałem takie same, identyczne wręcz obawy - kiedy byłem duuuuużo młodszy... Ale ostatcznie zrozumiałem bezsens takiej postawy, nie będę z góry skazywał się na miałkość i płytkość w niby-związku. I to jest chyba zasadnicza róznica pomiędzy bordem, a normalsem - paniczny strach przed bliskością, przed całkowitym oddaniem się drugiej osobie. Bo skrzywdzi mnie, prędzej czy później... A normals w dupie ma to, czy go ktoś skrzywdzi! Pewnie że tez go zaboli, ale poboli i przestanie, a można przecież wygrać Miłość (duże M). Suma summarum - "gra" nader warta świeczki Wink
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
marta25
PostWysłany: Sro Gru 12, 2012 12:02    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Hmmmm
Tak sobie dziś dumałam, i doszłam do wniosku, że lekarz/terapeuta jest dla bpd idealnym obiektem uczuć i idealizowania... Bo

-jest niemal z definicji niedostępny, nieosiągalny (jeśli istnieje relacja lekarz-pacjent)
-równocześnie jest tak blisko jak nikt: wie o Tobie tyle co nikt, zwierzasz mu się, zna Twoje troski, lęki, obsesje, słabości
-w pełni Cię akceptuje
- nie chce Cię zmieniać, by było mu z Tobą lepiej, czy dla dobra związku
- chce Ci pomóc, chce byś była zdrowa, to jest jedynym celem
- nie może Cię skrzywdzić, brutalnie odrzucić, chamsko skrytykować
- On Cię ROZUMIE (jeśli jest dobry Razz) !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- nie wolno mu Cię tknąć ani okazywać względów, co może stanowić cholerne wyzwanie (dla mnie stanowiłoby)
- nie wyśmieje Cię, nie zrobisz z siebie nawet idiotki próbując go chwilami oczarować, bo Cię zna (Twoją psychikę, zaburzenia) i go to nie zaskoczy
- mimo to możesz sobie wyobrażać, że on pragnie Twojej bliskości równie silnie jak Ty jego, i to, znając nas, nie musi być jedynie wyobrażeniem
-on MA OBOWIĄZEK Cię wysłuchać, być, gdy go potrzebujesz
- jest wysoce przewidywalny (wizyta, jej przebieg, termin, jego podejście do Ciebie - żadnych złych dni czy humorów)
- nie da się wyprowadzić z równowagi Smile choćby nie wiadomo co (chyba, że jest kiepski)
- raczej nie zdołasz go zranić (chyba, że on jest słaby, a Ty dobra)
- nie jest od Ciebie zależny i nie stanie się nagle (jesteś bezpieczna)
- wyobraźnia ma pole do popisu
- to zazwyczaj bardzo inteligentni (mówię o psychiatrii i psychologii), empatyczni, głębocy mężczyźni
- nie ma wobec Ciebie oczekiwań, niczego się nie spodziewa, po prostu chce Ci pomóc i cieszy się gdy to następuje
- nie osądza Cię
- nie musisz się go bać
- możesz mu zaufać naprawdę, jak nikomu (nie wykorzysta Twoich słabości ani informacji o Tobie)
- możesz być sobą (a nawet chyba powinnaś)
- tak jak pisałaś, są twarde reguły, zasady, granice, jest wreszcie jakiś porządek, jakaś tama..
- Ty także nie możesz mieć wobec niego dużych oczekiwań (nie mówię o skutkach terapii tylko o relacji z nim), więc... pewnie ich nie masz
- jest niedostępny, bo nie może być, więc nie masz do niego o to żadnego żalu

Kurczę no.. To tak z kopyta, jakby pomyśleć dłużej, to znalazłoby się dużo więcej argumentów...

O!
- nie jest zazdrosny o innych, jesteś wolna !!
- nie obarcza Cię swoimi problemami, troskami, kompleksami (choć pewnie bardzo byś chciała), jest ideałem bez wad (bo jak tu je poznać?)
- nie odejdzie, nie opuści, jeśli tylko Ty tego nie zechcesz

--
inni boją się śmierci ja boję się żyć
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
marta 25
PostWysłany: Sro Gru 12, 2012 13:13    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Chodzi o to, o co zwykle - o strach. Osoba zaburzona ma misternie przez lata zbudowany system zabezpieczeń i wypracowany w pocie czoła model funkcjonowania wśród ludzi. Taki, który kosztuje go jak najmniej bólu. Im wszystkim - i dda, i bpd i innym - koszmarnie trudno funkcjonować wśród ludzi, w ekstremalnych przypadkach każda jedna jebana sytuacja rośnie do rangi misji kosmicznej, nawet zakup biletu w kiosku. Wiem, bo kiedyś otworzyła się przede mną taka osoba i się przeraziłem, serio. Po zwykłym dniu, najzwyklejszym, bez żadnych problemów ani wyzwań, fizycznie padała na twarz ze zmęczenia, bo od rana w masce, od rana z kontrolą pod rękę, od rana do wieczora zgadywała, jak powinna się zachować w każdej jednej sytuacji, co

odpowiedzieć, co powiedzieć, co o niej myśli ta osoba, a co inna. czy już ją nienawidzą, czy zaraz znienawidzą, czy widać po niej, że ma w środku to, co ma, czy nie widać. A wiesz, ta osoba wśród ludzi uchodzi za super spontaniczną, "normalną" do bólu, wesołą i atrakcyjną. Jest jedno ale - sama nie wie, kim jest. Bez "udawania", wcielania się w sztuczny sposób w role fizycznie znika.

"ten lek przed bliskoscia kaze mu niszczyc testowac prowokowac az do wykonczeni
> a partnera."

testuje, bo nigdy nie ma dość dowodów ani dostatecznie silnego dowodu, że może zaufać. Testuje w nadziei, że któryś kolejny test przyniesie mu pewność, gwarancję, że może sobie pozwolić na zdjęcie zbroi i nie dostanie wpierdol. Testuje, bo nie wierzy, że za każdym razem ten sam test przyniesie identyczny wynik i nie uwierzy nigdy. Testuje, a im bardziej test przynosi wynik na korzyść partnera - tym silniejsza jest reakcja "oooo nie, chcesz mnie oszukać i zabić! Okej, prawie ci się udało!". I przychodzi z kontrą, zapina zbroję, żeby szybciej oszukać i zabić. Bywa podły i niszczycielski, udaje, że mu nie zależy - bo ten, komu mniej zależy, kto jest bardziej zimny, kto nie potrzebuje - w życiu wygrywa. Ten, komu bardziej zależy kieruje związkiem, w odczuciu borda przejmuje władzę nad jego życiem. Dla borda utrata kontroli, świadomość tego, że ktoś nim kieruje, że jest od kogoś zależny - to koszmar życia. Ten, kto silniejszy - kontroluje, ten, kto słabszy - jest na łasce kontrolującego, bezbronny.Dlatego bord, chociaż słaby jak osikowy listek, zrobi wszystko, żeby Ci udowodnić, że to TY jesteś ta słabsza. Dla borda kochać = być słabym = wystawić się na pogardę i zniszczenie. Oddać swój los kompletnie w czyjeś ręce. Dać się ośmieszyć, skompromitować, dać sobie zabrać "ja" i dać się wchłonąć -> utracić siebie. Bord się odbija w swojej relacji jak w lustrze, zresztą każda relacja jest odbiciem partnerów. Nawet kiedy bord widzi swoje piękno - zwyczajnie w nie nie wierzy. Traktuje to odbicie jako pułapkę, oszustwo i mistyfikację, dobre słowo - jak pochlebstwo, które ma jeden cel: omamić go i zniszczyć. Cierpi z niewiary, jak widzi swoje piękno, cierpi z cierpienia jak widzi swoje krzywdzące oblicze. Wciąż nie widzi jednego i stałego, tego samego siebie - wciąż na przemian dwie różne osoby. I do końca nie wie, która z nich to on sam. A może żadna?

Bord, podobnie jak dda - WIE, że znowu schrzani, on nie myśli, on to zwyczajnie wie. I nie widzi, że to samospełniająca się przepowiednia. Terapia zaburzonych - rzecz ultratrudna. Dlatego może, że to, co trzeba wyleczyć to koszmarny lęk przed odsłonięciem się i tym, że ktoś zobaczy słabość. A tak się składa, że samo zaczęcie terapii, sama pierwsza wizyta u psychologa to deklaracja "jestem słaby, nie radzę sobie, boję się - pomocy". Czyli trzeba przezwyciężyć lęk na samym początku drogi ku lepszemu, a to przecież ten sam lęk, którego wykorzenienie z dna duszy zajmuje potem lata, a czasami nigdy nie wychodzi.
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
marta 25
PostWysłany: Sro Gru 12, 2012 13:44    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Kontrola to podstawowy problem borda w związku. W walce o kontrolę bord przesuwa granice. W nieskończoność powiększa swoje terytorium i strefę komfortu kosztem strefy komfortu partnera. Jeżeli się nie udaje otwarcie i bezczelnie, bo jest opór i przykre konsekwencje - niezauważalnie przesuwa i podstępnie. Podświadomie sprawdza czujność.

Jakby karmił się drobnymi zwycięstwami w tej walce o strefę komfortu/niepodlełość. Te potyczki i zwycięstwa są niezbędne do przetrwania relacji. Kolejne dowody na to, że jednak wszystko od borda zależy, że jest na górze. Nieprzerwane pasmo testów, których wynik jest zawsze negatywny Smile Jeżeli bord nie ma kontroli - źle, jeżeli ma kontrolę - fatalnie.

Bord CHYBA podświadomie bardzo chce, żeby partner złamał ten schemat. Chciałby bord zależeć i się tego nie bać. Chciałby, żeby ktoś wziął tę odpowiedzialność, której sam nie umie wziąć - ale nie może do tego dopuścić, oddać tej odpowiedzialności, której i tak nie ma, bo strach. Bo jeżeli da trochę kontrolować - ryzyko, że odda całą kontrolę. Jeżeli odda trochę odpowiedzialności - takjakby oddał się całego w czyjeś władanie. Jest wściekły na partnera, że partner nie umie do tego doprowadzić, przejąć tej kontroli i odpowiedzialności. Że nie umie go przechytrzyć, jego podświadomości Smile A jak ma partner wygrać?

Nie stawia partner granic, zbywa milczeniem jazdy - źle, bo "sobie daje" -> utrata szacunku.

Próbuje nawiązać spokojną dyskusję, próbuje pokazać granice - źle, bo "dlaczego ma być tak, jak TY chcesz!?"

Wchodzi w kłótnię - źle, bo "jest za słaby daje, się wciągnąć..." albo "jest agresywny!" albo co jeszcze chcesz.

Przecież wiesz, że bord MUSI sobie udowadniać, że nie należy i nie zależy i często każdą, każdziutką sytuację do tego sprowadzi. Ale nawet, jeżeli zapewni się maks niezależności i niepodległości - to nie działa, bo bord realizuje się w walce i w nadmiernych emocjach, które z tej walki wynikają. Pewnie bardzo chce z tego zrezygnować, ale nie umie, tak jest i basta.
"Jak to, zachowuje spokój - więc mu nie zależy! Jak to - nie wkurwia się, więc olewa!"
"Nie pozwala mi? Hahahaha, niech się pałuje, może sobie pozwalać albo nie!!! O, pozwala mi? Jak to? No dobra, ale na TO to już na pewno nie pozwoli!"

"> mamy parę - sfrustrowany/poświęcający się normals i sfrustrowany/rozdeptany bo
> rd "

a nie odwrotnie? Sfrustrowany, rozdeptany normals i sfrustrowany, poświęcający się bord? Bord rozdeptany to taki, któremu z wielką przykrością i jeszcze większym bólem przyszło się pogodzić z tym, że żeby mieć coś najcenniejszego - trzeba coś dać? Cokolwiek?

Czasami bywa: "on tak dużo przy mnie zniósł... chyba nikt inny by tyle nie wytrzymał, z nim sobie będę".

Znam takie przypadki, po "przetestowaniu" kilku partnerów, po kilku pełnych burz i namiętności związkach bord/dda wraca do tego, który wytrzymał najwięcej, który kocha najmocniej - nie do tego, KTÓREGO kocha najmocniej. Nie wiem, może dochodzi do wniosku, że może albo mieć czyjąś miłość, albo żadnej?
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
marta 25
PostWysłany: Sro Gru 12, 2012 13:48    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
znasz swoje granice?

wracaj się do nich może czasem - faje są/były?
bord łamie granice - tak musi Smile więc nie przesuwaj ich - nie utrudniaj bordowi Smile

uśmiechasz się? załapałeś?
wiem wiem wiem - trudne




puenta cudna.
uff. ale mysle,ze bylo warto.
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
nika14
PostWysłany: Sro Gru 12, 2012 22:21    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Czytałam i jeszcze poczytam, masz rację Marto, bardzo ciekawa dyskusja.
Myślałam ,że mam już otwarte oczy na problem, ale po przeczytaniu tego co wskazałaś otworzyły mi się jeszcze bardziej.
Czyli nasi zaburzeńcy są bardzo precyzyjnie zdiagnozowani.
Polecam wszystkim, aby poczytali, warto.
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
Zeberka
   
PostWysłany: Czw Gru 13, 2012 0:27    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Marta, stałaś się specjalistką w tej dziedzinie:)
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
Wyświetl posty z ostatnich:
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu        Forum Forum na temat przemocy w rodzinie Strona Główna -> Forum ogólne o przemocy
marta 25
PostWysłany: Czw Gru 13, 2012 7:24    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
nie wiem, raczej nie aspiruje do specjalistki..
raczej rozwiazuje wlasne problemy.
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
nika14
PostWysłany: Pią Gru 14, 2012 19:45    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Przemocowiec, psychopata, wariat, świr, potwór itp. - takimi epitetami dotąd określałam zachowanie swojego męża w najgorszych momentach naszego wspólnego życia, w chwilach bezradności, rozpaczy.
Niczego tak naprawdę nie rozumiałam do końca. Czy to była moja wina? zadawałam sobie pytanie.
Nie potrafiłam ani odejść od niego ani żyć z nim.
A czas płynął, on krzywdził mnie i dzieci.

Brak świadomości, szukanie po omacku, istna karuzela a cisy leciały z każdej strony, bez chwili na zebranie sil, na odpoczynek.

Od dawna czytam i próbuję zrozumieć ten bałagan w moim życiu, z każdym miesiącem jestem silniejsza, mam większą wiedzę.

Teraz, dzięki Tobie Marto, odkrywam coś, co mnie uświadomiło już chyba do końca, tyle lampek nagle zaświeciło mi się w głowie.

Pograniczne zaburzenie osobowości -(BPD) Borderline

Przeczytałam już prawie wszystko co znalazłam na ten temat w internecie i powaliło mnie na kolana.
Mój mąż jest wręcz książkowym przykładem tego typu osobowości, zaczynając od dzieciństwa przez nasze małżeństwo po chwilę obecną, całe jego zachowanie z najmniejszymi szczegółami, pasuje do opisanego BPD.
A ja miałam go za wrednego psychopatę, on jest po prostu tak "zbudowany" i on musi tak postępować.
Nie tłumaczę go, nie mam takiego zamiaru. Ale nie miałam zielonego pojęcia ,że on jest po prostu "inny", że żyje w swoim świecie, pełnym pustki, bólu, ucieczki przed samym sobą.
Nie, wcale mi nie ulżyło, że wiem już w czym tkwię.
Zrozumiałam jednak jakie mechanizmy spowodowały, że ja pielęgnowałam tą jego "inność" , nieświadomie. Nie jestem bez winy, mimo, że to on zrobił ogromną krzywdę swoim najbliższym.

Dotarło wreszcie do mnie, że walka z takim człowiekiem to nieporozumienie, udowadnianie mu winy, szarpanie się w sądzie.
Nie tędy droga, odejść, odejść możliwie najspokojniej, odsunąć się. Tak jak ktoś napisał w tej dyskusji, którą wskazałaś Marto, że :" życie z takim człowiekiem to wieczny poligon".

Wszystko zaczyna się od tego co mamy w głowie, od tego czy jesteśmy świadome swoich relacji. Niepotrzebne jest to całe cierpienie, łzy, nadzieja, dawanie kolejnej szansy, czekanie, że coś się zmieni na lepsze.

Zrozumiałam i jak na razie siedzę i analizuję całe swoje małżeństwo, wszystko ułada się teraz w logiczną całośc. Nie sądziłam,że zrozumienie problemu tak bardzo odmieni mnie, moje patrzenie na niego i na siebie.

Warto poczytać , naprawdę warto, nasza świadomośc może odmienić wszystko, a co najważniejsze przynieś ulgę w niepotrzebnym cierpieniu.
Żal mi jedynie strconych niepotrzebnie lat na walce o ten związek.
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
marta 25
PostWysłany: Pią Gru 14, 2012 21:16    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Nikus,
Zaburzenie osobosci, borderline, psychopatia, narcyzm , osobowosc historiniczna/ histeryk/ anankastyczna , schizotymiczna, antyspoleczna itd wg klasyfikacji to wciaz psychopatia, wciaz patologia rozwoju osobowosci. Narcyzm, aspoleczna i pograniczna wyrzadzaja najwieksza krzywde otoczeniu wiec o nich jest najczesciej mowa. gdy uzywa sie slowa "psychopata". Przy tym nalezy pamietac ze najczesciej mamy do czynienia z typami mieszanymi. tj jakis omawiany psychol ma w sobie po troszke wszystkiego .Kazdy z nich ma zestaw cech wspolnych dla wszystkich zaburzencow , to dlatego wydaje sie nam ze sa jak klony, niemal identyczni.Wynika to z ubostwa struktur, no wzieli i sie nie rozwineli.zatrzymali na poziomie drozdza. Lecz jak im sie lepiej przyjrzec widzimy ze jednak sie roznia.. jeden jest wesołkiem glupkowatym, drugi nadety , trzeci ponurak, jeden hipochondryk, inny niezmordowany w dzialaniu,jeden oferma niedojda, inny cwany umiejacy sie dobrze urzadzic, jeden towarzyski bezkrytycznie, drugi samotnik , jeden alkoholik, drugi kropli alkoholu nie wezmie do ust. itd..
Jesli przeczytsz dobre opracopwanie np narcyzmu tez uznasz ze to bajka i twoim psycholu. Przynajmniej ja tak szlam.. i doszlam do punktu ze juz wlasciwie nie chce JEGO diagnozowac.. wystarczy ze wiem, ze wreszcie uwierzylam , ze jest zaburzony.
Na poczatku zareagowalam jak Ty. Eureka! juz wiem, juz rozumiem. Wielka ulga. Lecz dalej cos zaczelo sie psuc.. uznanie,ze on jest swirem jakos zaczelo mi uwierac.. . w koncu doszlam do pytania.. skoro on byl swirem to kim ja bylam ? Jak to mozliwe ze bralam smiertelnie serio bredzenie 3 ;latka udajacego doroslego? Jak to mozliwe ze dalam sie wciagnac w jego gre i ba! walczylam jak lwica aby sie ze mna bawil a nie glownie walczyl. Zatrzymalam sie na slowie " bawil " i zobaczylam kolejne drzwi. Otworzylam i zobaczylam lustro a w nim siebie.- ale jaką!
To byl bardzo wazny moment.. on znikl, wyszedl z mojej glowy.. zostalam sama z karykatura siebie w lustrze. .Wiem,ze i Ty dojdziesz do tego.
. Do tanga trzeba dwojga.
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
nika14
PostWysłany: Pią Gru 14, 2012 21:55    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Dla mnie teraz nastąpił moment, kiedy wreszcie uwierzyłam, że on jet zaburzony. Przedtem próbowałam wierzyć i jednocześnie sama siebie oszukiwałam, że może jednak się mylę. Masz rację, pisząc o pozostałych typach zaburzeń, w nich też odnalazłabym jego, nie chcę już drążyć, diagnozować , jak to nazwałaś. Ale opis BPD jest w każdym zdaniu opisem jego zachowania, poraziło mnie kiedy to czytałam.
Może nie chciałam się bawić w diagnozowanie, raczej próbowałam zrozumieć.

Bardzo dobre pytanie "skoro on był świrem, to kim ja byłam?" No właśnie, kim ja byłam?

Pewnie dzięki temu, że żyłam z takim człowiekiem, lepiej poznam samą siebie.

Piszesz, że do tanga trzeba dwojga , tak i ja tańczyłam z nim ten taniec -czy to się nazywa współuzależnieniem ?
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
marta 25
PostWysłany: Pią Gru 14, 2012 21:58    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Dotarło wreszcie do mnie, że walka z takim człowiekiem to nieporozumienie, udowadnianie mu winy, szarpanie się w sądzie.
Nie tędy droga, odejść, odejść możliwie najspokojniej, odsunąć się.

. dzieki.,. jak wiesz malo kto zgdzal sie z e mna w tej kwestii.. byly chwile,ze zaczynalam watpic , myslalam,ze projektuje swioje doswiadczenia, z e moze oceniam innych swoja miara , tj moze nadmierna ugodowoscia,wlasnym lekiem przed wchodzeniem w wojne itp..
To byly chwile, bo w srodku czułam ,ze mam racje.. ze sa ludzie i sytuacje z ktorymi nie nalezy isc na wojne poniewaz sa niezwykle brutalni i nieprzewidywalni w walce i roztrzaskuja ofiare na strzepy .oraz bo nie sa w stanie zrozumiec krzywd jakie zrobili. Wiec ew kara jest bez sensu.i wzbudza w nich jedynie poczucie krzywdy.i chec odwetu.
No i ze jak wyzej.. do tego tanga jesli taniec trwa dluzej - zawsze trzeba dwojga.

Czesto piszemy, ze nie potrafimy juz zaufac.
Czemu? bo zostalysmy skrzywdzone, oszukane, bo przemoc wykoleila nam psychike, zniszczyla nas Mamy tego swiadmosc.
A teraz odwrotnie..
a jesli nasi sprawcy przeszli podobna albo znacznie gorsza/ sadze ze gorsza bo byli dziecmi/ traume? Jesli ktos im zniszczyl psychike ? jesli oni wchodzac w zwiazek czuli tak jak my dzis czujemy? chcieili kochac chcieli byc blisko ale .. nie umieli? umieli jedynie to i tak i w taki sposob jak i czego sami doznali?

Zrobilam mala wizualizacje..
gdyby ktos.. ktos prosil, blagal mnie zaufaj
lub kochaj mnie
i jednoczesnie byl dla mni dobry, troszczyl sie o mnie, ba mial same zalety.. gdyby w jego towarzystwie bylo mi dobrze i bezpiecznie.
gdybym chciala z nim byc, zostac z nim, bo mi dobrze..
gdyby ten ktos prosil L zaufaj mi.
nie zaufalabym.
gdyby prosil kochaj mnie
nie moglabym.
Bo juz nie moge. Boje sie.
Ale to nie wyklucza checi bycia z ta osoba.
A wiec? a wiec najlepiej aby on nigdy nie ządal zaufania, ani kochania, i wogole nie narzucal sie ze swoimi uczuciami emocjami . Ma byc ale .. na bezpieczny dystans. Ma dac swoje zalety, te ktore mnie przy nim zatrzymaly ale nie zadac odemnie za wiele. Nie wchodzic mi w dusze.
Gdyby jednak probowal.. wzbudzilby w e mnie irytacje i.. lek. , czulabym sie postawiona pod sciana, oczekuje sie odemnie tego czego ja nie mam. I pewnie wymamrotalabym jak moj przemocowiec " czego ty chcesz? przeciez jestem, wracam tu, pracuje, nie latam za babami" I podobnie jak on staralabym sie unikac bliskosci. , trzymac sie daleko. I.. udawac, klamac ze cos mam dla niego.casem dc mu zludzenie z e jestem blisko.. albo..
Albo:.. musialabym powiedziec : wybacz , nie dam rady. Jest mi z toba dobrze lecz nie umiem ci nic z siebie dac, bo tego czego oczekujesz we mnie nie ma. I musialabym odejsc z zycia tego czlowieka. Czyli stracic cos co dla mnie bylo wazne.. dobroc , troske, milosc, bezpieczczenstwo jakie ten czlowiek dawaal mnie.
Czy nie przed podobnym po czesci dylematem stoi zaburzeniec?]

Czy aby ni ejst tak,ze osoba zdrowa emocjonalnie instynktownie nie bedie wchodzila w takie uklady albo jesli juz wejdzie w chwili kiedy zrozumie,ze przeliczyla swoje sily uczciwie powie " wybacz, nie potrafoe ciebie kochac ani zaufac" i odejdzie.
Natomiast zaburzeniec nie potrafi tego powiedziec bo. byc moze nie wie co czuje, nie rozumie ze krzywdzi , i chce kurczowo zatrzymac i trzymac i utrzymac swoj dobrostan.tj dobroc troske partnera..jego ofiarnoc ..
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
kejtusik


PostWysłany: Sob Gru 15, 2012 15:12    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Cytat:   
nie sa w stanie zrozumiec krzywd jakie zrobili. Wiec ew kara jest bez sensu.i wzbudza w nich jedynie poczucie krzywdy.i chec odwetu.


dlatego ja zrezygnowałam w rozwodzie z orzekania
nic nie dochodzi do tych pustych głów, żaden logiczny argument, jak grochem o ścianę
zauwazyłąm, że odkąd przestałam jemu tłumaczyć całą moja logikę odnośnie przyczyny końca nszego małżeństwa jestem mniej sfrustrowana, ale do tego trzeba dojrzeć, odczekać swoje.
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
Echnaton
Moderator - Współpracownik NL konsultant ds. prawa i procedur
Moderator - Współpracownik NL konsultant ds. prawa i procedur


PostWysłany: Wto Gru 18, 2012 22:54    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
To nie jest takie jednoznaczne. Przyznaje, ze w niektórych przypadkach faktycznie lepiej zamknąć sprawę i do niej nie wracać, ale w niektórych...to o czym piszecie jest najbardziej przydatne gdy dwie strony są zgodne i dążą do wypracowania jakiegoś - choćby pozornego kompromisu. Niestety, w wielu przypadkach proste odejście, nie orzekanie, ucieczka, niewiele zmienia. Są sytuacje kiedy sprawca znęca się mimo orzeczonego rozwodu, niezamieszkiwania pod wspólnym dachem a nawet po zakończeniu sprawy karnej. W każdym przypadku trzeba zapytać - czego chcesz i jak to zmienić? - dopiero później starać się znaleźć wyjście aprobowane przez krzywdzoną!
_________________
?lepiej zapal świecę, niż byś miał przeklinać ciemność?
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora         
bonifacy
PostWysłany: Nie Gru 30, 2012 21:30    Temat postu: niezwykle ciekawa dyskusja o zyciu z zaburzeniowcem     Odpowiedz z cytatem
Ja podpisuje sie obiema rekami pod cala dyskusja
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
ki



PostWysłany: Wto Sty 15, 2013 0:04    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Marto wspaniale napisane to tak jakbyś napisała o problemie na który szukam odpowiedzi.
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
marta 25
   
PostWysłany: Wto Sty 15, 2013 10:33    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Dziekuje.
Napisz jaki masz problem. Moze razem rozbiezemy go na czynniki pierwsze i cos sie nowego, pozytecznego urodzi?.

   
PostWysłany: Wto Sty 15, 2013 18:32    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Leczenie przez amputacje

Wydaje mi się że nie każdy przypadek należy traktować tak samo

Do odpowiedniej diagnozy i leczenia należy wybrać odpowiedniego specjalistę

To moja opinia

Grimm, zaraz poszukam czegoś jeszcze. Miłej niedzieli.

141

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Ponizej tytulem zaproszenia do calego atrkulu w czytelni pod tm samym tyułem. Goraca polecam.. Perełka. .

..........................
fragment, .

UWAGA na jego przewrotną logikę !!!
Ona jest prosta i żelazna i nie jest to kwestia najwyższego IQ aby to rozpoznać.
Broń Boże abyście starali się z nim mierzyć i coś udowadniać - nic nie wskóracie,
jesteście jego krótką grą, etapem w życiu, choćby Wam obiecywał, że jesteście jedyni, niepowtarzalni, jesteście celem jego życia...

Ofiarami BL są ludzie najczęściej o dużej empatii (lub też skrajni narcyzi) - oni w swojej dobroci chcą mu pomóc w jego walce ze złym światem, nawet nie przypuszczają, że są JUŻ jego ofiarą.
Teraz BL będzie tylko zagęszczał sieć intryg.
Tacy ludzie dają z siebie coraz więcej i więcej bo są przekonani, że da się Bordera "wyleczyć" swoją miłością, oddaniem itd. wielokrotnie nie wytrzymują ale wtedy border wraca i LOGICZNIE I SENSOWNIE "przyznaje" się do swoich złych działań i obiecuje zmianę, poprawę i znowu jest sielanka...

Ostatnio zmieniony przez marta 25 dnia Czw Sty 10, 2013 22:59, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
sylwia1975



Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 431

   
PostWysłany: Pon Sty 07, 2013 22:48    Temat postu: bpd     Odpowiedz z cytatem
takie osoby sie leczyc musza.............,kiedy poszlam osobiscie do psychologa powiedziano mi ze mam sympomy bpd czyli bordelina ,jest to nawet na sympomy dlugoletnia terapia i czesto kosztowna ,jednak warto ,czlowiek rozwija sie przes cale zycie a odpowiedzialnosc tego rozwoju ponosi sam,tylko i wylacznie (a tak na nie oficjalnie nie jest bordeline mi obcy ,wedlug psychologa czest jest w bliskiej rodzinie u mnie ma go mama ,jest to zespol zaburzen w jednym okresleniu)i traumy zyciowe tylko go poglebiaja
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email         
marta 25



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 690

   
PostWysłany: Pią Sty 11, 2013 10:04    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Podbijam temat .. Przeczytajcie artukul w czytelni. warto.
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
nika14



Dołączył: 17 Paź 2011
Posty: 146
Skąd: dolnosląskie
   
PostWysłany: Pią Sty 11, 2013 19:35    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Dzięki Marto, przeczytałam, naprawdę warto, polecam wszystkim. Kiedy przeżyje się w realu życie z takim człowiekiem, to czytanie takich treści bardzo pomaga w zrozumieniu.



Osobowość borderline. Tak daleko, tak blisko
Grzegorz Sroczyński
http://www.wysokieobcasy.pl
/wysokie-obcasy/1,53664,13002628,Osobowosc_borderline__
Tak_daleko__tak_blisko.html?as=4

Poniewaz Piano dziala, pozwalam sobie wkleic caly arytykul,

Osoby borderline odrzucają fakt, że najbardziej twórcze jest to, co pojawia się między nimi a innymi ludźmi. Relacje są dla nich źródłem lęku - z psychoterapeutką Danutą Golec rozmawia Grzegorz Sroczyński
"Byłem kiedyś z dziewczyną, która miała osobowość borderline. Nie życzę tego nawet wrogom". "Borderów powinno się jakoś oznaczać, żeby normalni ludzie ich omijali" - to cytaty z internetu. O co właściwie chodzi?

Moda. Kiedyś popularne było określenie "neurotyk" i każdą trudną osobę tak opisywano w towarzyskich pogawędkach. Teraz mamy modę na osobowość borderline. Od pewnego terapeuty usłyszałam żart: "Jak diagnozujemy pacjenta borderline? Jeśli po jego wyjściu mamy ochotę wbić zęby w futrynę".

Prawda?

To, czy terapeuta ma ochotę wbić zęby w futrynę, zależy przede wszystkim od jego odporności. Zdarza się - zwłaszcza początkującym - wrzucanie do worka "borderline" każdego pacjenta, który budzi uczucie bezradności i któremu trudno pomóc.

Osoby borderline to rzeczywiście przypadki ekstremalnie trudne. Niewiele w tej konstrukcji jest miejsca na leczenie. Coś taką osobę blokuje, jakaś jej część jest skierowana przeciwko rozumieniu własnych emocji.

Podręcznikowa definicja mówi, że borderline to osobowość lokująca się na pograniczu nerwicy i psychozy. Nie wpada w psychozę, zachowuje kontakt z rzeczywistością. Ale jej nie rozumie.

A gdyby miała pani kogoś takiego opisać?

Wybrałabym Alex z filmu "Fatalne zauroczenie", którą świetnie zagrała Glenn Close. Poznaje na przyjęciu nowojorskiego prawnika Dana (Michael Douglas), potem przypadkowo zderzają się na ulicy w deszczu, idą na kolację, widać wzajemną fascynację. Uwodzą się, wygląda to jak gra dwojga dorosłych ludzi. Alex pyta Dana: "Czy jesteś dyskretny? Bo ja jestem bardzo dyskretna". Wie, że on ma żonę i dziecko, daje mu sygnał do niezobowiązującego romansu. Potem jest fantastyczny seks i inne atrakcje, idą tańczyć salsę do jakiegoś klubu, świetnie się rozumieją, lubią te same opery. Na drugi dzień Alex dzwoni do Dana i już coś dziwnego słychać w jej głosie: "Nie podoba mi się, że tak nagle znikasz. Natychmiast przyjedź". "Nie mogę". W końcu jednak przyjeżdża, znowu spędzają świetnie czas, biegają razem po Central Parku, kochają się w windzie, gotują wspólnie kolację. Kiedy jednak Dan zbiera się do domu, ona wpada w panikę: "Nie możesz mnie opuścić! Zostań!". Trzęsie się, krzyczy, drze na nim koszulę, zamyka się w łazience. Po chwili wychodzi uspokojona: "Przepraszam, pogódźmy się". Wyciąga do niego ręce, ale one krwawią, bo próbowała podciąć sobie żyły.

Co jej się właściwie stało?

Po dwóch wspólnych wieczorach już go do siebie przyłączyła. Podstawowy problem osób borderline ujawnia się w relacjach z ludźmi. Zmagają się ze sprzecznymi lękami - przed całkowitym pochłonięciem przez drugą osobę i przed całkowitym odrzuceniem. Wszyscy to przeżywamy, ale znajdujemy jakiś optymalny dystans w relacjach. Tak jak z ustawianiem ostrości przed zrobieniem zdjęcia - tak jest trochę za blisko, tak trochę za daleko, a teraz jest dobrze. Osoba o strukturze borderline tego nie umie i rzuca się po ekstremach. Gdy się do kogoś zbliży, to chce się z nim złączyć, zlać. Wtedy budzi się potworny lęk przed pochłonięciem, więc się oddala. A gdy już się wycofa - lub druga osoba się oddali - to czuje się porzucona, w czarnej dziurze samotności. U Alex nie widać tego lęku przed pochłonięciem, bo widzimy ją tylko w pierwszej fazie - to Dan próbuje uciekać - ale nietrudno zgadnąć, co by się działo, gdyby scenarzysta zaplanował ich wspólne życie.

Podobne emocje targają dwuletnim dzieckiem - chce być blisko mamy, ale jednocześnie pragnie wolności, bo właśnie nauczyło się chodzić. Kiedy dziecko ogarniają te dwa pragnienia równocześnie, rzuca się na ziemię i ma atak złości.

Alex nie traktuje wyjścia kochanka jako przerwy w romansie, tylko jako straszliwe i niesprawiedliwe porzucenie. Bo sama tak funkcjonuje. W fazie zlania nie doświadcza tego, że on jest odrębny. Osoba psychotyczna może uważać: "Ty jesteś moją ręką". Osoba borderline tak nie myśli, bo zachowuje kontakt z rzeczywistością, ale w swoim świecie wewnętrznym nie czuje odrębności.

Alex parę dni później przychodzi do biura Dana: ?Sorry, nie wiem, co mi się stało, na zgodę kupiłam dwa bilety na ? Madame Butterfly ??. Dan nie chce iść, bo już się jej po prostu boi. Alex reaguje spokojnie: ?No trudno, rozumiem cię, może się kiedyś jeszcze spotkamy?. Niby wszystko sobie wyjaśnili, ale za chwilę następuje eskalacja. Alex zaczyna Dana nachodzić, porywa mu dziecko, próbuje zabić żonę.

Pamiętam. Regularna wariatka i tyle.

Nie. Ona zachowuje kontakt z rzeczywistością tak jak pan czy ja. Wszyscy mamy w sobie wszystko. Aspekty psychotyczne, neurotyczne i mechanizmy borderline. Na przykład czasem jesteśmy tak podejrzliwi, że to wygląda prawie jak psychoza. Problem pojawia się, gdy ktoś ma konstrukcję usztywnioną i korzysta głównie z jednego mechanizmu. Taka osoba ani nie jest chora, ani zdrowa. Żyje na granicy.

Borderline oscyluje między idealizacją i dewaluacją drugiej osoby. Stąd te opowieści terapeutów o wbijaniu zębów w futrynę. Jednego dnia pacjent chce zamieszkać w gabinecie, przykleić się. "Pani jest najlepszą terapeutką w całej Warszawie, nikt nie potrafi mnie tak zrozumieć". Następną sesję zaczyna od stwierdzenia: "Pani jest beznadziejna, zrywam tę idiotyczną terapię". Trwa to naprzemiennie przez wiele miesięcy. Właściwie nie wiesz, kto przyjedzie na następną sesję. Te osoby często same nie wiedzą, kto się z nich wyłoni. "Wieczorem próbuję zgadnąć, kto rano wstanie z mojego własnego łóżka" - mówi taka osoba.

Nie wiedzą, kim są?

Żyją na ziemi niczyjej. Różne fragmenty ich osobowości są trzymane w oddzielnych szufladach wysuwanych dość przypadkowo. Osoba borderline może mieć kilka różnych obrazów siebie - jednego dnia jest homoseksualna, drugiego heteroseksualna. Jednego dnia wierzy w Chrystusa, drugiego w Mahometa, a trzeciego w Sai Babę. Ale nie chodzi tutaj o neurotyczną zmienność, którą każdy czasem w sobie znajdzie, tylko o stan permanentny.

Kiedyś w psychoanalizie przyjmowano, że część neurotyczna jest najbardziej destrukcyjnym obszarem naszej osobowości. Teraz właściwie uważa się, że jest to część w miarę zdrowa. Pacjent neurotyk powie: "Mam problem ze sobą". Czuje, że coś złego dzieje się na jego własnym terenie, swoje konflikty przeżywa wewnętrznie. Osoba borderline przychodzi i mówi: "Mam problem z matką, to ona jest winna", "Moja żona jest straszna, proszę coś zrobić", "Świat jest okropny".
a jestem dobry, a świat jest zły?

Często, ale to też może oscylować. Świat jest naprzemiennie idealizowany i dewaluowany, dzielony na dobry i zły. Podstawą funkcjonowania takich osób jest mechanizm rozszczepienia.

Co to jest rozszczepienie?

Pierwotny mechanizm obronny, który znamy wszyscy. Niemowlak od początku życia przeżywa frustracje: czasem czuje głód, bywa mu zimno, miewa kolki. Nie potrafi frustracji "przetrawić", bo jego psychika jest jeszcze niedojrzała, więc radzi sobie tak, że rozszczepia obraz matki na "matkę dobrą" i "matkę złą". Głód albo kolka oznaczają, że zjawiła się jakaś "zła mama", która to powoduje. Z kolei "mama dobra" odpowiada tylko za dobre doznania. Z czasem dziecko rozpoznaje, że to jedna osoba. Robi wtedy ogromny krok rozwojowy, łączą się dwa obrazy świata - bo matka to cały świat na tym etapie - spotykają się uczucia, które były wcześniej rozszczepiane, czyli przeżywane osobno, miłość do "dobrej mamy" i nienawiść do "złej". Z tej alchemii powstają bardziej złożone emocje, np. troska, współczucie. Obraz świata staje się wielowymiarowy.

A osoba borderline wciąż rozszczepia?

Te osoby żyją w świecie jak z westernu. Proste emocje. Bohater zły, bohater dobry. Często obsadzają osoby wokół siebie w westernowych rolach: jedną jako idealną, drugą jako złą, całkowicie zdewaluowaną. Potrafią doprowadzić do tego, że ci ludzie kłócą się między sobą.

Osoba neurotyczna będzie przeżywać konflikty we własnej głowie, gryźć się tym, może mieć objawy somatyczne, kołatanie serca, napady lęku. A osoba borderline sięgnie po mechanizmy projekcji i identyfikacji projekcyjnej - wyrzuci trudne emocje na zewnątrz, umieści w jakimś "złym obiekcie", obsadzi teatrzyk i niech inni się kłócą. Rozegra swój konflikt wewnętrzny w świecie zewnętrznym.

Też bym tak chciał

Wszyscy czasem korzystamy z tych mechanizmów. Tyle że osoba borderline sięga po nie nieustannie. To, czego nie chce widzieć w sobie, przypisuje innym. Z poczuciem, że całkowicie się od tej emocji uwalnia. "We mnie nie ma agresji, ona jest w tobie". Albo: "Może i jestem wściekły, ale to ty mnie celowo wkurzyłeś". Zupa zawsze jest za słona. Odpowiedzialność -zawsze po drugiej stronie. I rzeczywiście, chce się wbić zęby w ścianę, bo ktoś wpycha ci w brzuch nie twoje emocje.

Jakie?

Najczęściej agresywne i destrukcyjne: złość, zazdrość, poczucie winy. Ale czasem też nudę. Zdarza się, że terapeuta prawie zasypia na sesji, trudno mu utrzymać stan przytomności umysłu. Pacjent próbuje pozbyć się czegoś, co można nazwać stanem śmierci wewnętrznej.

Skąd w nim ta śmierć wewnętrzna?

Przywołam jeszcze jedną scenę z "Fatalnego zauroczenia". Glenn Close siedzi przy biurku, obok leżą bilety na "Madame Butterfly", a ona włącza i wyłącza lampę. Ta kobieta ma w oczach kompletną pustkę - genialnie to zostało zagrane - pstryka bezmyślnie i nic więcej się nie dzieje.

Osoba borderline nie jest w stanie pomieścić w sobie złożonych emocji. A to właśnie one meblują nasz świat wewnętrzny. Na przykład poczucie winy - nieprzyjemne, a jednak ważne i rozwijające. Borderline doprowadzi raczej do tego, że to on będzie się czuł skrzywdzony przez osobę, wobec której mógłby czuć się winny.

To nawet wygodne

Tak? Na pewno? Wracamy do stanu śmierci wewnętrznej, o który pan pytał. Jeśli nieustannie wydalasz trudne emocje, to masz w środku pusto. Nudno. Siedzisz z pustym wzrokiem i pstrykasz lampą.

Też tak czasem siedzę

Proponuję, żeby się pan się nie diagnozował na podstawie tej rozmowy. I czytających też przed tym przestrzegam. Wywiady z terapeutami psychoanalitycznymi mają ten niepowtarzalny urok, że każdy znajduje w nich kawałek siebie. Tyle że to urok dość złudny. Powtórzę: wszyscy mamy w sobie wszystko. Na pewno ma pan w sobie elementy borderline, jak każdy. Na pewno czasem stosuje pan proste mechanizmy obronne, jak każdy. Ale to nie znaczy, że jest pan zaburzony. Mówimy o ciężkim zaburzeniu osobowości, a nie o tym, że czasem się pan nudzi.

Proszę jeszcze powiedzieć o tej nudzie

Korzystanie z prymitywnych mechanizmów obronnych - rozszczepienia, projekcji - prowadzi do zastoju. Brytyjski psychoanalityk Wilfred Bion bardzo prosto to ujął: "Umysł potrzebuje prawdy emocjonalnej tak jak organizm pożywienia. Gdy jej brakuje, umysł zaczyna chorować". A prawda emocjonalna to widzenie rzeczy w złożony sposób.

Funkcja umysłu to nie tylko umiejętność zliczania słupków i kierowania samochodem, ale też trawienia i rozumienia emocji własnych i emocji innych ludzi. Zdolność do tak zwanej mentalizacji. Kiedy tej zdolności brakuje, umysł w pewnym sensie zaczyna działać odwrotnie - nie służy już przyjmowaniu doznań i przeżyć, tylko ich wydalaniu. Usuwa różne niestrawione kawałki rzeczywistości. W efekcie pozostaje na strawie monotonnej i mało pożywnej, jakby ktoś jadł tylko suchary.

Ostatnio zmieniony przez marta 25 dnia Czw Sty 10, 2013 21:25, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
marta 25



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 690

   
PostWysłany: Czw Sty 10, 2013 21:20    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Pożywny pokarm dla umysłu skąd się bierze?

Z relacji. Osoby borderline odrzucają fakt, że najbardziej twórcze jest to, co pojawia się między nimi a innymi ludźmi. Relacje są dla nich źródłem lęku. Bo kiedy jesteś z drugą osobą, to rozpoznasz w sobie i agresję, i małostkowość, i inne przykre rzeczy.

Osoba borderline żyje w przekonaniu, że może być samowystarczalna. Wszystko, co dobre, mieć w sobie. Nie czerpać z zewnątrz. Usłyszałam taki oto opis życia wymarzonego: "Mam pieniądze, mieszkam w dużym domu z siłownią, w której sobie ćwiczę, wieczorem czytam mądre książki i nie muszę wychodzić w ten zły świat". Proszę zauważyć: jest tu samowystarczalność i elementy doskonalenia się (siłownia, czytanie mądrych książek). Doskonalenie się to kolejna obsesja takich osób. Wierzą, że mogą wrócić do raju, z którego kiedyś zostały wygnane.

Do raju?

Do świata idealnego, gdzie dobro i zło są rozdzielone, rozszczepione, są poza mną. Szatan pod postacią węża nikogo jeszcze nie skusił i nie pomieszał miłości z nienawiścią. Ten raj jest w zasięgu ręki, wystarczy tylko trochę się postarać. Udoskonalić. Wydalić z siebie ostatnie nieprzyjemne uczucie i wreszcie ostatecznie się oczyścić. Nie udało się dotąd? Może za słabo się staram. Przecież mogę być idealny, cel jest tuż-tuż.

To jest właśnie piekło takiej osoby - życie w pogoni za rajem

Pamięta pan film "Wstyd" Michael Fassbender gra tam atrakcyjnego 30-latka, który jest seksoholikiem. Rzuca się w erotyczną ekscytację, żeby uciec od myśli, że mógłby czegokolwiek od kogoś potrzebować. W końcu spotyka kobietę, która naprawdę mu się podoba. Mógłby coś ważnego od niej dostać, poczuć jakieś emocje, zakochać się. Idą do łóżka i to jest ten jeden jedyny raz, kiedy on nie ma erekcji. Ze strachu. Bo mogłoby się okazać, że nie ma w sobie wszystkiego, że drugi człowiek jest mu do czegoś potrzebny.

We "Wstydzie" dobrze widać jeszcze jeden mechanizm borderline. Chodzi o tzw. acting out, czyli rozegranie uczuć w działaniu. Fassbender po tej nieudanej randce czuje wstyd i upokorzenie. A właściwie mógłby to poczuć, ale nie potrafi. Zamiast tego idzie do klubu gejowskiego, żeby ktoś go brutalnie przeleciał i pobił. Zamiast bólu psychicznego musi poczuć ból fizyczny. Na tym między innymi polega bieda takich osób. Bo jeśli przeżywamy przykre emocje, to jest to oczywiście trudne, ale też twórcze. A jak zamiast tego napraszamy się, żeby dostać w dziób, to już zbyt twórcze nie jest.

Ten acting out dotyczy tylko złych emocji?

Niekoniecznie złych. Złożonych. Współczucie też można rozegrać w działaniu - zaopiekować się pieskiem. I nie myśleć, że jakąś ważną emocję czuje się do bliźniego.

Przez to nieustanne wydalanie uczuć świat wewnętrzny osoby borderline jest płaski, ubogi i pełen lęków. Nie ma tu miejsca na zabawę, spontaniczność, ciekawość.

No ale jak to - nie ma? Raz wierzę w Chrystusa, raz w Sai Babę, potem biegam na jogę albo funduję sobie, dajmy na to, seks grupowy. Same rozrywki

To jest rozpaczliwa ekscytacja, nie zabawa. Prawdziwa zabawa oznacza rozwój, realne interakcje ze światem, które mogą nas zaskoczyć. Osoba borderline jest jak szeryf i nie chce być przez nikogo zaskoczona. Nosi kolta u boku i nerwowo przebiera palcami.

Rozrywki i zmienne ekscytacje to w gruncie rzeczy mielenie powietrza rękami. Takie osoby często wywołują chaos wokół siebie i niesłychany nadmiar emocji.

Coś się przynajmniej dzieje.

Niektórym to odpowiada. Osoby borderline potrafią uchodzić za ekscentryczne i atrakcyjne. Zwłaszcza kobiety. "Ach, ona jest taka zmienna!". "Ależ to fascynująca osobowość". Jak Glenn Close w "Fatalnym zauroczeniu": numerek w windzie, tańczenie salsy, bieganie po parku. Mówi się czasem o zestawie narcystyczny mężczyzna i kobieta borderline. Bo ona raz się zbliża, raz oddala, on ją musi nieustannie zdobywać i wreszcie ma wyzwanie godne siebie. Potem opowiada: "Przez miesiąc było nam cudownie, ale nagle się wyprowadziła, na miesiąc wróciła, znów się wyprowadziła, i tak to trwało przez rok. Czuję się rozbity i zmaltretowany, ale to było fascynujące".

No i fajnie. Ma, czego chciał

Nie można w kółko powtarzać numerków w windzie i tańczyć salsy, bo jednak kiedyś przychodzi realne życie. I są w nim trudniejsze chwile. Spróbuj przyjść do osoby borderline, żeby cię wsparła w gorszym momencie.

W fazie zalotów liczy się powierzchowny wystrój, barwa piór, każda strona trochę udaje, żeby pokazać się lepszą. Osoba borderline często ogranicza swoje związki do tej fazy. Zlewa się, zakochuje, idealizuje partnera i oczywiście również siebie, bo przecież są jednością. Ja jestem fantastyczny, ty jesteś fantastyczna i nie wychodzimy z łóżka. A potem przy pierwszych kłopotach ucieka.

Da się żyć z taką osobą?

Związki to zabawa dla dorosłych ludzi. Najpierw trzeba dojrzeć na pewnym podstawowym choćby poziomie, a potem można coś budować. Z kimś o mocno zaburzonej osobowości naprawdę trudno żyć, a nawet się przyjaźnić. Kontakt z osobą borderline jest nieporównywalny z niczym innym. Człowiek nigdy nie wie, kiedy oberwie i za co. Zwykle w takich relacjach jest coś nadmiarowego. "Jesteś najlepszą przyjaciółką na całym świecie, nikt nigdy tak mądrze mi nie doradził".

Pani mówiła, że te osoby są trudne w terapii, bo coś je blokuje. Co?

Kiedyś pacjent powiedział: "Mam wrażenie, że mój świat wewnętrzny to państwo totalitarne rządzone przez dyktatora". Trafne porównanie. Jako terapeutka muszę się dowiedzieć, czy w świecie wewnętrznym takiej osoby działa jakakolwiek opozycja demokratyczna, z którą mogłabym nawiązać sojusz. Czy ten świat to bardziej NRD, czy może raczej Polska Ludowa, gdzie podziemna "Solidarność" korzystała z pomocy z zagranicy.

Psychoanalityk Herbert Rosenfeld używa jeszcze innej metafory: pisze, że w umysłach osób borderline zawiązał się mafijny gang. Chore części osobowości postanowiły przejąć władzę i podporządkować sobie całą resztę.

Co ten gang chce osiągnąć?

Chce rządzić. Kontrolować. Tak jak mafia. "Nie potrzebujesz niczego od nikogo. Słuchaj tylko mnie". Nie znosi wszystkiego, co może zagrozić jego władzy - niezależności, uczuć. Domaga się bezwzględnego posłuszeństwa.

Brzmi jak opis superego

Nie do końca. Superego to zestaw pewnych idealnych wzorców, czyli - bardzo upraszczając - idealny obraz własny, do którego dążymy. Nakazy: "Masz taki być". Zakazy: "Masz taki nie być". I kary: "Jak zrobisz źle, będziesz ukarany wyrzutami sumienia". Osobowość w pełni zdrowa nie liczy na to, że te ideały osiągnie. To jest tylko drogowskaz.

U osoby borderline superego przestaje być drogowskazem, zyskuje totalną władzę i okłamuje osobowość, że może ona się stać własnym ideałem. Stać się własnym bogiem i żyć w świecie szczęśliwym, bez cienia frustracji, że coś się z tym ideałem nie zgadza.

Marzenia dosyć powszechne: być idealnym, nie przeżywać frustracji, smutku i innych zbędnych emocji. Mamy epidemię borderline?

Wielu terapeutów twierdzi, że to dominująca osobowość naszych czasów. Ale nie wiem, na jakiej podstawie, bo osoby borderline nie zaludniają gabinetów. Żeby trafić na terapię, trzeba najpierw uznać, że ma się problem.

Borderline nie wie, że ma problem?

Wie, ale pójdzie z nim raczej na policję niż do terapeuty, bo to przecież problem ze złym światem. A jeśli nawet przyjdzie do terapeuty, to powie: "Proszę zrobić coś, żebym tego nie czuł".

No i?

Rozczarowanie. Bo terapia polega na czymś wprost odwrotnym. Żaden terapeuta nie da im tego, żeby nie bolało. Przeciwnie - będzie bolało i dobrze, że boli, bo wtedy jest prawdziwie. Osoby borderline często przelatują przez gabinety, zmieniają terapeutów, odchodzą.

Częściej trafiają na terapię kobiety borderline. Mają 35 lat, nie zbudowały związku i martwią się, że zaraz będzie na wszystko za późno. Na przykład na dziecko. Mężczyzna uważa, że ma czas.

Są też formy terapii, które obiecują: udoskonalimy cię. Osobie borderline w to graj! Świetnie się czuje w atmosferze "udoskonalania", chodzi na ćwiczenia "świadomości oddechowej", kursy pozytywnego myślenia, przemiany osobowości w dwa tygodnie. To zgodne z motywacją, która brzmi: "Chcę być idealny i mogę to osiągnąć".

A jak brzmi zdrowa motywacja?

"Chcę być dla siebie bardziej realny" - to dobra motywacja. Borderline musi uznać, że jest człowiekiem zwyczajnym. Że nigdy nie zostanie bogiem, który ma w sobie tylko dobro i moc oddzielania go od zła. Brytyjski psychoanalityk Gregorio Kohon o procesie leczenie pisze tak: "Pacjent będzie musiał uznać, podobnie jak czyni to reszta z nas, że raj nie tylko został utracony - ale że nigdy nie istniał"
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
marta 25



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 690

   
PostWysłany: Czw Sty 10, 2013 21:54    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
Z FORUM do artykulu

autor
wrakpokontakciezbl

Troszkę bym dodał i zmienił.
Zadziwiony byłem tą kwestią samodoskonalenia -która wielu czytelników z którymi rozmawiałem -zmyliła - zaczęli szukać zachowań BL u swoich całkiem normalnych bliskich...

Powiedzmy sobie to jasno - ktoś kto miał do czynienia z Borderem wie, że TO jest TO i nic innego.
To nie ma nic wspólnego ze zmiennością nastrojów ...

A propos opisanego w artykule rysu samodoskonalenia...
Border upatruje źródła problemów i ich przyczyn prawie zawsze poza sobą (choćby był sprawcą) i nie ma żadnej motywacji aby się doskonalić, on nie rozumie relacji przyczynowo skutkowej, on nie rozumie stwierdzenia "uczyć się na błędach", która napędza samodoskonalenie, bo to nie są dla niego błędy ale kłody rzucane mu pod nogi przez tych innych, "złych".

UWAGA na jego przewrotną logikę !!!
Ona jest prosta i żelazna i nie jest to kwestia najwyższego IQ aby to rozpoznać.
Broń Boże abyście starali się z nim mierzyć i coś udowadniać - nic nie wskóracie,
jesteście jego krótką grą, etapem w życiu, choćby Wam obiecywał, że jesteście jedyni, niepowtarzalni, jesteście celem jego życia...

Ofiarami BL są ludzie najczęściej o dużej empatii (lub też skrajni narcyzi) - oni w swojej dobroci chcą mu pomóc w jego walce ze złym światem, nawet nie przypuszczają, że są JUŻ jego ofiarą.
Teraz BL będzie tylko zagęszczał sieć intryg.
Tacy ludzie dają z siebie coraz więcej i więcej bo są przekonani, że da się Bordera "wyleczyć" swoją miłością, oddaniem itd. wielokrotnie nie wytrzymują ale wtedy border wraca i LOGICZNIE I SENSOWNIE "przyznaje" się do swoich złych działań i obiecuje zmianę, poprawę i znowu jest sielanka...

Poznacie Bordera po tym, że w dłuższym okresie czasu WSZYSCY są lub byli jego wrogami.
Od rodziców, przez rodzeństwo, nawet dzieci, kolejno wszyscy partnerzy, przyjaciele i przyjaciółki.
Wrogie fronty ciągle się zmieniają. Jednego dnia możesz usłyszeć, że ktoś jest skończoną kanalią, z którą Border nie chce mieć już nigdy nic do czynienia, po jakimś czasie ta osoba jest autorytetem i przyjacielem, który dobrze jej życzy aby za jakiś czas znowu stać się ostatnim wrogiem.

To samo dotyczy wspomnień - raz są one traumatyczne
a później okazuje się że nie, że było całkiem fajnie....
U bordera nie istnieje coś takiego jak nienaruszalne wartości, obiekty szacunku - to tylko kwestia czasu aby o WSZYSTKICH usłyszeć, że są źli, najgorsi, że nigdy więcej nie chcą o nich słyszeć.

I na koniec...
Po bliższym kontakcie z Borderem jesteście psychicznym wrakiem, (znaczna część trafia w końcu do psychologa aby przywrócić własną samoocenę i stabilność świata) jesteście w centrum skłóconego świata, już odcięliście się od swoich dotychczasowych przyjaciół i znajomych, często rodziny. Wspierając bordera, chcąc mu pomóc, walczyliście w jego wojnach wszystkich ze wszystkimi.
W końcu czas przychodzi na Was, w końcu sami stajecie się jego wrogiem i dołączacie do długiej listy znienawidzonych, którzy są winny wszystkich jego krzywd - cokolwiek byście nie zrobili dla niego, jakkolwiek byście mu nieba nie przychylili - ta świadomość dla normalnego człowieka jest nie do zniesienia!

Co przyciąga do Bordera?
Te krótkie chwile, w których wychwala Was pod niebiosa, kiedy jesteście dla niego jedynymi wspaniałymi na tym złym świecie, którzy go rozumiecie, jedynymi którzy KIEDYKOLWIEK go rozumieli.
Ten sam motyw zauważycie nawet w opisie z punktu widzenia terapeuty.

BORDERÓW POWINNO SIĘ OZNACZAĆ!

Niestety piszę to w pełnej świadomości, że to i tak nic to nie da.
Z wewnątrz sieci Bordera nie da się dostrzec realnego świata.
Jakakolwiek próba dotarcia jest traktowana jako przejaw wrogości.

Może PO FAKCIE, komuś to pomoże zidentyfikować z kim mieli do czynienia
i że czas zgłosić się do terapeuty po pomoc sobie
aby dać się przywrócić do pełni sił psychicznych
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość         
marta 25



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 690

   
PostWysłany: Czw Sty 10, 2013 22:09    Temat postu:     Odpowiedz z cytatem
A propos opisanego w artykule rysu samodoskonalenia...
Border upatruje źródła problemów i ich przyczyn prawie zawsze poza sobą (choćby był sprawcą) i nie ma żadnej motywacji aby się doskonalić, on nie rozumie relacji przyczynowo skutkowej, on nie rozumie stwierdzenia "uczyć się na błędach", która napędza samodoskonalenie, bo to nie są dla niego błędy ale kłody rzucane mu pod nogi przez tych innych, "złych".

........... tu chyba autor z forum zle zrozumial slowa autora artykulu. Moim zdaniem autor ma na mysli doskonalenie maski , tej "mafii" w glowie bordera.
Powrót do góry    
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

Grimm, jeśli dotrwałeś do końca, to mam nadzieję, że to, co wkleił After oraz to, co ja dołączyłam, nieco rozjasni Ci w głowie.

może tez skorzystaja na tym i inni?
Oby tak się stało.

142

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Dodam jeszcze, że powyższe zaburzenie nie ma nic wspólnego z inteligencją albo z jej brakiem u dotkniętego tą uroczą przypadłością osobnika.
Ktoś taki może osiągać wielkie sukcesy w sferze zawodowej, być osobą bardzo elokwentną  (dobrzy z takich demagodzy), a także może być zwykłym intelektualnym matołkiem.
Zaburzenie to odnosi się do sfer psychicznych, emocjonalnych, osobowościowych- ja gdy komuś to tłumaczę, to zawsze staram się to zrobić w sposób obrazowy, czyli mówię np. tak: on rozwinął się intelektualnie, nawet ponad przeciętną, ale w swoim rozwoju emocjonalnym zatrzymał się gdzieś tam po drodze, np. na etapie szkoły podstawowej albo gimnazjum i chociaż inni jego rówieśnicy w tym czasie rozwinęli się, to on w swoim rozwoju emocjonalnym, od tamtej pory, nawet nie drgnął.
To tak działa.
Ludzie tak łatwo dają się nabrać na zaburzeńców, bo oni na pozór wyglądają normalnie, mówią w miarę inteligentnie i logicznie, ich dorobek zawodowy też przemawia na korzyść takich ludzi, więc o co chodzi w tym wszystkim? Czy on jest głupi, czy to ja jestem głupia? Gubimy się w domysłach i chętnie bierzemy na siebie całą winę- na marginesie branie na siebie winy za niepowodzenia w związku świadczy o tym, że z nami wszystko jest w porządku- zaburzeniec swojej winy nie bedzie widział.
To na pewno ze mną jest coś nie tak- dlatego mamy takie a nie inne problemy w związku.
Dopiero wiedza i rozpoznanie problemu, tego w czym tkwimy, daje nam ulgę, bo przynosi odpowiedzi na różne pytania.
Generalnie to jest tak, że zaburzeńcy nie nadają się do budowania zdrowego i normalnego związku.
dlaczego?
Bo w ich przypadku jest to po prostu niemożliwe.
Należy najzwyczajniej w świecie uciekać od takich ludzi i na nic się nie oglądać.
Bo, gdyby sytuacja była dokładnie odwrotna i to my potrzebowalibyśmy pomocy i wsparcia od zaburzonego, to on, jako pierwszy, jeszcze bardziej by nam dowalił. Na pewno by nie pomógł i nie tylko dlatego, że jest podły, lecz głównie dlatego, że on nie potrafiłby wziąć odpowiedzialności za coś, co dal niego byłoby ciężarem.
To  pasożyty, a nie ludzie. Zagnieżdżają się na zdrowych jednostkach i na nich żerują- inaczej z głody by zdechli- czy to rozumiecie?
Dlatego trzeba odrzucić głupie sentymenty i nigdy nie certolić się z takimi ludźmi.
Miłej niedzieli wszystkim zyczę.

143

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Cześć Julka
Chyba najlepiej podsumowujące temat to autentyczne teksty z forum osób, którym udało się wyrwać z tego koszmaru i doskonale oddają z jaką osobą Paweł masz do czynienia. Bardziej prosto opisać się chyba tego nie da.

"Najlepiej opisać kobietę z borderline jako telewizor, w którym co chwile przypadkowo zmieniają się kanały.
W jednej chwili leci jakiś film o miłości, ale już w następnej bez ostrzeżenia kanał zmienia się na film o gangsterach albo CSI: drama.
Tak będzie wyglądało twoje życie, chaos - nikt nie ma do niej pilota pamiętaj o tym. Byłem tam, próbowałem i nigdy więcej nie chce tego powtarzać"

"Nie możesz dostać nic pozytywnego od osoby z BPD. Będą cię oszukiwać, manipulować tobą, opuszczą cię, wrzucą pod nadjeżdżający autobus, kiedy tylko stwierdzą, że im się to opłaca. To jest więcej niż okropne. To jest najgorsza forma zdrady znana rodzajowi ludzkiemu. Do jasnej cholery czemu miałbyś współczuć takiej osobie, albo starać się im pomóc?
Jeżeli jesteś zdrowy na umyśle trzymałbyś się jak najdalej potrafisz"

"Uciekaj kurwa jak najdalej potrafisz. Ona prędzej, czy później cie zrujnuje. Wyrwie ci serce, nasra do niego potem włoży z powrotem, a na koniec wypełni twoje żyły gównem. NIE MOŻESZ JEJ POMÓC".

OSTRZEŻENIE!
Czy możemy zostać przyjaciółmi?
Jest prawdopodobne, że usłyszysz to pytanie zadane w różnych formach przez swojego byłego partnera z borderline.

Zastanów się przez chwilę, pomyśl co tak naprawdę znaczy dla ciebie przyjaźń. Czy kiedykolwiek przyjaciel traktowałby cię tak okropnie jak ona? Czy kiedykolwiek przyjaciel okazałby ci tak zupełny brak szacunku jak ona? Czy kiedykolwiek przyjaciel kłamał by ci w żywe oczy?
Przyjaciele to nie są zwyczajni pomagierzy to są ludzie, których dobrze znasz i na których możesz polegać.
Oni pomagają tobie, a ty im. Przyjaźń opiera się na zaufaniu.W przypadku borderline ciężko mówić o jakiejkolwiek przyjaźni po prostu staniesz się chłopcem na posyłki.
Jeżeli twoje kompulsje naprawiacza/ratownika są tak mocne, że musisz spełniać jej zachcianki i być przy niej nawet wtedy, kiedy ona cię odrzuciła to gratulacje czekają cie jeszcze bardziej destrukcyjne czasy, a ty po prostu jesteś zakutą pałą. Zostałeś ostrzeżony, kontynuuj tą grę z pełną świadomością konsekwencji.


No to może na koniec dorzucę ten tekst :
Borderline Rozstania - Poznaj swojego przeciwnika


Fragment artykułu Shari.

Na początku zamierzam obalić kilka mitów odnośnie osób z borderline.

Po pierwsze nie wszyscy zachowują się identycznie. Po przeczytaniu kilku lektur możesz pomyśleć, że wszystkie "zaburzone wzorce zachowań" muszą wystąpić u każdego przypadku borderline, ale tak po prostu nie jest. Dla przykładu po kłótni, albo rozstaniu jej powrót nie jest gwarantowany. Najprawdopodobniej wróci, kiedy będzie jej to odpowiadało, albo wtedy, kiedy będzie coś od ciebie chciała. Natomiast zrobi to tylko wtedy, kiedy będzie jej to pasowało. Może odezwać się za kilka tygodni, miesięcy, albo lat.

Po drugie osoby z borderline mogą zrobić postępy na porządnej terapii, ale prędzej dolecisz bananem na księżyc niż utrzymasz ich na terapii wystarczająco długo, aby chociaż trochę się naprawili. Nie zapominaj oni są przerażeni przywiązywaniem się do kogokolwiek i poleganiu na kimkolwiek. Użyją zachowania typu act-out, aby zdewaluować terapeutę,  przyjmą wojownicze nastawienie, będą chciały uwieść terapeutę, będą celowo omijały spotkania, zmieniały terminy na ostatnią chwilę, albo po prosto kłamały, aby utrzymać terapeutę w swoich ryzach. Z tygodnia na tydzień terapeuta będzie słyszał jak oczerniają cię i gloryfikują na przemian (mechanizm podziału/dzielenia/dekompozycji).

Po trzecie nie ważne jak bardzo będziesz się starał ją zadowolić, albo ją kochać przygotuj się na jazdę rollercoasterem. Osoby z borderline mogą przyciągać się do narcyzów (narcystyczne zaburzenie osobowości npd), psychopatów itp. Co może w końcu być bardziej bezpieczne jak nie próba do wywołania uczucia miłości u osób, które nie są do niej zdolne? Im bardziej demonstrujesz, że ona jest przez ciebie kochana tym bardziej ona tobą pogardza. To tak jak w tym powiedzeniu "nie chciałbym być członkiem klubu, który chciałby mnie mieć jako członka". Nie możesz być kimś kim nie jesteś tylko, żeby utrzymać zainteresowanie tej kobiety, a to, że ty chcesz, żeby ona była kimś innym to już kwestia twoich problemów z dzieciństwa. 

Po czwarte, kiedy wyobrażasz sobie, że ona czuje dokładnie to samo co ty - PRZESTAŃ. Będą czasy, kiedy pojawisz się na jej radarze i będą też czasy, kiedy nie będzie w ogóle o tobie myślała! Pamiętaj - nie ma tutaj znaczenia fakt jak długo byliście ze sobą. Indywiduum, które żyje w psychozie nie ma takich samych uczuć, albo odpowiedzi emocjonalnych jak ty. Jeżeli zakładasz, że ludzie z borderline czują to co ty to mniej się na baczności bo to potencjalnie bardzo niebezpieczne.

Po piąte jeżeli chcesz, żeby ona cierpiała tak jak ty i jak zobaczy cię z kimś innym to nagle będzie cie chciała z powrotem to lepiej oglądaj się za siebie. Zaczynasz grać w bardzo niebezpieczną grę. Nie ma znaczenia kto zostawił kogo. Zaczynasz się spotykać z nową kobietą? Lepiej nie wychylaj się zbytnio i chowaj samochód do garażu. Czy to fair? Nie, ale to zdecydowanie bezpieczniejsze.

Po szóste jeżeli sam zadręczasz myślą, że nie potrafiłeś przewidzieć, co kryje się za maską tej kobiety - PRZESTAŃ. Twój gniew jest prawidłową odpowiedzią na te okoliczności, jest emocją aktywizującą, która daje ci chwilowy odpoczynek od tej wielkiej depresji. Gniew jest naturalnym procesem leczenia, ale skup się na tym uczuciu bez oceniania siebie i bez robienia głupich rzeczy (chyba, że chcesz porobić pompki). Inaczej mówiąc daj ujść swojej energii w sposób, który nie skrzywdzi ciebie ani nikogo innego.

Po siódme jeżeli ona zadzwoni (cokolwiek), żeby sprawdzić co u ciebie po rozstaniu zapamiętaj jedno NIGDY NIE CHODZI O CIEBIE. Twoje potrzeby nie liczyły się wtedy, twoje potrzeby nie liczą się teraz. Możesz czuć się zobowiązany i pocieszony, że ona pyta się co u ciebie i podtrzymuje połączenie, ale jej jedyny powód jest taki, że po prostu chce cię wykorzystać i zostawić jako kontakt na czarną godzinę (nie ma znaczenia, co mówi, aby temu zaprzeczyć tak po prostu jest). Trzy letnie dziecko (borderline utkwił na tym poziomie emocjonalnym) nie ma żadnej pojemności na empatie (to "wykształca" się później), dlatego nigdy nie myśl, że chodzi w tym zagraniu o ciebie.

Po ósme nie ważne kto zostawił kogo emocjonalne zerwanie kontaktu tkwi w naturze tej kobiety. Jest naturalnym dla ciebie, aby zastanawiać się, czy kiedykolwiek cię prawdziwie kochała, albo naprawdę te miłe słówka miały jakiekolwiek pokrycie zwłaszcza teraz, kiedy ona po prostu znika. Czy ona udawała? Nie, ale musisz zrozumieć, że to jest jeden z mechanizmów podziału (dzielenia, dekompozycji) opisany powyżej - to jedno z narzędzi przetrwania, które jest z nią od dzieciństwa. Nie możesz tego naprawić.

Po dziewiąte w minucie, kiedy nawiążesz z nią kontakt oddajesz swoją moc. Nie ważne, co myślisz, że musisz powiedzieć tej kobiecie te dialogi zawsze pozostawią cię w gorszym nastroju (nigdy lepszym). Możesz sobie powtarzać te konwersacje w głowie myśląc, że dobrze ci poszło, ale nie minie dużo czasu, a znowu zaczniesz wątpić i poczujesz się źle. Nie odpowiadaj na jej telefony, jeżeli musisz rób to, kiedy jesteś bardziej skoncentrowany i w momencie, kiedy jest ci wygodniej. Nie odpisuj na jej e-maile/smsy w stylu "nagły wypadek". Nie odzyskasz jej w ten sposób, ani ona nie będzie o tobie miała lepszego mniemania. Poza tym kryzys nastąpi jakiś czas później i zanim zdążysz do niej wrócić ona skupi się już na zupełnie czymś innym. Najlepiej będzie jak w ogóle nie będziesz czytał tego, co ci pisze, ani tego co ma ci do przekazania. Robiąc to tylko przedłużasz swój ból, więc KASUJ, KASUJ, KASUJ.

Po dziesiąte osoby z borderline się nie zmieniają bo nie muszą. Jej dobry wygląd, metody podrywu, sex to doskonałe narzędzia na wabienie facetów - dzięki nim ona karmi swoją narcystyczną stronę. Twoje ego dostało porządne lanie w tym starciu więc pewnie teraz mi nie uwierzysz, ale zasługujesz na kogoś lepszego.

Po jedenaste możesz zakładać, że ona przeskoczyła na kogoś kto jest bogatszy, bardziej przystojny, bardziej inteligentny, bardziej zdolny do okazywania miłości, ale w większości wypadków to błędne założenie. Pewnie nie zaakceptujesz tego teraz, ale ona jest bardziej podatna na wybieranie łatwiejszych celów - nawet jeśli w grę wchodzi ślub z celem. Jeżeli dorastałeś z ojcem, który był narcyzem, tyranem, albo nie było go przy tobie to jest całkiem możliwe, że jego potrzeby były ważniejsze od twoich. W skrócie przez całe życie musiałeś zabiegać o uwagę kobiet i miłość. To właśnie dzięki tym aspektom jesteś gotowy przygarnąć ją z powrotem nawet po zdradzie z drugim facetem. Nawet wtedy, kiedy za każdym takim razem czujesz się jakbyś kastrował siebie.

Po dwunaste przestań zakładać, że ta kobieta jest odpowiedzialna za twoją przyjemność i ból. To ty jesteś jedynym człowiekiem odpowiedzialnym za te uczucia. One są twoje, nie jej. Możesz obwiniać ją, że to ona jest ich powodem, ale prawda jest taka, że one tkwiły w tobie już od dnia, w którym się narodziłeś - ona po prostu je obudziła. Inaczej mówiąc lunatykowałeś przez swoje dzieciństwo i wyzbyłeś się pewnych emocji przez swoich rodziców.

Po trzynaste i najprawdopodobniej najważniejsze. Będą takie momenty, w których ona będzie wydawała się normalna i w pełni władz umysłowych - zarówno w momentach, kiedy będziecie razem, albo po rozstaniu. To właśnie dzięki takim epizodom dalej pozostawałeś w destrukcyjnej relacji. Pamiętaj to tylko fantazja, wydaje ci się, że ona jest normalna i wspaniała, ale tak nie jest. WYSTRZEGAJ SIĘ TAKIEGO MYŚLENIA.

Po czternaste osoby z borderline nie miały dobrej więzi od najmłodszych lat ze swoimi matkami to stanowi trzon tego zaburzenia.Mogłeś wyczuć, że ona chciała abyś ty czytał jej w umyśle, albo był jej matką, kiedy jej pierwotne potrzeby zostały przesunięte na ciebie, ale żaden facet, Bóg zielonej ziemi nie sprosta tej roli. Nikt nie jest też w stanie uleczyć tych archaicznych problemów, które napędzają jej żądania.

Po piętnaste osoby z borderline nie normalnieją z wiekiem. Niektóre z ich zachowań acting-out mogą się wyciszać, ale tak naprawdę one po prostu transmutują w inne problemy. Chyba, że w grę wchodzi kilkuletnia terapia i praca nad sobą. Zauważyłeś kiedyś na ulicy starych, rozczochranych ludzi żebrzących, zachowujących się jak wariaci i ględzących samych do siebie? Obserwujesz właśnie patologie borderline u starców razem z (albo z) poważniejszymi schorzeniami typu schizofrenia.

Po szesnaste nie wpadnij w pułapkę myśląc, że możesz zbudować relacje z wysoko-funkcjonującą kobietą borderline.
Mogą być mistrzami w swoim życiu zawodowym i niestety zbyt dużo z nich jest psychoterapeutami , ale ich relacje romantyczne dalej naszpikowane są tymi samymi problemami. Jasne są zazwyczaj bardzo inteligentni i dobrze im idzie w pracy, ale dalej są emocjonalnie niedorozwinięci i popsuci.
Trudno w to uwierzyć, ale to właśnie relacje z nimi są najbardziej diaboliczne i najbardziej bolą. Dlaczego?
Ponieważ one są mega dobre we wmawianiu ci, że to ty masz coś z głową, a nie one!

Wniosek. Tylko facet psychoterapeuta może Tobie naprawdę pomóc.
Jeśli pójdziesz do kobiety, jest wysoce prawdopodobne, że wpadniesz z deszczu pod rynnę jako że akurat to kobiety zdominowały ten zawód. Dla borderline to wręcz idealne zajęcie

144

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Witaj After.
Grimm, After ma rację- jeśli już musisz, to raczej idź do faceta terapeuty, ale sprawdź sobie najpierw czy ten facet ma specjalizację w zakresie terapii przemocy (nie każdy terapeuta radzi sobie z ofiarami przemocy- Ty jesteś z przemocy i najlepszym na to dowodem jest to, w jakim jesteś aktualnie stanie oraz to, że boisz się reakcji tej kobiety), więc terapia terapii nierówna.
Czasem możesz tylko wywalić kasę w błoto i wyjść jeszcze bardziej ogłupiały.
Najlepiej byłoby, żebyś poradził sobie sam, bo to, co ułożysz sobie w głowie będzie bardzo mocno Twoje.
Dzięki autoterapii, jaka sobie zastosujesz wyjdziesz z tego szamba bardzo wzmocniony, a Twoje poglądy na związki będą tak mocno ugruntowane, że nikt ci już więcej nie podskoczy Na swoją żonę będziesz patrzył, jak na kogoś z innej planety i sam nie będziesz mógł uwierzyć w to, że dałeś wplątać się w związek z kimś takim, a przede wszystkim, nie bedziesz mógł nadziwić się temu, że mogłeś traktować poważnie gadanie kogoś takiego i przyjmować to, co ona robi i mówi aż tak osobiście.
Nie certol się z tą pipą.
Powodzenia.

145

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Dzięki After, Julkaxx
Przeczytałem dwa razy. 
To daje do myślenia i przeraża. NAPRAWDĘ
Widziałem dziś w sklepie kolegę ze swoją panną , szli za rączkę. Kupiłem też taki fajny długopis z dyktafonem i rano nagrałem jej rozmowę z kolegą ale nie była to rozmowa lowelasów. Detektywów u nas brak prędzej zdobył bym mikrofon kierunkowy wysłał kolegę na szpiega pod ten dom. 
ALE Jeśli żona jest faktycznie  taką osobą czy nie lepiej dla mnie i córki  by było by zgodzić się na ?bezkrwawy?  rozwód na jej warunkach, dać jej czego chce i spireniczać jak najdalej? 
Powiedzieć jej KOCHAM CIĘ WIĘC IDZ WOLNO?

Co do terapii to chyba fakt przydała by mi się teraz chociaż nie raz dźwigałem się sam. Myśli potrafię poukładać  ( najgorzej z rana bo mam mocne stany lękowe ale przechodzi po paru godzinach) gorzej z objawami psychosomatycznymi.

146

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Grimm, powiem Ci szczerze, że mam mieszane uczucia w kwestii tego czy powinieneś walczyć o orzeczenie jej winy, czy też nie rozgrzebywać dalej tego gówna, by nie zaśmierdziało bardziej.
Z jednej strony lepiej byłoby, gdybyś zawalczył o to orzeczenie, bo kiedyś w przyszłości nie bedziesz miał się czego wstydzić. Możesz poznać jakąś fajną kobietę i kto wie czy ktoś nie będzie patrzył na Ciebie podejrzliwie, skoro jesteś rozwiedziony. Ludzie różnie podchodzą do tych spraw.
Tę koleżankę z pracy, która na Ciebie leci raczej sobie odpuść, bo to taka hienka cmentarna- jeszcze niedźwiedź chodzi po lesie, a ona już dzieli na nim skórę. Babie nie przeszkadza to, że jesteś żonaty, ona jeszcze nie wie, jak potoczą się Twoje sprawy osobiste, a już zagina na Ciebie parol. Odpuść sobie tę przemiłą koleżankę.
Wracając jednak do myśli głównej- musisz zastanowić się czy w ogóle masz z czym pójść do sądu- mierz siły na zamiary a nie odwrotnie. Pisałam Ci na samym początku, że w Polsce bywa różnie- czasem ofiara wychodzi z sądu, jako winna. chociaż w głowie się coś takiego nie mieści, ale wiadomo, jak jest w prawdziwym zyciu.
Musisz mieć niepodważalne dowody na to, że ona Cię zdradza. Bardzo korzystną dla Ciebie sprawą jest to, że ona wyłudziła od Ciebie pieniądze (ona je wyłudziła, bo w tamtym czasie sprytnie Cię podeszła i za Twoimi plecami uknuła podstęp, o którym Ty dowiedziałeś się,  ale mocno po czasie- kasy już nie miałeś) i zainwestowała je w zakup domu z jakimś kolegą z pracy. Może oni próbują też wmanewrować tę jego kobietę w jakiś kant? Może tamta kobieta jest zamożna i też chcą ją oszwabić? Coś musi byc śmierdzącego w tej sprawie, bo ja jeszcze nie słyszałam o takim przypadku, żeby ktoś w taki sposób inwestował swoje pieniądze. Może powinieneś podrązyć ten wątek? Ja nie wyobrażam sobie, że gdybym była na miejscu kobiety tego kolegi z pracy miałabym spokojnie przyglądać się temu, że mój facet kupuje dom na spółkę z jakąś koleżanką z pracy. Jest wysoce prawdopodobne, że ta kobieta o niczym nie ma pojęcia albo tez inwestuje swoje pieniądze na rzecz jakiegoś oszusta.Sprawdź sobie czy twoja żona została wreszcie dopisana, jako współwłaściciel do tej nieruchomości. Ta sprawa śmierdzi jakimś kantem.
Następna rzecz- musisz uregulować sobie sprawę z córką i wszystko musisz mieć na piśmie, bo ta kobieta dzisiaj mówi jedno, a za chwilę przyjdzie Ci do domu i zabierze sobie córkę, jak gdyby nigdy nic. Sprawa oieki nad dzieckiem na co dzień musi być uregulowana prawnie.
Ja będąc na Twoim miejscu byłabym w stałym kontakcie z prawnikiem i myślała przede wszystkim o tym, co dla mnie byłoby najkorzystniejsze.
Jeśli ponad wszystko chciałabym zakończyć to gówno dla świętego spokoju i uznałabym, że w razie rozwodu bez orzekania o winie, w zasadzie nie tracę zbyt dużo, to dążyłabym do jak najszybszego uwolnienia się od dziwnej kobiety. Brałabym pod uwagę swoje zdrowie i święty spokój, na który, jak wiemy, nie ma ceny.
Jeśli natomiast miałabym siłę i ochotę oraz widziałabym, że ja ewidentnie tracę na rozwodzie bez orzekania o czyjejś winie, to walczyłabym do końca nie przebierając w środkach.
Musisz mierzyć siły na zamiaru i patrzeć na  to, co bardziej Ci się opłaca.

147

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Cześć Paweł.
No jest to przerażające, prawda?
A najgorsza jest to, że człowiek był tego zupełnie nieświadomym i brał wszystko na swoją klatę, dając się wpedzic w poczucie winy. .
Pamiętasz, jak napisałeś :
Nie bądź zazdrosny jeśli żona ma innego - współczuj nieszczęśnikowi.
No teraz już wiesz dlaczego to nie jest żart smile

Widzisz teraz, skąd się brało i bierze jej zachowanie.
Najważniejsze dla Ciebie jest to, że Ty już wiesz, z kim masz do czynienia
Na początek powtórzę: przestań się jej bać.
Poczytaj sobie jeszcze raz aż zrozumiesz,To najgorsza rzecz jaką możesz teraz zrobić. Nie certol się, tylko stawiaj sprawę zdecydowanie, a jednocześnie totalne jej olewaj.
Wiesz, od początku mi z tą Twoja gwiazda było coś nie halo i postanowiłem bardzo dokładnie wczytać się w Twój opis jej zachowania.

Co do walki
Wydaje mi się, że warto. Choćby dla siebie i córki.
Ja osobiście bym nie szedł jej na rękę.
Ale TY tutaj dowodzisz.
Traktuj to wyłącznie jako mają opinię. .
Decydować niestety musisz Ty.
Albo w miarę szybko, albo nastawić się na ciężka, bezpardonową walkę.
Musisz jednak najpierw uregulować sprawę córki, sprawy majątkowe. Dopiąć temat prawnie tak, aby ona w sadzie nagle nie zaczęła jazdy.
Najlepiej z pomocą mediatora sądowego(najtańsze rozwiązanie) .
Załatwisz jednym posunięciem i opiekę nad córką, i sprawy majątkowe
Protokół z mediacji idzie do sądu. I masz prawnie temat załatwiony

Co nie znaczy, że nie masz próbować zdobyć dowodów
Ile czasu się u Ciebie czeka na sprawę?
Jeśli parę miesięcy, to ten czas musisz wykorzystać maksymalnie.
Byłeś u psychiatry po leki, to poproś go, aby napisał opinię dlaczego.
Opinie terapeuty, że jesteś ofiarą przemocy, że głównie Ty się zajmujesz córką, że ona baluje, zamiast spędzać czas z dzieckiem i rodziną.
Wydruki z konta do momentu złożenia osobnych
Aby to potwierdzić, zabezpiecz swoich świadków ,
Pomysł z Twoim kolegą, którego ani ona, ani on nie znają jak najbardziej.
Bilingi połączeń z jej telefonu.
Można też sadownie uzyskać od operatora jej sieci treści SMS - ów.
Trochę czasu poszło w izdu ale może da się to nadrobić.
Naprawdę popytaj się adwokata, skoro już wiesz, co można wykorzystać przeciwko niej.
W każdym razie niestety bez wsparcia dobrego adwokata się nie odbędziesz.
To również potraktuj jako inwestycję w swoją przyszłość..

Tylko aby walczyć, musisz być cholernie silny psychicznie.
Czyli trzeba jak najszybciej stanąć na nogi.

Paweł,
Wygrzebales się z większego bagna, wyjdziesz i z tego..
Wiesziesz z kim masz do czynienia.
Nie bój się zwrócić o fachową pomoc!
Ale naprawdę idź do najlepszego..
Tylko nie do baby!
Fachowa pomoc doświadczonego terapeuty będzie dla Ciebie potężnym wsparciem.
To co się z Tobą teraz dzieje, to nic nie normalnego, Nam tego nie musisz tłumaczyć. Póki co leków jednak nie odstawiaj. Jeśli te, które masz, otumaniaja, poproś lekarza o inne. Leki nowej generacji są naprawdę dobre i umożliwiają w miarę normalne funkcjonowanie.

Bądź teraz swietszy od papieża. Spokój i opanowanie,  a jednocześnie pełna konsekwencja.
Pilnuj się, bo ona może Ciebie również nagrywać.!
Trzymaj się, bo widzę że jesteś fajnym, poukładanym chłopakiem.
Tak jak wcześniej Tobie napisałem :
Jakbyś na to co się stało nie patrzył i tak wygrałeś. Dostałeś prezent od losu, aby sobie życie na nowo ułożyć.
Ale już zupełnie z kimś innym
Pamiętasz jak pisałem że ona chce mieć sytuację pod kontrolą?
Pozbaw jej tego.
Co prawda się wkurwi, ale o to chodzi.
Nią rządzą najpierw emocje, potem rozum. I zacznie nieświadomie popełniać błędy.
To jest właśnie to co trzeba bezwzględnie wykorzystać
Pozdrawiam i przede wszystkim życzę Tobie spokojnego wieczoru


Edit
Jak pisałem posta, napisała również Julka
Musisz z tego co napisaliśmy wybrać to co uważasz i podjąć decyzję.

148

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Grimm napisał/a:

Dzięki After, Julkaxx
Przeczytałem dwa razy. 
To daje do myślenia i przeraża. NAPRAWDĘ
Widziałem dziś w sklepie kolegę ze swoją panną , szli za rączkę. Kupiłem też taki fajny długopis z dyktafonem i rano nagrałem jej rozmowę z kolegą ale nie była to rozmowa lowelasów. Detektywów u nas brak prędzej zdobył bym mikrofon kierunkowy wysłał kolegę na szpiega pod ten dom. 
ALE Jeśli żona jest faktycznie  taką osobą czy nie lepiej dla mnie i córki  by było by zgodzić się na ?bezkrwawy?  rozwód na jej warunkach, dać jej czego chce i spireniczać jak najdalej? 
Powiedzieć jej KOCHAM CIĘ WIĘC IDZ WOLNO?

Co do terapii to chyba fakt przydała by mi się teraz chociaż nie raz dźwigałem się sam. Myśli potrafię poukładać  ( najgorzej z rana bo mam mocne stany lękowe ale przechodzi po paru godzinach) gorzej z objawami psychosomatycznymi.

Grimm kup truciznę na motylki.
Niestety prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw.
Twoja jż wali Ciebie po rogach, więc dlatego rozwód z orzeczeniem winy.
Chyba, że chcesz robić za jelenia.

149 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-04-27 09:06:04)

Odp: Szok i nie wiem co dalej

O zdradzie nie będę pisał bo to oczywiste.
Grimm: sam zauważyłeś, jak istotną kwestią w Twojej sprawie są pieniądze, de facto Twoja sprawa kręci się wokół kasy. Jeśli odpuścisz orzekanie o winie, na 1 000 000 % Twoja jz wystąpi o alimenty na siebie. Sądzę, że teraz jedyne co chce to "po przyjacielsku" przeczekać i w spokoju zakończyć małżeństwo na warunkach jakie ona podała.
Potem gdy już nie będziesz mógł nic zrobić i rozwód się uprawomocni, udowodni Ci, że siedzisz z ręką w nocniku, pojedzie po bandzie i 5 dozwolonych prawem lat będzie doić Ciebie z kasy. Wystąpi o alimenty na siebie (jeśli dobrze pamiętam sam napisałeś mało zarabia), oraz wystąpi także o opiekę nad potomstwem, bo w naszym kraju ma niemal 100 % pewność, ze taką otrzyma więc będzie dostawać kolejne fundusze np po 800 zł na dziecko. STARY BĘDZIESZ BECZAŁ JAK ZARZYNANY BARANEK i wtedy dopiero poczujesz to co Ci staramy się uświadomić. Gdy będą dzieci u Ciebie i tak (to oczywiste) będziesz wydawał kolejne pieniądze na nie ....  i staniesz się dla niej skarbonką bez dna.
Ona przed rozwodem możne Ci obiecywać złote góry, potem może stwierdzić, że zmieniła zdanie, bo była np. w stanie wzburzenia ... itp.
Wg mnie jedyne co jako tako Cię może zabezpieczyć przed roszczeniami jest własnie orzekanie o winie. Dla niej te kilkaset zł miesięcznie na siebie i kolejne na dzieci będzie "być albo nie być" i już teraz szykuje sobie grunt na miękkie lądowanie. Tobie sprzedaje marne historyjki.
W tym wypadku trafne jest powiedzenie "by mieć miękkie serce, trzeba mieć twardą d.pę".
To co napisałem powyżej to wcale nie jest absurdalny scenariusz. Skoro robi to co robi oznacza, że jej kręgosłup jest gdzieś w zaswiatach

Paweło napisał/a:

To może zrobić tylko detektyw inaczej jest to złamaniem prawa jeśli komputer nie jest wspólny. Jakbyś się czuł gdyby twoja żona grzebała w twoim komputerze.

Niby dlaczego detektyw ? Jakie złamanie prawa ? Może za bardzo opisałem domyślnie bo sadziłem, że są to informacje ogólnie wiadome, napiszę więc, że nie posiadamy uprawnień do instalacji czegokolwiek na cudzych komputerach więc uważałem, ze jest to oczywiste.
Najogólniej, by coś zainstalować, w tym keyloggera (keylogger jest wykrywany jako wirus/trojan i jego procesowi trzeba nadać specjalne uprawnienia np. w antywirusie by nie wyskakiwały komunikaty), trzeba być do tego uprawnionym.
Sorki więc, że nie dodałem, że chodzi mi o własny komputer na którym Grimm powinien dokonać instalacji, błędnie założyłem, ze jest to oczywiste. Takie działanie w żaden sposób nie łamie prawa.
Tak samo jak napisać komuś, by gdzieś pojechał nie zakładamy, że sugerujemy mu by ukradł w tym celu samochód.

150

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Grimm, łamiesz się jak postąpić, nie wiesz czy pójść w "bezkrawawy" ( niby ze zona nie bedzie krwawiła, bo Ty tak), rozwód,
czy w orzekanie o winie ( "krwawy" - bo żona zostanie przycisnięta do muru).

Czyli, potrzebujesz czasu na przygotowanie sie do rozprawy.

Zebranie dowodów, ( jakieś nagrania, dyktafon, świadkowie) - żona zacznie popełniać więcej błędów zniecierpliwiona, ze sprawy nie przebiegaja tak szybko jak sobie wymarzyła,
Zebranie opinii psychologa o Twoim stanie, rys psychologiczny zony.

Teraz, podajemy Ci coraz więcej pomysłów, tropów przyczyn które doprowadziły do obecnej sytuacji w Twoim małżeństwie.
Potrzebna weryfikacja i przygotowanie sie do rozprawy.

Moze pomysł Bullet'a z oświadczeniem na rozprawie - kocham, nasz małżeństwo nie wygasło, córka potrzebuje nas obojga, , chcę ratować ?

BTW
Jeżeli zona w trakcie rozprawy zamieszka z innym - jeżeli nastąpi to w okresie do roku od momentu rozpoczęcia rozprawy rozwodowej to zazwyczaj przyjmuje się to jako rozwód z orzeczeniem winy.

151 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-04-27 09:32:42)

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Secondo1 napisał/a:

..Moze pomysł Bullet'a z oświadczeniem na rozprawie - kocham, nasz małżeństwo nie wygasło, córka potrzebuje nas obojga, , chcę ratować ?...

Nie na rozprawie ale w odpowiedzi na pozew. Na rozprawie ma zażądać orzekania o winie.

Secondo1 napisał/a:

..Jeżeli zona w trakcie rozprawy zamieszka z innym - jeżeli nastąpi to w okresie do roku od momentu rozpoczęcia rozprawy rozwodowej to zazwyczaj przyjmuje się to jako rozwód z orzeczeniem winy....

Dlatego chce szybko, sprawnie i bez orzekania. 2 tygodnie po rozprawie będzie mogła zamieszkać z gachem, planować skok na kasę (czyt. dalsze dojenie Grimm'a) i śmiać mu się w twarz. Ona gra na jego emocjach, nieraz będzie wzywać do rożnych działań w imię jego uczciwości, miłości, dzieci itd.

Ponadto sądzę, ze wg niej musi się to odbyć szybko także by Grimm się nie otrząsnął i nie zrozumiał jak ona go robi w konia.

152

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Julka z Afterem chyba trafili z tym borderem Grimm, prawda? Tylko nie jest nim Twoja żona. Pewnie to trudne ale nie wkręcaj się za bardzo w te klimaty wojenne, tu sobie możesz znaleźć wsparcie, oddech od zajęcia się sobą, ale nie przekładaj tego na realny świat, zwycięzców nie będzie, tylko same ofiary.

153

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Witaj Zlata
Tutaj bym z Tobą polemizował. To jest niestety wojna i to bardzo okrutna

zwycięzców nie będzie, tylko same ofiary.

Mam zdanie odmienne.
Grimm, z tą wiedzą na swój ale przede wszystkim na jej temat już jest na właściwej drodze do zwycięstwa.
Jeśli to dobrze rozegra, nie ulegnie jej szantażowi tylko wykorzysta ten czas do sprawy, skorzysta z podpowiedzi to będzie triumfował.
Nie jest ważne, to to gorzko będzie smakować. Ważne jest to, że to starcie z nią wygra.
To będzie zwycięstwo bardzo cenne właśnie dla niego, dla jego odzyskania wiary w siebie i dla jego przyszłości.
Oto będzie się toczyć najważniejsza bitwa w jego życiu.

Może wziąć dublet, tj zarówno opiekę nad córką, jak i uzyskać orzeczenie o jej winie. I nie jest pozbawiony na to szans, jeśli z pomocą kumatego adwokata, który opracuje odpowiednią strategię na sprawę sądową i Grimm perfekcyjnie wykona to co doradzilismy
Tylko nie wolno mu popełnić już żadnego błędu.
Jakby to powiedzieć...
Musi zagrać teraz rolę życia, wartą Oscara.
O żadnym swoim planowanym ruchu, o tym, jakimi dowodami i jakie argumenty szykuje ona nie ma prawa się dowiedzieć. Dla niej ma to być kompletnym zaskoczeniem
Ona jest ostatnią osobą, która się o tym dowie. Najlepiej na sali sądowej :-)
Póki co to jest tylko dwójka rannych , ale przecież żyją.

Jej się cosik za bardzo śpieszy z tym rozwodem...
Pogrywa bardzo ostro, uderza poniżej pasa i nie ma żadnych skrupułów
Wykorzystała zaskoczenie i szok Grimm'a - wyrwała połowę ich oszczędności
I mogę się założyć, że ma adwokata, który ją już odpowiednio ustawił.
Ja rozumiem, że można iść na układ. Ale to dotyczy wyłącznie ludzi honoru.
Akurat jej samej i jej podobnych do takich nigdy nie zaliczam.
Ze zdrajcami nie idzie się na żadne układy, nie pertraktuje się -
Wierzyć oszustce, że dotrzyma umowy to skrajna głupota!
Ich zawsze trzeba postawić pod ścianą i dyktuje się warunki bez możliwości ich negocjacji.
Litość, kierowanie się uczuciem, wspomnieniami to samobójstwo.
Oni liczą się wyłącznie tylko z silniejszym od nich samych.

Grimm, to co Ty ugrasz dla siebie jest Twoim zwycięstwem, to co ugra ona - jej.
Póki co na skutek zaskoczenia jest 1=0 dla niej. Jednak efekt zaskoczenia już chyba u Ciebie minął, już wiesz, z jakim przeciwnikiem grasz.
Jest jeszcze czas, abyś nie tylko zremisował ale i wygrał

Pozdrawiam
After

154

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Grimm czytam co piszesz, czytam co szanowni koledzy ci odpisują i włos mi dęba staje.
Ponownie jak na innych wątkach stosują podwójne standardy: jak mąż zdradzi to trzeba przebaczyć, jak żona zdradzi, to trzeba ukamienować. Zresztą chyba zauważyłeś, że większość osób, która ci odpowiada to mężczyźni. Też zdradzeni i upokorzeni. Weź to pod uwagę.

Grimm napisał/a:

Widziałem dziś w sklepie kolegę ze swoją panną , szli za rączkę. Kupiłem też taki fajny długopis z dyktafonem i rano nagrałem jej rozmowę z kolegą ale nie była to rozmowa lowelasów.

No tak, ale wy z uporem maniaka będziecie robić z twojej żony latawicę. Żadnych czułych słówek na tym nagraniu? A może namiętny ton? Cokolwiek. Wiesz zakochani ludzie nie są w stanie być obojętni wobec siebie.

Myślę, że koledzy dobrze ci radzą, żebyś poszedł z kimś pogadać, bo jak dla mnie to z tobą jest coś nie tak. Coś mi nie gra w tym wszystkim. Czytam co piszesz i wychodzi mi zimny, wyrachowany facet. Ktoś kto nie potrafi nie tylko powiedzieć kocham, ale i pokazać tego. Jesteś DDA. Czy kiedyś przechodziłeś terapię?

155 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2015-04-27 15:13:41)

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Aniaa34 napisał/a:
Grimm napisał/a:

Widziałem dziś w sklepie kolegę ze swoją panną , szli za rączkę. Kupiłem też taki fajny długopis z dyktafonem i rano nagrałem jej rozmowę z kolegą ale nie była to rozmowa lowelasów.

No tak, ale wy z uporem maniaka będziecie robić z twojej żony latawicę. Żadnych czułych słówek na tym nagraniu? A może namiętny ton? Cokolwiek. Wiesz zakochani ludzie nie są w stanie być obojętni wobec siebie.

Jestem Aniu podobnego zdania co TY.

Grimm napisał/a:

Załączam dowody? 2 zdjęcia z parku ( co prawda idą dość daleko od siebie i jakość słaba) i zdjęcie jak wsiada do samochodu "kolegi" ( tu lepiej z jakością i widać kolegę bo to dżentelmen i torbę jej pakuje do bagażnika).

Do tego były sms miedzy nimi oficjalne, żadnych słówek : kochanie , skarbie , tęsknie no nic .....


Mam wątpliwości czy w przypadku Grimma żony chodzi o romans . W sytuacji romansu przed rozwodem mogą mogą zmniejszyć częstotliwość kontaktów ale w momencie kontaktu jednak zachowanie zakochanych wygląda zupełnie inaczej. Czułe słówka, bliskość przy spacerze....  a tu przy dowodach Grimma nic takiego nie ma . Dowody na romans które ma autor równie dobrze można podpiąć każdemu kto spotyka sie  (w czystej relacji - koleżeńskiej ) z płcią przeciwną .

156

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Aniaa34 napisał/a:

Grimm czytam co piszesz, czytam co szanowni koledzy ci odpisują i włos mi dęba staje.
Ponownie jak na innych wątkach stosują podwójne standardy: jak mąż zdradzi to trzeba przebaczyć, jak żona zdradzi, to trzeba ukamienować. Zresztą chyba zauważyłeś, że większość osób, która ci odpowiada to mężczyźni. Też zdradzeni i upokorzeni. Weź to pod uwagę.

Grimm napisał/a:

Widziałem dziś w sklepie kolegę ze swoją panną , szli za rączkę. Kupiłem też taki fajny długopis z dyktafonem i rano nagrałem jej rozmowę z kolegą ale nie była to rozmowa lowelasów.

No tak, ale wy z uporem maniaka będziecie robić z twojej żony latawicę. Żadnych czułych słówek na tym nagraniu? A może namiętny ton? Cokolwiek. Wiesz zakochani ludzie nie są w stanie być obojętni wobec siebie.

Myślę, że koledzy dobrze ci radzą, żebyś poszedł z kimś pogadać, bo jak dla mnie to z tobą jest coś nie tak. Coś mi nie gra w tym wszystkim. Czytam co piszesz i wychodzi mi zimny, wyrachowany facet. Ktoś kto nie potrafi nie tylko powiedzieć kocham, ale i pokazać tego. Jesteś DDA. Czy kiedyś przechodziłeś terapię?

Fakt jestem DDA. Nie leczyłem się nigdy z tego.
Zmagam się z niską samooceną ( ostatnio praktycznie czuję się jak robal), jestem nadopiekuńczy za bardzo liczę się z opinią innych.
Opisuje mój punkt widzenia na bieżąco jak potrafię i niestety pod wpływem różnych emocji, które nie słabną.
Może za bardzo się nakręcam Waszymi wypowiedziami.
   
Zimny i wyrachowany - wiele bym oddał żeby taki być i nie czuć tego co czuję.

157

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Aniaa34 napisał/a:

Grimm czytam co piszesz, czytam co szanowni koledzy ci odpisują i włos mi dęba staje.
Ponownie jak na innych wątkach stosują podwójne standardy: jak mąż zdradzi to trzeba przebaczyć, jak żona zdradzi, to trzeba ukamienować. Zresztą chyba zauważyłeś, że większość osób, która ci odpowiada to mężczyźni. Też zdradzeni i upokorzeni. Weź to pod uwagę.

Grimm napisał/a:

Widziałem dziś w sklepie kolegę ze swoją panną , szli za rączkę. Kupiłem też taki fajny długopis z dyktafonem i rano nagrałem jej rozmowę z kolegą ale nie była to rozmowa lowelasów.

No tak, ale wy z uporem maniaka będziecie robić z twojej żony latawicę. Żadnych czułych słówek na tym nagraniu? A może namiętny ton? Cokolwiek. Wiesz zakochani ludzie nie są w stanie być obojętni wobec siebie.

Myślę, że koledzy dobrze ci radzą, żebyś poszedł z kimś pogadać, bo jak dla mnie to z tobą jest coś nie tak. Coś mi nie gra w tym wszystkim. Czytam co piszesz i wychodzi mi zimny, wyrachowany facet. Ktoś kto nie potrafi nie tylko powiedzieć kocham, ale i pokazać tego. Jesteś DDA. Czy kiedyś przechodziłeś terapię?

Aniaa34 ale ja już to pisałam wcześniej wink. Po prostu kobieta zrobiła ten błąd jak co niektóre osoby czujące, że raz podjęta decyzja odnośnie rozwodu daje im możliwość JUŻ WŁASNEGO ŻYCIA - nadgorliwość. Ciągle powtarzam ZNAJDŹ DOWODY, bo na domysłach można oskarżyć każdego. A tak naprawdę to Grimmowi najbardziej potrzebne są te jasne dowody, bo jest DDA - łapie doświadczenia zdradzonych jako pewnik, a Ci zdradzeni/zdradzone nie są w stanie pojąć jak kobieta/mężczyzna, która/który chce odejść może nie mieć kogoś na boku. Tu leży "pies pogrzebany"...
Może szukała mieszkania, trafiło się jedno, ale drogie i tylko jeden współlokator się zgłosił? Moim zdaniem TERAZ to jest tak samo prawdopodobne, jak Jej zdrada. Pamiętajcie, że pomimo "dobrego pomysłu" z podsłuchem DALEJ rozmawiali jak znajomi.
Mówi to osoba, która uważa zdradę za najgorsze świństwo w małżeństwie. Dlatego domysły to za mało. A, że wiem jak to niektórzy odbierają spacer z płcią przeciwną - to mi o tym nawet nie piszcie tongue. Normalnie randka.

Grimm napisał/a:

Fakt jestem DDA. Nie leczyłem się nigdy z tego.
Zmagam się z niską samooceną ( ostatnio praktycznie czuję się jak robal), jestem nadopiekuńczy za bardzo liczę się z opinią innych.
Opisuje mój punkt widzenia na bieżąco jak potrafię i niestety pod wpływem różnych emocji, które nie słabną.
Może za bardzo się nakręcam Waszymi wypowiedziami.
   
Zimny i wyrachowany - wiele bym oddał żeby taki być i nie czuć tego co czuję.

Nie wiem dlaczego ZANIEDBAŁEŚ kompletnie to, że jesteś DDA. Nie wnikam, bo to Twoja osobista sprawa.
Spójrz na to z innej strony. Tutaj są ludzie o różnych doświadczeniach i na podstawie tych doświadczeń tworzą własne poglądy, które u kogoś MOGĄ się sprawdzić. Nie wiem dlaczego wykręcasz się tym, że nie masz dojścia do detektywa? W innych miastach nie ma? Jak dla mnie BOISZ się tego, że zostawiła Ciebie od tak. Wolisz, aby sprawdziły się prognozy forumowiczów, bo cała wina pójdzie na Nią.
A najlepsze będzie jak Ci kiedyś powie (nie będąc winną) "później wahałam się, ale Twoje oskarżenie pokazało mi, że to nie ma sensu". Miej dowody - bo zdrada to poważne oskarżenie zdajesz Sobie z tego sprawę (tutaj widzę trochę wyrachowania; stworzyłeś Sobie o czymś wyobrażenie i dążysz do Jego "potwierdzenia" za "dopingiem" z forum)?

Jest zdrada = na pewno są dowody.

158

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Głos za stanowiskiem Nektarynki:), za mało na wkręcanie się w zdradę żony.
After - do prowadzenia wojen to też trzeba mieć siłę i charakter, no i umieć cieszyć się zwycięstwem po wojnach z bliskimi kiedyś osobami a krajobrazy po takich wojnach nie wyglądają za ciekawie.

159 Ostatnio edytowany przez Grimm (2015-04-27 16:24:36)

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Nektarynka53 napisał/a:
Aniaa34 napisał/a:

Grimm czytam co piszesz, czytam co szanowni koledzy ci odpisują i włos mi dęba staje.
Ponownie jak na innych wątkach stosują podwójne standardy: jak mąż zdradzi to trzeba przebaczyć, jak żona zdradzi, to trzeba ukamienować. Zresztą chyba zauważyłeś, że większość osób, która ci odpowiada to mężczyźni. Też zdradzeni i upokorzeni. Weź to pod uwagę.

Grimm napisał/a:

Widziałem dziś w sklepie kolegę ze swoją panną , szli za rączkę. Kupiłem też taki fajny długopis z dyktafonem i rano nagrałem jej rozmowę z kolegą ale nie była to rozmowa lowelasów.

No tak, ale wy z uporem maniaka będziecie robić z twojej żony latawicę. Żadnych czułych słówek na tym nagraniu? A może namiętny ton? Cokolwiek. Wiesz zakochani ludzie nie są w stanie być obojętni wobec siebie.

Myślę, że koledzy dobrze ci radzą, żebyś poszedł z kimś pogadać, bo jak dla mnie to z tobą jest coś nie tak. Coś mi nie gra w tym wszystkim. Czytam co piszesz i wychodzi mi zimny, wyrachowany facet. Ktoś kto nie potrafi nie tylko powiedzieć kocham, ale i pokazać tego. Jesteś DDA. Czy kiedyś przechodziłeś terapię?

Aniaa34 ale ja już to pisałam wcześniej wink. Po prostu kobieta zrobiła ten błąd jak co niektóre osoby czujące, że raz podjęta decyzja odnośnie rozwodu daje im możliwość JUŻ WŁASNEGO ŻYCIA - nadgorliwość. Ciągle powtarzam ZNAJDŹ DOWODY, bo na domysłach można oskarżyć każdego. A tak naprawdę to Grimmowi najbardziej potrzebne są te jasne dowody, bo jest DDA - łapie doświadczenia zdradzonych jako pewnik, a Ci zdradzeni/zdradzone nie są w stanie pojąć jak kobieta/mężczyzna, która/który chce odejść może nie mieć kogoś na boku. Tu leży "pies pogrzebany"...
Może szukała mieszkania, trafiło się jedno, ale drogie i tylko jeden współlokator się zgłosił? Moim zdaniem TERAZ to jest tak samo prawdopodobne, jak Jej zdrada. Pamiętajcie, że pomimo "dobrego pomysłu" z podsłuchem DALEJ rozmawiali jak znajomi.
Mówi to osoba, która uważa zdradę za najgorsze świństwo w małżeństwie. Dlatego domysły to za mało. A, że wiem jak to niektórzy odbierają spacer z płcią przeciwną - to mi o tym nawet nie piszcie tongue. Normalnie randka.

Grimm napisał/a:

Fakt jestem DDA. Nie leczyłem się nigdy z tego.
Zmagam się z niską samooceną ( ostatnio praktycznie czuję się jak robal), jestem nadopiekuńczy za bardzo liczę się z opinią innych.
Opisuje mój punkt widzenia na bieżąco jak potrafię i niestety pod wpływem różnych emocji, które nie słabną.
Może za bardzo się nakręcam Waszymi wypowiedziami.
   
Zimny i wyrachowany - wiele bym oddał żeby taki być i nie czuć tego co czuję.

Nie wiem dlaczego ZANIEDBAŁEŚ kompletnie to, że jesteś DDA. Nie wnikam, bo to Twoja osobista sprawa.
Spójrz na to z innej strony. Tutaj są ludzie o różnych doświadczeniach i na podstawie tych doświadczeń tworzą własne poglądy, które u kogoś MOGĄ się sprawdzić. Nie wiem dlaczego wykręcasz się tym, że nie masz dojścia do detektywa? W innych miastach nie ma? Jak dla mnie BOISZ się tego, że zostawiła Ciebie od tak. Wolisz, aby sprawdziły się prognozy forumowiczów, bo cała wina pójdzie na Nią.
A najlepsze będzie jak Ci kiedyś powie (nie będąc winną) "później wahałam się, ale Twoje oskarżenie pokazało mi, że to nie ma sensu". Miej dowody - bo zdrada to poważne oskarżenie zdajesz Sobie z tego sprawę (tutaj widzę trochę wyrachowania; stworzyłeś Sobie o czymś wyobrażenie i dążysz do Jego "potwierdzenia" za "dopingiem" z forum)?

Jest zdrada = na pewno są dowody.

Przede wszystkim chciałem bardzo ale to bardzo podziękowac Wszystkim za pomoc.
Podjełem decyzję i wysłałem odpowiedz. Jaką ? Przepraszam nie napiszę teraz.

Nektarynka zgadzam się z Twoją wypowiedzią boję się żeby nie zostawiła mnie od tak bo nie wybaczył bym sobie, że przegapiłem znaki które mi rzekomo dawała przed swoją decyzją.   
Jeśli natomiast przyczyną był by facet lub jej charakter to chyba łatwiej było by mi się z tym pogodzić.   
W końcu jestem DDa i uwielbiam czuć się jak ofiara...

160

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Aniaa34 napisał/a:

Grimm czytam co piszesz, czytam co szanowni koledzy ci odpisują i włos mi dęba staje.
Ponownie jak na innych wątkach stosują podwójne standardy: jak mąż zdradzi to trzeba przebaczyć, jak żona zdradzi, to trzeba ukamienować. Zresztą chyba zauważyłeś, że większość osób, która ci odpowiada to mężczyźni. Też zdradzeni i upokorzeni. Weź to pod uwagę.

Grimm napisał/a:

Widziałem dziś w sklepie kolegę ze swoją panną , szli za rączkę. Kupiłem też taki fajny długopis z dyktafonem i rano nagrałem jej rozmowę z kolegą ale nie była to rozmowa lowelasów.

No tak, ale wy z uporem maniaka będziecie robić z twojej żony latawicę. Żadnych czułych słówek na tym nagraniu? A może namiętny ton? Cokolwiek. Wiesz zakochani ludzie nie są w stanie być obojętni wobec siebie.

Myślę, że koledzy dobrze ci radzą, żebyś poszedł z kimś pogadać, bo jak dla mnie to z tobą jest coś nie tak. Coś mi nie gra w tym wszystkim. Czytam co piszesz i wychodzi mi zimny, wyrachowany facet. Ktoś kto nie potrafi nie tylko powiedzieć kocham, ale i pokazać tego. Jesteś DDA. Czy kiedyś przechodziłeś terapię?

i ta cudowna żona zostawia swoją córkę temu nie czułemu, złemu mężowi hmm ?? wytłumaczysz to jako kobieta czy solidarność jajników Ci nie pozwoli??

161

Odp: Szok i nie wiem co dalej

wiktoRR a jak facet zostaje weekendowym tatusiem to jest OK?
Stosujesz ten sam chwyt co poprzednicy: jak facet zdradzi to ok, a jak kobieta to ukamienować ją.
To samo się tyczy dziecka: matka zostawia, to już niegodnie nazywać jej człowiekiem. No jak tak można!
Też piętnujesz facetów, którzy maja przypisane weekendy co dwa tygodnie i miesiąca wakacji? Czy oni tez nie są godni być nazwani ojcami?
Gdzieś Grimm napisał, że ona ją olała totalnie?
Wiemy tylko to co pisze Grimm. I tylko na jego opisach możemy się posiłkować. A to za mało.
Grimm zajmij się sobą. Serio. To tobie jest potrzebna pomoc. By, to co czujesz wewnątrz mogło znaleźć ujście na zewnątrz.
Tylko dziś pomocy musisz poszukać u specjalisty nie u żony.

162

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Aniaa34 napisał/a:

Gdzieś Grimm napisał, że ona ją olała totalnie?

Tak napisał że przejął 100% obowiązków w opiece nad córka wink ( czytaj uważniej temat  w którym wypisujesz jakieś sady ).  Te Twoje porównania kto zostawia czy facet czy kobieta  to właśnie objaw solidarności jajników bo wypowiadamy się w tym konkretnym temacie gdzie kobieta olała rodzinę a nie odwrotnie wink Wiem to takie trendy w dzisiejszych czasach z kogoś uczciwego, uczuciowego zrobić psychola..podeprzeć się jakimś DDA itp aby usprawiedliwiać zwykłe qrewskie zachowanie wobec takiego człowieka..

163 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-04-27 20:54:03)

Odp: Szok i nie wiem co dalej
złata napisał/a:

Głos za stanowiskiem Nektarynki:), za mało na wkręcanie się w zdradę żony.
After - do prowadzenia wojen to też trzeba mieć siłę i charakter, no i umieć cieszyć się zwycięstwem po wojnach z bliskimi kiedyś osobami a krajobrazy po takich wojnach nie wyglądają za ciekawie.

No właśnie siła siłą, ale żeby tak łatwo tworzyć domysły o zdradzie? Widać, że ktoś nie traktuje tego poważnie, bądź już trochę "pluje" jadem hmm. Rozumiem, że niektórzy przeżyli zdradę i naprawdę współczuję. Jednak nie radzę wszystkich Pań wkładać do jednego worka.

Grimm napisał/a:

Przede wszystkim chciałem bardzo ale to bardzo podziękowac Wszystkim za pomoc.
Podjełem decyzję i wysłałem odpowiedz. Jaką ? Przepraszam nie napiszę teraz.

Nektarynka zgadzam się z Twoją wypowiedzią boję się żeby nie zostawiła mnie od tak bo nie wybaczył bym sobie, że przegapiłem znaki które mi rzekomo dawała przed swoją decyzją.   
Jeśli natomiast przyczyną był by facet lub jej charakter to chyba łatwiej było by mi się z tym pogodzić.   
W końcu jestem DDa i uwielbiam czuć się jak ofiara...

Naprawdę jeśli teraz masz poważne podejrzenia odnośnie zdrady polecam detektywa. Jest profesjonalistą i nie szuka zdrady - tylko DOWODY na ewentualną zdradę, bo płacisz za "śledztwo" bez względu na wyniki.
Masz podejrzenie, a on szuka prawdy.
Oczywiście możesz szukać na własną rękę. To jest Twój wybór.
Każdy Ci tutaj doradza na podstawie własnych doświadczeń - poglądów. Masz prawo wybrać to co jest dla Ciebie najlepszym rozwiązaniem, nie dla Nas. Dla mnie nie ma znaczenia kto zdradził (kobieta/mężczyzna) zdrada to zdrada i płeć tego nie usprawiedliwia. Nie stosuję w tym przypadku podwójnych standardów o których dobrze wspomniała Aniaa34, bo tak na forum się dzieje (poczytaj Sobie tematy o zdradach). Chcesz walczyć do upadłego to przynajmniej miej 100% pewność o zdradzie, aby nie wyjść na człowieka którym Ty nie jesteś, bo tylko "łykasz" większość tutaj i/lub żałować, że posłuchałeś forum.

Sądzę, że powinieneś porozmawiać z bliską rodziną i (byłą) żoną, a forum odpuścić Sobie na trochę. To jest Twoje małżeństwo i nikt obcy (niestety jesteśmy dla Ciebie obcymi ludźmi) nie powinien mieć większego wpływu na przyszłość małżeństwa, niż Ty Sam. Niestety jesteś podatnym gruntem na tego typu rzeczy ze względu na DDA. Ja naprawdę nie widzę dowodów na Jej zdradę, a wieszać psy na kimś jest najprościej. A To, że odeszła było skutkiem Twojej zgody na rozwód oraz podpisanie pewnych "papierów" hmm. Niestety jest/była nazbyt nadgorliwa.
Tak Sobie myślę zapytałeś się Jej kiedykolwiek dlaczego chce mieszkać właśnie z Nim, jakie ma powody? Czemu pośpieszyła się z kupnem mieszkania?

164 Ostatnio edytowany przez After (2015-04-27 20:58:35)

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Powtórzę,
Jeśli kobieta jest zdecydowana odejść to w większości przypadków odchodzi nie od kogoś tylko do kogoś. A nieliczne wyjątki tylko to potwierdzają.
Tak to działa i to doskonale wiem ja, i wiecie Wy drogie panie
A już na pewno nie mężatka. Gdy jest zdecydowana odejść, to ma gdzie, do kogo i ma zabezpieczenie finansowe,
A gdy odchodzi, jest dla byłego męża jest zimna, bezwzględna i wyrachowana do bólu
Jeśli będzie chciał walczyć o sprawiedliwość. to nie cofną się przed klamstwami, pomowieniami i fałszywymi oskarżeniami.
Po trupach do celu!
Wystarczy poczytać tych, którzy na takie starcie się odważyli.
Do maksa wykorzystują resztki uczucia męża metodą kija i marchewki, nie wahając się jako broni używać dziecka, dzieci.
Może Wy znacie szlachetne zdrajczynie, biorące winę na siebie
Ja nie znam żadnego
Zapewne zdarzają się i takie przypadki, ale to naprawdę margines na granicy błędu

Tak Zlata, trzeba mieć i siłę, i odwagę, i być zdeterminowany w dążeniu do tego Tylko to wymaga olbrzymiej pracy nad sobą, wiary i szacunku do siebie samego,
A to buduje się latami, wyciągając lekcje jakie nam dają kolejne kobiety w naszym życiu
Moja ex wife miała właśnie takiego pecha, że była żoną mężczyzny, a nie ciapka.
To że była mi kiedyś bliska, że jest matką mojego dziecka w końcowym rozrachunku i tak poprzez jej czyn nie miało dla mnie znaczenia. Zdrada to największe sqrwysynstwo jakie można zrobić partnerowi.
I jest NIEWYBACZALNA. Zawsze oznacza koniec.

Czy Wy drogie panie aby na pewno czytałyście opis zachowania jego żony,
Czy potraficie czytać opis zachowania żony Grimm'a?
Wybiła go w poczucie winy, w co on uwierzył i w tym momencie poległ.
Bo to jest podstawowy błąd ofiar zdrady, jakiego nie wolno popełnić! Staje się wtedy bezbronnym jak dziecko.

Mam zacytować jej słowa skierowane do niego, jej wcześniejsze akcje choćby ta, gdy szef kazał mu zrobić porządek z żoną, jej obsesyjną, bezpodstawną zazdrość ?

Kazała mi dzwonić do teścia bo ona nie chce z nim rozmawiać a jak tego nie zrobię i teść powie coś nie tak na rozprawie to będzie mi "utrudniać" życie.

Ten tekst mi wystarczy, aby sobie wyrobić zdanie na jej temat.

Robi chłopakowi metodą kija i marchewki klasyczne pranie mózgu, raz jest miła, by nagle diametralnie zmienić oblicze
Toż na odległość widać, że to borderline w całej krasie...

Paweł
Ja wiem, jaką dałeś odpowiedź. Wiesz również z kim masz do czynienia
I tak jak napisałem, to jest Twoje życie i to musi być wyłącznie Twoja decyzja.
Pamiętaj
Nawet na sali sądowej możesz zmienić zdanie

Mam tylko nadzieję, że chociaż w tej sprawie jej nie uległeś i do teścia nie dzwoniłeś ani go do niczego nie namawialeś?
Wiesz, wielu przed Tobą do końca wierzyło swoim połowicom, że powodem odejścia ich małżonki nie jest jakiś facio. Wierzyli ich słowa, że przecież są jeszcze w małżeństwie, że ona przecież nie jest taka, nie jest qrwa.
Ba, daliby sobie za nią rękę obciać
I dziś byliby bez ręki.
Nie wierz dopóki nie będziesz tego pewny w jej zapewnienia.
Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak one potrafią się maskować.
To mistrzynie, ale jednak zawsze popełniają błędy.
Ty masz na taki teraz polować. A wręcz do niego sprowokować..
Tak jak pisałem, to kobieta. A nimi w pierwszej kolejności kieruje nie myślenie tylko emocje.
Do tej pory w zasadzie szlo tak jak chciała i jak widzę, nadal idzie.
Ma sytuację pod pełną kontrolą, a jak coś jej spod tej kontroli ucieka jak np. w przypadku teścia, to od razu masz atak w celu zastraszenia
Zabierz jej to, co prawda musisz się liczyć z atakami i zastraszaniem, wręcz szantażowaniem Ciebie, ale jednocześnie włączysz u niej emocje.
I naprawdę zacznie robić błędy. Musisz każdą taką sytuację bezwzględnie wykorzystać!
Tylko nie wiem, czy jesteś na tyle silnym, aby to wytrzymać.

Paweł
To że jesteś DDA nie oznacza, że jesteś gorszym człowiekiem, Jeśli skorzystasz z fachowej pomocy, będziesz przy wsparciu fachowca solidnie nad sobą pracować to nigdy już nie zrobisz takich błędów, które obrócą się przeciwko Tobie. I tak jak już Tobie pisałem, staniesz się tak silnym, jakim nigdy nie byłeś. To proces nie na dwa trzy spotkania z terapeutą lecz kilka lat solidnej pracy.

Zlata

A krajobrazy po takich wojnach nie wyglądają za ciekawie.

Za to po zdradzie przypominają rajskie ogrody smile

I jeszcze jedno..
Jeśli kobieta chce odejść, a szanuje swojego partnera to nie urządza takiej jatki, z jaką ma do czynienia Grimm..
To dlatego nie tylko mi nasunęlo się skojarzenie ze zdradą.
Trzeba pamiętać, że to borderline i o tym nie zapominać. Na 100% ten jej kolega lub ktoś z tego jej rozrywkowego towarzystwa jest jej łupem.
Ale trop pod tytułem zdradza jest niemal stuprocentowo pewny.

Jak jej tak zależy, to niech bierze winę na siebie i jest wolna!
Ciekawe, dlaczego nie chce? Nikogo to nie zastanawia?
Paweł, ile czasu czeka się na sprawę tam gdzie mieszkasz?
.
Pozdrawiam i miłego  wieczoru życzę.
After

165 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-04-27 22:08:21)

Odp: Szok i nie wiem co dalej
After napisał/a:

Powtórzę,
Jeśli kobieta jest zdecydowana odejść to w większości przypadków odchodzi nie od kogoś tylko do kogoś. A nieliczne wyjątki tylko to potwierdzają.
Tak to działa i to doskonale wiem ja, i wiecie Wy drogie panie

W takim wypadku IDENTYCZNIE można powiedzieć o mężczyznach i bardzo dobrze wiem o czym mówię. Myśl. Jeśli ktoś kocha, a ta druga osoba szanuje/nie zaniedbuje emocjonalnie - NIE MA ZDRADY, bo po co i to bez względu na płeć(!). Nie rozumiesz czym jest prawdziwa miłość? Ona nie zanika, bo ktoś pokaże się na "horyzoncie".
Chyba, że kobieta wyznaje przekonanie części mężczyzn o seksie "bez uczuć". Co Swoją drogą jest żałosne.
Nie odchodzi się dla kogoś tylko z powodu nieudanego małżeństwa/zaniku uczucia. Ten ktoś występuje, gdy małżeństwo jest TYLKO na papierku. Fakt nie popieram czegoś takiego, bo najpierw powinno się odejść, a później rozglądać się za kimś.
Proces rozwodowy trwa długo + druga strona może dalej walczyć. A nie każdy chce dalej o coś walczyć. Rozumiesz, że dla tej osoby mąż/żona jest tylko przyjacielem, albo czymś mniej (zależy od powodu odejścia)? Niestety ludzie mają tendencję po zaniku miłości szukania sobie plasterka, jako jakiegokolwiek substytutu miłości. Znając to uczucie chcą przeżyć je jeszcze raz, często nie myśląc o tym, który nadal kocha.

After nie do końca uważam, że wbiła go w poczucie winy? NIBY JAK? Słowa "daj mi odejść, jak kochasz" na pewno nie wpędzają w poczucie winy najwyżej mogą być manipulacją w celu szybszego zakończenia związku. Z tego co wiem nie brzmiało to "to Twoja wina, że odchodzę".
Nie każdy jak Ty wykorzystuje słowa do manipulacji, bądź zastanawia się nad podtekstami nawet kichnięcia (skutek Twoich przeżyć). Słowa czasami padają od tak z serca/emocji. Później taka osoba stając może pomyśleć "matko On/Ona mogła tak to zrozumieć, a ja nie chciałam aby było tak źle".
Dla mnie nie ma dowodów na zdradę, a to nie PRL, aby za czyjeś domysły kogoś wsadzić do więzienia. POWTÓRZĘ jest zdrada = są dowody.
Ja z powodu zdrady ojca nie stałam się do końca "plującą" kwasem tongue - z czego jestem dumna. Łatwiej jest z automatu kogoś oceniać i wkładać w jakieś ramy, niż pomimo doświadczeń dać drugą szansę (przynajmniej szukać twardych dowodów).
Ja nie potrafię tutaj stwierdzić 100% zdrady. Kobieta chce od Niego odejść - dlatego wielu mężczyzn, którzy przeżyli zdradę tak się oburzyło. To mogę zrozumieć. Jednak Grimm ma DDA i nie potrafi Naszych bardzo subiektywnych ocen przenieść na Swoje życie. Raczej będzie małżeństwo dopasowywał do własnego tematu na forum.

Wiem, że wielu woli myśleć "wszyscy/wszystkie tacy/takie są". W ten sposób mają usprawiedliwienie, że co by nie zrobili efekt byłyby taki sam. Nie muszę czegoś robić, bo i tak nie przyniesie to rezultatów. A zazdrość to grzech wielu ludzi. Mi się nie udało to na pewno jemu/jej nie uda się, przecież wiem to po własnej skórze, a świat jest taki sam. Gdybym tak podchodziła do życia znienawidziłabym mężczyzn ze względu na własne przeżycia.
Czasami trzeba stanąć, otworzyć oczy i pomyśleć "moje życie jest jedyne w swoim rodzaju" myśląc inaczej ludzie nawet podświadomie dążą do pewnych utartych zachowań. Najlepszą z nich jest powszechne zdanie o niemożliwych aseksualnych stosunkach z płcią przeciwną. Zdecydowana większość ludzi PRZYJĘŁA to podejście zanim je sprawdziła tongue.

166 Ostatnio edytowany przez Grimm (2015-04-27 21:43:41)

Odp: Szok i nie wiem co dalej

After mam dokładnie miesiąc do rozprawy.

I jeszcze do Nektaryniki odnośnie:
"Tak Sobie myślę zapytałeś się Jej kiedykolwiek dlaczego chce mieszkać właśnie z Nim, jakie ma powody? Czemu pośpieszyła się z kupnem mieszkania?"
Tak jak pisałem wcześniej powiedziała że będzie mieszkać na  poddaszu a kolega na parterze ze swoją  panną oczywiście dwa osobne wejścia. A dla czemu się tak pośpieszyła z kupnem ? Chciała ( bo jakoś nie wiszę teraz jej pośpiechu) wyprowadzić się ode mnie jak najszybciej i za wszelką cenę. Wcześniej deklarowała że wyprowadzi się do koleżanki dopóki nie załatwi jakiegoś lokum.  Interweniowała jej matka ( przyjechała specjalnie żeby ją wyczuć, dowiedzieć się CZEMU tak postępuje) Rozłożyła, ręce powiedziała poczekaj może wróci. 
Tak jak by całkowicie znudziła się życiem rodzinnym i chciała się od nas odciąć.  Próbowałem z nią rozmawiać czy nie żal jej zostawiać rozbijać tego wszystkiego. I tu odpowiedz była zawsze taka sama ? Nie będzie siebie i mnie oszukiwać, że mnie kocha tak jak to robili jej rodzice. A bycie razem tylko dla dziecka nie ma sensu.
O jej zachowaniach odnośnie gotowania obiadów i udawania, że wszystko gra już pisałem. Robi to nadal mimo, że kompletnie ją ignoruje. Np przed ostatni weekend.
Wstała rano pokręciła się zaczeła robic obiad. Wyszedlem do sklepu i nagle dostaję smsma " Obiad macie na stole wychodze pa" tak jak by nic kompletnie się nie działo zwykła codzienność! I to jest najbardziej chore.

I jeszcze do kolejnego posta Nektarynki:
"to Twoja wina, że odchodzę" bo nie dbałes o mnie - to słyszałem za każdym razem gdy próbowałem się do niej zbliżyc.
A kiedy paradowała w bieliźnie i zauważyła że się przyglądam powiedziała "Popatrz co straciłeś a miałeś mnie codziennie"... To było powiedziane z premedytacją chyba żeby mnie bardziej zdołować.

167

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Nektarynko, no dajze spokój ...
Żeby kupić z kimś mieszkanie - nie musialabys mieć z tym człowiekiem jakiekolwiek więzi ??
Moglabys wejść we wspólnotę majątkową i emocjonalną z kimkolwiek ?
Świadomie odnosze się tu do emocji. Kupno mieszkania to nie kupno bułek i połówki krojonego chleba. To niesamowicie poważna decyzja.

Dorosła, dojrzała kobieta kupuje mieszkanie z kolegą z pracy i to naprawdę nie ma żadnego znaczenia emocjonalnego ?? Żadnego drugiego dna ?
No wolne żarty.
Przecież taka decyzja jest wyznacznikiem wszystkiego.

168

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Ja naprawdę chciał bym , PRAGNĘ nawet żeby to było tylko wypalenie z jej strony.
Naprawdę bym sobie z tym jakoś poradził, poukładał życie mimo, że jestem UZALEŻNIONY od miłości.

169

Odp: Szok i nie wiem co dalej
IsaBella77 napisał/a:

Nektarynko, no dajze spokój ...
Żeby kupić z kimś mieszkanie - nie musialabys mieć z tym człowiekiem jakiekolwiek więzi ??
Moglabys wejść we wspólnotę majątkową i emocjonalną z kimkolwiek ?
Świadomie odnosze się tu do emocji. Kupno mieszkania to nie kupno bułek i połówki krojonego chleba. To niesamowicie poważna decyzja.

Dorosła, dojrzała kobieta kupuje mieszkanie z kolegą z pracy i to naprawdę nie ma żadnego znaczenia emocjonalnego ?? Żadnego drugiego dna ?
No wolne żarty.
Przecież taka decyzja jest wyznacznikiem wszystkiego.

Mam nadzieję, że przeczytałaś całe moje wywody tongue (no były dość długie). Dla mnie AKTUALNIE tak samo prawdopodobnym jest Jej próba szybkiego ulotnienia się ze związku i tym samym szukania mieszkania na "gwałt", ale żeby obniżyć koszta trzeba było znaleźć współlokatora/współlokatorkę. Znam osobiście parę osób co tak zrobiło po wyprowadzce od drugiej połówki i nie było tutaj podtekstów emocjonalnych/seksualnych - tylko chęć poradzenia Sobie z sytuacją, a że czasami była to płeć przeciwna mało ich/je obchodziło bo nie w głowie były im "amory". Przypomnę to Grimm traktuje Ją nadal jak żonę, po Jej zachowaniu widać, że czuje się wolna (zapewne przez wcześniej ugodowo podpisane papiery rozwodowe). Zastanawia mnie czy za młodości wyszalała się hmm?

Nie neguję, ani nie potwierdzam zdrady. Także nie skreślam możliwości aktualnego rozwoju tej "znajomości" w kierunku romansu. Jednak nie sądzę, aby romansowali, kiedy Ona oznajmiła "koniec" z Grimmem - myślicie, że tak łatwo jest się powstrzymać pomimo, iż ktoś może to zobaczyć? To są uczucia - brak zaspokojenia tworzy napięcia, które trzeba rozładować. Czyż Grimm nie powinien wcześniej Jego zauważyć lub otrzymać "cynk" od znajomych?
Kiedy najczęściej zdrada wychodzi na światło dzienne? Gdy romans jest zaawansowany - na który wielu osobom wejdzie przeprowadzka. Gdyby wierzyć Afterowi (że rzuca się miłość dla zauroczenia/pożądania) to Oni powinni być już na tyle nieostrożni, że pomysł z podsłuchem (tym samym Ich rozmowa) powinna mieć JAKIEKOLWIEK podteksty.
Ja nie traktuję przyjaciółek w zależności od załatwianych spraw. Bez względu po co się spotykamy zawsze mamy te swoje pogadanki tongue.
Mi chodzi tylko o jasne dowody. Jeśli Grimm chce je sprawdzić to niech to zrobi. Jednak NAJPIERW DOWODY, później OSKARŻENIA. Oczywiście, że możesz się ze mną w tym aspekcie nie zgodzić. Dla jednych pierścionek zaręczynowy jest obietnicą do końca życia, a dla innych żadnym problemem jest rzucić nawet z dnia na dzień. Niby pierścionek zaręczony w tym aspekcie też jest "wyznacznikiem wszystkiego" - ale czy dla obu stron?

Nie chodzi mi o to, aby Ją bronić. Bo tego nie robię. Jednak chcę wejść w Jej skórę, aby spróbować Ją zrozumieć i jak najlepiej pomóc Grimmowi. Dla mnie gdyby odeszła dla tego drugiego to bardzo dobrze widziałaby co w świetle sprawy rozwodowej oznaczałoby wspólne mieszkanie z kochankiem. Ale przyznaję mogę się mylić. Dlatego trąbie w kółko o tym detektywie. Może trochę kosztuje, ale da Grimmowi oraz w sądzie dowody na ewentualną zdradę.
Tylko lub, aż tyle.

Grimm przykro mi, bo zamiast walczyć odeszła. Powinna nalegać na wspólną terapię małżeńską - a jak już nic nie pomoże odejść. Naprawdę nie chcę, abyś tworzył Sobie Jej obraz w głowie, ale żebyś widział fakty o Niej. Musisz dowiedzieć się prawdy nawet gdyby była okrutna, bo masz do tego prawo. Życzę Ci, aby w najbliższej przyszłości wszystko wyszło na jaw smile.

170 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-04-28 09:55:22)

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Aniaa34 napisał/a:

wiktoRR a jak facet zostaje weekendowym tatusiem to jest OK?
Stosujesz ten sam chwyt co poprzednicy: jak facet zdradzi to ok, a jak kobieta to ukamienować ją.
To samo się tyczy dziecka: matka zostawia, to już niegodnie nazywać jej człowiekiem. No jak tak można!
Też piętnujesz facetów, którzy maja przypisane weekendy co dwa tygodnie i miesiąca wakacji? Czy oni tez nie są godni być nazwani ojcami?

To jeszcze zależy co miałaś na myśli pisząc "niedzielny tatuś". Czy facet który może się spotykać z dzieckiem w weekend czy wakacje bo tak wyznaczył sąd wbrew jego woli tez łapie się do Twojej teorii ? WBREW JEGO WOLI !
W Polsce matki mają większe prawa do dzieci, zapewne tego nie zauważyłaś ale są faworyzowane przez Polskie sądy. Ot tak, bo tak wypada i tyle, bo tak się przyjęło, bo są bardziej emocjonalnie związane z dziećmi i inne bzdety. Czy uważasz to za sprawiedliwe ? A może to nieprawda ?

Żona autora wg mnie podchodzi do sprawy opieki nad dziećmi z mniejszymi emocjami niż Grimm. Wie, ze przy rozwodzie bez orzekania, bez dowodów na nią dostanie opiekę w cuglach. Szanse Grimma są minimalne. Na prawdę nie zdajesz sobie z tego sprawy ?

Facet, który odchodzi do innej zostawia samotną żonę z dziećmi jest sk...ynem i skończonym gnojem. Lepiej się czujesz ?

Dlaczego jestem pewien, że zdradza ? Ponieważ zachowuje się tak jak zdradzacz, z opisu na forum i osobistego doświadczenia. To, że byłem zdradzony, a symptomy u Grimma wskazują, że on tez jest bo widzę analogię, oznaczać może że zdradza czy wyłącznie pokazuje moje uprzedzenia ?

IsaBella77 napisał/a:

Nektarynko, no dajze spokój ...
Żeby kupić z kimś mieszkanie - nie musialabys mieć z tym człowiekiem jakiekolwiek więzi ??...

Już wcześniej to zauważyłem.

Izabelo: niektórzy sądzą, że kobieta/mężatka może kupić mieszkanie/zamieszkać z innym facetem ale to nie oznacza żadnej zażyłości. Ot, normalka.... wg nich

Nektarynka53 napisał/a:

Znam osobiście parę osób co tak zrobiło po wyprowadzce od drugiej połówki i nie było tutaj podtekstów emocjonalnych/seksualnych - tylko chęć poradzenia Sobie z sytuacją, a że czasami była to płeć przeciwna mało ich/je obchodziło bo nie w głowie były im "amory".

Nektarynko: mowa nie o pilnym wynajmie ale o kupnie mieszkania z facetem ! O inwestycji na lata.
Jż nadal mieszka z Grimmem. To nie było szukanie lokum na "gwałt".

171

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Złata masz rację.
Tu będą tylko ofiary.
Może gach nie będzie ofiarą.
Według mnie rozpad małżeństwa to największa życiowa porażka.
Ale skoro jż zakomunikowała Piotrowi, że go nie kocha, no cóż, jej cyrk i jej małpy.
A to, że godził się na wszystko co ona chciała to ja mu się nie dziwię.
Jemu świat sie zawalił.
On nie był świadomy co robi, on po prostu za mocno kochał, zaufał a ona kopnęła go w doopę.

172

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Bullet Nektarynka chyba się pogubiła.
To co ona pisze to jest masakra Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Ja jej wcale nie rozumiem.

173

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Lexpar napisał/a:

.. Piotrowi..

174

Odp: Szok i nie wiem co dalej
bullet napisał/a:
Lexpar napisał/a:

.. Piotrowi..

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

175 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-04-28 11:24:27)

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Lexpar napisał/a:
bullet napisał/a:
Lexpar napisał/a:

.. Piotrowi..

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

autor wątku nie ma na imię Piotr z tego co pamiętam big_smile Piotr jest w innym

176 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2015-04-28 12:27:25)

Odp: Szok i nie wiem co dalej
bullet napisał/a:
Lexpar napisał/a:
bullet napisał/a:

http://emotikona.pl/emotikony/pic/036.gif

autor wątku nie ma na imię Piotr z tego co pamiętam big_smile Piotr jest w innym

Masz rację, autor ma na imie Paweł.

177

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Paweł jestem, miło mi wink

178 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2015-04-28 12:39:21)

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Pawle, mnie też jest miło.
Szczerze Ci współczuję.
Widzę jak się miotasz, jak cierpisz.
To co Ciebie spotkało to jest masakra.
Trzymam za Ciebie qciuki.
Natomiast proszę zerknij na mój wcześniejszy post i zadbaj o siebie.
Zbieraj dowody.
Dlaczego masz robić za jelenia do kwadratu.
Miej szacunek do siebie.
Ja jestem w suuuuper sytuacji.
Mam żonę która mnie kocha.
Ja kocham ją miłością bezgraniczną.
Owszem kłcimy się jak to zawsze jest w małżeństwie/partnerstwie.
Tylko ja nigdy bym jej nie zostawił i jestem przekonany, że ona mnie.
Nasz związek przetrwał wiele złych dni, ale przetrwał.
Nie chcę innej kobiety. Chcę z nią być do swoich ostatnich dni, a wiesz dlaczego?
Bo wiem, że zawsze mogę na niej polegać, że zawsze będzie mnie wspierać.
To jest bardzo ważne jeżeli nie najważniejsze.
Mnie się udało.
Tobie niestety nie.
Choć zawsze uważam, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło .
Może za jakiś czas stwierdzisz, że dobrze iż tak się stało jak się stało.
Ale to czas pokaże.

179 Ostatnio edytowany przez After (2015-04-28 13:22:48)

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Sorki Grimm za off top.
Od trzech godzin próbuję wbić się tutaj i umieścić post i ciągle komunikat:
Przerwa techniczna Wracamy za godzinę
Macie tak samo?


Witam.

After nie do końca uważam, że wbiła go w poczucie winy?

Nektaryna , czy Ty czytasz dokładnie co pisze Grimm?

Idę o zakład, że jest ten trzeci. Wręcz jestem tego pewien
Założysz się?
Wyciągam tylko logiczne wnioski z jej zachowania, które opisuje Grimm.
Siłą rzeczy są subiektywnymi, bo innymi być nie mogą
Przecież ja z nimi nie mieszkam i jedynym materiałem,  jest to co Grimm tutaj napisze.

A kiedy paradowała w bieliźnie i zauważyła że się przyglądam powiedziała "Popatrz co straciłeś a miałeś mnie codziennie"...

Nie będę już wymieniał reszty tego co mówi i robi. Zadaj sobie trochę trudu i poczytaj sobie dokładnie.
Tylko zakochana w kimś innym kobieta, mająca zapewnione już miękkie lądowanie jest zdolna do takiego okrucieństwa!
Żadna inna będąca w małżeństwie nie pali w ten sposób za sobą w zasadzie wszystkich mostów, o ile facet jest prawdziwym mężczyzną oczywiście.
To bowiem zamyka jej definitywnie drogę powrotu
Jakież to charakterystyczne dla takich sytuacji ?.

Oni nie muszą ostentacyjnie niczego demonstrować. Mogą zachowywać pozory.
Widują się w pracy, drugi telefon wyłącznie do kontaktów między sobą, zupełnie inne konto mailowe, o którym Grimm nie wie,
Są komunikatory internetowe?
Bzykanie kiedy mają na to ochotę, też nie stanowi naprawdę żadnego problemu?.

Paweł
Po tym co napisałeś, wszystko układa się w logiczną całość.
Piszesz, że za miesiąc masz sprawę?
Cwana jest i doskonale kombinuje. To dlatego chce szybko, bezboleśnie dla niej czyli bez orzekania o winie.
Chyba wiesz już dlaczego nie wyniosła się od razu do tego, hm?powiedzmy jej ?kolegi??

Masz więc dokładnie miesiąc czasu aby udowodnić jej winę lub ją wykluczyć! Lepiej wiedzieć i być na taką ewentualność psychicznie przygotowanym niż wyjść na frajera.
Nie ma nic gorszego, jak to, że waliła Ciebie po rogach spadnie na Ciebie jak grom z jasnego nieba post factum.
Oberwiesz po raz drugi i naprawdę wtedy trzeba być mocnym, aby nie zaliczyć gleby.
Wykorzystaj ten czas na Maksa, choć teraz o dowody już łatwo nie będzie. Ona/oni wiedzą na pewno o Twoich podejrzeniach, więc będą się mocno pilnować przynajmniej do sprawy.
Keylogger na kompie od zaraz. Plus wnioskuj o bilingi połączeń z jej telefonu.
Aż się zdziwisz, jak zobaczysz ożywiony kontakt z jednym tylko numerem!

Nie masz wyjścia.
Tak jak pisałem, musisz teraz ją sprowokować do popełniania błędów. 
Jeśli wyzwolisz u niej emocje, zacznie je robić seriami!
Z dyktafonem teraz się nawet nie rozstawaj! Tylko musisz panować nad sobą, bo ona również będzie chciała Ciebie sprowokować. Musisz się oczywiście uodpornić na próby manipulacji z jej strony, jakie na pewno będą .miały miejsce.
Choć powszechnie uważa się kobiety za słabszą płeć, w rzeczywistości są dużo bardziej przebiegłe, bezwzględne  i skuteczniejsze niż mężczyźni w różnych życiowych sytuacjach gdy chcą się pozbyć się konkurencji lub usunąć przeszkodę stojącą na ich drodze.
Żeby to osiągnąć. nie muszą się wcale uciekać do przemocy fizycznej,
Są skuteczne, bo opierają się na "subtelnych" formach agresji.. I właśnie ty tego Paweł doświadczasz.
Widzisz, my faceci używamy często siły fizycznej, aby pokonać przeciwnika,
Kobiety po prostu zręcznie zagrożenie będą próbować wyeliminować.
Jak facet będzie na typ głupi, to odsunie się od swoich sprawdzonych przyjaciół i w sytuacji kryzysowej zostaje sam jak palec w sytuacji, kiedy będzie ich najbardziej potrzebować. Zostałeś odcięty od swoich przyjaciół i na polu walki z bezwzględnym przeciwnikiem jaką jest ona, zostałeś sam.

Masz załatwione sprawy notarialnie jeśli chodzi o podział majątku i mieszkania? Jeśli tak- zmieniaj zamki,
Uwolnisz się od takich akcji jak np. ta z łażeniem po domu w samej bieliźnie ..

Zacznij wreszcie robić coś wyłącznie tylko dla siebie!
Zmień styl ubierania, inny męski zapach niż do tej pory używałeś?
Zacznij chodzić na siłownie, rower.
Nabierzesz masy, zmężniejesz  i wyjdzie to Tobie na zdrowie. Jak gdzieś wychodzisz, nie informuj ją gdzie. Przecież już  musisz się z niczego jej tłumaczyć, prawda młody? wink
Gdyby się pytała- tajemniczy uśmiech na buzi, poker face  i zero odpowiedzi

Wiesz Paweł, ludziom, którzy zaczynają przeżywać podobne sytuacje mogę śmiało napisać jedno:
Trzeba MYŚLEĆ WYŁĄCZNIE O SOBIE.
Jedyną  winą jest wyłącznie to, że przez pewien czas żyliście z kimś kogo tak naprawdę nie znaliście.
Pomyśl o niej jak o kimś zupełnie obcym.
Jak o życiu na Marsie lub innej odległej planecie
Naprawdę nie warto tracić swojego czasu, którego do dyspozycji przecież nie mamy za wiele na rozpamiętywanie tego co się wydarzyło, bo już na to wpływu nie mamy.
Choć doskonale wiem jak jest to jest trudne.
Trzeba z tej lekcji wyciągnąć lekcję dla siebie i śmiało podążać do przodu, nie oglądając się za siebie.
Realny wpływ mamy wyłącznie tylko na to co jeszcze jest przed nami

Wychodź do ludzi, rób co tylko się Tobie podoba, pomyśl o własnych marzeniach, pragnieniach i zrób coś z tym.
Nawet jeśli są nierealne..
Przecież gdyby wszystkie nasze marzenia się spełniały to życie przecież byłoby potwornie nudne, prawda?

Zauważcie, że wszystkich waszych byłych łączy jedno:
To wy byliście źli, to wasza wina, a oni są teraz szczęśliwi...
Myślą, że  w jednej chwili złapali króliczka
Tylko wiecie jak to się kończy statystycznie?
Jeszcze gorszym niezadowoleniem, złością, zawiścią. 
Większość z waszych byłych partnerów po takim SZCZYCIE, który osiągnęli w jednej chwili zostaje z niczym.
Króliczek bardzo szybko staje się nudny:
Bo przecież trzeba dać mu jeść, wyczyścić klatkę etc, etc, etc?.

A Wy?
Pomyślcie z uśmiechem na twarzy o tym, że jakiś idiota dał wam wolność, a jej się wydaje, że ona Was ukarała.
Tylko na Boga, nie karajcie  siebie sami!.
Szkoda Waszego cennego czasu i energii na rozpamiętywanie i szukanie w sobie winy.
Ten czas to czas na pracę nad sobą, aby już nigdy nie pozwolić się skrzywdzić i przy najmniejszym podejrzanym sygnale od razu wykopać larwę za drzwi..

Paweł
Statystycznie to Ty masz większe szanse na lepsze życie i szczęście niż ta, która Ciebie skrzywdziła.
Nie krzywdź więc dodatkowo sam siebie rozliczając siebie i doszukując winy w sobie.

To nie Ty nie dałeś sobie rady z własnymi emocjami i problemami.
Jesteś fajnym, młodym chłopakiem, popracujesz mocno nad sobą i swoim DDA- dasz sobie wyśmienicie w życiu radę.
Praca nad sobą, praca i jeszcze raz praca, a zobaczysz jak szybko będziesz na nią miał w*****e.

Uff, udało się wreszcie po kilkunastu próbach

Pozdrawiam
After

180

Odp: Szok i nie wiem co dalej

After ... sądzę, że Paweł wcale a wcale nie chce tego wszystkiego robić ....

181 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-04-28 15:22:32)

Odp: Szok i nie wiem co dalej
IsaBella77 napisał/a:

After ... sądzę, że Paweł wcale a wcale nie chce tego wszystkiego robić ....

Nie tyle nie chce, ile nie jest w stanie. Jest jeszcze w szoku, a szanowna małżowina pilnuje go by nic złego nie zrobił. Jest dobra, gotuje, wysyła "papatki" przez sms, potrafi na zawołanie zalać się łzami co, u jeszcze kochającego, buduje niepewność, chęć bezkonfliktowego rozstania w imię miłości.
I o tę manipulację chodzi.

182

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Cześć Bullet

Dokładnie. Ona kuje żelazo póki gorące. Tak jak jemu kilka razy pisałem.
Ona chce mieć cały czas zarówno jego, jak i sytuację pod pełną kontrolą.
Jakoś dziwnie się się składa:
Miesiąc do sprawy =miesiąc do jej wyprowadzki,  małą korektą na wypadek poślizgu w sadzie.

Paweł
Weź sobie to wszystko co piszemy do serca, bo czy tego chcesz czy też nie, jesteś już na wojnie.
Teraz od Twojego sprytu zależy, czy wyjdziesz ranny ale jako zwyciezca, czy też dasz się jej wbić do końca w podłogę i polegniesz.
Bierz się szybko za siebie, bo już rozpoczęło się końcowe odliczanie do rozstrzygającej bitwy.
Ona już jest gotowa, bo wciąż przewagę nad Tobą.

Spakuj ją i wprowadź ją z mieszkania. Nie martw się, nie wyląduje na ulicy smile Przecież ma kupione mieszkanie.
Ostatecznie bidulke kolega przygarnie wink
Tak na zachętę, spakuj jej rzeczy do worków i postaw przed drzwiami.
Zlewaj kompletnie jej oburzenie. Ignoruj to co mówi

Masz do dyspozycji call blockera w telefonie - stanowczo oświadcz jej, że kontakt z Tobą wyłącznie w sprawie córki.
Jeśli nie dostosuje się do tego - blokujesz jej numer i SMS - y.
Również w Twojej poczcie ląduje jako spam.

Musisz jak najszybciej uwolnić się od niej, aby pozbawić jej kontroli jaką dotychczas ma i możliwości wpływania na Ciebie.
To jest Twoja szansa
Miłego popołudnia

183

Odp: Szok i nie wiem co dalej

After, Grimm tego nie zrobi, bo on przede wszystkim, nie wyobraża sobie życia bez tej kobiety i dla swojej iluzji, pobożnych życzeń, jest w stanie poświęcić wszystko. On odejdzie dopiero wtedy, gdy jego pani poszczuje go psami. Inaczej bata na niego nie ma- tak jest smutna rzeczywistość.
Ja już wiele razy pisałam tutaj i na portalu dla zdradzonych także, że człowiekiem tak naprawdę rządzą różne strachy i  lęki. I ja uważam, że w takich sytuacjach, jaką jest wizja rozwalenia rodziny, czyli poukładanego do tej pory życia, te strachy i lęki, szczególnie się uaktywniają. Sierota, której nagle wszystko się rozwala, wszystko wysypuje jej się z rąk, chociaz ona wcale tego nie chce, jest aż zmrożona tymi swoimi strachami. ZAWSZE WYGRYWA STRACH WIĘKSZY-  tak jest bez względu na to, na jakim etapie samouświadomienia jest człowiek.
Grimm na ten moment najbardziej boi się rozwodu i straty tej cudownej kobiety oraz tego wszystkiego, co budował z takim mozołem przez wiele lat- on boi się tego bardziej niż dalszego życia w takim beznadziejnym małżeństwie. Dlatego od niego odbijaja się wszystkie argumenty na NIE, bo on boi się żyć samotnie, a jeszcze dokładniej, on boi się zyć bez tej kobiety.
Za jakis czas, ona poszczuje go psami i on nie mając innego wyjścia, chcąc nie chcąc wyjdzie z tego małżeństwa. Tyle tylko, że on wyjdzie, jako wrak człowieka.
Dzisiaj to on jest panem sytuacji i gdyby przestał się bać utraty tego cuda w postaci małżonki, która nim pomiata, to bardzo szybko i bardzo łatwo nauczyłby damessę rozumu.
W związku rządzi ten, któremu zalezy mniej.
Grimm w swoim związku nie rządzi- nim rządzi strach większy i jego zona. Strachem mniejszym dla niego jest wizja życia w takim małżeństwie PO- większym natomiast jest lęk przed utratą tego tego wspaniałego małżeństwa.
Zauważcie, że ta oto prosta zasada rządzi każdą opisywaną tu sytuacją.
Ludzie poddają się władzy większego dla nich strachowi.
Niech ten facet robi to, co uważa za dobre dla siebie- za jakiś czas on i tak pojmie, jak bardzo się pomylił.

184 Ostatnio edytowany przez After (2015-04-28 19:08:48)

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Witaj Julka,
W pełni się z Tobą zgadzam.
Dlatego na każdym kroku podkreślam, że ma się wreszcie przestać jej bać.
Musi to zrozumieć, inaczej będzie po chłopaku.
Paweł, strach ma to do siebie, że wręcz paraliżuje i człowiek przestaje logicznie myśleć. Wtedy można mu wmówić i obarczyć winą za wszystko.

Paweł, wiesz na czym polegał fenomen, że tysiące ludzi w obozach koncentracyjnych, mając świadomość, że i tak zginą, nie próbowało się zbuntować?
Bo od początku byli poddani przemyślanej strategii zastraszania, złamania
Podobnie zresztą robi się w wojsku.
I choć ich było kilkaset razy więcej niż liczyła załogi obozu i gdyby się wszyscy na nią rzucili, strażnicy byliby bez szans, właśnie ten strach paralizowal jakiekolwiek próby.
Ty właśnie od początku jesteś w taki sam sposób przez nią obrabiany.

Paweł, wiesz, że jesteś DDA.
Znasz swoje słabe strony. Zacznij wreszcie je chronić, a nie wystawiać na kopniaki!
Najwyższa pora na zmianę.
Pokaż jej zupełnie inne oblicze niż to dotychczas jej znane
Bądź pewnym siebie, wiedzącym czego chce MEZCZYZNĄ. Na jej płacz lub agresję reaguj ironicznym uśmiechem politowania
Czas najwyższy na zmiany mężczyzno.
Pora na stanowczość i zdecydowanie!

Ujmując to co napisała Julka inaczej. Użyję terminologii biznesowej.
Można upraszczając sprawę małżeństwo, związek przyrównać do spółki.
Im ktoś zaangażował w nią większe pieniądze, włożył proporcjonalnie więcej zaangażowania aby przynosiła zyski tym więcej ma do stracenia.

Paweł
Ona zrzuca winę na Ciebie za upadek biznesu? A jaki był jej wkład, zaangażowanie i co ona zrobiła, aby mimo trudności, firma wyszła na prostą i znów przynosiła zyski?
Wiesz, sukces ma wielu ojców, porażka zawsze jest sierotą.
Kumasz, o co nam chodzi?

Pozdrawiam
After

185

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Kocham ale kogoś kto już nie istnieje bo nie jest to ta sama osoba.
Dla mnie umarła.  Nie boję się jej i jej gierek, zachowania, nie ulegam pokusom które mi serwuje. Ja WIEM, że zostałem sam. Nie liczę już na jej przemianę, powrót bo nie potrafił bym jej zaakceptować. Sam oszukiwał bym siebie i mam tą świadomość.       
Tak naprawdę boję się tego co będzie dalej bo znasz tylko jedną drogę życia.
W tej chwili żyje na jakiś zgliszczach rzeczywistości jak w chorym śnie.  Jak by tornado przeszło przez moje życie a ja nie zauważyłem , że wiatr zaczyna wiać. 
Samotność, lęk przed przyszłością, brak bratniej duszy i brak celu życia... To jest suma wszystkich strachów.
Wszyscy mi mówią, że będzie dobrze ale jak to możliwe po takiej porażce? 
Tu nie można być zwycięzcą w żaden sposób.

186 Ostatnio edytowany przez After (2015-04-28 20:15:37)

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Paweł
Nie mów mi, że jej się nie boisz, bo jak czytam Ciebie to widzę zupełnie coś innego.

Od już zacznij myśleć wyłącznie o sobie, swojej godności i swojej przyszłości w tym emocjonalnej,
Jednym słowem:ZACZNIJ SIĘ SZANOWAĆ.
Praca nad sobą, praca i jeszcze raz praca nad sobą!
Pamiętaj, że masz prawo ratować siebie wszelkimi sposobami, na przekór wszystkim i wszystkiemu.
I nie bój się.
Budowanie życia na nowo gdzie indziej i z kimś innym, z czystą kartą też jest fajne.

Doskonale wiem, perspektywa poznawania kogoś nowego, wyjścia, randki - wszystko od nowa jest teraz dla Ciebie przerażająca.
Żyłeś do tej pory z przeświadczeniem, że będziecie razem zawsze.
Nie myśli się wtedy przecież o innych kobietach.
Jednak kiedy ta nasza wybranka serca znajduje sobie "przyjaciela" , wtedy zostajemy sami uświadamiając sobie, że nawet nie umiemy podejść do kobiety, zagadać, bo tego od dawna się nie robiło.
Ale możesz mi wierzyć,
Poznawanie wszystkiego na nowo jest wspaniałą, fascynującą przygodą.

Będę wszystkim zdradzonym facetom z uporem i konsekwencją powtarzał:
Nie ma tego złego co by nam na dobre nie wyszło Panowie
Bo:
1. Jesteśmy znowu wolni
2. Cały świat i całe życie jest znowu przed nami.
3. Jeśli nie jesteśmy idiotami to wychodzimy mocniejsi, zdrowsi i wreszcie nastawieni bardziej na siebie, nie wiążąc swojego poczucia szczęścia wyłącznie z kobietą, co tylko nam na dobre wychodzi.
4. To wszystko co powyżej  tylko pod warunkiem, że naprawdę nie jesteśmy idiotami.

Ale są tacy (a znam takich), którzy nie wykorzystali tej swoistej szansy na pracę nad sobą, na zmianę siebie i swojego życia, tylko pławią się od lat w rozpaczy nad utraconą "miłością", marazmie, smęceniu, jęczeniu i cofaniu się w rozwoju.
Mam nadzieję, że Ty do nich nie dołączysz, prawda MEZCZYZNO?

Paweł
Po prostu trzeba brać się w garść i perfekcyjnie odrobić lekcję, jaką dostaliśmy od życia.
Odnośnie tego co napisałeś
A ja twierdzę i będę się w Twoim przypadku upierał, że to nie jest żadną porażką. 
Bo jeśli jej obraz jest taki jaki nam namalowałeś to chłopaku wygrałeś los na tej loterii życia.
Tylko od Ciebie zależy jak tą wygraną wykorzystasz.

Aha, jeszcze jedno,
Nie zostałeś sam. Masz znajomych, odnow kontakty z przyjaciółmi, koleżankami, od których zostałeś dzięki niej odcięty.
No i masz nas..

Trzymaj się

187

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Grimm, oczywiście że w tej sytuacji nie można czuć się zwycięzcą, bo niestety rozwodzenie się wbrew własnej woli nie jest szczytem marzeń żadnego, normalnie myślącego człowieka.
Nie po to się przecież żeniłeś ileś lat temu, żebyś teraz spokojnie przyglądał się temu, jak ktoś rozwala Twój dorobek dla własnego widzi mi się.
Ty chciałeś mieć rodzinę, więc ją założyłeś.
Starałeś, jak potrafiłeś, a jeśli popełniałeś błędy, to nie dlatego, że kierowała Tobą podłość i znieczulica ludzka, lecz dlatego, że jesteś człowiekiem i masz prawo do popełniania błędów. Ty od samego początku miałeś dobre intencje i uczciwe zamiary wobec tej kobiety- skoro dzisiaj ktoś tego nie widzi i nie docenia, to niech pocałuje się w dupę i niech zrobi wypad szukając czegoś dla siebie lepszego.
Ty kiedyś przed laty mogłeś zachować się inaczej,  mogłeś przecież nie żenić się z tą panią, lecz ją sobie poużywać, zapłodnić, a potem kopnąć w zadek.
No pomyśl przytomnie- nie mógłbyś zrobić czegoś takiego? A kto miałaby Ci tego niby zabronić? Czy włos z głowy spadłby Ci, gdybyś zachował się jak ostatni chuj? Nikt nie mógłby Ci podskoczyć nawet na centymetr. Mogłes zrobić wtedy to, co Tobie by pasowało- czyż nie tak?
Ty natomiast zachowałeś się, jak porządny facet, ożeniłeś się z tą kobietą i ciężko harowałeś, by jej niczego nie zabrakło. Ty zarabiasz dobrze, ona marne grosze- przecież mogłeś sam objadać się najlepszym żarciem, sobie kupować najlepsze ciuchy, wyjeżdżać pod palmy, gdy tylko miałbyś na to ochotę, a jej kazałbyś żreć kromę suchego chleba ze smalcem i chodzić w dziurawych gaciach.
No pomyśl- czy nie mógłbyś tak właśnie jej traktować? A kto  by Ci tego zabronił? Czy zamknęliby Cię w więzieniu za coś takiego? Nie musisz z nikim niczym się dzielic, jesli nie chcesz- zgadzasz się ze mną?
Ty jednak tak nie postępowałeś- żywileś więc jakąś obcą babę, ubierałeś i traktowałeś, jak księżniczkę.
Dzisiaj wyhodowałeś sobie żmiję na własnej piersi- tak niestety w życiu zdarza się najcześciej i właśnie dlatego, nigdy ale to nigdy nie warto rezygnowac z siebie na rzecz kogoś innego. Dajesz komuś tyle samo, ile od tej osoby dostajesz w zamian- nawet centymetr wiecej nikomu się nie należy na Twoją niekorzyść.
Poświęcać się to można tylko dla własnego dziecka (i to też w umiarze), dla brata, siostry, dla rodziców albo dla własnego domowego ukochanego zwierzątka- nigdy natomiast dla żadnej obcej baby, zwłaszcza że baba ta gryzie rękę, która ją karmi. bo dopóki jest dobrze, to jest dobrze, problem zaczyna sie wtedy, gdy Ty chcesz od kogoś czegoś, czego dana osoba nie chce Tobie dać- rozumiesz o co chodzi?
Pytasz jak będziesz dalej żyć?
No jak to jak będziesz dalej żył?
Normalnie przecież będziesz zył i to tak, jak Ty będziesz tego sobie życzył, chyba że złapie Cię jakieś choróbsko, to będziesz przez nie ograniczony. W zakresie spraw osobistych, będziesz jednak żył tak, jak nigdy dotąd może nawet ci się nie marzyło, bo Ty wolności przecież nie znasz.
Będziesz żył, jak miliony ludzi w takiej sytuacji. Raz bedzie ci smutno, a za chwilę coś będzie Cię cieszyło i podnosiło na duchu.
No normalnie będziesz żył. Ani gorzej, ani lepiej od innych ludzi- a czego Ty byś chciał? wiecznych ochów i achów? Wybij to sobie z głowy.
Przyjdziesz do domu i będziesz miał święty w nim spokój, a gdy bedziesz chciał, to zaprosisz do siebie kogo tylko będzie Ci się podobało. Sprzątniesz albo usiądziesz w bajzlu- co komu do tego? Bedziesz człowieku wolny i nikt nie bedzie robił Ci żadnej łaski.
Pisałam Ci wcześniej, że baba ta bedzie latała goła po domu- dzis moje słowa sprawdziły się. kobieta pokazuje cycore, kawałek dupy, uśmiecha się przymilnie i jak gdyby nic gotuje ci obiady za twoje pieniądze- Ty niby jej nie ulegasz. Głupoty wypisujesz- owszem ulegasz jej, bo potem w nocy, gdy kładziesz się do łózka, to widzisz jej zad i jej cycki, jeszcze masz na podniebieniu to nieziemskie żarcie, które ugotowała dla ciebie fałszywa przyjaciółka, i w takich chwilach dopada cię niemoc i zwątpienie oraz zwyczajna tęsknota. Należało wyprowadzić panią z domu i dzisiaj nie miałabyś aż takich rozsterek. Tak nauczyłes tylko tę kobietę, że ona ma nad Tobą władzę, że wystarczy, żeby ona kiwnęła na Ciebie palcem, to Ty już natychmaist zapomniałbyś o całym tym koszmarze.
Jeśli ktos Ciebie nie chce, to niech spierdala- masz z tym jakis problem?
Nie kop sie z koniem, bo i tak przegrasz.

188 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-04-28 21:03:00)

Odp: Szok i nie wiem co dalej
Lexpar napisał/a:

Bullet Nektarynka chyba się pogubiła.
To co ona pisze to jest masakra http://emotikona.pl/emotikony/pic/zdziwko.gif.
Ja jej wcale nie rozumiem.

Po prostu nie jestem PRZECIW, ani ZA stwierdzeniem zdrady o której TUTAJ wszyscy "gęgają". W porównaniu do Was tak szybko nie zabarykadowałam się z Grimmem tongue. Nie oceniam tylko wpływu Jej na rozpad małżeństwa, ale także Jego - to, że ustaliliście już stronę chyba nie jest moim problemem, a pewne są tylko prawa naukowe. Dopóki nie udowodni Jej zdrady to będzie wina po pół - On pozwolił (!) Jej odejść, Ona zaczęła już nowe życie nie kończąc małżeństwa w sądzie. Tyle... dla mnie zdanie niektórych tutaj jest jak zacytuję "masakrą". Wy łapiecie po prostu inne fakty - takie najogólniejsze, widoczne na pierwszy rzut oka. Dopasowujecie do sytuacji, gdzie są ludzie "mało zaburzenia" i myślicie jakbyście się zachowali. Zanim Grimm napisał o DDA dla mnie sytuacja typu "mam do kogoś żal, że coś robi pomimo, iż się zgodziłem" jest dość... No właśnie. Im przyda się specjalista, nie forum.
Raczej nie za bardzo zależy mi na opinii innych ludzi - co o mnie sądzicie w tym wątku. Podwójne standardy... taa. Coś w tym jest tongue.

189 Ostatnio edytowany przez Meteor (2015-04-29 23:29:49)

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Witaj Paweł, witajcie wszyscy
Zaczytuję się tym tematem, który wywołuje w mojej osobie bardzo niemiłe skojarzenia, gdyż dokładnie wiem co się dzieje, rozumiem doskonale reakcję Grimma, jego szok, zdziwienie, chęć utrzymania miłości za wszelką cenę, jego strach przed jutrem, niepewność. bardzo dobrze rozumiem też argumenty After-a, julkixx, bulleta oraz wszystkich Was. Przyznam, że sytuacja z którą stanął życiowo Paweł jest jedną z najgorszych sytuacji jakie mogą spotkać kochającego faceta, może faktycznie kochającego za bardzo. Sam czytając tę historię zastanawiam się, czy istnieje granica pomiędzy miłością za wszelką cenę, a byciem już upokorzonym, paradoksalnie właśnie przez tę miłość, kiedy starając się utrzymać kobietę swojego życia przy sobie, narażamy się na jej drwiny i najzwyczajniej brak szacunku. Po drugiej stronie jest miłość własna i szacunek do siebie. Bardzo łatwo zachwiać tą drugą, robiąc rzeczy, których normalnie się wstydzimy, ale dla "dobra" związku decydujemy się robić, choć raptownie przynoszą w takiej sytuacji zupełnie odwrotny skutek. Pomijam kwestie moim zdaniem istotne, jak podejrzenia zaburzeń emocjonalnych bpd, czy innego cholerstwa.
Jak dla takiej kobiety, dla której żyliśmy, pracowaliśmy, kochaliśmy, planowaliśmy, która była (jest) dla nas prawdziwym ideałem piękna, kobiecości, naszą wymarzoną połówką jesteśmy w stanie się poświęcić i ile znieść, aby ją utrzymać?
Pytanie zadać sobie musisz Grimm, czy kobieta dla której jesteś ważną osobą, jest w stanie w ten sposób Cię traktować. Gdzie jest miłość, szacunek, troska, ciepło rodzinne, gdzie jest Twoje odbicie w jej oczach, podziw dla niej, który nie odbija się wzajemnie? Gdzie jesteś Ty? Znam tę obojętność i smutek, czas potworny, który niesie ze sobą jedynie tęsknotę i ból. Dla Twojego dobra należałoby go przerwać i jak najszybciej wymazać z widoku swoją żonę, ale wiem też doskonale jak trudno to zrobić, zrezygnować, zapomnieć.
Ale czy zyskasz szacunek jej tylko dlatego, że będziesz ją przygarniał, słuchał, uczestniczył w życiu, udawał, jak by się nigdy nic nie stało?
Właściwie bez znaczenia jest tu fakt, czy Cię zdradziła, czy nie, czy fizycznie, czy emocjonalnie, czy z tym kolegą, czy z kimś innym? Nie ma to większego znaczenia, biorąc pod uwagę, że ona żąda rozwodu. Ba, tak Cię wmanewrowała w sytuację, że pierwotnie się sam na niego zgodziłeś.
Niestety staniesz przed gorzkim wyborem, którego dokonujesz właściwie codziennie, obecnie - czy tkwić w tym już para-małżeństwie, kochać żonę i znosić jej kolejne dziwne zachowania, prowokacje, upokorzenia, znosić jej widok (a jakże) w bieliźnie, czy wchodzącą Ci bezwstydnie do łazienki, kiedy się kąpiesz, lub nawet pociągając Cię do seksu, tylko po to, aby...???? No właśnie, cóż ona chciałaby osiągnąć? Skąd takie nagłe zwroty akcji? Kłótnia z tamtym? zachwiania emocjonalne? Tęsknota za Tobą, córką, domem? Ale dlaczego nie zawiesza sprawy rozwodowej? To się wszystko nie trzyma sensu.
Szacunek kobiety do mężczyzny, wiem że łatwo to mówić, gdzie sam nie potrafiłem tego wywalczyć, to nie tylko bycie grzecznym, uczynnym, pomocnym, zgadzanie się na wszystko, czego ona zapragnie, ale to przede wszystkim szacunek do siebie i bycie twardym, trochę szorstkim, nie pokazywanie swoich słabości, zdecydowanie, wybór swojej drogi (jak bardzo gówniana by Ci się dziś nie wydawała). Bardzo dobrze mówią przedmówcy moi. Sam tego doświadczyłem, gdyż wali mi się małżeństwo, sporo nacierpiałem, za dwa miesiące będę zmuszony do złożenia pozwu o rozwód, gdyż moja żona od roku mieszka osobno, a teraz chce się wyprowadzić do swojego miasta. Przez rok Paweł biegałem i walczyłem, robiłem z siebie sierotę, upokarzałem się, zgadzałem się na jej pomysły na życie, by tylko nas ratować, by móc z nią zasypiać i budzić się rano. W efekcie tego, ona wyrzucała mnie ze swojego mieszkania w tym czasie 5 razy, użyła przemocy, zlikwidowała wspólne konto, o którym tak marzyła wcześniej (gdzie ja się nie zgadzałem), a na koniec złożyła pozew o separację...
Oczywiście chciała bym z nią wyjechał i wybudował razem dom, bym z nią pracował, ale wiązałoby się to z porzuceniem mojej córki, do której jestem bardzo przywiązany i bardzo ją kocham. Ma 10 lat i nie umiałbym jej zostawić, aby widywać ją może raz w miesiącu. Żona zresztą próbowała mnie odciąć od wszystkich moich znajomych, rodziny, córki, hobby, zarzucając mi wiele wymyślonych faktów. Na rozprawie zeznała, że mnie kocha, a cała sprawa przyjęła komiczny przebieg, gdzie pisze pozew i zeznaje w ten sposób, a kiedy ja zeznałem jak było i jak ja to widziałem, odcięła się zupełnie i milczy już dwa miesiące, twierdząc, że jak chcę rozwodu mam sobie złożyć pozew rozwodowy.
Padło gdzieś sformułowanie o statusie mężatki, nawet jeśli nie mieszka taka kobieta z mężem, ma status... Lepsze to, niż podwójna rozwódka.
Szacunek w tym roku zyskałem tylko, kiedy się od niej odwróciłem, ale potem znowu poległem, wróciliśmy do siebie i wszystko wróciło do normy. Byłem zbyt miękki, ona czuła się zbyt pewnie, tak więc moja otwarta deklaracja, że nie wyjadę z nią, musiała niemiło ją zdziwić.
Dziś sam szukam siły, aby milczeć, nie widzimy się, powoli staram się wypierać o niej myśli, ale kiedy tak mieszka obok na osiedlu ciężko o niej nie myśleć, co robi, jak wygląda, jak się ubiera, co u nich słychać, ale ona milczy obrażona, ja milczę. Tak będzie lepiej, kiedy się widywaliśmy, wszystko wracało do normy i po dwóch, trzech tygodniach fajnych, znowu następował krach...
Oczywiście byłem "winny" wszystkiemu, "zdradzałem ją" z koleżankami z pracy, kontrolowała mi komórkę, komputer, samochód, sprawdzała gdzie jeżdżę, gdzie jestem. Było to strasznie męczące. A potem okazywane lekceważenie na każdym kroku, to nie tak się odezwałeś, to nie tak śpisz, to nie tak pachniesz, to nie kupiłeś znowu czegoś tam, to seks beznadziejny (maks dwa, trzy razy w miesiącu), nasilany okresowo, jak żona miała ochotę. Moje potrzeby w tym względzie, niemałe, nie liczyły się wogóle.
Dziś kiedy jej nie widzę, cieszę się, bo z każdym dniem, zdrowieję, z tego chorego układu, choć śni mi się jeszcze ona często, wiem, że dla własnego zdrowia psychicznego muszę to przerwać.
Boli, ale nie ma wyjścia, odzyskuję powoli bez niej siebie, siebie, którego zapomniałem przez te 6 lat związku, bo wydawało mi się, że żyję tylko dla niej. Zbyt dużo siebie dałem, choć pewnie nie zawsze byłem idealny, ale naprawdę nie zrobiłem, podobnie jak i Ty tyle "złego" by zostać tak potraktowanym...
Na pocieszenie powiem Ci, że też jestem uzależniony od miłości do niej, bo normalnie nikt by tyle tego nie zniósł... Ciężko mi pomyśleć, że może jej w moim życiu nie być. Ale muszę to przetrwać, inaczej wszystko zacznie się od początku i niestety wiem, że raczej nie będzie już lepiej. No i też niestety mam chyba symptomy DDA.
Trzymaj się Paweł i napisz jak u Ciebie smile
Chciałem też Wam wszystkim podziękować za wkład w ten temat, pomaga on wielu osobom myślę, które znalazły się w tak trudnej sytuacji. Dużo z postów Waszych płynie siły i pewności siebie, wiary w to, że warto walczyć o siebie. W zdrowym związku, nie ma pojęcia JA, TY lub jest mocno zrównoważone - jesteśmy MY, ale w takich patologiach, naprawdę nie możemy tkwić i zatrzymać się, myśleć wciąż MY, kiedy druga strona myśli już tylko JA...

190

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Panie Meteor dziękuję za zainteresowanie i współczuję sytuacji.
Kolejny dzień zasypany obowiązkami.  Jestem chyba w jakimś transie, praca, dom sprzątanie, rower z córką,  trochę za dużo tego czuję się przytłoczon I chyba zaczynam za dużo pozwalać córce bo za bardzo wchodzi mi na głowę. Chciał bym zrobić coś dla siebie ale nie mam pojęcia co. W wolnej chwili studiuję to forum i słucham muzyki i w sumie to sprawia mi jako taką przyjemność podnosi na duchu. . Poza tym dziś, pierwszy raz od chyba 2 miesięcy obudziłem się bez tego przytłaczającego lęku i bezradności. Może to chwilowe ale dodaje siły na cały dzień.

191 Ostatnio edytowany przez After (2015-04-30 12:00:30)

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Paweł
Człowiek przez całe życie się uczy, a  i tak głupim umiera smile Ponoć.

Po prostu trzeba się wreszcie przestać oszukiwać, zacząć nazywać pewne rzeczy brutalnie po imieniu, brać rzeczywistość na klatę taką jaką po prostu jest. i zacząć żyć w pełnej zgodzie z samym sobą, swoim światem wartości i zasadami. Mnie teraz obowiązują zupełnie inne zasady, A są inne dlatego, że to ja je ustalam i wobec siebie konsekwentnie je egzekwuję
Bo one są tymi jedynymi, na które ja i tylko ja mam wpływ..
Teraz już wiem, że w drugą stronę jest tak, jak z prawem człowieka do życia Jakie ma bowiem  prawo do życia ma człowiek topiący się w jeziorze i jaki ja mam wpływ na to jezioro, aby się nad nim zlitowało? Oczywiście, że żaden.
No właśnie ?Dlatego zawsze trzeba się trzymać w życiu jednego. Tego, co już tutaj pisałem- nie jest ważne to co Ty do kogoś czujesz. Znacznie ważniejsze jest to co ten ktoś czuje do Ciebie.

Niby po co mamy  przechodzić przez te wszystkie tortury jakich doznaje dający szansę zdradzony człowiek?
Przecież to wszystko jest najzwyczajniej w świecie nie jest warte tego całego zachodu, tych emocji cierpienia.
Zostałem zdradzony...
To po jaką cholerę mam sobie zatruwać życie, swój umysł?
Po co mi to skoro właśnie otrzymuję szansę, aby stworzyć coś nowego, nie obarczonego tym chorym ciężarem?
W imię czego i to co jest zawsze najważniejszym pytaniem- DLA KOGO?
Po prostu trochę zdrowego egoizmu i szacunku dla swojego ciała i umysłu na pewno nikomu nie zaszkodzi a na pewno wyjdzie na dobre.

Ile razy, czy na trzeźwo czy po pijaku, czy to jak to tutaj nazywają było to tylko ?zauroczenie? - skoro do tego doszło- nie ma  żadnego znaczenia..
Ponoć każdy popełnia błąd i zasługuje na drugą szanse.... ale ..
Jeśli facet  kocha kobietę to choćby inna kobieta przed nim nago  paradowała, wskakiwała do łóżka to i tak nic z tego nie będzie.
I odwrotnie, jeśli chodzi o naszą żonę bądź partnerkę.

Jeżeli już do czegoś dochodzi,  zawsze jest tylko jedno wytłumaczenie,
NIE KOCHA, NIE MA MIŁOŚCI. Bo weryfikacją słowa KOCHAM zawsze są czyny

Paweł
Trzeba zrozumieć i wbić to sobie do głowy:
Prawdziwa miłość wygrywa zawsze ze zwierzęcymi instynktami, które targają nami nawet w chwilach zauroczenia.
Dla mnie ma i nie będzie nigdy chwili z mojego życia którą poświęcę by ratować coś czego po prostu już nie ma, już nie istnieje..
Po co to więc to całe rozkminianie,  tworzenie jakieś klasyfikacji, zadręczanie się i zatruwanie tym swojego umysłu zamiast na zasadzie brzytwy Okhama sprowadzić to wszystko do zera i jedynki.
Wychodzę bowiem  z założenia, że dorosły człowiek ma wolną wolę i jest w pełni odpowiedzialny za swoje decyzje i czyny. A brak kontroli nad sobą jest dla mnie zawsze okolicznością obciążającą. Nigdy łagodzącą.
.
Takie jest Paweł po prostu nasze życie i trzeba się z tym pogodzić i postarać zbudować swój własny epilog pod tytułem Happy End,  który może odbiega od naszych dotychczasowych  wyobrażeń, ale wcale nie oznacza, że jest gorszy.

Pozdrawiam
After

192

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Świetny wpis After . 
Jeśli ktoś zdradza jest niedojrzały, ergo: Nie ma Miłości, mogło być co najwyżej płytkie uczucie lub zauroczenie, które zweryfikowały czyny.
Nie ma mowy o Miłości, która z natury jest czymś 'pełnym' i dojrzałym kiedy "bawi się" w nią emocjonalny niedorozwój.

Tylko niech nikt nie wpada w pułapkę, że jeśli już był ślub i są dzieci to oznacza, że to musiała być miłość, no bo jak to tak..?
To poczytajcie wątki choćby niejakiej kroteczki czy Piotra74 - to jest dokładnie ten przypadek.

193

Odp: Szok i nie wiem co dalej

grimm
Albo to co piszesz to wymyślone provo i trolling , strasznie kręcisz raz jesteś pokrzywdzony i pragniesz zniszczyć żonę, drugi raz czujesz się winny i widzisz swoją winę.Jeżeli ta cała sytuacja , która opisujesz jest prawdę to z tego co piszesz a przeczytałam Twoją historią całą , Ty jesteś sprawcą i winowajcąG rozpadu małżeństwa. Całe Wasze  wspólne zycie polegało jak nagminnie przytaczasz słowo "zlewaniu" zony.Wielka miłość z Twojej strony jest egoistyczna, jej problemy od początku zlewasz.Ona dawno powinna Cię zostawić a ona głupia przebywa u Ciebie licząc ,że staniesz się inny , zazdrosny o nią , dbający i kochający . A jak zbierasz dowody na siłę aby ją jeszcze pogrążyć , wymyślone wręcz nie sprawdzone , te zdjęcia to wręcz już obrzydliwe.
Nie sądzę też aby miedzy Wami była taka od serca szczera rozmowa o własnych demonach , tych chorobliwych zazdrościach itd
Krótko Twoja żona to ofiara Twojego zlewnego zachowania i zazdrości swojej

194

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Dziękuję za słowa krytyki ozon123.
Świadom jestem tego, że mogłem coś zrobić z zazdrością żony tylko co? Co można zrobić w obliczu bezpodstawnych oskarżeń przez tyle lat ? Wszelkie tłumaczenia, zapewnienia, że jestem jej wierny nie przynosiły żadnego skutku wręcz jeszcze bardziej ją to rozjuszało. Mój telefon zawsze leżał na widoku, żona  miała dostęp do każdego konta email nawet firmowego. Wszędzie wychodziliśmy razem zakupy, spacery, wyjazdy zawsze razem.  Nie traktowałem jej jak przedmiotu, mebla zawsze liczyłem się z jej zdaniem . Mieliśmy wspólne zainteresowania, wspólne hobby. Dodam jeszcze, że nigdy nie miałem i nie mam wyglądu super modela i kobiety zwykle wcale nie zwracają na mnie uwagi. W pewnym momencie przestałem już zwracać uwagę na te ?ataki? myślałem, że może to przyniesie skutek no i przyniosło ale całkowicie odwrotny od zamierzonego.
Czy ja byłem o nią zazdrosny ? Bardzo ale nie w ten sposób. Wiedziałem , że się kochamy i nic mi z jej strony nie grozi i to nie z powodu jej zazdrości o mnie. Ale to tylko i wyłącznie mój punkt widzenia .
A moja chęć zniszczenia żony równa się tylko chęcią zniszczenia samego siebie.

195

Odp: Szok i nie wiem co dalej

Minął tydzień od mojego ostatniego wpisu?  Długopis z dyktafonem co drugi dzień wrzucałem żonie do torebki i nagrało się całkiem sporo ale nic po tych rozmowach nie wskazuje na to, że coś jest między nimi. Mało tego mam wrażenie jak by ona go wykorzystywała bo ten rozkazujący ton jej głosu znam aż za dobrze. W jednej z rozmów pojawiłem się ja a słowa które usłyszałem nie były ani obraźliwe ani w jakiś sposób oczerniające mnie i to jest najciekawsze, że kolega równiej wyrażał się o mnie pozytywnie. Kompletnie nic z tego nie rozumiem.  Dodatkowo wczoraj poinformowała mnie, że w ten weekend się wyprowadza  i ?będziecie mieli ze mną spokój? powiedziała do mnie i do córki. Jedno zaprzecza drugiemu a to wszystko tylko potęguje młyn w mojej głowie i wzmacnia moje poczucie winy a w świadomości widzę już siebie jako zło totalne i przyczynę rozpadu naszego małżeństwa. Nie potrafią mnie nawet przekonać słowa przyjaciół i teściów,  którzy często u nas bywali i widzieli nasze relacje. Wszyscy mi powtarzają, że to nie moja wina, że nie pojmują jej postępowania  dlaczego odchodzi w taki bolesny dla nas sposób.  W moim chorym dzieciństwie miałem tylko jedno marzenie, chciałem kiedyś mieć normalną rodzinę, żyć w szczęściu z kochaną żoną, dziećmi i zapewnić wszystko czego ja nie miałem. I żyłem chyba w iluzji, że mogę to wszystko mieć.

Posty [ 131 do 195 z 324 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Szok i nie wiem co dalej

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026