netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczylam swoje zycie

3 038 odpowiedzi418 641 wyświetleńzałożony przez kroteczka, 12.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 3 039 ]

261

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Nektarynka53 napisał/a:
pitagoras napisał/a:
Nektarynka53 napisał/a:

Charakter, zachowania, zainteresowania, sex, czułość itp. tego wszystkiego nie wiemy od początku. Odkrywamy drugiego człowieka po czasie. Czyli sami dobrowolnie wchodzimy w tą znajomość, w momencie kiedy tej miłości jeszcze nie ma. A od nas i naszej silnej woli, zależy czy zakończymy to w momencie, gdy to "coś" zaczyna się pojawiać, ale nie jest silne. Gdy czujemy, że z tego może być coś więcej. A takie osoby strasznie szanuję i znam nawet jedną co tego dokonała. Ale jest to bardzo trudne, zgadzam się..

Możesz sprecyzować jakich ''nas'' masz na myśli?
Bo u ''nas'' uczucia nie rozwijają się linearnie, tylko eksplodują nagle.

O to zobacz, dowiedziałam się czegoś nowego smile. No to jak widać u jednych eksplodują, a u innych mają charakter wykładniczy. Jednak nie umiem sobie wyobrazić, że jednego dnia ta druga osoba może być obca, a drugiego mogę wszystko dla niej poświęcić.

Charakter, zachowania, zainteresowania,czułość, .... a potem namiętność+sex
Taka była kolejność u mnie i Pana Zet

Zrobiłam źle i tego się nie wypieram, nie szukam rozgrzeszenia, tylko dzielę się swoim doświadczeniem, bolesnym, wstydliwym Nie zrobilam tego z premedytacją i nigdy nie myślałam o rozbiciu ani jego, ani swojego małżeństwa,
po prostu za późno się spotkalismy, dopiero przy nim odkryłam czego potrzebuję, i bardzo tego żałuję, bo wiem, ze już nie mam szans z żadnym facetem być szczęśliwa i żadnemu dać szczęścia
Niestety nie da się życia zaprojektować, bo nagle okaże się, że pojawi się Pan Zet albo Pani J i zburzy cały ład

262 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-11-21 20:04:02)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:

''wszystko poświęcić dla kogoś'' to chwyt retoryczny.Zawsze jest jakaś kalkulacja, uwzględnianie okoliczności itp.

Jest jeszcze inny problem. Lojalność wobec współmałżonka.
Od momentu "zauroczenia" staje się on gorszym modelem, bez szans.
Osoba, którą się "zauroczymy" staje się kimś więcej niż osoba, wobec której mamy zobowiązania.
Często wręcz ta osoba staje się przeszkodą, staje się gorsza, bez zalet, z samymi wadami choćby nie wiem jak wiele wartości miała.
Nie dostaje szansy, nawet procenta takiej jaka dostaje "nowy model".
Wystarczy pobieżna lektura postów by zauważyć, ze taka zależność istnieje.

263

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Pitagoras dobrze to napisales. Niesamowite jak u osob typu Elle malzenstwo jest zawsze prawdziwą miłością a kochanek to zawsze dupczenie. Tak jakby papier determinowal to kto naprawdę nas kocha. Kochanek zawsze ale to zawsze zalicza. A maz trwa w prawdziwej jedynie slusznej milosci - on nie domaga sie dupczenia on wyraza swoją milosc.
Znam malzenstwo gdzie kobieta  czuje się przez męża wykorzystywana i co ma zrobic - dalej dawac d.py? Czy w lazenstwie to nie jest dawanie d.py?

264

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bullet napisał/a:
pitagoras napisał/a:

''wszystko poświęcić dla kogoś'' to chwyt retoryczny.Zawsze jest jakaś kalkulacja, uwzględnianie okoliczności itp.

Jest jeszcze inny problem. Lojalność wobec współmałżonka.
Od momentu "zauroczenia" staje się on gorszym modelem, bez szans.
Osoba, którą się "zauroczymy" staje się kimś więcej niż osoba, wobec której mamy zobowiązania.
Często wręcz ta osoba staje się przeszkodą, staje się gorsza, bez zalet, z samymi wadami choćby nie wiem jak wiele wartości miała.
Nie dostaje szansy, nawet procenta takiej jaka dostaje "nowy model".
Wystarczy pobieżna lektura postów by zauważyć, ze taka zależność istnieje.

Bullet , Nie zgodze sie z Toba...
Kocham Pana Zet, ale to nie z nim jestem u lekarza tylko z męzem jak mu coś dolega
Nie Zetowi gotuję, kupuję ciuchy, tylko mężowi
Widzę u męża takie same zalety i wady jak sprzed dnia Zero z Panem Zet
ale nic nie poradzę, że chćbym nie wiem jak chciała i się starała, to nie ma między nami chemii, bo nigdy jej nie było, a ja wcześniej po prostu nie wiedziałam, ze coś takiego jest możliwe

265 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-11-21 20:29:04)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Beben69 napisał/a:

Kocham Pana Zet, ale to nie z nim jestem u lekarza tylko z męzem jak mu coś dolega
Nie Zetowi gotuję, kupuję ciuchy, tylko mężowi
Widzę u męża takie same zalety i wady jak sprzed dnia Zero z Panem Zet
ale nic nie poradzę, że chćbym nie wiem jak chciała i się starała, to nie ma między nami chemii, bo nigdy jej nie było, a ja wcześniej po prostu nie wiedziałam, ze coś takiego jest możliwe

Bo kochasz męża.

Miłość w formie motyli trwa dość krótko. W małżeństwie miłość objawia się dbaniem o siebie nawzajem, dawaniem bezpieczeństwa, stabilizacji. Dla kogoś słabszego nie jest to na tyle atrakcyjne by mogło konkurować z motylami.
Nie pisałem, ze to reguła ale napisałem, ze taka zależność istnieje często (zapomniałem dopisać to słowo).
Taka forma "miłości" bardziej atrakcyjna od stabilizacji, bo przypominamy sobie pierwsze uniesienia itd, prowadzi do rozpadu małżeństwa.
Co potem ?
Potem do nowego układu wkrada się rutyna i po latach zataczamy koło.
Już napisali to wiele razy tu na forum, rano się budzimy i widzimy "ten sam syf co wcześniej, tylko ryje inne".
Oczywiście są wyjątki ale te potwierdzają regułę.

266

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Beben69 napisał/a:

Zrobiłam źle i tego się nie wypieram, nie szukam rozgrzeszenia, tylko dzielę się swoim doświadczeniem, bolesnym, wstydliwym Nie zrobilam tego z premedytacją i nigdy nie myślałam o rozbiciu ani jego, ani swojego małżeństwa,
po prostu za późno się spotkalismy, dopiero przy nim odkryłam czego potrzebuję, i bardzo tego żałuję, bo wiem, ze już nie mam szans z żadnym facetem być szczęśliwa i żadnemu dać szczęścia
Niestety nie da się życia zaprojektować, bo nagle okaże się, że pojawi się Pan Zet albo Pani J i zburzy cały ład

No jasne, że nie da się życia zaprojektować, bo w innym wypadku wszyscy byliby szczęśliwi smile. Tutaj z pitagorasem raczej dyskutujemy jak owa miłość powstaje. Bo wiem, że aby wystąpił skutek musi być wcześniej przyczyna. Jednak bardzo wielu zdradzających wybiera najkrótszą drogę, czego później żałują. Jeśli jest problem w małżeństwie, to się go rozwiązuje. Jeśli występuje patologia w domu to się działa. Jeśli czujemy, że nie możemy więcej już z siebie dać to albo to zmienić, albo odejść. A tak zdradzający, który nawet nie chciał zrobić nikomu krzywdy, staje się radioaktywny dla innych. Miłości nie da się zbudować na cudzym nieszczęściu.
A jak moja Pani prof. z etyki mówiła gdyby były rzeczy niemożliwe, to większość wynalazków nie miałby prawa bytu smile. Trzeba w Siebie uwierzyć! I możesz być szczęśliwa, tylko uważasz od samego początku, że na to nie zasługujesz. Bzdury.

267

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bullet napisał/a:
Beben69 napisał/a:

Kocham Pana Zet, ale to nie z nim jestem u lekarza tylko z męzem jak mu coś dolega
Nie Zetowi gotuję, kupuję ciuchy, tylko mężowi
Widzę u męża takie same zalety i wady jak sprzed dnia Zero z Panem Zet
ale nic nie poradzę, że chćbym nie wiem jak chciała i się starała, to nie ma między nami chemii, bo nigdy jej nie było, a ja wcześniej po prostu nie wiedziałam, ze coś takiego jest możliwe

Kochasz męża. Miłość w formie motyli trwa dość krótko. W małżeństwie miłość objawia się dbaniem o siebie nawzajem, dawaniem bezpieczeństwa, stabilizacji. Dla kogoś słabszego nie jest to na tyle atrakcyjne by mogło konkurować z motylami.
Nie pisałem, ze to reguła ale napisałem, ze taka zależność istnieje często (zapomniałem dopisać to słowo).
Często taka forma bardziej atrakcyjna prowadzi do rozpadu małżeństwa.
Co potem ?
Już napisali to wiele razy. Potem, po latach "ten sam syf tylko ryje inne".
Oczywiście są wyjątki ale te potwierdzają regułę.

Niestety wiem, że nie kocham, gdybym kochała to bym tak nie zrobiła
Jestem po prostu opowiedzialna, przywiązana do niego, i tak jak napisał Pitagoras nie da się ot tak zapomnieć, wymazać wszystkich lat, doświadczeń złych i dobrych, na zasadzie ciach i nie ma
gdyby tak było to bym potrafiła nie myśleć o Zet
a motyle przeżyłam pierwszy raz w życiu, nigdy wcześniej  w to nie  wierzylam

268

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Pitagoras dobrze to napisales. Niesamowite jak u osob typu Elle ....

Kroteczko, i Ty i ja, i wiele, wiele osób do pewnego momentu uważało tak jak koleżanka Elle.Przcież nikt w wieku- powiedzmy- siedemnastu lat nie pomyślał sobie ''ale zajeb%%%cie byłoby wbić się kiedyś na trójkąt z żonatym i dzieciatym facetem..''
Jak ktoś nie przerabiał pewnych tematów, to może pozwolić sobie na komfort czarno- białych rozgraniczeń. I fajnie, że może, jego szczęście.
Życie uczy pokory.

269

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Pitagoras dobrze to napisales. Niesamowite jak u osob typu Elle malzenstwo jest zawsze prawdziwą miłością a kochanek to zawsze dupczenie. Tak jakby papier determinowal to kto naprawdę nas kocha. Kochanek zawsze ale to zawsze zalicza. A maz trwa w prawdziwej jedynie slusznej milosci - on nie domaga sie dupczenia on wyraza swoją milosc.
Znam malzenstwo gdzie kobieta  czuje się przez męża wykorzystywana i co ma zrobic - dalej dawac d.py? Czy w lazenstwie to nie jest dawanie d.py?

Gdyby ludzie SZANOWALI sakrament małżeństwa i zdawali sobie jak wielką ma wagę, to może nie byłoby tylu ślubów kościelnych wink. Tylu małżeństw na papierze. Ludzie lepiej by zastanawiali się nad swoim życiem. Ja zanim się zawarłam małżeństwo, miałam dużo "miłości". No jesteśmy dorosłymi ludźmi, a nie dziećmi. Zabawka mi się znudziła, mamo kup mi drugą, ale starej nie wyrzucaj może kiedyś znowu się nią pobawię.

270

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Pitagoras dobrze to napisales. Niesamowite jak u osob typu Elle ....

Kroteczko, i Ty i ja, i wiele, wiele osób do pewnego momentu uważało tak jak koleżanka Elle.Przcież nikt w wieku- powiedzmy- siedemnastu lat nie pomyślał sobie ''ale zajeb%%%cie byłoby wbić się kiedyś na trójkąt z żonatym i dzieciatym facetem..''
Jak ktoś nie przerabiał pewnych tematów, to może pozwolić sobie na komfort czarno- białych rozgraniczeń. I fajnie, że może, jego szczęście.
Życie uczy pokory.

Pitagoras ....
Dzięki, pierwszy raz się dziś szczerze uśmiechnęłam smile


Starałam sie, uświadomić niektorym osobom, że w zyciu niestetuy nie  ma sytuacji zero-jedynkowych, że nie wiemy jak się zachowamy, w takiej a nie innej sytuacji

271

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Nektarynka53 napisał/a:

Gdyby ludzie SZANOWALI sakrament małżeństwa i zdawali sobie jak wielką ma wagę, to może nie byłoby tylu ślubów kościelnych wink. Tylu małżeństw na papierze. Ludzie lepiej by zastanawiali się nad swoim życiem. Ja zanim się zawarłam małżeństwo, miałam dużo "miłości". No jesteśmy dorosłymi ludźmi, a nie dziećmi. Zabawka mi się znudziła, mamo kup mi drugą, ale starej nie wyrzucaj może kiedyś znowu się nią pobawię.

Problem jest też taki, że ludzie nie tyle nie szanują sakramentu małżeństwa co do niego nawet nie dorastają.. a biorą a no bo wypada, bo już ten wiek, a bo marzę o białej sukni, a bo rodzina naciska, a bo 'wpadka', a bo facet się oświadczył/jestem z dziewczyną tyle lat (wprawdzie nie kocham, ale może miłość przyjdzie z czasem). Nie oszukujmy się, nie wszystkie małżeństwa są z czystej miłości i bez nacisków... I potem dzieją się takie a nie inne rzeczy, zdrady itp...

272

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Przeciez zrobiono badania na temat powodow zawierania malzenstw i te z milosci to 21%.

273 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-11-21 21:09:18)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Wiecie, co, moi drodzy, coś Wam powiem.
Gdy tak czytam te zwierzenia kochanek, czy kochanków, myślę sobie, jak to dobrze, że moja pierwsza miłość była tą wielką, niewytłumaczalną, do której nic się nie umywa.
I choć mojej żony już dawno nie ma, dobrze że związałem się z inną kobietą. Ją też kocham, ale inaczej, rozsądnie można by rzec, bez motylków.
Inaczej, do tej pory zapewne byłbym tym, który korzysta z wdzięków mężatek.
Nie szukam kolejnych romantycznych uniesień, bo wiem, że już się nie powtórzą, to raz, jestem w związku, więc jestem lojalny, to dwa.
A po trzecie, to już by mi się nie chciało...

Dlatego w sumie żal mi tych kobiet i mężczyzn, którzy poznają smak wielkiej miłości zbyt późno, by nie raniła ich bliskich.

A, tak na marginesie, może damy dojść do słowa Kroteczce? 
Pozdrawiam.

Ps. Widzę, że Kroteczka odezwała się w międzyczasie.
Witam ponownie.

274 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2014-11-21 21:06:42)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
maniek_z_maniek napisał/a:

Przeciez zrobiono badania na temat powodow zawierania malzenstw i te z milosci to 21%.

Ciekawe... czyżby znów Amerykanie? wink

275

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ja nie uważam, że życie polega na regulacji 0-1 smile. Tylko śmieszy mnie zwalanie odpowiedzialności za swoje czyny na wszystko inne np. okoliczności. Zdradzający sami się przecież zachowują jakby nie było innego wyjścia z sytuacji (czyli regulacja 0-1 helo smile). Każdy popełnia w życiu błędy, jednak mało kto umie w pełni ponieść za nie odpowiedzialność i spróbować je naprawić (a znalazły się takie osoby na forum, co niosą ten ciężki krzyż). I tutaj pojawia się życie. Przeszłości nie da się zmienić, ale można być lepszym człowiekiem teraz i w przyszłości.

276

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Nektarynka53 napisał/a:

Ja nie uważam, że życie polega na regulacji 0-1 smile. Tylko śmieszy mnie zwalanie odpowiedzialności za swoje czyny na wszystko inne np. okoliczności. Zdradzający sami się przecież zachowują jakby nie było innego wyjścia z sytuacji (czyli regulacja 0-1 helo smile). Każdy popełnia w życiu błędy, jednak mało kto umie w pełni ponieść za nie odpowiedzialność i spróbować je naprawić (a znalazły się takie osoby na forum, co niosą ten ciężki krzyż). I tutaj pojawia się życie. Przeszłości nie da się zmienić, ale można być lepszym człowiekiem teraz i w przyszłości.

Każdy ma swoj krzyż, a czytasz tylko to co chcesz przeczytać,

277

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Miłość to nie wykres napięcia (zasilającego zgrubnie) dla silnika krokowego. A tak wyobrażam sobie wybuch (nagły i silny wzrost).

Bingo smile

A po chwili już pitagoras już zaczyna wyrażać się jaśniej, pisze o fascynacji, zauroczeniu, które wybucha... ale które przecież można w porę opanować, na TYM etapie, tylko trzeba chcieć.
A kto nie chce - idzie w to, w myśl zasady, że "życie nie jest czarno-białe" smile
Ludzie tu nie trzeba być ani filozofem, ani psychologiem- motywy są różne, ale decyzja, powtarzam DECYZJA jest podejmowana na zasadzie 0-1 i jest -jak sam pitagoras przyznał "skalkulowana" , więc to nie obuchem przez łeb tak do końca jak chce się to przedstawiać.. i tylko o to mi chodzi.


Ja nie mam nic do ludzi, którzy nawet po 20 latach chcą zaczynać życie od nowa, ale SORRY - tym różnimy się od zwierzątek (w teorii), że nie traktujemy się nawzajem jak zwierzątka, kiedy Sztab Zarządzania w kroczu każe kopulować z kim innym.
To jest pawiania logika , która podszywa się pod retorykę z harlequina.

Autorka i Beben wspomniały o kluczowej kwestii, pisząc, że dzięki kochankom odkryły swoje potrzeby - i ok, wierzę w to. Okazali się być 'katalizatorami' do integracji potrzeb u kobiet, które przed ich poznaniem sobie ich w ogóle nie uświadamiały.
Ale helouuu... znowu wracamy do początku: Potrzeby zostały poznane i wiadomo, że były partner poszedł totalnie w odstawkę w kwestii emocji i troski, to czemu trzymać go "za mordę" przy sobie okłamując perfidnie, że jest dobrze tak jak jest?

Ludzie poznają się na różnych etapach życia i nie da się niczego zaplanować-zgoda, tylko szkoda, że ten spontan nie obowiązuje przy perfidnym i zaplanowanym , wyrachowanym oszukiwaniu partnera.
Thats all.

278 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2014-11-21 22:10:09)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Powodów może być co najmniej kilka Elle ...
Może to być strach, przed utratą dotychczasowego statusu społecznego i materialnego.
Może to być strach przed samotnością, bo gdzieś głęboko w sercu czują, że jeśli odejdą od męża, to i tak kochankowie nie odejdą od żon.
Albo może być to co zawsze, ten charakterystyczny swoisty bezwład życiowy ... że ja za nic nie odpowiadam, wszystko "jakoś się tak samo stało", ja nie mam żadnej siły sprawczej, będę więc cierpieć i jęczeć jaka jestem nieszczęśliwa i czekać na odmianę losu ... bo po prostu przez myśl im nie przemknie, że życie zmienia się nie tylko samo przez się, ale głównie poprzez decyzje i działania.

279

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Niedowład woli.Jakże częste schorzenie.Powinna być renta na to:)

280

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Pitagoras pewnie ze ludzie widzący świat czarno bialy maja szczescie. A potem przychodzi życie które niesie niespodzianki . Ja tez jak beben69 nie chciałam dla  siebie takiego życia jak mam teraz.  Ale jednak zdarzyło sie jak zdarzylo. On na zawsze zostanie w moim sercu i zawsze będę on nim myśleć z miłością. A mąż moze tez znajdzie kiedys swoją miłość tego mu życzę.  Dla pewnie będzie juz za późno,  licze się z tym.

281

Odp: Zniszczylam swoje zycie

IzaBella: Zgadza się, powody można mnożyć i każdy coś dla siebie znajdzie. Tu chodzi o poziom świadomości - Ja za nic nie odpowiadam, nie kreuję.. Jestem biernym beneficjentem. Dają- biorę.
Na wyższych poziomach rozróżnia się inercję (totalny bezwład) od akceptacji, od której tak naprawdę działanie wychodzi.
W bierności potencjału do działania jest zero, bo i świadomość na niskim poziomie: Jestem ja,który/która muszę wyszarpać od świata moje szczęście, MOJE, dla mnie, czyimś kosztem? Nieważne biorę!
A świat ma do wyboru- albo ze mną współpracuje i daje mi to co chce i nie żąda niczego w zamian, nie upomina się ode mnie o "koszta", albo ja się na taki świat obrażam, że jest czarno biały i nie chce mi dać mojego szczęścia.

A jak kto nie rozumie to jest "do tyłu za murzynami" wink

282 Ostatnio edytowany przez pitagoras (2014-11-21 22:37:12)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Pole manewru każdego człowieka jest ograniczone przez masę czynników.
Mówi się, że miłość wszystko zwycięży.G%*no prawda.
Piramida Masłowa, banalna rzecz.
Jak się ma czwarty, piąty krzyżyk to rozwód często gęsto jest totalnym przewróceniem życia do góry nogami.Więzi małzeńskie są poprzeplatane z zależnościami finansowymi, zawodowymi, towarzyskimi, rodzinnymi itp.
Żadna miłość nie łyknie totalnej straty WSZYSTKIEGO.

283 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-21 23:01:04)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie chce mi się kłócić, bo patrzymy z zupełnie innego poziomu na to. Ja staram się robić tak żeby moje wybory życiowe nie krzywdziły innych po drodze i zawsze potrafię wskazać ten moment kiedy mogłam pomyśleć mniej egoistycznie (jeśli nawet po czasie).
Bo ten moment zawsze jest i taka okazja powtarza się co jakiś czas, to są tzw. punkty zwrotne.

Można przejechać na czerwonym świetle raz, drugi, ale 3 i 5-ty to już nie są "nieprzewidziane okoliczności" i nerwy, ale recydywa i brawura.

Każdy sam sobie ustala granice przez ile czerwonych świateł (dla każdego to jest co innego) przejedzie zanim się opamięta.

284

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:

Pole manewru każdego człowieka jest ograniczone przez masę czynników.
Mówi się, że miłość wszystko zwycięży.G%*no prawda.
Piramida Masłowa, banalna rzecz.
Jak się ma czwarty, piąty krzyżyk to rozwód często gęsto jest totalnym przewróceniem życia do góry nogami.Więzi małzeńskie są poprzeplatane z zależnościami finansowymi, zawodowymi, towarzyskimi, rodzinnymi itp.
Żadna miłość nie łyknie totalnej straty WSZYSTKIEGO.

Jest dokladnie tak jak piszesz. Ja nie mam zadnego pola manewru choc na pewno poradzilabym sobie finansowo. Ale reszta nie do przejscia. Czuje sie jak Julia z dramatu Szekspira - caly swiat przeciwko mnie. Ale moze to jest wartosc jakas -żyję jak na emocjonalnej karuzeli latam wysoko a potem bardzo nisko i tak w kolko - na pewno nie jest to spacerek z pieskiem.

285

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Latasz tak bo lubisz i lubisz o tym opowiadać smile

Zobacz ile stron natrzaskałaś w tym wątku, a dalej się miotasz.
Niby zakończyłaś, ale nie zakończyłaś niczego w swojej głowie- a bez tego takie "kończenie" to farsa.

Czyli realnie nic się nie zmieniło, bo dalej się tym emocjonujesz.
Nie twierdze, że przestaniesz z dnia na dzień, bo nie przeskoczysz sama siebie,  tylko nie rozumiem po co sama siebie oszukujesz, że chcesz skończyć coś czego nie chcesz tak naprawdę kończyć i dalej będziesz tego męża zdradzać emocjonalnie (będąc z nim tylko fizycznie, a w głowie ciągle tamten)

286

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Eluś, wątki Ci się pomyliły:)

287

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:

Eluś, wątki Ci się pomyliły:)

Chyba nie wink

288

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Latasz tak bo lubisz i lubisz o tym opowiadać smile

Zobacz ile stron natrzaskałaś w tym wątku, a dalej się miotasz.
Niby zakończyłaś, ale nie zakończyłaś niczego w swojej głowie- a bez tego takie "kończenie" to farsa.

Czyli realnie nic się nie zmieniło, bo dalej się tym emocjonujesz.
Nie twierdze, że przestaniesz z dnia na dzień, bo nie przeskoczysz sama siebie,  tylko nie rozumiem po co sama siebie oszukujesz, że chcesz skończyć coś czego nie chcesz tak naprawdę kończyć i dalej będziesz tego męża zdradzać emocjonalnie (będąc z nim tylko fizycznie, a w głowie ciągle tamten)

Elle zazdroszczę ci jesli potrafisz wylaczyc emocje na zawolanie moze podziel sie z nami jak to się robi.  Wiele osob by skorzystalo.

289 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2014-11-21 23:24:08)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kroteczka - ale ty naprawde piszesz ze odejscie od meza itd - ze niemozliwe. Ktos inny powiedzialby ze zdradzac meza to niemozliwe po prostu. Wszystko zalezy od zasad, wychowania, wartosci wlasnie.

ty Naprawde mozesz odejsc od meza. tylko..... no wlasnie..... poczytaj sobie watek pewnej maji z tego forum, musisz poszukac. Tez miala corke, kochajacego meza i kochanka. Z ktorym zaszla w ciaze. Odeszla od meza. Maz biedny cieprial strasznie, ale coz, bywa prawda? Co bylo dalej, poczytaj sama.

nie zaslaniaj sie ze to ze stowrzylas bagno to tak wyszlo, a teraz biedna w bagnie MUSISZ tkwic. Jesli fkatycznie nie ochasz meza, to moze lepeij odejsc, Facet przecierpi, przetrawi ale przynajmniej bedzie z kims wartym jego, albo nawet sam, ale nie zyjac w obludzie. Boze, oszukiwac kogos tak na dluzsza mete to po prostu najwiekszy okaz braku szacunku przede wszystkim do drugiej osoby jako CZLOWIEKA! nie juz jako meza czy zony. Po prostu. Kto ci daje prawo zeby tak kpic sobie z ojca twoich dzieci??? no kto lub co??

mnie nie przeraza juz tak fakt ze spotkalas, ze zdradzilas, ale ze tkwisz w tym i tylk oskupaisz sie na swojej krzywdzie! a nie na tym, ze od tak, po prostu masz zamiar dalej tkwic w klamstwie. Sam fakt juz ze nie kochasz meza jak twierdzisz a on o tym nei wie, jest straszny.

moze choc raz nie mysl o sobie. pomsyl po prostu - co bys chciala zeby on zrobil na twoim miejscu??? no co?? odpowiedz mi prosze. mysle ze wolalabys wszystko niz zeby dalej uprawial potajemny seks z kochanka, po czym wracal i kald sie do lozka obok ciebie i umieral z milosci i tesknoty do niej, kiedy ty niczego nie swiaodmoa, dawalabys mu swoje zycie kazdego kolejnego dnia!

290 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-21 23:24:53)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Wiesz kiedy je można wyłączyć? Jak się da sobie na to w ogóle szanse- ZERO kontaktu.
Nie mówię, że to łatwe -zwłaszcza, jak się razem pracuje. Ale na rozumowanie w stylu "jakoś to będzie, może samo przejdzie.." chyba juz jesteś za duża, co?

Tutaj nikt Ci nie sprzeda metody, która polega na bezbólowym przejściu z jednego stanu do drugiego. My tylko mówimy Ci -część z nas, że jak się chce to się DA zrobić i nie jesteś jedyna, która przed taką sytuacja lub podobna stanęła.

Po prostu zdecyduj się kobito na coś. Zostajesz z mężem i odbudowujesz, jeśli jest co, albo odchodzisz.
A tobie jest dobrze tak jak jest i w tym problem.

291 Ostatnio edytowany przez Dominisia21 (2014-11-21 23:25:37)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal... tylko czasem się wydaje...
Zdradzam, a kochankę/kochanka kocham... tylko ile to procent, a reszta to te "prymitywniejsze" powody?...
Jestem nielojalny/nielojalna wobec partnera, on/ona o niczym nie wie, więc co tam szkodzi... gdyby odwrócić sytuację, że to ja jestem krzywdzony/a, czy też byłbym/byłabym wyrozumiały/a... wątek (nie)hipokryzji.

itd. itd. itd.

PS. To retoryczne pytania. wink

292

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nikt nie potrafi wyłączać emocji na zawołanie Kroteczko ...
Ale wiele osób potrafi podejmować decyzje nie kierując się wyłącznie emocjami.
Ludzie potrafią panować nad nimi, ujarzmiać je i kierować w inną stronę.

293

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kroteczka to straszna egoistka...mysli tylko o swojej dupie...nic jej wiecej nieinteresuje...dla wlasnej wygody woli tkwić w bagnie niz żyć z kochankiem...bo wie ze po pewnym czasie i kochanek jej zbrzydnie jak codziennie bedzie prala jego gacie

294 Ostatnio edytowany przez Iwona40 (2014-11-22 01:15:34)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
Nektarynka53 napisał/a:

Gdyby ludzie SZANOWALI sakrament małżeństwa i zdawali sobie jak wielką ma wagę, to może nie byłoby tylu ślubów kościelnych wink. Tylu małżeństw na papierze. Ludzie lepiej by zastanawiali się nad swoim życiem. Ja zanim się zawarłam małżeństwo, miałam dużo "miłości". No jesteśmy dorosłymi ludźmi, a nie dziećmi. Zabawka mi się znudziła, mamo kup mi drugą, ale starej nie wyrzucaj może kiedyś znowu się nią pobawię.

Problem jest też taki, że ludzie nie tyle nie szanują sakramentu małżeństwa co do niego nawet nie dorastają.. a biorą a no bo wypada, bo już ten wiek, a bo marzę o białej sukni, a bo rodzina naciska, a bo 'wpadka', a bo facet się oświadczył/jestem z dziewczyną tyle lat (wprawdzie nie kocham, ale może miłość przyjdzie z czasem). Nie oszukujmy się, nie wszystkie małżeństwa są z czystej miłości i bez nacisków... I potem dzieją się takie a nie inne rzeczy, zdrady itp...

Do bardzo ważnych i chyba fundamentalnych wniosków doszłyście Nektarynka53 i Anastacjaa. Uważam, że zdrada jest SKUTKIEM rozpadu małżeństwa a głównymi PRZYCZYNAMI są:
a) niedojrzałość emocjonalna lub/i zaburzenia osobowości 
b) nieumiejętność radzenia sobie ze stresem
c) niedojrzałość w aspekcie wiary-nie przyjmowanie zasad moralnych jako "swoje" ; traktowanie ślubu jako tradycji-pkt.a
d) uzależnienia-pkt.a,b,e
e) podatność na wpływ innych osób, niski poziom asertywności; brak empatii;niska samoocena/kompleksy -patrz pkt.a,j,ł
f) przemoc fizyczna/psychiczna/ekonomiczna-pkt.a,b,j,ł
g) obojętność, brak zainteresowania ze strony partnera, nie zaspokajanie potrzeb-pkt.a
h) inne cele życiowe, oczekiwania i potrzeby
i) trudności z komunikacją w związku-nieumiejętność rozmawiania i słuchania /.pkt.a,j
j) różnice intelektualne
k) różnice kulturowe
l) okoliczności/sprzyjające warunki, sytuacje; praca w delegacji-pkt.a,c,d,e,f,j
ł) niska inteligencja emocjonalna-pkt.a,j
m) powielane wzorce rodzinne-odgrywanie określonej roli i przeniesienie jej
n) BRAK CHEMII  yikes
...ktoś może jeszcze coś doda od siebie....lub zmieni...
Tak zdradzający, to jest wasze Uzasadnienie/wytłumaczenie a dla zdradzanych-wyjaśnienie/"klucz". Dla każdej zdrady może być jedna przyczyna lub kilka. I zdradzany i zdradzający mogą sobie przyporządkować odpowiednie kategorie albo w celu rozwiązania problemu "zdrady" i podtrzymania relacji albo zerwania relacji/związku. Każdy na "swój" sposób poszuka sobie rozwiązań właściwych tylko dla niego i dokona wyboru kierując się własnym dobrem/egoizmem/dojrzałością/zasadami. "Dzięki" takim problemom psycholodzy mają pracę, bo to jest "wór" problemów . "Korzyści" z tego mają oczywiscie równiez prawnicy bo "interes" sie kręci, a rozwodów wciąż przybywa...

295 Ostatnio edytowany przez Dominisia21 (2014-11-22 02:16:04)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

W mniemaniu wielu osób, niestety słusznym, takie jak-najmniejsze-szkodzeniem, to załatwianie tematu w tajemnicy.
Oczywiści to też jest rodzaj krzywdzenia drugiej połówki.Ale to krzywdzenie ma wymiar wirtualny.Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. A powiedzenie wprost o rozwodzie, zdradzie, o kimś nowym w ogóle- jest już krzywdzeniem realnym, z przykrymi konsekwencjami.

Niekoniecznie.
To opinia bez uwzględnienia kilku scenariuszy, no cóż.
Najwygodniejsze rozwiązanie dla zdradzającego.


Perfidne okłamywanie i zdradzanie człowieka z którym spędziło się wiele lat (czyli prowadzenie tzw. "drugiego życia"), wiele wspólnych chwil... to dobrze o danym człowieku nie świadczy. Jeśli tak się krzywdzi teoretycznie ważną dla nas osobę... i nie chodzi mi o to, czy ta druga osoba wie, ale o sam fakt "pozwolenia" sobie na takie zachowanie. Chyba, że ta osoba nas mocno (s)krzywdziła, to trochę inaczej można na to popatrzeć, ale w takim wypadku... albo jak się nie kocha, ale wtedy powinno dać się drugiej osobie wybór - bo i tak najważniejsza "krzywda" się tu stała, czyli nie ma miłości.

296

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Dominisia21 napisał/a:

W mniemaniu wielu osób, niestety słusznym, takie jak-najmniejsze-szkodzeniem, to załatwianie tematu w tajemnicy.
Oczywiści to też jest rodzaj krzywdzenia drugiej połówki.Ale to krzywdzenie ma wymiar wirtualny.Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. A powiedzenie wprost o rozwodzie, zdradzie, o kimś nowym w ogóle- jest już krzywdzeniem realnym, z przykrymi konsekwencjami.

Niekoniecznie.
To opinia bez uwzględnienia kilku scenariuszy, no cóż.
Najwygodniejsze rozwiązanie dla zdradzającego.


Perfidne okłamywanie i zdradzanie człowieka z którym spędziło się wiele lat (czyli prowadzenie tzw. "drugiego życia"), wiele wspólnych chwil... to dobrze o danym człowieku nie świadczy. Jeśli tak się krzywdzi teoretycznie ważną dla nas osobę... i nie chodzi mi o to, czy ta druga osoba wie, ale o sam fakt "pozwolenia" sobie na takie zachowanie. Chyba, że ta osoba nas mocno (s)krzywdziła, to trochę inaczej można na to popatrzeć, ale w takim wypadku... albo jak się nie kocha, ale wtedy powinno dać się drugiej osobie wybór - bo i tak najważniejsza "krzywda" się tu stała, czyli nie ma miłości.

Kroteczka, Dominisiu, doskonale zdaje sobie sprawę, że postępuje niegodziwie wobec męża.
Myślę, że jest to człowiek tak jej bliski, że uczucie do niego ściśle związało się z tym, kim się stawał dla niej w ciągu tych wszystkich lat. Ojcem jej dzieci, oparciem i stabilizacją.
Ona sama, owładnięta nieprawdopodobną namiętnością do kochanka, nie jest w stanie określić obiektywnie, kim mąż jest teraz.
Ale jest tak ważny, że nie chce dopuścić, by się dowiedział o romansie.
Dlatego wie, że musi zakończyć pozbawiony perspektyw romans (choć tego nie chce) i dąży do tego, dopóki mąż  oficjalnie o niczym nie wie.
Pomijam celowo ocenę uczciwości wobec męża, bo to kwestia wyłącznie jej sumienia.
Ona będzie z tym żyć, niezależnie od naszych poglądów na tę sprawę i jakby nam nie było żal jej ślubnego.

Pozdrawiam.

297

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:
Dominisia21 napisał/a:

W mniemaniu wielu osób, niestety słusznym, takie jak-najmniejsze-szkodzeniem, to załatwianie tematu w tajemnicy.
Oczywiści to też jest rodzaj krzywdzenia drugiej połówki.Ale to krzywdzenie ma wymiar wirtualny.Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. A powiedzenie wprost o rozwodzie, zdradzie, o kimś nowym w ogóle- jest już krzywdzeniem realnym, z przykrymi konsekwencjami.

Niekoniecznie.
To opinia bez uwzględnienia kilku scenariuszy, no cóż.
Najwygodniejsze rozwiązanie dla zdradzającego.


Perfidne okłamywanie i zdradzanie człowieka z którym spędziło się wiele lat (czyli prowadzenie tzw. "drugiego życia"), wiele wspólnych chwil... to dobrze o danym człowieku nie świadczy. Jeśli tak się krzywdzi teoretycznie ważną dla nas osobę... i nie chodzi mi o to, czy ta druga osoba wie, ale o sam fakt "pozwolenia" sobie na takie zachowanie. Chyba, że ta osoba nas mocno (s)krzywdziła, to trochę inaczej można na to popatrzeć, ale w takim wypadku... albo jak się nie kocha, ale wtedy powinno dać się drugiej osobie wybór - bo i tak najważniejsza "krzywda" się tu stała, czyli nie ma miłości.

Kroteczka, Dominisiu, doskonale zdaje sobie sprawę, że postępuje niegodziwie wobec męża.
Myślę, że jest to człowiek tak jej bliski, że uczucie do niego ściśle związało się z tym, kim się stawał dla niej w ciągu tych wszystkich lat. Ojcem jej dzieci, oparciem i stabilizacją.
Ona sama, owładnięta nieprawdopodobną namiętnością do kochanka, nie jest w stanie określić obiektywnie, kim mąż jest teraz.
Ale jest tak ważny, że nie chce dopuścić, by się dowiedział o romansie.
Dlatego wie, że musi zakończyć pozbawiony perspektyw romans (choć tego nie chce) i dąży do tego, dopóki mąż  oficjalnie o niczym nie wie.
Pomijam celowo ocenę uczciwości wobec męża, bo to kwestia wyłącznie jej sumienia.
Ona będzie z tym żyć, niezależnie od naszych poglądów na tę sprawę i jakby nam nie było żal jej ślubnego.

Pozdrawiam.

Excop tak właśnie odbieram męża jak piszesz. W innym watku pytales dlaczego chce trwac w tym zwiazku i dlaczego nie chcę dac juz teraz mezowi wolnosci? Coz przyczyną sa tylko dzieci.  My nie jesteśmy jakos bardzo dla siebie zlosliwi nie krzyczymy, nie odzywamy się do siebie z nienawiścią.  Z perspektywy dzieci nasze małżeństwo może się nawet wydawać idealne. Sądzę ze jakby mąż miał wybierać to też wolalby trwac w tym naszym związku mając kogoś na boku niz się rozwodzić. Formalnie pelna rodzina dla dobra dzieci.  Myślę ze wsrod małżeństw z pewnym stażem takich jest nawet większość.

298

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Excop napisał/a:
Dominisia21 napisał/a:

Niekoniecznie.
To opinia bez uwzględnienia kilku scenariuszy, no cóż.
Najwygodniejsze rozwiązanie dla zdradzającego.


Perfidne okłamywanie i zdradzanie człowieka z którym spędziło się wiele lat (czyli prowadzenie tzw. "drugiego życia"), wiele wspólnych chwil... to dobrze o danym człowieku nie świadczy. Jeśli tak się krzywdzi teoretycznie ważną dla nas osobę... i nie chodzi mi o to, czy ta druga osoba wie, ale o sam fakt "pozwolenia" sobie na takie zachowanie. Chyba, że ta osoba nas mocno (s)krzywdziła, to trochę inaczej można na to popatrzeć, ale w takim wypadku... albo jak się nie kocha, ale wtedy powinno dać się drugiej osobie wybór - bo i tak najważniejsza "krzywda" się tu stała, czyli nie ma miłości.

Kroteczka, Dominisiu, doskonale zdaje sobie sprawę, że postępuje niegodziwie wobec męża.
Myślę, że jest to człowiek tak jej bliski, że uczucie do niego ściśle związało się z tym, kim się stawał dla niej w ciągu tych wszystkich lat. Ojcem jej dzieci, oparciem i stabilizacją.





Ona sama, owładnięta nieprawdopodobną namiętnością do kochanka, nie jest w stanie określić obiektywnie, kim mąż jest teraz.
Ale jest tak ważny, że nie chce dopuścić, by się dowiedział o romansie.
Dlatego wie, że musi zakończyć pozbawiony perspektyw romans (choć tego nie chce) i dąży do tego, dopóki mąż  oficjalnie o niczym nie wie.
Pomijam celowo ocenę uczciwości wobec męża, bo to kwestia wyłącznie jej sumienia.
Ona będzie z tym żyć, niezależnie od naszych poglądów na tę sprawę i jakby nam nie było żal jej ślubnego.

Pozdrawiam.

Excop tak właśnie odbieram męża jak piszesz. W innym watku pytales dlaczego chce trwac w tym zwiazku i dlaczego nie chcę dac juz teraz mezowi wolnosci? Coz przyczyną sa tylko dzieci.  My nie jesteśmy jakos bardzo dla siebie zlosliwi nie krzyczymy, nie odzywamy się do siebie z nienawiścią.  Z perspektywy dzieci nasze małżeństwo może się nawet wydawać idealne. Sądzę ze jakby mąż miał wybierać to też wolalby trwac w tym naszym związku mając kogoś na boku niz się rozwodzić. Formalnie pelna rodzina dla dobra dzieci.  Myślę ze wsrod małżeństw z pewnym stażem takich jest nawet większość.

Masz rację Kroteczko. Wiele jest takich związków. Wstydzę sie sama przed soba i dziećmi, że:
- byłam tchórzem
- zmarnowałam czas sobie i jemu

Tak sie nie da żyć na dłuższą metę. Bo to nie życie. To Umieranie...

299 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-11-24 17:43:26)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Excop napisał/a:
Dominisia21 napisał/a:

Niekoniecznie.
To opinia bez uwzględnienia kilku scenariuszy, no cóż.
Najwygodniejsze rozwiązanie dla zdradzającego.


Perfidne okłamywanie i zdradzanie człowieka z którym spędziło się wiele lat (czyli prowadzenie tzw. "drugiego życia"), wiele wspólnych chwil... to dobrze o danym człowieku nie świadczy. Jeśli tak się krzywdzi teoretycznie ważną dla nas osobę... i nie chodzi mi o to, czy ta druga osoba wie, ale o sam fakt "pozwolenia" sobie na takie zachowanie. Chyba, że ta osoba nas mocno (s)krzywdziła, to trochę inaczej można na to popatrzeć, ale w takim wypadku... albo jak się nie kocha, ale wtedy powinno dać się drugiej osobie wybór - bo i tak najważniejsza "krzywda" się tu stała, czyli nie ma miłości.

Kroteczka, Dominisiu, doskonale zdaje sobie sprawę, że postępuje niegodziwie wobec męża.
Myślę, że jest to człowiek tak jej bliski, że uczucie do niego ściśle związało się z tym, kim się stawał dla niej w ciągu tych wszystkich lat. Ojcem jej dzieci, oparciem i stabilizacją.
Ona sama, owładnięta nieprawdopodobną namiętnością do kochanka, nie jest w stanie określić obiektywnie, kim mąż jest teraz.
Ale jest tak ważny, że nie chce dopuścić, by się dowiedział o romansie.
Dlatego wie, że musi zakończyć pozbawiony perspektyw romans (choć tego nie chce) i dąży do tego, dopóki mąż  oficjalnie o niczym nie wie.
Pomijam celowo ocenę uczciwości wobec męża, bo to kwestia wyłącznie jej sumienia.
Ona będzie z tym żyć, niezależnie od naszych poglądów na tę sprawę i jakby nam nie było żal jej ślubnego.

Pozdrawiam.

Excop tak właśnie odbieram męża jak piszesz. W innym watku pytales dlaczego chce trwac w tym zwiazku i dlaczego nie chcę dac juz teraz mezowi wolnosci? Coz przyczyną sa tylko dzieci.  My nie jesteśmy jakos bardzo dla siebie zlosliwi nie krzyczymy, nie odzywamy się do siebie z nienawiścią.  Z perspektywy dzieci nasze małżeństwo może się nawet wydawać idealne. Sądzę ze jakby mąż miał wybierać to też wolalby trwac w tym naszym związku mając kogoś na boku niz się rozwodzić. Formalnie pelna rodzina dla dobra dzieci.  Myślę ze wsrod małżeństw z pewnym stażem takich jest nawet większość.

Nie mam wśród znajomych osób będących w podobnej do Twojej, sytuacji małżeńskiej, bo nie rozmawiam o sprawach osobistych, a plotkarzy nie cierpię, więc trudno mi się do tego odnieść, choć zdaję sobie sprawę, że wyjątkiem pewnie nie jesteś.
Mam nadzieję, że mąż zdaje sobie sprawę z tego, że już do niego nie należysz i odbiera Waszą sytuację podobnie.
To wbrew moim poglądom na małżeństwo i zalatuje dulszczyzną, ale to Wasze życie.

Pozdrawiam.

300

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Excop tak właśnie odbieram męża jak piszesz. W innym watku pytales dlaczego chce trwac w tym zwiazku i dlaczego nie chcę dac juz teraz mezowi wolnosci? Coz przyczyną sa tylko dzieci.  My nie jesteśmy jakos bardzo dla siebie zlosliwi nie krzyczymy, nie odzywamy się do siebie z nienawiścią.  Z perspektywy dzieci nasze małżeństwo może się nawet wydawać idealne. Sądzę ze jakby mąż miał wybierać to też wolalby trwac w tym naszym związku mając kogoś na boku niz się rozwodzić. Formalnie pelna rodzina dla dobra dzieci.  Myślę ze wsrod małżeństw z pewnym stażem takich jest nawet większość.

hm...oszukujesz, zdradzasz a teraz planujesz oszukiwać co do przyszłości małżeństwa, zakładając że pozostaniesz w nim tylko do pewnego czasu, kiedy dzieci podrosną.

Skąd czerpiesz siły na uniesienie takich pokładów obłudy ?

Twoje małżeństwo stało sie jednym wielkim oszustwem z Twojej strony...
myslisz, że dzieci nie wyczują Twojego nastawienia, że nie przekażesz im choćby "między wierszami" wypaczonego spojrzenia na małzeństwo ??
Warto tak zwichrować dzieciom wizję związku z drugim człowiekiem ?

No, przecież z kochankiem to pewnie dałabyś im koncert właściwego związku dwóch kochających się ludzi...

tłumaczenie, że dla dzieci, że chcesz im zafundować życie w pełnym domu ale pełnym obłudy, pretensji, ze skrzywionym wzorem zachowań w małżeństwie ??
Chyba że zakładasz katharsis, odkupienie zdrady poprzez poświęcenie się mężowi a następnie dzieciom.
Odwrotna kolejność wyrządzi więcej szkody niż pożytku jednym i drugim.

Zawsze w związku na pierwszym miejscu muszą być partnerzy, potem dopiero dzieci.

301

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Secondo1 napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Excop tak właśnie odbieram męża jak piszesz. W innym watku pytales dlaczego chce trwac w tym zwiazku i dlaczego nie chcę dac juz teraz mezowi wolnosci? Coz przyczyną sa tylko dzieci.  My nie jesteśmy jakos bardzo dla siebie zlosliwi nie krzyczymy, nie odzywamy się do siebie z nienawiścią.  Z perspektywy dzieci nasze małżeństwo może się nawet wydawać idealne. Sądzę ze jakby mąż miał wybierać to też wolalby trwac w tym naszym związku mając kogoś na boku niz się rozwodzić. Formalnie pelna rodzina dla dobra dzieci.  Myślę ze wsrod małżeństw z pewnym stażem takich jest nawet większość.

hm...oszukujesz, zdradzasz a teraz planujesz oszukiwać co do przyszłości małżeństwa, zakładając że pozostaniesz w nim tylko do pewnego czasu, kiedy dzieci podrosną.

Skąd czerpiesz siły na uniesienie takich pokładów obłudy ?

Twoje małżeństwo stało sie jednym wielkim oszustwem z Twojej strony...
myslisz, że dzieci nie wyczują Twojego nastawienia, że nie przekażesz im choćby "między wierszami" wypaczonego spojrzenia na małzeństwo ??
Warto tak zwichrować dzieciom wizję związku z drugim człowiekiem ?

No, przecież z kochankiem to pewnie dałabyś im koncert właściwego związku dwóch kochających się ludzi...

tłumaczenie, że dla dzieci, że chcesz im zafundować życie w pełnym domu ale pełnym obłudy, pretensji, ze skrzywionym wzorem zachowań w małżeństwie ??
Chyba że zakładasz katharsis, odkupienie zdrady poprzez poświęcenie się mężowi a następnie dzieciom.
Odwrotna kolejność wyrządzi więcej szkody niż pożytku jednym i drugim.

Zawsze w związku na pierwszym miejscu muszą być partnerzy, potem dopiero dzieci.

Nie mam zamiaru juz zdradzać,  obiecałam sobie ze to skoncze i tak będzie.  Tak poswiece sie mężowi i dzieciom. A co do przyszłości to myślę że mąż sobie wcześniej czy później kogoś znajdzie. Nie będę go wtedy trzymać. Chcę zeby byl szczęśliwy.  Moze juz wtedy nawet mężczyzna nie będzie mi potrzebny do szczęścia wystarcza mi dzieci,  praca, moje hobby.

302

Odp: Zniszczylam swoje zycie

jesteś bardzo silną kobietą, szukaj odpowiedzi w sobie smile

303

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie Kroteczko... Nie wystarczy. Ani Dzieci. Ani praca. Ani hobby. Nic nie pomoże, jeśli Ty będziesz nieszczęśliwa. Jak niby chcesz promieniować radością przed dziećmi skoro nosisz w sobie uczucie do kogoś innego?

"Poświęcę się dla męża..." Co Ty mówisz Kropeczko...

Wiesz... Kiedy Ciebie czytam, wydaje mi się, że wiem jak będzie z Tobą. Jeśli starczy mi dziś sił, opowiem Ci fragment mojej historii.

304 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-11-25 01:40:40)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Sponiewierana napisał/a:

Nie Kroteczko... Nie wystarczy. Ani Dzieci. Ani praca. Ani hobby. Nic nie pomoże, jeśli Ty będziesz nieszczęśliwa. Jak niby chcesz promieniować radością przed dziećmi skoro nosisz w sobie uczucie do kogoś innego?

"Poświęcę się dla męża..." Co Ty mówisz Kropeczko...

Wiesz... Kiedy Ciebie czytam, wydaje mi się, że wiem jak będzie z Tobą. Jeśli starczy mi dziś sił, opowiem Ci fragment mojej historii.

To prawda, co mówi Sponiewierana.
Nie wystarczy.
To co teraz mówisz Kroteczko, odzwierciedla pewność słuszności podjętej przez Ciebie, wbrew sobie, decyzji pomieszana z głęboką niewiarą, że możesz poczuć coś takiego do innego mężczyzny, w tym męża.
Stąd, z gruntu fałszywe założenie, że pozostało Ci jedyne sensowne rozwiązanie - "powrót na łono" dla dzieci.
Obawiam się, że to się nie uda.
Nie ma sensu w obecnej sytuacji także stwierdzenie, że już zdradzać nie będziesz.
Będziesz i to jeszcze długo.
Jedynie, że bez tej fizycznej bliskości i momentów zespolenia.
Emocje związane z kochankiem dotąd będą barierą nie do przejścia między Tobą i mężem, póty nie zamienią się w piękne wspomnienia.
A to może trwać latami.
W międzyczasie, planowane"poświęcenie się" dla męża zamieni się w niechęć a może wrogość, której przyczyn on nie będzie rozumiał.
Bo Ty walczyć będziesz sama z sobą i budzącą poczucie winy świadomością, że oddać mu się nie jesteś w stanie oraz pragnieniem, by dał Ci spokój (nie mówię o seksie, ale i z tym będą problemy).
Narastająca obustronna frustracja doprowadzi w końcu do rozstania, ale nie w sposób, którego byś sobie życzyła.
A świadkami tego wszystkiego będą właśnie dzieci.
Mam nadzieję, że to tylko moje czarnowidztwo, ale, moim zdaniem, powinnaś przynajmnie zaproponować mężowi separację, by nabrać jakiegoś dystansu i przemyśleć, czy Twoje zamierzenia rzeczywiście służyć będą Wam obojgu, jak i Waszym dzieciom.

305

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:
Sponiewierana napisał/a:

Nie Kroteczko... Nie wystarczy. Ani Dzieci. Ani praca. Ani hobby. Nic nie pomoże, jeśli Ty będziesz nieszczęśliwa. Jak niby chcesz promieniować radością przed dziećmi skoro nosisz w sobie uczucie do kogoś innego?

"Poświęcę się dla męża..." Co Ty mówisz Kropeczko...

Wiesz... Kiedy Ciebie czytam, wydaje mi się, że wiem jak będzie z Tobą. Jeśli starczy mi dziś sił, opowiem Ci fragment mojej historii.

To prawda, co mówi Sponiewierana.
Nie wystarczy.
To co teraz mówisz Kroteczko, odzwierciedla pewność słuszności podjętej przez Ciebie, wbrew sobie, decyzji pomieszana z głęboką niewiarą, że możesz poczuć coś takiego do innego mężczyzny, w tym męża.
Stąd, z gruntu fałszywe założenie, że pozostało Ci jedyne sensowne rozwiązanie - "powrót na łono" dla dzieci.
Obawiam się, że to się nie uda.
Nie ma sensu w obecnej sytuacji także stwierdzenie, że już zdradzać nie będziesz.
Będziesz i to jeszcze długo.
Jedynie, że bez tej fizycznej bliskości i momentów zespolenia.
Emocje związane z kochankiem dotąd będą barierą nie do przejścia między Tobą i mężem, póty nie zamienią się w piękne wspomnienia.
A to może trwać latami.
W międzyczasie, planowane"poświęcenie się" dla męża zamieni się w niechęć a może wrogość, której przyczyn on nie będzie rozumiał.

Bo Ty walczyć będziesz sama z sobą i budzącą poczucie winy świadomością, że oddać mu się nie jesteś w stanie oraz pragnieniem, by dał Ci spokój (nie mówię o seksie, ale i z tym będą problemy).
Narastająca obustronna frustracja doprowadzi w końcu do rozstania, ale nie w sposób, którego byś sobie życzyła.
A świadkami tego wszystkiego będą właśnie dzieci.
Mam nadzieję, że to tylko moje czarnowidztwo, ale, moim zdaniem, powinnaś przynajmnie zaproponować mężowi separację, by nabrać jakiegoś dystansu i przemyśleć, czy Twoje zamierzenia rzeczywiście służyć będą Wam obojgu, jak i Waszym dzieciom.

niestety, to jest cena jaką zapłacisz za szukanie uznania, atrakcyjności i rozrywki u mężczyzn poza małżeństwem.
Otworzyłaś sobie drzwi, które po złożeniu sobie ślubów małzeńskich zazwyczaj trzyma się zamknięte.

Wpadłaś jak śliwka w kompot, odeszłaś mentalnie od męża i dłuuuuuga droga przed Tobą żeby znowu w nim zobaczyć tego mężczyznę z którym zakładałaś rodzinę.

Przypuszczalnie zaczynasz się przygotowywać do roli męczennicy, które trwa w rodzinie i się poświęca i oczekuje ze cały świat będzie dostrzegał jej poświęcenie.
W związku daje się i otrzymuje.
Z radością.
Bez poświęcenia.

Potrafisz jeszcze ?

306

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Oj Kroteczko, jakże Cię doskonale rozumiem...Niestety zauważyłam, że nie jestem jedyna, która zraniła męża. Mój wątek jest ciut inny ale sedno takie same. Moim błędem było milczenie, przez długi okres czasu. Brak wyrażania swoich chęci, informowania, że jest mi źle, że jestem nieszczęśliwa i tkwiłam w tym przez ogrom czasu...Przed kilkonastoma laty pozwoliłam się włożyć do złotej klatki, która z każdym rokiem robiła się dla mnie za ciasna. Brak kontaktu z kimkolwiek, brak możliwości wyjścia, spotkania się z koleżankami, o kolegach mogłam zapomnieć. Jak gdziekolwiek chciałam wyjść ( sklep, fryzjer, weterynarz) było podszyte podejrzliwością, że pewnie z kimś się umówiłam. A ja godziłam się na wszystko. Urwałam wszystkie kontakty z przyjaciółkami, rodziną, koleżankami, zapewniając go o swojej wielkiej miłości, którą na prawdę czułam. Do czasu, kiedy moja klatka zaczęła być zbyt ciasna...Nie mogłam oddychać i z dnia na dzień stawałam się coraz bardziej nieszczęśliwa. Mój mąż ma obsesją na moim punkcie i przestał sobie z nią radzić. Jestem winna sama sobie, że nie tupałam nogami, że pozwoliłam się zniewolić, że odcięłam się od świata. Stan całkowitego zdołowania trwa od roku, brak szczęścia i apatia. Każda próba rozmowy, kończyła się tekstami typu: "ale czego Ty chcesz? Tak wygląda życie żony! Pranie, sprzątanie to Twoje obowiązki, ja zarabiam na dom" Ok, zgoda. Ale nie godzę się na brak szacunku do mojej osoby i mojej pracy, którą wykonuję zawodowo. A potem praca po pracy i tak co dzień. Owszem, tak wygląda życie, ale chyba jeszcze powinno się mieć jakieś rozrywki? Nie wychodzimy nigdzie, ani do kina, teatru, znajomych nie mamy, bo mój mąż nie potrzebuje innych oprócz mnie do szczęścia i od wszystkich się poodcinał, na spacery tez nie chodzimy. Nie robimy nic! Jestem raczej osobą, która potrzebuje ludzi do życia. Nie potrafię żyć samą miłością, która mnie objęła jak bluszcz. Chcę oddychać. I właśnie, niestety poczułam lekki podmuch od kogoś. Ktoś kto nagle pojawił się w trudnym momencie mojego życia, przy którym zaczęłam czuć się znowu dobrze, z kimś z kim mogłam porozmawiać o wszystkim. Zapytacie, czy z mężem nie mogłam? No, nie. Mąż zabraniał mi czytania książek, bo po co? Jego nic nie interesuje, nie ma hobby, nie czyta, nie słucha muzyki. Kiedy zaczynałam jakikolwiek wątek do rozmowy był ucinany na początku. Z tym kimś nowym to były przede wszystkim korespondencję. Nie spotykaliśmy się, bo wiadomo, że nie było jak. Mój czas jest ściśle kontrolowany, gdzie jestem, o której wracam, sprawdzanie rachunków ze sklepu z zegarkiem i telefonem czy faktycznie kiedy do mnie dzwonił czy byłam w tym sklepie. No to jak się z kimś spotykać? Wystarczyły mi smsy, maila. Codzienny z rana z tytułem Dzień Dobry. Poczułam, ze żyję i ktoś sie mną interesuje. że nie jestem jeszcze stara i mogę być dla kogoś ciekawa, nie tylko fizycznie ale przede wszystkim intelektualnie. Po jakimś czasie, zaczęlam nie wytrzymywać. Nie potrafiłam udawać, że jest coś ze mną nie tak, tęskniłam za tamtym i zaczęłam zdawać sobie sprawę, że moje życie nie powinno tak wyglądać. Że przyjaciółka, siostra dziwiąc się jak ja żyję uważam, że to normalne. Odbyłam rozmową z mężem mówiąc, że jestem nieszczęśliwa, że jestem już zmęczona tym życiem i wszystkim. Niestety nie docierało. No bo jak? Przecież przez  tyle lat było dobrze i co nagle? Rozumiem, go bo powinnam była od razu jak tylko zaczęłam tak się czuć, mówić czego potrzebuję a teraz gruchnęło to na niego jak grom z jasnego nieba. Powiedział, ze nie rozumie, i żebym powiedziała czy ktoś jest. Że on to zrozumie itp. No to ja głupia powiedziałam, że jest ktoś o kim myślę, ale to tylko kolega i nic między nami nie było. I się zaczęło piekło...Oszczędzę Wam i sobie znowu tego...Pewnie mi się należało, bo na pewno zdradziłam męża emocjonalnie. Nie powinnam była utrzymywać kontaktów z innym facetem, bo tak się nie robi. Stało się i tyle...Mijają 3tygodnie od tamtego wieczora. Mąż się załamał i zdiagnozowano depresję, z którą już jakiś czas chodził. Zaczął terapię u psychologa i leczenie u psychiatry. Wychodzi na jaw skąd u niego te zachowania, ta obsesja. Nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Rozpetałam piekło, piję piwo, którego sobie sama naważyłam, które wylewa mi się uszami. Czuję, że zamiast wywalczyć coś dla siebie i zacząć żyć w normalnym związku, siędzę w tym bagnie jeszcze głębiej. Muszę go wspierać, rozwalił się totalnie przy tej terapii, ma tylko mnie a ja go nadal utwierdzam, ze jest ok. Ale ja nie wiem, czy będzie ok. Czy chcę być z nim, bo nie kocham już go tak jak przed laty. Nie wierzę, że będę mogła żyć normalnie w społeczeństwie, że będę mogła wyjść do sklepu bez patrzenia na zegarek jak długo mnie nie ma. On mi obiecuje, ze się zmieni, ja mu obiecałam, że nie będę mieć kontaktów z facetami...
Kroteczko, trzymam za Ciebie kciuki. Gdybym sama była silna, odeszłabym. W przeciągu tych trzech tygodni uciekałam z domu trzy razy. Teraz mieszkamy u teściowej, bo boję się wrócić do domu. Wiem, ze zmiany wymagają czasu, że coś co się nazbierało przez lata nie da się naprawić w krótkim czasie. Jego terapia też trochę potrwa i nie mogę go teraz zostawić. Sama się do tego jego stanu przysłużyłam, więc pozostaje mi w tym tkwić. Żywię nadzieję, ze po tej terapii, dojdzie do wniosku, ze mnie nie kocha tak mocno i odejdzie. Sam.

307

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Oj Kroteczko, jakże Cię doskonale rozumiem...Niestety zauważyłam, że nie jestem jedyna, która zraniła męża. Mój wątek jest ciut inny ale sedno takie same. Moim błędem było milczenie, przez długi okres czasu. Brak wyrażania swoich chęci, informowania, że jest mi źle, że jestem nieszczęśliwa i tkwiłam w tym przez ogrom czasu...Przed kilkonastoma laty pozwoliłam się włożyć do złotej klatki, która z każdym rokiem robiła się dla mnie za ciasna. Brak kontaktu z kimkolwiek, brak możliwości wyjścia, spotkania się z koleżankami, o kolegach mogłam zapomnieć. Jak gdziekolwiek chciałam wyjść ( sklep, fryzjer, weterynarz) było podszyte podejrzliwością, że pewnie z kimś się umówiłam. A ja godziłam się na wszystko. Urwałam wszystkie kontakty z przyjaciółkami, rodziną, koleżankami, zapewniając go o swojej wielkiej miłości, którą na prawdę czułam. Do czasu, kiedy moja klatka zaczęła być zbyt ciasna...Nie mogłam oddychać i z dnia na dzień stawałam się coraz bardziej nieszczęśliwa. Mój mąż ma obsesją na moim punkcie i przestał sobie z nią radzić. Jestem winna sama sobie, że nie tupałam nogami, że pozwoliłam się zniewolić, że odcięłam się od świata. Stan całkowitego zdołowania trwa od roku, brak szczęścia i apatia. Każda próba rozmowy, kończyła się tekstami typu: "ale czego Ty chcesz? Tak wygląda życie żony! Pranie, sprzątanie to Twoje obowiązki, ja zarabiam na dom" Ok, zgoda. Ale nie godzę się na brak szacunku do mojej osoby i mojej pracy, którą wykonuję zawodowo. A potem praca po pracy i tak co dzień. Owszem, tak wygląda życie, ale chyba jeszcze powinno się mieć jakieś rozrywki? Nie wychodzimy nigdzie, ani do kina, teatru, znajomych nie mamy, bo mój mąż nie potrzebuje innych oprócz mnie do szczęścia i od wszystkich się poodcinał, na spacery tez nie chodzimy. Nie robimy nic! Jestem raczej osobą, która potrzebuje ludzi do życia. Nie potrafię żyć samą miłością, która mnie objęła jak bluszcz. Chcę oddychać. I właśnie, niestety poczułam lekki podmuch od kogoś. Ktoś kto nagle pojawił się w trudnym momencie mojego życia, przy którym zaczęłam czuć się znowu dobrze, z kimś z kim mogłam porozmawiać o wszystkim. Zapytacie, czy z mężem nie mogłam? No, nie. Mąż zabraniał mi czytania książek, bo po co? Jego nic nie interesuje, nie ma hobby, nie czyta, nie słucha muzyki. Kiedy zaczynałam jakikolwiek wątek do rozmowy był ucinany na początku. Z tym kimś nowym to były przede wszystkim korespondencję. Nie spotykaliśmy się, bo wiadomo, że nie było jak. Mój czas jest ściśle kontrolowany, gdzie jestem, o której wracam, sprawdzanie rachunków ze sklepu z zegarkiem i telefonem czy faktycznie kiedy do mnie dzwonił czy byłam w tym sklepie. No to jak się z kimś spotykać? Wystarczyły mi smsy, maila. Codzienny z rana z tytułem Dzień Dobry. Poczułam, ze żyję i ktoś sie mną interesuje. że nie jestem jeszcze stara i mogę być dla kogoś ciekawa, nie tylko fizycznie ale przede wszystkim intelektualnie. Po jakimś czasie, zaczęlam nie wytrzymywać. Nie potrafiłam udawać, że jest coś ze mną nie tak, tęskniłam za tamtym i zaczęłam zdawać sobie sprawę, że moje życie nie powinno tak wyglądać. Że przyjaciółka, siostra dziwiąc się jak ja żyję uważam, że to normalne. Odbyłam rozmową z mężem mówiąc, że jestem nieszczęśliwa, że jestem już zmęczona tym życiem i wszystkim. Niestety nie docierało. No bo jak? Przecież przez  tyle lat było dobrze i co nagle? Rozumiem, go bo powinnam była od razu jak tylko zaczęłam tak się czuć, mówić czego potrzebuję a teraz gruchnęło to na niego jak grom z jasnego nieba. Powiedział, ze nie rozumie, i żebym powiedziała czy ktoś jest. Że on to zrozumie itp. No to ja głupia powiedziałam, że jest ktoś o kim myślę, ale to tylko kolega i nic między nami nie było. I się zaczęło piekło...Oszczędzę Wam i sobie znowu tego...Pewnie mi się należało, bo na pewno zdradziłam męża emocjonalnie. Nie powinnam była utrzymywać kontaktów z innym facetem, bo tak się nie robi. Stało się i tyle...Mijają 3tygodnie od tamtego wieczora. Mąż się załamał i zdiagnozowano depresję, z którą już jakiś czas chodził. Zaczął terapię u psychologa i leczenie u psychiatry. Wychodzi na jaw skąd u niego te zachowania, ta obsesja. Nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Rozpetałam piekło, piję piwo, którego sobie sama naważyłam, które wylewa mi się uszami. Czuję, że zamiast wywalczyć coś dla siebie i zacząć żyć w normalnym związku, siędzę w tym bagnie jeszcze głębiej. Muszę go wspierać, rozwalił się totalnie przy tej terapii, ma tylko mnie a ja go nadal utwierdzam, ze jest ok. Ale ja nie wiem, czy będzie ok. Czy chcę być z nim, bo nie kocham już go tak jak przed laty. Nie wierzę, że będę mogła żyć normalnie w społeczeństwie, że będę mogła wyjść do sklepu bez patrzenia na zegarek jak długo mnie nie ma. On mi obiecuje, ze się zmieni, ja mu obiecałam, że nie będę mieć kontaktów z facetami...
Kroteczko, trzymam za Ciebie kciuki. Gdybym sama była silna, odeszłabym. W przeciągu tych trzech tygodni uciekałam z domu trzy razy. Teraz mieszkamy u teściowej, bo boję się wrócić do domu. Wiem, ze zmiany wymagają czasu, że coś co się nazbierało przez lata nie da się naprawić w krótkim czasie. Jego terapia też trochę potrwa i nie mogę go teraz zostawić. Sama się do tego jego stanu przysłużyłam, więc pozostaje mi w tym tkwić. Żywię nadzieję, ze po tej terapii, dojdzie do wniosku, ze mnie nie kocha tak mocno i odejdzie. Sam.

Owieczko bardzo smutna ta twoja historia. Wyobrażam sobie jak ci jest ciężko. Ja zawsze miałam mnóstwo znajomych zarówno wspólnych z mężem jak i takich swoich - koleżanki , kolegów. Też nie potrafię zyc bez ludzi. Ale mój mąż tez mnie zawsze ograniczał , nie lubi jak wychodzę, nie lubi jak się "za dobrze" bawię. Czuję się przy nim psychicznie stlamszona,  żyć mi się nie chce.  Teraz jestem w delegacji i odpoczywam od wszystkich,  tego mi było trzeba, nawet nie tęsknię za tym drugim. Chyba faktycznie powinnam pobyć sama przez jakiś czas.

308

Odp: Zniszczylam swoje zycie

zazdroszczę Ci. Ja nie mam takiej możliwości chociaż najbardziej na świecie pragnę pobyć sama. Chociaż przez kilka dni. Ale mój mąż tego nie zrozumie. Będzie znów podejrzewał, że albo się z z nim spotkam albo będę pisać. A uwierz brakuje mi tego pisania...

309

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Dziś mam totalny dół,  tęsknię za nim strasznie, myślę non stop. I oczywiście czekam na jego maile. Są służbowe bo wyczuł że łapię dystans , ale i tak ciągle piszemy omawiajac wszystkie zaległe służbowe sprawy. On zagaduje prywatnie ale na zasadzie jak mi sie podoba kraj , miasto, ludzie, co robimy , etc. On zna ten kraj świetnie bo mieszkal tu na studiach wiec radzi gdzie pójść.  Nie pisze z żadnymi podtekstami na szczęście , jest takim przyjacielem jak byl dawno temu. Takiego go polubiłam,  problem w tym ze teraz go kocham.
Nie daję juz rady. Jak go zobaczę to będzie jeszcze gorzej,  nie wiem czy ta delegacja to byl dobry pomysł,  bo zaczęłam ze nim strasznie tęsknić. A on nie pisze zadnych podtekstów tylko takie maile przyjacielskie z troską. A to mnie rozwala kompletnie bo czuję że go jeszcze bardziej za to kocham.

310

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Owieczka
Twoja historia jest zupełnie inna, mąż Autorki, to normalny facet, to ją zaswędziało i jest żądna tej adrenalinki, Twoja historia jest zupełnie inna. Załóż swój watek.

311 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-27 21:10:55)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Haha, dobrze ci tak babo. Cierp ciało jak żeś chciało big_smile

to do autorki co to się bidna podrapać ostatnio nie może

312

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Dziś mam totalny dół,  tęsknię za nim strasznie, myślę non stop. I oczywiście czekam na jego maile. Są służbowe bo wyczuł że łapię dystans , ale i tak ciągle piszemy omawiajac wszystkie zaległe służbowe sprawy. On zagaduje prywatnie ale na zasadzie jak mi sie podoba kraj , miasto, ludzie, co robimy , etc. On zna ten kraj świetnie bo mieszkal tu na studiach wiec radzi gdzie pójść.  Nie pisze z żadnymi podtekstami na szczęście , jest takim przyjacielem jak byl dawno temu. Takiego go polubiłam,  problem w tym ze teraz go kocham.
Nie daję juz rady. Jak go zobaczę to będzie jeszcze gorzej,  nie wiem czy ta delegacja to byl dobry pomysł,  bo zaczęłam ze nim strasznie tęsknić. A on nie pisze zadnych podtekstów tylko takie maile przyjacielskie z troską. A to mnie rozwala kompletnie bo czuję że go jeszcze bardziej za to kocham.

Wiec zrob to co chcesz zrobic.

313

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Dziś mam totalny dół,  tęsknię za nim strasznie, myślę non stop. I oczywiście czekam na jego maile. Są służbowe bo wyczuł że łapię dystans , ale i tak ciągle piszemy omawiajac wszystkie zaległe służbowe sprawy. On zagaduje prywatnie ale na zasadzie jak mi sie podoba kraj , miasto, ludzie, co robimy , etc. On zna ten kraj świetnie bo mieszkal tu na studiach wiec radzi gdzie pójść.  Nie pisze z żadnymi podtekstami na szczęście , jest takim przyjacielem jak byl dawno temu. Takiego go polubiłam,  problem w tym ze teraz go kocham.
Nie daję juz rady. Jak go zobaczę to będzie jeszcze gorzej,  nie wiem czy ta delegacja to byl dobry pomysł,  bo zaczęłam ze nim strasznie tęsknić. A on nie pisze zadnych podtekstów tylko takie maile przyjacielskie z troską. A to mnie rozwala kompletnie bo czuję że go jeszcze bardziej za to kocham.

no to nie strój się na cierpiętnicę, która cierpi bo inni są źli.
Powiedz mężowi, dzieciom i żonie kochanka, że ON CI JEST TWÓJ.
Że go kochasz, że tęsknisz nie z mężem, nie za dziećmi ale za KOCHANKIEM.

Powiedź sobie, że to nie wina kochanka, ze się w nim zakochałaś, ale tego że Ty tego chciałaś, nie wina męża, nie wina jego żony,
ale tego że TY tak zdecydowałaś.

A potem idź w te Twoje przeznaczenie i nie wiń innych że Ty cierpisz.

Daj mężowi rozwód z Twoje winy, zostaw mu dzieci ( są w SWOIM domu, ze SWOIM ojcem),a najpierw poradź się jak przekazać im tą nowinę, żeby ich nie zabiła.

Powiedź kochankowi o Twoje decyzji.
I czekaj na niego, aż sam uporządkuje swoje życie, z pokorą przed światem przyzna się, że nie potrafi żyć bez Ciebie.

BTW.
Czy aby miłości nie mylisz z zauroczeniem ?
Ale, o tym dowiesz się po kilku, kilkunastu latach sprzątania jego skarpetek smile

314

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Muuuuuu...Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu.... hahahah big_smile
Teraz wycie do księżyca zostaje.

315

Odp: Zniszczylam swoje zycie

elle twój wirtualny dotyk rzeczywistości
więcej wart niż parada mniejszości,
tak to ja p79 dla twojej ciekawości

316

Odp: Zniszczylam swoje zycie

"wirtualny dotyk" - Podoba mi się!
Dzwońcie pod 0048- 999 -9991-7 (jedyne 6,99 pln  + VAT) 

WARTO!   

big_smile



Ps. Nie wiedziałam, że rymujesz :>

317

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Secindo
no ale po co?  Przecież mąż autorki jest kołem zapasowy, z ambicjami i kasą.  Jakby tego nie mial to poszedł by już dawno w odstawkę a tak może się jeszcze biedak przydać jak jej nie wyjdzie z kochasiem.

318

Odp: Zniszczylam swoje zycie
stokrotka1978 napisał/a:

Secindo
no ale po co?  Przecież mąż autorki jest kołem zapasowy, z ambicjami i kasą.  Jakby tego nie mial to poszedł by już dawno w odstawkę a tak może się jeszcze biedak przydać jak jej nie wyjdzie z kochasiem.

Dla mnie to nie jest wybór między dwoma mężczyznami.  To jest wybór między miłością do mężczyzny a miłością do dzieci.  Ja wiem ze moje dzieci będą szczęśliwe tylko z mamą i tatą. A na ich szczęściu najbardziej mi zależy.

Poza tym ja nie traktuję mężczyzn jako maszynek do zarabiania pieniędzy i utrzymywania.  Jestem w stanie zarobić na siebie i swoje dzieci jakby trzeba było.  Ani mąż ani kochanek nie są mi do tego potrzebni.

319

Odp: Zniszczylam swoje zycie

To odejdź od męża po cholerę Ci on, przecież się meczysz i nie zasłaniaj sie dziećmi bo to nie o nie chodzi. Jak poszłaś do kochanka to o nich nie myslalas wiec nie męcz sie z ładnym opisaniem że robisz to dla nich. Robisz to wszytko bo myślisz tylko O SOBIE.

320

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Dla mnie to nie jest wybór między dwoma mężczyznami.  To jest wybór między miłością do mężczyzny a miłością do dzieci.  Ja wiem ze moje dzieci będą szczęśliwe tylko z mamą i tatą. A na ich szczęściu najbardziej mi zależy.

Poza tym ja nie traktuję mężczyzn jako maszynek do zarabiania pieniędzy i utrzymywania.  Jestem w stanie zarobić na siebie i swoje dzieci jakby trzeba było.  Ani mąż ani kochanek nie są mi do tego potrzebni.

przestań siebie oszukiwać, gdyby na szczęściu dzieci zależałoby Ci najbardziej, to nie poleciałabyś na kochanka,
nie dopuściłabyś do myśli możliwości romansu.

Bzdurą jest, że grając rolę cierpiętnicy przy mężu dasz im szczęście.
Pisałam, dlaczego nie zostawisz mężą i nie pójdziesz do kochanka , wtedy dacie wspólnie z kochankiem koncert prawdziwej miłości w związku.

Chcesz dzieciom zafundować dzieciństwo w domu z mamą cierpiętnicą ?
Przecież zrazisz ich do jakichkolwiek związków ?
O małżeństwach już nie piszę, bo już im dałaś przykład że to farsa komuś coś obiecywać, ślubować.

321

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Dziś mam totalny dół,  tęsknię za nim strasznie, myślę non stop. I oczywiście czekam na jego maile. Są służbowe bo wyczuł że łapię dystans , ale i tak ciągle piszemy omawiajac wszystkie zaległe służbowe sprawy. On zagaduje prywatnie ale na zasadzie jak mi sie podoba kraj , miasto, ludzie, co robimy , etc. On zna ten kraj świetnie bo mieszkal tu na studiach wiec radzi gdzie pójść.  Nie pisze z żadnymi podtekstami na szczęście , jest takim przyjacielem jak byl dawno temu. Takiego go polubiłam,  problem w tym ze teraz go kocham.
Nie daję juz rady. Jak go zobaczę to będzie jeszcze gorzej,  nie wiem czy ta delegacja to byl dobry pomysł,  bo zaczęłam ze nim strasznie tęsknić. A on nie pisze zadnych podtekstów tylko takie maile przyjacielskie z troską. A to mnie rozwala kompletnie bo czuję że go jeszcze bardziej za to kocham.

wiem co czujesz kroteczka, ja też czuję coś do innego i wiesz co ci powiem, po raz kolejny... porozmawiaj z nim.

322 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-11-28 09:15:02)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Wiem jestem glupia. Maz nie jest idealem w wielu rzeczach ograniczal mnie bardzo, ale obiektywnie mozna powiedziec ze jest bardzo dobrym mezem. Coz z tego jak go nie kocham, a raczej kocham ale jak brata. Chce dla niego jak najlepiej.  Wiem ze jak się dowie będzie cierpial strasznie. A ten drugi - nie wiem co mysli chyba żyje chwilą choć zdaje sobie sprawę ze lada moment moze sie wszystko wydac a wtedy nie wiem co będzie.

Jaki widzę scenariusz?
Kroteczka nie kocha męża ale kocha kochanka.
Natomiast czy kochanek kocha ją..... hm to się okaże.
Ja w to bardzo wątpię.
Kochanek sobie tylko pobzyka i puści ją wolno.
Tylko zastanawiam się po co ona brała ślub, składała przysięgę?
Tego nie kumam.
Dla mnie jest podłą i  faszywą kobietą.
A kochanek i tak kopnie ją w doopę.
Oby jak najszybciej.

323 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-11-28 09:18:28)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bullet napisał/a:

Mimo tego co napisałaś pomiędzy wierszami bije po oczach, że Ty nie chcesz tego skończyć.
Moje zdanie:
Skoro tak codziennie umierasz najuczciwiej by było gdybyś natychmiast powiedziała o tym mężowi. Potem złożyła pozew rozwodowy z orzekaniem Twojej winy. Oczywiście dzieci powinny zostać przy ojcu. Następnie proponujesz kochankowi by założył z Tobą rodzinę. To byłoby minimum uczciwości z Twojej strony. Zobaczysz wtedy jak zareaguje ten "inteligentny, wesoły, przystojny i niesamowicie męski.  Zapatrzony ... choc mógł miec każdą". Jesteś na to gotowa ? Zapewne nie.
Wg mnie nie zasługujesz na ciepło domowe. Słusznie napisałaś "Miałam męża, dzieci". Miałaś.
Miałaś za dobre życie.
Twoje postępowanie mimo początkowych deklaracji jest destrukcyjne, nie dojrzałaś do roli małżonki. W Twoich wpisach nie ma prawie śladu Twojej rodziny. Bardzo im współczuję.

Żenada.
Po tym co wypisujesz jedyne co mogę napisać to powtórzyć to co już wcześniej napisałem. Powtórzę więc, że "Twoje postępowanie mimo początkowych deklaracji jest destrukcyjne, nie dojrzałaś do roli małżonki.". Dodam jeszcze, ze koleś to kawał skurvviela. Wie, że "próbujesz" się ratować, a raczej widzi, ze tylko stwarzasz pozory więc on miesza i robi to z pełną świadomością. Przyjaciel prawdziwy pomagałby ci się ratować. To nie przyjaciel a kawał gnoja.
Taka sama sytuacja ostatecznie zakończyła moje małżeństwo. Moja żona próbowała się od gościa uwolnić ale on po pisał listy, stękał, nagrywał piosenki i wysyłał mailem, poprostu przypominał o sobie jak tęskni wiedząc jak krucha jest "chęć" odcięcia się, tak samo twój gach. Wie, ze jesteś miękka, ze masz kisiel w majtkach więc mąci. Jak już ostatecznie osiągnie sukces i rozwali małżeństwo to nie będziesz już tak atrakcyjna. Kopnie cię w zadek i będziesz lecieć i lecieć. Miej w zanadrzu kanapki coby z głodu nie skonać w tym locie.
A małżeństwa już nie będzie i wtedy zacznie się skowyt "co ja zrobiłam".
Brniesz dalej więc brnij, i tak mu dasz, i tak mu ulegniesz.
Skończ to biadolenie, mi się karabin przeładowuje jak ciebie czytam.

Każde zdanie to on, o nim. Rodzina to skrawek skrawka wpisów. Tragedia.

324

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bullet napisał/a:
bullet napisał/a:

Mimo tego co napisałaś pomiędzy wierszami bije po oczach, że Ty nie chcesz tego skończyć.
Moje zdanie:
Skoro tak codziennie umierasz najuczciwiej by było gdybyś natychmiast powiedziała o tym mężowi. Potem złożyła pozew rozwodowy z orzekaniem Twojej winy. Oczywiście dzieci powinny zostać przy ojcu. Następnie proponujesz kochankowi by założył z Tobą rodzinę. To byłoby minimum uczciwości z Twojej strony. Zobaczysz wtedy jak zareaguje ten "inteligentny, wesoły, przystojny i niesamowicie męski.  Zapatrzony ... choc mógł miec każdą". Jesteś na to gotowa ? Zapewne nie.
Wg mnie nie zasługujesz na ciepło domowe. Słusznie napisałaś "Miałam męża, dzieci". Miałaś.
Miałaś za dobre życie.
Twoje postępowanie mimo początkowych deklaracji jest destrukcyjne, nie dojrzałaś do roli małżonki. W Twoich wpisach nie ma prawie śladu Twojej rodziny. Bardzo im współczuję.

Żenada.
Po tym co wypisujesz jedyne co mogę napisać to powtórzyć to co już wcześniej napisałem. Powtórzę więc, że "Twoje postępowanie mimo początkowych deklaracji jest destrukcyjne, nie dojrzałaś do roli małżonki.". Dodam jeszcze, ze koleś to kawał skurvviela. Wie, że "próbujesz" się ratować, a raczej widzi, ze tylko stwarzasz pozory więc on miesza i robi to z pełną świadomością. Przyjaciel prawdziwy pomagałby ci się ratować. To nie przyjaciel a kawał gnoja.
Taka sama sytuacja ostatecznie zakończyła moje małżeństwo. Moja żona próbowała się od gościa uwolnić ale on po pisał listy, stękał, nagrywał piosenki i wysyłał mailem, poprostu przypominał o sobie jak tęskni wiedząc jak krucha jest "chęć" odcięcia się, tak samo twój gach. Wie, ze jesteś miękka, ze masz kisiel w majtkach więc mąci. Jak już ostatecznie osiągnie sukces i rozwali małżeństwo to nie będziesz już tak atrakcyjna. Kopnie cię w zadek i będziesz lecieć i lecieć. Miej w zanadrzu kanapki coby z głodu nie skonać w tym locie.
A małżeństwa już nie będzie i wtedy zacznie się skowyt "co ja zrobiłam".
Brniesz dalej więc brnij, i tak mu dasz, i tak mu ulegniesz.
Skończ to biadolenie, mi się karabin przeładowuje jak ciebie czytam.

Każde zdanie to on, o nim. Rodzina to skrawek skrawka wpisów. Tragedia.

Bullet
Przykro mi.

325 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-11-28 09:35:32)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Lexpar napisał/a:

Bullet
Przykro mi.

Lexpar, po tych miesiącach walki zrozumiałem, że nie miałem szans.
Kochanek choćby najgorszy jest zawsze lepszym modelem, atrakcyjniejszym bo jest adrenalina, mgiełka tajemniczości. Moja żona zabrnęła w miejsce, z którego nie chciała wyjść choć doskonale wie, że to toksyczny układ. Ma z nim "atrakcje" jakich nie miała w domu. Dzieci ? Nic się nie stanie bo przecież inni tez się rozwodzą.
Gdy tajemniczość i konieczność ukrywania związku zniknie, adrenaliny nie będzie, przyjdzie rutyna, wrócą stare potwory i jak mawiał ktoś na forum (mój ulubiony cytat) "obudzi się pewnego dnia rano i stwierdzi, że syf ten sam ale ryje inne".
U autorki tak będzie z tym, że mąż nawet chyba nie wie, że powinien zacząć walczyć co stawia autorkę w jeszcze gorszym świetle bo nawet nie daje mu szans.A z napisanych tu zdań dot. rewelacyjnego sexu z kochankiem (nie ważne czy w kiblu, czy na biurku) wniosek jest jeden - ADRENALINA nie pozwalająca logicznie mysleć !

Posty [ 261 do 325 z 3 039 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026