kroteczka napisał/a:A jednak pisałaś to z wyraźną satysfakcja, że takie powiedzonko istnieje.
Koledzy-studenci, żądni redukcji naprężeń okolic biodrowych, w desperacji szukając spełnienia, rzucali też inne powiedzonko na temat studentek: "Najwyżej głowę się gazetą zakryje..."
kroteczka napisał/a:Auroro sypiesz wyszukanymi określeniami w swoich wypowiedziach, często na siłę, bo to nic nie wnosi do meritum.
Widać że lubujesz się w kwiecistym języku, niektórym to się pewnie podoba, ale mi przypomina romanse dla gospodyń domowych
Oj Kroteczko, jakie tam one znowu wyszukane. Smaruję, co mi ślina na język przyniesie, a Ty, zaiste przyczyniasz się do pobudzenia pracy moich ślinianek... ;-)
Pisałam Ci już kiedyś, że słowa, język, są nośnikami znaczeń, a nie tylko kolekcją znaków. Problem w tym, że nie potrafisz, albo nie chcesz dojrzeć sensu słów innych niż te, które sama wypowiadasz lub które nie mieszczą się w Twoim systemie poznawczym. Sama w ten sposób redukujesz możliwość ZROZUMIENIA innych, a pośrednio i siebie samej, gdybyś dała sobie wewnętrzne przyzwolenie, aby ich słowa odbiły się echem od Twojego serca lub umysłu.
Zważ, że w Twoim wątku skupiłaś największe analityczne umysły tego Forum, które z uporem godnym lepszej sprawy usiłują wejść z Tobą w głębszy dialog. Często są to Osoby, które problematykę zdrady znają od podszewki. Ja nie posiadam takiej wiedzy, ani umiejętności spenetrowania Twojego sposobu myślenia, który realizujesz za pomocą pewnych postaw budzących jawny sprzeciw. Stąd trudno mi wnieść coś jeszcze do owego "meritum", o którym piszesz. Moje posty to zaledwie didaskalia wobec postów forumowych Gigantów, którzy chcą Ci tu ze wszech sił pomóc. Jednak ich opinia również "wisi Ci kalafiorem"...
kroteczka napisał/a:Z pewnością byłaś pupilka polonistki, która z prostego zdania potrafiła zbudować pół strony wypracowania. Pewnie działasz w polityce, a jeśli nie to się zastanów, byłabyś świetna.
Tu nie chodzi o kwiecistość czy suche badyle moich słów. Rozumiem, że mój styl Ci się nie podoba. Nie musi. Nie mam takich ambicji.
Mojej polonistce też się nie podobał i sadziła mi "lufy" jedna za drugą ze wszystkich możliwych prac pisemnych, więc mylisz się, bo niczyim pupilem nie byłam. Mnie pisanie "pod publiczkę" nigdy nie interesowało. Miałam być panią inżynier :-))) Ale w ogóle nie o to nie o Kroteczko biega, bo to nie dział Debiuty Literackie, tylko Rozstanie - Flirt-Zdrada- Rozwód i jakoś innym uczestnikom dyskusji w Twoim wątku nie stawiasz stopni za styl, kompozycję, ortografię i interpunkcję...
Ja zaś przyznaję, że trochę w Twoim wątku błaznuję. Wychodzę jednak z założenia, że skoro jesteśmy na Twoim "dworze", a Ty jesteś Księżniczką, to zatroskany Stańczyk może się tu przydać... ;-)))
kroteczka napisał/a:A obszar oceny kobiecej urody nie jest zarezerwowany wyłącznie dla mężczyzn. Hmm jesteś swoistą żeńską odmianą mizogina. Kto ci to zrobił?
Jeśli masz taką pasję - bądź jurorką oceniającą powaby innych kobiet. Mnie takie zajęcie kompletnie nie interesuje. Zostawiam tę sferę mężczyznom. Są w tym dużo lepsi, obiektywniejsi, kreatywniejsi i bardziej wyrozumiali niż niejedna z dam. Na dodatek niektórzy potrafią się tym niewieścim wdziękiem pięknie zachwycać, niekoniecznie podszczypując ich "hemisfery", jak Twój Dyzio w zakładzie pracy.
Słowa mizoginia dotąd nie znałam. Dziękuję Ci za impuls do poszerzenia mojego zakresu pojęciowego.
Kroteczko, zanim się z Tobą pożegnam i odczujesz ulgę z powodu mej nieobecności, pozwolę sobie jeszcze na ostatni akord. Tym razem już zupełnie poważnie...
Możemy skakać po stokrotkach Twojej urody, sex appeal'u, intelektu, wyniku testów Mensy. Możemy wędrować do czasów Twego dzieciństwa, by powywlekać na Forum wszystkie ideały i błędy wychowawcze Twoich Rodziców. Możemy pootwierać grobowce wspomnień o Twoich przodkach do czwartego pokolenia wstecz i badać zły wpływ Twego dziadowuja, który kazał Ci siedzieć grzecznie na jego kościstych kolanach, tak że to wydarzenie miało później bardzo głęboki wpływ na wybór przez Ciebie nieodpowiedniego małżonka. Możemy przelecieć wszystkie Twoje relacje z chłopakami. Możemy poodkurzać wieńce laurowe Twych sukcesów sportowych od szóstej klasy podstawówki wzwyż. Możemy zrobić badania porównawcze Twojego powabu, i powabu Twoich koleżanek z pracy oraz zbadać empirycznie, która z nich robi wrażenie na Twoim Dyziu, a która nie. Możemy porównywać profile psychologiczne kochanek zdradzających mężów. Tyle, że do niczego to nie doprowadzi oprócz kolejnych 50 stron wpisów. Nic się nie zmieni, bez poważnej, strukturalnej przemiany w Tobie, bo nie ma cudownego medykamentu, utartego szlaku, nie istnieje taki rodzaj prestiżu, sukcesu, czegoś na zewnątrz Ciebie, co mogłoby dać Ci szczęście i wyprowadzić z sytuacji, w której tkwisz.
Moim zdaniem, to, co usiłujesz teraz robić, czyli rozpatrywanie dlaczego taka piękna, inteligentna, wrażliwa, świetnie radząca sobie w sferze osobistej i zawodowej Kroteczka doprowadziła swoje życie do takiego stanu zupełnie mija się z celem.
To, co już o sobie wiesz, czyli, że w sprzyjającym momencie jesteś w stanie narazić się na to, że wylądujesz w wyrze z zakładowym Belmondo, który nie ma Ci nic poważnego do zaproponowania i będziesz wzdychać długimi tygodniami do tych nocy, które z nim spędziłaś, kompletnie dezorganizując sobie świat - to jest ważne dla Ciebie odkrycie. Teraz spróbuj te wcześniej wymienione walory (urodę, wdzięk, pracowitość) wykorzystać, by robić w życiu coś z sensem, a nie przeciwko sobie i ponaprawiać (jeśli to możliwe) to, co da się jeszcze naprawić.
Powodzenia!
O'kruszynko, Inko, dziękuję Wam serdecznie. Do tej pory jedynym forum na jakim pisywałam było Allegro i Amazon w dziale "Kupię" :-)
To moje pierwsze wprawki w "upublicznianiu" poglądów i doświadczeń. Miło mi wiedzieć, że ktoś je czyta.