Oznacza ni mniej ni więcej zdolność do zawierania takich znajomości, gdy nie ma potrzeby nikomu mówić wprost , że spotyka się ''jeszcze z kimś'', bo nie ma to żadnego znaczenia.W tłumaczeniu na język ludzi zakutych w schematy- brak niewidzialnego ducha ''związkowego'' towarzyszącego większości nowych znajomości mających formę castingu na męża/żonę.
Widzisz, to jest język, którego ja swego czasu odmówiłam się uczyć, choć niewątpliwie łatwiej by mi było znaleźć wspólny mianownik z większością młodzieży (metrykalnej i mentalnej) dzisiejszych czasów.
Rozumiem wartość posiadania wyboru i nie ograniczania się w nim, ale nigdy nie byłam zwolenniczką poświęcania swojej energii, uwagi, emocji i czasu - w równym stopniu- kilku osobom jednocześnie.
Zabawne jest to, że Ty właśnie w tym podejściu nie dostrzegasz klasycznego 'castingu' , a widzisz go tam, gdzie ludzie nie muszą udawać przed sobą, że szukają kogoś na poważnie.
Mam wrażenie, że dziś mówiąc otwarcie, że spotyka się z kimś 'pod kątem ew. związku' jest się z góry stygmatyzowanym jako ktoś pokroju "Rolnik szuka żony"
i ogólnie desperat.
Być może obracamy się w innym środowisku, bo dla mnie mówienie jasno o swoich intencjach nie świadczy o "zaściankowości" tudzież zakutym łbie w schematy, a bardziej odwadze żeby być w zgodzie ze sobą i nie kryglować się z tym, sprawiając wrażenie bardziej 'atrakcyjnego' poprzez większą ilość "otwartych opcji" i trzymanie ich wszystkich w niepewności ku uciesze własnego ego.
Owszem, kiedyś próbowałam Twojego podejścia, ale były z tym same problemy komunikacyjne, a przede wszystkim - problemy ze zbudowaniem zaufania na podstawowym poziomie, a bez tego żadna z tych 'symultanicznych znajomości' nie ma szans się pogłębić.


