Jasne, że to osoba zdradzona musi dojrzeć do tego żeby dać sobie prawo do godnego życia z kimś, kto go będzie naprawdę kochał i szanował.
Dopóki trzyma zdradzacza "za nogi" uwieszony u nogawki, wyrażając całym sobą poddaństwo i przywiązanie, nie pozwalając wręcz odejść nie daje sobie takiego prawa - SAM SOBIE, bo zdradzaczowi jest z reguły wsio rawno.
Jeszcze a propos krotki i a propos tego jak wypowiadała się wielokrotnie n/t powodzenia u mężczyzn, z którego nigdy nie korzystała.. To ja tu widzę pewną nieścisłość, żeby nie powiedzieć zakłamanie.
Bo skoro aż do momentu poznania Dyzia (Aurorka, pożyczam sobie czasem Twoje określenie
) krotka nie ulegała tym wszystkim 'przystojniakom' i wybrała na męża kogoś, kto nie wzbudzał od początku większych emocji, to oznacza, że ci przystojniacy zainteresowani nią mieli to zainteresowanie dla niej bardzo powierzchowne i krótkie - nie starali się o nią tyle co mąż, dlatego nic z tamtych znajomości z tymi "lepszymi partiami" nie wychodziło. Nie kupuję bajeczki, że jakiś super przystojniak w typie Dyzia latałby za krotka sporo czasu, a ona pomimo tego wybrałaby kogoś, kogo nie darzy uczuciem (męża).
Wybrała, bo nie miała na tamten moment innej alternatywy, a nie z "dobroci i szlachetności serca" czy doceniwszy jego walory i zalety w istocie.
Widocznie krotka interesują Cię mężczyźni poza Twoim realnym zasięgiem, z jakiegoś powodu: oczywiście nie musi (i z reguły nie chodzi) chodzić o urodę.
Dopiero Dyzio potrafił jakoś tam docenić (na swoje możliwości i ogarnięcie
) Twoje walory na tyle, żeby chciało mu się trochę za tobą polatać, a to też nie w celu matrymonialnym raczej 
Także myślę, że sporo takiej zwykłej próżności w tobie i poczucia wyższości nad mężem, przy jednoczesnej frustracji, że nikt prócz Dyzia z wolnych mężczyzn nie potrafił zainteresować się tobą na tyle, byś nie musiała wychodzić za mąż z czystej kalkulacji i presji społ.
Także nie wiem czy sam fakt bycia zamężną jest tutaj jakimś osiągnięciem, jak gdzieś podkreśliłaś jako argument na swoją korzyść.