Krotka, ale mi nie chodziło o osiągnięcia typu studia, praca, prestiż, itp. - to są zewnętrzne artefakty. Tylko właśnie o to, że oni Cię przez to nauczyli, że jesteś tyle warte, ile Twoje materialne osiągnięcia, stopnie w szkole, dobra praca, etc.
I projektowali to na Ciebie. Zostałaś tak zaprogramowana żeby sprostać ich wymaganiom, a zgubiłaś w tym totalnie siebie, nie nauczyłaś się co Ty tak naprawdę lubisz, kim jesteś , bez tych wszystkich "ozdobników", z którymi nauczono Cię się utożsamiać.
Rodzice nieświadomie zrobili z Ciebie narcyza. Narcyz na głębszym poziomie nie akceptuje siebie, ale przywdziewa różne maski by świat zewnętrzny widział go jako ideał. Partner narcyza również musi być idealny, bo ten nie przyjmie nic poniżej najwyższego poziomu doskonałości, a jeśli "przyjmie" to tylko dlatego, że druga osoba spełnia jego jakieś zachcianki i jest mu z nią wygodnie, ale jej nie pokocha. Partner narcyza nie może mieć żadnych skaz -poza moralnymi - na ten aspekt akurat nie zwraca szczególnej uwagi, bo sam się w tym co wypada, a czego nie nie orientuje, kieruje się tylko tym co z zewnątrz prezentuje jakąś wartość i na tej podstawie projektuje całą resztę cech.
Mąż był tą wygodna opcją, kochanek jest 'ideałem' - na pewno z wyglądu i prezentuje wszystkie zewnętrzne objawy wysokiej wartości i prestiżu, gorzej z podstawowymi wartościami - tu jest totalna lipa, ale krotka tego nie widzi, bo te "dobre" cechy przykryły resztę syfu.
Napisałaś, że nigdy do żadnego mężczyzny wcześniej nie czułaś tego, co do kochanka.
To ja Ci mogę podać przykład z mojego życia na świeżo.
Ostatnio poznałam faceta, który wizualnie jest dla mnie ideałem, zainteresowania i pewność siebie- wszystko 'in plus', choć u mnie to nie idzie w stronę prestiżu, bardziej sztuki, ale nieistotne.
I teraz, parę lat temu, na pewno uległabym pierwszemu wrażeniu i chemia zaprowadziłaby mnie do luźnego układu z nim, bo facet z góry zapowiedział, że nic innego go na tym etapie nie interesuje. U Ciebie było podobnie, tyle że powód inny - byliście zajęci, ale to jeden kit.
I teraz dochodzimy do sedna: czy człowiek jest w stanie nie wchodzić w kontakt fizyczny (a w dalsze kolejności uzależnienie) z kimś, kto wywołuje ciarki na plecach jak nikt wcześniej i nie żałować takiej decyzji?
100% jest i 100% nie żałuje się 
Dlatego, że kiedy wiesz już co siedzi i w jaki sposób uruchamiają się pewne programy w Twojej podświadomości, potrafisz odróżnić taka zwykłą zwierzęca chemie od prawdziwego dopasowania. A tam gdzie ludzi nie łączy szczera chęć budowania czegoś na czystych zasadach i powoli, bez pospiechu i gorączki zbliżenia, tam nie ma dopasowania a jedynie uzupełniające się wzorce, które prowadzą do uwikłania/uzależnienia. Chemie łatwo pomylić z miłością, ale to jest iluzja.
Ty weszłaś w to bardzo głęboko, tak głęboko, że nie potrafisz bez emocji ocenić na ile ten facet pasuje do Ciebie jako partner, a na ile jest to projekcja oparta na tym, że cholernie Ci się podoba. A to można łatwo odróżnić, tylko trzeba pozwolic chemii opasć, a Ty robisz wszystko by ona trwała.