Owieczka, ty tak poważnie? Koorwa, sporo takich biednych owieczek ( zagubionych ), przymuszanych do szcześcia biega po świecie???
Krotka, według mnie twój problem nr 1 w tym momencie to emocje do kolegi.
To jak z nikotyną i palaczami. Gdy jarasz to "przecież od czegoś trzeba umrzeć" lub w ogóle o konsekwencjach się nie myśli.
Co się dzieje później, gdy rzuci się palenie? Zmienia sie tok myślenia, nikotyna już przestaje zniewalać umysł, myśli sie inaczej, czuje się żal, tyle zdrowia poszło się jeba...Ale lepiej późno niż w cale.
Prochy, które bierzesz tylko uśmieżają ból. Znajdź przyczynę. Niespełniona miłość? Teraz tak, jakiś amok.
Całkiem inne pytania powinnaś sobie zadać, całkiem inne. Powinnaś odwiedzić dobrego fachowca.
Masz dużego + ( mąż ), ale to wygląda tak : ---+--+--żyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyycie,śmierć.
Proszę cię, nie nasraj już za wiele minusów, czas dojrzeć, przestań być małą dziewczynką, to nie obowiązek, to przyjemność być dorosłym.
Czemu ciągle wybierasz pokrętne drogi prowadzące donikąd?
On jest marzeniem? Myślałem, że marzenia dają powera, motywacje do życia, parcia do przodu, pokonywania przeszkód, że sama droga jest przyjemna, choć nieraz ciężka.
Myślałem, że małżeństwo to następny niełatwy, ale szczęśliwy etap w życiu?
Twoje marzenie cię pożera i niszczy. To koszmar, nie marzenie.
Ty nie masz złego serca, ale też nie graj pokrzywdzonej przez życie. Nic mnie tak nie rozpier.... jak biedne miśki, cierpiętnice.
Wiesz każdy czasem narzeka, każdemu jest czasem ciężko.
Oboje popełniliście błędy, bardzo duże błędy, jesteście nieszczęśliwymi ludźmi, niespełnionymi. To wasze sznury na szyjach was łączą ze sobą. Stąd te poczucie wyjątkowości, miłości, wzajemnego zrozumienia, normalnie 3 metry nad niebem, haj jak nic.
Przypomnę coś ważnego : źle ukierunkowane emocje stają się bronią masowego rażenia.
Wkoło ciebie trupy leżą,ranni ( żal męża, żal dzieci ).
Słuchaj, bez sensu wjeżdzać tobie na sumienie, poczucie winy, bo tylko się karzesz i tak możesz następne 10 lat przeżyć, a dzieciaczki będą wchłaniać negatywne klimaty. Bez sensu jednak klepać cię po ramieniu.
Warto chociaż raz w życiu zweryfikować swoje własne pojmowanie świata.
Zrób w sobie rozpierduchę, zresztą już cyckami ryjesz podłogę, może nawet nie musisz. Oberwij co słabe, wzmocnij co silne. Będzie bolało i tak ma być
No pain no gain.
Zacznij budować nową siebie, szczęśliwszą, bo można i basta.
Chcesz zmienić świat? Zmień siebie. Wyperd... te proszki i na terapię zasuwaj.
Naprawdę całe twoje szczęście, to niby miłość do niby mężczyzny?
Come on girl.
P.S Dużo mądrych postów tu padło, to lubię. Coś mi się zdaje, że sporo postów o tym samym, tylko inaczej napisane.
Out z mojej strony.