netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczylam swoje zycie

3 038 odpowiedzi418 684 wyświetleniazałożony przez kroteczka, 12.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Strony Poprzednia 1 … 38 39 40 41 42 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 536 do 2 600 z 3 039 ]

2 536

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

jakbym miała poczucie, że kogoś krzywdzę, gdybym nie była pewna jego uczuć do mnie, nie planowałabym z nim życia

Anastacjoo,
Poczytaj sobie w wolnej chwili lekturę, do której link podałam powyżej. Jej autor udowadnia - na podstawie badań socjologicznych i skanowania mózgu - że decyzje moralne są automatyczne, dopiero póżniej następuje ich uzasadnienie, głównie po to by poczuć się lepiej. Wskazuje na to, że człowiek to istota nie tyle RACJONALNA, co RACJONALIZUJĄCA. I Ty jesteś dla mnie tego świetnym dowodem.Jest to o tyle istotne, że pierwszy ma wymiar świadomy, a drugi nieświadomy.

A jakbyś nie zauważyła, to Twoje przekonania, zachowanie i cała postawa wzbudza w czytelnikach bardziej obrzydzenie niż zapędy moralizatorskie. Znowu próbujesz RACJONALIZOWAĆ, jadąc na autopilocie.

2 537 Ostatnio edytowany przez horses (2015-03-29 12:42:32)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
horses napisał/a:

Anastacjo,
także uważam, że są nieudane małżeństwa i czasami rozstanie jest najlepszym wyjściem.
Kto np chciałby żyć z alkoholikiem lub z człowiekiem, który jest zimny i egoistyczny.
Dziwie mnie jednak, że wszystko bierzesz do siebie i piszesz te manifesty w obronie takich sytuacji,
piszesz o atrakcyjności mężczyzn, o tym , ze sa inne czasy................ ale tak na zdrowy rozum:
niedługo zostaniesz zoną i jakie będą Twoje odczucia, kiedy np za 10 lat jakaś atrakcyjna trzydziestka poczuje chemię
do Twojego męża i ojca Twoich dzieci? Czy wtedy, Ty po czterdziestce, ciesząca się ze stabilizacji, dzieci, dobrej pracy,
zdrowia, miłości........... wytłumaczysz tak mądrze zachowanie takiej osoby, czy też po prostu krzykniesz: co za s..a?

Wiadomo, to małzonek ma wiedzieć , co wazne i się pilnować, ale.... no właśnie, ale.....?

Horses, jakbym miała poczucie, że kogoś krzywdzę, gdybym nie była pewna jego uczuć do mnie, nie planowałabym z nim życia. A co będzie za 10 lat? To już czas pokaże.

A że biorę do siebie? Nie tyle do siebie, co mnie irytuje wszechwiedza co poniektórych, to przeinaczanie słów, wmawianie czegoś czego nie ma, przepowiadanie przyszłości itd.

No nie dogadamy się smile
Przecież nie piszę o Twojej przeszłości, teraźniejszości, czy nawet przyszłości.
Bo również wcale nie uważam, że Twój mąż na 100 % Ciebie zdradzi. Wcale tak nie uważam.
Piszę o podejsciu do pewnych spraw, spojrzeniu z innej perspektywy.
Nie z perspektywy kochanki, ale żony ( nawet jeśli jest to drugie małżeństwo obojga ).
Chyba czas wejść w nową rolę ?:)

Nawet nie piszę, że poprzednie małzeństwo Twojego męża było idealne. Nie wiem , jakie było.
Piszę, że fakt rozbicia małżeństwa jest zły, że zdrady sa złe.
Skoro chcesz założyć swoją rodzinę ( nie na chwile, ąle na zawsze ) powinnaś mieć moim według mnie podobne zdanie.
Oboje ludzi musi się starać, wiadomo, ale wiadomo też, że człowiek jest czasami słaby i próżny i obecność
wyrachowanych ludzi wokół może sprowadzić go w złą stronę. Szkoda, że coraz więcej takich ludzi bez skrupułów
jest na swiecie  i nie mam dla nich żadnego wytłumaczenia.


Zgadzam się z Przyszłością. Uważam więcej, że obecnie tłumaczysz pewne sprawy, które w niedalekim czasie
uznasz za z góry złe i niewytłumaczalne.

2 538 Ostatnio edytowany przez Al_donka (2015-03-29 12:40:24)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
panibaronowa napisał/a:

Sprawa jest taka, że ja nikogo nie oceniam, nie moja rola.
Znam takich utrzymanek/nałożnic/tych trzecich/zwał jak zwał na pęczki, bo w dzisiejszych czasach to co druga jest na sprzedaż. (Podejrzewam, że żadna nie umawia się z ubogim poetą). Te dziewczyny kończą same. Jako samotne stare baby reanimują trupa swej urody, mając dwa włosy z przodu, jeden z tyłu, robią sceniczny makijaż i usiłują być dosłownie z kimkolwiek. I to jest bardzo smutny obrazek, drogie panie. Powiem tak - gdy Wasza uroda przeminie, będzie po Was.
Ps. zaznaczam, że do frustrata mi daleko. Tylko od małego mi wpajano, gdzie jest prawo, a gdzie lewo.

Oceniacie, wszyscy oceniacie. Nie sądzę, żebym była taka wyjątkowa i jedyna, która nie robi tego dla tej drogiej biżuterii, bielizny, kolacji w najdroższych restauracjach, domu z basenem, dobrych samochodów i całej reszty luksusów jakie w swojej ofercie mają żonaci.
Moje bycie z kochankiem byłoby związane z rezygnacją z marzeń o życiu jakiego dla siebie chciałam, musiałabym zapomnieć o wymarzonym domu z ogrodem, o nowym aucie, o drogich butach i fajnych ciuchach, o błogim lenistwie, drogiej pasji i poczuciu bezpieczeństwa. Nie miałabym nic i najmniejszych szans żeby mieć to kiedykolwiek. I wiesz co Pani Baronowa bez niego nie ma to dla mnie znaczenia. Oddałabym to wszystko, żeby żyć z nim w biedzie, bez przyszłości i szans na lepsze warunki. Rzuciłabym wszystko i nawet się nie obejrzała.
Myślę, że nie jestem jedyna.

Piszecie, że najpierw trzeba zamknąć jeden rozdział życia, zakończyć małżeństwo, a potem szukać partnera, romansu... tylko, że człowiek latami może trwać w związku nie zdając sobie sprawy jak marna jest jego egzystencja... nie wie dopóki nie zazna czegoś innego. Skąd wiedzieć, że można mocniej, bardziej, lepiej jak nigdy wcześniej się tego nie przeżyło. To żadna wiedza tajemna, że trwałość związku zależy od atrakcyjności związków alternatywnych, na jakie człowiek ma szanse w ciągu życia.
Ja na swoją miłość nie czekałam, nie prosiłam o nią, nie szukałam. Nigdy nie przypuszczałam, że spotkam w życiu kogoś takiego i że dla niego też mogę być kimś ważnym. Skąd miałam wiedzieć, że moje życie było gówno warte? Wydawało się, ze wszystko jest jak trzeba.
Dopiero teraz wiem jak mogłoby być.

2 539

Odp: Zniszczylam swoje zycie
horses napisał/a:

No nie dogadamy się smile
Przecież nie piszę o Twojej przeszłości, teraźniejszości, czy nawet przyszłości.
Bo również wcale nie uważam, że Twój mąż na 100 % Ciebie zdradzi. Wcale tak nie uważam.
Piszę o podejsciu do pewnych spraw, spojrzeniu z innej perspektywy.
Nie z perspektywy kochanki, ale żony ( nawet jeśli jest to drugie małżeństwo obojga ).
Chyba czas wejść w nową rolę ?:)

Właściwie to już od kilku miesięcy jestem w nowej roli - już nie kochanki wink
Nie mam tego ciężaru, dylematów, wątpliwości. To czego się najbardziej obawiałam czyli relacji z dzieckiem, też się jakoś ułożyło. Ex nie robi problemów itd.
Jak dotąd to było dla mnie najważniejsze, byśmy w ogóle myśleli o byciu razem.
Na tą inną perspektywę chyba jak dla mnie ciut za wcześnie. Ale rozumiem o czym piszesz i zgadzam się z Tobą. Pewnie niedługo się z tym zmierzę, ale teraz jeszcze nie myślę o tym.

2 540 Ostatnio edytowany przez horses (2015-03-29 13:36:59)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Z perspektywy zony, kobiety, która ma rodzinę i wie, że małżeństwo to nie tylko super chwile, wiele spraw wygląda inaczej.
Mozna wtedy współczuć Krotce, że dała się uwieść , a nastepnie zakochała się w zakładowym lovelasie, który kobiety traktuje trochę bezczelnie i pomimo posiadania żony flirtuje i od lat uwodzi koleżanki w pracy,  ale ciężko to zrozumieć.
Bo jak zrozumieć, że mając fajna rodzinę, kochającego męża, swietne warunki do samorozwoju ( chciałabym móc jeździć na delegację, a ja np nie mam jak zostawić dzieci, więc muszę się wymigiwać )....... wszystko to rzuca się w kont dla kogoś tak płytkiego, jak ten facet.
I jeszcze wciąż się nim martwić. Pije, bo mu się w życiu sypnęło, bo stracił kochankę (  ego boli ), a może i ktoś puścił farbę, to i w domu może mieć nieprzyjemnie. Oczywiście może też pić po zawiedzionej miłości..... choć to to tylko on wie i jest tak samo prawdopodobne, jak i poprzednie powody ( a nawet mniej, biorąc pod uwagę charakter faceta ).
Ciężko to zrozumieć, jedynie mozna współczuć, że wpadła w taką pułapkę.

2 541

Odp: Zniszczylam swoje zycie
horses napisał/a:

Z perspektywy zony, kobiety, która ma rodzinę i wie, że małżeństwo to nie tylko super chwile, wiele spraw wygląda inaczej.

Myślę, że dla każdej osoby z boku, wiele spraw wygląda inaczej. Ja Kroteczce też współczuję.
Sama jak się dowiedziałam ostatnio, że od znajomej (naprawdę super babki) odszedł mąż do 10 lat młodszej kobiety, która spodziewa się jego dziecka, wzbudziły się we mnie negatywne odczucia. Można by sądzić, że to hipokryzja, bo sama w czymś takim brałam udział. Jednak w tej syt moja ocena była subiektywna bo znam tą kobietę i ją bardzo lubię i widzę jak bardzo to przeżywa. Nie wiem jednak jak wyglądała sytuacja od strony kochanki, jaka ona jest, jaka była tam historia ale w tym przypadku to mnie nie interesuje, bo ktoś mi bliski cierpi przez kogoś.
Pewnie już zawsze w takich sytuacjach będę się czuła niekomfortowo, bo jak mam źle mówić o kochance i jej mężu? Inaczej by do tej sprawy się odniosła kochanka która się przejechała na uwodzicielu, inaczej zdradzona żona, a jeszcze inaczej osoba która nie doświadczyła ani jednego ani drugiego. Taka prawda.
Nie przewidziałam konsekwencji, one się pojawiają choćby w takiej sytuacji. Ciężka sprawa. I pomimo, że u mnie się ułożyło, z perspektywy czasu 2 raz bym w to nie weszła. Mam jednak bardzo duże wsparcie ze strony mego mężczyzny. On na każdym kroku mi powtarza, bym nie czuła się winna, że zrobi wszystko bym czuła się szczęśliwa, bym nie żałowała itd.

2 542 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-29 14:52:19)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Można by sądzić, że to hipokryzja, bo sama w czymś takim brałam udział.

można ...
czy raczej to właśnie jest hipokryzja wink

Przyszłość napisał/a:

Wskazuje na to, że człowiek to istota nie tyle RACJONALNA, co RACJONALIZUJĄCA. I Ty jesteś dla mnie tego świetnym dowodem.Jest to o tyle istotne, że pierwszy ma wymiar świadomy, a drugi nieświadomy.

A jakbyś nie zauważyła, to Twoje przekonania, zachowanie i cała postawa wzbudza w czytelnikach bardziej obrzydzenie niż zapędy moralizatorskie. Znowu próbujesz RACJONALIZOWAĆ, jadąc na autopilocie.

Przyszłość - perełka wink

2 543

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Złośliwość ludzka nie zna granic... hmm

2 544

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Biedne te kochanki, biedne. Egoistki mające zawsze usprawiedliwienie do swoich grzeszków.

2 545

Odp: Zniszczylam swoje zycie
vidivindi napisał/a:

Biedne te kochanki, biedne. Egoistki mające zawsze usprawiedliwienie do swoich grzeszków.

O tak, żony to prawdziwe altruistki big_smile.
Ale strzeżcie się panowie, którzy należytej wdzięczności nie okazują do grobowej deski miłując, bo to co altruizmem być miało kulą u nogi się stało.

2 546

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie interesuje mnie to jaka jest żona, bo w życiu nie będziesz stanie zmierzyć czy ktoś jest dobry czy zły. Nie interesują mnie tłumaczenia, powody zdrad, powody wchodzenia w związek na trzeciego. Interesuje mnie samo wejście w taki układ, bycie kochanką czy zdradzającą. Wszystkie złe czyny można sobie zracjonalizować dla spokoju duszy, albo i nawet nie, jeśli jest się nadętą wyrachowaną babą.
Nienawidzicie dobrych żon, bo nigdy takie nie będziecie ,nienawidzicie dziwek bo można u nich dostać seks taniej. Powód do bycia tą trzecią znajdziecie od dupy strony, czy uzyskiwanych korzyści nazywając to miłością i zamiast odnieść się do siebie próbujecie poniżyć innych. Żony, "frustrowanych", stojących z boku, którzy nie musieli robić tak samo. Wszyscy źli tylko nie wy i nie wasi kochankowie. Oni pewnie mają też tendencje do tego by winić innych i nie brać pełnej odpowiedzialności za swoje decyzje - "moja żona taka zła, nie umiem odejść". Swój na swego.

2 547

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Złośliwość ludzka nie zna granic... hmm

tak jak i zakłamanie  big_smile i big_smile

2 548

Odp: Zniszczylam swoje zycie
vidivindi napisał/a:

Nienawidzicie dobrych żon, bo nigdy takie nie będziecie

A oczywiście. Żadna z nas nie dorówna żonie. Ja nawet nie próbuję. Pod żadnym względem nie jestem lepsza.
Przyznam się, że pod wieloma jestem gorsza. Może dlatego tak kurczowo się go trzymam.
Taka żona doskonała ma szanse na szczęście, znajdzie niejednego dla mnie to ostatnia szansa na miłość i seks.

2 549

Odp: Zniszczylam swoje zycie

To po co sie burzycie? Resztki z talerza.

2 550

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ja się nie burzę. Koleżanki też nie.
Z tymi resztkami z talerza to racja. Dokładnie tak się czuję, ochłapy po zonie dojadam smile ona ma to samo zdanie smile. Twierdzi, że on to idiota nic nie warty i że nikt go nie chce, tylko ona mu tę grzeczność zrobiła.
Gdyby wiedziała jak bardzo go kocham i jak bardzo jej zazdroszczę, że ma go na co dzień.

2 551 Ostatnio edytowany przez horses (2015-03-29 18:09:25)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
horses napisał/a:

Z perspektywy zony, kobiety, która ma rodzinę i wie, że małżeństwo to nie tylko super chwile, wiele spraw wygląda inaczej.

Myślę, że dla każdej osoby z boku, wiele spraw wygląda inaczej. Ja Kroteczce też współczuję.
Sama jak się dowiedziałam ostatnio, że od znajomej (naprawdę super babki) odszedł mąż do 10 lat młodszej kobiety, która spodziewa się jego dziecka, wzbudziły się we mnie negatywne odczucia. Można by sądzić, że to hipokryzja, bo sama w czymś takim brałam udział. Jednak w tej syt moja ocena była subiektywna bo znam tą kobietę i ją bardzo lubię i widzę jak bardzo to przeżywa. Nie wiem jednak jak wyglądała sytuacja od strony kochanki, jaka ona jest, jaka była tam historia ale w tym przypadku to mnie nie interesuje, bo ktoś mi bliski cierpi przez kogoś.
Pewnie już zawsze w takich sytuacjach będę się czuła niekomfortowo, bo jak mam źle mówić o kochance i jej mężu? Inaczej by do tej sprawy się odniosła kochanka która się przejechała na uwodzicielu, inaczej zdradzona żona, a jeszcze inaczej osoba która nie doświadczyła ani jednego ani drugiego. Taka prawda.
Nie przewidziałam konsekwencji, one się pojawiają choćby w takiej sytuacji. Ciężka sprawa. I pomimo, że u mnie się ułożyło, z perspektywy czasu 2 raz bym w to nie weszła. Mam jednak bardzo duże wsparcie ze strony mego mężczyzny. On na każdym kroku mi powtarza, bym nie czuła się winna, że zrobi wszystko bym czuła się szczęśliwa, bym nie żałowała itd.

I prawidłowo zareagowałaś- współczułaś fajnej koleżance ( bo wiesz, że taka jest),
którą mąż zostawił dla dziesięć lat młodszej kobiety, bo, czegoś mu brakowało
( spontaniczności, seksu, świeżości, skoku na spadochronie .......od wyboru do koloru)
Czegos brakuje - teraz każdemu czegoś brakuje.
Pominąwszy sytuacje oczywiste rozpadu małżeństwa , takie jak  brak uczuć między małzonkami, uzależnienia, ....
to jednak zbyt duża wyrozumiałość w tej kwestii doprowadzić moze do sytuacji,
że mąż żonie po 45 powie, ze ją zostawia, bo nie ma już jędrnego biustu i to jeszcze będzie jej wina,
bo mogła pójść kobita na operację, ale nie poszła , bo najwidoczniej jego nie kochała.
Wniosek: to nie biust jest powodem, a brak uczuć ze strony podstarzałej zony.
I co, nie miał prawa chłop poszukać sobie miłości ? Kazdy chce być szczęsliwy wink

Jak komuś się małżeństwo znudziło ( nie nie udało, tylko znudziło ) to bez trudu znajdzie powód odejścia za pierwszym, drugim, czy dziesiątym razem.

2 552

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Krotka on pije, bo chce. Nie jesteś temu winna. Raczej to taki szantaż z jego strony. "O jaki on to biedny, stacza się...".
Pomyśl raczej Krotka jakie silne będą musiały być Twoje dzieci jak rozwali im się spokojny dom. Co one będą czuły i jaki to może mieć wpływ na ich przyszłe życie.
On jest dorosłym facetem, musi sobie radzić z emocjami.
A jakby ci dziecko przestało jeść, zaczęło się jąkać, moczyć w nocy, albo z zazdrością spoglądać na inne dzieci, które mają pełne rodziny.
Wiem coś na ten temat. Moje dzieci miały łzy w oczach...
A ty się rozczulasz nad pijaństwem dorosłego mężczyzny...

Krotka spotykam czasem małżeństwa z tzw dłuższym stażem. Ludzi po 60 roku życia. Dobrze się dogadują. Może nawet świetnie. Myślę jednak, że raczej nie zawsze tak było. Nie zdradzają szczegółów, ale w każdym małżeństwie są wzloty i upadki. Ważne jak sobie poradzimy w trudnej sytuacji.
A czy zasługujesz na męża... Nie każdy oczekuje ideału. Nie wiesz czy mąż też nie ma swoich tajemnic.
Problemem jest moim zdaniem to, że raczej nie kochasz męża. Jest to chyba jednak normalne jak pożąda się innego.

Sprawiasz sobie katusze. To tak jakby przed alkoholikiem postawić butelkę i powiedzieć, że ma się nie napić ani o tym nie myśleć.
Musisz chyba się zastanowić co jest dla ciebie priorytetem: ta praca ( z nim) czy twoja rodzina.
Jednego z drugim nie uda ci się moim zdaniem utrzymać.

2 553

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bet napisał/a:

Krotka on pije, bo chce. Nie jesteś temu winna. Raczej to taki szantaż z jego strony. "O jaki on to biedny, stacza się...".
Pomyśl raczej Krotka jakie silne będą musiały być Twoje dzieci jak rozwali im się spokojny dom. Co one będą czuły i jaki to może mieć wpływ na ich przyszłe życie.
On jest dorosłym facetem, musi sobie radzić z emocjami.
A jakby ci dziecko przestało jeść, zaczęło się jąkać, moczyć w nocy, albo z zazdrością spoglądać na inne dzieci, które mają pełne rodziny.
Wiem coś na ten temat. Moje dzieci miały łzy w oczach...
A ty się rozczulasz nad pijaństwem dorosłego mężczyzny...

Krotka, tylko nie myśl, że on nie piłby gdybyś TY, była koło niego.
Wiele, a nawet więcej ( smile ) jest kobiet, które były przekonane, że dla nich facet przestanie pić, że nie będzie pił gdy będą z nim, że pomogą mu znaleźć inne emocje niż alkohol.
Później przekonywały się, że to były tylko naiwne mrzonki zakochanych kobiet.

Pije bo lubi, nie dlatego że brak mu Ciebie.
Sam fakt, że nie potrafi sobie poradzić inaczej niż przez alkohol kiepsko o nim świadczy.
Prawdziwy facet, macho znalazłby sposób - siłownia, pływanie, prawdziwy ojciec - nigdy nie dałby swoim dzieciom przykładu pijanego ojca ale poświęciłby czas im zamiast na alkohol.

Jak pisze bet - rozczulasz się nad facetem, który zamiast być ojcem, mężem, facetem - pogrąża się w alkoholu,
a nie martwi Cię sytuacja Twoich dzieci.
Zmień priorytety na te bliżej Ciebie, na te na które masz wpływ i te których zaniedbanie będziesz sobie wyrzucała w przyszłości.
Przyszłości Twoich dzieci.

2 554

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Secondo1 napisał/a:
bet napisał/a:

Krotka on pije, bo chce. Nie jesteś temu winna. Raczej to taki szantaż z jego strony. "O jaki on to biedny, stacza się...".
Pomyśl raczej Krotka jakie silne będą musiały być Twoje dzieci jak rozwali im się spokojny dom. Co one będą czuły i jaki to może mieć wpływ na ich przyszłe życie.
On jest dorosłym facetem, musi sobie radzić z emocjami.
A jakby ci dziecko przestało jeść, zaczęło się jąkać, moczyć w nocy, albo z zazdrością spoglądać na inne dzieci, które mają pełne rodziny.
Wiem coś na ten temat. Moje dzieci miały łzy w oczach...
A ty się rozczulasz nad pijaństwem dorosłego mężczyzny...

Krotka, tylko nie myśl, że on nie piłby gdybyś TY, była koło niego.
Wiele, a nawet więcej ( smile ) jest kobiet, które były przekonane, że dla nich facet przestanie pić, że nie będzie pił gdy będą z nim, że pomogą mu znaleźć inne emocje niż alkohol.
Później przekonywały się, że to były tylko naiwne mrzonki zakochanych kobiet.

Pije bo lubi, nie dlatego że brak mu Ciebie.
Sam fakt, że nie potrafi sobie poradzić inaczej niż przez alkohol kiepsko o nim świadczy.
Prawdziwy facet, macho znalazłby sposób - siłownia, pływanie, prawdziwy ojciec - nigdy nie dałby swoim dzieciom przykładu pijanego ojca ale poświęciłby czas im zamiast na alkohol.

Jak pisze bet - rozczulasz się nad facetem, który zamiast być ojcem, mężem, facetem - pogrąża się w alkoholu,
a nie martwi Cię sytuacja Twoich dzieci.
Zmień priorytety na te bliżej Ciebie, na te na które masz wpływ i te których zaniedbanie będziesz sobie wyrzucała w przyszłości.
Przyszłości Twoich dzieci.

Dziewczyny ja wiem że jego picie źle o nim świadczy. 
Jednak martwię się o niego bo zwyczajnie mi na nim zależy jako na drugim człowieku.
A na dzieciach zależy mi najbardziej.  One są sensem mojego życia.  Dla nich zerwałam tę relacje.

2 555 Ostatnio edytowany przez horses (2015-03-30 19:09:43)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Krotko,
miłość nierozerwalnie jest związana z empatią,
przestaniesz kochasz przestaniesz się martwić
lub aż tak mocno się martwić.
Tego się nie da przeskoczyć.

2 556 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-03-31 02:29:37)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:
aurora borealis napisał/a:

Niech sobie tutaj siedzi i głosi te manifesty...

Obawiam się, źe to nie żadne manifesty, ale próba racjonalizacji własnych odruchów (nie)moralnych.

Polecam kolejną lekturę, jednocześnie dziękując swojemu dobremu duszkowi z tegoż forum, który dba, abym się tu nie pogubiła, podsyłając kolejne lektury smile
http://is.muni.cz/el/1423/jaro2013/SOC133/um/Haidt_-_The_Righteous_Mind.pdf

Wybacz Przyszłość,

Schlebiasz Anastacji...

Ani Ona racjonalna, ani racjonalizująca...
Formanty te pochodzą od ratio i w obu przypadkach odnoszą się do ROZUMU, a tego Waćpanna Stacyja nie używa. Zastąpiła go inną częścią ciała, która nawet nie wie o istnieniu teorii moralności.

bet napisał/a:

Pomyśl raczej Krotka jakie silne będą musiały być Twoje dzieci jak rozwali im się spokojny dom. Co one będą czuły i jaki to może mieć wpływ na ich przyszłe życie.

Dziękuję Ci za te mądre słowa, Bet!

Życzę Krotce, aby jej Dzieci nie musiały dźwigać brzemienia Jej niewłaściwych wyborów, i aby nie musiała przeżywać tego, co przeżywają dziś moi Rodzice patrząc w moje oczy...

2 557 Ostatnio edytowany przez horses (2015-03-31 08:42:20)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:

Życzę Krotce, aby jej Dzieci nie musiały dźwigać brzemienia Jej niewłaściwych wyborów, i aby nie musiała przeżywać tego, co przeżywają dziś moi Rodzice patrząc w moje oczy...

Auroro, ale tak tkwić w małżeństwie tylko dla dzieci, w którym nie ma już uczuć, to chyba jednak trochę nie warto.
I choć to przykre to rodzicom też trzeba  wybaczyć decyzję o rozstaniu, a na pewno starać się ją zaakceptować.
To, że się rozchodzą nie musi wcale oznaczać, że nie kochają dzieci, ale oznacza, że nie kochają siebie.

2 558

Odp: Zniszczylam swoje zycie

zgadzam ze kazdy ma prawo bym szczesliwym, jednak w  tym wszystkim trzeba miec tez na uwadze uczucia dzieci bo wedlug mnie to jednak one sa najwazniejsze. To jest bardzo trudna decyzja - odejsc od meza do innego faceta, tym bardziej jesli w domu nie dzieja sie jakies zle rzeczy typu codzienne klotnie, jakies patologie itp i trzeba dobrze przemyslec zanim sie cos zrobic

2 559

Odp: Zniszczylam swoje zycie
maczeta napisał/a:

zgadzam ze kazdy ma prawo bym szczesliwym, jednak w  tym wszystkim trzeba miec tez na uwadze uczucia dzieci bo wedlug mnie to jednak one sa najwazniejsze. To jest bardzo trudna decyzja - odejsc od meza do innego faceta, tym bardziej jesli w domu nie dzieja sie jakies zle rzeczy typu codzienne klotnie, jakies patologie itp i trzeba dobrze przemyslec zanim sie cos zrobic

Wiadomo, rodzina jest najważniejsza. Trzeba o nią walczyć,robić wszystko, aby przetrwała,  nie dopuszczać do dwuznacznych relacji, które ją niszczą, to jest bezdyskusyjne. Ale jeśli nie ma między małżonkami już żadnej bliskości, porozumienia.... to czy to jest jeszcze malżeństwo?

2 560

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie ma małżeństwa jeśli jest troska o kochanka zamiast o męża i dzieci.
Na pierwszym miejscu troska o własną rodzinę a nie o dorosłego faceta, na którego pijaństwo patrzy także jego rodzina.
Przecież oni też się o niego martwią! On ma wszystkich moim zdaniem gdzieś i koncentruje się wyłącznie na sobie.
Krotka chciałabyś być teraz jego żoną? Gorzej niż z rozkapryszonym dzieckiem.
Krotka Ty musisz sama wiedzieć czego chcesz. W jedną albo w drugą i się tego trzymać stanowczo.

2 561 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-31 10:32:45)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
horses napisał/a:

Wiadomo, rodzina jest najważniejsza. Trzeba o nią walczyć,robić wszystko, aby przetrwała,  nie dopuszczać do dwuznacznych relacji, które ją niszczą, to jest bezdyskusyjne. Ale jeśli nie ma między małżonkami już żadnej bliskości, porozumienia.... to czy to jest jeszcze malżeństwo?

no dobra, to konkretnie co wg ciebie ma zrobić krotka,
bo tych uczuć to od początku nie było w tym małżeństwie ale dzieci się pojawiły, nie przeszkadzało to krotce ...

owszem bywają kobiety, które całe życie myślą tylko o swoich "motylkach" idą przez życie jak burza kilku partnerów, kilkoro dzieci po drodze - też można
to jest indywidualny wybór każdego i oczywiście własna odpowiedzialność

2 562 Ostatnio edytowany przez horses (2015-03-31 11:38:26)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:

no dobra, to konkretnie co wg ciebie ma zrobić krotka,
bo tych uczuć to od początku nie było w tym małżeństwie ale dzieci się pojawiły, nie przeszkadzało to krotce ...

owszem bywają kobiety, które całe życie myślą tylko o swoich "motylkach" idą przez życie jak burza kilku partnerów, kilkoro dzieci po drodze - też można
to jest indywidualny wybór każdego i oczywiście własna odpowiedzialność

Odniosłam się do słów Aurory, na temat żalu dzieci.
Nie mam pojęcia co powinna zrobić Krotka, bo nią nie jestem.
Wiem, co ja bym zrobiła. Przede wszystkim podjęłabym decyzję: walczyć o rodzinę.
Jeszcze raz zawalczyć, porozmawiać z mężem, czy mi pomoże i czy też tego chce,
a w konsekwencji, jeśli inaczej bym nie mogła to ..... zrezygnowałabym z  tej pracy, znajomych,
kontaktów z kochankiem... Myślę, że tak bym zrobiła. Ale najważniejsze to jednak podjąć decyzję
i chociaż spróbować. Nie poddać bez walki swojej rodziny. Próbować, próbować .... może się uda.

2 563

Odp: Zniszczylam swoje zycie
horses napisał/a:
in_ka napisał/a:

no dobra, to konkretnie co wg ciebie ma zrobić krotka,
bo tych uczuć to od początku nie było w tym małżeństwie ale dzieci się pojawiły, nie przeszkadzało to krotce ...

owszem bywają kobiety, które całe życie myślą tylko o swoich "motylkach" idą przez życie jak burza kilku partnerów, kilkoro dzieci po drodze - też można
to jest indywidualny wybór każdego i oczywiście własna odpowiedzialność

Odniosłam się do słów Aurory, na temat żalu dzieci.
Nie mam pojęcia co powinna zrobić Krotka, bo nią nie jestem.
Wiem, co ja bym zrobiła. Przede wszystkim podjęłabym decyzję: walczyć o rodzinę.
Jeszcze raz zawalczyć, porozmawiać z mężem, czy mi pomoże i czy też tego chce,
a w konsekwencji, jeśli inaczej bym nie mogła to ..... zrezygnowałabym z  tej pracy, znajomych,
kontaktów z kochankiem... Myślę, że tak bym zrobiła. Ale najważniejsze to jednak podjąć decyzję
i chociaż spróbować. Nie poddać bez walki swojej rodziny. Próbować, próbować....

Horses, Masz pretensje do Zorzy o to samo, co sama postulujesz za najlepsze rozwiązanie.
Szczyt hipokryzji

2 564

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Aleksandra81 napisał/a:

Horses, Masz pretensje do Zorzy o to samo, co sama postulujesz za najlepsze rozwiązanie.
Szczyt hipokryzji

Nie mam pretensji do nikogo. Uwazam jedynie, że dobro dzieci nie może byc jedynym ! powodem trwania w malżeństwie.
Postuluję o próbę walki o malżeństwo, próbę znalezienia tego, co kiedyś łaczyło. O niepoddanie bez walki.
A, że czasami walkę się przegrywa i oboje ludzi dochodzi do porozumienia, że trzeba się rozstać to już inna sprawa.
Na razie realnie żadnej walki nie było.
Z tego, co pisze Krotka mąż nadal ją kocha i jest dobrym człowiekiem, nie jest jej obojętny ..... więc nie warto spróbować?

2 565

Odp: Zniszczylam swoje zycie
horses napisał/a:

Na razie realnie żadnej walki nie było.

no właśnie ...
bo nie o to chodzi kroteczce wink

2 566 Ostatnio edytowany przez horses (2015-03-31 13:18:38)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
horses napisał/a:

Na razie realnie żadnej walki nie było.

no właśnie ...
bo nie o to chodzi kroteczce wink

Wiem Inko, Krotka wie co robi
i przecież nawet nie pyta się o radę.
Ot, tak czasem cos napisze...
Ten wątek od jakiegoś czasu to jest juz bardziej studium przypadku,
niż próba pomocy wyjścia z danej sytuacji.
A ja odpowiedziałam, co ja bym zrobiła w takich okolicznościach.
Nie jestem Krotką.

2 567

Odp: Zniszczylam swoje zycie

He, he ludzie ogladaja seriale, sledza zycie celebrytow i aktorow, bo sa ludzmi, bo ciekawosc, bo emocje, bo moze jakies wzorce, jakies wartosci widza. Sledzenie perypetii z kochankiem nie odbiega wiec od serialowych norm i tresci. Ale i rowniez jest tylko tym. Obrazem bez tresci. Ale moze sie myle, moze to wazne co przyzywa jakis kochanek jednek z autorek na forum, bo biedaczysko sie moze stoczyc, gdzie problem dzieci, zony, meza, zasad to gowno wobec tego zlota emocji i wspolczucia dla siebie i jego, pokrzywdzonych chyba przez los, biednych, zagubionych ludzi.

2 568

Odp: Zniszczylam swoje zycie
maniek_z_maniek napisał/a:

He, he ludzie ogladaja seriale, sledza zycie celebrytow i aktorow, bo sa ludzmi, bo ciekawosc, bo emocje, bo moze jakies wzorce, jakies wartosci widza. Sledzenie perypetii z kochankiem nie odbiega wiec od serialowych norm i tresci. Ale i rowniez jest tylko tym. Obrazem bez tresci. Ale moze sie myle, moze to wazne co przyzywa jakis kochanek jednek z autorek na forum, bo biedaczysko sie moze stoczyc, gdzie problem dzieci, zony, meza, zasad to gowno wobec tego zlota emocji i wspolczucia dla siebie i jego, pokrzywdzonych chyba przez los, biednych, zagubionych ludzi.

Ale przecież nie ograniczamy się tu TYLKO do śledzenia, ale wchodzimy też w interakcję smile
Co prawda już nie z Autorką, bo przestaliśmy wierzyć w jej "naprawę", ale ja np. lubię podokuczać udzielającej się tu Anastacjii, bo zgodnie ze schematem nie lubię seksualnych kłusowników big_smile

2 569

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:
maniek_z_maniek napisał/a:

He, he ludzie ogladaja seriale, sledza zycie celebrytow i aktorow, bo sa ludzmi, bo ciekawosc, bo emocje, bo moze jakies wzorce, jakies wartosci widza. Sledzenie perypetii z kochankiem nie odbiega wiec od serialowych norm i tresci. Ale i rowniez jest tylko tym. Obrazem bez tresci. Ale moze sie myle, moze to wazne co przyzywa jakis kochanek jednek z autorek na forum, bo biedaczysko sie moze stoczyc, gdzie problem dzieci, zony, meza, zasad to gowno wobec tego zlota emocji i wspolczucia dla siebie i jego, pokrzywdzonych chyba przez los, biednych, zagubionych ludzi.

Ale przecież nie ograniczamy się tu TYLKO do śledzenia, ale wchodzimy też w interakcję smile
Co prawda już nie z Autorką, bo przestaliśmy wierzyć w jej "naprawę", ale ja np. lubię podokuczać udzielającej się tu Anastacjii, bo zgodnie ze schematem nie lubię seksualnych kłusowników big_smile

smile

2 570

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ponadto kazde z nas przedstawia jakiś swój pogląd na temat rodziny, zdrad.
Ale to chyba tylko takie nasze przemyslenia, ogólne postulaty,  a nie już rady dla Krotki smile

2 571

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie wiem skąd wniosek że nie walczę? Walczę każdego dnia.  O siebie, żeby wyrwać się z tej beznadziei. Idzie mi coraz lepiej.  Już nie słyszę jego kroków w korytarzu, już mnie nie interesuje o czym rozmawia z kimś jak obok przechodzę.  Staram się by był jak kolega zwykły.

Nie wiem co wy o tych dzieciach ciągle, one są szczęśliwe jak były,  mama w domu, tata w domu. Nie ma złości,  awantur między nami.  Dla nich nic się nie zmieniło, a nawet jest lepiej.

Cały czas tylko zastanawiam się czy jest sens walczyć o małżeństwo. Nie czuję do męża namiętności.  Zazdroszczę kobietom które tak mają. Dla mnie moje małżeństwo było jałowe.  Niby ok, lubilismy robić wiele rzeczy razem, mieliśmy to samo podejście do wychowania dzieci.  Lubi wzajemnie swoje rodziny.  Mamy dobre zawody i dobrą pracę.  Żadnych problemów, normalne,  spokojne życie. Tylko nie wiem czy dla mnie.

2 572

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Japierdziu.. Skoro nie czujesz namiętności do swojego męża do O CO CHCESZ WALCZYĆ ???

To nie jest kwestia tego, że on coś poprawi, tylko, że on Cię w ogóle nie pociąga jako facet.

Kochanek - zanim weszłaś z nim w interakcje bliższą -to wystarczyło, że się pokazał na horyzoncie, a już odbierałaś go jako mężczyznę, nie kolegę, chłopca czy brata. Co było dalej- inna sprawa.

Uwolnij że tego męża od siebie.. Uwolnić ORKĘ!!!!!!!

2 573

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Nie wiem skąd wniosek że nie walczę? Walczę każdego dnia.  O siebie, żeby wyrwać się z tej beznadziei. Idzie mi coraz lepiej.  Już nie słyszę jego kroków w korytarzu, już mnie nie interesuje o czym rozmawia z kimś jak obok przechodzę.  Staram się by był jak kolega zwykły.

Nie wiem co wy o tych dzieciach ciągle, one są szczęśliwe jak były,  mama w domu, tata w domu. Nie ma złości,  awantur między nami.  Dla nich nic się nie zmieniło, a nawet jest lepiej.

Cały czas tylko zastanawiam się czy jest sens walczyć o małżeństwo. Nie czuję do męża namiętności.  Zazdroszczę kobietom które tak mają. Dla mnie moje małżeństwo było jałowe.  Niby ok, lubilismy robić wiele rzeczy razem, mieliśmy to samo podejście do wychowania dzieci.  Lubi wzajemnie swoje rodziny.  Mamy dobre zawody i dobrą pracę.  Żadnych problemów, normalne,  spokojne życie. Tylko nie wiem czy dla mnie.

Sorki Krotka, ale Ty nie walczysz - Ty użalasz się nad sobą i swoim losem, często i gęsto nad swoim kochankiem.

Poczytaj trochę o wzorcach przywiązania i skup się szczególnie nad strategią obronną (tzw. styl unikający).

2 574 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-31 17:12:30)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Dla mnie moje małżeństwo było jałowe.  Niby ok, lubilismy robić wiele rzeczy razem, mieliśmy to samo podejście do wychowania dzieci.  Lubi wzajemnie swoje rodziny.  Mamy dobre zawody i dobrą pracę.  Żadnych problemów, normalne,  spokojne życie. Tylko nie wiem czy dla mnie.

no pewno, że nie dla ciebie,
tylko po cholerę ty temu swojemu mężowi i dzieciakom życie zniszczyłaś ?
ale jakie im ...
przecież ty sobie zniszczyłaś (jak tytuł wątku wnosi)
ja nie wiem ile razy tutaj już napisano słowo - egoistka we wszystkim odmianach na twój temat
mega egoistka
Elle chyba napisała - co za babsko ?
ja napisze - co za babsztyl ?

2 575

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:

ale ja np. lubię podokuczać udzielającej się tu Anastacjii

widzisz, to tylko świadczy o Tobie...
a cały wysiłek na nic... jak mi (nie)przykro...;)

2 576

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

ale ja np. lubię podokuczać udzielającej się tu Anastacjii

widzisz, to tylko świadczy o Tobie...
a cały wysiłek na nic... jak mi (nie)przykro...;)

nie na nic bo byś nie reagowała wink
a to co tutaj pisze Przyszłość bardzo dobrze o niej świadczy smile

2 577

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

widzisz, to tylko świadczy o Tobie...
a cały wysiłek na nic... jak mi (nie)przykro...;)

Wiesz Anastacjaa, ja takim małym człowieczkiem jestem.
Gdzie mi tam do Ciebie?

in_ka napisał/a:

a to co tutaj pisze Przyszłość bardzo dobrze o niej świadczy smile

Buziaki Kochana smile

2 578

Odp: Zniszczylam swoje zycie

To normalny etap w zwiazku, ze maz, zona przestaje byc atrakcyjny seksualnie po kilku/kilkunastach latach wspolnego zycia. Co mozna wtedy zrobic?
Przeczekac i energie seksualna sublimowac - zajac sie praca, nauka, hobby, uprawa ogrodka itd. Mozna sie rozstac i zwiazac z nowym partnerem (wspaniale seksualne przezycia gwrantowane, ale zostawia sie rodzine).
Mozna miec kochnaka/kochanke - ktore to wyjscie wybrala Kroteczka,
Mozna cala energie wlozyc w ozywienie, tez seksualne, malzenstwa.
Ostatni sposob najlepszy, ale najtrudniejszy. Najbezpieczniejszy ten z ogrodkiem.
Do obydwu potrzeba duzej dojrzalosci. Osoby mniej dojrzale, z problemai emocjonalnymi, czesciej wybieraja rozwod lub zdrade. Co lepsze?
Mysle, ze zdrada nie musi byc gorsza od rozwodu (jesli sa dzieci). Podkreslam, ze jestem za dojrzalymi rozwiazaniami, ale jesli dojrzalosci brak, jesli jest wciaz duzo egoizmu w nas, wewnetrznych konfliktow, a hormony szaleja? Co wtedy?
Kroteczka, wybralas kochanka, mialas swoj haj, zaplacilas cene, jeszcze nie najwieksza, bo nie stracilas malzenstwa i rodziny. Moze doswiadczenie nauczylo cie troche dojrzalosci. Maz nie zawsze bedzie atrakcyjny seksualnie, ale znow moze taki byc. W malzenstwie zawsze sa rozne etapy, i namietnosc moze jak najbardziej wrocic, lub sie rozwinac od nowa.

2 579

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

widzisz, to tylko świadczy o Tobie...
a cały wysiłek na nic... jak mi (nie)przykro...;)

Wiesz Anastacjaa, ja takim małym człowieczkiem jestem.
Gdzie mi tam do Ciebie?

in_ka napisał/a:

a to co tutaj pisze Przyszłość bardzo dobrze o niej świadczy smile

Buziaki Kochana smile

Przyszłość,
Teraz dopiero przeczytałam twój wątek i zrozumiałam skąd w Tobie ta radość w dokuczaniu mi - bo widzisz we mnie osobę która mogła "odebrać" Ci męża. To, że mój Z był zdecydowany zakończyć małżeństwo i w tym wszystkim mnie chronić, bo to nie moja wina i nie chciał i nie chce by mnie jakakolwiek przykrość spotkała. Rozumiem, że dla osoby która została zdradzona i wybaczyła to irytujące, że nie może tego znieść. Tyle że ja z Twoją sprawą nie mam nic wspólnego a moja jest kompletnie inna.
Rozumiem też to całe koło adoracji i wspierania Ciebie, dlatego już nie komentuję.
Powodzenia!

2 580

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:

Sorki Krotka, ale Ty nie walczysz - Ty użalasz się nad sobą i swoim losem, często i gęsto nad swoim kochankiem.

Poczytaj trochę o wzorcach przywiązania i skup się szczególnie nad strategią obronną (tzw. styl unikający).

Nie mów mi że nie walczę jak walczę.  Wywaliłam kochanka ze swojego życia i prawie udało mi się z głowy.  Nie jest to proste.  Łatwiej by mi było jakby mnie odrzucił. Trwało by to miesiąc,  ale by mi szybko przeszło. A tak jest trudniej,  znacznie trudniej.

Wam jest łatwo mówić - nie walczy,  myśli o sobie tylko. A gdybym myślała o sobie, to bym była z kochankiem,  nie oglądając się na nic. Miałabym wszystko gdzieś - moje dzieci, jego,  naszych małżonków,  liczyło by się tylko że ma o mnie się troszczyć i przy mnie być. Wszyscy by się dowiedzieli. Nieważne jak czulby się mąż w tej sytuacji. 

Postanowiłam że choćby nie wiem co to nie będę z kochankiem.  Myślę że mój mąż mnie nie odrzuca bo widzi że walczę ze sobą, że może uda się jeszcze wszystko naprawić.

2 581 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-03-31 19:25:20)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Powodzenia!

4U2 smile
Jeszcze raz zachęcam do lektury - zrozumiesz, że "morality binds and blinds", czyli "moralność łączy i oślepia" - dlatego mnie i mi podobnym osobom nie po drodze z osobami o Twoim systemie wartości.

kroteczka napisał/a:

Postanowiłam że choćby nie wiem co to nie będę z kochankiem.  Myślę że mój mąż mnie nie odrzuca bo widzi że walczę ze sobą, że może uda się jeszcze wszystko naprawić.

Myślę, że jakbyś chociaż odrobinę kochała i zaledwie trochę szanowała kogoś, kto spędził z Tobą ileś tam lat, z kim masz dzieci, to byś zdobyła się wobec niego na uczciwość i powiedziała, jak wygląda(ła) sytuacja i pozwoliła mu zdecydować, jak i z kim chce dalej żyć.
Przynajmniej tyle, bo na troskę i lojalność już za późno sad

2 582 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-03-31 19:48:52)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
horses napisał/a:
aurora borealis napisał/a:

Życzę Krotce, aby jej Dzieci nie musiały dźwigać brzemienia Jej niewłaściwych wyborów, i aby nie musiała przeżywać tego, co przeżywają dziś moi Rodzice patrząc w moje oczy...

Auroro, ale tak tkwić w małżeństwie tylko dla dzieci, w którym nie ma już uczuć, to chyba jednak trochę nie warto.
I choć to przykre to rodzicom też trzeba  wybaczyć decyzję o rozstaniu, a na pewno starać się ją zaakceptować.
To, że się rozchodzą nie musi wcale oznaczać, że nie kochają dzieci, ale oznacza, że nie kochają siebie.

Horses,

Kompletnie nie skumałaś przesłania i owijasz się jakąś słowną watą tolerancji, współczucia i komunałów, które tu wygłaszasz w zależności od kierunku wiatru i poziomu ciśnienia w tym wątku.

Nie masz chyba zielonego pojęcia, co to znaczy dla dziecka utracić dom, przeprowadzić się z konieczności w inne miejsce, pożegnać się ze stałą obecnością rodzica, który kocha, nie móc już widzieć jego kapci w przedpokoju, nie czuć zapachu i dotyku ulubionej koszuli czy bluzy, nie słuchać opowieści, które wymyślał na dobranoc, nie oglądać z nim meczy piłkarskich, nie być podrzucaną pod sufit czy wożoną "na barana" gdy wracał z pracy, nie chodzić na kurczaka po diabelsku do ulubionej knajpki, nie móc powiedzieć innym dzieciom: "jak będziesz mi dokuczać, to mój tata się z tobą rozprawi" i nie słyszeć już od ojca codziennego: "Kocham Cię, Hajduczku! Jesteś taka fajna!" ... Nawet nie wiesz, jakie spustoszenie w mojej osobowości i właściwie w całym moim życiu nastąpiło z chwilą wyprowadzki Taty.

On wcale nie przestał mnie kochać. Ale musiał mieszkać teraz z "tamtą Anastacją z pracy" którą wybrał zamiast Mamy, więc w kolejce po tę miłość i po czas, który mi poświęcał byłam już druga albo trzecia...

Reperkusji z powodu braku ojca w czasie mego dorastania, w czasie kształtowania się najważniejszych cech mojego charakteru, mojej kobiecości, mojej odrębności, indywidualności, światopoglądu, przekonań, stosunku do mężczyzn, właściwego ich traktowania, a nawet kwestii wiary, że Bóg jest kochającym Ojcem - było bardzo wiele.

Tu nie chodzi o to, co wybaczam, a czego nie, moim Rodzicom, Horses. Strasznie to spłycasz i trywializujesz kwitując stwierdzeniem, że trzeba rodzicom wybaczyć. Ja nie mam niczego już do wybaczania. Jestem dorosła i wiem, co przeszłam... Moi Rodzice też. Ojciec i Matka kochali mnie, kochają i będą kochać. Może nawet tej miłości dostałam więcej niż niektórzy moi rówieśnicy, stąd mój pogodny charakter, ciekawość świata, uczuciowość, etc, niemniej jednak dzieciństwo i dorastanie bez Taty mają swe poważne konsekwencje w pozornie odległych sferach życia? a często skutki rozstania rodziców są rozłożone w czasie?

Więc proszę Cię, nie pitol mi tu o wybaczaniu Rodzicom, tylko spróbuj wczuć się w sytuację dziecka, któremu dorośli demontują świat i uznają, że jeśli chce ono widywać się z Nową Panią Tatusia, to wszystko jest OK.
To, co chcę tu napisać można streścić w dwu słowach. Rozwód = rozwalenie życia dzieciom. I tylko tyle. Świadomość tej gorzkiej prawdy przychodzi z wiekiem i z mądrością.

Po rozwodzie kobieta i mężczyzna, którzy kiedyś się kochali stopniowo wygaszają uczucia, przestają się kochać.
Ale dziecko nigdy nie przestaje kochać żadnego z nich i nie ma zielonego pojęcia jak zrealizować tę miłość do nieobecnego na co dzień rodzica.

Jak to pojmiesz, Horses, to potem zrozumiesz, co się dzieje z młodymi kobietami wychodzącymi z takich domów i zobaczysz całe spektrum problemów, które w prostej linii mają swą przyczynę w dramacie, jakim jest rozpad rodziny i brak męskiego wzorca.

Jak Ci się uda, dostaniesz ode mnie w nagrodę wielkiego lizaka!

2 583 Ostatnio edytowany przez horses (2015-03-31 20:20:37)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Auroro,
po raz kolejny odpisując mi obrażasz mnie.

Ja mam wciąż takie same poglądy:
1. skoro człowiek załozył rodzinę to musi ją chronić i w sytuacjach kryzysowych o nią walczyć,
2. jeśli mimo tej walki małżonkowie nie znajdą w sobie miłości i nie potrafią, nie chcą żyć razem to powinni się rozstać.

Małżeństwo tylko ze względu na dzieci nie ma dla mnie sensu.
Usłyszeć kiedyś: całe życie dusiłem się z twoją matką abyś była szczęśliwa ..... nie chciałabym takiego poświęcenia.

Ty masz inne zdanie. OK, ale mnie nie obrazaj.
A, i też nie miałam łatwego życia, więcej...miałam trudne zycie.

2 584

Odp: Zniszczylam swoje zycie
horses napisał/a:

Auroro,
po raz kolejny odpisując mi obrażasz mnie.

Ja mam wciąż takie same poglądy:
1. skoro człowiek załozył rodzinę to musi ją chronić i w sytuacjach kryzysowych o nią walczyć,
2. jeśli mimo tej walki małżonkowie nie znajdą w sobie miłości i nie potrafią, nie chcą żyć razem to powinni się rozstać.

Małżeństwo tylko ze względu na dzieci nie ma dla mnie sensu.
Usłyszeć kiedyś: całe życie dusiłem się z twoją matką abyś była szczęśliwa ..... nie chciałabym takiego poświęcenia.

Ty masz inne zdanie. OK, ale mnie nie obrazaj.
A, i też nie miałam łatwego życia, więcej...miałam trudne zycie.

Aurora z łatwością obraża czy Ciebie czy mnie itd i uznaje to usprawiedliwione poprzez swoje doświadczenia...
To słabe...i to bardzo.. są ludzie i Ludzie....

2 585

Odp: Zniszczylam swoje zycie
horses napisał/a:

Auroro,
po raz kolejny odpisując mi obrażasz mnie.

Ja mam wciąż takie same poglądy:
1. skoro człowiek załozył rodzinę to musi ją chronić i w sytuacjach kryzysowych o nią walczyć,
2. jeśli mimo tej walki małżonkowie nie znajdą w sobie miłości i nie potrafią, nie chcą żyć razem to powinni się rozstać.

Małżeństwo tylko ze względu na dzieci nie ma dla mnie sensu.
Usłyszeć kiedyś: całe życie dusiłem się z twoją matką abyś była szczęśliwa ..... nie chciałabym takiego poświęcenia.

Ty masz inne zdanie. OK, ale mnie nie obrazaj.
A, i też nie miałam łatwego życia, więcej...miałam trudne zycie.

Jeszcze Cię nie obraziłam. I nie zamierzam obrażać. Wyrażam mój dosadny stosunek do tego, co w tym wątku wypisujesz, a nie do Twojej Osoby.
Ponieważ komentując moje wpisy starasz się ze mnie zrobić niczego nie rozumiejącą idiotkę i pouczać mnie co mam myśleć, czuć, widzieć i robić, to sądzę, że odległość światłowodu byłaby pożądana w dalszej internetowej relacji między nami. Zawieszam więc komunikację z Tobą, Horses, dla obopólnej korzyści.

Bez odbioru...

2 586

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
Przyszłość napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

widzisz, to tylko świadczy o Tobie...
a cały wysiłek na nic... jak mi (nie)przykro...;)

Wiesz Anastacjaa, ja takim małym człowieczkiem jestem.
Gdzie mi tam do Ciebie?

in_ka napisał/a:

a to co tutaj pisze Przyszłość bardzo dobrze o niej świadczy smile

Buziaki Kochana smile

Przyszłość,
Teraz dopiero przeczytałam twój wątek i zrozumiałam skąd w Tobie ta radość w dokuczaniu mi - bo widzisz we mnie osobę która mogła "odebrać" Ci męża. To, że mój Z był zdecydowany zakończyć małżeństwo i w tym wszystkim mnie chronić, bo to nie moja wina i nie chciał i nie chce by mnie jakakolwiek przykrość spotkała. Rozumiem, że dla osoby która została zdradzona i wybaczyła to irytujące, że nie może tego znieść. Tyle że ja z Twoją sprawą nie mam nic wspólnego a moja jest kompletnie inna.
Rozumiem też to całe koło adoracji i wspierania Ciebie, dlatego już nie komentuję.
Powodzenia!

Jak chcesz moge Ci podokuczać całkiem bezinteresownie ;-) ponieważ drażni mnie zawarta w Twoich postach do P. postawa wyższości u osoby mającej marne moralne podstawy do przeżywania tejże wyższości. Będzie ciężko zwalić to na mój życiorys, więc mogę to robić z czystym sumieniem :-)

2 587

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Aurora z łatwością obraża czy Ciebie czy mnie itd i uznaje to usprawiedliwione poprzez swoje doświadczenia...
To słabe...i to bardzo.. są ludzie i Ludzie....

No pomnika ze spiżu przenajświętszej panience Anastacyi to z pewnością nie wystawię... No way!


Wróć do swojego wątku, Anastacjo i poczytaj jakimi słowami zostałaś w nim wielokrotnie nazwana. Żadnego z nich nie użyłam wobec Ciebie, więc nie rób z siebie pokrzywdzonego kurczątka...

2 588

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:
horses napisał/a:
aurora borealis napisał/a:

Życzę Krotce, aby jej Dzieci nie musiały dźwigać brzemienia Jej niewłaściwych wyborów, i aby nie musiała przeżywać tego, co przeżywają dziś moi Rodzice patrząc w moje oczy...

Auroro, ale tak tkwić w małżeństwie tylko dla dzieci, w którym nie ma już uczuć, to chyba jednak trochę nie warto.
I choć to przykre to rodzicom też trzeba  wybaczyć decyzję o rozstaniu, a na pewno starać się ją zaakceptować.
To, że się rozchodzą nie musi wcale oznaczać, że nie kochają dzieci, ale oznacza, że nie kochają siebie.

Horses,

Kompletnie nie skumałaś przesłania i owijasz się jakąś słowną watą tolerancji, współczucia i komunałów, które tu wygłaszasz w zależności od kierunku wiatru i poziomu ciśnienia w tym wątku.

Nie masz chyba zielonego pojęcia, co to znaczy dla dziecka utracić dom, przeprowadzić się z konieczności w inne miejsce, pożegnać się ze stałą obecnością rodzica, który kocha, nie móc już widzieć jego kapci w przedpokoju, nie czuć zapachu i dotyku ulubionej koszuli czy bluzy, nie słuchać opowieści, które wymyślał na dobranoc, nie oglądać z nim meczy piłkarskich, nie być podrzucaną pod sufit czy wożoną "na barana" gdy wracał z pracy, nie chodzić na kurczaka po diabelsku do ulubionej knajpki, nie móc powiedzieć innym dzieciom: "jak będziesz mi dokuczać, to mój tata się z tobą rozprawi" i nie słyszeć już od ojca codziennego: "Kocham Cię, Hajduczku! Jesteś taka fajna!" ... Nawet nie wiesz, jakie spustoszenie w mojej osobowości i właściwie w całym moim życiu nastąpiło z chwilą wyprowadzki Taty.

On wcale nie przestał mnie kochać. Ale musiał mieszkać teraz z "tamtą Anastacją z pracy" którą wybrał zamiast Mamy, więc w kolejce po tę miłość i po czas, który mi poświęcał byłam już druga albo trzecia...

Reperkusji z powodu braku ojca w czasie mego dorastania, w czasie kształtowania się najważniejszych cech mojego charakteru, mojej kobiecości, mojej odrębności, indywidualności, światopoglądu, przekonań, stosunku do mężczyzn, właściwego ich traktowania, a nawet kwestii wiary, że Bóg jest kochającym Ojcem - było bardzo wiele.

Tu nie chodzi o to, co wybaczam, a czego nie, moim Rodzicom, Horses. Strasznie to spłycasz i trywializujesz kwitując stwierdzeniem, że trzeba rodzicom wybaczyć. Ja nie mam niczego już do wybaczania. Jestem dorosła i wiem, co przeszłam... Moi Rodzice też. Ojciec i Matka kochali mnie, kochają i będą kochać. Może nawet tej miłości dostałam więcej niż niektórzy moi rówieśnicy, stąd mój pogodny charakter, ciekawość świata, uczuciowość, etc, niemniej jednak dzieciństwo i dorastanie bez Taty mają swe poważne konsekwencje w pozornie odległych sferach życia? a często skutki rozstania rodziców są rozłożone w czasie?

Więc proszę Cię, nie pitol mi tu o wybaczaniu Rodzicom, tylko spróbuj wczuć się w sytuację dziecka, któremu dorośli demontują świat i uznają, że jeśli chce ono widywać się z Nową Panią Tatusia, to wszystko jest OK.
To, co chcę tu napisać można streścić w dwu słowach. Rozwód = rozwalenie życia dzieciom. I tylko tyle. Świadomość tej gorzkiej prawdy przychodzi z wiekiem i z mądrością.

Po rozwodzie kobieta i mężczyzna, którzy kiedyś się kochali stopniowo wygaszają uczucia, przestają się kochać.
Ale dziecko nigdy nie przestaje kochać żadnego z nich i nie ma zielonego pojęcia jak zrealizować tę miłość do nieobecnego na co dzień rodzica.

Jak to pojmiesz, Horses, to potem zrozumiesz, co się dzieje z młodymi kobietami wychodzącymi z takich domów i zobaczysz całe spektrum problemów, które w prostej linii mają swą przyczynę w dramacie, jakim jest rozpad rodziny i brak męskiego wzorca.

Jak Ci się uda, dostaniesz ode mnie w nagrodę wielkiego lizaka!

Tylko o miłości nie świadczy rozwód albo jego brak...
Tak jakby o trwałości rodziny można sobie było urzędowo rozstrzygnąć: nie bierzemy rozwodu, więc z automatu będziemy szczęśliwi.Bo jak inaczej.
To jest skrajnie dziecinne i życzeniowe myślenie tak cholernie teoretyczne jedynie, że aż strach się bać.

2 589

Odp: Zniszczylam swoje zycie
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:
Przyszłość napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

widzisz, to tylko świadczy o Tobie...
a cały wysiłek na nic... jak mi (nie)przykro...;)

Wiesz Anastacjaa, ja takim małym człowieczkiem jestem.
Gdzie mi tam do Ciebie?


Buziaki Kochana smile

Przyszłość,
Teraz dopiero przeczytałam twój wątek i zrozumiałam skąd w Tobie ta radość w dokuczaniu mi - bo widzisz we mnie osobę która mogła "odebrać" Ci męża. To, że mój Z był zdecydowany zakończyć małżeństwo i w tym wszystkim mnie chronić, bo to nie moja wina i nie chciał i nie chce by mnie jakakolwiek przykrość spotkała. Rozumiem, że dla osoby która została zdradzona i wybaczyła to irytujące, że nie może tego znieść. Tyle że ja z Twoją sprawą nie mam nic wspólnego a moja jest kompletnie inna.
Rozumiem też to całe koło adoracji i wspierania Ciebie, dlatego już nie komentuję.
Powodzenia!

Jak chcesz moge Ci podokuczać całkiem bezinteresownie ;-) ponieważ drażni mnie zawarta w Twoich postach do P. postawa wyższości u osoby mającej marne moralne podstawy do przeżywania tejże wyższości. Będzie ciężko zwalić to na mój życiorys, więc mogę to robić z czystym sumieniem :-)

Moglibyśmy, tylko po co? To nie jest mój watek.. Nie wiem jaka Twoja historia, ale po przeczytaniu P.  wdawanie się w jakąkolwiek dyskusje nie ma sensu... Oczywista oczywistość i odbijanie piłeczki... Mnie to nie bawi... Rozumiem ją pomimo złośliwości...niech sobie żyje szczęśliwie po zdradzie... Wiem, że mogę swoją historia drażnić, bo żaden romans nie powinien mieć miejsca a na pewno nie kiedy Z bardziej zależy na te drugiej niż na żonie.. No nie na tym forum!
Znajdź inną ofiarę  wink
Powodzenia!

2 590 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-03-31 21:44:29)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:

Tylko o miłości nie świadczy rozwód albo jego brak...
Tak jakby o trwałości rodziny można sobie było urzędowo rozstrzygnąć: nie bierzemy rozwodu, więc z automatu będziemy szczęśliwi.Bo jak inaczej.
To jest skrajnie dziecinne i życzeniowe myślenie tak cholernie teoretyczne jedynie, że aż strach się bać.

Pitagorasie,

Już drugi raz oświadczasz publicznie, że się mnie obawiasz ;-) Nie ukrywam, że sprawia mi drobną, bo drobną, ale satysfakcję, gdy widzę Cię trzęsącego portkami przede mną.

A swoją drogą kilka postów temu nie chciałeś rozwijać tematu miłości, więc chyba z wiosną soki Ci na nowo zaczęły krążyć, że się jednak do dyskusji włączasz... Miłe z Twej strony... Z przyjemnością poczytam, co masz do powiedzenia na temat tego uczucia. Bardzo interesujące jest dla mnie to, jakimi wartościami kierujesz się w swoim życiu i co wpłynęło na wyznawanie przez Ciebie tak liberalnych poglądów.
Jeśli chcesz podyskutować z moimi wspomnieniami z dzieciństwa i okresu dorastania oraz konsekwencjach rozwodu moich Rodziców, to także zapraszam.

Natomiast jeśli sam, jako osoba bezdzietna wielokrotnie nawiązująca przygodne romanse z mężatkami, tak bardzo utożsamiasz się z Krotką, Anastacją w ich pomyśle na życie, to z powodu bezsensu dyskusji z Tobą muszę zrezygnować.

2 591

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

/.../
/.../ Rozumiem ją pomimo złośliwości.../.../

Kłopot w tym, że nie rozumiesz, a sądzisz że rozumiesz. Ale nie mówmy hop, z tego co pamiętam "wzięłaś" sobie zdradzacza, więc jakaś tam karma pewnie się odezwie jeszcze...i będziesz miała okazję zrozumieć P. DO KOŃCA. Rozwój ZROZUMIENIA to istotny aspekt rozwoju duchowego więc ja także życzę ci w tym "dziele"...

Powodzenia!

ET.

2 592

Odp: Zniszczylam swoje zycie
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

/.../
/.../ Rozumiem ją pomimo złośliwości.../.../

Kłopot w tym, że nie rozumiesz, a sądzisz że rozumiesz. Ale nie mówmy hop, z tego co pamiętam "wzięłaś" sobie zdradzacza, więc jakaś tam karma pewnie się odezwie jeszcze...i będziesz miała okazję zrozumieć P. DO KOŃCA. Rozwój ZROZUMIENIA to istotny aspekt rozwoju duchowego więc ja także życzę ci w tym "dziele"...

Powodzenia!

ET.

Rozumiem więcej niż myślisz, nie widzę jednak sensu dyskusji z osobami uprzedzonymi przez swoje doświadczenia jak P. czy A. bo one tylko widzą pole do wyżycia się za swoje jakieś niepowodzenia czy ułomności..
Można i tak, kto broni..

2 593 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-03-31 22:01:29)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

/.../
/.../ Rozumiem ją pomimo złośliwości.../.../

Kłopot w tym, że nie rozumiesz, a sądzisz że rozumiesz. Ale nie mówmy hop, z tego co pamiętam "wzięłaś" sobie zdradzacza, więc jakaś tam karma pewnie się odezwie jeszcze...i będziesz miała okazję zrozumieć P. DO KOŃCA. Rozwój ZROZUMIENIA to istotny aspekt rozwoju duchowego więc ja także życzę ci w tym "dziele"...

Powodzenia!

ET.

Rozumiem więcej niż myślisz, nie widzę jednak sensu dyskusji z osobami uprzedzonymi przez swoje doświadczenia jak P. czy A. bo one tylko widzą pole do wyżycia się za swoje jakieś niepowodzenia czy ułomności..
Można i tak, kto broni..

Skłonny byłbym jednak podejrzewać, że z racji swoich doświadczeń WOLISZ nie wgłębiać się w uczucia zdradzonych żon, czy porzuconych dzieci. Mój Boże, co stałoby się z twoim poczuciem wartości...
Uważam jednak, że to ogranicza cię jako człowieka. Skupienie się na widzeniu tylko własnego interesu jest jednak postawą trudną do zmiany, bo działa jak samopotwierdzająca hipoteza.
Im mniej mam empatii i zrozumienia tym częściej sama doświadczam braku empatii i zrozumienia. Im rzadziej tego doświadczam, tym bardziej myślę tylko o sobie. Nie ma z tego koła wyjścia. W konsekwencji nie poznaje się takiej "formy życia" w której pozostaje się w harmonii z INNYMI, nie krzywdzi, nie buduje szczęścia na krzywdzie.
Zamiast tego pozostaje tylko IMHO marna satysfakcja... zawsze jakoś tak "zatruta" cierpieniem innych.

Co do wspomnianych przez ciebie "UŁOMNOŚCI" - ty chyba na prawdę uważasz, że osoby odbudowujące związki są "ułomne" a niszczące małżeństwa "WRĘCZ PRZECIWNIE" :-)

Czy sama widzisz paradoks czy tłumaczyć?

To właśnie miałem na myśli mówiąc o nieuzasadnionej NICZYM postawie wyższości. Tak jakby "ZWYCIĘSTWO" samicy nad samicą - czytaj odebranie kobiecie męża - czyniło cię kimś lepszym?

2 594 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-03-31 22:04:15)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

ET,
Normalnie zaplusowałeś u mnie, a myślałam, że już bardziej nie mogę Cię polubić smile
Jednak szkoda Twojego czasu i energii, bo panienka jest słabo kumata.
Mnie cała postawa i przekonania Anastacjii najpierw zaskakikawały jej krótkowzrocznością a teraz bawią, dlatego pozwalam sobie trochę na naigrywanie się.

Wyobrażasz sobie jająkolwiek szczęśliwą pannę młodą spędzającą tyle czasu na forum dla zdradzonych i porzuconych? Śmierdzi na odległość tongue
Myślę, że ten fagas już dawno ją wystawił, bo jak inaczej uzasadnić to kąsanie i drapanie.

2 595

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:

ET,
Normalnie zaplusowałeś u mnie, a myślałam, że już bardziej nie mogę Cię polubić smile
Jednak szkoda Twojego czasu i energii, bo panienka jest słabo kumata.
Mnie cała postawa i przekonania Anastacjii najpierw zaskakikawały jej krótkowzrocznością a teraz bawią, dlatego pozwalam sobie trochę na naigrywanie się.

Wyobrażasz sobie jająkolwiek szczęśliwą pannę młodą spędzającą tyle czasu na forum dla zdradzonych i porzuconych? Śmierdzi na odległość tongue
Myślę, że ten fagas już dawno ją wystawił, bo jak inaczej uzasadnić to kąsanie i drapanie.

Pobożne życzenie...

2 596

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:

ET,
Normalnie zaplusowałeś u mnie, a myślałam, że już bardziej nie mogę Cię polubić smile
Jednak szkoda Twojego czasu i energii, bo panienka jest słabo kumata.
Mnie cała postawa i przekonania Anastacjii najpierw zaskakikawały jej krótkowzrocznością a teraz bawią, dlatego pozwalam sobie trochę na naigrywanie się.

Wyobrażasz sobie jająkolwiek szczęśliwą pannę młodą spędzającą tyle czasu na forum dla zdradzonych i porzuconych? Śmierdzi na odległość tongue
Myślę, że ten fagas już dawno ją wystawił, bo jak inaczej uzasadnić to kąsanie i drapanie.

Przyszłość to nie jest forum tylko dla zdradzonych i porzuconych. Przeczytaj proszę opis tego forum i pozwól nam się tu wypowiadać i szukać wsparcia. 
Osoba zdradzona niekoniecznie mniej cierpi niż np "ta trzecia" - to jakby udowadniać "wyższość" raka trzustki nad rakiem piersi.  Owszem rak trzustki jest bardziej śmiertelny i pewnie bardziej bolesny, ale jeśli ja mam raka piersi to nie znaczy że ktoś może mi mówić "co ty tam wiesz o cierpieniu?" Dla mnie mój rak jest najważniejszy. Jestem zwykłym człowiekiem a nie maszyna zaprogramowana tylko na empatie.

2 597

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

ET,
Normalnie zaplusowałeś u mnie, a myślałam, że już bardziej nie mogę Cię polubić smile
Jednak szkoda Twojego czasu i energii, bo panienka jest słabo kumata.
Mnie cała postawa i przekonania Anastacjii najpierw zaskakikawały jej krótkowzrocznością a teraz bawią, dlatego pozwalam sobie trochę na naigrywanie się.

Wyobrażasz sobie jająkolwiek szczęśliwą pannę młodą spędzającą tyle czasu na forum dla zdradzonych i porzuconych? Śmierdzi na odległość tongue
Myślę, że ten fagas już dawno ją wystawił, bo jak inaczej uzasadnić to kąsanie i drapanie.

Pobożne życzenie...

Ech.... w życiu różnie bywa.
Poczytaj może o bajkowych miejscach na podróż poślubną.
Po co tutaj soędzasz całe dnie?

2 598

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:

Poczytaj może o bajkowych miejscach na podróż poślubną.
Po co tutaj soędzasz całe dnie?

Już mam wszystko zaplanowane, dziękuję za troskę wink

2 599

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:

Po co tutaj soędzasz całe dnie?

Tropi i oznacza czerwonymi krzyżykami sfrustrowanych chamów...

"Piekło to inni"
podpisano:
J-P. Sartre i ... Stacyja ;-)

2 600 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-03-31 22:37:10)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Przyszłość to nie jest forum tylko dla zdradzonych i porzuconych. Przeczytaj proszę opis tego forum i pozwól nam się tu wypowiadać i szukać wsparcia.

Tytuł forum: ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD

Już wiem - flirtujesz ze mną big_smile

Posty [ 2 536 do 2 600 z 3 039 ]

Strony Poprzednia 1 … 38 39 40 41 42 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026