netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczylam swoje zycie

3 038 odpowiedzi418 675 wyświetleńzałożony przez kroteczka, 12.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Strony Poprzednia 1 … 29 30 31 32 33 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 951 do 2 015 z 3 039 ]

1 951

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Chodzi o to że zwykłą przyjaźń traktujesz jako romans.  Mój romans to zaledwie kilka miesięcy licząc od pierwszego pocałunku

Ta "przyjaźń" skończyła się w momencie, gdy stwierdziłaś, że ten facet jest "mega przystojny i mógłby mieć każdą,dziewczyny w pracy za nim piszczą, a to za Tobą lata" (cytat nie dosłowny). Oraz: w momencie, kiedy przestałaś w mężu widzieć partnera, tj. od pierwszej chwili gdy zaczęłaś porównywać go z nowym kolegą z pracy. Czyli w zasadzie ile od poznania go.. równo w chwili gdy zaczęliście rozmawiac, czy miesiąc później? To daje 7 lat i mały kawałek..to aż taka różnica?


Kiedy skończysz się oszukiwać..

1 952

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Może związek z mężem był przedłużeniem relacji rodzicielskiej. Dziecko trochę dojrzało i zapragnęło wyjść z domu, poszukać sobie faceta. Empatii mało - bo dzieci jej nie mają, poza tym dzieci oczekują od rodziców (tu: męża) akceptacji ich działań a nie czegoś tak dziwnego jak seks, uwodzenie, wreszcie wymaganie wierności.

1 953 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-02-19 00:33:04)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Może związek z mężem był przedłużeniem relacji rodzicielskiej. Dziecko trochę dojrzało i zapragnęło wyjść z domu, poszukać sobie faceta. Empatii mało - bo dzieci jej nie mają, poza tym dzieci oczekują od rodziców (tu: męża) akceptacji ich działań a nie czegoś tak dziwnego jak seks, uwodzenie, wreszcie wymaganie wierności.

Związek z mężem?
Mógł dość dobrze rokować dla kogoś, kto potrzebuje stałej bezwarunkowej akceptacji, troski i podziwu - przecież mąż długo uwodził księżniczkę.
Jednak późniejsze realia nie były bajkowe, więc...

1 954

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:

/.../mąż długo uwodził księżniczkę.
/.../

Może tak, stawiałem na to, że ten mąż to raczej z takich ktorzy "długo się starają" a nie długo uwodzą. I sobie Krotkę w końcu "wychodził", wystarał, wymęczył.

1 955

Odp: Zniszczylam swoje zycie

A ten wątek o grzecznych to gdzie znajdę?

A tutaj:
http://www.netkobiety.pl/t78053.html

1 956

Odp: Zniszczylam swoje zycie
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

/.../mąż długo uwodził księżniczkę.
/.../

Może tak, stawiałem na to, że ten mąż to raczej z takich ktorzy "długo się starają" a nie długo uwodzą. I sobie Krotkę w końcu "wychodził", wystarał, wymęczył.

Na pewno Krotka z dzisiejszej perspektywy widzi to podobnie do Ciebie, ale kto wie, jak to wyglądało w rzeczywistości i na czym polegało "wychodzenie, wystaranie, wymęczenie" big_smile

1 957 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-02-19 01:39:17)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Tzn. ja trochę krotke rozumiem w sensie braku pożądania do mężczyzny, który zamiast 'uwodzić' - przynajmniej na początku, to się po prostu 'starał' - to są dwa różne podejścia.

Inna sprawa, że one też mają swoje źródło i powód. To zawsze mężczyzna, który czuje, że wizualnie nie robi takiego wrażenia na kobiecie, która mu się podoba, traci "animusz" i zaczyna się..starać, co dodatkowo go pogrąża, jeśli robi to po ciapowatemu.

Z kolei facet, który samym wyglądem nadrabia -w znaczeniu jest w naszym typie, może z początku to uwodzenie ograniczyć do seksualnych aluzji, a i tak dostanie trochę forów i nie będzie to odbierane tak negatywnie cy odrzucało niż gdy robi to ktoś, kogo wygląd nas nie przekonuje.

To działa w 2 strony oczywiście.

Ja widzę sama po sobie, że jeśli dany samiec powoduje u mnie silne 'poruszenie' w dolnych odcinka kręgosłupa wink to jestem skłonna zareagować na jego nawet nieudolne próby zaczepki i potem, o ile tego nie spieprzy swoim brakiem inteligencji np. czy inną wtopą, to mu 'pomagam' , zachęcając na swój sposób poprzez wykazywanie zwrotnego zainteresowania. Choć oczywiście nie przymykam oko na wartości dla mnie istotne, czyli np. nie godzę się na jakieś 'układziki', pomimo że facet jest 'smoking hot' wink

A w przypadku, jak to chyba było z mężem krotki, gdy miałam podobnych adoratorów, to ich starania tylko wkurzały..a na pewno nie pomagałam im.

Więc jeśli na tym to "wychodzenie" sobie krotki polegało to to nie miało szans od początku.

Z kolei z kogucikiem, naszym gł. bohaterem tego wątku, krotka mogła szybko sprawę rozwiązać przedstawiając swoje oczekiwania lub - nie przystając na jego, czyli nie iść na kompromisy ze swoimi wartościami, bo zaprawdę przystojnych ogarniętych facetów nie brakuje, a krotka trochę zachowała się jakby był jedyny na świecie i on doskonale to wykorzystał, pokonał ja jej własna bronia i teraz z króliczka stała się poniekąd myśliwym.

1 958

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Więc jeśli na tym to "wychodzenie" sobie krotki polegało to to nie miało szans od początku.

Dla mnie "wychodzenie" w takim wydaniu nie miało szans nawet na finalizację w postaci zawarcia aktu małżeństwa, a co dopiero trwałego związku małżeńskiego. O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć motywy męża, który pistawił Krotkę na piedestale i czuł, że Pana Boga po nogach powinien porządnie wycałować, że obiekt jego westchnień i pożądania ostatecznie wpadł w jego ramiona, o tyle postępowania Krotki nijak pojąć nie mogę. W jakiś sposób musiał być dla niej atrakcyjny, że zechciała/zapragnęła się z nim związać. Upierdliwego marudę posłalaby do diabła albo na zieloną trawkę.

1 959

Odp: Zniszczylam swoje zycie

W jakiś sposób musiał być dla niej atrakcyjny, że zechciała/zapragnęła się z nim związać.

No napisała, że był 'atrakcyjny' w znaczeniu stabilny emocjonalnie, dający bezpieczeństwo, troskę, uwagę, etc. Ale nie dawał emocji, pożądania..

"Idealny" na męża z rozsądku. hmm

1 960

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

W jakiś sposób musiał być dla niej atrakcyjny, że zechciała/zapragnęła się z nim związać.

No napisała, że był 'atrakcyjny' w znaczeniu stabilny emocjonalnie, dający bezpieczeństwo, troskę, uwagę, etc. Ale nie dawał emocji, pożądania..

"Idealny" na męża z rozsądku. hmm

Czy kobieta, która czuje sie atrakcyjna -(w szerokim znaczeniu tego słowa, nie ograniczonym do fizyczności) wychodzi za mąż z rozsądku?

1 961

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Czy kobieta, która czuje sie atrakcyjna -(w szerokim znaczeniu tego słowa, nie ograniczonym do fizyczności) wychodzi za mąż z rozsądku?

NIE. smile

Wychodzi taka, która nie jest pewna, że znajdzie partnera, który by jej odpowiadał w 100%, czyli niepewna siebie do końca.
Choć pozornie może takie wrażenie sprawiać.


I dokładnie tak było w tym przypadku, to kochanek był dla krotki katalizatorem do odkrycia swoich pragnień i siebie jako kobiety.

Do tej pory krotka być może i była zaczepiana i adorowana przez mężczyzn, ale jak sama przyznała, w większości nie w jej typie, czyli jakby nie liczy się wink Dopiero kochanek był w typie i krotka "złapała wiatr w żagle" jako kobieta, poczuła, że może mieć faceta, którego mogłaby też pożądać. Tzn. w tym przypadku 'mieć' w znaczeniu tego brakującego elementu w jej relacji z mężem, bo z kochankiem nie będzie z innych powodów - to gówniarz jeśli o inteligencje emocjonalna chodzi.

1 962

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Czy kobieta, która czuje sie atrakcyjna -(w szerokim znaczeniu tego słowa, nie ograniczonym do fizyczności) wychodzi za mąż z rozsądku?

NIE. smile

Wychodzi taka, która nie jest pewna, że znajdzie partnera, który by jej odpowiadał w 100%, czyli niepewna siebie do końca.
Choć pozornie może takie wrażenie sprawiać.


I dokładnie tak było w tym przypadku, to kochanek był dla krotki katalizatorem do odkrycia swoich pragnień i siebie jako kobiety.

Do tej pory krotka być może i była zaczepiana i adorowana przez mężczyzn, ale jak sama przyznała, w większości nie w jej typie, czyli jakby nie liczy się wink Dopiero kochanek był w typie i krotka "złapała wiatr w żagle" jako kobieta, poczuła, że może mieć faceta, którego mogłaby też pożądać. Tzn. w tym przypadku 'mieć' w znaczeniu tego brakującego elementu w jej relacji z mężem, bo z kochankiem nie będzie z innych powodów - to gówniarz jeśli o inteligencje emocjonalna chodzi.

Pewnie racja smile
Nic bardziej logicznego nie przychodzi mi do głowy.

Kurcze, szkoda tego męża sad

1 963

Odp: Zniszczylam swoje zycie

No szkoda, pewnie.
Tylko, że on też nie należy do ludzi o wysokiej świadomości, mówiąc delikatnie wink skoro brnął w małżeństwo z kobietą, która odwzajemniała jego zaloty, a później uczucie tyle o ile.. Przecież takie rzeczy jak brak zaangażowania emocjonalnego u partnera/-ki się doskonale wyczuwa, chyba że człowiek się mocno uprze żeby wyprzeć wszelkie objawy. Chociaż i tak uczucia samotności w takim związku niczym nie przykryje.
No co tu dużo gadać..mąż-desperat. Tez raczej nie ktoś, kto przesadnie wierzy w siebie i ma wysokie poczucie wartości.

1 964 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-02-19 09:51:52)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

...
Przecież takie rzeczy jak brak zaangażowania emocjonalnego u partnera/-ki się doskonale wyczuwa, chyba że człowiek się mocno uprze żeby wyprzeć wszelkie objawy. Chociaż i tak uczucia samotności w takim związku niczym nie przykryje.
No co tu dużo gadać..mąż-desperat. Tez raczej nie ktoś, kto przesadnie wierzy w siebie i ma wysokie poczucie wartości.

Hę...przerobiałam osobiście taką desperację i chociaż z dzisiejszej perspektywy moja opinia pokrywa się z Twoją, to gdy jedzie się na autopilocie mechanizmy obronne działają perfect i tylko od czasu do czasu ma się nieznośne poczucie pustki. Ja nawet miałam obok siebie wnikliwego obserwatora, który wcale nie musiałał być blisko mojego związku ale znać mnie dość dobrze, żeby mówić mi wprost, jak się rzeczy mają. Ale ja oczywiście "wiedziałam" lepiej big_smile Czyli standard. Brrrrr....
Niemniej świetnie czuję desperację męża Krotki, bo jak jeszcze postawił Krotkę na piedestale i nawet brał  pod uwagę, że moźe się zadłużyć, to mógł - podobnie jak ja - wierzyć w to, że ona w takiej sytuacji po prostu przyjdzie i opowie szczerze, jak wygląda sytuacja, żeby nie ciągnąć niepotrzebnie farsy małżeństwa. Zresztą kto wie, czy tak nie odebrał "spowiedzi" Krotki i teraz żyje w błogim przeświadczeniu, że Krotka jest wspaniała i w sobie poszukuje winy za rozpad związku.

1 965

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Czyli, co, Krotka, przy takim założeniu, wybierając męża na męża, intuicyjnie dokonała najlepszego w życiu wyboru. Nie potrafiąc kochać i szanować siebie, poszukując całkowitej akceptacji i bojąc się odrzucenia wybrała mężczyznę, który najlepiej i najpełniej zaspokajał wszystkie jej potrzeby. Potem z jakichś przyczyn na fali tego strachu o odrzucenie podświadomie do niego doprowadziła - wchodząc w związek oparty na niczym, na emocji, na pożądaniu (którego jej jedynie brakowało, jak sądziła). I sobie wmówiła, że tego właśnie potrzebowała, że to był najistotniejszy brak w jej życiu. I już widzi, że zaspokojenie tego braku nie było tym czego rzeczywiście potrzebowała, bo to wszystko miała w relacji z mężem.  Tego, że miała nie chce zobaczyć, bo jak sobie to uświadomi to  dopiero się zacznie problem. Ona wybrała niby bo "lepszy się nie trafi" ale w istocie wybrała najlepszego. A mąż - też nie potrafił kochać siebie, musi (musiał) mieć jakieś również problemy, że wybrał osobę, która tak nie szanuje siebie (a tym samym innych) i wstawił ją na piedestale. Ciekawa jestem, czy też miał z boku osobę, która to widziała (czy Krotka teściowie i rodzeństwo męża Ciebie akceptują?), ale widział lepiej. Też pewnie czuł pustkę, będąc jednak w zachwycie nad tym, że taka jak Krotka go zechciała, również nie inwestował w związek, bo wpatrywanie się w zachwycie zatrzymuje rozwój wpatrującego się i związku.  W pewnym sensie się uzupełniali w tych brakach i pustkach. I tylko szkoda, że  żadne z nich wcześniej nie zorientowało się w czym tkwi. Bo ten związek był do poukładania. Trochę strącona z piedestału Krotka zaczęłaby się starać i wypełniłaby pustkę u męża. Gdyby się odsłoniła wcześniej mąż mógłby zobaczyć w niej człowieka a nie boginię i też byłaby szansa. Szkoda.

1 966

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:

/.../

Kurcze, szkoda tego męża sad

Przypomina mi się Piotr "Ratujący żonę z toksycznej miłości..." - tyle, że tam dziewczyna mogła wykazać się nawet pewną chęcią "uwodzącą" żeby zdobyć faceta który zapewniał byt i opiekę. Potem lata braku porozumienia z kimś działającym ma jej poziomie intelektualnym i emocjonalnym, lata udawania "lepszej niż jest"  wygłodziły ją maksymalnie - teraz bierze za to odwet - odrzucając wszystkie hamulce .

1 967 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-02-19 15:28:18)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
złata napisał/a:

Czyli, co, Krotka, przy takim założeniu, wybierając męża na męża, intuicyjnie dokonała najlepszego w życiu wyboru.

Świat zastany wydaje się jedynym możliwym. Własna osobowość, własne ja wydaje się jedynym możliwym. Pisałem tu kiedyś o dzieciach, które od urodzenia nie umieją rozpoznawać twarzy - one nie SKARŻĄ się na problem, bo nigdy nie wiedziały "jak powinno być". Nikt w związku z tym nikt nie rozumie ich zachowań (np. tego, że są w stanie zaprzyjaźnić się TYLKO z "najwyższym w klasie" lub "jedynym rudym") - właśnie dlatego, że potrafią go bezbłędnie rozpoznać wśród innych dzieci klasy przedszkolnej, więc powtarzalność identyfikacji osoby formuje w nich jej obraz i empatię wobec niej.

Podobnie dokonując wyboru na męża można z bieżącej perspektywy zobaczyć tylko tyle ile się może.

1 968

Odp: Zniszczylam swoje zycie
złata napisał/a:

Bo ten związek był do poukładania. Trochę strącona z piedestału Krotka zaczęłaby się starać i wypełniłaby pustkę u męża. Gdyby się odsłoniła wcześniej mąż mógłby zobaczyć w niej człowieka a nie boginię i też byłaby szansa. Szkoda.

Twoim zdaniem gdyby mąż mnie zrzucił z piedestalu, zwiazek był do uratowania?

1 969

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

W jakiś sposób musiał być dla niej atrakcyjny, że zechciała/zapragnęła się z nim związać.

No napisała, że był 'atrakcyjny' w znaczeniu stabilny emocjonalnie, dający bezpieczeństwo, troskę, uwagę, etc. Ale nie dawał emocji, pożądania..

"Idealny" na męża z rozsądku. hmm

Jednak był na tyle atrakcyjny że się zdecydowałam.  To był mój największy błąd bo skrzywdziłam przede wszystkim jego.
Żaden facet nie wywoływał u mnie takich reakcji jak kochanek po prostu nie wiedziałam że takie coś jest możliwe. Miałam kilku chłopaków,  miałam kolegów,  nikt nie wywołał u mnie tego co się stało wiele lat później.

1 970 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-02-19 17:09:45)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Żaden facet nie wywoływał u mnie takich reakcji jak kochanek po prostu nie wiedziałam że takie coś jest możliwe. Miałam kilku chłopaków,  miałam kolegów,  nikt nie wywołał u mnie tego co się stało wiele lat później.

Krotka,
Ja nadal "obstawiam", że największym atrybutem i wabikiem kochanka było dla Ciebie to, źe ta relacja nie wymagała od Ciebie bliskości, że mogłaś kontrolować poziom swojej otwartości i miałaś pewność, że kochanek wcale nie chce być z Tobą blisko.

Miłosć wymaga wyjścia z warownej fortecy, który każdy sobie buduje, aby świat go nie dotknął. Można odpuścić konrrolę, opuścić gardę, zdjąć maskę i przestać skupiać się nad swoją obroną i swoim bezpieczeństwem, bo nie można być naprawdę blisko a jednocześnie ukrywać jakąś część siebie. Budowanie relacji to otwieranie się na siebie, a ukrywanie, stawianie murów czy zasieków przeważnie oznacza, że się boimy.
Czego?  Może odrzucenia, może cierpienia, może poniżenia.
Skąd te obawy? Z doświadczeń. Właśnie po te doświadczenia trzeba sięgnąć w głąb siebie.
Trudne przeżycia i doświadczenia dotyczące emocji i bliskości to braki, które mogą działać jak magnes, przyciągający podobne negatywne doświadczenia.
Nic nie stoi na przeszkodzie, aby takim relacjom z deficytem bliskości towarzyszył ocean emocji, w których partnerzy są uwikłani i mają zapętlone z sobą role, jak Ty i Twój kochanek.

1 971

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Elle88 napisał/a:

W jakiś sposób musiał być dla niej atrakcyjny, że zechciała/zapragnęła się z nim związać.

No napisała, że był 'atrakcyjny' w znaczeniu stabilny emocjonalnie, dający bezpieczeństwo, troskę, uwagę, etc. Ale nie dawał emocji, pożądania..

"Idealny" na męża z rozsądku. hmm

Jednak był na tyle atrakcyjny że się zdecydowałam.  To był mój największy błąd bo skrzywdziłam przede wszystkim jego.
Żaden facet nie wywoływał u mnie takich reakcji jak kochanek po prostu nie wiedziałam że takie coś jest możliwe. Miałam kilku chłopaków,  miałam kolegów,  nikt nie wywołał u mnie tego co się stało wiele lat później.

Co zrobilas ? Kogo przede wszystkim? skrzywdzilas  Kroteczko ?

1 972

Odp: Zniszczylam swoje zycie

To tylko takie gdybanie, Krotka. Możliwe, ze tak, bo wtedy może wzbudziłby Twoje zainteresowanie i byłaby jakaś równowaga a nie układ "ten gorszy z tą lepszą". Możliwe również, że to zrzucenie z piedestału spowodowałoby powstanie jakiejś Twojej urazy, no bo jak to "taki on, taką mnie".  Albo też mężowi, by nie odpowiadała taka nieidealna. To co się działo w Waszym małżeństwie przed Twoim zaangażowaniem nie zależało tylko od męża a od Was obojga. No wiesz, żeby nie było, że postawa męża wepchnęła Cię w związek uboczny, bo tak nie jest.
ET, dokonując wyborów uwzględnia się to co można, dane do jakich ma się dostęp, tylko jak to jest, że po latach, w jakiejś kryzysowej sytuacji okazuje się, że to co się zadziało po latach było mocno sygnalizowane już od samego początku i z jakichś względów "te dane"  wówczas były odrzucone. Przyszłość pisała o jeździe na autopilocie i nie dopuszczaniu do siebie słów innych osób, a ja spotkałam się z przypadkiem "zlekceważenia" nie tylko słów osób trzecich ale i ewidentnych zachowań tego wybranego.

1 973

Odp: Zniszczylam swoje zycie

jakby ten kochanek mial z nia zyc, byc jej mezem to by stal sie tym samym mezem co ten
stara historia
tutaj pozadanie buduje ten brak pelnej bliskosci i niepewnosc, zwroty akcji, dramaturgia, hustawka ze sie "zdradza" i dylematy moralne
dobre diagnozy smile

1 974

Odp: Zniszczylam swoje zycie
złata napisał/a:

To tylko takie gdybanie, Krotka. Możliwe, ze tak, bo wtedy może wzbudziłby Twoje zainteresowanie i byłaby jakaś równowaga a nie układ "ten gorszy z tą lepszą". Możliwe również, że to zrzucenie z piedestału spowodowałoby powstanie jakiejś Twojej urazy, no bo jak to "taki on, taką mnie".  Albo też mężowi, by nie odpowiadała taka nieidealna. To co się działo w Waszym małżeństwie przed Twoim zaangażowaniem nie zależało tylko od męża a od Was obojga. No wiesz, żeby nie było, że postawa męża wepchnęła Cię w związek uboczny, bo tak nie jest.
ET, dokonując wyborów uwzględnia się to co można, dane do jakich ma się dostęp, tylko jak to jest, że po latach, w jakiejś kryzysowej sytuacji okazuje się, że to co się zadziało po latach było mocno sygnalizowane już od samego początku i z jakichś względów "te dane"  wówczas były odrzucone. Przyszłość pisała o jeździe na autopilocie i nie dopuszczaniu do siebie słów innych osób, a ja spotkałam się z przypadkiem "zlekceważenia" nie tylko słów osób trzecich ale i ewidentnych zachowań tego wybranego.

Zakłądam, że dokonując retrospekcji po latach znowu uważa się swój stan za jedyny możliwy i jedynie słuszny. Człowiek praktycznie nie ma możliwości wyobrazić sobie poprawnie stanu swojej świadomości i nieświadomości np 8-10 lat temu. Zatem z perspektywy czasu wie, że były "znaki" - bo stopniowo coraz bardziej dawały o sobie "znać". Ale wtedy były zapewne tłem, szumem informacyjnym, na którym w polu świadomości ujawniały się inne stokroć ważniejsze wtedy informacje.

1 975

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:

/.../
Krotka,
Ja nadal "obstawiam", że największym atrybutem i wabikiem kochanka było dla Ciebie to, źe ta relacja nie wymagała od Ciebie bliskości, że mogłaś kontrolować poziom swojej otwartości i miałaś pewność, że kochanek wcale nie chce być z Tobą blisko./.../

Krotka ukrywa się przed całym światem, prowadzi z nim swoją prywatną grę, więc do jej "intymnego małego świata" nie może mieć dostępu nikt. I dlatego jak tu pisano zarówno z mężem jak i z kochankem jest przeraźliwie samotna. I nawet nie będzie wiedziała że MOŻNA INACZEJ - że nasze wnętrzne jest przedmiotem i podmiotem WYMIANY z osobą kochaną, a w tym co na ten temat się pisze - włącznie z tym co piszę teraz -  zobaczy tylko "szum informacyjny"  - literki mówiące coś o jakiś wymysłach filozofów ;-) niepowiązane z jej aktualnymi celami.

Taki już los Kroteczki...

A BTW, czy to możliwe, że obrona tej wewnętrznej "przestrzeni"  może być tak istotnym celem dla człowieka, że boi się nawiązać prawdziwą bliskość? Aż się dziwię -  słabo to czuję.

1 976 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-02-19 18:23:09)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
EXTRA_terrestrial napisał/a:

...
A BTW, czy to możliwe, że obrona tej wewnętrznej "przestrzeni"  może być tak istotnym celem dla człowieka, że boi się nawiązać prawdziwą bliskość? Aż się dziwię -  słabo to czuję.

Dziwisz się, bo nie masz złych doświadczeń, czy brakuje Tobie wyobraźni, aby poczuć, że "wystawienie się" może dla "wystawcy" skończyć się emocjonalnym bólem? ;-)

1 977

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

...
A BTW, czy to możliwe, że obrona tej wewnętrznej "przestrzeni"  może być tak istotnym celem dla człowieka, że boi się nawiązać prawdziwą bliskość? Aż się dziwię -  słabo to czuję.

Dziwisz się, bo nie masz złych doświadczeń, czy brakuje Tobie wyobraźni, aby poczuć, że "wystawienie się" może dla "wystawcy" skończyć się emocjonalnym bólem? ;-)

EXTRA, Przyszłość nie wiem dlaczego tak boję się otworzyć.  Może dlatego bo rodzice zawsze chcieli abym była idealna a ja wiedząc że taka nie jestem,  schowałam swoje wnętrze przed światem.

1 978

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

...
A BTW, czy to możliwe, że obrona tej wewnętrznej "przestrzeni"  może być tak istotnym celem dla człowieka, że boi się nawiązać prawdziwą bliskość? Aż się dziwię -  słabo to czuję.

Dziwisz się, bo nie masz złych doświadczeń, czy brakuje Tobie wyobraźni, aby poczuć, że "wystawienie się" może dla "wystawcy" skończyć się emocjonalnym bólem? ;-)

Mam mnóstwo złych doświadzeń :-). Ale też wystarczająco dużo dobrych aby nie rezygnować. Wydaje mi się, że aby nie rozumieć, że satysfakcja z bycia z drugą osobą płynie też z faktu nie ukrywania się za barykadą, potrzebne byłoby aby WSZYSTKIE kluczowe (kształtujące/znaczące) doświadczenia człowieka z bliskością kończyły się porażką. To tak jakoś musiałoby być.

1 979

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Może dlatego bo rodzice zawsze chcieli abym była idealna a ja wiedząc że taka nie jestem,  schowałam swoje wnętrze przed światem.

Bingo!
Rodzice nie zdają sobie sprawy, że tak samo można skrzywdzić dziecko odmawiając mu realnej oceny jego jako osoby, zachowania, predyspozycji, itp. a zamiast tego stawianiem go na piedestał. Potem przychodzi zderzenie z rzeczywistością i człowiek widzi jak bardzo jest niedoskonały i obwinia się o to, bo rodzice nie dali mu szansy zaakceptować faktu, że bycie sobą nie polega na byciu idealnym, ale na niepowtarzalności i unikalności, w którą wpisane są pewne 'wady' tak wyglądu jak i charakteru.

Czasem obserwując narcystyczne zaburzenia osobowości, jak tutaj powstałe na bazie iluzorycznego obrazu siebie wtłoczonego przez rodziców, zastanawiam się co jest trudniejsze.. Ja miałam odwrotnie- mnie nikt nie chwalił, raczej całe życie byłam albo ganiona przez rodziców na różne sposoby, albo niezauważana. Do prawdy o sobie musiałam dojść sama, rodzice mi nie pomagali, wręcz utrudniali. Była przemoc psychiczna i czasem fizyczna.

Ale jak tak sobie myślę.. nie ma sensu porównywać, którzy rodzice bardziej skrzywili obraz rzeczywistości dziecku.
Twój przykład jest tylko dowodem, że nie da się zbudować tożsamości na nieustannych pochwałach, które nie mają żadnego umocowania w osiągnięciach i opierają się głównie na projekcji cech na dziecko, które rodzice sami chcieliby posiadać.
Potem mamy inwalidów emocjonalnych, którzy operują wyłącznie na skrajnościach, a wszystko co "normalne" i po środku wydaje się nudne i poniżej możliwości.

1 980 Ostatnio edytowany przez złata (2015-02-19 20:20:32)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Czasami tak jest,  że rodzice wcale na piedestał nie wrzucają, a dziecko i tak ma potrzebę bycia idealnym, nie pozwala sobie na błędy i np nie potrafi poprosić o pomoc, bierze ciężary ponad siły, ukrywa słabości i najzywczajniej cierpi. Poza tym, gdyby nawet były zranienia z dzieciństwa one mogą tylko uzasadniać a nie usprawiedliwiać, bo w końcu od czegoś ma się własną głowę. Mam pod wyłączną pieczą kilka, właśnie dziewczynek, i chciałabym jak najmniej zranień im zafundować i wyposażyć w umiejętność empatii, by nie krzywdziły i miłość do siebie, by się nie dawały krzywdzić. Każda inna, każda właśnie niepowtarzalna, choć to najtrudniej im przekazać, bo się w oczach pozostałych przeglądają. Ech, trudne to wszystko. Może czasem lepiej (łatwiej) byłoby nie zastanawiać się, nie widzieć tych zależności.
Kroteczka, chcesz się wyzwolić z kochanka, zapytaj, czy zazdrości Twojemu mężowi, czy chciałby być na jego miejscu.... (że też te chłopy tak sobie kobiety podbierają i nie żal im drugiego faceta). W tej całej trudnej sytuacji mogę mieć dla Ciebie jedno pocieszenie, będziesz kiedyś gdzieś tam rozliczana z czynów według talentów jakie posiadasz, umiejetności korzystania z nich.

1 981

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Twój przykład jest tylko dowodem, że nie da się zbudować tożsamości na nieustannych pochwałach, które nie mają żadnego umocowania w osiągnięciach i opierają się głównie na projekcji cech na dziecko, które rodzice sami chcieliby posiadać.

Nie no, umocowanie w rzeczywistości to było, bo faktycznie byłam zawsze najlepsza w klasie, przewodnicząca klasy. Potem dostałam się super trudne, prestiżowe studia.
Uprawiałam zawodniczo jedna z dyscyplin sportowych. Rodzice nie byli tacy głupi,  bo są wykształceni i inteligentni. Jakby nie widzieli potencjału to by nie chwalili.  Jednak ja nie byłam idealna. Ale oni tego nie dopuszczali do siebie. Zresztą teraz są w szoku z tym moim małżeństwem, jak to możliwe że mi się nie udało? Oczywiście czuję się winna, oni takie dobre małżeństwo, dawali przykład i co? Oni sądzą że to chwilowe że się pogodzimy. Jakby się dowiedzieli o kochanku byłaby śmiertelna obraza.

1 982

Odp: Zniszczylam swoje zycie
złata napisał/a:

Czasami tak jest,  że rodzice wcale na piedestał nie wrzucają, a dziecko i tak ma potrzebę bycia idealnym, nie pozwala sobie na błędy i np nie potrafi poprosić o pomoc, bierze ciężary ponad siły, ukrywa słabości i najzywczajniej cierpi. Poza tym, gdyby nawet były zranienia z dzieciństwa one mogą tylko uzasadniać a nie usprawiedliwiać, bo w końcu od czegoś ma się własną głowę. Mam pod wyłączną pieczą kilka, właśnie dziewczynek, i chciałabym jak najmniej zranień im zafundować i wyposażyć w umiejętność empatii, by nie krzywdziły i miłość do siebie, by się nie dawały krzywdzić. Każda inna, każda właśnie niepowtarzalna, choć to najtrudniej im przekazać, bo się w oczach pozostałych przeglądają. Ech, trudne to wszystko. Może czasem lepiej (łatwiej) byłoby nie zastanawiać się, nie widzieć tych zależności.
Kroteczka, chcesz się wyzwolić z kochanka, zapytaj, czy zazdrości Twojemu mężowi, czy chciałby być na jego miejscu.... (że też te chłopy tak sobie kobiety podbierają i nie żal im drugiego faceta). W tej całej trudnej sytuacji mogę mieć dla Ciebie jedno pocieszenie, będziesz kiedyś gdzieś tam rozliczana z czynów według talentów jakie posiadasz, umiejetności korzystania z nich.

Czy kochanek zazdrości mężów?  Nie muszę pytać,  wiem że tak. Zresztą on go nie znosi, nigdy tego nie powiedział ale ja wiem z jego reakcji, jeszcze jak nie byliśmy parą mówił pewne rzeczy o tym świadczące. Potem starałam się o nim nie mówic bo widziałam jak tracił humor od razu.

1 983

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Krotka, ale mi nie chodziło o osiągnięcia typu studia, praca, prestiż, itp. - to są zewnętrzne artefakty. Tylko właśnie o to, że oni Cię przez to nauczyli, że jesteś tyle warte, ile Twoje materialne osiągnięcia, stopnie w szkole, dobra praca, etc.
I projektowali to na Ciebie. Zostałaś tak zaprogramowana żeby sprostać ich wymaganiom, a zgubiłaś w tym totalnie siebie, nie nauczyłaś się co Ty tak naprawdę lubisz, kim jesteś , bez tych wszystkich "ozdobników", z którymi nauczono Cię się utożsamiać.

Rodzice nieświadomie zrobili z Ciebie narcyza. Narcyz na głębszym poziomie nie akceptuje siebie, ale przywdziewa różne maski by świat zewnętrzny widział go jako ideał. Partner narcyza również musi być idealny, bo ten nie przyjmie nic poniżej najwyższego poziomu doskonałości, a jeśli "przyjmie" to tylko dlatego, że druga osoba spełnia jego jakieś zachcianki i jest mu z nią wygodnie, ale jej nie pokocha. Partner narcyza nie może mieć żadnych skaz -poza moralnymi - na ten aspekt akurat nie zwraca szczególnej uwagi, bo sam się w tym co wypada, a czego nie nie orientuje, kieruje się tylko tym co z zewnątrz prezentuje jakąś wartość i na tej podstawie projektuje całą resztę cech.

Mąż był tą wygodna opcją, kochanek jest 'ideałem' - na pewno z wyglądu i prezentuje wszystkie zewnętrzne objawy wysokiej wartości i prestiżu, gorzej z podstawowymi wartościami - tu jest totalna lipa, ale krotka tego nie widzi, bo te "dobre" cechy przykryły resztę syfu.

Napisałaś, że nigdy do żadnego mężczyzny wcześniej nie czułaś tego, co do kochanka.
To ja Ci mogę podać przykład z mojego życia na świeżo.

Ostatnio poznałam faceta, który wizualnie jest dla mnie ideałem, zainteresowania i pewność siebie- wszystko 'in plus', choć u mnie to nie idzie w stronę prestiżu, bardziej sztuki, ale nieistotne.
I teraz, parę lat temu, na pewno uległabym pierwszemu wrażeniu i chemia zaprowadziłaby mnie do luźnego układu z nim, bo facet z góry zapowiedział, że nic innego go na tym etapie nie interesuje. U Ciebie było podobnie, tyle że powód inny - byliście zajęci, ale to jeden kit.
I teraz dochodzimy do sedna: czy człowiek jest w stanie nie wchodzić w kontakt fizyczny (a w dalsze kolejności uzależnienie) z kimś, kto wywołuje ciarki na plecach jak nikt wcześniej i nie żałować takiej decyzji?
100% jest i 100% nie żałuje się smile

Dlatego, że kiedy wiesz już co siedzi i w jaki sposób uruchamiają się pewne programy w Twojej podświadomości, potrafisz odróżnić taka zwykłą zwierzęca chemie od prawdziwego dopasowania. A tam gdzie ludzi nie łączy szczera chęć budowania czegoś na czystych zasadach i powoli, bez pospiechu i gorączki zbliżenia, tam nie ma dopasowania a jedynie uzupełniające się wzorce, które prowadzą do uwikłania/uzależnienia. Chemie łatwo pomylić z miłością, ale to jest iluzja.
Ty weszłaś w to bardzo głęboko, tak głęboko, że nie potrafisz bez emocji ocenić na ile ten facet pasuje do Ciebie jako partner, a na ile jest to projekcja oparta na tym, że cholernie Ci się podoba. A to można łatwo odróżnić, tylko trzeba pozwolic chemii opasć, a Ty robisz wszystko by ona trwała.

1 984 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-02-19 21:45:47)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Przyszłość napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

...
A BTW, czy to możliwe, że obrona tej wewnętrznej "przestrzeni"  może być tak istotnym celem dla człowieka, że boi się nawiązać prawdziwą bliskość? Aż się dziwię -  słabo to czuję.

Dziwisz się, bo nie masz złych doświadczeń, czy brakuje Tobie wyobraźni, aby poczuć, że "wystawienie się" może dla "wystawcy" skończyć się emocjonalnym bólem? ;-)

Mam mnóstwo złych doświadzeń :-). Ale też wystarczająco dużo dobrych aby nie rezygnować. Wydaje mi się, że aby nie rozumieć, że satysfakcja z bycia z drugą osobą płynie też z faktu nie ukrywania się za barykadą, potrzebne byłoby aby WSZYSTKIE kluczowe (kształtujące/znaczące) doświadczenia człowieka z bliskością kończyły się porażką. To tak jakoś musiałoby być.

ET, nie widzisz sprzeczności w swoich słowach powyżej?
Skoro dla Ciebie WYSTARCZAJĄCA ilość dobrych doświadczeń "przykryła" porażki związane z negatywnymi przeżyciami, to dlaczego sądzisz, że ukrywanie się przed bliskością za barykadą jest spowodowane klęską we WSZYSTKICH kluczowych doświadczeniach i przeżyciach?
Myślę, że Twoje osobiste spostrzeżenie jest jednak bliższe prawdy :-)

Hm...tylko zastanawiam się, co znaczy WYSTARCZAJĄCA liczba dobrych doświadczeń dla poszczególnych osób...

1 985

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Nie no, umocowanie w rzeczywistości to było, bo faktycznie byłam zawsze najlepsza w klasie, przewodnicząca klasy. Potem dostałam się super trudne, prestiżowe studia.
Uprawiałam zawodniczo jedna z dyscyplin sportowych. Rodzice nie byli tacy głupi,  bo są wykształceni i inteligentni. Jakby nie widzieli potencjału to by nie chwalili.  Jednak ja nie byłam idealna. Ale oni tego nie dopuszczali do siebie.

Nie tylko nasze historie z kochankami zaczęły się podobnie. Ja też byłam najlepsza w klasie, dostałam się na prestiżowe studia. A sport nie tylko rekreacyjny towarzyszył mi od wczesnych lat podstawówki po koniec studiów. I nawet nie jedna dyscyplina a kilka. Brałam udział w wielu zawodach, często z dużym sukcesem. Nawet myślałam o AWF-ie, ale z innych przedmiotów też się wyróżniałam. W końcu pomyślałam sport to sport, zawsze można traktować jako hobby, ale porządny zawód warto mieć. I tez byłam uważana za 'golden child' i przez rodziców jak i otoczenie, choć miałam swoje wady.
Przypadek? Ciekawe...

1 986

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Krotka, ale mi nie chodziło o osiągnięcia typu studia, praca, prestiż, itp. - to są zewnętrzne artefakty. Tylko właśnie o to, że oni Cię przez to nauczyli, że jesteś tyle warte, ile Twoje materialne osiągnięcia, stopnie w szkole, dobra praca, etc.
I projektowali to na Ciebie. Zostałaś tak zaprogramowana żeby sprostać ich wymaganiom, a zgubiłaś w tym totalnie siebie, nie nauczyłaś się co Ty tak naprawdę lubisz, kim jesteś , bez tych wszystkich "ozdobników", z którymi nauczono Cię się utożsamiać.

Rodzice nieświadomie zrobili z Ciebie narcyza. Narcyz na głębszym poziomie nie akceptuje siebie, ale przywdziewa różne maski by świat zewnętrzny widział go jako ideał. Partner narcyza również musi być idealny, bo ten nie przyjmie nic poniżej najwyższego poziomu doskonałości, a jeśli "przyjmie" to tylko dlatego, że druga osoba spełnia jego jakieś zachcianki i jest mu z nią wygodnie, ale jej nie pokocha. Partner narcyza nie może mieć żadnych skaz -poza moralnymi - na ten aspekt akurat nie zwraca szczególnej uwagi, bo sam się w tym co wypada, a czego nie nie orientuje, kieruje się tylko tym co z zewnątrz prezentuje jakąś wartość i na tej podstawie projektuje całą resztę cech.

Mąż był tą wygodna opcją, kochanek jest 'ideałem' - na pewno z wyglądu i prezentuje wszystkie zewnętrzne objawy wysokiej wartości i prestiżu, gorzej z podstawowymi wartościami - tu jest totalna lipa, ale krotka tego nie widzi, bo te "dobre" cechy przykryły resztę syfu.

Zgadzam sie że przez zadowalanie rodziców zgubiłam siebie.

Ale jeśli chodzi o diagnozę partnerów to raczej mąż jest ideałem - jesli chodzi o prestiż,  inteligencję,  wygląd, cechy osobowości - co z tego jak mnie nie pociągal tak na prawdę.  Kochanek zdecydowanie jest mniej idealny - choć dużo bardziej do mnie podobny.

1 987

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Anastacja, a to mało jest ludzi z sukcesami na studiach, dobrym zawodem i ze świetną figura uważasz? Serio? smile

Bo jak tak czytam te ochy i achy to mam wrażenie, że wy dziewczyny naprawdę piejecie z zachwytu nad czymś, co dla mnie jest drugorzędne zupełnie o tyle, o ile z drugą osoba nie mam wspólnego języka.
Naprawdę aż tak się tym dowartościowujesz?

1 988

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ale jeśli chodzi o diagnozę partnerów to raczej mąż jest ideałem - jesli chodzi o prestiż,  inteligencję,  wygląd, cechy osobowości - co z tego jak mnie nie pociągal tak na prawdę.  Kochanek zdecydowanie jest mniej idealny - choć dużo bardziej do mnie podobny.

To się zgadza z tym co napisałam powyżej do Anastacji odnośnie wspólnego języka, wtedy kwestie osiągnięć schodzą na dalszy plan.
To teraz pomyśl na d tym, co to za cechy konkretnie bardzo, które wg Ciebie macie z kochankiem podobne. Nazwij je, bo to pomoże Ci zobaczyć je w sobie i sie pomału odnaleźć.

1 989

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Anastacja, a to mało jest ludzi z sukcesami na studiach, dobrym zawodem i ze świetną figura uważasz? Serio? smile

Bo jak tak czytam te ochy i achy to mam wrażenie, że wy dziewczyny naprawdę piejecie z zachwytu nad czymś, co dla mnie jest drugorzędne zupełnie o tyle, o ile z drugą osoba nie mam wspólnego języka.
Naprawdę aż tak się tym dowartościowujesz?

Elle88, nów sprowadzasz wszystko do nie wiem czego... oczywiście że jest masa i zdolniejszych, inteligentniejszych i piękniejszych i z większymi sukcesami...
Już wcześniej odpowiadając na Twoje zarzuty że rozmawiam z Kroteczką na płaszczyźnie ja - kochanka zamydlam obraz bo moja sytuacja jest inna... ale jak i wtedy wspomniałam wiele nieprawdopodobnie wspólnych i jak przeczytałam jej tamten post - pierwsze co pomyślałam i znów coś wspólnego.. to dla mnie ciekawe (może dla Ciebie nie)
Szczególnie w kontekście, że wiele się mówi ze kochankami zostają kobiety nie znające własnej wartości, mające kompleksy...
A w moim i jak widać Kroteczki przypadku tak nie jest..

1 990

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Szczególnie w kontekście, że wiele się mówi ze kochankami zostają kobiety nie znające własnej wartości, mające kompleksy...

Anacjacja,
A co Ciebie obchodzi co myślą, mówią inni?
Żyj dziewczyno swoim życiem, ciesz się swoim szczęściem i proszę nie mieszaj już w głowie Krotce.

1 991

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Nie tylko nasze historie z kochankami zaczęły się podobnie. Ja też byłam najlepsza w klasie, dostałam się na prestiżowe studia. A sport nie tylko rekreacyjny towarzyszył mi od wczesnych lat podstawówki po koniec studiów. I nawet nie jedna dyscyplina a kilka. Brałam udział w wielu zawodach, często z dużym sukcesem. Nawet myślałam o AWF-ie, ale z innych przedmiotów też się wyróżniałam. W końcu pomyślałam sport to sport, zawsze można traktować jako hobby, ale porządny zawód warto mieć. I tez byłam uważana za 'golden child' i przez rodziców jak i otoczenie, choć miałam swoje wady.
Przypadek? Ciekawe...

Anastacja ciekawe, na prawdę smile.
Ja, jedna dyscyplina ale trudna, częste treningi, etc. Ale powiem ci że w liceum miałam okres buntu - imprezy,  picie, i takie tam smile. Wtedy zrezygnowałam z tego sportu choć rekreacyjnie uprawiam go do dziś.
I nawet w tym liceum miałam dobre stopnie choć mało się uczyłam.  Ale przed maturą pełna mobilizacja - i egzaminy na studia zdane świetnie.  Potem na studiach miałam fajny okres - imprezy, nauka i na zmianę - to było życie smile. Na studiach musiałam się uczyć bo to bardzo wymagający kierunek - wywaliliby mnie.

1 992

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Ale jeśli chodzi o diagnozę partnerów to raczej mąż jest ideałem - jesli chodzi o prestiż,  inteligencję,  wygląd, cechy osobowości - co z tego jak mnie nie pociągal tak na prawdę.  Kochanek zdecydowanie jest mniej idealny - choć dużo bardziej do mnie podobny.

To się zgadza z tym co napisałam powyżej do Anastacji odnośnie wspólnego języka, wtedy kwestie osiągnięć schodzą na dalszy plan.
To teraz pomyśl na d tym, co to za cechy konkretnie bardzo, które wg Ciebie macie z kochankiem podobne. Nazwij je, bo to pomoże Ci zobaczyć je w sobie i sie pomału odnaleźć.

Elle to są i dobre cechy i złe niestety też.

1 993

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Dziwisz się, bo nie masz złych doświadczeń, czy brakuje Tobie wyobraźni, aby poczuć, że "wystawienie się" może dla "wystawcy" skończyć się emocjonalnym bólem? ;-)

Mam mnóstwo złych doświadzeń :-). Ale też wystarczająco dużo dobrych aby nie rezygnować. Wydaje mi się, że aby nie rozumieć, że satysfakcja z bycia z drugą osobą płynie też z faktu nie ukrywania się za barykadą, potrzebne byłoby aby WSZYSTKIE kluczowe (kształtujące/znaczące) doświadczenia człowieka z bliskością kończyły się porażką. To tak jakoś musiałoby być.

ET, nie widzisz sprzeczności w swoich słowach powyżej?
Skoro dla Ciebie WYSTARCZAJĄCA ilość dobrych doświadczeń "przykryła" porażki związane z negatywnymi przeżyciami, to dlaczego sądzisz, że ukrywanie się przed bliskością za barykadą jest spowodowane klęską we WSZYSTKICH kluczowych doświadczeniach i przeżyciach?
Myślę, że Twoje osobiste spostrzeżenie jest jednak bliższe prawdy :-)

Hm...tylko zastanawiam się, co znaczy WYSTARCZAJĄCA liczba dobrych doświadczeń dla poszczególnych osób...

Tu nie ma sprzeczności jeśli odrzucimy myślenie typowe choćby dla ekonomii, ponieważ podejrzewam, że dążenie do bliskości jest tak ważną potrzebą, że nawet pojedyncze doświadczenie może przesądzić na korzyść - nie zaś jakaś "średnia" :-) Jest to doświadczenie na tyle nagradzające, że będzie się potem próbowało do skutku.

1 994

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Szczególnie w kontekście, że wiele się mówi ze kochankami zostają kobiety nie znające własnej wartości, mające kompleksy...

Anacjacja,
A co Ciebie obchodzi co myślą, mówią inni?
Żyj dziewczyno swoim życiem, ciesz się swoim szczęściem i proszę nie mieszaj już w głowie Krotce.

Przyszłość,  Anastacja jest mile widziana w tym wątku.  Chętnie ją czytam. Nie miesza mi w głowie.  Ja wiem że ona ma inaczej niż ja - najważniejsza rzecz która nas różni to to że ja mam dzieci. Moje dzieci to moja miłość - Anastacja walczy o siebie - ja walczę przede wszystkim o moje dzieci i żeby nie było,  walczę głównie ze sobą.

1 995

Odp: Zniszczylam swoje zycie
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Tu nie ma sprzeczności jeśli odrzucimy myślenie typowe choćby dla ekonomii, ponieważ podejrzewam, że dążenie do bliskości jest tak ważną potrzebą, że nawet pojedyncze doświadczenie może przesądzić na korzyść - nie zaś jakaś "średnia" :-) Jest to doświadczenie na tyle nagradzające, że będzie się potem próbowało do skutku.

Zazdroszczę wam tego. Ja chyba jednak ułomna jestem z tą bliskością. Tego się nie da nauczyć.

1 996

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Szczególnie w kontekście, że wiele się mówi ze kochankami zostają kobiety nie znające własnej wartości, mające kompleksy...
A w moim i jak widać Kroteczki przypadku tak nie jest..

Tłumacze Ci, że mylisz poczucie własnej wartości oparte na osiągnięciach akademickich i zawodowych dajmy na to, z poczuciem wartości umocowanym w bezwarunkowej akceptacji siebie niezależnie od osiągnięć czy posiadania określonego statusu w hierarchii społ.
To pierwsze jest niezwykle popularne i jest źródłem 'walki kogutów', a przy okazji mocno chwiejne i bardzo czułe na wszelkie zmiany w kwestiach prestiżowych.
To drugie ma podstawy gdzie indziej, przez co jest praktycznie niezależne od społ. wyobrażeń i błogosławieństwa, co przekłada się tez na poszukiwanie partnera niekoniecznie kierując się przesłankami o char. prestiżowym.

1 997

Odp: Zniszczylam swoje zycie
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Tu nie ma sprzeczności jeśli odrzucimy myślenie typowe choćby dla ekonomii, ponieważ podejrzewam, że dążenie do bliskości jest tak ważną potrzebą, że nawet pojedyncze doświadczenie może przesądzić na korzyść - nie zaś jakaś "średnia" :-) Jest to doświadczenie na tyle nagradzające, że będzie się potem próbowało do skutku.

Mądrego to i miło poczytać :-)
Pewnie, że masz rację.

1 998

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Szczególnie w kontekście, że wiele się mówi ze kochankami zostają kobiety nie znające własnej wartości, mające kompleksy...
A w moim i jak widać Kroteczki przypadku tak nie jest..

Tłumacze Ci, że mylisz poczucie własnej wartości oparte na osiągnięciach akademickich i zawodowych dajmy na to, z poczuciem wartości umocowanym w bezwarunkowej akceptacji siebie niezależnie od osiągnięć czy posiadania określonego statusu w hierarchii społ.
To pierwsze jest niezwykle popularne i jest źródłem 'walki kogutów', a przy okazji mocno chwiejne i bardzo czułe na wszelkie zmiany w kwestiach prestiżowych.
To drugie ma podstawy gdzie indziej, przez co jest praktycznie niezależne od społ. wyobrażeń i błogosławieństwa, co przekłada się tez na poszukiwanie partnera niekoniecznie kierując się przesłankami o char. prestiżowym.

Elle,
Ja podziwiam Ciebie za wytrwałość w ciągłych próbach pokazywania ludziom, w jakiej żyją iluzji, którą sami sobie stworzyli lub bezwiednie przyjęli.

1 999

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Anastacja ciekawe, na prawdę smile.
Ja, jedna dyscyplina ale trudna, częste treningi, etc. Ale powiem ci że w liceum miałam okres buntu - imprezy,  picie, i takie tam smile. Wtedy zrezygnowałam z tego sportu choć rekreacyjnie uprawiam go do dziś.
I nawet w tym liceum miałam dobre stopnie choć mało się uczyłam.  Ale przed maturą pełna mobilizacja - i egzaminy na studia zdane świetnie.  Potem na studiach miałam fajny okres - imprezy, nauka i na zmianę - to było życie smile. Na studiach musiałam się uczyć bo to bardzo wymagający kierunek - wywaliliby mnie.

Mój bunt przyszedł na studiach wink w liceum byłam grzeczna.. więcej facetów niż kobiet poprzez profil.. ale wink nie rozpraszało tylko motywowało - no bo jak przyjść nieprzygotowaną smile Obciach wink) a ja prócz zwykłych popularnych sportów miałam tez ciągoty do bardziej męskich - jak np strzelanie.
A na studiach też musiałam się uczyć, ale sport dalej gdzieś tam był... w drużynie "zawodowej" siatkówki i koszykówki ale wciąż rekreacyjnie taniec i pływanie...
O strzelaniu zapomniałam... ale kiedyś na jakimś wyjeździe integracyjnym mieliśmy taką konkurencję - oj jak się wszyscy dziwili ze ich pokonałam.. smile

2 000

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Szczególnie w kontekście, że wiele się mówi ze kochankami zostają kobiety nie znające własnej wartości, mające kompleksy...
A w moim i jak widać Kroteczki przypadku tak nie jest..

Tłumacze Ci, że mylisz poczucie własnej wartości oparte na osiągnięciach akademickich i zawodowych dajmy na to, z poczuciem wartości umocowanym w bezwarunkowej akceptacji siebie niezależnie od osiągnięć czy posiadania określonego statusu w hierarchii społ.
To pierwsze jest niezwykle popularne i jest źródłem 'walki kogutów', a przy okazji mocno chwiejne i bardzo czułe na wszelkie zmiany w kwestiach prestiżowych.
To drugie ma podstawy gdzie indziej, przez co jest praktycznie niezależne od społ. wyobrażeń i błogosławieństwa, co przekłada się tez na poszukiwanie partnera niekoniecznie kierując się przesłankami o char. prestiżowym.

Już chyba naciągasz, przekombinowujesz...albo nie bardzo Cię rozumiem..

2 001

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Anastacjo, dla Ciebie wszystko co przechodzi poniżej radaru tego, czego nauczyłaś się na tych wszystkich uniwersytetach jest przekombinowane. wink Najzabawniejsze jest to, że często takie osoby jak Ty mają 5 i 6 z takich przedmiotów jak psychologia czy filozofia, bo potrafią wiele się nauczyć na pamięć, niewiele tak naprawdę rozumiejąc. Ale zostawmy to.

Elle,
Ja podziwiam Ciebie za wytrwałość w ciągłych próbach pokazywania ludziom, w jakiej żyją iluzji, którą sami sobie stworzyli lub bezwiednie przyjęli.

Eee..to takie wiesz wink Nie traktuję tego jako misji, ot po prostu czasem się prosi o małe sprostowanie, ale nie zawsze trafia na podatny grunt- j/w wink

2 002 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-02-19 23:01:53)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Może dlatego bo rodzice zawsze chcieli abym była idealna a ja wiedząc że taka nie jestem,  schowałam swoje wnętrze przed światem.

Bingo!
Rodzice nie zdają sobie sprawy, że tak samo można skrzywdzić dziecko odmawiając mu realnej oceny jego jako osoby, zachowania, predyspozycji, itp. a zamiast tego stawianiem go na piedestał. Potem przychodzi zderzenie z rzeczywistością i człowiek widzi jak bardzo jest niedoskonały i obwinia się o to, bo rodzice nie dali mu szansy zaakceptować faktu, że bycie sobą nie polega na byciu idealnym, ale na niepowtarzalności i unikalności, w którą wpisane są pewne 'wady' tak wyglądu jak i charakteru.

Czasem obserwując narcystyczne zaburzenia osobowości, jak tutaj powstałe na bazie iluzorycznego obrazu siebie wtłoczonego przez rodziców, zastanawiam się co jest trudniejsze.. Ja miałam odwrotnie- mnie nikt nie chwalił, raczej całe życie byłam albo ganiona przez rodziców na różne sposoby, albo niezauważana. Do prawdy o sobie musiałam dojść sama, rodzice mi nie pomagali, wręcz utrudniali. Była przemoc psychiczna i czasem fizyczna.

Ale jak tak sobie myślę.. nie ma sensu porównywać, którzy rodzice bardziej skrzywili obraz rzeczywistości dziecku.
Twój przykład jest tylko dowodem, że nie da się zbudować tożsamości na nieustannych pochwałach, które nie mają żadnego umocowania w osiągnięciach i opierają się głównie na projekcji cech na dziecko, które rodzice sami chcieliby posiadać.
Potem mamy inwalidów emocjonalnych, którzy operują wyłącznie na skrajnościach, a wszystko co "normalne" i po środku wydaje się nudne i poniżej możliwości.

Przy czym sądzę, że dziecko przez pierwsze kilka lat życia, musi doznać akceptacji bezwarunkowej, w której czuje się "nagrodzone" za samą obecność. Taki kapitał bardzo się przydaje, zwłaszcza gdy coś pójdzie "nie tak", bo daje zapas "miłości własnej" mimo porażki.

Potem najlepiej byłoby IMHO wyeliminować element oceny z wychowania do minimum, skupiając się na pokazywaniu, modelowaniu, stymulowaniu naśladownictwa zamiast wmontowywania dziecku modułu pod nazwą SAMOOCENA i zostawianie go pod kontrolą tego modułu na całe życie. Dla poprawy samooceny ludzie robią straszne rzeczy. :-) Łatwo też stają się obiektem manipulacji. Powiązane z samooceną poczucie wstydu i winy jest jednym z gorszych motywatorów (nie trzeba tłumaczyć dlaczego).

Zamiast tego, trzeba raczej wyrobić właściwe "ścieżki myślenia i działania" podsuwając użyteczne rozwiązania tam i wtedy gdzie/gdy są potrzebne. Uczyć koncentrowania się na celu działania a nie na tym "co pomyślą" albo "czy się uda". A moralność działa najlepiej gdy nie funkcjonuje jako: ZAKAZ (a przecież chciałoby się go złamać), albo jako NAKAZ (a przecież najlepiej by się coś sobie odpuściło) ale jako wzorzec moralnego działania pojawiający się jako naturalny wybór. Przyswojona w tej formie moralność nie powoduje też silnych konfliktów wewnętrznych.

W Wychowaniu "stresowym" obciąża się dzieci SAMOOCENĄ, o którą MUSZĄ dbać i moralnością której MUSZĄ przestrzegać. "Muszenie czegoś robić" to ciężka sprawa. W końcu i tak zrobi się coś "przeciw" dobrej samoocenie i moralności - najlepiej gdy inni nie widzą.

W wychowaniu "bezstresowym" usuwa się element "oceny dziecka" i nie daje nic w zamian, bo często "bezstresowe" oznacza "bezwychowanie" przez rodzica, który jest indolentny lub nie ma nic do "pokazania". Więc nic nie musimy i bawimy się w "róbta co chceta" na dzień dobry.

W wychowaniu w którym stosuje się głównie modelowanie oparte na bliskości z rodzicem - rodzicem który daje przykład, nie ma potrzeby katować się poczuciem winy a działanie moralne jest pierwszym jakie się pojawia w opcjach - bo jest "utartą" i wdrukowaną ścieżką.

2 003

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Przyszłość napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Szczególnie w kontekście, że wiele się mówi ze kochankami zostają kobiety nie znające własnej wartości, mające kompleksy...

Anacjacja,
A co Ciebie obchodzi co myślą, mówią inni?
Żyj dziewczyno swoim życiem, ciesz się swoim szczęściem i proszę nie mieszaj już w głowie Krotce.

Przyszłość,  Anastacja jest mile widziana w tym wątku.  Chętnie ją czytam. Nie miesza mi w głowie.  Ja wiem że ona ma inaczej niż ja - najważniejsza rzecz która nas różni to to że ja mam dzieci. Moje dzieci to moja miłość - Anastacja walczy o siebie - ja walczę przede wszystkim o moje dzieci i żeby nie było,  walczę głównie ze sobą.

Miło mi, że tak mówisz. Ja Tobie życzę jak najlepiej.
A to, że znajduję wiele cech wspólnych to jest (przynajmniej dla mnie) interesujące.. Że to co się dzieje, przytrafiło ma jakieś korzenia schemat... też w osobowości?
Ja Ci nie radzę, bo ie jestem w Twojej sytuacji, nie mam dzieci. I przyznam szczerze nie mam pojęcia co bym na Twoim miejscu zrobiła.
Ale jak napisała Elle porozumiewam się z Tobą na płaszczyźnie ja - kochanka... (choć niby teraz już nie) ale to i tak siedzi mi na sumieniu...
Tu większość zdradzonych, porzuconych albo "świętych"...

2 004

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Anastacjo, dla Ciebie wszystko co przechodzi poniżej radaru tego, czego nauczyłaś się na tych wszystkich uniwersytetach jest przekombinowane. wink Najzabawniejsze jest to, że często takie osoby jak Ty mają 5 i 6 z takich przedmiotów jak psychologia czy filozofia, bo potrafią wiele się nauczyć na pamięć, niewiele tak naprawdę rozumiejąc. Ale zostawmy to.

Mylisz się.. ja jestem typowym umysłem ścisłym po mat -fiz i filozofia czy psychologia nie leżały nigdy w krędu moich zainteresowań...choć w moim zawodzie się przydają, ale my to nazywamy 'sufitologia' wink

2 005

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ale jak napisała Elle porozumiewam się z Tobą na płaszczyźnie ja - kochanka...

To nie ja o tej płaszczyźnie napisałam, ale to nieistotne.
w moim odczuciu, już Ci to mówiłam - wasze sytuacje są inne dlatego, że Ty miałaś na tyle pewności i zaufania do siebie, że postawiłaś swojemu ultimatum i od tego momentu przestałaś być na pozycji kochanki, pomimo że nie byłaś jeszcze formalnie partnerką.

U krotki to jest tak, że ona nie ma na tyle pewności by od tego faceta cokolwiek wymagać. A jeśli próbuje to on na nią popatrzy tym cielęcym wzrokiem lub wyśle jakiegoś bełkotliwego smsa, z którym niewiadomo co robić i krotka odpuszcza.. Dlatego tyle to trwa i nie zapowiada się na szybki koniec.

2 006

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Anastacjo, dla Ciebie wszystko co przechodzi poniżej radaru tego, czego nauczyłaś się na tych wszystkich uniwersytetach jest przekombinowane. wink Najzabawniejsze jest to, że często takie osoby jak Ty mają 5 i 6 z takich przedmiotów jak psychologia czy filozofia, bo potrafią wiele się nauczyć na pamięć, niewiele tak naprawdę rozumiejąc. Ale zostawmy to.

Mylisz się.. ja jestem typowym umysłem ścisłym po mat -fiz i filozofia czy psychologia nie leżały nigdy w krędu moich zainteresowań...choć w moim zawodzie się przydają, ale my to nazywamy 'sufitologia' wink

Wow Anastacja ja też umysł ścisły - matmę kocham do tej pory choć nie mam nic wspólnego z nią od lat. Uwielbiam wszelkie zagadki matematyczne, logiczne, etc.
Dlatego te psychologiczne historie są dla mnie trudne - wchodzenie w głąb siebie ... jezu,  to znacznie trudniejsze dla mnie niż całki smile.
Świat powinien być matematyka byłoby łatwiej smile

2 007

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Wow Anastacja ja też umysł ścisły - matmę kocham do tej pory choć nie mam nic wspólnego z nią od lat. Uwielbiam wszelkie zagadki matematyczne, logiczne, etc.
Dlatego te psychologiczne historie są dla mnie trudne - wchodzenie w głąb siebie ... jezu,  to znacznie trudniejsze dla mnie niż całki smile.
Świat powinien być matematyka byłoby łatwiej smile

No to nasz temat nadaje się na doktorat dla psychologa wink
Ja też jestem bardziej logiczna i jakby świat taki był byłoby dużo łatwiej..
A nasza logiczność Kroktka ma się nijak do uczuć wink

2 008

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Tu większość zdradzonych, porzuconych albo "świętych"...

Najwięcej chyba świętych smile ja potępiona będę po wsze czasy, u ciebie chociaż okazało się że żona taka święta nie była smile uff
"Moja zona" na razie ma wszelkie cechy świętości - bo wiesz dla forum liczy się tylko czy zdradza czy nie - inne cechy osobowości czy działania się nie liczą.

2 009 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-02-19 23:30:02)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Przyszłość napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Szczególnie w kontekście, że wiele się mówi ze kochankami zostają kobiety nie znające własnej wartości, mające kompleksy...

Anacjacja,
A co Ciebie obchodzi co myślą, mówią inni?
Żyj dziewczyno swoim życiem, ciesz się swoim szczęściem i proszę nie mieszaj już w głowie Krotce.

Przyszłość,  Anastacja jest mile widziana w tym wątku.  Chętnie ją czytam. Nie miesza mi w głowie.  Ja wiem że ona ma inaczej niż ja - najważniejsza rzecz która nas różni to to że ja mam dzieci. Moje dzieci to moja miłość - Anastacja walczy o siebie - ja walczę przede wszystkim o moje dzieci i żeby nie było,  walczę głównie ze sobą.

Ponieważ zkwestionowano to:
"kochankami zostają kobiety nie znające własnej wartości"
coś jednak napiszę i ja w temacie.

Krotka, jak na razie to jeszcze nie widziałem wątku z "kochanką w tle" w którym nie dało by się odnaleźć prawdopodobnego lub ewidentnego elementu "dowartościowania się kochankiem".
I to niezależnie czy kochanek ostatecznie puścił w trąbę czy nie. Kochanek zasypuje niebanalnymi komplementami, podziwia, zauważa coraz to nowe "głębie" charakteru, ubolewa nad koniecznością życia mężatki w warunkach które jej uwłaczają (czytaj w małżeństwie dotychczasowym). Kochanek podnosi poczucie własnej wartości.

To stałe poczucie zagrożenia własnej wartości pcha człowieka do bycia najlepszym - co akcentowałyście z koleżanką "kochanką" ;-) myląc bycie "najlepszym uczniem" z byciem "dobrym człowiekiem" i akcentując zresztą tu i ówdzie fakt wygrywania konkurencji w wyścigu szczurów.

To NISKIE poczucie własnej wartości wymaga od człowieka stałego dowartościowywania się. Poczucie własnej wartości się PRZEŻYWA a nie udowadnia osiągięciami. Osiągnięcia zaś warto mieć bo człowieka FASCYNUJE jakaś dziedzina działania, a nie dla udowodnienia sobie czegoś
Teorię wrzuciłem w tym długim i nudnym poście powyżej. :-)

2 010

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:

Ja podziwiam Ciebie za wytrwałość w ciągłych próbach pokazywania ludziom, w jakiej żyją iluzji, którą sami sobie stworzyli lub bezwiednie przyjęli.

skąd Ty dziewczyno na to, siłę bierzesz wink
a efekt ... chyba żaden - sorry

2 011

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Tu większość zdradzonych, porzuconych albo "świętych"...

Najwięcej chyba świętych smile ja potępiona będę po wsze czasy, u ciebie chociaż okazało się że żona taka święta nie była smile uff
"Moja zona" na razie ma wszelkie cechy świętości - bo wiesz dla forum liczy się tylko czy zdradza czy nie - inne cechy osobowości czy działania się nie liczą.

Oj to się okazało tez po czasie i przez przypadek... bo córka się wygadała...
Każdy ma coś za uszami.. jak nie zdradę to coś innego...
Cenię jednak wypowiedzi osób doświadczonych, tak czy inaczej, ale irytują mnie wypowiedzi tych co  są młodzi (tzn my też jesteśmy wink) ale tacy ok 20-tki i się wymądrzają ze znają życie...

2 012

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Tu większość zdradzonych, porzuconych albo "świętych"...

Najwięcej chyba świętych smile ja potępiona będę po wsze czasy, u ciebie chociaż okazało się że żona taka święta nie była smile uff
"Moja zona" na razie ma wszelkie cechy świętości - bo wiesz dla forum liczy się tylko czy zdradza czy nie - inne cechy osobowości czy działania się nie liczą.

nie jestem święta, ani zdradzona, ani zdradzająca, ale to mało istotne
czytam twoje wpisy i wydaje mi sie, ze ty zupelnie siebie nie znasz, jesteś sobie obca
wydaje mi się, że w pewnym momencie twojego romansu obudziły się w tobie wyrzuty sumienia, nie wiem z jakiego powodu (wątpie czy tu chodzi o męża, bo on dryfuje na gdzieś tam w twojej świadomości jak pralka czy lodówka) i coś cię zaczeło uwierac
jesteś tutaj, bo jak ktoś fajnie zauważył, bo rodzaj twojego bloga
fajnie czyta ci się watek anastazji, ale nie zwiedź sie tym, anastazja wiedziała czego chce a była bardziej zdecydowana a łączy was tylko to, że ona była a ty jesteś kochanką, ty a ona to zupełnie inna story
nikt cię tu nie potępia ( a jestem dosć długo na tym forum i wiem, jakie posty otrzymywały kochanki/zdradzaczki)
więc nie pisz o świętych
piszesz i piszesz ale nie ma efektów, zadziałaj, przejmij kontrole nad sobą i swoim życiem, jesteś przecież dorosłą kobietą, wybierz coś/kogoś bo ta sytuacja niszczy tylko ciebie, może boisz się konsekwencji= ale sorry taki mamy klimat

2 013

Odp: Zniszczylam swoje zycie
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Ponieważ zkwestionowano to:
"kochankami zostają kobiety nie znające własnej wartości"
coś jednak napiszę i ja w temacie.

Krotka, jak na razie to jeszcze nie widziałem wątku z "kochanką w tle" w którym nie dało by się odnaleźć prawdopodobnego lub ewidentnego elementu "dowartościowania się kochankiem".
I to niezależnie czy kochanek ostatecznie puścił w trąbę czy nie. Kochanek zasypuje niebanalnymi komplementami, podziwia, zauważa coraz to nowe "głębie" charakteru, ubolewa nad koniecznością życia mężatki w warunkach które jej uwłaczają (czytaj w małżeństwie dotychczasowym). Kochanek podnosi poczucie własnej wartości.

To stałe poczucie zagrożenia własnej wartości pcha człowieka do bycia najlepszym - co akcentowałyście z koleżanką "kochanką" ;-) myląc bycie "najlepszym uczniem" z byciem "dobrym człowiekiem" i akcentując zresztą tu i ówdzie fakt wygrywania konkurencji w wyścigu szczurów.

To NISKIE poczucie własnej wartości wymaga od człowieka stałego dowartościowywania się. Poczucie własnej wartości się PRZEŻYWA a nie udowadnia osiągięciami. Osiągnięcia zaś warto mieć bo człowieka FASCYNUJE jakaś dziedzina działania, a nie dla udowodnienia sobie czegoś
Teorię wrzuciłem w tym długim i nudnym poście powyżej. :-)

Nie no, tak stawiając sprawę to wszystko co robimy to dowartosciowywanie  się - kupno samochodu, pojechanie na narty czy chociażby wyjście za mąż.

2 014 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-02-19 23:54:05)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Ponieważ zkwestionowano to:
"kochankami zostają kobiety nie znające własnej wartości"
coś jednak napiszę i ja w temacie.

Krotka, jak na razie to jeszcze nie widziałem wątku z "kochanką w tle" w którym nie dało by się odnaleźć prawdopodobnego lub ewidentnego elementu "dowartościowania się kochankiem".
I to niezależnie czy kochanek ostatecznie puścił w trąbę czy nie. Kochanek zasypuje niebanalnymi komplementami, podziwia, zauważa coraz to nowe "głębie" charakteru, ubolewa nad koniecznością życia mężatki w warunkach które jej uwłaczają (czytaj w małżeństwie dotychczasowym). Kochanek podnosi poczucie własnej wartości.

To stałe poczucie zagrożenia własnej wartości pcha człowieka do bycia najlepszym - co akcentowałyście z koleżanką "kochanką" ;-) myląc bycie "najlepszym uczniem" z byciem "dobrym człowiekiem" i akcentując zresztą tu i ówdzie fakt wygrywania konkurencji w wyścigu szczurów.

To NISKIE poczucie własnej wartości wymaga od człowieka stałego dowartościowywania się. Poczucie własnej wartości się PRZEŻYWA a nie udowadnia osiągięciami. Osiągnięcia zaś warto mieć bo człowieka FASCYNUJE jakaś dziedzina działania, a nie dla udowodnienia sobie czegoś
Teorię wrzuciłem w tym długim i nudnym poście powyżej. :-)

Nie no, tak stawiając sprawę to wszystko co robimy to dowartosciowywanie  się - kupno samochodu, pojechanie na narty czy chociażby wyjście za mąż.

o matko krotka ...
szlag człowieka trafia
jak, kulą w płot

2 015 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-02-20 00:04:01)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Ja podziwiam Ciebie za wytrwałość w ciągłych próbach pokazywania ludziom, w jakiej żyją iluzji, którą sami sobie stworzyli lub bezwiednie przyjęli.

skąd Ty dziewczyno na to, siłę bierzesz wink
a efekt ... chyba żaden - sorry

To prawda- żaden.
Jeszcze utwierdziła mnie w tym odpowiedź krotki na post ET - zero kumacji big_smile
Tu jest stały schemat rozumowania tych 2 Pań: jeśli czegoś nie rozumiem, tzn. że : a) ktoś przekombinował, b) rzuca się uogólnienia w stylu: "eee..to w takim razie wszystko służy dowartościowaniu..hahaha i uohoho i hihihi <wystawia język>"

I to taka rozmowa.. jak z blondynkami w tipsach przy barze wink

I jeszcze ta wstawka: 'my som umysły ścisłe.. ' To mi się taki umysł ścisły kojarzy z taką 6-kowym kujonem w szkole niż z otwartym i lotnym umysłem, bo coś najprostszych rzeczy nie chwytacie, a umysł ścisły to ogarnia ABSTRAKCJĘ właśnie i przekłada ja na cyfry, twierdzenia naukowe, etc.
A ja tu ogarniania jakiegokolwiek poziomu abstrakcji nie widzę, za to przechwałek n/t wykształcenia było już mnóstwo. Ale w dzisiejszych czasach mamy pełno doktorów i profesorów nauk wszelakich, szkoda że zdarza mi się od czasu do czasu z nimi siadać i ..nie jestem pod wrażeniem. Za to obserwuje to kółko wielbicieli obu płci, które się wokół takich tytułów zbiera i patrzy..patrzy z uwielbieniem i wypiekami na twarzy, niewiele rozumiejąc wprawdzie, ale te TYTUŁY NAUKOWE, och.. ACH!!! Trup ściele się gęsto..

oj boziu, śmieszno i straszno

Bawcie się dziewczyny

Posty [ 1 951 do 2 015 z 3 039 ]

Strony Poprzednia 1 … 29 30 31 32 33 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026