Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 60 z 146 ]

1 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-01-16 22:17:49)

Temat: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Dlaczego nie chcecie wziąć ślubu? To pytanie do wszystkich, którzy żyją na kocią łapę
Jaki jest tego powód?
To pytanie jest do tych którzy NIE CHCĄ wziąć ślubu a mogą.

Słyszałam, ze są trzy opcje;

a) jest z kim, nie ma za co/gdzie
b) jest za co/gdzie, nie ma z kim
c) jest z kim, jest za co/gdzie, ale to zła kobieta była lol

No właśnie, a co w przypadku kiedy żadna z tych 3 opcji nie wchodzi w grę?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ludmiłaa żadnej opcji z a,b,c nie wybiorę.
Żyję tak ze swoim chyba głównie z przyzwyczajenia.
Po 15 latach coraz rzadziej myśli się o ślubie.
Raz się go chce,potem sobie myślimy po co nam on.
Oczywiście ułatwiłby sprawy urzędowe,ale i z tym idzie sobie poradzić.

3

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ludmiła- w drugą stronę: a dlaczego chcesz ślub?

4

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

W moim przypadku biorę ślub niedługo ale dlaczego wcześniej nie braliśmy... Po prostu jeszcze nie był na to czas. Poznaliśmy się na tyle dobrze żeby wiedzieć że nie będziemy siebie ranić przez całe życie razem, że to prawdziwa miłość, a poza tym trzeba było kupić dom, remontujemy go a na koniec weźmiemy jeszcze drobną pożyczkę aby się wprowadzić (i tak jestem szczęśliwy że dotąd obyło się bez kredytów). Nie mniej jednak ślub jest dla mnie ważny. Jako katolicy chcemy mieć błogosławieństwo Boga na nasze przyszłe życie.

"Gdybym mówił językami ludzi i aniołów..."

"Iloraz inteligencji tłumu równy jest IQ najgłupszego jego przedstawiciela podzielonemu przez liczbę uczestników."

5

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ślub dowodem miłości. Po ślubie można się określić. Bo w pewnym wieku zwyczajnie  mało satysfakcjonując jest mieć chłopaka.
Mam męża= wiem na czym stoję. Już nie muszę szukać nikogo innego, obawiać się że ktoś mi go zabierze.

6

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ludmiłaa co Ty piszesz?
Myslisz że mając ślub masz gwarancję że nikt Ci męża nie zabierze?

7

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

W każdym razie. Mąż nawet jak jest daleko musi się liczyć z tym że ma żonę. Zobowiązał się. Nawet w razie zdrady musi się z nią liczyć, trzeba przeprowadzić rozwód, jeszcze można walczyć.

A w przypadku ,,na kocią łapę'' nawet przez telefon może zerwać bez konsekwencji.

Nawet w przypadku argumentów: jestem twoją żona porozmawiaj ze mną...
Jestem twoją ....??? No właśnie nie jesteś moja żona nie mam wobec Ciebie żadnych zobowiązań nie muszę nic tłumaczyć.

8

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

trochę masz rację ale nie do konca.

Boisz się że Ciebie ten Twój X zostawi? Dlatego ten ślub Ci potrzebny?

9

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

No nawet taka sytuacja był w pracy, chyba jakieś ćwiczenia czy coś w każdym razie kilka dni nie mieliśmy kontaktu. Dzwonię do pracy do niego, pytają kto dzwoni, ach nikt z rodziny no to nie udzielają informacji.

10

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

No w zdrowej relacji, gdzie żadna ze stron nie czuje się wybrakowana i stale zagrożona ucieczką drugiej, okoliczności opisane przez Ludmiłę nie istnieją.
W dalszym ciągu nie znam ani jednego argumentu na 'tak' dla ślubu- obiektywnego, bo nie mówię o romantycznej tradycji.

11

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

pitagoras a ty masz żonę?

12

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Ludmiłaa napisał/a:

pitagoras a ty masz żonę?

a ciężko się domyślić z moich wypowiedzi..?
Nie, nie mam.I nigdy mi do głowy nie przyszedł pomysł ślubu.Uważam to po prostu za bezsens, bo korzyści zero, a zawracania dupy sporo.

13 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-01-16 23:11:21)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

zawracania dupy? Niby czym?

Mówię tu o sytuacji gdy są już dobra materialne w postaci mieszkania, sytuacja finansowa obydwojga bardzo stabilna, nikt na nikogo nie pracuje, nikt z intercyzy nie robi problemu, jest cala rozdzielność majątkowa.  Nie ma wspólnych kredytów, zobowiązań wtedy zostaje czysta miłość

Nie mówię tu o sytuacji żeby wziąć ślub bo wtedy dadzą kredyt, no rzeczywiście wtedy to zawracanie dupy i koniec na samym początku.

14

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ludmiłaa po co Ci ślub jak wy nawet razem mieszkać nie będziecie?

15 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-01-16 23:19:02)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Małżeństwo czy się mieszka razem czy osobno, daje poczucie bezpieczeństwa, no i tego że mimo wszystko mam męża/zonę nie jestem samotny.

Ty bardziej widzisz w takich sytuacjach ślub jest łatwiejszy nie trzeba nic zmienić, ani adresu, ani się przeprowadzać ani niczym dzielić,

Wiesz co innego jak się dwoje młodych ludzi zastanawia nad ślubem, co znają się rok

A co innego ludzie którzy żyją jak małżeństwo, znają swoje sekrety, kochają się, sypiają razem, normalnie jak mąż i żona.

16

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Ludmiłaa napisał/a:

Małżeństwo czy się mieszka razem czy osobno, daje poczucie bezpieczeństwa, no i tego że mimo wszystko mam męża/zonę nie jestem samotny.

Pewnie nie ma jak to dochodzący mąż.Mieszka taki 2 ulice dalej,jak poczuję się samotna to telefon i biegnie na moje zawołanie.
To ja wole jednak taki układ jaki mam teraz.

17 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-01-16 23:23:02)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

albo on do mnie albo ja do niego big_smilebig_smile zależy kto się bardziej stęskni lol

a jak przedstawiasz innym swojego faceta jako kto on jest?
No dajmy na to: to jest mój mąż....
a ty jak mówisz?

18

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ludmiła, jak zwykle robisz wątek niby ogólny a w praktyce odnoszący się do Twojej sytuacji.
Bez urazy, ale zgrywasz nowoczesną obytą kobietę, a jak przychodzi co do czego, do masz mentalność dziewiętnastowiecznej wsi galicyjskiej.
Do tego Twoje chore przeświadczenie, że Twój facet jest wielkim cudem i cała babska populacja tylko czeka, by Ci go odbić.
I całą pisaninę z tego wątku można - w Twoim przypadku- sprowadzić do arcymądrego stwierdzenia:
Ślub=facet mnie nie zostawi.
Tak jakby ten papier miał na to jakiś wpływ.

19

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Myślę że Ty chcesz go uwiązać do siebie na siłę,żeby kiedyś nie zostać sama,samotna...

20 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-01-16 23:32:22)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
pitagoras napisał/a:

Ludmiła, jak zwykle robisz wątek niby ogólny a w praktyce odnoszący się do Twojej sytuacji.
Bez urazy, ale zgrywasz nowoczesną obytą kobietę, a jak przychodzi co do czego, do masz mentalność dziewiętnastowiecznej wsi galicyjskiej.
Do tego Twoje chore przeświadczenie, że Twój facet jest wielkim cudem i cała babska populacja tylko czeka, by Ci go odbić.
I całą pisaninę z tego wątku można - w Twoim przypadku- sprowadzić do arcymądrego stwierdzenia:
Ślub=facet mnie nie zostawi.
Tak jakby ten papier miał na to jakiś wpływ.

Jestem nowoczesna wtedy kiedy mi to pasuje lol

małżeństwo z mojego otocznia, po kilkunastu latach mąż trafiony zatopimy zakochał się innej, zona nie chciała odpuścić, nie dala rozwodu, póki nie mają rozwodu nadal jest szansa. A gdyby nie mieli ślubu? To co by mu zrobiła, nie miałaby żadnych argumentów
A więc ten papier to dobry i mocny argument, nie tylko papier którym sobie można wiadomo co podetrzeć.

Zresztą nigdy nie byłam zwolenniczką umów na gębę, nie wierze w nie, słowa są nic nie warte, żadne obietnice, ważne to jest to co jest na papierze w urzędzie podbite pieczątką to jest argument i dowód a takie zwykłe ,,kocham Cie i chce z tobą być'' to takie nic nie warte słówka

21

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Ludmiłaa napisał/a:
pitagoras napisał/a:

Ludmiła, jak zwykle robisz wątek niby ogólny a w praktyce odnoszący się do Twojej sytuacji.
Bez urazy, ale zgrywasz nowoczesną obytą kobietę, a jak przychodzi co do czego, do masz mentalność dziewiętnastowiecznej wsi galicyjskiej.
Do tego Twoje chore przeświadczenie, że Twój facet jest wielkim cudem i cała babska populacja tylko czeka, by Ci go odbić.
I całą pisaninę z tego wątku można - w Twoim przypadku- sprowadzić do arcymądrego stwierdzenia:
Ślub=facet mnie nie zostawi.
Tak jakby ten papier miał na to jakiś wpływ.

Jestem nowoczesna wtedy kiedy mi to pasuje lol

małżeństwo z mojego otocznia, po kilkunastu latach mąż trafiony zatopimy zakochał się innej, zona nie chciała odpuścić, nie dala rozwodu, póki nie mają rozwodu nadal jest szansa. A gdyby nie mieli ślubu? To co by mu zrobiła, nie miałaby żadnych argumentów
A więc ten papier to dobry i mocny argument, nie tylko papier którym sobie można wiadomo co podetrzeć.

A co Ci da to że się na rozwód nie zgodzisz?
Jak ma Cie kopnąć to i tak to zrobi.
Jak będzie chciał odejść to odejdzie,nie ważne czy z rozwodem czy bez

22

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Ludmiłaa napisał/a:

małżeństwo z mojego otocznia, po kilkunastu latach mąż trafiony zatopimy zakochał się innej, zona nie chciała odpuścić, nie dala rozwodu, póki nie mają rozwodu nadal jest szansa. A gdyby nie mieli ślubu? To co by mu zrobiła, nie miałaby żadnych argumentów
A więc ten papier to dobry i mocny argument, nie tylko papier którym sobie można wiadomo co podetrzeć.

Nie kpij, że fakt posiadania ślubu bądź nie, skłoni kogoś do zostania przy kobiecie albo odejścia.
Co Ty w gimnazjum jesteś?
W opisanej przez Ciebie sytuacji po prostu facet odszedłby normalnie, a tak odejdzie z nienawiścią i niesmakiem.
Ślub ma wymiar stricte symboliczny, zrozumże to!

23

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
pitagoras napisał/a:

W opisanej przez Ciebie sytuacji po prostu facet odszedłby normalnie, a tak odejdzie z nienawiścią i niesmakiem.

CO????? Jeszcze mu pozwolić odejść normalnie? Zasłużył na to żeby być narażonym na wstyd i duży stres. No jak ty to sobie wyobrażasz. Po tylu latach pakuje walizki i wychodzi, wiesz to już nie są małolaty ludzie 50+ więc zostawił zonę skazaną na samotność, gdyby to było wcześniej ułożyłaby sobie życie, nie mowie że jest stara ale zanim się podniesie z tego, zanim kogoś znajdzie,  wiesz jak trudno w tym wieku,
No to niech chociaż ma karę w postaci rozwodu i to takiego z jego winy żeby mu dopiec, dowalić,
No bo co jeszcze może miała mu życzyć najlepszego na nowej drodze życia???!!!

24 Ostatnio edytowany przez INKKA (2015-01-16 23:59:40)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Ludmiłaa napisał/a:

Dlaczego nie chcecie wziąć ślubu? To pytanie do wszystkich, którzy żyją na kocią łapę
Jaki jest tego powód?
To pytanie jest do tych którzy NIE CHCĄ wziąć ślubu a mogą.

Słyszałam, ze są trzy opcje;

a) jest z kim, nie ma za co/gdzie
b) jest za co/gdzie, nie ma z kim
c) jest z kim, jest za co/gdzie, ale to zła kobieta była lol

No właśnie, a co w przypadku kiedy żadna z tych 3 opcji nie wchodzi w grę?

Ale jakie to opcje? Chyba dla kogoś kto chciałby wziąć ślub w "marzeniach" ale mu nie wychodzi, nie jest po myśli. A tu raczej mowa o związkach które już są ze sobą bez ślubu z własnej woli?
No może a)? Ale z  str nie trzeba brać ślubu na 200 osób, może być kameralny, a
c) to zwykła niepewność.
Jest jeszcze inna opcja i chyba w wielu jak nie w większości przypadków słuszna - po co? Dla rodziny, dla papierka, dla pewności? Nie ma zasady!
Choć osobiście uważam że warto takie sprawy uregulować kiedy pojawia się dziecko, albo po prostu dbając o siebie, przyszłość - w końcu choć się o tym często nie myśli to w przypadku choroby, wypadku itp. to jednak ważne.. i nie mówię tu o kwestiach majątkowych ale nawet zwykłych praw...

25

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Ludmiłaa napisał/a:

No to niech chociaż ma karę w postaci rozwodu i to takiego z jego winy żeby mu dopiec, dowalić,
No bo co jeszcze może miała mu życzyć najlepszego na nowej drodze życia???!!!

Tylko, że jeśli facet jest już zadużony w innej, to ma tę 'karę' w dupie.
To ta żona sama sobie dowala niepotrzebnego stresu.
Moja przyjaciółka właśnie jest na etapie rozwodu i też kombinuje jakby tu mężowi 'dowalić'.
Facet mieszka z inną, spodziewają się dziecka.Dla niego ten rozwód to zwyczajnie nudna formalność.
Dziewczyna się podnieca każdym zdaniem jakie pada w sądzie, ośmiesza się opowiadając po ludziach jak to mąż się ''skompromitował'' mówiąc coś tam na sprawie, albo jak go jakiś świadek ''pogrążył''...
A on wychodzi z rozprawy, wraca do domu i nawet o tym nie myśli.
Tak naprawdę jedyną formą dopieczenia jest temat majątkowy, a jak robisz intercyzę to kwestia odpada.
Przyjmij do wiadomości że jak facet będzie Cię chciał zostawić- to zostawi.Po prostu.Nie zapobiegniesz temu żadnym świstkiem.

26

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Przekonanie: ślub=brak zdrady jest śmieszne. My, kobiety za bardzo do tego wszystkiego podchodzimy .... z brakiem dystansu trochę - tak mnie się wydaje. Większa część kobiet bierze ślub, bo taka tradycja, bo co rodzina i znajomi powiedzą, bo kultura itp.
Kiedyś rozmawiałam z kolegą, powiedziałam, że ślub do szczęścia mi nie jest potrzebny. Usłyszałam, że " no tak - najlepiej pieprzyć się bez zobowiązań, i mieć bezwartościowe życie?".... Co człowiek, to opinia ;p

27

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Dla mnie ślub nie ma znaczenia. Jak dwoje ludzi chce być ze sobą to żaden ślub nie jest do niczego potrzebny, a jak nie chcą, to ich świstek papieru i śmieszna przysięga nie zatrzyma.

"Si vis pacem - para bellum"

28

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ale ślub nie musi się kojarzyć z nudą i regularnym niezbyt wyuzdanym seksem. Nie widzę w ślubie jakiegoś powodu aby przestać się starać bo mi "już żona nie ucieknie". Ja też nie zamierzam uciekać i chcę abyśmy oboje byli szczęśliwi i nasz związek był z każdym dniem bogatszy a małżeństwo jest dla mnie ważne ze względu na przekonania religijne.

"Gdybym mówił językami ludzi i aniołów..."

"Iloraz inteligencji tłumu równy jest IQ najgłupszego jego przedstawiciela podzielonemu przez liczbę uczestników."

29

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Możliwe, że patrzę na to w ten sposób, bo nie poznałam w swoim życiu kogoś - dla mnie idealnego. Też nie chciałabym, żeby mój facet oświadczył mi się, "bo tak trzeba" i potem "bo tak trzeba" weźmiemy ślub. Nuda w związku może się zakraść i żyjąc na tzw. "kocią łapę" i po ślubie. Ważne żeby o ten związek dbać, być szczęśliwym.

30

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
chodź-czytać napisał/a:

Przekonanie: ślub=brak zdrady jest śmieszne. My, kobiety za bardzo do tego wszystkiego podchodzimy .... z brakiem dystansu trochę - tak mnie się wydaje. Większa część kobiet bierze ślub, bo taka tradycja, bo co rodzina i znajomi powiedzą, bo kultura itp.
Kiedyś rozmawiałam z kolegą, powiedziałam, że ślub do szczęścia mi nie jest potrzebny. Usłyszałam, że " no tak - najlepiej pieprzyć się bez zobowiązań, i mieć bezwartościowe życie?".... Co człowiek, to opinia ;p

Zgadzam się. Myślę, że coraz częściej ślub jest nie kwestią wiary itp ale pewnego rodzaju 'gwarancją' że on/ona jest mój/moja. Stąd tyle się słyszy "złapała/złapał" choć myślę, że niestety to bardziej kobiety dążą do ślubu by mieć tą gwarancję. Fajnie, jeśli ten ślub jest czymś więcej duchowo dla dwojga, że ta przysięga zobowiązuje wewnętrznie nie tylko na zdjęciach i w tej chwili albo do kryzysu..
Dla mnie ma sens w 2 przypadkach może ciut skrajnych:
1. kościelny kiedy oboje wiedzą po co tam idą i nie jest to dla tych osób tylko zwyczaj i poczucie że tak trzeba
2. cywilny by uregulować sytuację z różnych względów świadomie i rozsądnie...

31

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Dodajmy jeszcze notorycznie nadużywany argument na rzecz ślubów; przejęty zresztą od promotorów związków partnerskich- że w razie choroby bla bla bla.
Nie raz nie dwa miałem kogoś w szpitalu i sporadycznie się zdarzało, by ktoś pytał w ogóle kim jestem i/lub nie chciał udzielić informacji jakiejkolwiek.
Żeby sprawdzano dokumenty nie zdarzało się nigdy.I nie wierzę, by fakt posiadania/nieposiadania ślubu w takich sytuacjach cokolwiek zmieniał.

32

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
chodź-czytać napisał/a:

Przekonanie: ślub=brak zdrady jest śmieszne. My, kobiety za bardzo do tego wszystkiego podchodzimy .... z brakiem dystansu trochę - tak mnie się wydaje. Większa część kobiet bierze ślub, bo taka tradycja, bo co rodzina i znajomi powiedzą, bo kultura itp.
Kiedyś rozmawiałam z kolegą, powiedziałam, że ślub do szczęścia mi nie jest potrzebny. Usłyszałam, że " no tak - najlepiej pieprzyć się bez zobowiązań, i mieć bezwartościowe życie?".... Co człowiek, to opinia ;p

W sumie rozumiem kolegę. Dla mnie przysięga małżeńska (chodzi oczywiście o ślub kościelny) jest rzeczą świętą i świętym obowiązkiem jest stosowanie się do tej przysięgi.

Spójrzmy na ślub cywilny (dla mnie nie wnosi rzeczywiście nic)

"Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię Panny Młodej) i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe." "

A teraz kościelny.

"Ja (imię Pana Młodego) biorę Ciebie (imię Panny Młodej) za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."

Zastanów się teraz na ile istotne rzeczy wprowadza przysięga ślubu cywilnego i kościelnego. Niestety problemem dzisiaj jest to właśnie co już było wspomniane, że ludzie biorą ślub kościelny nie do końca z własnej woli. A to bo rodzice naciskają, bo dziecko w drodze, albo ma być ochrzczone, przyjęte, a bo tak wypada... Tak naprawdę z punktu prawa kanonicznego takie śluby są nieważne w momencie zawarcia, bo składanie takiej przysięgi powinno być świadome i dobrowolne ze strony dwojga kochających się przyszłych małżonków. Część tych par "dociera" się i stają się zgodnym małżeństwem a niestety część się rozchodzi co gorsza dochodzi do różnych patologii... Przysięga ślubu cywilnego nakazuje by czynić małżeństwo "zgodnym, szczęśliwym i trwałym" za to kompletnie nie mówi o tym jak to uczynić. Gdyby ktoś się spierał w sądzie o kwestię np. wierności mógłbym powiedzieć, że "ja nie wiedziałem, że miałem być Ci wierny, ja starałem się czynić dobrze w naszym małżeństwie". Co do przysięgi wypowiadanej ślubie kościelnym wygląda to właściwie odwrotnie. Przysięga mówi co należy czynić, jakim trzeba być aby takie właśnie przyszłe małżeństwo było i tym samym wg mnie ta z cywilnego nie ma żadnej wartości. Samo to przekonuje mnie do ślubu kościelnego mimo, że jako dla katolika istotne jest dla mnie również błogosławieństwo Boga na nasze wspólne życie.

"Gdybym mówił językami ludzi i aniołów..."

"Iloraz inteligencji tłumu równy jest IQ najgłupszego jego przedstawiciela podzielonemu przez liczbę uczestników."

33

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Z moich obserwacji wynika, że ślub jest dobrym sprawdzianem czy dany związek w ogóle ma sens. Ile razy się słyszy, że para była ze sobą kilkanaście lat, mieszkali już razem, w końcu wzięli ślub, a po pół roku rozwód. I wszyscy w szoku. Nie wiem dokładnie jaki mechanizm tu zadziałał, ale znam przynajmniej 3 takie ex związki.

34 Ostatnio edytowany przez INKKA (2015-01-17 01:14:17)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
pitagoras napisał/a:

Dodajmy jeszcze notorycznie nadużywany argument na rzecz ślubów; przejęty zresztą od promotorów związków partnerskich- że w razie choroby bla bla bla.
Nie raz nie dwa miałem kogoś w szpitalu i sporadycznie się zdarzało, by ktoś pytał w ogóle kim jestem i/lub nie chciał udzielić informacji jakiejkolwiek.
Żeby sprawdzano dokumenty nie zdarzało się nigdy.I nie wierzę, by fakt posiadania/nieposiadania ślubu w takich sytuacjach cokolwiek zmieniał.

Ależ oczywiście, że tak. Ja się spotkałam z tym wielokrotnie.
No ale to oczywiście nie dotyczy(ło) jakichś powiedzmy mniejszych urazów czy 'zwykłych" chorób, ale sytuacji kiedy pacjent jest w stanie krytycznym... na OIT itd.

35

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
KatCa napisał/a:

Z moich obserwacji wynika, że ślub jest dobrym sprawdzianem czy dany związek w ogóle ma sens. Ile razy się słyszy, że para była ze sobą kilkanaście lat, mieszkali już razem, w końcu wzięli ślub, a po pół roku rozwód. I wszyscy w szoku. Nie wiem dokładnie jaki mechanizm tu zadziałał, ale znam przynajmniej 3 takie ex związki.

Podejrzewam, że taki mechanizm: wszystko się sypie, weźmy szybko ślub to na pewno cudownie się naprawi.

36

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
pitagoras napisał/a:
KatCa napisał/a:

Z moich obserwacji wynika, że ślub jest dobrym sprawdzianem czy dany związek w ogóle ma sens. Ile razy się słyszy, że para była ze sobą kilkanaście lat, mieszkali już razem, w końcu wzięli ślub, a po pół roku rozwód. I wszyscy w szoku. Nie wiem dokładnie jaki mechanizm tu zadziałał, ale znam przynajmniej 3 takie ex związki.

Podejrzewam, że taki mechanizm: wszystko się sypie, weźmy szybko ślub to na pewno cudownie się naprawi.

Być może. Czasami sama zastanawiam się, dlaczego ludzie tak bardzo chcą brać ślub. I żeby nie było - wierzę w szczerą miłość, nawet jedną na całe życie, ale branie ślubu bo coś się sypie/ była wpadka/ trzeba ją lub go usidlić, bo mnie zdradzi, to jakieś nieporozumienie. Z resztą czasami wystarczy pomieszkać ze sobą miesiąc i czar pryska. Smuci mnie, że moja dobra koleżanka podała mi ostatnio termin swojego ślubu, podczas gdy przez 3 lata słyszałam od niej jedynie narzekania na swojego partnera. Zapytałam skąd taka decyzja, a ona na to, że w sumie już wypada i że on nie jest wcale taki zły, a lata lecą. Nie ma to jak ślub z desperacji sad

37

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ślub jako gwarancja trwałości związku jest bez sensu. Zgadzam się z tym, że jeśli partner będzie chciał rzucić, to po prostu to zrobi. Liczba rozwodów dość dobrze o tym świadczy. Sama planuję ślub cywilny za jakieś 2 lata, ale głównie z tego względu, że traktuję to jako symbol i chciałabym nosić to samo nazwisko, które później będą nosić moje dzieci i mój partner. Wolę spędzić 15 minut w urzędzie niż potem tłumaczyć się każdemu dlaczego noszę inne nazwisko niż dziecko. Sam ślub niczego nie zmieni w moim stosunku do partnera, bo to, że będę miała "papier" nie znaczy, że mąż będzie moją własnością. Jeśli kiedyś przestanie być ze mną szczęśliwy, to dam mu rozwód. Chyba nie o to w związku chodzi, żeby kogoś na siłę trzymać, nie dawać rozwodu i mścić się. Mszczenie się w ogóle jest dziecinne i nie ma niczego wspólnego z miłością. I za co tu się mścić? Że mąż uczciwie powiedział, że nie jest szczęśliwy i chce rozwodu, zamiast oszukiwać i zdradzać? Nie rozumiem niektórych kobiet.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

38

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
KatCa napisał/a:
pitagoras napisał/a:
KatCa napisał/a:

Z moich obserwacji wynika, że ślub jest dobrym sprawdzianem czy dany związek w ogóle ma sens. Ile razy się słyszy, że para była ze sobą kilkanaście lat, mieszkali już razem, w końcu wzięli ślub, a po pół roku rozwód. I wszyscy w szoku. Nie wiem dokładnie jaki mechanizm tu zadziałał, ale znam przynajmniej 3 takie ex związki.

Podejrzewam, że taki mechanizm: wszystko się sypie, weźmy szybko ślub to na pewno cudownie się naprawi.

Być może. Czasami sama zastanawiam się, dlaczego ludzie tak bardzo chcą brać ślub. I żeby nie było - wierzę w szczerą miłość, nawet jedną na całe życie, ale branie ślubu bo coś się sypie/ była wpadka/ trzeba ją lub go usidlić, bo mnie zdradzi, to jakieś nieporozumienie. Z resztą czasami wystarczy pomieszkać ze sobą miesiąc i czar pryska. Smuci mnie, że moja dobra koleżanka podała mi ostatnio termin swojego ślubu, podczas gdy przez 3 lata słyszałam od niej jedynie narzekania na swojego partnera. Zapytałam skąd taka decyzja, a ona na to, że w sumie już wypada i że on nie jest wcale taki zły, a lata lecą. Nie ma to jak ślub z desperacji sad

No tak a potem płacz.. narzekanie że straciłam życie .. że miało być tak pięknie bo ślub oświadczyny itd.

39

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ja w ogóle nie rozumiem po co ludziom śluby tongue Czułabym się idiotycznie musząc powtarzać jakąś tam utartą formułkę przed urzędnikiem. To jest w ogóle dla mnie jakiś kosmos nieodgadniony big_smile

Śluby miały sens kiedyś, ale teraz wymagać by ktoś PRZYSIĘGAŁ, że zostanie do końca życia? A idźże ty w cholere...

40

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
cslady napisał/a:

Ślub jako gwarancja trwałości związku jest bez sensu. Zgadzam się z tym, że jeśli partner będzie chciał rzucić, to po prostu to zrobi. Liczba rozwodów dość dobrze o tym świadczy. Sama planuję ślub cywilny za jakieś 2 lata, ale głównie z tego względu, że traktuję to jako symbol i chciałabym nosić to samo nazwisko, które później będą nosić moje dzieci i mój partner. Wolę spędzić 15 minut w urzędzie niż potem tłumaczyć się każdemu dlaczego noszę inne nazwisko niż dziecko. Sam ślub niczego nie zmieni w moim stosunku do partnera, bo to, że będę miała "papier" nie znaczy, że mąż będzie moją własnością. Jeśli kiedyś przestanie być ze mną szczęśliwy, to dam mu rozwód. Chyba nie o to w związku chodzi, żeby kogoś na siłę trzymać, nie dawać rozwodu i mścić się. Mszczenie się w ogóle jest dziecinne i nie ma niczego wspólnego z miłością. I za co tu się mścić? Że mąż uczciwie powiedział, że nie jest szczęśliwy i chce rozwodu, zamiast oszukiwać i zdradzać? Nie rozumiem niektórych kobiet.

A dlaczego masz się tłumaczyć że dzieci inne nazwisko noszą?
Ja jakoś nigdy się nie tłumaczyłam,przecież nazwiska różne można nosić i po ślubie.
Kto powiedział że trzeba przejąć nazwisko męża?

41

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Ludmiłaa napisał/a:

W każdym razie. Mąż nawet jak jest daleko musi się liczyć z tym że ma żonę. Zobowiązał się. Nawet w razie zdrady musi się z nią liczyć, trzeba przeprowadzić rozwód, jeszcze można walczyć.

POCZUCIE kontroli (nie mylić z poczuciem bezpieczeństwa) i...
MOŻLIWOŚĆ SANKCJI... w razie niepowodzenia zamierzenia wink
NO, cudna zachęta do zawierania ślubu przez osoby dojrzałe i już majątkowo usamodzielnione.
Nie wiem Ludmiło czy to widzisz - ale potrafisz sprawy dość proste i zrozumiałe doprowadzić do absurdu smile musisz jednak WBREW swym deklaracjom, nie czuć się TAK pewna, wyzwolona i niezastąpiona przy boku partnera (TAK się właśnie nazywa drugą połówkę związku, gdy brak papierka wink ) jak nam się tu usiłujesz malować smile
Przecież BYŁAŚ już mężatką i jakoś "dozgonnie" żadne z Was nie zostało PRZYMUSZONE do PODDANIA się temu drugiemu? A jakoś tak to nieśmiało wyziera z twoich powyższych słów. wink
Prawda przebija się przez hipokryzję?

Co do pytania z tytułu:
Z moich doświadczeń wynika, że jak się człek już RAZ sparzył, to drugi raz niekoniecznie tak się pcha do tego miodu... a przynajmniej często oszczędza sobie uciążliwych formalności z tym związanych (uwzględniając TO o czym pisałaś w przypadku możliwości rozwodu).

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

42

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Anhedonia napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:

W każdym razie. Mąż nawet jak jest daleko musi się liczyć z tym że ma żonę. Zobowiązał się. Nawet w razie zdrady musi się z nią liczyć, trzeba przeprowadzić rozwód, jeszcze można walczyć.

POCZUCIE kontroli (nie mylić z poczuciem bezpieczeństwa) i...
MOŻLIWOŚĆ SANKCJI... w razie niepowodzenia zamierzenia wink
NO, cudna zachęta do zawierania ślubu przez osoby dojrzałe i już majątkowo usamodzielnione.
Nie wiem Ludmiło czy to widzisz - ale potrafisz sprawy dość proste i zrozumiałe doprowadzić do absurdu smile musisz jednak WBREW swym deklaracjom, nie czuć się TAK pewna, wyzwolona i niezastąpiona przy boku partnera (TAK się właśnie nazywa drugą połówkę związku, gdy brak papierka wink ) jak nam się tu usiłujesz malować smile
Przecież BYŁAŚ już mężatką i jakoś "dozgonnie" żadne z Was nie zostało PRZYMUSZONE do PODDANIA się temu drugiemu? A jakoś tak to nieśmiało wyziera z twoich powyższych słów. wink
Prawda przebija się przez hipokryzję?

Co do pytania z tytułu:
Z moich doświadczeń wynika, że jak się człek już RAZ sparzył, to drugi raz niekoniecznie tak się pcha do tego miodu... a przynajmniej często oszczędza sobie uciążliwych formalności z tym związanych (uwzględniając TO o czym pisałaś w przypadku możliwości rozwodu).

Anhedonio, masz 100% rację w tych swoich spostrzeżeniach na temat pobudek, jakie kierowały Ludmiłą przy zakładaniu wątku smile
Ja po zapoznaniu się z całą dyskusją, a szczególnie przeczytaniu polemiki Autorki z Pitagorasem dodałbym jeszcze jedną, małą uwagę: na potrzeby Ludmiły ceremonia ślubu - by ...dopełnić całości pokładanych weń nadziei - winna być rozszerzona o uroczyste pozbawienie małżonka kończyn wszelkich i usadowienie na inwalidzkim wózku. Wówczas cel takiej ceremonii - wedle oczekiwań Autorki - całkowicie gwarantowałby wierność i dawał 100% pewność (prawiehttp://emotikona.pl/emotikony/pic/035.gif), że mąż nie odejdzie...

Nie czyń priorytetem kogoś, kto ma cie tylko za opcję.

43

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Nigdy już nie wyjdę za mąż, co nie oznacza oczywiście, że jestem  przeciwnikiem związków małżeńskich. Jeżeli ktoś czuje taką potrzebę i ślub miałby go uszczęśliwić... dlaczego nie ? Mnie akurat brak przysłowiowego "papierka" pozwala  bez większych formalności rozstać się gdy któraś ze stron stwierdzi, że związek nie spełnia już jej oczekiwań...

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

44

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Fakt, przysięga kościelna różni się od przysięgi, którą wypowiada się w urzędzie. Ale to tylko przysięga. Jeśli ktoś będzie chciał, niestety zdradzi. Naszym priorytetem życiowym stało się małżeństwo i dzieci. Ale czy na pewno tego chcemy od życia? Czy tylko robimy tak, bo tak każdy robi? Jeśli facet nie czuje potrzeby by oświadczyć się swojej wybrance i powiedzieć ?tak? to po co to czynić? Czy nie bardziej ją skrzywdzi tym, że się oświadczy, poślubi i potem będzie zdradzać, bo jednak to nie ona niż jak by się nie oświadczył? Dziś nauczyliśmy się robić wszystko, bo tak trzeba.  Bo nasi rodzice tak uczynili, bo tego wymaga nasz kultura. Praca, małżeństwo, dzieci, dom. Bo taka kolej rzeczy?

45

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ile osób tyle opinii smile

Dla mnie podstawa jest to, jak oboje partnerów chce przeżyć to swoje życie... jeśli obojgu pasuje życie na kocia łapę to ok, jeśli oboje chcą ślubu to też ok, problem występuje wtedy gdy jedno chce ślubu a drugie nie....

Nie zgodzę się natomiast z twierdzeniem, że ślub jest gwarancja tego, że partner/partnerka będzie wierne... co ślub ma do tego? Myślę, ze człowiek kieruje się zupełnie inną logiką i posiadanie papierka z urzędu mu w tym nie przeszkodzi. No bo reasumując czym rożni się  zdrada partnera od zdrady męża?

Uważam, że każdy powinien ułożyć sobie życie przede wszystkim zgodnie z własnymi przekonaniami, a nie dlatego, że rodzice zmuszają do ślubu... bo np. nie rozumiem takich sytuacji, że dziewczyna mając 18 lat zachodzi w ciążę oczywiście z wpadki i zaraz rodzice wymuszają na obojgu ślub.... no i po co? Dlatego, żeby ludzie nie gadali, ze dziecko powinno mieć prawdziwa rodzinę! To dla mnie kompletnie nie zrozumiałe.

Ja na przykład nie wyobrażam sobie życia na dłuższa metę na kocia łapę. Oczywiście jakieś krótkie mieszkanie razem... to tak. Ale tak całe życie to zupełnie coś nie dla mnie. Ślub, biała suknia, fajne wesele to coś co musiało być... no ale ludzie są różni.

46 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-01-17 11:58:35)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
kosmiczny nick napisał/a:

Anhedonio, masz 100% rację w tych swoich spostrzeżeniach na temat pobudek, jakie kierowały Ludmiłą przy zakładaniu wątku smile
Ja po zapoznaniu się z całą dyskusją, a szczególnie przeczytaniu polemiki Autorki z Pitagorasem dodałbym jeszcze jedną, małą uwagę: na potrzeby Ludmiły ceremonia ślubu - by ...dopełnić całości pokładanych weń nadziei - winna być rozszerzona o uroczyste pozbawienie małżonka kończyn wszelkich i usadowienie na inwalidzkim wózku. Wówczas cel takiej ceremonii - wedle oczekiwań Autorki - całkowicie gwarantowałby wierność i dawał 100% pewność (prawiehttp://emotikona.pl/emotikony/pic/035.gif), że mąż nie odejdzie...

Nie  chodzi mi o to żeby po ślubie kogoś ograniczyć. Bo jak podejrzewam nadal będzie wyjeżdżał z kumplami, poświęcał się dla pracy, i nie podporządkuje się mi. Z mieszkanie będzie tak jak jest i nic się nie zmieni poza stanem cywilnym.  To oczywiste nawet nie mam prawa oczekiwać ani ograniczać.
Ale jako żona wiedziałabym na czym stoję że inne by było myślenie ,,mój mąż'', no i inaczej by to brzmiało.

47

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

My wzięliśmy ślub po 8 latach bycia razem. Nic się nie zmieniło. Nic. A dlaczego nie wcześniej. Poznaliśmy się jeszcze przed studiami. Najpierw chcieliśmy skończyć studia, potem razem zamieszkać i dopiero wtedy się zdecydować. Zrealizowaliśmy w 100%.

48 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-01-17 12:30:31)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

W naszym przypadku ślub byłby tylko dopełniłem miłości. Ja go wcale nie chcę ograniczać, przywiązać do siebie.  Naprawdę ma dużo luzu. Robi co chce i kiedy chce. I dalej tak będzie.  Więc ślub był bardziej przeżyciem emocjonalnym. Zbliżyłby nas do siebie.

Ślubem miałabym okazję udowodnić jak bardzo mi zależy, jak bardzo go kocham, że to jest prawdziwa miłość.

49

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Ludmiło a ja Ci powiem to z całkiem innej perspektywy, prześledziłaś mój krótki wątek więc wiesz na czym stoję i jakie rzeczy odbywają się teraz w moim małżeństwie. Wzięłam ślub po 10 latach znajomości dlatego że mój partner postawił mi ultimatum, albo ślub albo rozstanie. Osobiście nie czułam jeszcze że to ten czas, chciałam się realizować a nie bawić w szopki w tamtym momencie, poza tym krępowało mnie to wszystko bo zwyczajnie nie lubię publicznych wystąpień. Tak czy siak nie chciałam się rozstawać więc wzięliśmy ślub czego nie żałuję bo jak pisałam rodzina stanowi dla mnie największą wartość. Ale ze strony mojego partnera to był taki kompletny brak pewności siebie, bał się że go zostawię a jak mnie usidli to nigdzie mu nie ucieknę. Po ślubie było dobrze ale jego pewność siebie bardzo wzrosła i wtedy spadł szacunek do mnie a kiedy odeszłam z pracy i urodziłam dziecko to już w ogóle jestem trafiona-zatopiona. Bo facet to łowca, lubi zdobywać, a jak już zdobędzie to szybko się nudzi, więc może pozwól żeby Twój facet miał tą niepewność że możesz się mu jeszcze wymsknąć bo nie tylko on ma "ręce rozwiązane" a Ty też. Podając się mu na srebrnej tacy tylko pogorszysz sytuację w waszym związku moim zdaniem.
Poza tym istnieje na tym świecie wiele podłych kobiet, które faceta w obrączce traktują jako wyzwanie, testują na nich swoją atrakcyjność.
Gdybym miała Twoją pozycję i wiek nigdy nie pchałabym się w małżeństwo.

50

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Ludmiłaa napisał/a:

Robi co chce i kiedy chce. I dalej tak będzie.  .

Czy tylko ja jestem dziwne poglądy, czy w małżeństwie, narzeczeństwie czy też w związku na kocią łapę nie do końca jest tak, że każde z nas robi co che i kiedy chce...

51 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-01-17 12:46:08)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
cslady napisał/a:

Ślub jako gwarancja trwałości związku jest bez sensu. Zgadzam się z tym, że jeśli partner będzie chciał rzucić, to po prostu to zrobi. Liczba rozwodów dość dobrze o tym świadczy. Sama planuję ślub cywilny za jakieś 2 lata, ale głównie z tego względu, że traktuję to jako symbol i chciałabym nosić to samo nazwisko, które później będą nosić moje dzieci i mój partner. Wolę spędzić 15 minut w urzędzie niż potem tłumaczyć się każdemu dlaczego noszę inne nazwisko niż dziecko. Sam ślub niczego nie zmieni w moim stosunku do partnera, bo to, że będę miała "papier" nie znaczy, że mąż będzie moją własnością. Jeśli kiedyś przestanie być ze mną szczęśliwy, to dam mu rozwód. Chyba nie o to w związku chodzi, żeby kogoś na siłę trzymać, nie dawać rozwodu i mścić się. Mszczenie się w ogóle jest dziecinne i nie ma niczego wspólnego z miłością. I za co tu się mścić? Że mąż uczciwie powiedział, że nie jest szczęśliwy i chce rozwodu, zamiast oszukiwać i zdradzać? Nie rozumiem niektórych kobiet.

Zgadzam się.

Jesteśmy razem sporo, ponad 6 lat, dążymy, by razem zamieszkać, a potem ślub cywilny na pewno będzie. To na pewno. No bo od KK trochę odeszłam, wierzę w Boga, ogólnie Stwórcę tego świata, ale niekoniecznie zgadzam się z KK, więc kościelny może i nie, ale cywilny na pewno. W uczuciach nie zmieni nic, ale na pewno sporo ułatwi, a nie jest przecież jakąś trudnością wziąć ślub cywilny. A chcemy razem być, więc tym bardziej. A choćby będzie to samo nazwisko, tak chcemy, jest to pewien symbol. Bez niego też się kochamy, ale przyda nam się w dalszej przyszłości. A przy okazji będzie to miła chwila smile Dla mnie jako romantyczki jest to pewno przypieczętowanie też, nawet jak cywilny. Bez niego też można się kochać, ale wolę żeby był. No i kwestie urzędowe jak piszę też. Przykładowo mogłabym mieć teoretycznie wielu chłopaków, ale na męża niewielu, to już musi być jak dla mnie osoba właściwa, więc oczywiście rozum też przy wyborze grał drugą rolę. Dlatego dla mnie osobiście w pewnym stopniu też jest to pokazanie, że Ciebie wybrałem na męża/żonę, tak wiele jest fajnych facetów, ale Ciebie chcę za męża. Oczywiście to nie jest żadną gwarancją, więc tutaj z Ludmiłą się nie zgadzam, ale dla mnie tak czy siak znaczenie pewna ma wink Niemniej rozbija się to o to, by wybrać odpowiedniego partnera i jak oboje partnerów np nie chce ślubu to też nie ma w tym nic złego. Mogą być tak szczęśliwi. Ja wolę z ślubem na dłuższą metę, ale ktoś może woleć bez i też spoko.

Ważne, by samemu być szczęśliwym. Przede wszystkim Ludmiła zastanów się czy Twój facet jest odpowiedni dla Ciebie, bo z tego co piszesz wiele problemów chyba razem macie, coś pamiętam z wątków. No i tutaj to może być ważne. Wiadomo, że można być kiepskim małżeństwem, ale też zgraną parą, kochającą się żyjącą na kocią łapę, nie ma reguły. Najważniejsze to znaleźć dobrego partnera, bo co mi byłoby po ślubie z kimś beznadziejnym dla mnie? Dlatego przede wszystkim szukałam dobrego faceta dla mnie, taki jest i ok. No i chcę ślubu, dlatego wiem, że z nim mogę wziąć go. Gdyby nam się nie układało, to bym wiedziała, że nie ma opcji. Wiedziałam, że musi to być dla mnie fajny facet, że pewne wymagania musi spełniać, bo wiadomo, że to jest ważne, by dogadać się, a do tego, żeby miał podobne poglądy w ważnych kwestiach, choćby tego ślubu, dzieci, żeby tak jak ja chciał ślubu, dzieci, no i też chce, więc jest ok. Tutaj ludzie lepiej by się zgadzali po prostu smile A oprócz tego ważne to, że się kochamy i dobrze dogadujemy, potrafimy ze sobą rozmawiać. Wiadomo, pewne fundamenty muszą być, bo bez nich żaden ślub nic nie da. Analogicznie jeśli ludzie nie chcą ślubu, ale dobrze im razem, to też nic się nie stanie przez brak ślubu, bo ważne, że są zgodni i kochają się. A to czy dla kogoś ważny ślub to kwestia indywidualna, dla mnie ważny, ale dla kogoś innego np nie i wiadomo, że ta osoba nie powinna nic robić na siłę.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

52

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
truskaweczka19 napisał/a:

Najważniejsze to znaleźć dobrego partnera

Właśnie!

53

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Ludmiłaa napisał/a:

Dlaczego nie chcecie wziąć ślubu? To pytanie do wszystkich, którzy żyją na kocią łapę
Jaki jest tego powód?
To pytanie jest do tych którzy NIE CHCĄ wziąć ślubu a mogą.

Słyszałam, ze są trzy opcje;

a) jest z kim, nie ma za co/gdzie
b) jest za co/gdzie, nie ma z kim
c) jest z kim, jest za co/gdzie, ale to zła kobieta była lol

No właśnie, a co w przypadku kiedy żadna z tych 3 opcji nie wchodzi w grę?

d) za wczesnie wink

"Nawet najmniejszy kot jest arcydziełem natury".

54

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
Ludmiłaa napisał/a:

W naszym przypadku ślub byłby tylko dopełniłem miłości. Ja go wcale nie chcę ograniczać, przywiązać do siebie.  Naprawdę ma dużo luzu. Robi co chce i kiedy chce. I dalej tak będzie.  Więc ślub był bardziej przeżyciem emocjonalnym. Zbliżyłby nas do siebie.

Ślubem miałabym okazję udowodnić jak bardzo mi zależy, jak bardzo go kocham, że to jest prawdziwa miłość.

Problemem jest to, że Twój facet ma inne zdanie niż Ty wink Do tego jak pisałam Wasz związek ma więcej problemów z tego co pisałaś. Dlatego na dłuższą metę to ślub Tobie nic nie udowodni. Po prostu lepiej zastanów się czy po prostu Wam po drodze? Ślub byłby pięknym wydarzeniem jakbyście chcieli oboje, a tutaj widzisz mogłoby być inaczej. Twój facet coś pisałaś, że podrywa inne kobiety? Czy źle kojarzę? Jak tak, to wtedy takiego pana najlepiej kopnąć w wiadomą część ciała, a nie ciągnąć przed ołtarz.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

55

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
majka1986 napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:

Robi co chce i kiedy chce. I dalej tak będzie.  .

Czy tylko ja jestem dziwne poglądy, czy w małżeństwie, narzeczeństwie czy też w związku na kocią łapę nie do końca jest tak, że każde z nas robi co che i kiedy chce...

Trochę trzeba się dostosować, ale to przecież w każdej relacji międzyludzkiej. Na jakieś kompromisy zawsze się idzie, nieważne czy to partner, przyjaciółka czy rodzice... ale tak naprawdę poza monogamią nie widzę innych ograniczeń. Chociaż to kwestia indywidualne. Większość moich koleżanek i kolegów jakoś ogranicza drugą stronę robiąc np. sceny zazdrości o smsa do koleżanki, dozując piwo, wyjścia ze znajomymi itp. Dla mnie to głupota. Mój partner to nie pies ani dziecko, żebym musiała go pilnować. Wymagam jedynie, żeby poinformował mnie nawet smsem, jeśli późno wróci do domu, żebym się nie martwiła. Spotyka się sam na sam z koleżankami i nie robię mu z tego powodu afer. Sama też spotykam się z kolegami. Czasami wyjeżdżam na weekend ze swoimi znajomymi, a on ze swoimi. Ja właśnie tak rozumiem swobodę, bo jestem dorosła i nie chcę, żeby partner zachowywał się jak mój ojciec. A jeśli nie ufałby mi, to związek w ogóle nie ma sensu z mojego punktu widzenia. smile

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

56 Ostatnio edytowany przez majka1986 (2015-01-17 13:17:01)

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Zgadzam się z Truskaweczką!

Przypomniala mi sie pewna sytuacja... smile Pamiętam jak w naszej "paczce znajomych" koleżanki wychodziły za mąż lub dostawały pierścionki zaręczynowe. I mimo tego, że to my właśnie byliśmy wśród nich parą z najdłuższym stażem ja takowego nie dostałam. Pamietam jak im zazdrościłam, a jednocześnie jak ja mu "jęczałam" oczywiście nie wprost, dając do zrozumienia, że też bym chciała, żeby mi się oświadczył.
W moje urodziny odebrał mnie z uczelni i w samochodzie powiedział, że ma dla mnie wspaniały prezent. Do mieszkania jechałam cała w skowronkach, że w końcu się zdobył i kupił mi ten pierścionek... A dostałam nowego, wypasionego laptopa...Mina moja - BEZCENNA big_smile big_smile big_smile

Teraz z perspektywy czasu wiem, że nie można nikogo do niczego zmusić.... musiał nadejść czas kiedy on byl gotowy na to, żeby wziąć ślub. nie można nikogo do niczego zmusić!

57

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Abstrahując od osobistych wycieczek w kierunku autorki, myślę, że po prostu nie biorą ślubu ludzie, którym nie jest on emocjonalnie potrzebny (albo niepotrzebny na tym etapie), czy też potrzebny do innych spraw. Np. moja koleżanka wzięła ślub po chyba 10 latach związku, wspólnym kredycie, mieszkaniu i mając 3 dzieci tylko dlatego, że wkurzyło ją udowadnianie za każdym razem u lekarzy dzieci, w szpitalu i nawet na szczepieniach, że jest ich matką, bo noszą inne nazwisko, a trafiała na lekarzy, którzy wyjątkowo się czepiali. Inaczej by tego nie zrobiła, bo twierdziła, że nigdy nie był jej do niczego potrzebny.

Gdy poznałam mojego męża, było dla mnie było oczywiste, że chcę być jego żoną, mimo że jestem niewierząca i ani tradycji, ani innych presji u mnie za grosz, nawet pytać o ślub by nikomu do głowy nie przyszło.
Po prostu wiedziałam, że to TEN, i chciałam być jego żoną - "jego" i "żoną", po prostu być jak najbardziej jego, nie umiem tego lepiej wyjaśnić. Ślub nie był mi do niczego potrzebny w innych kwestiach, majątkowych (mamy rozdzielność) ani "bezpieczeństwa" (kochamy się do szaleństwa i jesteśmy razem bo chcemy, gdybyśmy nie chcieli - żadne papiery by nie pomogły). Po prostu chciałam być jak najmocniej "jego", a mąż "mój", pewnie że i tak byśmy byli, ale jeśli jest metoda, by być jeszcze "bardziej", to skorzystaliśmy smile

58

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
ChloeIllusion napisał/a:

Abstrahując od osobistych wycieczek w kierunku autorki, myślę, że po prostu nie biorą ślubu ludzie, którym nie jest on emocjonalnie potrzebny (albo niepotrzebny na tym etapie), czy też potrzebny do innych spraw. Np. moja koleżanka wzięła ślub po chyba 10 latach związku, wspólnym kredycie, mieszkaniu i mając 3 dzieci tylko dlatego, że wkurzyło ją udowadnianie za każdym razem u lekarzy dzieci, w szpitalu i nawet na szczepieniach, że jest ich matką, bo noszą inne nazwisko, a trafiała na lekarzy, którzy wyjątkowo się czepiali. Inaczej by tego nie zrobiła, bo twierdziła, że nigdy nie był jej do niczego potrzebny.

Gdy poznałam mojego męża, było dla mnie było oczywiste, że chcę być jego żoną, mimo że jestem niewierząca i ani tradycji, ani innych presji u mnie za grosz, nawet pytać o ślub by nikomu do głowy nie przyszło.
Po prostu wiedziałam, że to TEN, i chciałam być jego żoną - "jego" i "żoną", po prostu być jak najbardziej jego, nie umiem tego lepiej wyjaśnić. Ślub nie był mi do niczego potrzebny w innych kwestiach, majątkowych (mamy rozdzielność) ani "bezpieczeństwa" (kochamy się do szaleństwa i jesteśmy razem bo chcemy, gdybyśmy nie chcieli - żadne papiery by nie pomogły). Po prostu chciałam być jak najmocniej "jego", a mąż "mój", pewnie że i tak byśmy byli, ale jeśli jest metoda, by być jeszcze "bardziej", to skorzystaliśmy smile

Dokładnie o to mi chodziło. Może, jeśli mieszka się na wsi, gdzie wszyscy się znają, to nie ma znaczenia, że matka ma inne nazwisko niż dzieci. Moi znajomi właśnie też musieli się wszędzie tłumaczyć dlaczego dziecko nosi inne nazwisko. Może nie wszędzie o to pytają, ale uważam, że nie ma sensu utrudniać sobie życia, bo to tylko "papierek". Zresztą to mój facet bardziej nalega na ślub niż ja, bo on lubi mieć wszystkie kwestie prawne uregulowane odpowiednio. Chociaż podejrzewam, że tutaj jest bardziej tradycjonalistą, bo intercyzy jednak nie chce.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

59

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
kammiś napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:

Dlaczego nie chcecie wziąć ślubu? To pytanie do wszystkich, którzy żyją na kocią łapę
Jaki jest tego powód?
To pytanie jest do tych którzy NIE CHCĄ wziąć ślubu a mogą.

Słyszałam, ze są trzy opcje;

a) jest z kim, nie ma za co/gdzie
b) jest za co/gdzie, nie ma z kim
c) jest z kim, jest za co/gdzie, ale to zła kobieta była lol

No właśnie, a co w przypadku kiedy żadna z tych 3 opcji nie wchodzi w grę?

d) za wczesnie wink

E) nie mam ochoty, nie potrzebuje, nie chcę.

60

Odp: Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?
cslady napisał/a:
ChloeIllusion napisał/a:

Abstrahując od osobistych wycieczek w kierunku autorki, myślę, że po prostu nie biorą ślubu ludzie, którym nie jest on emocjonalnie potrzebny (albo niepotrzebny na tym etapie), czy też potrzebny do innych spraw. Np. moja koleżanka wzięła ślub po chyba 10 latach związku, wspólnym kredycie, mieszkaniu i mając 3 dzieci tylko dlatego, że wkurzyło ją udowadnianie za każdym razem u lekarzy dzieci, w szpitalu i nawet na szczepieniach, że jest ich matką, bo noszą inne nazwisko, a trafiała na lekarzy, którzy wyjątkowo się czepiali. Inaczej by tego nie zrobiła, bo twierdziła, że nigdy nie był jej do niczego potrzebny.

Gdy poznałam mojego męża, było dla mnie było oczywiste, że chcę być jego żoną, mimo że jestem niewierząca i ani tradycji, ani innych presji u mnie za grosz, nawet pytać o ślub by nikomu do głowy nie przyszło.
Po prostu wiedziałam, że to TEN, i chciałam być jego żoną - "jego" i "żoną", po prostu być jak najbardziej jego, nie umiem tego lepiej wyjaśnić. Ślub nie był mi do niczego potrzebny w innych kwestiach, majątkowych (mamy rozdzielność) ani "bezpieczeństwa" (kochamy się do szaleństwa i jesteśmy razem bo chcemy, gdybyśmy nie chcieli - żadne papiery by nie pomogły). Po prostu chciałam być jak najmocniej "jego", a mąż "mój", pewnie że i tak byśmy byli, ale jeśli jest metoda, by być jeszcze "bardziej", to skorzystaliśmy smile

Dokładnie o to mi chodziło. Może, jeśli mieszka się na wsi, gdzie wszyscy się znają, to nie ma znaczenia, że matka ma inne nazwisko niż dzieci. Moi znajomi właśnie też musieli się wszędzie tłumaczyć dlaczego dziecko nosi inne nazwisko. Może nie wszędzie o to pytają, ale uważam, że nie ma sensu utrudniać sobie życia, bo to tylko "papierek". Zresztą to mój facet bardziej nalega na ślub niż ja, bo on lubi mieć wszystkie kwestie prawne uregulowane odpowiednio. Chociaż podejrzewam, że tutaj jest bardziej tradycjonalistą, bo intercyzy jednak nie chce.

Ja mieszkam na wsi i co z tego,
Dzieci do lekarza w mieście chodza,do szkoły w mieście
nigdy nigdzie u lekarza czy gdziekolwiek nie udowadniałam że jestem ich matką
Co to za sugerowanie się nazwiskiem,przecież jak by wzięła ślub to zostanę i tak przy swoim.
Jak będę udowadniała że jestem żoną tego i tego pana,w dowodach już nie ma stanu cywilnego,mam wszędzie latać z aktem małżeństwa,a w przypadku dzieci z ich dowodem lub aktem urodzenia?

Posty [ 1 do 60 z 146 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dlaczego żyjecie na ,,kocią łapę''?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021