Elle88 napisał/a:A ja wiem o czym one obie piszą i nie uważam żeby pisały nieprawdę. Jest podstawowa różnica między "odświeżaniem" miłości, która BYŁA, ale coś odwróciło od niej uwagę (wiadomo, totalna nieodpowiedzialność itp, ale teraz nie o tym, tylko sam fakt, że wcześniej coś takiego w ogóle było), a co innego być z kimś z rozsądku i przekalkulowania, wręcz z rezygnacji, bo ten/ta, którego się naprawdę pragnie jest nieosiągalny - patrz wątek roberta To jest analogiczna sytuacja, tylko tam robert jest takim 'mężem kroteczki.
Miłość nie jest czymś, co się "stwarza", ani nie powstaje pod wpływem jakichś kalkulacji z poziomu logiki - Miłość jest w nas cały czas, tylko przykryta pod różnego rodzaju i pochodzenia "klamotami" typu: przekonania, blokady, hamulce, etc.
A 'wygrywa' ten, kto potrafi tego kogoś uwolnić od tych wszystkich klamotów i przy kim człowiek się całkowicie odkrywa i jest wolny, nie musi udawać, jest sobą.
Jeśli takie odczucie nie towarzyszy związkowi ze stałym partnerem tylko np. z kochankiem, to wiadomo, że to z mężem obok miłości nie stało.
Po tym co krotka napisała na koniec jak to od samego początku oszukiwała męża i nigdy go nie kochała - mój stosunek do perfidii i wyrachowania z jej strony się nie zmienił, ale zrozumiałam, że tam nie było szansy uratować jej małżeństwa od samego początku. ZERO szans.
Ciekawe bo z racji zachowan ktore prezentuje autor, powiedzialbym raczej ze to on jest koteczka w aspekcie projekcji i szukania winy.
"Absolutnie tak nie uważam, ale porowannie - po raz kolejny kobiety do gimnazalistki, uwłacza godności\
A wpis tego /tej użytkowniczki jest TAKI sam po ra kolejny..........."
Mysle ze nie mozna zarzucac komus ze pisze ciagle to samo, jesli samemu rowniez ciagle pisze sie to samo, no bo przeciez jakas sprawiedliwosc musi byc,
jak sie pojawia gowno (w mniemaniu niektorych) to trzeba je czyms przykryc, czyz nie?
"jestem LEPSZA, ja bym nigdy tak nie zrobila..."
I to jest podstawowy blad, zafalszowanie obrazu rzeczystosci przez zlo. Prawdy sie od siebie roznia w zaleznosci od tego czy mowi sie cala prawde czy polprawde.
Co wiecej gdyby sie postawilo pytanie, co jest lepsze ciagle myslenie o tym i ukrywanie tego przed parnerem, czy ciagle myslenie o tym i powiedzenie o tym parnerowi.
Czym roznia sie te obie sytuacje? Otoz nie roznia sie one niczym!!!! Jedyna roznica jest w kwestii, ze w drugim przypadku odpowiedzialnosc zostala przerzucona na
partnera. I tak to wyglada w przypadku autorki. Stad tez jej lepsze samopoczucie. Pozbyla sie bowiem ona poczucia winy i czuje sie lepsza. Powtorze, wg. mnie, wg.
logiki roznica miedzy wczesniejsza sytuacja a obecna jest tylko w kwestii przerzucenia winy na meza autorki, innych zmian tutaj nie ma (sa pozorne).
"TYLKO o t mi chodzi, ze nie probuje zrozumieć powodow, BEZNADZieja"
Mysle ze kazdy je rozumie, sa one jednak na poziomie przytaczanej sagi "Zmierzch", lektury dla nastolatkow. Rozumie sie nawet mozliwosc tkwienia w takim mysleniu bo przeciez
wielu z nas majac dzieci obserwowalo, lub obserwuje podobne dylematy u nastolatkow, czy tez swoich dzieci, czy rowiesnikow swoich dzieci. Czy ktos im odmawia prawa do
fascynacji, prob i bledow, wyizalizowanego myslenia, nie, na tym etapie nie, wlasnie na tym etapie. Potem wymaga sie juz wiecej, rowniez wobec swoich dzieci.
"Zacznij w końcu stawiać sobie samej granice. Nie umiesz odmówić Zetowi, to z nim nie wsiadaj do samochodu. Łatwe? Łatwe. Jak nie stawiasz granic, to idziesz za daleko, no i wtedy masz coraz trudniejsze zadanie i nie dziwne, że przegrywasz."
Powyzsze to jest sposob postepowanie wg. zasad, kiedy w zyciu kierujemy sie rozumem, madroscia. Chronia one nas przed upadkiem.
"Można kogoś kochać nie będąc z nim" - wiekszosc osob jednak rozumuje odwrotnie. W rezultacie to nie oni kieruja swoim zyciem, tylko cos innego, pokusy, potrzeby, sa niewolnikami emocji. A gdzie odpowiedzialnosc swiadoma za swoje zycie? Potem po smierci zadaje pytanie gdzie moja milosc---a tak patrz w piekle, ale przeciez jest to obrzydliwosc!!!, tak, niestety bo zdradzal zone i dzieci, oczywiscie to tylko takie dzecinne pokazanie czegos na obrazku, co trzeba by bylo opisac w wielu zdaniach.