Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 61 do 120 z 146 ]

61

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
lena812 napisał/a:
cslady napisał/a:
ChloeIllusion napisał/a:

Abstrahując od osobistych wycieczek w kierunku autorki, myślę, że po prostu nie biorą ślubu ludzie, którym nie jest on emocjonalnie potrzebny (albo niepotrzebny na tym etapie), czy też potrzebny do innych spraw. Np. moja koleżanka wzięła ślub po chyba 10 latach związku, wspólnym kredycie, mieszkaniu i mając 3 dzieci tylko dlatego, że wkurzyło ją udowadnianie za każdym razem u lekarzy dzieci, w szpitalu i nawet na szczepieniach, że jest ich matką, bo noszą inne nazwisko, a trafiała na lekarzy, którzy wyjątkowo się czepiali. Inaczej by tego nie zrobiła, bo twierdziła, że nigdy nie był jej do niczego potrzebny.

Gdy poznałam mojego męża, było dla mnie było oczywiste, że chcę być jego żoną, mimo że jestem niewierząca i ani tradycji, ani innych presji u mnie za grosz, nawet pytać o ślub by nikomu do głowy nie przyszło.
Po prostu wiedziałam, że to TEN, i chciałam być jego żoną - "jego" i "żoną", po prostu być jak najbardziej jego, nie umiem tego lepiej wyjaśnić. Ślub nie był mi do niczego potrzebny w innych kwestiach, majątkowych (mamy rozdzielność) ani "bezpieczeństwa" (kochamy się do szaleństwa i jesteśmy razem bo chcemy, gdybyśmy nie chcieli - żadne papiery by nie pomogły). Po prostu chciałam być jak najmocniej "jego", a mąż "mój", pewnie że i tak byśmy byli, ale jeśli jest metoda, by być jeszcze "bardziej", to skorzystaliśmy smile

Dokładnie o to mi chodziło. Może, jeśli mieszka się na wsi, gdzie wszyscy się znają, to nie ma znaczenia, że matka ma inne nazwisko niż dzieci. Moi znajomi właśnie też musieli się wszędzie tłumaczyć dlaczego dziecko nosi inne nazwisko. Może nie wszędzie o to pytają, ale uważam, że nie ma sensu utrudniać sobie życia, bo to tylko "papierek". Zresztą to mój facet bardziej nalega na ślub niż ja, bo on lubi mieć wszystkie kwestie prawne uregulowane odpowiednio. Chociaż podejrzewam, że tutaj jest bardziej tradycjonalistą, bo intercyzy jednak nie chce.

Ja mieszkam na wsi i co z tego,
Dzieci do lekarza w mieście chodza,do szkoły w mieście
nigdy nigdzie u lekarza czy gdziekolwiek nie udowadniałam że jestem ich matką
Co to za sugerowanie się nazwiskiem,przecież jak by wzięła ślub to zostanę i tak przy swoim.
Jak będę udowadniała że jestem żoną tego i tego pana,w dowodach już nie ma stanu cywilnego,mam wszędzie latać z aktem małżeństwa,a w przypadku dzieci z ich dowodem lub aktem urodzenia?

Ale co z tego? Nikt nie napisał, że zawsze i wszędzie trzeba udowadniać. Po prostu istnieje takie ryzyko, że lekarze mogą się czepiać. Mnie zmiana nazwiska wiele rzeczy ułatwi nawet w pracy, bo pracuję na zlecenia tylko dla obcokrajowców, a moje typowo polskie nazwisko przysparza zawsze mnóstwa problemów, nie tylko z wymową, ale i z zapisem. Dlatego chętnie skorzystam z możliwości zmiany na nazwisko męża.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."
Zobacz podobne tematy :

62 Ostatnio edytowany przez Hekaterine (2015-01-17 14:49:31)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Wszystko w prawidłowej kolejności, czyli takiej (tak to widzę): spotkanie > zakochanie > chodzenie ze sobą/czas na lepsze poznanie się dwójki osób/intymność > zamieszkanie ze sobą > zaręczyny > okres narzeczeństwa > ślub > dzieci/rodzina.
Po drodze może się rozpaść, jeśli coś "nie gra" na danym etapie, ale przynajmniej nie ucierpią na tym żadne dzieci, bo jeszcze ich nie będzie.
A większość zaczyna od d*py strony. Wielce zakochani (hormony szaleją), więc często zdarza się jakaś "wpadka" i zaraz ślub, często mieszkanie z teściami/rodzicami. Potem płacze i żale, że "nie jestem szczęśliwa/szczęśliwy" i "nie tak miało być".
Motylki w brzuchu zdechły w zderzeniu z codziennością, natomiast pozostała dwójka małżonków, którzy są sobie "obcy" i niczego nieświadome dziecko.

Nad światem nie może być dwóch niebios.

63

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

A ja myślę że trzeba nie tylko mieć  motyle w brzuchu i kochać,  ale też trzeba mieć ogromne zaufanie do partnera żeby ślub z nim brać i zakładać rodzinę. Wolę wolny a szczęśliwy związek niż małżeństwo drące ze sobą koty i kontrolujące siebie nawzajem.  Kto wtedy myśli o dzieciach i ich szczęśliwym dzieciństwie.? Ślub nie daje żadnej gwarancji na udane małżeństwo ani szczęśliwą rodziną ale za to daje większe możliwości na burze i błyskawice w stadle małżeńskim nie mówiąc już o kredytach, uciążliwych teściach i płaczącej małżonce , bo przeżywa rozczarowanie .

64 Ostatnio edytowany przez kawusia85 (2015-01-17 15:05:27)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Związek dwojga osobnych ludzi z różnych domów to w sumie trudna sprawa, czasem jest z górki czasem bardzo pod ale jednak jest coś w tym ślubie co oddziałuje na naszą psychikę w ten sposób, że czujemy się pewniej. Muszę przyznać, że miło mnie łechtało, że mój wtedy jeszcze chłopak w wieku 24 lat upierał się, że to ze mną chce spędzić życie, że jest pewny, że przysięgał przed tym ołtarzem i tłumem ludzi właśnie mnie. I gdzieś w tyle głowy jest to poczucie, że jesteśmy rodziną prawdziwą, pełną, ten sam adres to samo nazwisko. Wadą jest dla mnie to, że wychodząc za kogoś stajesz się w pewnym sensie rodziną jego bliskich i mają większą śmiałość do ingerowania w wasze sprawy.
Pewne jest, że małżeństwo nie chroni ani przed zdradą ani przed odejściem drugiej osoby i nawet wiele rzeczy psuje, no ale chyba taka jest w Polsce mentalność że wierzymy w to romantyczne "i że cię nie opuszczę..."

65

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Jakbym miała mieć kiedyś męża obcokrajowca i mieszkać w kraju, z którego on pochodzi to zmiana nazwiska byłaby zwyczajnie praktyczniejsza właśnie w przypadku pracy, przy załatwianiu formalności w różnych miejscach itd.
Nigdy nie miałam marzeń związanych z zaręczynami, ślubem, weselem itd. W ogóle mnie to nie kręci. Uważam, że długoletni związek to jest jednak coś głębszego i żadne formalności, pokazówki, białe suknie i inne bzdety nie są do tego potrzebne. Jak ktoś ma taką potrzebę, marzenie itd, to nie widzę w tym niczego złego, ale to nie sprawi moim zdaniem, że związek będzie trwalszy, a ludzie szczęśliwsi ze sobą.

"Si vis pacem - para bellum"

66

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ale w drugą stronę też to działa. Ślub magicznie nie zmienia ludzi w nieszczęśliwych. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy w małżeństwie, to nie byłoby automatycznie inaczej, gdyby żył na kocią łapę.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

67 Ostatnio edytowany przez Hekaterine (2015-01-17 15:16:55)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
cslady napisał/a:

Ale w drugą stronę też to działa. Ślub magicznie nie zmienia ludzi w nieszczęśliwych. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy w małżeństwie, to nie byłoby automatycznie inaczej, gdyby żył na kocią łapę.

Zgadzam się.
Poza tym rozwody to obecnie normalka. Wiadomo, że może to dłużej trwać i trzeba zapłacić, ale ludzie żyjący bez ślubu również zazwyczaj mają kredyty, raty i majątek do podzielenia, więc muszą się jakoś dogadać. Jak są dzieci, to i tak będzie walka w sądzie o alimenty itd.

No i bez ślubu trzeba wnieść chyba do sądu o potwierdzenie ojcostwa. Nie pamiętam już dokładnie.

Nad światem nie może być dwóch niebios.

68 Ostatnio edytowany przez ChloeIllusion (2015-01-17 15:31:12)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
lena812 napisał/a:

nigdy nigdzie u lekarza czy gdziekolwiek nie udowadniałam że jestem ich matką
Co to za sugerowanie się nazwiskiem,przecież jak by wzięła ślub to zostanę i tak przy swoim.
Jak będę udowadniała że jestem żoną tego i tego pana,w dowodach już nie ma stanu cywilnego,mam wszędzie latać z aktem małżeństwa,a w przypadku dzieci z ich dowodem lub aktem urodzenia?

No to akurat masz takie szczęście, że nie musiałaś, a koleżanka biegała po 2 razy na to samo szczepienie, bo za pierwszym razem jej nie przyjmowali, musiała wracać właśnie po akt urodzenia.
Oczywiście masz rację, gdyby wzięła ślub bez zmiany nazwiska, miałaby ten sam problem. Więc ślub wzięła po to, żeby mieć podwójne i prostą sprawę. A że u Ciebie jest ok, to super, u niej nie było i trudno wszędzie biegać z aktami urodzenia 3 dzieci, zwłaszcza że czasem lekarze byli nieplanowani, np. dzwoniła pani ze żłobka, ze dziecko chore, wybiegała z pracy i szła do lekarza po odebraniu dziecka, czyli nawet do pracy, nie planując niczego, musiałaby te akty nosić...

cslady napisał/a:

Ale w drugą stronę też to działa. Ślub magicznie nie zmienia ludzi w nieszczęśliwych. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy w małżeństwie, to nie byłoby automatycznie inaczej, gdyby żył na kocią łapę.

Otóż to. Z męzem byłam szczęśliwą panną i jestem szczęśliwą mężatką, bo się kochamy i kochałabym go tak samo bez ślubu, z kim innym mogłabym być nieszczęśliwą panną i nieszczęśliwą mężatką. Po prostu lubię myśleć o sobie, że jestem jego żoną, a o mężu, że jest moim mężem :) A ślub wzięliśmy wyłącznie z własnej potrzeby, nawet gości było niewielu, intercyzę mamy, w moim otoczeniu mało ślubów się bierze, wierząca nie jestem, także zero presji i do niczego innego nie był nam potrzeby. Chcielismy, to wzięliśmy, ani mnie to nie zmieniło automatycznie w starą zrzędzącą jędzę, ani męza w ciepłe kluchy w kapciach przed telewizorem :)

69 Ostatnio edytowany przez Hekaterine (2015-01-17 15:21:45)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Dodam, że śluby niby wychodzą z mody, jednak nie ma szans, żeby kiedyś ludzie przestali je brać. Zazwyczaj symbolika i romantyzm wygrywa ze zdrowym rozsądkiem, a kiedy są jeszcze praktyczne plusy zawarcia małżeństwa, to już w ogóle.

Nad światem nie może być dwóch niebios.

70

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
cslady napisał/a:

Ale w drugą stronę też to działa. Ślub magicznie nie zmienia ludzi w nieszczęśliwych. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy w małżeństwie, to nie byłoby automatycznie inaczej, gdyby żył na kocią łapę.

Oczywiście. Nieszczęśliwy związek, w którym ludzie nie potrafią się dogadać pozostanie taki niezależnie od stanu prawnego. Tyle, że w przypadku rozpadu małżeństwa formalności i zmarnowanego czasu w związku z rozwodem jest zdecydowanie więcej.

"Si vis pacem - para bellum"

71

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

z drugiej strony, co jeśli żyjecie na kocią łapę, dorobicie się wspólnego domu, sporych oszczędności... dzieci mieć nie będziecie... a jemu coś się stanie... testament nie spisany, bo za młody był, żeby o takich sprawach myśleć... co wtedy? Wszystko to odziedziczą jego rodzice, bo to jego najbliższa rodzina

72 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-01-17 15:35:43)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
WitchQueen napisał/a:
cslady napisał/a:

Ale w drugą stronę też to działa. Ślub magicznie nie zmienia ludzi w nieszczęśliwych. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy w małżeństwie, to nie byłoby automatycznie inaczej, gdyby żył na kocią łapę.

Oczywiście. Nieszczęśliwy związek, w którym ludzie nie potrafią się dogadać pozostanie taki niezależnie od stanu prawnego. Tyle, że w przypadku rozpadu małżeństwa formalności i zmarnowanego czasu w związku z rozwodem jest zdecydowanie więcej.

To prawda, ale niektórzy argumentują, że ludzie są bardziej szczęśliwi w nieformalnych związkach i bardziej o siebie dbają. Jeśli ma się intercyzę i dorosłego emocjonalnie partnera, to sam rozwód też nie powinien być problemem. Intercyza wszystko tak naprawdę reguluje, a od partnera zależy to, czy po prostu "da" ten rozwód bez ciągania po sądach. No ale rozumiem, że różnie bywa. Zresztą ja nikogo do brania ślubów nie namawiam, bo sama mam do tego obojętny stosunek. Po prostu nie lubię takich argumentów: a) ze strony zwolenników ślubów - ślub umacnia, związek jest bardziej trwały, b) ze strony przeciwników ślubów - ślub niszczy związek, bo ludzie przestają się starać. Chcę tylko zauważyć, że szczęśliwy związek zależy tylko i wyłącznie od partnerów, a nie od kawałka papieru.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

73

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Dlatego tez ludzie biora sluby poniewaz slowo "maz" czy "zona" ma bardziej powazny wydzwiek niz partner, partnerka, chlopak, dziewczyna.
Moj brat stanal ostatnio na slubnym kobiercu, po wielu latach zwiazku. Na moje pytanie co go w kocnu sklonilo do tej decyzji powiedzial ze dostal kolejne zaproszenie na slub kogos ze strony swojej dziewczyny, kolejny raz widniaj jako "osoba towarzyszaca" :-).
Dla mnie slub to postawienie kropki nad I.
Moich szwagrow czy bratowe tez nigdy do konca nie traktowalam jak czesc rodziny dopoki sie nie zwiazali oficjalnie.
Na pytanie czy slub cos zmienia, owszem, podejscie do zwiazku. Dodaje nam sil i motywacji zeby walczyc w chwilach niepowodzenia czy kryzysu. Zrobimy wiecej i postaramy sie bardziej niz w przypadku wolnego zwiazku.

74

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Sienna napisał/a:

Dla mnie slub to postawienie kropki nad I.

Dla mnie też.

75 Ostatnio edytowany przez Hekaterine (2015-01-17 15:55:45)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Sienna napisał/a:

Dodaje nam sil i motywacji zeby walczyc w chwilach niepowodzenia czy kryzysu. Zrobimy wiecej i postaramy sie bardziej niz w przypadku wolnego zwiazku.

Mam odmienne zdanie, bo ślub to głównie ten oficjalny "papier".
Wychodziłoby na to, że w wolnym związku osoby nie walczą w czasie kryzysu i kochają się mniej, a ślub magicznie wzmacnia ich uczucia. Nie zgadzam się z tym, ale masz prawo do własnej opinii.

"slowo "maz" czy "zona" ma bardziej powazny wydzwiek niz partner, partnerka, chlopak, dziewczyna".

Faktycznie, też mi się tak wydaje.

Nad światem nie może być dwóch niebios.

76

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

cslady - Właśnie kompletnie nie rozumiem jak ludzie argumentują, że ślub zbliża, scala związek. Pewnie, że jak ktoś sobie wymarzył wesele i białą suknię to lata z przygotowaniami w euforii i parę tygodni po ślubie wrzuca na portale społecznościowe swoje zdjęcia z sesji ślubnej, wesela itd. Wielu moich znajomych tak do tego podchodzi, ale nie mogę powiedzieć, że to ich związek uczyniło w jakikolwiek sposób lepszym i fajniejszym. Myślę, że kochają się w równym stopniu jak wcześniej. Po prostu dla nich to był kolejny krok, ważny etap w życiu i ja to rozumiem, ale uważam, że w samej relacji to niczego konkretnego nie zmienia.
A już branie ślubu w sytuacji "bo dziecko w drodze" jest dla mnie kompletnie bezsensowne i myślę, że więcej szkody może narobić niż dobrego.

"Si vis pacem - para bellum"

77

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
WitchQueen napisał/a:

cslady - Właśnie kompletnie nie rozumiem jak ludzie argumentują, że ślub zbliża, scala związek. Pewnie, że jak ktoś sobie wymarzył wesele i białą suknię to lata z przygotowaniami w euforii i parę tygodni po ślubie wrzuca na portale społecznościowe swoje zdjęcia z sesji ślubnej, wesela itd. Wielu moich znajomych tak do tego podchodzi, ale nie mogę powiedzieć, że to ich związek uczyniło w jakikolwiek sposób lepszym i fajniejszym. Myślę, że kochają się w równym stopniu jak wcześniej. Po prostu dla nich to był kolejny krok, ważny etap w życiu i ja to rozumiem, ale uważam, że w samej relacji to niczego konkretnego nie zmienia.
A już branie ślubu w sytuacji "bo dziecko w drodze" jest dla mnie kompletnie bezsensowne i myślę, że więcej szkody może narobić niż dobrego.

Zgadzam się z tym, ale jeszcze większą głupotą jest zrobienie sobie dziecka, bo "zbliża i scala związek". Wystarczyłoby uświadomić sobie, że to my mamy wpływ na wygląd związku, a nie papierek czy tym bardziej dziecko. A potem się okazuje, że ślub jednak nie scalił i zwala się winę na papier, że po ślubie jest jeszcze gorzej i trzeba było go nie brać.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

78

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

WitchQueen, całkowicie się z Tobą zgadzam.
A co do białej sukni, wesel na 500 osob i załatwiania wszystkiego przez pół roku aż do padania na nos ze zmęczenia, to ja np. nic z tych rzeczy nie miałam. Nigdy o tym nie marzyłam, nie było mi potrzebne i nie chciałam. Chciałam wlasnie tej "kropki nad i", kolejnego etapu, bycia żoną mojego męża i niczego więcej smile

79 Ostatnio edytowany przez kicur (2015-01-17 16:33:29)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Po co ślub ano po to by w razie przemocy zdrady mieć wsparcie.
Związek partnerski byłby najlepszym rozwiązaniem, bo jak dojdzie do przemocy to nie w rodzinie więc trudno to kontrolować.

kawusia85 napisał/a:

Ludmiło a ja Ci powiem to z całkiem innej perspektywy, prześledziłaś mój krótki wątek więc wiesz na czym stoję i jakie rzeczy odbywają się teraz w moim małżeństwie. Wzięłam ślub po 10 latach znajomości dlatego że mój partner postawił mi ultimatum, albo ślub albo rozstanie. Osobiście nie czułam jeszcze że to ten czas, chciałam się realizować a nie bawić w szopki w tamtym momencie, poza tym krępowało mnie to wszystko bo zwyczajnie nie lubię publicznych wystąpień. Tak czy siak nie chciałam się rozstawać więc wzięliśmy ślub czego nie żałuję bo jak pisałam rodzina stanowi dla mnie największą wartość. Ale ze strony mojego partnera to był taki kompletny brak pewności siebie, bał się że go zostawię a jak mnie usidli to nigdzie mu nie ucieknę. Po ślubie było dobrze ale jego pewność siebie bardzo wzrosła i wtedy spadł szacunek do mnie a kiedy odeszłam z pracy i urodziłam dziecko to już w ogóle jestem trafiona-zatopiona. Bo facet to łowca, lubi zdobywać, a jak już zdobędzie to szybko się nudzi, więc może pozwól żeby Twój facet miał tą niepewność że możesz się mu jeszcze wymsknąć bo nie tylko on ma "ręce rozwiązane" a Ty też. Podając się mu na srebrnej tacy tylko pogorszysz sytuację w waszym związku moim zdaniem.
Poza tym istnieje na tym świecie wiele podłych kobiet, które faceta w obrączce traktują jako wyzwanie, testują na nich swoją atrakcyjność.
Gdybym miała Twoją pozycję i wiek nigdy nie pchałabym się w małżeństwo.

I nadal z nim jesteś ?

Nie leć na nieosiągalne bo się poparzysz.
Optymista nie ma wyobraźni, pesymista woli działania a realista ma to i to.
Pilna pomoc w temacie wyłudzonej pożyczki!!!

80

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Nie chodzi mi o to, ze ludzie bardziej sie kochaja ale nie poddaja sie tak szybko jeżeli zwiazek podaza w zlym kierunku. Kiedy nie bylam mężatką decyzje podejmowalam szybko, teraz dwa razy sie zastanowie.
Nie dla mnie ogromne wesela, sama bralam slub na odludzi, z pastorem i swiadkiem.
Luźnych zwiazkow nikt do konca nie traktuje poważnie, tylko właśnie 'na luzie'.
Dla mnie to symbol wyboru drugiego człowieka na towarzysza zycia. W sumie małżeństwo niczym nie rozni sie od partnerstwa, tu gdzie mieszkam. Ma jedynie nadawac powagi zwiazkowi.

81

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Jozefina napisał/a:
kammiś napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:

Dlaczego nie chcecie wziąć ślubu? To pytanie do wszystkich, którzy żyją na kocią łapę
Jaki jest tego powód?
To pytanie jest do tych którzy NIE CHCĄ wziąć ślubu a mogą.

Słyszałam, ze są trzy opcje;

a) jest z kim, nie ma za co/gdzie
b) jest za co/gdzie, nie ma z kim
c) jest z kim, jest za co/gdzie, ale to zła kobieta była lol

No właśnie, a co w przypadku kiedy żadna z tych 3 opcji nie wchodzi w grę?

d) za wczesnie wink

E) nie mam ochoty, nie potrzebuje, nie chcę.

Tu należy uzupełnić.Wg. standardów tego forum podpunkt E) nie dotyczy mężczyzn, gdyż każdy ma obowiązek mieć ochotę, chcieć i czuć potrzebą.Bo jeśli nie, to
-jest niedojrzały
-sam nie wie czego chce
-nie traktuje Cię powaznie
-ja bym takiego kopnęła bla bla bla...

82

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

cslady - albo celowe odstawienie antykoncepcji żeby "złapać" faceta metodą "na dziecko". Dla mnie takie akcje to jest objaw martwicy mózgu, albo w ogóle braku tegoż organu. Ludzie się później dziwią, że są nieszczęśliwi, a dzieje się tak przez ich autorskie, durnowate pomysły. No i jeszcze dzieciak, który ma w tej sytuacji najbardziej przesrane, bo prędzej, czy później staje się kartą przetargową w konflikcie dwójki idiotów, których potomkiem ma nieszczęście być tongue I jak taki człowiek ma w dorosłym życiu być zrównoważony, to ja nie wiem. Nawet jak głupoty w genach nie odziedziczył, to i tak wpływ środowiska będzie miażdżący.

Ja kiedyś, na studiach jeszcze, siedziałam znudzona na ławce, a obok dwie laski z mojej grupy prowadziły jakże fascynującą rozmowę na temat tego, czy kredyt 60 tys. złotych to jest wystarczająco kasy na ślub, czy jednak koleżanka powinna zaciągnąć kredyt 100 tys. złotych. I to nie była rozmowa na temat marzeń trudnych do realizacji, tylko całkowicie realne rozważanie którejś z opcji. W pewnym momencie obie urwały i zaczęły się na mnie dziwnie gapić i dopiero się zorientowałam, że chyba wyraz mojej twarzy musi być dość jednoznacznie czytelny, ale po prostu słuchałam i się zastanawiałam, o co biega i co ja bym zrobiła mając te 100 tys. złotych i jak można to wszystko wydać na przechlanie, przeżarcie sukienkę i przaśną imprezę, a potem spłacać to wszystko ze zwykle dość skromnej pensji człowieka świeżo po studiach.
Tego mój rozum po prostu nie ogarnia.

"Si vis pacem - para bellum"

83 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-01-17 17:11:40)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
WitchQueen napisał/a:

cslady - albo celowe odstawienie antykoncepcji żeby "złapać" faceta metodą "na dziecko". Dla mnie takie akcje to jest objaw martwicy mózgu, albo w ogóle braku tegoż organu. Ludzie się później dziwią, że są nieszczęśliwi, a dzieje się tak przez ich autorskie, durnowate pomysły. No i jeszcze dzieciak, który ma w tej sytuacji najbardziej przesrane, bo prędzej, czy później staje się kartą przetargową w konflikcie dwójki idiotów, których potomkiem ma nieszczęście być tongue I jak taki człowiek ma w dorosłym życiu być zrównoważony, to ja nie wiem. Nawet jak głupoty w genach nie odziedziczył, to i tak wpływ środowiska będzie miażdżący.

Ja kiedyś, na studiach jeszcze, siedziałam znudzona na ławce, a obok dwie laski z mojej grupy prowadziły jakże fascynującą rozmowę na temat tego, czy kredyt 60 tys. złotych to jest wystarczająco kasy na ślub, czy jednak koleżanka powinna zaciągnąć kredyt 100 tys. złotych. I to nie była rozmowa na temat marzeń trudnych do realizacji, tylko całkowicie realne rozważanie którejś z opcji. W pewnym momencie obie urwały i zaczęły się na mnie dziwnie gapić i dopiero się zorientowałam, że chyba wyraz mojej twarzy musi być dość jednoznacznie czytelny, ale po prostu słuchałam i się zastanawiałam, o co biega i co ja bym zrobiła mając te 100 tys. złotych i jak można to wszystko wydać na przechlanie, przeżarcie sukienkę i przaśną imprezę, a potem spłacać to wszystko ze zwykle dość skromnej pensji człowieka świeżo po studiach.
Tego mój rozum po prostu nie ogarnia.

Może imprezę sponsorowali rodzice albo bogaty narzeczony. A ja myślałam, że 50 tys. na ślub to już jest taki max, gdzie ma się wszystko. Jeśli kogoś stać, bo ma swoje mieszkanie bez kredytu i spore zarobki, to jego sprawa. Tylko głupotą są huczne wesela, gdy narzeczeni nie mają własnego kąta plus słabe zarobki. A już kredyt na ślub to chyba typowe "zastaw się, a postaw się".

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

84

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Podobno w kopertach się zwraca big_smile Oczywiście o ile goście nie będą zbyt kreatywni, np. nie wsadzą pliku banknotów "reklamowych" rozdawanych jako ulotki, albo kawałków papieru, bo na dużych weselach, gdzie koperty się mieszają, przecież nie będzie wiadomo, od kogo to (autentyczna akcja na ślubie koleżanki)...
Żartuję oczywiście, też znam takich z kredytem podobnej wysokości - po chyba 4 latach wpłacili ostatnią ratę i zaraz potem się rozwiedli... I niech mi ktoś powie, że kredyty nie scalają big_smile

85

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
pitagoras napisał/a:
Jozefina napisał/a:
kammiś napisał/a:

d) za wczesnie wink

E) nie mam ochoty, nie potrzebuje, nie chcę.

Tu należy uzupełnić.Wg. standardów tego forum podpunkt E) nie dotyczy mężczyzn, gdyż każdy ma obowiązek mieć ochotę, chcieć i czuć potrzebą.Bo jeśli nie, to
-jest niedojrzały
-sam nie wie czego chce
-nie traktuje Cię powaznie
-ja bym takiego kopnęła bla bla bla...

no gdyby facet mi po kilku latach się nie oświadczył to tak właśnie bym pomyślała


WitchQueen ja miałam białą suknie, wesele na 180 osób, limuzynę, dekoratora ślubnego, fajerwerki itd. co kosztowało nie mało... i nie żałuje pieniędzy na to wydanych... bo wspomnienia są bezcenne!

86

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
ChloeIllusion napisał/a:

Podobno w kopertach się zwraca big_smile Oczywiście o ile goście nie będą zbyt kreatywni, np. nie wsadzą pliku banknotów "reklamowych" rozdawanych jako ulotki, albo kawałków papieru, bo na dużych weselach, gdzie koperty się mieszają, przecież nie będzie wiadomo, od kogo to (autentyczna akcja na ślubie koleżanki)...
Żartuję oczywiście, też znam takich z kredytem podobnej wysokości - po chyba 4 latach wpłacili ostatnią ratę i zaraz potem się rozwiedli... I niech mi ktoś powie, że kredyty nie scalają big_smile

Nie wiem jak w innych rejonach Polski/ środowiskach, ale u nas pieniądze wkłada się do kartek z życzeniami, więc automatycznie wiadomo od kogo. To nie jest też jakaś specyfika mojej rodziny, bo bywałam na różnych weselach znajomych i tam wyglądało to podobnie. Sama też w ten sposób daję pieniądze. Nie chodzi tu o chwalenie się kto ile dał, bo nie słyszałam, żeby takie informacje "wyciekały". To po prostu uniemożliwia gazetowe przekręty.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

87

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ano widzisz, dobra metoda na oszustów big_smile Nie wiem dokładnie jak tam było, może akurat te osoby nie włożyły, nie wszyscy włożyli itp. Ona zresztą ma podejrzenia od kogo, ale nie ma pewności, a nawet jakby miała, to co z tego... Ale ludzie mają swoją drogą pomysły big_smile

88

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

majka - jak ktoś ma takie marzenie i pieniądze na realizację, to powinien to marzenie spełnić właśnie dla miłych wspomnień. Natomiast zadłużanie się z tego powodu uważam za bezsensowne, bo wesele to w pewnym sensie są wyrzucone pieniądze. Rozumiem zapożyczyć się na rozwój firmy, kształcenie, bo takie inwestycje się zwracają prędzej czy później, a i tak trzeba to dobrze przemyśleć, bo różnie bywa. Ale jak ktoś kokosów nie zarabia, a nie przeżyje jak nie będzie miał wesela rodem z Hollywood, to dla mnie to jest po prostu głupota i ściąganie na siebie kłopotów finansowych.

"Si vis pacem - para bellum"

89

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

To fakt, chociaż z drugiej strony zależy od gości. Na moje wesele nie będę zapraszać rodziny, której nie lubię, mimo, że moi rodzice uważają, że tak trzeba. A rodzina, którą zaproszę dobrze wie, że nie musi uciekać się do takich tanich sztuczek, bo nie zależy mi na tym ile dadzą w kopertach. Mogliby niczego nie dać, bo z innego powodu ich zapraszam.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

90

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Zyję na kocią łapę bo nie widzę potrzeby małżeństwa- oboje pracujemy, mamy swoje oszczędności, zero dzieci. Mamy razem kredyt na dom, ale jest on tak mały, że w razie rozpadu związku nie będzie problemem spłacić drugiej strony.

Z mojej perspektywy, ten związek jest do końca życia, jednak nie czuję potrzeby, żeby podpisać papierek. Jak to zapobiegnie problemom?

91

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
pitagoras napisał/a:

Tu należy uzupełnić.Wg. standardów tego forum podpunkt E) nie dotyczy mężczyzn, gdyż każdy ma obowiązek mieć ochotę, chcieć i czuć potrzebą.Bo jeśli nie, to
-jest niedojrzały
-sam nie wie czego chce
-nie traktuje Cię powaznie
-ja bym takiego kopnęła bla bla bla...

Zgadzam się. Wiele kobiet dalej podziela głupie przekonanie, że ślub zabezpieczy je przed ewentualnym rozpadem związku. Jak gdyby kredyt na mieszkanie w dzisiejszych czasach nie był dzisiaj większym zobowiązaniem niż papierek smile
Jest jeszcze druga kwestia - kobieta chce się zabezpieczyć w ten sposób materialnie na przyszłość, bo w razie rozwodu najwyżej weźmie połowę majątku. A wszyscy wiemy, że nawet na tym portalu poparcie dla intercyzy nie jest wielkie.

92

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
majka1986 napisał/a:
pitagoras napisał/a:
Jozefina napisał/a:

E) nie mam ochoty, nie potrzebuje, nie chcę.

Tu należy uzupełnić.Wg. standardów tego forum podpunkt E) nie dotyczy mężczyzn, gdyż każdy ma obowiązek mieć ochotę, chcieć i czuć potrzebą.Bo jeśli nie, to
-jest niedojrzały
-sam nie wie czego chce
-nie traktuje Cię powaznie
-ja bym takiego kopnęła bla bla bla...

no gdyby facet mi po kilku latach się nie oświadczył to tak właśnie bym pomyślała


WitchQueen ja miałam białą suknie, wesele na 180 osób, limuzynę, dekoratora ślubnego, fajerwerki itd. co kosztowało nie mało... i nie żałuje pieniędzy na to wydanych... bo wspomnienia są bezcenne!

Problem w tym Majka że ja faktycznie nie potrzebuje przysięgi, białej sukni, limuzyny i całej reszty by wiedzieć czy ktoś traktuje mnie poważnie czy nie.
Gdybym się chciała zabezpieczyć przed rozpadem związku to wzięła bym kredyt na 35 lat. To są najsilniejsze więzi.

93

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Iami napisał/a:
pitagoras napisał/a:

Tu należy uzupełnić.Wg. standardów tego forum podpunkt E) nie dotyczy mężczyzn, gdyż każdy ma obowiązek mieć ochotę, chcieć i czuć potrzebą.Bo jeśli nie, to
-jest niedojrzały
-sam nie wie czego chce
-nie traktuje Cię powaznie
-ja bym takiego kopnęła bla bla bla...

Zgadzam się. Wiele kobiet dalej podziela głupie przekonanie, że ślub zabezpieczy je przed ewentualnym rozpadem związku. Jak gdyby kredyt na mieszkanie w dzisiejszych czasach nie był dzisiaj większym zobowiązaniem niż papierek smile
Jest jeszcze druga kwestia - kobieta chce się zabezpieczyć w ten sposób materialnie na przyszłość, bo w razie rozwodu najwyżej weźmie połowę majątku. A wszyscy wiemy, że nawet na tym portalu poparcie dla intercyzy nie jest wielkie.

Dlaczego nie? Intercyza to bardzo rozsądne rozwiązanie.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

94

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Mam ślub, intercyzę, przed niczym się nie muszę zabezpieczać, a połowę majątku wzięłabym, ale swoją, plus swoje mieszkanie kupione przed ślubem na swój własny kredyt smile Wesela nie miałam, bo nie chcieliśmy, białej sukni ani tłumów gości tez nie, bo nie lubię... Jakies dziwne to moje małzenstwo, po co ja ten ślub brałam big_smile

95

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
pitagoras napisał/a:
Jozefina napisał/a:
kammiś napisał/a:

d) za wczesnie wink

E) nie mam ochoty, nie potrzebuje, nie chcę.

Tu należy uzupełnić.Wg. standardów tego forum podpunkt E) nie dotyczy mężczyzn, gdyż każdy ma obowiązek mieć ochotę, chcieć i czuć potrzebą.Bo jeśli nie, to
-jest niedojrzały
-sam nie wie czego chce
-nie traktuje Cię powaznie
-ja bym takiego kopnęła bla bla bla...

Wiesz co Pitagoras tak trochę teoretyzujac, myślę że gdyby mi zależało na ślubie i byciu żoną to faktycznie kopnęła bym takiego. Choćby z tego powodu, że nasze priorytety jednak były by inne. Z drugiej strony, gdyby facetowi zależało na małżeństwie to pomimo tego, że nie chcę, nie mam ochoty i nie potrzebuje to bym się zgodziła. Związek i tak traktuję jako o ile się da do końca życia, ślub by nic nie zmienił. Tylko po co?

96

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Jak dla mnie intercyza jest takim trochę dopisaniem do słowa ''małżeństwa'' formułki 'z o.o'.
Nieważne.
Fakt, że sporo kobiet (zwłaszcza) traktuje małżeństwo jako gwarancję trwałości związku.Autorka wątku jest tego przykładem może wynaturzonym, ale nie odosobnionym.
Z mojego punktu widzenia wszelkie formalne >więzi< typu małżeństwo, wspólnota majątkowa, wspólny kredyt na sto lat, to prośba o zdradę i kłamstwa.
Ludzie kalkulują.
Mając możliwość normalnego zakończenia związku bez brzydkich dolegliwości- nie ma sensu kombinować ani grać na dwa fronty.
To jest pewien paradoks, widoczny w wielu wypowiedziach tutaj na forum: najpierw kobieta dąży do spętlenia z sobą faceta na wszystkie możliwe sposoby, a potem wielki płacz, że on znalazł inną i ZAMIAST powiedzieć wprost, zakończyć związek, to kłamie, kombinuje i zdradza po cichu.A co ma robić?W pewnych okolicznościach inaczej się nie da, albo zwyczajnie się nie opłaca.

97 Ostatnio edytowany przez majka1986 (2015-01-17 21:50:34)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Jozefina napisał/a:
majka1986 napisał/a:
pitagoras napisał/a:

Tu należy uzupełnić.Wg. standardów tego forum podpunkt E) nie dotyczy mężczyzn, gdyż każdy ma obowiązek mieć ochotę, chcieć i czuć potrzebą.Bo jeśli nie, to
-jest niedojrzały
-sam nie wie czego chce
-nie traktuje Cię powaznie
-ja bym takiego kopnęła bla bla bla...

no gdyby facet mi po kilku latach się nie oświadczył to tak właśnie bym pomyślała


WitchQueen ja miałam białą suknie, wesele na 180 osób, limuzynę, dekoratora ślubnego, fajerwerki itd. co kosztowało nie mało... i nie żałuje pieniędzy na to wydanych... bo wspomnienia są bezcenne!

Problem w tym Majka że ja faktycznie nie potrzebuje przysięgi, białej sukni, limuzyny i całej reszty by wiedzieć czy ktoś traktuje mnie poważnie czy nie.
Gdybym się chciała zabezpieczyć przed rozpadem związku to wzięła bym kredyt na 35 lat. To są najsilniejsze więzi.

ale ja wcale nie twierdzę, że trzeba brać ślub smile chyba nie czytałaś tego co pisałam na początku wink uważam, że to powinna być tylko i wyłącznie decyzja obojga partnerów....
Ja ze swojej perspektywy mówię tylko, że chciałam mieć ślub, duży w dodatku i męża też chciałam... dlatego dla mnie facet, który nie potrafi się określić byłby skreślony. Nie chciałabym być wieczną narzeczoną...
I nie uważam, że ślub jest jakimkolwiek zabezpieczeniem...

Ps. przeczytaj co pisałam...

Aaaa jeszcze kwestia intercyzy, ja jestem na nie. skoro jesteśmy małżeństwem to po co nam intercyza...

98

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Przydaje się, zwłaszcza jeśli jedno albo oboje mają wlasną firmę, udziały, są w zarządzie, radach nadzorczych itp. Biznes to biznes, wszystko może się zdarzyć, wtedy przynajmniej majątek drugiej strony jest chroniony, można w razie czego przepisac na męża/ żonę itp. Na szczegółach się nie znam, musiałabym prawnika dopytać, ale wiem ze dla nas to było bardzo wskazane.

99

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ja na miejscu mężczyzny, który dużo zarabia, chciałabym intercyzy. Kobiety po rozpadzie związku potrafią być mściwe i jeszcze się chwalą jak dokopały misiowi i ile udało im się z niego wycisnąć. Nieważne czy facet zdradził, nie wyciąga się łapy po czyjeś pieniądze. Pomijam kwestię dzieci, bo akurat te przypadki rozwodów o których teraz myślę odbywały się bez dzieci. Natomiast jeszcze nie słyszałam o mężczyźnie, który chciałby "oskubać żonę. To tylko generalizacje i nie twierdzę, że wszyscy tacy są, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Motylki motylkami, ale nie ryzykuje się oszczędnościami życia. A kobieta marudzić nie powinna, bo dla niej intercyza niczego nie zmienia w pożyciu małżeńskim poza tym, że po ślubie nie będzie mogła żądać pieniędzy męża. Mój narzeczony nie chce intercyzy i uważam, że to tylko i wyłącznie jego decyzja, skoro więcej zarabia. Jeśli się rozmyśli i będzie chciał, to podpiszę wszystko. Nawet gdybym miała dzieci, to nie zamierzałabym mu odbierać połowy jego majątku. Każda para powinna to indywidualnie ustalić i nie ma niczego złego w intercyzie lub jej braku, jeśli obie strony się na to godzą. Bawią mnie natomiast kobiety, które mało zarabiają, a strzelają focha, gdy facet chce intercyzy. Lub co gorsza rzucają go za to. Wtedy wyraźnie widać o co takiej babie w związku chodzi.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

100

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
chodź-czytać napisał/a:

Fakt, przysięga kościelna różni się od przysięgi, którą wypowiada się w urzędzie. Ale to tylko przysięga. Jeśli ktoś będzie chciał, niestety zdradzi. Naszym priorytetem życiowym stało się małżeństwo i dzieci. Ale czy na pewno tego chcemy od życia? Czy tylko robimy tak, bo tak każdy robi? Jeśli facet nie czuje potrzeby by oświadczyć się swojej wybrance i powiedzieć ?tak? to po co to czynić? Czy nie bardziej ją skrzywdzi tym, że się oświadczy, poślubi i potem będzie zdradzać, bo jednak to nie ona niż jak by się nie oświadczył? Dziś nauczyliśmy się robić wszystko, bo tak trzeba.  Bo nasi rodzice tak uczynili, bo tego wymaga nasz kultura. Praca, małżeństwo, dzieci, dom. Bo taka kolej rzeczy?

Nie zdradzi jeżeli wie po co i dlaczego znalazł się w kościele po ten ślub. Wtedy kiedy mam pewność że spełnienie tej przysięgi jest dla mnie wielką przyjemnością i zaszczytem. Zakładam oczywiście że ślub kościelny bierze dwoje świadomych tego ludzi a nie jak to niestety często nagabywane do małżeństwa pary przez różne czynniki (rodzice, presja społeczna itd.)

"Gdybym mówił językami ludzi i aniołów..."

"Iloraz inteligencji tłumu równy jest IQ najgłupszego jego przedstawiciela podzielonemu przez liczbę uczestników."

101

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

cslady nie zgodzę się z Tobą.
U mnie mąż ma własną firmę, ja pracuje w korpo, pensja mała nie jest, ale wiadomo, że on miesięcznie wyciągnie o wiele więcej... ale na intercyzę bym się nie zgodziła. A wcale nie uważam, że jestem baba, której tylko o kasę chodzi!

102

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
majka1986 napisał/a:

cslady nie zgodzę się z Tobą.
U mnie mąż ma własną firmę, ja pracuje w korpo, pensja mała nie jest, ale wiadomo, że on miesięcznie wyciągnie o wiele więcej... ale na intercyzę bym się nie zgodziła. A wcale nie uważam, że jestem baba, której tylko o kasę chodzi!

Rozumiem to. Nie zamierzam nikogo przekonywać, bo to sprawa Twoja i partnera. Po prostu sama inaczej bym postąpiła.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

103

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
pitagoras napisał/a:

Z mojego punktu widzenia wszelkie formalne >więzi< typu małżeństwo, wspólnota majątkowa, wspólny kredyt na sto lat, to prośba o zdradę i kłamstwa.
Ludzie kalkulują.
Mając możliwość normalnego zakończenia związku bez brzydkich dolegliwości- nie ma sensu kombinować ani grać na dwa fronty.
To jest pewien paradoks, widoczny w wielu wypowiedziach tutaj na forum: najpierw kobieta dąży do spętlenia z sobą faceta na wszystkie możliwe sposoby, a potem wielki płacz, że on znalazł inną i ZAMIAST powiedzieć wprost, zakończyć związek, to kłamie, kombinuje i zdradza po cichu.A co ma robić?W pewnych okolicznościach inaczej się nie da, albo zwyczajnie się nie opłaca.

Ty wszędzie widzisz zdrady i kłamstwa.
Brak ślubu nie daje gwarancji, że ktoś kogoś nie zdradzi, tylko najpierw odejdzie. To zależy od mentalności. Jak ktoś jest fałszywą ku**ą bez zasad, to raczej szybko i łatwo się nie zmieni, bez różnicy.
Piszesz, że facet/panna może rozstać się bez większych problemów, ale co to za różnica? I tak zapewne musiał/a z kimś kręcić i angażować się w relację z osobą trzecią, żeby podjąć decyzję o rozstaniu. Kiedy są dzieci, o czym wspominałam wyżej, sytuacja się komplikuje, bo rozprawa w sądzie będzie - tak czy inaczej.
Niektórzy nie są skończonymi materialistami, dla których ważniejsze są dobra, kasa, niż własny honor i szacunek dla osoby, z którą się żyło. Wyobraź to sobie.
Dlatego człowiek prawy, nawet będąc w małżeństwie, najpierw postanowi się rozstać/naprawić relację, zanim w ogóle wejdzie w coś nowego.

Co do wiązania/pętania "biednego misiaczka", to chcę Ci przypomnieć, że to facet się oświadcza kobiecie, nie na odwrót. Może zdarza się gdzieś, że kobieta wychodzi pierwsza z propozycją, ale to chyba nieliczne przypadki.
Są panowie, którzy chcą ślubu i dzieci. Chcą rodziny, chcą nawet posadzić drzewo, ogólnie stabilizacji, więc nie rozumiem, z czym masz problem.
Ty nie chcesz żadnych ślubów i zobowiązań, zapewne nie umiałbyś na tyle zaufać żadnej kobiecie, ale to nie znaczy, że wszyscy mają tak samo, a jak już z bólem serca wezmą ślub to z pewnością po to, żeby zaraz zdradzać.

@Majka

"dlatego dla mnie facet, który nie potrafi się określić byłby skreślony".

Potrafię to zrozumieć, ale wyobraź sobie, że jesteś z tym kimś dość długo i on po czasie stwierdza, że nie chce ślubu, bo np. boi się, że coś się zmieni/nie chce jeszcze się jeszcze formalnie wiązać, bo jest dla niego za wcześnie/inny powód.
To wysłałabyś go do diabła?
A gdzie w tym miejsce na miłość? Czy świstek papieru jest ważniejszy od uczucia i tego człowieka? ;p
Tak mnie to zwyczajnie ciekawi.

Nad światem nie może być dwóch niebios.

104

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Hekaterine napisał/a:
pitagoras napisał/a:

Z mojego punktu widzenia wszelkie formalne >więzi< typu małżeństwo, wspólnota majątkowa, wspólny kredyt na sto lat, to prośba o zdradę i kłamstwa.
Ludzie kalkulują.
Mając możliwość normalnego zakończenia związku bez brzydkich dolegliwości- nie ma sensu kombinować ani grać na dwa fronty.
To jest pewien paradoks, widoczny w wielu wypowiedziach tutaj na forum: najpierw kobieta dąży do spętlenia z sobą faceta na wszystkie możliwe sposoby, a potem wielki płacz, że on znalazł inną i ZAMIAST powiedzieć wprost, zakończyć związek, to kłamie, kombinuje i zdradza po cichu.A co ma robić?W pewnych okolicznościach inaczej się nie da, albo zwyczajnie się nie opłaca.

Ty wszędzie widzisz zdrady i kłamstwa.
Brak ślubu nie daje gwarancji, że ktoś kogoś nie zdradzi, tylko najpierw odejdzie. To zależy od mentalności. Jak ktoś jest fałszywą ku**ą bez zasad, to raczej szybko i łatwo się nie zmieni, bez różnicy.
Piszesz, że facet/panna może rozstać się bez większych problemów, ale co to za różnica? I tak zapewne musiał/a z kimś kręcić i angażować się w relację z osobą trzecią, żeby podjąć decyzję o rozstaniu. Kiedy są dzieci, o czym wspominałam wyżej, sytuacja się komplikuje, bo rozprawa w sądzie będzie - tak czy inaczej.
Niektórzy nie są skończonymi materialistami, dla których ważniejsze są dobra, kasa, niż własny honor i szacunek dla osoby, z którą się żyło. Wyobraź to sobie.
Dlatego człowiek prawy, nawet będąc w małżeństwie, najpierw postanowi się rozstać/naprawić relację, zanim w ogóle wejdzie w coś nowego.

Co do wiązania/pętania "biednego misiaczka", to chcę Ci przypomnieć, że to facet się oświadcza kobiecie, nie na odwrót. Może zdarza się gdzieś, że kobieta wychodzi pierwsza z propozycją, ale to chyba nieliczne przypadki.
Są panowie, którzy chcą ślubu i dzieci. Chcą rodziny, chcą nawet posadzić drzewo, ogólnie stabilizacji, więc nie rozumiem, z czym masz problem.
Ty nie chcesz żadnych ślubów i zobowiązań, zapewne nie umiałbyś na tyle zaufać żadnej kobiecie, ale to nie znaczy, że wszyscy mają tak samo, a jak już z bólem serca wezmą ślub to z pewnością po to, żeby zaraz zdradzać.

@Majka

"dlatego dla mnie facet, który nie potrafi się określić byłby skreślony".

Potrafię to zrozumieć, ale wyobraź sobie, że jesteś z tym kimś dość długo i on po czasie stwierdza, że nie chce ślubu, bo np. boi się, że coś się zmieni/nie chce jeszcze się jeszcze formalnie wiązać, bo jest dla niego za wcześnie/inny powód.
To wysłałabyś go do diabła?
A gdzie w tym miejsce na miłość? Czy świstek papieru jest ważniejszy od uczucia i tego człowieka? ;p
Tak mnie to zwyczajnie ciekawi.

nie chodzi o świstek papieru, tylko o moje przekonania smile
Jak facet chce być ze mną, jestem dla niego kimś ważnym to chce żebym została jego żoną, taka na dobre i na złe. To są moje przekonania
Jeżeli facet nie chce ślubu ze mna to znaczy, że jednak nie jestem dla niego aż taka wyjatkowa

105

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
majka1986 napisał/a:

nie chodzi o świstek papieru, tylko o moje przekonania smile
Jak facet chce być ze mną, jestem dla niego kimś ważnym to chce żebym została jego żoną, taka na dobre i na złe. To są moje przekonania
Jeżeli facet nie chce ślubu ze mna to znaczy, że jednak nie jestem dla niego aż taka wyjatkowa

Rozumiem. Szanuję Twoje przekonania, ale nie odpowiedziałaś mi na pytanie: czy odeszłabyś od niego, zostawiła go, gdyby podał Ci powód, czemu nie chce tego ślubu.
Nie poszłabyś na żaden kompromis?

Ja uważam, że można wyczuć i sprawdzić, czy ktoś kogo naprawdę kocha, więc trudno wtedy nie czuć się wyjątkowym/myśleć tak, że się nie jest taką dla danej osoby.

Nad światem nie może być dwóch niebios.

106

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ja tu nie widzę żadnego kompromisu... bo czemu ja bym miała iść na kompromis? Czemu nie on?
Tak, gdyby nie dorósł do oświadczyn zostawiłabym go

107

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Hekaterine napisał/a:

wyobraź sobie, że jesteś z tym kimś dość długo i on po czasie stwierdza, że nie chce ślubu, bo np. boi się, że coś się zmieni/nie chce jeszcze się jeszcze formalnie wiązać, bo jest dla niego za wcześnie/inny powód.
To wysłałabyś go do diabła?
A gdzie w tym miejsce na miłość? Czy świstek papieru jest ważniejszy od uczucia i tego człowieka? ;p
Tak mnie to zwyczajnie ciekawi.

Pytanie było do Majki, ale tez pozwole sobie odpowiedzieć.
Jeśli "jestem dość długo, a on się nie chce "jeszcze" formalnie wiązac, bo jest za wcześnie" to bym się mocno zaniepokoiła, że nie chodzi to o "jeszcze"...
Boi się, ze cos się zmieni? Czyli nie jest mnie pewien (albo siebie), a wiec nasza relacja nie jest wg niego tak wyjątkowa, jak dla mnie, bo ja byłam pewna i siebie, i męża, nawet przed slubem.
Nie, nie odeszłabym i nie wysłałabym go do diabła. Ale byłoby mi przykro, ze nie jestem dla niego tak wyjątkowa, jak on dla mnie i zastanawiałabym się, dlaczego.

108

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
ChloeIllusion napisał/a:

Nie, nie odeszłabym i nie wysłałabym go do diabła. Ale byłoby mi przykro, ze nie jestem dla niego tak wyjątkowa, jak on dla mnie i zastanawiałabym się, dlaczego.

Fajnie, że odpowiedziałaś. big_smile

Majka - dobrze, rozumiem, że dla Ciebie to bardzo ważna kwestia i Ty byś odeszła, ale ja skłaniam się ku temu, co napisała Chloe, czyli nie wysłałabym do diabła, bo jak kocham, to nie umiałabym zostawić z takiego powodu, gdyby wszystko inne byłoby w najlepszym porządku (ze związkiem).

Wiem, że dla wielu kobiet ślub jest jednak bardzo, ale to bardzo istotną kwestią.
Dla mnie tak sobie. Nie jest dla mnie priorytetem i mogłabym się obejść nawet bez niego, gdybym się nie doczekała oficjalnych zaręczyn (w ogóle o tym temacie nie wspominam), bo nieoficjalne były już wiele razy.

Nad światem nie może być dwóch niebios.

109

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Hekaterine napisał/a:
ChloeIllusion napisał/a:

Nie, nie odeszłabym i nie wysłałabym go do diabła. Ale byłoby mi przykro, ze nie jestem dla niego tak wyjątkowa, jak on dla mnie i zastanawiałabym się, dlaczego.

Fajnie, że odpowiedziałaś. big_smile

Majka - dobrze, rozumiem, że dla Ciebie to bardzo ważna kwestia i Ty byś odeszła, ale ja skłaniam się ku temu, co napisała Chloe, czyli nie wysłałabym do diabła, bo jak kocham, to nie umiałabym zostawić z takiego powodu, gdyby wszystko inne byłoby w najlepszym porządku (ze związkiem).

Wiem, że dla wielu kobiet ślub jest jednak bardzo, ale to bardzo istotną kwestią.
Dla mnie tak sobie. Nie jest dla mnie priorytetem i mogłabym się obejść nawet bez niego, gdybym się nie doczekała oficjalnych zaręczyn (w ogóle o tym temacie nie wspominam), bo nieoficjalne były już wiele razy.

Patrząc z drugiej strony, jak on kocha to byłby dla mnie skłonny do tego ślubu... czyż nie?

110

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
majka1986 napisał/a:

Patrząc z drugiej strony, jak on kocha to byłby dla mnie skłonny do tego ślubu... czyż nie?

A jak ma fobię przed ślubami? Albo bałby się, że panna młoda nagle zmieni zdanie i mu ucieknie.
Może bałby się ewentualnego rozwodu i traumy z nim związanej. No byłby to jakiś powód ważny, nie wiem. xD

Ale też uważam, że jak on wiedziałby, że dla Ciebie to super ważne, to powinien się zgodzić, chociaż może wtedy czułby się trochę przymuszony? I mogłoby się to źle odbić na waszym późniejszym życiu.
I mógłby myśleć - chciała mnie zostawić, gdybym się z nią nie ożenił. Jakieś wątpliwości byłyby na bank.

Nad światem nie może być dwóch niebios.

111

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Żaden powód nie powinien być ważniejszy niż Ja!

112

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
majka1986 napisał/a:
Hekaterine napisał/a:
ChloeIllusion napisał/a:

Nie, nie odeszłabym i nie wysłałabym go do diabła. Ale byłoby mi przykro, ze nie jestem dla niego tak wyjątkowa, jak on dla mnie i zastanawiałabym się, dlaczego.

Fajnie, że odpowiedziałaś. big_smile

Majka - dobrze, rozumiem, że dla Ciebie to bardzo ważna kwestia i Ty byś odeszła, ale ja skłaniam się ku temu, co napisała Chloe, czyli nie wysłałabym do diabła, bo jak kocham, to nie umiałabym zostawić z takiego powodu, gdyby wszystko inne byłoby w najlepszym porządku (ze związkiem).

Wiem, że dla wielu kobiet ślub jest jednak bardzo, ale to bardzo istotną kwestią.
Dla mnie tak sobie. Nie jest dla mnie priorytetem i mogłabym się obejść nawet bez niego, gdybym się nie doczekała oficjalnych zaręczyn (w ogóle o tym temacie nie wspominam), bo nieoficjalne były już wiele razy.

Patrząc z drugiej strony, jak on kocha to byłby dla mnie skłonny do tego ślubu... czyż nie?

Generalnie zgadzam się z Majka. Jeżeli związek jest poważny, a drugiej osobie zależy na ślubie bo przekonania, marzenia, rodzina czy cokolwiek innego, to osoba której na formalnosciach nie zależy powinna ustąpić. Przecież dla nas ślub nic nie zmienia a dla partnera jest ważny.

113 Ostatnio edytowany przez majka1986 (2015-01-18 01:08:06)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

otóż to smile ja muszę wiedzieć, że dla niego jestem najważniejsza smile

114 Ostatnio edytowany przez Hekaterine (2015-01-18 01:09:58)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ok, ale niektórzy mają też ważne przekonania (nawet wyimaginowane, czysto subiektywne), które są przeciwne, bo widzą jakieś tam minusy zawierania formalnego związku.
I wtedy taka osoba będzie czuła się przytłoczona i przymuszona.

Mi to obojętne, po prostu staram się zrozumieć dwie strony medalu. ;p

Nad światem nie może być dwóch niebios.

115

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

ja też bym czuła się przytłoczona, jakbym miała być wieczną narzeczoną smile

116

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Hekaterine napisał/a:

Ok, ale niektórzy mają też ważne przekonania (nawet wyimaginowane, czysto subiektywne), które są przeciwne, bo widzą jakieś tam minusy zawierania formalnego związku.
I wtedy taka osoba będzie czuła się przytłoczona i przymuszona.

Mi to obojętne, po prostu staram się zrozumieć dwie strony medalu. ;p

Hekaterine wymień chociaż dwa z tych ważnych przekonań.

117

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Jozefina napisał/a:
Hekaterine napisał/a:

Ok, ale niektórzy mają też ważne przekonania (nawet wyimaginowane, czysto subiektywne), które są przeciwne, bo widzą jakieś tam minusy zawierania formalnego związku.
I wtedy taka osoba będzie czuła się przytłoczona i przymuszona.

Mi to obojętne, po prostu staram się zrozumieć dwie strony medalu. ;p

Hekaterine wymień chociaż dwa z tych ważnych przekonań.

Pisałam już wcześniej/wyżej, co może ich zniechęcać. Sama nie wiem, co jeszcze, bo nie jestem przeciwna zawieraniu małżeństw.
A czemu są ludzie, którzy tak chcą tych związków partnerskich i nie chcą żadnych ślubów?
Oni wiedzą to najlepiej.

Nad światem nie może być dwóch niebios.

118 Ostatnio edytowany przez ChloeIllusion (2015-01-18 01:28:16)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
majka1986 napisał/a:

Patrząc z drugiej strony, jak on kocha to byłby dla mnie skłonny do tego ślubu... czyż nie?

Skojarzyło mi się tu jeszcze jedno porównanie, tzn. ślub cywilny a kościelny: my mamy cywilny, nigdy nie chciałam kościelnego, bo nie jestem wierząca (pomijam, że też nie mogliśmy, bo nie chciałabym nawet gdybyśmy mogli). Ale przykładowo, mąż by mógł i z jakiś tam przyczyn chciał. Nie byłoby to dla mnie fajne, bo jest wbrew moim przekonaniom, ale go kocham i chcę, żeby był szczęśliwy, wiec pewnie bym ustąpiła. Ostatecznie dla mnie co najwyżej ten slub nie będzie miał wartości, a jeśli męzowi zależy, zrobiłabym to po prostu dla niego.
Piszę o tym, bo to dla mnie taki trochę odwrócony przykład właśnie tego, że jak jedno nie chce, a drugiemu zależy, to jak kochamy to się zgodzimy dla uszczęśliwienia drugiej strony, a dla nas po prostu takie wydarzenie będzie miało mniejsze znaczenie smile

119 Ostatnio edytowany przez majka1986 (2015-01-18 01:30:33)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
ChloeIllusion napisał/a:
majka1986 napisał/a:

Patrząc z drugiej strony, jak on kocha to byłby dla mnie skłonny do tego ślubu... czyż nie?

Skojarzyło mi się tu jeszcze jedno porównanie, tzn. ślub cywilny a kościelny: my mamy cywilny, nigdy nie chciałam kościelnego, bo nie jestem wierząca (pomijam, że też nie mogliśmy, bo nie chciałabym nawet gdybyśmy mogli). Ale przykładowo, mąż by mógł i z jakiś tam przyczyn chciał. Nie byłoby to dla mnie fajne, bo jest wbrew moim przekonaniom, ale go kocham i chcę, żeby był szczęśliwy, wiec pewnie bym ustąpiła. Ostatecznie dla mnie co najwyżej ten slub nie będzie miał wartości, a jeśli męzowi zależy, zrobiłabym to po prostu dla niego.
Piszę o tym, bo to dla mnie taki trochę odwrócony przykład właśnie tego, że jak jedno nie chce, a drugiemu zależy, to jak kochamy to się zgodzimy dla uszczęśliwienia drugiej strony, a dla nas po prostu takie wydarzenie będzie miało mniejsze znaczenie smile

no tak, ale ja np. do życia na kocią łapę się nie nadaję i nawet jakbym bardzo kochała to bym się na to nie zgodziła... lubię mieć wszystko "uregulowane"

120 Ostatnio edytowany przez Jozefina (2015-01-18 01:31:19)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Hekaterine napisał/a:
Jozefina napisał/a:
Hekaterine napisał/a:

Ok, ale niektórzy mają też ważne przekonania (nawet wyimaginowane, czysto subiektywne), które są przeciwne, bo widzą jakieś tam minusy zawierania formalnego związku.
I wtedy taka osoba będzie czuła się przytłoczona i przymuszona.

Mi to obojętne, po prostu staram się zrozumieć dwie strony medalu. ;p

Hekaterine wymień chociaż dwa z tych ważnych przekonań.

Pisałam już wcześniej/wyżej, co może ich zniechęcać. Sama nie wiem, co jeszcze, bo nie jestem przeciwna zawieraniu małżeństw.
A czemu są ludzie, którzy tak chcą tych związków partnerskich i nie chcą żadnych ślubów?
Oni wiedzą to najlepiej.

Ja wiem czemu ja nie chcę ślubu. Ale wiem też że przyjęłabym oświadczyny właśnie z tego powodu że było by to coś na czym zależy partnerowi. Jedyny powód odmowy to taki że nie jestem pewna czy chcę kontynuować związek.

Posty [ 61 do 120 z 146 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021