Piotr74 napisał/a:Elle88 napisał/a:Napisałam, gdy NIE ODPOWIADA nam obecna sytuacja.
W Twoim przypadku, jak i w przypadku większości bywalców tego Działu, wydarzyło się coś, co było wyborem drugiej osoby /niezależnie od okoliczności towarzyszących -zdrada to wybór/. I teraz, jeśli akceptujesz taki stan rzeczy, to jednocześnie akceptujesz sytuację, że nie odpowiadasz za zdradę i w związku z tym nie potrzebujesz stawać na głowie by ratować związek z kimś, kto tego nie chce.
Tu nie ma potrzeby zmian.
Dokladnie jest tak jak napisalas. Powiem Ci, ze ja jestem teraz na etapie akceptacji tego, ze nie mam juz wplywu na to co bedzie, pogodzilem sie z tym i nie mam najmniejszego zamiaru stawac na glowie.
Gdybym byl w tym stanie w lutym, to nawet bym tu nie trafil.
Potrzebowalem czasu aby wiele spraw zrozumial i zaakceptowal.Ale ze mnie taki raptus troche, ja zawsze chce juz, nie lubie czekac.
Te kilka miesiecy bardzo sie odbilo na mojej psychice, nie jestem dzis tym samym czlowiekiem jakim jeszcze niedawno bylem.
Ale wiem jedno, nie mozna zmieniac wlasnych zasad pod katem zmieniajacych sie okolicznosci i checi uzyskania okreslonych efektow.
No. I właśnie tego miała Cię ta sytuacja nauczyć.
Często w zdradzie doszukujemy się albo "sprawiedliwości, takiej "kary boskiej" za swoje wyimaginowane przewinienia w stosunku do partnera, które przecież nigdy nie są tak duże by należał nam się nóż w plecy. Albo kary - tak ogólnie, w ramach zaniżonego poczucia wartości, no bo dlaczego nie? Skoro jestem tak ogólnie do d... to czemu partner miałby mnie po prostu nie zdradzać?
Potem przez chwilę miesza się to z gniewem i żalem, ale to chwilowe przebłyski tylko, by za chwile znów się obwiniać.. i w rezultacie nie potrafimy wybaczyć, bo wybaczenie zakłada, że ktoś zrobił coś w najlepszej wierze, ALE w ramach etapu rozwoju świadomości, na jakim się znajdował.
Taka jest prawda, jeśli spojrzymy na to wychodząc na moment poza emocje..
Tu uwaga do krotki: gdybyśmy wartość wszystkiego chcieli rozpatrywać tylko pod kątem tego czy wzbudza nas silne emocje to nie bylibyśmy w stanie wychować dzieci czy dopełnić podstawowych obowiązków dnia codziennego. Emocje są podstawą i są ważne, ale tylko wtedy kiedy poddając się im rozwijamy się jako ludzie, mamy poczucie że mamy więcej empatii, więcej rozumiemy.
Nie jest sztuka poddać się emocjom, które prowadzą do zdrady i cierpienia wielu osób dla tych kilku chwil emocji, które były tak ulotne, że równie dobrze mogłabyś przeżyć to samo w wyobraźni, nie krzywdząc nikogo. A wyobraźnia ludzka, tak jak zresztą świadomość - nie rozróżniają emocji powstałych na bazie tego co się wydarzyło, a wizualizacją.
Stąd pytanie czy zawsze warto spróbować zrealizować każda fantazję i odwrotnie: trzeba uważać o czym się fantazjuje, bo można to dostać gdy mózg weźmie to jako sytuację realnie dziejąca się.