netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczylam swoje zycie

3 038 odpowiedzi418 663 wyświetleniazałożony przez kroteczka, 12.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Strony Poprzednia 1 … 20 21 22 23 24 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 366 do 1 430 z 3 039 ]

1 366

Odp: Zniszczylam swoje zycie

a właściwie kroteczka powiedzmy sobie, raz - szczerze i uczciwe ...
po co?
no po co, ty dziewczyno meczysz się ?
no po co, nie robisz tego na, co masz ochotę?
idź żesz sobie popłyń w ramiona kochanka ...
a kto wie czy kiedykolwiek za, to zapłacisz?
przecież - żyje się raz wink
mąż, rodzina z przymusu, dzieci - te dzieci (jak napisałaś) czy, to jest warte - TWOJEGO SZCZĘŚCIA? spełnienia emocjonalnego ? pamiętasz, co czujesz - jak On ciebie dotyka (ja pamiętam, co pisałaś)
odpuść i spełnij się, a tak to co?
meczysz męża...
męczysz siebie ...
i meczysz - kochanka ...
kiepsko - prawda ?

1 367

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

On na to że z jego punktu widzenia to niemożliwe. Ze facet jest inaczej skonstruowany i żeby nie oczekiwać rzeczy niemożliwych.

Chroń nas, Panie, od takich facetów (właśnie - facetów, bo z pewnością nie mężczyzn). Gdzie ci mężczyźni - jak z "Casablanki", którzy dla Twojego dobra wsadzą Cię do samolotu z mężem, bylebyś dalej poleciała? Taka między nimi a facetami różnica, jak między miłością a chucią. Bo o nią - jak dla mnie - tutaj chodzi.

1 368 Ostatnio edytowany przez krych23 (2015-01-28 00:36:24)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Widzisz Kroteczka, ech...
Potrafisz założyć, że tutaj piszący ludzie widzą rzeczy takie jakie są? Bez dorabiania pięknych ideologii do tego gów...?
No źle trafiłaś, no co mam powiedzieć? Cholernie źle.
Twojego kochasia nawet rajcuje cała ta sytuacja. On się świetnie bawi, szacunku do Twojej osoby 0%, twojego szczęścia 0%,
twoich pozytywnych emocji 0%, w ogóle z jego strony nosz kooorwa empatii 0%!!!!!
Myślisz, że jak facet wyczuje słabość i pożądanie ze strony kobiety to tak trudno mydlić wam oczy?
Easy game.
Weź się w garść bo przyjadę do PL i porwę cię na odwyk, powiedzmy 3m, może wyjdziesz z tego smile
Masz +, że mąż już wie, nie ryj mu głowy, daj odejść. Nie jesteś gotowa na poważny, trwały 50'letni związek smile
Kochaś jest zwykłym, chamskim, egoistycznym manipulantem kaczuszko.
Czy on zdaje sobie sprawe, wie, że twoja rodzina jest w rozsypce?
Co on na to? Że będzie się o ciebie w kuchni ocierał, tak?
Dziewczyno, ja cię proszę..............................................................................

1 369

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Excop napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Niestety na razie nie widzę żeby łatwo byłoby sie uporać z tym uczuciem.  Dziś mieliśmy rozmowę, wracalismy taxi ze spotkania sluzbowego i on poprosil zebysmy zjedli poza biurem. Rozmawialiśmy bardzo dlugo i szczerze jak nigdy. Powiedział że nie może znieść tego że nie może mnie dotknąć. Ze jest facetem i dla niego to jest bardzo ważne że myślał że da radę ale jednak nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Ze facet tak pokazuje miłość, poprzez pożądanie i nie mogę mu tego zabronić. Ze kobieta pokazuje to czułością a mężczyzna właśnie pożądaniem.
Załamałam się.  Myślałam że jednak to możliwe,  ale niestety sprawdza się teoria Pitagorasa.
On oczywiście potem zaczął żartować czy teraz znów może na mnie patrzeć jak dawniej? I czy dostanie w twarz jak otrze się o mnie w kuchni? Wszystko skończyło się żartami,  ale niestety przekaz był taki "chcę by było jak wcześniej".

A czego się spodziewałaś po tej propozycji "zjedzenia poza biurem"?
On teraz otwarcie mówi o tym, czego od Ciebie oczekuje, a czego od z górą kwartału nie otrzymuje.
Spotkanie sam na sam z możliwością nieskrępowanej rozmowy dały mu podstawy do sądzenia, że odbudowa romansu w jego poprzedniej postaci jest już kwestią najbliższego czasu.
Nic nie piszesz o własnych odpowiedziach na jego słowa mimo, że ponoć długo rozmawialiście.
Czym jesteś załamana?
Tym, że ma on gdzieś to, że Twoje życie jest w rozsypce, czy tym, że rozsypuje się Twoja "niewzruszoność" w postanowieniu o zakończeniu romansu?

Co ja mówiłam? No niestety trochę poplynelam. Powiedziałam że też mi ciężko że myślę o nim często i że też go pragnę.  Ale powiedziałam też że wolałabym żeby nasza relacja była bardziej platoniczna. On na to że z jego punktu widzenia to niemożliwe. Ze facet jest inaczej skonstruowany i żeby nie oczekiwać rzeczy niemożliwych. Stanęło na głupich żartach że teraz mam się spodziewać że on będzie dążył do powrotu starych relacji.
Załamana jestem tym że on nie chce takiej relacji bez fizycznosci. A ja nie potrafię zrezygnować z rozmów z nim.

No, to teraz już sama widzisz, co stało za zacieśnianiem relacji "przyjacielskich" sprzed lat, uwodzącymi rozmowami, o czym pisałem już na początku Twojego wątku, gdy pytałaś mnie o zdanie na temat jego intencji.
"Facet jest inaczej skonstruowany..."
Dobre sobie.

1 370

Odp: Zniszczylam swoje zycie

DZIEN DOBRY KROTECZKO

Czytam i oczom nie wierze:

Twoj kochanek,serwuje Ci takie slowa:

napisał/a:

...Ze facet tak pokazuje miłość, poprzez pożądanie .... Ze kobieta pokazuje to czułością .

Przepraszam Cie,ale musz o to zapytac.
Czy Ty tego sluchalas?,czy moze wreszcieUSLYSZALAS?

I Ty dla kogos tak plytkiego,jednowymiarowego,zlozylas na oltarzu twojego meza i dzieci?!

GRATULUJE.

ZYCZE CI DOBREGO PORANKA i moze pomysl/przemysl czasem...

1 371

Odp: Zniszczylam swoje zycie
lustro napisał/a:

DZIEN DOBRY KROTECZKO

Czytam i oczom nie wierze:

Twoj kochanek,serwuje Ci takie slowa:

napisał/a:

...Ze facet tak pokazuje miłość, poprzez pożądanie .... Ze kobieta pokazuje to czułością .

Przepraszam Cie,ale musz o to zapytac.
Czy Ty tego sluchalas?,czy moze wreszcieUSLYSZALAS?

I Ty dla kogos tak plytkiego,jednowymiarowego,zlozylas na oltarzu twojego meza i dzieci?!

GRATULUJE.

ZYCZE CI DOBREGO PORANKA i moze pomysl/przemysl czasem...

Lustro,

Bardzo Cię proszę, nie przychodź tutaj.
Ty jesteś jak kryształ i nie daj Bóg odbiłabyś w Twoim wnętrzu jakieś potworności, z tego co tu napisano.

Chroń się, CZYSTA ISTOTO !

1 372

Odp: Zniszczylam swoje zycie
krych23 napisał/a:

Widzisz Kroteczka, ech...
Potrafisz założyć, że tutaj piszący ludzie widzą rzeczy takie jakie są? Bez dorabiania pięknych ideologii do tego gów...?
No źle trafiłaś, no co mam powiedzieć? Cholernie źle.
Twojego kochasia nawet rajcuje cała ta sytuacja. On się świetnie bawi, szacunku do Twojej osoby 0%, twojego szczęścia 0%,
twoich pozytywnych emocji 0%, w ogóle z jego strony nosz kooorwa empatii 0%!!!!!
Myślisz, że jak facet wyczuje słabość i pożądanie ze strony kobiety to tak trudno mydlić wam oczy?
Easy game.
Weź się w garść bo przyjadę do PL i porwę cię na odwyk, powiedzmy 3m, może wyjdziesz z tego smile
Masz +, że mąż już wie, nie ryj mu głowy, daj odejść. Nie jesteś gotowa na poważny, trwały 50'letni związek smile
Kochaś jest zwykłym, chamskim, egoistycznym manipulantem kaczuszko.
Czy on zdaje sobie sprawe, wie, że twoja rodzina jest w rozsypce?
Co on na to? Że będzie się o ciebie w kuchni ocierał, tak?
Dziewczyno, ja cię proszę..............................................................................

On nie wie że jestem w separacji. Nie powiem mu tego bo nie da mi spokoju. Ale nie sądzę żeby bawiła go ta sytuacja.  Jak mówił to był poważny,  powtarzał że mu bardzo zależy , że nigdy mu się nie przydarzyło takie zaangażowanie i że sytuacja jest beznadziejna bo mamy dzieci.
Ale fakt empatyczny to on nie jest. Myśli o sobie głównie.

1 373

Odp: Zniszczylam swoje zycie
krych23 napisał/a:

Czy on zdaje sobie sprawe, wie, że twoja rodzina jest w rozsypce?
Co on na to? Że będzie się o ciebie w kuchni ocierał, tak?

Kroteczko, powielam, bo do Ciebie chyba nie dotarło... skoro stać Ciebie było na "żarciki" w tej sytuacji...

1 374 Ostatnio edytowany przez Szpileczka (2015-01-28 09:18:12)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

No to Kroteczka odpoczęłaś. Nie przyszło ci do głowy, by w trakcie tego "krótkiego " odpoczynku przemyśleć swoje zachowanie? Radzę ci przeczytać twój temat od początku. Może coś zrozumiesz.
Kroteczko współczuję ci jednej rzeczy, ty nie masz pojęcia, co to jest miłość. Ten twój facet, to zwykłe zero. On cię nie kocha on cię tylko pożąda. No i jak niektórzy tu piszą on nie ma za grosz szacunku do ciebie. No ale to już twoja sprawa jak chcesz być traktowana. Facet widzi twoją słabość i to wykorzystuje.
edit: jeszcze tylko dodam, że jeśli mężczyzna okazuje miłość poprzez pożądanie to mnie kochało wielu nawet ci co mnie zgwałcili. I powinnam chyba być bardzo szczęśliwa, bo nawet teraz znam takich, którzy mnie pożądają. A te kobiety z porno filmów to już w ogóle są najbardziej kochane. Bo ich kocha wielu mężczyzn przed ekranami. Cóż samo życie. Tyle miłości wokół, a ludzie narzekają, że są samotni tongue i niekochani. smile

1 375 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2015-01-28 10:02:09)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

A gdzie tam, po co myśleć, Kroteczkę przecież głowa może od tego rozboleć ...

1 376

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

On nie wie że jestem w separacji. Nie powiem mu tego bo nie da mi spokoju. Ale nie sądzę żeby bawiła go ta sytuacja.  Jak mówił to był poważny,  powtarzał że mu bardzo zależy , że nigdy mu się nie przydarzyło takie zaangażowanie i że sytuacja jest beznadziejna bo mamy dzieci.
Ale fakt empatyczny to on nie jest. Myśli o sobie głównie.

Ja kiedy swego poznam to był na etapie - praca, praca, praca...coraz więcej wyjazdów, wyzwań...byleby nie wracać do domu. A wracał ze względu na dziecko, by z nim pobyć. Jednak to właśnie praca dawała mu chęć do życia i satysfakcję - tam się spełniał.  Też, jeszcze jak byliśmy jeszcze w relacji czysto koleżeńskiej miałam wrażenie, że jest egoistą bez empatii... że myśli tylko o sobie, by mu było dobrze. Sama namawiałam, by więcej czasu poświęcał żonie, rodzinie. Wtedy się tylko denerwował. Mówił, że nie wiem jak wygląda jego małżeństwo, że przez 10 lat się starał ale potem już zrezygnował itd. A zrobił dla niej, małżeństwa dużo, tak jak ona chciała, by było dobrze, bo zawsze marzył o rodzinie której sam nie miał... a ona to wykorzystywała na swój sposób podcinając mu skrzydła.. Zrezygnował na pewien czas nawet z kariery, zamieszkał gdzieś na odludziu bo ona chciała... Nie można być jednak szczęśliwym rezygnując z siebie. Nie robiąc tego co pasjonuje, daje satysfakcję. W końcu powiedział dość i wrócił do pracy. Zaczął robić to co on lubi. Nie miał w niej wsparcia wręcz przeciwnie. No ale podobało się jej że zarabiał sporo, że mogła sobie pozwolić na to i tamto...
Wiele godzin przegadaliśmy, wspieraliśmy w pracy... więź była coraz silniejsza. W końcu też od niego usłyszałam że nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się tak zaangażować, żeby ktoś stał się tak bliski, żeby tak go rozumiał... Kiedy został nagrodzony za zasługi a ja mu powiedziałam, że jestem z niego dumna, powiedział że jestem jedyną osobą która tak powiedziała... inni owszem gratulowali, ale też pojawiała się zazdrość... I przyznam szczerze, dużo mnie 'kosztowało' i czasu i energii by zmienić w nim nastawienie, pokazać co jest ważne, bo jak czasem go słuchałam, to aż mi ręce opadały.. On mi mówił, że nie znam życia, a ja mu że ma 'skrzywiony' obraz... Ale wtedy robiłam to z czystej sympatii, choć mi się jako mężczyzna bardzo podobał. I choć gdzieś w środku marzyłam  o nim, nie tylko o ...;)  ale czułam że idealnie o siebie pasujemy, że takiego mężczyzny zawsze chciałam...
A u Ciebie Kroteczko? Nie chcesz męża, nie chcesz być z kochankiem.. Była niby jakaś nadzieja że wrócisz do męża, że nie wszystko stracone, ale po tych ostatnich postach, to bardziej niż wątpliwe... Piszesz, że on (kochanek) nie wie o separacji, bo jakby się dowiedział, to nie dałby Ci spokoju - co niemal oczywiste. Zadaj sobie pytanie czego naprawdę chcesz. I odpowiedz sobie szczerze. Nawet nie tu na forum - sobie. I nie na zasadzie, najlepiej jakbym była sama...
Ja chciałam swego Z ale nie za wszelką cenę i nie jako ta trzecia. Kochałam, kocham... ale jakby mi powiedział, że nie odejdzie o żony - zrezygnowałabym. Choć bym cierpiała... Niby można mówić, że też pewnie mnie zaradzi i wtedy będę płakać ale z 2 str. tak wtedy jak był czas by powiedzieć, że jednak nie odejdzie o żony tak i za jakiś oznajmi że znów znalazł inną - i tak bym cierpiała. Uniknęłabym tego tylko wtedy jakbym nie weszła w tą znajomość, ale się stało...

1 377

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
kroteczka napisał/a:

On nie wie że jestem w separacji. Nie powiem mu tego bo nie da mi spokoju. Ale nie sądzę żeby bawiła go ta sytuacja.  Jak mówił to był poważny,  powtarzał że mu bardzo zależy , że nigdy mu się nie przydarzyło takie zaangażowanie i że sytuacja jest beznadziejna bo mamy dzieci.
Ale fakt empatyczny to on nie jest. Myśli o sobie głównie.

Ja kiedy swego poznam to był na etapie - praca, praca, praca...coraz więcej wyjazdów, wyzwań...byleby nie wracać do domu. A wracał ze względu na dziecko, by z nim pobyć. Jednak to właśnie praca dawała mu chęć do życia i satysfakcję - tam się spełniał.  Też, jeszcze jak byliśmy jeszcze w relacji czysto koleżeńskiej miałam wrażenie, że jest egoistą bez empatii... że myśli tylko o sobie, by mu było dobrze. Sama namawiałam, by więcej czasu poświęcał żonie, rodzinie. Wtedy się tylko denerwował. Mówił, że nie wiem jak wygląda jego małżeństwo, że przez 10 lat się starał ale potem już zrezygnował itd. A zrobił dla niej, małżeństwa dużo, tak jak ona chciała, by było dobrze, bo zawsze marzył o rodzinie której sam nie miał... a ona to wykorzystywała na swój sposób podcinając mu skrzydła.. Zrezygnował na pewien czas nawet z kariery, zamieszkał gdzieś na odludziu bo ona chciała... Nie można być jednak szczęśliwym rezygnując z siebie. Nie robiąc tego co pasjonuje, daje satysfakcję. W końcu powiedział dość i wrócił do pracy. Zaczął robić to co on lubi. Nie miał w niej wsparcia wręcz przeciwnie. No ale podobało się jej że zarabiał sporo, że mogła sobie pozwolić na to i tamto...
Wiele godzin przegadaliśmy, wspieraliśmy w pracy... więź była coraz silniejsza. W końcu też od niego usłyszałam że nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się tak zaangażować, żeby ktoś stał się tak bliski, żeby tak go rozumiał... Kiedy został nagrodzony za zasługi a ja mu powiedziałam, że jestem z niego dumna, powiedział że jestem jedyną osobą która tak powiedziała... inni owszem gratulowali, ale też pojawiała się zazdrość... I przyznam szczerze, dużo mnie 'kosztowało' i czasu i energii by zmienić w nim nastawienie, pokazać co jest ważne, bo jak czasem go słuchałam, to aż mi ręce opadały.. On mi mówił, że nie znam życia, a ja mu że ma 'skrzywiony' obraz... Ale wtedy robiłam to z czystej sympatii, choć mi się jako mężczyzna bardzo podobał. I choć gdzieś w środku marzyłam  o nim, nie tylko o ...;)  ale czułam że idealnie o siebie pasujemy, że takiego mężczyzny zawsze chciałam...
A u Ciebie Kroteczko? Nie chcesz męża, nie chcesz być z kochankiem.. Była niby jakaś nadzieja że wrócisz do męża, że nie wszystko stracone, ale po tych ostatnich postach, to bardziej niż wątpliwe... Piszesz, że on (kochanek) nie wie o separacji, bo jakby się dowiedział, to nie dałby Ci spokoju - co niemal oczywiste. Zadaj sobie pytanie czego naprawdę chcesz. I odpowiedz sobie szczerze. Nawet nie tu na forum - sobie. I nie na zasadzie, najlepiej jakbym była sama...
Ja chciałam swego Z ale nie za wszelką cenę i nie jako ta trzecia. Kochałam, kocham... ale jakby mi powiedział, że nie odejdzie o żony - zrezygnowałabym. Choć bym cierpiała... Niby można mówić, że też pewnie mnie zaradzi i wtedy będę płakać ale z 2 str. tak wtedy jak był czas by powiedzieć, że jednak nie odejdzie o żony tak i za jakiś oznajmi że znów znalazł inną - i tak bym cierpiała. Uniknęłabym tego tylko wtedy jakbym nie weszła w tą znajomość, ale się stało...

Ja jedyne co wiem to to że go kocham bardzo.
Moj widzę podobny z charakteru do twojego. Tylko mój nigdy nie starał się w małżeństwie bo został do niego przymuszony.
Mój jest typem twardziela nie okazuje słabości. Sama się dziwię że zdecydował się na różne wyznania. Wiem że on bardzo się zaangażował bo to widać.
Ja na twoim miejscu zrobiłabym jak ty, ale ja mam dzieci musze o nich myśleć.

1 378

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Ja jedyne co wiem to to że go kocham bardzo.
Moj widzę podobny z charakteru do twojego. Tylko mój nigdy nie starał się w małżeństwie bo został do niego przymuszony.
Mój jest typem twardziela nie okazuje słabości. Sama się dziwię że zdecydował się na różne wyznania. Wiem że on bardzo się zaangażował bo to widać.
Ja na twoim miejscu zrobiłabym jak ty, ale ja mam dzieci musze o nich myśleć.

Nawet nie wiem co napisać, doradzić, bo sytuacja patowa... Nie zazdroszczę...
Ale nie znoszę nie odpowiedzialnych ludzi - ten Twój zamiast myśleć tylko o sobie mógłby spojrzeć szerzej i dostrzec co tak naprawdę robi, jakie ma to skutki... że Ciebie choć kocha to tak naprawę robi Ci wielką krzywdę...  Może podbudowuje swoje ego, może rzeczywiście tylko dzieci trzymają...  przecież widzi jak Ci ciężko... Mógłby się zachować jak mężczyzna a nie jak...

1 379

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Ja jedyne co wiem to to że go kocham bardzo.
Moj widzę podobny z charakteru do twojego. Tylko mój nigdy nie starał się w małżeństwie bo został do niego przymuszony.
Mój jest typem twardziela nie okazuje słabości. Sama się dziwię że zdecydował się na różne wyznania. Wiem że on bardzo się zaangażował bo to widać.
Ja na twoim miejscu zrobiłabym jak ty, ale ja mam dzieci musze o nich myśleć.

Nawet nie wiem co napisać, doradzić, bo sytuacja patowa... Nie zazdroszczę...
Ale nie znoszę nie odpowiedzialnych ludzi - ten Twój zamiast myśleć tylko o sobie mógłby spojrzeć szerzej i dostrzec co tak naprawdę robi, jakie ma to skutki... że Ciebie choć kocha to tak naprawę robi Ci wielką krzywdę...  Może podbudowuje swoje ego, może rzeczywiście tylko dzieci trzymają...  przecież widzi jak Ci ciężko... Mógłby się zachować jak mężczyzna a nie jak...

Wiem masz rację.  Myślę że czas rozwiąże wszystkie moje dylematy. Dziś pracowałam z domu nie chciałam go spotkać. No i oczywiście napisał mi smsa z pytaniem czy znów przed nim uciekam. Anastacja nawet nie wiesz jak ci zazdroszczę.  Ja  jeśli nasze uczucie przetrwa chciałabym się z nim zestarzec. Tylko do tej starości jeszcze mnóstwo czasu.

1 380

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Ja  jeśli nasze uczucie przetrwa chciałabym się z nim zestarzec.

a jesteś pewna, że on z tobą też ...

1 381

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kroteczko, skoro bardzo kochasz kochanka, to dlaczego nie rozwiedziesz się z niekochanym przez ciebie mężem?
Twoje dzieci i tak widzą, jak jest miedzy tobą i mężem. Czy tzw.dobro dzieci przedkładasz nad własne szczęście i chcesz tkwić w niesatysfakcjonującym ciebie związku?
Czy uważasz że twój mąż nie zasługuje na kogoś kto da mu miłość? Dlaczego chcesz odebrać mężowi możliwość  wyboru? Myślisz, że po tym czego się "dowiedział" od ciebie nadal będzie chciał być z tobą?
Czy stać ciebie na to by oddać dzieci mężowi po opiekę skoro właściwie to one sa tą "przeszkodą" w ułożeniu sobie życia z kochankiem?
Jeżeli rzeczywiście zależy ci na opiece nad dziećmi, to co miałby przeciwko dzieciom twój kochanek?
Jakie właściwie plany ma kochanek wobec ciebie oprócz tzw."miłych chwil" skoro nie kocha żony? Czy jest on w stanie odejść od niej i od dzieci w imie waszej miłości?
Uwazasz, ze po tym wszystkim co razem z kochankiem robiliście on będzie ciebie "platonicznie" kochał?;)
Moim zdaniem Krotko wystraszyłaś się odpowiedzialności i dlatego "ochładzasz" relacje z kochankiem. Facet jest "niepewny", nie deklaruje się wobec ciebie. Twoja wspólna przyszłość z nim jest nierealna. Jemu jest bardzo wygodnie d...ć na boku koleżankę bez zobowiązań. Z żoną jest mu również bardzo wygodnie i bezpiecznie, ją również d...y ale legalnie. Jak opisujesz  to jak dla mnie jest to typowy narcyz-samiec, pozbawiony empatii . Jak on traktuje swoją żonę? "Tylko mój nigdy nie starał się w małżeństwie bo został do niego przymuszony.Mój jest typem twardziela nie okazuje słabości." Czy oprócz wymówki "ciąża" poświęcił się i ożenił-jakie były inne motywy jego ożenku z żoną?

1 382

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Ja  jeśli nasze uczucie przetrwa chciałabym się z nim zestarzec.

a jesteś pewna, że on z tobą też ...

Pewna być nie mogę ale myślę że też.

1 383

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Wiem masz rację.  Myślę że czas rozwiąże wszystkie moje dylematy. Dziś pracowałam z domu nie chciałam go spotkać. No i oczywiście napisał mi smsa z pytaniem czy znów przed nim uciekam. Anastacja nawet nie wiesz jak ci zazdroszczę.  Ja  jeśli nasze uczucie przetrwa chciałabym się z nim zestarzec. Tylko do tej starości jeszcze mnóstwo czasu.

Nie myśl tak.. nie ma czego zazdrościć.. Inaczej jakby on nie miał dziecka..a tak? Ja się uczę nowej sytuacji i roli... Myślimy o wspólnym dziecku, ale jest też świadomość że ta ex będzie ciągle obecna w naszym życiu.. On teraz mnie 'chroni' jak może, bym się dobrze czuła, by nie spotkała mnie żadna przykrość.. odległość, że nie mieszkamy z jego ex blisko też pomaga... ale jednak.. choć może wyolbrzymiam...

1 384 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-01-28 22:19:22)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
in_ka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Ja  jeśli nasze uczucie przetrwa chciałabym się z nim zestarzec.

a jesteś pewna, że on z tobą też ...

Pewna być nie mogę ale myślę że też.

hmm, to wstrętne jest to, co robicie swoim małżonkom
w tej sytuacji, rzeczywiście rozstańcie się z nimi
żaden problem - rozwód, wina na siebie
dzieci w zależności od decyzji
i układajcie sobie życie razem - chociaż, to będzie uczciwie
bo to, co teraz robicie, to straszne ********, jest i tyle

1 385 Ostatnio edytowany przez krych23 (2015-01-28 22:44:51)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Typ-twardziela powiadasz?
Ja pier....jaka naiwnosc bije z twojej strony.
Taki twardy, a zostal przymuszony do malzenstwa Oo
Osobiscie znam kilku facetów co sie wycofalo w ostatnim momencie z malzenstwa, no ok przynajmniej jednego smile
Nie watpie, ze takich ludzi jest miliony.

Krotko, Kroteczko:
On: wygodny, wyszkolony, przestrzelony klamca.
Nieodpowiedzialny i to baaaardzo.
Tak, pewnie chojracki, moze i twardziel, ale dla ciebie, bo to zwykly zyciowy tchorz, pizd....a jak nie wie czego chce od zycia.


Ty: rozumiem, ze sie zakochalas na swoj własny sposob, na poziom, na ktory cie/was stac. Strasznie infantylnie, beztrosko, nie ty pierwsza, nie ostatnia.
Nie widze innej opcji jak: bierzcie rozwody i niech Bóg wam da zyc ze soba jak najdluzej.
NIECH TO DOTRZE do ciebie: tak, to jest mozliwe, realne, mozna to ogarnac. W tej sytuacji, w takim ukladzie bedzie najmniej szkód. Trupy i tak juz sa.

Oboje przestancie sie koorwa uzalac, to jest zalosne.
Ja tez kochalem. Mam 2 coreczki, jestem niedzielnym ojcem. I patrze sobie w lustro. Czuje sie jak MAN.
Mnostwo ludzi dalo rade.

"Strach wiedzie do gniewu, gniew do nienawisci, nienawisc do cierpienia."

1 386 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-01-29 01:37:34)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
in_ka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Ja  jeśli nasze uczucie przetrwa chciałabym się z nim zestarzec.

a jesteś pewna, że on z tobą też ...

Pewna być nie mogę ale myślę że też.

kroteczko, chcesz się zestarzeć u boku mężczyzny, który uważa, że mężczyzna okazuje swą miłość pożądaniem (czytaj - penisem) natomiast kobieta ma okazywać mu ...uczucie.
Jednocześnie piszesz, że jest baardzo męski.
Wiesz, męskość i miłość prezentowana jedynie za pomocą penisa, to trochę za mało na to by nie znudzić się, a już szczególnie wątpliwy to atrybut u mężczyzna w wieku "starzenia się".
Naprawdę tak mało wymagasz od swego wybranka ?

Przewija się tutaj wątek "Jemu chodzi o łózko a ja go kocham".
Tobie taki podział ról nie przeszkadza ?

wybacz, ale taki podejście do miłości pachnie średniowieczem...
Jakoś mało szanujesz siebie, akceptując miłość mężczyzny sprowadzoną do kwestii łóżka, jednocześnie oczekującego :full wypasu" emocji od swojej koiety.
Co dalej, ?
Prawnie skarpetek, prasowanie koszul itd. po Twojej stronie a on ma być jedynie "okazującym" miłość w łóżku.
Akceptujesz taki skrajny egoizm faceta, który na dodatek swój egoizm przedstawia jako jego wielki dar dla kobiety ???

1 387

Odp: Zniszczylam swoje zycie
krych23 napisał/a:

Typ-twardziela powiadasz?
Ja pier....jaka naiwnosc bije z twojej strony.
Taki twardy, a zostal przymuszony do malzenstwa Oo
Osobiscie znam kilku facetów co sie wycofalo w ostatnim momencie z malzenstwa, no ok przynajmniej jednego smile
Nie watpie, ze takich ludzi jest miliony.

Krotko, Kroteczko:
On: wygodny, wyszkolony, przestrzelony klamca.
Nieodpowiedzialny i to baaaardzo.
Tak, pewnie chojracki, moze i twardziel, ale dla ciebie, bo to zwykly zyciowy tchorz, pizd....a jak nie wie czego chce od zycia.


Ty: rozumiem, ze sie zakochalas na swoj własny sposob, na poziom, na ktory cie/was stac. Strasznie infantylnie, beztrosko, nie ty pierwsza, nie ostatnia.
Nie widze innej opcji jak: bierzcie rozwody i niech Bóg wam da zyc ze soba jak najdluzej.
NIECH TO DOTRZE do ciebie: tak, to jest mozliwe, realne, mozna to ogarnac. W tej sytuacji, w takim ukladzie bedzie najmniej szkód. Trupy i tak juz sa.

Oboje przestancie sie koorwa uzalac, to jest zalosne.
Ja tez kochalem. Mam 2 coreczki, jestem niedzielnym ojcem. I patrze sobie w lustro. Czuje sie jak MAN.
Mnostwo ludzi dalo rade.

"Strach wiedzie do gniewu, gniew do nienawisci, nienawisc do cierpienia."

Krych jestem pewna że on nie chciał tej miłości.  Kiedyś jak był bardzo młody został bardzo zraniony przez pierwsza dziewczynę. I potem stał się taki twardy dla kobiet.  Sądzę że ożenił się bo myślał że już żadna miłość go w życiu nie spotka.
Nigdy się już nie angażował, a nie mógł się opedzic od kobiet.  A ze mną było powoli, bardzo długo była przyjaźń.  Chyba nie sądził że tak go weźmie, pewnie dlatego bo bardzo długo trzymałam go na dystans.

1 388 Ostatnio edytowany przez pitagoras (2015-01-29 14:54:31)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Secondo1 napisał/a:

uważa, że mężczyzna okazuje swą miłość pożądaniem

Kurde, ale kombinujecie, żeby dopasować teorię do wysnutej a priori tezy, że kochanek Krotki to zło wcielone.
Wszędzie wkoło, w sąsiednich wątkach do wyrzygu powtarzacie, że miłość i seks stanowią jedność.
Jak facet z jakichś względów unika seksu z żoną to szmaciaż i bankowo nie kocha.
A tu właśnie facet prezentuje typowo pro-babskie podejście i też źle.
Niechęć do Autorki to jedno.Ale bezmyślne szkalowanie każdego(tak, każdego!) zachowania to drugie.

1 389

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:
Secondo1 napisał/a:

uważa, że mężczyzna okazuje swą miłość pożądaniem

Kurde, ale kombinujecie, żeby dopasować teorię do wysnutej a priori tezy, że kochanek Krotki to zło wcielone.
Wszędzie wkoło, w sąsiednich wątkach do wyrzygu powtarzacie, że miłość i seks stanowią jedność.
Jak facet z jakichś względów unika seksu z żoną to szmaciaż i bankowo nie kocha.
A tu właśnie facet prezentuje typowo pro-babskie podejście i też źle.
Niechęć do Autorki to jedno.Ale bezmyślne szkalowanie każdego(tak, każdego!) zachowania to drugie.

To jest probabskie podejście ze strony kochanka ale jedynie w celu manipulacji. Obaj dobrze wiemy ze tak to wlasnie jest. Kobita nigdy tego nie zrozumie. A Tulipan? Na czym bazowal jak nie na psychice kobiecej? Dopiero n-ta doniosla na niego i to z emocji. Pozostale nada widzialy w nim czułego, kochającego, zagubionego swojego mezczyzne. Jeśli wiec odrzuci się logike to jest to wszystkie rozwazania sa na "poziomie" emocji.

1 390 Ostatnio edytowany przez Szpileczka (2015-01-29 18:09:38)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Jakie szczęście, że nie jestem babą. big_smile big_smile big_smile big_smile big_smile
Ani kobitą. smile

1 391

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Secondo1 napisał/a:
kroteczka napisał/a:
in_ka napisał/a:

a jesteś pewna, że on z tobą też ...

Pewna być nie mogę ale myślę że też.

kroteczko, chcesz się zestarzeć u boku mężczyzny, który uważa, że mężczyzna okazuje swą miłość pożądaniem (czytaj - penisem) natomiast kobieta ma okazywać mu ...uczucie.
Jednocześnie piszesz, że jest baardzo męski.
Wiesz, męskość i miłość prezentowana jedynie za pomocą penisa, to trochę za mało na to by nie znudzić się, a już szczególnie wątpliwy to atrybut u mężczyzna w wieku "starzenia się".
Naprawdę tak mało wymagasz od swego wybranka ?

Przewija się tutaj wątek "Jemu chodzi o łózko a ja go kocham".
Tobie taki podział ról nie przeszkadza ?

wybacz, ale taki podejście do miłości pachnie średniowieczem...
Jakoś mało szanujesz siebie, akceptując miłość mężczyzny sprowadzoną do kwestii łóżka, jednocześnie oczekującego :full wypasu" emocji od swojej koiety.
Co dalej, ?
Prawnie skarpetek, prasowanie koszul itd. po Twojej stronie a on ma być jedynie "okazującym" miłość w łóżku.
Akceptujesz taki skrajny egoizm faceta, który na dodatek swój egoizm przedstawia jako jego wielki dar dla kobiety ???

A skąd wysnuwasz że on okazuje miłość tylko pożądaniem. Nie napisalam tego i on tak nie mówi.  Powiedział natomiast że jak mężczyzna kocha to też pożąda i że on nie potrafi patrzeć na mnie aseksualnie. Ja czuję że on mnie szanuje i okazuje mi swój szacunek i uczucie na wiele sposobów.  Pisałam o tym wielokrotnie i nie będę się powtarzać.  Chciałam żeby ta relacja była platoniczna ale właśnie on mi powiedział że nie potrafi platonicznie bo widzi  we mnie kobietę którą chce mieć nie tylko do rozmów,  żartów etc. Powiedział że nie zmusi mnie do niczego ale że nie mogę oczekiwać że będzie zimny jak głaz bo męczy go to strasznie.

1 392

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Krych jestem pewna że on nie chciał tej miłości.  Kiedyś jak był bardzo młody został bardzo zraniony przez pierwsza dziewczynę. I potem stał się taki twardy dla kobiet.  Sądzę że ożenił się bo myślał że już żadna miłość go w życiu nie spotka.
Nigdy się już nie angażował, a nie mógł się opedzic od kobiet.  A ze mną było powoli, bardzo długo była przyjaźń.  Chyba nie sądził że tak go weźmie, pewnie dlatego bo bardzo długo trzymałam go na dystans.

Wielu jest takich typów. Zranionych, bojących się ponownego zaangażowania, zainwestowania czasu, energii i naważniejsze - odkrycia własnego serca, odkryciem siebie przed kobietą. Lęk przed sponiewieraniem męskiego ego jest ciężkim tematem do ogarnięcia. Do tego ten ból.
To się do końca życia pamięta.To zmienia człowieka. My faceci mamy swoje emocje. Po prostu się z tym nie afiszujemy, umysł, zresztą wszystko działa inaczej smile

"I potem stał się taki twardy dla kobiet" - za miętkim być nie można. Ale widzisz w nim dojrzałość? Potrafisz to ocenić?

"Sądzę że ożenił się bo myślał że już żadna miłość go w życiu nie spotka." - czyli dla wygody to zrobił, sorki, ja np. tego nie rozumiem.
To już małżeństwo, nie chodzenie za rączkę. Tu trzeba być pewnym uczucia. Jesteś pewna, że nie mówił "kocham" do swej żony?
Pewnie tak, więc co znaczy dla niego i dla ciebie MIŁOŚĆ? Bo to nie słowo i wbrew pozorom tylko zmysłowe piepr...(każdy je lubi).

"A ze mną było powoli, bardzo długo była przyjaźń.  Chyba nie sądził że tak go weźmie, pewnie dlatego bo bardzo długo trzymałam go na dystans" - powoli, dzień po dniu granica była przesuwana. To nie była koleżeńska rozmowa raz na tydzień. Nie można powiedzieć "stało się". To nie przejdzie Kroteczko.

Ponawiam pytanie - co dalej?
P.S Twój mąż za 2-3 lata będzie Bad Boy'em, ty i kolega się znudzicie, wtedy zobaczysz to coś w mężu, w byłym wink

Pitagoras - winny jest zawsze partner, który obiecywał, przysięgał, wziął odpowiedzialność za siebie, mnie, rodzinę. Reszta mnie nie obchodzi, że pełnia była, że on tak na mnie patrzył i nie wiadomo co tam jeszcze.
Dziwni jesteśmy my ludzie...

1 393

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Secondo1 napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Pewna być nie mogę ale myślę że też.

kroteczko, chcesz się zestarzeć u boku mężczyzny, który uważa, że mężczyzna okazuje swą miłość pożądaniem (czytaj - penisem) natomiast kobieta ma okazywać mu ...uczucie.
Jednocześnie piszesz, że jest baardzo męski.
Wiesz, męskość i miłość prezentowana jedynie za pomocą penisa, to trochę za mało na to by nie znudzić się, a już szczególnie wątpliwy to atrybut u mężczyzna w wieku "starzenia się".
Naprawdę tak mało wymagasz od swego wybranka ?

Przewija się tutaj wątek "Jemu chodzi o łózko a ja go kocham".
Tobie taki podział ról nie przeszkadza ?

wybacz, ale taki podejście do miłości pachnie średniowieczem...
Jakoś mało szanujesz siebie, akceptując miłość mężczyzny sprowadzoną do kwestii łóżka, jednocześnie oczekującego :full wypasu" emocji od swojej koiety.
Co dalej, ?
Prawnie skarpetek, prasowanie koszul itd. po Twojej stronie a on ma być jedynie "okazującym" miłość w łóżku.
Akceptujesz taki skrajny egoizm faceta, który na dodatek swój egoizm przedstawia jako jego wielki dar dla kobiety ???

A skąd wysnuwasz że on okazuje miłość tylko pożądaniem. Nie napisalam tego i on tak nie mówi.  Powiedział natomiast że jak mężczyzna kocha to też pożąda i że on nie potrafi patrzeć na mnie aseksualnie. Ja czuję że on mnie szanuje i okazuje mi swój szacunek i uczucie na wiele sposobów.  Pisałam o tym wielokrotnie i nie będę się powtarzać.  Chciałam żeby ta relacja była platoniczna ale właśnie on mi powiedział że nie potrafi platonicznie bo widzi  we mnie kobietę którą chce mieć nie tylko do rozmów,  żartów etc. Powiedział że nie zmusi mnie do niczego ale że nie mogę oczekiwać że będzie zimny jak głaz bo męczy go to strasznie.

Dokładnie o tym samym pomyślałam czytając wypowiedzi (dla niektórych wygodne), że ta miłość kochanka sprowadza się tylko do pożądania Celnie to posumował Pitagoras.
Tak u mnie, jak i u Ciebie to pożądanie pojawiło się w konsekwencji czy w towarzystwie innych, licznych okoliczności, okazywanych wobec siebie sympatii, troski itd. Dla mnie takim przełomem, kiedy przestałam mieć wątpliwości, że mu naprawę na mnie zależy, było jak się rozchorowałam... a on wtedy jechał specjalnie kilkaset km, zmieniając swoje plany by mi przywieść lekarstwa, zrobić zakupy... bym nie musiała wychodzić z temperaturą. I był przy mnie... a to było jeszcze na długo prze tym jak 'skonsumowaliśmy' naszą znajomość...

1 394

Odp: Zniszczylam swoje zycie
krych23 napisał/a:

Wielu jest takich typów. Zranionych, bojących się ponownego zaangażowania, zainwestowania czasu, energii i naważniejsze - odkrycia własnego serca, odkryciem siebie przed kobietą. Lęk przed sponiewieraniem męskiego ego jest ciężkim tematem do ogarnięcia. Do tego ten ból.
To się do końca życia pamięta.To zmienia człowieka. My faceci mamy swoje emocje. Po prostu się z tym nie afiszujemy, umysł, zresztą wszystko działa inaczej smile

"I potem stał się taki twardy dla kobiet" - za miętkim być nie można. Ale widzisz w nim dojrzałość? Potrafisz to ocenić?

"Sądzę że ożenił się bo myślał że już żadna miłość go w życiu nie spotka." - czyli dla wygody to zrobił, sorki, ja np. tego nie rozumiem.
To już małżeństwo, nie chodzenie za rączkę. Tu trzeba być pewnym uczucia. Jesteś pewna, że nie mówił "kocham" do swej żony?
Pewnie tak, więc co znaczy dla niego i dla ciebie MIŁOŚĆ? Bo to nie słowo i wbrew pozorom tylko zmysłowe piepr...(każdy je lubi).

"A ze mną było powoli, bardzo długo była przyjaźń.  Chyba nie sądził że tak go weźmie, pewnie dlatego bo bardzo długo trzymałam go na dystans" - powoli, dzień po dniu granica była przesuwana. To nie była koleżeńska rozmowa raz na tydzień. Nie można powiedzieć "stało się". To nie przejdzie Kroteczko.

Ponawiam pytanie - co dalej?
P.S Twój mąż za 2-3 lata będzie Bad Boy'em, ty i kolega się znudzicie, wtedy zobaczysz to coś w mężu, w byłym wink

Pitagoras - winny jest zawsze partner, który obiecywał, przysięgał, wziął odpowiedzialność za siebie, mnie, rodzinę. Reszta mnie nie obchodzi, że pełnia była, że on tak na mnie patrzył i nie wiadomo co tam jeszcze.
Dziwni jesteśmy my ludzie...

Krych ale on tego nie zmieni że został zraniony. Siedziało to w nim przez lata, sam mi mówił. Stał się twardy, myślę że wiele kobiet przez niego płakało. Potem się ożenił.  Nie dla wygody, ale dla dziecka które się pojawiło.  Tu jest ta jego dojrzałość,  że "poświęcił" się choć nie był gotowy na dziecko i to z tą kobietą.  Myślę że nigdy jej nie powiedział że ją kocha. Ponoć się nawet nie oświadczył,  tylko po naciskach zgodził się na ślub. Nie wiem jak ta kobieta mogła tak zrobić dla mnie to by było jakby mi ktoś w twarz dał. Myślę że ma duży o to do niej żal.
On na pewno nie spodziewał się że się jeszcze kiedyś zakocha i to w tym wieku. Dla mnie miłość to chcieć z kimś być niezależnie od wszystkiego, poświęcać się dla kogoś, etc. Nie wiem co to znaczy dla niego.
Co będzie za 2-3 lata nie wiem. Nie chcę z nim być bo wiem że to budowanie na gruzach. Gdybym z nim była to jego żona nie da nam żyć, ona i tak mnie nienawidzi bo jestem przyjaciółka jej męża.
Nie ma tu dobrego rozwiązania poza tym że on pozostanie moim marzeniem.

1 395

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Krych ale on tego nie zmieni że został zraniony. Siedziało to w nim przez lata, sam mi mówił. Stał się twardy, myślę że wiele kobiet przez niego płakało. Potem się ożenił.  Nie dla wygody, ale dla dziecka które się pojawiło.  Tu jest ta jego dojrzałość,  że "poświęcił" się choć nie był gotowy na dziecko i to z tą kobietą.  Myślę że nigdy jej nie powiedział że ją kocha. Ponoć się nawet nie oświadczył,  tylko po naciskach zgodził się na ślub. Nie wiem jak ta kobieta mogła tak zrobić dla mnie to by było jakby mi ktoś w twarz dał. Myślę że ma duży o to do niej żal.
On na pewno nie spodziewał się że się jeszcze kiedyś zakocha i to w tym wieku. Dla mnie miłość to chcieć z kimś być niezależnie od wszystkiego, poświęcać się dla kogoś, etc. Nie wiem co to znaczy dla niego.
Co będzie za 2-3 lata nie wiem. Nie chcę z nim być bo wiem że to budowanie na gruzach. Gdybym z nim była to jego żona nie da nam żyć, ona i tak mnie nienawidzi bo jestem przyjaciółka jej męża.
Nie ma tu dobrego rozwiązania poza tym że on pozostanie moim marzeniem.

Ja bym go aż tak nie wybielała. Każdy przeżywał jakieś porażki miłosne w młodości, które odbierały wiarę w prawdziwą miłość, szczere relacje - zakochał się nieszczęśliwie, albo bez wzajemności, platonicznie...
Ok może 'szalał', ale to świadczy raczej braku odpowiedzialności i niedojrzałości. Przecież dziecko nie wzięło się z powietrza. Nie kochał.. ale chyba mógł zapanować nad popędem albo przynajmniej zadbać o zabezpieczenie. Wiem, że go usprawiedliwiasz, bo masz wobec niego uczucia... ja też wobec swego to robię... 
Wybacz jednak że to napiszę, ale jak przeczytałam: " tylko po naciskach zgodził się na ślub. Nie wiem jak ta kobieta mogła tak zrobić dla mnie to by było jakby mi ktoś w twarz dał. Myślę że ma duży o to do niej żal. " Czy to przypadkiem nie odzwierciedla twojej sytuacji? Pisałaś wcześniej że twój mąż kilkakrotnie się oświadczał...

1 396

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Po pierwsze, nie jesteś przyjaciółką jej męża, tylko jego kochanką, co jest zupełnie inną relacją, przyznasz ?
Po drugie, Ty niczego Kroteczko nie wiesz. Ty tylko - jak sama piszesz - slyszalas, myslalas sadzilas, ponoć, podobno. To co piszesz o życiu swojego kochanka i o jego przeszłości, to WYLACZNIE Twoje domniemania i wyobrażenia, a nie fakty.
I po trzecie, dla ludzi lubiących seks bez konsekwencji i bez zobowiązań, istnieje coś takiego jak ŚRODKI ANTYKONCEPCYJNE. A i tak nie ma 100% pewności, że stosując je nie będziemy mieli dzieci, których w danym momencie mieć nie chcemy.
Wiem co napiszesz, że to ta wredna głupia żona złapała go podstępem na ciążę, przebijając szpilka prezerwatywy, albo lykajac aspirynę zamiast pigułek, ale jak już wcześniej napisalam - Ty nie wiesz niczego, nie znasz prawdy, a jedynie relacje kochanka.
Nie chcę go obrażać, ale chyba nawet największy cymbal wie, ze istnieje cos takiego jak zabezpieczenie przed niechcianą ciążą.
Nie wierzę również w to, że nie chciał być ze swoją żoną.
Gdyby nie chciał, to nie byliby razem. Zawsze można powiedzieć "nie" i zwyczajnie płacić alimenty.
Nie sądzę, żeby istniał jakiś skuteczny środek przymusu dla takiego twardego i męskiego faceta, oprócz JEGO WOLI.

1 397

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Dokładnie o tym samym pomyślałam czytając wypowiedzi (dla niektórych wygodne), że ta miłość kochanka sprowadza się tylko do pożądania Celnie to posumował Pitagoras.
Tak u mnie, jak i u Ciebie to pożądanie pojawiło się w konsekwencji czy w towarzystwie innych, licznych okoliczności, okazywanych wobec siebie sympatii, troski itd. Dla mnie takim przełomem, kiedy przestałam mieć wątpliwości, że mu naprawę na mnie zależy, było jak się rozchorowałam... a on wtedy jechał specjalnie kilkaset km, zmieniając swoje plany by mi przywieść lekarstwa, zrobić zakupy... bym nie musiała wychodzić z temperaturą. I był przy mnie... a to było jeszcze na długo prze tym jak 'skonsumowaliśmy' naszą znajomość...

Ja miałam podobną sytuacja. Z tymże u mnie była to dłuższa choroba, trwająca wiele tygodni, w zasadzie miesięcy.  Na prawdę średnio wtedy wyglądałam a on pomagał mi we wszystkim. Też to był jakiś przełom u nas, szczególnie chyba dla niego. Wcześniej miałam wrażenie że przyjaźni się ze mną bo uważa mnie za atrakcyjną i inteligentna kobietę,  taką do której niewielu "startuje" i imponowalo mu to że darzę go specjalnymi względami. A w czasie mojej choroby straciłam dużo ze swojej "kobiecosci" nie chcę wchodzic w szczegóły, miałam przez to kiepski nastrój. A on i tak na firmowych imprezach tylko ze mną rozmawiał.  Chyba wtedy dotarło do niego że to nie tylko pociąg fizyczny ale coś znacznie więcej.  Więc jak wyszłam z choroby i znów odzyskałam swoja "dawną kobiecość" on jakby oszalał po prostu. Podziwiał że tak wyszłam z tej choroby i ciągle mówił jaka jestem "zjawiskowa", a na pewno po chorobie nie wyglądam lepiej niż przed , w zasadzie tak samo.
Nikt mi nie wmówi że tak się zachowuje facet któremu tylko chodziło o łóżko.  Tym bardziej że wielokrotnie dawałam mu do zrozumienia że jest moim przyjacielem nikim więcej.

1 398

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Ja bym go aż tak nie wybielała. Każdy przeżywał jakieś porażki miłosne w młodości, które odbierały wiarę w prawdziwą miłość, szczere relacje - zakochał się nieszczęśliwie, albo bez wzajemności, platonicznie...
Ok może 'szalał', ale to świadczy raczej braku odpowiedzialności i niedojrzałości. Przecież dziecko nie wzięło się z powietrza. Nie kochał.. ale chyba mógł zapanować nad popędem albo przynajmniej zadbać o zabezpieczenie. Wiem, że go usprawiedliwiasz, bo masz wobec niego uczucia... ja też wobec swego to robię... 
Wybacz jednak że to napiszę, ale jak przeczytałam: " tylko po naciskach zgodził się na ślub. Nie wiem jak ta kobieta mogła tak zrobić dla mnie to by było jakby mi ktoś w twarz dał. Myślę że ma duży o to do niej żal. " Czy to przypadkiem nie odzwierciedla twojej sytuacji? Pisałaś wcześniej że twój mąż kilkakrotnie się oświadczał...

Nie to nie było takie "zwykle" nieszczesliwe zakochanie o ile wiem. To bym poważny związek na którym bardzo się zawiódł. Chyba wtedy postanowił że żadna kobieta już go nie zrani. I potem chyba faktycznie mial wiele niezobowiązujących relacji. Seks jest dla niego bardzo ważny więc pewnie te relacje głównie na tym się opierały, również ten z przyszłą żoną.
Łatwo go oceniać,  ale ja nigdy nie miałam takich doświadczeń,  żaden z moich chłopaków mnie nie zranił,  nie zostawił,  etc. Może gdybym takie coś przeżyła też bym się tak zachowała.

1 399

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Dokładnie o tym samym pomyślałam czytając wypowiedzi (dla niektórych wygodne), że ta miłość kochanka sprowadza się tylko do pożądania Celnie to posumował Pitagoras.
Tak u mnie, jak i u Ciebie to pożądanie pojawiło się w konsekwencji czy w towarzystwie innych, licznych okoliczności, okazywanych wobec siebie sympatii, troski itd. Dla mnie takim przełomem, kiedy przestałam mieć wątpliwości, że mu naprawę na mnie zależy, było jak się rozchorowałam... a on wtedy jechał specjalnie kilkaset km, zmieniając swoje plany by mi przywieść lekarstwa, zrobić zakupy... bym nie musiała wychodzić z temperaturą. I był przy mnie... a to było jeszcze na długo prze tym jak 'skonsumowaliśmy' naszą znajomość...

Ja miałam podobną sytuacja. Z tymże u mnie była to dłuższa choroba, trwająca wiele tygodni, w zasadzie miesięcy.  Na prawdę średnio wtedy wyglądałam a on pomagał mi we wszystkim. Też to był jakiś przełom u nas, szczególnie chyba dla niego. Wcześniej miałam wrażenie że przyjaźni się ze mną bo uważa mnie za atrakcyjną i inteligentna kobietę,  taką do której niewielu "startuje" i imponowalo mu to że darzę go specjalnymi względami. A w czasie mojej choroby straciłam dużo ze swojej "kobiecosci" nie chcę wchodzic w szczegóły, miałam przez to kiepski nastrój. A on i tak na firmowych imprezach tylko ze mną rozmawiał.  Chyba wtedy dotarło do niego że to nie tylko pociąg fizyczny ale coś znacznie więcej.  Więc jak wyszłam z choroby i znów odzyskałam swoja "dawną kobiecość" on jakby oszalał po prostu. Podziwiał że tak wyszłam z tej choroby i ciągle mówił jaka jestem "zjawiskowa", a na pewno po chorobie nie wyglądam lepiej niż przed , w zasadzie tak samo.
Nikt mi nie wmówi że tak się zachowuje facet któremu tylko chodziło o łóżko.  Tym bardziej że wielokrotnie dawałam mu do zrozumienia że jest moim przyjacielem nikim więcej.

To zrozumiałe. Takie sytuacje budują więź. Ok ja swojego poznałam na konferencji gdzie byłam 'zrobiona' - ubrana, umalowana itd. Ale kiedy przyjechał jak miałam prawie 39 st gorączki to ani jedno ani drugie.. W  ogóle nie byłam dobrym kompanem ani rozmów, ani niczego innego.. A  on się mną opiekował, trzymał za rękę, całował w czoło, parzył zioła, zagadywał, włączał jakieś filmy...  To chyba bo tej sytuacji przestałam mieć barierę, widzieć granicę w postaci 'obrączki'... Wcześniej, choć od początku mi się podobał jako mężczyzna, dystans był dla mnie oczywisty...

1 400

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Nie to nie było takie "zwykle" nieszczesliwe zakochanie o ile wiem. To bym poważny związek na którym bardzo się zawiódł. Chyba wtedy postanowił że żadna kobieta już go nie zrani. I potem chyba faktycznie mial wiele niezobowiązujących relacji. Seks jest dla niego bardzo ważny więc pewnie te relacje głównie na tym się opierały, również ten z przyszłą żoną.
Łatwo go oceniać,  ale ja nigdy nie miałam takich doświadczeń,  żaden z moich chłopaków mnie nie zranił,  nie zostawił,  etc. Może gdybym takie coś przeżyła też bym się tak zachowała.

Oj, dla każdego faceta seks jest ważny.. zresztą nie tylko faceta...
No ja miałam różne doświadczenia i kochałam platonicznie i ktoś mi moją miłość sprzątnął sprzed nosa, tak i musiałam mówić komuś kto choć wydawało się, że jest tylko kolegą, a w końcu niespodziewanie wyznał mi miłość, że niestety ale z mojej strony nie ma tego samego.. a jak już byłam szczęśliwa w związku przez kilka lat, nagle mój facet zginą w wypadku... Także jestem trochę 'poszarpana' przez życie... i może więcej rzeczy świadoma... choć (też) wdałam się w romans z żonatym...

1 401

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kroteczka twój problem  na teraz jest taki, że porównujesz się z Anastazją. A to są dwie różne historie i dwóch różnych facetów.
Powiedz swojemu kochankowi, że się rozwodzisz i że oczekujesz tego samego od niego.
Nie zrobisz tego, bo w głebi duszy wiesz, że on ma cię gdzieś.

1 402

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Szpileczka napisał/a:

Kroteczka twój problem  na teraz jest taki, że porównujesz się z Anastazją. A to są dwie różne historie i dwóch różnych facetów.
Powiedz swojemu kochankowi, że się rozwodzisz i że oczekujesz tego samego od niego.
Nie zrobisz tego, bo w głebi duszy wiesz, że on ma cię gdzieś.

Porównania są, dużo nawet wspólnych kwestii.. jak to 'baby' fajnie się wygadać, jak ktoś coś podobnego doświadczył, przeżył... nawet obca osoba.
Jednak moja i Kroteczki sytuacja jest pomimo wielu wspólnych wątków (poznanie w pracy, przyjaźń wsparcie..przez długi czas relacja czysto koleżeńska itd.)  bardzo różna. Ja nie mam męża i dzieci. Mój 'kochanek' mieszkał kilkaset km ode mnie, nie znam jego żony nadal.. tu jesteśmy sami.
Kroteczka napisała że jego żona już ją nienawidzi.. i trudno się dziwić.
Dla mnie jej sytuacja jest patowa i beznadziejna po każdym względem... nawet jak ich uczucie jest prawdziwe, szczere, trwałe.. to jednak ta sama praca, dzieci ew (ex) żona, mąż obok... Nie wiem co bym na jej miejscu zrobiła, pewnie bym się wycofała.. Albo liczyła że kochanek postawi się na wysokości zadania i przejmie inicjatywę i ją będzie chronić... ale musi mieć do tego jaja.

1 403

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Trwałe uczucie. Dopóki taki kochanek nie zostałby waszym mężem wink

1 404

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Szpileczka napisał/a:

Kroteczka twój problem  na teraz jest taki, że porównujesz się z Anastazją. A to są dwie różne historie i dwóch różnych facetów.
Powiedz swojemu kochankowi, że się rozwodzisz i że oczekujesz tego samego od niego.
Nie zrobisz tego, bo w głebi duszy wiesz, że on ma cię gdzieś.

Tego że nie ma mnie gdzieś to akurat jestem pewna.
Ja nie chcę jego rozwodu bo wiem że nie potrafię mu obiecać że z nim będę. 
Ja po prostu nie wiem czy on się nadaje na ojczyma moich dzieci to jest mój zasadniczy problem.  Gdybym nie miała dzieci już bym z nim była. Ale mam i dla nich poświęce wszystko, każdą miłość.
On w czasie ostatniej naszej rozmowy powiedział ze sprawę da się rozwiązać definitywnie - gdybysmy mieli dziecko.
Tak nie mówi facet który ma kobietę gdzieś.

1 405

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kroteczko, aż przykro się czyta takie brednie jakie wypisujesz.
Facet, który nie ma kobiety gdzieś:
- rozstaje się z żoną i dokłada wszelkich starań do tego, żeby stworzyć solidne podwaliny dla związku z Tobą Kroteczko,
- stara się jak najczęściej spotykać ze swoimi dziećmi i tłumaczyć im sytuację w sposób cierpliwy i łagodny,
- dba również i o Twoje dzieci i pozostaje dla nich przyjazny,

Zapłodnienie kobiety nie jest dowodem na to, że mężczyźnie na niej zależy Kroteczko.
To czcze brednie, czego dowodem jest choćby jego sytuacja małżeńska.
Swoją żonę też jakoś zaplodnil, a przecież jak utrzymujesz, kompletnie mu na niej nie zależy ani nigdy nie zależało.

1 406

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

On w czasie ostatniej naszej rozmowy powiedział ze sprawę da się rozwiązać definitywnie - gdybysmy mieli dziecko.

o ja pierdziele ...
masakra,
krota, czy ciebie już całkiem ********?

1 407

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Oj krotko, krotko, większych bzdur nie mógł ci kochanek powiedzieć? Frywolny dzieciorób ci się trafił, a ty łykasz te pierdoły jak młody pelikan.
Ech, brak słów na twój post.
Nie wierzę krotko, że ty jesteś dorosłą osobą.  Trollujesz jak "ta lala". big_smile

1 408 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-01-29 22:57:19)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ciężko uwierzyć, ze to nie troll ale ...
Rozwiedź się, i idź do kochanka, zlituj się nad mężem i dziećmi, zachowaj resztki godności, KOBIETO !

kroteczka napisał/a:

...  Gdybym nie miała dzieci już bym z nim była. Ale mam i dla nich poświęce wszystko, każdą miłość. ...

NIC NIE JESTEŚ W STANIE POŚWIECIĆ DLA DZIECI, wmawiasz sobie same kłamstwa.

1 409

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

On w czasie ostatniej naszej rozmowy powiedział ze sprawę da się rozwiązać definitywnie - gdybysmy mieli dziecko.
Tak nie mówi facet który ma kobietę gdzieś.

A gdybyście mieli dziecko, to co by to zmieniło? Wtedy bez skrupułów zostawił by rodzinę, bo jego nowa miłość i nowe dziecko ważniejsze? Czy zostałby przy Tobie "bo tak wypada", tak jak kiedyś został przy swojej obecnej żonie? Kroteczko, ja tego nie piszę po to aby Ciebie wkurzyć czy też złośliwie. Po prostu wydaje mi się, że uczucie zaślepia Cię całkowicie i nie myślisz zbyt trzeźwo. Facet za przeproszeniem pierniczy głupoty jak potłuczony a Ty doszukujesz się w tym głębszego sensu.

1 410

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

On w czasie ostatniej naszej rozmowy powiedział ze sprawę da się rozwiązać definitywnie - gdybysmy mieli dziecko.

Zaiste. Brak dziecka oznacza niemożność rozwiązania sprawy definitywnie.


Kroteczka, jakiś czas temu napisałaś o swoim mężu:

kroteczka napisał/a:

[...] on bardzo naciskał na ślub.  Ja go nie kochalam ale widziałam że tak mu zależy.

Teraz piszesz o kochanku i jego żonie:

kroteczka napisał/a:

[...] tylko po naciskach zgodził się na ślub. Nie wiem jak ta kobieta mogła tak zrobić dla mnie to by było jakby mi ktoś w twarz dał. Myślę że ma duży o to do niej żal.
.

Jak bym czytał przyszłą "kwestię" Twojego męża o Tobie.

1 411

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:
kroteczka napisał/a:

On nie wie że jestem w separacji. Nie powiem mu tego bo nie da mi spokoju. Ale nie sądzę żeby bawiła go ta sytuacja.  Jak mówił to był poważny,  powtarzał że mu bardzo zależy , że nigdy mu się nie przydarzyło takie zaangażowanie i że sytuacja jest beznadziejna bo mamy dzieci.
Ale fakt empatyczny to on nie jest. Myśli o sobie głównie.

Ja kiedy swego poznam to był na etapie - praca, praca, praca...coraz więcej wyjazdów, wyzwań...byleby nie wracać do domu. A wracał ze względu na dziecko, by z nim pobyć. Jednak to właśnie praca dawała mu chęć do życia i satysfakcję - tam się spełniał.  Też, jeszcze jak byliśmy jeszcze w relacji czysto koleżeńskiej miałam wrażenie, że jest egoistą bez empatii... że myśli tylko o sobie, by mu było dobrze. Sama namawiałam, by więcej czasu poświęcał żonie, rodzinie. Wtedy się tylko denerwował. Mówił, że nie wiem jak wygląda jego małżeństwo, że przez 10 lat się starał ale potem już zrezygnował itd. A zrobił dla niej, małżeństwa dużo, tak jak ona chciała, by było dobrze, bo zawsze marzył o rodzinie której sam nie miał... a ona to wykorzystywała na swój sposób podcinając mu skrzydła.. Zrezygnował na pewien czas nawet z kariery, zamieszkał gdzieś na odludziu bo ona chciała... Nie można być jednak szczęśliwym rezygnując z siebie. Nie robiąc tego co pasjonuje, daje satysfakcję. W końcu powiedział dość i wrócił do pracy. Zaczął robić to co on lubi. Nie miał w niej wsparcia wręcz przeciwnie. No ale podobało się jej że zarabiał sporo, że mogła sobie pozwolić na to i tamto...
Wiele godzin przegadaliśmy, wspieraliśmy w pracy... więź była coraz silniejsza. W końcu też od niego usłyszałam że nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się tak zaangażować, żeby ktoś stał się tak bliski, żeby tak go rozumiał... Kiedy został nagrodzony za zasługi a ja mu powiedziałam, że jestem z niego dumna, powiedział że jestem jedyną osobą która tak powiedziała... inni owszem gratulowali, ale też pojawiała się zazdrość... I przyznam szczerze, dużo mnie 'kosztowało' i czasu i energii by zmienić w nim nastawienie, pokazać co jest ważne, bo jak czasem go słuchałam, to aż mi ręce opadały.. On mi mówił, że nie znam życia, a ja mu że ma 'skrzywiony' obraz... Ale wtedy robiłam to z czystej sympatii, choć mi się jako mężczyzna bardzo podobał. I choć gdzieś w środku marzyłam  o nim, nie tylko o ...;)  ale czułam że idealnie o siebie pasujemy, że takiego mężczyzny zawsze chciałam...
A u Ciebie Kroteczko? Nie chcesz męża, nie chcesz być z kochankiem.. Była niby jakaś nadzieja że wrócisz do męża, że nie wszystko stracone, ale po tych ostatnich postach, to bardziej niż wątpliwe... Piszesz, że on (kochanek) nie wie o separacji, bo jakby się dowiedział, to nie dałby Ci spokoju - co niemal oczywiste. Zadaj sobie pytanie czego naprawdę chcesz. I odpowiedz sobie szczerze. Nawet nie tu na forum - sobie. I nie na zasadzie, najlepiej jakbym była sama...
Ja chciałam swego Z ale nie za wszelką cenę i nie jako ta trzecia. Kochałam, kocham... ale jakby mi powiedział, że nie odejdzie o żony - zrezygnowałabym. Choć bym cierpiała... Niby można mówić, że też pewnie mnie zaradzi i wtedy będę płakać ale z 2 str. tak wtedy jak był czas by powiedzieć, że jednak nie odejdzie o żony tak i za jakiś oznajmi że znów znalazł inną - i tak bym cierpiała. Uniknęłabym tego tylko wtedy jakbym nie weszła w tą znajomość, ale się stało...

Ja jedyne co wiem to to że go kocham bardzo.
Moj widzę podobny z charakteru do twojego. Tylko mój nigdy nie starał się w małżeństwie bo został do niego przymuszony.
Mój jest typem twardziela nie okazuje słabości. Sama się dziwię że zdecydował się na różne wyznania. Wiem że on bardzo się zaangażował bo to widać.
Ja na twoim miejscu zrobiłabym jak ty, ale ja mam dzieci musze o nich myśleć.

Cześć Kroti

wiem jak się szamoczesz, bo ja przechodzę to samo


Dziś zet zaproponował podwiezienie i odmówiłam (poprzednim razem poległam, pisałam o tym.....)
Nie pytaj jak się czuję.........

1 412 Ostatnio edytowany przez lustro (2015-01-30 02:44:09)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

DZIEN DOBRY KROTECZKO Raz jeszcze.
Wiesz,jestes dla mnie enigma.
Naprawde nie wiem,co myslec o Twoim systenie wartosci... i Twoich wyborach?

Jestes bardzo mlada osaba,ale z tego,co napisalas,pamiec nie sluzy Ci najlepiej:

PISZESZ:

...Ze facet tak pokazuje miłość, poprzez pożądanie i nie mogę mu tego zabronić. Ze kobieta pokazuje to czułością a mężczyzna właśnie pożądaniem. ...

to post nr #1360.

Po czym,w poscie#1391,
piszesz:

napisał/a:

...Nie napisalam tego i on tak nie mówi...

Wiesz,tak sie zastanawiam,jakim Ty jestes czlowiekim?Jak zyjesz,tak codziennie?
Matka,zona,kochanka.
Trudne to musi byc-takie ciagle zaglowanie.
Nie czujesz zmeczenia materialu?

Ja Ciebie ani nie osadzam,ani nie oceniam.
Zastanawiam sie jedynie,jak mozna w czyma takim tkwic i nie zwariowac?
Na ile jeszcze starczy Ci sil?

POWODZENIA KROTECZKO I NIECH BILANS STRAT W TWOIM I INNYGH ZYCIU,POZOSTANIE JAK NAJMNIEJSZY.

1 413

Odp: Zniszczylam swoje zycie

https://www.youtube.com/watch?v=66delT1n5LA

1 414

Odp: Zniszczylam swoje zycie

lustro poziom mistrzowski w oszukiwaniu siebie lub innych

1 415

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Krotka czego TY właściwie chcesz?
Bo moim zdaniem nie do końca wierzysz, że z Jego strony jest miłość. Przecież i tak JUŻ skrzywdziłaś Swoją całą rodzinę (dzieci nie są głupie), to czemu nie iść za ciosem? Przecież jeśli się kochacie (tak prawdziwie) to nic nie ryzykujecie? Wasze relacje już nie są tajemnicą.

Może potrzebujecie właśnie tego typu emocji: niepewności, pożądania i ryzyka typowych dla zauroczenia (zazwyczaj partnerzy nie wiedzą o Sobie dużo i czują potrzebę "sprawdzania" intencji drugiego partnera). Miłość to spokój, cierpliwość, pewność i zaufanie. Czujesz którekolwiek?

Największy problem leży w Tobie z jednej strony chcesz tego, ale następnego dnia budzisz się i już Sama nie wiesz. Nie dopisuj Mu uczuć jakie On czuje (szczególnie na podstawie słów) spójrz na czyny. Ale właśnie może takie postępowanie człowieka jest dla Ciebie oznaką miłości?

Trzymaj się, bo długaaaaaaaaaaaaaaa droga życia przed Tobą.

1 416 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-03-18 17:08:00)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Od wczoraj męczy mnie jedno zdanie. Nie wiem czy powinienem jej współczuć, na pewno współczuję jej i kochanka rodzinie, a szczególnie dzieciom.
Krotka ... zostaw dzieci u męża i rozwiedź się z nim, daj mu wolność, przede wszystkim daj BEZPIECZEŃSTWO dzieciom. W chwili obecnej wg mnie stanowisz dla dzieci zagrożenie.
Ja osobiście przy całej mojej krzywdzie nie wyobrażam sobie co się przewala przez taka głowę by można było w ogóle pomyśleć, a tym bardziej uzewnętrznić takie stwierdzenie, że dzieci są przeszkodą w osiągnięciu szczęścia.

kroteczka napisał/a:

....  Gdybym nie miała dzieci już bym z nim była. ...

słowa "szczęście dzieci jest najważniejsze" w przypadku autorki wątku brzmią co najmniej niepoważnie, dopiero teraz autorka pokazała, że to wyłącznie maska, gra dla świata zewnętrznego.
Moim zdaniem w tym przypadku, mimo zapewnień, komfort kochanka ma najwyższy priorytet, a dzieci niestety ten komfort zdecydowanie umniejszą.

Chyba nie przesadzę, że to jakieś rozdwojenie. Wg mnie, jak już napisałem wyżej, autorka na teraz nie jest chyba w stanie zapewnić bezpieczeństwa dzieciom. Powinien się wypowiedzieć psycholog czy wręcz nie jest dla nich zagrożeniem na obecnym etapie.
Krotka: nie masz litości dla męża, dla własnego postrzegania uczciwości czy wygody ciągniesz farsę, dlaczego ? Czy na pewno dla wygody, Może dlatego, ze kochanek nie daje ci pewności ? BO NIE DAJE i nie da ! Bzykał cię, ale niestety (dla niego) odstawiłaś się od niego. Wciąż dostrzega, że NADAL ma cię w garści. Wie, że małym kosztem, prawie na pstryknięcie palcami, jakimiś bez sensu wypowiadanymi zdaniami (wg mnie skandalicznymi) hipnotyzuje cię, powoduje twoje zamroczenie i "odjazd". Ty jak dziecko na widok lizaka, natychmiast się ślinisz, bez względu na to co powie i rozkminiasz, dostajesz kisielku ... wiesz gdzie. Uwierz mi, że on to zauważa, bo to widać. W innym wątku napisałem i ci powtórzę, że jesteś tak zamroczona, że "kochanek choćby czytał chorały gregoriańskie to dla niej będą najpiękniejszą poezją romantyczną". Może ty nie kochasz jego ale jego głos ? Możliwe, że brzmi jak Richard Burton i kolana się uginają. Ponoć Helena Modrzejewska też taki miała, ze faceci wymiękali.
Patrzący z boku FACET, widząc takie zagrywki i słowa mówione do kobiety, byłby zniesmaczony. Po treści tego co kochanek mówi do ciebie odniósłby wrażenie, że to chamskie dresiarskie podchody, na które może łapią się małolaty czy blachary, ale w tym przypadku to jakiś fenomen. Zamiast dać mu solidnie z liścia w pysk zachwycasz się tym. Wg mnie on wręcz bawi się twoim kosztem. Przetrawi i ostatecznie wypluje.
Po chorobie wyglądałaś źle, możliwe. Jesteś dumna, że pomagał ci wrócić do normalnego stanu i wyglądu. JASNE i oczywiste !! Woli cię bzykac wyszykowaną lalę, a nie naburmuszonego kaszalota.

Czy nie czas pomyśleć, że lepiej dzieci zostawić przy mężu bo tam będą bezpieczne, przede wszystkim z dala od manipulanta, któremu ty uległaś w 1 000 000 000 000 % !
Po tym co napisałaś, co kochanek mówi, a jak ty odbierasz jego słowa widać wyraźnie, że wystrzeliłaś się w kosmos i oddalasz się naszej planety w tempie światła, przestałaś nawet orbitować wokół matki ziemi i zmierzasz gdzieś w otchłań.

1 417

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Coś czuję, że zaraz polecą na mnie gromy...ale co tam...

Dlaczego nie mamy walczyć o swoje szczęście, nawet jeśli owe oznacza krzywdę drugiego człowieka? Ile razy słyszymy : Myśl o sobie, rób to , co dla Ciebie jest dobre itp. Ile razy można się poświęcać i żyć dla kogoś? Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła?

Może to właśnie czas zacząć myśleć o sobie! Przez wiele lat żyło się w nieszczęściu, aby druga osoba była szczęśliwa i to było ok? Dlaczego teraz moje szczęście ma być gorsze i znów muszę patrzeć na czyjeś?

Piszę to w kontekście zarzutów do osoby zdradzającej. Oczywiście, zaraz napiszecie, że trzeba było rozmawiać, wyjaśniać, iść na kompromisy, lub odejść a nie zdradzać i oszukiwać. Ale może się tak zdarzyło, bo spotkało się kogoś , kogo się pokochało. Przy kim możemy wyobrazić sobie dalsze życie, odnalazło swoje szczęście? Napiszecie, trzeba było się powstrzymać, ale ile lat można się dusić? Czasem życie tak się układa, że nie ma się możliwości odejścia, a chwila spędzona przy kimś innym ( nie mówię o seksie itp) jest na wagę złota i szala zaczyna się przechylać...

Lexpar zniesmaczył mnie dziś, Ty zaś, Pokręcona Owieczko, poprawiłaś mi humor swoją argumentacją "za".

Dlaczego miałyby padać na Ciebie gromy, przynajmniej z mojej strony (bo uogólniłaś forumowiczów)?

Pomyśl chwilkę jednak.
Nie uważasz, że gdyby mąż i dzieci wiedzieli, że tworzą z nią rodzinę  wyłącznie dzięki poświęceniu przez Kroteczkę własnego szczęścia na ich rzecz, dawno by już jej podziękowali za to wyrzeczenie?

Co do drugiej części Twojego postu.
Przecież wszystko, co prorokujesz, napisane zostało już wielokrotnie, po cóż więc się powtarzać?

Aha!
Jedno, jedyne zdanie, biorąc pod uwagę wymowę Twojego wpisu, zupełnie nie pasuje do reszty.
Właśnie to "Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła?"...
Wiem, że chciałaś powiedzieć, "Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła, że jest się szczęśliwą z niekochanym mężem?", ale wyszło, jak wyszło...:)

Excop może i Ciebie zniesmaczyłem.
Odnoszę się do tego postu i Twojego kilka wcześniej.
Może faktycznie użylem zbyt mocnych słów pod adresem autorki wątku i za to przepraszam.
Ale powiem Ci co mnie razi w jej zachowaniu.
Wkurza mnie to, że nie szanuje swojego męża, że go oszukuje.
Czy tak się postępuje z "dobrymi mężami" jak ona to wcześniej określiła.
Czy on zasługuje na takie traktowanie.
Sama pisała, że widzi, iż mąż cierpi i co i nic.
Dalej ciągnie tą sytuację a mąż, no cóż ona go już nie kocha.
Uważam, że w małżeństwie/partnerstwi niezbędny jest szacunek i zaufanie. Bez tego jak i bez kompromisu związki się rozpadają.
Ja osobiście nie chciałbym być oszukiwany przez żonę.
Lepsza jest najgorsza prawda niż najlepsze kłamstwo.
W moim małżeństwie (o długim stażu ) jest zaufanie.
Aczkolwiek czasem małżonka mówi mi, że ją ograniczam, duszę etc.
Biorę to do serca i staram się jak mogę.
Były okresy w naszym życiu gdzie się mijaliśmy, nie rozmawialiśmy, gdzie w zasadzie byliśmy sobie prawie obcy.
Ot, prowadziliśmy tylko wspólne gospodarstwo.
Seksu też nie było, ale nie było też zdrad z jednej jak i drugiej strony.
Ale to historia.
Teraz rozmawiamy kiedy tylo możemy, teraz prawie wszędzie wychodzimy razem.
Teraz ponownie jesteśmy razem a nie obok siebie.
A wierz mi, że kwestia rozwodu zarówno z jednej strony jak i drugiej była bardzo blisko.
Pozdrawiam.
P.S.
Dawno mnie na tym wątku nie było więc proszę o wybaczenie, że może coś się zmieniło w sytuacji autorki.
Jestem teraz na etapie jego odświeżania.

1 418

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Szpileczka napisał/a:

Kroteczka twój problem  na teraz jest taki, że porównujesz się z Anastazją. A to są dwie różne historie i dwóch różnych facetów.
Powiedz swojemu kochankowi, że się rozwodzisz i że oczekujesz tego samego od niego.
Nie zrobisz tego, bo w głebi duszy wiesz, że on ma cię gdzieś.

Tego że nie ma mnie gdzieś to akurat jestem pewna.
Ja nie chcę jego rozwodu bo wiem że nie potrafię mu obiecać że z nim będę. 
Ja po prostu nie wiem czy on się nadaje na ojczyma moich dzieci to jest mój zasadniczy problem.  Gdybym nie miała dzieci już bym z nim była. Ale mam i dla nich poświęce wszystko, każdą miłość.
On w czasie ostatniej naszej rozmowy powiedział ze sprawę da się rozwiązać definitywnie - gdybysmy mieli dziecko.
Tak nie mówi facet który ma kobietę gdzieś.

Kroteczka twoje dzieci mają OJCA. Zapomniałaś? Ty dla nich ojczyma szukasz? Twoje dzieci nie zostały zostawione przez tatusia. To dla ciebie dzieci są przeszkodą.
A tak z drugiej strony. Znasz kochanka od lat i musisz się zastanawiać, czy traktowałby dobrze twoje dzieci, to mówi samo za siebie, jakim on jest człowiekiem. Jest podobno twoim przyjacielem od długiego czasu i masz jakieś wątpliwości?

1 419

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Szpileczko..."przyjaciele" typu Kroteczka i spółka przecież nie rozmawiają o takich przyziemnych sprawach jak dzieci czy dom...za to preferują ocieranie sie o siebie...:)to mówi samo za siebie

1 420

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Lexpar napisał/a:
Excop napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Coś czuję, że zaraz polecą na mnie gromy...ale co tam...

Dlaczego nie mamy walczyć o swoje szczęście, nawet jeśli owe oznacza krzywdę drugiego człowieka? Ile razy słyszymy : Myśl o sobie, rób to , co dla Ciebie jest dobre itp. Ile razy można się poświęcać i żyć dla kogoś? Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła?

Może to właśnie czas zacząć myśleć o sobie! Przez wiele lat żyło się w nieszczęściu, aby druga osoba była szczęśliwa i to było ok? Dlaczego teraz moje szczęście ma być gorsze i znów muszę patrzeć na czyjeś?

Piszę to w kontekście zarzutów do osoby zdradzającej. Oczywiście, zaraz napiszecie, że trzeba było rozmawiać, wyjaśniać, iść na kompromisy, lub odejść a nie zdradzać i oszukiwać. Ale może się tak zdarzyło, bo spotkało się kogoś , kogo się pokochało. Przy kim możemy wyobrazić sobie dalsze życie, odnalazło swoje szczęście? Napiszecie, trzeba było się powstrzymać, ale ile lat można się dusić? Czasem życie tak się układa, że nie ma się możliwości odejścia, a chwila spędzona przy kimś innym ( nie mówię o seksie itp) jest na wagę złota i szala zaczyna się przechylać...

Lexpar zniesmaczył mnie dziś, Ty zaś, Pokręcona Owieczko, poprawiłaś mi humor swoją argumentacją "za".

Dlaczego miałyby padać na Ciebie gromy, przynajmniej z mojej strony (bo uogólniłaś forumowiczów)?

Pomyśl chwilkę jednak.
Nie uważasz, że gdyby mąż i dzieci wiedzieli, że tworzą z nią rodzinę  wyłącznie dzięki poświęceniu przez Kroteczkę własnego szczęścia na ich rzecz, dawno by już jej podziękowali za to wyrzeczenie?

Co do drugiej części Twojego postu.
Przecież wszystko, co prorokujesz, napisane zostało już wielokrotnie, po cóż więc się powtarzać?

Aha!
Jedno, jedyne zdanie, biorąc pod uwagę wymowę Twojego wpisu, zupełnie nie pasuje do reszty.
Właśnie to "Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła?"...
Wiem, że chciałaś powiedzieć, "Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła, że jest się szczęśliwą z niekochanym mężem?", ale wyszło, jak wyszło...:)

Excop może i Ciebie zniesmaczyłem.
Odnoszę się do tego postu i Twojego kilka wcześniej.
Może faktycznie użylem zbyt mocnych słów pod adresem autorki wątku i za to przepraszam.
Ale powiem Ci co mnie razi w jej zachowaniu.
Wkurza mnie to, że nie szanuje swojego męża, że go oszukuje.
Czy tak się postępuje z "dobrymi mężami" jak ona to wcześniej określiła.
Czy on zasługuje na takie traktowanie.
Sama pisała, że widzi, iż mąż cierpi i co i nic.
Dalej ciągnie tą sytuację a mąż, no cóż ona go już nie kocha.
Uważam, że w małżeństwie/partnerstwi niezbędny jest szacunek i zaufanie. Bez tego jak i bez kompromisu związki się rozpadają.
Ja osobiście nie chciałbym być oszukiwany przez żonę.
Lepsza jest najgorsza prawda niż najlepsze kłamstwo.
W moim małżeństwie (o długim stażu ) jest zaufanie.
Aczkolwiek czasem małżonka mówi mi, że ją ograniczam, duszę etc.
Biorę to do serca i staram się jak mogę.
Były okresy w naszym życiu gdzie się mijaliśmy, nie rozmawialiśmy, gdzie w zasadzie byliśmy sobie prawie obcy.
Ot, prowadziliśmy tylko wspólne gospodarstwo.
Seksu też nie było, ale nie było też zdrad z jednej jak i drugiej strony.
Ale to historia.
Teraz rozmawiamy kiedy tylo możemy, teraz prawie wszędzie wychodzimy razem.
Teraz ponownie jesteśmy razem a nie obok siebie.
A wierz mi, że kwestia rozwodu zarówno z jednej strony jak i drugiej była bardzo blisko.
Pozdrawiam.
P.S.
Dawno mnie na tym wątku nie było więc proszę o wybaczenie, że może coś się zmieniło w sytuacji autorki.
Jestem teraz na etapie jego odświeżania.

Lexpar, po prostu słowa, których użyłeś wówczas, nie pasowały do Ciebie i niemile mnie zaskoczyły.
Ale już dawno mi przeszło. smile

Co do przyczyn Twojego wzburzenia, to podzielam Twoje zdanie.
Jeśli zaś chodzi o rozwój wydarzeń, to zmieniło się wiele, ale ja już nie zamierzam komentować wpisów Kroteczki.
Swoje zdanie wyraziłem, a nie mam zamiaru łapać Autorki na przykładach niekonsekwencji i sprzecznościach w jej postawie, bo to i tak niczego nie zmieni.

Pozdrawiam.

1 421

Odp: Zniszczylam swoje zycie
vijana napisał/a:

Wiesz co Kroteczko nie dziwię się, że uległaś facetowi, który wydaje Ci się być inny od męża. Tylko zdaje mi się, że nie rozumiesz, że jest on takim samym facetem, jak Twój ślubny tylko z inną dawką feromonów i większym polotem. Piszesz, że wyszłaś za mąż bo jemu zależało - błąd kardynalny, który doprowadził do tego miejsca, w którym teraz jesteś. Sama jestem w związku, który w pewnym momencie był dla mnie źródłem frustracji, po kilku latach bycia razem nagle okazało się, że nie ma w nim czułości, brakuje żaru, a miłość ustąpiła miejsca rutynie i wtedy pojawił się ON: słuchający, czuły, komplementujący, dowcipny,okazujący wszystko to, czego potrzebuje kobiece ego. Wielkie WOW, patrzyłam na swojego małża i w głowie mi się nie mieściło, co ja z nim robię, podczas, gdy tuż obok jest nieziemski facet, który zrobi dla mnie wszystko i oczywiście jest nieszczęśliwie żonaty, nic tylko brać. W takiej sytuacji nie ma mowy żeby jakiekolwiek wyrzuty sumienia przegoniły fiksację. Tyle, że zabrałam się za porównanie obu panów, pomijając aspekt łóżkowy - nie doszło do tego. I nagle okazało się, że ów On nie jest w stanie zaproponować mi absolutnie nic więcej od mojego małża. Nic, bo każdy związek ma swój piękny 1 etap - inwazję motyli, i niestety mija, wzięłam więc swojego małża na tyradę i wyartykułowałam swoje potrzeby mówiąc m.in., że chrzanię okazywanie miłosci na męski sposób, bo kocham uszami i jeśli nic ze sobą nie zrobi, to koniec. Teraz jestem atakowana stadami motyli i każdego dnia kocham małża trochę bardziej, nie mówię, że jest bajkowo, bo bym skłamała. Nie idealizuj pana cudownego, bo nie zaznałaś z nim typowego życia, on jest trampoliną, odskocznią od codzienności dzielonej z mężem,  w doskonałych związkach naczynia myją się same, ale czasem warto pobrudzić rączki, żeby wypolerować to,co naprawdę cenne. Jednak  jeśli naprawdę nic nie czujesz do męża, nie czujesz z głębi siebie a nie w wyniku idealistycznego zestawienia, to odejdź, bo Twoje dzieci zasługują na szczęśliwych rodziców, nawet jeśli to szczęście mogą uzyskać jedynie osobno..tak myślę.

Vijana nic dodać nic ująć.
Wielki szacun dla Ciebie Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Ja myślę, że Krotka wiążąc się ze swoim mężem nie czuła motylków w brzuchu.
To było małżeństwo z rozsądku.
Następnie przyszły dzieci i normalne obowiązki a także rutyna.
To był gwóźdź do trumny.
No i raptem ma przyjaciela który podchodzi do niej od dłuższego czasu, olewa inne koleżanki a adoruje tylko ją.
Efekt jest jaki jest.
Poczuła się kobietą, poczuła motylki w brzuchu, poczuła się kobietą.
Tylko niestety zapomniała o jednym, że w małżeństwie/partnerstwie są dwie strony.
Życzę jej jak najlepiej.
Dla mnie uzyskała bardzo dużo, że powiedziała mężowi o zdradzie.
Tylko dla mnie rozwód, rozstanie czy separacja to jest największą porażką w życiu.

1 422

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:
Lexpar napisał/a:
Excop napisał/a:

Lexpar zniesmaczył mnie dziś, Ty zaś, Pokręcona Owieczko, poprawiłaś mi humor swoją argumentacją "za".

Dlaczego miałyby padać na Ciebie gromy, przynajmniej z mojej strony (bo uogólniłaś forumowiczów)?

Pomyśl chwilkę jednak.
Nie uważasz, że gdyby mąż i dzieci wiedzieli, że tworzą z nią rodzinę  wyłącznie dzięki poświęceniu przez Kroteczkę własnego szczęścia na ich rzecz, dawno by już jej podziękowali za to wyrzeczenie?

Co do drugiej części Twojego postu.
Przecież wszystko, co prorokujesz, napisane zostało już wielokrotnie, po cóż więc się powtarzać?

Aha!
Jedno, jedyne zdanie, biorąc pod uwagę wymowę Twojego wpisu, zupełnie nie pasuje do reszty.
Właśnie to "Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła?"...
Wiem, że chciałaś powiedzieć, "Jak długo można oszukiwać wszystkich dookoła, że jest się szczęśliwą z niekochanym mężem?", ale wyszło, jak wyszło...:)

Excop może i Ciebie zniesmaczyłem.
Odnoszę się do tego postu i Twojego kilka wcześniej.
Może faktycznie użylem zbyt mocnych słów pod adresem autorki wątku i za to przepraszam.
Ale powiem Ci co mnie razi w jej zachowaniu.
Wkurza mnie to, że nie szanuje swojego męża, że go oszukuje.
Czy tak się postępuje z "dobrymi mężami" jak ona to wcześniej określiła.
Czy on zasługuje na takie traktowanie.
Sama pisała, że widzi, iż mąż cierpi i co i nic.
Dalej ciągnie tą sytuację a mąż, no cóż ona go już nie kocha.
Uważam, że w małżeństwie/partnerstwi niezbędny jest szacunek i zaufanie. Bez tego jak i bez kompromisu związki się rozpadają.
Ja osobiście nie chciałbym być oszukiwany przez żonę.
Lepsza jest najgorsza prawda niż najlepsze kłamstwo.
W moim małżeństwie (o długim stażu ) jest zaufanie.
Aczkolwiek czasem małżonka mówi mi, że ją ograniczam, duszę etc.
Biorę to do serca i staram się jak mogę.
Były okresy w naszym życiu gdzie się mijaliśmy, nie rozmawialiśmy, gdzie w zasadzie byliśmy sobie prawie obcy.
Ot, prowadziliśmy tylko wspólne gospodarstwo.
Seksu też nie było, ale nie było też zdrad z jednej jak i drugiej strony.
Ale to historia.
Teraz rozmawiamy kiedy tylo możemy, teraz prawie wszędzie wychodzimy razem.
Teraz ponownie jesteśmy razem a nie obok siebie.
A wierz mi, że kwestia rozwodu zarówno z jednej strony jak i drugiej była bardzo blisko.
Pozdrawiam.
P.S.
Dawno mnie na tym wątku nie było więc proszę o wybaczenie, że może coś się zmieniło w sytuacji autorki.
Jestem teraz na etapie jego odświeżania.

Lexpar, po prostu słowa, których użyłeś wówczas, nie pasowały do Ciebie i niemile mnie zaskoczyły.
Ale już dawno mi przeszło. smile

Co do przyczyn Twojego wzburzenia, to podzielam Twoje zdanie.
Jeśli zaś chodzi o rozwój wydarzeń, to zmieniło się wiele, ale ja już nie zamierzam komentować wpisów Kroteczki.
Swoje zdanie wyraziłem, a nie mam zamiaru łapać Autorki na przykładach niekonsekwencji i sprzecznościach w jej postawie, bo to i tak niczego nie zmieni.

Pozdrawiam.

Excop sorry, ale jestem czasem raptusem.
Ja nie cierpię zakłamania i fałszu.
Życie w obłudzie to nie jest życie, to jest wegetacja.
Ja juz nie chcę oceniać postępowania Krotki.
Tak jak się mówi " jej cyrk, jej małpy".
Tylko dlaczego krzywdziła męża, dlaczego nie wywaliła "kawy na ławę" , tego nie mogę zdzierzyć.
Wiesz, nigdy nie chałbym być w jego sytuacji.
Tak jak pisalem w poprzednim poście, partnerstwo to dwie strony, które myślą, czują i cierpią.
Bez kompromisu nie ma partnerstwa.
Chciałbym abyś nie myślał, że chciałem aby Krotka była uległa.
Chciałbm aby byli równorzędnym partnerami.
A tak na marginesie to przyznam się szczerze, że lubię czytać Twoje posty ( aczkolwiek czasem mam inne zdanie ) bo są bardzo wyważone, rozsądne i mądre.
Pozdrawiam

1 423

Odp: Zniszczylam swoje zycie

G

kroteczka napisał/a:
krych23 napisał/a:

Widzisz Kroteczka, ech...
Potrafisz założyć, że tutaj piszący ludzie widzą rzeczy takie jakie są? Bez dorabiania pięknych ideologii do tego gów...?
No źle trafiłaś, no co mam powiedzieć? Cholernie źle.
Twojego kochasia nawet rajcuje cała ta sytuacja. On się świetnie bawi, szacunku do Twojej osoby 0%, twojego szczęścia 0%,
twoich pozytywnych emocji 0%, w ogóle z jego strony nosz kooorwa empatii 0%!!!!!
Myślisz, że jak facet wyczuje słabość i pożądanie ze strony kobiety to tak trudno mydlić wam oczy?
Easy game.
Weź się w garść bo przyjadę do PL i porwę cię na odwyk, powiedzmy 3m, może wyjdziesz z tego smile
Masz +, że mąż już wie, nie ryj mu głowy, daj odejść. Nie jesteś gotowa na poważny, trwały 50'letni związek smile
Kochaś jest zwykłym, chamskim, egoistycznym manipulantem kaczuszko.
Czy on zdaje sobie sprawe, wie, że twoja rodzina jest w rozsypce?
Co on na to? Że będzie się o ciebie w kuchni ocierał, tak?
Dziewczyno, ja cię proszę..............................................................................

On nie wie że jestem w separacji. Nie powiem mu tego bo nie da mi spokoju. Ale nie sądzę żeby bawiła go ta sytuacja.  Jak mówił to był poważny,  powtarzał że mu bardzo zależy , że nigdy mu się nie przydarzyło takie zaangażowanie i że sytuacja jest beznadziejna bo mamy dzieci.
Ale fakt empatyczny to on nie jest. Myśli o sobie głównie.

Czyli skreślił was bo macie dzieci.
On ich nie zostawi.
On ma/miał Ciebie tylko do bzykania.
Ty mu się niestety poddałaś, a on to tylko taki pocieszyciel który perfidnie wykorzysta każdą możliwość do otumanienua obcej i pobzykania się z nią.
Współczuję, że dałaś się otumanić.

1 424

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
krych23 napisał/a:

Widzisz Kroteczka, ech...
Potrafisz założyć, że tutaj piszący ludzie widzą rzeczy takie jakie są? Bez dorabiania pięknych ideologii do tego gów...?
No źle trafiłaś, no co mam powiedzieć? Cholernie źle.
Twojego kochasia nawet rajcuje cała ta sytuacja. On się świetnie bawi, szacunku do Twojej osoby 0%, twojego szczęścia 0%,
twoich pozytywnych emocji 0%, w ogóle z jego strony nosz kooorwa empatii 0%!!!!!
Myślisz, że jak facet wyczuje słabość i pożądanie ze strony kobiety to tak trudno mydlić wam oczy?
Easy game.
Weź się w garść bo przyjadę do PL i porwę cię na odwyk, powiedzmy 3m, może wyjdziesz z tego smile
Masz +, że mąż już wie, nie ryj mu głowy, daj odejść. Nie jesteś gotowa na poważny, trwały 50'letni związek smile
Kochaś jest zwykłym, chamskim, egoistycznym manipulantem kaczuszko.
Czy on zdaje sobie sprawe, wie, że twoja rodzina jest w rozsypce?
Co on na to? Że będzie się o ciebie w kuchni ocierał, tak?
Dziewczyno, ja cię proszę..............................................................................

On nie wie że jestem w separacji. Nie powiem mu tego bo nie da mi spokoju. Ale nie sądzę żeby bawiła go ta sytuacja.  Jak mówił to był poważny,  powtarzał że mu bardzo zależy , że nigdy mu się nie przydarzyło takie zaangażowanie i że sytuacja jest beznadziejna bo mamy dzieci.
Ale fakt empatyczny to on nie jest. Myśli o sobie głównie.

Skoro stwierdził, że macie dzieci i sytuacja jest beznadziejna to pomyśl trochę.
Czego on chce, bo na 100% nie zostawi rodzinę.
Na chwilę obecną to Ty zrobiłaś więcej od niego i to znacznie więcej

1 425

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

On w czasie ostatniej naszej rozmowy powiedział ze sprawę da się rozwiązać definitywnie - gdybysmy mieli dziecko.

o ja pierdziele ...
masakra,
krota, czy ciebie już całkiem ********?

Ło matko Obrazek dodany przez użytkowniczkę, ale bajerant.
Masakra.

1 426 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-01-30 15:01:40)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Dziś mieliśmy rozmowę, wracalismy taxi ze spotkania sluzbowego i on poprosil zebysmy zjedli poza biurem. Rozmawialiśmy bardzo dlugo i szczerze jak nigdy. Powiedział że nie może znieść tego że nie może mnie dotknąć. Ze jest facetem i dla niego to jest bardzo ważne że myślał że da radę ale jednak nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Ze facet tak pokazuje miłość, poprzez pożądanie i nie mogę mu tego zabronić. Ze kobieta pokazuje to czułością a mężczyzna właśnie pożądaniem]/b].

sprzeczne z :

kroteczka napisał/a:

A skąd wysnuwasz że on okazuje miłość tylko pożądaniem. [b]Nie napisalam tego i on tak nie mówi.  Powiedział natomiast że jak mężczyzna kocha to też pożąda i że on nie potrafi patrzeć na mnie aseksualnie.

Poza tym :
- Ciebie do małżeństwa zmusił mąż, bo 3 razy Ci się oświadczał.
- kochanka do małzeństwa zmusiła żona, bo zaszła z nim w ciążę.

- gdybyś Ty nie miała dzieci, to byłabyś już z kochankiem,
- kochanek widzi rozwiązanie Waszej kwestii - zrobicie sobie dziecko i wtedy bedziecie juz mogli byc razem.

Żonglowanie winą na zewnątrz siebie - obydwoje zostaliście "zmuszeni" do małżeństw, dzieci są przeszkodą ale gdyby sobie zafundować następne wspólne dziecko to byłoby to rozwiązanie.

Sorry, ale tak właśnie jest jak dzieci (przynajmniej mentalne), zabierają się za sprawy dorosłych.
Robią sobie dzieci  a potem te dzieci im przeszkadzają w ich życiu, a co jest wtedy wg nich najlepszym rozwiązaniem - następne dziecko - wspólne.

Za prę latek Ty albo kochanek bedzie zwalali winę jeden  na drugiego - Ty : bo to on chciał dziecko, w końcu się zgodziłam, a kochanek : to ona złapała mnie na dziecko, musiałem porzucić moją rodzinę i dzieci 
Masz to jak w banku. Skoro teraz przerzucacie winę za swoje niezadowolenie na innych, to dalej bedziecie tak robili w przyszłości.

Sorry, kroteczka, mam nadzieje ze jesteś trolem.
Nie spodziewałam się, żeby tak potężną dawkę bezmyślności mogły posiadać osoby będące w od lat w związkach, funkcjonujące w miarę normalnie w ramach społeczeństwa.
Słyszałam o podobnej bezmyslności, braku odpowiedzialności wśród ludzi z tzw "marginesu", mieszkających na melinach nie wychodzących z zamroczenia alkoholowego.
Natomiast wśród ludzi pretendujących do "zdrowej tkanki" społeczeństwa... ?????!
Jesteś trolem.

1 427

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Lexpar napisał/a:
in_ka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

On w czasie ostatniej naszej rozmowy powiedział ze sprawę da się rozwiązać definitywnie - gdybysmy mieli dziecko.

o ja pierdziele ...
masakra,
krota, czy ciebie już całkiem ********?

Ło matko http://emotikona.pl/emotikony/pic/zdziwko.gif, ale bajerant.
Masakra.

Mimo dobrych checi nie pojmuje...
Kroteczko czy Ty i kochanek uwazacie ze to wasze dziecko byloby lepsze??? Niz Twoje lub jego dzieci....

A co do tego ze kochanek wspieral Cie w chorobie....a kto zajmowal sie Twymi dziecmi....z pewnoscia nie on tylko maz ale Ty tego nie widzisz...

Co to jest  dla Ciebie milosc? Jak Ty ja rozumiesz i sobie ja przedstawiasz?
Czy Ty wiesz wogole co to jest milosc?

1 428

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Secondo1 napisał/a:

Żonglowanie winą na zewnątrz siebie - obydwoje zostaliście "zmuszeni" do małżeństw, dzieci są przeszkodą ale gdyby sobie zafundować następne wspólne dziecko to byłoby to rozwiązanie.

Sorry, ale tak właśnie jest jak dzieci (przynajmniej mentalne), zabierają się za sprawy dorosłych.
...
Słyszałam o podobnej bezmyslności, braku odpowiedzialności wśród ludzi z tzw "marginesu", mieszkających na melinach nie wychodzących z zamroczenia alkoholowego.
Natomiast wśród ludzi pretendujących do "zdrowej tkanki" społeczeństwa... ?????!
Jesteś trolem.

Niestety muszę pozbawić cię złudzeń... są "zewnątrzsterowalni" ludzie pośród dorosłych sad śmiem twierdzić, że w ogromnej ilości, tylko większość się tak nie obnaża publicznie.
To by było zbyt piękne, by każdą bezmyślność (i ogromny narcyzm) można było pociągnąć pod trollowanie... acz budujące dla poczucia sensu smile

1 429

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Mam kilki kolegów podobnych do twojego kochanka. Panie takie jak Ty w rozmowach określane są mianem jebadełka lub materaca. Ten Twój laver boy traktuje Cię jak zwykły materac. A, że przy okazji mówi i robi różne przyjemne dla Ciebie rzeczy, gdyby tego nie robił nie poszłabyś z nim do łóżka. On wie w jaką nutę uderzyć, ma wprawę.
Dziewczyno przestań zwracać uwagę na to co on mówi a zacznij oceniać co on robi. Jemu zależy nie na Waszym wspólnym życiu, ale na tym aby miał gdzie włożyć.
Kochanek nie wie jeszcze o separacji z mężem. Jego reakcja na tą wiadomość będzie sprawdzianem jego intencji. Moi koledzy w sytuacji gdy kochanka chciała się z nimi związać, ze względu na łączącą ich "miłość" zaczęli niepokoić się o kochankę i jej dzieci. Tak więc mówili że kochają ale ze względu na nią i jej dzieci zrezygnują z tej miłości i do końca życia będą tęsknili.

1 430

Odp: Zniszczylam swoje zycie
andrzej61 napisał/a:

...Kochanek nie wie jeszcze o separacji z mężem. Jego reakcja na tą wiadomość będzie sprawdzianem jego intencji....

to żaden test
Do czasu aż nie zakończy się darmowe, bez zobowiązań bzykanko (słowa o separacji w końcu nadal dla niego nie są zobowiązaniem) nic nie zrobi, w duchu będzie to obśmiewał, ale w końcu nadal będzie miał w końcu bzykanko.

Posty [ 1 366 do 1 430 z 3 039 ]

Strony Poprzednia 1 … 20 21 22 23 24 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026