netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczylam swoje zycie

3 038 odpowiedzi418 646 wyświetleńzałożony przez kroteczka, 12.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 391 do 455 z 3 039 ]

391 Ostatnio edytowany przez maga81 (2014-12-01 14:17:37)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

aie to są słowa kroteczki...ona ciągle o kochanku..dla niego znalazła czas na numerek...a w weekendy będąc z dziećmi to tęskniła za kochankiem za jego dotykiem i takie tam...wiec tak robi matka?malując z dziećmi obrazki myślami była daleko daleko...z nim

też proponowałam żeby odeszła od męza skoro go niekocha...poco sie zadręcza...a dzieci są małę wiec chyba z czasem zrozumieja postępowanie mamusi

tylko do kroteczki właśnie zaczyna docierać to do czego ona mu służyła...a to napewno nie była miłość z jego strony

392

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kroteczko, czy byłaś u jakiegoś lekarza? Jeśli nie, polecam. Może przyda Cię się pomoc psychologa lub psychiatry. Może również warto się zastanowić nad wspólną terapią z mężem. Jeśli widzisz cień szansy na przetrwanie Twojego związku, podejdź do tej próby uczciwie, nie zmuszając się do niczego. Jeśli wierzysz, że może się udać, zrób to. Jeśli jednak nie widzisz sensu pozostania w tej relacji - odejdź. Pozwól jemu też żyć. Tak się nie da.

Podsumowując wszystkie moje posty. Życie różnie się układa, przez lata kształtujemy swój charakter, robimy wiele rzeczy, które z perspektywy czasu mogły wyjść nam lepiej lub gorzej. Ale każdy z nas żyje tylko raz. I albo będziemy szczęśliwy albo nie. Wszystko zależy od nas samych. Tak samo nasze połówki nie powinny uzależniać swojego szczęścia od nas. Każdy ma swój los w swoich rękach i to od nas zależy jak będziemy żyć.

393 Ostatnio edytowany przez slońce1 (2014-12-01 14:24:31)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
slońce1 napisał/a:

kroteczka, ja jestem mężatką która też chciała romansu z kimś - akurat on jest żonaty. I wcale nie patrzałam na niego jak na obiekt seksualny tylko i wyłącznie. Owszem... pożądanie jest ale nie o to mi chodzi.
Słuchasz wszystkich cennych rad zdradzonych ale pamiętaj, on wcale jak na obiekt seksualny tylko i wyłącznie nie musi na ciebie patrzeć. Słuchaj własnej siebie, własnej intuicji tak żebyś nie żałowała w życiu niczego.

Slonce ja na niego tak nie patrze, zależy mi na nim chcę żeby byl szczęśliwy,  zawsze tak było,  jak byliśmy przyjaciółmi też.
Ale on zawsze byl bardziej nastawiony na realizacje swoich pragnień seksualnych niż ja. Mi często wystarczaloby przytulanie, on ciągle myśli i mówi z podtekstem.
Właśnie słucham siebie i czuję że nie jestem szczęśliwa. Wolałabym żeby on to traktował bardziej platonicznie.
Widzę że ta strefa jest dla niego najważniejsza choć naprawdę długo czekał na to co chciał dostać.  Pewnie większość by odpuścila. Teraz jednak wcale mnie to nie pociesza.

Teraz czuję ze go kocham i nienawidzę jednocześnie.

ja nie mówię że ty tak na niego patrzysz -  jak na obiekt seksualny. Już dawno zauważyłam że czujesz coś do niego.
Chodzi mi o to że wg ciebie to on patrzy na ciebie tylko pod względem seksualnym, a MOŻE TAK NIE JEST.
Tego się nie przekonasz milcząc. Olewając go, tym bardziej że razem pracujecie. Rozmowa kobieto póki jeszcze jest czas, potem będzie już za późno.

Jeśli odejdziesz w ten sposób jak teraz to robisz to prawdopodobnie na 99 % będziesz tego w przyszłości żałować.
Skoro czujesz coś do niego to porozmawiaj z nim tak żebyś przynajmniej była z nim na stopie przyjacielskiej. Nie mówię żebyś od razu mówiła mu jak bardzo go kochasz, ale przynajmniej postaraj się tą przyjaźń na nowo odbudować.
Wtedy będziesz szczęśliwsza.

Ja też chodziłam do psychologów, na terapie żeby o kimś zapomnieć, ale to nic nie pomogło. Nawet chciałam iść na terapię małżeńską przy kościele z mężem, ale w końcu do tego nie doszło. Szukałam pomocy, nie udało się. Dziś myślę o tym KIMŚ i tyle. Tak już zostanie. A on nawet nie ma zielonego pojęcia. I tak jakoś sobie żyję. Przykładna żona i matka w domu a moje myśli........... kocham męża ale on nie jest jedyny w moim pokręconym życiu.

394

Odp: Zniszczylam swoje zycie
slońce1 napisał/a:
kroteczka napisał/a:
slońce1 napisał/a:

kroteczka, ja jestem mężatką która też chciała romansu z kimś - akurat on jest żonaty. I wcale nie patrzałam na niego jak na obiekt seksualny tylko i wyłącznie. Owszem... pożądanie jest ale nie o to mi chodzi.
Słuchasz wszystkich cennych rad zdradzonych ale pamiętaj, on wcale jak na obiekt seksualny tylko i wyłącznie nie musi na ciebie patrzeć. Słuchaj własnej siebie, własnej intuicji tak żebyś nie żałowała w życiu niczego.

Slonce ja na niego tak nie patrze, zależy mi na nim chcę żeby byl szczęśliwy,  zawsze tak było,  jak byliśmy przyjaciółmi też.
Ale on zawsze byl bardziej nastawiony na realizacje swoich pragnień seksualnych niż ja. Mi często wystarczaloby przytulanie, on ciągle myśli i mówi z podtekstem.
Właśnie słucham siebie i czuję że nie jestem szczęśliwa. Wolałabym żeby on to traktował bardziej platonicznie.
Widzę że ta strefa jest dla niego najważniejsza choć naprawdę długo czekał na to co chciał dostać.  Pewnie większość by odpuścila. Teraz jednak wcale mnie to nie pociesza.

Teraz czuję ze go kocham i nienawidzę jednocześnie.

ja nie mówię że ty tak na niego patrzysz -  jak na obiekt seksualny. Już dawno zauważyłam że czujesz coś do niego.
Chodzi mi o to że wg ciebie to on patrzy na ciebie tylko pod względem seksualnym, a MOŻE TAK NIE JEST.
Tego się nie przekonasz milcząc. Olewając go, tym bardziej że razem pracujecie. Rozmowa kobieto póki jeszcze jest czas, potem będzie już za późno.

Jeśli odejdziesz w ten sposób jak teraz to robisz to prawdopodobnie na 99 % będziesz tego w przyszłości żałować.
Skoro czujesz coś do niego to porozmawiaj z nim tak żebyś przynajmniej była z nim na stopie przyjacielskiej. Nie mówię żebyś od razu mówiła mu jak bardzo go kochasz, ale przynajmniej postaraj się tą przyjaźń na nowo odbudować.
Wtedy będziesz szczęśliwsza.

Ja też chodziłam do psychologów, na terapie żeby o kimś zapomnieć, ale to nic nie pomogło. Nawet chciałam iść na terapię małżeńską przy kościele z mężem, ale w końcu do tego nie doszło. Szukałam pomocy, nie udało się. Dziś myślę o tym KIMŚ i tyle. Tak już zostanie. A on nawet nie ma zielonego pojęcia. I tak jakoś sobie żyję. Przykładna żona i matka w domu a moje myśli........... kocham męża ale on nie jest jedyny w moim pokręconym życiu.

Smutno, mi ... bo w Twoich słowach odnajduję siebie
a  z kroteczki postępowanie, my też się rozstalismy bez słowa....

395

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Piszę to w kontekście zarzutów do osoby zdradzającej. Oczywiście, zaraz napiszecie, że trzeba było rozmawiać, wyjaśniać, iść na kompromisy, lub odejść a nie zdradzać i oszukiwać. Ale może się tak zdarzyło, bo spotkało się kogoś , kogo się pokochało. Przy kim możemy wyobrazić sobie dalsze życie, odnalazło swoje szczęście? Napiszecie, trzeba było się powstrzymać, ale ile lat można się dusić? Czasem życie tak się układa, że nie ma się możliwości odejścia, a chwila spędzona przy kimś innym ( nie mówię o seksie itp) jest na wagę złota i szala zaczyna się przechylać...

Owieczko, nikt tu nie napisał że trzeba się było powstrzymywać, odmawiać sobie kropli życiodajnego szczęścia itd.
Jeśli jednak - jak to jest wielokrotnie definiowane - to jest takie wielkie szczęście, to jest spotkanie bratnich dusz i odnalezienie człowieka który został stworzony po to by być ze mną - to czy to wielkie szczęście nie zasługuje na szczerość i uczciwe możliwości dla jego rozwoju ?
Czy to szczęście w osobie jakiegoś tam człowieka (świadomie nie piszę kochanki czy kochanka) nie jest warte tego, żeby podejść do niego z czystą kartą, jak uczciwa osoba ?
Przecież pies pogrzebany jest tu, że wóz albo przewóz.
Jeśli spotykam człowieka, którego zaczynam darzyć uczuciem, jakie z założenia jest szczere, gorące, to pragnę dla niego - a nie dla siebie - wszystkiego co najlepsze.
Gdzie tu miejsce na kłamstwa, krętactwa ?
Jeśli to jest taka wielka miłość, to porozmawiam z mężem, podejmę decyzję o rozwodzie i wszelkie kroki prowadzące mnie do tego, żeby stać się dla mojego wybranka wolnym człowiekiem i dać wspólnemu szczęściu szansę w postaci czystej karty na przyszłość.

Jak mogłabym biadolić na swoje nieszczęście i świadomie pozostawać z niekochanym mężem w niechcianym przeze mnie życiu ?
Czy sypianie z mężem, to nie zdrada kochanka ?

Dla mnie taka sytuacja w której deklaruję gorące uczucie miłości do kochanka z którym łączą mnie stosunki intymne, jednoczesne dzielenie z niekochanym mężem całego życia, wielkich i małych spraw i również pożycia intymnego - to tak naprawdę potrójna zdrada. Zdradzam męża w takiej sytuacji. Tak samo zdradzam i kochanka.
Ale najbardziej zdradzam siebie.

396 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-12-01 14:51:21)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
slońce1 napisał/a:
kroteczka napisał/a:
slońce1 napisał/a:

kroteczka, ja jestem mężatką która też chciała romansu z kimś - akurat on jest żonaty. I wcale nie patrzałam na niego jak na obiekt seksualny tylko i wyłącznie. Owszem... pożądanie jest ale nie o to mi chodzi.
Słuchasz wszystkich cennych rad zdradzonych ale pamiętaj, on wcale jak na obiekt seksualny tylko i wyłącznie nie musi na ciebie patrzeć. Słuchaj własnej siebie, własnej intuicji tak żebyś nie żałowała w życiu niczego.

Slonce ja na niego tak nie patrze, zależy mi na nim chcę żeby byl szczęśliwy,  zawsze tak było,  jak byliśmy przyjaciółmi też.
Ale on zawsze byl bardziej nastawiony na realizacje swoich pragnień seksualnych niż ja. Mi często wystarczaloby przytulanie, on ciągle myśli i mówi z podtekstem.
Właśnie słucham siebie i czuję że nie jestem szczęśliwa. Wolałabym żeby on to traktował bardziej platonicznie.
Widzę że ta strefa jest dla niego najważniejsza choć naprawdę długo czekał na to co chciał dostać.  Pewnie większość by odpuścila. Teraz jednak wcale mnie to nie pociesza.

Teraz czuję ze go kocham i nienawidzę jednocześnie.

ja nie mówię że ty tak na niego patrzysz -  jak na obiekt seksualny. Już dawno zauważyłam że czujesz coś do niego.
Chodzi mi o to że wg ciebie to on patrzy na ciebie tylko pod względem seksualnym, a MOŻE TAK NIE JEST.
Tego się nie przekonasz milcząc. Olewając go, tym bardziej że razem pracujecie. Rozmowa kobieto póki jeszcze jest czas, potem będzie już za późno.

Jeśli odejdziesz w ten sposób jak teraz to robisz to prawdopodobnie na 99 % będziesz tego w przyszłości żałować.
Skoro czujesz coś do niego to porozmawiaj z nim tak żebyś przynajmniej była z nim na stopie przyjacielskiej. Nie mówię żebyś od razu mówiła mu jak bardzo go kochasz, ale przynajmniej postaraj się tą przyjaźń na nowo odbudować.
Wtedy będziesz szczęśliwsza.

Ja też chodziłam do psychologów, na terapie żeby o kimś zapomnieć, ale to nic nie pomogło. Nawet chciałam iść na terapię małżeńską przy kościele z mężem, ale w końcu do tego nie doszło. Szukałam pomocy, nie udało się. Dziś myślę o tym KIMŚ i tyle. Tak już zostanie. A on nawet nie ma zielonego pojęcia. I tak jakoś sobie żyję. Przykładna żona i matka w domu a moje myśli........... kocham męża ale on nie jest jedyny w moim pokręconym życiu.

Ja też uważam, że powinnaś z nim porozmawiać i to szybko.
Boisz się tej rozmowy. To zrozumiałe, zarówno ze względu na to, co chcesz mu powiedzieć, jak i na skutki tej rozmowy, zwłaszcza dla Ciebie.
Nie ma co jednak chować głowy w piasek, bo Słońce1 ma rację.
On będzie wiedział, że robisz to dla rodziny, Ty zaś prawdopodobnie usłyszysz z jego ust prawdę o nim samym. Ale porozmawiać trzeba.

Pozdrawiam

397

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:
slońce1 napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Slonce ja na niego tak nie patrze, zależy mi na nim chcę żeby byl szczęśliwy,  zawsze tak było,  jak byliśmy przyjaciółmi też.
Ale on zawsze byl bardziej nastawiony na realizacje swoich pragnień seksualnych niż ja. Mi często wystarczaloby przytulanie, on ciągle myśli i mówi z podtekstem.
Właśnie słucham siebie i czuję że nie jestem szczęśliwa. Wolałabym żeby on to traktował bardziej platonicznie.
Widzę że ta strefa jest dla niego najważniejsza choć naprawdę długo czekał na to co chciał dostać.  Pewnie większość by odpuścila. Teraz jednak wcale mnie to nie pociesza.

Teraz czuję ze go kocham i nienawidzę jednocześnie.

ja nie mówię że ty tak na niego patrzysz -  jak na obiekt seksualny. Już dawno zauważyłam że czujesz coś do niego.
Chodzi mi o to że wg ciebie to on patrzy na ciebie tylko pod względem seksualnym, a MOŻE TAK NIE JEST.
Tego się nie przekonasz milcząc. Olewając go, tym bardziej że razem pracujecie. Rozmowa kobieto póki jeszcze jest czas, potem będzie już za późno.

Jeśli odejdziesz w ten sposób jak teraz to robisz to prawdopodobnie na 99 % będziesz tego w przyszłości żałować.
Skoro czujesz coś do niego to porozmawiaj z nim tak żebyś przynajmniej była z nim na stopie przyjacielskiej. Nie mówię żebyś od razu mówiła mu jak bardzo go kochasz, ale przynajmniej postaraj się tą przyjaźń na nowo odbudować.
Wtedy będziesz szczęśliwsza.

Ja też chodziłam do psychologów, na terapie żeby o kimś zapomnieć, ale to nic nie pomogło. Nawet chciałam iść na terapię małżeńską przy kościele z mężem, ale w końcu do tego nie doszło. Szukałam pomocy, nie udało się. Dziś myślę o tym KIMŚ i tyle. Tak już zostanie. A on nawet nie ma zielonego pojęcia. I tak jakoś sobie żyję. Przykładna żona i matka w domu a moje myśli........... kocham męża ale on nie jest jedyny w moim pokręconym życiu.

Ja też uważam, że powinnaś z nim porozmawiać i to szybko.
Boisz się tej rozmowy. To zrozumiałe, zarówno ze względu na to, co chcesz mu powiedzieć, jak i na skutki tej rozmowy, zwłaszcza dla Ciebie.
Nie ma co jednak chować głowy w piasek, bo Słońce1 ma rację.
On będzie wiedział, że robisz to dla rodziny, Ty zaś prawdopodobnie usłyszysz z jego ust prawdę o nim samym. Ale porozmawiać trzeba.

Pozdrawiam

az nie wierze że ktoś mnie poparł, bo jestem tu chyba potępiona na tym forum bo myślę o innym wink

398 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-03-18 17:10:39)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

....on zawsze byl bardziej nastawiony na realizacje swoich pragnień seksualnych niż ja. Mi często wystarczaloby przytulanie, on ciągle myśli i mówi z podtekstem.
Właśnie słucham siebie i czuję że nie jestem szczęśliwa. Wolałabym żeby on to traktował bardziej platonicznie.
Widzę że ta strefa jest dla niego najważniejsza..

Excop napisał/a:

On będzie wiedział, że robisz to dla rodziny, Ty zaś prawdopodobnie usłyszysz z jego ust prawdę o nim samym.

Sądzę, że nie. Usłyszy zupełnie co innego.
Polecam dokładnie jeszcze raz to co autorka napisała.
Ona wyraźnie podaje, że nadają na różnych falach. To wg mnie klasyczne wykorzystywanie.
on zawsze byl bardziej nastawiony na realizacje swoich pragnień seksualnych niż ja... on ciągle myśli i mówi z podtekstem[/color] vs. Mi często wystarczaloby przytulanie
Wolałabym żeby on to traktował bardziej platonicznie... vs. Widzę że ta strefa jest dla niego najważniejsza

Z tego co autorka pisała w "normalnym", "sexualnym" czasie traktował ją przedmiotowo, a wyłącznie w momencie zagrożenia starał się, traktował ją jak podmiot i szybko odzyskiwał.
Sądzę, że padnie zdanie w stylu "przecież wiesz co do Ciebie czuję" lub "wiesz, że mi zależy" .... itp.
Ten typ tak ma. Uważam, że on sadzi, że skoro ma łanię w pracy, szybkie numerki gdy de facto tylko zechce, po co ma z tego rezygnować, a że jej psychika siada ? Co z tego ? Do czasu aż będzie to wymagało od niego prawdziwego zaangażowania bądź poświęcenia czegoś. Wtedy da kroteczce kopa w d..e i znajdzie się inna. W tej naturze nie ma próżni.

399 Ostatnio edytowany przez kroteczka (2014-12-01 15:55:55)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bullet napisał/a:
kroteczka napisał/a:

....on zawsze byl bardziej nastawiony na realizacje swoich pragnień seksualnych niż ja. Mi często wystarczaloby przytulanie, on ciągle myśli i mówi z podtekstem.
Właśnie słucham siebie i czuję że nie jestem szczęśliwa. Wolałabym żeby on to traktował bardziej platonicznie.
Widzę że ta strefa jest dla niego najważniejsza..

Excop napisał/a:

On będzie wiedział, że robisz to dla rodziny, Ty zaś prawdopodobnie usłyszysz z jego ust prawdę o nim samym.

Sądzę, że nie. Usłyszy zupełnie co innego.
Polecam dokładnie jeszcze raz to co autorka napisała.
Ona wyraźnie podaje, że nadają na różnych falach. To wg mnie klasyczne wykorzystywanie.
on zawsze byl bardziej nastawiony na realizacje swoich pragnień seksualnych niż ja... on ciągle myśli i mówi z podtekstem vs. Mi często wystarczaloby przytulanie
Wolałabym żeby on to traktował bardziej platonicznie... vs. Widzę że ta strefa jest dla niego najważniejsza

Z tego co autorka pisała w "normalnym", "sexualnym" czasie traktował ją przedmiotowo, a wyłącznie w momencie zagrożenia starał się, traktował ją jak podmiot i szybko odzyskiwał.
Sądzę, że padnie zdanie w stylu "przecież wiesz co do Ciebie czuję" lub "wiesz, że mi zależy" .... itp.
Ten typ tak ma. Uważam, że on sadzi, że skoro ma łanię w pracy, szybkie numerki gdy de facto tylko zechce, po co ma z tego rezygnować, a że jej psychika siada ? Co z tego ? Do czasu aż będzie to wymagało od niego prawdziwego zaangażowania bądź poświęcenia czegoś. Wtedy da kroteczce kopa w d..e i znajdzie się inna. W tej naturze nie ma próżni.

Bullet to nie tak że nie nadajemy na tych samych falach. Jesteśmy bardzo podobni , jak "bratnie dusze" jakkolwiek to glupio brzmi. Mamy te same marzenia, śmiejemy się z tych samych rzeczy. On dlugo byl tylko moim przyjacielem kilka lat. Oczywiście często ze mną flirtowal. Ja to zbywalam śmiałam się z tego. Nie czytales chyba tego co napisalam wcześniej.
Jednak na pewno bardziej mu zależy na seksie niz mi.

400 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2014-12-01 16:06:56)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

a tak jeszcze prosciej mowiac.

tak, po chlopsku - na logike kurna!!

JESLi mam z kims SUPER relacje, jak BRATNIE dusze Kroteczko, jak PRZYJACIELE, jezeli czuje sie bezpiecznie z tym kims, bo wiem ze mu zalezy (a Ty to wszystko piszesz o swoim panu) - no to co robie???

po pierwsze i przede wszystkim - rozmawiam. Moza pogadac, wyrazic co sie czuje, czego sie boje, co mnie dreczy itd.... i wtedy moglabys myslec ewentualnie tu na forum co dalej, w zaleznosci od tego jak potoczylaby sie rozmowa.

Ale co?? NIE. TY SIE BOISZ. boisz sie nawet z nim porozmawiac?! Wiesz o czym to swiadczy?? Przepraszam, ale tam nie ma przyjazni, troski czy czegokolwiek uczuciopodbnego. Tam jest seks i pozadanie - w to nie watpie.

Kroteczko - ja w swoim zwiazku jak mam problem to ide i po prostu mowie facetowi. Sluchaj...... jest tak i tak.... Czasem mnie zrozumie lepiej, czasem gorzej. Czasem sie poklocimy, czasem dojdziemy do porozoumienia szybciej, czasem wolniej. Roznie bywa. Ale kurna jak mam problem, gryze sie z czymkolwiek (tak jak Ty od wielu jzu miesiecy) to ide i rozmawiam, bo tak wlasnie robia ludzie DOROSLI, ktorym na sobie NAPRAWDE ZALEZY i ktorzy sobie UFAJA, wiedza ze dostana pomoc i rade i rozwiazanie problemu bo przeciez 'patrzycie w tym samym kierunku, braterstwo dusz po prostu, chcecie na pewn oteg osamego'. W czy mwiec problem? Niech facet Cie otoczy opieka i wesprze i razem wymyslcie c odalej zrobic zeby byc szczesliwym, nie raniac az tak bardzo innych. Nie psize tego teraz ironicznie tylk ocalkiem pwoaznie no. JEsli kurna 2 doroslym ludziom na sobie naprawde tak zalezy n oto wezcie zesz porozmawiajcie, ustalcie cos i badzcie szczesliwi ale nie klamcie i nie nieszczcie zycia nadal innym,

tego wszystkiego niestety brakuje w Twojej relacji... smutne

401 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-12-01 16:05:34)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Bullet to nie tak że nie nadajemy na tych samych falach. Jesteśmy bardzo podobni , jak "bratnie dusze" jakkolwiek to glupio brzmi. Mamy te same marzenia, śmiejemy się z tych samych rzeczy. On dlugo byl tylko moim przyjacielem kilka lat. Oczywiście często ze mną flirtowal. Ja to zbywalam śmiałam się z tego. Nie czytales chyba tego co napisalam wcześniej.
Jednak na pewno bardziej mu zależy na seksie niz mi.

To co napisałaś przypomina mi inny wątek gdzie dziewczyna pisała, że ma przyjaciela, na którym jej zależy. Lecz ten klepie ją po tyłku, zagląda w dekolt itd. Jasne, ze ta przyjaźń doprowadzi do sexu wcześniej czy później. dziewczyna zdaje się to zrozumiała i obiecała pogonić gościa.
Twój Z robił to samo tylko w bardziej wysublimowany sposób i stało się to co się stało bo nie dostrzegłaś tej niewidzialnej granicy, której przekraczać nie wolno i spoza której raczej nie ma odwrotu. Patrząc na to z punktu widzenia męskiego wnioskuję tak jak napisałem: "Uważam, że on sadzi, że skoro ma łanię w pracy, szybkie numerki gdy de facto tylko zechce, po co ma z tego rezygnować, a że jej psychika siada ? Co z tego ? Do czasu aż będzie to wymagało od niego prawdziwego zaangażowania bądź poświęcenia czegoś. Wtedy da kroteczce kopa w d..e i znajdzie się inna. W tej naturze nie ma próżni"
Albo szybko pójdziesz do specjalisty albo złóż pozew i rozwiedź się z mężem. W przeciwnym razie się wykończysz.
Twojego małżeństwa już prawie nie ma.

402

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Przeciez byly rady ale jest zero refleksji.

A ja bym dal inna rade. Niech zaprosi kochanka do domu, przedstawi mezowi. Moze maz zgodzi sie na numerek we trojke, poda reke kochankowi i wszyscy bedziecie szczesliwi a autorka nie bedzie sie musiala ukrywac.

Ja poprosze jeszcze o szczegoly milosci czy gleboko wkladal, jak piescil, itp. Moze tam sa ukryte jakies szczegoly, ktore rozjasnia decyzyjnosc autorki, jakies elementy milosci, ktore robia z zony, matki kobiete, sprzedajaca swoje cialo za "milosc", gdzie zamiast pieniedzy sa slowa. To sa ogromne wartosci przeciez.

Serio, ta dyskusja tutaj nie ma sensu. Przekracza juz granice absurdu. Jest towarzyszeniem jakiejs kobiecie w jej romansie z zonatym facetem. Tak jakby pogladac kogos w ubikacji podczas oddawania ...

403

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Mozaika29 napisał/a:

I zaczęłam pomagać, co prawda nie głodującym dzieciom w Afryce, ale naszym polskim dzieciom smile I tym razem nie ograniczyłam się do dania pieniędzy, pieniądze dać jest łatwo jeśli samym nam ich nie brakuje. Ja poświęcam swój czas, swoją energię, uczę się pokory, empatii...I teraz wiem,że taka postawa daje o wiele więcej satysfakcji w życiu niż latanie za "motylkami". Fajnie jest nie czuć do siebie pogardy i móc o sobie myśleć,że jest się wartościowym człowiekiem a nie tylko egocentryczną amebą...

kroteczka w lustrze widzi nie kobietę dla której czuje pogardę... ona woli widzieć kobietę cierpiącą.
A cierpienie jak wiadomo "uszlachetnia".

Po raz trzeci piszę :
- zamiast cierpieć daj mężowi wolność, nie męcz go przebywaniem z oszustką, daj mu rozwód z Twojej winy.
Dzieciom oszczędź widoku "cierpiącej" matki i boku mężczyzny którego nie kocha, a jest z nim dla bo się dla nich "poświęca"
Idź do kochanka, daj dzieciom przykład pieknej, dozgonnej miłości.

I nie wmawiaj wszystkim dookoła, włącznie ze sobą, że chcesz dobra kogokolwiek innego niż siebie samej.
No... oprócz kochanka, którego dobra tak pragniesz, że masz w d[oo]pie męża, dzieci i cała rodzinę.
Zacznij wreszcie być szczera.
Najpierw wobec siebie, potem względem męża i dzieci, a na końcu kochanka.

Kochanek jest trzeci w kolejce do oczekiwań wobec Ciebie.
Najpierw załatw sprawę wobec tych wobec za których jesteś odpowiedzialna w pierwszym rzędzie:
1. mąż
2. dzieci.
dopiero potem kochanek.

Rozwiąż problem i a potem ciesz się swoim życiem.

404

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Secondo1 napisał/a:

Pitagoras, bieda, głod przeraża mnie nie tylko w Afryce, ale i tutaj w Polsce.
O ile w Polsce mogę w jakiś sposób włączyć się w pomoc tym osobom,
to przekazanie kilkunastu euro ze sprzedaży komputera do Afryki... niewiele lub nic nie zmieni.

I na tym właśnie polega różnica - działać tam gdzie mamy wpływ na zmianę, na lepsze.
Ty działasz na lepsze dla siebie, i jasno to deklarujesz
Nie aspirujesz przy tym do grona altruistów, dbających o uczucia innych nie stroisz się w piórka które nie są Twoje.
no i OK.

Przede wszystkim to nie jest wątek o tym czyje podejście jest lepsze.Jasne, wolałbym, żeby świat był piekny, a wszyscy szcześliwi.Serio.
Ale nie jest.
Coś mi się wydaje, że Krotka przed założeniem tego wątku nie raz słyszała, że zdradzanie męża jest be, zapewne obiło jej się o uszy, że sypianie z cudzym tez jest be.
Naprawdę, powtarzanie tego w co drugim poście jest bez sensu.Wyzwiska w zestawach z umoralniaczami również.
   A z resztą, co się będę rozpisywał i tak pewnie całą noc będziesz chodzić szukając bezdomnych narażonych na zamarznięcie.
Wszak to by ugodziło w czyjeś uczucia, jakby któryś zamarzł, więc trzeba działać, tam gdzie mam wpływ.Altruizm, czy po prostu truizm.

405

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Daj spokój Pitagoras .... nie trzeba słuchać, czytać o tym, że zabijanie jest złe, żeby tego nie robić ...
Nikt mi nie musi mówić, że nie należy kraść, bić, zdradzać po to, żebym nie chciała tego robić.

Chodzi o to, że po kobiecie w pewnym wieku, o pewnym statusie można spodziewać się jakichś zasad, przekonań, albo chociaż szczerości dla samej siebie.

406

Odp: Zniszczylam swoje zycie
IsaBella77 napisał/a:

Chodzi o to, że po kobiecie w pewnym wieku, o pewnym statusie można spodziewać się jakichś zasad, przekonań, albo chociaż szczerości dla samej siebie.

Izo, wszelkie zasady, przekonania itp. funkcjonują do pewnej granicy.Potem przestają.Kwestia dokręcenia śruby...

407

Odp: Zniszczylam swoje zycie
slońce1 napisał/a:
Excop napisał/a:
slońce1 napisał/a:

ja nie mówię że ty tak na niego patrzysz -  jak na obiekt seksualny. Już dawno zauważyłam że czujesz coś do niego.
Chodzi mi o to że wg ciebie to on patrzy na ciebie tylko pod względem seksualnym, a MOŻE TAK NIE JEST.
Tego się nie przekonasz milcząc. Olewając go, tym bardziej że razem pracujecie. Rozmowa kobieto póki jeszcze jest czas, potem będzie już za późno.

Jeśli odejdziesz w ten sposób jak teraz to robisz to prawdopodobnie na 99 % będziesz tego w przyszłości żałować.
Skoro czujesz coś do niego to porozmawiaj z nim tak żebyś przynajmniej była z nim na stopie przyjacielskiej. Nie mówię żebyś od razu mówiła mu jak bardzo go kochasz, ale przynajmniej postaraj się tą przyjaźń na nowo odbudować.
Wtedy będziesz szczęśliwsza.

Ja też chodziłam do psychologów, na terapie żeby o kimś zapomnieć, ale to nic nie pomogło. Nawet chciałam iść na terapię małżeńską przy kościele z mężem, ale w końcu do tego nie doszło. Szukałam pomocy, nie udało się. Dziś myślę o tym KIMŚ i tyle. Tak już zostanie. A on nawet nie ma zielonego pojęcia. I tak jakoś sobie żyję. Przykładna żona i matka w domu a moje myśli........... kocham męża ale on nie jest jedyny w moim pokręconym życiu.

Ja też uważam, że powinnaś z nim porozmawiać i to szybko.
Boisz się tej rozmowy. To zrozumiałe, zarówno ze względu na to, co chcesz mu powiedzieć, jak i na skutki tej rozmowy, zwłaszcza dla Ciebie.
Nie ma co jednak chować głowy w piasek, bo Słońce1 ma rację.
On będzie wiedział, że robisz to dla rodziny, Ty zaś prawdopodobnie usłyszysz z jego ust prawdę o nim samym. Ale porozmawiać trzeba.

Pozdrawiam

az nie wierze że ktoś mnie poparł, bo jestem tu chyba potępiona na tym forum bo myślę o innym wink

Dlaczego miałbym Cię potępiać?
Myśli o kimś, kogo darzy się uczuciem nie da się nagle wyłączyć.
Ważne, by nie przesłaniały tego, co jest tu i teraz.
A twierdzisz przecież, że męża również kochasz.
Emocjonalne rozdwojenie uwiera, bo partner nie jest tego świadom.
Tylko od Ciebie zależy, czy marzenia o tamtym nie zniszczą więzi z mężem. I tyle.

408

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Przykro mi Pit, ale nie jestem w stanie tego zrozumieć.
Jak mam zasadę, przekonanie takie, że nie zdradzam.
To co ? Jak mąż mi porządnie dokręci śrubę, unurzam się w nieszczęściu własnym, to zdradzę ?
Nie. Nie tędy droga.

409 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2014-12-01 19:27:26)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

To zależy gdzie jest w człowieku guzik włączający fascynację inną osobą. Jeśli wsród tego co podziwiam u innych jest umiejętność widzenia rzeczy jakimi są, a w sferze etycznej prymat nie czynienia się szczęśliwym przez krzywdę innych, to właściwie nie ma możliwości zdrady partnera, bo wystarczy popatrzeć potencjalnej "okazji" w oczy i po dwu sekundach wiemy o co chodzi. Tyle mogę powiedzieć na podstawie doświadczenia "w niezdradzaniu" większym zapewne niż kogokolwiek tutaj. Zdrada byłaby zawsze kompromisem z małą (subiektywną) wartością osoby, z którą to REALNIE byłoby możliwe.
Zaś co do sensowności wymiany opinii pomiędzy zdradzającymi a niezdradzającymi?
Może tak: doświadczenie przesuwające miejsce tego guzika "w głowie" [w KAŻDĄ stronę] musi być doświadczeniem realnym i bardzo bolesnym a nie li tylko literkami.
Wszelka edukacja jest działalnością z góry skazaną na niepowodzenie,i poza tymi nielicznymi jednostkami dla których w istocie jest zbędna, nie daje większych rezultatów. Może więc miałoby sens ustawienie się jedynie w gotowości do stawiania kropek nad "i", licząc też, że komuś uda się postawić taką kropkę mnie o ile będę w stanie to zauważyć.

410

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kiedysbylam napisał/a:

a tak jeszcze prosciej mowiac.

tak, po chlopsku - na logike kurna!!

JESLi mam z kims SUPER relacje, jak BRATNIE dusze Kroteczko, jak PRZYJACIELE, jezeli czuje sie bezpiecznie z tym kims, bo wiem ze mu zalezy (a Ty to wszystko piszesz o swoim panu) - no to co robie???

po pierwsze i przede wszystkim - rozmawiam. Moza pogadac, wyrazic co sie czuje, czego sie boje, co mnie dreczy itd.... i wtedy moglabys myslec ewentualnie tu na forum co dalej, w zaleznosci od tego jak potoczylaby sie rozmowa.

Ale co?? NIE. TY SIE BOISZ. boisz sie nawet z nim porozmawiac?! Wiesz o czym to swiadczy?? Przepraszam, ale tam nie ma przyjazni, troski czy czegokolwiek uczuciopodbnego. Tam jest seks i pozadanie - w to nie watpie.

Kroteczko - ja w swoim zwiazku jak mam problem to ide i po prostu mowie facetowi. Sluchaj...... jest tak i tak.... Czasem mnie zrozumie lepiej, czasem gorzej. Czasem sie poklocimy, czasem dojdziemy do porozoumienia szybciej, czasem wolniej. Roznie bywa. Ale kurna jak mam problem, gryze sie z czymkolwiek (tak jak Ty od wielu jzu miesiecy) to ide i rozmawiam, bo tak wlasnie robia ludzie DOROSLI, ktorym na sobie NAPRAWDE ZALEZY i ktorzy sobie UFAJA, wiedza ze dostana pomoc i rade i rozwiazanie problemu bo przeciez 'patrzycie w tym samym kierunku, braterstwo dusz po prostu, chcecie na pewn oteg osamego'. W czy mwiec problem? Niech facet Cie otoczy opieka i wesprze i razem wymyslcie c odalej zrobic zeby byc szczesliwym, nie raniac az tak bardzo innych. Nie psize tego teraz ironicznie tylk ocalkiem pwoaznie no. JEsli kurna 2 doroslym ludziom na sobie naprawde tak zalezy n oto wezcie zesz porozmawiajcie, ustalcie cos i badzcie szczesliwi ale nie klamcie i nie nieszczcie zycia nadal innym,

tego wszystkiego niestety brakuje w Twojej relacji... smutne

Ja niestety juz nie czuję się bezpiecznie przy nim. Nie mogę go juz nazwać moim przyjacielem.  Nie ufam mu już. 

Dzis przetrwalam dzielnie. Choc niestety nie pogadalam z nim. Nie mam ochoty.  Ale wiem że muszę dla siebie,  zeby zamknąć ten rozdział. 
Najpierw pójdę chyba do lekarza po jakieś leki bo inaczej może byc ze mną zle. Muszę sie znieczulic. Przez jakis czas pojadę na lekach a potem zapomnę.  Taki mam plan.

411

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bullet napisał/a:
kroteczka napisał/a:

....on zawsze byl bardziej nastawiony na realizacje swoich pragnień seksualnych niż ja. Mi często wystarczaloby przytulanie, on ciągle myśli i mówi z podtekstem.
Właśnie słucham siebie i czuję że nie jestem szczęśliwa. Wolałabym żeby on to traktował bardziej platonicznie.
Widzę że ta strefa jest dla niego najważniejsza..

Excop napisał/a:

On będzie wiedział, że robisz to dla rodziny, Ty zaś prawdopodobnie usłyszysz z jego ust prawdę o nim samym.

Sądzę, że nie. Usłyszy zupełnie co innego.
Polecam dokładnie jeszcze raz to co autorka napisała.
Ona wyraźnie podaje, że nadają na różnych falach. To wg mnie klasyczne wykorzystywanie.
on zawsze byl bardziej nastawiony na realizacje swoich pragnień seksualnych niż ja... on ciągle myśli i mówi z podtekstem vs. Mi często wystarczaloby przytulanie
Wolałabym żeby on to traktował bardziej platonicznie...
vs. Widzę że ta strefa jest dla niego najważniejsza


Z tego co autorka pisała w "normalnym", "sexualnym" czasie traktował ją przedmiotowo, a wyłącznie w momencie zagrożenia starał się, traktował ją jak podmiot i szybko odzyskiwał.
Sądzę, że padnie zdanie w stylu "przecież wiesz co do Ciebie czuję" lub "wiesz, że mi zależy" .... itp.
Ten typ tak ma. Uważam, że on sadzi, że skoro ma łanię w pracy, szybkie numerki gdy de facto tylko zechce, po co ma z tego rezygnować, a że jej psychika siada ? Co z tego ? Do czasu aż będzie to wymagało od niego prawdziwego zaangażowania bądź poświęcenia czegoś. Wtedy da kroteczce kopa w d..e i znajdzie się inna. W tej naturze nie ma próżni.

A cóż innego pisałem Kroteczce, gdy już wcześniej zaproponowałem jej, by porozmawiała z kochankiem?
Że innymi słowami?
Zacytowałeś mnie już dawno po tym, gdy wyraziłem przekonanie, że kochanek jej słowa o konieczności zakończenia romansu odbierze, jako żądanie od niego deklaracji rozwodu z żoną.
Wówczas Kroteczka dowie się, kim on jest tak naprawdę.
I nie będzie to miłe dla niej, jak mi się wydaje.

Ważniejszą kwestią jest, czy Kroteczka będzie konsekwentna w decyzji powrotu do męża.
I czy wystarczą jej dzieci i sentyment do tych kilkunastu lat wspólnego życia z nim, by spróbować odbudowy łączących ich kiedyś więzi.
Alternatywą jest tylko rozwód i samotne życie.

Pozdrawiam.

412

Odp: Zniszczylam swoje zycie

A czy on wie źe go kochasz?

413

Odp: Zniszczylam swoje zycie
daria1968 napisał/a:

A czy on wie źe go kochasz?

Nie wie, ale byc może to wyczuwa.

414

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:
bullet napisał/a:
kroteczka napisał/a:

....on zawsze byl bardziej nastawiony na realizacje swoich pragnień seksualnych niż ja. Mi często wystarczaloby przytulanie, on ciągle myśli i mówi z podtekstem.
Właśnie słucham siebie i czuję że nie jestem szczęśliwa. Wolałabym żeby on to traktował bardziej platonicznie.
Widzę że ta strefa jest dla niego najważniejsza..

Excop napisał/a:

On będzie wiedział, że robisz to dla rodziny, Ty zaś prawdopodobnie usłyszysz z jego ust prawdę o nim samym.

Sądzę, że nie. Usłyszy zupełnie co innego.
Polecam dokładnie jeszcze raz to co autorka napisała.
Ona wyraźnie podaje, że nadają na różnych falach. To wg mnie klasyczne wykorzystywanie.
on zawsze byl bardziej nastawiony na realizacje swoich pragnień seksualnych niż ja... on ciągle myśli i mówi z podtekstem vs. Mi często wystarczaloby przytulanie
Wolałabym żeby on to traktował bardziej platonicznie...
vs. Widzę że ta strefa jest dla niego najważniejsza


Z tego co autorka pisała w "normalnym", "sexualnym" czasie traktował ją przedmiotowo, a wyłącznie w momencie zagrożenia starał się, traktował ją jak podmiot i szybko odzyskiwał.
Sądzę, że padnie zdanie w stylu "przecież wiesz co do Ciebie czuję" lub "wiesz, że mi zależy" .... itp.
Ten typ tak ma. Uważam, że on sadzi, że skoro ma łanię w pracy, szybkie numerki gdy de facto tylko zechce, po co ma z tego rezygnować, a że jej psychika siada ? Co z tego ? Do czasu aż będzie to wymagało od niego prawdziwego zaangażowania bądź poświęcenia czegoś. Wtedy da kroteczce kopa w d..e i znajdzie się inna. W tej naturze nie ma próżni.

A cóż innego pisałem Kroteczce, gdy już wcześniej zaproponowałem jej, by porozmawiała z kochankiem?
Że innymi słowami?
Zacytowałeś mnie już dawno po tym, gdy wyraziłem przekonanie, że kochanek jej słowa o konieczności zakończenia romansu odbierze, jako żądanie od niego deklaracji rozwodu z żoną.
Wówczas Kroteczka dowie się, kim on jest tak naprawdę.
I nie będzie to miłe dla niej, jak mi się wydaje.

Ważniejszą kwestią jest, czy Kroteczka będzie konsekwentna w decyzji powrotu do męża.
I czy wystarczą jej dzieci i sentyment do tych kilkunastu lat wspólnego życia z nim, by spróbować odbudowy łączących ich kiedyś więzi.
Alternatywą jest tylko rozwód i samotne życie.

Pozdrawiam.

Excop co to znaczy "dowie się kim on naprawdę jest"? Tzn ile dla niego znacze?

Postanowilam ze nie będę juz zdradzac i tego się trzymam. Chcialabym odbudowac małżeństwo ale nie wiem czy jest to możliwe odkąd wiem ile namiętności moze byc między kobietą a mężczyzną. 
"Alternatywą jest rozwod i samotne życie" - pewnie tak , na pewno jeśli mąż bedzie chciał.  A co będzie ze mną zobaczymy.    Mam kilku kolegów którzy otwarcie deklarują że jesli tylko bym sie rozwodzila ... ;-) - żartuję oczywiście.

415 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-12-01 22:47:02)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
daria1968 napisał/a:

A czy on wie źe go kochasz?

Nie wie, ale byc może to wyczuwa.

Oczywiście, że wyczuwa.
Myślę, że jest nawet tego pewien.

Ja już jakiś czas przed wyznaniem mojej kochanki czułem, że z jej strony to już nie tylko pożądanie.
Zmieniło się jej zachowanie.
Nie mniej ważne od seksu stały się dla niej rozmowy, samo przebywanie ze mną, przytulanki.

I to, niestety, daje mu przewagę nad Tobą, jeśli mam rację, co do jego głównego celu adoracji Twojej osoby.
A nie wątpię, że ją mam.


Ps. Odpowiadając na Twoje pytanie z poprzedniego postu, odpowiadam:
Tak, niestety, tak.

Pozdrawiam.

416 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-12-01 22:24:32)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

To może skoro masz kilku kolegów, to nie ograniczaj się do tego jednego...

Spotęgujesz w ten sposób odczucia zmysłowe, które w chwili obecnej stały się number one na Twojej top liście. A może w ogóle spróbuj opcji "wespół w zespół" - to musi być dopiero jazda!!! Oczywiście żartuję.

417

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Mądra to Ty nie jesteś. Dotąd byłaś tylko głupia. Ale przyjdzie czas, że będziesz nie tylko głupia ale i samotna. Dzieci myślą i jak dorosną będą miały zaniżoną wartość z wiedzą, że ich matka była puszczadłem bez honoru... Ludzie, szczęście moje ponad innych? Każdy kto tak myśli jest skończonym idiotą bo szczęście własne budowane na nieszczęściu innych to chore szczęście które zawsze obraca się w nicość.

418

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:

To może skoro masz kilku kolegów, to nie ograniczaj się do tego jednego...

Spotęgujesz w ten sposób odczucia zmysłowe, które w chwili obecnej stały się number one na Twojej top liście. A może w ogóle spróbuj opcji "wespół w zespół" - to musi być dopiero jazda!!! Oczywiście żartuję.

Nie no ci inni mnie nie kręcą ;-)
Cieszę się że żartujesz. Widzisz ja próbuje jeszcze przez łzy sie uśmiechać.  Mam bardzo wesołe usposobienie i pomimo że jestem w dole totalnym to jednak nadal czasem się usmiechne.

419

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:
kroteczka napisał/a:
daria1968 napisał/a:

A czy on wie źe go kochasz?

Nie wie, ale byc może to wyczuwa.

Oczywiście, że wyczuwa.
Myślę, że jest nawet tego pewien.

Ja już jakiś czas przed wyznaniem mojej kochanki czułem, że z jej strony to już nie tylko pożądanie.
Zmieniło się jej zachowanie.
Nie mniej ważne od seksu stały się dla niej rozmowy, samo przebywanie ze mną, przytulanki.

I to, niestety, daje mu przewagę nad Tobą, jeśli mam rację, co do jego głównego celu adoracji Twojej osoby.
A nie wątpię, że ją mam.



Pozdrawiam.

Excop i co zrobiłeś z tym wyznaniem?
My i tak głównie rozmawiamy bo widzimy sie ciagle w pracy. Akurat rozmawiac ze mna to on lubi. To juz raczej ja czasem się dystansuje i nie chce mi się gadac. Do zblizen dochodzi rzadko a nawet bardzo rzadko ze wzgledu na logistykę.  Nie jestem chyba typowa kochanka z ktora czas się spedza głównie w restauracjach i w łóżku.

A ty czules przewagę nad nia? Jak to bylo?

420 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-12-01 23:26:27)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Excop napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Nie wie, ale byc może to wyczuwa.

Oczywiście, że wyczuwa.
Myślę, że jest nawet tego pewien.

Ja już jakiś czas przed wyznaniem mojej kochanki czułem, że z jej strony to już nie tylko pożądanie.
Zmieniło się jej zachowanie.
Nie mniej ważne od seksu stały się dla niej rozmowy, samo przebywanie ze mną, przytulanki.

I to, niestety, daje mu przewagę nad Tobą, jeśli mam rację, co do jego głównego celu adoracji Twojej osoby.
A nie wątpię, że ją mam.



Pozdrawiam.

Excop i co zrobiłeś z tym wyznaniem?
My i tak głównie rozmawiamy bo widzimy sie ciagle w pracy. Akurat rozmawiac ze mna to on lubi. To juz raczej ja czasem się dystansuje i nie chce mi się gadac. Do zblizen dochodzi rzadko a nawet bardzo rzadko ze wzgledu na logistykę.  Nie jestem chyba typowa kochanka z ktora czas się spedza głównie w restauracjach i w łóżku.

A ty czules przewagę nad nia? Jak to bylo?

Oczywiście, że czułem przewagę.
Mogłem z nią zrobić co tylko chciałem.
Początkowo byłem dumny z siebie, że kocha się we mnie kolejna kobieta.
A Adonisem nie byłem i nie jestem, zapewniam.
Tyle, że nie chciałem tej przewagi wykorzystywać.

Nie wiem, czy pamiętasz, ale nawiązując z nią romans uprzedziłem ją, że chcę tylko seksu i związek emocjonalny mnie nie interesuje. Jej to odpowiadało, przynajmniej tak deklarowała.
Złamała "umowę", więc zerwałem z nią.

Fakt, że pracujecie razem i rozmawiacie może utrudniać percepcję niuansów zmian w zachowaniu, ale nie sądzę, że aż tak bardzo.
My byliśmy sąsiadami, więc widzieliśmy się i rozmawialiśmy codziennie.
Z każdym dniem, coraz dłużej chciała być ze mną, mimo, że także miała dzieci i nie jeden raz myślałem, co ona wciska mężowi, by wyjść na dłużej.
Takie rzeczy są nie do nie zauważenia, że jej relacja względem mnie zmienia się.

Pozdrawiam.

421

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:
kroteczka napisał/a:
Excop napisał/a:

Oczywiście, że wyczuwa.
Myślę, że jest nawet tego pewien.

Ja już jakiś czas przed wyznaniem mojej kochanki czułem, że z jej strony to już nie tylko pożądanie.
Zmieniło się jej zachowanie.
Nie mniej ważne od seksu stały się dla niej rozmowy, samo przebywanie ze mną, przytulanki.

I to, niestety, daje mu przewagę nad Tobą, jeśli mam rację, co do jego głównego celu adoracji Twojej osoby.
A nie wątpię, że ją mam.



Pozdrawiam.

Excop i co zrobiłeś z tym wyznaniem?
My i tak głównie rozmawiamy bo widzimy sie ciagle w pracy. Akurat rozmawiac ze mna to on lubi. To juz raczej ja czasem się dystansuje i nie chce mi się gadac. Do zblizen dochodzi rzadko a nawet bardzo rzadko ze wzgledu na logistykę.  Nie jestem chyba typowa kochanka z ktora czas się spedza głównie w restauracjach i w łóżku.

A ty czules przewagę nad nia? Jak to bylo?

Oczywiście, że czułem przewagę.
Mogłem z nią zrobić co tylko chciałem.
Początkowo byłem dumny z siebie, że kocha się we mnie kolejna kobieta.
A Adonisem nie byłem i nie jestem, zapewniam.
Tyle, że nie chciałem tej przewagi wykorzystywać.

Nie wiem, czy pamiętasz, ale nawiązując z nią romans uprzedziłem ją, że chcę tylko seksu i związek emocjonalny mnie nie interesuje. Jej to odpowiadało, przynajmniej tak deklarowała.
Złamała "umowę", więc zerwałem z nią.

Pozdrawiam.

Okrutny jesteś. Wyobrazam sobie jak się czuła.  U nas nie bylo zadnych deklaracji. Zadnego "to tylko seks" jesliby mi tak powiedział to nic by nie dostal. Może to czuł i dlatego tak nie mówił.  U nas to było zwieńczenie marzeń i wyobrazen które w nas tkwiły od lat. Chcieliśmy tego bardzo, chemia była (i jest) niesamowita. U nas jest głównie rozmowa o zyciu o pracy o dzieciństwie.  Wspieranie się w pracy w ambicjach w hobby.
Ale co z tego skoro mówisz ze i tak facet chce tylko jednego.

422

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Chcialabym odbudowac małżeństwo ale nie wiem czy jest to możliwe odkąd wiem ile namiętności moze byc między kobietą a mężczyzną.

Co Ty chcesz odbudować ???

Przecież tego małżeństwa już nie ma !

Swoją zdradą rozwaliłaś to małżeństwo.
Jeżeli nawet mąż się nie dowie ( a przecież coś wyczuwa i "uprzejmi" doniosą kiedyś), to Ty wyprowadziłaś swoje uczucia poza małżeństwo i będziesz męża zadręczała swoimi niewypowiedzianymi porównaniami mężą z kochankiem.
Będziesz tworzyła sobie wyidealizowaną wizję kochanka, pięknej miłości która się nie spełniła.
Bańka będzie coraz większa, będzie coraz większym marzeniem, ideałem.
Będziesz "cierpiała" przebywając z mężem, a jednocześnie zadręczała go swoimi oskarżeniami, zachowaniem bo będziesz myslami, emocjami daleko od niego.
W końcu bańka pęknie i albo Ty zastawisz męża albo on nie wytrzyma i zostawi Ciebie ( poczytaj wątek Madovy).

Jeżeli mąż jednak się dowie, to pęknie bańka zaufania, szacunku, szczerości bez których związek nie ma sensu.

Tak czy tak, tego małżeństwa już nie ma i nie ma sensu go kontynuować.
Dla dobra męża, dzieci i w końcu Ciebie samej.

Jedyne co zostało to zbudować związek od nowa, od podstaw, zera.
Albo z kochankiem albo z mężem.

Co wybierasz ??

423

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Secondo1 napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Chcialabym odbudowac małżeństwo ale nie wiem czy jest to możliwe odkąd wiem ile namiętności moze byc między kobietą a mężczyzną.

Co Ty chcesz odbudować ???

Przecież tego małżeństwa już nie ma !

Swoją zdradą rozwaliłaś to małżeństwo.
Jeżeli nawet mąż się nie dowie ( a przecież coś wyczuwa i "uprzejmi" doniosą kiedyś), to Ty wyprowadziłaś swoje uczucia poza małżeństwo i będziesz męża zadręczała swoimi niewypowiedzianymi porównaniami mężą z kochankiem.
Będziesz tworzyła sobie wyidealizowaną wizję kochanka, pięknej miłości która się nie spełniła.
Bańka będzie coraz większa, będzie coraz większym marzeniem, ideałem.
Będziesz "cierpiała" przebywając z mężem, a jednocześnie zadręczała go swoimi oskarżeniami, zachowaniem bo będziesz myslami, emocjami daleko od niego.
W końcu bańka pęknie i albo Ty zastawisz męża albo on nie wytrzyma i zostawi Ciebie ( poczytaj wątek Madovy).

Jeżeli mąż jednak się dowie, to pęknie bańka zaufania, szacunku, szczerości bez których związek nie ma sensu.

Tak czy tak, tego małżeństwa już nie ma i nie ma sensu go kontynuować.
Dla dobra męża, dzieci i w końcu Ciebie samej.

Jedyne co zostało to zbudować związek od nowa, od podstaw, zera.
Albo z kochankiem albo z mężem.

Co wybierasz ??

Secondo niewiele pisalam o moim mężu bo to przez kochanka założyłam ten wątek.  Ale masz raczej mylne wyobrazenie o moim mężu.  Myślę że moj mąż nie ufa mi tak bardzo, nieraz jego kumple mnie po alkoholu dość "bezczelnie" komplementowali więc zawsze miał się na baczności. Nieraz się wsciekal za to że "za dobrze " sie bawiłam na imprezach. Wiec zaufanie jest mocno ograniczone, z mojej strony tez ze wzgledu na jego biznesowe wyjazdy. Ja nie pytam o jego sprawy ale nie wykluczam zdrady u niego.
On np byl bardzo niezadowolony ze jadę w delegacje. A za 2 tygodnie znow jadę i potem w styczniu znów.  Robie to po to żeby sie uwolnic od X.
Na pewno z X nie chcę nic budować. To wiem .

424

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Excop napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Excop i co zrobiłeś z tym wyznaniem?
My i tak głównie rozmawiamy bo widzimy sie ciagle w pracy. Akurat rozmawiac ze mna to on lubi. To juz raczej ja czasem się dystansuje i nie chce mi się gadac. Do zblizen dochodzi rzadko a nawet bardzo rzadko ze wzgledu na logistykę.  Nie jestem chyba typowa kochanka z ktora czas się spedza głównie w restauracjach i w łóżku.

A ty czules przewagę nad nia? Jak to bylo?

Oczywiście, że czułem przewagę.
Mogłem z nią zrobić co tylko chciałem.
Początkowo byłem dumny z siebie, że kocha się we mnie kolejna kobieta.
A Adonisem nie byłem i nie jestem, zapewniam.
Tyle, że nie chciałem tej przewagi wykorzystywać.

Nie wiem, czy pamiętasz, ale nawiązując z nią romans uprzedziłem ją, że chcę tylko seksu i związek emocjonalny mnie nie interesuje. Jej to odpowiadało, przynajmniej tak deklarowała.
Złamała "umowę", więc zerwałem z nią.

Pozdrawiam.

Okrutny jesteś. Wyobrazam sobie jak się czuła.  U nas nie bylo zadnych deklaracji. Zadnego "to tylko seks" jesliby mi tak powiedział to nic by nie dostal. Może to czuł i dlatego tak nie mówił.  U nas to było zwieńczenie marzeń i wyobrazen które w nas tkwiły od lat. Chcieliśmy tego bardzo, chemia była (i jest) niesamowita. U nas jest głównie rozmowa o zyciu o pracy o dzieciństwie.  Wspieranie się w pracy w ambicjach w hobby.
Ale co z tego skoro mówisz ze i tak facet chce tylko jednego.

Nie jestem dumny z tego, że wdałem się w romans z mężatką.
Dlaczego mówisz, że byłem okrutny?

Uważasz, że byłoby lepiej, gdybym, zamiast przedstawić sprawę jasno zwodził i mamił ją wizjami wspólnego, szczęśliwego życia po kres?
Nie kochałem jej i ona zdawała sobie z tego sprawę od początku.

Natomiast, co do Twojego kochanka powtórzę, że nie twierdzę, że nic do Ciebie nie czuje.
Twierdzę, że chce, by w Waszych relacjach panowało "status quo", bez względu na Twoje cierpienie wynijające ze świadomości  bezsensu tkwienia w tej chorej, jakby nie było, sytuacji.
Bo jemu tak dobrze.
I to jest złe.

Pozdrawiam.

425

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Excop: Mam pytanie...Czy potrafisz dzisiaj -z perspektywy lat- powiedzieć czy nie umiałeś pokochać tej kochanki, bo brakowało jej "tego czegoś", czy tez bardziej zablokowałeś się na uczucia względem niej z powodu wiadomych okoliczności poznania i ew. problemów w rzie rozwodu z jej strony czy (3 opcja) kochałeś nadal żonę?

426

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:
kroteczka napisał/a:
Excop napisał/a:

Oczywiście, że czułem przewagę.
Mogłem z nią zrobić co tylko chciałem.
Początkowo byłem dumny z siebie, że kocha się we mnie kolejna kobieta.
A Adonisem nie byłem i nie jestem, zapewniam.
Tyle, że nie chciałem tej przewagi wykorzystywać.

Nie wiem, czy pamiętasz, ale nawiązując z nią romans uprzedziłem ją, że chcę tylko seksu i związek emocjonalny mnie nie interesuje. Jej to odpowiadało, przynajmniej tak deklarowała.
Złamała "umowę", więc zerwałem z nią.

Pozdrawiam.

Okrutny jesteś. Wyobrazam sobie jak się czuła.  U nas nie bylo zadnych deklaracji. Zadnego "to tylko seks" jesliby mi tak powiedział to nic by nie dostal. Może to czuł i dlatego tak nie mówił.  U nas to było zwieńczenie marzeń i wyobrazen które w nas tkwiły od lat. Chcieliśmy tego bardzo, chemia była (i jest) niesamowita. U nas jest głównie rozmowa o zyciu o pracy o dzieciństwie.  Wspieranie się w pracy w ambicjach w hobby.
Ale co z tego skoro mówisz ze i tak facet chce tylko jednego.

Nie jestem dumny z tego, że wdałem się w romans z mężatką.
Dlaczego mówisz, że byłem okrutny?

Uważasz, że byłoby lepiej, gdybym, zamiast przedstawić sprawę jasno zwodził i mamił ją wizjami wspólnego, szczęśliwego życia po kres?
Nie kochałem jej i ona zdawała sobie z tego sprawę od początku.

Natomiast, co do Twojego kochanka powtórzę, że nie twierdzę, że nic do Ciebie nie czuje.
Twierdzę, że chce, by w Waszych relacjach panowało "status quo", bez względu na Twoje cierpienie wynijające ze świadomości  bezsensu tkwienia w tej chorej, jakby nie było, sytuacji.
Bo jemu tak dobrze.
I to jest złe.

Pozdrawiam.

Jestes okrutny bo wyobrażam sobie jak cierpiała.  Ja bym w to nie weszła za dumna jestem na taki układ.
Jakbym miała strzelać to bym powiedziała ze mnie kocha ale nie mam tej pewności. Poza tym uklad jest symetryczny ja mam męża on żonę wiec oszukujemy oboje. Poza tym nie zabieramy czasu domowego żeby byc razem raczej zabieramy czas pracowy.
Mój mnie nigdy niczym nie  mamil nic mi nie obiecywał i dobrze.

427

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Excop: Mam pytanie...Czy potrafisz dzisiaj -z perspektywy lat- powiedzieć czy nie umiałeś pokochać tej kochanki, bo brakowało jej "tego czegoś", czy tez bardziej zablokowałeś się na uczucia względem niej z powodu wiadomych okoliczności poznania i ew. problemów w rzie rozwodu z jej strony czy (3 opcja) kochałeś nadal żonę?

Zaczęło się to kilka miesięcy po śmierci mojej żony.
Byłem jeszcze w fazie negacji tego faktu.
Potrzebowałem jednak seksu, jak każdy młody, zdrowy mężczyzna.
Przez jakiś czas czułem irracjonalnie, że zdradzam żonę i myślałem wówczas, czy byłbym do tego zdolny, gdyby żyła. Kochałem ją przecież i wciąż kocham i brak mi jej. Wtedy miewałem doły, że hej.
Myślę, że to była blokada przed uczuciami do innych kobiet,  tak, jak piszesz, Elle.
Dlatego chyba byłem zimnym, choć, z mojego punktu widzenia, uczciwym draniem wobec mojej kochanki.
Dopiero po pięciu latach postanowiłem związać się z kobietą.
Gdyby jednak nie fakt, że zrobiłem to ze względu na dzieci głównie, do dziś byłbym sam zapewne.
Na szczęście pokochałem moją obecną partnerkę.
I teraz kocham je obie.

Pozdrawiam.

428

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ok, dziękuję za szczerość. Mam nadzieję, że równie mocno kochasz swoją obecną partnerkę- bardzo bym jej tego życzyła, ale jak jest to wiesz tylko Ty sam i o to już nie pytam wink

429

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Ok, dziękuję za szczerość. Mam nadzieję, że równie mocno kochasz swoją obecną partnerkę- bardzo bym jej tego życzyła, ale jak jest to wiesz tylko Ty sam i o to już nie pytam wink

Uważam, że jednak powinienem odpowiedzieć. smile Tak, kocham ją równie mocno, choć obyło się bez tych uniesień, które towarzyszą pierwszej miłości.
W sumie, prawdę mówiąc, oboje zakochaliśmy się w sobie, będąc już razem.
Nie udajemy przed sobą też, że nasi byli małżonkowie nie byli dla nas bardzo ważni.


Pozdrawiam.

430

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Super! Cieszę się , że umiałeś pokochać na nowo i równie mocno. BARDZO BARDZO smile

431

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Excop napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Okrutny jesteś. Wyobrazam sobie jak się czuła.  U nas nie bylo zadnych deklaracji. Zadnego "to tylko seks" jesliby mi tak powiedział to nic by nie dostal. Może to czuł i dlatego tak nie mówił.  U nas to było zwieńczenie marzeń i wyobrazen które w nas tkwiły od lat. Chcieliśmy tego bardzo, chemia była (i jest) niesamowita. U nas jest głównie rozmowa o zyciu o pracy o dzieciństwie.  Wspieranie się w pracy w ambicjach w hobby.
Ale co z tego skoro mówisz ze i tak facet chce tylko jednego.

Nie jestem dumny z tego, że wdałem się w romans z mężatką.
Dlaczego mówisz, że byłem okrutny?

Uważasz, że byłoby lepiej, gdybym, zamiast przedstawić sprawę jasno zwodził i mamił ją wizjami wspólnego, szczęśliwego życia po kres?
Nie kochałem jej i ona zdawała sobie z tego sprawę od początku.

Natomiast, co do Twojego kochanka powtórzę, że nie twierdzę, że nic do Ciebie nie czuje.
Twierdzę, że chce, by w Waszych relacjach panowało "status quo", bez względu na Twoje cierpienie wynijające ze świadomości  bezsensu tkwienia w tej chorej, jakby nie było, sytuacji.
Bo jemu tak dobrze.
I to jest złe.

Pozdrawiam.

Jestes okrutny bo wyobrażam sobie jak cierpiała.  Ja bym w to nie weszła za dumna jestem na taki układ.
Jakbym miała strzelać to bym powiedziała ze mnie kocha ale nie mam tej pewności. Poza tym uklad jest symetryczny ja mam męża on żonę wiec oszukujemy oboje. Poza tym nie zabieramy czasu domowego żeby byc razem raczej zabieramy czas pracowy.
Mój mnie nigdy niczym nie  mamil nic mi nie obiecywał i dobrze.

Twój romans i mój różnią się znacznie, zarówno pod względem okoliczności ich nawiązania, mojego stanu cywilnego, jak i tej właśnie, mojej okrutnej szczerości wobec kochanki.
To jest już nieważne.
Ważne jest czy  decyzja o zakończeniu Twojego romansu będzie należała do Ciebie, czy też będzie zależała od woli Twojego kochanka.

Pozdrawiam.

432

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ciężki ten tydzień dla mnie widzę go codziennie. Ciagle przychodzi i wyciąga na kawki herbatki. Fajnie się nam rozmawia jak za dawnych niewinnych lat. Ale ciągle coś wisi widać że chce poważnie pogadać ale nie czuję się jeszcze gotowa. Zmieniam temat.  Nie wiem czego chcę.  Dziś zapytał czy możemy gdzieś wyjść żeby porozmawiać ale schorzylam i powiedziałam że nie mam czasu. Może jutro się odważe. Może musimy wyjść napić się i wtedy będę odwazniejsza.

433

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Krotka, poważnych rozmów jeszcze przed Wami wiele; ich ew. skutki będą krótkoterminowe i niewiążące więc się nie masz czego bać.
Na tą chwilę za bardzo Wam obojgu zależy na utrzymaniu status quo, by cokolwiek zmieniać.
To takie przepychanki tylko:)

434

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:

Krotka, poważnych rozmów jeszcze przed Wami wiele; ich ew. skutki będą krótkoterminowe i niewiążące więc się nie masz czego bać.
Na tą chwilę za bardzo Wam obojgu zależy na utrzymaniu status quo, by cokolwiek zmieniać.
To takie przepychanki tylko:)

Może masz rację ale tyle jest emocji między nami że ciężko to znieść. Kocham go po prostu jest stworzony dla mnie. Czuję że on myśli tak samo widzę że łazi taki niepocieszony. Boi się chyba że chcę to zakończyć.  A ja chcę zakończyć i nie chcę jednocześnie.

435

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie Krotka, Ty nie chcesz tego zakończyć i on też nie chce.
W Tobie tylko buzuje frustracja, że to ''tak wyszło'' i że nie może być inaczej.I co by było gdyby.
I te momenty, gdy ''chcesz'' to zakończyć, to są takie kumulacje bezradności, że chciałabyś zmienić cokolwiek...
Wtedy zakończenie wydaje się jedyną opcją, takim złudzeniem, że masz na coś wpływ.

436

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Za co go kochasz ?
Czy potrafisz wymienić chociaż jeden realny powód ?
Jaka jego cecha budzi w Tobie uczucia do niego ?
I pominmy tu oczywistą oczywistość ...

437

Odp: Zniszczylam swoje zycie

A ta dalej w punkcie wyjścia. "O jak boli..jak bardzo główka boli... od tego myślenia..Jedyne lekarstwo, które dało by ukojenie tej gonitwie rozterek to nie Apap ani Paracetamol a..
kawałek solidnego (domyślam się wink mięsa między nogami...Achh..jakie ciężkie to życie sad

Taka love.
Jak to wy nic nie rozumicie, Hipolicie..

438 Ostatnio edytowany przez kroteczka (2014-12-04 00:31:38)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:

Nie Krotka, Ty nie chcesz tego zakończyć i on też nie chce.
W Tobie tylko buzuje frustracja, że to ''tak wyszło'' i że nie może być inaczej.I co by było gdyby.
I te momenty, gdy ''chcesz'' to zakończyć, to są takie kumulacje bezradności, że chciałabyś zmienić cokolwiek...
Wtedy zakończenie wydaje się jedyną opcją, takim złudzeniem, że masz na coś wpływ.

Wiesz jak myślę że się juz nigdy do niego nie przytule to wszystko mnie boli. Ale nie umiem tak żyć podwójnie wykańcza mnie to.
Rano lecę do biura bo wiem że go spotkam. I teraz pomimo moich postanowień też tak jest.  Kurcze ale tak nie da się żyć.

439

Odp: Zniszczylam swoje zycie
IsaBella77 napisał/a:

Za co go kochasz ?
Czy potrafisz wymienić chociaż jeden realny powód ?
Jaka jego cecha budzi w Tobie uczucia do niego ?
I pominmy tu oczywistą oczywistość ...

Jest super facetem pasujemy do siebie.  Troszczy się o mnie zawsze pociesza jak jestem smutna. Ciągle chce ze mną być chce mi imponowac. Mogę na niego liczyc. Czuję że jakbym zadzwoniła w środku nocy to by przyjechał.

440

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:

Za co go kochasz ?
Czy potrafisz wymienić chociaż jeden realny powód ?
Jaka jego cecha budzi w Tobie uczucia do niego ?
I pominmy tu oczywistą oczywistość ...

Jest super facetem pasujemy do siebie.  Troszczy się o mnie zawsze pociesza jak jestem smutna. Ciągle chce ze mną być chce mi imponowac. Mogę na niego liczyc. Czuję że jakbym zadzwoniła w środku nocy to by przyjechał.

No, ale to wielu facetow tak bedzie sie zachowywac. Na meza nie moglabys liczyc w ten sposob?

441

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Czuję że jakbym zadzwoniła w środku nocy to by przyjecha

A zadzwoń kiedyś !
dla jaj.
zobaczymy czy rpzyjedzie, czy tylko "czujesz".
hahahah, nie mogę..

Ty NA SERIO jesteś matką nastoletnich dzieci? Poważnie pytam.

442

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ale to nie są cechy ...
To tylko zachowanie świadczące o przystosowaniu się do sytuacji.
Ani słowa o tym, że jest mądry, uczciwy, sprawiedliwy.
Ani słówka o tym, że jest dobry. Że jest dobrym ojcem.
Tak naprawdę nie wiesz kim i jaki jest w realnym świecie.
To co masz, to tylko amok, którego nijak nie można przyrównać do normalnego życia.

443

Odp: Zniszczylam swoje zycie
IsaBella77 napisał/a:

Ale to nie są cechy ...
To tylko zachowanie świadczące o przystosowaniu się do sytuacji.
Ani słowa o tym, że jest mądry, uczciwy, sprawiedliwy.
Ani słówka o tym, że jest dobry. Że jest dobrym ojcem.
Tak naprawdę nie wiesz kim i jaki jest w realnym świecie.
To co masz, to tylko amok, którego nijak nie można przyrównać do normalnego życia.

Jest inteligentny jest bardzo dobrym ojcem jest bardzo pracowity. Jest mega męski a jednocześnie czuły i troskliwy. Znam go świetnie od lat.

444

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:

Ale to nie są cechy ...
To tylko zachowanie świadczące o przystosowaniu się do sytuacji.
Ani słowa o tym, że jest mądry, uczciwy, sprawiedliwy.
Ani słówka o tym, że jest dobry. Że jest dobrym ojcem.
Tak naprawdę nie wiesz kim i jaki jest w realnym świecie.
To co masz, to tylko amok, którego nijak nie można przyrównać do normalnego życia.

Jest inteligentny jest bardzo dobrym ojcem jest bardzo pracowity. Jest mega męski a jednocześnie czuły i troskliwy. Znam go świetnie od lat.

Mysle, ze Ty tak naprawde nie wiesz za co go kochasz.

445

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Oj, tam. Zaraz nie wi.
Jest spoczi faciem i ją bardzo chce big_smile

446

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Oj, tam. Zaraz nie wi.
Jest spoczi faciem i ją bardzo chce big_smile

A dlaczego mam go za coś kochać.  Kocham go takiego jakim jest choć ma mnóstwo wad.
I Elle moje dzieci są jeszcze małe,  jakby były nastolatkami nie miałabym problemu.

447 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2014-12-04 02:10:21)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Ciężki ten tydzień dla mnie widzę go codziennie. Ciagle przychodzi i wyciąga na kawki herbatki. Fajnie się nam rozmawia jak za dawnych niewinnych lat. Ale ciągle coś wisi widać że chce poważnie pogadać ale nie czuję się jeszcze gotowa. Zmieniam temat.  Nie wiem czego chcę.  Dziś zapytał czy możemy gdzieś wyjść żeby porozmawiać ale schorzylam i powiedziałam że nie mam czasu. Może jutro się odważe. Może musimy wyjść napić się i wtedy będę odwazniejsza.

Moja rada, jeśli coś mogę doradzić - nie śpiesz się z poważnymi rozmowami, decyzjami póki sama nie będziesz na nie gotowa.. nie sugeruj się tym co piszą że musisz już teraz... daj też czas dla swego pana Z. by się zastanowił... przemyślał... widzisz, już sam proponuje wyjście by porozmawiać.. nie śpiesz się... dzień, dwa, nawet tydzień nie zrobi różnicy w kontekście całego życia... mi tez pisano że stoję w miejscu, że od ponad miesiąca jestem na forum (z moim wątkiem) itd.
I przyznam szczerze, ze bardzo prawdopodobne, że gdybym zamiast usunąć się na ponad miesiąc z jego życia od razu mu postrawiła ultimatum albo ja albo zona to tak by się to nie skończyło (owszem powiedziałam że nie chcę być kochanką a tak to wygląda bo on jest żonaty i że nie chcę się już z nim spotykać, ale nie prosiłam by się rozwodził)...ale po takim czasie byłam już przygotowana na każdą ewentualność - brutalne że byłam tylko zabawką 'odskocznią' i wyznanie że on tez mnie kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie... wtedy łatwiej o rozmowę.. oczywiście miłość tak szybko nie mija ale można nabrać dystansu.. zobaczyć, przekonać że można żyć beż niego ..bez spotkań z nim..
Wiem, że masz inną sytuację bo masz męża, dzieci.. ale nie śpiesz się.. czas działa tylko a twoją korzyść w każdej sytuacji.. poukładaj sama to najpierw wszystko w głowie, byś na każdą ewentualność była gotowa.. ale to tylko moja skromna rada.. nie jestem ekspertem wink

448

Odp: Zniszczylam swoje zycie

kroteczka
Ty ciagle tlumaczsz obcym ludziom,co zadnego tlumaczenia nie potrzebuje.
Jestes,gdzie jestes,bo tak chcialas.Ty wybralas.
Moze pogodz sie z wlasnym wyborem.

449

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:

Zaczęło się to kilka miesięcy po śmierci mojej żony.
Byłem jeszcze w fazie negacji tego faktu.
Potrzebowałem jednak seksu, jak każdy młody, zdrowy mężczyzna.
Przez jakiś czas czułem irracjonalnie, że zdradzam żonę i myślałem wówczas, czy byłbym do tego zdolny, gdyby żyła. Kochałem ją przecież i wciąż kocham i brak mi jej. Wtedy miewałem doły, że hej.
Myślę, że to była blokada przed uczuciami do innych kobiet,  tak, jak piszesz, Elle.
Dlatego chyba byłem zimnym, choć, z mojego punktu widzenia, uczciwym draniem wobec mojej kochanki.
Dopiero po pięciu latach postanowiłem związać się z kobietą.
Gdyby jednak nie fakt, że zrobiłem to ze względu na dzieci głównie, do dziś byłbym sam zapewne.
Na szczęście pokochałem moją obecną partnerkę.
I teraz kocham je obie.

Pozdrawiam.

Excop wielki szacun dla Ciebie Obrazek dodany przez użytkowniczkę
I kochaj je do krwii ostatniej bo na to zasługują.

450

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Jest inteligentny jest bardzo dobrym ojcem jest bardzo pracowity. Jest mega męski a jednocześnie czuły i troskliwy. Znam go świetnie od lat.

No to już pozamiatane.
Jak kobieta się zakocha to nic nie stanie na jej drodze.
Ale OK, skoro kocha kochanka, że jest taki aj waj, to niech powie zazdrosnemu mężowi o tym.
Niech odejdzie od męża i rzuci się w ramiona kochanka.
Takich historii na tym furum było wiele.
Tylko niestety kochanki czy kochankowie nie sprostowali rzeczy, a ich partnerzy to było wyjście awaryjne.

451 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2014-12-04 08:50:23)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
lustro napisał/a:

kroteczka
Ty ciagle tlumaczsz obcym ludziom,co zadnego tlumaczenia nie potrzebuje.
Jestes,gdzie jestes,bo tak chcialas.Ty wybralas.
Moze pogodz sie z wlasnym wyborem.

Dokładnie kroteczka.
Jesteś zakochana po uszy ( n ie mylić z miłością !), w kochanku bo tego chciałaś.
Chciałaś odmiany od męża, rodziny, codzienność rodzinna Cię znużyła.

Twojego małżeństwa już niema.
Bo tak zdecydowałaś.

Wyprowadziłaś się mentalnie z rodziny w związek z kochankiem.
Jest dla Ciebie męski, czuły, pracowity, jest wspaniałym ojcem.
To zostaw rodzinę i idź do niego.

Z Twojego małżeństwa i tak już nic nie będzie.
Rozwaliłaś go doszczętnie.

Do końca życia będziesz rozpamiętywała płomienny romans i zamęczała bliskich swoim cierpieniem z powodu niespełnienia.
Zostaw ich, daj im żyć bez tez skazy Twojego cierpienia, obwiniania ich za Twoje nieszczęście.

Idź do kochanka, skoro jest wspaniałym ojcem to wychowajcie kolejne stadko szczęśliwych, wspaniale wychowanych, mających w Was wzór prawdziwej miłości, dzieci.

Za parę lat...zweryfikujesz, czy Twoje wyobrażenia z fazy zauroczenia są tylko wrażeniem czy rzeczywistością.
Dopóki tego nie sprawdzisz...będziesz cierpiała.

452

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Autorko
ja tez uwazam, nie mecz siebie i nie męcz dalej męża. Idź do kochanka i układaj sobie życie z nim.

453

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Secondo1 napisał/a:

..
Twojego małżeństwa już niema.
Bo tak zdecydowałaś.
...
Z Twojego małżeństwa i tak już nic nie będzie.
Rozwaliłaś go doszczętnie.
...

ŚWIADOMIE, analogicznie jest u mnie, wszyscy znajomi, dzieci a nawet sama zainteresowana tj. jż wiedzą, że nic z tej nowej miłości nie będzie ale ona poszła jak w dym.

454

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Ciężki ten tydzień dla mnie widzę go codziennie. Ciagle przychodzi i wyciąga na kawki herbatki. Fajnie się nam rozmawia jak za dawnych niewinnych lat. Ale ciągle coś wisi widać że chce poważnie pogadać ale nie czuję się jeszcze gotowa. Zmieniam temat.  Nie wiem czego chcę.  Dziś zapytał czy możemy gdzieś wyjść żeby porozmawiać ale schorzylam i powiedziałam że nie mam czasu. Może jutro się odważe. Może musimy wyjść napić się i wtedy będę odwazniejsza.

Moja rada, jeśli coś mogę doradzić - nie śpiesz się z poważnymi rozmowami, decyzjami póki sama nie będziesz na nie gotowa.. nie sugeruj się tym co piszą że musisz już teraz... daj też czas dla swego pana Z. by się zastanowił... przemyślał... widzisz, już sam proponuje wyjście by porozmawiać.. nie śpiesz się... dzień, dwa, nawet tydzień nie zrobi różnicy w kontekście całego życia... mi tez pisano że stoję w miejscu, że od ponad miesiąca jestem na forum (z moim wątkiem) itd.
I przyznam szczerze, ze bardzo prawdopodobne, że gdybym zamiast usunąć się na ponad miesiąc z jego życia od razu mu postrawiła ultimatum albo ja albo zona to tak by się to nie skończyło (owszem powiedziałam że nie chcę być kochanką a tak to wygląda bo on jest żonaty i że nie chcę się już z nim spotykać, ale nie prosiłam by się rozwodził)...ale po takim czasie byłam już przygotowana na każdą ewentualność - brutalne że byłam tylko zabawką 'odskocznią' i wyznanie że on tez mnie kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie... wtedy łatwiej o rozmowę.. oczywiście miłość tak szybko nie mija ale można nabrać dystansu.. zobaczyć, przekonać że można żyć beż niego ..bez spotkań z nim..
Wiem, że masz inną sytuację bo masz męża, dzieci.. ale nie śpiesz się.. czas działa tylko a twoją korzyść w każdej sytuacji.. poukładaj sama to najpierw wszystko w głowie, byś na każdą ewentualność była gotowa.. ale to tylko moja skromna rada.. nie jestem ekspertem wink

No ja nie czuję się gotowa. Potrzebuje jeszcze czasu dzis mu powiem że chcę porozmawiać o nas ale nie jestem gotowa i zeby dal mi trochę czasu.

455

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Anastacjaa, ależ nie bądź taka skromna. Jesteś ekspertem. Zachowaj w ogóle ten post. W razie czego będziesz miała gotowca dla kochanki obecnego faceta lub własnej córki.

Posty [ 391 do 455 z 3 039 ]

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026