netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczylam swoje zycie

3 038 odpowiedzi418 647 wyświetleńzałożony przez kroteczka, 12.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 326 do 390 z 3 039 ]

326

Odp: Zniszczylam swoje zycie
stokrotka1978 napisał/a:

Owieczka
Twoja historia jest zupełnie inna, mąż Autorki, to normalny facet, to ją zaswędziało i jest żądna tej adrenalinki, Twoja historia jest zupełnie inna. Załóż swój watek.

Chyba póki co nie mam siły, aby założyć wątek ze swoją historią... Dzisiaj jestem umówiona z psychologiem-terapeutą, może się czegoś dowiem o sobie.

327

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Elle, poprawiasz mi humor:)

328

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Artykuł: Sylwia Wesołowska, Anna Irzmańska-Hudziak
'Uczucia, bliskość, zaufanie, współodczuwanie to słowa opisujące najlepiej co dzieje się między mężczyzną i kobietą w więzi emocjonalnej."
"Więź emocjonalna jest tą więzią, która w znaczący sposób wpływa na decyzję o zawarciu małżeństwa. Jest ona warunkiem powodzenia małżeńskiego oraz przyjaźni i zaufania. Motywuje także do działania w różnych sferach życia małżeńskiego. To uczucia najmocniej i najgłębiej wpływają na przywiązanie małżonków do siebie. Są siłą napędową w miłości prowadzącą do zjednoczenia partnerów pod względem fizycznym, psychicznym i duchowym. Choć miłość nie polega tylko na samych uczuciach, jednak to one czynią ją żywą i szczęściodajną oraz są potrzebne do jej trwania, pomimo że same są nietrwałe.Trwanie w miłości zapewnia małżonkom również intymność. Jest ona wartością emocjonalnej bliskości rozumianej jako stan największej otwartości w związku pomiędzy osobami. Doświadczenie intymności oznacza kontakt fizyczny, emocjonalny, umysłowy i duchowy. Dotyk, przytulenie, uścisk, czułość czy pocałunek są najłatwiejszym sposobem budowania intymności fizycznej. O wiele bardziej skomplikowany jest kontakt emocjonalny, bowiem wymaga on poznania i zrozumienia. Pojawia się, gdy małżonkowie są chętni do dzielenia się własnymi przeżyciami, sekretami, marzeniami i obawami. Rozumienie i bycie rozumianym przemienia więź małżeńską ze zwykłej, w niezastąpioną i wyjątkową. Dialog prowadzi do autentycznego zrozumienia. Obejmuje on słuchanie drugiej osoby tak, by od początku zrozumieć, co ona mówi i czuje. Zatem więź emocjonalna polega na zdolności emocjonalnego uczestniczenia w przeżyciach innej osoby przy zachowaniu swojej tożsamości i niezależności. Empatyczne rozumienie świata drugiej osoby jest niezbędne do zaistnienia emocjonalnej więzi między małżonkami. Empatia pozwala trafniej rozpoznać myśli, uczucia i pragnienia partnera, sprzyja tolerancji wobec cudzej odmienności małżonków w konsekwencji prowadzi do wzrostu satysfakcji ze wzajemnych kontaktów. Współodczuwanie wpływa także na zachowanie partnerów, które przejawia się w występowaniu serdeczności, czułości i wsparcia. Takie emocjonalne porozumienie z drugą osobą oraz dzielenie z nią jej świata uczuć i przeżyć, wpływa w istotny sposób na więź małżeńską oraz na zachowanie małżonków względem siebie. Współodczuwanie, a także bliskość, obdarzanie i wyłączność to elementy miłości. Znakiem tych wszystkich elementów jest współżycie seksualne. Im bardziej jest ono do nich podobne, tym więcej radości daje małżonkom,a tym samym staje się sposobem wzmacniania więzi małżeńskiej.
Poza tym seksualność człowieka może być sposobem okazywania sobie wzajemnie wyrazów miłości, zaufania, czułości, zainteresowania oraz obopólnej akceptacji. Jednak by tak było seksualność powinna być złączona z innymi aspektami życia psychicznego."
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Poczucie jedności ze wszystkim, co cię otacza jest prawdziwą miłością."
"Dojrzałość jest wtedy, gdy ludzie nie muszą się już wzajemnie okłamywać."
"Miłość jest wtedy gdy nigdy nie musisz przepraszać."
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
?Wymagasz, żeby rozmaite sytuacje, okoliczności, miejsca czy osoby uszczęśliwiały cię, a potem  bolejesz nad tym, że nie dorosły do twoich oczekiwań.?
Dramatyczne sytuacje:
?Kogoś, kto i tak był już nieświadomy, wpędzają one w tym głębszą nieświadomość, natomiast osobie  świadomej pomagają świadomość wyostrzyć. Dzięki przeszkodzie możesz się przebudzić?, ale możesz też pozwolić, żeby cię jeszcze głębiej uśpiła.?
"Fałszywe, nieszczęśliwe ,Ja?, które uwielbia pławić się we własnej niedoli, rozżaleniu bądź litości nad sobą, nie zdoła wtedy przetrwać. Na tym właśnie polega poddanie się. Nie jest oznaką słabości, lecz niesie z sobą wielką siłę. Tylko ktoś, kto się poddał, ma duchową moc. Kiedy się poddasz, uwolnisz się wewnętrznie od sytuacji. Może się wówczas okazać, że zmieni się ona bez żadnego twojego udziału. A zresztą tak czy owak będziesz już wtedy wolny."
Fragmenty z E.Tolle Potęga teraźniejszości

329

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Czytając twoje wypowiedzi kroteczko mam wrażenie, że słyszę swojego (niedługo byłego) męża - gość zostawia mnie z dwójką dzieci bo ot nagle się odkochał i wszyscy mają do niego pretensje, pyta dlaczego?, przecież był taki nieszczęśliwy bo żona chciała by spędzał z nią czas, by nie myślał tylko o sobie, by zajął się dziećmi. Miał wszystko - kochającą żonę, dzieci, dom... i ty też MIAŁAŚ. Ale dla ciebie tak samo jak dla mojego męża, jesteście najważniejsi wy sami, nie wiedzie, nie rozumiecie na czy polega rodzina i prawdziwa miłość. Ciągle tylko "ja, ja, ja, ja, ja, ja,ja...". Traktujecie siebie jak centrum świata a wszyscy, którzy was otaczają to tylko marne dodatki. Twój mąż się w końcu dowie i zrobi to co ja ze swoim mężem - wy... cie droga kroteczko ze swojego życia.  Ostatnio moje dziecko powiedziało: "mamusiu można napisać taką książkę TATA KOCHA SAM SIEBIE" I twoje dzieci powiedzą to samo do twojego męża "tatusiu można napisać taką książkę MAMA KOCHA SAMA SIEBIE", dzieci widzą więcej niż nam się wydaje. I jeszcze to wasze gadanie bo dzieci nadal są dla was ważne, tiaa. Żałosne

330

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Jakoś przetrwałam tydzień i weekend i chyba czuję się lepiej.  Miałam straszny kryzys w tygodniu ale jak w piątek wieczorem wróciłam do domu to nie mogłam nacieszyć się dziećmi.  Z mężem też bylo fajnie gadaliśmy jak kiedyś.
Czytałam to co pisaliscie jeszcze raz, szczególnie co mi Excop napisal w tym wątku i w wątku Anastacji i stwierdzam że chyba faktycznie koleś mnie nie kocha tylko się mną bawi. Nastawia to mnie raczej agresywnie do niego i już czuję ze jutro będę niemiła. Nie chce mi się nawet z nim gadać. Pewnie należy mu się wyjasnienie ale stracilam chęć do jakichkolwiek poważniejszych rozmów. Wiem że to by go najbardziej zabolało jakby poczuł że stracilam zainteresowanie nim pod względem seksualnym. To tym bardziej mnie przekonuje że on myśli o mnie głównie w tych kategoriach, że zależy mu przede wszystkim żeby mnie kręcić. 
A teraz to faktycznie przestaje mnie kręcić jak sobie zdaję sprawę o co mu chodziło cały czas.

Myślę że będzie lepiej.  Może sposobem żeby z tego wyjść to go znienawidzic? Ja nigdy nie bylam ofiarą toksycznej miłości nie mam takiej osobowości.  Jak ktoś mnie zle traktowal to go przestawalam lubic i zaczynalam olewac, wychodzilam szybko i bezbolesnie z takich sytuacji. Teraz muszę tylko powtarzac sobie pomimo tego co będzie mowil, pisal czy robił że to manipulacja z jego strony a nie żadna miłość.
Czuję że będzie dobrze ale potem jeszcze dluga droga żeby odbudowac moje małżeństwo.

331

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Jakoś przetrwałam tydzień i weekend i chyba czuję się lepiej.  Miałam straszny kryzys w tygodniu ale jak w piątek wieczorem wróciłam do domu to nie mogłam nacieszyć się dziećmi.  Z mężem też bylo fajnie gadaliśmy jak kiedyś.
Czytałam to co pisaliscie jeszcze raz, szczególnie co mi Excop napisal w tym wątku i w wątku Anastacji i stwierdzam że chyba faktycznie koleś mnie nie kocha tylko się mną bawi. Nastawia to mnie raczej agresywnie do niego i już czuję ze jutro będę niemiła. Nie chce mi się nawet z nim gadać. Pewnie należy mu się wyjasnienie ale stracilam chęć do jakichkolwiek poważniejszych rozmów. Wiem że to by go najbardziej zabolało jakby poczuł że stracilam zainteresowanie nim pod względem seksualnym. To tym bardziej mnie przekonuje że on myśli o mnie głównie w tych kategoriach, że zależy mu przede wszystkim żeby mnie kręcić. 
A teraz to faktycznie przestaje mnie kręcić jak sobie zdaję sprawę o co mu chodziło cały czas.

Myślę że będzie lepiej.  Może sposobem żeby z tego wyjść to go znienawidzic? Ja nigdy nie bylam ofiarą toksycznej miłości nie mam takiej osobowości.  Jak ktoś mnie zle traktowal to go przestawalam lubic i zaczynalam olewac, wychodzilam szybko i bezbolesnie z takich sytuacji. Teraz muszę tylko powtarzac sobie pomimo tego co będzie mowil, pisal czy robił że to manipulacja z jego strony a nie żadna miłość.
Czuję że będzie dobrze ale potem jeszcze dluga droga żeby odbudowac moje małżeństwo.

Gratuluje przemyśleń i podjętych decyzji. Życzę wytrwałości i powodzenia!
Mi się z kolei wszystko znów pokomplikowało.. a już myślałam że jestem na takim etapie co Ty teraz... znienawidzenia, odcięcia się itp.

332

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Gratuluje przemyśleń i podjętych decyzji. Życzę wytrwałości i powodzenia!
Mi się z kolei wszystko znów pokomplikowało.. a już myślałam że jestem na takim etapie co Ty teraz... znienawidzenia, odcięcia się itp.

Dzięki Anastacja. A dlaczego się pokomplikowalo? Chodzi o to ze raz go pragniesz a raz nienawidzisz i nie chcesz znac?
Ja go nienawidzę jak uswiadamiam sobie ze on wszystko sprowadza do tego jak bardzo mnie pragnie, jak marzy o mnie, jak patrzy z pożądaniem. Wtedy zaczynam być wściekła na niego, olewam go, gardze nim. I on wtedy zaczyna się przymilac - mówić czule, dbać,  nadskakuje we wszystkim. I wtedy mi znowu się wydaje że on mnie kocha - bo niby się poświęca,  w pracy sobie utrudnia żeby mi ułatwić,  etc. Urabia mnie i znów ciągle o seksie i seksie gada i tylko to się liczy dla niego ze mnie potrzebuje (wiadomo do czego).
Dopiero teraz to jakoś do mnie dotarło ze o to tylko chodzi i wszystko jest tylko na to nakierunkowane. Może jemu się nawet wydaje że jestem miłością jego życia ale tak naprawdę to tylko pożądanie.
Jutro go zobaczę pierwszy raz od 10 dni i juz mi sie agresor włączył.

333

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Jutro go zobaczę pierwszy raz od 10 dni i juz mi sie agresor włączył.

Szybko się wyłączy:D

334

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Gratuluje przemyśleń i podjętych decyzji. Życzę wytrwałości i powodzenia!
Mi się z kolei wszystko znów pokomplikowało.. a już myślałam że jestem na takim etapie co Ty teraz... znienawidzenia, odcięcia się itp.

Dzięki Anastacja. A dlaczego się pokomplikowalo? Chodzi o to ze raz go pragniesz a raz nienawidzisz i nie chcesz znac?
Ja go nienawidzę jak uswiadamiam sobie ze on wszystko sprowadza do tego jak bardzo mnie pragnie, jak marzy o mnie, jak patrzy z pożądaniem. Wtedy zaczynam być wściekła na niego, olewam go, gardze nim. I on wtedy zaczyna się przymilac - mówić czule, dbać,  nadskakuje we wszystkim. I wtedy mi znowu się wydaje że on mnie kocha - bo niby się poświęca,  w pracy sobie utrudnia żeby mi ułatwić,  etc. Urabia mnie i znów ciągle o seksie i seksie gada i tylko to się liczy dla niego ze mnie potrzebuje (wiadomo do czego).
Dopiero teraz to jakoś do mnie dotarło ze o to tylko chodzi i wszystko jest tylko na to nakierunkowane. Może jemu się nawet wydaje że jestem miłością jego życia ale tak naprawdę to tylko pożądanie.
Jutro go zobaczę pierwszy raz od 10 dni i juz mi sie agresor włączył.

Cześc Kroteczko..

Jak czytam to co piszesz, to mam wrażenie, że mamy jednego i tego samego Pana Zet... ;-)
Mój Pan Zet w piątek patrzył na mnie z takim pożądaniem, że aż mi się śmiać chciało,
Zobaczył, że rozmawiam z kolegami, a wobec niego jestem oschła, chyba o to mu chodzi ... samiec pieprzony,
Staram się sobie go obrzydzić, jak tylko się da...
Ale moja 'korespondenycjna przyjaciólka' napisala, że dopóki mamy kontakt to nie uda mi się ....

Nie mogę, nie mogę... NIE MOGE GO CHCIEC!!!!!!

Ratunku........
SOS

335 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-30 22:47:06)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ja go nienawidzę jak uswiadamiam sobie ze on wszystko sprowadza do tego jak bardzo mnie pragnie, jak marzy o mnie, jak patrzy z pożądaniem. Wtedy zaczynam być wściekła na niego, olewam go, gardze nim. I on wtedy zaczyna się przymilac - mówić czule, dbać,  nadskakuje we wszystkim. I wtedy mi znowu się wydaje że on mnie kocha - bo niby się poświęca,  w pracy sobie utrudnia żeby mi ułatwić,  etc. Urabia mnie i znów ciągle o seksie i seksie gada i tylko to się liczy dla niego ze mnie potrzebuje (wiadomo do czego).
Dopiero teraz to jakoś do mnie dotarło ze o to tylko chodzi i wszystko jest tylko na to nakierunkowane. Może jemu się nawet wydaje że jestem miłością jego życia ale tak naprawdę to tylko pożądanie.

Az się nie chce wierzyć, że można mieć swoje lata, dzieci i nie pracować na mopie (z całym szacunkiem dla studentów na saksach wink) i mieć rozumek i pojęcie o relacjach damsko-męskich na poziomie magazynu "Cosmo".
Autorka jest tak skrajnie ociężała umysłowo (albo zaczadzona wizją "białego lepkiego0 płynu" w sobie), że nie potrafi kojarzyć najprostszych faktów..Facio jej mówi: "Ej, Mała, wiesz co? Zerżnałbym cię.." a ona widzi wokół głowy śpiewające ptaszki i dzwony weselne.

Strasznie mi szkoda tych dzieciaków...
Bo różne się wątki czyta na Forum, ale autorka to jest typ takiej mało elokwentnej dziuńki, co idzie w parze z niedowartościowaniem i podatnością na "zaloty" i adorację, byle stanowczo "wziął" albo przynajmniej był odpowiednio ("męsko") natarczywy w swoich końskich zalotach.
Żenada.


Nie mogę, nie mogę... NIE MOGE GO CHCIEC!!!!!!

Ratunku........
SOS

O jejka jeka.. hihihihihi

Nastepna Mariolka.

"I paczau tak na niom z takim pożądaniem tymi paczaukami" jeny jeny <zawstydzony> big_smile
hiohihohio

336

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Ja go nienawidzę jak uswiadamiam sobie ze on wszystko sprowadza do tego jak bardzo mnie pragnie, jak marzy o mnie, jak patrzy z pożądaniem. Wtedy zaczynam być wściekła na niego, olewam go, gardze nim. I on wtedy zaczyna się przymilac - mówić czule, dbać,  nadskakuje we wszystkim. I wtedy mi znowu się wydaje że on mnie kocha - bo niby się poświęca,  w pracy sobie utrudnia żeby mi ułatwić,  etc. Urabia mnie i znów ciągle o seksie i seksie gada i tylko to się liczy dla niego ze mnie potrzebuje (wiadomo do czego).
Dopiero teraz to jakoś do mnie dotarło ze o to tylko chodzi i wszystko jest tylko na to nakierunkowane. Może jemu się nawet wydaje że jestem miłością jego życia ale tak naprawdę to tylko pożądanie.

Az się nie chce wierzyć, że można mieć swoje lata, dzieci i nie pracować na mopie (z całym szacunkiem dla studentów na saksach wink) i mieć rozumek i pojęcie o relacjach damsko-męskich na poziomie magazynu "Cosmo".
Autorka jest tak skrajnie ociężała umysłowo (albo zaczadzona wizją "białego lepkiego0 płynu" w sobie), że nie potrafi kojarzyć najprostszych faktów..Facio jej mówi: "Ej, Mała, wiesz co? Zerżnałbym cię.." a ona widzi wokół głowy śpiewające ptaszki i dzwony weselne.

Strasznie mi szkoda tych dzieciaków...
Bo różne się wątki czyta na Forum, ale autorka to jest typ takiej mało elokwentnej dziuńki, co idzie w parze z niedowartościowaniem i podatnością na "zaloty" i adorację, byle stanowczo "wziął" albo przynajmniej był odpowiednio ("męsko") natarczywy w swoich końskich zalotach.
Żenada.


Nie mogę, nie mogę... NIE MOGE GO CHCIEC!!!!!!

Ratunku........
SOS

O jejka jeka.. hihihihihi

Nastepna Mariolka.

"I paczau tak na niom z takim pożądaniem tymi paczaukami" jeny jeny <zawstydzony> big_smile
hiohihohio

A wiesz co dla mnie jest żenadą, że pomimo, iż my pomimo, takie jesteśmy głupiutkie, ale przynajmniej wiemy po co tu jesteśmy, a zastanowiłaś się dlaczego Ty jesteś tak aktywna na tym forum...?????

Ja dopóki nie popełniłam błędu, którego jestem świadoma i walczę z jego skutkami i tym, żeby go ponownie nie popełnić, nie miałam potrzeby czytać takich wynurzeń, nawet nie miałam pojęcia, że takie forum istnieje...
Byłam zajęta domowymi, zawodowymi obowiązkami, a w wolnych chwilach, szłam na piwo ze znajomymi, albo d kina, albo na spacer
Wg mnie Ty jesteś mniej dowartościowana niż ja Kroteczka i Anastas razem wzięte..
Takie jest moje zdanie od początku, dowartoścowiujesz się, jaka Ty jesteś mądra, wartosciowa itd...

337

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Beben69 napisał/a:
kroteczka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Gratuluje przemyśleń i podjętych decyzji. Życzę wytrwałości i powodzenia!
Mi się z kolei wszystko znów pokomplikowało.. a już myślałam że jestem na takim etapie co Ty teraz... znienawidzenia, odcięcia się itp.

Dzięki Anastacja. A dlaczego się pokomplikowalo? Chodzi o to ze raz go pragniesz a raz nienawidzisz i nie chcesz znac?
Ja go nienawidzę jak uswiadamiam sobie ze on wszystko sprowadza do tego jak bardzo mnie pragnie, jak marzy o mnie, jak patrzy z pożądaniem. Wtedy zaczynam być wściekła na niego, olewam go, gardze nim. I on wtedy zaczyna się przymilac - mówić czule, dbać,  nadskakuje we wszystkim. I wtedy mi znowu się wydaje że on mnie kocha - bo niby się poświęca,  w pracy sobie utrudnia żeby mi ułatwić,  etc. Urabia mnie i znów ciągle o seksie i seksie gada i tylko to się liczy dla niego ze mnie potrzebuje (wiadomo do czego).
Dopiero teraz to jakoś do mnie dotarło ze o to tylko chodzi i wszystko jest tylko na to nakierunkowane. Może jemu się nawet wydaje że jestem miłością jego życia ale tak naprawdę to tylko pożądanie.
Jutro go zobaczę pierwszy raz od 10 dni i juz mi sie agresor włączył.

Cześc Kroteczko..

Jak czytam to co piszesz, to mam wrażenie, że mamy jednego i tego samego Pana Zet... ;-)
Mój Pan Zet w piątek patrzył na mnie z takim pożądaniem, że aż mi się śmiać chciało,
Zobaczył, że rozmawiam z kolegami, a wobec niego jestem oschła, chyba o to mu chodzi ... samiec pieprzony,
Staram się sobie go obrzydzić, jak tylko się da...
Ale moja 'korespondenycjna przyjaciólka' napisala, że dopóki mamy kontakt to nie uda mi się ....

Nie mogę, nie mogę... NIE MOGE GO CHCIEC!!!!!!

Ratunku........
SOS

Beben moze ten typ tak ma i zachowania są bardzo zbliżone.
Moj tez sie wscieka jak widzi innych gości przy mnie.
Ja jak czuję ze jestem obiektem potrzebym tylko do jednego to zdecydowanie mi się odechciewa i robię się niemiła bardzo.

Pewnie od jutra zdywersyfikuje sobie kolegów z ktorymi chodzę na lunczyki i kawki. Tak to inni bali się podejsc bo tylko X mnie obstawial. Teraz się to zmieni smile.

338

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kocham Cię Panie Zet.... smile
Nigdy się nie o tym nie dowiesz
Jestem człowiekiem, i mój mózg spłatał mi figla
Okazało się, że nie da się w życiu wszystkiego kontrolować
Zawsze być rozsądną...


Pijemy za lepszy czas, za każdy dzień który w życiu trwa, za każde wspomnienie co zyje w nas, niech żyje jeszcze przez chwilę lalala

339

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Beben69 napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Dzięki Anastacja. A dlaczego się pokomplikowalo? Chodzi o to ze raz go pragniesz a raz nienawidzisz i nie chcesz znac?
Ja go nienawidzę jak uswiadamiam sobie ze on wszystko sprowadza do tego jak bardzo mnie pragnie, jak marzy o mnie, jak patrzy z pożądaniem. Wtedy zaczynam być wściekła na niego, olewam go, gardze nim. I on wtedy zaczyna się przymilac - mówić czule, dbać,  nadskakuje we wszystkim. I wtedy mi znowu się wydaje że on mnie kocha - bo niby się poświęca,  w pracy sobie utrudnia żeby mi ułatwić,  etc. Urabia mnie i znów ciągle o seksie i seksie gada i tylko to się liczy dla niego ze mnie potrzebuje (wiadomo do czego).
Dopiero teraz to jakoś do mnie dotarło ze o to tylko chodzi i wszystko jest tylko na to nakierunkowane. Może jemu się nawet wydaje że jestem miłością jego życia ale tak naprawdę to tylko pożądanie.
Jutro go zobaczę pierwszy raz od 10 dni i juz mi sie agresor włączył.

Cześc Kroteczko..

Jak czytam to co piszesz, to mam wrażenie, że mamy jednego i tego samego Pana Zet... ;-)
Mój Pan Zet w piątek patrzył na mnie z takim pożądaniem, że aż mi się śmiać chciało,
Zobaczył, że rozmawiam z kolegami, a wobec niego jestem oschła, chyba o to mu chodzi ... samiec pieprzony,
Staram się sobie go obrzydzić, jak tylko się da...
Ale moja 'korespondenycjna przyjaciólka' napisala, że dopóki mamy kontakt to nie uda mi się ....

Nie mogę, nie mogę... NIE MOGE GO CHCIEC!!!!!!

Ratunku........
SOS

Beben moze ten typ tak ma i zachowania są bardzo zbliżone.
Moj tez sie wscieka jak widzi innych gości przy mnie.
Ja jak czuję ze jestem obiektem potrzebym tylko do jednego to zdecydowanie mi się odechciewa i robię się niemiła bardzo.

Pewnie od jutra zdywersyfikuje sobie kolegów z ktorymi chodzę na lunczyki i kawki. Tak to inni bali się podejsc bo tylko X mnie obstawial. Teraz się to zmieni smile.

Nie rób tego..
Bo już wtedy Ci nie odpuści... Będzie namolny
To ten sam typ
Ja ttlko rozmawiałam sluzbowo, a zobacz jaki efekt

Jezli możesz to szukaj pracy, bez tego ani rusz
Ja probowalam ale niestety bez efektu
Mam jeden plan,a le nie mogę o nim tu napisac (wtedy już nigdy Zet nie zobaczę)

340

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Beben69 napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Ja go nienawidzę jak uswiadamiam sobie ze on wszystko sprowadza do tego jak bardzo mnie pragnie, jak marzy o mnie, jak patrzy z pożądaniem. Wtedy zaczynam być wściekła na niego, olewam go, gardze nim. I on wtedy zaczyna się przymilac - mówić czule, dbać,  nadskakuje we wszystkim. I wtedy mi znowu się wydaje że on mnie kocha - bo niby się poświęca,  w pracy sobie utrudnia żeby mi ułatwić,  etc. Urabia mnie i znów ciągle o seksie i seksie gada i tylko to się liczy dla niego ze mnie potrzebuje (wiadomo do czego).
Dopiero teraz to jakoś do mnie dotarło ze o to tylko chodzi i wszystko jest tylko na to nakierunkowane. Może jemu się nawet wydaje że jestem miłością jego życia ale tak naprawdę to tylko pożądanie.

Az się nie chce wierzyć, że można mieć swoje lata, dzieci i nie pracować na mopie (z całym szacunkiem dla studentów na saksach wink) i mieć rozumek i pojęcie o relacjach damsko-męskich na poziomie magazynu "Cosmo".
Autorka jest tak skrajnie ociężała umysłowo (albo zaczadzona wizją "białego lepkiego0 płynu" w sobie), że nie potrafi kojarzyć najprostszych faktów..Facio jej mówi: "Ej, Mała, wiesz co? Zerżnałbym cię.." a ona widzi wokół głowy śpiewające ptaszki i dzwony weselne.

Strasznie mi szkoda tych dzieciaków...
Bo różne się wątki czyta na Forum, ale autorka to jest typ takiej mało elokwentnej dziuńki, co idzie w parze z niedowartościowaniem i podatnością na "zaloty" i adorację, byle stanowczo "wziął" albo przynajmniej był odpowiednio ("męsko") natarczywy w swoich końskich zalotach.
Żenada.


Nie mogę, nie mogę... NIE MOGE GO CHCIEC!!!!!!

Ratunku........
SOS

O jejka jeka.. hihihihihi

Nastepna Mariolka.

"I paczau tak na niom z takim pożądaniem tymi paczaukami" jeny jeny <zawstydzony> big_smile
hiohihohio

A wiesz co dla mnie jest żenadą, że pomimo, iż my pomimo, takie jesteśmy głupiutkie, ale przynajmniej wiemy po co tu jesteśmy, a zastanowiłaś się dlaczego Ty jesteś tak aktywna na tym forum...?????

Ja dopóki nie popełniłam błędu, którego jestem świadoma i walczę z jego skutkami i tym, żeby go ponownie nie popełnić, nie miałam potrzeby czytać takich wynurzeń, nawet nie miałam pojęcia, że takie forum istnieje...
Byłam zajęta domowymi, zawodowymi obowiązkami, a w wolnych chwilach, szłam na piwo ze znajomymi, albo d kina, albo na spacer
Wg mnie Ty jesteś mniej dowartościowana niż ja Kroteczka i Anastas razem wzięte..
Takie jest moje zdanie od początku, dowartoścowiujesz się, jaka Ty jesteś mądra, wartosciowa itd...

Beben dzięki,  ignorowalam Elle bo nic nie wnosi, ale jej komentarze sa żenujące. Elle idz gdzie indziej.

341

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Beben69 napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Ja go nienawidzę jak uswiadamiam sobie ze on wszystko sprowadza do tego jak bardzo mnie pragnie, jak marzy o mnie, jak patrzy z pożądaniem. Wtedy zaczynam być wściekła na niego, olewam go, gardze nim. I on wtedy zaczyna się przymilac - mówić czule, dbać,  nadskakuje we wszystkim. I wtedy mi znowu się wydaje że on mnie kocha - bo niby się poświęca,  w pracy sobie utrudnia żeby mi ułatwić,  etc. Urabia mnie i znów ciągle o seksie i seksie gada i tylko to się liczy dla niego ze mnie potrzebuje (wiadomo do czego).
Dopiero teraz to jakoś do mnie dotarło ze o to tylko chodzi i wszystko jest tylko na to nakierunkowane. Może jemu się nawet wydaje że jestem miłością jego życia ale tak naprawdę to tylko pożądanie.

Az się nie chce wierzyć, że można mieć swoje lata, dzieci i nie pracować na mopie (z całym szacunkiem dla studentów na saksach wink) i mieć rozumek i pojęcie o relacjach damsko-męskich na poziomie magazynu "Cosmo".
Autorka jest tak skrajnie ociężała umysłowo (albo zaczadzona wizją "białego lepkiego0 płynu" w sobie), że nie potrafi kojarzyć najprostszych faktów..Facio jej mówi: "Ej, Mała, wiesz co? Zerżnałbym cię.." a ona widzi wokół głowy śpiewające ptaszki i dzwony weselne.

Strasznie mi szkoda tych dzieciaków...
Bo różne się wątki czyta na Forum, ale autorka to jest typ takiej mało elokwentnej dziuńki, co idzie w parze z niedowartościowaniem i podatnością na "zaloty" i adorację, byle stanowczo "wziął" albo przynajmniej był odpowiednio ("męsko") natarczywy w swoich końskich zalotach.
Żenada.



O jejka jeka.. hihihihihi

Nastepna Mariolka.

"I paczau tak na niom z takim pożądaniem tymi paczaukami" jeny jeny <zawstydzony> big_smile
hiohihohio

A wiesz co dla mnie jest żenadą, że pomimo, iż my pomimo, takie jesteśmy głupiutkie, ale przynajmniej wiemy po co tu jesteśmy, a zastanowiłaś się dlaczego Ty jesteś tak aktywna na tym forum...?????

Ja dopóki nie popełniłam błędu, którego jestem świadoma i walczę z jego skutkami i tym, żeby go ponownie nie popełnić, nie miałam potrzeby czytać takich wynurzeń, nawet nie miałam pojęcia, że takie forum istnieje...
Byłam zajęta domowymi, zawodowymi obowiązkami, a w wolnych chwilach, szłam na piwo ze znajomymi, albo d kina, albo na spacer
Wg mnie Ty jesteś mniej dowartościowana niż ja Kroteczka i Anastas razem wzięte..
Takie jest moje zdanie od początku, dowartoścowiujesz się, jaka Ty jesteś mądra, wartosciowa itd...

Beben dzięki,  ignorowalam Elle bo nic nie wnosi, ale jej komentarze sa żenujące. Elle idz gdzie indziej.

Kroteczko,

dzięki smile

342 Ostatnio edytowany przez spanowany (2014-11-30 23:33:34)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kro, brawo.
Znienawidzić kogoś to nie jest wyjście, tylko na siłę odpychanie kogoś bo... ty się czegoś boisz.
Nie znam odpowiedzi na twoje pytania, ale sugeruje żebyś odpowiedziała sobie na pytanie,co tak naprawdę chcę ja(czyli TY)?
To jest najtrudniejsze pytanie w naszym życiu?

Ja już wiem, choć droga jest bardzo trudna i bolesna,a często mam ochotę iść na skróty.Lecz już wiem z czym walczyć big_smile , tobie też tego życzę.

Myślę że zdradzę sekret: To twoja droga, którą teraz przechodzisz jest ważniejsza niż szczyt który osiągniesz.
Zrób mapę, zapamiętaj każdy szczegół z tej wędrówki, poznane pułapki omijaj, dobre ścieżki powtarzaj, ale uważaj bo i one są czasem zdradzieckie.
Ciągle się rozwijaj byś wiedziała:
Ja! jestem bez kłamstwa!, a to jedyna idea wszechświata-tak banalnie prosta, tak trudna do zrealizowania wink.trudna, tak! ale jedyna,
inaczej jak się odleci w bok, wszechświat to zweryfikuje.
Oszukałaś męża, kochanka, a to jest nic,(choćby inni wieszali psy) bo oszukałaś najważniejszą osobę w swoim życiu-Siebie.

A teraz moje pitu pitu, jeśli dotychczas takowe nie było wink
-rzeczywistość jest we mnie, nie interpretacja tego co widzę słyszę czuje, bo ona potrafi być zakłamana
Więc rozwijaj się by świadomie  omijać pułapki.
gdy w nie wpadniesz, by móc się wydostać.
np:
że istniejesz dla kogoś (no przecież gdzieś tam ktoś czeka, kto uzupełni ciebie, lub ty uzupełnisz jego)
że to egoizm tak żyć tylko dla siebie i tylko moje szczęście,
lub że muszę uszczęśliwiać innych.
Rodzinę, ojca , matkę żonę, dzieci, a ja gdzieś tam dalej,
że Kompromis to równość, nigdy większe lub mniejsze.
itp i itd/ to wszystko to...
To trudne odpowiedzi\
Jeśli znajdziesz odpowiedź na pytanie co mnie uszczęśliwia tak naprawdę(nie coś, nie ktoś, nie idea)
i całą energię temu oddasz, choćby to miało nic nie znaczyć to jesteś wygrana, wygrany.
Wtedy życie ma sens, chyba smile
Pitu pitu, a wy dziewczyny dalej widzę swoje,
ci wasi kochankowie to co mówią po wszystkim ? do następnego wypróżnienia ?

343

Odp: Zniszczylam swoje zycie
spanowany napisał/a:

Kro, brawo.
Znienawidzić kogoś to nie jest wyjście, tylko na siłę odpychanie kogoś bo... ty się czegoś boisz.
Nie znam odpowiedzi na twoje pytania, ale sugeruje żebyś odpowiedziała sobie na pytanie,co tak naprawdę chcę ja(czyli TY)?
To jest najtrudniejsze pytanie w naszym życiu?

Ja już wiem, choć droga jest bardzo trudna i bolesna,a często mam ochotę iść na skróty.Lecz już wiem z czym walczyć :D , tobie też tego życzę.

Myślę że zdradzę sekret: To twoja droga, którą teraz przechodzisz jest ważniejsza niż szczyt który osiągniesz.
Zrób mapę, zapamiętaj każdy szczegół z tej wędrówki, poznane pułapki omijaj, dobre ścieżki powtarzaj, ale uważaj bo i one są czasem zdradzieckie.
Ciągle się rozwijaj byś wiedziała:
Ja! jestem bez kłamstwa!, a to jedyna idea wszechświata-tak banalnie prosta, tak trudna do zrealizowania ;).trudna, tak! ale jedyna,
inaczej jak się odleci w bok, wszechświat to zweryfikuje.
Oszukałaś męża, kochanka, a to jest nic,(choćby inni wieszali psy) bo oszukałaś najważniejszą osobę w swoim życiu-Siebie.

A teraz moje pitu pitu, jeśli dotychczas takowe nie było ;)
-rzeczywistość jest we mnie, nie interpretacja tego co widzę słyszę czuje, bo ona potrafi być zakłamana
Więc rozwijaj się by świadomie  omijać pułapki.
gdy w nie wpadniesz, by móc się wydostać.
np:
że istniejesz dla kogoś (no przecież gdzieś tam ktoś czeka, kto uzupełni ciebie, lub ty uzupełnisz jego)
że to egoizm tak żyć tylko dla siebie i tylko moje szczęście,
lub że muszę uszczęśliwiać innych.
Rodzinę, ojca , matkę żonę, dzieci, a ja gdzieś tam dalej,
że Kompromis to równość, nigdy większe lub mniejsze.
itp i itd/ to wszystko to...
To trudne odpowiedzi\
Jeśli znajdziesz odpowiedź na pytanie co mnie uszczęśliwia tak naprawdę(nie coś, nie ktoś, nie idea)
i całą energię temu oddasz, choćby to miało nic nie znaczyć to jesteś wygrana, wygrany.
Wtedy życie ma sens, chyba :)

Spanowany ja cale życie mam wrażenie żyję dla kogoś,  najpierw spełniałam oczekiwania  rodziców, potem męża a zwreszcie dzieci. Nigdy nie robilam tego o czym ja marzyłam.
Ten romans to pierwsze takie wydarzenie w moim życiu.

344

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Różnica między moim podejściem a waszym, dziewczęta, jest taka, że ja -będąc kiedyś w podobnych relacjach, czyli w pozycji "mięsa armatniego" dla zaspokajania ego jakiegoś facecika, widzę, że nigdy nie miało to nic wspólnego ze mną.
A wam się wydaje, że to wasz czar, urok osobisty i wyjątkowość ich do was przyciąga smile

Ale prawda jest "trochę inna" i na wasze miejsce pierwsza lepsza smile tylko musi minąć trochę czasu jeszcze, musi się to rypnąć żeby facetowi się chciało znów zapolować, a tak mają takie biegającą gazele (już odrobinę przeżuta, ale jeszcze się nadaje wink) więc będą korzystać, póki się da.

Współczuję myślenia, bo ja się ocknęłam zanim wpakowałam się w zobowiązania z kimś innym, a was kryzys wieku średniego dopadł już będąc w związkach.

345

Odp: Zniszczylam swoje zycie

eluniu, wymądrzasz się bazując na swojej historii mniemając że jest reprezentatywna dla wszystkich.A nie jest,

346 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-11-30 23:54:46)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Spanowany ja cale życie mam wrażenie żyję dla kogoś,  najpierw spełniałam oczekiwania  rodziców, potem męża a zwreszcie dzieci. Nigdy nie robilam tego o czym ja marzyłam.
Ten romans to pierwsze takie wydarzenie w moim życiu.

Interesujące...

Doprawdy fascynujące muszą być Twoje najgłębsze marzenia, Niewiasto, skoro wszystkie zostały zniweczone przez rodziców, Twego męża i dzieci...

347

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Różnica między moim podejściem a waszym, dziewczęta, jest taka, że ja -będąc kiedyś w podobnych relacjach, czyli w pozycji "mięsa armatniego" dla zaspokajania ego jakiegoś facecika, widzę, że nigdy nie miało to nic wspólnego ze mną.
A wam się wydaje, że to wasz czar, urok osobisty i wyjątkowość ich do was przyciąga smile

Ale prawda jest "trochę inna" i na wasze miejsce pierwsza lepsza smile tylko musi minąć trochę czasu jeszcze, musi się to rypnąć żeby facetowi się chciało znów zapolować, a tak mają takie biegającą gazele (już odrobinę przeżuta, ale jeszcze się nadaje wink) więc będą korzystać, póki się da.

Współczuję myślenia, bo ja się ocknęłam zanim wpakowałam się w zobowiązania z kimś innym, a was kryzys wieku średniego dopadł już będąc w związkach.

Elle,

Nigdy nie myślałam takimi kategoriami, ale cieszę się, że znów mogłaś nam przypomnieć jaka byłaś i jesteś wspaniała, dzielna, wartościowa, bo się nie wpakowałaś,
Ja niestety wpakowałam się pomimo, że wcześniej szerokim łukiem omijałam takie historie...
Ale NIGDY nie krytykowałam kogos, bo z moim młodych lat pamiętam co młowiła mi moja babcia, że beczke soli zjesz a człowieka nie poznasz, bo nie znasz smego siebie.
Mooj droga więcej szacunku do tych mniej wspaniałych.. ;

348 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-12-01 00:07:46)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

pitagorasku, czyżbyś również przekonał sam siebie, że byłeś number One dla swojej kochanki? smile
Wiem, że umysł nakręcony na niemożliwe (przeniesienie spotkań kochanków na codzienny, OFICJALNY grunt) płata nam różne figle i chwyci się każdego wytłumaczenia, oprócz 1go - mało czyste i wzniosłe intencje , które za ta sielanką stoją (i niskie wibracje: seksik , często wyuzdany, bo z żona/mężem często ma się blokady smile)

Często taki otumaniony umyśl chwyta się też mrzonki o tym, jak to ważni jesteśmy dla naszych kochanków, tylko..no, gdyby nie wojna w Iraku to bylibyśmy razem..itp. itd. big_smile
A czas płynie..dupa się marszczy. Kochaś nas wesoło obraca, a potem bajo bajo i przytula się do męża/żony i na tym ten schemat polega.
Nie ma w tym nic z projekcji romantyczności, która dorabia mózg na opiatach fantazji i pożądania. SORRY, pitagorasek, twoja historia tez nie jest wyjątkowa, choć zapewne w swoim odczuciu jesteś nadal maczo wink

Beben: Tu nie chodzi o to, że ja jestem taka wspaniała czy jakaś jeszcze inna, tylko, że ty i twoja koleżanka autorka dorabiacie ideologie do ruchów frykcyjnych z kimś, kto wywołuje motyle w kroczu smile
Jedyna moja mądrość polega na tym, że ja zrozumiałam już, że owe "motyle" to nic innego jak programy w podświadomości, które karzą nam reagować na konkretny typ osób i można je zmienić (!)i nie trzeba cipką poprzecierać wszystkich biurek by się  o tym przekonać;)

349

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Różnica między moim podejściem a waszym, dziewczęta, jest taka, że ja -będąc kiedyś w podobnych relacjach, czyli w pozycji "mięsa armatniego" dla zaspokajania ego jakiegoś facecika, widzę, że nigdy nie miało to nic wspólnego ze mną.
A wam się wydaje, że to wasz czar, urok osobisty i wyjątkowość ich do was przyciąga smile

Ale prawda jest "trochę inna" i na wasze miejsce pierwsza lepsza smile tylko musi minąć trochę czasu jeszcze, musi się to rypnąć żeby facetowi się chciało znów zapolować, a tak mają takie biegającą gazele (już odrobinę przeżuta, ale jeszcze się nadaje wink) więc będą korzystać, póki się da.

Współczuję myślenia, bo ja się ocknęłam zanim wpakowałam się w zobowiązania z kimś innym, a was kryzys wieku średniego dopadł już będąc w związkach.

Elle, jeszcze jedno..:)

Chyba strasznie żałujesz, że nie dałaś się przelecieć skoro tyle razy o tym piszesz... wink


Buziaczki

350

Odp: Zniszczylam swoje zycie

|...Ten romans to pierwsze takie wydarzenie w moim życiu."
rozumiem,
Ale to nie znaczy, że najlepsze co cię czeka. Moim zdaniem to punkt zwrotny do decyzji, czego się chce,
Czego Ty chcesz? ? ?
Myślisz romans , a Elle mówi ci :
zrozum , to nie o to chodzi by pokazać jaka jesteś beznadziejna tylko, że wydaje ci się: jestem więcej warta bo ktoś mnie wreszcie niby zauważa,a to /ktoś/ rzuca te ochłapy pseudo miłości, bo wie że tego potrzebujesz i nie z miłości, ale dla własnych celów. Dlatego ty musisz zacząć szanować samą siebie.
Nie wiemy co w tobie siedzi Kro, ale na 99,7% kochanek też tego nie wie, on tylko chce sobie po,.przykro mi ale z perspektywy mózgu mężczyzny tak to widzę

351

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

pitagorasku, czyżbyś również przekonał sam siebie, że byłeś number One dla swojej kochanki? smile

Tak wywnioskowałem, po tym jak zostawiła męża i była ze mną kilka lat.Zapewne naiwne złudzenie.
Nie rozumiesz Dziewczyno, że się ośmieszasz swoimi mądrościami?
Brałem udział w trzech trójkątach, kilku innym świadkowałem pomagając kamuflować.
Przypadki bezuczuciowego dymania to sporadyczny folklor, prawie zawsze jest kakofonia uczuć ze wszystkich stron.
Nie masz pojęcia o temacie, nikogo tu nie obchodzą Twoje gimnazjalne sarkazmy.Po co tracisz czas na wpisy?

352

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie, ja urwałam te farsę, z tymże u mnie była sytuacja, że facet kochał być "przelatywany" (nie pytaj o szczegóły), ale cel i sens był ten sam - miałam być dostarczycielem przyjemności smile

Ale ja po paru przelotach zwykle zastanawiam się czy to materiał na coś więcej, bo jak nie to po co mam w to inwestować?
A jak widziałam, że nie idzie to w kierunku to się wycofałam, mogę żałować tylko że nie wcześniej..ale i tak mnie bijecie na łeb, bo u mnie to były miesiące, a u was lata trwania w zawieszeniu  i się jeszcze zastanawiacie.

353

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

pitagorasku, czyżbyś również przekonał sam siebie, że byłeś number One dla swojej kochanki? smile
Wiem, że umysł nakręcony na niemożliwe (przeniesienie spotkań kochanków na codzienny, OFICJALNY grunt) płata nam różne figle i chwyci się każdego wytłumaczenia, oprócz 1go - mało czyste i wzniosłe intencje , które za ta sielanką stoją (i niskie wibracje: seksik , często wyuzdany, bo z żona/mężem często ma się blokady smile)

Często taki otumaniony umyśl chwyta się też mrzonki o tym, jak to ważni jesteśmy dla naszych kochanków, tylko..no, gdyby nie wojna w Iraku to bylibyśmy razem..itp. itd. big_smile
A czas płynie..dupa się marszczy. Kochaś nas wesoło obraca, a potem bajo bajo i przytula się do męża/żony i na tym ten schemat polega.
Nie ma w tym nic z projekcji romantyczności, która dorabia mózg na opiatach fantazji i pożądania. SORRY, pitagorasek, twoja historia tez nie jest wyjątkowa, choć zapewne w swoim odczuciu jesteś nadal maczo wink

Beben: Tu nie chodzi o to, że ja jestem taka wspaniała czy jakaś jeszcze inna, tylko, że ty i twoja koleżanka autorka dorabiacie ideologie do ruchów frykcyjnych z kimś, kto wywołuje motyle w kroczu smile
Jedyna moja mądrość polega na tym, że ja zrozumiałam już, że owe "motyle" to nic innego jak programy w podświadomości, które karzą nam reagować na konkretny typ osób i można je zmienić (!)i nie trzeba cipką poprzecierać wszystkich biurek by się  o tym przekonać;)

No widzisz...
I znów  nas uświadamiasz jaka jesteś mądra...
piszesz ..'ja zrozumiałam już,"


żadnej ideologii nie dopisuje, po prostu zakochałam się
A  mieć takiego kochanka jak Zet, jeszcze być zakochana i przerwać to jest dopiero wyczyn....)

jestem człowiekm, a nie tak jak Ty chodzącą mądrością i doskonałością

354

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Nie, ja urwałam te farsę, z tymże u mnie była sytuacja, że facet kochał być "przelatywany" (nie pytaj o szczegóły), ale cel i sens był ten sam - miałam być dostarczycielem przyjemności smile

Ale ja po paru przelotach zwykle zastanawiam się czy to materiał na coś więcej, bo jak nie to po co mam w to inwestować?
A jak widziałam, że nie idzie to w kierunku to się wycofałam, mogę żałować tylko że nie wcześniej..ale i tak mnie bijecie na łeb, bo u mnie to były miesiące, a u was lata trwania w zawieszeniu  i się jeszcze zastanawiacie.

Elle, jakbys poczytala to u mnie były 4 miesciace.. a nie lata smile

355

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Tak wywnioskowałem, po tym jak zostawiła męża i była ze mną kilka lat.Zapewne naiwne złudzenie.

Najpierw zostawiła męża, a potem zostawiła ciebie. Karma? wink

oraz:

Brałem udział w trzech trójkątach, kilku innym świadkowałem pomagając kamuflować.

Ach, och achhhh..to już recydywa yikes Jesteś taki seksowny w tym swoim maczo-przelocie tongue

356

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Tak wywnioskowałem, po tym jak zostawiła męża i była ze mną kilka lat.Zapewne naiwne złudzenie.

Najpierw zostawiła męża, a potem zostawiła ciebie. Karma? wink

nie, ja ją.To nie karma, to życie.
Bez odbioru.

357 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-12-01 00:23:48)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Beben: To jak 4 m-ce to nie było to skierowane do Ciebie najwyraźniej smile
Skoro to zakończyłaś to tym bardziej.

Mnie chodzi o trwanie w beznadziei i liczenie, że coś z tego wyniknie jakimś cudownym zrządzeniem losu.

Oraz: gdyby kroteczka robiła co robi, ale nie kosztem poszanowania uczuć i osoby męża (tylko dlatego, że nie potrafi jej "wziąć" jak rasowy Waligóra wink) to nie byłoby problemu, a przede wszystkim teraz ONA nie miałaby problemu.
Tyle że na tym forum panuje wśród zdradzających tendencja do wyżalania się i użalania nad sobą, a ci pokrzywdzeni to gdzieś tam w tle. Poki ktoś nie stanie w ich obronie to jest względnie ok, ale jak się włoży kij w odpowiednie miejsce to jest wścieklizna, że jak to? To ona nie ma prawa do odrobiny szczęścia ??!! A że przyszło odrobinkę za późno.. (to "szczęście" wink) no to rozkładamy bezradnie rączki.

Prawo do szczęścia ma jak najbardziej, ale Wszechświat nie kieruje się przy "obdzielaniu szczęściem" dobrem pojedynczej jednostki, tylko czymś trochę szerzej, dlatego tego typu związki nie przetrwają próby czasu, czego pitagoras jest m.in. dowodem, co by nie mówił.

Można się zes...ć (z przeproszeniem), ale na cudzej mogile szczęścia własnego nie zbudujesz. Mnie takie prawo pasuje akurat, bo nie mam nic na sumieniu, ot co smile
Owszem- staram się myśleć ZANIM w coś wdepnę, bo wbrew pozorom dla mnie człowiek mieszkający ze mną (czy tym bardziej wychowujący wspólnie dzieci) nie jest MEBLEM.

358

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ja - zdradzona - dziękuję ci Elle:)

359

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Beben: To jak 4 m-ce to nie było to skierowane do Ciebie najwyraźniej smile
Skoro to zakończyłaś to tym bardziej.

Mnie chodzi o trwanie w beznadziei i liczenie, że coś z tego wyniknie jakimś cudownym zrządzeniem losu.

Oraz: gdyby kroteczka robiła co robi, ale nie kosztem poszanowania uczuć i osoby męża (tylko dlatego, że nie potrafi jej "wziąć" jak rasowy Waligóra wink) to nie byłoby problemu, a przede wszystkim teraz ONA nie miałaby problemu.
Tyle że na tym forum panuje wśród zdradzających tendencja do wyżalania się i użalania nad sobą, a ci pokrzywdzeni to gdzieś tam w tle. Poki ktoś nie stanie w ich obronie to jest względnie ok, ale jak się włoży kij w odpowiednie miejsce to jest wścieklizna, że jak to? To ona nie ma prawa do odrobiny szczęścia ??!! A że przyszło odrobinkę za późno.. (to "szczęście" wink) no to rozkładamy bezradnie rączki.

Prawo do szczęścia ma jak najbardziej, ale Wszechświat nie kieruje się przy "obdzielaniu szczęściem" dobrem pojedynczej jednostki, tylko czymś trochę szerzej, dlatego tego typu związki nie przetrwają próby czasu, czego pitagoras jest m.in. dowodem, co by nie mówił.

Można się zes...ć (z przeproszeniem), ale na cudzej mogile szczęścia własnego nie zbudujesz. Mnie takie prawo pasuje akurat, bo nie mam nic na sumieniu, ot co smile
Owszem- staram się myśleć ZANIM w coś wdepnę, bo wbrew pozorom dla mnie człowiek mieszkający ze mną (czy tym bardziej wychowujący wspólnie dzieci) nie jest MEBLEM.

Elle,
po pierwsze to moje "skończyłam", wygląda tak -> walczę każdego, dnia , nocy, chwili, żeby o nim nie myśleć,
jak go widzę, żeby udawać, że go nie ma
Nie znam siebie na tyle, żeby powiedzieć o tak, na pewno już nic nie będzie... walczę o przerwanie to najbardziej odpowiednie słowo

Myślę, ze Kroteczka jest w podobnej sytuacji (Kroteczko, nie miej mi za złe, że wypowiadam się być może trochę za Ciebie)

Elle, nie masz pojęcia, jak to jest, nikt Ci też nie dał prawa do tego, żebyś non stop nas te  zabłąkane owieczki osadzała
Osądzaj czyn a nie ludzi
Żadna z nas nie chełpi się tym co zrobiła

Poruszasz Pitagorasa, ale nie wiesz co doprowadziło do rozstania,
Jest trochę przykładów, ze może się udać... Karol i Camila, A.Jolie /B. Pitt

Wszyscy będziemy rozliczeni z naszych czynów, a poza tym nie wiemy, co tak naprawdę jest lepsze trwać w takim niby związku czy go przerwać,

I uwierz mi ... ja nigdy nie sądziłam, ze mogę być namiętna... NIGDY, dla mnie seks o było coś tak obrzydliwie zwierzęcego (6 lat nikt nie pozwoliłam się nikomu dotknąć, nie istaniał żaden facet) więc tak naprawdę nie znamy siebie

wiemy jakie masz poglądy, nikt nie oczekuje, żebyś je zmieniła, ale nam naprawdę wystarczą nasze wyrzuty sumienia, a pisanie o naszych bolączkach pozwala "jakoś" funkcjonować w życiu, cos na sadzie terapii AA
Więc nie urągj i nie utrudniaj nam tego

360

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Paradoks polega na tym, że ja w was bardziej wierze niż wy same w siebie.
Nie dostrzegacie tego zgubione za tym, gdzie pcha was podświadomość (ślepa na umoralnianie i rozum - to akurat wiem smile)

Ja mówię tylko, że macie wszystko co potrzeba żeby z tego bagienka wyjść, tylko trzeba CZUĆ, że się chce, a nie mówić, że by się chciało.
Droga do zmiany zaczyna  się od tego, że ma się DOŚĆ, naprawdę dość..a was coś jeszcze trzyma.

361

Odp: Zniszczylam swoje zycie

wyrzuty sumienia do czegoś nas doprowadziły?
do znalezienia nowych mechanizmów obronnych, a nie do źródła.
Oj boli to, a im bardziej boli tym bliżej do prawdy big_smile
Dobrej nocy wszystkim

362

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Można się zes...ć (z przeproszeniem), ale na cudzej mogile szczęścia własnego nie zbudujesz. Mnie takie prawo pasuje akurat, bo nie mam nic na sumieniu, ot co smile
Owszem- staram się myśleć ZANIM w coś wdepnę, bo wbrew pozorom dla mnie człowiek mieszkający ze mną (czy tym bardziej wychowujący wspólnie dzieci) nie jest MEBLEM.

Można zbudować szczęście na krzywdzie innych - pozorne. Z zewnątrz, dla innych gapiów, a w środku to najczęściej syf, kiła i mogiła. I tak do us*anej śmierci, bo trzeba ciągnąć tę farsę, chociaż niektórzy kończą, bo już tego zwyczajnie nie wytrzymują.

363

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Paradoks polega na tym, że ja w was bardziej wierze niż wy same w siebie.
Nie dostrzegacie tego zgubione za tym, gdzie pcha was podświadomość (ślepa na umoralnianie i rozum - to akurat wiem smile)

Ja mówię tylko, że macie wszystko co potrzeba żeby z tego bagienka wyjść, tylko trzeba CZUĆ, że się chce, a nie mówić, że by się chciało.
Droga do zmiany zaczyna  się od tego, że ma się DOŚĆ, naprawdę dość..a was coś jeszcze trzyma.

Elle,
Masz dość specyficzny sposób wyrażania tej wiary w nas.. wink


My wiemy jak jest trudno, dlatego sobie dowierzamy, dzielimy się wątpliwościami, bolem...
czasmi czuję się jakbym nie miała żoładka
i jeszcze to udawanie...
W pracy...
W domu...
Przed mamą... co Ty taka smutna jesteś... A nie nic.. głowa mnie boli

Jest jedna i jedyna droga, do przerwania

ZERO KONTAKTU

a jak się pracuje razem, i realiach rynku pracy... to tym bardziej nam trudno
Ja chciałam zmienić prace, próbowałam i to z zaangażowaniem, ale się nie udało... hmm-

364 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-12-01 01:11:16)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie jest specyficzny, tylko bywa bolesny, bo jestem brutalnie szczera.
Dzięki temu mam wokół siebie już tylko osoby, przy których nie muszę nikogo udawać, ale i one nie muszą przede mną - też są brutalnie szczerzy ze mną (bo to działa w 2 strony) Wiesz jaki to komfort? smile

Co do udawania.. To jest to jak robal zjadający nas od środka (bez znieczulenia).
Ludziom się dalej często wydaje, że ciało fizyczne jest odseparowane od emocjonalnego. Nic bardziej mylnego- co widać po psychosomatycznych objawach w jedną i druga stronę: z emocji na ciało i z ciała na samopoczucie.
Wszystko jest do opanowania, tylko 1 warunek:  nie kopiemy pod sobą dołków, nie sabotujemy tego co dla nas dobre. Zero kłamstwa, szczerość- często brutalna smile Tylko w ten sposób można przełamać schemat.

Znasz powiedzenie o tym, że tylko głupi oczekuje innych rezultatów pracując ciągle na tych samych metodach? wink


A propos "prób" zmiany pracy.. Był to jeden zryw, czy może kilka lub kilkanaście?
UCZCIWIE: na ilu byłaś rozmowach i ile cv wysłałaś?

365

Odp: Zniszczylam swoje zycie

no rozpoczęła się kłótnia pomiędzy tymi którzy biorą w obronę prawa zdradzonych i tych którzy biorą w obronę swoje prawo do podążania za zewem.

Jedni obrażają się, bo ktoś nie chce zrozumieć jak cierpią podążając za zewem, inni obrażają się bo "cierpiętnicy" pozostają głusi na wszelkie odwoływania do praw zdradzonych.

Do dyskusji włączył się cynik, który lubi spijać śmietankę wchodząc pomiędzy zdradzonych i zdradzających.
Wspierając, a jakże tych dzięki którym śmietankę może sobie spijać.

Ani jedna, ani druga grupa nie dojdzie do porozumienia.
Dlaczego ?
Ponieważ obie grupy poruszają na dwóch różnych płaszczyznach.

Jedna - na płaszczyźnie empatii dla skrzywdzonych, potrzeby bezpieczeństwa dzięki stosowaniu zasad, gotowości do porzucenia przygód w zamian za szacunek dla siebie.

Druga - na płaszczyźnie swoich potrzeb, gotowości do porzuceni zasad w zamian za poczucie dowartościowania w oczach innych, potrzeby przygód większej niż potrzeby bezpieczeństwa.

Jedyna nić która łączy grupę drugą z pierwszą, to potrzeba tworzenia sobie usprawiedliwień na poczet niewykluczenia, w swoim przekonaniu, z grupy pierwszej.

I to jest jedyna "kość niezgody"

Jedni twierdzą że nie mają prawa do takich aspiracji, drudzy przekonują że tłumaczą ich różne zewnętrzne, niezależne od nich czynniki ( np. namolny kochanek)

Nie byłoby tej problemu, gdyby jedna i druga grupa była tak zdefiniowana jak np. pitagoras.
Wie, że chce dobrze tylko dla siebie i ma w dooopie to co czują, myślą inni.

Dlatego, ta dyskusja nie ma sensu.
Nie dojdzie do żadnej konstruktywnej konkluzji.

To jakby zawodowy morderca, zabiegał o uznanie w kółku różańcowym i cierpiał z powodu odrzucenia.
Czy ma sens poszukiwanie uznania przez altruistę u oszusta ?

Po co komuś poczucie do świata innych, skoro postępują dokładnie przeciwko niemu ?

366

Odp: Zniszczylam swoje zycie

To jakby zawodowy morderca, zabiegał o uznanie w kółku różańcowym i cierpiał z powodu odrzucenia.
Czy ma sens poszukiwanie uznania przez altruistę u oszusta ?

Podoba mi się Twój tok rozumowania, jest mi bliski.
Ja wiem dlaczego tu z nimi wypisuje wink Związałam się emocjonalnie z tym Forum, ale coraz wyraźniej czuje, że to już nie jest moja 'przestrzeń', właśnie ze względu na zupełnie odmienna perspektywę.
Pozostaje albo się z ludźmi "Szarpać" albo wchodzić w dyskusję (co wolałam swego czasu), a teraz -tak jak Ty- widzę bezsens tych przepychanek.
To miała być MOJA osobista nauka z tego miejsca- pozwolić ludziom popełniać dalej błędy, pomimo że znam zakończenie. I nie ma to nic wspólnego z tzw. mądrością..ja to po prostu widzę- intuicja i wyższe uczucia (na tym poziomie nie widzi się już korzyści z wchodzenia w relacje na zasadach 'transakcji', z usprawiedliwiania zła itd.).


Dzięki za ten wpis- potraktuję go jako kolejny znak smile

367 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-12-01 01:49:30)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Upatruję roli tego Forum nie tyle w sensownosci dyskusji, ile w rozmaitości spojrzeń na jedną i tę samą kwestię. Tu nie idzie o to "czyje będzie na wierzchu", ale o to, że przy tak licznej grupie interlokutorów może dojść do poruszenia takich obszarów, które są odpowiedzialne za kierowanie się sercem i rozumem w chwili gorączki zmysłów i nieuporządkowanych chuci jakże często mylonych z miłością.

368

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Secondo1 napisał/a:

Nie byłoby tej problemu, gdyby jedna i druga grupa była tak zdefiniowana jak np. pitagoras.
Wie, że chce dobrze tylko dla siebie i ma w dooopie to co czują, myślą inni.

Secondo, w chwili gdy czytasz tego posta, gdzieś w Afryce umiera z głodu dziecko.
Obchodzi Cię to?
Nie bardzo.Przecież możesz sprzedać kompa, z którego piszesz i je uratować.Tylko trzeba czynnie chcieć.
Za 10 minut umrze z z głodu kolejne dziecko.A mimo to, nie zareagujesz.Nie sprzedasz kompa i nie podążysz nikogo ratować.
   Ta troska o innych to jest bardzo fajna w teorii; często też i w praktyce- jeśli biedny pokrzywdzony jest z nami jakoś związany, bliski fizycznie lub mentalnie- wtedy tak.
Ale totalnie obcych ludzi ma się w doopie jak to określasz.Tacy są ludzie i koniec.Każdy z nas, piszących w tym wątku mógłby- gdyby chciał- ocalić życie kilkudziesięciu osobom.Gdyby chciał tak naprawdę.
Ale my naszą dobroć i myślenie o innych wyrażamy ochłapami wrzucanymi do puszki Wielkiej Orkiestry i na tym koniec.I nie dla kogoś te ochłapy wrzucamy, tylko dla siebie; żeby sobie móc powiedzieć jaki to ja dobry jestem, jak innymi się przejmuję.
Tak, przejmuję- dopóki mnie to nic, albo niewiele kosztuje.
   Myślenie, że ktoś pchający się w romans, będzie się rozczulał nad uczuciami jakiejś obcej zdradzanej osoby jest naiwną groteską.Nie będzie, bo to by już jego samego za dużo kosztowało.Jeśli ktoś kończy lub ucina romans, to też robi to dla siebie.Taka jest rzeczywistość i ludzka natura.

369 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-12-01 04:22:45)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Myślenie, że ktoś pchający się w romans, będzie się rozczulał nad uczuciami jakiejś obcej zdradzanej osoby jest naiwną groteską.Nie będzie, bo to by już jego samego za dużo kosztowało.Jeśli ktoś kończy lub ucina romans, to też robi to dla siebie.Taka jest rzeczywistość i ludzka natura.

Ależ oczywiście, że tak, tylko mylisz ciągle 2 sprawy: zdrowy egoizm z egoizmem podszytym rywalizacją i strachem - ten ostatni ma źródło w 'mentalności niedostatku'. W praktyce przejawia się to m.in. takim myśleniem:
"Albo ja jestem szczęśliwy, albo ktoś" ,
"Żebym ja mógł wygrać, ktoś musi przegrać",
"Na świecie dobra i szczęście są dobrem ograniczonym i deficytowym, dlatego w walce o swoje wszystkie chwyty dozwolone!"


Tyle, że taka mentalność nie ma nic wspólnego z trwałym poczuciem szczęścia, które -z zasady- nie przejeżdża się po drodze po innych jak walec.

Jedynym rozwiązaniem w takich sytuacjach, kiedy dopada nas znajoma delira z hormonów, to na moment zatrzymać gonitwę myśli i zapytać samego siebie: "Czy ten czyjś mąż/żona jest naprawdę JEDYNĄ osobą (moja jedyną opcją) na fajną relację? Czy NAPRAWDĘ z cała pewnością mogę stwierdzić, że z wielu bilionów ludzi Wszechświat ma mi do zaproponowania tylko ta jedna osobę?"
I puknąć się w czoło albo jak mawia Maleńczuk (którego cenię sobie za szczerość wink) zapodać sobie "blachę na odmulenie" wink



A porównanie czynnego udziału w rozpieprzaniu czyjejś rodziny do głodujących dzieci w Afryce- MOCNO naciągane, heeeeej !
Znowu pudło big_smile


Taka jest rzeczywistość i ludzka natura.

Nic bardziej mylnego. Rzeczywistość tworzymy poprzez wiarę w konkretne swoje myśli o świecie i sposobach jego funkcjonowania.
Co w ŻADEN sposób nie wpływa z kolei na uniwersalną zasadę działania Wszechświata oparta na PP, gdzie poprzez projekcję kształtujemy rzeczywistość: tę najbliższa i dalszą (pośrednio).
Jeśli i to jest dla ciebie majakami pijaka, to polecam liznąć nieco fizyki kwantowej, tam naukowcy (nie żadne "psycho-konowały" jak często piszesz wink) mówią co nieco o tzw. Efekcie obserwatora (paradoks Kota Shroedingera -polecam książkę tak btw.) , gdzie niepodważalnym faktem jest, że obserwujący wpływa na obiekt obserwacji (i jej wynik).

To by było na tyle jeśli chodzi o wywody odnośnie postrzegania świata z perspektywy biernego obserwatora i biorcy tego, co "los" nam nawinie.

370

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Uwierz mi wyrzuty mam ogromne codziennie czasem czekam az będzie weekend zeby go wreszcie nie widziec. A potem testnie za nim i ciagle myślę.

Po co wyszlam za meza. Kochalam go chyba , on tez jest raczej dominujacy, poza tym jest bardzo dobrym czlowiekiem inteligentym przystojnym taki ideal niby. Ale nie dla mnie , jest inny niz ja ma inne pasje, co innego go bawi. A tamten ma wszystko i mnie pociaga niesamowicie,  ale ma tez ogromne wady inne niz moj maz. Czesto nie liczy sie z ludzmi jest nieslowny.

Jak ja się cieszę, że ty nie jesteś moją żoną.
To co robisz jest podłe.
Jesteś potworną egoistką, która myśli tylko o sobie.
Powiedz kochankowi, że chcesz być z nim i niech odejdzie od żony, a zobaczysz jak natychmiast sprowadzi ciebie do parteru.
Po kiego ch**a mu jest potrzebna baba z dwójką dzieci.
Odejdź od męża, weź dzieci i powiedz kochankowi, że chcesz z nim zamieszkać.
Już widzę radość w jego oczach. Będzie niezmiernie szczęśliwy tylko powie ci, że musi porozmawiac z żoną a ona jest teraz na to nie przygotowana i ble, ble, ble etc.
Kobieto, to dlaczego masz ze swoim mężem dzieci - z litości?
Nie ty chyba się z nim ( mężem ) puściłaś i to była wpadka.
Ale dwie wpadki, to chyba już przesada
Czy ty wogóle kiedyś go kochałaś, bo ja myślę, że nie.
Dlatego powtarzam jeszcze raz, że bardzo się cieszę, że nie jesteś moją żoną.
Dla mnie jesteś perfidną suką która ma chcicę i podaj mi nr. telefonu do męża to ja mu powiem jaką ma żone -dziwke, bo ty nie masz odwagi przyznać się do zdrady.

371 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-12-01 08:30:15)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Lexpar napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Uwierz mi wyrzuty mam ogromne codziennie czasem czekam az będzie weekend zeby go wreszcie nie widziec. A potem testnie za nim i ciagle myślę.

Po co wyszlam za meza. Kochalam go chyba , on tez jest raczej dominujacy, poza tym jest bardzo dobrym czlowiekiem inteligentym przystojnym taki ideal niby. Ale nie dla mnie , jest inny niz ja ma inne pasje, co innego go bawi. A tamten ma wszystko i mnie pociaga niesamowicie,  ale ma tez ogromne wady inne niz moj maz. Czesto nie liczy sie z ludzmi jest nieslowny.

Jak ja się cieszę, że ty nie jesteś moją żoną.
To co robisz jest podłe.
Jesteś potworną egoistką, która myśli tylko o sobie.
Powiedz kochankowi, że chcesz być z nim i niech odejdzie od żony, a zobaczysz jak natychmiast sprowadzi ciebie do parteru.
Po kiego ch**a mu jest potrzebna baba z dwójką dzieci.
Odejdź od męża, weź dzieci i powiedz kochankowi, że chcesz z nim zamieszkać.
Już widzę radość w jego oczach. Będzie niezmiernie szczęśliwy tylko powie ci, że musi porozmawiac z żoną a ona jest teraz na to nie przygotowana i ble, ble, ble etc.
Kobieto, to dlaczego masz ze swoim mężem dzieci - z litości?
Nie ty chyba się z nim ( mężem ) puściłaś i to była wpadka.
Ale dwie wpadki, to chyba już przesada
Czy ty wogóle kiedyś go kochałaś, bo ja myślę, że nie.
Dlatego powtarzam jeszcze raz, że bardzo się cieszę, że nie jesteś moją żoną.
Dla mnie jesteś perfidną suką która ma chcicę i podaj mi nr. telefonu do męża to ja mu powiem jaką ma żone -dziwke, bo ty nie masz odwagi przyznać się do zdrady.

Dlaczego obrażasz tę kobietę, Lexpar?
Nie odniosłem wrażenia, że wchodząc na to forum, chciała się pochwalić, że przyprawia rogi mężowi z gościem, który prawdopodobnie, pod wieloma względami, nie dorasta mu do pięt.
Wprost przeciwnie.
Prosi o pomoc, by się wyrwać z tej budzącej, przyznaję, złe emocje tzw. porządnych ludzi sytuacji.
A takie wpisy, jak Twój dzisiejszy komu i czemu mają służyć?

Pozdrawiam.

372 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-12-01 09:54:13)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:

Secondo, w chwili gdy czytasz tego posta, gdzieś w Afryce umiera z głodu dziecko.
Obchodzi Cię to?
Nie bardzo....

Ja sądzę, że obchodzi

pitagoras napisał/a:

Nie bardzo.Przecież możesz sprzedać kompa, z którego piszesz i je uratować.Tylko trzeba czynnie chcieć.
Za 10 minut umrze z z głodu kolejne dziecko.A mimo to, nie zareagujesz.Nie sprzedasz kompa i nie podążysz nikogo ratować.

Odwracasz kota ogonem. Podążając za Twoim tokiem rozumowania: w wątku tym omawiamy przykłady, że zabiera się temu dziecku w Afryce pieniądze, by kupić sobie komputer. Problem polega by tych pieniędzy mu nie odbierać. Jednak wygrywa instynkt i te pieniądze znikają, my zaś mamy nowy sprzęt.
Co mnie przeraża ? Brak kontroli nad instynktem, który wygrywa nad rozumem.
Ponoć homo sapiens tym się różni od reszty świata zwierzęcego, że potrafi sobie wyobrazić skutki swojego postępowania zanim ono nastąpi. Mając to na uwadze po lekturze obecnego można w to zwątpić. Ja odbieram Elle88 jako broniącą wartości wyobraźni, która górować powinna nad popędem, u kroteczki dochodzi do walki rozumu z popędem, zobaczymy jak długo jeszcze bo na razie rozumowanie ogranicza się do wyrzutów, u innych góruje popęd i rozumem, przyłączam się do głosu Secondo1: nie można stawiać znaku równości pomiędzy tymi dwoma światami ! Dla mnie to degradacja rodzaju ludzkiego.
Kroteczka, Bęben, Pitagoras itp. od was zależy w jaki scenariusz się wpiszecie, co by wam nie napisać i tak zrobicie po swojemu ale próby relatywizacji są dla mnie niedopuszczalne. Stając po stronie zdradzanych, żądając działania wg. wyobraźni, rozumu, jakichś mniejszych lub większych wartości stajemy się wg. was tymi BEE !!
Oj Ty "Niedobra" Elle !! jak śmiałaś to wywlekać wink
Jest światełko w tunelu ? Jest - "Kroteczka Inc" czytajcie, można i tak, że wyobraźnia jednak wygrywa z popędem - http://www.netkobiety.pl/t78333.html

373

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Coś czuję, że zaraz polecą na mnie gromy...ale co tam...

Dlaczego nie mamy walczyć o swoje szczęście, nawet jeśli owe oznacza krzywdę drugiego człowieka? Ile razy słyszymy : Myśl o sobie, rób to , co dla Ciebie jest dobre itp. Ile razy można się poświęcać i żyć dla kogoś? Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła?

Może to właśnie czas zacząć myśleć o sobie! Przez wiele lat żyło się w nieszczęściu, aby druga osoba była szczęśliwa i to było ok? Dlaczego teraz moje szczęście ma być gorsze i znów muszę patrzeć na czyjeś?

Piszę to w kontekście zarzutów do osoby zdradzającej. Oczywiście, zaraz napiszecie, że trzeba było rozmawiać, wyjaśniać, iść na kompromisy, lub odejść a nie zdradzać i oszukiwać. Ale może się tak zdarzyło, bo spotkało się kogoś , kogo się pokochało. Przy kim możemy wyobrazić sobie dalsze życie, odnalazło swoje szczęście? Napiszecie, trzeba było się powstrzymać, ale ile lat można się dusić? Czasem życie tak się układa, że nie ma się możliwości odejścia, a chwila spędzona przy kimś innym ( nie mówię o seksie itp) jest na wagę złota i szala zaczyna się przechylać...

374

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Coś czuję, że zaraz polecą na mnie gromy...ale co tam...

Dlaczego nie mamy walczyć o swoje szczęście, nawet jeśli owe oznacza krzywdę drugiego człowieka? Ile razy słyszymy : Myśl o sobie, rób to , co dla Ciebie jest dobre itp. Ile razy można się poświęcać i żyć dla kogoś? Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła?

Może to właśnie czas zacząć myśleć o sobie! Przez wiele lat żyło się w nieszczęściu, aby druga osoba była szczęśliwa i to było ok? Dlaczego teraz moje szczęście ma być gorsze i znów muszę patrzeć na czyjeś?

Piszę to w kontekście zarzutów do osoby zdradzającej. Oczywiście, zaraz napiszecie, że trzeba było rozmawiać, wyjaśniać, iść na kompromisy, lub odejść a nie zdradzać i oszukiwać. Ale może się tak zdarzyło, bo spotkało się kogoś , kogo się pokochało. Przy kim możemy wyobrazić sobie dalsze życie, odnalazło swoje szczęście? Napiszecie, trzeba było się powstrzymać, ale ile lat można się dusić? Czasem życie tak się układa, że nie ma się możliwości odejścia, a chwila spędzona przy kimś innym ( nie mówię o seksie itp) jest na wagę złota i szala zaczyna się przechylać...

Owieczko właśnie tak jest jak piszesz wszyscy wymagają żebyś swoje szczęście schowała do kieszeni.  Tylko inni się liczą.  Ale ja muszę zdusic to marzenie o swoim szczęściu,  nie mam chyba wyboru bo mam dzieci.

Dziś jest dobrze.  Jakaś taka spokojna jestem.  On się lasi ale ja jak skała. Ciągle wizualizuje że on chce tylko jednego i to mi pomaga.

375

Odp: Zniszczylam swoje zycie

kroteczka, ja jestem mężatką która też chciała romansu z kimś - akurat on jest żonaty. I wcale nie patrzałam na niego jak na obiekt seksualny tylko i wyłącznie. Owszem... pożądanie jest ale nie o to mi chodzi.
Słuchasz wszystkich cennych rad zdradzonych ale pamiętaj, on wcale jak na obiekt seksualny tylko i wyłącznie nie musi na ciebie patrzeć. Słuchaj własnej siebie, własnej intuicji tak żebyś nie żałowała w życiu niczego.

376

Odp: Zniszczylam swoje zycie

hehe walczyć o swoje szczeście...czyli was wszystkie do ślubu z własnymi mężami zmuszono tak??przystawiono wam pistolet do głowy i siłą zaciągnięto was do kościoła czy urzędu aby złożyć przysięge tak?? a wasze dzieci zrodziły sie z gwałtów tak??...śmieszne jesteście w dążeniu do szcześcia...to poco wiązałyście sie z waszymi mężami skoro ich niekochałyście...poco rodziłyście im dzieci??? zeby teraz gadac ze spotkałyście milość waszego życia kilka lat za poźno...to skoro to dupczenie jest dla was takie ważne nazywacie to swoim szcześciem to droga wolna rozwód i po temacie...ale wy wolicie sie wyzalać na forum jakie to wy szlachetne jestescie ze dla dobra dzieci rezygnujecie z siebie... gu**o prawda

377 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2014-12-01 12:39:01)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Coś czuję, że zaraz polecą na mnie gromy...ale co tam...

Dlaczego nie mamy walczyć o swoje szczęście, nawet jeśli owe oznacza krzywdę drugiego człowieka? Ile razy słyszymy : Myśl o sobie, rób to , co dla Ciebie jest dobre itp. Ile razy można się poświęcać i żyć dla kogoś? Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła?

Może to właśnie czas zacząć myśleć o sobie! Przez wiele lat żyło się w nieszczęściu, aby druga osoba była szczęśliwa i to było ok? Dlaczego teraz moje szczęście ma być gorsze i znów muszę patrzeć na czyjeś?

Piszę to w kontekście zarzutów do osoby zdradzającej. Oczywiście, zaraz napiszecie, że trzeba było rozmawiać, wyjaśniać, iść na kompromisy, lub odejść a nie zdradzać i oszukiwać. Ale może się tak zdarzyło, bo spotkało się kogoś , kogo się pokochało. Przy kim możemy wyobrazić sobie dalsze życie, odnalazło swoje szczęście? Napiszecie, trzeba było się powstrzymać, ale ile lat można się dusić? Czasem życie tak się układa, że nie ma się możliwości odejścia, a chwila spędzona przy kimś innym ( nie mówię o seksie itp) jest na wagę złota i szala zaczyna się przechylać...

no nareście pojawiła się druga osoba, z rodzaju :
z grupy :
"Druga - na płaszczyźnie swoich potrzeb, gotowości do porzuceni zasad w zamian za poczucie dowartościowania w oczach innych, potrzeby przygód większej niż potrzeby bezpieczeństwa."
"zdefiniowana jak np. pitagoras.
Wie, że chce dobrze tylko dla siebie i ma w dooopie to co czują, myślą inni."

Najlepiej, żeby osoby z grupy drugiej, wchodziły w związki tylko i wyłącznie między sobą.
Wtedy wszystko byłoby jasne, bez tragedii, bez rozczarowań itd.
Po prostu, kocham Cie dopóki nie trafi mi się ktoś kogo pokocham bardziej,
jestem z Tobą dopóki mi się nie znudzisz,
jestem Ci wierna dopóki mi tak wygodnie,
itd.
Pełna klarowność sytuacji.

W przeciwnym razie, rodzą się pretensje, żale i i taka bezsensowna dyskusja jak tu na forum.

Żeby tylko nie próbowały aspirować do grupy pierwszej......

BTW,
Pitagoras, bieda, głod przeraża mnie nie tylko w Afryce, ale i tutaj w Polsce.
O ile w Polsce mogę w jakiś sposób włączyć się w pomoc tym osobom,
to przekazanie kilkunastu euro ze sprzedaży komputera do Afryki... niewiele lub nic nie zmieni.

I na tym właśnie polega różnica - działać tam gdzie mamy wpływ na zmianę, na lepsze.
Ty działasz na lepsze dla siebie, i jasno to deklarujesz
Nie aspirujesz przy tym do grona altruistów, dbających o uczucia innych nie stroisz się w piórka które nie są Twoje.
no i OK.

378

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Secondo1 napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Coś czuję, że zaraz polecą na mnie gromy...ale co tam...

Dlaczego nie mamy walczyć o swoje szczęście, nawet jeśli owe oznacza krzywdę drugiego człowieka? Ile razy słyszymy : Myśl o sobie, rób to , co dla Ciebie jest dobre itp. Ile razy można się poświęcać i żyć dla kogoś? Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła?

Może to właśnie czas zacząć myśleć o sobie! Przez wiele lat żyło się w nieszczęściu, aby druga osoba była szczęśliwa i to było ok? Dlaczego teraz moje szczęście ma być gorsze i znów muszę patrzeć na czyjeś?

Piszę to w kontekście zarzutów do osoby zdradzającej. Oczywiście, zaraz napiszecie, że trzeba było rozmawiać, wyjaśniać, iść na kompromisy, lub odejść a nie zdradzać i oszukiwać. Ale może się tak zdarzyło, bo spotkało się kogoś , kogo się pokochało. Przy kim możemy wyobrazić sobie dalsze życie, odnalazło swoje szczęście? Napiszecie, trzeba było się powstrzymać, ale ile lat można się dusić? Czasem życie tak się układa, że nie ma się możliwości odejścia, a chwila spędzona przy kimś innym ( nie mówię o seksie itp) jest na wagę złota i szala zaczyna się przechylać...

no nareście pojawiła się druga osoba, z rodzaju :
z grupy :
"Druga - na płaszczyźnie swoich potrzeb, gotowości do porzuceni zasad w zamian za poczucie dowartościowania w oczach innych, potrzeby przygód większej niż potrzeby bezpieczeństwa."
"zdefiniowana jak np. pitagoras.
Wie, że chce dobrze tylko dla siebie i ma w dooopie to co czują, myślą inni."

Najlepiej, żeby osoby z grupy drugiej, wchodziły w związki tylko i wyłącznie między sobą.
Wtedy wszystko byłoby jasne, bez tragedii, bez rozczarowań itd.
Po prostu, kocham Cie dopóki nie trafi mi się ktoś kogo pokocham bardziej,
jestem z Tobą dopóki mi się nie znudzisz,
jestem Ci wierna dopóki mi tak wygodnie,
itd.
Pełna klarowność sytuacji.

W przeciwnym razie, rodzą się pretensje, żale i i taka bezsensowna dyskusja jak tu na forum.

Żeby tylko nie próbowały aspirować do grupy pierwszej......

BTW,
Pitagoras, bieda, głod przeraża mnie nie tylko w Afryce, ale i tutaj w Polsce.
O ile w Polsce mogę w jakiś sposób włączyć się w pomoc tym osobom,
to przekazanie kilkunastu euro ze sprzedaży komputera do Afryki... niewiele lub nic nie zmieni.

I na tym właśnie polega różnica - działać tam gdzie mamy wpływ na zmianę, na lepsze.
Ty działasz na lepsze dla siebie, i jasno to deklarujesz
Nie aspirujesz przy tym do grona altruistów, dbających o uczucia innych nie stroisz się w piórka które nie są Twoje.
no i OK.

Nie, oczywiście, trwajmy w nieszczęściu do końca życia! Bierzmy na siebie wszystko i trwajmy "bo tak być powinno". Nie ważne, że mąż Cię bije, pije i ma Cię w dupie. I wtedy, kiedy poznasz inną osobę, która chce Ci pomóc, która jest przy Tobie, powiedz jej "spadaj, mam męża!"

Nikt, nikogo do małżeństwa nie zmuszał ale nie zmuszę swojego serca do uczucia względem człowieka, który stał się dla mnie obcy, który mnie gnębi i niszczy psychicznie.

Zazdroszczę Wam szczęśliwych związków, pełnych namiętności i miłości aż po grób. Taka miłość to skarb!

379

Odp: Zniszczylam swoje zycie
maga81 napisał/a:

hehe walczyć o swoje szczeście...czyli was wszystkie do ślubu z własnymi mężami zmuszono tak??przystawiono wam pistolet do głowy i siłą zaciągnięto was do kościoła czy urzędu aby złożyć przysięge tak?? a wasze dzieci zrodziły sie z gwałtów tak??...śmieszne jesteście w dążeniu do szcześcia...to poco wiązałyście sie z waszymi mężami skoro ich niekochałyście...poco rodziłyście im dzieci??? zeby teraz gadac ze spotkałyście milość waszego życia kilka lat za poźno...to skoro to dupczenie jest dla was takie ważne nazywacie to swoim szcześciem to droga wolna rozwód i po temacie...ale wy wolicie sie wyzalać na forum jakie to wy szlachetne jestescie ze dla dobra dzieci rezygnujecie z siebie... gu**o prawda

Życzę Ci abyś do końca życia była/był tak szczęśliwy i pewny/a swoich uczuć do tej drugiej osoby.

380

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Długo zastanawiałam się czy napisać, bo nie chciałam opisywać swojej historii i pewnie nie uczynię tego w detalach, ale chciałabym zwrócić na coś uwagę a mianowicie na to jak taka walka o swoje "szczęście" może się skończyć...
Ja miałam romans z żonatym mężczyzną, który o mało nie zakończył się tragedią, gdyż dałam sobie prawo do ocenienia czyjejś miłości a raczej jej braku i zgodziłam się,aby mężczyzna zostawił swoją rodzinę dla mnie.Gdy poinformował o tym swoją żonę,  musiała być ona bardzo zdesperowana i posunęła się do bardzo drastycznych kroków...Przez swoją głupotę, skrajny egoizm prawie miałam na sumieniu czyjeś życie...Nawet taką bezmyślną, rozpieszczoną "księżniczkę" jaką byłam zmusiło to do refleksji...Nie mieściło mi się w głowie,że szukając swojego "szczęścia" doprowadziłam do takiego nieszczęścia...Jeśli miałabym taką możliwość, to przeprosiłabym tamtą kobietę,ale nie mam i wiem,że to by wyrządziło jeszcze więcej krzywdy...
Mężczyzna, dla którego ,rzekomo, byłam "najważniejsza" nagle zniknął, po tym wydarzeniu nawet nie porozmawialiśmy, nie pożegnał się ze mną, potraktował mnie jak szmatę...Była to bardzo bolesna lekcja, bo miałam ogromne poczucie winy a jednocześnie poczucie krzywdy i bardzo ciężko było mi poradzić sobie z tym ogromem emocji. Byłam bliska obłędu...Ten romans kosztował mnie bardzo wiele i do końca jeszcze sobie nie wybaczyłam,że pozwoliłam,aby to wszystko tak się potoczyło.
Czy te chwile kradzionego szczęścia były warte tego cierpienia? Odpowiedź jest jednoznaczna- NIE. Gdybym miała możliwość, to cofnęłabym czas,aby to się nigdy nie wydarzyło...
Jeśli coś jest "dobre", to nie trzeba o to walczyć, "bić" się o to z drugą kobietą, wyrywać pazurami...Miłość jest pięknym uczuciem, które na pewno nie unieszczęśliwia innych ludzi i nie doprowadza ich do rozpaczy...Teraz mnie wzdryga jak sobie pomyślę o tym,że on mówił,że mnie kocha i budzi się we mnie wewnętrzy sprzeciw, bo nie chcę być "kochana" w taki wyrachowany, egoistyczny,tchórzliwy, "brudny" sposób. Zasługuję na miłość, która sprawi, że będę lepszym człowiekiem dla innych i dla siebie, która nie będzie kalkulować, nie sprawi,że będę się czuła jak kobieta gorszej kategorii...

Jeszcze odniosę się do tego co napisał pitagoras o trosce o innych...Rzeczywiście podczas swojego romansu nie troszczyłam się o żonę mojego kochanka, doszłam do wniosku,że ona go nie kocha (takie wyciągnęłam wnioski z tego co mówił i dałam sobie prawo ocenić jej miłość)i dla niej rozwód też będzie szansą na ułożenie sobie życia z kimś innym...Choć czasami było mi jej tak po ludzku żal, ale nie wystarczająco mocno,abym zrezygnowała z romansu z jej mężem.
Jednak lekcja, którą dostałam w związku z tymi okropnymi doświadczeniami spowodowała,że zdałam sobie sprawę,że ja nie jestem "pępkiem" świata i odkryłam po prawie 30 latach życia,że inni też mają uczucia a ja jeśli chcę móc przeglądać się co rano w lustrze, to muszę zacząć szanować te uczucia...I teraz wiem,że "moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka".
I zaczęłam pomagać, co prawda nie głodującym dzieciom w Afryce, ale naszym polskim dzieciom smile I tym razem nie ograniczyłam się do dania pieniędzy, pieniądze dać jest łatwo jeśli samym nam ich nie brakuje. Ja poświęcam swój czas, swoją energię, uczę się pokory, empatii...I teraz wiem,że taka postawa daje o wiele więcej satysfakcji w życiu niż latanie za "motylkami". Fajnie jest nie czuć do siebie pogardy i móc o sobie myśleć,że jest się wartościowym człowiekiem a nie tylko egocentryczną amebą...

381 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-12-01 13:28:06)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Owieczko właśnie tak jest jak piszesz wszyscy wymagają żebyś swoje szczęście schowała do kieszeni.  Tylko inni się liczą.  Ale ja muszę zdusic to marzenie o swoim szczęściu,  nie mam chyba wyboru bo mam dzieci...

A nie wpadło Ci do głowy, ze inni chcą byś się zastanowiła nad swoim postępowaniem. Już raz wyszłaś za mąż, kochałaś przecież i co ? Rozbijesz rodzinę,  ja sądzę, że Twoje małżeństwo nie przetrwa bo spotkałaś teraz MIŁOŚĆ ŻYCIA i co potem . Po jakimś czasie spotkasz PRAWDZIWĄ MIŁOŚĆ SWOJEGO ŻYCIA ! i co wtedy ? Kolejne dylematy ? i tak wkoło
Czy zastanawiałaś się nad kolejnością priorytetów ? Nad tym, że może nie myślisz logicznie lecz tylko (tak jak napisałem) niższe instynktu biorą górę ?

382

Odp: Zniszczylam swoje zycie

to jak mąż cie bije i wyżywa sie na tobie to ja widze tylko jedno rozwiązanie...odejśc od niego i wtedy zakochuj sie w kim chcesz...to nie jest małżeństwo...ale w przypadku kroteczki jest inaczej...

383

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Owieczko właśnie tak jest jak piszesz wszyscy wymagają żebyś swoje szczęście schowała do kieszeni.  Tylko inni się liczą.  Ale ja muszę zdusic to marzenie o swoim szczęściu,  nie mam chyba wyboru bo mam dzieci.

Dziś jest dobrze.  Jakaś taka spokojna jestem.  On się lasi ale ja jak skała. Ciągle wizualizuje że on chce tylko jednego i to mi pomaga.

Ale długo tak nie da się żyć. Czeka Cię albo depresja albo pękniesz i odejdziesz od męża. Pamiętaj, że dzieci, będą szczęśliwe jak zobaczą szczęśliwą mamę.

384

Odp: Zniszczylam swoje zycie

dziewczyny bądźcie szczęśliwe nikt wam tego nie broni...ale nie kosztem romansu...rozwód i hulaj duszo piekła nie ma?ty będziesz szczęśliwa to i twoje dzieci również..

385

Odp: Zniszczylam swoje zycie
slońce1 napisał/a:

kroteczka, ja jestem mężatką która też chciała romansu z kimś - akurat on jest żonaty. I wcale nie patrzałam na niego jak na obiekt seksualny tylko i wyłącznie. Owszem... pożądanie jest ale nie o to mi chodzi.
Słuchasz wszystkich cennych rad zdradzonych ale pamiętaj, on wcale jak na obiekt seksualny tylko i wyłącznie nie musi na ciebie patrzeć. Słuchaj własnej siebie, własnej intuicji tak żebyś nie żałowała w życiu niczego.

Slonce ja na niego tak nie patrze, zależy mi na nim chcę żeby byl szczęśliwy,  zawsze tak było,  jak byliśmy przyjaciółmi też.
Ale on zawsze byl bardziej nastawiony na realizacje swoich pragnień seksualnych niż ja. Mi często wystarczaloby przytulanie, on ciągle myśli i mówi z podtekstem.
Właśnie słucham siebie i czuję że nie jestem szczęśliwa. Wolałabym żeby on to traktował bardziej platonicznie.
Widzę że ta strefa jest dla niego najważniejsza choć naprawdę długo czekał na to co chciał dostać.  Pewnie większość by odpuścila. Teraz jednak wcale mnie to nie pociesza.

Teraz czuję ze go kocham i nienawidzę jednocześnie.

386

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Myślę ,o Twoich dzieciach...kochanek zabiera czas który naleźy się Twoim dzieciom.Więc myślę źe masz dobrego męźa bo innaczej cieniutko byłoby z czasem.Dzieci są odpowiednio zaopiekowane - wiec czym się martwić?

387 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-12-01 13:47:13)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Coś czuję, że zaraz polecą na mnie gromy...ale co tam...

Dlaczego nie mamy walczyć o swoje szczęście, nawet jeśli owe oznacza krzywdę drugiego człowieka? Ile razy słyszymy : Myśl o sobie, rób to , co dla Ciebie jest dobre itp. Ile razy można się poświęcać i żyć dla kogoś? Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła?

Może to właśnie czas zacząć myśleć o sobie! Przez wiele lat żyło się w nieszczęściu, aby druga osoba była szczęśliwa i to było ok? Dlaczego teraz moje szczęście ma być gorsze i znów muszę patrzeć na czyjeś?

Piszę to w kontekście zarzutów do osoby zdradzającej. Oczywiście, zaraz napiszecie, że trzeba było rozmawiać, wyjaśniać, iść na kompromisy, lub odejść a nie zdradzać i oszukiwać. Ale może się tak zdarzyło, bo spotkało się kogoś , kogo się pokochało. Przy kim możemy wyobrazić sobie dalsze życie, odnalazło swoje szczęście? Napiszecie, trzeba było się powstrzymać, ale ile lat można się dusić? Czasem życie tak się układa, że nie ma się możliwości odejścia, a chwila spędzona przy kimś innym ( nie mówię o seksie itp) jest na wagę złota i szala zaczyna się przechylać...

Lexpar zniesmaczył mnie dziś, Ty zaś, Pokręcona Owieczko, poprawiłaś mi humor swoją argumentacją "za".

Dlaczego miałyby padać na Ciebie gromy, przynajmniej z mojej strony (bo uogólniłaś forumowiczów)?

Pomyśl chwilkę jednak.
Nie uważasz, że gdyby mąż i dzieci wiedzieli, że tworzą z nią rodzinę  wyłącznie dzięki poświęceniu przez Kroteczkę własnego szczęścia na ich rzecz, dawno by już jej podziękowali za to wyrzeczenie?

Co do drugiej części Twojego postu.
Przecież wszystko, co prorokujesz, napisane zostało już wielokrotnie, po cóż więc się powtarzać?

Aha!
Jedno, jedyne zdanie, biorąc pod uwagę wymowę Twojego wpisu, zupełnie nie pasuje do reszty.
Właśnie to "Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła?"...
Wiem, że chciałaś powiedzieć, "Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła, że jest się szczęśliwą z niekochanym mężem?", ale wyszło, jak wyszło...:)

388

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Pokręcona Owieczka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Owieczko właśnie tak jest jak piszesz wszyscy wymagają żebyś swoje szczęście schowała do kieszeni.  Tylko inni się liczą.  Ale ja muszę zdusic to marzenie o swoim szczęściu,  nie mam chyba wyboru bo mam dzieci.

Dziś jest dobrze.  Jakaś taka spokojna jestem.  On się lasi ale ja jak skała. Ciągle wizualizuje że on chce tylko jednego i to mi pomaga.

Ale długo tak nie da się żyć. Czeka Cię albo depresja albo pękniesz i odejdziesz od męża. Pamiętaj, że dzieci, będą szczęśliwe jak zobaczą szczęśliwą mamę.

Owieczko ja chyba juz mam depresję.  Nie chce mi się żyć.  Najchętniej bym zniknęła. Nie widzę absolutnie żadnego sensu w tym życiu.  Tak naprawdę żałuję że mam dzieci a raczej że moje dzieci mają taką beznadziejna matkę.
Bo co wychowam te dzieci tylko po to by one męczyły się dalej ze swoim życiem. Totalny bezsens istnienia.

389 Ostatnio edytowany przez maga81 (2014-12-01 14:04:03)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

słuszne słowa...jesteś beznadziejną matką...bo wolisz zaspakajać dzikie rządze kochanka niż spędzać czas z dziećmi...hehe ciągle tylko kochanek...żebyś poświęciła tyle uwagi dzieciom co kochankowi byłoby ci lepiej...nie byłony tego całego bagna

390 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-12-01 14:11:23)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
maga81 napisał/a:

słuszne słowa...jesteś beznadziejną matką...bo wolisz zaspakajać dzikie rządze kochanka niż spędzać czas z dziećmi...hehe ciągle tylko kochanek.....

Maga81, generalnie za ostro jedziesz. Proponowałbym trochę zluzować.
Kroteczka, wiele razy już pisano być rozwiodła się z mężem, dzieci niech zostaną z ojcem, one nie chcą nieszczęśliwej, cierpiącej matki.
Ty będziesz wreszcie szczęśliwa. Ale zdradź kochankowi już teraz swoje plany, na to co zamierzasz, ba nie zamierzasz ale już jutro zanieś pozew z orzekaniem o swojej winie. Niech kochanek widzi, ze go kochasz. Przecież to jest miłość życia.
Twojego małżeństwa już nie ma. Już raz pisałem, to byłoby minimum uczciwości wobec rodziny.

Posty [ 326 do 390 z 3 039 ]

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026