http://www.doz.pl/apteka/p2952-Test_do_wykrywania_narkotykow_w_moczu_multi_1_sztuka_wykrywa_4_rodzaje_narkotykowSpokojnie mozesz kupic taki test.
Podobne tematy
Nie strasz mnie ze hera. Powiem tak właśnie dwa lata temu dojechał do niego niezły cpun od nas z miasta niedawno kolejny niby przypadek a może nie ? słyszałam wiele ze jak ten wraca to ma taki towar ze trzy dni fruwamy mówili jego znajomi. Jednak nigdy nie sądziłam ze i mój mąż moze mieć coś z tym wspólnego. Właśnie dzwonił mówił nie martw się a ja nie daje rady.
Ja nie strasze. Po prostu widzialam juz chyba wszystkie dragi i to co robia z czlowiekiem. Jezeli takich kolegow ma obok siebie to watpie zeby nie poplynal
Nie martw sie, nie wciagne sie w to. Kiedy bede chcial to rzuce i inne tego typu gadki na poczatku to normalna sprawa.
Właśnie to słyszę od dnia przeczytania wiadomości o paleniu. Mam swój rozum mnie nikt nie namowi jestem uczciwy wobec Ciebie . Inni niech robią co chcą cpaja i jeżdżą na dziwki ja nie muszę ją mam Ciebie . Dziękuję Solevita test na pewno mu zrobię. Jak dajesz rade ? Jak wytrzymujesz ? Bo ja przy swojej depresji powypadkowej dziś po takiej wiadomości czuje jakbym straciła wszystko.
Wiesz ja dowiedzialam sie dwa miesiace przed porodem. Maz mi powiedzial, kiedy sam stwierdzil ze to nie jest juz palenie kiedy sie chce a kiedys sie musi. A zaczelo sie wlasnie od nowego kolegi w pracy, ktory here przyniosl do pracy i poczestowal mojego meza.
Jak wytrzymuje? Na poczatku byla nadzieja. Wiara w to ze rzuci. Byly dni trzezwosci, ale narkoman nawet trzezwy nie jest juz tym czlowiekiem co wczesniej. Jego mysli zawsze kraza w jednym kierunku. Swiat bez dragow nie jest juz tym pieknym bez problemow swiatem. Sa lzy zony. Nieprzespane noce, ale i wsparcie dla meza, udowodnienie mu ze da rade. Jednak kiedy przerabia sie juz to setki razy to juz wszystko znika. Nie ma nadziei, nie ma wiary, jest beznadziejnosc z ktorej sie podniesiemy lub nie. Ja jestem silna, wiec sie podnioslam i nie dam zlamac.
Rowniez na poczatku sfera intymna, sex po dragach jest inny. Dlugi, nieprzerwany. Pozniej jest brak dbania o siebie. Czlowiek chudnie kilkanascie kg. Starzeje sie na twarzy i nie ma juz sily, ani pociagu by uprawiac sex. Wszystko co bylo wazne przestaje sie liczyc. Licza sie tylko dragi. Taka jest rzecz,wistosc narkomana.
Uzalezniony zawsze mowi to co chcesz uslyszec. Wie jak manipulowac najblizsza osoba. Zlapany na goracym uczynku i tak powie ze nic nie cpal. Pozytywny test. Przeciez test jakis popsuty
oj jak ja sie ciesze ze to wszystko mam juz za soba. Wspolczuje Ci tego co teraz przezywasz bo wiem jak to jest, ale szczerze to dobrze ze jestes z dala od meza, ze nie musisz patrzec kazdego dnia jak osoba ktora bardzo kochasz idzie na dno.
Jesteś silna babka :-) ja dalej nie mogę przestać myśleć nie wiem co robić. Fakt jestem z dala i zastanawiam się tym bardziej jaka jest ta sytuacja. Czy już naprawdę mam męża konkretnego cpuna czy jak mówi kilka razy. Jednak co to zmienia ? Skoro wzial kilka razy moze wziąść i kilkaset . Nie umiem zrozumieć jak on taki odpowiedzialny facet , zawsze racjonalnie myślący mógł sięgnąć po takie gowno.
Evaa a kiedy maz teraz bedzie w Pl? Tylko nie mowi mu nic o tescie bo moze przyjechac czysty zeb Ci udowodnic ze nie cpa. Tez to przerabialam.
Wiesz narkotyki zabijaja ta monotonie w zyciu i nie ma czasu na nude a jak Twoj maz jest z dala od was to moze robic co chce. Nie zycze Ci tego co ja przechodze bo to nic milego.
Bedzie za dwa miesiące. Nie mam wyjscia musze zrobić mu ten test mam nadzieję że da zrobić. Dziś długo rozmawiliasmy przez telefon jakoś niby twierdzi że mu zalezy i naprawi wszystko ale jakoś Nie odczulam tego po tonie jego wypowiedzi. Jeśli test wyjdzie pozytywny ja od razu odchodzę. Obiecał mi ze nigdy w nic się nie wplacze wiedział jakie mialam dzieciństwo będąc córką alkoholika i jaki mam stosunek do używek.
2 miesiace to bardzo dlugo. Nie wytrzymalabym tyle czasu..... Nie masz mozliwosci zrobic mezowi niespodzianki i pojechac do niego w jakis wekeend?
No bardzo przykre jest to ze maz wie co przeszlas i byc moze serwuje Ci to samo. U mnie odwrotnie. Ja pochodze z kochajacego domu a moj maz z taiego co Ty.
Niestety nie mogę. W grudniu mialam wypadek i jestem ograniczona ruchowo a dopiero operacja w sierpniu takie kolejki w PL . Do tego te cholerne zwolnienie lekarskie i w każdej chwili ZUS może przyjechać i mnie sprawdzić.
Nie ma w tym różnicy z jakiego domu sie pochodzi aby wplatac sie w nałóg. Wielu mam znajomych z domów gdzie była miłość i nie było przemocy a stoczyli sie na dno i na odwrót. Odkąd pamiętam ojciec pil za młodszych lat czułam wszystko ból ,strach i wstyd. Wiele razy pytałam dlaczego , wiele razy chciałam mu pomóc tak jak Mana jednak jeśli nie będzie chciał to do niczego się nie zmusi. Mąż wiedział że zakładając ze mną rodzinę miał stworzyć dom gdzie nasz syn wychowania sie w dobrej i ciepłej atmosferze. Obiecał mi ze nigdy nie wykarze sie takim brakiem odpowiedzialności i w cos sie wplacze. Dziś wstałam z nastawieniem ze nie uronie ani jednej łzy przeczekam te dwa miesiące jeśli wyjdzie ten test pozytywnie odejdę. Plany zamieszkania razem w Niemczech legnal w gruzach a ja jakoś bede musiała dac rade być matka i ojcem zarazem dla swojego syna. Po prostu nie pozwolę aby moje dziecko choć przez chwilę miało poczuć to co ja czułam.
Evaa bardzo dobre podejscje! Przykro mi ze mialas wypadek i zamiast wsparcie od meza serfuje Ci takie cos.
Ile lat ma Twoj synek? Ja sie pocieszam tym ze mam male dzieci i bynajmniej nie sa swiadome tego co sie dzieje i moze lepiej ta rozlake z mezem teraz przyjma niz jakby byky wieksze?
Wiesz a ja wlasnie mam inne spojrzenie niz Ty. Ja nie znam nikogo z dobrego domu, kto by sie wpakowal w jakies uzywki. Zawsze jak slysze to ktos miak za soba ciezkie dziecinstwo i do dnia dzisiejszego mysle ze to sie ciagnie do konca zycia.
Synek ma 7 lat więc już widzi gdy coś dzieje się złego. Jak pisałam rano dziś tak zorganizowałam sobie dzień aby o tym nie myśleć no i nastał ten wieczór gdy jest chwila spokoju i głowa znów pełna zmartwień. Nie dam mu zniszczyć życia mi i dziecku. Jeśli wyjdzie to prawdą nie daje żadnych szans ani nie czekam. Może ktoś kto będzie to czytał pomyśli że żle robię ale on mi obiecał że nigdy w nic się nie wplącze a obietnic się nie łamie.
Gdybym wiedziala to co wiem teraz w momencie gdy maz powiedzial mi co sie dzieje to rowniez nie dalabym szansy. Mialabym juz to za soba a najbardziej szkoda mi zmarnowanego macierzynstwa
bo najpiekniejsze chwile mojej corci bylam skupiona na ratowaniu meza.
Evaa ja rowniez nie moge sobie wyobrazic jakby moje dzieci mialy patrzec na to co zle a a wczoraj mialam przedsmak tego jak to mialoby byc
Jak sobie radzisz?
Witaj.
Tak naprawdę staram się jak narazie zachować spokój. Zjadłam dużo nerwów nie powiem myślę o tym każdego dnia gdzieś to przelatuje w mojej głowie ale odwracam zraz myśli na syna . Wszystko rozegra się jak przyjedzie na poczatku czerwca do domu. Zrobię test jeśli wydzie pozytywny ja nie będę walczyła o niego. Jeśli bierze to zdecydowała zrezygnować z rodziny jak pisałam wcześniej nie chce walczyć z nałogiem bo wiem po ojcu co to za walka. Pozdrawiam
Zostawić gościa to teraz jedyny ratunek. Dla siebie i paradoksalnie dla niego.
Szkoda tylko wspólnych tylu lat. Nie wiem myślę że mi będzie z tym łatwiej niż dla Solevity gdyż ja od 3 lat mieszkam w PL a on w DE. Czas pokaże jak to będzie. Tylko dziwne bo straciłam do niego zaufanie i nawet jeśli test wyjdzie negaywny ja nie wiem czy dam radę się przed nim otworzyć,zbliżyć się do niego..ehhh
Rozumiem. Bo widzisz. Jak się kocha to cały czas się liczy, że uzależniony się zmieni i mimowolnie i nieświadomie zapewnia mu się komfortowe warunki do ćpania. Często potrzebny jest ogromny wstrząs żeby z tym skończyć raz na zawsze. No ale jak widać nie każdemu nawet wstrząs pomoże. Tu tak naprawdę nie ma wyjścia środkowego. Można pójść albo do przodu i rzucić, albo ćpać dalej i stoczyć się do końca. Niestety. U mnie to będzie już 7 lub 8 lat od kiedy nie biorę. I jestem szczęśliwy z tego powodu bardzo.
M?rtainn na wstepie gratuluje Ci rzucenia dragow i tylu lat w trzezwosci. Uklon w Twoja strona bo wiem ze bylo to cholernie ciezkie.
Masz racje, jak sie kocha i wiele wspolnych lat ma sie za soba przezytych to wierzy sie ze bliska Ci osoba podniesi sie, jednak tak jak mowisz, sa to swietne warunki do cpania, ale do decyzji o rozstaniu trzeba dojrzec. U kazdego musi przyjsc ten moment ze stwierdzi ze nic sie nie zmienia i nie zmieni dopoty, dopoki nie podjemiemy sie radykalnych krokow.
Evaa bardzo dobrze ze rozganiasz mysli, ale nie da sie ich pozbyc. Ale wierze ze na pewno latwiej jest Ci bez meza ktory byc moze jest cpunem niz z nim i patrzac na to jak spada na dno z ktorego juz nie ma wyjscia.
Ja mam ciezkie dni teraz. Zlapal mnie straszny dol, byc moze przez to ze maz cpa takie ilosci ze w glowie mi sie nie miesci. I stwierdzil ze skoro nigdy wiecej nie dam mu szansy to on nie ma sie juz po co leczyc i woli umrzec z przecpania. I ok. Jego wola, ale niech jak najszybciej sie wyniesie i mnie nie meczy swoim widokiem, tym ze spac nie moge w nocy bo sie denerwuje czy wstane rano i nie zastane go juz martwego. Tego sie nie da opisac. Na dzien dzisiejszy pragne by sie wyniosl. Daleko od nas. Bym nie musiala juz na niego patrzec.
Racja ja również gratuluję wytrwalosci bo naprawdę trzeba albo sięgnąć dna albo zrozumieć ze fajnie jest na chwilę i za wszelką cenę z tego zrezygnować.
Kurczę Solevita nie bede mogła teraz przestać o Tobie i Twoich dzieciaczkach myśleć naprawdę przezywacie cos okropnego. Chciałabym Ci przesłać ogrom sil abyś dała rade. Wiem ze go dalej kochasz ale chce się zacpac niech się zacpa jednak wiem ze zapewne tak mówi bo chce Cię wziąść na litość lecz Ty się nie daj. A jeśli mu zalezy to powinien Dax Wam narazie spokój iść na terapie i trzeźwy wrócić i próbować odbudować to co zepsuł . Ciężkie to wszystko.
Ja tylko napiszę, że takie gadanie uzależnionego to norma. To forma szantażu.
O to ze maz bierze mnie na litosc, ze to jest norma, ze manipuluje. Ja to wszystko wiem. Nikt mi nie musi tego mowic. Przerabialam to setki razy a mimo wszystko nadal jest jak jest. Tutaj juz nic nie zmieni mojej decyzji. Nawet gdyby byl czysty to ja juz nie chce walczyc. Nie zaufam mu juz nigdy i nie chce przez cale zycie byc detektywem i sprawdzac czy jest czysty. Czy mowi prawde itp.
Evaa dzieki za dobre slowo.
Dasz radę z tym wszytskim bo masz komu walczyc o swoje dobro. Dzieci są najważniejsze jak i Ty rownież. Ja też dam radę choć wiem że też może być ciężko.
Boli tak naprawdę brak odpowiedzialności ze strony męża jak i w Twoim i moim wypadku. Życie jest trudne, nikt nie powiedział że będzie łatwe lecz trzeba brać się w garść i ŻYĆ.
Sama psychicznie już nastawiam się na koniec bycia żoną własnego męża straciłam zaufanie. Ktoś powie do trzech razy sztuka ja powiem przyłapałam na dwóch na wielu pewnie nie i mi to wystarczy. Złamał obietnice a ja będąc dzieckiem alkoholika nie dopuszcze nigdy aby moje własne dziecko chociaż przez chwile miało patrzeć lub czuć to co ja czułam będąc takim maluchem.
Solevita a nie masz w ogóle możliwości totalnei się od niego odciąć? Wyprowadzić się lub wywalić jego z mieszkania/domu?
Solevita a nie masz w ogóle możliwości totalnei się od niego odciąć? Wyprowadzić się lub wywalić jego z mieszkania/domu?
No wlasnie nie mam. Z drugiej strony nie chcialabym sie wyniesc z mieszkania bo wiem ze dzieci mniej to przezyja jak on sie wyniesie i bedzie je odwiedzal.
Ale tez mam dobra wiadomosc dzisiaj. Wlasnie nie dawno dzwonil maz ze znalazl mieszkanie i do 14 dni bedzie mogl sie tam przeniesc. Chyba dam rade tyle wytrzymac? Najgorsze jest to ze teraz jak do niego doszlo ze nas traci to placze jak dziecko. I za czym? Za tym ze faktycznie nas straci czy za tym ze sie nacpa i juz nie bedzie mi do kogo wrocic? Za tym ze ma swiadomosc ze sie stoczy jeszcze bardziej?
Ciezkie to strasznie bo normalnie wzielabym przytulila normalna osobe do serducha a jego nie moge bo wiem jak ten mechanizm dziala
Evaa zycze Ci zeby jednak okazalo sie ze maz zdal sobie sprawe w co sie moze wpakowac i zakonczyl przygode z tym wszystkim. Nie miec zaufania do drugiej osoby to koszmar. Chowanie portfela zeby kasy nie wzial. Telefonow. Laptopa. Tableta itp. Jak komus mowie jak wyglada zycie z narkomanem to polowa z tych osob nie chce wierzyc ze tak jest. Nie potrafia zrozumiec jak np. Znajduje rachunek za zakupy ktory wynosi np. 94? i mimo ze go trzymam w rekach on mowi ze wydal 110? wierzyc sie nie chce co? A jednak to prawda.
Płakał to on dopiero będzie, jak faktycznie zamieszka sam i codziennie będzie się budził w pustym mieszkaniu. Ale myślę, że jednak chodzi o stratę was. A wtedy będzie odczuwał ją bardzo mocniej.
Przestań się w końcu do cholery Bac i obwiniać! Ma swoją matkę,to niech idzie do niej skoro to Twoja wina! A Ty zacznij myśleć o sobie w końcu,bo jesteś współuzależniona! I musisz zacząć chodzić na terapię jeśli nie chcesz się stoczyć. Facet może Cie jedynie obwinić i pociągnąć za sobą na dno! Tego chcesz???
Płakał to on dopiero będzie, jak faktycznie zamieszka sam i codziennie będzie się budził w pustym mieszkaniu. Ale myślę, że jednak chodzi o stratę was. A wtedy będzie odczuwał ją bardzo mocniej.
Ja tez plakalam ze go stracilam to teraz czas na niego. Tylko ze on zawsze znajdzie pocieszenie w herze.
Sylka?. masz na imię Sylwia? Ja też? Uciekaj od swojego męża i jego matki jak najdalej. Co to za matka, która widzące, że syn jest uzależniony sam nie zmusza go do podjęcia leczenia.
Pewnie przy takiej mamusi, człowiek nie wytrzymał i zaczął cpać.
Nawet jeśli pójdzie na leczenie nikt nie zagwarantuje Ci, że po wyjściu nie wróci do nałogu. Narkoman zawsze zostaje narkomanem. Jedne terapeuta powiedział, mi kiedyś, że są to najlepsi i najwięksi manipulatorzy na świecie. Dlatego proszę walcz o siebie idź na trepie dla współuzależnionych i walcz o swoje życie.
Z nim nigdy nie będziesz miała normalnego zycia. U narkomana po pewnym czasie zachodzą nieodwracalne procesy w mózgu. Im jest później bardzo trudno funkcjonować i odczuwać normalne emocje: empatia, współczucie, opieka na drugim człowiekiem.
Wiem co mówię, moją pierwszą miłością był mężczyzna, który w trakcie naszego związku uzależnił się też od Browna. Walczyłam o jego zycie przez 7 lat. Był w ośrodkach zamkniętych w sumie 2 lata. Ilości detoxów nie jestem wstanie zliczyć, oczywiście w międzyczasie były terapie indywidualne.
Nasze życie w pewnym momencie toczyło się tylko wokół jego uzależnia, i odwieczne pytanie ? bieże czy nie bierze?. Jak ten związek się skończył, też oczywiście z hukiem, bo na koniec mnie jeszcze narkus okradł.
Ty masz wyjście możesz odejść od męża ,a ja mam uzależnionego syna od dopalaczy .Walczymy cały czas o niego ,był już w 5 ośrodkach odwykowych .Jak ktoś nie chce się sam leczyć to trzeba co innego zrobić ,Ja napisałam wniosek do prokuratora o przymusowe leczenie i czekam na rozpatrzenie sprawy .Syn prosił mnie o wycofanie wniosku że podda się sam leczeniu ale ja mu nie wieże .18 czerwca jedzie do następnego ośrodka a ja będę czekać na decyzje sądu .My mamy już dosyć takie życia być więzniem w własnym domu,muszę wszystkiego pilnować żeby nie wyniósł z domu i nie sprzedał żeby mieć na ćpanie .Tak prawdę mówiąc już prawie wszystko co było cenne to sprzedał .Mąż przez syna dostał zawału i sie nie opamiętał on wie że żle robi ale to jest silniejsze od niego .Może pomyślicie co zemnie za matka że tak myślę ale nie raz mam takie myśli żeby się zaćpał i wszystkim by nam się skończyło.
bardzo Ci współczuję luca48. Mój mąż też brał to świństwo, chyba już z tym skończył. Nie jestem pewna... Przez całą tą sytuację stałam się bardzo podejrzliwa, wszędzie węszę podstęp, chcę mieć kontrolę nad tym, z kim rozmawia, pisze. To chore, moja psychika jest zrujnowana. Nie umiem mu zaufać, mimo, że wszystko wydaje się ok. Mąż zachowuje się normalnie ale ja wciąż się boję, że do tego wróci.
To moze ja sie wypowiem jako dsiecko narkomana, ojciec byl super fajnym gościem ale niestety też nie potrafił zrezygnować z heroiny choc wciąż obiecywał ze to skończy. mama się w koncu od niego wyniosla i jestem jej za to wdzięczna bo jak juz podroslam i sie z nim kontaktowalam to starch bylo na niego patrzec i sluchac niestety rok temu sie zapil bo po wyjściu z narkotyków wpadł w alkoholizm
trzymam za was kciuki za Wasze madre decyzje
Witaj.
A ja rozumiem Cię doskonale, nie jestem żoną, bo siostrą ale jednak problem ten sam.. Uzależnienie od tych gówien, psychozy, ataki szaleństwa, przewidzenia, przesłyszenia.. Trwało to kilka lat, dziś chodzi na terapię - chociaż przekonanie go do tego zajęło prawie całej rodzinie kilka miesięcy. On upierał się, że pójdzie tylko gdy jego żona zrobi to razem z nim, ona nie zamierzała, wolała się z nim rozstać niż pomagać w problemie, prawda trzeba mieć do tego wiele sił, bo kosztuje to sporo wysiłku, a jeszcze nie zawsze przynosi odpowiednie rezultaty. Był dwa razy u psychiatry, zapisał mu leki co moim zdaniem było nieodpowiednie, gdyż w tym stanie jakim on psychicznie był jadł te tabletki garściami, przez co zaczęło mu odbijać bardziej, na wizyty przestał chodzić, bo mu się nie chciało. Tak był w to wciągnięty, że nawet argumenty, że krzywdzi nie tylko siebie, ale i dzieci nie pomagały. Pewnego dnia dostał ataku szału przy mamie, w sumie moi rodzice byli w to mniej zaangażowani, bo mało im mówiliśmy, mama płakała i wręcz go błagała, żeby wziął się w garść, zadzwoniła też po karetkę, kilku policjantów i sanitariusze nie mogli go utrzymać, był w psychozie - potraktowali go paralizatorem kilka razy i po jakimś czasie zabrali do szpitala, ale jak za każdym razem bycia tam wypisał się na własne żądanie, w środku nocy.. Pomogła dopiero rozmowa z jego kolegą, sam przez to przeszedł i na obecną chwilę pomaga takim ludziom udzielając się w placówkach od uzależnień. Oczywiście nie chciał słuchać na początku.. Jego żona także zmieniła myślenie, postanowiła że z nim pójdzie na terapię. Zaczął brać jakieś tabletki oczyszczające organizm, nagle powrócił mu apatyt i zaczął wyglądać jak człowiek. Obecnie chodzi regularnie na terapię, pewnego dnia poszedł nawet na grupową, przed czym wcześniej zapierałby się rękoma i nogami, bo nie było nawet mowy o indywidualnej, a co dopiero takiej. Wraca do siebie, nie zażywa już tego, na spotkaniach młodym ludziom mówi, że póki mogą sami to niech trzymają się od tego jak najdalej.. Było ciężko, trwało długo przekonanie go, ale udało się i póki co wszystko wskazuje na to, że tak zostanie. W tym przypadku pomógł upór bliskich, ale jak wiadomo trzeba mieć cierpliwość i nadzieję, że któregoś dnia będzie dobrze. Takim osobom zostawienie ich samych sobie zazwyczaj nie pomaga, wręcz wpędza w to bardziej, bo człowiek pod wpływem i tak nie odbiera bodźców tak jak powinien.
Wstyd mi za to, ale sama byłam uzależniona, dziś jestem wielką przeciwniczką dopalaczy i narkotyków, nawet nie pijam alkoholu. Mnie nie była potrzebna terapia, mam bardzo silną wolę, ale miałam także motywację - przedawkowanie, które prawie mnie posłało na tamten świat. Ale Twój mąż potrzebuje pomocy osób trzecich, wsparcia, uporu i terapii, ale do tego musi dojrzeć, oby nie za późno.
Hej rowniez mam problem z narzeczonym. Zaczne od poczatku, mam syna z innego małżeństwa jak mial dwa lata zwiazalam sie z tym obecnym,ponieważ byly byl uzalezniony od marihuany jak i ja sprzedawal,zostawilam go a on sie nie zmienil spadl jeszcze gorzej bo zaczely sie dopalacze typu prochy,wiec po nim widze ze odejscie nie bylo przynajmniej dla niego dobre. Teraz tez obecny..wiec na poczatku sielanka wszystko fajnie,pozniej okazalo sie ze ma problem z narkotykami typu proch jak i alkohol,z alkoholu jako tako wyszedl ale narkotyki,dopalacze sa dalej. Dodam ze pozniej mnie tez wciagal w to przynajmniej probowal,raz na jakis czas wzielam z nim,ale to nie dla mnie nie chce tego mam syna wiec mam dla kogo zyc. Zanim okazalo sie ze ma z tym problem chcielismy bardzo kolejne dziecko,nie udawalo sie az po 3 miesiacach okazalo sie ze jednak jestem w 4 tyg ciazy. Ucieszyl sie,zmienial przynajmniej probowal,bylam kilka razy w szpitalu on chodzil do pracy i pilnowal dziecka,przy drugim pobycie okazalo sie ze on wzial wachnal bo kolega przyszedl mial miec piwo a mial to. Teraz jest juz 5 miesiac i wcale go przy mnie nie ma,wraca o 20 najwczesniej a nawet i o 3 nad ranem a w piatki potrafi wcale nie wrocic. Znalazlam jego dodatkowy tel z sms i polaczeniami do roznych babek,jak i do dziwek. Twierdzi ze to tylko sms i polaczenia nic wiecej bo mnie kocha i nie moglby mi tego zrobic,ale ja mu juz nie ufam. Ciagle co jakis czas bierze,przez to i prace stracil a ja nie wiem co mam robic. Mieszkanie wynajmujemy,synkowi smutno ze malo czasu mu poswieca i jeszcze ciaza zagrozona,stres i nerwy. Chcialabym dac mi szanse bo kocham i tak naprawde nie mialabym gdzie odejsc,nawet do rodzicow nie mam mozliwosci. Chce zeby poszedl na terapie i ze pojde z nim bo tez juz psychicznie nie wyrabiam,mysli samobojcze mam a on ze musze mu okazac ze go kocham i ze warto zeby sie zmienil,ze on nie ma z tym problemu i wyjdzie bez tego sam. Co tu robic,mieszkania sama nie wynajme,dodam ze miesiecznie mam okolo 1000zl i juz mi ciezko,syn potrzebuje wiele i male jak sie urodzi tez bedzie potrzebowac..
Hej rowniez mam problem z narzeczonym. Zaczne od poczatku, mam syna z innego małżeństwa jak mial dwa lata zwiazalam sie z tym obecnym,ponieważ byly byl uzalezniony od marihuany jak i ja sprzedawal,zostawilam go a on sie nie zmienil spadl jeszcze gorzej bo zaczely sie dopalacze typu prochy,wiec po nim widze ze odejscie nie bylo przynajmniej dla niego dobre. Teraz tez obecny..wiec na poczatku sielanka wszystko fajnie,pozniej okazalo sie ze ma problem z narkotykami typu proch jak i alkohol,z alkoholu jako tako wyszedl ale narkotyki,dopalacze sa dalej. Dodam ze pozniej mnie tez wciagal w to przynajmniej probowal,raz na jakis czas wzielam z nim,ale to nie dla mnie nie chce tego mam syna wiec mam dla kogo zyc. Zanim okazalo sie ze ma z tym problem chcielismy bardzo kolejne dziecko,nie udawalo sie az po 3 miesiacach okazalo sie ze jednak jestem w 4 tyg ciazy. Ucieszyl sie,zmienial przynajmniej probowal,bylam kilka razy w szpitalu on chodzil do pracy i pilnowal dziecka,przy drugim pobycie okazalo sie ze on wzial wachnal bo kolega przyszedl mial miec piwo a mial to. Teraz jest juz 5 miesiac i wcale go przy mnie nie ma,wraca o 20 najwczesniej a nawet i o 3 nad ranem a w piatki potrafi wcale nie wrocic. Znalazlam jego dodatkowy tel z sms i polaczeniami do roznych babek,jak i do dziwek. Twierdzi ze to tylko sms i polaczenia nic wiecej bo mnie kocha i nie moglby mi tego zrobic,ale ja mu juz nie ufam. Ciagle co jakis czas bierze,przez to i prace stracil a ja nie wiem co mam robic. Mieszkanie wynajmujemy,synkowi smutno ze malo czasu mu poswieca i jeszcze ciaza zagrozona,stres i nerwy. Chcialabym dac mi szanse bo kocham i tak naprawde nie mialabym gdzie odejsc,nawet do rodzicow nie mam mozliwosci. Chce zeby poszedl na terapie i ze pojde z nim bo tez juz psychicznie nie wyrabiam,mysli samobojcze mam a on ze musze mu okazac ze go kocham i ze warto zeby sie zmienil,ze on nie ma z tym problemu i wyjdzie bez tego sam. Co tu robic,mieszkania sama nie wynajme,dodam ze miesiecznie mam okolo 1000zl i juz mi ciezko,syn potrzebuje wiele i male jak sie urodzi tez bedzie potrzebowac..
Powinnaś jednak go trochę wspierać. Wiem, że to ciężkie, ale jak każde uzależnienie potrzebuje bodźca, by przestać.
Staram sie go wspierac,szukam z tego wszystkiego wyjscia,chce zeby z tym skonczyl na dobre. Moge z nim isc na terapie ale on nie chce,chce porozmawiac zazwyczaj wieczorem kiedy dziecko spi to wraca pozno a jak juz jest to znajduje sobie zajecie i ciagle mowi ze jest zajety. Gdyby on chcial chociaz ze mna o tym porozmawiac ale on nie chce mowi ze bierze przeze mnie,ale czemu? Ja nie biore, zajmuje sie dzieckiem caly czas teraz ta ciaza,na badania do lekarza tez jezdze sama bo wymysla ze ma cos ro zalatwienia. Najgorsze ze klamie mi prosto w oczy,znajde cos u niego a on prosto w oczy mowi mi ze to nie jego,noo a kogo skoro nie moje? A jakby to dziecko znalazlo i np wzielo? On nie zdaje sobie sprawy jakie to niebezpiecznie nie tylko dla niego ale i dla nas. Obawiam sie ze jak sie urodzi kolejne dziecko bedzie np plakac i stanie sie tragedia no np bedzie pod wplywem,a duzo o tym mówią w telewizji. Poprostu sie boje jak on stanowczo z tym nie skonczy. Gdyby on chcial tylko pomocy ale mowi ze nie potrzebuje w tym tez problem.
widzę, że wątek się rozwiną, teraz jest jakby "na czasie"....
u mnie niewiele sie zmieniło.... Mąż na szczęście znalazł pracę ale dalej pali dopalacze.... nawet te ostatnie zatrucia nic mu do myslenia nie dały, bo on sam sobie robi (kupuje podkład i proszek i robi bo jest chemikiem)
a ja nie odeszłam
tylko że naprawde nie wiem czemu?? nie umiem od niego odejsć... może ma to związek z tym że jestem dzieckiem alkoholika?? i nie wiem, czuje jakąś potrzebę pomocy?? już sama NIE WIEM... minęło pół roku i poza tym że pracuje nic się nie zmienia... tylko wymagania. On nic nie daje, nie wspiera mnie itp a wymaga czułości seksu itp.... nawet nie wie ile mamy środków na koncie, czy nas stać na to czy tamto, to go nie obchodzi zupełnie tulko wydaje na co chce....
wszyscy przyjaciele mówią: odejdź a ja nie potrafię... dlaczego??? cirpię ja, cierpi on a żadne z nas nie podejmuje radykalnych kroków... chyba nie mam na to wystarczająco dużo siły... ktoś napisze: a masz siłę na to wszystko patrzeć?? odpowiem: też nie mam... kiedyś byłąm radosną dziewczyną a teraz śmieję się coraz mniej, częściej płacze...
jeszcze mąż znowu wspomina o samobójstwie... że mnie uwolni, że ma dosyć takiego życia itp... ale nie widzi że to wszystko przez używki. Na terapię nie chce iść bo "nie ma czasu bo pracuje a po pracy jest zmęczony" cytat... a jest drwalem więc owszem zmęczony jest ale on po prostu nie widzi problemu... już nic mu się nie chce, niczym się nie interesuje poza nowymi zabawkami (telefon, piła itp)
nawet nie wiem po co to piszę, bo chyba nie po radę bo wiem co napiszecie ale tak chciałam się wygadać... bo nikomu o tym nie mówię bo trochę wstyd, trochę niewiedza słuchaczy... nie zrozumieją...
i tylko mama mi powtarza żebym nie powtarzała jej błędów... ![]()
Jesteś współuzależniona, DDA, powielasz schemat swojej matki. Miałaś ojca alkoholika, teraz masz męża ćpuna, a Wasze dziecko będzie przeżywało dokładnie to samo co Ty w dzieciństwie. Najwidoczniej bardzo tego chcesz dla niego skoro nie podejmujesz żadnych kroków ku polepszeniu sytuacji. Mąż nie chce na terapię - na siłę go nie zaciągniesz. Ale TY powinnaś pójść. Jeśli chcesz się ratować to nie ma innego wyjścia. Może tam Ci przetłumaczą co masz robić, skoro ani rodzina ani przyjaciele nie są Ci w stanie pomóc no i nie ma się co oszukiwać - nie są w stanie Ci pomóc ani Ty sobie sama.
cześć. chciałam podzielić się z Wami moją obecną sytuacją i prosić o radę.
Otóż dziś mąż przeszedł samego siebie.... tak się załatwił dopalaczem do palenia że nie poszedł do pracy... pracuje w lesie czasem może wziąć wolne, ale nie zadzwonił nawet do szefa z infromacją ze go nie będzie bo nie był w stanie nic powiedzieć ![]()
wcześniej miał przerwę w paleniu bo nic nie miał. No i było ok wtedy. Tylko że on już wogóle się nie stara ratować naszego związku tzn nie robi nic dla mnie np głupiego obiadu jak ma wolne... Chciałam ratować to małżeństwo ze względu na czas jaki jesteśmy razem i ze względu na niego... ale dziś przesadził ... Powiedziałam że nie ma sensu ratować tego związku ale rano nic do niego nie docierało.
Wcześniej gadaliśmy o tym, ale on jakby słuchał i tyle... nic nie robi..
tylko czy to znaczy że już mu nie zależy na mnie czy po prostu jest już tak uzależniony że liczy się tylko używka??
pytanie jest do Was co mam robić??? czy wyprowadzić się i zostawić samego z tym problemmem żeby w końcu się wziął za siebie czy ratować go i nie odchodzić narazie??
Chiałabym mu pomóc jako człowiekowi bo taka jestem że nie zostawie kogoś bez pomocy ale ja już psychicznie nie daje rady... ostatnio tak się kłóciliśmy że chyba całe osiedle słyszało, średnio co dwa dni, po czym schudłam w tydzień 5 kg i dostałam drugiego okresu... wszystko ze stresu... wtedy nic nie miał i chyba łapie go wtedy agresywa...
naprawdę nie wiem co robić ![]()
Minął prawie rok. Co się zmieniło? No nic się nie zmieniło. Wierzysz, że kolejne miesiące zmienią cokolwiek jak te 9 nic nie zmieniło?
no nic się nie zmieniło
więc odejść?? myślę że trudno podjąć mi ta ostateczną decyzję bo czuje się jednak troche winna temu co się stało z tym człowiekiem czyli moim mężem.. może teściowa miała rację że to moja wina bo na to pozwoliłam.. tylko że on mnie nie słucha.. ale zostawić go teraz samego czy pomagać na odległość?? oczywiście teściowa będzie mieć pretensje do mnie bo przecież on jest uzależniony i nie mysli logicznie a ja powinnam nad nim czuwać i go pilnować żeby nie brał... a może to dobre podejcie?? tyle pytań mało odpowiedzi....
Nie to nie jest dobre podejście i to nie Ty jesteś winna. On jest dorosłym człowiek i sam wybrał taką drogę. Zostaw go. To jedyne wyjście w tej chwili i jedyne co może spowodować, że przestanie ćpać. Teraz ma komfortowe warunki które sama mu stwarzasz. I absolutnie się za to nie obwijniaj. To nie jest Twoja wina. Jak się stoczy na dno to może przemyśli. A może i nie. W uzależnieniu nie ma półśrodków. 50 na 50. Wyjdzie lub nie wyjdzie. Innego wyjśćia nie ma.
Witajcie ponownie.
Jak ten czas leci. Nie bylo mnie tu kilka miesiecy.
Sylka powiedz mi dlaczego tkwisz w takim zwiazku??? Jak czytalas wczesniejsze posty to wiesz ze mam meza uzaleznionego od hery. Rowniez nie chcialam go zostawic bez pomocy jako czlowieka. Pomoglam mu poraz kolejny. Znowu byl 4 miesiace czysty, ale mimo wszystko ja nie zrezygnowalam z rozwodu, ze swojego szczescia. Pozwolilam mu mieszkac do czasu az sie nie urzadzi na swoim i przyszedl dzien ze przezucil sie na dopalacze. Powiem Ci ze heroina przy dopalaczach to pikus. Zatrucie. Ledwo odratowany bo zdazylam na czas, takze dziwie sie ze patrzysz na to spokojnie.
U mnie dobroc i pomoc sie skonczyla. Wyrzucilam meza z domu. Dalam mu pieniadze na mieszkanie i na zycie a to ze wolal je przecpac to jego sprawa.
Ja mam dzieci i go wyrzucilam a Ty bedac sama sie jeszcze zastanawiasz? Co Cie z nim teraz laczy? Ja tez przezylam z mezem 15 lat ale na to nie mozesz ciagle patrzec. Nie bedzie lepiej. Walcz o siebie bo on jezeli bedzie chcial to sam o siebie zawalczy.
Mnie tez nie jest latwo. Nie mam jeszcze rozwodu i nie wiem czy oficjalnie go nie dostane po 3 latach bo maz na rozwod sie nie godzi a po 3 latach dostane go od reki, ale uwierz mi ze zycie w spokoju jest tego wszystkiego warte. Spisz spokojnie nie martwiac sie i nie zyjac w strachu.
Kolega był uzależniony od dopalaczy, ale tych sypkich do nosa. W ukryciu przed dziewczyną brał to przez prawie rok, aż w końcu zdał sobie sprawę, że to już nałóg. Jego dziewczyna średnio się nim interesowała i też nic nie zauważała, aż postanowił się jej zwierzyć. Niestety reakcja dziewczyny nie była taka jaką się spodziewał: generalnie zostawiła go z tym problemem samego, właściwie z każdym problemem zostawiała. Dla niego był to tak ogromny szok i cios, że postanowił sam z tego wyjść. I udało się. Wyszedł są razem. Ale morał z tego:
każdy uzależniony musi być świadomy swojego uzależnienia, być może mąż jest w chwili obecnej na etapie - skończe z tym kiedy tylko będę miał ochote z tym skończyć - to jest akurat nie prawdą,
niestety sytuacje kiedy ktoś jest zmuszony do samodzielności, MUSI podjemować decyzje za siebie, to wymusza pewnej stanowczości, której teraz mu brak
Jeśli miałbym Ci coś doradzić: nie zostawiaj go lub zostaw go dopiero, kiedy wyjdzie z nałogu, w innym wypadku nie będzie o Tobie pamiętał w pozytywny sposób.
Niestety, ale powinnaś dać mu ultimatum, jeśli masz gdzie, radze Ci się wyprowadzić na jakiś czas postawić go przed faktem dokonanym i poczekać na jego decyzje. Odwiedzać go, dużo rozmawiać, absolutnie nie zostawiać pieniędzy, pod żadnym pozorem! Wiem, że ciężkie, być może nie do zrealizowania, ale może masz w pobliżu znajomych, rodzinę...
Ważne jest ile trwa to uzależnienie. U innego znajomego trwało to przeszło 2 lata. Niestety spowodowało to niedowracalen zmiany w mózgu i postrzeganiu rzeczywistości i jest obecnie na psychotropach, a w takim wypadku ośrodek zamknięty.
Sami jesteście sobie winni po jaką cholere źeście sobie mózgi zamulali za młodu kazał wam ktoś zmuszal siłą. Trzeba być nieżle rąbniętym źeby się samemu zatruwać. Ja bym tych wszystkich debili bo wy i tak juź mądrzejsi nie będziecie wsadził w rakiete i na inną planete tam gdzie bujacie w obłokach jak się trawska nawąchacie.
Dobrze się czujesz?
No hey.Mam dwójkę dzieci-7 i 8 lat.Męża,który jak nie pali tego gówna jest całkiem spoko.Pół roku temu wysłałam go na terapie był na dwóch spotkaniach,nic nie dało.Dalej pali.Od miesiąca raz w tygodniu od nowa jeżdzi na terapię do ośrodka nfz karan.Tak sobie i jemu wytłumaczyłam,ze jeśli mnie wstydzi sie opowiadać o tym co czuje to z obcą osobą będzie mu łatwiej pogadać.Może powoli coś sie zmieni ale nie mma we mnie nadziei.Z nim jest tylko coraz gorzej.Dzieci Go nie słuchająmi wyciąga wszystkie brudy jak to przeze mnie to robi.Ma ze mną dzieci bo wpadliśmy.A rodzice chcieli ślubu,bo mała miejscowość.Jedyna osoba,której zaufałam,którą pokochałam,na której mogłam polegać.Miesiac temu umarł jego ojciec.Mój maż na pogrzeb poszedł po dopalaczach.i cały miesiac tak sie ućpa po przyjściu z pracy,że nie ma z nim kontaktu.Miałam w ręce garść tabletek nasennych groziłam,że połknę jeśli mi nie odda,straszyłam opieką,ze ktoś doniósł,ze dzieci nam zabiorą,w pracy wiedzą,że bierze ale w pracy jest ok.Niczego się dupek nie boi.A ja poprostu tak bardzo chcę się do niego przytulić...tak jak kiedyś pięć lat temu.Zwolnią go z pracy stoczy się,bo praca jest dla niego wszystkim,Odejdę z dziećmi,stoczy sie,bo zostanie sam.Bedzie szukał dalej powodu.Mi tesciowa powiedziała,ze ona ze swoim mężem alkoholikiem sama musiała sobie radzić rozmawiała itd.nie chodziła do swojej teściowej na skargę.Ja mam wrazenie,że jestem w tym wszystkim sama.Nie mam koleżanek,nie mam komu o tym wszystkim opowiedzieć..
Ja mam wrazenie,że jestem w tym wszystkim sama.Nie mam koleżanek,nie mam komu o tym wszystkim opowiedzieć..
to tak ja andzia23... też jestem sama a przynajmniej tak czuję... teraz jednak okazuje się że mam więcej przyjaciół wokół siebie niż się tego spodziewałam... Teraz bo zdecydowałam sie wyprowadzić
ale tak serio.... już nie straszę go wyprowadzką (tak mi kiedyś powiedział że tylko straszę) tylko działam... Jestem na etapie szukania mieszkania do wynajęcia co wcale nie jest łatwe w małej miejscowości, i już wyniosłam część rzeczy do znajomej. tylko czy.... to dobra decyzja?? znowu mam wątpiwości... a jeżeli się stoczy jak go zostawię... oczywiście groził mi w przypływie złości, że stracę pracę (on to załatwi) i wypier*** z tego miasta, jego miasta.... nawet nie wiem czy brać to na poważnie... bierze leki więc...
wiem chaos przemawia z mojej wypowiedzi bo piszę szybko i chcę powiedzieć jak najwięcej a czasu brak...
więc co Wy na to forumowicze?? wyprowadzka to dobra decyzja?? podawać mu nowy adres??
on dalej nie widzi winy i to już nawet nie chodzi o te dopalacze (choć najważniejsze) ale o całe podejście do życia...
zero odpowiedzialności, wyjebane na wszystko.... a teraz jeszcze matka jego przyjeżdża, która oczywiście chciałą być mediatorką w naszych sprawach no i oczywiście to ja jestem ta zła... no i co tu zrobić skoro mieszkam jakby nie było u niej ciągle....
ale trudny czas przyszedl....
ale jak to powiedział Włóczykij "nikt nie powiedział że dobre decyzje nie będą Cie ranić..."
napewno dobra.Mi brakuje bardzo tej odwagi,za bardzo nie mam do wyboru w mieszkaniach a poza tym kasa...
Ale żyjemy razem a jednak osobno.Ja już nawet nie chce czuć tej miłości.Te nerwy mi chyba zabrały wszystkie uczucia albo nigdy nie umiałam kochać.Ale tylko Jego zawsze kochałam.Tak myślałam.Sama siebie nie nawidzę,ze jestem taka słaba i uzależniona od Niego w kazdy z możliwych sposobów.On codziennie i siebie i mnie osukuje,ze juz nie pali.Rzeczywiście moze dopalaczy zrezygnował ale jest marihuana na bank.Tak nie umiem żyć.Najbardziej szkoda mi naszych dzieci.Jakbyśmy byli złym koniecznym dla Niego.Takie nic nie warte pasożyty.Ale Tobie gratuluję i kibicuję,może chociaż Twój facet sie opamięta w takiej sytuacji...
Autorko, przede wszystkim sama przestań ćpać. Jak on ma z tego wyjść skoro sama to robisz? ![]()
Np w drodze pomocy partnerowi-alkoholikowi alkohol znika zupełnie z domu.
A Ty co piszesz? Że sobie radośnie ćpasz 2 razy w tygodniu.
Jak w ogóle możesz uważać że to jest rzadko? Moim zdaniem to bardzo często.
Nic dziwnego że Twój mąż robi wciąż to samo.
Jak to sobie wyobrażasz? Że on będzie zmagał się z nałogiem, ma rzucić zupełnie, a Ty kilka razy w tygodniu będziesz na haju?
tylko ja już nie palę od jakiegoś 1,5 roku.... pisałam chyba w styczniu 2015 że od 4 miesięcy nie palę wogóle... łatwo zliczyć. człowiek dorasta po prostu, jedni wolniej drudzy szybciej, rozmawialiśmy z mężem o tym że razem rzucamy i tak było przez pewien czas ale on mnie oszukał po prostu... chcieliśmy mieć dziecko itp itd ot zwykłe życie... tylko że on nie chce zwykłego życia ![]()
w domu nie ma nic poza tym co on sobie zrobi, początkowo to wyrzucałam ale raz jak o mały włos mnie nie uderzył to dałam spokój....
zresztą używka to jeden problem a podejście do życia to już zupełnie inna sprawa.... gdyby tylko był uzależniony to walczyłabym jak lwica do samego końca aż by wyszedł z tego... ale on tak wybrał, czasem wydaje mi się że wcale uzależniony nie jest a tak mu pasuje po prostu... tak mu lepiej, łątwiej nie wiem... tak wybrał... ja też mam wybór i też wybrałam, życie w spokoju....