0xidisingAngel napisał/a:Nie nakłaniałem do samobójstwa. Napisałem, że szanujący się człowiek w takiej sytuacji tak by postąpił, a autorki nie uważam za szanującą siebie ( a już zwłaszcza innych) osobę. I jedynym przewinieniem nie jest tutaj zdrada. Jest ich więcej. Zniszczenie życia kilku osobom, nieuczciwość, oszustwo, ciągnięcie tego, okłamywanie, toksyczność dla otoczenia( u mnie np. wywołuje reakcję stresową fakt, że ktoś jest zdolny do takiego czegoś i nic się z tym nie robi). Doprawdy aż trudno uwierzyć co się z tym światem porobiło, że są na nim osoby, które postrzegają zdradę jako coś niejednoznacznie złego i rozczulają się nad kimś kto się takich rzeczy dopuszcza.
Wymowa Twojego wpisu, jest karygodna bez względu na to, co sądzisz o Autorce. Nigdy, nikomu nie sugeruj takich rozwiązań. I najprawdopodobniej dostaniesz kick'a lub bana, gdy tylko wyskoczysz z czymś takim. Pamiętaj, że to Człowiek taki jak Ty. Zarył w "glebę" tak, że nawet nie widzi już słońca. Niestety wszyscy skłonni jesteśmy do potworności, bo zło jest łatwiejsze, atrakcyjniejsze i ma siedem szerokich jak Dunaj kanałów dostępu do człowieka...
Zaproponowane przez Ciebie rozwiązanie nigdy niczego nie załatwia. Przeciwnie, odbiera szansę podniesienia się, zadośćuczynienia, przebaczenia innym i co najtrudniejsze - wybaczenia samemu sobie.
Jeśli byś przeczytał uważnie wszystkie wpisy, być może zobaczyłbyś bardzo ostre ścieranie się w nim stanowisk. Na dodatek, przy okazji tego typu wątków, pojawia się następujący mechanizm: Ci którzy zdradzili, jak Kroteczka usiłują sobie w jej wątku "załatwić"własne sprawki, troszkę się tu powybielać, pojojczyć nad swym rozbuchanym libido, daremnym mężusiem, szarzyzną codzienności, bo myśleli, że małżeństwo to Lunapark z łańcuchowymi karuzelami, na których będą womitować ze szczęścia wielobarwną tęczą, a ich noce upstrzą gwiazdy wielokrotnych orgazmów.
Są też tacy, którzy świetnie się tu czują, bo wydaje im się, że ich zdrada emocjonalna i tylko (!) SMS-ki, "lajki" na FB, jeden namiętny pocałunek i nic więcej, to w porównaniu z "dokonaniami" Kroteczki jest właściwie niewinna zabawa, taka, jak w przedszkolu, gdy Dyzio ze starszaków "dopadł" na leżakowaniu Cysię i dał jej siarczystego całusa. Zmienia się tylko sceneria... już nie jest to przedszkole, ale gabinet, pusty korytarz po godzinach pracy, ognisko "zakładowe" a zwłaszcza integracyjny wyjazd z grą w paintball'a lub szaleństwami na quadach... No więc "dowartościowują" się na Kroteczce ile wlezie, porównują się, jak cudownie przy niej wyglądają, a nawet snują egzystencjalno-filozoficzne dociekania o tym, że Big Love (do innego Dyzia, rzecz jasna) trafia się niestety już po założeniu obrączek... Taki niefart!
Przy okazji osoby zdradzone, lub bardzo stanowczo wypowiadające swe zdanie na temat zdrad "w pięć minut" dostają tu etykietkę "katów", "świętoszków", "święto**bliwych" i innych. Pomijam w tym miejscu wpisy trolli i tych, którzy przychodzą tu wyłącznie się wyżyć się na Kroteczce, bo i takich pewnie nie brakuje.
Bardzo pouczającą jest dla mnie lektura tego wątku, bardzo... I tak już od 35 stron i 1293 wpisów, a Autorka właściwie dalej jest w lesie... a w zasadzie, to w jakimś gęstym borze niczym ptak ciernistych krzewów, który jeszcze popiskuje, choć wolałby "pogruchać"...