kasia2303 to że kobieta tak reaguje nie daje Ci do myślenia? Autor mówił, że nie ma przemocy, ale takie reakcje mogłyby wskazywać, że ktoś już po prostu nie wytrzymał. Bo ile można... przytyk tu, przytyk tam, raz, drugi, dziesiąty, wieczorem i zaraz po przebudzeniu, żeby zakończyć miły poranek. Kto by dał radę? Ile byś tak wytrzymała, bo ona już 5 lat, będąc jeszcze na siłę upychana w buty poprzedniej partnerki.
Podobne tematy
a ktos ja przywiazal sila do swojego partnera? czemu od niego nie odejdzie skoro jest jej tak zle?
68 2014-11-30 00:53:06 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-30 00:55:11)
Cieszę się Kosmiczny Nick, że trzymasz rękę na pulsie i z pełną świadomością trwasz przy swoim stanowisku, co do którego odniósł się z resztą sam Autor, sugerując, że skorzysta z Twojej rady. To mogłoby wskazywać, że w tym co mówisz jest sporo prawdy i chyba Autor też zdał sobie z tego sprawę. Szkoda, że przesiąknięta jadem Stokrotka88 tego nie zarejestrowała i niestety trzyma się kurczowo, tylko sama nie wiem czego. Bo co można powiedzieć o kobiecie na podstawie kilku zdań i to jeszcze wyjątkowo subiektywnych. A już nazywać kogoś plastikową barbie... Bardzo to niskie i niczego nie wnosi do dyskusji.
No cóż
Zazwyczaj, w każdym wątku pojawiają sie odmienne opinie i tworzą się ...zwalczające sie obozy. Smuci mnie tylko tak częste (tu też) dosłowne traktowanie słów pisanych przez Autora i brak dostrzegania ukrytych treści... Jak chocby w słowach kasi2303 " ...i to ze partner jej zwroci uwage juz jest postrzegany jako okropny pan i wladca? na zwrocenie uwagi ona ucieka lub oklada go piesciami, to jest normalne?". Bo jak widać mało kto jest w stanie sobie wyobrazić związek, w którym jedna ze stron, nawet każdego dnia, od rana co krok na coś "zwraca uwagę" drugiej osobie. To nie byłoby normalne przecież. W wyobrażeniach tak piszących osób to nic, ot zwykłe zwrócenie na cos uwagi. Ale jak takie coś ma miejsce co chwilę i dotyczy wciąż czegoś nowego - to można wpaść we frustracje... I partnerka Autora najprawdopodobniej taki stan juz osiąga skoro już nie potrafi panować nad sobą. W innych sytuacjach, normalnych związkach takie coś nie byłoby normalne. W takim, jaki mi sie tutaj rysuje - normalnym, niestety juz chyba jest. Ale to może chyba stwierdzić ktoś znający temat ![]()
kasia2303 to że kobieta tak reaguje nie daje Ci do myślenia? Autor mówił, że nie ma przemocy, ale takie reakcje mogłyby wskazywać, że ktoś już po prostu nie wytrzymał. Bo ile można... przytyk tu, przytyk tam, raz, drugi, dziesiąty, wieczorem i zaraz po przebudzeniu, żeby zakończyć miły poranek. Kto by dał radę? Ile byś tak wytrzymała, bo ona już 5 lat, będąc jeszcze na siłę upychana w buty poprzedniej partnerki.
Bardzo trafnie ujęte. Bo na to mi własnie wyglada...
69 2014-11-30 00:54:08 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2014-11-30 00:56:40)
Ja mam mentalny blok JAK można być w związku z kobietą, która zupełnie Autorowi nie odpowiada. Również PO CO wchodzić w związek jeżeli notorycznie porównuje się narzeczoną do eks, która nie żyje?
Narzeczona może być flejtuchem, leniem, prokrastynantką, osobą pozbawioną ambicji- tylko, że chyba Piotr ślepy i głuchy nie był kiedy zdecydował się z nią dzielić życie i mieć dziecko? Dziwacznym mi się wydaje tresowanie partnerki by odpowiadała Autora wyobrażeniom o ideale.
Przepraszam, ale albo narzeczoną kochamy jaka jest, albo nie powinniśmy być w związku.
Bardzo dobrze to zauważyłaś. WIEDZIAŁ o Jej wadach, które skreślały Ją jako potencjalną matkę/panią domu według Jego kryteriów. A pomimo to wybrał właśnie Ją
. Niby jest egocentrykiem ("uwielbiałem swój świat") ale "wpuścił" do Swojego życia osobę, która zagrażała Jego poglądom. Po co? Coś czuję, że bardzo wielu FAKTÓW Nam tutaj nie przedstawił i obecnie mamy tak niejasny obraz sytuacji, że trudno jest się do tego odnieść. Do tego te sprzeczności.
No i dość kontrowersyjny pogląd: "I ufać że jak ktoś nawet się wkurzy - to być może ma powód."
Czyli On przez wkurzenie uważa rozwiązywanie sytuacji i/lub sygnalizowanie problemów, a gdy Jego partnerka reaguje tym samym na Jego docinki to jest 26 letnim dzieckiem ("A teraz nie mogę się zwyczajnie wkurzyć w domu na zwykłą drobnostkę bo wiem że zostanę napiętnowany i zbesztany.")!?
O co w tym chodzi? Jego uczucia są ważniejsze?
Są różni ludzie. Każdy z Nas ma wady. Jak Sami tutaj zauważyliście punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Ale podejście Piotra do Jego związku jest co najmniej dziwne... Takie puste, jednostronne. W ogóle wątpię, aby On wiedział czego Jego partnerka oczekuje od życia.
70 2014-11-30 01:03:14 Ostatnio edytowany przez kasia2303 (2014-11-30 01:11:54)
a co do poprzedniej narzeczonej, skad pomysl ze on ja ciagle do niej porownuje? a co do zwracania jej uwagi, czy to dziwne ze ktos nie chce mieszkac w chlewie? moze nie ma w niej checi zmiany czegos w sobie i dlatego tak reaguje na partnera? byla rozpieszczana, wiele przyszlo jej z latwoscia a teraz ma partnera ktory oczekuje od niej czegos wiecej niz lezenia i pachnienia?
/.../Powiedzcie mi proszę czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś do tego brakuje?
Wydaje mi się, że nie akceptujesz faktu, że są ludzie, którzy mogą być całe życie niepozbierani, że są ludzie, których nie interesuje jak jest naprawdę i kto ma zgodnie z logiką i ludzką uczciwością rację, ale kto więcej ugra przy mniejszym wysiłku. Co więcej chcesz byc tym, który wychowa tą młodą osobę ku zmianie.
W takiej sytuacji lepiej było się nie bawić w związek ale zostać jej szefem - miałaby motywację -
broń boże wchodzić w związek, bo NIKT NIE JEST PROROKIEM WE WŁASNYM DOMU cytując klasyka ;-)
Pocieszające, że jest młoda, może jeszcze się uczyć i zmieniać, ale na takich osobach zmiany wymuszaja tylko sytuacje OSTATECZNE
/np.: zostaje sama, z dzieckiem, bez mieszkania, bez pieniędzy/
Jak pisali - szukałeś na gwałt czegoś - gdy na szukanie trzeba poświęcić lata. Nie Twoja wina choć twoja odpowiedzialność. Kto w takich sytuacjach zastanawia się "Czy moja dziewczyna, gdy uczy się na egzamin potrafi zasuwać 16/24 prez tydzień potem wstać świeżutka i zaliczyć na piątkę?", kto sprawdza czy dziewczyna umie planować, organizować sobie życie ma jasne cele do których konsekwentnie dąży?
Seks był fajny, podróże fajne.
A teraz - co zrobić?
To czy ktoś jest "pozbierany" czy nie to chyba cecha, którą ma się na całę życie i niewiele można z nią zrobić. Podobno można przewidzieć karierę zawodową u bardzo małych dzieci, robiąc prosty test: masz tu ciasteczko, jeśli nie zjesz go przez godzinę dostaniesz drugie i będziesz mógł zjeść oba :-)
/podobno przewiduje karierę lepiej niż badania inteligencji/
Jeśli nie chcesz aby stale przeinaczała to co mówisz, nie grała w "kto lepszy" nie szanując reguł , nie blokowała komunikacji idźcie na terapię. Terapeuta małżeński ma obowiązek stać po stronie ZWIĄZKU, lub "sumarycznego" szczęścia obojga małżonków. I przypilnuje aby komunikacja zachodziła z poszanowaniem reguł. Jeśli dziewczyna i ty wdrożycie jakieś reguły uczciwej komunikacji będzie można PRZYNAJMNIEJ ROZMAWIAĆ. Inaczej na pytanie "Kiedy będzie obiad?" uzyskiwał będziesz odpowiedź: "Ty nigdy nie... ty zawsze.... twoja matka... chcę się rozwieść"
Zamiast: "Dziś nie robie" albo "za dwie godziny".
Tak można załatwić awantury.
I nie ma co jej dołować, i tak ma niskie poczucie wartości, a niewiele umie ze sobą zrobić.
Natomiast nie liczyłbym na to, że przy tobie się pozbiera.
A czy warto o to walczyć? Kiedyś w gazetowych rubrykach matrymonialnych w których samotni mężczyźni wymieniali pożądane zalety przyszłych "miłości swego życia", obok innych cech pojawiał się termin "KOBIETA CZYSTA", oznaczający panią skłonną do obsesyjno-kompulsywnego czyszczenia wszystkiego na tak zwany "GLANC" z braku lepszego pomysłu na wykorzystanie swoich 120 miliardów neuronów. Wychodzi, że trafiła Ci się odwrotność tego ideału. Czyli....;-)
Są ludzie, którym było by to gancegal, byle seks był dobry i z miłości... ;-)
Ktoś pisał że wielcy ludzie żyją w brudzie ;-)
Ale, co kto lubi...
a co do poprzedniej narzeczonej, skad pomysl ze on ja ciagle do niej porownuje? a co do zwracania jej uwagi, czy to dziwne ze ktos nie chce mieszkac w chlewie? moze nie ma w niej checi zmiany czegos w sobie i dlatego tak reaguje na partnera? byla rozpieszczana, wiele przyszlo jej z latwoscia a teraz ma partnera ktory oczekuje od niej czegos wiecej niz lezenia i pachnienia?
A skąd pewność, że żyją w chlewie? A może Autor jest przesadnym pedantem i swoje uwagi głosi bo zobaczy okruszek na ziemi? Dziwne jest to, że kompletnie nie dostrzegasz, że oboje muszą się zmienić, żeby uzdrowić sytuację.
dobrze ze dodales "a moze"
tak jak napisalam juz wczesniej, znamy tylko relacje jednej ze stron, to utrudnia nam obiektywne spojrzenie na ta sprawe, wydajemy opinie na podstawie tylko tego co napisal autor, ja mam w tej sprawie takie zdanie i tyle
doprawdy cieszy mnie ze ty dajesz takie dobre rady:) czy od kobiety majacej dziecko mozna wymagac...i
A czy od dorosłej osoby MOŻNA wymagać BY NIE PRZYKŁADAŁA cudzych relacji do swoich - jakby była wzorcem z S?vres?
Przecież własne rozwiązania NIE SĄ "cudownym lekiem" dla wszystkich w czambuł?
A tak na marginesie nawiązując do innych tu teraz wypowiedzi:
przeraża mnie tu ślepota i traktowanie dosłowne całosci, bez intuicyjnego dostrzegania ukrytych treści... Ale wszystko tłumaczy albo młody wiek i brak doswiadczenia, albo nieznajomość zasad i ukrytych mechanizmów panujących w podobnych związkach...
A mnie zastanawia motywacja osób, które wieszają wszystkie możliwe psy na nieznanej sobie dziewczynie (to by było na tyle jeśli chodzi o solidarność płci
)...
Opis jednostronny - zatem nieobiektywny.
A kalumnie padają "z grubej rury". Jakby ta kobieta jakiegoś wyjątkowego draństwa dokonała a nie "tylko" NIE SPROSTAŁA" wymaganiom partnera. Bo CHYBA NA TO użala się autor? Całkiem jak ten dziadek, co to lał babcię, bo "przeca jak Cię brałem to dziewicom nie byłaś" ![]()
A mnie się zdaje, że ona jest zagubiona zwyczajnie. Na "nim" polegać nie może, bo jest jej najzagorzalszym krytykiem. Więc KTO ją wesprze?
Dlatego albo-albo.
Jedno ALBO to zdać się na fachowców od relacji.
Drugie - przestać oczekiwać cudu i ZMIENIAĆ jedno drugiego na siłę oraz PRZESTAĆ udawać, że zależy na związku a nie na "postawieniu na swoim" ![]()
Mam wrażenie, że autor TEŻ nie sprostał zadaniu. Mało kto może napisać ZROBIŁEM WSZYSTKO... bo zawsze ktoś z boku, może dopowiedzieć coś jeszcze. Może zmęczenie sytuacją podświadomie powoduje szukanie tutaj, na forum akceptacji dla klującej się decyzji o rejteradzie?
Ale to może wiedzieć tylko autor.
I dlatego czasem warto powstrzymać "pisanie scenariuszy" dla cudzych losów
BO to MOJE wrażenie może się mieć jak pięść do oka, do PRAWDZIWYCH realiów.
I dlatego czasem warto powstrzymać "pisanie scenariuszy" dla cudzych losów
BO to MOJE wrażenie może się mieć jak pięść do oka, do PRAWDZIWYCH realiów.
Tak, poczekajmy aż Autor zapozna się z naszą wizją i sam odniesie do swego obrazu.
Anhedonia napisał/a:I dlatego czasem warto powstrzymać "pisanie scenariuszy" dla cudzych losów
BO to MOJE wrażenie może się mieć jak pięść do oka, do PRAWDZIWYCH realiów.
Tak, poczekajmy aż Autor zapozna się z naszą wizją i sam odniesie do swego obrazu.
Autor już zapoznał się z tą bardziej drastyczną częścią i w jakimś stopniu mimowolnie potwierdził zasadność naszych opinii.
...Wiem, że już dziś z dużo pełniejszą świadomością sytuacji zrobić to:
Żeby to wszystko wróciło do normy musiałbyś wyluzować, zmienic swoje podejście, odpuścić, być wyrozumialszy i POZYTYWNIE nastawiony - mimo wszystko. Ona z kolei miałaby wówczas motywację "wziąść sie garść".
I takie słowa chyba dowodzą tego, że zdał/zdaje sobie sprawę z własnego zachowania wobec partnerki. Jesli coś - zgodnie z własnymi słowami - zmieni, trochę "da sobie siana", wyluzuje to może i ona poczuje sie zauważana jako partnerka i weźmie sie za siebie...
Sugerowałbym tu jeszcze Autorowi powrót do pomysłu z małżeństwem (jesli wyjdą na prostą), bo chyba nie dostrzega pewnych zaleznosci: kobieta mieszka w jego domu, korzysta z jego samochodu, urodziła jego dziecko, a nawet nie jest jego żoną...
To może wpływać destruktywnie na jej samopoczucie w tym związku.
78 2014-11-30 11:05:01 Ostatnio edytowany przez stokrotka88 (2014-11-30 11:16:36)
Cieszę się Kosmiczny Nick, że trzymasz rękę na pulsie i z pełną świadomością trwasz przy swoim stanowisku, co do którego odniósł się z resztą sam Autor, sugerując, że skorzysta z Twojej rady. To mogłoby wskazywać, że w tym co mówisz jest sporo prawdy i chyba Autor też zdał sobie z tego sprawę. Szkoda, że przesiąknięta jadem Stokrotka88 tego nie zarejestrowała i niestety trzyma się kurczowo, tylko sama nie wiem czego. Bo co można powiedzieć o kobiecie na podstawie kilku zdań i to jeszcze wyjątkowo subiektywnych. A już nazywać kogoś plastikową barbie... Bardzo to niskie i niczego nie wnosi do dyskusji.
Chyba mylisz fakty/posty. Ja nikogo nie nazwałam plastikową Barbie!
I jakbyś czytała uważniej to doczytałabyś, że własnie nie stoję w pełni za nim.
A to "przesiąknięta jadem" to już naprawdę kpina.
Ludzie nie umieją czytać ze zrozumieniem i jeszcze obrażają.
No wiesz, wiadomo, że nikt im w mieszkaniu nie siedzi.
Na podstawie kilku wypowiedzi - napisanych w internecie - w dodatku tylko jednej ze stron, byłoby dość niepoważne upierać się, że On na 100% jest święty, a Ona to zła kobieta.
.
Przykro mi, ale sam jesteś sobie winien. Trzeba było reagować już wcześniej, bo przecież wątpliwości co do niej miałeś od samego początku.
.
Kiepsko trafiłeś. Szkoda tylko, że nieodpowiedzialnie zrobiłeś z nią dziecko i teraz na dziecku będzie musiało się wszystko odbić.
Autor już zapoznał się z tą bardziej drastyczną częścią i w jakimś stopniu mimowolnie potwierdził zasadność naszych opinii.
Piotr75 napisał/a:...Wiem, że już dziś z dużo pełniejszą świadomością sytuacji zrobić to:
Żeby to wszystko wróciło do normy musiałbyś wyluzować, zmienic swoje podejście, odpuścić, być wyrozumialszy i POZYTYWNIE nastawiony - mimo wszystko. Ona z kolei miałaby wówczas motywację "wziąść sie garść".I takie słowa chyba dowodzą tego, że zdał/zdaje sobie sprawę z własnego zachowania wobec partnerki (...)
Sugerowałbym tu jeszcze Autorowi powrót do pomysłu z małżeństwem (jesli wyjdą na prostą), bo chyba nie dostrzega pewnych zaleznosci: kobieta mieszka w jego domu, korzysta z jego samochodu, urodziła jego dziecko, a nawet nie jest jego żoną...
To może wpływać destruktywnie na jej samopoczucie w tym związku.
MASZ RACJĘ ![]()
Kim ona jest i kim się czuje, zapewne rzutuje na to, jak się zachowuje ![]()
Ja mam mentalny blok JAK można być w związku z kobietą, która zupełnie Autorowi nie odpowiada. Również PO CO wchodzić w związek jeżeli notorycznie porównuje się narzeczoną do eks, która nie żyje?
Narzeczona może być flejtuchem, leniem, prokrastynantką, osobą pozbawioną ambicji- tylko, że chyba Piotr ślepy i głuchy nie był kiedy zdecydował się z nią dzielić życie i mieć dziecko? Dziwacznym mi się wydaje tresowanie partnerki by odpowiadała Autora wyobrażeniom o ideale.
Przepraszam, ale albo narzeczoną kochamy jaka jest, albo nie powinniśmy być w związku.
bo autor jak ja,,brał,, to była młodziutką dziewczyną ,weszła niejako na miejsce jego nieżyjącej Anny, autor myślał ze jest mloda,co tam wychowam sobie ją ,będzie taka Anną 2,a tu zonk............
Sylwia jest osobą nie duplikatem,jest Sylwią -Sylwią indywidualnością ,autorNIE CHCE TEGO PRZYJAC DO WIADOMOŚCI ,
napisałam już wcześniej nie da się kogos wmontować w wyidealizowany obraz innej kobiety,to dwie rozne osoby ,trzeba się z tym liczyc i wlasnie KOCHAC TAKA JAKA JEST,bo Sylwia wcale nie musi konczyc studiow,bardzo dokładnie sprzatac,miec pierdyliona zainteresowan,dlaczego??
BO SYLWIA TO NIE ANNA
Lusilju, zgadzam się i chyba większość osób by się z tym zgodziła, niestety, OPROCZ samego Autora.
Bardziej niż fakt, że wcale się nie pogodził ze śmiercią eks, wydaje mi się prawdopodobnym, że używa jej wyidealizowany obraz jako wymówkę, by kontrolować, urabiać i ustawiać do pionu swoją narzeczoną, bo dzięki temu może się kreować na tego, co zawsze jest lepszy. Tak sobie właśnie pomyślałam, bo nie widzę innego racjonalnego powodu bycia w związku z osobą, która wg opisu WCALE facetowi nie odpowiada, WSZYSTKO robi źle, jest totalnie poniżej JEGO POZIOMU. I której nawet po 5(!!!) latach, dynda jedynie marchewkę z obietnicą ślubu...
82 2014-11-30 14:37:24 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-11-30 14:48:54)
ja to podziwiam ta dziewczyne za wyrozumiłośc i cierpliwość i dochodze do wniosku ,ze albo musi go bardzo kochac ,albo nie ma najzwyczajniej w swiecie dokad pojsc,bo chyba przez nim to ona ,,doroslego zycia,,nie miała jeszcze.....
jak poczytałam poprzedni watek autora,bodajże z 2012 ,to szok przezylam,wprowadzil ta Sylwie do domu pelnego Anny ,pewnie rzeczy w szafach były jeszcze przez tamta poukładane i ,,kazal jej,, tak właśnie kazał zyc zyciem tamtej,zyc jak jej poprzedniczka ,teraz ,,żąda,,od niej sprostania jego oczekiwaniom.........
autor nie pogodzil się z odejściem swojej ukochanej,sprowadzil do domu nowa kobieta,najpierw omamil ,,młódke,,wycieczkami po świecie, nie wiem swiadomie czy podświadomie szukal młodej,łatwej do wychowania,on chciał mieć Anne i już...... a teraz..... co ma teraz....PRETENSJE ...DO WSZYSTKICH OPROCZ SIEBIE
autor pisal ,ze wszędzie w domu były zdjęcia Anny,spotyka się z jej matka,mieszka w domu w którym mieszkal z Anna,byly tam jej rzeczy itd.,coz ,ja nie znam zadnej kobiety która by to wytrzymala,moze ja i moi znajomi jesteśmy mentalnie niedorozwinięci;-P
już pisałam ,ze często osoby owdowiale szukają partnerow nawet wizualnie podobnych do swoich poprzednikow,probuja potem ,,naginac,,nowych partnerow do zachowan poprzednich.....
moja wlasna matka miała przyjemność spotykać się z takim wdowcem,wszystko było jako tako,poki nie doszło do odwiedzin u niego,wszedzie ołtarzyki,zdjęcia,nic nie zmianiony dom odkad zona odeszla ,(przeszlo 6 lat),spal z psem zony ;-( hmmm, najdziwniejsze jest to ze powoli wychodzily fakty z jego malzenstwa ,wcale nie było idealne,on się nad nia znecal psychicznie nawet(wspólni znajomi matki poinformowali ,dość hermetyczne srodowisko które wszystko o sobie wie-prawnicy)a po swierci uznal ja ,może i słusznie za swieta (bo wytrzymala wiele),matka po przeanalizowaniu wszystkiego zrobila szybki odwrot,a jako powod swojej decyzji podala , dosłownie,,nie mogę konkurować ze święta ,bo jestem zwykłym człowiekiem ze swoimi słabościami i ideału nigdy nie siegne,, poza tym uwazala ze chodzenie z przyszłym ,powiedzmy męzem(oboje wolnych zwiazkow nie uznaja) 2 razy w tygodniu na cmentarz do jego bylej zony ja po prostu przerasta.........
Stokrotko, to całe szczęście, że Cię nie interesuje bo znając Twoją nędzną wyobraźnię, zaraz byś sobie coś ubzdurała.
Nim osądzisz- pomyśl. O ile to nie zbyt wielki problem.
Wina zawsze leży po obu stronach. Ja przedstawiłam punkt widzenia kobiety, która była kiedyś w podobnej sytuacji.
Chyba o to autorowi chdziło? No chyba, że chciał tu wyczytać jaką to okropną ma babę w domu i jaki jest wspaniały, że to wszystko znosi.
84 2014-11-30 17:21:42 Ostatnio edytowany przez podobna (2014-11-30 17:25:21)
a ja myślę, że ci dwoje są po prostu kompletnie niedobrani
każdy z nas wchodząc w zwiazek szuka osoby z pewnym zestawem cech, często podobieństw, które mu odpowiadają (pomijam oczywiscie, że nie ma ideałów, to wiemy wszyscy)
z tego, co przeczytałam, zmysłowość, dzikość i seks przesłoniły autorowi prawdziwy obraz wybranej przez niego osoby
chyba nie ocenił realnie dalszego kształtu związku z tą dziewczyną i teraz czuje sie rozczarowany
a przecież ona ciagle jest tą samą osobą, wcale sie nie zmieniła
powiedzmy, że zderzyłeś się z brutalną rzeczywistością, Piotrek
nie wiem, co zamierzasz, bo z perpektywy różnych doświadczeń wiem, że ludzie się raczej nie zmieniają, a już na pewno nie zmieniają mentalności
Ty potrzebujesz po prostu kobiety podobnej do siebie - poukładanej, ambitnej, "ogarniętej" i doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że na próżno wyczekujesz zmian u Twojej narzeczonej
ona taka po prostu nie jest i nie będzie
Dziękuję Wam wszystkim za słowa, za kubły zimnej wody również. To prawda, że dobijam swój związek swoimi uwagami a poczucie wartości mojej partnerki jest stale obniżane i ona tez ma tego dosc. Próbowałem wiele razy zmieniać formę, wiele tygodni nie zwracałem w ogóle uwagi na nic. Jednak to wraca często nieświadomie. I mała iskra od razu rozpala tak wielki ogień, że padają słowa o rozwodzie i wyprowadzce. Ona jest bezlitosna i bezkompromisowa a ja czuję się jak szara mysz w kącie.
Być może z opisu wydaje się że jestem czepialski i małostkowy oraz zrzędliwy. W jakimś stopniu tak. Miałem do czynienia z wieloma ludźmi, przeszedłem wiele związków i tego problemu nie było. Były dyskusje po świt z butelką wina i problemy znikały. A teraz się wyłącznie nawarstwiają. Dla niej słowa i drobne gesty są ważniejsze niż najbardziej pracochłonne czyny. Próbowałem to wykorzystać i nawet z sukcesem - ale na krótko. Wracała rzeczywistość i codzienność- pranie, gotowanie, sprzątanie itp, do którego moja kobieta w ogóle się nie garnie. Wchodzi do domu, siada do laptopa i przegląda strony z ciuchami , a reszta niech się wali. Nie potrafię prowadzić życia jak w akademiku mając 35 lat, małe dziecko, karierę zawodową i chęć rozwoju. Jej sposób bycia rozkłada na łopatki wszystkie moje cele życiowe. Wcześniej szedłem przez życie jak burza, teraz stoję w miejscu z braku czasu, czuję się przywalony obowiązkami i przez to słaby- nie mam sił na powstrzymanie swoich uwag. Pisałem o jej wykształceniu i moich "osiągnięciach" po to by zobrazować Wam różnicę między nami. Ona od 6 lat nie potrafi się zmobilizować by skończyć studia licencjackie kiedy jej rówieśniczki już pokończyły magisterki. Jej sposób bycia jest destrukcyjny również dla niej samej. Zastanawialiśmy się również ostatnio na terapią ale nie wiem czy to dobry pomysł by jednej osobie przypadkowego psychologa powierzać kawał swojego życia. Jeśli tak jak pisze kosmiczny nick - postawię siebie jako głównego sprawcę zła - ona będzie na pewno zadowolona a z mojego punktu widzenia problemy zostaną zamiecione pod dywan. Bo skoro ona nie potrafi czy nie chce zainwestować w siebie i skończyć studia, to przypuszczam że w nasz związek też nie zainwestuje, lub zrobi to nieudolnie. Jest mistrzynią w niekończeniu spraw, rozgrzebywania i zostawiania w połowie. Przegrywa z własną fizjologia i idzie spać wcześnie wieczorem zostawiając sprawy tak jak leżą. A ja chciałbym być z kobietą partnerem i przyjacielem, rozwiązywać problemy wspólnie i móc na siebie liczyć a nie wychowywać 26 letnie dziecko. I ufać że jak ktoś nawet się wkurzy - to być może ma powód.
Nasze początki były bardzo odległe od spraw codziennych i domowych. Jeździliśmy po świecie, poznawaliśmy super miejsca, było dziko i namiętnie - sceny nie do powtórzenia w codziennych realiach?.tylko na urlopie.
Z tego co tutaj piszesz to niestety Twojej kobiecie podobały sie podróze i sielankowy styl zycia na pewno za Twoje pieniądze a jak przyszło dorosnąc to juz jej sie nie podoba bo musi siedziec w domu i sielankowy styl zycia dla niej sie skonczył. Predzej czy pozniej i tak sie rozstaniecie bo Ona tylko szuka pretekstu i zrzuca wszystko na Ciebie za to ze ma dziecko i obowiazki domowe. Do tego jest cwana bo widzi jak bardzo kochasz swoje dziecko. Kto wie moze i tez ma kogos na boku??? No i Ty w tym tym wszyskim.... widze ze do niej nic nie dociera wiec nalezy podjac jakąs decyzje bo inaczej czeka Ciebie totalne przemeczenie psychiczne i fizyczne a moze co najgorsze depresja:(
Wątek rozwinął się ponad moje wyobrażenie i żałuję jedynie że nie mogę stale uczestniczyć w dyskusji z racji obowiązków domowych..
Nie ma jednego prostego rozwiązania. Wiem, że czeka mnie sporo pracy nad zmianą swojej komunikacji. I uwierzcie mi, że nie wystarczy przestać zwracać uwagę na niedociągnięcia. Muszę politycznie omijać wiele tematów i jakoby werbalnie ?chodzić na paluszkach?. Obawiam się przy tym, że poziom naszej rozmowy spłyci się jeszcze bardziej, gdyż podświadomie będę unikać konfliktów. A wiadomo, że najciekawsze idee powstają w konstruktywnych sporach. Wewnętrznie mam potrzebę bycia z kimś z kim się nawet będę potrafił ostro spierać bo to buduje nasze doświadczenia.
Na pewno zmianę rozpocznę od siebie i zobaczymy czy to ją uskrzydli. Czytając Wasze posty dochodzę do wniosku, że być może własne większe ?doświadczenia życiowe? powinienem spożytkować teraz na naprawienie swojego związku. To spore wyzwanie, nie przypominam sobie bym miał kiedykolwiek większą łamigłówkę do rozwiązania.
Teraz dość klarownie wyłania mi się nasz obraz. Że trącę banałem- prawda jest po środku. Z jednej strony jest ona ze swoimi słabościami i dużymi skłonnościami do leniuchowania i bycia księżniczką, z drugiej strony ja - zgryźliwy i dążący do swojej wizji świata. Jej gwiazdorzenia raczej nie zmienię, mogę tylko pozytywnie pokierować. Martwi mnie, analizując nasze wszystkie problemy, że nigdy nie dojdziemy do w pełni otwartej komunikacji, a Sylwia będąc niezadowolona z czegoś będzie uciekać w sfery nieuchwytne, nie do udowodnienia. Niektórzy nazwali by to fochem, ale ja te fochy traktuję poważnie? i tu może też jest problem.
Odnosząc się jeszcze po mojego wątku sprzed 2 lat gdy pisałem o śmierci Anny mojej wcześniejszej narzeczonej. Sylwia obecnie pogodziła się z moją przeszłością i potrafiła przełamać swoje wątpliwości. Czasem chodzi ze mną na cmentarz a nawet?kilka razy umówiła się na kawę z mamą Anny. U mnie również nie występują żadne odniesienia do poprzedniego związku. Niegdy się do tego nie odwołuję i czuję sam, że czas zagoił rany. Nastąpiła zatem u nas radykalna zmiana, która daje mi nadzieję, że i w tym przypadku uda nam się wyjść na prostą.
A co do ślubu a w zasadzie jego braku?.oświadczyłem się z miłości, mimo że Sylwia od początku jak ją znam była przeciwnikiem instytucji małżeństwa. I od początku zaczęły się schody co do formy, że kościelnego to ona nie chce, że może na jakieś wyspie zagranicą tylko sami, itp. Gdyby nie wydziwiała ślub dawno by już był. To nie jest ten typ kobiety dla której ślub jest ważny-przynajmniej tak mi to komunikuje.
slub na wyspie dosc ekstrawagancko;) ciesze sie ze nastapily juz jakies zmiany, metoda malych kroczkow ale byle do przodu. sztuka kompromisu, nie tworzycie tego zwiazku w pojedynke, jej potrzeby sa tak samo wazne jak twoje, wierze ze uda wam sie, na zwiazek nie ma jednej jedynej recepty poniewaz kazdy jest inny i kazdy ma inne oczekiwania wobec partnera, wazne by sie kochac, szanowac i wsluchiwac w potrzeby drugiej osoby
88 2014-11-30 21:28:22 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2014-11-30 21:31:19)
Piotr, "pozytywnie kierować"? Ty się czytasz? Nie piszesz o krnąbrnym piesku, ale o OSOBIE.
Cały komunikat jaki tu słyszę to: "ona taka wybrakowana, ułomna, a ja ją ustawię do pionu, bo ustawioną kobitę chcę". Może lepiej o razu nam powiedz, że kupiłeś tą wybrakowaną niewolnicę na trefnym straganie i teraz Cię uwiera.
Tak na serio, nie chcesz się z nią ożenić, wykorzystujesz ją i chcesz, żebyśmy Ci klaskali. Super.
89 2014-11-30 21:54:01 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-11-30 22:01:01)
Piotr, "pozytywnie kierować"? Ty się czytasz? Nie piszesz o krnąbrnym piesku, ale o OSOBIE.
Cały komunikat jaki tu słyszę to: "ona taka wybrakowana, ułomna, a ja ją ustawię do pionu, bo ustawioną kobitę chcę". Może lepiej o razu nam powiedz, że kupiłeś tą wybrakowaną niewolnicę na trefnym straganie i teraz Cię uwiera.
Tak na serio, nie chcesz się z nią ożenić, wykorzystujesz ją i chcesz, żebyśmy Ci klaskali. Super.
PODPISUJE SIE POD TYM DUZYMI LITERAMI
o tak Piotr jesteś dobrym treserem,wytresowales Sylwie do tego stopnia ,ze chodzi z toba na cmentarz,nawet chodzi z toba do matki swojej poprzedniczki,zadam pytanie PO CO?? ZEBY SIE TOBIE PRZYPODOBAC,BO CHYBA NIE Z POTRZEBY SERCA-BO ONA JEJ NIE ZNAŁA ,chyba ze uwielbia się samobiczować ,bo tak to wyglada
wytresowales ja ,bez dwóch zdan,co będzie kolejnym krokiem?? aaaa już wiem BEDZIE MACHALA OGONKIEM,BO TY CHLOPIE TAK CHCESZ brawo ,gratuluje osiagniec,od początku mowilam ze wziales ja żeby wychować,po to podstarzali tatuskowie biora małolaty,da miske,kosc do obgryzienia ,a ta ma TYLKO dac się wytresować ,czy wychować jak kto woli, ZALOSNE
brak slow
91 2014-11-30 22:23:17 Ostatnio edytowany przez stokrotka88 (2014-11-30 22:57:26)
Stokrotko, to całe szczęście, że Cię nie interesuje bo znając Twoją nędzną wyobraźnię, zaraz byś sobie coś ubzdurała.
Nim osądzisz- pomyśl. O ile to nie zbyt wielki problem.Wina zawsze leży po obu stronach. Ja przedstawiłam punkt widzenia kobiety, która była kiedyś w podobnej sytuacji.
Chyba o to autorowi chdziło? No chyba, że chciał tu wyczytać jaką to okropną ma babę w domu i jaki jest wspaniały, że to wszystko znosi.
Ale kobieto, ja do Ciebie nic z tamtego postu nie adresowałam, więc skończ może mnie obrażać? Wzięłaś coś do siebie co w ogóle do Ciebie nie było. Zdaje się to Ciebie ponosi wyobraźnia, albo jakieś kompleksy, a wspomniana jadowitość to z pewnością. Jedyne co zrobiłam to wykorzystałam Twoje słownictwo o niedouczonej studentce. I tutaj zakańcza się cała moja styczność z Twoim wpisem (którego nawet szczerze mówiąc nie doczytałam). Mam nadzieję, że w końcu dotarło, bo ręce normalnie opadają.
brak slow
Zgodzę się, że traktowanie partnerki jak niesfornego psa sprowadza mnie do "braku słów".
Piotrze, a ja radzę - odpuść tutaj ten temat, ponieważ tym zgorzkniałym feministkom i tak nie dogodzisz, cokolwiek nie napiszesz. Szkoda, abyś czytał dłużej te bzdury. Ewidentnie jesteś człowiekiem inteligentnym, więc skorzystaj z profesjonalnej pomocy.
94 2014-11-30 22:50:29 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-30 23:05:22)
Ale przecież nie chodzi tu o to, by na Autora najeżdżać, mieszać go z błotem i dawać upust własnym frustracjom...
W taki sposób tylko go zniechęcicie do dalszej dyskusji. Wypadałoby trochę ...powściągnąć emocje i starać się - przedstawiając własne zdanie - pomóc rozwiązać problem.
Czy Autor wcześniej, przed Sylwią i przed Anną był w jakimś poważnym związku? Takim polegającym na normalnym życiu 24h/dobę? Dlaczego o to pytam? Spotkałem sie już z sytuacjami, gdzie ktoś niby w jakichś związkach był - czyli jakies doswiadczenia z "byciem z kimś" miał - ale okazywało się, że żadnego pojęcia o tym nie miał i rzeczywistość była przerastająca... Bo przecież inaczej jest i jakże piekniej spotykać sie raz na jakiś czas, czy nawet co dnia na miłe spacery, wycieczki, imprezy i czuć się dobrze przez jakiś czas, po czym wracać do swego swiata. Takie zwiazki sa udane i bez większych zgrzytów. Dopiero zamieszkanie ze sobą, "walka" rano o łazienkę (
), i inne ...mniej romantyczne chwile obnażają to przygotowanie do bycia razem. Może Autor nie majac takich doświadczeń wczesniej zaczynając normalne zycie z Sylwią (wczesniejsze wojaże i miłe wypady nijak sie przecież miały do codziennosci) zaczął się z tym dusić? I z czasem zaczął zauważać coraz wiecej wad i mankamentów partnerki? Te wady czy niedoskonałosci zaczęły juz tak uwierać, ze przestał zauważać pozytywne cechy, a te negatywne budzic zaczęły irytację i potrzebę częstych "drobnych uwag"? Tak to przecież działa...
Też nie wiadomo, czy fakt, że oboje mieszkają w jego mieszkaniu, korzystają z jego auta - mają jakieś przełożenie na codzienność? Może Autor mimochodem wspomina w swoich uwagach i podkreśla tą zależność i tą własność...? A to nie działa pozytywnie i motywująco na druga stronę.
To takie moja gdybania. I może w taki to sposób powolutku, od samego początku zaczęło sie to małe, rodzinne piekiełko, w którym on - strofujacy i zwracajacy uwagę z pozycji wyższej, i ona - zdezorientowana, uwiązana dzieckiem, niepewna swojej pozycji w tym związku i popadajaca w depresję... Czy Autorze dopuszczasz taką wizję dochodzenia do aktualnego etapu w związku? Czy tak mogło byc? Będąc w tym bezpośrednio trudno to wszystko zauważyć i - w porę - przerwać.
To, że oboje mają nieco inne priorytety, inne zaintersowania (czy oby na pewno?) niekoniecznie stało się przyczyną problemu. Przyczynę widzę w tym cholernym braku umiejetnosci rozmowy. Braku życzliwego podejścia do drugiej osoby i pozytywnej motywacji. Ze słów Autora nie mozna wnioskować, że jego partnerka jest totalnie lewą, leniwą i nieudolną osobą. Jest tylko całkowicie wygaszoną, bez żadnych chęci. Potrafi sprzątać "na błysk", potrafi zrobić wspaniałe potrawy... Podejrzewam, że potrafi (potrafiła?) znacznie wiecej. Kiedyś... Ale z czasem, może bardzo krótkim straciła całą chęć i wpadła w jakies odrętwienie pod wpływem zachowań Autora. Czasem nieswiadomie rzucane uwagi, niby mające na celu tylko dobro adresata - mogą połamać psychikę i zniechęcić. Takie - jak sam Autor wspomniał - "drobne uwagi" z samego rana potrafią skutecznie zepsuć nastrój już na cały dzień. Coś o tym wiem
I w taki to sposób, dzień za dniem jej ego zaczęło upadać i przestała funkcjonować jak by należało oczejkiwać. Jedynie jakieś sytuacje (wizyta kogoś) potrafią ją zmotywować do "wzięcia sie w garść" i do pokazania, co potrafi...
Innymi słowy: to, co wczesniej pisałem i to, co Autor postanowił wcielić w swoje zachowanie jest chyba tu jakimś panaceum...
Zmiana... Jak to nie odniesie efektu (a to musi potrwać) to terapia... A o małżeństwie - w Waszej Autorze sytuacji - warto jednak pomysleć... Macie przecież juz dziecko. I to z pewnością "dodałoby skrzydeł" Twojej partnerce.
P.S.
...tym zgorzkniałym feministkom i tak nie dogodzisz, cokolwiek nie napiszesz...
Byłbym więc też "zgorzkniałą feministką"? ![]()
95 2014-11-30 23:02:40 Ostatnio edytowany przez Nataluszek (2014-11-30 23:03:38)
Nawiązałaś do mojego cytatu, aby później skwitować i napisać "że już sobie wyobrażasz co za osoby bronią partnerki autora", a mój poniekąd taki był, więc mam prawo czuć się wciągnięta w te słowa.
Poza tym nie tylko ja to zauważyłam, więc chyba z moją wyobraźnią wszystko w porządku.
I to żaden jad, a niepozwolenie sobie na rzucanie opinii przez osobę, która guzik na mój (i nie tylko) temat wie.
Bo rzucić daleko idące wnioski nie problem, ale pokryć je faktami już tak.
Kompleks? A co to takiego?:)
moze juz pora sie uspokoic? nie zmierza to w zadnym dobrym kierunku jak na razie
Piotrze, a ja radzę - odpuść tutaj ten temat, ponieważ tym zgorzkniałym feministkom i tak nie dogodzisz, cokolwiek nie napiszesz. Szkoda, abyś czytał dłużej te bzdury. Ewidentnie jesteś człowiekiem inteligentnym, więc skorzystaj z profesjonalnej pomocy.
Po raz kolejny się zgadzam.
Wszystko co powiesz zostanie wykorzystane przeciwko Tobie.
Chcesz jej pozytywnej zmiany to się dowiedziałeś, że źle sformułowałeś zdanie i pewnie chcesz ją wytresować. Strata czasu.
Za dużo przewrażliwionych kobiet na punkcie swojej płci.
Od siebie dodam nie na temat, że przewrażliwienie jest bardzo słuszne w wielu sytuacjach kiedy faktycznie dochodzi do nadużyć i niesprawiedliwości wobec kobiet.
Według mnie ty naprawdę chcesz ratować wasz związek.
Tak czy inaczej życzę szczęścia.
ale gdyby autor choc przez chwile dal komus odczuc ze sie wywyzsza albo ze jego partnerka nie dorasta do piet jego zmarlej narzeczonej ale nie bylo takiej sytuacji zeby go oskarzac o wykorzystywanie
Poczytalam sobie dzisiaj cały wątek i mam do niego stosunek obojętny. Nie staje po żadnej że stron, ale chciałam zwrócić uwagę na motyw, który pojawia się dość często. Mianowicie jest to ciągła, nieustająca chęć bycia ojcem/bratem a NIE partnerem. Z Twoich posłów wciąż wychodzi chęć wychowania jej, delikatnej pogardy i zawodu, który jest jednak zawodem jaki ojciec przeżywa względem swojego dziecka, które nie spełnia narzuconych oczekiwań i wcale nie ma zamiaru ich spełnić. Dzieli Was poziom wiedzy, edukacja, poglądy na życie i świat. Nie wnikam czy narzeczona jest roszczeniową księżniczka, czy zgnębioną kobietą. Jaką by ona nie była to jest to DOROSLA kobieta, która ma swoich rodziców, którzy ja już wychowali. Jeśli nie zgadzasz się z ich metodami i produkt gotowy Ci nie odpowiada, to zwrócić jej wolność i dajcie sobie oboje szansę na poznanie kogoś, kto będzie Wam pasował. I czemu ona się spotyka z matką, Twojej zmarłej narzeczonej, ktorej nigdy na oczy nie widziala? Aha i jeszcze jedno- jesteś od niej raptem 8 lat starszy, a nie 80. Przestan bawić się w jej ojca.
P.S.
stokrotka88 napisał/a:...tym zgorzkniałym feministkom i tak nie dogodzisz, cokolwiek nie napiszesz...
Byłbym więc też "zgorzkniałą feministką"?
Nie:)
Miałam na myśli te Panie wyżej, które skwitowały ostatnią wypowiedź P. oraz inne Panie, które podobnie agresywnie go tutaj atakują. Twoje wypowiedzi są logiczne i trzymają się kupy.
...się dowiedziałeś, że źle sformułowałeś zdanie i pewnie chcesz ją wytresować. Strata czasu.
Za dużo przewrażliwionych kobiet na punkcie swojej płci...
Takimi słowami trywializujesz wszystko i sprowadzasz do "złego formułowania zdania". No wybacz, ale...
Pragne zauważyć, że ja jakos kobietą jednak nie jestem ![]()
ale gdyby autor choc przez chwile dal komus odczuc ze sie wywyzsza albo ze jego partnerka nie dorasta do piet jego zmarlej narzeczonej ale nie bylo takiej sytuacji zeby go oskarzac o wykorzystywanie
Wystarczyło przeczytać, że mieszkają w jego mieszkaniu, uzywają jego samochodu, a ona nic nie wniosła (materialnego) do związku - takie postawienie sprawy i przedstawianie wystarczą, by dostrzec tu owo "wywyższanie się", niestety. I można z dużą dozą prawdopodobieństwa, że i z takiej własnie pozycji (moje mieszkanie, moje auto itp) nieświadomie patrzy na partnerkę. To nawet wydaje sie oczywiste. Jesli takie argumenty mają czemukolwiek służyć to własnie temu. Może nawet padały słowa - wybacz Autorze, może to juz nadinterpretacja - częste, gdy jedno góruje w związku, że partnerka jest pasozytem bądź darmozjadem. Jest to prawdopodobne. Co jak co, ale wtrącenia tego typu, podkreślanie: moje, ja, ode mnie w jakimś stopniu pokazują podejście. Wystarczy to odczytać ![]()
Rozumiem, że nie kazdy ma tą dziwną umiejętność odczytania "między wierszami" i dostrzegania czegoś więcej.
Też to zauważyłam: mój samochód, moje mieszkanie...
Wątek rozwinął się ponad moje wyobrażenie i żałuję jedynie że nie mogę stale uczestniczyć w dyskusji z racji obowiązków domowych..
Nie ma jednego prostego rozwiązania. Wiem, że czeka mnie sporo pracy nad zmianą swojej komunikacji. I uwierzcie mi, że nie wystarczy przestać zwracać uwagę na niedociągnięcia. Muszę politycznie omijać wiele tematów i jakoby werbalnie ?chodzić na paluszkach?.
W żadnym razie! Wtedy musiałbyś przestać być sobą. Sylwia sama Ci mówi o tym, że nie umiesz rozmawiać... Trzeba tu znaleźć wspólną płaszczyznę, wypracować zwroty. Chodzi o to żeby mówić wszystko i o wszystkim tylko inaczej:)
W tym z pewnością pomoże związkowy terapeuta jeśli wprowadzi techniki negocjacji. Chodzi Piotrze o asertywność.
Myślę, że nikt tu nie chciał krytykować Ciebie ani Twej wizji rodziny i świata. Ja myślałam o tym aby pokazać Ci świat jaki można zobaczyć będąc z drugiej strony.
Nie wiemy jakie mechanizmy zachodzą u Sylwii, my jej nie znamy wcale, przecież wiemy tylko o co Ty i jak nam przekazałeś.
Może być tak że Ona zupełnie tak nie myśli , a nawet nie interesuje jej żadna zmiana. Może Ona nie chce iść do przodu tylko wrócić do przeszłości. My tego nie wiemy...
Terapeuta rozmawiając z Wami dwoma może dostrzec jakie zależności występują między Wami i gdzie szukać przyczyn problemu.
Dopóki sama nie "zobaczyłam" jak różnie można odebrać jeden prosty komunikat w różnych sytuacjach nie byłam w stanie uwierzyć że tyle da się wyjaśnić potrafiąc komunikować się na tych samych częstotliwościach.
To dziwne że te wyuczone techniki potrafią pomagać w codziennym, prostym życiu. Dziś ludziom brakuje czasu na wsłuchanie się w siebie.
Mam też jeszcze inny pomysł- może zamiast próbować dzielić między siebie obowiązki będziecie w stanie wykonywać je wspólnie tak abyś ani Ty ani Ona nie nie mógł się sprzeczać co i ile kto robi?
Obawiam się przy tym, że poziom naszej rozmowy spłyci się jeszcze bardziej, gdyż podświadomie będę unikać konfliktów. A wiadomo, że najciekawsze idee powstają w konstruktywnych sporach. Wewnętrznie mam potrzebę bycia z kimś z kim się nawet będę potrafił ostro spierać bo to buduje nasze doświadczenia.
Unikanie konfliktów poprzez przemilczenie do niczego nie prowadzi jak do większej frustracji chyba... Z tego co wiem zamiast magazynować winno się wyrzucać balast. Zamiatanie pod dywan nie rozwiązuje problemów.
Na pewno zmianę rozpocznę od siebie i zobaczymy czy to ją uskrzydli. Czytając Wasze posty dochodzę do wniosku, że być może własne większe ?doświadczenia życiowe? powinienem spożytkować teraz na naprawienie swojego związku. To spore wyzwanie, nie przypominam sobie bym miał kiedykolwiek większą łamigłówkę do rozwiązania.
Martwi mnie, analizując nasze wszystkie problemy, że nigdy nie dojdziemy do w pełni otwartej komunikacji, a Sylwia będąc niezadowolona z czegoś będzie uciekać w sfery nieuchwytne, nie do udowodnienia. Niektórzy nazwali by to fochem, ale ja te fochy traktuję poważnie? i tu może też jest problem.
Nie można przesadzić w żadną stronę, dobrze że zauważasz, sygnalizujesz i szukasz przyczyn a nade wszystko rozwiązania.
104 2014-12-01 00:38:41 Ostatnio edytowany przez kasia2303 (2014-12-01 00:39:28)
no dobrze, jego mieszkanie, jego samochod itp. faktycznie, umknelo mi to ale nie mozna powiedziec ze probuje ustawiac sylwie na wzor anny
105 2014-12-01 06:32:03 Ostatnio edytowany przez nastuszka (2014-12-01 06:33:12)
Czasem chodzi ze mną na cmentarz a nawet?kilka razy umówiła się na kawę z mamą Anny.
i jeszcze powiedz ze na tym cmentarzu mowisz do anny ze tak bardzo jak bardzo ci jej brakuje i bardzo chcialbys by zyla.... a przy jej mamie zachwalcie ja w nieboglosy w obecnosci sylwii.... lo matko kochana....
Stokrotka, Kasia, NIKT tu na Autora nie najeżdża, tylko tłumaczymy jak krowie na rowie, że dorosłych ludzi SIE NIE WYCHOWUJE. Z dorosłym człowiekiem można porozmawiać, starać się go przekonać, ale czy taka osoba zmieni się jakoś czy nie, zależy wyłącznie od niej samej.
Jeżeli Autorowi tak bardzo uwiera poziom i zachowanie narzeczonej, to powinien się z nią rozstać, zamiast starać się na siłę przycinać ją do własnych wyobrażeń o tym jaka powinna być kobieta.
To jest fantastyczny przykład, że wykształcenie, osiągnięcia i obeznanie ze światem ma się nijak jeśli facet widzi młoda, energiczna dziewczynę, a do głosu dochodzi ten drugi mózg ![]()
gdyby mu przeszkadzalo to jaka jest to by ja zostawil a nie szukal pomocy na forum a to ze powie ze cos mu sie nie podoba to nie ma do tego prawa? ma siedziec cicho lub uciekac jak partnerka? juz chcialabym widziec was w codziennym zyciu czy tak ladnie spuszczacie glowe w dol jak wam sie cos nie podoba, kazdy ma prawo powiedziec gdy widzi lub czuje ze cos jest nie tak a to ze ona z nim jest czy on nie ma prawa juz isc na cmentarz zeby sie pomodlic lub zapalicz znicz? no i to ze ona z nim idzie to tez jej na smyczy ze soba nie prowadzi
gdyby mu przeszkadzalo to jaka jest to by ja zostawil a nie szukal pomocy na forum a to ze powie ze cos mu sie nie podoba to nie ma do tego prawa? ma siedziec cicho lub uciekac jak partnerka? juz chcialabym widziec was w codziennym zyciu czy tak ladnie spuszczacie glowe w dol jak wam sie cos nie podoba, kazdy ma prawo powiedziec gdy widzi lub czuje ze cos jest nie tak a to ze ona z nim jest czy on nie ma prawa juz isc na cmentarz zeby sie pomodlic lub zapalicz znicz? no i to ze ona z nim idzie to tez jej na smyczy ze soba nie prowadzi
Kaśka, co Ty pierdzielisz za przeproszeniem, bo mam wrażenie, że dwa różne wątki czytamy... Sprawa już na pierwszy rzut oka jest głębsza, a Ty swoje. Gdyby zostawianie ludzi, bo coś przeszkadza było takie proste i oczywiste to nie byłoby 2/3 tematów na tym forum.
Odpowiadając na kilka zarzutów, na pewno nie wychowałem Sylwii i nie zmuszałem jej do niczego. Sama kiedyś poszła na cmentarz Anny i tam spotkała jej matkę, porozmawiały, zaprzyjaźniły się. Scenariusz trochę jak z filmów Almodovara, ja nie widzę w tym nic złego, wręcz przeciwnie podziwiam obie kobiety, że potrafiły się wybić ponad "standard", co jak widzę dla wielu jest wręcz niesmaczne.
Jest sporo prawdy w tym co pisze stokrotka88 jak i kosmiczny nick mimo przeciwnych stanowisk. Żadnych skrajności nie przyjmuję, a szczególnie takich że szukam tu poklasku. Jesteśmy normalną parą i spotkały nas zwykłe problemy życiowe. Oboje wcześniej byliśmy tylko po 1 razie w związkach gdzie mieszkaliśmy z partnerami dłużej. Poprzedni partner Sylwii był synkiem bogatych rodziców którzy bezkrytycznie uzupełniali mu konto każdego miesiąca i był przy tym chojny wobec niej. Dla mnie ważna jest praca a potem pieniądze, w takiej kolejności, i takie wartości przedstawiam Sylwii. Moja poprzednia partnerka Anna była skrajnie inną kobietą od Sylwii, raczej skromna i introwertyczna. Chciałem by moja nowa kobieta była inna by samemu nie wpaść w pułapkę podobieństw do Anny, ale nie spodziewałem się że to będzie kosztować mnie tyle pracy.
Zauważyłem jeszcze jedno ciekawe zjawisko u Sylwii. Jeszcze zanim kiedykolwiek zdążyłem wymówić lub zasugerować cokolwiek z własnych osiągnięć zarówno materialnych jak i niematerialnych Sylwia zawsze starała się udawać, że tego nie widzi. Nigdy nie powiedziała mi dobrego słowo, jakiegokolwiek cienia pochwały, tak jakby celowo starała się ignorować wszystkie moje sukcesy. A wiem że nie są to sprawy dla niej obojętne. I zastanawia mnie dlaczego tak robiła? Pewnie wiedziała, że w tej konfrontacji wyjdzie słabiej, ale czy przez taką ignorancję sama nie wytworzyła w nas pewnej rywalizacji?
Piotrze..
Krótko i na temat. Nie będę odnosić się do komentarzy jakichś krzykliwych kobiet. Dla mnie hipokryzją jest naskakiwanie na kogoś, kto po zapoznaniu sie z Twoim wpisem widzi część swojego życia i jednocześnie te same wrzeszczące osoby doradzaja Tobie co powinieneś zrobić.
Nie będę teoretyzować czy będzie dobrze w Twoim związku. Nie podniosłam nawet na Ciebie głosu. W Tobie widzę swojego długoletniego partnera. Myślę, że jesteś apodyktycznym przypadkiem mężczyzny. Wszystko musiałeś i musisz mieć ułożone. Wszystko ma być tak jak NALEŻY. Wpuść trochę na luz i pozwól na to, byście żyli ze sobą. Nie obok siebie.
Rozmowy w związku są MAGIĄ. Mają ogromną siłę przecierania szlaków. Nie zawsze muszą prowadzić do punktu, do którego zamierzamy dojść. Ale doprowadzają do jakiegoś konsensusu.
A tak na marginesie... NIE JESTEM FEMINISTKĄ ze śliną w kącikach ust z zacietrzewienia. Ponad połowa moich służbowych kontaktów dotyczy mężczyzn. I często lepiej się z nimi prowadzi dialog niż z kobietami. Mało która pani potrafi swoje osobiste frustracje zachować dla siebie.
112 2014-12-01 14:20:54 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-12-01 14:23:41)
Odpowiadając na kilka zarzutów, na pewno nie wychowałem Sylwii i nie zmuszałem jej do niczego. Sama kiedyś poszła na cmentarz Anny i tam spotkała jej matkę, porozmawiały, zaprzyjaźniły się. Scenariusz trochę jak z filmów Almodovara, ja nie widzę w tym nic złego, wręcz przeciwnie podziwiam obie kobiety, że potrafiły się wybić ponad "standard", co jak widzę dla wielu jest wręcz niesmaczne.
Jest sporo prawdy w tym co pisze stokrotka88 jak i kosmiczny nick mimo przeciwnych stanowisk. Żadnych skrajności nie przyjmuję, a szczególnie takich że szukam tu poklasku. Jesteśmy normalną parą i spotkały nas zwykłe problemy życiowe. Oboje wcześniej byliśmy tylko po 1 razie w związkach gdzie mieszkaliśmy z partnerami dłużej. Poprzedni partner Sylwii był synkiem bogatych rodziców którzy bezkrytycznie uzupełniali mu konto każdego miesiąca i był przy tym chojny wobec niej. Dla mnie ważna jest praca a potem pieniądze, w takiej kolejności, i takie wartości przedstawiam Sylwii. Moja poprzednia partnerka Anna była skrajnie inną kobietą od Sylwii, raczej skromna i introwertyczna. Chciałem by moja nowa kobieta była inna by samemu nie wpaść w pułapkę podobieństw do Anny, ale nie spodziewałem się że to będzie kosztować mnie tyle pracy.Zauważyłem jeszcze jedno ciekawe zjawisko u Sylwii. Jeszcze zanim kiedykolwiek zdążyłem wymówić lub zasugerować cokolwiek z własnych osiągnięć zarówno materialnych jak i niematerialnych Sylwia zawsze starała się udawać, że tego nie widzi. Nigdy nie powiedziała mi dobrego słowo, jakiegokolwiek cienia pochwały, tak jakby celowo starała się ignorować wszystkie moje sukcesy. A wiem że nie są to sprawy dla niej obojętne. I zastanawia mnie dlaczego tak robiła? Pewnie wiedziała, że w tej konfrontacji wyjdzie słabiej, ale czy przez taką ignorancję sama nie wytworzyła w nas pewnej rywalizacji?
znów to robisz,czytaj swoje ostatnie 4 zdania ,jestes chłopie NIEREFORMOWALNY
co do tego ze twoja partnerka poszla na cmentarz potem zaprzyjaznila sie z matka twojej ukochanej ,
nie udawaj ze nie wiesz czemu,żeby sie wreszcie TOBIE PRZYPODOBAĆ,żebyś wreszcie powiedział jej cos pozytywnego,wreszcie ja pochwalil,zastanowiles sie ty egoistyczny zapatrzony tylko w czubek wladnego nosa czlowieku ile JA MUSIŁO TO KOSZTOWAC,ile ? zlamales ja,najzwyczajniej w świecie,nigdy jej nie chwaliłes zawsze krytykowales strofowales,wiec musiala sie posunąć aż do tego zebys ja raczyl zaakceptować,bo wszystko inne jest w niej ,,na nie,,
Piotrze...
Tak sobie myślę... Ty chcesz swoją poprzednia partnerkę z powrotem. Jej już nie ma i nie będzie. Może jakaś jej cząstka za jakies 50 lat znajdzie sie w kimś, kto się narodzi, ale nie teraz.
Skąd masz pewność, że gdyby ona nadal była wśród żywych, byłaby chodzącym ideałem? Może zmęczyłaby sie Tobą. Może odkochała. Może... Może... Mnóstwo tych może mogło być.
chodzi o to zebyscie tak na niego nie naskakiwali, nawet jesli robi cos zle nie mozna zaraz wyskakiwac z tekstami :bo jest niereformowalny, bo wzial sobie mlodsza na wychowanie itp. jezu ludzie skad wy sie wzieliscie?? zamiast na spokojnie wylozyc swoj punkt widzenia wy prowadzicie jakas krucjate, tylko go nie ukamieniujcie
chodzi o to zebyscie tak na niego nie naskakiwali, nawet jesli robi cos zle nie mozna zaraz wyskakiwac z tekstami :bo jest niereformowalny, bo wzial sobie mlodsza na wychowanie itp. jezu ludzie skad wy sie wzieliscie?? zamiast na spokojnie wylozyc swoj punkt widzenia wy prowadzicie jakas krucjate, tylko go nie ukamieniujcie
Nikt nie zamierza tego robić... A na pewno nie ja. Ognia ogniem nie zwalczysz. To chyba wszyscy wiemy.
Piotr odsłonił nam rąbek własnego życia. Bo chciał. Czy liczył na pochwały? Cos mi mówi, że tego właśnie oczekiwał.
Wiem jak trudno jest znosić krytykę wobec swojej osoby. Tego nie nauczysz się inaczej jak przez licznie zasłyszane i odczytywane uwagi i opinie o sobie samym.
co do tego ze twoja partnerka poszla na cmentarz potem zaprzyjaznila sie z matka twojej ukochanej ,
nie udawaj ze nie wiesz czemu,żeby sie wreszcie TOBIE PRZYPODOBAĆ,żebyś wreszcie powiedział jej cos pozytywnego,wreszcie ja pochwalil,zastanowiles sie ty egoistyczny zapatrzony tylko w czubek wladnego nosa czlowieku ile JA MUSIŁO TO KOSZTOWAC,ile ? zlamales ja,najzwyczajniej w świecie,nigdy jej nie chwaliłes zawsze krytykowales strofowales,wiec musiala sie posunąć aż do tego zebys ja raczyl zaakceptować,bo wszystko inne jest w niej ,,na nie,,
Totalnie się z Tobą nie zgadzam, Sylwia to nie ten typ kobiety co by się chciała mi przypodobać. Sztuczność wyczułbym na sto kilometrów
Piotrze...
Tak sobie myślę... Ty chcesz swoją poprzednia partnerkę z powrotem. Jej już nie ma i nie będzie. Może jakaś jej cząstka za jakies 50 lat znajdzie sie w kimś, kto się narodzi, ale nie teraz.
Nie zgadzam się również. Anna to dla mnie zamknięty rozdział i nie idealizuję jej.
Fakty związane z Anną podałem wyłącznie dla zrozumienia szerszego kontekstu a wiele/u z Was bierze to mylnie za praprzyczynę wszystkich problemów. Moim zdaniem nie tędy droga. Nie jestem wdowcem budującym świątynie swojej byłej. Wiem że takie przypadki występują ale nie u mnie.
Chciałem by moja nowa kobieta była inna by samemu nie wpaść w pułapkę podobieństw do Anny, ale nie spodziewałem się że to będzie kosztować mnie tyle pracy.
Patrz, znowu to napisałeś
Nie, że będzie Cię to kosztować tyle wyrzeczeń, że nie spodziewałeś się, że skrajnie inny charakter nie będzie do Ciebie pasował, że napotkałeś w tym innym charakterze przeszkody dla Ciebie. Napisałeś, że to będzie kosztować Cię tyle pracy, co dla mnie jest jednoznaczne z: "strasznie ciężko ją wychować".
Nie zgadzam się również. Anna to dla mnie zamknięty rozdział i nie idealizuję jej.
Fakty związane z Anną podałem wyłącznie dla zrozumienia szerszego kontekstu a wiele/u z Was bierze to mylnie za praprzyczynę wszystkich problemów. Moim zdaniem nie tędy droga. Nie jestem wdowcem budującym świątynie swojej byłej. Wiem że takie przypadki występują ale nie u mnie.
W to nie uwierzę! Wiele razy sugerowałeś, jak to powinno być, odnosząc się do swoich poprzednich doświadczeń i poprzedniego związku, jak było, jak sobie rozwiązywaliście problemu przy butelce wina do rana itd. Dając tym samym do zrozumienia, że ten rozdział nie jest zamknięty, może tak sobie wmówiłeś na potrzeby rzeczywistości, w której żyjesz, ale to nie ma związku z prawdą.
Przez wiele Twoich słów obraz Anny, może nie dosłownie, ale się przebijał. Ja to widzę, a i Sylwia z pewnością to czuła (stąd może jej stanowcze zachowania dwa lata temu). Temat może przygasł u niej, pogodziła się ze swoją rolą, ale u Ciebie on ciągle jest obecny w postaci wizji związku jaki tworzyłeś z Anną, a nie z nią samą - może dlatego wydaje Ci się, że to zamknięty rozdział.
Musisz nauczyć się szanować swoją kobietę i być gotowy na stworzenie z nią czegoś innego. Całkiem możliwe, że najbardziej inspirujące rzeczy będą do Was docierać wcale nie na płaszczyźnie sporów (tak jak sugerujesz, że byś chciał), ale miłego, ciepłego śniadania o poranku.
Wracając jeszcze do tego co napisałeś o niechęci Sylwii do gloryfikowania Twoich zalet w obszarze posiadanych dóbr i certyfikatów. Dopuśc prosze do siebie możliwość, że są ludzie, którzy do spraw materialnych nie przywiązują tak dużej wagi jak Ty, wchodzac w związek myślą o wspólnocie, a nie ja daję to, a ona to - to już nie czasy wnoszenia posagu. Osobiście, zwyczajnie głupio by mi bylo powiedziec:" o mój Drogi jak to super, że masz mieszkanie i samochód, teraz moje zycie bedzie takie pieknie". O czym by to świadczylo...
Widzę, że chcesz ratować swój związek, ale musisz przestać być takim materialista!
Dziewczyny, te co tak Piotra bronią, ten wątek w ogóle nie ma żadnego związku z feminizmem- jakby tu bizneswoman z sukcesami pisała, narzekając na mało ambitnego, wiecznego studenta, lenia, jakiego sobie na narzeczonego wybrała i co z nim teraz zrobić, żeby się przepoczwarzył w wysokiej klasy specjalistę, goniącego za awansem, TO TEZ BYM JEJ TO SAMO NAPISAŁA: że ludzi się na własne widzimisię nie da zmieniać.
I tu też nie chodzi o to, że COS mu w partnerce nie pasuje (bo to normalne, że każdy ma jakieś wady), ale, że on jej kompletnie nie akceptuje- dosłownie nic w niej mu się nie podoba, więc ja nie za bardzo rozumiem jak się rozmawia z kimś, żeby przekonać go do zaprzestania bycia sobą
: "Kochanie byłoby nam cudownie, gdybyś tylko totalnie zmieniła swoją osobowość"???
Piotr, sorry, ale ciężko mi sobie wyobrazić, że Ci 5 (!!!) lat trzeba było, żeby uzmysłowić sobie, że jak wybrałeś model 180 stopni odmienny od własnego ideału, to będzie ciężko się dogadać. Do sklepu też idziesz kupić rower, a potem zastanawiasz się jak go w domu na auto przerobić? A może masz nadzieję, że mu silnik i cztery koła wyrosną? No bo co my Ci mamy niby doradzić- jak skutecznie stosować hipnozę, manipulację czy inne techniki prania mózgu, żeby przerobić kobietę A na kobietę B?
Dziewczyny, te co tak Piotra bronią, ten wątek w ogóle nie ma żadnego związku z feminizmem- jakby tu bizneswoman z sukcesami pisała, narzekając na mało ambitnego, wiecznego studenta, lenia, jakiego sobie na narzeczonego wybrała i co z nim teraz zrobić, żeby się przepoczwarzył w wysokiej klasy specjalistę, goniącego za awansem, TO TEZ BYM JEJ TO SAMO NAPISAŁA: że ludzi się na własne widzimisię nie da zmieniać.
I tu też nie chodzi o to, że COS mu w partnerce nie pasuje (bo to normalne, że każdy ma jakieś wady), ale, że on jej kompletnie nie akceptuje- dosłownie nic w niej mu się nie podoba, więc ja nie za bardzo rozumiem jak się rozmawia z kimś, żeby przekonać go do zaprzestania bycia sobą
: "Kochanie byłoby nam cudownie, gdybyś tylko totalnie zmieniła swoją osobowość"???
Piotr, sorry, ale ciężko mi sobie wyobrazić, że Ci 5 (!!!) lat trzeba było, żeby uzmysłowić sobie, że jak wybrałeś model 180 stopni odmienny od własnego ideału, to będzie ciężko się dogadać. Do sklepu też idziesz kupić rower, a potem zastanawiasz się jak go w domu na auto przerobić? A może masz nadzieję, że mu silnik i cztery koła wyrosną? No bo co my Ci mamy niby doradzić- jak skutecznie stosować hipnozę, manipulację czy inne techniki prania mózgu, żeby przerobić kobietę A na kobietę B?
Bardzo ciekawie się obserwuje różne punkty widzenia, ale chciałbym podkreslić jedną ważną rzecz.
Piszę tu o konkretnym problemie. Nie opisuje całej mojej relacji z kobietą bo byłoby to nieznośnie długie i bezcelowe. Nie opisuję też jej pozytywnych cech, nie dlatego że ich nie ma, ale dlatego że nie sposób pisać o wszystkim. Jeśli jesteśmy razem od 5 lat, mieszkamy i mamy dziecko to na litość boską chyba jasne jest że COŚ oprócz tego problemu nas łączy. I nigdy nie napisałem "że dosłownie nic mi się w niej nie podoba".
Jeśli sięgam po pomoc na tym forum to oznacza, że poszukuję rozwiązania i mi na nim zależy aby nie rozwalać rodziny. Gdyby ludzie się nie różnili, nie byłoby tego miejsca. Rozmawiamy o odcieniach szarości a nie o zamianie czarnego na białe?
I jeszcze dodam, że odkąd ruszyła ta dyskusja, w domu wyluzowałem, jestem milszy, pochwalę za jakiś drobiazg, zapytam o samopoczucie. I staję na głowie z wrażenia co się stało z moją kobietą - jakby dostała skrzydeł ![]()
Piotr, to napisz nam w takim razie co cenisz w swojej kobiecie, czym Ci imponuje, dlaczego chcesz z nią być?
...I jeszcze dodam, że odkąd ruszyła ta dyskusja, w domu wyluzowałem, jestem milszy, pochwalę za jakiś drobiazg, zapytam o samopoczucie. I staję na głowie z wrażenia co się stało z moją kobietą - jakby dostała skrzydeł
Jeśli jest rzeczywiście tak jak teraz napisałeś - to chyba warto było poczytać trochę ...emocjonalnych wypowiedzi i coś (przecież to tak niewiele...) zmienić ![]()
Widząc pozytywne skutki zmiany nastawienia postaraj się to utrwalić, a może zaczniecie zupełnie nowy, lepszy etap wspólnego (wreszcie!) życia.
Powodzenia...
123 2014-12-01 20:52:19 Ostatnio edytowany przez stokrotka88 (2014-12-01 23:56:40)
chodzi o to zebyscie tak na niego nie naskakiwali, nawet jesli robi cos zle nie mozna zaraz wyskakiwac z tekstami :bo jest niereformowalny, bo wzial sobie mlodsza na wychowanie itp. jezu ludzie skad wy sie wzieliscie?? zamiast na spokojnie wylozyc swoj punkt widzenia wy prowadzicie jakas krucjate, tylko go nie ukamieniujcie
A ja uważam, że Piotr większość rzeczy robi właśnie dobrze.
Bez końca głaskać kogoś i mu przytakiwać mimo błędów, mimo pasywnej postawy wobec partnera, wspólnego życia, czy dziecka (bo chyba nie przejmuje się zbytnio jego przyszłością, skoro nawet studiów nie chce jej się obronić na poziomie licencjata) - bo przecież trzeba akceptować człowieka takim jaki jest - to chyba nie prowadzi do niczego.
Tylko to wszystko odbywa się zdecydowanie za późno.
Ja nie zmienię zdania, że Ona jest typem księżniczki, a Piotr jest w związku tą osobą, która stara się i walczy - tak jak potrafi.
Zresztą nie...zjedzcie mnie tu...ale co to za baba, CO TO ZA MATKA, której nie chce się gotować dla własnego dziecka, której nie chce się wysprzątać mieszkania dla własnego dziecka??? No nie, nie, nie...taka kobieta jest u mnie przegrana.
Wiesz Piotrze, przypomniała mi się taka anegdota, kiedy to ja sama jakiś czas temu poprosiłam tutaj o pomoc, pod jakimś innym nickiem, którego już nawet nie pamiętam. W każdym razie..sytuacja miała się tak - wtedy jeszcze, mój chłopak, potraktował mnie w ten sposób, ze zostawił mnie samą w środku nocy w całkiem obcym mieście, bez komórki, bez pieniędzy - ponieważ usiadłam metr od niego, gdyż wydzierał się na mnie wniebogłosy za to, że otworzyłam zmarzniętemu zwierzęciu drzwi od klatki. A jemu samemu było zimno i nie chciało mu się 5 sekund zaczekać (w drodze na przystanek autobusowy). Tak mnie obrażał, że bez słowa usiadłam na przystanku po drugiej stronie (czekaliśmy na nocny autobus). Zostawił mnie tam całkiem samą. Musiałam jakieś 5 kilometrów wracać sama w środku nocy w szpilkach do domu. Moje pytanie do ludzi z forum brzmiało, czy jego zachowanie można jakoś wytłumaczyć. Wtedy wszyscy z wyjątkiem jakiś 2 osób wmówiły mi, że to moja wina, bo strzeliłam "fochem". No i ja oczywiście uwierzyłam, strasznie się obwiniałam i go tak w tym związku "głaskałam po główce"...w końcu skoro tyle osób mówiło, że to moja wina, to musiało tak być. Ten człowiek wykorzystał w efekcie moją dobroć maksymalnie, strasznie źle mnie potraktował, nawet mnie okradł. A ja straciłam wtedy przez te "dobre rady" swoją czujność. I m.in. dlatego mógł ze mną to wszystko zrobić.
Dlatego naprawdę skorzystaj z porad profesjonalnego psychologa, jeżeli faktycznie szukasz pomocy, a nie pogawędek, gdyż osoby, które tutaj najwięcej się przekrzykują często racji nie mają. Na tym forum są głównie ludzie, których spotkało w życiu coś złego, które same popełniały błędy, chcą pomóc, ale czy rzeczywiście zawsze potrafią?
Bez końca głaskać kogoś i mu przytakiwać mimo błędów, mimo pasywnej postawy wobec partnera, wspólnego życia, czy dziecka (bo chyba nie przejmuje się zbytnio jego przyszłością, skoro nawet studiów nie chce jej się obronić na poziomie licencjata) - bo przecież trzeba akceptować człowieka takim jaki jest - to chyba nie prowadzi do niczego.
Tylko to wszystko odbywa się zdecydowanie za późno.
Ja nie zmienię zdania, że Ona jest typem księżniczki, a Piotr jest w związku tą osobą, która stara się i walczy - tak jak potrafi.
To nie jej zależy na skończeniu licencjatu, ale jemu. A może jest jakieś państwowe prawo co mówi, że takowy trzeba skończyć? Pomijając to, że jakbym była wbijana w glebę jak Sylwia, codziennie, przez partnera perfekcjonistę, to chyba by mi się odechciało, bo to jak rywalizowanie z kryształowym ideałem- nie do wygrania.
Prawda jest taka, że są różnymi ludźmi z różnymi priorytetami. I tego Autor nie chce przyjąć do wiadomości, bo uważa, że tylko jego punkt widzenia jest istotny.
A nie mówiłam...
No chyba, że troll.
Ech, nie troll, a facet z niesamowicie wąskim horyzontem, kończącym się na czubku nosa.
127 2014-12-01 21:55:31 Ostatnio edytowany przez kasia2303 (2014-12-01 21:57:52)
kasia2303 napisał/a:Bez końca głaskać kogoś i mu przytakiwać mimo błędów, mimo pasywnej postawy wobec partnera, wspólnego życia, czy dziecka (bo chyba nie przejmuje się zbytnio jego przyszłością, skoro nawet studiów nie chce jej się obronić na poziomie licencjata) - bo przecież trzeba akceptować człowieka takim jaki jest - to chyba nie prowadzi do niczego.
Tylko to wszystko odbywa się zdecydowanie za późno.
Ja nie zmienię zdania, że Ona jest typem księżniczki, a Piotr jest w związku tą osobą, która stara się i walczy - tak jak potrafi.To nie jej zależy na skończeniu licencjatu, ale jemu. A może jest jakieś państwowe prawo co mówi, że takowy trzeba skończyć? Pomijając to, że jakbym była wbijana w glebę jak Sylwia, codziennie, przez partnera perfekcjonistę, to chyba by mi się odechciało, bo to jak rywalizowanie z kryształowym ideałem- nie do wygrania.
Prawda jest taka, że są różnymi ludźmi z różnymi priorytetami. I tego Autor nie chce przyjąć do wiadomości, bo uważa, że tylko jego punkt widzenia jest istotny.
pragne zauwazyc ze nie sa to moje slowa tylko stokrotki 88!
Sorry, mój błąd.
...kiedy to ja sama jakiś czas temu poprosiłam tutaj o pomoc, pod jakimś innym nickiem, którego już nawet nie pamiętam...
...Dlatego naprawdę skorzystaj z porad profesjonalnego psychologa, jeżeli faktycznie szukasz pomocy, a nie pogawędek, gdyż osoby, które tutaj najwięcej się przekrzykują często racji nie mają. Na tym forum są głównie ludzie, których spotkało w życiu coś złego, które same popełniały błędy, chcą pomóc, ale czy rzeczywiście zawsze potrafią?
Chyba kojarzę tamten wątek, lub bardzo podobny... Czy jesteś w stanie go poszukać? Ciekaw jestem, kto miał prawidłową wizję tamtej Twojej sytuacji...
Co do porad psychologa - jak najbardziej. Czasami jednak takie - jak tu - "kubły lodowatej wody" wylewane na głowe Autora daja też i pozytywne efekty: zaczyna wątpić w "swoja rację" i decyduje się na taką fachową pomoc
Jakby nie patrzeć - takie "pogawędki" czasem sa jednak pomocne...
Co do tego, ze udzielają sie tu osoby czymś juz doświadczone: uważasz, ze to takie osoby ...dyskredytuje? Może mam mylne spojrzenie, ale dla mnie to właśnie owe zyciowe przejścia i doswiadczenia dają takim osobom wszelkie podstawy do w miarę trzeźwej, wnikliwej (ba! nawet przenikliwej) oceny i "coś" dajacej wypowiedzi. Jak wyglądałoby to Forum, te wszystkie wątki, gdyby wypowiadały sie tu osoby o psychice i doświadczeniach gimnazjalistów (nie umniejszajac wspomnianym)? Jaki poziom, jaką wartość miałyby tu rady osób, które NICZEGO W ŻYCIU NIE DOŚWIADCZYŁY?
Zgadzam się, że często ta pomoc jest nazbyt ...gorliwa, ale wypada tu też brać pod uwagę emocje, które chyba cechują kazdego człowieka, czyz nie? To, że jedni nad nimi panują, a inni nie to juz inna bajka...
Zresztą nie...zjedzcie mnie tu...ale co to za baba, CO TO ZA MATKA, której nie chce się gotować dla własnego dziecka, której nie chce się wysprzątać mieszkania dla własnego dziecka??? No nie, nie, nie...taka kobieta jest u mnie przegrana.
Zacytuj proszę fragment, w którym Piotr pisze, że dziecko chodzi głodne i matka go nie karmi. Że w domu jest syf i malaria i zaraza się szerzy.
Ja jedynie wyczytałam, że nie ma błysku w domu jak on wraca z pracy i czasami nie ma obiadu, tyle.