netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczylam swoje zycie

3 038 odpowiedzi418 673 wyświetleniazałożony przez kroteczka, 12.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Strony Poprzednia 1 … 27 28 29 30 31 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 821 do 1 885 z 3 039 ]

1 821

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Japier...

milka9 napisał/a:

.....
Gorzej by było  dla Ciebie, gdyby to kochanek był powodem tej agonii....

NIEE,  NO WCALE !!
WIELOLETNIE ZDRADZANIE EMOCJONALNE, ODDALANIE SIĘ OD MĘŻA ZE WZGLĘDU NA KOCHANKA.
Nagle okazuje się, ze ... WCALE NIE PRZEZ KOCHANKA.

1 822 Ostatnio edytowany przez milka9 (2015-02-11 11:35:24)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bullet napisał/a:

Japier...

milka9 napisał/a:

.....
Gorzej by było  dla Ciebie, gdyby to kochanek był powodem tej agonii....

NIEE,  NO WCALE !!
WIELOLETNIE ZDRADZANIE EMOCJONALNE, ODDALANIE SIĘ OD MĘŻA ZE WZGLĘDU NA KOCHANKA.
Nagle okazuje się, ze ... WCALE NIE PRZEZ KOCHANKA.

to Krotka tak uważa, ja się tylko zapytałam o powody
ciągle przecież tu nam  pisze, że nie kochała, że nie widzi siebie w tym małżenstwie, a o kochanku nie myśli , jako partnerze
..... chyba wobec siebie jest szczera?
Wątpisz smile?

1 823

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
milka9 napisał/a:

Krotko,
rozumiem.
Czyli kochanka, romans można uznać za katalizator, który jedynie przyśpieszył i tak nieuniknioną agonię małżeństwa.
Cóż, bywa...
Gorzej by było  dla Ciebie, gdyby to kochanek był powodem tej agonii. Wtedy niestety mogłoby ( choć oczywiście nie musiałoby )
spotkać Ciebie duże rozczarowanie.

Cóż, więc układaj to życie na nowo. Może to trochę dłużej potrwać, ale da się.
Piszę to jako kobieta przed 40-stką ... w pewnym wieku ciężko kobiecie znaleźć porządnego kandydata do związku, do romansu żaden problem .....
zupełnie odwrotnie niż mężczyźnie.... oni jednak w tym wieku mają wciąż dużo kandydatek, które chciałyby stworzyć z nimi związek, a mniej na niezobowiązujący seks.
Ale nie jest tak, że kobiety nie mają szans. Mają, tylko muszą dłużej szukać.
Życzę Ci  abyś nie wpadła znowu w ramiona kochanka, kiedy rozczarowana tym o czym piszę powyżej, zapragniesz znowu czyjegoś ciepła. Nie rób tego błędu.
Lepiej poczekać, poszukać .... w końcu miłość przyjdzie smile

Czyli według ciebie znalezienie sobie sensownego mężczyzny w pewnym wieku jest bardzo utrudnione?
A ja myślę że kogoś sobie znajdę,  jestem bardzo otwartą osobą,  lubię rozmawiać z mężczyznami i zawsze czuję się dla nich równorzędna partnerką. Ale zobaczymy jak będzie,  może być różnie.

bez komentarza .

1 824

Odp: Zniszczylam swoje zycie

..."A ja myślę że kogoś sobie znajdę,  jestem bardzo otwartą osobą,  lubię rozmawiać z mężczyznami i zawsze czuję się dla nich równorzędna partnerką. Ale zobaczymy jak będzie,  może być różnie..."


hehe...Kroteczka jeszcze nie wyplątała sie z jednego bagna ...z kochankiem...a juz zaczyna nowe podboje...

normalnie szok

1 825 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-02-11 12:25:30)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

A ja myślę że kogoś sobie znajdę,  jestem bardzo otwartą osobą,  lubię rozmawiać z mężczyznami i zawsze czuję się dla nich równorzędna partnerką....

Tia, jestem przekonany, że wyłącznie u lovelasów lub facetów którzy sami zdradzali lub u nieszczęśliwych w małżeństwie ale niemogących odejść od zony bo są dzieci, bo jest chora żona i jak ją zostawić etc. etc. (czyt. wyłącznie do potajemnego bzykania).
Tylko czy ty chcesz takiego, który zdradza lub zdradzał, jeśli tak to ok.
Wg mnie u mężczyzn, którzy przeszli koszmar taki jaki zgotowałaś mężowi raczej nie masz szans, no chyba, że do pojedynczych numerków. Ale to moje zdanie, pisze co czuję.

Twój problem w kontaktach może być tym, większy, że zdradzałaś długo. Nie był to pojedynczy numer i próba ratowania rodziny ale "świadoma" długoterminowa niewierność połączona z okłamywaniem. Jeśli to ukryjesz przed ew. nowym facetem może go utrzymasz ale do czasu aż się o tym dowie. Jak lokować swoje życie w takiej osobie bez pewności, że będzie wierna. Wg mnie twoja uroda i zaj3bistość będzie miała mniejsze znaczenie.
No chyba że do po pojedynczych bzykań, a jak sama wspomniałaś do tego nie potrzebujesz żadnych deklaracji.

Wydaje mi się, że szybko odczujesz to co mam na myśli.

Ale co ja tam wiem.

No ale są rożni faceci, może jakiś kamikaze się znajdzie

1 826

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bullet napisał/a:
kroteczka napisał/a:

A ja myślę że kogoś sobie znajdę,  jestem bardzo otwartą osobą,  lubię rozmawiać z mężczyznami i zawsze czuję się dla nich równorzędna partnerką....

Tia, jestem przekonany, że wyłącznie u lovelasów lub facetów którzy sami zdradzali lub u nieszczęśliwych w małżeństwie ale niemogących odejść od zony bo są dzieci, bo jest chora żona i jak ją zostawić etc. etc. (czyt. wyłącznie do potajemnego bzykania).
Tylko czy ty chcesz takiego, który zdradza lub zdradzał, jeśli tak to ok.
Wg mnie u mężczyzn, którzy przeszli koszmar taki jaki zgotowałaś mężowi raczej nie masz szans, no chyba, że do pojedynczych numerków. Ale to moje zdanie, pisze co czuję.

Twój problem w kontaktach może być tym, większy, że zdradzałaś długo. Nie był to pojedynczy numer i próba ratowania rodziny ale "świadoma" długoterminowa niewierność połączona z okłamywaniem. Jeśli to ukryjesz przed ew. nowym facetem może go utrzymasz ale do czasu aż się o tym nie dowie. Bo jak tu lokować swoje zycie w takiej osobie bez pewności, że będzie wierna. Wg mnie twoja uroda i zaj3bistość będzie miała mniejsze znaczenie.
No chyba że do po pojedynczych bzykań a jak sama wspomniałaś do tego nie potrzebujesz żadnych deklaracji.

Wydaje mi się, że szybko odczujesz to co mam na myśli.

Ale co ja tam wiem.

No ale są rożni faceci, może jakiś kamikaze się znajdzie

Od strony kobiety moge napisac: na romans znaleźć kogoś żaden problem, na życie bardzo trudno.
Bo ilu z tych kolegów, z którymi Krotce dobrze się rozmawia jest bez zobowiązań? Sensownych bardzo niewielu.

1 827

Odp: Zniszczylam swoje zycie

kroteczka, post bullet'a jest bardzo dosadny ale może jest w nim ziarenko prawdy.
Wydaje mi się, że kwestią która może Ci przeszkodzić w nowej, prawdziwej relacji z mężczyzną jest to co nie załatwione, zaniedbane do tej pory.
Popatrz na fakty :
- wyszłaś za mąż, ( dlaczego skoro jak twierdzisz nie kochałaś męża ?)
- urodziłaś Wasze dzieci ( dlaczego skoro nie chciałaś być z ich ojcem ?)
- zauroczyłaś się przeciwieństwem męża, zaczęłaś romans ( dlaczego skoro on jest żonaty, "dzieciaty", Ty masz męża i dzieci, nie chciałaś odejść do niego ? )

Przynajmniej w tych 3 przytoczonych faktach jest Twoja sprzeczność działania z tym co naprawdę chcesz.
Dodatkowy temat do przepracowania - zdrada.
To najbardziej poważny temat przeszkadzający w ułożeniu sobie nowej relacji.
Skoro potrafiłaś zdradzić... to co jest w Tobie takiego, co pozwala na lekkie traktowanie przysięgi, zobowiązań wobec najbliższych ?
Bo, przecież mąż, choćbyś go nie kochała, to jednak stał się przez te lata najbliższą Tobie osobą.
Podobnie dzieci, też nie powstrzymały Twojej zdrady.

W Twoich postach, skupiasz się wyłącznie na sobie i kochanku.
Dzieci pojawiają się tylko po to, żeby pokazać że "nie ma problemu" ( naprawdę  ??),
a mąż... cóż tylko po to  żeby pokazać jak go nie kochasz, szanujesz ale nie kochasz.
Nic nie piszesz o tym, jak mąż radzi sobie z obecną sytuacją - szokiem po zdradzie, samotnością w domu bez rodziny.
Pachnie brakiem empatii.
A brak empatii w każdym związku jest jego grabarzem.

Pytanie dodatkowe smile
- dlaczego akurat przeciwieństwo męża - facet grubiański, z dziecinnymi pomysłami ( "kolejne, Wasze dziecko rozwiązałoby problem"), dosadny w swoich oczekiwaniach i prostacki w podejściu do miłości wobec kobiety ( "mężczyzna wyraża miłość pożądaniem a kobieta uczuciem") - pociąga Ciebie ? a może to Ty przyciągasz takich facetów ?

Zanim będziesz przygotowana do nowego związku, musisz uporać się z własnym związkiem i tą częścią kryzysu która przypada na Ciebie.

1 828

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Hej, witajcie,
Tak sobie myślę, że może żeby w ogóle myśleć o zmianie tej sytuacji Kroteczka powinna zacząć od spojrzenia poza samą sytuację romansu i małżeństwa a mianowicie na to jak wyglądały jej pierwsze relacje z mężczyznami, jak było w jej domu rodzinnym, jakim człowiekiem był jej ojciec a jaka była matka, jakim małżeństwem byli rodzice? Takie schematy postępowania nawet wchodzenia w rolę kochanki ... to wszystko zazwyczaj ma podłoże w tych starych schematach wyniesionych z domu rodzinnego. Czasem samo uświadomienie sobie tego wyzwala z popełniania ciągle tych samych błędów. Wiem o czym mówię. Byłam w podobnej sytuacji co autorka...

Pozdrawiam

1 829

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Nie mogę się już doczekać odcinka w którym kochanek pozbawiony seksu zacznie przedstawiać propozycje małżeńskie. Okazji będzie wiele, przecież będą pracować nad wspólnym "prodżektem"

Po tym odcinku będzie można na jakiś rok wyłączyć czytanie wątku - spodziewam się że mniej więcej tyle zajmie Krotce zorientowanie się że to ściema lub jemu zebranie dokumentów rozwodowych. W tym czasie rozchoruje się oczywiście jego żona i okaże się, że "prawdziwy mężczyzna" nie zostawia kobiety w takiej sytuacji.

A co to są EXTRA te "propozycje małżeńskie" że takie zabawne są dla ciebie.  Podziel się może parę panien/rozwódek skorzysta z tej tajemnej wiedzy czego należy się wystrzegać.

Jak sądzisz że na to czekam to bardzo się mylisz. Nie potrzebuje takich deklaracji żeby na nowo zacząć się z nim bzykac. Bo to nie od tego zależy.  To zależy tylko i wyłącznie od mojej woli.

Przecież to żadna filozofia - jeśli trzymasz faceta bez seksu będzie starał się na wszystkie sposoby odtworzyć relację seksualną między wami. Najpierw sprawdzi czy może "wymiękniesz" bez stosowania dodatkowych środków - po to wziął cię do "prodżektu". Jeśli będzie musiał, zacznie opowiadać o chęci rozwodu z żoną i bycia z Tobą długo i szczęśliwie.

"To zależy tylko i wyłącznie od mojej woli."
Wola zadba o to aby się wyłączyć jeśli będzie trzeba. Tak jak widzę, z tzw. "zauroczenia" kiedy nie doszło jeszcze do jakieś formy konsumpcji związku potrzeba około 3 miesięcy aby przestać się męczyć nieobecnością obiektu pożądania. A i tak każdy przypadkowy kontakt z obiektem ZERUJE LICZNIK i na nowo zaczyna się rozkminianie "co by było gdyby".

Jakoś nie widzę szansy na to abyś mogłą się łątwo od tego uwolnić - to przypomina rzucanie palenia w taki sposób aby mieć stale przy sobie papierosy i po nie nie sięgać. Tak wprawdzie rzucił palenie mój ojciec, ale "nie próbujcie tego w domu" - bo metoda nie jest dla wszystkich.

Zatem wystarczy, że będziecie z sobą przez jakiś czas i "twoja wola" zdecyduje inaczej niż dotąd.
Jeśli wytrzymasz dłużej, zaczną się podchody grubszego kalibru.

A w ogóle, to może napisz "Czego ty właściwie chcesz?"

1)Rozwieść z mężem
2)Pogodzić z mężem

Jeśli rozwieść z mężem to:

1)Żyć najpierw samotnie wychowując dzieci potem ewentualnie znaleźć kogoś sensownego
2)Odnowić związek z kochankiem w sytuacji zdradzania przez niego żony
3)Odnowić związek z kochankiem pod warunkiem jego rozwodu z żoną

Innymi słowy napisz jakie masz CELE, bo póki NIE WIADOMO O CO CI CHODZI pozostaje tylko żartować ewentualnie pisać "tak wogle".

Czego chcesz realnie - żadne tam udawanie że jesteś lepsza niż jesteś albo gorsza niż jesteś. Czego chcesz NAPRAWDĘ?

1 830 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-02-11 18:15:40)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:

Nie mam pojęcia dlaczego, ale odnoszę wrażenie, że te dzieciaki pod pojęciem "jarosza" rozumieją jakiś rodzaj seksualnej posuchy, małżeńskiego "celibatu", gdy żona, odmawia wypełnienia obowiązków w alkowie... ;-) Ale być może to tylko moja wadliwa interpretacja.
A co Ty o tym sądzisz Przyszłość?

Albert Einstein powiedział: "gdy przyglądam się sobie i moim metodom rozumowania, dochodzę do wniosku, że fantazja odgrywała w moim życiu większą rolę niż talent do przyswajania wiedzy obiektywnej".
Nam jak widać też fantazji nie brakuje big_smile chociaż inaczej ją "wykorzystujemy" niż dzieci, bo też "filtry" mamy inne niż milusińscy.
Gdy sama byłam dzieckiem wróżono mi świetlaną przyszłość nauczycielki (BTW: do tej pory zastanawiam się, czy mi aby na pewno dobrze życzono big_smile), a ja już wtedy doskonale wiedziałam, że to jednak nie moja bajka :-) Ale z dziećmi świetnie się dogaduję - mój mąż się śmieje, że to z powodu mojego podobnego do kilkulatków przeświadczenia, że świat jest w porządku a życie bezpieczne. Dlatego jego nie dziwią sytuacje takie, jak np. z ubiegłego tygodnia, gdy w trakcie narciarskiego szaleństwa po wylądowaniu w pobliskiej karczmie w celu rozgrzania się herbatą z sokiem malinowym, to on po dotarciu z gorącym napojem do stołu, przy którym mnie zostawił, zastał oprócz mnie zgraję kilkulatków, z którymi prowadziłam równie gorącą dyskusję jak herbata, która miała mnie rozgrzać big_smile
W dzieciach uwielbiam m.in. to, że ich mózg najczęściej nie podlega barierom oceny. To jest cudne i to mnie tak zachwyca. A jeśli połączymy to z naturalną dla dzieci ciekawością świata, kreatywnością, otwartą komunikacją werbalną oraz umiejętnością rozszyfrowania komunikatów niewerbalnych to wychodzą takie cuda, jak te zalinkowane przez Ciebie smile
Ale odpowiadając na Twoje pytanie: uważam, że to my dorośli jednak przypisujemy słowom dzieci zawoalowane treści, one raczej nie używają wyrafinowanych metafor. My, dorośli zanim uzmysłowimy sobie doznania, których dostarcza nam w tym przypadku nagranie i zanim je sobie uświadomimy, to najpierw przepuszczamy je przez filtry własnego postrzegania świata, swojej osobowości, systemu wartości, przyswojonych opini, wierzeń i przekonań. Czyli jak to mówią: "głodnemu chleb na myśli" big_smile
Ale spoko Aurora, ja miałam dokładnie takie same skojarzenia i sądzę, że większość dorosłych słuchajacych wypowiedzi dzieciaków również big_smile
Ech...wszystko kręci się wokół seksu.

1 831

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
milka9 napisał/a:

Czyli według ciebie znalezienie sobie sensownego mężczyzny w pewnym wieku jest bardzo utrudnione?
A ja myślę że kogoś sobie znajdę,  jestem bardzo otwartą osobą,  lubię rozmawiać z mężczyznami i zawsze czuję się dla nich równorzędna partnerką. Ale zobaczymy jak będzie,  może być różnie.

Może być utrudnione, ale nie musi... zajmuje więcej czasu. Na wolnych facetów kobiety czekają, a wolne kobiety muszą sobie kogoś poszukać.... podobno tak jest.
Moja koleżanka narzeka, że wciąż trafia na facetów, którzy szukają darmowego lokum,
inna znalazła sensownego w przeciągu 2 lat, czyli szybko.
Z pewnością strach przed trudnościami nie powinien powodować  kontynuacji życia w nieudanym związku.

Zainteresowanie wśród mężczyzn łatwo jest zaleźć, ale intencje niestety trudno odgadnąć. Ja ok. 30-tki trafiałam na takich facetów, co już zaraz chcieli się oświadczać, albo takich co szukali (tylko) odskoczni - jedni i drudzy odstraszają wink
Często nie ma się czasu ani ochoty na poznawanie kogoś, staranie się - ludzie stają się wygodni, ale też są "skrzywieni' różnymi doświadczeniami. A sensowni wolni mężczyźni 30+ to rzeczywiście "towar" deficytowy.
Ja w końcu po kilku latach znalazłam swoją miłość, ale jak wiadomo kiedy go poznałam był żonaty. Jednak uważam, że gdybym od razu wpakowała się w romans, to by nie przetrwało. Ten czas poznawania, przyjaźni wiele dał. Mieliśmy okazję poznać się w różnych sytuacjach, trochę razem przeżyć... w końcu zaczęło nam zależeć na sobie a pierwsza fascynacja przerodziła się w głębszą więź.
Nie ma tu jednak ani reguły ani recepty....

1 832 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-02-12 02:44:53)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:

Albert Einstein powiedział: "gdy przyglądam się sobie i moim metodom rozumowania, dochodzę do wniosku, że fantazja odgrywała w moim życiu większą rolę niż talent do przyswajania wiedzy obiektywnej".

Na swój własny użytek zrobiłam rozgraniczenie pomiędzy tym, czym jest fantazja, a potężną siłą, jaką został obdarowany człowiek, czyli wyobraźnią. Nie zdążyłam jednak podyskutować o tym z Einsteinem ;-))) Przypuszczam, że doszlibyśmy do konsensusu. Bo o ile według mnie fantazja karmi się iluzją, o tyle wyobraźnia bazuje na detalach przyswojonej i pojętej wiedzy lub doświadczenia i rozwija je w ideę całości.

Przyszłość napisał/a:

W dzieciach uwielbiam m.in. to, że ich mózg najczęściej nie podlega barierom oceny. To jest cudne i to mnie tak zachwyca. A jeśli połączymy to z naturalną dla dzieci ciekawością świata, kreatywnością, otwartą komunikacją werbalną oraz umiejętnością rozszyfrowania komunikatów niewerbalnych to wychodzą takie cuda, jak te zalinkowane przez Ciebie smile

Dla Ciebie, Kroteczki i wszystkich odwiedzających ten wątek: 
http://youtu.be/DB_FlH4QbCE?list=PL6I-2cse5iBhWUFJtu2-vI9R1DgSv5sfU

1 833

Odp: Zniszczylam swoje zycie
DoReMi napisał/a:

Hej, witajcie,
Tak sobie myślę, że może żeby w ogóle myśleć o zmianie tej sytuacji Kroteczka powinna zacząć od spojrzenia poza samą sytuację romansu i małżeństwa a mianowicie na to jak wyglądały jej pierwsze relacje z mężczyznami, jak było w jej domu rodzinnym, jakim człowiekiem był jej ojciec a jaka była matka, jakim małżeństwem byli rodzice? Takie schematy postępowania nawet wchodzenia w rolę kochanki ... to wszystko zazwyczaj ma podłoże w tych starych schematach wyniesionych z domu rodzinnego. Czasem samo uświadomienie sobie tego wyzwala z popełniania ciągle tych samych błędów. Wiem o czym mówię. Byłam w podobnej sytuacji co autorka...

Pozdrawiam

Uważam, że każda kobieta by weszła w ten sam sposób w taką samą sytuację jak kroteczka, tyle że nie miała nigdy takiej sytuacji w życiu. Romanse pobudzają kobiety, bo to taka niepewność, coś co wzbudza pożądanie, nic stabilnego. Kobiece pożądanie zabija nuda, a przy kochanku nudy nie ma nigdy przez samą "tragiczną" bezprecedensową i nigdy niewyjaśnioną sytuację + nadzieja na zmiany.

1 834 Ostatnio edytowany przez milka9 (2015-02-12 09:45:31)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
danzelwashin napisał/a:
DoReMi napisał/a:

Hej, witajcie,
Tak sobie myślę, że może żeby w ogóle myśleć o zmianie tej sytuacji Kroteczka powinna zacząć od spojrzenia poza samą sytuację romansu i małżeństwa a mianowicie na to jak wyglądały jej pierwsze relacje z mężczyznami, jak było w jej domu rodzinnym, jakim człowiekiem był jej ojciec a jaka była matka, jakim małżeństwem byli rodzice? Takie schematy postępowania nawet wchodzenia w rolę kochanki ... to wszystko zazwyczaj ma podłoże w tych starych schematach wyniesionych z domu rodzinnego. Czasem samo uświadomienie sobie tego wyzwala z popełniania ciągle tych samych błędów. Wiem o czym mówię. Byłam w podobnej sytuacji co autorka...

Pozdrawiam

Uważam, że każda kobieta by weszła w ten sam sposób w taką samą sytuację jak kroteczka, tyle że nie miała nigdy takiej sytuacji w życiu. Romanse pobudzają kobiety, bo to taka niepewność, coś co wzbudza pożądanie, nic stabilnego. Kobiece pożądanie zabija nuda, a przy kochanku nudy nie ma nigdy przez samą "tragiczną" bezprecedensową i nigdy niewyjaśnioną sytuację + nadzieja na zmiany.

Gwarantuję Ci, że nie każda. Atrakcyjne kobiety miały i mają adoratorów.

Również mam takich wokół siebie. Wieloletnich smile
Za chwilę walentynki, poźniej dzień kobiet ..... Dziękuje się za zyczenia i zainteresowanie..... i na tym koniec.

To w momencie, kiedy adorator staje się bliższy niz partner  dochodzi do zdrady. Pierw emocjonalnej ..... później fizycznej.

1 835

Odp: Zniszczylam swoje zycie
danzelwashin napisał/a:
DoReMi napisał/a:

Hej, witajcie,
Tak sobie myślę, że może żeby w ogóle myśleć o zmianie tej sytuacji Kroteczka powinna zacząć od spojrzenia poza samą sytuację romansu i małżeństwa a mianowicie na to jak wyglądały jej pierwsze relacje z mężczyznami, jak było w jej domu rodzinnym, jakim człowiekiem był jej ojciec a jaka była matka, jakim małżeństwem byli rodzice? Takie schematy postępowania nawet wchodzenia w rolę kochanki ... to wszystko zazwyczaj ma podłoże w tych starych schematach wyniesionych z domu rodzinnego. Czasem samo uświadomienie sobie tego wyzwala z popełniania ciągle tych samych błędów. Wiem o czym mówię. Byłam w podobnej sytuacji co autorka...

Pozdrawiam

Uważam, że każda kobieta by weszła w ten sam sposób w taką samą sytuację jak kroteczka, tyle że nie miała nigdy takiej sytuacji w życiu. Romanse pobudzają kobiety, bo to taka niepewność, coś co wzbudza pożądanie, nic stabilnego. Kobiece pożądanie zabija nuda, a przy kochanku nudy nie ma nigdy przez samą "tragiczną" bezprecedensową i nigdy niewyjaśnioną sytuację + nadzieja na zmiany.

a skąd ty wiesz, znasz każdą kobietę na ziemi? ja tak nie uważam

1 836

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
kroteczka napisał/a:
milka9 napisał/a:

Czyli według ciebie znalezienie sobie sensownego mężczyzny w pewnym wieku jest bardzo utrudnione?
A ja myślę że kogoś sobie znajdę,  jestem bardzo otwartą osobą,  lubię rozmawiać z mężczyznami i zawsze czuję się dla nich równorzędna partnerką. Ale zobaczymy jak będzie,  może być różnie.

Może być utrudnione, ale nie musi... zajmuje więcej czasu. Na wolnych facetów kobiety czekają, a wolne kobiety muszą sobie kogoś poszukać.... podobno tak jest.
Moja koleżanka narzeka, że wciąż trafia na facetów, którzy szukają darmowego lokum,
inna znalazła sensownego w przeciągu 2 lat, czyli szybko.
Z pewnością strach przed trudnościami nie powinien powodować  kontynuacji życia w nieudanym związku.

Zainteresowanie wśród mężczyzn łatwo jest zaleźć, ale intencje niestety trudno odgadnąć. Ja ok. 30-tki trafiałam na takich facetów, co już zaraz chcieli się oświadczać, albo takich co szukali (tylko) odskoczni - jedni i drudzy odstraszają wink
Często nie ma się czasu ani ochoty na poznawanie kogoś, staranie się - ludzie stają się wygodni, ale też są "skrzywieni' różnymi doświadczeniami. A sensowni wolni mężczyźni 30+ to rzeczywiście "towar" deficytowy.
Ja w końcu po kilku latach znalazłam swoją miłość, ale jak wiadomo kiedy go poznałam był żonaty. Jednak uważam, że gdybym od razu wpakowała się w romans, to by nie przetrwało. Ten czas poznawania, przyjaźni wiele dał. Mieliśmy okazję poznać się w różnych sytuacjach, trochę razem przeżyć... w końcu zaczęło nam zależeć na sobie a pierwsza fascynacja przerodziła się w głębszą więź.
Nie ma tu jednak ani reguły ani recepty....

Anastazjo,
trzydziestoletnia, wolna i bezdzietna kobieta jest w zupełnie innej sytuacji niż prawie czterdziestoletnia rozwódka z dziećmi.
W drugim przypadku partner musi również zaakceptować dzieci, całą sytuację.
Jest trudne a nie niemożliwe.

W nawiązaniu do innych postów:
nie rozumiem dlaczego Krotka musiałaby spowiadac się każdemu potencjalnemu partnerowi z romansu. To Jej sprawa.
Bardziej to  Ona sama powinna zrobic sobie wewnętrzną spowiedź, zastanowic się nad motywami.... w celu nauki na przyszłość.

1 837

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Albert Einstein powiedział: "gdy przyglądam się sobie i moim metodom rozumowania, dochodzę do wniosku, że fantazja odgrywała w moim życiu większą rolę niż talent do przyswajania wiedzy obiektywnej".

Na swój własny użytek zrobiłam rozgraniczenie pomiędzy tym, czym jest fantazja, a potężną siłą, jaką został obdarowany człowiek, czyli wyobraźnią. Nie zdążyłam jednak podyskutować o tym z Einsteinem ;-))) Przypuszczam, że doszlibyśmy do konsensusu. Bo o ile według mnie fantazja karmi się iluzją, o tyle wyobraźnia bazuje na detalach przyswojonej i pojętej wiedzy lub doświadczenia i rozwija je w ideę całości.

Aurora,
Nawet nie wiesz, jaką radochę mi sprawłaś swoim postem big_smile
Trafiłaś w sedno. Mam nadzieję, że będziemy miały jeszcze okazję w tej wirtualnej przestrzeni porozmawiać sobie o różnicach pomiędzy fantazją a wyobraźnią, żeby już nie offtopować wątku Krotki smile
Jeszcze tylko dodam, że w oryginale TA fantazja, o której myślał Einstein jest DAREM, który trudniej "wypracować" niż trzymać się rzeczywistości, dla której okowami jest wyobraźnia. Spójrz nawet na to forum: ilu jest rzemieślników wyobraźni a ilu fantastów rozszerzających tę wyobraźnię.

1 838

Odp: Zniszczylam swoje zycie
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Przecież to żadna filozofia - jeśli trzymasz faceta bez seksu będzie starał się na wszystkie sposoby odtworzyć relację seksualną między wami. Najpierw sprawdzi czy może "wymiękniesz" bez stosowania dodatkowych środków - po to wziął cię do "prodżektu". Jeśli będzie musiał, zacznie opowiadać o chęci rozwodu z żoną i bycia z Tobą długo i szczęśliwie.

"To zależy tylko i wyłącznie od mojej woli."
Wola zadba o to aby się wyłączyć jeśli będzie trzeba. Tak jak widzę, z tzw. "zauroczenia" kiedy nie doszło jeszcze do jakieś formy konsumpcji związku potrzeba około 3 miesięcy aby przestać się męczyć nieobecnością obiektu pożądania. A i tak każdy przypadkowy kontakt z obiektem ZERUJE LICZNIK i na nowo zaczyna się rozkminianie "co by było gdyby".

Jakoś nie widzę szansy na to abyś mogłą się łątwo od tego uwolnić - to przypomina rzucanie palenia w taki sposób aby mieć stale przy sobie papierosy i po nie nie sięgać. Tak wprawdzie rzucił palenie mój ojciec, ale "nie próbujcie tego w domu" - bo metoda nie jest dla wszystkich.

Zatem wystarczy, że będziecie z sobą przez jakiś czas i "twoja wola" zdecyduje inaczej niż dotąd.
Jeśli wytrzymasz dłużej, zaczną się podchody grubszego kalibru.

A w ogóle, to może napisz "Czego ty właściwie chcesz?"

1)Rozwieść z mężem
2)Pogodzić z mężem

Jeśli rozwieść z mężem to:

1)Żyć najpierw samotnie wychowując dzieci potem ewentualnie znaleźć kogoś sensownego
2)Odnowić związek z kochankiem w sytuacji zdradzania przez niego żony
3)Odnowić związek z kochankiem pod warunkiem jego rozwodu z żoną

Innymi słowy napisz jakie masz CELE, bo póki NIE WIADOMO O CO CI CHODZI pozostaje tylko żartować ewentualnie pisać "tak wogle".

Czego chcesz realnie - żadne tam udawanie że jesteś lepsza niż jesteś albo gorsza niż jesteś. Czego chcesz NAPRAWDĘ?

Sama nie wiem czego chcę. Nie potrafię żyć z mężem,  nie potrafię żyć z kochankiem. 
Nie wyobrażam sobie dalszego życia. Żyję z dnia na dzień dla dzieci.  Tyle.
Nigdy nie przypuszczałam że tak to się potoczy. Ze tak po prostu spie..rze sobie cały świat.
Gdyby to tylko ode mnie zależało to by mnie tu nie było.

1 839 Ostatnio edytowany przez Po przejściach 48 (2015-02-12 15:51:57)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Cytat :"Sama nie wiem czego chcę. Nie potrafię żyć z mężem,  nie potrafię żyć z kochankiem.
Nie wyobrażam sobie dalszego życia. Żyję z dnia na dzień dla dzieci.  Tyle.
Nigdy nie przypuszczałam że tak to się potoczy. Ze tak po prostu spie..rze sobie cały świat.
Gdyby to tylko ode mnie zależało to by mnie tu nie było."

Przecież musisz wiedzieć do czego dążysz. Jeżeli nie potrafisz żyć z żadnym z nich, to odetnij się od nich i żyj samotnie, tylko dla dzieci, aż poukładasz sobie to wszystko w głowie. Bo w ten sposób będąc w takiej rozterce do niczego nie dojdziesz, a dzieci i tak widzą że coś niedobrego dzieje się z Tobą.

1 840

Odp: Zniszczylam swoje zycie

..."Sama nie wiem czego chcę. Nie potrafię żyć z mężem,  nie potrafię żyć z kochankiem..."


hehe Krotka nie wie sama czego chce... ale wie, że przy znalezieniu następnego łosia nie bedzie miała problemu...ot myślenie...

1 841

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Krotka,
po pierwsze wiesz już czego nie chcesz.
Nie chcesz ani męża ani kochanka.
Więc zacznij myśleć o sobie, jako o wolnej kobiecie z dziećmi,
z dobrą pracą, z dobrym wykształceniem, ze zdrowiem i pewnie urodą.
Nawet nie wiesz , że to już dużo na start.
I na tym się skup. Uporządkuj swoje życie i organizuj je w nowych okolicznościach.
Ludzie z większych tarapatów wychodzą. Dają sobie radę i cieszą się z życia.
Poczytaj opowieści innych ludzi : samotnych, z problemami zdrowotnymi, finansowymi i złamanymi sercami.
Naprawdę nie jest tak źle, da się z tego wyjść.
Powodzenia !

1 842

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Po przejściach 48 napisał/a:

Jeżeli nie potrafisz żyć z żadnym z nich, to odetnij się od nich i żyj samotnie...

wydaje mi się, że to nie jest mozliwe, wg mnie Romeo nie odpuści ... aż do samozagłady krotki. Jedyna osoba jaj życzliwa (mąż) pewnie by jej z chęcią pomogła ale krotka nie chce.

1 843

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bullet napisał/a:
Po przejściach 48 napisał/a:

Jeżeli nie potrafisz żyć z żadnym z nich, to odetnij się od nich i żyj samotnie...

wydaje mi się, że to nie jest mozliwe, wg mnie Romeo nie odpuści ... aż do samozagłady krotki. Jedyna osoba jaj życzliwa (mąż) pewnie by jej z chęcią pomogła ale krotka nie chce.

Czemu ma nie odpuścić? Przy konsekwencji Krotki moze odpuścić.
Ponadto ci męscy, lekko bezczelni .... często w sytuacjach naprawdę stresowych nagle stają się cienkimi bolkami.
Oj, niebezpieczeństwo wydania się, straty dobrej posadki i niezłych dochodów ..... potrafi skutecznie uspokoić delikwenta.

1 844 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-02-12 16:14:30)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Tu nie ma "męskości" tylko paląca potrzeba przeglądania się w zachwyconych oczach samicy. smile

Krotka tego ciągle nie rozumie, stąd jej dylematy.

Męski facet jest stanowczy i zdecydowany. Tutaj "męstwo" polega na prężeniu klaty i innych walorów.

Mnóstwo takich samców spotykam, niektórzy potrafią pobudzić w kobiecie to i owo wink nie ma się co oszukiwać, nie jesteśmy z kamienia. Sęk w tym, żeby nie brać tych tańców godowych za wyznania miłości, wtedy nic nam nie grozi.

1 845

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Tu nie ma "męskości" tylko paląca potrzeba przeglądania się w zachwyconych oczach samicy. smile

Krotka tego ciągle nie rozumie, stąd jej dylematy.

Męski facet jest stanowczy i zdecydowany. Tutaj "męstwo" polega na prężeniu klaty i innych walorów.

Mnóstwo takich samców spotykam, niektórzy potrafią pobudzić w kobiecie to i owo wink nie ma się co oszukiwać, nie jesteśmy z kamienia. Sęk w tym, żeby nie brać tych tańców godowych za wyznania miłości, wtedy nic nam nie grozi.

Prawdziwą męskość mężczyzna ma w głowie i w sercu, a nie w rozporku.:)

1 846

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Prawdziwą męskość mężczyzna ma w głowie i w sercu, a nie w rozporku.smile

To w takim razie lovelas kroteczki  Clintem Eastwoodem nie jest wink

1 847

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:
bullet napisał/a:
Po przejściach 48 napisał/a:

Jeżeli nie potrafisz żyć z żadnym z nich, to odetnij się od nich i żyj samotnie...

wydaje mi się, że to nie jest mozliwe, wg mnie Romeo nie odpuści ... aż do samozagłady krotki. Jedyna osoba jaj życzliwa (mąż) pewnie by jej z chęcią pomogła ale krotka nie chce.

Czemu ma nie odpuścić? Przy konsekwencji Krotki moze odpuścić.
Ponadto ci męscy, lekko bezczelni .... często w sytuacjach naprawdę stresowych nagle stają się cienkimi bolkami.
Oj, niebezpieczeństwo wydania się, straty dobrej posadki i niezłych dochodów ..... potrafi skutecznie uspokoić delikwenta.

dokładnie tak, gdyby krotka była zdeterminowana i miała żelazne postanowienie, ze chce to zakńczyć, to facet b.szybko zwinąłby żagle
w tej chwili on sądzi, że krotka bawi się z nim udając niedostępną (no i chyba ma racje) dlatego pręzy pierś
zatańczyłaby z nim ostrzej to oklapnie jak przekuty balon i di end, byłoby po wszystkim

1 848 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-02-12 17:26:02)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

zatańczyłaby z nim ostrzej to oklapnie jak przekuty balon i di end, byłoby po wszystkim

Wiadomo, że tak i tego się krotka boi najbardziej, że on w końcu przestanie się nią interesować.

1 849

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Tu nie ma "męskości" tylko paląca potrzeba przeglądania się w zachwyconych oczach samicy. smile

Krotka tego ciągle nie rozumie, stąd jej dylematy.

Męski facet jest stanowczy i zdecydowany. Tutaj "męstwo" polega na prężeniu klaty i innych walorów.

Mnóstwo takich samców spotykam, niektórzy potrafią pobudzić w kobiecie to i owo wink nie ma się co oszukiwać, nie jesteśmy z kamienia. Sęk w tym, żeby nie brać tych tańców godowych za wyznania miłości, wtedy nic nam nie grozi.

Prawdziwą męskość mężczyzna ma w głowie i w sercu, a nie w rozporku.:)

Zgadzam się z tym Milka. Zrozumiałam to w ciągu ostatnich miesięcy,  dlatego też nie chcę być z kochankiem i dlatego też wcale nie tak trudno przychodzi mi odrzucenie go fizycznie.

1 850 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2015-02-12 21:55:38)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Krotka,od czego by tu zacząć.....
Ja też długo nie wiedziałam czego chcę i wydawało mi się, że tak będzie zawsze. Byłam niezdecydowana, niezadowolona, chciałam tego i tamtego, a jednocześnie nie do końca byłam pewna, czy tak właśnie jest. Takie masło maślane. Takie nic. Życie w zawieszeniu i wieczne ubolewanie nad swoim nieszczęściem. Ty chyba lubisz to trochę, co? Lubisz użalać się nad sobą, piać peany o swoim marnym losie. To, przewrotnie, daje ci namiastkę szczęścia gdyby się nad tym porządnie zastanowić.
Lubisz swe cierpiętniczo romantyczne zapędy. Uwazasz że są częścią ciebie i że cię kształtują, określają. I że tego nie zmienisz, bo inaczej przestaniesz być sobą.
Krotka, dobra wiadomość jest taka, że to go..no prawda. Możesz odmienić swój los:)
Zła wiadomość to ta, że musisz tego chcieć. A ty nie chcesz jeszcze.
Nie chcesz, boś uparta:p
Bo boisz się tego, co cię spotka za zakrętem, kiedy już decyzje zostaną podjęte. Bo wolisz durne, zastane tu i teraz niż nowe nie wiadomo jakie.
Każde nowe, jeśli nieodwracalne przynosi na początku strach. Nie wiemy czego oczekiwać, boimy się.
Tylko wiesz, jeszcze do muru nie doszłaś, a jesteś na najlepszej drodze niestety. Chciej to zmienić!!!
Po tej drugiej stronie jest dużo łatwiej Krotka. Gwarantuje.

1 851 Ostatnio edytowany przez kroteczka (2015-02-12 22:25:39)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Teraz mam po prostu wielki dół,  czuję się tragicznie.
Jak myśli że nie widzę to patrzy się na mnie,  obserwuje, słucha o czym rozmawiam przez telefon. Niestety ja też jak ktoś idzie korytarzem słucham czy to on a jego kroki rozpoznaje bezbłędnie.
Wieczorem ciągle o nim myślę to jakaś obsesja.  Nie dam rady tak pracować.  A on jak na złość stał się cichy i mało towarzyski. I zamiast go nienawidzic robi mi się go żal.
I tak właśnie unieszczesliwilam dwóch mężczyzn i jeszcze samą siebie.
Nieznamsiebie a gdzie jest ten mur? Ja mam wrażenie że wale w niego głową już od miesięcy.

1 852

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
milka9 napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Tu nie ma "męskości" tylko paląca potrzeba przeglądania się w zachwyconych oczach samicy. smile

Krotka tego ciągle nie rozumie, stąd jej dylematy.

Męski facet jest stanowczy i zdecydowany. Tutaj "męstwo" polega na prężeniu klaty i innych walorów.

Mnóstwo takich samców spotykam, niektórzy potrafią pobudzić w kobiecie to i owo wink nie ma się co oszukiwać, nie jesteśmy z kamienia. Sęk w tym, żeby nie brać tych tańców godowych za wyznania miłości, wtedy nic nam nie grozi.

Prawdziwą męskość mężczyzna ma w głowie i w sercu, a nie w rozporku.:)

Zgadzam się z tym Milka. Zrozumiałam to w ciągu ostatnich miesięcy,  dlatego też nie chcę być z kochankiem i dlatego też wcale nie tak trudno przychodzi mi odrzucenie go fizycznie.

Bardzo dobrze.
Trochę więcej realizmu , odwagi, spędzania czasu z rodziną, prawdziwymi przyjaciółmi ... i z czasem wyjdziesz z tego zawieszenia.

1 853

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Teraz mam po prostu wielki dół,  czuję się tragicznie.
Jak myśli że nie widzę to patrzy się na mnie,  obserwuje, słucha o czym rozmawiam przez telefon. Niestety ja też jak ktoś idzie korytarzem słucham czy to on a jego kroki rozpoznaje bezbłędnie.
Wieczorem ciągle o nim myślę to jakaś obsesja.  Nie dam rady tak pracować.  A on jak na złość stał się cichy i mało towarzyski. I zamiast go nienawidzic robi mi się go żal.
I tak właśnie unieszczesliwilam dwóch mężczyzn i jeszcze samą siebie.
Nieznamsiebie a gdzie jest ten mur? Ja mam wrażenie że wale w niego głową już od miesięcy.

Jesli obaj mężczyźni chcą stworzyć z Tobą związek.... to masz 3 możliwości:
wybierasz pana nr 1,
wybierasz pana nr 2,
nie wybierasz żadnego.
DECYDUJ KOBIETO !

Pozostałe konfiguracje, że 1 , a na boku 2 lub odwrotnie ....Tobie nie służą, więc odradzam.

1 854

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

I tak właśnie unieszczęśliwiłam dwóch mężczyzn i jeszcze samą siebie.

Kochana - tylko Siebie i tylko przede wszystkim.
O nich się nie martw. To już ich życie.
Napełnij swój dzban , będziesz mogła wtedy dolewać do innych.

1 855

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Krotka, mur będzie wtedy, kiedy nie będzie odwrotu. Bo ty wciąż masz możliwości, tylko z nich nie korzystasz.

1 856

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:
kroteczka napisał/a:
milka9 napisał/a:

Prawdziwą męskość mężczyzna ma w głowie i w sercu, a nie w rozporku.:)

Zgadzam się z tym Milka. Zrozumiałam to w ciągu ostatnich miesięcy,  dlatego też nie chcę być z kochankiem i dlatego też wcale nie tak trudno przychodzi mi odrzucenie go fizycznie.

Bardzo dobrze.
Trochę więcej realizmu , odwagi, spędzania czasu z rodziną, prawdziwymi przyjaciółmi ... i z czasem wyjdziesz z tego zawieszenia.

Staram się to robić,  ale to jest jak nałóg - wiem że on źle na mnie działa,  ale ciągnie mnie do niego.

1 857 Ostatnio edytowany przez milka9 (2015-02-13 00:52:07)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
milka9 napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Zgadzam się z tym Milka. Zrozumiałam to w ciągu ostatnich miesięcy,  dlatego też nie chcę być z kochankiem i dlatego też wcale nie tak trudno przychodzi mi odrzucenie go fizycznie.

Bardzo dobrze.
Trochę więcej realizmu , odwagi, spędzania czasu z rodziną, prawdziwymi przyjaciółmi ... i z czasem wyjdziesz z tego zawieszenia.

Staram się to robić,  ale to jest jak nałóg - wiem że on źle na mnie działa,  ale ciągnie mnie do niego.

Sama siebie zacytuję smile bo ja nie znam innej drogi, za głupia może jestem , ale tylko taki mam pomysł:

Jesli obaj mężczyźni chcą stworzyć z Tobą związek ( być na dobre i na złe, żyć ) ).... to masz 3 możliwości:
wybierasz pana nr 1,
wybierasz pana nr 2,
nie wybierasz żadnego.
DECYDUJ KOBIETO !

Pozostałe konfiguracje, że 1 , a na boku 2 lub odwrotnie ....Tobie nie służą, więc odradzam.

I tak nieśmiało zasugeruję.  Jakbyś wybrała pana kochanka, to poproś go aby zachował się jak MĘŻCZYZNA
i przed ewentualnymi oświadczynami nowej zonie .... rozstał się z obecna zoną, aby przeprosił i wynagrodził jej porzucenie.
Nie piszę tego Krotko złośliwie, ale uważam, że nawet w tej, co tu duzo mówić przykrej i złej sytuacji, można postarać się
zachować trochę uczciwości. Ponadto to także dla Twojego dobra.
Piszę tak , bo nie wydaje mi się, że definitywnie rozstałaś się z kochankiem.... wciąż o nim marzysz przed snem.

Powodzenia !!!!!!!!

1 858

Odp: Zniszczylam swoje zycie
NieZnamSiebie napisał/a:

Krotka, mur będzie wtedy, kiedy nie będzie odwrotu. Bo ty wciąż masz możliwości, tylko z nich nie korzystasz.

Czyli wniosek o rozwód? bo z kochankiem już zerwałam definitywnie. A może wygarnąć Xowi wszystko, co o nim myślę?

1 859 Ostatnio edytowany przez milka9 (2015-02-12 22:48:33)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
NieZnamSiebie napisał/a:

Krotka, mur będzie wtedy, kiedy nie będzie odwrotu. Bo ty wciąż masz możliwości, tylko z nich nie korzystasz.

Czyli wniosek o rozwód? bo z kochankiem już zerwałam definitywnie. A może wygarnąć Xowi wszystko, co o nim myślę?

To już Ty musisz zdecydować . Twój wybór. Ja mogę jedynie Tobie kibicować.

1 860

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:
kroteczka napisał/a:
NieZnamSiebie napisał/a:

Krotka, mur będzie wtedy, kiedy nie będzie odwrotu. Bo ty wciąż masz możliwości, tylko z nich nie korzystasz.

Czyli wniosek o rozwód? bo z kochankiem już zerwałam definitywnie. A może wygarnąć Xowi wszystko, co o nim myślę?

To już Ty musisz zdecydować . Twój wybór. Ja mogę jedynie Tobie kibicować.

Dokładnie. Słuchaj siebie. Wsłuchaj w swoje potrzeby, nie zgaduj, nie wal na oślep.
Kochanek.... Myślisz o nim... nie wiem, czy to takie definytywne zerwanie.
I ja życzę powodzenia.

1 861

Odp: Zniszczylam swoje zycie
DoReMi napisał/a:

Hej, witajcie,
Tak sobie myślę, że może żeby w ogóle myśleć o zmianie tej sytuacji Kroteczka powinna zacząć od spojrzenia poza samą sytuację romansu i małżeństwa a mianowicie na to jak wyglądały jej pierwsze relacje z mężczyznami, jak było w jej domu rodzinnym, jakim człowiekiem był jej ojciec a jaka była matka, jakim małżeństwem byli rodzice? Takie schematy postępowania nawet wchodzenia w rolę kochanki ... to wszystko zazwyczaj ma podłoże w tych starych schematach wyniesionych z domu rodzinnego. Czasem samo uświadomienie sobie tego wyzwala z popełniania ciągle tych samych błędów. Wiem o czym mówię. Byłam w podobnej sytuacji co autorka...

Pozdrawiam

Doremi zastanawiałam się nad tym co napisałaś.
Tak na prawdę nic mi nie przychodzi do głowy dlaczego weszłam w ten romans. Rodzice byli i są dobrym małżeństwem.  Ojciec jest bardzo dobrym ojcem,  dla mnie prawie ideałem mężczyzny.
Wcześniejsze (przedmalzenskie) relacje z mężczyznami miałam dobre. Ja się dość szybko angażowałam, ale potem mi po jakimś czasie przechodziło.  To zawsze ja zrywalam, ale bez scen bez awantur. Moi faceci (bylo 3 powaznych przed mężem) starali się bym wróciła ale nigdy się tak nie działo.  Zaznaczam że NIGDY powodem zerwania nie był inny mężczyzna, zawsze we mnie się wypalalo.
Nigdy nie byłam w toksycznym związku. Jeśli widziałam że zachowanie chłopaka mi nie pasuje to ograniczalam kontakt. Rodzice dali mi duże poczucie własnej wartości.
Nigdy wcześniej nie zdradziłam męża, nie całowałam się,  nie przytulalam. Zawsze miałam wielu kolegów,  ale nigdy nie skracalam dystansu.
Nie wiem jak to się stało że weszłam w ten romans. Do tej pory nie mogę w to uwierzyć.

1 862

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Tak sobie poczytałam co piszesz, i zastanawia mnie dlaczego to tak długo trwa, mimo niezwykłej okazji skonfrontowania swojej postawy z tyloma opiniami tu na forum, z taką opisywaną traumą zdrady dla tylu bliskich osób. Dlaczego tak długo myślami trwasz przy tym cudzym mężu? Nie znajdziesz usprawiedliwienia dla zdrady, może jedynie jakieś uzasadnienie. Skoro na wzorce z domu narzekać nie możesz, to może po prostu, co zachciałaś to dostałaś, dostawałaś nie dawałaś, wszystko miałaś i zawsze mogłaś liczyć na wybaczenie, nuda, potrzeba adrenaliny, brak wyobraźni....
Dla Ciebie może i lepiej, że nie rozumiesz co się tak naprawdę stało. Zniszczenie życia z uwagi na "zbyt późne spotkanie miłości życia" albo skonstatowanie, że ta miłość życia chciała tylko seksu, to nic w porównaniu ze świadomością zniszczenia życia najbliższym z powodu własnej zdrady.  A i dla męża lepiej, że nie wie... bo trudno uwierzyć, że ot tak przeszedł do porządku dziennego nad separacją a jego zachowanie po ujawnieniu, opisywane przez Ciebie, było nad podziw lajtowe. W przeważającej większości przypadków to potworne zranienie i cierpienie.

1 863

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie wiem jak to się stało że weszłam w ten romans. Do tej pory nie mogę w to uwierzyć.

Krotka, ale Ty przecież doskonale wiesz dlaczego w to weszłaś, po co się dalej oszukujesz? Przecież my też o tym wie,y i nikt Cię za Twoje myśli czy emocje nie linczuje. Jedynie za to, że nie potrafiłaś podjąć decyzji by nie niszczyć człowieka obok Ciebie i przychodziło ci to zaskakująco łatwo.
To był powód tej całej "nagonki", jeśli tak chcesz to dalej nazywać.

A w romans weszłaś, bo postawiłaś tego faceta wyżej w atrakcyjności od swojego męża- powody? Drugorzędne znaczenie w tym momencie. Podświadomie cały czas żyjąc z mężem (a raczej obok niego) uważałaś, że zasługujesz na 'kogoś lepszego' - wg Twoich kryteriów. "Samo" nic się nie dzieje - zapomnij.

1 864

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
DoReMi napisał/a:

Hej, witajcie,
Tak sobie myślę, że może żeby w ogóle myśleć o zmianie tej sytuacji Kroteczka powinna zacząć od spojrzenia poza samą sytuację romansu i małżeństwa a mianowicie na to jak wyglądały jej pierwsze relacje z mężczyznami, jak było w jej domu rodzinnym, jakim człowiekiem był jej ojciec a jaka była matka, jakim małżeństwem byli rodzice? Takie schematy postępowania nawet wchodzenia w rolę kochanki ... to wszystko zazwyczaj ma podłoże w tych starych schematach wyniesionych z domu rodzinnego. Czasem samo uświadomienie sobie tego wyzwala z popełniania ciągle tych samych błędów. Wiem o czym mówię. Byłam w podobnej sytuacji co autorka...

Pozdrawiam

Doremi zastanawiałam się nad tym co napisałaś.
Tak na prawdę nic mi nie przychodzi do głowy dlaczego weszłam w ten romans. Rodzice byli i są dobrym małżeństwem.  Ojciec jest bardzo dobrym ojcem,  dla mnie prawie ideałem mężczyzny.
Wcześniejsze (przedmalzenskie) relacje z mężczyznami miałam dobre. Ja się dość szybko angażowałam, ale potem mi po jakimś czasie przechodziło.  To zawsze ja zrywalam, ale bez scen bez awantur. Moi faceci (bylo 3 powaznych przed mężem) starali się bym wróciła ale nigdy się tak nie działo.  Zaznaczam że NIGDY powodem zerwania nie był inny mężczyzna, zawsze we mnie się wypalalo.
Nigdy nie byłam w toksycznym związku. Jeśli widziałam że zachowanie chłopaka mi nie pasuje to ograniczalam kontakt. Rodzice dali mi duże poczucie własnej wartości.
Nigdy wcześniej nie zdradziłam męża, nie całowałam się,  nie przytulalam. Zawsze miałam wielu kolegów,  ale nigdy nie skracalam dystansu.
Nie wiem jak to się stało że weszłam w ten romans. Do tej pory nie mogę w to uwierzyć.

krotko weszłaś w romans, bo byłaś znudzona meżem i waszym wspólnym życiem, a kochanek cię rajcował- włosy na karku ci dęba stawały w jego obecności i już, proste, może byłaś do ery "przedkochankowej" nierozbudzona seksualnie
do tej pory nie umiesz odpowiedzieć na pytanie dlaczego  wyszłaś za swojego meża, i udajesz, że nie wiesz dlaczego weszłaś w romans

1 865

Odp: Zniszczylam swoje zycie
NiobeXXX napisał/a:

krotko weszłaś w romans, bo byłaś znudzona meżem i waszym wspólnym życiem, a kochanek cię rajcował- włosy na karku ci dęba stawały w jego obecności i już, proste, może byłaś do ery "przedkochankowej" nierozbudzona seksualnie
do tej pory nie umiesz odpowiedzieć na pytanie dlaczego  wyszłaś za swojego meża, i udajesz, że nie wiesz dlaczego weszłaś w romans

Nie wiem czy byłam nierozbudzona seksualnie. W sumie może tak. Bo przy nim miałam doznania jakich nigdy wcześniej nie doświadczyłam ale to tylko jego zasługa.  I niestety czułam że tak będzie już na etapie kiedy jedyny kontakt fizyczny był w tańcu. Już wtedy wiedziałam że seks z nim byłby cudowny. Niestety poszłam tą drogą,  może żal mi było nie spróbować,  nie doświadczyć czegoś niesamowitego.
Może podświadomie myślałam "to tylko pocałunek" a potem znowu i znowu.  I dalej to samo z seksem - "tylko jeden raz" - no i oczywiście skończyło się jak skończyło.
Teraz myślę że tak bardzo chciałam doświadczyć czegoś niesamowitego. Gdyby nie pociągal mnie tak fizycznie a jednocześnie nie był tak bliski mi psychicznie - nie weszłabym w to.

1 866

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

... Gdyby nie pociągal mnie tak fizycznie a jednocześnie nie był tak bliski mi psychicznie - nie weszłabym w to.

Kroteczka,
O co chodzi z tą bliskością psychiczną?
Możesz to rozwinąć, bo nie rozumiem.

1 867 Ostatnio edytowany przez kroteczka (2015-02-17 16:42:41)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:
kroteczka napisał/a:

... Gdyby nie pociągal mnie tak fizycznie a jednocześnie nie był tak bliski mi psychicznie - nie weszłabym w to.

Kroteczka,
O co chodzi z tą bliskością psychiczną?
Możesz to rozwinąć, bo nie rozumiem.

Zawsze się świetnie rozumielismy, smialismy z tych samych rzeczy,  mieliśmy te same marzenia, chcieliśmy odwiedzić te same kraje. Rozumielismy się bez słów.  Jak byliśmy razem w delegacjach to przy kolacji gadaliśmy godzinami i czuliśmy się bardzo swobodnie. Potem rozchodzilismy się do pokoi ciesząc że się zobaczymy rano.
On mi pierwszej chwalił się swoimi sukcesami a ja jemu. Zawsze się cieszył jak mi się coś udało.  To samo ja miałam w drugą stronę.  Bardziej się martwilam jak jemu coś nie wyszło niż jak mi samej.
Tak mi żal tej relacji,  nie sądzę żebym miała szansę z kimś jeszcze zbudować coś takiego.

1 868

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Przyszłość napisał/a:
kroteczka napisał/a:

... Gdyby nie pociągal mnie tak fizycznie a jednocześnie nie był tak bliski mi psychicznie - nie weszłabym w to.

Kroteczka,
O co chodzi z tą bliskością psychiczną?
Możesz to rozwinąć, bo nie rozumiem.

Zawsze się świetnie rozumielismy, smialismy z tych samych rzeczy,  mieliśmy te same marzenia, chcieliśmy odwiedzić te same kraje. Rozumielismy się bez słów.  Jak byliśmy razem w delegacjach to przy kolacji gadaliśmy godzinami i czuliśmy się bardzo swobodnie. Potem rozchodzilismy się do pokoi ciesząc że się zobaczymy rano.
On mi pierwszej chwalił się swoimi sukcesami a ja jemu. Zawsze się cieszył jak mi się coś udało.  To samo ja miałam w drugą stronę.  Bardziej się martwilam jak jemu coś nie wyszło niż jak mi samej.
Tak mi żal tej relacji,  nie sądzę żebym miała szansę z kimś jeszcze zbudować coś takiego.

Wiesz Krotka,
Dla mnie to opis takiej kupmpelskiej (nawet nie przyjacielskiej) relacji.
Mam kumpla, którego po prostu ubóstwiam i śmieję się szczerze szeroko jak tylko go widzę - mogłabym napisać o tej relacji dokładnie to samo, co Ty powyżej o swoim kochanku (no może bez informowania jako pierwszego o sukcesach) a nawet dorzucić jeszcze trochę.

Krotka, próbuję Tobie powiedzieć, że ta wyidealizowana przez Ciebie relacja nie jest niczym niezwykłym i mogłabyś podobną zbudować z bardzo wieloma osobami.
A prawdziwa bliskość zupełnie na czym innym polega.

1 869 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-02-17 17:10:13)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Nie wiem jak to się stało że weszłam w ten romans. Do tej pory nie mogę w to uwierzyć.

Musisz znaleźć odpowiedź na to pytanie, aby poznać Samą Siebie i wyznaczyć Sobie granice moralne. Tak "zwalasz" część Swoich decyzji na los. No ale niestety los nie pomoże Ci w sytuacji, gdy będzie trzeba zmierzyć się z konsekwencjami hmm (pomógł Ci z tym problemem?).

1 870

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Gdybym nie znała krotki, poleciłabym świetną lekturę a propos bliskości: Osho "Bliskość" - rozwiałaby wszelkie wątpliwości n/t tego uzależnienia zwanego potocznie romansem, a które autorka myli z miłością, bo zewnętrzne "objawy" są na pozór podobne.

Ale znam krotkę na tyle, że ona sobie tego trudu nie zada i nie przeczyta. W zamian będzie powtarzała jak mantrę, że straciła "najbliższego przyjaciela", bo bez tej bajeczki, którą sobie opowiada od 8 lat musiałaby w końcu przejść przez ból rozczarowania, który jest nieodłącznym finałem każdej znajomości opartej na złudzeniach.

1 871 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-02-17 18:15:01)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:

A prawdziwa bliskość zupełnie na czym innym polega.

no i jak tu się nie zgodzić z Przyszłością wink
DOKŁADNIE
bliskość z mężczyzną w związku, to coś zupełnie innego niż to, co ty opisujesz
zaczęłam sobie myśleć - może krotka, ty żyjesz (żyłaś) tak, niby z mężem
niby związek
niby sex
niby małżeństwo ...
(to tylko jedna z hipotez)
i coś tam w środku gniecie...
tylko nie wiesz, że zbudowanie tej bliskości, to praca niełatwa czasami - trzeba włożyć w to trochę wysiłku
samo raczej ... nie przypełznie  wink

1 872

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Gdybym nie znała krotki, poleciłabym świetną lekturę a propos bliskości: Osho "Bliskość" - rozwiałaby wszelkie wątpliwości n/t tego uzależnienia zwanego potocznie romansem, a które autorka myli z miłością, bo zewnętrzne "objawy" są na pozór podobne.

Ale znam krotkę na tyle, że ona sobie tego trudu nie zada i nie przeczyta. W zamian będzie powtarzała jak mantrę, że straciła "najbliższego przyjaciela", bo bez tej bajeczki, którą sobie opowiada od 8 lat musiałaby w końcu przejść przez ból rozczarowania, który jest nieodłącznym finałem każdej znajomości opartej na złudzeniach.

Dokladnie, przecież to wszysto to tylko powierzchowność...dla seksu. A w każdej takiej relacji jest tak samo. Co zastanawia bo przecież w malzenstwie można było wypracować sobie takie "powierzchowne" sposoby okazywania uczuc i być szczęśliwym. No ale po co zabiegac o cos co jest dostępne pod reka?

1 873

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Mańku, tu chodzi tak naprawdę o to, że ta "bliskość" między krotką a jej loverem nie została przez niego jakoś 'wypracowana', ona została wyprojektowana przez zadurzony mózg krotki.
Wszyscy wiemy jak ludzki mózg głupieje i przypisuje automatycznie pozytywne cechy osobom, które są dla nas seksualnie atrakcyjne i deprecjonuje lub nie dostrzega ich w osobie, która nas nie pociąga lub seksualnie odrzuca.

Tu zadziałał ten sam mechanizm. Ponieważ krotka ma mokro na sama myśl o nim, to każdy jego ruch grzywki na wietrze zinterpretuje jak najpiękniejszy poemat miłosny, a rozmowy typu "No co tam, lalka? ;)U mnie to i to. uu..fajnie dziś twój tyłek wygląda w tej spódnicy :> <cap za ten tyłek>" weźmie za ultra bliskość.

I analogicznie: codzienne rozmowy z mężem, jego troskę o nią i dzieci to już żadna bliskość, bo w połączeniu z suchością w majtkach (sorry, ale tak to działa na tym poziomie) ona w ogóle więzi nie odczuwa.

1 874

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Przyszłość napisał/a:

Wiesz Krotka,
Dla mnie to opis takiej kupmpelskiej (nawet nie przyjacielskiej) relacji.
Mam kumpla, którego po prostu ubóstwiam i śmieję się szczerze szeroko jak tylko go widzę - mogłabym napisać o tej relacji dokładnie to samo, co Ty powyżej o swoim kochanku (no może bez informowania jako pierwszego o sukcesach) a nawet dorzucić jeszcze trochę.

Krotka, próbuję Tobie powiedzieć, że ta wyidealizowana przez Ciebie relacja nie jest niczym niezwykłym i mogłabyś podobną zbudować z bardzo wieloma osobami.
A prawdziwa bliskość zupełnie na czym innym polega.

A na czym wg ciebie polega bliskość?

1 875

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Mańku, tu chodzi tak naprawdę o to, że ta "bliskość" między krotką a jej loverem nie została przez niego jakoś 'wypracowana', ona została wyprojektowana przez zadurzony mózg krotki.
Wszyscy wiemy jak ludzki mózg głupieje i przypisuje automatycznie pozytywne cechy osobom, które są dla nas seksualnie atrakcyjne i deprecjonuje lub nie dostrzega ich w osobie, która nas nie pociąga lub seksualnie odrzuca.

Tu zadziałał ten sam mechanizm. Ponieważ krotka ma mokro na sama myśl o nim, to każdy jego ruch grzywki na wietrze zinterpretuje jak najpiękniejszy poemat miłosny, a rozmowy typu "No co tam, lalka? ;)U mnie to i to. uu..fajnie dziś twój tyłek wygląda w tej spódnicy :> <cap za ten tyłek>" weźmie za ultra bliskość.

I analogicznie: codzienne rozmowy z mężem, jego troskę o nią i dzieci to już żadna bliskość, bo w połączeniu z suchością w majtkach (sorry, ale tak to działa na tym poziomie) ona w ogóle więzi nie odczuwa.

Pewnie tak, Elle, pewnie tak, mnie raczej chodzilo o to ze w takich samych sytuacjach ludzie się tak samo zachowują, padaja te same słowa, te same gesty, te same zachowania wiec wyznacznikiem uczucia nie może być to tylko cos zupełnie innego, np. oddanie siebie nie w sensie umożliwienia uprawiania seksu ale odpowiedzialności, itp. Dlatego tez sa np. chłopcy, którzy mowia ze kochają wiele dziewczyn a tutaj chodzi wlasnie o te powierzchowność.

Samo ukrywanie czegos rzutuje na te "relacje" i mowi o niej, to cos wstydliwego do ukrycia, a wiec nie jest szczere, pachnie fałszem, itp.

Zreszta moim zdaniem piszemy ciagle o tym samym.

Nie rozumiem tylko po co ta "krucjata' nawracanie myslenia autorki? Bo zaczela się udzielać na forum i sama może mieć wpływ na innych? Skoro czegos nie rozumiała, nie rozumie to na takim poziomie "podstawowym" już tego nie zrozumie.

Niestety ale działa tutaj mechanizm "Tulipana". Bycie milym, troskliwym, "oddanym" usprawiedliwialo tego złodzieja w oczach wielu kobiet, które okradl. Dla nich było to jak "zlote jajko", zainteresowanie, a przecież umial okazywać 'uczucia'. Z jego strony wyrachowanie i cel.

To samo w przypadku kroteczki. Celem był seks pozamalzenski dla kochanka autorki a mechanizmem manipulacji to samo co w przypadku Tulipana. "Zaangazowanie", emocje, słowa, sytuacje, bliskość fizyczna. Ja tu milosci nie widze. Taka milosc mogę "uprawiac" z wieloma angazujac się nawet emocjonalnie (nie z kazda bo mam swoje gusta) i mogę to nawet nazywać miloscia ale to jakas miloscia nie jest, chyba ze milostka. To oszustwo i dobrze jeśli zdaja sobie sprawę z tego obie strony to przynajmniej się nie oszukują. Jednak dla kobiety z takiego zaangażowania emocjonalnego rodzi się zaangażowanie uczuciowe dlatego już od samego początku trzeba stawiac granice takim roznym akcjom mężczyzn. Ktos kto wikla kogos w sytuacje kochanstwa nie kocha, no chyba ze ma 20scia pare lat i myśli ze kocha.

Autorke kochal maz, kochanek nie. Autorka kocha kochanka, meza nie. Autorka skrzywdzila meza (osobe która ja kocha) co jest ironia w tej całej sytuacji bo przecież "szukala" milosci. Z racji doświadczenia widze ze tu chodzilo o popędy a nie uczucia. Kwestia radzenia sobie z popędami, pokusami jest problemem dla wielu.
Mamy wiec doczynienia z doświadczeniem kogos z jakiegoś punktu widzenia. Dal wielu jest to jednak odlegle doświadczenie nie przystające dla innych rzeczywiste.

1 876

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Wiesz Krotka,
Dla mnie to opis takiej kupmpelskiej (nawet nie przyjacielskiej) relacji.
Mam kumpla, którego po prostu ubóstwiam i śmieję się szczerze szeroko jak tylko go widzę - mogłabym napisać o tej relacji dokładnie to samo, co Ty powyżej o swoim kochanku (no może bez informowania jako pierwszego o sukcesach) a nawet dorzucić jeszcze trochę.

Krotka, próbuję Tobie powiedzieć, że ta wyidealizowana przez Ciebie relacja nie jest niczym niezwykłym i mogłabyś podobną zbudować z bardzo wieloma osobami.
A prawdziwa bliskość zupełnie na czym innym polega.

A na czym wg ciebie polega bliskość?

Oczywiście na uczciwości, prawdzie, szczerości i lojalności. Bliskosc o której piszesz mogę mieć z kurwa z burdelu placac jej za to. I może to być 100x wieksza bliskość niż mialas z kochankiem. Oczywiście nie zarzucam Ci ze się nie oddalas uczuciowo i emocjonalnie. Jednak zostalas oszukana a idealizowanie obrazu kochanka jedynie to oszustwo podtrzymuje i poglebia.

Do zmian rozwoju doświadczenia potrzeba Ci przede wszystkim zmiany obrazu kochanka. Z fałszywego na prawdziwy. To niezwykle trudne zadanie bo spotkania z nim były dla Ciebie "przyjemne". Musialabys do tego podejść logicznie. Ktos kto jednak niszczy czyjesc zycie jest gownem. Zawsze warto się od tego odwrocic.

1 877

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Ponieważ krotka ma mokro na sama myśl o nim, to każdy jego ruch grzywki na wietrze zinterpretuje jak najpiękniejszy poemat miłosny, a rozmowy typu "No co tam, lalka? ;)U mnie to i to. uu..fajnie dziś twój tyłek wygląda w tej spódnicy :> <cap za ten tyłek>" weźmie za ultra bliskość.

Nie Elle, tak nie wyglądała moja relacja z nim. Zawsze odnosił się do mnie z szacunkiem i troską. A to że go kręciłam potrafił okazać w odpowiedni sposób choć po męsku.
Jeśli dla ciebie wzajemna troska o siebie to nie bliskość to nie wiem co nią jest.

1 878 Ostatnio edytowany przez kroteczka (2015-02-17 19:42:37)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
maniek_z_maniek napisał/a:

Oczywiście na uczciwości, prawdzie, szczerości i lojalności. Bliskosc o której piszesz mogę mieć z kurwa z burdelu placac jej za to. I może to być 100x wieksza bliskość niż mialas z kochankiem. Oczywiście nie zarzucam Ci ze się nie oddalas uczuciowo i emocjonalnie. Jednak zostalas oszukana a idealizowanie obrazu kochanka jedynie to oszustwo podtrzymuje i poglebia.

Do zmian rozwoju doświadczenia potrzeba Ci przede wszystkim zmiany obrazu kochanka. Z fałszywego na prawdziwy. To niezwykle trudne zadanie bo spotkania z nim były dla Ciebie "przyjemne". Musialabys do tego podejść logicznie. Ktos kto jednak niszczy czyjesc zycie jest gownem. Zawsze warto się od tego odwrocic.

Maniek przesadziłes z tą k.rwa.
Dla mnie mój kochanek był bliski. Co więcej nadal jest mi bliski.
Zawsze "dbalismy" o siebie w pracy. Staliśmy za sobą.  Przez lata nie miało to żadnego przełożenia na relacje erotyczna.  Nie wierzę że to było z wyrachowania.
Co więcej nawet teraz jak zerwałam nasz kontakt fizyczny nadal robi rzeczy "dla mnie" dowiaduje się o tym z tzw innych źródeł.

1 879

Odp: Zniszczylam swoje zycie

No właśnie a gdzie ten szacunek troska i lojalność w stosunku do Męża, Dzieci i tego gimbusa  Rodziny.Stoisz na Piedestale Moralnego Dna, zdejmij w końcu te RÓZOWE OKULARY.Najbardziej mi żal twojego męża bo nie ma szans z twoim wyidealizowanym parchem.Mam nadzieje ze sobie ułoży życie.

1 880

Odp: Zniszczylam swoje zycie

skoro byl i jest ci nadal bliski to idz do niego...szczescis na droge... i skoncz pisac te dyrdymaly

1 881

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Nie wiem czy byłam nierozbudzona seksualnie. W sumie może tak. Bo przy nim miałam doznania jakich nigdy wcześniej nie doświadczyłam ale to tylko jego zasługa.  I niestety czułam że tak będzie już na etapie kiedy jedyny kontakt fizyczny był w tańcu. Już wtedy wiedziałam że seks z nim byłby cudowny. Niestety poszłam tą drogą,  może żal mi było nie spróbować,  nie doświadczyć czegoś niesamowitego.
Może podświadomie myślałam "to tylko pocałunek" a potem znowu i znowu.  I dalej to samo z seksem - "tylko jeden raz" - no i oczywiście skończyło się jak skończyło.
Teraz myślę że tak bardzo chciałam doświadczyć czegoś niesamowitego. Gdyby nie pociągal mnie tak fizycznie a jednocześnie nie był tak bliski mi psychicznie - nie weszłabym w to.

Wiesz Kroteczka u mnie podobnie, niemal identycznie, się wszystko zaczęło. Zresztą pisałam o tym. Może poza kolejnością, bo ja pierwszy raz go właśnie poznałam na uroczystej kolacji w pracy. Potem dopiero zaczęliśmy się poznawać, stawać się  sobie coraz bardziej bliscy psychicznie jak to określiłaś i tego rozwinięcie też i do mojego przypadku bardzo pasuje:

kroteczka napisał/a:

Zawsze się świetnie rozumielismy, smialismy z tych samych rzeczy,  mieliśmy te same marzenia, chcieliśmy odwiedzić te same kraje. Rozumielismy się bez słów.  Jak byliśmy razem w delegacjach to przy kolacji gadaliśmy godzinami i czuliśmy się bardzo swobodnie. Potem rozchodzilismy się do pokoi ciesząc że się zobaczymy rano.
On mi pierwszej chwalił się swoimi sukcesami a ja jemu. Zawsze się cieszył jak mi się coś udało.  To samo ja miałam w drugą stronę.  Bardziej się martwilam jak jemu coś nie wyszło niż jak mi samej.

A co do tego co napisała Elle88 - zgadzam się ale nie do końca...

Elle88 napisał/a:

tu chodzi tak naprawdę o to, że ta "bliskość" między krotką a jej loverem nie została przez niego jakoś 'wypracowana', ona została wyprojektowana przez zadurzony mózg krotki.
Wszyscy wiemy jak ludzki mózg głupieje i przypisuje automatycznie pozytywne cechy osobom, które są dla nas seksualnie atrakcyjne i deprecjonuje lub nie dostrzega ich w osobie, która nas nie pociąga lub seksualnie odrzuca.

Bo czym się różni ten mechanizm, schemat od 'zwykłego' zakochania? Otóż wg mnie niczym. Prawie każde głębsze uczucie, bliskość się tak zaczyna. Ważne (o ile nie kluczowe) tu są jednak okoliczności, intencje, co się z tym zrobi i w jaki sposób 'wykorzysta'.
Ja jestem niemal przekonana, że u mnie by było tak jak u Ciebie, gdyby po 1. pracowalibyśmy na co dzień razem, a po 2. jego rodzina by tu mieszkała. Wtedy ta "bliskość" o której pisze Elle nie zostałaby jakoś 'wypracowana'. Te okoliczności (+ to ze ja nie miałam tu nikogo) spowodowały, że nie spotykaliśmy się ukradkiem, ale mieliśmy czas i możliwość poznać się w różnych sytuacjach, zweryfikować, czy sobie odpowiadamy czy nie. Czy ta fascynacja to tylko pociąg seksualny czy coś więcej. On się starał i ja się starałam, ale tu nie wracałam do męża, dzieci po spotkaniu z nim a on do swojej rodziny jeździł właściwie tylko na weekendy przy czym od kiedy coś więcej między nami się wydarzyło to właściwie wyjeżdżał w sob rano i niedzielę wieczorem już wracał. Ale i tak pomimo tego, że widziałam jak mu zależy na mnie, bardzo obawiałam się tego, że jak prześpimy się 'czar' pryśnie. Że to tylko to 'coś' wiszące w powietrzu go motywuje do różnych rzeczy, że nie może, nie możemy przestać o sobie myśleć. Może gdybym się z nim przespała na 2 czy 3 spotkaniu by tak było, ale jednak pomimo tego, że oczywiście marzyłam o tym, 1,5 roku się nam zeszło, bo nie chciałam przekraczać tej granicy. A im dłużej to 'zwlekanie' trwało, tym bardziej motywowało mnie by się nie dać, bo może to i próżne, ale kręciło mnie jak próbuje na wszystkie strony mi imponować.
Inna rzecz, że jego małżeństwo w praktyce właściwie nie istniało a jego ówczesna żona najprawdopodobniej już wtedy miała kogoś. Choć może to tylko wygodne tłumaczenie...
Także nie przesadzałabym w schematach, bo jednak okoliczności wg mnie są kluczowe. Charakter jednego i drugiego też ma znaczenie.

1 882 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-02-17 20:25:53)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

A na czym wg ciebie polega bliskość?

powiem na czym wg mnie
jest, to możliwość i chęć dostosowywania się do wzajemnych potrzeb ...
kiedy ofiarowujemy coś partnerowi, nie doświadczamy straty ani nie mamy poczucia poświęcenia części siebie
i jest, to praca nieustanna, to świadome dokonywanie zmian
bliskość, to również konstruktywne rozwiązywanie konfliktów i pokonywanie kryzysów życiowych.

1 883

Odp: Zniszczylam swoje zycie

krotka,
bronisz tego faceta jak niepodległosci
juz przestaje wierzyc w to ze wrócisz do meza
wez sprawy w swoje rece, bo meczysz sie jak w czyśccu
i badz z kochankiem,
niech facet sie okresli; ty albo zona
ale tak postaw sprawe by musiał wybrac; albo , albo, 3 opcji nie ma
wreszcie bedziesz wiedziała na czym stoisz
stanowczosci życze

1 884

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

A na czym wg ciebie polega bliskość?

powiem na czym wg mnie
jest, to możliwość i chęć dostosowywania się do wzajemnych potrzeb ...
kiedy ofiarowujemy coś partnerowi, nie doświadczamy straty ani nie mamy poczucia poświęcenia części siebie
i jest, to praca nieustanna, to świadome dokonywanie zmian

dajemy, doświadczamy straty ale to nie jest poświęcenie dla nas, tak to rozumiem

1 885

Odp: Zniszczylam swoje zycie
NiobeXXX napisał/a:

wez sprawy w swoje rece, bo meczysz sie jak w czyśccu
i badz z kochankiem,

na ile związek z kochankiem spełni oczekiwania ...
jak długo potrwa zachwyt ...
szara codzienność i problemu życia, kiedy zabiją te motylki ...
co potem - kolejny kochanek

Posty [ 1 821 do 1 885 z 3 039 ]

Strony Poprzednia 1 … 27 28 29 30 31 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026