netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczylam swoje zycie

3 038 odpowiedzi418 682 wyświetleniazałożony przez kroteczka, 12.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Strony Poprzednia 1 … 37 38 39 40 41 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 471 do 2 535 z 3 039 ]

2 471

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

złośliwych frustratek (jak powyżej) też nie brak big_smile

A ja dlaczego jestem sfrustrowana?

A skąd ja mam to wiedzieć? wink

Każdego tutaj poczęstowałaś jakąś teoryjką, a ja?
No pani psycholog dawaj !

2 472

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Aleksandra81 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:

A ja dlaczego jestem sfrustrowana?

A skąd ja mam to wiedzieć? wink

Każdego tutaj poczęstowałaś jakąś teoryjką, a ja?
No pani psycholog dawaj !

Przykro mi, ale nie wyręczę Ciebie w autorefleksji wink
Jak nie wiesz zdaj się na swoje zdolności jasnowidzenia - mnie już przepowiedziałaś przyszłość, za co jestem niezmiernie wdzięczna big_smile pora zając się sobą!

2 473

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Doom napisał/a:
panibaronowa napisał/a:
horses napisał/a:

Myslę Anastacjoo, że kiedy wyjdziesz z roli kochanki, a wejdziesz w rolę żony i matki, to będziesz miała inne spojrzenie na wiele spraw.

I bez względu na powód zdrady, okoliczności itp ......to gdzieś tam płacze przynajmniej jeden skrzywdzony człowiek.

wiesz co, anastacja, chamstwo to jest komuś rodzinę spaskudzić, a potem się boczyć, że ktoś nazywa rzeczy po imieniu.
Weźcie się laski puknijta w czoło, nie wiem, kto Was wychowywał, ale tępe dzidy z Was.

ps. na szacunek to trzeba sobie zasłużyć. postawą, myślą oraz uczynkiem. co Ty sobie myślisz, że nie miała propozycji od baaardzo zamożnych, żonatych facetów? nie musiałabym się niczym przejmować, malediwy, diory, jaguary. Ale tak jakby niesmak. No ale są ludzie i parapety

Chapeau bas Baronesse!

Musimy piętnować takie zachowania i nazywać rzeczy po imieniu. Używanie eufemizmów (zagubiłam/em się, to było silniejsze ode mnie etc.), to relatywizowanie świństwa zwanego zdradą/rozbijaniem rodziny. Jak wam się to nie podoba (Anatsacjaa, Kroteczka i inne wam podobne/podobni), to możecie co najwyżej tupać nóżkami i na złość mamie wstrzymać oddech aż zrobicie się sine...

Wasze życie kochanek to taki schemat, że aż mdli, a wy cały czas uważacie się za wyjątkowe. Kiedyś te wasze wynurzenia mnie bawiły (tak, bawiły! W takich sprawach empatii za grosz we mnie), ale teraz to zaczyna już być nużące...

oddzielam zachowania od ludzi i oceniam krytycznie ich system wartości, którego zwyczajnie tym paniom/panom brak... w kwestii związku małżeńskiego- niewchodzenia pomiędzy parę/rodzinę bo grozi to wypadkiem/upadkiem moralnym "osoby wchodzącej" .
Ale pomyślenie o tym, o konsekwencjach, to "wyższa szkoła jazdy" dla ludzi pozbawionych empatii.

2 474

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Iwona40 napisał/a:
Doom napisał/a:
panibaronowa napisał/a:

wiesz co, anastacja, chamstwo to jest komuś rodzinę spaskudzić, a potem się boczyć, że ktoś nazywa rzeczy po imieniu.
Weźcie się laski puknijta w czoło, nie wiem, kto Was wychowywał, ale tępe dzidy z Was.

ps. na szacunek to trzeba sobie zasłużyć. postawą, myślą oraz uczynkiem. co Ty sobie myślisz, że nie miała propozycji od baaardzo zamożnych, żonatych facetów? nie musiałabym się niczym przejmować, malediwy, diory, jaguary. Ale tak jakby niesmak. No ale są ludzie i parapety

Chapeau bas Baronesse!

Musimy piętnować takie zachowania i nazywać rzeczy po imieniu. Używanie eufemizmów (zagubiłam/em się, to było silniejsze ode mnie etc.), to relatywizowanie świństwa zwanego zdradą/rozbijaniem rodziny. Jak wam się to nie podoba (Anatsacjaa, Kroteczka i inne wam podobne/podobni), to możecie co najwyżej tupać nóżkami i na złość mamie wstrzymać oddech aż zrobicie się sine...

Wasze życie kochanek to taki schemat, że aż mdli, a wy cały czas uważacie się za wyjątkowe. Kiedyś te wasze wynurzenia mnie bawiły (tak, bawiły! W takich sprawach empatii za grosz we mnie), ale teraz to zaczyna już być nużące...

oddzielam zachowania od ludzi i oceniam krytycznie ich system wartości, którego zwyczajnie tym paniom/panom brak... w kwestii związku małżeńskiego- niewchodzenia pomiędzy parę/rodzinę bo grozi to wypadkiem/upadkiem moralnym "osoby wchodzącej" .
Ale pomyślenie o tym, o konsekwencjach, to "wyższa szkoła jazdy" dla ludzi pozbawionych empatii.

Zgodzę się z Tobą jeśli mówimy o wyrachowaniu. Jednak nie wszystkie przypadki są takie. Czasem małżeństwo to pomyłka, nawet jak jest dziecko... Pytanie, czy dla niego lepiej się wychowywać w rodzinie gdzie rodzice się nie kochają, czy w "rozbitej' ale takiej gdzie rodzic znalazł kogoś z kim tworzy fajny związek w którym dobro dziecka jest priorytetem.
Ja nie wiem jaka jest odpowiedz. I pomijając złośliwe komentarze, dla mnie największym problemem w związku z żonatym nie była żona, ale jego dziecko... Do niej nie mam uczuć.  Ale wahałam się bardzo ze względu na dziecko...

2 475

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Doom napisał/a:
panibaronowa napisał/a:
horses napisał/a:

Myslę Anastacjoo, że kiedy wyjdziesz z roli kochanki, a wejdziesz w rolę żony i matki, to będziesz miała inne spojrzenie na wiele spraw.

I bez względu na powód zdrady, okoliczności itp ......to gdzieś tam płacze przynajmniej jeden skrzywdzony człowiek.

wiesz co, anastacja, chamstwo to jest komuś rodzinę spaskudzić, a potem się boczyć, że ktoś nazywa rzeczy po imieniu.
Weźcie się laski puknijta w czoło, nie wiem, kto Was wychowywał, ale tępe dzidy z Was.

ps. na szacunek to trzeba sobie zasłużyć. postawą, myślą oraz uczynkiem. co Ty sobie myślisz, że nie miała propozycji od baaardzo zamożnych, żonatych facetów? nie musiałabym się niczym przejmować, malediwy, diory, jaguary. Ale tak jakby niesmak. No ale są ludzie i parapety

Chapeau bas Baronesse!

Musimy piętnować takie zachowania i nazywać rzeczy po imieniu. Używanie eufemizmów (zagubiłam/em się, to było silniejsze ode mnie etc.), to relatywizowanie świństwa zwanego zdradą/rozbijaniem rodziny. Jak wam się to nie podoba (Anatsacjaa, Kroteczka i inne wam podobne/podobni), to możecie co najwyżej tupać nóżkami i na złość mamie wstrzymać oddech aż zrobicie się sine...

Wasze życie kochanek to taki schemat, że aż mdli, a wy cały czas uważacie się za wyjątkowe. Kiedyś te wasze wynurzenia mnie bawiły (tak, bawiły! W takich sprawach empatii za grosz we mnie), ale teraz to zaczyna już być nużące...

PaniaBaronowa i Doom , oklaski dla WAS. Prze z to wlasnie ,ze nie ma dzisiaj takiego potepienia dla takich wystepkow jest tyle rozpadow rodzin. Przeciez wazniejszy , wazniejsza jestem ja, a rodzine mam gdzies, wszystko bedzie lepiej, dzieci beda szczesliwsze,itd. Naprawde to jest bardzo przygnebiajace, rodzina dzisiaj dla wielu ludzi to po prostu uklad, ktory zawsze mozna zmienic bez zadnych wiekszych problemow. Pojawi sie ktos inn, motylki zaczna swirowac do okola to przciez nie mozna sie temu oprzec, to musi byc to prawdziwe uczucie.Chyba to po prostu XXI wiek....niestety...

2 476

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Tomek200219 napisał/a:

PaniaBaronowa i Doom , oklaski dla WAS. Prze z to wlasnie ,ze nie ma dzisiaj takiego potepienia dla takich wystepkow jest tyle rozpadow rodzin. Przeciez wazniejszy , wazniejsza jestem ja, a rodzine mam gdzies, wszystko bedzie lepiej, dzieci beda szczesliwsze,itd. Naprawde to jest bardzo przygnebiajace, rodzina dzisiaj dla wielu ludzi to po prostu uklad, ktory zawsze mozna zmienic bez zadnych wiekszych problemow. Pojawi sie ktos inn, motylki zaczna swirowac do okola to przciez nie mozna sie temu oprzec, to musi byc to prawdziwe uczucie.Chyba to po prostu XXI wiek....niestety...

Zgadzam się z tym, że rodzina powinna być najważniejsza, ale nie za wszelką cenę. Ile jest patologii, bo ludzie trwają ze sobą bo ślub, bo dzieci, bo nie mają wyboru, bo są uzależnieni. Ten XXI wiek daje możliwość wyboru. Tak do małżeństwa, jak dzieci, tak i do odejścia. Owszem zgadzam się że czasem to się dzieje zbyt pochopnie, albo z wyrachowania. Każdy jednak przypadek jest inny.
Zawsze mnie ciekawi czym się różni kobieta która złapała na dziecko .. ślub odbył się bo powinien, od kochanki która "skradła' męża i ojca.. Tamta jest pod ochroną bo jest żoną i złego słowa nie można o niej powiedzieć, co innego o kochance, choć to szczere i niewymuszone uczucie z obu stron. Tak wiem, można mówić, trzeba było nie sypiać.. jednak ile się ma związków, partnerów zanim się zdecyduje na małżeństwo? Ile ciąż? Tak, powinno się być odpowiedzialnym, przespałeś się, licz z tym że będziesz rodzicem. Ale taki układ bez uczucia, więzi nie przetrwa. Dla dobra dziecka? Pojęcie względne. Jak dziecko może być szczęśliwe kiedy rodzice nie są? Że są tylko ze sobą dla niego?
Bynajmniej nie uogólniam, ale mówię, że czasem się może bardziej skrzywdzić dziecko będąc razem niż odchodząc.

2 477

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Zgodzę się z Tobą jeśli mówimy o wyrachowaniu. Jednak nie wszystkie przypadki są takie. Czasem małżeństwo to pomyłka, nawet jak jest dziecko... Pytanie, czy dla niego lepiej się wychowywać w rodzinie gdzie rodzice się nie kochają, czy w "rozbitej' ale takiej gdzie rodzic znalazł kogoś z kim tworzy fajny związek w którym dobro dziecka jest priorytetem.
Ja nie wiem jaka jest odpowiedz. I pomijając złośliwe komentarze, dla mnie największym problemem w związku z żonatym nie była żona, ale jego dziecko... Do niej nie mam uczuć.  Ale wahałam się bardzo ze względu na dziecko...

Spoko. Wiadomo, że lepiej jak rodzice się rozejdą, skoro ich związek to fikcja. Potwierdzam z autopsji.
W tym wątku chodzi jednak o co innego, ale zabrnął już tematycznie w tyle stron, że równie dobrze możemy dyskutować o pogodzie - krotka i tak od 60 stron w tym samym miejscu. smile

Dla mnie w ogóle nie ma dyskusji czy rodzice powinni żyć razem "dla dobra dziecka" męcząc się ze sobą, bez miłości. Odpowiedź jest jasna.
Tyle, że w tym wątku chodziło o co innego: autorka chciała żyć z mężem bez miłości, bo wiedziała, że z kochankiem i tak nic nie wyjdzie, bo jest zbyt niedojrzały w porównaniu do męża. Wykalkulowana i egoistyczna decyzja, a nie 'trudna, ale uczciwa'.

Ale co to ja miałam? Bo chyba powtarzamy setny raz to samo...

2 478 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-03-27 20:54:14)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Zgodzę się z Tobą jeśli mówimy o wyrachowaniu. Jednak nie wszystkie przypadki są takie. Czasem małżeństwo to pomyłka, nawet jak jest dziecko... Pytanie, czy dla niego lepiej się wychowywać w rodzinie gdzie rodzice się nie kochają, czy w "rozbitej' ale takiej gdzie rodzic znalazł kogoś z kim tworzy fajny związek w którym dobro dziecka jest priorytetem.
Ja nie wiem jaka jest odpowiedz. I pomijając złośliwe komentarze, dla mnie największym problemem w związku z żonatym nie była żona, ale jego dziecko... Do niej nie mam uczuć.  Ale wahałam się bardzo ze względu na dziecko...

Spoko. Wiadomo, że lepiej jak rodzice się rozejdą, skoro ich związek to fikcja. Potwierdzam z autopsji.
W tym wątku chodzi jednak o co innego, ale zabrnął już tematycznie w tyle stron, że równie dobrze możemy dyskutować o pogodzie - krotka i tak od 60 stron w tym samym miejscu. smile

Dla mnie w ogóle nie ma dyskusji czy rodzice powinni żyć razem "dla dobra dziecka" męcząc się ze sobą, bez miłości. Odpowiedź jest jasna.
Tyle, że w tym wątku chodziło o co innego: autorka chciała żyć z mężem bez miłości, bo wiedziała, że z kochankiem i tak nic nie wyjdzie, bo jest zbyt niedojrzały w porównaniu do męża. Wykalkulowana i egoistyczna decyzja, a nie 'trudna, ale uczciwa'.

Ale co to ja miałam? Bo chyba powtarzamy setny raz to samo...

Dzięki za powrót do tematu czy tez wątku, bo temat jakby stanął w miejscu..
Mój off top wynikał z się tego, że niektóre osoby zaczęły mnie atakować i obrażać, choć to nie mój wątek, bo tak jak i kroteczka byłam kochanką..
Fakt, mogłam zignorować...

2 479

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Zgodzę się z Tobą jeśli mówimy o wyrachowaniu. Jednak nie wszystkie przypadki są takie. Czasem małżeństwo to pomyłka, nawet jak jest dziecko...

Małżeństwo to swego rodzaju umowa, niezależnie od powodów dla których jest zawierane (miłość, odpowiedzialność). Nie żyjemy w średniowieczu i zakończenie małżeństwa także jest możliwe (pomyłka, brak chemii w związku itp). Zdrada w tych okolicznościach jest wyrachowaniem, bo dlaczego jeśli czujemy, że małżonek to już rutyna i nuda nie rozwiążemy naszej małżeńskiej umowy i hulaj dusza? Bo kochanek może okazać się nie taki fajny i dobrze jest wrócić do nudnego ale bezpiecznego domu?

Muszę przyznać, że czytałem ten wątek przez dłuższy czas obawiając się, że w którymś kolejnym poście okaże się, że Autorka to moja małżonka!... Zbieżność charakteru, poglądów i sytuacji była naprawdę spora. Na szczęście akurat ta kwestia się wyjaśniła.

2 480

Odp: Zniszczylam swoje zycie
LisekChytrusek napisał/a:

Muszę przyznać, że czytałem ten wątek przez dłuższy czas obawiając się, że w którymś kolejnym poście okaże się, że Autorka to moja małżonka!... Zbieżność charakteru, poglądów i sytuacji była naprawdę spora. Na szczęście akurat ta kwestia się wyjaśniła.

W jaki sposób?

2 481 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-03-27 21:21:43)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

A na stacji...

panibaronowa napisał/a:

wiesz co, anastacja, chamstwo to jest komuś rodzinę spaskudzić, a potem się boczyć, że ktoś nazywa rzeczy po imieniu.
Weźcie się laski puknijta w czoło, nie wiem, kto Was wychowywał, ale tępe dzidy z Was.

Doom napisał/a:

Używanie eufemizmów (zagubiłam/em się, to było silniejsze ode mnie etc.), to relatywizowanie świństwa zwanego zdradą/rozbijaniem rodziny. Jak wam się to nie podoba (Anatsacjaa, Kroteczka i inne wam podobne/podobni), to możecie co najwyżej tupać nóżkami i na złość mamie wstrzymać oddech aż zrobicie się sine...

Wasze życie kochanek to taki schemat, że aż mdli, a wy cały czas uważacie się za wyjątkowe.

Ten kto zdrad nie uznaje i ich nie usprawiedliwia jest sfrustrowanym chamem i drobnomieszczaninem, bo przecież w anturażach, gdzie obraca się Imć Anastacjaa, wierność od dawna jest passé, oj passé?
Swoją drogą jest to doskonały przykład, w jaki sposób dorabia się ideologię, aby zagłuszyć wyrzuty sumienia, stworzyć kluby wzajemnej adoracji dla zdradzaczy i jak rozmiękcza się zasady, niczym biszkopty w szklance kakao?
Jak w takim razie nazwiesz Anastacjo takiego kogoś,  jak Ty, ?wyrywającego? jurnego czterdziestolatka podczas zakładowego bankietu, rozwalającego bez żadnego ?gospodi  pomiłuj? trwające od 10 lat małżeństwo i rujnującego dzieciństwo dziecku Twojego kochanka?

Anastacjaa napisał/a:

Zgodzę się z Tobą jeśli mówimy o wyrachowaniu. Jednak nie wszystkie przypadki są takie. Czasem małżeństwo to pomyłka, nawet jak jest dziecko... Pytanie, czy dla niego lepiej się wychowywać w rodzinie gdzie rodzice się nie kochają, czy w "rozbitej' ale takiej gdzie rodzic znalazł kogoś z kim tworzy fajny związek w którym dobro dziecka jest priorytetem.
Ja nie wiem jaka jest odpowiedz. I pomijając złośliwe komentarze, dla mnie największym problemem w związku z żonatym nie była żona, ale jego dziecko... Do niej nie mam uczuć.  Ale wahałam się bardzo ze względu na dziecko...

Lepiej jest teraz odwrócić uwagę od ostatnich wpisów, Anastacjoo, wskoczyć na poziom ogólności dyskusji licząc na to, iż ktoś pociągnie nowy wątek i bawić się w siostrę  miłosierdzia ratującą kochanka męczącego  się w nieudanym związku oraz wyrywającą z nieszczęścia jego dziecko, którego rodzice są ze sobą tylko pro forma. Kochanki są wprost predestynowane do tego, aby dokonać oceny jakości małżeństwa i przeprowadzać głębokie analizy psychologiczne tego, co jest dla dzieci dobre, a co nie? Chłe, chłe, chłe...

Anastacjaa napisał/a:

Dzięki za powrót do tematu czy tez wątku, bo temat jakby stanął w miejscu..
Mój off top wynikał z się tego, że niektóre osoby zaczęły mnie atakować i obrażać, choć to nie mój wątek, bo tak jak i kroteczka byłam kochanką..
Fakt, mogłam zignorować...

Uff, upiekło Ci się, Elle Cię wybawiła... Możesz się znowu "przesiąść" na Krotkę i dalej wałkować swoje mądrości, upominać ją i ofukiwać, że jest taka niezdecydowana, albo głaskać po główce, bo przecież kocha Dyzia. Będziesz się też zaperzać, jak bardzo dokuczają jej tutaj te sfrustrowane chamy...

Twój wątek "Romans z żonatym" czy jak mu tam, w którym instruujesz jak rozwalić małżeństwo/rodzinę i wypytujesz internautów o to, czy możesz zaufać Twojemu kochankowi i wyjść za niego za mąż już przestał być chodliwy?

Co za hipokryzja!!!

2 482 Ostatnio edytowany przez Iwona40 (2015-03-27 21:42:57)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Anastazjo, chodzi o "zasady". Zamyka się rozdział małżeństwa rozwodem a potem dopiero wchodzi się w etap romansowania... tak jest UCZCIWIE dla WSZYSTKICH.
Ale to już było...
Swoją drogą, to bardzo wybiórczą masz? empatię. Dziecku współczujesz, a jego matka jest dla ciebie RYWALKA, ot co!
To twój WRÓG nr 1, więc jak można mówić tu o empatii. Tu ma się krew polać od zadawanych "ciosów" żonie/mężowi. To jest WALKA-podjazdowa kochanki/kochanka. Ach i te ciągłe ich tłumaczenie się, wybielanie że to nie tak... To POSPOLITE KŁAMSTWO.
....ale to już było...

2 483

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:

Twój wątek "Romans z żonatym" czy jak mu tam, w którym instruujesz jak rozwalić małżeństwo/rodzinę i wypytujesz internautów o to, czy możesz zaufać Twojemu kochankowi i wyjść za niego za mąż już przestał być chodliwy?

Co za hipokryzja!!!

Ale mego wątku już nie ma... on nie jest już żonatym..
Inna rzecz..  rozwód chyba im obojgu na dobre wyszedł... ona układa sobie życie on sobie...
Trudno uwierzyć?

2 484

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Doom napisał/a:

Używanie eufemizmów (zagubiłam/em się, to było silniejsze ode mnie etc.), to relatywizowanie świństwa zwanego zdradą/rozbijaniem rodziny.

panibaronowa napisał/a:

No ale są ludzie i parapety

A oto moja dedykacja dla anastacjo i krotkopodobnych dames: https://youtu.be/8FmwQfO2Jrg

2 485

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Iwona40 napisał/a:

Anastazjo, chodzi o "zasady". Zamyka się rozdział małżeństwa rozwodem a potem dopiero wchodzi się w etap romansowania... tak jest UCZCIWIE dla WSZYSTKICH.
Ale to już było...

Tak zgadzam się, ale jeśli jest dziecko nie tak łatwo... albo się tkwi dla jego dobra albo odchodzi dla kogoś innego.

2 486 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-03-27 21:50:27)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
aurora borealis napisał/a:

Twój wątek "Romans z żonatym" czy jak mu tam, w którym instruujesz jak rozwalić małżeństwo/rodzinę i wypytujesz internautów o to, czy możesz zaufać Twojemu kochankowi i wyjść za niego za mąż już przestał być chodliwy?

Co za hipokryzja!!!

Ale mego wątku już nie ma... on nie jest już żonatym..
Inna rzecz..  rozwód chyba im obojgu na dobre wyszedł... ona układa sobie życie on sobie...
Trudno uwierzyć?

No popatrz jakie masz tempo! bo jeszcze w listopadzie i grudniu 2014 pytałaś w swoim wątku czy powinnaś wychodzić za niego za mąż, skoro wielokrotnie zdradzał zanim zaproponował Ci obrączkę i trwała burzliwa debata nad tym "detalem"...

Prawdziwy Speedy Gonzales z Ciebie!!!
WOW!

Edit: Właśnie sprawdziłam. Twój wątek ciągnął się od listopada 2014, a ostatni wpis z datą ślubu był 3 tygodnie temu, więc... ;-)))

I Ty, Anastacjo masz czas siedzieć i kwękać na forum dla chamskich frustratów zamiast białą kiecę szykować i wianek niewinności splatać???

2 487

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:

A oto moja dedykacja dla anastacjo i krotkopodobnych dames: https://youtu.be/8FmwQfO2Jrg

Fajne, dzięki:) Z przyjemnością obejrzałam  smile

2 488

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Sprawa jest taka, że ja nikogo nie oceniam, nie moja rola. Jest to sprawa sumienia tych dziewcząt. Tylko drażni mnie ten relatywizm moralny, drażni mnie to, że z punktu widzenia własnego zadka niestety nastąpiło poplątanie z pomieszaniem i ludzie nie odróżniają dobra od zła, nie wiedzą, co to jest związek przyczynowo-skutkowy.
Znam takich utrzymanek/nałożnic/tych trzecich/zwał jak zwał na pęczki, bo w dzisiejszych czasach to co druga jest na sprzedaż. (Podejrzewam, że żadna nie umawia się z ubogim poetą). Te dziewczyny kończą same. Jako samotne stare baby reanimują trupa swej urody, mając dwa włosy z przodu, jeden z tyłu, robią sceniczny makijaż i usiłują być dosłownie z kimkolwiek. I to jest bardzo smutny obrazek, drogie panie. Powiem tak - gdy Wasza uroda przeminie, będzie po Was.

Ps. zaznaczam, że do frustrata mi daleko. Tylko od małego mi wpajano, gdzie jest prawo, a gdzie lewo.

2 489

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:

No popatrz jakie masz tempo! bo jeszcze w listopadzie i grudniu 2014 pytałaś w swoim wątku czy powinnaś wychodzić za niego za mąż, skoro wielokrotnie zdradzał zanim zaproponował Ci obrączkę i trwała burzliwa debata nad tym "detalem"...

Prawdziwy Speedy Gonzales z Ciebie!!!
WOW!

Tak tępo.. bo nie do końca wierzyłam w jego szczerość i przerażał mnie fakt, że to ja mam zdecydować o jego rozwodzie - czy tego chcę? Teraz wiem, że dobrze się stało.. Z jego ex też się dogadałyśmy (żeby nie mówić polubiłyśmy).
Ostatnio jak tu była  a mój obecny a jej ex był w delegacji poprosiła mnie bym zajęła się ich dzieckiem bo mieli ze swoim "nowym" jakieś plany...

2 490

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
LisekChytrusek napisał/a:

Muszę przyznać, że czytałem ten wątek przez dłuższy czas obawiając się, że w którymś kolejnym poście okaże się, że Autorka to moja małżonka!... Zbieżność charakteru, poglądów i sytuacji była naprawdę spora. Na szczęście akurat ta kwestia się wyjaśniła.

W jaki sposób?

To nie ona, moja ma większe ego smile

2 491

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Moim zdaniem te  rozpady małżeństw to sa dlatego, że coraz więcej jest ludzi, którym ciągle czegoś brakuje.
Typowy obrazek:
on śmiga i robi karierę, zjeżdza do domu na weekend,
ona pracuje, zajmuje się dzieckiem, pracuje, ale kariera raczej nie w rozkwicie,
dom zadbany, dziecko zdrowe, kochają się , choć etap motylków zastapiła stabilizacja i dojrzałe uczucie...
I co? Pan nagle zauważa, że żona to takiej kariery nie robi , jak poniektóre jego koleżanki w Wawie - czyli leń,
zamiast w koronkach i na kolanach wita go buziakiem, dzieciaki spragnione taty nie chcą iść spać - życie erotyczne kuleje,
ona nie potrafi o to zadbać...... już powód do zdrady.
A to, że ma fajny dom, dzieci mu rosną, jest wolny i nic nie ogranicza go w robieniu kariery ...... to to wszystko bez znaczenia.

Więc znajduje nową, która pompuje mu ego, motylki itp......
Ma nawet fajny związek, ale po jakims czasie znowu czegos brakuje........ np  powiewu świeżości.

2 492

Odp: Zniszczylam swoje zycie
horses napisał/a:

Moim zdaniem te  rozpady małżeństw to sa dlatego, że coraz więcej jest ludzi, którym ciągle czegoś brakuje.
Typowy obrazek:
on śmiga i robi karierę, zjeżdza do domu na weekend,
ona pracuje, zajmuje się dzieckiem, pracuje, ale kariera raczej nie w rozkwicie,
dom zadbany, dziecko zdrowe, kochają się , choć etap motylków zastapiła stabilizacja i dojrzałe uczucie...
I co? Pan nagle zauważa, że żona to takiej kariery nie robi , jak poniektóre jego koleżanki w Wawie - czyli leń,
zamiast w koronkach i na kolanach wita go buziakiem, dzieciaki spragnione taty nie chcą iść spać - życie erotyczne kuleje,
ona nie potrafi o to zadbać...... już powód do zdrady.
A to, że ma fajny dom, dzieci mu rosną, jest wolny i nic nie ogranicza go w robieniu kariery ...... to to wszystko bez znaczenia.

Więc znajduje nową, która pompuje mu ego, motylki itp......
Ma nawet fajny związek, ale po jakims czasie znowu czegos brakuje........ np  powiewu świeżości.

Zgadzam się z tym co napisałaś, ale nie do końca. Mam znajomego, który jest ogólnie mega przystojny ale rodzina to dla niego świętość, choć żona przestała pracować przy pierwszym dziecku a już mają 3-kę. Nie ma szans by jakaś jak to mówią w to małżeństwo weszła z butami choć on też wyjeżdża itd. Ale widać że się z żoną kochają że się wspierają że rozmawiają ze sobą o wszystkim. I to jest różnica..

2 493 Ostatnio edytowany przez horses (2015-03-27 22:19:00)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
horses napisał/a:

Moim zdaniem te  rozpady małżeństw to sa dlatego, że coraz więcej jest ludzi, którym ciągle czegoś brakuje.
Typowy obrazek:
on śmiga i robi karierę, zjeżdza do domu na weekend,
ona pracuje, zajmuje się dzieckiem, pracuje, ale kariera raczej nie w rozkwicie,
dom zadbany, dziecko zdrowe, kochają się , choć etap motylków zastapiła stabilizacja i dojrzałe uczucie...
I co? Pan nagle zauważa, że żona to takiej kariery nie robi , jak poniektóre jego koleżanki w Wawie - czyli leń,
zamiast w koronkach i na kolanach wita go buziakiem, dzieciaki spragnione taty nie chcą iść spać - życie erotyczne kuleje,
ona nie potrafi o to zadbać...... już powód do zdrady.
A to, że ma fajny dom, dzieci mu rosną, jest wolny i nic nie ogranicza go w robieniu kariery ...... to to wszystko bez znaczenia.

Więc znajduje nową, która pompuje mu ego, motylki itp......
Ma nawet fajny związek, ale po jakims czasie znowu czegos brakuje........ np  powiewu świeżości.

Zgadzam się z tym co napisałaś, ale nie do końca. Mam znajomego, który jest ogólnie mega przystojny ale rodzina to dla niego świętość, choć żona przestała pracować przy pierwszym dziecku a już mają 3-kę. Nie ma szans by jakaś jak to mówią w to małżeństwo weszła z butami choć on też wyjeżdża itd. Ale widać że się z żoną kochają że się wspierają że rozmawiają ze sobą o wszystkim. I to jest różnica..

Tylko pewnie ten człowiek wie, że ceną za dobrą rodzinę, błogostan dzieci jest np to, że zona nie pracuje lub mniej pracuje.
Zresztą to kwestia umowy między małżonkami.

Myslę, że mam rację , bo sama autorka tego wątku to potwierdziła ! Drugie zdanie w jej pierwszym wpisie brzmi.....:)

Ponadto jeśli intencja zdrady jest to powód się zawsze znajdzie.
Ludzie zapominają, że jest coś za coś. Jest stabilizacja to bywa nudnawo, jest haj to jest nerwowo, ale dzieje się, krew buzuje, a póżniej tęsknota za stabilizacją, póżniej za hajem  .....i tak w kółko, ciągle czegoś brak.

2 494

Odp: Zniszczylam swoje zycie
horses napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:
horses napisał/a:

Moim zdaniem te  rozpady małżeństw to sa dlatego, że coraz więcej jest ludzi, którym ciągle czegoś brakuje.
Typowy obrazek:
on śmiga i robi karierę, zjeżdza do domu na weekend,
ona pracuje, zajmuje się dzieckiem, pracuje, ale kariera raczej nie w rozkwicie,
dom zadbany, dziecko zdrowe, kochają się , choć etap motylków zastapiła stabilizacja i dojrzałe uczucie...
I co? Pan nagle zauważa, że żona to takiej kariery nie robi , jak poniektóre jego koleżanki w Wawie - czyli leń,
zamiast w koronkach i na kolanach wita go buziakiem, dzieciaki spragnione taty nie chcą iść spać - życie erotyczne kuleje,
ona nie potrafi o to zadbać...... już powód do zdrady.
A to, że ma fajny dom, dzieci mu rosną, jest wolny i nic nie ogranicza go w robieniu kariery ...... to to wszystko bez znaczenia.

Więc znajduje nową, która pompuje mu ego, motylki itp......
Ma nawet fajny związek, ale po jakims czasie znowu czegos brakuje........ np  powiewu świeżości.

Zgadzam się z tym co napisałaś, ale nie do końca. Mam znajomego, który jest ogólnie mega przystojny ale rodzina to dla niego świętość, choć żona przestała pracować przy pierwszym dziecku a już mają 3-kę. Nie ma szans by jakaś jak to mówią w to małżeństwo weszła z butami choć on też wyjeżdża itd. Ale widać że się z żoną kochają że się wspierają że rozmawiają ze sobą o wszystkim. I to jest różnica..

Tylko pewnie ten człowiek wie, że ceną za dobrą rodzinę, błogostan dzieci jest np to, że zona nie pracuje lub mniej pracuje.
Zresztą to kwestia umowy między małżonkami.

Myslę, że mam rację , bo sama autorka tego wątku to potwierdziła ! Drugie zdanie w jej pierwszym wpisie brzmi.....:)

Ponadto jeśli intencja zdrady jest to powód się zawsze znajdzie.
Ludzie zapominają, że jest coś za coś. Jest stabilizacja to bywa nudnawo, jest haj to jest nerwowo, ale dzieje się, krew buzuje, a póżniej tęsknota za stabilizacją, póżniej za hajem  .....i tak w kółko, ciągle czegoś brak.

Nie wiem, nie chcę chyba o tym myśleć kocham i czuję się kochana.. jego dziecko mnie polubiło a ex zaakceptowała...  trudne.. ale cóż zrobić.. ale wolę być z nim bo go kocham niż z kimś innym bo łatwiej, bo jest wolny i bez zobowiązań..

2 495 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-27 22:41:30)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

a mnie kochanek jest ... żal (jak koni w piosence Rodowicz) wink
bo, kurcze to taki gorszej kategorii sort kobiet
nieraz głupich, nieraz naiwnych a nieraz bardzo zdeterminowanych, takich wiecie - za wszelką cenę,
a potem całe życie potrzebują sobie udowadniać, że są ok  - ciężka praca
a przecież - nie są, ale co tam smile
czytam produkcję Anastacji, jak walczy ta dziewczyna i pod prąd i na przekór wiatrom,
nie jest głupią "ździrą" ale to tylko trudniejsze dla niej samej, bo ... każdego dnia zmaga się z własnymi demonami ale to przecież jej wybór a może - determinacja?
Anastacja uważa się za kochankę lepszej kategorii, bo nie ona rozbiła rodzinę,
ona kazała jemu wybierać,
wg niej nie ma sobie nic do zarzucenia wink

2 496

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Nie wiem, nie chcę chyba o tym myśleć

To chyba wszystko wyjaśnia big_smile

2 497

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Anastacjoo, ale ja nie piszę o Tobie.
Ponadto wypada już abyś jednak weszła  w te buty nudnych żon, chyba ślub sie zbliża smile
Ogólnie, o tym co się dzieje i o Krotce bardziej, bo sama wskazała ten powód.
Krotka sama wskazała powód - było dobrze, ale czegos brakowało.....
Kurcze, zawsze czegos brakuje ..... takie życie.
Może gdyby mąż był bardziej ostry, czasami zamykał się w toalecie z komórką, zbluzgał od czasu do czasu....
to by miała adrenalinę, a tak tylko ta nudna stabilizacja.
Choć kto wie, czego brakowało, tez nie będę wmawiać tutaj czegoś. Pewne jest, ze czegos brakowało.

2 498

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Aleksandra81 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Nie wiem, nie chcę chyba o tym myśleć

To chyba wszystko wyjaśnia big_smile

Aleksando, a czy Ty przypadkiem tez nie byłas tą drugą?

2 499

Odp: Zniszczylam swoje zycie
horses napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Nie wiem, nie chcę chyba o tym myśleć

To chyba wszystko wyjaśnia big_smile

Aleksando, a czy Ty przypadkiem tez nie byłas tą drugą?

Owszem

2 500

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Aleksandra81 napisał/a:
horses napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:

To chyba wszystko wyjaśnia big_smile

Aleksando, a czy Ty przypadkiem tez nie byłas tą drugą?

Owszem

Więc dlaczego atakujesz Anastację?  Przecież obie zdecydowałyscie się na życie z rozwodnikami.
Obie ponosicie takie same ryzyko.
A generalnie kto go nie ponosi, przeciez mężowie bez wczesniejszych zobowiązań tez zdradzają.

2 501

Odp: Zniszczylam swoje zycie
horses napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:
horses napisał/a:

Aleksando, a czy Ty przypadkiem tez nie byłas tą drugą?

Owszem

Więc dlaczego atakujesz Anastację?  Przecież obie zdecydowałyscie się na życie z rozwodnikami.
Obie ponosicie takie same ryzyko.
A generalnie kto go nie ponosi, przeciez mężowie bez wczesniejszych zobowiązań tez zdradzają.

a dlaczego zaraz atakuje?
Olka, oj to inteligentna bestyjka jest wink

2 502

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
horses napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:

Owszem

Więc dlaczego atakujesz Anastację?  Przecież obie zdecydowałyscie się na życie z rozwodnikami.
Obie ponosicie takie same ryzyko.
A generalnie kto go nie ponosi, przeciez mężowie bez wczesniejszych zobowiązań tez zdradzają.

a dlaczego zaraz atakuje?
Olka, oj to inteligentna bestyjka jest wink

Inko takie odnoszę wrazenie i nie rozumiem, to się pytam smile
I nie wiem, czy kochanki muszą sobie coś przez całe zycie udowadniać,
ale widzę po Anastacjii, że może im przez całe życie towarzyszyc niepewność,
bo bierze wszystko do siebie i przekłada na swoją sytuację.
Moim zdaniem nie robi słusznie.

2 503

Odp: Zniszczylam swoje zycie
horses napisał/a:

I nie wiem, czy kochanki muszą sobie coś przez całe zycie udowadniać,
ale widzę po Anastacjii, że może im przez całe życie towarzyszyc niepewność,

no właśnie, nie jest komfortowo oj nieeeeeeeeeee

2 504

Odp: Zniszczylam swoje zycie
panibaronowa napisał/a:

Sprawa jest taka, że ja nikogo nie oceniam, nie moja rola. Jest to sprawa sumienia tych dziewcząt. Tylko drażni mnie ten relatywizm moralny, drażni mnie to, że z punktu widzenia własnego zadka niestety nastąpiło poplątanie z pomieszaniem i ludzie nie odróżniają dobra od zła, nie wiedzą, co to jest związek przyczynowo-skutkowy.
Znam takich utrzymanek/nałożnic/tych trzecich/zwał jak zwał na pęczki, bo w dzisiejszych czasach to co druga jest na sprzedaż. (Podejrzewam, że żadna nie umawia się z ubogim poetą). Te dziewczyny kończą same. Jako samotne stare baby reanimują trupa swej urody, mając dwa włosy z przodu, jeden z tyłu, robią sceniczny makijaż i usiłują być dosłownie z kimkolwiek. I to jest bardzo smutny obrazek, drogie panie. Powiem tak - gdy Wasza uroda przeminie, będzie po Was.

Ps. zaznaczam, że do frustrata mi daleko. Tylko od małego mi wpajano, gdzie jest prawo, a gdzie lewo.

Panibaronowo ani ja ani Anastacja nie jesteśmy niczyimi utrzymankami. Juz sądzę że prędzej można to powiedzieć o wielu tutejszych żonach.
Nie tylko kochanki opierają się na urodzie wiele żon robi tak samo. Prawda jest taka że większość ludzi to nudziarze, kobiety też.  Liczą na początku na swoją urodę a potem na poczucie obowiązku męża.  Nic z siebie nie mogą dać bo są po prostu nieciekawe.  To samo dotyczy wielu mężczyzn.

Dewaluowanie kochanek w tym względzie jest śmieszne. To jest typowe wishful thinking zdradzonych żon.

2 505 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-27 23:47:07)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Dewaluowanie kochanek w tym względzie jest śmieszne. To jest typowe wishful thinking zdradzonych żon.

no i wszystko jasne ma się rozumieć a jak ...
(wishful thinking - myślenie życzeniowe) jakby jakaś niedouczona żona nie wiedziała wink
i żeby nie było - kochanki wcale ale to wcale śmieszne nie są, one są tylko ... ŻAŁOSNE  smile

2 506 Ostatnio edytowany przez horses (2015-03-28 10:00:50)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Dewaluowanie kochanek w tym względzie jest śmieszne. To jest typowe wishful thinking zdradzonych żon.

no i wszystko jasne ma się rozumieć a jak ...
(wishful thinking - myślenie życzeniowe) jakby jakaś niedouczona żona nie wiedziała wink
i żeby nie było - kochanki wcale ale to wcale śmieszne nie są, one są tylko ... ŻAŁOSNE  smile

są tak samo żałosne, jak i niewierni mężowie, którzy za cenę motylków zdradzają swoje rodziny.
Takich załosnych jest coraz więcej, bo żyje się raz, bo nawet reklamy trąbią, że wszystko możesz mieć,
bo dyskretny romans  nikogo nie krzywdzi, bo każdy tak robi .....

Ale w tej grupie zdradzających jest ten jakis procent ludzi, którzy po prostu sa w zyciu nieszczęsliwi,
niekochani ...... Jesli ktoś zapełni u nich tą pustkę to zdradzą, odejdą, bo człowiek dąży do szczęścia,
założą nowy związek.

Są różne historię, ale tych pierwszych jest więcej, a że i chętnych bab bez skrupułów też przybywa
to i zdrad jest więcej. Trudno, tak jest. Mnogość narzędzi do podsycania flirtów też wzrasta. Internet,
telefon... Nie zatrzyma się tego.

2 507

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Dewaluowanie kochanek w tym względzie jest śmieszne. To jest typowe wishful thinking zdradzonych żon.

no i wszystko jasne ma się rozumieć a jak ...
(wishful thinking - myślenie życzeniowe) jakby jakaś niedouczona żona nie wiedziała wink
i żeby nie było - kochanki wcale ale to wcale śmieszne nie są, one są tylko ... ŻAŁOSNE  smile

ŻAŁOSNE to są złośliwe, sfrustrowane baby smile

2 508

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:

Olka, oj to inteligentna bestyjka jest wink

big_smile
Nie tyle inteligentna co bardziej świadoma, a najbardziej ubawiona postępowaniem dziewczyny, która za bóstwo uważa kolesia, który z radochą wjeżdża między uda takich jak ona sama.

Inteligentna to jesteś ty inko, bo mnie przejrzałaś smile

2 509 Ostatnio edytowany przez Aleksandra81 (2015-03-28 10:22:10)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

ŻAŁOSNE to są złośliwe, sfrustrowane baby smile

Czyli kochanki tak sfrustrowane, że nie mają hamulców.
Znam z autopsji, niestety.

2 510

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
in_ka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Dewaluowanie kochanek w tym względzie jest śmieszne. To jest typowe wishful thinking zdradzonych żon.

no i wszystko jasne ma się rozumieć a jak ...
(wishful thinking - myślenie życzeniowe) jakby jakaś niedouczona żona nie wiedziała wink
i żeby nie było - kochanki wcale ale to wcale śmieszne nie są, one są tylko ... ŻAŁOSNE  smile

ŻAŁOSNE to są złośliwe, sfrustrowane baby smile

Oj ktoś tu poczuł się urażony, no jak tak można, przecież ja jestem taka wspaniała, wyjątkowa, no jak można o mnie takie rzeczy pisać? Prawda czasem boli, ale po co od razu kogoś obrażać? No chyba, że ma się niskie poczucie własnej wartości to wtedy jest to w jakimś stopniu wytłumaczalne smile.

2 511 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-03-28 10:27:23)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Piotr74 napisał/a:

Prawda czasem boli, ale po co od razu kogoś obrażać? No chyba, że ma się niskie poczucie własnej wartości to wtedy jest to w jakimś stopniu wytłumaczalne smile.

O tym właśnie mówię smile
Mnie to osobiście bawi, ale co tam niech się wyżyją, jak im to sprawia ulgę... choć radziłabym pójść pobiegać smile

2 512

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
Piotr74 napisał/a:

Prawda czasem boli, ale po co od razu kogoś obrażać? No chyba, że ma się niskie poczucie własnej wartości to wtedy jest to w jakimś stopniu wytłumaczalne smile.

O tym właśnie mówię smile
Mnie to osobiście bawi, ale co tam niech się wyżyją, jak im to sprawia ulgę... choć radziłabym pójść pobiegać smile

Wciąż masz problem z ignorowaniem big_smile

Anastacjaa napisał/a:

Dzięki za powrót do tematu czy tez wątku, bo temat jakby stanął w miejscu..
Mój off top wynikał z się tego, że niektóre osoby zaczęły mnie atakować i obrażać, choć to nie mój wątek, bo tak jak i kroteczka byłam kochanką..
Fakt, mogłam zignorować...

2 513

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Jak ktokolwiek z udzielających się (atakujących) tu nałogowo ma wysoką wartość to chyba tylko we własnym mniemaniu.

2 514

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Anastacjo czy ty uważasz, że żałosną i sfrustrowaną babą może być tylko żona? A kochanka?
Czuję się jakby ubyło mi 20 lat. Jakby znowu było wszystko przede mną. Poznałam też na własnej skórze jak łatwo jest zostać kochanką.
Nie lubię szufladkowania. Zdradzona żona - sfrustrowana baba; kochanka - zdzira.
Chociaż tak też bywa.
Owszem na początku jest bardzo nieprzyjemnie. Chciałabyś Anastacja, żeby ktoś cię okłamywał. Nikt by nie chciał.
Jestem wkurzona na męża, że okrada swoje dzieci i robi wszystko, żebym czasem nie poukładała sobie życia z kimś innym. Może nawet nie na niego tylko na nasz system, który na to zezwala. Nie podoba mi się też jak facet sypia z kimś ( kochanka) i źle o nim mówi.
Czas na nowe. Chciałabym chyba jeszcze zakochać się z wzajemnością:) Cieszę się, że było mi dane przeżyć miłość. Kiedyś bardzo kochaliśmy się z mężem. Nie żałuję tego. Dalsza przyszłość z nim nie jawiła się dla mnie kolorowo. Dobrze się stało. Obym tylko umiała wykorzystać szansę, którą dostałam.
Piszę to, bo mam dosyć stereotypów. Czuję się atrakcyjną kobietą, cieszę się wolnością, którą odzyskałam. Jestem spełniona jako kobieta, żona, matka. 

Myślę, że Krotka nie decyduje się na kochanka, bo nie jest go pewna. W takim sensie, że gdyby kiedyś miała poważniejsze problemy życiowe ( np ciężka choroba dziecka) to on nie dałby sobie z tym rady. Jest super kiedy Krotka błyszczy, nie ma większych problemów życiowych.
Traci dla niego więcej niż on. Niestety wciąż jest większe zrozumienie dla zdrady faceta niż kiedy mężatka uwikła się w romans.  Porzuca przyzwoitego męża i dzieci. Kobiety takie są surowiej oceniane od mężczyzn. Mąż pewnie nie chciałby stracić dzieci a kochanek niekoniecznie zajmował nie swoją dwójką, tylko innego faceta.
Próbuje podjąć decyzję kierując się rozsądkiem, mimo że wciąż pragnie kochanka.
Nie wiem, może z tego morał taki, że romans to jednak nie sama przyjemność i przychodzi czasem płacić wysoką za niego cenę.
Krotka gdybyś mogła cofnąć czas weszłabyś w ten układ jeszcze raz?
Może to będzie jakaś wskazówka dla tych, którzy jeszcze są na początku drogi.

2 515

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Dewaluowanie kochanek w tym względzie jest śmieszne. To jest typowe wishful thinking zdradzonych żon.

no i wszystko jasne ma się rozumieć a jak ...
(wishful thinking - myślenie życzeniowe) jakby jakaś niedouczona żona nie wiedziała wink
i żeby nie było - kochanki wcale ale to wcale śmieszne nie są, one są tylko ... ŻAŁOSNE  smile

i łatwe do wyrwania

2 516

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bet napisał/a:

Anastacjo czy ty uważasz, że żałosną i sfrustrowaną babą może być tylko żona? A kochanka?

Jak przykład wyżej pokazał, nie tylko żona... Nie szufladkowałam, po prostu uważam, że moralizowanie i złośliwy atak kogoś, kto o mało własnym jadem się nie udławi, jest po prostu czystym chamstwem i hipokryzją. Tylko tyle.

bet napisał/a:

Czas na nowe. Chciałabym chyba jeszcze zakochać się z wzajemnością:) Cieszę się, że było mi dane przeżyć miłość. Kiedyś bardzo kochaliśmy się z mężem. Nie żałuję tego. Dalsza przyszłość z nim nie jawiła się dla mnie kolorowo. Dobrze się stało. Obym tylko umiała wykorzystać szansę, którą dostałam.
Piszę to, bo mam dosyć stereotypów. Czuję się atrakcyjną kobietą, cieszę się wolnością, którą odzyskałam. Jestem spełniona jako kobieta, żona, matka.

Ja też się cieszę, że było mi dane poznać tego człowieka i znów się zakochać z wzajemnością. Nawet jeśli to się kiedyś rozpadnie... i tak uważam, że lepiej być z kimś naprawdę szczęśliwą kilka lat, niż nieszczęśliwą kilkanaście. 
Ja na to by się znów zakochać czekałam kilka lat. Ciebie też to z pewnością jeszcze spotka i to wtedy kiedy najmniej się tego będziesz spodziewała. Czego Ci życzę smile

2 517

Odp: Zniszczylam swoje zycie

A moze nie tak skrajnie .Moze lepiej przezyc 30 lat i miec i wzloty i upadki .A nie pare lat samych wzlotow,a potem upadek  ? Nikt nie wie co i dla kogo jest lepsze .Napewno lepsza jest mozliwosc spojrzenia na siebie i (nie )swiadomosc ,ze nikogo nie skrzywdzilo się .To wdl mnie bezdyskusyjne .Ale to moj poglad .Nikt z tym nie musi sie zgadzac .

2 518

Odp: Zniszczylam swoje zycie
rakija napisał/a:

A moze nie tak skrajnie .Moze lepiej przezyc 30 lat i miec i wzloty i upadki .A nie pare lat samych wzlotow,a potem upadek  ? Nikt nie wie co i dla kogo jest lepsze .Napewno lepsza jest mozliwosc spojrzenia na siebie i (nie )swiadomosc ,ze nikogo nie skrzywdzilo się .To wdl mnie bezdyskusyjne .Ale to moj poglad .Nikt z tym nie musi sie zgadzac .

Dokładnie. Ja nie mam poczucia, że kogoś skrzywdziłam. Wręcz uważam że wszystkim to wyszło na dobre. Także jego ex, która już wcale się nie kryje ze swoim "nowym", a jej romans jak się okazało najprawdopodobniej trwał dłużej niż nasz... 
Tego małżeństwa po prostu nie było, a rozwód był tylko formalnością. Zgodnie też uznali, że dobro dziecka jest najważniejsze, nie było przepychanek, złośliwości, wyrzutów. Można? Można!

2 519

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
rakija napisał/a:

A moze nie tak skrajnie .Moze lepiej przezyc 30 lat i miec i wzloty i upadki .A nie pare lat samych wzlotow,a potem upadek  ? Nikt nie wie co i dla kogo jest lepsze .Napewno lepsza jest mozliwosc spojrzenia na siebie i (nie )swiadomosc ,ze nikogo nie skrzywdzilo się .To wdl mnie bezdyskusyjne .Ale to moj poglad .Nikt z tym nie musi sie zgadzac .

Dokładnie. Ja nie mam poczucia, że kogoś skrzywdziłam. Wręcz uważam że wszystkim to wyszło na dobre. Także jego ex, która już wcale się nie kryje ze swoim "nowym", a jej romans jak się okazało najprawdopodobniej trwał dłużej niż nasz... 
Tego małżeństwa po prostu nie było, a rozwód był tylko formalnością. Zgodnie też uznali, że dobro dziecka jest najważniejsze, nie było przepychanek, złośliwości, wyrzutów. Można? Można!

czy ty aby na pewno dobrze zinterpretowałaś post rakiji ?
a co do tego można ...
no uśmiałam się,
twój partner OSZUKIWAŁ swoja żonę do samego końca,
Ty brałaś udział w tym OSZUSTWIE,
pomijam już czy prawdziwe wasze uczucie czy jakie tam
ale skąd to dobre samopoczucie ? jeszcze postawisz siebie, jako przykład i wzór postępowania razem z tym swoim, jak słusznie go ktoś tu nazwał - "tchórzem "

2 520

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:
rakija napisał/a:

A moze nie tak skrajnie .Moze lepiej przezyc 30 lat i miec i wzloty i upadki .A nie pare lat samych wzlotow,a potem upadek  ? Nikt nie wie co i dla kogo jest lepsze .Napewno lepsza jest mozliwosc spojrzenia na siebie i (nie )swiadomosc ,ze nikogo nie skrzywdzilo się .To wdl mnie bezdyskusyjne .Ale to moj poglad .Nikt z tym nie musi sie zgadzac .

Dokładnie. Ja nie mam poczucia, że kogoś skrzywdziłam. Wręcz uważam że wszystkim to wyszło na dobre. Także jego ex, która już wcale się nie kryje ze swoim "nowym", a jej romans jak się okazało najprawdopodobniej trwał dłużej niż nasz... 
Tego małżeństwa po prostu nie było, a rozwód był tylko formalnością. Zgodnie też uznali, że dobro dziecka jest najważniejsze, nie było przepychanek, złośliwości, wyrzutów. Można? Można!

czy ty aby na pewno dobrze zinterpretowałaś post rakiji ?
a co do tego można ...
no uśmiałam się,
twój partner OSZUKIWAŁ swoja żonę do samego końca,
Ty brałaś udział w tym OSZUSTWIE,
pomijam już czy prawdziwe wasze uczucie czy jakie tam
ale skąd to dobre samopoczucie ? jeszcze postawisz siebie, jako przykład i wzór postępowania razem z tym swoim, jak słusznie go ktoś tu nazwał - "tchórzem "

To nie mój post więc nie wiem skąd te personalne wycieczki do mnie...
Ja nie potrzebuję już rad, bo zdecydowałam. Koniec kropka.
Wracam do tego wątku, bo kroteczce życzę jak najlepiej, by z tego wyszła i zaczęła normalnie żyć.
Inna rzecz że drażni mnie umoralnianie przez pozbawione kultury osobistej osoby.

2 521

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

To nie mój post więc nie wiem skąd te personalne wycieczki do mnie...
Ja nie potrzebuję już rad, bo zdecydowałam. Koniec kropka.
Wracam do tego wątku, bo kroteczce życzę jak najlepiej, by z tego wyszła i zaczęła normalnie żyć.
Inna rzecz że drażni mnie umoralnianie przez pozbawione kultury osobistej osoby.

nie twój post,
no co ty, mi chodzi o twoją odpowiedź na ten post
Anastacja nie udawaj, dobrze wiesz o czym ja napisałam ...

2 522

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

To nie mój post więc nie wiem skąd te personalne wycieczki do mnie...
Ja nie potrzebuję już rad, bo zdecydowałam. Koniec kropka.
Wracam do tego wątku, bo kroteczce życzę jak najlepiej, by z tego wyszła i zaczęła normalnie żyć.
Inna rzecz że drażni mnie umoralnianie przez pozbawione kultury osobistej osoby.

nie twój post,
no co ty, mi chodzi o twoją odpowiedź na ten post
Anastacja nie udawaj, dobrze wiesz o czym ja napisałam ...

Tylko nie wiem w jakim celu?

2 523 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-28 20:16:27)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
in_ka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

To nie mój post więc nie wiem skąd te personalne wycieczki do mnie...
Ja nie potrzebuję już rad, bo zdecydowałam. Koniec kropka.
Wracam do tego wątku, bo kroteczce życzę jak najlepiej, by z tego wyszła i zaczęła normalnie żyć.
Inna rzecz że drażni mnie umoralnianie przez pozbawione kultury osobistej osoby.

nie twój post,
no co ty, mi chodzi o twoją odpowiedź na ten post
Anastacja nie udawaj, dobrze wiesz o czym ja napisałam ...

Tylko nie wiem w jakim celu?

bo piszesz, że nikogo nie skrzywdziłaś
naprawdę nikogo ? ile lat twój partner zdradzał swoją byłą żonę z tobą?
twoja historia to takie półprawdy na Twój własny użytek ...

2 524

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:
in_ka napisał/a:

nie twój post,
no co ty, mi chodzi o twoją odpowiedź na ten post
Anastacja nie udawaj, dobrze wiesz o czym ja napisałam ...

Tylko nie wiem w jakim celu?

bo piszesz, że nikogo nie skrzywdziłaś
naprawdę nikogo ? ile lat twój partner zdradzał swoją byłą żonę z tobą?
twoja historia to takie półprawdy na Twój własny użytek ...

Tak nie uważam, że kogoś skrzywdziłam, nie mam takiej natury i nie będę miała..
A czy mój partner? To już jego warto zapytać i jego ex nie mnie...

2 525

Odp: Zniszczylam swoje zycie

No i oto chodzi Inko Anastazja ma rację, z resztą jego żona też miała romans. Wina tu jest ich oboje a nie jej.

2 526

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Paweło napisał/a:

No i oto chodzi Inko Anastazja ma rację, z resztą jego żona też miała romans. Wina tu jest ich oboje a nie jej.

oczywiście Paweło wg ciebie Anastacja ma rację, twoje prawo tak uważać,
inny nie muszą się z tobą zgadzać ... ot co wink

2 527 Ostatnio edytowany przez Aleksandra81 (2015-03-28 23:11:16)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Dokładnie. Ja nie mam poczucia, że kogoś skrzywdziłam. Wręcz uważam że wszystkim to wyszło na dobre. Także jego ex, która już wcale się nie kryje ze swoim "nowym", a jej romans jak się okazało najprawdopodobniej trwał dłużej niż nasz...

Tu to dopiero mamy wishful-thinking big_smile
MASAKRA co za relatywizm moralny a wszystko by zawoować zwykłe k...

2 528

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
in_ka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Tylko nie wiem w jakim celu?

bo piszesz, że nikogo nie skrzywdziłaś
naprawdę nikogo ? ile lat twój partner zdradzał swoją byłą żonę z tobą?
twoja historia to takie półprawdy na Twój własny użytek ...

Tak nie uważam, że kogoś skrzywdziłam, nie mam takiej natury i nie będę miała..
A czy mój partner? To już jego warto zapytać i jego ex nie mnie...

Że tak nieśmiało wtrącę..   
Jej romans wyszedł po czasie. Żadno z was o tym nie wiedziało, zadając się jedno z drugim.
Fakt, może się okazać, że wszystkim to wyszło na dobre, żnatomiast wchodząc w romans należało się spodziewać, że ktoś zostanie skrzywdzony i miałaś tego pełną świadomość. Przynajmniej wtedy. Zatem gadanie że nie wsadź sobie w buty.

2 529

Odp: Zniszczylam swoje zycie

.

O matko!!! hehehe
Znowu mi rece opadly.
Bylam (i ponownie zostalam) zona, bylam tez kochanka bedac mezatka.
(Dodam tylko, ze zonaty kochanek jest na wage zlota smile kiedy ma sie go juz dosc, latwo jest delikwenta "odbryknac" hehe)
Prawda jest moze i bolesna, ale nie zmienia to faktu ze jest prawda: "babeczki naprawde rzadko potrafia uprawiac seks dla samego seksu, z wylaczonym przyciskiem od zakochania".
A zdradza sie dla seksu.
To chyba oczywiste.
Jesli kogos taka rzeczywistosc boli to niech sie w nia nie pakuje. PROSTE!!!
Z drugiej strony, wiem po sobie, zdradzasz=nie kochasz zdradzanego.
Zakoncz zwiazek.
Szkoda czasu.
To rowniez jest PROSTE!!!
Masz zbyt malo odwagi? pfff znam takie panienki hehe szkoda mi takich.
Bedzie szukala wymowek w stylu: "bo tyle lat razem", albo "bo dzieci".
hehehe g..no prawda, po prostu sie boi.

.

2 530 Ostatnio edytowany przez Aleksandra81 (2015-03-28 23:30:48)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Wiedzma napisał/a:

.

O matko!!! hehehe
Znowu mi rece opadly.
Bylam (i ponownie zostalam) zona, bylam tez kochanka bedac mezatka.
(Dodam tylko, ze zonaty kochanek jest na wage zlota smile kiedy ma sie go juz dosc, latwo jest delikwenta "odbryknac" hehe)
Prawda jest moze i bolesna, ale nie zmienia to faktu ze jest prawda: "babeczki naprawde rzadko potrafia uprawiac seks dla samego seksu, z wylaczonym przyciskiem od zakochania".
A zdradza sie dla seksu.
To chyba oczywiste.
Jesli kogos taka rzeczywistosc boli to niech sie w nia nie pakuje. PROSTE!!!
Z drugiej strony, wiem po sobie, zdradzasz=nie kochasz zdradzanego.
Zakoncz zwiazek.
Szkoda czasu.
To rowniez jest PROSTE!!!
Masz zbyt malo odwagi? pfff znam takie panienki hehe szkoda mi takich.
Bedzie szukala wymowek w stylu: "bo tyle lat razem", albo "bo dzieci".
hehehe g..no prawda, po prostu sie boi.

.

Dobrze będzie jeśli swojej wypowiedzi nadasz konkretów, bo inaczej zostanie tylko zwykłym bełkotem.
Napisz np czego boją się i skąd masz wiedzę i pewność, która każe tobie uogólniać

2 531 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-03-29 00:03:09)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

In_ko Kochana,

Uciekaj stąd! Tu żądlą, kłują, drapią, gryzą tylko za to, że jesteś NORMALNA i masz własne zdanie.

Anastacjaa, która na trzy miesiące przed ślubem zamiast fruwać ze szczęścia, emanować radością, serdecznością, dzielić się nadzieją, strzyka jadem, karmi się własną znieczulicą, dorabia bzdurne ideologie, ośmiesza to, co zwykle w świecie ludzi jest wartością, szydzi z cudzego nieszczęścia, deprecjonuje wierność, uczciwość, lojalność, a w pogoni za własną satysfakcją gotowa jest urwać światu jaja, budzi moje poważne wątpliwości...

Niech sobie tutaj siedzi i głosi te manifesty...

2 532

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:

Niech sobie tutaj siedzi i głosi te manifesty...

Obawiam się, źe to nie żadne manifesty, ale próba racjonalizacji własnych odruchów (nie)moralnych.

Polecam kolejną lekturę, jednocześnie dziękując swojemu dobremu duszkowi z tegoż forum, który dba, abym się tu nie pogubiła, podsyłając kolejne lektury smile
http://is.muni.cz/el/1423/jaro2013/SOC133/um/Haidt_-_The_Righteous_Mind.pdf

2 533

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Anastacjo,
także uważam, że są nieudane małżeństwa i czasami rozstanie jest najlepszym wyjściem.
Kto np chciałby żyć z alkoholikiem lub z człowiekiem, który jest zimny i egoistyczny.
Dziwie mnie jednak, że wszystko bierzesz do siebie i piszesz te manifesty w obronie takich sytuacji,
piszesz o atrakcyjności mężczyzn, o tym , ze sa inne czasy................ ale tak na zdrowy rozum:
niedługo zostaniesz zoną i jakie będą Twoje odczucia, kiedy np za 10 lat jakaś atrakcyjna trzydziestka poczuje chemię
do Twojego męża i ojca Twoich dzieci? Czy wtedy, Ty po czterdziestce, ciesząca się ze stabilizacji, dzieci, dobrej pracy,
zdrowia, miłości........... wytłumaczysz tak mądrze zachowanie takiej osoby, czy też po prostu krzykniesz: co za s..a?

Wiadomo, to małzonek ma wiedzieć , co wazne i się pilnować, ale.... no właśnie, ale.....?

2 534

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bet napisał/a:

Myślę, że Krotka nie decyduje się na kochanka, bo nie jest go pewna. W takim sensie, że gdyby kiedyś miała poważniejsze problemy życiowe ( np ciężka choroba dziecka) to on nie dałby sobie z tym rady. Jest super kiedy Krotka błyszczy, nie ma większych problemów życiowych.
Traci dla niego więcej niż on. Niestety wciąż jest większe zrozumienie dla zdrady faceta niż kiedy mężatka uwikła się w romans.  Porzuca przyzwoitego męża i dzieci. Kobiety takie są surowiej oceniane od mężczyzn. Mąż pewnie nie chciałby stracić dzieci a kochanek niekoniecznie zajmował nie swoją dwójką, tylko innego faceta.
Próbuje podjąć decyzję kierując się rozsądkiem, mimo że wciąż pragnie kochanka.
Nie wiem, może z tego morał taki, że romans to jednak nie sama przyjemność i przychodzi czasem płacić wysoką za niego cenę.
Krotka gdybyś mogła cofnąć czas weszłabyś w ten układ jeszcze raz?
Może to będzie jakaś wskazówka dla tych, którzy jeszcze są na początku drogi.

Bet oczywiście że nie weszłabym w to. Z trudem otrząsam się z tego.

Zepsułam swoje małżeństwo, ono nie było idealne ale na pewno było lepsze niż wiele trwających nadal związków.

Zraniłam męża który jest wspaniałym mężczyzna i który chyba nadal mnie kocha. Tak naprawdę nie zasługuje na niego.

Zepsułam też życie kochanka. Niedobrze z nim, boję się o niego, popada w alkoholizm.

Pogorzelisko. Gdybym mogła cofnąć czas to bym to zrobiła.

2 535

Odp: Zniszczylam swoje zycie
horses napisał/a:

Anastacjo,
także uważam, że są nieudane małżeństwa i czasami rozstanie jest najlepszym wyjściem.
Kto np chciałby żyć z alkoholikiem lub z człowiekiem, który jest zimny i egoistyczny.
Dziwie mnie jednak, że wszystko bierzesz do siebie i piszesz te manifesty w obronie takich sytuacji,
piszesz o atrakcyjności mężczyzn, o tym , ze sa inne czasy................ ale tak na zdrowy rozum:
niedługo zostaniesz zoną i jakie będą Twoje odczucia, kiedy np za 10 lat jakaś atrakcyjna trzydziestka poczuje chemię
do Twojego męża i ojca Twoich dzieci? Czy wtedy, Ty po czterdziestce, ciesząca się ze stabilizacji, dzieci, dobrej pracy,
zdrowia, miłości........... wytłumaczysz tak mądrze zachowanie takiej osoby, czy też po prostu krzykniesz: co za s..a?

Wiadomo, to małzonek ma wiedzieć , co wazne i się pilnować, ale.... no właśnie, ale.....?

Horses, jakbym miała poczucie, że kogoś krzywdzę, gdybym nie była pewna jego uczuć do mnie, nie planowałabym z nim życia. A co będzie za 10 lat? To już czas pokaże.

A że biorę do siebie? Nie tyle do siebie, co mnie irytuje wszechwiedza co poniektórych, to przeinaczanie słów, wmawianie czegoś czego nie ma, przepowiadanie przyszłości itd.

Posty [ 2 471 do 2 535 z 3 039 ]

Strony Poprzednia 1 … 37 38 39 40 41 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026