netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczylam swoje zycie

3 038 odpowiedzi418 660 wyświetleńzałożony przez kroteczka, 12.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Strony Poprzednia 1 … 17 18 19 20 21 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 171 do 1 235 z 3 039 ]

1 171

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Beben69 napisał/a:

Elle, smile


Umówmy się, że jako prosta istota nie zrozumiałam Twojego .....

no wlasnie czego....

potrafisz okreslic, czy jesteś mi zyczliwa....mi , Krotce, bo jakos nie wiem dlaczego ale tak się sazcy.... jaaad?
czy to po prostu zwykla prowokacja, żeby inni pisali, czytal


możesz mi napisac...?

Nie ma jadu.. ot, może ironia. Czasem brakuje mi sił by spokojnie tłumaczyć wink
Nie mam do was nic osobiście i na pewno nie odmówiłabym jako ludziom pomocy.
To bardziej kwestie różnicy w podejściu do kwestii etycznych, czasami ręce opadają i zostaje żart wink

1 172

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Elle,

czyli jednak jak zwykle.. smile

dla mnie to nie ironia, tylko jad, nazywajmy po im ieniu...

Módl się dziewczyno, żeby Ci los oszczędziłl wiedzy o chemii....  Bo uwierz mi, ze wtedy znikną Twoje zasady
jak w maju snieg

Buzki,
już nie będę Ci odpisywac

1 173 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2015-01-20 02:23:21)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Beben69 napisał/a:

Elle,

czyli jednak jak zwykle.. smile

dla mnie to nie ironia, tylko jad, nazywajmy po im ieniu...

Módl się dziewczyno, żeby Ci los oszczędziłl wiedzy o chemii....  Bo uwierz mi, ze wtedy znikną Twoje zasady
jak w maju snieg

Buzki,
już nie będę Ci odpisywac

Jeśli juz tu używać takiej terminologii, to słowa Elle, innych osób z obozu, w którym i ja sam jestem ...powinnaś odbierać jako subtelne - póki co - machanie grzechotką... Zęby jadowe są nadal schowane big_smile
Choc przyznać muszę, że czytając takie wypowiedzi jak Krotki czy Twoje to nawet moje gruczoły jadowe nabrzmiały i aż proszą się by komuś mocno zaaplikować w du...ę big_smile

1 174

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Mężczyzni sa jednak silniejsi przynajmniej mój mąż.  Przyjął na klatę wszystko,  nie spodziewałam się.  Choć pewnie robi to dla dzieci.

Boszsze, co za bzdura!
Może i są silniejsi, a może nie pokazują po prostu, co się w nich dzieje.
Na klatę przyjął? Kroteczka, ty kpisz sobie, tak? Chcesz się czuć lepiej. Chcesz, żeby demony nie dopadły, stąd głupie tłumaczenia.
Po tylu latach bycia małżeństwem przyjął na klatę?
Wiesz coś u męskiej dumie, o szacunku do samego siebie?
Wiesz jak to wszytko podupada, gdy okazuje się, że żona/kobieta puszcza się z innym?
Wiesz, czy po prostu o tym nie myślisz, bo po co?
Ja nie jestem zdradzona, nie patrzę przez pryzmat zdradzonego. Patrzę przez twój pryzmat.... Tyle że ja nauczyłam się czegoś. Ty jeszcze nie. Ty wciąż o sobie i o tym, że ci którzy dla ciebie mało ważni, nic nie czują.

1 175

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Wydaje mi się , że to, co robisz teraz to ....karzesz.

Ukarałaś męża, za nudne małżeństwo.... romans, separacja, nie rozwód i czekanie, co on z tym zrobi to jest kara.
Być może Twoje małżeństwo nie miało racji bycia, unieszczęśliwiało każdego. Ludzie popełniają błędy, każdy popełnia.
Było złym wyborem, ale Twoim wyborem.

Ukarałaś kochanka za to , że się pojawił na Twojej drodze.....bo Twoje zachowanie,ucieczka, obojętność  jest karą.
Nie ma siły, która by zmusiła do romansu. Przed chemią można uciec, nie jest się bezwolną istotą, choć w sytuacji zaangazowania emocjonalnego to bardzo trudne i nie każdemu się udaje.  Romans to też był Twój wybór.

Postanowiłaś nie podejmować próby ratowania związku i to też Twój wybór
i w przyszłości nie karz za ten wybór  nikogo oprócz siebie.


Postaraj się dokonywać w przyszłości lepszych wyborów  i bierz za nie odpowiedzialność.
Weź się za naprawę swojego życia, stwórz na nowo ciepły, choć niepełny dom dla dzieci i siebie. W tej całej sytuacji są jeszcze dzieci.
Postaraj się naprawić swoje życie. Da się.

I nie karz innych za swoje wybory.

1 176

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Beben69 napisał/a:

Miasto do zamieszkania na stale Bruksela

Chyba żartujesz? Jedno z nielicznych miejsc którym ja się bardzo rozczarowałam. wink
Pogoda typu: pada, albo zaraz będzie padać, rażące śmieci leżące na ulicy, legowiska bezdomnych vs urzędniczy, luksusowy świat do tego ta mieszanka różnych nacji - nie jestem rasistką, ale.. za dużo ich tam jak dla mnie wink
Zdecydowanie wolę Paryż smile w sumie z Brukseli do Paryża TGV to mniej niż 2 h a klimat o niebo przyjemniejszy smile

1 177

Odp: Zniszczylam swoje zycie
maniek_z_maniek napisał/a:

"Przyjął na klatę wszystko,  nie spodziewałam się"

Kolejne klamstwo. Wszystko a 2,5-5% wszystkiego to nie jest drobna roznica. Ale jak ktos zyje w klamstwie stale to nie widzi juz roznicy miedzy klamstwem a prawda. Jednak mimo tow. wzajemnej adoracji, ktore nie jest konstruktywne (podtrzymuje sytuacje "bagna") po cos przeciez autorko zrobilas ten zaledwie pierwszy krok. Zlo zawsze bedzie mowic ze to wszystko, ze reszta jest ponad sily.

Po co jednak zrobilas ten pierwszy krok? Do czego dazysz? Pozostaniesz na poczatku drogi kiedy przed Toba jeszcze ze 100 mil?

Maniek nie wyobrażam sobie co takiego zrobila ci żona skoro piszesz że przyznanie się do zdrady fizycznej i emocjonalnej to jedynie 2.5 - 5 % prawdy.
Mój mąż wie dużo,  uważam że wystarczająco.  Nie chodzi o rozdrapywanie ran. Wiele zdradzonych pisze na forach że wolałby nie znać szczegółów, bo to nic nie daje poza bólem.

1 178

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:

Wydaje mi się , że to, co robisz teraz to ....karzesz.

Ukarałaś męża, za nudne małżeństwo.... romans, separacja, nie rozwód i czekanie, co on z tym zrobi to jest kara.
Być może Twoje małżeństwo nie miało racji bycia, unieszczęśliwiało każdego. Ludzie popełniają błędy, każdy popełnia.
Było złym wyborem, ale Twoim wyborem.

Ukarałaś kochanka za to , że się pojawił na Twojej drodze.....bo Twoje zachowanie,ucieczka, obojętność  jest karą.
Nie ma siły, która by zmusiła do romansu. Przed chemią można uciec, nie jest się bezwolną istotą, choć w sytuacji zaangazowania emocjonalnego to bardzo trudne i nie każdemu się udaje.  Romans to też był Twój wybór.

Postanowiłaś nie podejmować próby ratowania związku i to też Twój wybór
i w przyszłości nie karz za ten wybór  nikogo oprócz siebie.


Postaraj się dokonywać w przyszłości lepszych wyborów  i bierz za nie odpowiedzialność.
Weź się za naprawę swojego życia, stwórz na nowo ciepły, choć niepełny dom dla dzieci i siebie. W tej całej sytuacji są jeszcze dzieci.
Postaraj się naprawić swoje życie. Da się.

I nie karz innych za swoje wybory.

A jak twoim zdaniem wygladaloby "niekaranie". Pozostanie z mężem z litości? A kochanek? O jakiej karze mówimy?

1 179

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kroteczko, mogę się mylić, ale widzę to tak:

moim zdaniem masz pretensje do kochanka, że pojawił się na Twojej drodze,
bo spotkanie tego człowieka sprawiło, że życie nabrało innego smaku.
Poczułaś coś wyjątkowego, poczułaś się wyjątkowo, nic już nie było takie same.
Małżeństwo zbladło nieodwracalnie i dlatego karzesz kochanka.
Gdyby nie on, nie byłoby tego. Prawda, ale każdy doświadcza pokus i uleganie im
to jest wybór. Dlatego uważam, że Twoje zachowanie to karanie kochanka, za to, że się pojawił.

Mąż....o nie z litości z nikim nie można być, ale czy podjęłaś jakąkolwiek próbę wejścia
w emocje Twojego męża, próbę naprawienia relacji z człowiekiem, którego kiedyś kochałaś?
Zakomunikowałaś mu, że zdradziłaś i chcesz separacji. Ukarałaś pierw poprzez zdradę , drugi raz poprzez odejście
( choć pewnie to on musiał się wynieść).

Moim zdaniem zachowujesz się trochę tak : nawaliłam, ale przez was i dajcie mi święty spokój.

Może się mylę, jeśli tak to przepraszam.
Nie wiem, co bym zrobiła na Twoim miejscu.

1 180

Odp: Zniszczylam swoje zycie

"Kroteczko, mogę się mylić, ale widzę to tak:

moim zdaniem masz pretensje do kochanka, że pojawił się na Twojej drodze,
bo spotkanie tego człowieka sprawiło, że życie nabrało innego smaku.
Poczułaś coś wyjątkowego, poczułaś się wyjątkowo, nic już nie było takie same."
Tak to prawda.

"Małżeństwo zbladło nieodwracalnie i dlatego karzesz kochanka."
Nie rozumiem dlaczego piszesz że go karze. Zerwałam kontakty intymne bo bardzo źle się z tym czułam.

"Gdyby nie on, nie byłoby tego. Prawda, ale każdy doświadcza pokus i uleganie im
to jest wybór. Dlatego uważam, że Twoje zachowanie to karanie kochanka, za to, że się pojawił.

Mąż....o nie z litości z nikim nie można być, ale czy podjęłaś jakąkolwiek próbę wejścia
w emocje Twojego męża, próbę naprawienia relacji z człowiekiem, którego kiedyś kochałaś?"
Oczywiście że tak. Proby podejmowałam wielokrotnie jeszcze zanim weszłam w romans.

"Zakomunikowałaś mu, że zdradziłaś i chcesz separacji. Ukarałaś pierw poprzez zdradę , drugi raz poprzez odejście
( choć pewnie to on musiał się wynieść).

Moim zdaniem zachowujesz się trochę tak : nawaliłam, ale przez was i dajcie mi święty spokój."

Nie, ja wiem że to moja wina, ale mój mąż i kochanek też są winni.
"Może się mylę, jeśli tak to przepraszam.
Nie wiem, co bym zrobiła na Twoim miejscu."

1 181

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Nie, ja wiem że to moja wina, ale mój mąż i kochanek też są winni.

Sorry, że tak się wcinam ni stąd ni zowąd do wątku, ale czytam go od pierwszej strony. I przecieram oczy ze zdumienia.
Serio, mąż też jest winny? A jaką rolę odegrał w romansie?
Pewnie, jeśli będziesz dzielić winę na troje to poczujesz się lepiej. Zrzucisz z siebie odpowiedzialność. Wygodne, co?

1 182

Odp: Zniszczylam swoje zycie

To dlaczego nie chcesz być z kochankiem?
Jest prawie wolny, nie chce już żony...
Jaki jest tego powód? Dbasz teraz o jego rodzinę, o małe dziecko
i niewinną żonę?

Mąż? Nie żal Ci tego człowieka? Był złym mężem, czy niedoskonałym?
Skrzywdziłaś go. On Ciebie chyba nie, on Ciebie po prostu nieuszczęśliwił wystarczająco
i nie był tym drugim, tym super przyjacielem, tym szalonym, męskim, którego spotykałaś w pracy.

Nie oceniam Ciebie tak źle, jak inni i wiem, że szczerze cierpisz,
ale naprawdę z Twoich wpisów można wyczytać : ja,ja,ja.................

Uważam, że jeśli nie zerwiesz z kochankiem, nawet nie odejdziesz z pracy nie masz szansy ułożyć sobie życia na nowo.
Chyba, że kochanek okaże się świnią.

1 183

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Jeszcze jedno,
za rozpad małżeństwa zwykle winę ponoszą dwie strony , choć w nierównym stopniu,
za fatalne zakochanie się, winy nie ponosi chyba nikt, bo nie ma, jak zapanować nad emocjami,
można uciec, postarać się zapomnieć, ale uczucia nie da się wyłączyć,
ale za wejście w romans, przekroczenie granicy wierności winę ponosi jedynie osoba, która zdradza,
nikt inny.
To Ty jesteś winna romansu, zdrady nikt inny. Czy poczucie winy powinno skłonić do pozostania?
Moim zdaniem nie. Ale powinno skłonić do refleksji i do spojrzenia w inny sposób na współmałżonka.
Na pewno nie do karania jego za to.

1 184 Ostatnio edytowany przez kroteczka (2015-01-20 19:21:21)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Emilia napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Nie, ja wiem że to moja wina, ale mój mąż i kochanek też są winni.

Sorry, że tak się wcinam ni stąd ni zowąd do wątku, ale czytam go od pierwszej strony. I przecieram oczy ze zdumienia.
Serio, mąż też jest winny? A jaką rolę odegrał w romansie?
Pewnie, jeśli będziesz dzielić winę na troje to poczujesz się lepiej. Zrzucisz z siebie odpowiedzialność. Wygodne, co?

Jego wina dotyczy naszego nieudanego przez lata małżeństwa.
I tego ze on bardzo naciskał na ślub.  Ja go nie kochalam ale widziałam że tak mu zależy. Cóż zrobilam błąd za który przyjdzie mi płacić do końca życia.
Z reguły to kobiety naciskają na ślub.  Popełniają ogromny błąd.  Jeśli facet się nie oświadcza tzn że ślubu NIE chce. A potem się dziwią że kończy się jak u mnie.

1 185

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ja go nie kochalam ale widziałam że tak mu zależy.

Acha big_smile

1 186

Odp: Zniszczylam swoje zycie

milka9, Myślę że Kroteczka jest na dobrej drodze... W ogóle to, że o romansie powiedziała mężowi, że zdecydowała się na separację i ogólnie że zakończyła relację z kochankiem uważam za bardzo dużo, wiedząc w jakim była stanie.  Podziwiam ją i to szczerze. Nie oceniam samego romansu bo jak w każdym takim przypadku milion rzeczy się a to złożyło i nie ma co rozstrzygać czyja największa wina, bo to nie o to chodzi. Ogólnie jej nie zazdroszczę, wręcz wspólczuję, ale trzymam kciuki by wyszła z tego i zaczęła "żyć" i cieszyć się tym życiem.

Ale napisałaś bardzo wg mnie bardzo trafną uwagę: "moim zdaniem masz pretensje do kochanka, że pojawił się na Twojej drodze,
bo spotkanie tego człowieka sprawiło, że życie nabrało innego smaku.
Poczułaś coś wyjątkowego, poczułaś się wyjątkowo, nic już nie było takie same". To jest chyba przyczyna większości zdrad. To że ów obecny partner nas nieuszcześliwia tym, że nie jest taki jak tamten. Że zobaczyliśmy jak to może wyglądać kiedy są emocje, chemia, pożądanie itd.
Ot, taka moja refleksja...

1 187

Odp: Zniszczylam swoje zycie

"Jego wina dotyczy naszego nieudanego przez lata małżeństwa.
I tego ze on bardzo naciskał na ślub.  Ja go nie kochalam ale widziałam że tak mu zależy"

Po takich słowach nie masz prawa mówić o winie męża. Niestety, to Twoja wina. Wyłącznie Twoja wina.
Nie przystawił Ci pistoletu do głowy.....
Mąż nawet nie miał szans w konfrontacji z męskim kochankiem.


Wcześniej myślałam, że może coś można naprawić w tym małżeństwie, bo przecież kiedyś się kochaliście.
Niestety tylko Ty byłaś kochana. Pomyliłam się.

Dobrze, że odeszłaś. Dasz w ten sposób szansę sobie i przede wszystkim mężowi poczuć , co to znaczy być kochanym.
I życzę Ci abyś ułożyła sobie życie. Zbudowałaś małżeństwo na słabym fundamencie, ale może wierzyłaś, że się uda.
Ile razy to się słyszy, że trzeba wybierać rozsądnie, a później nagle przychodzi wielka chemia, pożądanie i..... koniec,
ruina.
Ale obwinianie wszystkich dookoła to zła droga, kłamliwa i nic Ci nie da.

1 188

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

milka9, Myślę że Kroteczka jest na dobrej drodze... W ogóle to, że o romansie powiedziała mężowi, że zdecydowała się na separację i ogólnie że zakończyła relację z kochankiem uważam za bardzo dużo, wiedząc w jakim była stanie.  Podziwiam ją i to szczerze. Nie oceniam samego romansu bo jak w każdym takim przypadku milion rzeczy się a to złożyło i nie ma co rozstrzygać czyja największa wina, bo to nie o to chodzi. Ogólnie jej nie zazdroszczę, wręcz wspólczuję, ale trzymam kciuki by wyszła z tego i zaczęła "żyć" i cieszyć się tym życiem.

Ale napisałaś bardzo wg mnie bardzo trafną uwagę: "moim zdaniem masz pretensje do kochanka, że pojawił się na Twojej drodze,
bo spotkanie tego człowieka sprawiło, że życie nabrało innego smaku.
Poczułaś coś wyjątkowego, poczułaś się wyjątkowo, nic już nie było takie same". To jest chyba przyczyna większości zdrad. To że ów obecny partner nas nieuszcześliwia tym, że nie jest taki jak tamten. Że zobaczyliśmy jak to może wyglądać kiedy są emocje, chemia, pożądanie itd.
Ot, taka moja refleksja...

Też życzę jej szczęścia, ale nie może obwiniać za zdradę człowieka, którego nigdy nie kochała. A pewnie mówiła, że kocha.
To kłamliwe i bardzo niesprawiedliwe.

To jest przyczyna większości zdrad. Tylko, że w każdym długim związku przychodzi uspokojenie, stabilizacja.... ludzi, którzy się kochają
to taka nuda nawet cieszy. Ale są osoby, które muszą co jakiś czas czuć  się, jak na haju....wiem, bo znam.... i wtedy następny romans,
czasami następny rozwód....aż przyjdzie taki wiek, że już się nic nie chce, a przede wszystkim już nikt nie chce takiego delikwenta.

1 189

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

"Poczułaś coś wyjątkowego, poczułaś się wyjątkowo, nic już nie było takie same". To jest chyba przyczyna większości zdrad. To że ów obecny partner nas nieuszcześliwia tym, że nie jest taki jak tamten. Że zobaczyliśmy jak to może wyglądać kiedy są emocje, chemia, pożądanie itd.
Ot, taka moja refleksja...

Dokładnie Anastacja, ja po prostu nigdy wcześniej nie doświadczylam czegoś takiego. Nie wiedziałam że taka może być więź z mężczyzną.  Miłość,  pożądanie,  troska, przyjaźń,  poczucie humoru - to jest niewiarygodne. Jak w filmie. Wyglupialismy się jak nastolatki a potem przechodzilismy płynnie do poważnych rozmów o życiu. Seks byl niewielką częścią naszej relacji. Czasem po prostu przytulalismy się bez słów,  albo dlugo patrzylismy sobie w oczy i każde z nas wiedziało że nic nie trzeba  mówić.  Wszystko było w tych oczach. Nieraz płakać mi się chciało że jest jak jest.
Ech po co ja to piszę,  pewnie niektorych to śmieszy.
Takiego mężczyznę zawsze chciałam tylko nie sądziłam że tacy istnieją.  A jednak takiego spotkałam.
Wielu tego nigdy nie doświadczy.

1 190

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Zakochałaś się i to chyba  Ciebie przeraziło.
Wpadłaś po uszy.
Ale tych Twoich obwiniań innych nie da się czytać spokojnie.
Wieje wtedy hipokryzją

1 191

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:

"Jego wina dotyczy naszego nieudanego przez lata małżeństwa.
I tego ze on bardzo naciskał na ślub.  Ja go nie kochalam ale widziałam że tak mu zależy"

Po takich słowach nie masz prawa mówić o winie męża. Niestety, to Twoja wina. Wyłącznie Twoja wina.
Nie przystawił Ci pistoletu do głowy.....
Mąż nawet nie miał szans w konfrontacji z męskim kochankiem.


Wcześniej myślałam, że może coś można naprawić w tym małżeństwie, bo przecież kiedyś się kochaliście.
Niestety tylko Ty byłaś kochana. Pomyliłam się.

Dobrze, że odeszłaś. Dasz w ten sposób szansę sobie i przede wszystkim mężowi poczuć , co to znaczy być kochanym.
I życzę Ci abyś ułożyła sobie życie. Zbudowałaś małżeństwo na słabym fundamencie, ale może wierzyłaś, że się uda.
Ile razy to się słyszy, że trzeba wybierać rozsądnie, a później nagle przychodzi wielka chemia, pożądanie i..... koniec,
ruina.
Ale obwinianie wszystkich dookoła to zła droga, kłamliwa i nic Ci nie da.

Milka nie przystawil pistoletu choć oswiadczal się trzy razy. Powinnam była jednak się nie godzić.  Zwyciężył rozsądek.  On taki mądry,  dobry, nic mu nie brakuje. Głupia jesteś,  wybrzydzasz, czego ty chcesz, księcia na białym koniu? Nie ma takich, nie istnieją.
Każdy kto ma wątpliwości powinien odpuścić,  nie oświadczac się,  nie przyjmować oświadczyn. Moim zdaniem lepiej spędzić życie samemu niż z niewłaściwa osobą.

1 192

Odp: Zniszczylam swoje zycie

nie przystawil pistoletu choć oswiadczal się trzy razy. Powinnam była jednak się nie godzić.  Zwyciężył rozsądek.  On taki mądry,  dobry, nic mu nie brakuje. Głupia jesteś,  wybrzydzasz, czego ty chcesz, księcia na białym koniu? Nie ma takich, nie istnieją.
Każdy kto ma wątpliwości powinien odpuścić,  nie oświadczac się,  nie przyjmować oświadczyn. Moim zdaniem lepiej spędzić życie samemu niż z niewłaściwa osobą.

No, wszystko się zgadza. dobrze kombinujesz, tylko potrafisz na moment postawić się w butach swojego męża? Nie żal Ci go tak zwyczajnie?

1 193

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:

Zakochałaś się i to chyba  Ciebie przeraziło.
Wpadłaś po uszy.
Ale tych Twoich obwiniań innych nie da się czytać spokojnie.
Wieje wtedy hipokryzją

To nie jest zakochanie. Wiem co to znaczy zakochać się,  miałam kilku chłopaków.  To jest coś znacznie wiecej. A zrozumiałam to jak będąc z nim jeszcze w platonicznej relacji z powodów zdrowotnych nie mogłam przez jakiś czas ani ubierać się kobieco i ogólnie czułam się średnio atrakcyjnie. Trwało to jakiś czas. A on właśnie wtedy zaczął mnie traktować jeszcze bardziej wyjątkowo, pomagał mi jak mógł.  Bał się o moje zdrowie i śmiał się że teraz wie jak będę wyglądała za 20 lat.

A wina oczywiście jest głównie moja i kochanka.

1 194

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
milka9 napisał/a:

Zakochałaś się i to chyba  Ciebie przeraziło.
Wpadłaś po uszy.
Ale tych Twoich obwiniań innych nie da się czytać spokojnie.
Wieje wtedy hipokryzją

To nie jest zakochanie. Wiem co to znaczy zakochać się,  miałam kilku chłopaków.  To jest coś znacznie wiecej. A zrozumiałam to jak będąc z nim jeszcze w platonicznej relacji z powodów zdrowotnych nie mogłam przez jakiś czas ani ubierać się kobieco i ogólnie czułam się średnio atrakcyjnie. Trwało to jakiś czas. A on właśnie wtedy zaczął mnie traktować jeszcze bardziej wyjątkowo, pomagał mi jak mógł.  Bał się o moje zdrowie i śmiał się że teraz wie jak będę wyglądała za 20 lat.

A wina oczywiście jest głównie moja i kochanka.

Po pierwsze nie masz prawa winić męża i powinno Ci być go żal.
Po drugie rozumiem....rozsądek , każda to  słyszała...
Po trzecie , co Ty teraz robisz? Karzesz kochanka.
Zrozumiałabym , jeśli Twoje zachowanie wobec kochanka wynikało by  z tego, że nie chcesz rozwalić mu rodziny.
Ale wydaje mi się , że powód jest inny.
Jeśli odkryjesz przed sobą szczerze ten powód i jesli zrozumiesz, że to nie Ty jesteś ofiarą będziesz miała szansę wyjść
na prostą. Inaczej nadal bedziesz żyła w zakłamaniu.

1 195

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Wiesz co Kroteczko nie dziwię się, że uległaś facetowi, który wydaje Ci się być inny od męża. Tylko zdaje mi się, że nie rozumiesz, że jest on takim samym facetem, jak Twój ślubny tylko z inną dawką feromonów i większym polotem. Piszesz, że wyszłaś za mąż bo jemu zależało - błąd kardynalny, który doprowadził do tego miejsca, w którym teraz jesteś. Sama jestem w związku, który w pewnym momencie był dla mnie źródłem frustracji, po kilku latach bycia razem nagle okazało się, że nie ma w nim czułości, brakuje żaru, a miłość ustąpiła miejsca rutynie i wtedy pojawił się ON: słuchający, czuły, komplementujący, dowcipny,okazujący wszystko to, czego potrzebuje kobiece ego. Wielkie WOW, patrzyłam na swojego małża i w głowie mi się nie mieściło, co ja z nim robię, podczas, gdy tuż obok jest nieziemski facet, który zrobi dla mnie wszystko i oczywiście jest nieszczęśliwie żonaty, nic tylko brać. W takiej sytuacji nie ma mowy żeby jakiekolwiek wyrzuty sumienia przegoniły fiksację. Tyle, że zabrałam się za porównanie obu panów, pomijając aspekt łóżkowy - nie doszło do tego. I nagle okazało się, że ów On nie jest w stanie zaproponować mi absolutnie nic więcej od mojego małża. Nic, bo każdy związek ma swój piękny 1 etap - inwazję motyli, i niestety mija, wzięłam więc swojego małża na tyradę i wyartykułowałam swoje potrzeby mówiąc m.in., że chrzanię okazywanie miłosci na męski sposób, bo kocham uszami i jeśli nic ze sobą nie zrobi, to koniec. Teraz jestem atakowana stadami motyli i każdego dnia kocham małża trochę bardziej, nie mówię, że jest bajkowo, bo bym skłamała. Nie idealizuj pana cudownego, bo nie zaznałaś z nim typowego życia, on jest trampoliną, odskocznią od codzienności dzielonej z mężem,  w doskonałych związkach naczynia myją się same, ale czasem warto pobrudzić rączki, żeby wypolerować to,co naprawdę cenne. Jednak  jeśli naprawdę nic nie czujesz do męża, nie czujesz z głębi siebie a nie w wyniku idealistycznego zestawienia, to odejdź, bo Twoje dzieci zasługują na szczęśliwych rodziców, nawet jeśli to szczęście mogą uzyskać jedynie osobno..tak myślę.

1 196 Ostatnio edytowany przez INKKA (2015-01-20 22:22:51)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

współczuję

1 197

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie rozumiem dlaczego tak się zachowujesz wobec kochanka?

1 198

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:

Po pierwsze nie masz prawa winić męża i powinno Ci być go żal.
Po drugie rozumiem....rozsądek , każda to  słyszała...
Po trzecie , co Ty teraz robisz? Karzesz kochanka.
Zrozumiałabym , jeśli Twoje zachowanie wobec kochanka wynikało by  z tego, że nie chcesz rozwalić mu rodziny.
Ale wydaje mi się , że powód jest inny.
Jeśli odkryjesz przed sobą szczerze ten powód i jesli zrozumiesz, że to nie Ty jesteś ofiarą będziesz miała szansę wyjść
na prostą. Inaczej nadal bedziesz żyła w zakłamaniu.

Milka nie czytalas watku chyba. Męża mi żal ogromnie. Nie zasługuje na taką kobietę jak ja, na takie traktowanie.

Piszesz że karzę kochanka, czym że nie chcę z nim być? Ja wiem że nie będę z nim szczęśliwa bo wyrzuty mnie zeżra. Byłabym nieszczęśliwa a to byłaby większa kara. On musi pozostać takim moim marzeniem. Oswoilam się z tą myślą.

1 199

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Milka nie przystawil pistoletu choć oswiadczal się trzy razy. Powinnam była jednak się nie godzić.  Zwyciężył rozsądek.  On taki mądry,  dobry, nic mu nie brakuje. Głupia jesteś,  wybrzydzasz, czego ty chcesz, księcia na białym koniu? Nie ma takich, nie istnieją.
Każdy kto ma wątpliwości powinien odpuścić,  nie oświadczac się,  nie przyjmować oświadczyn. Moim zdaniem lepiej spędzić życie samemu niż z niewłaściwa osobą.

Zgadzam się choć często tę właściwą osobę spotykamy "za późno".. bo już ma żonę, dziecko.. Pomijam wyrachowańców którym wszystko jedno z kim i gdzie...

1 200

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
milka9 napisał/a:

Po pierwsze nie masz prawa winić męża i powinno Ci być go żal.
Po drugie rozumiem....rozsądek , każda to  słyszała...
Po trzecie , co Ty teraz robisz? Karzesz kochanka.
Zrozumiałabym , jeśli Twoje zachowanie wobec kochanka wynikało by  z tego, że nie chcesz rozwalić mu rodziny.
Ale wydaje mi się , że powód jest inny.
Jeśli odkryjesz przed sobą szczerze ten powód i jesli zrozumiesz, że to nie Ty jesteś ofiarą będziesz miała szansę wyjść
na prostą. Inaczej nadal bedziesz żyła w zakłamaniu.

Milka nie czytalas watku chyba. Męża mi żal ogromnie. Nie zasługuje na taką kobietę jak ja, na takie traktowanie.

Piszesz że karzę kochanka, czym że nie chcę z nim być? Ja wiem że nie będę z nim szczęśliwa bo wyrzuty mnie zeżra. Byłabym nieszczęśliwa a to byłaby większa kara. On musi pozostać takim moim marzeniem. Oswoilam się z tą myślą.

Teraz Ciebie rozumiem. Powodzenia

1 201

Odp: Zniszczylam swoje zycie
vijana napisał/a:

wtedy pojawił się ON: słuchający, czuły, komplementujący, dowcipny,okazujący wszystko to, czego potrzebuje kobiece ego. Wielkie WOW, patrzyłam na swojego małża i w głowie mi się nie mieściło, co ja z nim robię, podczas, gdy tuż obok jest nieziemski facet, który zrobi dla mnie wszystko i oczywiście jest nieszczęśliwie żonaty, nic tylko brać. W takiej sytuacji nie ma mowy żeby jakiekolwiek wyrzuty sumienia przegoniły fiksację. Tyle, że zabrałam się za porównanie obu panów, pomijając aspekt łóżkowy - nie doszło do tego. I nagle okazało się, że ów On nie jest w stanie zaproponować mi absolutnie nic więcej od mojego małża. Nic, bo każdy związek ma swój piękny 1 etap - inwazję motyli, i niestety mija, wzięłam więc swojego małża na tyradę i wyartykułowałam swoje potrzeby mówiąc m.in., że chrzanię okazywanie miłosci na męski sposób, bo kocham uszami i jeśli nic ze sobą nie zrobi, to koniec. Teraz jestem atakowana stadami motyli i każdego dnia kocham małża trochę bardziej, nie mówię, że jest bajkowo, bo bym skłamała. Nie idealizuj pana cudownego, bo nie zaznałaś z nim typowego życia, on jest trampoliną, odskocznią od codzienności dzielonej z mężem ...

No widzisz to inaczej niz u mnie. Ja nie porównuje co który jest mi w stanie "zaproponować" ja kocham kochanka z jego wadami a naprawdę trochę ich ma. Ostatnia rzecz jaką bym robiła to idealizowanie kochanka. Codzienności zaznaje z nim w pracy, też są różne problemy, inne niż w domu, ale są. Znam go na wylot.
Zazdroszczę ci że odbudowalas z mężem nowa jakość w małżeństwie.  Ale pewnie u was fundamentem była miłość którą kiedyś czuliscie obydwoje. We mnie jest głównie żal że zostałam nijako przymuszona do małżeństwa.  I to nie mam na myśli jego czy rodziny , przyjaciół,  sama się wewnętrznie przymusilam.

1 202

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nikogo nie można zmuszać do miłości i tu nie ma co stawiać pytać typu 'nie żal Ci go?' i temu podobnych. Nie ma co tłumaczyć że ten obecny to może skarb bo przecież nie znamy człowieka. Autorka wątku wygląda jednak na mocno niedojrzałą choć to dorosła osoba. I śmiem twierdzić, że przez swoją niedojrzałość zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego jak może będą wyglądały jej relacje z kochankiem gdy szczęśliwie zamieszkają razem. Pojawi się rutyna, zabraknie tęsknoty bo codzienny widok, jakieś rachunki do opłacenia, może kredyty wspólne do spłaty. No i ciekawe co nasza bohaterka pomyśli gdy jej przystojny nowy partner wyjdzie kidyś raz czy drugi sam wieczorem. Po własnych doświadczeniach zaufa, uwierzy że poszedł z kumplami mecz oglądać?

Może znam koniec tej historii: siedząc sama, rozmyślając już o byłym mężu zacytuje Wieszcza i ze łzami powtórzy 'ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie kto cię stracił'?

Nawiasem mówiąc facet ładnie wdepnął w g.... Jego oświadczyny przyjęła i przysięgała miłość i wierność osoba, która nic do niego nigdy nie czuła!

Lepiej mu nigdy o tym nie mów kobieto!

1 203

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Pietkapp napisał/a:

Może znam koniec tej historii: siedząc sama, rozmyślając już o byłym mężu zacytuje Wieszcza i ze łzami powtórzy 'ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie kto cię stracił'?

Nawiasem mówiąc facet ładnie wdepnął w g.... Jego oświadczyny przyjęła i przysięgała miłość i wierność osoba, która nic do niego nigdy nie czuła!

Lepiej mu nigdy o tym nie mów kobieto!

Nie znasz końca historii,  bo żadnej kontynuacji z kochankiem nie będzie. Chyba że kiedyś jak będziemy już mieli dzieci odchowane a nasze drogi znów się zejdą.
A męża nikt do potrójnych oświadczyn nie zmuszał.  Poza tym pewnie że czułam cos do niego. Był mi bliski, przyjaznilismy się,  lubilismy razem przebywać.

1 204

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Nie znasz końca historii,  bo żadnej kontynuacji z kochankiem nie będzie. Chyba że kiedyś jak będziemy już mieli dzieci odchowane a nasze drogi znów się zejdą.

Nie będzie kontynuacji? Uczciwie to by było zakochać się, rozejść z obecnym partnerem, zamieszkać/lub nie z nowym. A tak to rozp...łaś życie i to kilku osobom, co więcej nie masz zamiaru nic w swoim życiu zmieniać?! Egoizm w czystej postaci albo troll na forum. 

kroteczka napisał/a:

A męża nikt do potrójnych oświadczyn nie zmuszał.  Poza tym pewnie że czułam cos do niego. Był mi bliski, przyjaznilismy się,  lubilismy razem przebywać.

Bliski, przyjazny i dlatego wyszłaś za niego??  A 'ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość' to ty wypowiadałaś pod przymusem??
Ktoś cię powinien solidnie kopnąć w 4litery a najlepiej jeden i drugi.

1 205 Ostatnio edytowany przez znikam (2015-01-21 08:28:37)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kroteczko a ty nie cierpisz bardziej przez to że ......... nie masz takiego kontaktu jak wcześniej z kochankiem?  Jak wyglądają teraz wasze relacje? Wiem że rozmawiacie, nie uprawiacie seksu. Tylko jak rozmawiacie?

1 206 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-21 09:28:31)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Dalej uwazam ze powiedzenie polprawdy nie jest powiedzeniem calej prawdy, ale nie kochana osoba na cala prawde (i przez to szacunek) przeciez nie zasluguje wink Powiedzenie ze sie z kims spotykalo a o tym ja czesto, jak intensywnie to dwie rozne rzeczywistosci, tak samo jak powiedzenie ze sie kiedys gdzie pojechalo, poszlo, moze kilka razy, a powiedzenie jak sie to robilo dlugo i systematycznie angazujac wszystkie swoje uczucia i emocje, jakie powody za tym staly, itp.

Czytam tez cos ciekawego co autorka pisze o swoim mezu:

"Poza tym pewnie że czułam cos do niego. Był mi bliski, przyjaznilismy się,  lubilismy razem przebywać."

oraz kochanku:

"Miłość,  pożądanie,  troska, przyjaźń,  poczucie humoru - to jest niewiarygodne. Jak w filmie"


oraz o winie:

On taki mądry,  dobry, nic mu nie brakuje" ale "Jego wina dotyczy naszego nieudanego przez lata małżeństwa.
I tego ze on bardzo naciskał na ślub.  Ja go nie kochalam ale widziałam że tak mu zależy"

oraz

"A wina oczywiście jest głównie moja i kochanka."

i na koniec o kochanku:

"On musi pozostać takim moim marzeniem" oraz "Ostatnia rzecz jaką bym robiła to idealizowanie kochanka"

albo:

"żadnej kontynuacji z kochankiem nie będzie. Chyba że kiedyś "


Moim zdaniem sa to same sprzecznosci, co do faktow czy osoby nawet w jednej linijce a pisze swoje zeby to pokazac. Czym wiec roznil sie maz od kochanka. Czy roznice miedzy ludzmi sa okolicznosciami, ktore daja Casus Beli do zdrady? Bo skoro byl dobry to nie ponosi winy, a skoro ponosi wine to autorka z kochankiem nie ponosza, a skoro ponosza to maz nie ponosi. Pomieszanie z poplataniem ale przeciez chcialem do tego podejsc logicznie. Otoz logika to jest cos takiego co pokazuje nam wynik w wyniku nastepujacych po sobie logicznych nastepstw, ktore w rezultacie prowadza do konkretnego wyniku. Tutaj niezaleznie od tego od czego by sie zaczelo nie prowadza. A wiec mamy sprzecznosc, cos jest przedstawione nie tak, gdzies mamy samooszukiwanie sie. Co wiecej, "balast" zostal zrzucony i bedziemy teraz mieli rady w stylu "koteczki".

Moim zdaniem oszustwo jest caly czas TYLKO po jednej stronie, a ktos kto kochal, byl "dobry" i podobno "niczego mu nie brakowalo" nie ponosi zadnej winy. W rzeczywistosci, w umysle autorki maz ponosi wine za to ze go nie kochala, ze go oszukala wchodzac w malzenstwo (nie mogac odmowic dobremu czlowiekowi) nie chcac mu zrobic przykrosci wink

Czy to sa prawdziwe motywy autorki czy raczej prawdziwe motywy sa ukryte bo ich wyciagniecie zmienilo by obraz autorki o samej sobie bo teraz mamy juz poczatki zadufania w sobie, tak jakby powiedzenie czegos (cp jest tylko zwyklym nastepstwem tego co sie wydarzylo) bylo tym jedynym, wymagajacym podziwu wyrzeczeniem, wysilkiem SILACZKI wink zmagajacej sie z okrutnym losem i zyciem.

Gdyby np. ktos ocenial to z boku (niektorzy uwazaja ze nasze zycie podlega ocenie) to jak sie wam wydaje, czy powiedzialby ze autorka weszla w malzenstwo nie chcac robic przykrosci dobremu czlowiekowi (ale to on ponosi za to wine) czy zrobila to jak wiele kobiet (co nie jest usprawiedliwieniem) chcac zrealizowac swoje potrzeby, wyobrazenia o zyciu, malzenstwie, miec pewne podstawy bezpieczenstwa zycia, itp. bo przeciez gdyby to jej nie bylo potrzebne to by tego nie zrobila. Czy powiedzialby ze zrobila to dla kogos czego dowodem jest to ze nadal robi (nie szanujac, niszczac  potrzeby emocjonalne i uczuciowe bliskiego czlowieka, ktorego wybrala, niszczac rodzine) czy dla siebie (spelniajac swoje przeciez slusznie wink swoje potrzeby uczuciowe i emocjonalne). Itd. itd.

W rezlutacie zyje sie albo dla kogos albo dla siebie, a nie inaczej jakos poplatanie. Zawsze cos jest na pierwszym miejscy. A to co jest na pierwszym miejscu przewaza nad tym co jest na drugim i nad kazda inna rzecza. PRAWDA o zyciu jest taka, ze: oczywiscie przez jakis czas rzeczy ktore sa na dalszych miejsciach moga byc zgodne z tym co jest na pierwszym miejscu, i wtedy mozna mowic ze sie zyje dla tych rzeczy (milosc, dom, rodzina, dzieci) ale kiedy staja one w sprzecznosci z tym co jest na 1 miejscu, to te rzeczy na kolejnych miejscach sa NISZCZONE, co dodatkowo dowodzi ich dalszych pozycji, wobec tego co jest na pierwszym miejscu.

Zastanawialem sie co jest dla autorki tym co jest na pierwszym miejscu ale nie wiem, nie widze tego, nie umiem tego nazwac. Widze natomiast ze te dalsze miejsca zajmuja milosc, dom, rodzina, dzieci. I to jest chyba oczywiste, logiczne i jednoznaczne, bezdyskusyjne. Nie mozna wiec mowic ze sie zyje dla tych dalszych rzeczy. Dlaczego wiec? Co kieruje postepowane autorki.

Zastanawiajac sie nad tym dochodze do poczatkow, do wyboru drogi zycia przez malzesntwo. Tam to juz cos czesciowo jest widoczne. Ale wine za to ponosi przeciez maz wink (tak autorka zaslania sobie to co jest glownym motorem jej dzialan). Ale zeby sie z tym uporac i naprawde sie zmienic to trzeba to zauwazyc, odnalezc, spostrzec i NAZWAC. Jesli to jest cos "subtelnego" to dlaczego tak mocno decyduje o naszym zyciu? Moze jednak mozna to dostrzec i nazwac?

1 207

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Zastanawiajac sie nad tym dochodze do poczatkow, do wyboru drogi zycia przez malzesntwo. Tam to juz cos czesciowo jest widoczne. Ale wine za to ponosi przeciez maz  (tak autorka zaslania sobie to co jest glownym motorem jej dzialan). Ale zeby sie z tym uporac i naprawde sie zmienic to trzeba to zauwazyc, odnalezc, spostrzec i NAZWAC. Jesli to jest cos "subtelnego" to dlaczego tak mocno decyduje o naszym zyciu? Moze jednak mozna to dostrzec i nazwac?

Maniek,
Uwielbiam czytać Twoje posty, nawet jak się z nimi nie zgadzam big_smile
Z tym, co napisałeś w ostatnim wpisie w wątku kroteczki zgadzam się całkowicie.
Sęk w tym, że Autorka wątku błądzi gzieś po obrzeżach własnej świadomości, nie chcąc wcale dotrzeć do źródeł swoich zachowań. Wygląda to tak jakby jej umysł bronił się przed przyjęciem bolesnej rzeczywistości i robił uniki przed dotarciem do emocjonalnej świadomości,
świadomoscii własnych uczuć,
świadomości, która jest punktem wyjścia dla odwagi bycia autentycznym oraz pragmatyzmu w wyrażaniu prawdziwych emocji w relacjach z innymi.

Zresztą nie jest to przypadłością tylko kroteczki sad
Po niemal rocznej mojej obecności na forum, stwierdzam, że taka blokada na emocjonalną samoświadomość towarzyszy większości osób, które tu trafiają.
Dlatego podziwiam osoby, które z ogromnym zapałem próbują sforsfować te blokady i szturmują umysły  innych osób, aby skłonić ich do emocjonalnej szczerości przede wszystkim wobec siebie samych, przejawiającej się w uczciwości emocji i intencji. Jestem przekonana, że taka "misja" wymaga wewnętrznej siły i wiary w siebie a takźe zdolności dopasowania emocjonalnego i aktywnego kreowania pożądanych stanów emocjonalnych.
Ale majstersztyk to zdolnośc do budowania atmosfery wzajemnego zaufania, tj. kreowania pozytywnej atmosfery emocjonalnej oraz umiejętność przyjmowania informacji zwrotnych. Takie podejście to już najwyższa szkoła jazdy. Pozdrawiam smile

1 208

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Myślę, że sytuacja Autorki ma jeszcze jeden aspekt.
Czasami na swojej drodze spotyka się osobę, które tchnie w życie
świeże powietrze, doda sił, zmotywuje do walki, rozwoju,da akceptację, pomoże, sprawi, że się chce...
Być może takim powietrzem, czystym tlenem przez lata był dla Autorki ten przyjaciel.
Bez seksu z nim myślę, że może wytrzymać, ale bez jego wsparcia może być jej trudno,
może nawet nie potrafić już bez niego żyć.
Niestety jeśli tak jest będzie skazana na cierpienie, przywyknie do tego, że nie są już razem, wybaczy, że przyczynił się
do zdrady, ale....wspomnienie jego będzie kładło się cieniem na każdym następnym związku.
Ale to tylko moje gdybanie

1 209

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:

Myślę, że sytuacja Autorki ma jeszcze jeden aspekt.
Czasami na swojej drodze spotyka się osobę, które tchnie w życie
świeże powietrze, doda sił, zmotywuje do walki, rozwoju,da akceptację, pomoże, sprawi, że się chce...
Być może takim powietrzem, czystym tlenem przez lata był dla Autorki ten przyjaciel.
Bez seksu z nim myślę, że może wytrzymać, ale bez jego wsparcia może być jej trudno,
może nawet nie potrafić już bez niego żyć.
Niestety jeśli tak jest będzie skazana na cierpienie, przywyknie do tego, że nie są już razem, wybaczy, że przyczynił się
do zdrady, ale....wspomnienie jego będzie kładło się cieniem na każdym następnym związku.
Ale to tylko moje gdybanie

Ona sama dla siebie powinna być taką osobą, tak by nie potrzebować zewnętrznych stymulatorów do życia, do zmian, do rozwoju. To oczywiście nie jest łatwe, ale życie na byciu łatwym przecież nie polega.

1 210

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Kochanek ostatnio bardzo narzekał na żonę, czego nigdy tak ostentacyjnie nie robił.  Ja poprosiłam żebyśmy o tym nie rozmawiali, że nie interesuje mnie jak chce naprawić swoje małżeństwo. A on na to że nie ma już czego naprawiać.
Może planuje separację/rozwod nie wiem. Ja choć kocham go bardzo, nie chcę go jako partnera. Zresztą on nawet nie wie że go kocham. Nigdy nie powiedziałam mu że go kocham.  On nie wie że mój mąż już wie i że to pewnie koniec mojego małżeństwa.

Prędzej czy później się dowie, a wtedy myślę, że nie będzie chciał Ci dać spokoju, szczególnie jeśli już teraz mówi, że jego małżeństwa nie da się już naprawić. Mówisz, że nie wie że go kochasz, ale takie rzeczy się widzi - to nie tylko słowa, to spojrzenia, gesty itd. mój Z powiedział mi że mnie kocha pierwszy raz dopiero wiosną ub roku, a ja wiedziałam, czułam że tak jest odkąd się poznaliśmy. Nie tylko ja to widziałam, ale i inni.
I o ile zwykle to mówiły mi osoby z którymi się przyjaźnię w pracy, to jednak była (jest) jedna osoba, która zna rodzinę Z bo jest z tamtych stron. No i widziałam wcześniej że nas cały czas obserwuje, szczególnie jak za długo rozmawialiśmy czy tańczyliśmy. Zresztą to ona go na naszą pamiętną imprezę firmową wkręciła - załatwiła zaproszenie. Tyle że w pracy rzadko ją widuję, bo pracujemy w innych działach ale jak mnie widzi to chyba z premedytacją zaczyna rozmowę o Z, ale tak na zasadzie a czy słyszałam, że...  jakby czekała na moją reakcję czy wiem - czy mam z nim kontakt. No i w poniedziałek znów się a nią natknęłam i znów ona o Z. Czy słyszałam że się tu przeprowadził itd. Myślę że ta kobieta ma kontakt z jego ex żoną.  Prędzej czy później to i tak wyjdzie... Na szczęście on nie pracuje ze mną na co dzień a ex żona jest kilkaset kim stąd. U Ciebie jest dużo gorzej, bo pracujecie razem i znacie swoje rodziny. Sama psychicznie nie wiem jak bym to zniosła. Nawet jak widzę tą kokietę, a jest tylko znajomą to się denerwuję, czuję się zmieszana. A co dopiero jakbym zobaczyła ex żonę.
Choć z 2 str chciałabym być już po. Tak jak się stresowałam kiedy miałam pierwszy raz poznać jego dziecko. No ale przeżyłam, nawet fajnie spędziliśmy czas. Myślę, że mnie nawet polubiła - na razie wink Może nie potrzebnie tak się z tym wszystkim "cackamy"?

1 211

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Kochanek ostatnio bardzo narzekał na żonę, czego nigdy tak ostentacyjnie nie robił.  Ja poprosiłam żebyśmy o tym nie rozmawiali, że nie interesuje mnie jak chce naprawić swoje małżeństwo. A on na to że nie ma już czego naprawiać.
Może planuje separację/rozwod nie wiem. Ja choć kocham go bardzo, nie chcę go jako partnera. Zresztą on nawet nie wie że go kocham. Nigdy nie powiedziałam mu że go kocham.  On nie wie że mój mąż już wie i że to pewnie koniec mojego małżeństwa.

Prędzej czy później się dowie, a wtedy myślę, że nie będzie chciał Ci dać spokoju, szczególnie jeśli już teraz mówi, że jego małżeństwa nie da się już naprawić. Mówisz, że nie wie że go kochasz, ale takie rzeczy się widzi - to nie tylko słowa, to spojrzenia, gesty itd. mój Z powiedział mi że mnie kocha pierwszy raz dopiero wiosną ub roku, a ja wiedziałam, czułam że tak jest odkąd się poznaliśmy. Nie tylko ja to widziałam, ale i inni.
I o ile zwykle to mówiły mi osoby z którymi się przyjaźnię w pracy, to jednak była (jest) jedna osoba, która zna rodzinę Z bo jest z tamtych stron. No i widziałam wcześniej że nas cały czas obserwuje, szczególnie jak za długo rozmawialiśmy czy tańczyliśmy. Zresztą to ona go na naszą pamiętną imprezę firmową wkręciła - załatwiła zaproszenie. Tyle że w pracy rzadko ją widuję, bo pracujemy w innych działach ale jak mnie widzi to chyba z premedytacją zaczyna rozmowę o Z, ale tak na zasadzie a czy słyszałam, że...  jakby czekała na moją reakcję czy wiem - czy mam z nim kontakt. No i w poniedziałek znów się a nią natknęłam i znów ona o Z. Czy słyszałam że się tu przeprowadził itd. Myślę że ta kobieta ma kontakt z jego ex żoną.  Prędzej czy później to i tak wyjdzie... Na szczęście on nie pracuje ze mną na co dzień a ex żona jest kilkaset kim stąd. U Ciebie jest dużo gorzej, bo pracujecie razem i znacie swoje rodziny. Sama psychicznie nie wiem jak bym to zniosła. Nawet jak widzę tą kokietę, a jest tylko znajomą to się denerwuję, czuję się zmieszana. A co dopiero jakbym zobaczyła ex żonę.
Choć z 2 str chciałabym być już po. Tak jak się stresowałam kiedy miałam pierwszy raz poznać jego dziecko. No ale przeżyłam, nawet fajnie spędziliśmy czas. Myślę, że mnie nawet polubiła - na razie wink Może nie potrzebnie tak się z tym wszystkim "cackamy"?

Mam pytanie. Czy Ty również podobnie jak koteczka nie wyszlas za maz z milosci, wręcz nie kochając meza i oszukiwalas go przez nascie lat, dzień w dzień?

1 212 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-01-21 18:45:08)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
maniek_z_maniek napisał/a:

Mam pytanie. Czy Ty również podobnie jak koteczka nie wyszlas za maz z milosci, wręcz nie kochając meza i oszukiwalas go przez nascie lat, dzień w dzień?

Nie, nie byłam mężatką i nie mam wlasnych dzieci. Mój wieloletni wiązek zakończył się kilka lat temu z innych przyczyn o czym pisałam w swoim wątku. Kiedy wdałam się w romans byłam 'wolna'.

1 213 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-21 18:48:31)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Pytam się bo okazało się ze autorka oszukiwala meza od samego początku. Na takich podstawach trudno zbudować prawdziwa relacje dwojga ludzi. Liczy się dom, dzieci, praca, spełnienie potrzeb. Natomiast osoba tak oszukiwania traci poczucie własnej wartości. Nie tylko nie zna prawdy ale i się obwinia o sytuacje w malzenstwie. Nie zna tej podstawowej prawdy ze cale swoje malzenskie zycie zyla w oszustwie. Była bo prostu oklamywana od samego początku.

1 214

Odp: Zniszczylam swoje zycie
maniek_z_maniek napisał/a:

Pytam się bo okazało się ze autorka oszukiwala meza od samego początku. Na takich podstawach trudno zbudować prawdziwa relacje dwojga ludzi. Liczy się dom, dzieci, praca, spełnienie potrzeb. Osoba tak oszukiwania traci poczucie własnej wartości. Nie tylko nie zna prawdy ale i się obwinia o sytuacje w malzenstwie. Nie zna tej podstawowej prawdy ze cale swoje malzenskie zycie zyla w oszustwie. Była bo prostu oklamywana od samego początku.

Ja znam podobne przypadki jak Autorki, że ludzie brali śluby a bo już czas, a bo się facet któryś raz oświadcza, na co mam czekać? Nie było tam miłości, przynajmniej nie obustronnej w takim samym stopniu, raczej jak u Kroteczki, sympatia, przyjaźń itd. I te małżeństwa się rozpadły. Małżeństwo to nie koleżeńska relacja, nie bycie z przymusu, dla kogoś. Ja też po tamtym zdarzeniu przez ok 2 lata nie myślałam w ogóle o facetach ale potem uznałam że już może pora by kogoś poznać. I poznałam jednego, drugiego (wolnego!) ale o ile było sympatycznie to "chemii" wcale... przynajmniej z mojej strony. Myślałam nawet a może ja już nie potrafię pokochać? Może powinnam dać szansę, może uczucie się zrodzi z czasem? I pewnie tak jak u Kroteczki bym się męczyła w takim związku. A tu nagle - pierwsze spotkanie i jak rażenie prądem. Potem oboje o tej chwili rozmawialiśmy - i ja i on mieliśmy podobne odczucia. Nie mogliśmy przestać o sobie myśleć. Potem też oboje myśleliśmy poznam lepiej może mi przejdzie, tyle że jak się poznawaliśmy to nie tylko nie przechodziło ale utwierdzało, że to coś wyjątkowego. No i się skończyło jak skończyło a raczej zaczęło...

1 215

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
maniek_z_maniek napisał/a:

Pytam się bo okazało się ze autorka oszukiwala meza od samego początku. Na takich podstawach trudno zbudować prawdziwa relacje dwojga ludzi. Liczy się dom, dzieci, praca, spełnienie potrzeb. Osoba tak oszukiwania traci poczucie własnej wartości. Nie tylko nie zna prawdy ale i się obwinia o sytuacje w malzenstwie. Nie zna tej podstawowej prawdy ze cale swoje malzenskie zycie zyla w oszustwie. Była bo prostu oklamywana od samego początku.

Ja znam podobne przypadki jak Autorki, że ludzie brali śluby a bo już czas, a bo się facet któryś raz oświadcza, na co mam czekać? Nie było tam miłości, przynajmniej nie obustronnej w takim samym stopniu, raczej jak u Kroteczki, sympatia, przyjaźń itd. I te małżeństwa się rozpadły. Małżeństwo to nie koleżeńska relacja, nie bycie z przymusu, dla kogoś. Ja też po tamtym zdarzeniu przez ok 2 lata nie myślałam w ogóle o facetach ale potem uznałam że już może pora by kogoś poznać. I poznałam jednego, drugiego (wolnego!) ale o ile było sympatycznie to "chemii" wcale... przynajmniej z mojej strony. Myślałam nawet a może ja już nie potrafię pokochać? Może powinnam dać szansę, może uczucie się zrodzi z czasem? I pewnie tak jak u Kroteczki bym się męczyła w takim związku. A tu nagle - pierwsze spotkanie i jak rażenie prądem. Potem oboje o tej chwili rozmawialiśmy - i ja i on mieliśmy podobne odczucia. Nie mogliśmy przestać o sobie myśleć. Potem też oboje myśleliśmy poznam lepiej może mi przejdzie, tyle że jak się poznawaliśmy to nie tylko nie przechodziło ale utwierdzało, że to coś wyjątkowego. No i się skończyło jak skończyło a raczej zaczęło...

Milosc, uczucie wiele ma definicji ale jest to tez synonim czegos czystego. Wyklucza to całkowicie możliwość budowania relacji w określony sposób. Ponieważ kochac można tylko przez oraz z szacunkiem do drugiej osoby i samego siebie. Milosc jest tez czyms trwałym co nie powstaje i nie odchodzi nagle. Mowimy chyba o czyms zupełnie innym.

1 216

Odp: Zniszczylam swoje zycie

A ja wiem o czym one obie piszą i nie uważam żeby pisały nieprawdę. Jest podstawowa różnica między "odświeżaniem" miłości, która BYŁA, ale coś odwróciło od niej uwagę (wiadomo, totalna nieodpowiedzialność itp, ale teraz nie o tym, tylko sam fakt, że wcześniej coś takiego w ogóle było), a co innego być z kimś z rozsądku i przekalkulowania, wręcz z rezygnacji, bo ten/ta, którego się naprawdę pragnie jest nieosiągalny - patrz wątek roberta To jest analogiczna sytuacja, tylko tam robert jest takim 'mężem kroteczki.

Miłość nie jest czymś, co się "stwarza", ani nie powstaje pod wpływem jakichś kalkulacji z poziomu logiki - Miłość jest w nas cały czas, tylko przykryta pod różnego rodzaju i pochodzenia "klamotami" typu: przekonania, blokady, hamulce, etc.
A 'wygrywa' ten, kto potrafi tego kogoś uwolnić od tych wszystkich klamotów i przy kim człowiek się całkowicie odkrywa i jest wolny, nie musi udawać, jest sobą.

Jeśli takie odczucie nie towarzyszy związkowi ze stałym partnerem tylko np. z kochankiem, to wiadomo, że to z mężem obok miłości nie stało.

Po tym co krotka napisała na koniec jak to od samego początku oszukiwała męża i nigdy go nie kochała - mój stosunek do perfidii i wyrachowania z jej strony się nie zmienił, ale zrozumiałam, że tam nie było szansy uratować jej małżeństwa od samego początku. ZERO szans.

1 217

Odp: Zniszczylam swoje zycie
maniek_z_maniek napisał/a:

Milosc, uczucie wiele ma definicji ale jest to tez synonim czegos czystego. Wyklucza to całkowicie możliwość budowania relacji w określony sposób. Ponieważ kochac można tylko przez oraz z szacunkiem do drugiej osoby i samego siebie. Milosc jest tez czyms trwałym co nie powstaje i nie odchodzi nagle. Mowimy chyba o czyms zupełnie innym.

Z 2 strony nie znasz dnia ani godziny. Nie wiesz co Cię omija póki nie poznasz tego. Tak samo z miłością. Jeśli jej nie poznasz nie wiesz jaka jest. Myślisz że tak jak jest, być powinno, bo nie masz porównania. To trudny temat, dla wielu niezrozumiały. Ten kto naprawdę kocha(ł) to wie że to uczucie choć mega sile i z założenia piękne nie jest takie czyste, łatwe dlatego jest unikalne bo rzadko się zdarza że się trafia wzajemne bez przeszkód. Ludzie często nadużywają tego słowa, albo mylą z sympatią, pożądaniem.
Oczywiście że bym wolała żeby mój pan Z był wolny, żeby to było takie "normalne". No nie jest. Choć mam wrażenie że jego małżeństwo było bardzo podobne do Kroteczki.

1 218

Odp: Zniszczylam swoje zycie
znikam napisał/a:

Kroteczko a ty nie cierpisz bardziej przez to że ......... nie masz takiego kontaktu jak wcześniej z kochankiem?  Jak wyglądają teraz wasze relacje? Wiem że rozmawiacie, nie uprawiacie seksu. Tylko jak rozmawiacie?

Oczywiście że cierpię.  Uwielbiam jego zapach, fizycznosc, barwę głosu.  Pragnę jego dotyku i pocałunków. Ale odsuwam te myśli bo wiem że mi nie wolno.
Jak rozmawiamy? Normalnie - o pracy o życiu o dzieciach. On nieraz wtrąci coś o tym że kobieta powinna być dla mężczyzny jak bogini, że mężczyzna wszystko co robi, robi dla kobiety, o tym że prawdziwy dom  to taki gdzie jest ciepla i namiętna kobieta,  etc. Wiem że mówi o mnie. Ale staram się schodzić z takich tematów bo wiem do czego prowadzą.
Widzę że stara mi się zaimponować,  swoją wiedzą np. A mądry jest cholernie i wie że tym zawsze mi imponowal.

1 219

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Prędzej czy później się dowie, a wtedy myślę, że nie będzie chciał Ci dać spokoju, szczególnie jeśli już teraz mówi, że jego małżeństwa nie da się już naprawić. Mówisz, że nie wie że go kochasz, ale takie rzeczy się widzi - to nie tylko słowa, to spojrzenia, gesty itd. mój Z powiedział mi że mnie kocha pierwszy raz dopiero wiosną ub roku, a ja wiedziałam, czułam że tak jest odkąd się poznaliśmy. Nie tylko ja to widziałam, ale i inni.
I o ile zwykle to mówiły mi osoby z którymi się przyjaźnię w pracy, to jednak była (jest) jedna osoba, która zna rodzinę Z bo jest z tamtych stron. No i widziałam wcześniej że nas cały czas obserwuje, szczególnie jak za długo rozmawialiśmy czy tańczyliśmy.

Tak boję się że się dowie. A jeszcze bardziej boję się imprezy firmowej w ten piątek.  Zawsze tanczylismy tylko razem.  Razem schodzilismy z parkietu a potem znów mnie wyciągał.  Wszyscy się przyzwyczaili że tanczymy razem.  Dziwne będzie jeśli nagle nie będę z nim tańczyć.  Zaczną sie domysły ludzie zaczną pytać.  Zresztą on nie zniesie jeśli będę tańczyć z kimś innym. Jest w stanie się upić i wtedy puszczą mu hamulce. A tego nie chcę.  Niestety na imprezę z różnych względów muszę iść. 
A taniec z nim mnie zgubi. Kiedyś jeszcze w "platonicznych" czasach to był nasz jedyny kontakt fizyczny. Nie mogłam się potem dlugo pozbierać. A tańczy mi się z nim tak jakbyśmy byli do tego stworzeni.

1 220

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ja pierdykam, ręce opadają aż do wód gruntowych .....

1 221

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Hihihih. Iza, spoko, antydepresanty widać działają. Mąż i jego cierpienia na sekundę się przewineły, ale już jest powrót do wcześniejszej formuły wink

Ach, cóż to będzie za bal. <buja w obłokach>:D

1 222

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ja tam antydepresanty owszem, a nawet tak Elle.
Ale gdzie w tym wszystkim są dzieci, pytam się ??
Gdzie w tym wszystkim jest poczucie odpowiedzialności za własne decyzje i postępowanie ?
Gdzie jest wstyd ?
Gdzie zazenowanie ?
Gdzie jest cokolwiek ktokolwiek, oprócz boskiego kochasia co to sobie ocknal się i sztachnal feromona ??
Wszystko co Kroteczka wypisuje, jest jak blog 11 letniej dziewczynki.
Niedojrzałe, infantylne do tego stopnia, że wypowiedzi o takiej treści wręcz nieprzystoja dorosłej kobiecie.
I ego MEGA, wyrypane w kosmos.
Ja, ja, ja, mnie, mi, moje.
Aż mdli i obrzydza.

1 223

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Prędzej czy później się dowie, a wtedy myślę, że nie będzie chciał Ci dać spokoju, szczególnie jeśli już teraz mówi, że jego małżeństwa nie da się już naprawić. Mówisz, że nie wie że go kochasz, ale takie rzeczy się widzi - to nie tylko słowa, to spojrzenia, gesty itd. mój Z powiedział mi że mnie kocha pierwszy raz dopiero wiosną ub roku, a ja wiedziałam, czułam że tak jest odkąd się poznaliśmy. Nie tylko ja to widziałam, ale i inni.
I o ile zwykle to mówiły mi osoby z którymi się przyjaźnię w pracy, to jednak była (jest) jedna osoba, która zna rodzinę Z bo jest z tamtych stron. No i widziałam wcześniej że nas cały czas obserwuje, szczególnie jak za długo rozmawialiśmy czy tańczyliśmy.

Tak boję się że się dowie. A jeszcze bardziej boję się imprezy firmowej w ten piątek.  Zawsze tanczylismy tylko razem.  Razem schodzilismy z parkietu a potem znów mnie wyciągał.  Wszyscy się przyzwyczaili że tanczymy razem.  Dziwne będzie jeśli nagle nie będę z nim tańczyć.  Zaczną sie domysły ludzie zaczną pytać.  Zresztą on nie zniesie jeśli będę tańczyć z kimś innym. Jest w stanie się upić i wtedy puszczą mu hamulce. A tego nie chcę.  Niestety na imprezę z różnych względów muszę iść. 
A taniec z nim mnie zgubi. Kiedyś jeszcze w "platonicznych" czasach to był nasz jedyny kontakt fizyczny. Nie mogłam się potem dlugo pozbierać. A tańczy mi się z nim tak jakbyśmy byli do tego stworzeni.

Oj ja też swoją znajomość z Z zaczęłam od imprezy firmowej na której były tańce. Zresztą pisałam już o tym, że ze stolika przy którym 8 osób siedziało i tylko 2 mężczyzn on prosił do tańca każdą po kolei  mnie na końcu. Ale jak ze mną zatańczył to już tak do końca przetańczyliśmy. Z każdą wcześniej tańczył max 2 piosenki. i te jego słowa że ze mną się nie tańczy tylko płynie.. okazało się też że i ja i on chodziliśmy wcześniej a lekcje tańca. I pamiętam że "Sway" zatańczyliśmy z "krokami" za co nam potem wszyscy bili brawo. To są momenty, chwile.. ale jak niesamowite, ważne..
Musisz być silna Kroteczko..

1 224

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
kroteczka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Prędzej czy później się dowie, a wtedy myślę, że nie będzie chciał Ci dać spokoju, szczególnie jeśli już teraz mówi, że jego małżeństwa nie da się już naprawić. Mówisz, że nie wie że go kochasz, ale takie rzeczy się widzi - to nie tylko słowa, to spojrzenia, gesty itd. mój Z powiedział mi że mnie kocha pierwszy raz dopiero wiosną ub roku, a ja wiedziałam, czułam że tak jest odkąd się poznaliśmy. Nie tylko ja to widziałam, ale i inni.
I o ile zwykle to mówiły mi osoby z którymi się przyjaźnię w pracy, to jednak była (jest) jedna osoba, która zna rodzinę Z bo jest z tamtych stron. No i widziałam wcześniej że nas cały czas obserwuje, szczególnie jak za długo rozmawialiśmy czy tańczyliśmy.

Tak boję się że się dowie. A jeszcze bardziej boję się imprezy firmowej w ten piątek.  Zawsze tanczylismy tylko razem.  Razem schodzilismy z parkietu a potem znów mnie wyciągał.  Wszyscy się przyzwyczaili że tanczymy razem.  Dziwne będzie jeśli nagle nie będę z nim tańczyć.  Zaczną sie domysły ludzie zaczną pytać.  Zresztą on nie zniesie jeśli będę tańczyć z kimś innym. Jest w stanie się upić i wtedy puszczą mu hamulce. A tego nie chcę.  Niestety na imprezę z różnych względów muszę iść. 
A taniec z nim mnie zgubi. Kiedyś jeszcze w "platonicznych" czasach to był nasz jedyny kontakt fizyczny. Nie mogłam się potem dlugo pozbierać. A tańczy mi się z nim tak jakbyśmy byli do tego stworzeni.

Oj ja też swoją znajomość z Z zaczęłam od imprezy firmowej na której były tańce. Zresztą pisałam już o tym, że ze stolika przy którym 8 osób siedziało i tylko 2 mężczyzn on prosił do tańca każdą po kolei  mnie na końcu. Ale jak ze mną zatańczył to już tak do końca przetańczyliśmy. Z każdą wcześniej tańczył max 2 piosenki. i te jego słowa że ze mną się nie tańczy tylko płynie.. okazało się też że i ja i on chodziliśmy wcześniej a lekcje tańca. I pamiętam że "Sway" zatańczyliśmy z "krokami" za co nam potem wszyscy bili brawo. To są momenty, chwile.. ale jak niesamowite, ważne..
Musisz być silna Kroteczko..

Tak od tych cholernych tańców się zaczyna. Pamiętam te wyglupy potem jego poważne spojrzenie i rama do tanga smile a potem śmiech. I tak całą imprezę.  Wszyscy nam zazdroscili że tak tanczymy. A potem ogladalismy zdjęcia z imprezy - na każdym inna mina.

1 225

Odp: Zniszczylam swoje zycie
IsaBella77 napisał/a:

Ja tam antydepresanty owszem, a nawet tak Elle.
Ale gdzie w tym wszystkim są dzieci, pytam się ??
Gdzie w tym wszystkim jest poczucie odpowiedzialności za własne decyzje i postępowanie ?
Gdzie jest wstyd ?
Gdzie zazenowanie ?
Gdzie jest cokolwiek ktokolwiek, oprócz boskiego kochasia co to sobie ocknal się i sztachnal feromona ??
Wszystko co Kroteczka wypisuje, jest jak blog 11 letniej dziewczynki.
Niedojrzałe, infantylne do tego stopnia, że wypowiedzi o takiej treści wręcz nieprzystoja dorosłej kobiecie.
I ego MEGA, wyrypane w kosmos.
Ja, ja, ja, mnie, mi, moje.
Aż mdli i obrzydza.

Ja już się tylko do siebie śmieje jak czytam te wynurzenia: tańce, tu mnie dotknął..tam mnie musnął, tak się na mnie "popaczau" yikes itp. no tragifarsa, ale tak jest i co "Pani zrobisz big_smile

Przez chwilę dałam się wyprowadzić w pole, że autorka jednak zrozumiała jak duża krzywdę wyrządziła swojej rodzinie, mężowi i że powodem jej 'depresji' jest właśnie uświadomienie sobie kilku rzeczy na temat swojego postępowania, ale nie smile

Powodem było ciągle to samo..niemożność pieszczenia się z kochankiem. No ale teraz na szczęście idzie ten firmowy bal. I znów kolejne dylematy z pamiętniczka: czy zaprosi do tańca, a jak nie zaprosi to co ludzie powiedzą? Przecież ludzie tylko tym romansem żyją, w końcu kroteczka to firmowa gwiazda (cytat z autorki).
itd itd. big_smile

A mąż, dzieci ?  A czy gwiazdy zajmują się takimi przyziemnymi sprawami? Izka, tak to żyja szaraczki. Gwiazdy tańczą na balach ;P

1 226

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Tak od tych cholernych tańców się zaczyna. Pamiętam te wyglupy potem jego poważne spojrzenie i rama do tanga smile a potem śmiech. I tak całą imprezę.  Wszyscy nam zazdroscili że tak tanczymy. A potem ogladalismy zdjęcia z imprezy - na każdym inna mina.

Taniec jednak ma coś w sobie...po pierwsze jak przynajmniej w moim przypadku - zupełnie obca osoba ale w tańcu już ma się kontakt fizyczny, są emocje.. zgranie.. Ja nie wiem czy jeśli byśmy się tylko zobaczyli wtedy czy nawet porozmawiali czy byłby ciąg dalszy i taki... W tańcu już masz w ramionach tą osobę.. normalnie by do takiej sytuacji doszło to trzeba większe bariery przełamać a tu prosisz do tańca i już ten dystans znika, przytulacie, dotykacie itd. No i u mnie jeszcze to że oboje uczyliśmy się tańczyć wcześniej - takie zaskoczenie. Bo np dla mnie co z tego że znam kroki jak partner nie zna, to że kocham taniec i się go uczę niewiele daje na takich imprezach wręcz się irytuję wink a tu niespodzianka ktoś też wie jak to się tańczy, jaki to taniec.. O ile jakichś walców nikt nie dostrzegł bo wszyscy lawirują jak umieją ale to "Sway" - wtedy prawie wszyscy zeszli z parkietu bo muzyka "mało taneczna' i patrzyli na nas a my wtedy... i to było niesamowite bo nie mieliśmy choreografii ale jakieś takie wyczucie.. że aż potem po brawach usłyszałam że to był najlepszy punkt programu wink

1 227

Odp: Zniszczylam swoje zycie

:-D :-D :-D
Rzeczywiście, zenujace są niektóre wpisy ...

1 228

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

Taniec jednak ma coś w sobie...po pierwsze jak przynajmniej w moim przypadku - zupełnie obca osoba ale w tańcu już ma się kontakt fizyczny, są emocje.. zgranie.. Ja nie wiem czy jeśli byśmy się tylko zobaczyli wtedy czy nawet porozmawiali czy byłby ciąg dalszy i taki... W tańcu już masz w ramionach tą osobę.. normalnie by do takiej sytuacji doszło to trzeba większe bariery przełamać a tu prosisz do tańca i już ten dystans znika, przytulacie, dotykacie itd. No i u mnie jeszcze to że oboje uczyliśmy się tańczyć wcześniej - takie zaskoczenie. Bo np dla mnie co z tego że znam kroki jak partner nie zna, to że kocham taniec i się go uczę niewiele daje na takich imprezach wręcz się irytuję wink a tu niespodzianka ktoś też wie jak to się tańczy, jaki to taniec.. O ile jakichś walców nikt nie dostrzegł bo wszyscy lawirują jak umieją ale to "Sway" - wtedy prawie wszyscy zeszli z parkietu bo muzyka "mało taneczna' i patrzyli na nas a my wtedy... i to było niesamowite bo nie mieliśmy choreografii ale jakieś takie wyczucie.. że aż potem po brawach usłyszałam że to był najlepszy punkt programu wink

Tak wyobrażam sobie. U mnie sporo wyglupow bo on taki jest np jezdzenie ręką po ciele i sexy mina a potem łapie mnie w pół przechyla i "wisi" nade mną i mówi "nie bój się nie puszcze cię". Nigdy nikt ze mną tak nie tańczył.

1 229 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2015-01-21 22:03:26)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Tak sie zaczelam smiac jak przeczytalam : "jezdzenie ręką po ciele i sexy mina a potem łapie mnie w pół przechyla i "wisi" nade mną i mówi "nie bój się nie puszcze cię". "

Co to jest? Fanfiction Zmierzchu? big_smile

1 230

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Taniec jednak ma coś w sobie...po pierwsze jak przynajmniej w moim przypadku - zupełnie obca osoba ale w tańcu już ma się kontakt fizyczny, są emocje.. zgranie.. Ja nie wiem czy jeśli byśmy się tylko zobaczyli wtedy czy nawet porozmawiali czy byłby ciąg dalszy i taki... W tańcu już masz w ramionach tą osobę.. normalnie by do takiej sytuacji doszło to trzeba większe bariery przełamać a tu prosisz do tańca i już ten dystans znika, przytulacie, dotykacie itd. No i u mnie jeszcze to że oboje uczyliśmy się tańczyć wcześniej - takie zaskoczenie. Bo np dla mnie co z tego że znam kroki jak partner nie zna, to że kocham taniec i się go uczę niewiele daje na takich imprezach wręcz się irytuję wink a tu niespodzianka ktoś też wie jak to się tańczy, jaki to taniec.. O ile jakichś walców nikt nie dostrzegł bo wszyscy lawirują jak umieją ale to "Sway" - wtedy prawie wszyscy zeszli z parkietu bo muzyka "mało taneczna' i patrzyli na nas a my wtedy... i to było niesamowite bo nie mieliśmy choreografii ale jakieś takie wyczucie.. że aż potem po brawach usłyszałam że to był najlepszy punkt programu wink

Tak wyobrażam sobie. U mnie sporo wyglupow bo on taki jest np jezdzenie ręką po ciele i sexy mina a potem łapie mnie w pół przechyla i "wisi" nade mną i mówi "nie bój się nie puszcze cię". Nigdy nikt ze mną tak nie tańczył.

No ja tańczyłam na zajęciach ale z moim "partnerem' żadnej chemii nie ma i nie było... Przynajmniej z mojej strony. To jak zajęcia sportowe.
I tej imprezy Ci nie zazdroszczę bo jednak będziesz się musiała konfrontować.. Ja też taką miałam zorganizowaną przez Z kiedy już  nim 'skończyłam' a tu nagle jakie niespodzianki itp.

1 231

Odp: Zniszczylam swoje zycie
NinaLafairy napisał/a:

Tak sie zaczelam smiac jak przeczytalam : "jezdzenie ręką po ciele i sexy mina a potem łapie mnie w pół przechyla i "wisi" nade mną i mówi "nie bój się nie puszcze cię". "

Co to jest? Fanfiction Zmierzchu? big_smile

Faktycznie :-) od Zmierzchu się zaczyna, zaraz Grey się przewinie, a potem się skończy.
Płaczem w żywe kamienie.

1 232

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Tak wyobrażam sobie. U mnie sporo wyglupow bo on taki jest np jezdzenie ręką po ciele i sexy mina a potem łapie mnie w pół przechyla i "wisi" nade mną i mówi "nie bój się nie puszcze cię". Nigdy nikt ze mną tak nie tańczył.

No ja tańczyłam na zajęciach ale z moim "partnerem' żadnej chemii nie ma i nie było... Przynajmniej z mojej strony. To jak zajęcia sportowe.
I tej imprezy Ci nie zazdroszczę bo jednak będziesz się musiała konfrontować.. Ja też taką miałam zorganizowaną przez Z kiedy już  nim 'skończyłam' a tu nagle jakie niespodzianki itp.

Wiem będzie ciężko bo wiem jak mnie potrafi podejść , przy wszystkich złapie za rękę i co zrobię, będę sie wyrywac? Spróbuję nic nie pić może to pomóże.

1 233

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Razem schodzilismy z parkietu a potem znów mnie wyciągał.  Wszyscy się przyzwyczaili że tanczymy razem.  Dziwne będzie jeśli nagle nie będę z nim tańczyć.  Zaczną sie domysły ludzie zaczną pytać.  Zresztą on nie zniesie jeśli będę tańczyć z kimś innym. Jest w stanie się upić i wtedy puszczą mu hamulce. A tego nie chcę.  Niestety na imprezę z różnych względów muszę iść.
A taniec z nim mnie zgubi. Kiedyś jeszcze w "platonicznych" czasach to był nasz jedyny kontakt fizyczny. Nie mogłam się potem dlugo pozbierać. A tańczy mi się z nim tak jakbyśmy byli do tego stworzeni.

no znowu "nie chcem ale muszem".
Znowu zwalanie na innych, na sytuację zero wpływu na to co się ze Tobą dzieje.

Kroteczko...każdy jest kowalem SWEGO losu.

Możesz nie iść,
możesz nie tańczyć.
Kwestia czego Ty chcesz.
Wtedy TAK zrobisz.

Pójdziesz ( bo...musisz, ale tak naprawdę - bo chcesz),
Będziesz z nim tańczyła ( bo... musisz - co ludzie powiedzą, co on może zrobić, ale tak naprawdę to tego chcesz)
A potem ... będziesz musiała ulec,
bo on tak chciał, a Ty taka słaba jesteś....ale tak naprawdę to tego chcesz.

Nie wciskaj ciemnoty przynajmniej SOBIE !

1 234

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Secondo1 napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Razem schodzilismy z parkietu a potem znów mnie wyciągał.  Wszyscy się przyzwyczaili że tanczymy razem.  Dziwne będzie jeśli nagle nie będę z nim tańczyć.  Zaczną sie domysły ludzie zaczną pytać.  Zresztą on nie zniesie jeśli będę tańczyć z kimś innym. Jest w stanie się upić i wtedy puszczą mu hamulce. A tego nie chcę.  Niestety na imprezę z różnych względów muszę iść.
A taniec z nim mnie zgubi. Kiedyś jeszcze w "platonicznych" czasach to był nasz jedyny kontakt fizyczny. Nie mogłam się potem dlugo pozbierać. A tańczy mi się z nim tak jakbyśmy byli do tego stworzeni.

no znowu "nie chcem ale muszem".
Znowu zwalanie na innych, na sytuację zero wpływu na to co się ze Tobą dzieje.

Kroteczko...każdy jest kowalem SWEGO losu.

Możesz nie iść,
możesz nie tańczyć.
Kwestia czego Ty chcesz.
Wtedy TAK zrobisz.

Pójdziesz ( bo...musisz, ale tak naprawdę - bo chcesz),
Będziesz z nim tańczyła ( bo... musisz - co ludzie powiedzą, co on może zrobić, ale tak naprawdę to tego chcesz)
A potem ... będziesz musiała ulec,
bo on tak chciał, a Ty taka słaba jesteś....ale tak naprawdę to tego chcesz.

Nie wciskaj ciemnoty przynajmniej SOBIE !

Iść musze z pewnych względów organizacyjnych. Tańczyć mogę nie tańczyć,  fizycznie nikt mnie nie zmusi. Jeśli z nim zatancze to NA PEWNO na tym się skończy. Tego akurat jestem więcej niż pewna.

1 235

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Większej egoistki dawno nie widziałem. Nie ma nikogo, tylko ona oraz to co będzie na firmowej imprezie. Nawiasem mówiąc ciekawe jak radzą sobie dzieci.
Ja kończę komentowanie bo dla mnie to formułowy troll, historia tak mało prawdopodobna że aż trudno uwierzyć że są tacy ludzie i takie zimne kobiety.

Posty [ 1 171 do 1 235 z 3 039 ]

Strony Poprzednia 1 … 17 18 19 20 21 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026