Ale w drugą stronę też to działa. Ślub magicznie nie zmienia ludzi w nieszczęśliwych. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy w małżeństwie, to nie byłoby automatycznie inaczej, gdyby żył na kocią łapę.
Podobne tematy
67 2015-01-17 15:09:43 Ostatnio edytowany przez Hekaterine (2015-01-17 15:16:55)
Ale w drugą stronę też to działa. Ślub magicznie nie zmienia ludzi w nieszczęśliwych. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy w małżeństwie, to nie byłoby automatycznie inaczej, gdyby żył na kocią łapę.
Zgadzam się.
Poza tym rozwody to obecnie normalka. Wiadomo, że może to dłużej trwać i trzeba zapłacić, ale ludzie żyjący bez ślubu również zazwyczaj mają kredyty, raty i majątek do podzielenia, więc muszą się jakoś dogadać. Jak są dzieci, to i tak będzie walka w sądzie o alimenty itd.
No i bez ślubu trzeba wnieść chyba do sądu o potwierdzenie ojcostwa. Nie pamiętam już dokładnie.
68 2015-01-17 15:16:20 Ostatnio edytowany przez ChloeIllusion (2015-01-17 15:31:12)
nigdy nigdzie u lekarza czy gdziekolwiek nie udowadniałam że jestem ich matką
Co to za sugerowanie się nazwiskiem,przecież jak by wzięła ślub to zostanę i tak przy swoim.
Jak będę udowadniała że jestem żoną tego i tego pana,w dowodach już nie ma stanu cywilnego,mam wszędzie latać z aktem małżeństwa,a w przypadku dzieci z ich dowodem lub aktem urodzenia?
No to akurat masz takie szczęście, że nie musiałaś, a koleżanka biegała po 2 razy na to samo szczepienie, bo za pierwszym razem jej nie przyjmowali, musiała wracać właśnie po akt urodzenia.
Oczywiście masz rację, gdyby wzięła ślub bez zmiany nazwiska, miałaby ten sam problem. Więc ślub wzięła po to, żeby mieć podwójne i prostą sprawę. A że u Ciebie jest ok, to super, u niej nie było i trudno wszędzie biegać z aktami urodzenia 3 dzieci, zwłaszcza że czasem lekarze byli nieplanowani, np. dzwoniła pani ze żłobka, ze dziecko chore, wybiegała z pracy i szła do lekarza po odebraniu dziecka, czyli nawet do pracy, nie planując niczego, musiałaby te akty nosić...
Ale w drugą stronę też to działa. Ślub magicznie nie zmienia ludzi w nieszczęśliwych. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy w małżeństwie, to nie byłoby automatycznie inaczej, gdyby żył na kocią łapę.
Otóż to. Z męzem byłam szczęśliwą panną i jestem szczęśliwą mężatką, bo się kochamy i kochałabym go tak samo bez ślubu, z kim innym mogłabym być nieszczęśliwą panną i nieszczęśliwą mężatką. Po prostu lubię myśleć o sobie, że jestem jego żoną, a o mężu, że jest moim mężem :) A ślub wzięliśmy wyłącznie z własnej potrzeby, nawet gości było niewielu, intercyzę mamy, w moim otoczeniu mało ślubów się bierze, wierząca nie jestem, także zero presji i do niczego innego nie był nam potrzeby. Chcielismy, to wzięliśmy, ani mnie to nie zmieniło automatycznie w starą zrzędzącą jędzę, ani męza w ciepłe kluchy w kapciach przed telewizorem :)
69 2015-01-17 15:20:28 Ostatnio edytowany przez Hekaterine (2015-01-17 15:21:45)
Dodam, że śluby niby wychodzą z mody, jednak nie ma szans, żeby kiedyś ludzie przestali je brać. Zazwyczaj symbolika i romantyzm wygrywa ze zdrowym rozsądkiem, a kiedy są jeszcze praktyczne plusy zawarcia małżeństwa, to już w ogóle.
Ale w drugą stronę też to działa. Ślub magicznie nie zmienia ludzi w nieszczęśliwych. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy w małżeństwie, to nie byłoby automatycznie inaczej, gdyby żył na kocią łapę.
Oczywiście. Nieszczęśliwy związek, w którym ludzie nie potrafią się dogadać pozostanie taki niezależnie od stanu prawnego. Tyle, że w przypadku rozpadu małżeństwa formalności i zmarnowanego czasu w związku z rozwodem jest zdecydowanie więcej.
z drugiej strony, co jeśli żyjecie na kocią łapę, dorobicie się wspólnego domu, sporych oszczędności... dzieci mieć nie będziecie... a jemu coś się stanie... testament nie spisany, bo za młody był, żeby o takich sprawach myśleć... co wtedy? Wszystko to odziedziczą jego rodzice, bo to jego najbliższa rodzina
72 2015-01-17 15:34:40 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-01-17 15:35:43)
cslady napisał/a:Ale w drugą stronę też to działa. Ślub magicznie nie zmienia ludzi w nieszczęśliwych. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy w małżeństwie, to nie byłoby automatycznie inaczej, gdyby żył na kocią łapę.
Oczywiście. Nieszczęśliwy związek, w którym ludzie nie potrafią się dogadać pozostanie taki niezależnie od stanu prawnego. Tyle, że w przypadku rozpadu małżeństwa formalności i zmarnowanego czasu w związku z rozwodem jest zdecydowanie więcej.
To prawda, ale niektórzy argumentują, że ludzie są bardziej szczęśliwi w nieformalnych związkach i bardziej o siebie dbają. Jeśli ma się intercyzę i dorosłego emocjonalnie partnera, to sam rozwód też nie powinien być problemem. Intercyza wszystko tak naprawdę reguluje, a od partnera zależy to, czy po prostu "da" ten rozwód bez ciągania po sądach. No ale rozumiem, że różnie bywa. Zresztą ja nikogo do brania ślubów nie namawiam, bo sama mam do tego obojętny stosunek. Po prostu nie lubię takich argumentów: a) ze strony zwolenników ślubów - ślub umacnia, związek jest bardziej trwały, b) ze strony przeciwników ślubów - ślub niszczy związek, bo ludzie przestają się starać. Chcę tylko zauważyć, że szczęśliwy związek zależy tylko i wyłącznie od partnerów, a nie od kawałka papieru.
Dlatego tez ludzie biora sluby poniewaz slowo "maz" czy "zona" ma bardziej powazny wydzwiek niz partner, partnerka, chlopak, dziewczyna.
Moj brat stanal ostatnio na slubnym kobiercu, po wielu latach zwiazku. Na moje pytanie co go w kocnu sklonilo do tej decyzji powiedzial ze dostal kolejne zaproszenie na slub kogos ze strony swojej dziewczyny, kolejny raz widniaj jako "osoba towarzyszaca" :-).
Dla mnie slub to postawienie kropki nad I.
Moich szwagrow czy bratowe tez nigdy do konca nie traktowalam jak czesc rodziny dopoki sie nie zwiazali oficjalnie.
Na pytanie czy slub cos zmienia, owszem, podejscie do zwiazku. Dodaje nam sil i motywacji zeby walczyc w chwilach niepowodzenia czy kryzysu. Zrobimy wiecej i postaramy sie bardziej niz w przypadku wolnego zwiazku.
Dla mnie slub to postawienie kropki nad I.
Dla mnie też.
75 2015-01-17 15:54:36 Ostatnio edytowany przez Hekaterine (2015-01-17 15:55:45)
Dodaje nam sil i motywacji zeby walczyc w chwilach niepowodzenia czy kryzysu. Zrobimy wiecej i postaramy sie bardziej niz w przypadku wolnego zwiazku.
Mam odmienne zdanie, bo ślub to głównie ten oficjalny "papier".
Wychodziłoby na to, że w wolnym związku osoby nie walczą w czasie kryzysu i kochają się mniej, a ślub magicznie wzmacnia ich uczucia. Nie zgadzam się z tym, ale masz prawo do własnej opinii.
"slowo "maz" czy "zona" ma bardziej powazny wydzwiek niz partner, partnerka, chlopak, dziewczyna".
Faktycznie, też mi się tak wydaje.
cslady - Właśnie kompletnie nie rozumiem jak ludzie argumentują, że ślub zbliża, scala związek. Pewnie, że jak ktoś sobie wymarzył wesele i białą suknię to lata z przygotowaniami w euforii i parę tygodni po ślubie wrzuca na portale społecznościowe swoje zdjęcia z sesji ślubnej, wesela itd. Wielu moich znajomych tak do tego podchodzi, ale nie mogę powiedzieć, że to ich związek uczyniło w jakikolwiek sposób lepszym i fajniejszym. Myślę, że kochają się w równym stopniu jak wcześniej. Po prostu dla nich to był kolejny krok, ważny etap w życiu i ja to rozumiem, ale uważam, że w samej relacji to niczego konkretnego nie zmienia.
A już branie ślubu w sytuacji "bo dziecko w drodze" jest dla mnie kompletnie bezsensowne i myślę, że więcej szkody może narobić niż dobrego.
cslady - Właśnie kompletnie nie rozumiem jak ludzie argumentują, że ślub zbliża, scala związek. Pewnie, że jak ktoś sobie wymarzył wesele i białą suknię to lata z przygotowaniami w euforii i parę tygodni po ślubie wrzuca na portale społecznościowe swoje zdjęcia z sesji ślubnej, wesela itd. Wielu moich znajomych tak do tego podchodzi, ale nie mogę powiedzieć, że to ich związek uczyniło w jakikolwiek sposób lepszym i fajniejszym. Myślę, że kochają się w równym stopniu jak wcześniej. Po prostu dla nich to był kolejny krok, ważny etap w życiu i ja to rozumiem, ale uważam, że w samej relacji to niczego konkretnego nie zmienia.
A już branie ślubu w sytuacji "bo dziecko w drodze" jest dla mnie kompletnie bezsensowne i myślę, że więcej szkody może narobić niż dobrego.
Zgadzam się z tym, ale jeszcze większą głupotą jest zrobienie sobie dziecka, bo "zbliża i scala związek". Wystarczyłoby uświadomić sobie, że to my mamy wpływ na wygląd związku, a nie papierek czy tym bardziej dziecko. A potem się okazuje, że ślub jednak nie scalił i zwala się winę na papier, że po ślubie jest jeszcze gorzej i trzeba było go nie brać.
WitchQueen, całkowicie się z Tobą zgadzam.
A co do białej sukni, wesel na 500 osob i załatwiania wszystkiego przez pół roku aż do padania na nos ze zmęczenia, to ja np. nic z tych rzeczy nie miałam. Nigdy o tym nie marzyłam, nie było mi potrzebne i nie chciałam. Chciałam wlasnie tej "kropki nad i", kolejnego etapu, bycia żoną mojego męża i niczego więcej ![]()
79 2015-01-17 16:30:27 Ostatnio edytowany przez kicur (2015-01-17 16:33:29)
Po co ślub ano po to by w razie przemocy zdrady mieć wsparcie.
Związek partnerski byłby najlepszym rozwiązaniem, bo jak dojdzie do przemocy to nie w rodzinie więc trudno to kontrolować.
Ludmiło a ja Ci powiem to z całkiem innej perspektywy, prześledziłaś mój krótki wątek więc wiesz na czym stoję i jakie rzeczy odbywają się teraz w moim małżeństwie. Wzięłam ślub po 10 latach znajomości dlatego że mój partner postawił mi ultimatum, albo ślub albo rozstanie. Osobiście nie czułam jeszcze że to ten czas, chciałam się realizować a nie bawić w szopki w tamtym momencie, poza tym krępowało mnie to wszystko bo zwyczajnie nie lubię publicznych wystąpień. Tak czy siak nie chciałam się rozstawać więc wzięliśmy ślub czego nie żałuję bo jak pisałam rodzina stanowi dla mnie największą wartość. Ale ze strony mojego partnera to był taki kompletny brak pewności siebie, bał się że go zostawię a jak mnie usidli to nigdzie mu nie ucieknę. Po ślubie było dobrze ale jego pewność siebie bardzo wzrosła i wtedy spadł szacunek do mnie a kiedy odeszłam z pracy i urodziłam dziecko to już w ogóle jestem trafiona-zatopiona. Bo facet to łowca, lubi zdobywać, a jak już zdobędzie to szybko się nudzi, więc może pozwól żeby Twój facet miał tą niepewność że możesz się mu jeszcze wymsknąć bo nie tylko on ma "ręce rozwiązane" a Ty też. Podając się mu na srebrnej tacy tylko pogorszysz sytuację w waszym związku moim zdaniem.
Poza tym istnieje na tym świecie wiele podłych kobiet, które faceta w obrączce traktują jako wyzwanie, testują na nich swoją atrakcyjność.
Gdybym miała Twoją pozycję i wiek nigdy nie pchałabym się w małżeństwo.
I nadal z nim jesteś ?
Nie chodzi mi o to, ze ludzie bardziej sie kochaja ale nie poddaja sie tak szybko jeżeli zwiazek podaza w zlym kierunku. Kiedy nie bylam mężatką decyzje podejmowalam szybko, teraz dwa razy sie zastanowie.
Nie dla mnie ogromne wesela, sama bralam slub na odludzi, z pastorem i swiadkiem.
Luźnych zwiazkow nikt do konca nie traktuje poważnie, tylko właśnie 'na luzie'.
Dla mnie to symbol wyboru drugiego człowieka na towarzysza zycia. W sumie małżeństwo niczym nie rozni sie od partnerstwa, tu gdzie mieszkam. Ma jedynie nadawac powagi zwiazkowi.
kammiś napisał/a:Ludmiłaa napisał/a:Dlaczego nie chcecie wziąć ślubu? To pytanie do wszystkich, którzy żyją na kocią łapę
Jaki jest tego powód?
To pytanie jest do tych którzy NIE CHCĄ wziąć ślubu a mogą.Słyszałam, ze są trzy opcje;
a) jest z kim, nie ma za co/gdzie
b) jest za co/gdzie, nie ma z kim
c) jest z kim, jest za co/gdzie, ale to zła kobieta byłaNo właśnie, a co w przypadku kiedy żadna z tych 3 opcji nie wchodzi w grę?
d) za wczesnie
E) nie mam ochoty, nie potrzebuje, nie chcę.
Tu należy uzupełnić.Wg. standardów tego forum podpunkt E) nie dotyczy mężczyzn, gdyż każdy ma obowiązek mieć ochotę, chcieć i czuć potrzebą.Bo jeśli nie, to
-jest niedojrzały
-sam nie wie czego chce
-nie traktuje Cię powaznie
-ja bym takiego kopnęła bla bla bla...
cslady - albo celowe odstawienie antykoncepcji żeby "złapać" faceta metodą "na dziecko". Dla mnie takie akcje to jest objaw martwicy mózgu, albo w ogóle braku tegoż organu. Ludzie się później dziwią, że są nieszczęśliwi, a dzieje się tak przez ich autorskie, durnowate pomysły. No i jeszcze dzieciak, który ma w tej sytuacji najbardziej przesrane, bo prędzej, czy później staje się kartą przetargową w konflikcie dwójki idiotów, których potomkiem ma nieszczęście być
I jak taki człowiek ma w dorosłym życiu być zrównoważony, to ja nie wiem. Nawet jak głupoty w genach nie odziedziczył, to i tak wpływ środowiska będzie miażdżący.
Ja kiedyś, na studiach jeszcze, siedziałam znudzona na ławce, a obok dwie laski z mojej grupy prowadziły jakże fascynującą rozmowę na temat tego, czy kredyt 60 tys. złotych to jest wystarczająco kasy na ślub, czy jednak koleżanka powinna zaciągnąć kredyt 100 tys. złotych. I to nie była rozmowa na temat marzeń trudnych do realizacji, tylko całkowicie realne rozważanie którejś z opcji. W pewnym momencie obie urwały i zaczęły się na mnie dziwnie gapić i dopiero się zorientowałam, że chyba wyraz mojej twarzy musi być dość jednoznacznie czytelny, ale po prostu słuchałam i się zastanawiałam, o co biega i co ja bym zrobiła mając te 100 tys. złotych i jak można to wszystko wydać na przechlanie, przeżarcie sukienkę i przaśną imprezę, a potem spłacać to wszystko ze zwykle dość skromnej pensji człowieka świeżo po studiach.
Tego mój rozum po prostu nie ogarnia.
83 2015-01-17 17:10:57 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-01-17 17:11:40)
cslady - albo celowe odstawienie antykoncepcji żeby "złapać" faceta metodą "na dziecko". Dla mnie takie akcje to jest objaw martwicy mózgu, albo w ogóle braku tegoż organu. Ludzie się później dziwią, że są nieszczęśliwi, a dzieje się tak przez ich autorskie, durnowate pomysły. No i jeszcze dzieciak, który ma w tej sytuacji najbardziej przesrane, bo prędzej, czy później staje się kartą przetargową w konflikcie dwójki idiotów, których potomkiem ma nieszczęście być
I jak taki człowiek ma w dorosłym życiu być zrównoważony, to ja nie wiem. Nawet jak głupoty w genach nie odziedziczył, to i tak wpływ środowiska będzie miażdżący.
Ja kiedyś, na studiach jeszcze, siedziałam znudzona na ławce, a obok dwie laski z mojej grupy prowadziły jakże fascynującą rozmowę na temat tego, czy kredyt 60 tys. złotych to jest wystarczająco kasy na ślub, czy jednak koleżanka powinna zaciągnąć kredyt 100 tys. złotych. I to nie była rozmowa na temat marzeń trudnych do realizacji, tylko całkowicie realne rozważanie którejś z opcji. W pewnym momencie obie urwały i zaczęły się na mnie dziwnie gapić i dopiero się zorientowałam, że chyba wyraz mojej twarzy musi być dość jednoznacznie czytelny, ale po prostu słuchałam i się zastanawiałam, o co biega i co ja bym zrobiła mając te 100 tys. złotych i jak można to wszystko wydać na przechlanie, przeżarcie sukienkę i przaśną imprezę, a potem spłacać to wszystko ze zwykle dość skromnej pensji człowieka świeżo po studiach.
Tego mój rozum po prostu nie ogarnia.
Może imprezę sponsorowali rodzice albo bogaty narzeczony. A ja myślałam, że 50 tys. na ślub to już jest taki max, gdzie ma się wszystko. Jeśli kogoś stać, bo ma swoje mieszkanie bez kredytu i spore zarobki, to jego sprawa. Tylko głupotą są huczne wesela, gdy narzeczeni nie mają własnego kąta plus słabe zarobki. A już kredyt na ślub to chyba typowe "zastaw się, a postaw się".
Podobno w kopertach się zwraca
Oczywiście o ile goście nie będą zbyt kreatywni, np. nie wsadzą pliku banknotów "reklamowych" rozdawanych jako ulotki, albo kawałków papieru, bo na dużych weselach, gdzie koperty się mieszają, przecież nie będzie wiadomo, od kogo to (autentyczna akcja na ślubie koleżanki)...
Żartuję oczywiście, też znam takich z kredytem podobnej wysokości - po chyba 4 latach wpłacili ostatnią ratę i zaraz potem się rozwiedli... I niech mi ktoś powie, że kredyty nie scalają ![]()
Jozefina napisał/a:kammiś napisał/a:d) za wczesnie
E) nie mam ochoty, nie potrzebuje, nie chcę.
Tu należy uzupełnić.Wg. standardów tego forum podpunkt E) nie dotyczy mężczyzn, gdyż każdy ma obowiązek mieć ochotę, chcieć i czuć potrzebą.Bo jeśli nie, to
-jest niedojrzały
-sam nie wie czego chce
-nie traktuje Cię powaznie
-ja bym takiego kopnęła bla bla bla...
no gdyby facet mi po kilku latach się nie oświadczył to tak właśnie bym pomyślała
WitchQueen ja miałam białą suknie, wesele na 180 osób, limuzynę, dekoratora ślubnego, fajerwerki itd. co kosztowało nie mało... i nie żałuje pieniędzy na to wydanych... bo wspomnienia są bezcenne!
Podobno w kopertach się zwraca
Oczywiście o ile goście nie będą zbyt kreatywni, np. nie wsadzą pliku banknotów "reklamowych" rozdawanych jako ulotki, albo kawałków papieru, bo na dużych weselach, gdzie koperty się mieszają, przecież nie będzie wiadomo, od kogo to (autentyczna akcja na ślubie koleżanki)...
Żartuję oczywiście, też znam takich z kredytem podobnej wysokości - po chyba 4 latach wpłacili ostatnią ratę i zaraz potem się rozwiedli... I niech mi ktoś powie, że kredyty nie scalają
Nie wiem jak w innych rejonach Polski/ środowiskach, ale u nas pieniądze wkłada się do kartek z życzeniami, więc automatycznie wiadomo od kogo. To nie jest też jakaś specyfika mojej rodziny, bo bywałam na różnych weselach znajomych i tam wyglądało to podobnie. Sama też w ten sposób daję pieniądze. Nie chodzi tu o chwalenie się kto ile dał, bo nie słyszałam, żeby takie informacje "wyciekały". To po prostu uniemożliwia gazetowe przekręty.
Ano widzisz, dobra metoda na oszustów
Nie wiem dokładnie jak tam było, może akurat te osoby nie włożyły, nie wszyscy włożyli itp. Ona zresztą ma podejrzenia od kogo, ale nie ma pewności, a nawet jakby miała, to co z tego... Ale ludzie mają swoją drogą pomysły ![]()
majka - jak ktoś ma takie marzenie i pieniądze na realizację, to powinien to marzenie spełnić właśnie dla miłych wspomnień. Natomiast zadłużanie się z tego powodu uważam za bezsensowne, bo wesele to w pewnym sensie są wyrzucone pieniądze. Rozumiem zapożyczyć się na rozwój firmy, kształcenie, bo takie inwestycje się zwracają prędzej czy później, a i tak trzeba to dobrze przemyśleć, bo różnie bywa. Ale jak ktoś kokosów nie zarabia, a nie przeżyje jak nie będzie miał wesela rodem z Hollywood, to dla mnie to jest po prostu głupota i ściąganie na siebie kłopotów finansowych.
To fakt, chociaż z drugiej strony zależy od gości. Na moje wesele nie będę zapraszać rodziny, której nie lubię, mimo, że moi rodzice uważają, że tak trzeba. A rodzina, którą zaproszę dobrze wie, że nie musi uciekać się do takich tanich sztuczek, bo nie zależy mi na tym ile dadzą w kopertach. Mogliby niczego nie dać, bo z innego powodu ich zapraszam.
Zyję na kocią łapę bo nie widzę potrzeby małżeństwa- oboje pracujemy, mamy swoje oszczędności, zero dzieci. Mamy razem kredyt na dom, ale jest on tak mały, że w razie rozpadu związku nie będzie problemem spłacić drugiej strony.
Z mojej perspektywy, ten związek jest do końca życia, jednak nie czuję potrzeby, żeby podpisać papierek. Jak to zapobiegnie problemom?
Tu należy uzupełnić.Wg. standardów tego forum podpunkt E) nie dotyczy mężczyzn, gdyż każdy ma obowiązek mieć ochotę, chcieć i czuć potrzebą.Bo jeśli nie, to
-jest niedojrzały
-sam nie wie czego chce
-nie traktuje Cię powaznie
-ja bym takiego kopnęła bla bla bla...
Zgadzam się. Wiele kobiet dalej podziela głupie przekonanie, że ślub zabezpieczy je przed ewentualnym rozpadem związku. Jak gdyby kredyt na mieszkanie w dzisiejszych czasach nie był dzisiaj większym zobowiązaniem niż papierek ![]()
Jest jeszcze druga kwestia - kobieta chce się zabezpieczyć w ten sposób materialnie na przyszłość, bo w razie rozwodu najwyżej weźmie połowę majątku. A wszyscy wiemy, że nawet na tym portalu poparcie dla intercyzy nie jest wielkie.
pitagoras napisał/a:Jozefina napisał/a:E) nie mam ochoty, nie potrzebuje, nie chcę.
Tu należy uzupełnić.Wg. standardów tego forum podpunkt E) nie dotyczy mężczyzn, gdyż każdy ma obowiązek mieć ochotę, chcieć i czuć potrzebą.Bo jeśli nie, to
-jest niedojrzały
-sam nie wie czego chce
-nie traktuje Cię powaznie
-ja bym takiego kopnęła bla bla bla...no gdyby facet mi po kilku latach się nie oświadczył to tak właśnie bym pomyślała
WitchQueen ja miałam białą suknie, wesele na 180 osób, limuzynę, dekoratora ślubnego, fajerwerki itd. co kosztowało nie mało... i nie żałuje pieniędzy na to wydanych... bo wspomnienia są bezcenne!
Problem w tym Majka że ja faktycznie nie potrzebuje przysięgi, białej sukni, limuzyny i całej reszty by wiedzieć czy ktoś traktuje mnie poważnie czy nie.
Gdybym się chciała zabezpieczyć przed rozpadem związku to wzięła bym kredyt na 35 lat. To są najsilniejsze więzi.
pitagoras napisał/a:Tu należy uzupełnić.Wg. standardów tego forum podpunkt E) nie dotyczy mężczyzn, gdyż każdy ma obowiązek mieć ochotę, chcieć i czuć potrzebą.Bo jeśli nie, to
-jest niedojrzały
-sam nie wie czego chce
-nie traktuje Cię powaznie
-ja bym takiego kopnęła bla bla bla...Zgadzam się. Wiele kobiet dalej podziela głupie przekonanie, że ślub zabezpieczy je przed ewentualnym rozpadem związku. Jak gdyby kredyt na mieszkanie w dzisiejszych czasach nie był dzisiaj większym zobowiązaniem niż papierek
Jest jeszcze druga kwestia - kobieta chce się zabezpieczyć w ten sposób materialnie na przyszłość, bo w razie rozwodu najwyżej weźmie połowę majątku. A wszyscy wiemy, że nawet na tym portalu poparcie dla intercyzy nie jest wielkie.
Dlaczego nie? Intercyza to bardzo rozsądne rozwiązanie.
Mam ślub, intercyzę, przed niczym się nie muszę zabezpieczać, a połowę majątku wzięłabym, ale swoją, plus swoje mieszkanie kupione przed ślubem na swój własny kredyt
Wesela nie miałam, bo nie chcieliśmy, białej sukni ani tłumów gości tez nie, bo nie lubię... Jakies dziwne to moje małzenstwo, po co ja ten ślub brałam ![]()
Jozefina napisał/a:kammiś napisał/a:d) za wczesnie
E) nie mam ochoty, nie potrzebuje, nie chcę.
Tu należy uzupełnić.Wg. standardów tego forum podpunkt E) nie dotyczy mężczyzn, gdyż każdy ma obowiązek mieć ochotę, chcieć i czuć potrzebą.Bo jeśli nie, to
-jest niedojrzały
-sam nie wie czego chce
-nie traktuje Cię powaznie
-ja bym takiego kopnęła bla bla bla...
Wiesz co Pitagoras tak trochę teoretyzujac, myślę że gdyby mi zależało na ślubie i byciu żoną to faktycznie kopnęła bym takiego. Choćby z tego powodu, że nasze priorytety jednak były by inne. Z drugiej strony, gdyby facetowi zależało na małżeństwie to pomimo tego, że nie chcę, nie mam ochoty i nie potrzebuje to bym się zgodziła. Związek i tak traktuję jako o ile się da do końca życia, ślub by nic nie zmienił. Tylko po co?
Jak dla mnie intercyza jest takim trochę dopisaniem do słowa ''małżeństwa'' formułki 'z o.o'.
Nieważne.
Fakt, że sporo kobiet (zwłaszcza) traktuje małżeństwo jako gwarancję trwałości związku.Autorka wątku jest tego przykładem może wynaturzonym, ale nie odosobnionym.
Z mojego punktu widzenia wszelkie formalne >więzi< typu małżeństwo, wspólnota majątkowa, wspólny kredyt na sto lat, to prośba o zdradę i kłamstwa.
Ludzie kalkulują.
Mając możliwość normalnego zakończenia związku bez brzydkich dolegliwości- nie ma sensu kombinować ani grać na dwa fronty.
To jest pewien paradoks, widoczny w wielu wypowiedziach tutaj na forum: najpierw kobieta dąży do spętlenia z sobą faceta na wszystkie możliwe sposoby, a potem wielki płacz, że on znalazł inną i ZAMIAST powiedzieć wprost, zakończyć związek, to kłamie, kombinuje i zdradza po cichu.A co ma robić?W pewnych okolicznościach inaczej się nie da, albo zwyczajnie się nie opłaca.
97 2015-01-17 21:49:33 Ostatnio edytowany przez majka1986 (2015-01-17 21:50:34)
majka1986 napisał/a:pitagoras napisał/a:Tu należy uzupełnić.Wg. standardów tego forum podpunkt E) nie dotyczy mężczyzn, gdyż każdy ma obowiązek mieć ochotę, chcieć i czuć potrzebą.Bo jeśli nie, to
-jest niedojrzały
-sam nie wie czego chce
-nie traktuje Cię powaznie
-ja bym takiego kopnęła bla bla bla...no gdyby facet mi po kilku latach się nie oświadczył to tak właśnie bym pomyślała
WitchQueen ja miałam białą suknie, wesele na 180 osób, limuzynę, dekoratora ślubnego, fajerwerki itd. co kosztowało nie mało... i nie żałuje pieniędzy na to wydanych... bo wspomnienia są bezcenne!
Problem w tym Majka że ja faktycznie nie potrzebuje przysięgi, białej sukni, limuzyny i całej reszty by wiedzieć czy ktoś traktuje mnie poważnie czy nie.
Gdybym się chciała zabezpieczyć przed rozpadem związku to wzięła bym kredyt na 35 lat. To są najsilniejsze więzi.
ale ja wcale nie twierdzę, że trzeba brać ślub
chyba nie czytałaś tego co pisałam na początku
uważam, że to powinna być tylko i wyłącznie decyzja obojga partnerów....
Ja ze swojej perspektywy mówię tylko, że chciałam mieć ślub, duży w dodatku i męża też chciałam... dlatego dla mnie facet, który nie potrafi się określić byłby skreślony. Nie chciałabym być wieczną narzeczoną...
I nie uważam, że ślub jest jakimkolwiek zabezpieczeniem...
Ps. przeczytaj co pisałam...
Aaaa jeszcze kwestia intercyzy, ja jestem na nie. skoro jesteśmy małżeństwem to po co nam intercyza...
Przydaje się, zwłaszcza jeśli jedno albo oboje mają wlasną firmę, udziały, są w zarządzie, radach nadzorczych itp. Biznes to biznes, wszystko może się zdarzyć, wtedy przynajmniej majątek drugiej strony jest chroniony, można w razie czego przepisac na męża/ żonę itp. Na szczegółach się nie znam, musiałabym prawnika dopytać, ale wiem ze dla nas to było bardzo wskazane.
Ja na miejscu mężczyzny, który dużo zarabia, chciałabym intercyzy. Kobiety po rozpadzie związku potrafią być mściwe i jeszcze się chwalą jak dokopały misiowi i ile udało im się z niego wycisnąć. Nieważne czy facet zdradził, nie wyciąga się łapy po czyjeś pieniądze. Pomijam kwestię dzieci, bo akurat te przypadki rozwodów o których teraz myślę odbywały się bez dzieci. Natomiast jeszcze nie słyszałam o mężczyźnie, który chciałby "oskubać żonę. To tylko generalizacje i nie twierdzę, że wszyscy tacy są, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Motylki motylkami, ale nie ryzykuje się oszczędnościami życia. A kobieta marudzić nie powinna, bo dla niej intercyza niczego nie zmienia w pożyciu małżeńskim poza tym, że po ślubie nie będzie mogła żądać pieniędzy męża. Mój narzeczony nie chce intercyzy i uważam, że to tylko i wyłącznie jego decyzja, skoro więcej zarabia. Jeśli się rozmyśli i będzie chciał, to podpiszę wszystko. Nawet gdybym miała dzieci, to nie zamierzałabym mu odbierać połowy jego majątku. Każda para powinna to indywidualnie ustalić i nie ma niczego złego w intercyzie lub jej braku, jeśli obie strony się na to godzą. Bawią mnie natomiast kobiety, które mało zarabiają, a strzelają focha, gdy facet chce intercyzy. Lub co gorsza rzucają go za to. Wtedy wyraźnie widać o co takiej babie w związku chodzi.
Fakt, przysięga kościelna różni się od przysięgi, którą wypowiada się w urzędzie. Ale to tylko przysięga. Jeśli ktoś będzie chciał, niestety zdradzi. Naszym priorytetem życiowym stało się małżeństwo i dzieci. Ale czy na pewno tego chcemy od życia? Czy tylko robimy tak, bo tak każdy robi? Jeśli facet nie czuje potrzeby by oświadczyć się swojej wybrance i powiedzieć ?tak? to po co to czynić? Czy nie bardziej ją skrzywdzi tym, że się oświadczy, poślubi i potem będzie zdradzać, bo jednak to nie ona niż jak by się nie oświadczył? Dziś nauczyliśmy się robić wszystko, bo tak trzeba. Bo nasi rodzice tak uczynili, bo tego wymaga nasz kultura. Praca, małżeństwo, dzieci, dom. Bo taka kolej rzeczy?
Nie zdradzi jeżeli wie po co i dlaczego znalazł się w kościele po ten ślub. Wtedy kiedy mam pewność że spełnienie tej przysięgi jest dla mnie wielką przyjemnością i zaszczytem. Zakładam oczywiście że ślub kościelny bierze dwoje świadomych tego ludzi a nie jak to niestety często nagabywane do małżeństwa pary przez różne czynniki (rodzice, presja społeczna itd.)
cslady nie zgodzę się z Tobą.
U mnie mąż ma własną firmę, ja pracuje w korpo, pensja mała nie jest, ale wiadomo, że on miesięcznie wyciągnie o wiele więcej... ale na intercyzę bym się nie zgodziła. A wcale nie uważam, że jestem baba, której tylko o kasę chodzi!
cslady nie zgodzę się z Tobą.
U mnie mąż ma własną firmę, ja pracuje w korpo, pensja mała nie jest, ale wiadomo, że on miesięcznie wyciągnie o wiele więcej... ale na intercyzę bym się nie zgodziła. A wcale nie uważam, że jestem baba, której tylko o kasę chodzi!
Rozumiem to. Nie zamierzam nikogo przekonywać, bo to sprawa Twoja i partnera. Po prostu sama inaczej bym postąpiła.
Z mojego punktu widzenia wszelkie formalne >więzi< typu małżeństwo, wspólnota majątkowa, wspólny kredyt na sto lat, to prośba o zdradę i kłamstwa.
Ludzie kalkulują.
Mając możliwość normalnego zakończenia związku bez brzydkich dolegliwości- nie ma sensu kombinować ani grać na dwa fronty.
To jest pewien paradoks, widoczny w wielu wypowiedziach tutaj na forum: najpierw kobieta dąży do spętlenia z sobą faceta na wszystkie możliwe sposoby, a potem wielki płacz, że on znalazł inną i ZAMIAST powiedzieć wprost, zakończyć związek, to kłamie, kombinuje i zdradza po cichu.A co ma robić?W pewnych okolicznościach inaczej się nie da, albo zwyczajnie się nie opłaca.
Ty wszędzie widzisz zdrady i kłamstwa.
Brak ślubu nie daje gwarancji, że ktoś kogoś nie zdradzi, tylko najpierw odejdzie. To zależy od mentalności. Jak ktoś jest fałszywą ku**ą bez zasad, to raczej szybko i łatwo się nie zmieni, bez różnicy.
Piszesz, że facet/panna może rozstać się bez większych problemów, ale co to za różnica? I tak zapewne musiał/a z kimś kręcić i angażować się w relację z osobą trzecią, żeby podjąć decyzję o rozstaniu. Kiedy są dzieci, o czym wspominałam wyżej, sytuacja się komplikuje, bo rozprawa w sądzie będzie - tak czy inaczej.
Niektórzy nie są skończonymi materialistami, dla których ważniejsze są dobra, kasa, niż własny honor i szacunek dla osoby, z którą się żyło. Wyobraź to sobie.
Dlatego człowiek prawy, nawet będąc w małżeństwie, najpierw postanowi się rozstać/naprawić relację, zanim w ogóle wejdzie w coś nowego.
Co do wiązania/pętania "biednego misiaczka", to chcę Ci przypomnieć, że to facet się oświadcza kobiecie, nie na odwrót. Może zdarza się gdzieś, że kobieta wychodzi pierwsza z propozycją, ale to chyba nieliczne przypadki.
Są panowie, którzy chcą ślubu i dzieci. Chcą rodziny, chcą nawet posadzić drzewo, ogólnie stabilizacji, więc nie rozumiem, z czym masz problem.
Ty nie chcesz żadnych ślubów i zobowiązań, zapewne nie umiałbyś na tyle zaufać żadnej kobiecie, ale to nie znaczy, że wszyscy mają tak samo, a jak już z bólem serca wezmą ślub to z pewnością po to, żeby zaraz zdradzać.
@Majka
"dlatego dla mnie facet, który nie potrafi się określić byłby skreślony".
Potrafię to zrozumieć, ale wyobraź sobie, że jesteś z tym kimś dość długo i on po czasie stwierdza, że nie chce ślubu, bo np. boi się, że coś się zmieni/nie chce jeszcze się jeszcze formalnie wiązać, bo jest dla niego za wcześnie/inny powód.
To wysłałabyś go do diabła?
A gdzie w tym miejsce na miłość? Czy świstek papieru jest ważniejszy od uczucia i tego człowieka? ;p
Tak mnie to zwyczajnie ciekawi.
pitagoras napisał/a:Z mojego punktu widzenia wszelkie formalne >więzi< typu małżeństwo, wspólnota majątkowa, wspólny kredyt na sto lat, to prośba o zdradę i kłamstwa.
Ludzie kalkulują.
Mając możliwość normalnego zakończenia związku bez brzydkich dolegliwości- nie ma sensu kombinować ani grać na dwa fronty.
To jest pewien paradoks, widoczny w wielu wypowiedziach tutaj na forum: najpierw kobieta dąży do spętlenia z sobą faceta na wszystkie możliwe sposoby, a potem wielki płacz, że on znalazł inną i ZAMIAST powiedzieć wprost, zakończyć związek, to kłamie, kombinuje i zdradza po cichu.A co ma robić?W pewnych okolicznościach inaczej się nie da, albo zwyczajnie się nie opłaca.Ty wszędzie widzisz zdrady i kłamstwa.
Brak ślubu nie daje gwarancji, że ktoś kogoś nie zdradzi, tylko najpierw odejdzie. To zależy od mentalności. Jak ktoś jest fałszywą ku**ą bez zasad, to raczej szybko i łatwo się nie zmieni, bez różnicy.
Piszesz, że facet/panna może rozstać się bez większych problemów, ale co to za różnica? I tak zapewne musiał/a z kimś kręcić i angażować się w relację z osobą trzecią, żeby podjąć decyzję o rozstaniu. Kiedy są dzieci, o czym wspominałam wyżej, sytuacja się komplikuje, bo rozprawa w sądzie będzie - tak czy inaczej.
Niektórzy nie są skończonymi materialistami, dla których ważniejsze są dobra, kasa, niż własny honor i szacunek dla osoby, z którą się żyło. Wyobraź to sobie.
Dlatego człowiek prawy, nawet będąc w małżeństwie, najpierw postanowi się rozstać/naprawić relację, zanim w ogóle wejdzie w coś nowego.Co do wiązania/pętania "biednego misiaczka", to chcę Ci przypomnieć, że to facet się oświadcza kobiecie, nie na odwrót. Może zdarza się gdzieś, że kobieta wychodzi pierwsza z propozycją, ale to chyba nieliczne przypadki.
Są panowie, którzy chcą ślubu i dzieci. Chcą rodziny, chcą nawet posadzić drzewo, ogólnie stabilizacji, więc nie rozumiem, z czym masz problem.
Ty nie chcesz żadnych ślubów i zobowiązań, zapewne nie umiałbyś na tyle zaufać żadnej kobiecie, ale to nie znaczy, że wszyscy mają tak samo, a jak już z bólem serca wezmą ślub to z pewnością po to, żeby zaraz zdradzać.@Majka
"dlatego dla mnie facet, który nie potrafi się określić byłby skreślony".
Potrafię to zrozumieć, ale wyobraź sobie, że jesteś z tym kimś dość długo i on po czasie stwierdza, że nie chce ślubu, bo np. boi się, że coś się zmieni/nie chce jeszcze się jeszcze formalnie wiązać, bo jest dla niego za wcześnie/inny powód.
To wysłałabyś go do diabła?
A gdzie w tym miejsce na miłość? Czy świstek papieru jest ważniejszy od uczucia i tego człowieka? ;p
Tak mnie to zwyczajnie ciekawi.
nie chodzi o świstek papieru, tylko o moje przekonania ![]()
Jak facet chce być ze mną, jestem dla niego kimś ważnym to chce żebym została jego żoną, taka na dobre i na złe. To są moje przekonania
Jeżeli facet nie chce ślubu ze mna to znaczy, że jednak nie jestem dla niego aż taka wyjatkowa
nie chodzi o świstek papieru, tylko o moje przekonania
Jak facet chce być ze mną, jestem dla niego kimś ważnym to chce żebym została jego żoną, taka na dobre i na złe. To są moje przekonania
Jeżeli facet nie chce ślubu ze mna to znaczy, że jednak nie jestem dla niego aż taka wyjatkowa
Rozumiem. Szanuję Twoje przekonania, ale nie odpowiedziałaś mi na pytanie: czy odeszłabyś od niego, zostawiła go, gdyby podał Ci powód, czemu nie chce tego ślubu.
Nie poszłabyś na żaden kompromis?
Ja uważam, że można wyczuć i sprawdzić, czy ktoś kogo naprawdę kocha, więc trudno wtedy nie czuć się wyjątkowym/myśleć tak, że się nie jest taką dla danej osoby.
Ja tu nie widzę żadnego kompromisu... bo czemu ja bym miała iść na kompromis? Czemu nie on?
Tak, gdyby nie dorósł do oświadczyn zostawiłabym go
wyobraź sobie, że jesteś z tym kimś dość długo i on po czasie stwierdza, że nie chce ślubu, bo np. boi się, że coś się zmieni/nie chce jeszcze się jeszcze formalnie wiązać, bo jest dla niego za wcześnie/inny powód.
To wysłałabyś go do diabła?
A gdzie w tym miejsce na miłość? Czy świstek papieru jest ważniejszy od uczucia i tego człowieka? ;p
Tak mnie to zwyczajnie ciekawi.
Pytanie było do Majki, ale tez pozwole sobie odpowiedzieć.
Jeśli "jestem dość długo, a on się nie chce "jeszcze" formalnie wiązac, bo jest za wcześnie" to bym się mocno zaniepokoiła, że nie chodzi to o "jeszcze"...
Boi się, ze cos się zmieni? Czyli nie jest mnie pewien (albo siebie), a wiec nasza relacja nie jest wg niego tak wyjątkowa, jak dla mnie, bo ja byłam pewna i siebie, i męża, nawet przed slubem.
Nie, nie odeszłabym i nie wysłałabym go do diabła. Ale byłoby mi przykro, ze nie jestem dla niego tak wyjątkowa, jak on dla mnie i zastanawiałabym się, dlaczego.
Nie, nie odeszłabym i nie wysłałabym go do diabła. Ale byłoby mi przykro, ze nie jestem dla niego tak wyjątkowa, jak on dla mnie i zastanawiałabym się, dlaczego.
Fajnie, że odpowiedziałaś. ![]()
Majka - dobrze, rozumiem, że dla Ciebie to bardzo ważna kwestia i Ty byś odeszła, ale ja skłaniam się ku temu, co napisała Chloe, czyli nie wysłałabym do diabła, bo jak kocham, to nie umiałabym zostawić z takiego powodu, gdyby wszystko inne byłoby w najlepszym porządku (ze związkiem).
Wiem, że dla wielu kobiet ślub jest jednak bardzo, ale to bardzo istotną kwestią.
Dla mnie tak sobie. Nie jest dla mnie priorytetem i mogłabym się obejść nawet bez niego, gdybym się nie doczekała oficjalnych zaręczyn (w ogóle o tym temacie nie wspominam), bo nieoficjalne były już wiele razy.
ChloeIllusion napisał/a:Nie, nie odeszłabym i nie wysłałabym go do diabła. Ale byłoby mi przykro, ze nie jestem dla niego tak wyjątkowa, jak on dla mnie i zastanawiałabym się, dlaczego.
Fajnie, że odpowiedziałaś.
Majka - dobrze, rozumiem, że dla Ciebie to bardzo ważna kwestia i Ty byś odeszła, ale ja skłaniam się ku temu, co napisała Chloe, czyli nie wysłałabym do diabła, bo jak kocham, to nie umiałabym zostawić z takiego powodu, gdyby wszystko inne byłoby w najlepszym porządku (ze związkiem).
Wiem, że dla wielu kobiet ślub jest jednak bardzo, ale to bardzo istotną kwestią.
Dla mnie tak sobie. Nie jest dla mnie priorytetem i mogłabym się obejść nawet bez niego, gdybym się nie doczekała oficjalnych zaręczyn (w ogóle o tym temacie nie wspominam), bo nieoficjalne były już wiele razy.
Patrząc z drugiej strony, jak on kocha to byłby dla mnie skłonny do tego ślubu... czyż nie?
Patrząc z drugiej strony, jak on kocha to byłby dla mnie skłonny do tego ślubu... czyż nie?
A jak ma fobię przed ślubami? Albo bałby się, że panna młoda nagle zmieni zdanie i mu ucieknie.
Może bałby się ewentualnego rozwodu i traumy z nim związanej. No byłby to jakiś powód ważny, nie wiem. xD
Ale też uważam, że jak on wiedziałby, że dla Ciebie to super ważne, to powinien się zgodzić, chociaż może wtedy czułby się trochę przymuszony? I mogłoby się to źle odbić na waszym późniejszym życiu.
I mógłby myśleć - chciała mnie zostawić, gdybym się z nią nie ożenił. Jakieś wątpliwości byłyby na bank.
Żaden powód nie powinien być ważniejszy niż Ja!
Hekaterine napisał/a:ChloeIllusion napisał/a:Nie, nie odeszłabym i nie wysłałabym go do diabła. Ale byłoby mi przykro, ze nie jestem dla niego tak wyjątkowa, jak on dla mnie i zastanawiałabym się, dlaczego.
Fajnie, że odpowiedziałaś.
Majka - dobrze, rozumiem, że dla Ciebie to bardzo ważna kwestia i Ty byś odeszła, ale ja skłaniam się ku temu, co napisała Chloe, czyli nie wysłałabym do diabła, bo jak kocham, to nie umiałabym zostawić z takiego powodu, gdyby wszystko inne byłoby w najlepszym porządku (ze związkiem).
Wiem, że dla wielu kobiet ślub jest jednak bardzo, ale to bardzo istotną kwestią.
Dla mnie tak sobie. Nie jest dla mnie priorytetem i mogłabym się obejść nawet bez niego, gdybym się nie doczekała oficjalnych zaręczyn (w ogóle o tym temacie nie wspominam), bo nieoficjalne były już wiele razy.Patrząc z drugiej strony, jak on kocha to byłby dla mnie skłonny do tego ślubu... czyż nie?
Generalnie zgadzam się z Majka. Jeżeli związek jest poważny, a drugiej osobie zależy na ślubie bo przekonania, marzenia, rodzina czy cokolwiek innego, to osoba której na formalnosciach nie zależy powinna ustąpić. Przecież dla nas ślub nic nie zmienia a dla partnera jest ważny.
113 2015-01-18 01:02:31 Ostatnio edytowany przez majka1986 (2015-01-18 01:08:06)
otóż to
ja muszę wiedzieć, że dla niego jestem najważniejsza ![]()
114 2015-01-18 01:08:57 Ostatnio edytowany przez Hekaterine (2015-01-18 01:09:58)
Ok, ale niektórzy mają też ważne przekonania (nawet wyimaginowane, czysto subiektywne), które są przeciwne, bo widzą jakieś tam minusy zawierania formalnego związku.
I wtedy taka osoba będzie czuła się przytłoczona i przymuszona.
Mi to obojętne, po prostu staram się zrozumieć dwie strony medalu. ;p
ja też bym czuła się przytłoczona, jakbym miała być wieczną narzeczoną ![]()
Ok, ale niektórzy mają też ważne przekonania (nawet wyimaginowane, czysto subiektywne), które są przeciwne, bo widzą jakieś tam minusy zawierania formalnego związku.
I wtedy taka osoba będzie czuła się przytłoczona i przymuszona.Mi to obojętne, po prostu staram się zrozumieć dwie strony medalu. ;p
Hekaterine wymień chociaż dwa z tych ważnych przekonań.
Hekaterine napisał/a:Ok, ale niektórzy mają też ważne przekonania (nawet wyimaginowane, czysto subiektywne), które są przeciwne, bo widzą jakieś tam minusy zawierania formalnego związku.
I wtedy taka osoba będzie czuła się przytłoczona i przymuszona.Mi to obojętne, po prostu staram się zrozumieć dwie strony medalu. ;p
Hekaterine wymień chociaż dwa z tych ważnych przekonań.
Pisałam już wcześniej/wyżej, co może ich zniechęcać. Sama nie wiem, co jeszcze, bo nie jestem przeciwna zawieraniu małżeństw.
A czemu są ludzie, którzy tak chcą tych związków partnerskich i nie chcą żadnych ślubów?
Oni wiedzą to najlepiej.
118 2015-01-18 01:26:46 Ostatnio edytowany przez ChloeIllusion (2015-01-18 01:28:16)
Patrząc z drugiej strony, jak on kocha to byłby dla mnie skłonny do tego ślubu... czyż nie?
Skojarzyło mi się tu jeszcze jedno porównanie, tzn. ślub cywilny a kościelny: my mamy cywilny, nigdy nie chciałam kościelnego, bo nie jestem wierząca (pomijam, że też nie mogliśmy, bo nie chciałabym nawet gdybyśmy mogli). Ale przykładowo, mąż by mógł i z jakiś tam przyczyn chciał. Nie byłoby to dla mnie fajne, bo jest wbrew moim przekonaniom, ale go kocham i chcę, żeby był szczęśliwy, wiec pewnie bym ustąpiła. Ostatecznie dla mnie co najwyżej ten slub nie będzie miał wartości, a jeśli męzowi zależy, zrobiłabym to po prostu dla niego.
Piszę o tym, bo to dla mnie taki trochę odwrócony przykład właśnie tego, że jak jedno nie chce, a drugiemu zależy, to jak kochamy to się zgodzimy dla uszczęśliwienia drugiej strony, a dla nas po prostu takie wydarzenie będzie miało mniejsze znaczenie ![]()
119 2015-01-18 01:29:32 Ostatnio edytowany przez majka1986 (2015-01-18 01:30:33)
majka1986 napisał/a:Patrząc z drugiej strony, jak on kocha to byłby dla mnie skłonny do tego ślubu... czyż nie?
Skojarzyło mi się tu jeszcze jedno porównanie, tzn. ślub cywilny a kościelny: my mamy cywilny, nigdy nie chciałam kościelnego, bo nie jestem wierząca (pomijam, że też nie mogliśmy, bo nie chciałabym nawet gdybyśmy mogli). Ale przykładowo, mąż by mógł i z jakiś tam przyczyn chciał. Nie byłoby to dla mnie fajne, bo jest wbrew moim przekonaniom, ale go kocham i chcę, żeby był szczęśliwy, wiec pewnie bym ustąpiła. Ostatecznie dla mnie co najwyżej ten slub nie będzie miał wartości, a jeśli męzowi zależy, zrobiłabym to po prostu dla niego.
Piszę o tym, bo to dla mnie taki trochę odwrócony przykład właśnie tego, że jak jedno nie chce, a drugiemu zależy, to jak kochamy to się zgodzimy dla uszczęśliwienia drugiej strony, a dla nas po prostu takie wydarzenie będzie miało mniejsze znaczenie
no tak, ale ja np. do życia na kocią łapę się nie nadaję i nawet jakbym bardzo kochała to bym się na to nie zgodziła... lubię mieć wszystko "uregulowane"
120 2015-01-18 01:29:51 Ostatnio edytowany przez Jozefina (2015-01-18 01:31:19)
Jozefina napisał/a:Hekaterine napisał/a:Ok, ale niektórzy mają też ważne przekonania (nawet wyimaginowane, czysto subiektywne), które są przeciwne, bo widzą jakieś tam minusy zawierania formalnego związku.
I wtedy taka osoba będzie czuła się przytłoczona i przymuszona.Mi to obojętne, po prostu staram się zrozumieć dwie strony medalu. ;p
Hekaterine wymień chociaż dwa z tych ważnych przekonań.
Pisałam już wcześniej/wyżej, co może ich zniechęcać. Sama nie wiem, co jeszcze, bo nie jestem przeciwna zawieraniu małżeństw.
A czemu są ludzie, którzy tak chcą tych związków partnerskich i nie chcą żadnych ślubów?
Oni wiedzą to najlepiej.
Ja wiem czemu ja nie chcę ślubu. Ale wiem też że przyjęłabym oświadczyny właśnie z tego powodu że było by to coś na czym zależy partnerowi. Jedyny powód odmowy to taki że nie jestem pewna czy chcę kontynuować związek.
121 2015-01-18 01:35:48 Ostatnio edytowany przez ChloeIllusion (2015-01-18 01:38:24)
ChloeIllusion napisał/a:majka1986 napisał/a:Patrząc z drugiej strony, jak on kocha to byłby dla mnie skłonny do tego ślubu... czyż nie?
Skojarzyło mi się tu jeszcze jedno porównanie, tzn. ślub cywilny a kościelny: my mamy cywilny, nigdy nie chciałam kościelnego, bo nie jestem wierząca (pomijam, że też nie mogliśmy, bo nie chciałabym nawet gdybyśmy mogli). Ale przykładowo, mąż by mógł i z jakiś tam przyczyn chciał. Nie byłoby to dla mnie fajne, bo jest wbrew moim przekonaniom, ale go kocham i chcę, żeby był szczęśliwy, wiec pewnie bym ustąpiła. Ostatecznie dla mnie co najwyżej ten slub nie będzie miał wartości, a jeśli męzowi zależy, zrobiłabym to po prostu dla niego.
Piszę o tym, bo to dla mnie taki trochę odwrócony przykład właśnie tego, że jak jedno nie chce, a drugiemu zależy, to jak kochamy to się zgodzimy dla uszczęśliwienia drugiej strony, a dla nas po prostu takie wydarzenie będzie miało mniejsze znaczenieno tak, ale ja np. do życia na kocią łapę się nie nadaję i nawet jakbym bardzo kochała to bym się na to nie zgodziła... lubię mieć wszystko "uregulowane"
A to ja tez, nie zostawiłabym ale na pewno dążyła do slubu i próbowała dalej za jakiś czas.
Dałam taki przykład, bo pokazuje "dodatkowe uregulowanie" w stosunku do naszych potrzeb: dla faceta, który nie chce slubu, takim "niepotrzebnym dodatkiem" jest ślub, dla mnie - slub kościelny. I tak, jak w moim przykładzie (na szczęście teoretycznym) ja bym zgodziła się na "więcej" (czyli ten kościelny) dla męża, bo ja nic nie tracę, a on zyskuje, tak uważam, ze facet, który kocha ale nie potrzebuje slubu, może się na niego zgodzić dla nas, bo on nic nie traci, a szczesliwa zona zyskuje ![]()
Chodziło mi o przykład pokazujący, ze ciężko zgodzić się na "niedomiar", ale łatwiej zgodzić się na "nadmiar".
A ja akurat nie wzięłabym ślubu kościelnego dla partnera. Chyba, że występowałabym na nim jako ateistka, to wtedy nie byłoby oszustwa. Jednak jeśli osoba niewierząca godzi się na ślub kościelny, idzie do spowiedzi przed ślubem (z tego co wiem, to jest chyba obowiązkowa), a potem do komunii, to jest zwyczajnie niesmaczne. Nie jestem wierząca, ale mam tyle szacunku dla wierzących osób, żeby sobie nie robić szopki z ich religii. Nie wiem do końca jak to jest, ale chyba nawet występując jako niewierząca musiałabym obiecać, że pozwolę na wychowanie dzieci w religii katolickiej, a to nie wchodziłoby w grę. Także nie wiem jak to do końca jest ze ślubami kościelnymi, ale nie widzę tu za bardzo ustępstwa z mojej strony.
A co do cywilnego, to faktycznie bym go wzięła mimo obojętnego stosunku, jeśli partnera miałoby to uszczęśliwić. W końcu to nie jest żadne poświęcenie z mojej strony, bo dla mnie to tylko papier.
dla mnie stwierdzenie faceta, że nie potrzebuje żadnego papierka = nie potrzebuje mnie. I tyle!
dla mnie stwierdzenie faceta, że nie potrzebuje żadnego papierka = nie potrzebuje mnie. I tyle!
Zastanawiam się. Majka o co Ci chodzi z ta wymia Ty za papierek?
majka1986 napisał/a:dla mnie stwierdzenie faceta, że nie potrzebuje żadnego papierka = nie potrzebuje mnie. I tyle!
Zastanawiam się. Majka o co Ci chodzi z ta wymia Ty za papierek?
czemu?
Jozefina napisał/a:majka1986 napisał/a:dla mnie stwierdzenie faceta, że nie potrzebuje żadnego papierka = nie potrzebuje mnie. I tyle!
Zastanawiam się. Majka o co Ci chodzi z ta wymia Ty za papierek?
czemu?
Bo to tak zabrzmiało. Ja rozumiem to co napisałaś wcześniej, przekonania, marzenia, kropka nad i i tak dalej.
Ale z tym papierkiem to niemal jak handel wymienny
127 2015-01-18 01:49:39 Ostatnio edytowany przez ChloeIllusion (2015-01-18 01:51:13)
Cslady, w sumie się z Tobą zgadzam i na pewno tez bym bardzo nie chciała, na szczęście nie mam takiej opcji. W sumie nie wiem, czy na 100% bym tak zrobiła i na pewno byłoby mi ciężko, jeśli już to wzielabym na pewno jako ateistka. Problemem nie byłby dla mnie sam ślub, bo po prostu uznałabym ze nie ma on dla mnie wartości, owszem, oszukuję i trudno, nie pierwszy raz i nie ostatni, grunt że nikogo dla mnie ważnego, mąż przecież mnie zna i wie jak jest. Ale na pewno bardzo martwiłoby mnie, ze mamy tak rozbieżne wartości, że religia jest dla niego tak ważna i to byłby prawdziwy problem.
Przestaję już, bo odbiegam od tematu i zaraz będzie offtop
Niemniej jak sobie to wyobraziłam, teraz oddycham z ulgą, jak dobrze że to tylko teoria i nie muszę takich decyzji podejmowac ![]()
128 2015-01-18 01:50:44 Ostatnio edytowany przez majka1986 (2015-01-18 01:52:47)
majka1986 napisał/a:Jozefina napisał/a:Zastanawiam się. Majka o co Ci chodzi z ta wymia Ty za papierek?
czemu?
Bo to tak zabrzmiało. Ja rozumiem to co napisałaś wcześniej, przekonania, marzenia, kropka nad i i tak dalej.
Ale z tym papierkiem to niemal jak handel wymienny
cały czas odnośnie tego co napisałaś w pierwszym zdaniu. Jeżeli mój partner nie byłby w stanie sprostać moim przekonaniom to byłby koniec naszego związku
Dla mnie facet, który nie chce małżeństwa, to nie facet, tylko chłopczyk który nie dorósł i nie potrafi podejmować życiowych decyzji. Takie jest moje zdanie
Jozefina napisał/a:majka1986 napisał/a:czemu?
Bo to tak zabrzmiało. Ja rozumiem to co napisałaś wcześniej, przekonania, marzenia, kropka nad i i tak dalej.
Ale z tym papierkiem to niemal jak handel wymiennycały czas odnośnie tego co napisałaś w pierwszym zdaniu. Jeżeli mój partner nie byłby w stanie sprostać moim przekonaniom to byłby koniec naszego związku
Dla mnie facet, który nie chce małżeństwa, to nie facet, tylko chłopczyk który nie dorósł i nie potrafi podejmować życiowych decyzji. Takie jest moje zdanie
No ale właśnie o to chodzi, że my Ciebie rozumiemy, jeśli masz takie a nie inne wartości. A Ty nie rozumiesz, że nie każdy musi chcieć ślubu i to nie ma nic wspólnego z niedojrzałością i byciem chłopczykiem. Rozumiem, że byś się z takim facetem nie związała, ale nie zakładaj od razu, że bez ślubu żyją tylko osoby niezdecydowane, bo to nieprawda.
Dla mnie facet, który nie chce małżeństwa, to nie facet, tylko chłopczyk który nie dorósł i nie potrafi podejmować życiowych decyzji. Takie jest moje zdanie
Niestety ci, co chcą, tez nie zawsze do niego dorośli... ![]()