Witam
nie wiem od czego zacząć... mój przypadek "miłości" opisywałam w tym wątku http://www.netkobiety.pl/t77093.html
a teraz okazało się że mój mąż jest uzależniony od dopalaczy a konkretnie od "zastępcy" marihuany...
na studiach paliliśmy razem zielsko od czasu do czasu i było ok... Nie uważam żeby było to coś złego bo używki są dla ludzi ale w umiarze i rozsądku.. Później też od czasu do czasu paliliśmy... zaznaczę że mąż mnie w to wszystko wciągnął, przed jego poznaniem nie miałam styczności z dragami... potem mąż stracił pracę i pogrążył się w używkach (wtedy już były dopalacze żeby cytuje "nie było przypału bo to legalne jest" a że jest chemikiem to umie sobie zrobić w domu tą podrabianą MJ. ni się pogrążył, palił i wciągał proszek no i przesadził i dorobił się psychozy poamfetaminowej. Był w szpitalu itp... to było w listopadzie 2013... po czym jak wyszedł to dalej sobie wciągał od czasu do czasu i palił oczywiście.. no i we wrześniu 2014 był mały nawrót psychozy.. od tego czasu nie wciąga ale pali... Ja nie wiem jak mu pomóc... Myślałam że jak ograniczę mu palenie to będzie ok. Miało być tylko do snu bo ma problemy ze snem a bierze psychotropuy (któe zresztą też odstawia na własną rękę) i one niszczą mu zdrowie. Ja też czasem lubię sobie zapalić po naprawdę ciężkim dniu się wyluzować (może 2 razy w tyg i w małych ilościach) ale on dalej nie ma pracy i nadużywa używki.. Teraz jak nie chc ę mu udostępnić to jest wkurzony, tak że zaczynam się go bać... ale on mówi ciągle że nie jest uzależniony tylko nie lubi zakazów (to akurat prawda, od dziecka był buntownikiem przeciw matce, kościołowi, społeczeństwu i systemowi opartemu na pracy) systematycznie odmawia pójścia na terapię...
naprawde nie wiem jak mu pomóc
a jeszcze chcę mu pomóc chociażby ze względu na spędzone 10 lat razem nie chcę żeby się stoczył....
zmusiłam go żeby zapisał się na aikodo z myślą że tam mu [pokażą że można żyć bez używek i pracować normalnie i nie być aspołęcznym... chodzi na treningi ale nie wiem ile to potrwa...
co mam zrobić????
znajomi mówią że jedyne wyjście to odejść żeby się opamiętał, ale oni go nie znają a ja wiem żze jak odejde to on się kompletnie zatraci i stoczy albo nawet doprowadzi się do śmierci... nie mogłąbym żyć z takim obciążeniem na sumieniu
iczywiście on i jego matka uważają ze to wszystko moja wina bo: ona twierdzi że kobieta jest silniejsza psychicznie i to ja powinnam nad nim czuwać (całkiem jakbym była jego matką a nie żoną) a on uważa że odsunęłam się od niego i dlatego zacząła brać... a ja nie odsunęłąm się tylko pracowałam poza miastem, musiałąm dojeżdżać a jak przyjeżdżałam do domu to on się zamykał nie chciał rozmawiać, sam odepchnął mnie, próbowałam ratowąc to małżeństwo jego itp, ale potem już trochę odpuściałam i może o to mu choodzi?? ale byłam wtedy tak umęczona psychicznie psychicznie przez niego... teraz jestem jeszcze bardziej, już zaczyna brakować mi sił...
a dodam że jestem DDA mój ojciec był alkoholikiem więc uzależnienie znam
też mu to mówieę że jest jak mój ojciec, że funduje mi takie samo życie jak on, niby wpada wtedy w zadumę ale znowu robi to samo... czyli kombinuje jak by tu zapalić ![]()
proszę o radę, co zrobić???