kammiś napisał/a:Jakby moj ojciec/facet/jego wspolnik nawyklinal klientowi to juz by tego klienta nie mial. Pol biedy jak to jedna sprawa. Gorzej sie robi jak sie obsluguje firme na stale.
Pitagoras - to bylo o nawykach jezykowych a nie o profesjonalizmie. Znaczna roznica.
Sorki Myszko, a Ty myślisz że ludzie przychodzący do prawników to nie klną, nie pierdzą i nawet pod prysznic chodzą w krawacie, tak?
Do każdego można się odnosić normalnie.Mając deczko wyczucia i elementarnej empatii to spokojnie przechodzi.
Niedawno klient- nota bene prawnik i to z wyższej półki- oczarował mnie lingwistyczną inwencją za sprawą określenia ''rozesrać'' - rozsypać na dużym odcinku.
Oczywiscie ze tak. Chociaz z radcami to troche inaczej jak obsluguja firmy i jednostki samorzadu terytorialnego i ich jednostki administracyjne. Nie wyobrazam sobie zeby burmistrz szedl do ojca (a raczej ojciec do burmistrza chodzi, zreszta mniejsza o to), pierdzial i klal
Rozesrac
dobre
To ze nie przeklina nie znaczy ze odnosi sie do klientow nienormalnie. Mowi do nich tak zeby zrozumieli po prostu. Inaczej mowi juz do wspolnika. Co mnie denerwuje do mnie w rozmowach na tematy prywatne mowi tak jak w prqcy do wspolnika i mi sie to udziela potem. No ale lepsze to niz jakby mial mi klac co drugie slowo.
Rozesrac to jeszcze nie ch***