Dalej uwazam ze powiedzenie polprawdy nie jest powiedzeniem calej prawdy, ale nie kochana osoba na cala prawde (i przez to szacunek) przeciez nie zasluguje
Powiedzenie ze sie z kims spotykalo a o tym ja czesto, jak intensywnie to dwie rozne rzeczywistosci, tak samo jak powiedzenie ze sie kiedys gdzie pojechalo, poszlo, moze kilka razy, a powiedzenie jak sie to robilo dlugo i systematycznie angazujac wszystkie swoje uczucia i emocje, jakie powody za tym staly, itp.
Czytam tez cos ciekawego co autorka pisze o swoim mezu:
"Poza tym pewnie że czułam cos do niego. Był mi bliski, przyjaznilismy się, lubilismy razem przebywać."
oraz kochanku:
"Miłość, pożądanie, troska, przyjaźń, poczucie humoru - to jest niewiarygodne. Jak w filmie"
oraz o winie:
On taki mądry, dobry, nic mu nie brakuje" ale "Jego wina dotyczy naszego nieudanego przez lata małżeństwa.
I tego ze on bardzo naciskał na ślub. Ja go nie kochalam ale widziałam że tak mu zależy"
oraz
"A wina oczywiście jest głównie moja i kochanka."
i na koniec o kochanku:
"On musi pozostać takim moim marzeniem" oraz "Ostatnia rzecz jaką bym robiła to idealizowanie kochanka"
albo:
"żadnej kontynuacji z kochankiem nie będzie. Chyba że kiedyś "
Moim zdaniem sa to same sprzecznosci, co do faktow czy osoby nawet w jednej linijce a pisze swoje zeby to pokazac. Czym wiec roznil sie maz od kochanka. Czy roznice miedzy ludzmi sa okolicznosciami, ktore daja Casus Beli do zdrady? Bo skoro byl dobry to nie ponosi winy, a skoro ponosi wine to autorka z kochankiem nie ponosza, a skoro ponosza to maz nie ponosi. Pomieszanie z poplataniem ale przeciez chcialem do tego podejsc logicznie. Otoz logika to jest cos takiego co pokazuje nam wynik w wyniku nastepujacych po sobie logicznych nastepstw, ktore w rezultacie prowadza do konkretnego wyniku. Tutaj niezaleznie od tego od czego by sie zaczelo nie prowadza. A wiec mamy sprzecznosc, cos jest przedstawione nie tak, gdzies mamy samooszukiwanie sie. Co wiecej, "balast" zostal zrzucony i bedziemy teraz mieli rady w stylu "koteczki".
Moim zdaniem oszustwo jest caly czas TYLKO po jednej stronie, a ktos kto kochal, byl "dobry" i podobno "niczego mu nie brakowalo" nie ponosi zadnej winy. W rzeczywistosci, w umysle autorki maz ponosi wine za to ze go nie kochala, ze go oszukala wchodzac w malzenstwo (nie mogac odmowic dobremu czlowiekowi) nie chcac mu zrobic przykrosci 
Czy to sa prawdziwe motywy autorki czy raczej prawdziwe motywy sa ukryte bo ich wyciagniecie zmienilo by obraz autorki o samej sobie bo teraz mamy juz poczatki zadufania w sobie, tak jakby powiedzenie czegos (cp jest tylko zwyklym nastepstwem tego co sie wydarzylo) bylo tym jedynym, wymagajacym podziwu wyrzeczeniem, wysilkiem SILACZKI
zmagajacej sie z okrutnym losem i zyciem.
Gdyby np. ktos ocenial to z boku (niektorzy uwazaja ze nasze zycie podlega ocenie) to jak sie wam wydaje, czy powiedzialby ze autorka weszla w malzenstwo nie chcac robic przykrosci dobremu czlowiekowi (ale to on ponosi za to wine) czy zrobila to jak wiele kobiet (co nie jest usprawiedliwieniem) chcac zrealizowac swoje potrzeby, wyobrazenia o zyciu, malzenstwie, miec pewne podstawy bezpieczenstwa zycia, itp. bo przeciez gdyby to jej nie bylo potrzebne to by tego nie zrobila. Czy powiedzialby ze zrobila to dla kogos czego dowodem jest to ze nadal robi (nie szanujac, niszczac potrzeby emocjonalne i uczuciowe bliskiego czlowieka, ktorego wybrala, niszczac rodzine) czy dla siebie (spelniajac swoje przeciez slusznie
swoje potrzeby uczuciowe i emocjonalne). Itd. itd.
W rezlutacie zyje sie albo dla kogos albo dla siebie, a nie inaczej jakos poplatanie. Zawsze cos jest na pierwszym miejscy. A to co jest na pierwszym miejscu przewaza nad tym co jest na drugim i nad kazda inna rzecza. PRAWDA o zyciu jest taka, ze: oczywiscie przez jakis czas rzeczy ktore sa na dalszych miejsciach moga byc zgodne z tym co jest na pierwszym miejscu, i wtedy mozna mowic ze sie zyje dla tych rzeczy (milosc, dom, rodzina, dzieci) ale kiedy staja one w sprzecznosci z tym co jest na 1 miejscu, to te rzeczy na kolejnych miejscach sa NISZCZONE, co dodatkowo dowodzi ich dalszych pozycji, wobec tego co jest na pierwszym miejscu.
Zastanawialem sie co jest dla autorki tym co jest na pierwszym miejscu ale nie wiem, nie widze tego, nie umiem tego nazwac. Widze natomiast ze te dalsze miejsca zajmuja milosc, dom, rodzina, dzieci. I to jest chyba oczywiste, logiczne i jednoznaczne, bezdyskusyjne. Nie mozna wiec mowic ze sie zyje dla tych dalszych rzeczy. Dlaczego wiec? Co kieruje postepowane autorki.
Zastanawiajac sie nad tym dochodze do poczatkow, do wyboru drogi zycia przez malzesntwo. Tam to juz cos czesciowo jest widoczne. Ale wine za to ponosi przeciez maz
(tak autorka zaslania sobie to co jest glownym motorem jej dzialan). Ale zeby sie z tym uporac i naprawde sie zmienic to trzeba to zauwazyc, odnalezc, spostrzec i NAZWAC. Jesli to jest cos "subtelnego" to dlaczego tak mocno decyduje o naszym zyciu? Moze jednak mozna to dostrzec i nazwac?