netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczylam swoje zycie

3 038 odpowiedzi418 668 wyświetleńzałożony przez kroteczka, 12.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Strony Poprzednia 1 … 22 23 24 25 26 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 496 do 1 560 z 3 039 ]

1 496

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Jak analizuje sobie dlaczego udało mu się mnie uwieść to stwierdzam że to dlatego bo inni faceci zawsze się mnie trochę "bali" a on nie. I był konsekwentny.

No coś takiego ! yikes

A myśmy myśleli, że to z tej wielkiej przyjaźni, co to razem beczkę soli zjedliście podczas wielkiej pardubickiej, sie taka miłość zrodziła i z tych szczerych rozmów.. a tu klasycznie tylko seks?
Niepodobna.. wink

Elle, ale jakaś wzajemna sympatia, coś w rodzaju przyjaźni mogło być. Jednak, jesli to facet, który ma wielkie potrzeby i nie ma nic przeciwko podwójnemu życiu, to jak Kroteczka poluźniła ramy to uznał....czemu nie. Tylko to wcale nie chodziło o miłość, rewolucję w życiu.. ot takie zaznanie wrażeń na boku. Tacy ludzie też są. Można się z nimi kolegować, przyjaźnić, pracować...ale nie stawiać go w roli miłości zycia i rozwalać swój świat i nie dopowiadać sobie.
Jesli to oczywiście taki typ, ale to ona już musi wiedzieć.

1 497

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Tacy ludzie też są. Można się z nimi kolegować, przyjaźnić, pracować...ale nie stawiać go w roli miłości zycia i rozwalać swój świat i nie dopowiadać sobie.
Jesli to oczywiście taki typ, ale to ona już musi wiedzieć.

Dzięki, że mi to wyjaśniłaś. Nie miałam pojęcia. Jestem w takim samym szoku jak kroteczka.


tongue

1 498 Ostatnio edytowany przez milka9 (2015-02-02 16:45:27)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Tacy ludzie też są. Można się z nimi kolegować, przyjaźnić, pracować...ale nie stawiać go w roli miłości zycia i rozwalać swój świat i nie dopowiadać sobie.
Jesli to oczywiście taki typ, ale to ona już musi wiedzieć.

Dzięki, że mi to wyjaśniłaś. Nie miałam pojęcia. Jestem w takim samym szoku jak kroteczka.


tongue

źłosliwiec z Ciebie wink ale mądry

Ponadto tylko Krotka wie, co on Jej mówił,
czy to Ona była taka naiwna, a on taki sprytny i cyniczny, kłamał, mówił że kocha, ze beda razem ....
a może mówił wprost tylko Ona nie chciała tego usłyszeć, że głównie o seks tu chodzi....
a może było inaczej.... to już sama musi ocenić.

Wydaje mi się, że od zrozumienia kim był ten kochanek w rzeczywistości, czy rzeczywiście wart był tego wszystkiego powinna zacząć naprawiać swoje życie. Od choćby prostej odpowiedzi, czy wart był tej miłości i czy on tez kochał? Bo co będzie inaczej. Może zejdzie się z mężem, a będzie tęsknić za kochankiem, może ułoży sobie życie z kimś innym i nadal będzie tęsknić za kochankiem. To bez sensu.
A jesli uzna jednak, że to była wielka, obustronna miłość, będzie tego pewna...to może postąpi inaczej, wybierze lub wybiorą inna drogę.

1 499

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:

Ponadto tylko Krotka wie, co on Jej mówił,
czy to Ona była taka naiwna, a on taki sprytny i cyniczny, kłamał, mówił że kocha, ze beda razem ....
a może mówił wprost tylko Ona nie chciała tego usłyszeć, że głównie o seks tu chodzi....
a może było inaczej.... to już sama musi ocenić.

Wydaje mi się, że od zrozumienia kim był ten kochanek w rzeczywistości, czy rzeczywiście wart był tego wszystkiego powinna zacząć naprawiać swoje życie. Od choćby prostej odpowiedzi, czy wart był tej miłości i czy on tez kochał? Bo co będzie inaczej. Może zejdzie się z mężem, a będzie tęsknić za kochankiem, może ułoży sobie życie z kimś innym i nadal będzie tęsknić za kochankiem. To bez sensu.
A jesli uzna jednak, że to była wielka, obustronna miłość, będzie tego pewna...to może postąpi inaczej, wybierze lub wybiorą inna drogę.

Teraz tak sobie myślę że podswiadomie wiedziałam że chodzi o seks i muszę przyznać że mi w zasadzie też o to chodziło. Chciałam poczuć jak to jest w jego ramionach. I zgodziłam się na coś co było wbrew moim zasadom. Liczyłam może że będzie kiepsko i mi przejdzie.  A że było ze...biscie to przyszło takie mocne zaangażowanie. Tylko że ja mam wyrzuty a on na pewno nie.

1 500

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

/.../
Teraz tak sobie myślę że podswiadomie wiedziałam że chodzi o seks i muszę przyznać że mi w zasadzie też o to chodziło. Chciałam poczuć jak to jest w jego ramionach. I zgodziłam się na coś co było wbrew moim zasadom. Liczyłam może że będzie kiepsko i mi przejdzie.  A że było ze...biscie to przyszło takie mocne zaangażowanie. Tylko że ja mam wyrzuty a on na pewno nie.

Nie wierzę, że Ty to napisałaś, napisz jeszcze raz albo cóś...;-)

1 501

Odp: Zniszczylam swoje zycie
EXTRA_terrestrial napisał/a:
kroteczka napisał/a:

/.../
Teraz tak sobie myślę że podswiadomie wiedziałam że chodzi o seks i muszę przyznać że mi w zasadzie też o to chodziło. Chciałam poczuć jak to jest w jego ramionach. I zgodziłam się na coś co było wbrew moim zasadom. Liczyłam może że będzie kiepsko i mi przejdzie.  A że było ze...biscie to przyszło takie mocne zaangażowanie. Tylko że ja mam wyrzuty a on na pewno nie.

Nie wierzę, że Ty to napisałaś, napisz jeszcze raz albo cóś...;-)

No niestety do takich doszłam wniosków. Liczyłam może że rozladuje się to napięcie między nami które narastalo od lat. I co z każdym dniem było gorzej. Tak że już nie mogliśmy bez siebie wytrzymać.

1 502

Odp: Zniszczylam swoje zycie

40 strona i padło wreszcie zdanie prawdy..<fanfary><konfetti><jupi>   big_smile 

krota, jak tak dalej pójdzie to jeszcze kilkanaście stron i otrzeźwiejesz zupełnie yikes

1 503

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ale teraz jestem o niebo dalej z analizą całej sytuacji.
Dziś z nim rozmawiałam, powiedziałam że po tym co mi powiedział na lunchu stwierdziłam że nie mam już ochoty przebywać w jego towarzystwie,  że od dziś nie będę z nim rozmawiać poza absolutnie niezbędnymi sprawami służbowymi i że nie interesuje mnie co inni na ten temat pomyślą. Był w lekkim szoku.  Nie spodziewał się tego. Powiedział że mnie przeprasza jeśli czuję się obrażona. Powiedział też że nigdy nie chciał mnie skrzywdzić. Nie rozmawialiśmy już potem do końca dnia. Wyszedł wcześniej i napisal mi smsa że idzie się nawalic i że sobie nie wyobraża beze mnie życia.  Nic nie odpisałam.
A teraz widzę że jest nieźle wstawiony bo wypisuje różne głupoty.

1 504

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Ale teraz jestem o niebo dalej z analizą całej sytuacji.
Dziś z nim rozmawiałam, powiedziałam że po tym co mi powiedział na lunchu stwierdziłam że nie mam już ochoty przebywać w jego towarzystwie,  że od dziś nie będę z nim rozmawiać poza absolutnie niezbędnymi sprawami służbowymi i że nie interesuje mnie co inni na ten temat pomyślą. Był w lekkim szoku.  Nie spodziewał się tego. Powiedział że mnie przeprasza jeśli czuję się obrażona. Powiedział też że nigdy nie chciał mnie skrzywdzić. Nie rozmawialiśmy już potem do końca dnia. Wyszedł wcześniej i napisal mi smsa że idzie się nawalic i że sobie nie wyobraża beze mnie życia.  Nic nie odpisałam.
A teraz widzę że jest nieźle wstawiony bo wypisuje różne głupoty.

nawalony prawdę ci nieraz powie.

1 505

Odp: Zniszczylam swoje zycie
szczęście111 napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Ale teraz jestem o niebo dalej z analizą całej sytuacji.
Dziś z nim rozmawiałam, powiedziałam że po tym co mi powiedział na lunchu stwierdziłam że nie mam już ochoty przebywać w jego towarzystwie,  że od dziś nie będę z nim rozmawiać poza absolutnie niezbędnymi sprawami służbowymi i że nie interesuje mnie co inni na ten temat pomyślą. Był w lekkim szoku.  Nie spodziewał się tego. Powiedział że mnie przeprasza jeśli czuję się obrażona. Powiedział też że nigdy nie chciał mnie skrzywdzić. Nie rozmawialiśmy już potem do końca dnia. Wyszedł wcześniej i napisal mi smsa że idzie się nawalic i że sobie nie wyobraża beze mnie życia.  Nic nie odpisałam.
A teraz widzę że jest nieźle wstawiony bo wypisuje różne głupoty.

nawalony prawdę ci nieraz powie.

No nie wiem bo wspomina różne sytuacje, co razem robiliśmy etc. Raczej mu się na wspominki zebrało. I że niby z taka łatwością przekreślam wszystko że moglibyśmy rozwieść się,  że on poczeka jeśli potrzebuje więcej czasu.
Napisałam żeby już się zamknął bo może takie rozmowy kiedyś by zrobiły na mnie wrażenie teraz to mnie nie interesuje.

1 506

Odp: Zniszczylam swoje zycie

krotka teraz, to się ciekawie robi...;)

1 507

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

40 strona i padło wreszcie zdanie prawdy..<fanfary><konfetti><jupi>   big_smile 

krota, jak tak dalej pójdzie to jeszcze kilkanaście stron i otrzeźwiejesz zupełnie yikes

Już otrzezwialam, nawet chyba już leków nie potrzebuje. Dziś w pracy po tej rozmowie czułam się taka wolna. Pracowałam jak szalona smile. I nawet nie przeraża mnie że będę go w pracy widzieć,  totalna olewka, nie mam nawet potrzeby jeździć w delegacje. Przejdę  na "dietę" żeby nie chodzić na lunche. A z resztą sobie poradzę.

1 508

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Już otrzezwialam, nawet chyba już leków nie potrzebuje. Dziś w pracy po tej rozmowie czułam się taka wolna. Pracowałam jak szalona smile. I nawet nie przeraża mnie że będę go w pracy widzieć,  totalna olewka, nie mam nawet potrzeby jeździć w delegacje. Przejdę  na "dietę" żeby nie chodzić na lunche. A z resztą sobie poradzę.

Fajnie, naprawdę się cieszę smile Lubię patrzeć jak ludzie odzyskują priorytety w życiu.
Nie musisz schodzić się z mężem, ale obyś kolejnego partnera wybrała już kierując się czymś więcej niż wygoda i rozsądek, bo pomimo, że to dorosły facet i sobie poradzi to nie zdajesz sobie do końca sprawy, że miałaś wielki dar w rekach - ktoś naprawdę Cię kochał, mogłaś po prostu delikatniej i z szacunkiem się z tym obejść.
Nie popełnij tego błędu drugi raz.

1 509

Odp: Zniszczylam swoje zycie

On nie odpuści. Tego co się dzieje ja się spodziewałem. To jest dalszy ciąg gry. Kolega będzie coraz bardziej jechał po bandzie

1 510

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kroteczko,
bardzo dobrze, że w końcu szczerze, bez robienia z siebie ofiary patrzysz na tą sytuację.
To duzy krok na przód.
I bez względu jaka prawdę o sobie jeszcze odkryjesz, może nawet bolesną to i tak będzie ona juz jakimś fundamentem
do budowania przyszłości.
Powodzenia

1 511

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kroteczko,

Kup sobie pieska... http://youtu.be/qKCGBgOgp08  ;-)

1 512

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:

Kroteczko,

Kup sobie pieska... http://youtu.be/qKCGBgOgp08  ;-)

I nie bądź już TYM PIESKIEM:

https://www.youtube.com/watch?v=JfiiMRsrNJs

1 513

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bullet napisał/a:

On nie odpuści. Tego co się dzieje ja się spodziewałem. To jest dalszy ciąg gry. Kolega będzie coraz bardziej jechał po bandzie

Bullet w d.pie mam jego gierki już.  Nie mam zamiaru go słuchać. Nie mam ochoty nawet na żadne zemsty typu chodzenie na lunchyki z innymi kolegami. Tylko tyle i aż tyle ...

1 514

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Już otrzezwialam, nawet chyba już leków nie potrzebuje. Dziś w pracy po tej rozmowie czułam się taka wolna. Pracowałam jak szalona smile. I nawet nie przeraża mnie że będę go w pracy widzieć,  totalna olewka, nie mam nawet potrzeby jeździć w delegacje. Przejdę  na "dietę" żeby nie chodzić na lunche. A z resztą sobie poradzę.

Fajnie, naprawdę się cieszę smile Lubię patrzeć jak ludzie odzyskują priorytety w życiu.
Nie musisz schodzić się z mężem, ale obyś kolejnego partnera wybrała już kierując się czymś więcej niż wygoda i rozsądek, bo pomimo, że to dorosły facet i sobie poradzi to nie zdajesz sobie do końca sprawy, że miałaś wielki dar w rekach - ktoś naprawdę Cię kochał, mogłaś po prostu delikatniej i z szacunkiem się z tym obejść.
Nie popełnij tego błędu drugi raz.

Elle wiem, ale nie potrafię już być z mężem a on pewnie ze mną.  Nie po tym co zrobiłam.  Ale zawsze mu pomogę, mam nadzieję że będzie kiedyś szczęśliwy.
Na razie chcę być sama. Popchne swoją karierę bo ostatnie miesiące wytrąciły mnie z rytmu. Praca praca praca. A potem może kogoś poznam, kogoś kto mnie pokocha prawdziwie.

1 515

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Odtrącony kochanek potrafi zamienić pracę w piekło... on jeszcze nie pokazał swojej prawdziwej twarzy i nie zdziwię się jak skończy się na szukaniu pracy...

1 516

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:

Kroteczko,
bardzo dobrze, że w końcu szczerze, bez robienia z siebie ofiary patrzysz na tą sytuację.
To duzy krok na przód.
I bez względu jaka prawdę o sobie jeszcze odkryjesz, może nawet bolesną to i tak będzie ona juz jakimś fundamentem
do budowania przyszłości.
Powodzenia

Milka powiem ci że to ty mi pomogłas. Nawet nie wiesz jak bardzo.  Czytając ciebie zrozumiałam że ja pokochałam moje o nim wyobrażenie. I że ten za...bisty seks mogę mieć z innym, prawdziwym facetem który mnie pokocha a nie z takim co kocha tylko siebie.
Prawda jest taka że to ten seks mnie zgubił. Nie wiedziałam że może być tak dobrze z facetem. Bo autentycznie czułam jego miłość. Jednak teraz wiem że on chciał żebym się tak czuła bo wtedy byłam "łatwiejsza".
A teraz pisze smsy jak to było wspaniale a ja przypominam sobie te chwile po. Jak się czułam,  jak nie mogłam na niego patrzeć,  tylko jak najszybciej chciałam jechać do domu.

1 517 Ostatnio edytowany przez kroteczka (2015-02-02 23:08:44)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Mały_Książe napisał/a:

Odtrącony kochanek potrafi zamienić pracę w piekło... on jeszcze nie pokazał swojej prawdziwej twarzy i nie zdziwię się jak skończy się na szukaniu pracy...

Trudno najwyżej zmienię pracę. Jestem na to gotowa.
Ale na szczęście szef mnie bardzo lubi więc jakby co to się poskarżę.
Nie wyobrażam sobie co taki kochanek mógłby zrobić żeby zamienić życie w piekło.
Rozpowie kolegom jak się z nim bzykalam?  Jak zacznie grać nieczysto to odpłace tym samym.

1 518

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Krotka, dopóki masz z facetem jakikolwiek kontakt, to temat będzie się ciągnąć- z mniejszym, większym natężeniem.Ale będzie.
Jeśli chcesz autentycznie wyzerować sytuację, to zmień pracę.Żadne ograniczanie rozmów do tematów służbowych nic nie da.
Wtedy masz ustawowe trzy miechy na zapomnienie i jedziesz na czysto.

1 519

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:

Krotka, dopóki masz z facetem jakikolwiek kontakt, to temat będzie się ciągnąć- z mniejszym, większym natężeniem.Ale będzie.
Jeśli chcesz autentycznie wyzerować sytuację, to zmień pracę.Żadne ograniczanie rozmów do tematów służbowych nic nie da.
Wtedy masz ustawowe trzy miechy na zapomnienie i jedziesz na czysto.

Wiem że łatwo nie będzie. Zacznę się rozglądać za inną pracą ale musiałabym mieć wielkiego farta żeby znaleźć coś równie fajnego. Mam bardzo dobrego szefa który mnie bardzo lubi i wiele mi "wybacza". Fakt jestem dobrym "fachowcem" więc pewnie dlatego.  Ale gdzie ja znajdę takiego drugiego szefa hmm Najlepiej jakby on odszedł ale nie chcę z nim gadać, nie zmuszę go przecież.  A nie chcę dawać mu satysfakcji że niby tak przeżywam to wszystko.

1 520 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-02-02 23:25:52)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

no, no - to w, którym rozdziale powieści jesteśmy wink
zwrot akcji - czy, tak ?
krotka uświadamia sobie dzięki FORUM, że jest przedmiotem a nie podmiotem Pana Milutkiego
podejmuję starania, wydostania się z matni ...
ZOSTAŃCIE Z NAMI
co dalej zrobi, krotka...(transmisja na żywo) wink

1 521

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:

no, no - to w, którym rozdziale powieści jesteśmy wink
zwrot akcji - czy, tak ?
krotka uświadamia sobie dzięki FORUM, że jest przedmiotem a nie podmiotem Pana Milutkiego
podejmuję starania, wydostania się z matni ...
ZOSTAŃCIE Z NAMI
co dalej zrobi, krotka...(transmisja na żywo) wink

Śmiej się śmiej ale ty też mi pomogłas, nawet nie wiesz w którym poście, wredna babo smile

1 522

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Sorry ,ale uwazam ,ze to jest trolowanie .Ktos sie dobrze bawi Waszymi emocjami .

1 523 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-02-02 23:49:54)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Śmiej się śmiej ale ty też mi pomogłas, nawet nie wiesz w którym poście, wredna babo smile

domyślam się wink
każdy sposób, który pomaga - jest dobry, krotka ...
kibicuję - wredna baba big_smile i big_smile
p.s.
humor w życiu bardzo pomaga - sprawdzone

1 524

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Śmiej się śmiej ale ty też mi pomogłas, nawet nie wiesz w którym poście, wredna babo smile

domyślam się wink
każdy sposób, który pomaga - jest dobry, krotka ...
kibicuję - wredna baba big_smile i big_smile
p.s.
humor w życiu bardzo pomaga - sprawdzone

Dzięki,  kibicowanie mi się przyda bo wiem że jak odstawie leki przyjdzie wielki dół.
Ogrom krzywdy jaki wyrządziłam mnie przygniecie i fakt że tego już nigdy nie odrobie.

1 525

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ogrom krzywdy jaki wyrządziłam mnie przygniecie i fakt że tego już nigdy nie odrobie.

Jeśli kiedyś NAPRAWDĘ zechcesz 'odrobić' to staniesz na głowie.. ale narazie faktycznie zbyt mało czasu upłynęło i to nie ma szans.

Najbardziej przykre jest w tej całej historii to, że Twój mąż wydaje się 100 x bardziej męski (z charakteru) od tego wymoczka, przy którym zrobiłaś z siebie wraka. Kiedyś jeszcze zrozumiesz co miałam na myśli pisząc, że jest 'męski' o Twoim mężu.

1 526

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Dzięki,  kibicowanie mi się przyda bo wiem że jak odstawie leki przyjdzie wielki dół.
Ogrom krzywdy jaki wyrządziłam mnie przygniecie i fakt że tego już nigdy nie odrobie.

pamiętaj - póki życia, póty nadziei ...
zawsze można zmieniać, naprawiać, odrabiać ...
i nie to jest problemem, że popełniamy błędy
problemem jest, że NIE WYCIĄGAMY Z NICH WNIOSKÓW

1 527

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Ogrom krzywdy jaki wyrządziłam mnie przygniecie i fakt że tego już nigdy nie odrobie.

Jeśli kiedyś NAPRAWDĘ zechcesz 'odrobić' to staniesz na głowie.. ale narazie faktycznie zbyt mało czasu upłynęło i to nie ma szans.

Najbardziej przykre jest w tej całej historii to, że Twój mąż wydaje się 100 x bardziej męski (z charakteru) od tego wymoczka, przy którym zrobiłaś z siebie wraka. Kiedyś jeszcze zrozumiesz co miałam na myśli pisząc, że jest 'męski' o Twoim mężu.

Elle wierzę że mąż sobie poradzi. To nie jest typ jak ten "wymoczek" jak go nazwałas który będzie ranił kobiety bo któraś go kiedyś zraniła.

1 528 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-02-03 00:18:11)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
pitagoras napisał/a:

Krotka, dopóki masz z facetem jakikolwiek kontakt, to temat będzie się ciągnąć- z mniejszym, większym natężeniem.Ale będzie.
Jeśli chcesz autentycznie wyzerować sytuację, to zmień pracę.Żadne ograniczanie rozmów do tematów służbowych nic nie da.
Wtedy masz ustawowe trzy miechy na zapomnienie i jedziesz na czysto.

Wiem że łatwo nie będzie. Zacznę się rozglądać za inną pracą ale musiałabym mieć wielkiego farta żeby znaleźć coś równie fajnego. Mam bardzo dobrego szefa który mnie bardzo lubi i wiele mi "wybacza". Fakt jestem dobrym "fachowcem" więc pewnie dlatego.  Ale gdzie ja znajdę takiego drugiego szefa hmm Najlepiej jakby on odszedł ale nie chcę z nim gadać, nie zmuszę go przecież.  A nie chcę dawać mu satysfakcji że niby tak przeżywam to wszystko.

Przypomina mi się słynny bon mot: "Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy."
Byłam już dawno po rozwodzie, kiedy dwanaście lat temu, w pracy poznałam kawalera typu "misjonarz" tzn.: "Jesteś taka młoda, a już rozwódka, wartościowa z ciebie dziewczyna, a taka samotna, zaopiekuję się Tobą"... No i się "opiekował". Trochę mi przeszkadzało, że był młodszy ode mnie, ale ponieważ wykazywał dużą inicjatywę i niezłomność zaczęło się robić "gęsto" na tej jego "misji". Gość był uważany za wybitnego w swojej dziedzinie, miał miłą powierzchowność i awans w kieszeni. Nie zapomnę widoku twarzy mojego szefa, do którego udałam się z końcem któregoś miesiąca, aby poprosić, by razem z wypłatą przygotował mi świadectwo pracy.
Zostałam bez etatu na własne życzenie i z małym synkiem na utrzymaniu...

I szef i "misjonarz" długo jeszcze wysyłali mi SMS-y z prośbą, bym powróciła. Mój uroczy bezżenny i bezdzietny "misjonarz" nawet nie pomyślał o tym, że to w zasadzie on powinien szukać sobie roboty gdzieś indziej.
Po roku od złożenia przeze mnie rezygnacji dostałam od niego e-mail z prośbą o spotkanie i rozmowę. Grzecznie odmówiłam, odpowiadając, że sprawę uważam za zamkniętą...  Po kolejnych dwóch latach, spotkaliśmy się przypadkowo na konferencji. Nie wiedział, co zrobić z oczami i mimo doktoratu dukał jak głęboko upośledzony...
"Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy." ;-)))

Masz teraz sprawdzian, Kroteczko, jak zachowa się Twój loverboy...

1 529

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Dzięki,  kibicowanie mi się przyda bo wiem że jak odstawie leki przyjdzie wielki dół.
Ogrom krzywdy jaki wyrządziłam mnie przygniecie i fakt że tego już nigdy nie odrobie.

pamiętaj - póki życia, póty nadziei ...
zawsze można zmieniać, naprawiać, odrabiać ...
i nie to jest problemem, że popełniamy błędy
problemem jest, że NIE WYCIĄGAMY Z NICH WNIOSKÓW

Na razie wydaje mi się niemożliwe odrobienie choćby części tych krzywd. Tak mi żal tej żony jego, zakochanej w nim.

1 530

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Elle wierzę że mąż sobie poradzi. To nie jest typ jak ten "wymoczek" jak go nazwałas który będzie ranił kobiety bo któraś go kiedyś zraniła.

Tym bardziej przykra sprawa, że zagrałaś va banque.. Naprawdę nigdy nie przeszło Ci przez cały okres małżeństwa przez myśl, że mogłabyś pomóc mężowi 'podciągnąć się' w sypialni?  Jeśli Cię kochał to na bank zrobiłby wiele..

1 531

Odp: Zniszczylam swoje zycie

A ja myślę że żadnemu z Was wcale nie chodziło tylko i wyłącznie o seks, że nadal czujecie do siebie coś poważnego, że oboje nie kochacie swoich partnerów, że Wasze małżeństwa z nimi tak czy siak są bez sensu(jak można być z kimś kogo kocha się jak brata), i że trzeba było najpierw od nich odejść, a potem wdawać się w ten romans, a nie bawić się w te wszystkie domysły, podchody i na koniec obrażanie się. Tak by było najuczciwiej wobec Waszych małżonków i najbardziej konsekwentnie. A tak sytuacja jest zupełnie bez sensu, nie widzę w niej ani odrobiny logiki. Nie jest dobra dla nikogo z osób których dotyczy, i ogólnie nie widzę jakiś szczególnych powodów do radości. Na dłuższą metę to będzie udawanie(może przede wszystkim przed innymi), że wszystko jest ok.

1 532

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Elle wierzę że mąż sobie poradzi. To nie jest typ jak ten "wymoczek" jak go nazwałas który będzie ranił kobiety bo któraś go kiedyś zraniła.

Tym bardziej przykra sprawa, że zagrałaś va banque.. Naprawdę nigdy nie przeszło Ci przez cały okres małżeństwa przez myśl, że mogłabyś pomóc mężowi 'podciągnąć się' w sypialni?  Jeśli Cię kochał to na bank zrobiłby wiele..

Elle u nas zawsze bylo "poprawnie" nigdy nie było ognia.

1 533

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Elle u nas zawsze bylo "poprawnie" nigdy nie było ognia.

To tym bardziej utwierdziłam się w przekonaniu o tym wszystkim co przed chwilą tu napisałam.

1 534

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Elle u nas zawsze bylo "poprawnie" nigdy nie było ognia.

a bo do ognia, to trza dołożyć ...
a nie palić po innych kominkach wink
a jak się ogień rozbucha, to ho ho

1 535

Odp: Zniszczylam swoje zycie
mohic napisał/a:

A ja myślę że żadnemu z Was wcale nie chodziło tylko i wyłącznie o seks, że nadal czujecie do siebie coś poważnego, że oboje nie kochacie swoich partnerów, że Wasze małżeństwa z nimi tak czy siak są bez sensu(jak można być z kimś kogo kocha się jak brata), i że trzeba było najpierw od nich odejść, a potem wdawać się w ten romans, a nie bawić się w te wszystkie domysły, podchody i na koniec obrażanie się. Tak by było najuczciwiej wobec Waszych małżonków i najbardziej konsekwentnie. A tak sytuacja jest zupełnie bez sensu, nie widzę w niej ani odrobiny logiki. Nie jest dobra dla nikogo z osób których dotyczy, i ogólnie nie widzę jakiś szczególnych powodów do radości. Na dłuższą metę to będzie udawanie(może przede wszystkim przed innymi), że wszystko jest ok.

Ja na pewno nie kocham męża , niestety.
A rozwiązanie sytuacji nie jest bez sensu,  bo teraz czuję się o wiele lepiej. On pewnie nie bo ucierpiało jego męskie ego. Niech swoje problemy małżeńskie rozwiązuje sam bez mojego udziału.
A zanim naprawie swoje życie to minie jeszcze mnóstwo czasu, lat pewnie.

1 536

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Ja na pewno nie kocham męża , niestety.

No właśnie. Nie oceniam tego w tym momencie, ale to też moim zdaniem potwierdza to moje wcześniejsze podsumowanie całej sytuacji, również jej bezsensowności. Przecież to sama logika, i to zupełnie prosta.
Podejrzewam, że w przypadku tego mężczyzny i jego związku jest bardzo podobnie, że on też nie kocha swojej żony. Ale oczywiście masz rację, że najważniejsze są tutaj Twoje osobiste sprawy. W końcu to Twój wątek.

1 537

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Elle u nas zawsze bylo "poprawnie" nigdy nie było ognia.

Kumam.
Ale potrafisz powiedzieć szczerze dlaczego tego ognia nie było: bardziej dlatego, że to mąż nie potrafił w taki sposób popatrzeć na Ciebie jak kochanek - z takim błyskiem w oku i pożądaniem, nie czułaś tego od niego czy jednak z jego strony to się pojawiało, tylko z Twojej nigdy nie, tzn. nie potrafiłaś odwzajemnić tego ognia w oczach męża?

Pytam poglądowo.

1 538

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:

/.../Przypomina mi się słynny bon mot: "Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy."
Byłam już dawno po rozwodzie, kiedy dwanaście lat temu, w pracy poznałam kawalera typu "misjonarz" tzn.: "Jesteś taka młoda, a już rozwódka, wartościowa z ciebie dziewczyna, a taka samotna, zaopiekuję się Tobą"... No i się "opiekował". Trochę mi przeszkadzało, że był młodszy ode mnie, ale ponieważ wykazywał dużą inicjatywę i niezłomność zaczęło się robić "gęsto" na tej jego "misji". Gość był uważany za wybitnego w swojej dziedzinie, miał miłą powierzchowność i awans w kieszeni. Nie zapomnę widoku twarzy mojego szefa, do którego udałam się z końcem któregoś miesiąca, aby poprosić, by razem z wypłatą przygotował mi świadectwo pracy.
Zostałam bez etatu na własne życzenie i z małym synkiem na utrzymaniu...

I szef i "misjonarz" długo jeszcze wysyłali mi SMS-y z prośbą, bym powróciła. Mój uroczy bezżenny i bezdzietny "misjonarz" nawet nie pomyślał o tym, że to w zasadzie on powinien szukać sobie roboty gdzieś indziej.
Po roku od złożenia przeze mnie rezygnacji dostałam od niego e-mail z prośbą o spotkanie i rozmowę. Grzecznie odmówiłam, odpowiadając, że sprawę uważam za zamkniętą...  Po kolejnych dwóch latach, spotkaliśmy się przypadkowo na konferencji. Nie wiedział, co zrobić z oczami i mimo doktoratu dukał jak głęboko upośledzony...
/.../

E.... y.... ale ja nie rozumiem w końcu, weź mnię łopatologicznie objaśnij.  Może niektórzy równie głupi też nie złapali (pocieszę się). Tzn. zwiewałaś bo gościu był natrętem którego olewałaś, czy poczułaś że coś cię bierze i dlatego zwiewałaś? Twój tekst można IMHO interpretować dwojako.

Jedno rozumiem, jak go na koniec przejechałaś którymś ze swoich umoralniających tekstów to mogła mu opaść szczena jeśli był wrażliwy ;-)

1 539

Odp: Zniszczylam swoje zycie
EXTRA_terrestrial napisał/a:

E.... y.... ale ja nie rozumiem w końcu, weź mnię łopatologicznie objaśnij.  Może niektórzy równie głupi też nie złapali (pocieszę się). Tzn. zwiewałaś bo gościu był natrętem którego olewałaś, czy poczułaś że coś cię bierze i dlatego zwiewałaś? Twój tekst można IMHO interpretować dwojako.

Gdyby nie to, że jestem abstynentką i czytając Twe posty żywię coraz głębszą admirację dla Twej Pozaziemskiej E-tki, sączyłabym Ciebie EXTRAśny jak Brunello di Montalcino gdzieś w cieniu cyprysów o smukłej kibici ;-)))

Oczywiście, że poczułam miętę, rozmaryn, tymianek i lebiodę do "misjonarza", ale zreflektowałam się, że umowa na czas nieokreślony zobowiązuje mnie do odbywania stosunku pracy, a nie do odbywania stosunków w pracy (w sensie przygotowywania gruntu pod takież już poza zakładem;-)))

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Jedno rozumiem, jak go na koniec przejechałaś którymś ze swoich umoralniających tekstów to mogła mu opaść szczena jeśli był wrażliwy ;-)

Zdaję sobie sprawę, że masz mnie za siostrę Gaudencję z monastyru klauzurowego pod wezwaniem Matki Bożej od Przeciągów, ale nie przejechałam "misjonarza" żadnym z tekstów z teorii moralności Kohlberga, które mi tu imputujesz. Gość sam z siebie (co prawda poniewczasie) wydobył gdzieś z głębin rozporka termin "przyzwoitość" i poczuł, że musi czym prędzej umyć ręce... ;-)))

1 540 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-02-03 04:33:23)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Aurora Borealis napisał/a:

/.../
Oczywiście, że poczułam miętę, rozmaryn, tymianek i lebiodę do "misjonarza", ale zreflektowałam się, że umowa na czas nieokreślony zobowiązuje mnie do odbywania stosunku pracy, a nie do odbywania stosunków w pracy (w sensie przygotowywania gruntu pod takież już poza zakładem;-)))

Po przeczytaniu tego tekstu uznałem najpierw, że chcesz zostać świętą za życia, co jednak wydało mi się nieprawdopodobne. Nie kumałem bowiem jakie problemy może mieć rozwódka(!) z taką sytuacją. Straciwszy punkty odniesienia w Twoim skomplikowanym systemie etycznym udałem się na konsultację do E-tki, która gdyby jej się chciało mogłaby tu wymiatać ale nie zrobi tego bo leniwa.

E-tka  najpierw spłakała się ze śmiechu czytając Twą prozę, a zwłaszcza fragment zieleniący się ziołowymi metaforami uczuć. Następnie zasugerowała, że gość musiał być jednak daleki od Twej wizji "Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Mężowskiej" bo gdyby misja "misjonarza" nie była "Mission Impossible", to zamiast siedzieć na tym forum zajmowała byś się teraz trzódką płowowłosych niewinnych istot będących owocem stosunków pozazawodowych. I miałabyć w głębokim niepoważaniu takie drobiazgi jak to kto powinien zrezygnować z pracy. E-tka podejrzewa więc, że natura twej skłonności doń musiała być nieakceptowalna w świetle wiary Twych przodków, której sama nie podziela w sposób równie głęboki. Ostatniego wniosku nie jest jednak pewna bo jej myśl próbując przeniknąć tę kwestię napotyka pustkę.

Co do mnie w świetle tej interpretacji uważam, że nie było sensu robić z "igłów widłów" i trzaskać drzwiami, a zamiast tego korzystać z życia, zwłaszcza, że wielu świętych miało więcej za uszami.

1 541 Ostatnio edytowany przez milka9 (2015-02-03 09:36:57)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kroteczko,
dziękuję za miłe słowa, tylko proszę nie traktuj moich wypowiedzi jako prawdę objawioną.
Cały czas powtarzam, że Ty znasz jego najlepiej i jedynie Ty możesz podjąć decyzję.

Napisałaś, że w końcu do Ciebie dotarło, że i Tobie chodziło głównie o seks. Więc jednak nie jesteś
ofiarą cynicznego drania, który za pomocą czułych słówek zaciągnął Cię do łóżka.
Od początku wiadomo było o co biega.
Piszę to nie jako oskarżenie, tylko jednak zmienia to trochę postać rzeczy. Może jest tak,
że jak to w romansie bywa jest i seks, jest i element zakochania, zaangażowania i to z obu stron.

Nie wiem, jaką podejmiesz decyzję, oby słuszną. Po skutkach, jaki przyniósł ten romans, podwójne życie
widać, że nie nadajesz się do życia w kłamstwie. Świadczy to o Tobie dobrze.
Moim zdaniem powinnaś się skupić na tym aby już nigdy więcej nie wejść w taki układ. Chyba to powinno byś Twoim celem.
Niestety na długoletnią kochankę się nie nadajesz, to Ciebie wyniszcza. Powiem Ci, że mnie też by to zniszczyło.
Nie dałabym rady prowadzić podwójnego zycia.

Powodzenia, wyjdziesz na prostą.

1 542

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Elle u nas zawsze bylo "poprawnie" nigdy nie było ognia.

Kumam.
Ale potrafisz powiedzieć szczerze dlaczego tego ognia nie było: bardziej dlatego, że to mąż nie potrafił w taki sposób popatrzeć na Ciebie jak kochanek - z takim błyskiem w oku i pożądaniem, nie czułaś tego od niego czy jednak z jego strony to się pojawiało, tylko z Twojej nigdy nie, tzn. nie potrafiłaś odwzajemnić tego ognia w oczach męża?

Pytam poglądowo.

Trudno powiedzieć.  Niby patrzył na mnie z pożądaniem ale jednak nie tak jak kochanek.  Kochanek jak patrzył to jakby chciał mnie zjeść.
Tego nie da się nauczyć.

1 543

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:

Kroteczko,
dziękuję za miłe słowa, tylko proszę nie traktuj moich wypowiedzi jako prawdę objawioną.
Cały czas powtarzam, że Ty znasz jego najlepiej i jedynie Ty możesz podjąć decyzję.

Napisałaś, że w końcu do Ciebie dotarło, że i Tobie chodziło głównie o seks. Więc jednak nie jesteś
ofiarą cynicznego drania, który za pomocą czułych słówek zaciągnął Cię do łóżka.
Od początku wiadomo było o co biega.
Piszę to nie jako oskarżenie, tylko jednak zmienia to trochę postać rzeczy. Może jest tak,
że jak to w romansie bywa jest i seks, jest i element zakochania, zaangażowania i to z obu stron.

Nie wiem, jaką podejmiesz decyzję, oby słuszną. Po skutkach, jaki przyniósł ten romans, podwójne życie
widać, że nie nadajesz się do życia w kłamstwie. Świadczy to o Tobie dobrze.
Moim zdaniem powinnaś się skupić na tym aby już nigdy więcej nie wejść w taki układ. Chyba to powinno byś Twoim celem.
Niestety na długoletnią kochankę się nie nadajesz, to Ciebie wyniszcza. Powiem Ci, że mnie też by to zniszczyło.
Nie dałabym rady prowadzić podwójnego zycia.

Powodzenia, wyjdziesz na prostą.

Wiesz pewnie czując się ofiarą podświadomie łatwiej mi znieść to co zrobiłam. Wiem że nigdy więcej tego nie powtórzę. To jest tak niszczące. Nie wiem co mi strzeliło do głowy żeby na to pójść.  To nie działo się po pijaku. Mogłam się wielokrotnie wycofać bo sprawy posuwaly się bardzo powoli. A jednak pomimo że za każdym razem czułam się źle brnelam w to dalej.

1 544

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Już wczesniej byłaś zangażowana, a seks tylko to zaangażowanie pogłębił. Chyba dlatego w to brnęłaś.
Tylko, że to była zdrada, coś nieczystego i z biegiem czasu koszty emocjonalne były juz nie do udźwignięcia dla Ciebie.

Abstrahując od tego, czy ten kochanek był wart Twojego zaangażowania, czy wyłącznie z jego powodu rozwaliłaś sobie życie
i w którym kierunku to się rozwinie...już wiesz, że takie zycie nie jest dla Ciebie. Nie jesteś tak sprytna, tak cyniczna, tak bezuczuciowa
aby na dłuższą metę mieć romans, a później być dobrą zoną. Tego się trzymaj. Co by było, jak jeszcze Ciebie kochanek zaskoczy
to pamiętaj, że to nie dla Ciebie. Nigdy więcej życia w kłamstwie i z tą myslą idź dalej. Reszta się jakoś ułoży z biegiem czasu.

1 545

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

/.../
Wiesz pewnie czując się ofiarą podświadomie łatwiej mi znieść to co zrobiłam. Wiem że nigdy więcej tego nie powtórzę. To jest tak niszczące. Nie wiem co mi strzeliło do głowy żeby na to pójść.  To nie działo się po pijaku. Mogłam się wielokrotnie wycofać bo sprawy posuwaly się bardzo powoli. A jednak pomimo że za każdym razem czułam się źle brnelam w to dalej.

Ponieważ działo się powoli pozwalało Ci to "wytłumaczyć" sobie jakoś obecny stan, "uniewinić" z niego i brnąć dalej, zwłaszcza że miałaś ochotę.

Wydaje mi się, że tego, że wizja flirt-romans-seks działa na ciebie z siłą trudną do opanowania raczej nie zmienisz w sobie, więc gdy będziesz przymierzała się do jakiegoś związku w przyszłości ważne abyś sobie go jakoś dobrze przygotowała, po to abyś mogła zrealizować coś takiego tak aby nikogo nie skrzywdzić i mieć jednocześnie satysfakcję z bycia kobietą.

Jedno co wydaje się jeszcze ważne - możliwe, że czynnikiem dodatkowo podniecającym był fakt "ŁAMAMIA REGUŁ", brania "ZAKAZANEGO OWOCU". Jeśli ten element był ważny, istnieje niebezpieczeństwo, że w sposób trwały wyznaczy twoje zainteresowania partnerami i sytuacjami, które z takim łamaniem reguł się wiążą. Do przemyślenia jest więc czy ten element jest u ciebie NIEZBĘDNY i czy możesz z niego zrezygnować bez utraty satysfakcji. W tej sytuacji trzeba by było poszukać jakieś terapii żeby sobie to jakoś odkręcić. Chodzi mi zwłąszcza o to czy w jakimś okresie rozwoju nie był dla ciebie atrakcyjny (np. w okresie dojrzewania) NEGATYWIZM skierowany przeciwko normom i wartościom - zwłaszcza wyrażany poprzez zachowania seksualne.

Sądzę jednak, że mimo wszystko wejście w przysłości w relację z kimś z kim nie daje to poczucia moralnego kaca, a da ci poczucie bycia kochaną i pożądaną (co jest dla ciebie szczególnie ważne) może w ostatecznym rozrachunku być na tyle satysfakcjonujące, że wygra ze wszystkim co było do tej pory.

Z tego co narobiłaś nie wyjdziesz bez strat, lecz wydaje mi się, że momentem istotnym jest złagodzenie cierpienia Twojego męża. Chodzi też o Twoje sumienie. Uważam że podstawą do zrozumienia tego co mogłabyś dla niego zrobić, nie czyniąc też nic wbrew sobie, może być zrozumienie tego na czym polega, skąd się bierze i jakie jest jego cierpienie. Znajdowałem tu wątki dotyczące zdradzonych mężczyzn - i sądzę, że Ci którzy kochali swe żony, strasznie się męczą. Nie wiem czego będzie oczekiwał od ciebie w tej sytuacji, ale nie ma sensu chować głowy w piasek. Nikt przytomny nie będzie od ciebie wymagał abyś wróciła do związku w którym nie ma i nie było uczucia i do osoby która do końca życia pamięać będzie wyrządzoną krzywdę. Choć to bardzo niewygodne, trzeba sobie wyobrazić co mu zrobiłaś i dać to co wynika ze zrozumienia jego sytuacji, nie wchodząc w konflikt z sobą. To kolejna próba charakteru którą musisz przejść aby wyjść z tego W MIARĘ OK.

1 546

Odp: Zniszczylam swoje zycie
mohic napisał/a:

A ja myślę że żadnemu z Was wcale nie chodziło tylko i wyłącznie o seks, że nadal czujecie do siebie coś poważnego, że oboje nie kochacie swoich partnerów, że Wasze małżeństwa z nimi tak czy siak są bez sensu(jak można być z kimś kogo kocha się jak brata), i że trzeba było najpierw od nich odejść, a potem wdawać się w ten romans, a nie bawić się w te wszystkie domysły, podchody i na koniec obrażanie się. Tak by było najuczciwiej wobec Waszych małżonków i najbardziej konsekwentnie. A tak sytuacja jest zupełnie bez sensu, nie widzę w niej ani odrobiny logiki. Nie jest dobra dla nikogo z osób których dotyczy, i ogólnie nie widzę jakiś szczególnych powodów do radości. Na dłuższą metę to będzie udawanie(może przede wszystkim przed innymi), że wszystko jest ok.

Obawiam się, że masz sporo racji...

Dobrze, że Kroteczka doszła do takich przemyśleń i ujrzała swoją sytuację z innej perspektywy i w innym świetle.
Ale czy są to powody do radości? Na pewno pomagają jej wytrwać w swoim postanowieniu zakończenia romansu, ale to dopiero początek.
Z tego co pisze, to raczej nie ma szans na powrót do męża...
Zdecyduje się więc pewnie zamieszkać sama z dziećmi.
Możliwe, że i kochanka małżeństwo się rozpadnie a nawet jeśli nie to z pewnością wciąż będzie chciał być blisko by się móc nią nadal opiekować. Czy wtedy też będzie miała wystarczająco siły?
Może na początku będzie wolała żyć sama i zdoła na dobre uwolnić się od kochanka, jednak za jakiś czas zacznie w końcu myśleć o drugiej osobie. Jest przecież młoda! A prawda jest niestety taka, że w pewnym wieku zdecydowana większość jest już zajęta...

Jak tak czasem czytam tu na forum rady, pocieszenia dla tych zdradzonych, pokrzywdzonych przez los, że na pewno ułożą sobie życie z inną, lepszą osobą itd. zastanawiam się czy mają świadomość, że często to będzie ta która zdradziła, odeszła...itd.

1 547

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Anastacjoo, wybacz, ale fakt, że Tobie udało się stworzyć związek ze swoim kochankiem nie przemawia za tym że każdemu się uda.
Jak widać na przykładzie Kroteczki - nie każdy kochanek jest dobrym materiałem na partnera ...
To po pierwsze.
Po drugie - nie wszyscy chcą.
Po trzecie, to agitowanie wręcz do powrotu do kochanka jakie umieściłaś w swojej wypowiedzi, i do układania sobie z nim życia w przyszłości, w tym jednym konkretnym przypadku jakim jest Kroteczka - jest naprawdę nie na miejscu i nawet niebezpieczne dla niej samej ...

1 548

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

/.../
Jak tak czasem czytam tu na forum rady, pocieszenia dla tych zdradzonych, pokrzywdzonych przez los, że na pewno ułożą sobie życie z inną, lepszą osobą itd. zastanawiam się czy mają świadomość, że często to będzie ta która zdradziła, odeszła...itd.

Ale też może to być osoba zdradzona, porzucona ;-) To nawet byłoby nie od rzeczy - w ten sposób chyba jakaś ta... no... karma by się dopełniła;-) bo Krotka wynagrodziłaby miłością krzywdę wprawdzie nie mężowi ale przynajmniej jakiemuś innemu mężczyźnie.

Rozmarzyłem się....:-)

1 549

Odp: Zniszczylam swoje zycie
IsaBella77 napisał/a:

Anastacjoo, wybacz, ale fakt, że Tobie udało się stworzyć związek ze swoim kochankiem nie przemawia za tym że każdemu się uda.
Jak widać na przykładzie Kroteczki - nie każdy kochanek jest dobrym materiałem na partnera ...
To po pierwsze.
Po drugie - nie wszyscy chcą.
Po trzecie, to agitowanie wręcz do powrotu do kochanka jakie umieściłaś w swojej wypowiedzi, i do układania sobie z nim życia w przyszłości, w tym jednym konkretnym przypadku jakim jest Kroteczka - jest naprawdę nie na miejscu i nawet niebezpieczne dla niej samej ...

Ja wcale jej nie namawiam do powrotu do kochanka a już na pewno nie w kontekście, bo mi się udało.
Raczej chciałam zaznaczyć, że nie jest łatwo w pewnym wieku znaleźć fajnego, wolnego mężczyznę i że często by mieć szansę zbudować coś od nowa - nowy związek - tamta osoba musi się najpierw rozstać. A okoliczności rozstań są różne...
To już nie będzie łatwy związek 2 wolnych ludzi bez zobowiązań.
Tylko to miałam na myśli.

1 550

Odp: Zniszczylam swoje zycie
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Ale też może to być osoba zdradzona, porzucona ;-)

Owszem może...

1 551

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:

Anastacjoo, wybacz, ale fakt, że Tobie udało się stworzyć związek ze swoim kochankiem nie przemawia za tym że każdemu się uda.
Jak widać na przykładzie Kroteczki - nie każdy kochanek jest dobrym materiałem na partnera ...
To po pierwsze.
Po drugie - nie wszyscy chcą.
Po trzecie, to agitowanie wręcz do powrotu do kochanka jakie umieściłaś w swojej wypowiedzi, i do układania sobie z nim życia w przyszłości, w tym jednym konkretnym przypadku jakim jest Kroteczka - jest naprawdę nie na miejscu i nawet niebezpieczne dla niej samej ...

Ja wcale jej nie namawiam do powrotu do kochanka a już na pewno nie w kontekście, bo mi się udało.
Raczej chciałam zaznaczyć, że nie jest łatwo w pewnym wieku znaleźć fajnego, wolnego mężczyznę i że często by mieć szansę zbudować coś od nowa - nowy związek - tamta osoba musi się najpierw rozstać. A okoliczności rozstań są różne...
To już nie będzie łatwy związek 2 wolnych ludzi bez zobowiązań.
Tylko to miałam na myśli.

Anastazjo,

Kroteczka za ten romans zapłaciła wielką ceną, także emocjonalną.
Powinna się skupić na sobie.
Kochanek może odejdzie, może nie, może będzie chciał walczyć o Krotkę, a może odpuści z czasem.
Tylko jakie to ma teraz znaczenie? Żadne, to gdybanie, nic więcej.
Ponadto on jest nadal mężem swojej żony i to należy uszanować. Tam jest inna kobieta.
Wejście w jakiś związek obecnie z tym człowiekiem to nadal będzie nieczysta sytuacja, która Kroteczkę prawie zniszczyła.

1 552

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Tylko to miałam na myśli.

na myśli to miałaś- siebie wink napisałaś tamten post o sobie ...

1 553

Odp: Zniszczylam swoje zycie
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

/.../
Jak tak czasem czytam tu na forum rady, pocieszenia dla tych zdradzonych, pokrzywdzonych przez los, że na pewno ułożą sobie życie z inną, lepszą osobą itd. zastanawiam się czy mają świadomość, że często to będzie ta która zdradziła, odeszła...itd.

Ale też może to być osoba zdradzona, porzucona ;-) To nawet byłoby nie od rzeczy - w ten sposób chyba jakaś ta... no... karma by się dopełniła;-) bo Krotka wynagrodziłaby miłością krzywdę wprawdzie nie mężowi ale przynajmniej jakiemuś innemu mężczyźnie.

Rozmarzyłem się....:-)

Często teraz myślę o tym co mnie czeka.  Jak ułoży się moje życie? Czy jakiś mężczyzna mnie jeszcze pokocha? Nie wiem jak będzie. Jedno co wiem to to że nie chce już nigdy nikogo skrzywdzić.

1 554

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:

Anastacjoo, wybacz, ale fakt, że Tobie udało się stworzyć związek ze swoim kochankiem nie przemawia za tym że każdemu się uda.
Jak widać na przykładzie Kroteczki - nie każdy kochanek jest dobrym materiałem na partnera ...
To po pierwsze.
Po drugie - nie wszyscy chcą.
Po trzecie, to agitowanie wręcz do powrotu do kochanka jakie umieściłaś w swojej wypowiedzi, i do układania sobie z nim życia w przyszłości, w tym jednym konkretnym przypadku jakim jest Kroteczka - jest naprawdę nie na miejscu i nawet niebezpieczne dla niej samej ...

Ja wcale jej nie namawiam do powrotu do kochanka a już na pewno nie w kontekście, bo mi się udało.
Raczej chciałam zaznaczyć, że nie jest łatwo w pewnym wieku znaleźć fajnego, wolnego mężczyznę i że często by mieć szansę zbudować coś od nowa - nowy związek - tamta osoba musi się najpierw rozstać. A okoliczności rozstań są różne...
To już nie będzie łatwy związek 2 wolnych ludzi bez zobowiązań.
Tylko to miałam na myśli.

Anastazjo,

Kroteczka za ten romans zapłaciła wielką ceną, także emocjonalną.
Powinna się skupić na sobie.
Kochanek może odejdzie, może nie, może będzie chciał walczyć o Krotkę, a może odpuści z czasem.
Tylko jakie to ma teraz znaczenie? Żadne, to gdybanie, nic więcej.
Ponadto on jest nadal mężem swojej żony i to należy uszanować. Tam jest inna kobieta.
Wejście w jakiś związek obecnie z tym człowiekiem to nadal będzie nieczysta sytuacja, która Kroteczkę prawie zniszczyła.

Co by nie zrobił to ja już go nie chcę.

1 555

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

... z pewnością wciąż będzie chciał być blisko by się móc nią nadal opiekować.

Anastacjaa ja się jeszcze nie doczytałem, że kochanek Krotki się nią opiekował.
On ją potrzebował tylko do seksu, on ją perfidnie wykorzystał.
Zrobił sobie z niej materac.
Bez żadnych skrupułów. Zniszczył ją, jej męża, jej rodzinę.
Tu on najbardziej winny tej całej sytuacji.
Takiego tylko pod mur i bez litości Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Przynajmniej uwolniło by się od gada jego żonę.

1 556

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Często teraz myślę o tym co mnie czeka.  Jak ułoży się moje życie? Czy jakiś mężczyzna mnie jeszcze pokocha? Nie wiem jak będzie. Jedno co wiem to to że nie chce już nigdy nikogo skrzywdzić.

Krotko przyznam się szczerze, na początku Twojego  wątku to byłem na Ciebie bardzo zły.
Postawiłem się w sytuacji Twojego męża ( aż dreszczy dostałem i zimnym potem się zalałem).
Jednak z każdym następnym postem robiło mi się Ciebie co raz bardziej żal.
Wiem co to znaczy zauroczenie, zakochanie, podparte jeszcze "zaj****tym" seksem.
W takiej sytuacji to nic się nie liczy i schodzi na drugi plan.
Wtedy nie myśli się głową, niestety.
Pomimo tego, że na temat zdrady mam tylko jedno zdanie to naprawde żal mi Ciebie.
Ale jesteś jeszcze młodą i piękną kobietą i jeszcze życie przed Tobą.
Jestem przekonany, że spotkasz na swojej drodze mężczyznę który pokocha Ciebie ogromną miłością a Ty jego.
To tylko kwestia czasu.
Teraz musisz uporządkować swoje obecne życie.
Wierzę, że dasz radę i życzę powodzenia.

1 557

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Tylko to miałam na myśli.

na myśli to miałaś- siebie wink napisałaś tamten post o sobie ...

Chyba wiem lepiej co miałam na myśli wink
Ale tak, poniekąd z własnego doświadczenia. Kroteczka nie ma już 21 lat tylko troszkę więcej. Więc pracując nad sobą, zastanawiając się co dalej, też to powinna wziąć pod uwagę - jak i z kim widzi czy widziałaby swoje przyszłe życie. Powiedzenie, że najlepiej jak będę dalej sama jest krótkowzroczne. Wcześniej czy później świadomie lub nie zacznie szukać 2-giej połówki. I najprawdopodobniej będą to osoby po przejściach - rozwodach czy innych często dramatycznych przeżyciach.
Zapewne w romans się już nie wpakuje, bo już wie jak to jest. Ale czy kogoś pokocha takim uczuciem jakie już zna, którego nie dał jej mąż, a będzie równie porządnym mężczyzną jak on?

1 558 Ostatnio edytowany przez danzelwashin (2015-02-03 19:00:46)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Często teraz myślę o tym co mnie czeka.  Jak ułoży się moje życie? Czy jakiś mężczyzna mnie jeszcze pokocha? Nie wiem jak będzie. Jedno co wiem to to że nie chce już nigdy nikogo skrzywdzić.

Samodiagnoza.
Jak ulozy sie moje zycie - forma bezoosobowa. Zycie sie samo nie ulozy. Powinno byc "jak uloze moje zycie".
Czy mezczyzna mnie pokocha - poszukiwanie kogoś kto pokocha, nie na odwrót.
Brak chęci skrzywdzenia kogoś - strach przed cierpieniem.
Kochanek pokazał że kocha przez flirt, pożądanie i zaangażowanie. Wtedy się rewanżujesz.
Mąż widocznie za słabo pokazywał tych ww cech, lub miał za mało asów w rękawie w gestii atrakcyjności porównawczej.
Wiele kobiet tak ma, aczkolwiek kontrolują to.

1 559

Odp: Zniszczylam swoje zycie

ależ Anastacjo,
może i w romans się wpakuje ... może i nie
może będzie sama, może nie będzie
a kto wie z kim się zwiąże - czy po dramatach, czy nie ? ze zdradzaczem czy zdradzającym ...

krotka, teraz podejrzewam ma zupełnie inne dylematy i na inne pytania sobie odpowiada

i wcale by mnie aż tak bardzo nie zdziwiło, gdyby dalej ze swoim mężem została wink
czas pokaże, jak potoczą się losy krotki

1 560

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Często teraz myślę o tym co mnie czeka.  Jak ułoży się moje życie? Czy jakiś mężczyzna mnie jeszcze pokocha? Nie wiem jak będzie. Jedno co wiem to to że nie chce już nigdy nikogo skrzywdzić.

Domyślam się co czujesz, bo sama byłam w takim miejscu że życie prywatne, wszelkie marzenia mi się zawaliły w jednej chwili. Przez prawie 2 lata unikałam wszelkich kontaktów towarzyskich, nie mówię tu nawet o takich damsko-męskich, ale nawet spotkania ze znajomymi poza pracą ograniczałam do minimum - nie miałam po prostu ochoty. Praca, sport, książki... wokół tego toczyło się moje życie. Ale potem zaczęło mi brakować tej 2 bliskiej osoby. Pierwsze znajomości - porażka. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie jest to takie łatwe jak było 10 lat wcześniej. I nie chodziło o brak zainteresowania, ale inne kwestie. Czy dać komuś szansę, choć uczucia z mojej strony brak? Bo widzę, że się stara? Albo że nawet mi się podoba, ale kompletnie charakterami, temperamentem do siebie nie pasujemy? Nie chciałam nikogo krzywdzić, dawać nadzieję. Nie interesowały mnie też znajomości dla seksu. Aż tu po kilku latach pojawił na mojej drodze 'wymarzony' pan... ale żonaty.
U Ciebie wcale nie musi być podobnie, może poznasz kogoś, kto jest wolny albo będzie po rozwodzie, i to będzie to..czego Ci szczerze życzę.
Ja jak niektórzy mi zarzucają nie czuję się że mi się udało, bo taka relacja nie jest łatwa, przez jego dziecko. Ty pewnie łatwiej byś się w podobnej odnalazła (poznając kogoś kto ma dzieci) bo sama je masz. Poza tym jesteś już bardziej świadoma, co znaczy zdrada i jakie niesie konsekwencje i wchodząc ewentualnie w inny związek będziesz bardziej świadoma. Ja, pomimo, że mi się 'udało', gdyby mój się związek rozpadł nigdy już nie wiałabym się w bliższy romans z żonatym. Człowiek się uczy na błędach. Najlepiej swoich.
A za Ciebie trzymam kciuki - za dobre wybory i decyzje!

Posty [ 1 496 do 1 560 z 3 039 ]

Strony Poprzednia 1 … 22 23 24 25 26 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026