kroteczka napisał/a:/.../
Wiesz pewnie czując się ofiarą podświadomie łatwiej mi znieść to co zrobiłam. Wiem że nigdy więcej tego nie powtórzę. To jest tak niszczące. Nie wiem co mi strzeliło do głowy żeby na to pójść. To nie działo się po pijaku. Mogłam się wielokrotnie wycofać bo sprawy posuwaly się bardzo powoli. A jednak pomimo że za każdym razem czułam się źle brnelam w to dalej.
Ponieważ działo się powoli pozwalało Ci to "wytłumaczyć" sobie jakoś obecny stan, "uniewinić" z niego i brnąć dalej, zwłaszcza że miałaś ochotę.
Wydaje mi się, że tego, że wizja flirt-romans-seks działa na ciebie z siłą trudną do opanowania raczej nie zmienisz w sobie, więc gdy będziesz przymierzała się do jakiegoś związku w przyszłości ważne abyś sobie go jakoś dobrze przygotowała, po to abyś mogła zrealizować coś takiego tak aby nikogo nie skrzywdzić i mieć jednocześnie satysfakcję z bycia kobietą.
Jedno co wydaje się jeszcze ważne - możliwe, że czynnikiem dodatkowo podniecającym był fakt "ŁAMAMIA REGUŁ", brania "ZAKAZANEGO OWOCU". Jeśli ten element był ważny, istnieje niebezpieczeństwo, że w sposób trwały wyznaczy twoje zainteresowania partnerami i sytuacjami, które z takim łamaniem reguł się wiążą. Do przemyślenia jest więc czy ten element jest u ciebie NIEZBĘDNY i czy możesz z niego zrezygnować bez utraty satysfakcji. W tej sytuacji trzeba by było poszukać jakieś terapii żeby sobie to jakoś odkręcić. Chodzi mi zwłąszcza o to czy w jakimś okresie rozwoju nie był dla ciebie atrakcyjny (np. w okresie dojrzewania) NEGATYWIZM skierowany przeciwko normom i wartościom - zwłaszcza wyrażany poprzez zachowania seksualne.
Sądzę jednak, że mimo wszystko wejście w przysłości w relację z kimś z kim nie daje to poczucia moralnego kaca, a da ci poczucie bycia kochaną i pożądaną (co jest dla ciebie szczególnie ważne) może w ostatecznym rozrachunku być na tyle satysfakcjonujące, że wygra ze wszystkim co było do tej pory.
Z tego co narobiłaś nie wyjdziesz bez strat, lecz wydaje mi się, że momentem istotnym jest złagodzenie cierpienia Twojego męża. Chodzi też o Twoje sumienie. Uważam że podstawą do zrozumienia tego co mogłabyś dla niego zrobić, nie czyniąc też nic wbrew sobie, może być zrozumienie tego na czym polega, skąd się bierze i jakie jest jego cierpienie. Znajdowałem tu wątki dotyczące zdradzonych mężczyzn - i sądzę, że Ci którzy kochali swe żony, strasznie się męczą. Nie wiem czego będzie oczekiwał od ciebie w tej sytuacji, ale nie ma sensu chować głowy w piasek. Nikt przytomny nie będzie od ciebie wymagał abyś wróciła do związku w którym nie ma i nie było uczucia i do osoby która do końca życia pamięać będzie wyrządzoną krzywdę. Choć to bardzo niewygodne, trzeba sobie wyobrazić co mu zrobiłaś i dać to co wynika ze zrozumienia jego sytuacji, nie wchodząc w konflikt z sobą. To kolejna próba charakteru którą musisz przejść aby wyjść z tego W MIARĘ OK.