Bycia "zimna księżniczką" jest chyba tylko dla wyjątkowych szczęśliwców. Ja kiedyś też taka byłam, tylko u mnie to było naturalne, nigdy nie myślałam o tym jako o czymś super-fajnym, po prostu nie byłam "łatwa", raczej zimna, zdystansowana, może i wesoła , ale nie brałam byle czego. Jednak później życie daje w dupkę i się kończy się "księżniczkowanie", miałam okres , że to nazwę "seksualnej rozpusty ;p" ale nie żałuję tego, bo wiele się nauczyłam i otworzyłam na ludzi. Przestałam być taką sztywniarą i "zawsze ma być po mojemu". O dziwo sfera mojego życia w seksie jak i w związkach uległa polepszeniu. To było chyba najlepsze co mi się w zyciu przytrafiło. Teraz ten okres mam za sobą, a mój "raczej zdystansowany" charakter znów dał o sobie znać, ale jest już wyważony, bo potrafię być kiedy trzeba tym co mi odpowiada.
DAMA NA SALONACH, KUCHARKA W KUCHNI I DZIWKA W ŁÓŻKU. To chyba jednak jest przepis na szczęście:D