Co myslicie o związkach bez ślubu? na kocią łapę, czy kartę rowerową jak to się mówi. Ja jestem w takim związku, u mnie sytuacja wogóle była dziwna bo chodziłam z chłopakiem 5 lat (wszyscy byli temu przeciwni) po 5 latach urodziłam nam dziecko. W sumie nie wiem dlaczego jeszcze przed narodzinami nie wzielismy choćby cywilnego. Ale ja chciałam jakiś przyjęcie, a tu kasy nie było, rodzice nie byli "za" żeby wesele robić. I tak zostaliśmy. Z dzieckiem i bez ślubu. Mieszkamy razem, jest mi z nim dobrze rozumiemy się, a jednak tego nie ma miedzy nami, nie ma małżeństwa. Mały za rok pójdzie do przedszkola, boję się reakcji innych dzieci. Bo dorośli zaczynają rozumieć takie sytuacje ze dwoje ludzi mieszka bez ślubu, a dzieci nie. mamy troche długów, wiadomo , i tylko jedno z nas pracuje. Z jednej strony chciałabym żeby był moim mężem, z drugiej strony wiem, że może być troche gorzej. Wszyscy mówią że po ślubie się zmienia... na gorsze. Czasem rozmawiamy o tym , o ślubie. ze chcielibyśmy. ale nie mamy kasy.
nie chce wziąść ślubu i iść do domu napić się toastu i tyle. Wszyscy dookoła mają wesela, limuzyny , itd. a ja nie?
Czy któraś z Was ma może podobną sytuację? Do małżeństwa jestem przekonana tak w 70 % i tych 30 % mi brakuje. ![]()
Podobne tematy
Co do zmiany to powiem Ci tak. Mój Ł. wcale sie nie zmienił po tym. Jak byl kochający tak samo jest. Zależy też od charakteru partnera. Pożyczki nie może wziąć? Przecież nie musicie robić bardzo hucznego weselicha skoro brakuje funduszu.
tak , hucznego weselicha nawet nie chcemy robić ale takie nawet małe przyjęcie, to też trzeba mieć troche funduszy. Pożyczka nie wchodzi w gre. Ale bardziej jak o tą kasę rozchodzi mi się o to zachowanie i podejście do siebie po slubie.......
moim zdaniem to jesli chcecie choc tego cywilnego to wystarczy tez i ta lapmka szampana w domu, jak brakuje kasy. a kto wie co bedzie za rok i bedziecie sie mogli pobrac w kosciele i jednak bedzie to huczne weselicho.
slub, szczegól milosc miedzy para to nie towar we sklepie. szczescia tego dnia i tak nie da sie obliczyc w dolary.
Są różne powody, dla których ludzie obecnie nie chcą podejmować/boją się decyzji o ślubie. Z jednej strony obserwując nasz pędzący świat, jesteśmy nastawieni na kontrolowanie swojego życia - mamy być idealni, radzić sobie w każdej sytuacji bez potknięcia i przewidywać konsekwencje wszystkich działań. I w tym kontekście małżeństwo to ogromne ryzyko, tu nie ma mowy o kontroli.
Istnieje też szereg psychologicznych obaw, zazwyczaj wyniesionych z domu. Można obserwować w dzieciństwie porażkę małżeńską rodziców lub ich emocjonalny dystans i obawiać się powtórzenia tego schematu. Po co mi ślub, jeżeli przez 20 lat obserwowałam małżeństwo jako grę dwojga ludzi przeciwko sobie?
Problemy z podjęciem decyzji o zamążpójściu mają też ludzie, których relacja z rodzicami była zaburzona. Nie nauczyli się na tej podstawie, że bliska relacja może dawać poczucie bezpieczeństwa, ponieważ odczuwali jedynie dotkliwy niepokój, musieli nieustannie zabiegać o zaspokojenie swoich potrzeb i suma sumarum żyli w ustawicznym lęku przed odrzuceniem.
Prawdziwe szczęście ma ten, kto wyniósł z domu inny wzorzec - małżeństwa jako wspólnoty, podpory, zadania. I jeżeli traktujemy ten ślub jako zadanie, by nam się powiodło, w które musimy włożyć pewien wysiłek oboje to mamy realną szansę na sukces. Gorzej, jeżeli ktoś tego małżeństwa nie chce widzieć w takich kategoriach i zamiast pracować nad punktami zapalnymi odchodzi poszukać "lepszego modelu".
Warto odpowiedzieć sobie na pytanie: Czym ten ślub jest dla mnie? Czym jest dla partnera? Czego się obawiamy? I czy te obawy rzeczywiście są uzasadnione? Czy nie jest tak, że to MY DWOJE mamy wpływ na relacje między nami i jeżeli wciąż będziemy dbali o swój związek to będzie on równie dobry jak przed ślubem? Przymuszanie się w imię "zasady" jest pozbawione sensu, bo może prowadzić do tego, że wejdziecie w sytuację, która Was paraliżuje i przeraża, a z takiej sytuacji będziecie woleli po ludzku uciec.
Pozdrawiam
Ja osobiście nie wyobrażam sobie życia z ukochanym pod jednym dachem bez ślubu. Ale każdy żyje tak, jak mu się podoba.
Porozmawiajcie sobie szczerze, czym dla Was będzie zawarcie małżeństwa, czego się spodziewacie, czego obawiacie, co może się zmienić. Jeśli obydwoje tego chcecie dla SIEBIE, to weźcie go. Ale jeżeli mielibyście go zawrzeć tylko dlatego "bo co inni powiedzą", to nie róbcie tego. Będzie to dla Was tylko ten papierek, który będzie niczym kajdany. To nie będzie Wasz wybór, tylko narzucona przez innych deklaracja.
Nie róbcie niczego na siłę. To Wasze życie, a nie sąsiadów, babć, czy rodziców innych przedszkolaków. Jesteście przecież już dorośli i możecie sami podejmować własne decyzje.
ja rowniez nie chcialabym zyc na kocia lape.
Wystarczylby slub cywilny,my + swiadkowie i to wszystko.
Bo to NASZ slub,a takie gadanie,co powiedza ludzie itp.
strasznie mnie denerwuje.
Jezeli oboje nie chcecie slubu,pasuje Wam taki uklad jak teraz jest,
to po co to zmieniac?Tylko dlatego,ze komus to nie pasuje?
Slub,to tylko i wylacznie Wasza sprawa.
wiele par tak żyje i jest im dobrze
uwazam, że po slubie nic nie zmienia się na gorsze, jesli my się nie zmienimy
trzeba swój związek pielęgnować przed i po wzięciu ślubu
jesli nie jesteś do końca przekonana, to tyb bardziej nie powinnaś na siłe wychodzić za mąż ,,dla ludzi,, bo to nie ma sensu
to jest tylko i wylacznie wasza sprawa
nie można w kazdym momencie patrzec, co ludzie pomyślą, bo w końcu bedziecie robic wszystko ,,dla ludzi,, na pokaz, nawet niezgodnie ze swoim sumieniem i przekonaniem
jesli naprawde chcialabys wziac ślub, to na początku wystarczy tylko cywilny dla was, a huczne wesele mozecie zrobic później, gdy bedziecie mieli pieniądze
mysl o sobie, nie patrz na innych
jesli kochacie swoje dziecko i jesteście dla niego dobrymi rodzicami, to mu nie bedzie przeszkadzalo to, ze nie macie tego jednego papierka