netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczylam swoje zycie

3 038 odpowiedzi418 659 wyświetleńzałożony przez kroteczka, 12.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Strony Poprzednia 1 … 16 17 18 19 20 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 106 do 1 170 z 3 039 ]

1 106 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-12-21 14:43:47)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Milko,

Może właśnie dlatego nie uznaję homeopatii, czyli leczenia podobnego -podobnym... Ty też, Milko, dopuściłaś się zdrady, prawda? Też w osobie Twojego kochanka widziałaś to samo słodkie zło, wobec którego byłaś bezwolna i któremu stopniowo ulegałaś, co traktujesz jako okoliczność łagodzącą?

Nazywasz "katami" osoby, które wykładają Kroteczce "kawę na ławę", czyli które są zwolennikami innych metod przywracania stanu świadomości. Jednocześnie identyfikując się jako była zdradzająca z Autorką tego wątku, zupełnie nie dostrzegasz, iż pozbawiasz się obiektywizmu w ocenie takich postaw i ubliżasz tym, którzy przeszli przez gehennę zdrady.

Twoja "śmietana" jest zatruta... W wątku Kroteczki, pod płaszczykiem współczucia dla jej nieszczęśliwego zakochania i zdrady, usiłujesz załatwić własne sprawki z przeszłości i znaleźć usprawiedliwienie dla popełnionego zła.

1 107

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:

Milko,

Może właśnie dlatego nie uznaję homeopatii, czyli leczenia podobnego -podobnym... Ty też, Milko, dopuściłaś się zdrady, prawda? Też w osobie Twojego kochanka widziałaś to samo słodkie zło, wobec którego byłaś bezwolna i któremu stopniowo ulegałaś, co traktujesz jako okoliczność łagodzącą?

Nazywasz "katami" osoby, które wykładają Kroteczce "kawę na ławę", czyli które są zwolennikami innych metod przywracania stanu świadomości. Jednocześnie identyfikując się jako była zdradzająca z Autorką tego wątku, zupełnie nie dostrzegasz, iż pozbawiasz się obiektywizmu w ocenie takich postaw i ubliżasz tym, którzy przeszli przez gehennę zdrady.

Aurolo,
zawsze byłam lojalna. Mylisz się, co do mnie. Nigdy w zyciu nie byłam bezwolna. Przeszłam przez gehenne wieloletnią.
Zauważ, że nikogo nie bronię.
Chodzi mi jedynie o to, że decyzja o ratowaniu lub odejsciu musi byc bardzo przemyslana.
Dlatego, że to ratowanie wcale nie musi byc dobre, a może byc nawet gorsze od odejścia.
Po co mi partner, który i tak nigdy nie będzie ze mną szczęśliwy? Który zawsze będzie tęsknił za kimś innym?
Po co tez tkwić w związku z byłym oprawcą, jesli wciąż czuje się żal, niepewność ?
To sa trudne decyzję.

1 108 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-12-21 15:04:39)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Milko9

Świetnie lawirujesz między słowami, bawiąc się w chowanego.

Mleko się jednak już rozlało... Zdradziłaś...

1 109

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:

Milko9

Świetnie lawirujesz między słowami, bawiąc się w chowanego.

Mleko się jednak już rozlało... Zdradziłaś...

Bardzo się mylisz ...

1 110 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-12-21 15:49:54)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:

Bardzo się mylisz ...

O tym, że się nie mylę, świadczy Twój własny post #778 w tym właśnie wątku, w którym opisujesz przygodę z Twoim przyjacielem z pracy sama upodabniając ją do historii Kroteczki...

Zaraz pewnie napiszesz, że ta Twoja długoletnia przyjaźń i namiętny pocałunek to nie jest zdrada, bo przecież Kroteczka zaszła  dużo dalej, a Ty udzielasz jej tylko wskazówek, dokąd można się posunąć w "przyjaźni" z kolegą z pracy...

Migdalenie się z kumplem na podobnym stanowisku i słowo "lojalność", którym się opisujesz zupełnie do siebie nie pasują. 

Idealnie nadajesz się na animatorkę wieczorowego kółka wsparcia dla zdradzających...

1 111

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:
milka9 napisał/a:

Bardzo się mylisz ...

O tym, że się nie mylę, świadczy Twój własny post #778 w tym właśnie wątku, w którym opisujesz przygodę z Twoim przyjacielem z pracy sama upodabniając ją do historii Kroteczki...

Zaraz pewnie napiszesz, że ta Twoja długoletnia przyjaźń i namiętny pocałunek to nie jest zdrada, bo przecież Kroteczka zaszła  dużo dalej, a Ty udzielasz jej tylko wskazówek, dokąd można się posunąć w "przyjaźni" z kolegą z pracy...

Migdalenie się z kumplem na podobnym stanowisku i słowo "lojalność", którym się opisujesz zupełnie do siebie nie pasują. 

Idealnie nadajesz się na animatorkę wieczorowego kółka wsparcia dla zdradzających...

Aurora,
stałam zapłakana, bo właśnie dowiedziałam się, że moj mąż nadal prowadzi hulaszcze życie, że znów oszukał mnie i rodzinę.
Nas wspólny przyjaciel mnie przytulił i namiętnie pocałował.
Przyjaciel był dobrym człowiekiem, który bardzo mi pomógł i do dnia dzisiejszego jestem mu wdzięczna.
Mogłam wybrać...kochał mnie. Wybrałam, że chcę walczyć o męża. Jeszcze ten jeden raz.
Odsunęłam się...Zerwałam kontakty.Jednak najpierw długo rozmawialiśmy. To była bolesna rozmowa.

Zaryzykowałam z mężem, bo to było ryzyko. Gdybym się teraz dowiedziała, że zmienił się tylko dlatego, że rodzina jest wazna
i co ludzie powiedzą....załamałabym się.
Wierzę, że zrobił to z miłości do nas. Naprawdę jest już innym człowiekiem.

Widzisz w tym zdradę, migdolenie się?
Tez konczę pisanie na tym forum.
Pozdrawiam

1 112

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:

Tez konczę pisanie na tym forum.

kolejna rozczarowana wink

1 113

Odp: Zniszczylam swoje zycie

milka9: to tym bardziej powinnaś zrozumieć intencje Aurory, skoro u Ciebie pocałunek był wynikiem "przelania się czary goryczy" przez zaniedbania męża. Nie sądzę by w tej sytuacji Aurora "piła" do Ciebie.

Powinnaś też umieć dostrzec zasadniczą różnicę pomiędzy swoja motywacją a motywacją krotki, która zachowuje się bardziej jak Twój mąż w czasach, kiedy Cię zaniedbywał i chulał.

Zrozum, że wyrozumiałość i umiejętność spojrzenia na dany problem z wielu perspektyw - w tym z perspektywy kroteczki - nie wyklucza posiadania swojego zdania w kwestiach zasadniczych, które należy śmiało wypowiadać, bo nic tak dobrze nie sabotuje etyki w 'świadomości zbiorowej' jak brak stanowiska czy pobłażliwość dla łamania podstawowych zasad współżycia między ludźmi.

Jasne, że krotka i jej podobni SAMI muszą podjąć decyzję co robić, ale jak zauważyłaś - im więcej głosów, które traktują jej podejście z wielkodusznością (godną lepszej sprawy mimo wszystko), tym mniejsza w niej była chęć postanowienia i podjęcia działania jakiegokolwiek.

1 114 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-12-21 18:39:04)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:

Kroteczko,
ludzie czasami ponownie się zakochują. Zakładają na nowo rodziny tak czasami bywa.
Miałam podobną sytuację co Ty. Wieloletnia przyjaźń, ludzie na stanowiskach, dojrzali...
kryzys w małżeństwie i namiętny pocałunek . Na nim się skończyło, ja skończyłam.
Kiedy ja się zdystansowałam mój przyjaciel wpadł w panikę. Za wszelką cenę chciał porozmawiać, ratować , co się da ( tak powiedział ).
Nie odpuszczał, walczył o rozmowę. O rozmowę o nas! Był delikatny, czuły, ale i stanowczy. Naprawdę walczył.
Codziennie mówił, że musimy porozmawiać.
A jest poważnym, trzeźwo myślącym człowiekiem.
Nie wiem, czy Twój kochanek Ciebie kocha?
Czy Twój kochanek też walczy?

Tak dla pełniejszego obrazu "walki o lojalność" i ustalenia powodu opuszczenia tego "saloonu"...

Czy Ty nie rozumiesz Milka, że chodzi w tym wszystkim o prawdę, o nadanie rzeczy stosownego imienia po to, aby móc wyjść z bagna? Każdy ma na swoim koncie świństwa i świństewka, nie trzeba tego owijać w siedem warstw słownej waty, chować się za parawan durnych usprawiedliwień i rozmiękczać zaistniałego faktu zwalaniem winy na niesprzyjający czas, na scenerię zdrady (czy to fizycznej czy psychicznej), na okoliczności, na jałowe małżeństwo, na namolnego w zalotach kochanka i na zwiększoną aktywność chromatosfery czy też nieregularne pływy...Na to przyjdzie pora później.

Dlaczego Autorka wątku wije się jak piskorz, raz butnie odpierając opinie krytyczne, a raz popadając w stan depresyjny? Bo nie nazwała jeszcze tego, co stało się jej udziałem, bo przed sobą ukrywa prawdę, a całą energię ładuje w szukanie usprawiedliwień i skupia się na oogarniających ją powierzchownych odczuciach.Kręci się w labiryncie wciąż na nowo przekształcanych rozwiązań, z których żadne nie prowadzi do wyjścia.
Kroteczka jeszcze tego nie wie, ale w centrum tego labiryntu czeka na nią inna przykra niespodzianka - Minotaur jej własnych wyrzutów sumienia i poczucia winy...

1 115

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

milka9: to tym bardziej powinnaś zrozumieć intencje Aurory, skoro u Ciebie pocałunek był wynikiem "przelania się czary goryczy" przez zaniedbania męża. Nie sądzę by w tej sytuacji Aurora "piła" do Ciebie.

Powinnaś też umieć dostrzec zasadniczą różnicę pomiędzy swoja motywacją a motywacją krotki, która zachowuje się bardziej jak Twój mąż w czasach, kiedy Cię zaniedbywał i chulał.

Zrozum, że wyrozumiałość i umiejętność spojrzenia na dany problem z wielu perspektyw - w tym z perspektywy kroteczki - nie wyklucza posiadania swojego zdania w kwestiach zasadniczych, które należy śmiało wypowiadać, bo nic tak dobrze nie sabotuje etyki w 'świadomości zbiorowej' jak brak stanowiska czy pobłażliwość dla łamania podstawowych zasad współżycia między ludźmi.

Jasne, że krotka i jej podobni SAMI muszą podjąć decyzję co robić, ale jak zauważyłaś - im więcej głosów, które traktują jej podejście z wielkodusznością (godną lepszej sprawy mimo wszystko), tym mniejsza w niej była chęć postanowienia i podjęcia działania jakiegokolwiek.

Elle,
jestem wielką przeciwniczką zdrad. Bardzo wspólczuję przede wszystkim kobietą, których mężowie nagle zapałali checią zmian na nowe.
z przerazeniem słucham, jak młode dziewczyny bez zazenowania opowiadają, że miały juz kilku partnerów, równiez takich tylko do seksu. Zauważyłam, że w takich przypadkach jesli pojawi się intratna propozycja szef- awans- łózko bardzo szybko wchodzą z nimi do łóżka. Nie uważam też, mimo lansowanej postawy, że tylko żonaty zdradza, a kochanka przecież jest wolna. Ona też ponosi winę za zdradę, a nawet może większą od ogłupiałego chłopa.
Z drugiej strony wiem tez , że za zdradą mogą się kryć też emocje, nie tylko łóżko. Miłość, przyjaźń. To jest dramat dwojga ludzi, którzy się pogubili.
Wiem, że Aurora wydała już na mnie wyrok. Mój przyjaciel walczył, ja również tylko, że ze sobą. Dlatego rozumiem poniekąd Krotkę.
Nagle pojawił się ktoś kto mnie nie zawiódł, kto kocha. Jednak nie chciałam wchodzić w żaden związek zanim ostatni raz nie zawalczę o męża ogłupiałego przez sprytne panienki. To nie była łatwa decyzja. Jednak bardzo chciałam aby moja rodzina przetrwała. A tamtego człowieka wspominam najcieplej, jak potrafię.
Wesołych Świąt,  forum to nie jest miejsce dla mnie

1 116 Ostatnio edytowany przez spanowany (2014-12-21 21:27:52)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

przedawkowanie czymś tam, a to dobre ,
tak przedawkowałem się ludźmi którzy nic nie rozumieją, a ja i tak będę niżej niż oni.\
Nie rozumiecie, bo tak łatwo żyć w udręce,myśli , tak trudno uśmiechnąć się do człowieka.
Tylko tyle mogę wam dać.
Zawsze jest ten obok, nigdy my wpierw.
Jeśli udało się dotrzeć do tego co go boli , tego .OBOK. i nic się nie zadziałało(pierwotna miłość) to olejmy to. Żyjmy  .
Swoim życiem. Linią która nie ma granic, choćby wielokrotnie obok przebiegały inne linie, choćby się krzyżowały nie wpłyną na nas dopóki nie damy na to przyzwolenia.
Piszę to, bo wierzę że komuś to uratuje sens życia.
Piszę to ,bo wierzę, choćby to było mega posrane  ,to wiem że Kro się uratuje.
Nie ma na tym świecie sensowych wytłumaczeń, każde da się zbić, kwestia umiejętności , poziomu erystyki , zdominowania czyjegoś postrzegania rzeczywistości.
Pisze niejednorodnie, bo jestem,hmmm dziwny?, tak dziś ewidentnie leczę swoją samotność.
Ale życzę wszystkim  z zadrą w sercu, by odnaleźli swoją wartość, Później wszystko będzie możliwe.
Po raz pierwszy zrozumiałem, że już nic nie wiem. A im bardziej chce zrozumieć tym głębiej jestem w dupie. Więc o decyzje chodzi w tym życiu.?
Szybkie, zdecydowane, nie ważne czy dobre czy złe, (większa świadomość, tym decyzje bardziej nasze smile)  ale by się działo, bo świat fizyczny nadal istnieje i nie znosi próżni.
Nie ty to inni i pozamiatane.
Nie zależy mi na tym by ktoś zrozumiał, walę to co siedzi w mej prostej głowie, ale byście mieli perspektywę, kolejną ,że to Wy musicie znaleźć swoją wartość, swoje szczęście z życia,
a później wszystko będzie inne.
Bóg śmiał się z \Dawida gdy ten pokonawszy wrogów Izraelitów obwieścił ,że uczyni coś na co nie miał ani siły ani władzy. 
Nie śmiał się z jego małości, lecz to był dobry uśmiech który mówił:
-ja wiem Dawidzie , że tobie prawdopodobnie się nie uda, nie oszukam Cię kiwając głową z aprobatą twoich chorych ambicji,
ale ten śmiech to radość, że nie dajesz swemu życiu płynąć wraz z prądem rzeczywistości,
to ty ją chcesz tworzyć, choćbym nawet ja ją wyśmiewał.
Dałem ci wolną wolę nie po to , byś ją zaprzepaścił w bezwolnym płynięciu, ale po to byś zmieniał nurt rzeki> dałem Ci wszechświat, szukaj go , a odnajdziesz MNIE. Czyli siebie, bo ja jestem tobą, a ty MNĄ,
Taki o to miałem sen posrany wczoraj, ja wychowany w duchu left. z drugiej strony wychowany w duchu right .
Czy to mój mózg mający pamięć innej świadomości daje mi znać gdzie mam iść ?
BTW
WESOŁYCH ŚWIĄT

1 117

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Widzę że teraz tutaj zawiązał się klub dyskusyjny na wiele tematów, natomiast zaginął temat postu wraz z jego autorką. Nie ma już sensu tego wszystkiego roztrząsać, gdyż wątek tematu już się dawno zagubił.

1 118 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-12-21 22:30:49)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
milka9 napisał/a:

Wiem, że Aurora wydała już na mnie wyrok. Mój przyjaciel walczył, ja również tylko, że ze sobą. Dlatego rozumiem poniekąd Krotkę.
Nagle pojawił się ktoś kto mnie nie zawiódł, kto kocha. Jednak nie chciałam wchodzić w żaden związek zanim ostatni raz nie zawalczę o męża ogłupiałego przez sprytne panienki. To nie była łatwa decyzja. Jednak bardzo chciałam aby moja rodzina przetrwała. A tamtego człowieka wspominam najcieplej, jak potrafię.
Wesołych Świąt,  forum to nie jest miejsce dla mnie

Nie, Milka, spudłowałaś.
Aurory nie interesuje wydawanie sądów , bo nie jest pracownikiem administracji państwowej, ma natomiast prawo osądzać prezentowane postawy i wyrażać swe zdanie, co niniejszym czyni.

Aurora dziwi się, iż wieloletni przyjaciele w reakcji na poważne problemy jednego z nich, biorą się w ramiona i składają namiętny pocałunek, potem wpadają w panikę walki o rozmowę, a w konsekwencji toczą długotrwałe boje, w których jako broń stosują delikatność, czułość i stanowczość...

Dość nietypowa walka... Powinno się chyba przyznawać ordery z buraków cukrowych za taką dzielność...

Aurora dziwi się też, że nazywasz miłością relację na boku z kolesiem z pracy mając ślubnego, choć jak opisujesz daremnego męża, dla którego z łaski zostałaś w niesatysfakcjonującym Cię małżeństwie.
Dla Aurory bowiem, ten Twój kolega z pracy, to taki rodzaj gościa typu hiena, który dybie na  padlinę po cudzym związku, a który Tobie po kres dni będzie się jawił jako imć Tolibowski herbu nenufar, uwalany rzęsą wodną ze stawiku za miedzą.

To Ty nazwałaś katami, osoby, które mają odwagę powiedzieć NIE, jakiejkolwiek formie zdrady, a prowokowane dodatkowo, przez "zaimpregnowaną" postawę Kroteczki, która w kolejnych wydzielanych przez siebie postach wdrapywała się na wyżyny
emocjonalnej ignorancji, coraz dosadniej wyrażały swe zdanie. Twoje  dziumdzianie się ze stanem zakochania zdradzającej, którą rzekomo tak świetnie rozumiesz, "odwracanie kota ogonem" w momentach pojawiania się kolejnych krytycznych postów i wyzywanie od katów Kobiet z tego Forum wywołały z kolei moją reakcję i jawny sprzeciw.

Teraz teatralnym gestem zbierasz swoje wiaderko, foremki i opuszczasz to podwórko z wielkim fochem...

1 119 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-12-21 22:28:29)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Spanowany...

Wybacz! Jest niedziela -dzień odpoczynku, a Twój dzisiejszy post jest tak wielopłaszczyznowy i zawiły w swym przekazie, że pozwolę sobie wgryźć się w jego treść w stosowniejszym czasie...

1 120

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:

Spanowany...

Wybacz! Jest niedziela -dzień odpoczynku, a Twój dzisiejszy post jest tak wielopłaszczyznowy i zawiły w swym przekazie, że pozwolę sobie wgryźć się w jego treść w stosowniejszym czasie...

Spoko big_smile .Jeśli masz ochotę.:)
Nie jest zawiły w treści, ale w formie ,przez co treść staje się zawiła wink

Jeszcze jedno mi przyszło do głowy dziś w metrze:
Tacy ludzie jacyś szarzy, aura poniedziałkowej posępności,
siódmo-godzinne zaspanie na twarzach.
Zamglone, przyduszone, cierpiące.
A w tym wszystkim jakieś takie dziwne przeczucie ,
jacy oni , ci ludzie w metrze są piękni.

I tak mnie naszło:
Kochając siebie i tylko wtedy, możemy naprawdę pokochać innych ludzi.
Kochając innych ludzi i tylko wtedy, tak naprawdę pokochamy siebie.
Taka pętla zapętlona, która w każdym z nas musi mieć granice-indywidualne proporcje.

Wiem Ameryki raczej nie odkryłem.
Może nawet się mylę.
To wszystko jest piękne w sferze myśli, ale gdy zaczyna się dotykać fizycznie świata tych ludzi z metra,
wchodząc w jakąś bliższą-głębszą relację, wyszły by pewnie niezłe kwiatki.
Szybko pojawiła by się rezygnacja, bo ja przecież siebie kocham -swój czas, moje życie.
Z drugiej strony kocham ludzi, powinienem dać im szansę.
Dlatego myślę , że te indywidualne proporcje powyższej pętli miłości są niesamowite.
Nie są one stałe, zmieniają się zależnie od wielu czynników, odbijają się od przeciwległych krańców,które czasem się rozszerzają lub kurczą,
ale podług nich podejmujemy decyzję o rodzaju interakcji.

Z stąd mój wniosek ,że nie ważne jaką podejmiemy decyzję(bo to zawsze subiektywne) ,liczy się sam fakt dokonania-bo to akt tworzenia.
Bez decyzji, bez ruchu działania, jestem tylko puchem na wietrze.
To są wiadome rzeczy w ogóle nie skomplikowane.
Kroteczce potrzebne są takie decyzje. Odpowiedzialne. Ja czuję, że powoli zaczyna próbować decydować, jak pójdzie tą drogą to wyjdzie wzmocniona, jak nie, to popłynie z nurtem rzeki gdzieś, nie koniecznie tam gdzie chciała by być
Dziwie się trochę ,bo widzę po tym forum jak kobiety w strefie emocjonalnej są na o wiele dalszym poziomie niż my mężczyźni, a tu kobieta coś chce, ale nie może, coś może ,ale nie chce, takie flaki z dupą. Albo się ogarnie albo dalej będzie cierpieć. To jej życie.
Nie da się żyć w oszustwie, bo to wcześniej czy później nas dopadnie. Jedynym rozwiązaniem to żyć uczciwie wobec samego siebie.

1 121

Odp: Zniszczylam swoje zycie
aurora borealis napisał/a:
milka9 napisał/a:

Wiem, że Aurora wydała już na mnie wyrok. Mój przyjaciel walczył, ja również tylko, że ze sobą. Dlatego rozumiem poniekąd Krotkę.
Nagle pojawił się ktoś kto mnie nie zawiódł, kto kocha. Jednak nie chciałam wchodzić w żaden związek zanim ostatni raz nie zawalczę o męża ogłupiałego przez sprytne panienki. To nie była łatwa decyzja. Jednak bardzo chciałam aby moja rodzina przetrwała. A tamtego człowieka wspominam najcieplej, jak potrafię.
Wesołych Świąt,  forum to nie jest miejsce dla mnie

Nie, Milka, spudłowałaś.
Aurory nie interesuje wydawanie sądów , bo nie jest pracownikiem administracji państwowej, ma natomiast prawo osądzać prezentowane postawy i wyrażać swe zdanie, co niniejszym czyni.

Aurora dziwi się, iż wieloletni przyjaciele w reakcji na poważne problemy jednego z nich, biorą się w ramiona i składają namiętny pocałunek, potem wpadają w panikę walki o rozmowę, a w konsekwencji toczą długotrwałe boje, w których jako broń stosują delikatność, czułość i stanowczość...

Dość nietypowa walka... Powinno się chyba przyznawać ordery z buraków cukrowych za taką dzielność...

Aurora dziwi się też, że nazywasz miłością relację na boku z kolesiem z pracy mając ślubnego, choć jak opisujesz daremnego męża, dla którego z łaski zostałaś w niesatysfakcjonującym Cię małżeństwie.
Dla Aurory bowiem, ten Twój kolega z pracy, to taki rodzaj gościa typu hiena, który dybie na  padlinę po cudzym związku, a który Tobie po kres dni będzie się jawił jako imć Tolibowski herbu nenufar, uwalany rzęsą wodną ze stawiku za miedzą.

To Ty nazwałaś katami, osoby, które mają odwagę powiedzieć NIE, jakiejkolwiek formie zdrady, a prowokowane dodatkowo, przez "zaimpregnowaną" postawę Kroteczki, która w kolejnych wydzielanych przez siebie postach wdrapywała się na wyżyny
emocjonalnej ignorancji, coraz dosadniej wyrażały swe zdanie. Twoje  dziumdzianie się ze stanem zakochania zdradzającej, którą rzekomo tak świetnie rozumiesz, "odwracanie kota ogonem" w momentach pojawiania się kolejnych krytycznych postów i wyzywanie od katów Kobiet z tego Forum wywołały z kolei moją reakcję i jawny sprzeciw.

Teraz teatralnym gestem zbierasz swoje wiaderko, foremki i opuszczasz to podwórko z wielkim fochem...

Brawo aurora, z przyjemnością czytałem Twoją wypowiedź i w zupełności zgadzam się z Tobą. Ja uważam że zdrada jest to cios poniżej pasa i nie można jej w żaden sposób usprawiedliwiać. Usprawiedliwianie zdrady jest jej cichym przyzwoleniem. I nikt mi nie powie że są zdrady do wybaczenia. Nie ma takiej zdrady, a wybaczenie to nie jest to samo co wyrzucenie jej z pamięci. Taka trauma ciągnie się przez całe życie i nikt mi nie powie że można nad tym przejść do porządku dziennego i wybaczyć się nie da. Może są takie związki które funkcjonują po zdradzie, ale ja nie wierzę w ich szczerość.

1 122 Ostatnio edytowany przez Aleksandra81 (2014-12-22 12:40:37)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Po przejściach 48 napisał/a:

Brawo aurora, z przyjemnością czytałem Twoją wypowiedź i w zupełności zgadzam się z Tobą. Ja uważam że zdrada jest to cios poniżej pasa i nie można jej w żaden sposób usprawiedliwiać. Usprawiedliwianie zdrady jest jej cichym przyzwoleniem. I nikt mi nie powie że są zdrady do wybaczenia. Nie ma takiej zdrady, a wybaczenie to nie jest to samo co wyrzucenie jej z pamięci. Taka trauma ciągnie się przez całe życie i nikt mi nie powie że można nad tym przejść do porządku dziennego i wybaczyć się nie da. Może są takie związki które funkcjonują po zdradzie, ale ja nie wierzę w ich szczerość.

Po przejściach 48, skąd ty się urwałeś ?
Nie dość, iż wkręcasz aurorze słowa i treści nie wypowiedziane przez nią, to tutaj piszesz, że związki po zdradzie to fikcja a w drugim wątku życzysz żeby zdradzona zeszła się ze swoim zdradzaczem-krzywdzicielem.
Jesteś hipokrytą pierwszej wody!

1 123

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ja zawsze jestem skłonny do polubownego załatwiania spraw, ale w tym przypadku myślę że tutaj już nie ma co sklejać. A do hipokryzji mi daleko, ja tylko czytam pisane tutaj posty.

1 124 Ostatnio edytowany przez Aleksandra81 (2014-12-22 13:06:55)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Po przejściach 48 napisał/a:

Ja zawsze jestem skłonny do polubownego załatwiania spraw, ale w tym przypadku myślę że tutaj już nie ma co sklejać. A do hipokryzji mi daleko, ja tylko czytam pisane tutaj posty.

To zmienia postać rzeczy. Co innego pisać zawsze, wszędzie a co innego w tym przypadku.
Też nauczyłam się tego tu na forum. smile

Nic nie jest czarno-białe
Nikt nie jest idealny

1 125

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ona już przestała pisać.

1 126

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kicur napisał/a:

Ona już przestała pisać.

a swiat dalej się kręci i kręci:)

1 127

Odp: Zniszczylam swoje zycie

kroteczko co u ciebie?

1 128

Odp: Zniszczylam swoje zycie

U mnie nieciekawie. Jestem w depresji, żyję dzięki lekom. Z mężem jestem w separacji.
Kochanek uspokoil się ale nie odpuszcza. Żadnych kontaktow o charakterze intymnym. Rozmowy, wsparcie w pracy, etc. I tylko ten tęskny wzrok którego nie odwzajemniam choć serce mi pęka.

1 129

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

U mnie nieciekawie. Jestem w depresji, żyję dzięki lekom. Z mężem jestem w separacji.
Kochanek uspokoil się ale nie odpuszcza. Żadnych kontaktow o charakterze intymnym. Rozmowy, wsparcie w pracy, etc. I tylko ten tęskny wzrok którego nie odwzajemniam choć serce mi pęka.

Jak mąż zareagował na tą całą sytuację z separacją?
Kochanek niby nie odpuszcza, ale jakoś z żoną nie planuje się rozwieść? Chciałby mieć ciastko i zjeść ciastko?

Trzymaj się, podjęłaś dobrą decyzję, naprawdę. Musisz to przetrwać, a tą całą "forumową świętą inkwizycję" olej. To nie są ludzie, którzy chcą Ci pomóc, ja rozumiem, że można wyrazić swoje zdanie negatywne bądź pozytywne raz lub dwa lub trzy, ale oni czerpią jakąś nieopisaną satysfakcję z kamieniowania Ciebie, mimo że robiłaś wszystko w kierunku, żeby naprawić sytuację. Założę się, że tutaj każdy taki świętojebliwy, a rzeczywistości ma dużo za uszami wink

1 130

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Krwawe Kopytko napisał/a:

/.../ Założę się, że tutaj każdy taki świętojebliwy, a rzeczywistości ma dużo za uszami wink

podejmuję rekawicę

1 131

Odp: Zniszczylam swoje zycie
starr napisał/a:
Krwawe Kopytko napisał/a:

/.../ Założę się, że tutaj każdy taki świętojebliwy, a rzeczywistości ma dużo za uszami wink

podejmuję rekawicę

Podejmij i 10 rękawic: my nie jesteśmy tego w stanie zweryfikować - Ty nie jesteś w stanie nam udowodnić. Fakt jest faktem, że idealnych ludzi nie ma.

1 132 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-01-18 00:02:40)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

U mnie nieciekawie. Jestem w depresji, żyję dzięki lekom. Z mężem jestem w separacji.
Kochanek uspokoil się ale nie odpuszcza. Żadnych kontaktow o charakterze intymnym. Rozmowy, wsparcie w pracy, etc. I tylko ten tęskny wzrok którego nie odwzajemniam choć serce mi pęka.

To smutne. Trzymaj się kobieto!
W sumie nie wiem czego Ci życzyć poza tym byś stanęła na nogi, bo czy odbudowania małżeństwa, o zbudowaniu czegoś z kochankiem..?
Poukładaj sobie wszystko w głowie! Zacznij żyć i cieszyć się życiem! Wiem, że łatwo mówić, ale jesteś fajną kobietą i to tylko kwestia czasu aż zaczniesz znów wierzyć w siebie, być szcześliwa.
Czego Ci szczerze życzę wink

1 133 Ostatnio edytowany przez starr (2015-01-18 00:31:20)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Krwawe Kopytko napisał/a:

/.../- Ty nie jesteś w stanie nam udowodnić. Fakt jest faktem, że idealnych ludzi nie ma.

Mały tchórzyk obleciał?
Ty nie Jesteś w stanie udowodnić, że takich ludzi nie ma...
A może Jesteś... Twój pierwszy ex...

1 134

Odp: Zniszczylam swoje zycie
starr napisał/a:
Krwawe Kopytko napisał/a:

/.../- Ty nie jesteś w stanie nam udowodnić. Fakt jest faktem, że idealnych ludzi nie ma.

Mały tchórzyk obleciał?
Ty nie Jesteś w stanie udowodnić, że takich ludzi nie ma...
A może Jesteś... Twój pierwszy ex...

Dalsze prowadzenie tej dyskusji jest bezsensowne i bezowocne. Jak przekomarzanie się z dzieckiem. Najlepsze potwierdzenie Twojej "nieidealności" to branie udziału w tym masowym, niekończącym się linczu na autorce. Aż ciężko uwierzyć, że tak zachowują się dorośli ludzie. Żenada, z fajnego forum zrobiło się towarzystwo świętojebliwych katów.

1 135

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Dalsze prowadzenie tej dyskusji jest bezsensowne i bezowocne. Jak przekomarzanie się z dzieckiem. Najlepsze potwierdzenie Twojej "nieidealności" to branie udziału w tym masowym, niekończącym się linczu na autorce. Aż ciężko uwierzyć, że tak zachowują się dorośli ludzie. Żenada, z fajnego forum zrobiło się towarzystwo świętojebliwych katów.

Z drugiej strony wygląda to na towarzystwo wzajemnej adoracji osób, które kiedyś nawaliły jako partnerzy, ale świadomość, że 'jest ich więcej' rozpuszcza ew. wyrzuty sumienia i poczucie odpowiedzialności. Na zasadzie: "A może to nie było takie straszne, skoro innym tez się zdarzyło. A w zasadzie - walić to, człowiek popełnia błędy smile"

Tylko są błędy różnego kalibru..

1 136

Odp: Zniszczylam swoje zycie

To, że autorka postąpiła źle nie ulega wątpliwości. Owszem forum jest po to, żeby wyrazić swoją opinię i doradzić. A nie katować kogoś przez 30 stron (!). Już nawet sama autorka prosiła, żebyś się nie wypowiadała i zaczęła Cię ignorować. Ba! Nawet Ty sama już 3 x pisałaś, że więcej się nie będziesz udzielać i co? Dalej się wyżywałaś na niej. Po prostu porażka.

Czujecie się lepsi przez to, że po kimś pojedziecie jak po burej suce? To jakiś element dowartościowania się?

I powiem więcej a propos "dogryzki" nt. "nawalenia jako partner": wbrew temu co Wam się wydaje, nie musząc nawet znać Waszych historii, mam 100% pewność, że żadne z Was w żadnym związku nie było idealnym partnerem, nawet jeśli się Wam tak wydaje.

1 137

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Krwawe Kopytko napisał/a:

/.../
Dalsze prowadzenie tej dyskusji jest bezsensowne i bezowocne. Jak przekomarzanie się z dzieckiem. Najlepsze potwierdzenie Twojej "nieidealności" to branie udziału w tym masowym, niekończącym się linczu na autorce. Aż ciężko uwierzyć, że tak zachowują się dorośli ludzie. Żenada, z fajnego forum zrobiło się towarzystwo świętojebliwych katów.

Ludziom chodzi jak sądzę o przywrócenie normalności - Mąż Krotki powinien zostać poinformowany o zdradzie i o trudnościach jakich Krotka doświadcza w zakresie powstrzymywania się od seksu z obektem swoich marzeń. Nie ma tu znaczenia, czy jest dobry, zły, czy zdradza, czy nie, chodzi o to, że mają układ zwany małżeństwem (przynajmniej jemu się tak wydaje), więc powinien wiedzieć, że go już nie ma, a nie zachodzić w głowę "co zrobił nie tak".
Co więcej jeśli zdecyduje się na rozwód powiniem mieć opcję rozwodu z orzekaniem o winie (jeśli jest w porządku). Takie rozwiązanie jest zgodne z potocznym rozumieniem sprawiedliwości.
To wyczyści przedpole - zarówno dla męża Krotki, jak i dla samej Krotki, a jej samej pozwoli dowiedzieć się, czy kochanek rzuci dla niej żonę. (Może się zdziwić ale nie uprzedzajmy wypadków).

Nagonka wynika więc nie tyle ze "świętojebliwości" tylko z chęci przywrócenia stanu powszechie uważanego za "sprawiedliwy".

Nawiasem, także dla Autorki czyste sumienie może okazać w jakimś dalszym etapie zycia ważną wartością, choć pewnie nie jest jeszcze nie teraz - w tym temacie diagnostyczne byłoby czy mąż wie czy nie, i jak się dowiedział (jeśli w ogóle).
Nawiasem - wydaje mi się, że fajnie się żyje z czystym sumieniem - chyba się zgodzisz?

1 138

Odp: Zniszczylam swoje zycie

I powiem więcej a propos "dogryzki" nt. "nawalenia jako partner": wbrew temu co Wam się wydaje, nie musząc nawet znać Waszych historii, mam 100% pewność, że żadne z Was w żadnym związku nie było idealnym partnerem, nawet jeśli się Wam tak wydaje.

Powtórzę Ci jeszcze raz: między nie być idealnym partnerem a być nielojalną szują jest zasadnicza różnica.
Zdaje się, że gdzieś na Forum pisałaś o tym, jak wiele zrozumiałaś i że kolejne związki pokazywały Ci jak bardzo nie fair byłaś w stosunku do pierwszego partnera - i zrozumiałaś dopiero po kilku latach, m.in. bycia zdradzana w równie perfidny i wyrachowany sposób przez kogoś innego.
Tzn. co, byłaś zdradzana, bo byłaś NIEIDEALNA? smile Nigga, please.. no, chyba że to dla Ciebie wystarczający pretekst by zdradzać - posiadanie wad, to faktycznie nie mamy o czym dyskutować.

Już nawet sama autorka prosiła, żebyś się nie wypowiadała i zaczęła Cię ignorować. Ba! Nawet Ty sama już 3 x pisałaś, że więcej się nie będziesz udzielać i co? Dalej się wyżywałaś na niej. Po prostu porażka.

Szkoda, że nie potrafisz spojrzeć na to oczami jej męża, rodziny, którzy po wszystkim (albo i w trakcie) również błagali ją by zaprzestała romansu. Chamy (!) nie potrafili się cieszyć jej szczęściem i żałować sytuacji, w której sama się znalazła.
Porażką to były opisy kisielu w gaciach na widok kochanka z równoległymi pseudo próbami zerwania kontaktów. Zero chęci do podjęcia decyzji i litości nad najbliższymi. To było żałosne, fakt.

a teraz co, depresja..naturalny skutek życia w zakłamaniu przez miesiące i lata. Z tą uwaga, że na początku -zanim zaczął się "lincz" (jak to określasz) każdy ja przestrzegał przed kontynuacją i z początku była traktowana jak Człowiek, który znalazł się w trudnej sytuacji, 'pogubił się'.
Dopóki nie zaczęły się wpisy jak jej 'cipka za nim tęskni' i się moczy na samą myśl..a mąż tak blado wypada na jego tle, itp.

Także skończ waśćka, wstydu oszczędź.

1 139 Ostatnio edytowany przez kicur (2015-01-18 03:14:37)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Zanim będziecie ja potępiać to wiedzcie że nawet najlepszym zdarzają się potknięcia. Justyna Kowalczyk 3 lata była kochanką żonatego dziennikarza. A przecież jak wiadomo ma silną osobowość. Może żadna z was nie doświadczyła motylków co nie jest dziwne zważywszy iż podobno ponad 30% polaków nigdy nie było szczęśliwe w związkach wpaść można żyje dla bezpieczeństwa z konieczności w związkach często nawet bez przyjaźni a w układzie czysto koleżeńskim. Stąd tak co niektórym trudno zrozumieć uzależnienie od drugiej osoby która nie jest katem (jak wiele historii z działu trudna miłość)
EXTRA_terrestrial schematyzmami truizmami jeszcze nikt nikomu nie pomógł.

1 140 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-18 13:54:20)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kicur napisał/a:

Zanim będziecie ja potępiać to wiedzcie że nawet najlepszym zdarzają się potknięcia.

Jeśli ze słowa "potępiać" użytego przez Ciebie, usunie się przedrostek, a dodatkowo przeniesie to "tępienie" z Osoby (Kroteczki) na sam proceder, to będzie można na dynamikę tego wątku spojrzeć nieco inaczej i odczytać głębszą warstwę przekazu tych, którzy przedstawiają tu swe opinie, bo bynajmniej nie są to truizmy. 

Ty, eufemistycznie nazywasz zdradę "potknięciem", choć według mnie jest to jedna z najpodlejszych rzeczy, do których zdolny jest człowiek. O zdradzie, jej motywach, okolicznościach nie mam nic do powiedzenia, bo nikogo nie zdradziłam i (chyba) nigdy nie byłam zdradzona. Mogę zatem tylko wczuwać się w sytuację osoby, która przechodzi gehennę rozpadu nie tylko swojego związku, ale i własnej tożsamości, co ilustrują zamieszczone tu na Forum przejmujące historie zdradzonych.
Sama wypowiadałam się w tym wątku kilkakrotnie bardzo ostro i to właśnie nie z powodu samej zdrady, której dopuściła się Kroteczka. Do furii doprowadzało mnie w jej wpisach zupełnie coś innego, a mianowicie sposób, w jaki malowała obraz swej hańby. Jej bezrefleksyjność, "kanciastość" emocjonalna, płycizna myślowa i uczuciowa, a nade wszystko (za przeproszeniem) tępota, polegająca na tym, iż nie potrafiła zobaczyć rozmiaru krzywdy, którą wyrządza najbliższemu sobie człowiekowi i nakazywała mu tkwić jeszcze przez całe lata w nieprawdzie o ich związku.

Odetchnęłam z ulgą przeczytawszy, że są z mężem w separacji. Tu Kroteczka okazała się w końcu człowiekiem. Dała czas sobie i jemu na zmierzenie się z wydarzeniami, jakie miały miejsce w ich małżeństwie.

Wracam więc do początku mego posta: nie potępiać ale tępić! Tępić tępotę, tak, jak w ogrodzie turkucia podjadka. W tym wypadku turkucia podjadającego bezmyślnie cudze i własne małżeństwo...

kicur napisał/a:

Justyna Kowalczyk 3 lata była kochanką żonatego dziennikarza. A przecież jak wiadomo ma silną osobowość.

Jak wieść gminna niesie, Złocista - Soczi-sta Justysia, tak jak i Kroteczka zapłaciła (i pewnie jeszcze płaci) bardzo wysoką cenę za życie na krawędzi, które w pewnym momencie wybrała. W tym biegu, jej ukochane "nartki" poniosły ją fatalną trasą... Wskazując na ten fakt z jej życia, powinienieś, moim zdaniem, napisać również o jego bolesnych konsekwencjach.

Ku przestrodze...

1 141 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-18 14:07:54)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Krwawe Kopytko napisał/a:

To, że autorka postąpiła źle nie ulega wątpliwości. Owszem forum jest po to, żeby wyrazić swoją opinię i doradzić. A nie katować kogoś przez 30 stron (!). Już nawet sama autorka prosiła, żebyś się nie wypowiadała i zaczęła Cię ignorować. Ba! Nawet Ty sama już 3 x pisałaś, że więcej się nie będziesz udzielać i co? Dalej się wyżywałaś na niej. Po prostu porażka.

Czujecie się lepsi przez to, że po kimś pojedziecie jak po burej suce? To jakiś element dowartościowania się?

I powiem więcej a propos "dogryzki" nt. "nawalenia jako partner": wbrew temu co Wam się wydaje, nie musząc nawet znać Waszych historii, mam 100% pewność, że żadne z Was w żadnym związku nie było idealnym partnerem, nawet jeśli się Wam tak wydaje.

Swietne! Powiem Ci tylko tyle bo zaczelas się udzielać w kilku tematach i masz cos do powiedzenia. W tym momencie jednak prezentujesz tzw. hipokrytyczna postawe ponieważ nie podoba Ci się ocenianie postepowania kogos, jednocześnie ostro oceniasz postepowanie innych.

Oczywiście ludzie tutaj pisza z roznych powodow, podobnie jak TY, i podane przez Ciebie powody na pewno tez istnieja u niektórych. Tylko co z tego? Chcesz walczyc z "otwarta" formula internetu, być don Kichotem forum netkobiety? Niestety ale trzeba nauczyć się wyluskiwac z tego chaosu (tutaj czasami tylko jest chaos, to forum naprawdę ma poziom) cenne odpowiedzi.

A co do autorki. Jej ostatnia informacja jest lakoniczna i jak zwykle jest glownie skupienie się na sobie. Jednak ta cala dyskusja nie była bezsensowna. Był to swoiste "walenie" kogos po glowie, kogos w gruncie rzeczy niereformowalnego. Chyba dla dobra jego samego. No chyba ze autorka chciała się zestarzeć u boku kochanka, posiadającego rodzine i zone. Ale chyba w końcu zdala sobie sprawę ze zyje złudzeniami. A jak ktoś już sobie z czego zda sprawę to musi wybierac. To wszystko jednak nie oznacza ze jest to postawa w ogolnosci godna pochwaly.

Mylisz tez pewne pojęcia. To ze ktoś robi czy nie robil czegos nie oznacza niemozliwosci wypowiada się na temat. Inaczej mielibysmy nuda monotematyczność. Natomiast kto i jak się wypowiada oraz odniesienie do tego co sam i jak robil, zakonczyl, zmienil, odniosl sie daje cos takiego co się nazywa autorytetem. I mysle ze chyba powoli lapiesz o co mi chodzi.

Natomiast doswiadcznie daje nam możliwość pochylenia się nad problemem z punktu widzenia praktycznego a nie teoretycznego. Dyskusja to nie sad nawet jeśli jest to osad. To jest jednak roznica. Ostatecznie to i tak autor problemu wybiera słuszne wg. niego rozwiązanie.

1 142

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kroti,

ciesze się, że żyjesz smile


Jeżeli czujesz, że masz depresje, to idź do lekarza, a wpisy olej
Nawet nie warto się wypowiadać, po raz kolejny odpisywać ludziom, którzy i tak wiedzą lepiej co by zroblili będąc Toba

Buziki

1 143

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Krwawe Kopytko napisał/a:

Jak mąż zareagował na tą całą sytuację z separacją?
Kochanek niby nie odpuszcza, ale jakoś z żoną nie planuje się rozwieść? Chciałby mieć ciastko i zjeść ciastko?

Trzymaj się, podjęłaś dobrą decyzję, naprawdę. Musisz to przetrwać, a tą całą "forumową świętą inkwizycję" olej. To nie są ludzie, którzy chcą Ci pomóc, ja rozumiem, że można wyrazić swoje zdanie negatywne bądź pozytywne raz lub dwa lub trzy, ale oni czerpią jakąś nieopisaną satysfakcję z kamieniowania Ciebie, mimo że robiłaś wszystko w kierunku, żeby naprawić sytuację. Założę się, że tutaj każdy taki świętojebliwy, a rzeczywistości ma dużo za uszami wink

Powiedziałam że kocham innego. Powiedziałam też,  choc bardzo ciężko mi to przyszło, ze były tez kontakty intymne. Długo rozmawialiśmy były łzy i wzajemne pretensje o zmarnowane życie. Separacja była w sumie naturalną konsekwencją.  On często wraca do kwestii seksu i mówi że nie wyobraża sobie żyć bez kobiety.  Rozumiem go. Nie zdziwię się jak kogoś sobie znajdzie. A wtedy pewnie będzie chciał rozwodu.
Kochanek ostatnio bardzo narzekał na żonę, czego nigdy tak ostentacyjnie nie robił.  Ja poprosiłam żebyśmy o tym nie rozmawiali, że nie interesuje mnie jak chce naprawić swoje małżeństwo. A on na to że nie ma już czego naprawiać.
Może planuje separację/rozwod nie wiem. Ja choć kocham go bardzo, nie chcę go jako partnera. Zresztą on nawet nie wie że go kocham. Nigdy nie powiedziałam mu że go kocham.  On nie wie że mój mąż już wie i że to pewnie koniec mojego małżeństwa.

Mężowi nie powiedziałam kim on jest. Mój mąż może się domyślać tylko. Wymienil imiona kilku kolegów w tym jego, ale powiedziałam że nie powiem bo ten człowiek ma żonę dziecko. Pierwsze dni po tej rozmowie były straszne. Teraz jest lepiej.

Może za kilka lat wylecze się z miłości do kochanka jesli tylko mi odpuści. Tyle że on nie odpuszcza.  Widzę że to przeżywa,  chodzi niewyspany,  przybity, ciągle bez sensu chodzi koło mojego biurka. Żal mi go, ja jestem spokojna tyle że to efekt leków.
Beben, Anastacja fajnie że zajrzalyscie.  Co u was?

1 144

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Widzę że to przeżywa,  chodzi niewyspany,  przybity, ciągle bez sensu chodzi koło mojego biurka. Żal mi go,

Cała krotka.
Żal jej kochanka, a mężowi powiedziała i.. a srał go pies. Boli go, męczy się, przeżywa?  Kit z tym, tragedia, że kochasio cierpi..

Ręce opadają.
Ale cieszy tylko, że masz co chciałaś. Nie mam grama współczucia dla ciebie.
Skrajna egoistka.

1 145

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Beben, Anastacja fajnie że zajrzalyscie.  Co u was?

Jestem w szoku, że zdobyłaś się na tak szczerą rozmowę z mężem. Podziwiam! Szczerze Ci współczuję tego co przezywasz. Ale będzie tylko lepiej, w co wierzę i czego Ci życzę. Potrzeba jednak czasu.

A co mnie? "Mój" Z już po rozwodzie, jesteśmy razem, ale nie zgodziłam się na wspólne mieszkanie jak na razie. I przyznam szczerze że nie jest tak kolorowo jak było wcześniej o czym mi wiele osób pisało że to się zdarzy, że tak będzie.. Może też przez moją podejrzliwość i ostrożność. Wcześniej żyłam 'chwilą', a teraz to już życie...
Mnie też to wszystko dużo kosztowało. On o tym wie. I się stara. Tzn nie mogę narzekać - kochamy się i to chyba najważniejsze - ale jest wiele kwestii jeszcze do dogrania, szczególnie jeśli chodzi o jego dziecko, które w końcu poznałam. Tyle że ono jeszcze nie wie że jesteśmy parą. To dla mnie trudne, bo chcę by mnie polubiła, chcę być jej koleżanką, starszą siostrą - nie  2 mamą. Ale to wymaga pracy i tym się stresuję. Boję się, że jak się dowie albo jak będzie coraz starsza to nie będzie chciała znać jego i mnie. Zresztą od początku tego się najbardziej obawiałam. Może przesdzam, ale Z to rozumie i stara się wszystko tak robić by było dobrze - na ferie mamy wyjechać w większym gronie.
Ex żony nie poznałam i w najbliższym czasie nie planuję.

1 146

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Beben, Anastacja fajnie że zajrzalyscie.  Co u was?

Jestem w szoku, że zdobyłaś się na tak szczerą rozmowę z mężem. Podziwiam! Szczerze Ci współczuję tego co przezywasz. Ale będzie tylko lepiej, w co wierzę i czego Ci życzę. Potrzeba jednak czasu.

A co mnie? "Mój" Z już po rozwodzie, jesteśmy razem, ale nie zgodziłam się na wspólne mieszkanie jak na razie. I przyznam szczerze że nie jest tak kolorowo jak było wcześniej o czym mi wiele osób pisało że to się zdarzy, że tak będzie.. Może też przez moją podejrzliwość i ostrożność. Wcześniej żyłam 'chwilą', a teraz to już życie...
Mnie też to wszystko dużo kosztowało. On o tym wie. I się stara. Tzn nie mogę narzekać - kochamy się i to chyba najważniejsze - ale jest wiele kwestii jeszcze do dogrania, szczególnie jeśli chodzi o jego dziecko, które w końcu poznałam. Tyle że ono jeszcze nie wie że jesteśmy parą. To dla mnie trudne, bo chcę by mnie polubiła, chcę być jej koleżanką, starszą siostrą - nie  2 mamą. Ale to wymaga pracy i tym się stresuję. Boję się, że jak się dowie albo jak będzie coraz starsza to nie będzie chciała znać jego i mnie. Zresztą od początku tego się najbardziej obawiałam. Może przesdzam, ale Z to rozumie i stara się wszystko tak robić by było dobrze - na ferie mamy wyjechać w większym gronie.
Ex żony nie poznałam i w najbliższym czasie nie planuję.

Anastacja też myślałam że nigdy nie wyznam tego wszystkiego ale uwierz ta "tajemnica" mnie zabijala każdego dnia. Teraz jest mi łatwiej choć mąż mnie chyba znienawidzil. Jednocześnie mówi że nadal mnie kocha. Powiedział że jeśli czulby że go kocham to by mi przebaczyl. Chyba bardziej nienawidzi mnie za to ze go nie kocham niz za to że go zdradzilam. Za zdradę by się pewnie zemscil za brak miłości nie ma jak.
U ciebie Anastacja też trzeba czasu. Wierzę że będziecie szczęśliwi choć pewnie w pełni dobrze będzie dopiero jak jego zona kogoś znajdzie.
Ja może tez kiedys będę szczęśliwa , może z kimś trzecim.

1 147

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Anastacja też myślałam że nigdy nie wyznam tego wszystkiego ale uwierz ta "tajemnica" mnie zabijala każdego dnia. Teraz jest mi łatwiej choć mąż mnie chyba znienawidzil. Jednocześnie mówi że nadal mnie kocha. Powiedział że jeśli czulby że go kocham to by mi przebaczyl. Chyba bardziej nienawidzi mnie za to ze go nie kocham niz za to że go zdradzilam. Za zdradę by się pewnie zemscil za brak miłości nie ma jak.
U ciebie Anastacja też trzeba czasu. Wierzę że będziecie szczęśliwi choć pewnie w pełni dobrze będzie dopiero jak jego zona kogoś znajdzie.
Ja może tez kiedys będę szczęśliwa , może z kimś trzecim.

No nie dziwię Ci się że to Ci ciążyło. Ja nie miałam męża dzieci a i tak było mi źle... że napisałam na forum by z siebie to wyrzucić bo wśród znajomych nie mogłam.
I chociaż trafiłam na to forum wtedy kiedy szukałam sposobności by się tym podzielić z kimś kto miał podobnie, czyli ok 2,5 msc temu, czasem tu zaglądam i czytam różne posty...co mnie czasem jeszcze bardziej dobija. Że facetowi który zdradził i nawet zostawił żonę nie można ufać itp. A nawet że niemal wszyscy zdradzają, tylko nie zawsze to się wydaje.
Tak czy inaczej ja swojemu Z niestety nie ufam do końca stąd moja ostrożność. No ale kocham... i chcę dać szansę.
Dużo przeszliśmy oboje. Więc i jest wyrozumiałość.
Zdecydowanie łatwiej by by było jakby nie miał dziecka. No ale ma i trzeba się mi w tej sytuacji odnaleźć.

1 148

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Widzę że to przeżywa,  chodzi niewyspany,  przybity, ciągle bez sensu chodzi koło mojego biurka. Żal mi go,

Cała krotka.
Żal jej kochanka, a mężowi powiedziała i.. a srał go pies. Boli go, męczy się, przeżywa?  Kit z tym, tragedia, że kochasio cierpi..

Ręce opadają.
Ale cieszy tylko, że masz co chciałaś. Nie mam grama współczucia dla ciebie.
Skrajna egoistka.

Spokojnie, Elle.
Najważniejsze, że mąż dowiedział się od niej samej, na czym stoi.
Teraz, zgodnie z tym, czego od Kroteczki oczekiwaliśmy, oddała decyzję, co dalej z ich małżeństwem, w ręce męża.
Ten, jak przewidywałem, od dawna domyślał się, że żona ma kogoś na boku, bo czegoś takiego nie da się po prostu zamaskować.

Wątpię, Elle, czy w przypadku, gdyby Autorka napisała, jak wielkie wyrzuty sumienia ma, jak jej żal męża, uwierzyłabyś, że to szczere.
Bo ja nie.
To po co miałaby to pisać?
Natomiast poczuła z pewnością ulgę, że nie musi już go oszukiwać i niczego więcej udawać.
A z ostatnich zdań jej postu wynika raczej, że choć go kocha, to odczuwa żal pomieszany z rozczarowaniem , że kochanek nie potrafi przyjąć jej decyzji o zakończeniu romansu na klatę, jak prawdziwemu mężczyźnie przystało.
A takim zdawał się być do niedawna.

1 149

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Excop, ja już nie chcę wchodzić w żadne polemiki.  To co wyprawiało to babsko to dla mnie okrucieństwo i wyrachowanie w czystej postaci.

Powiedział że jeśli czulby że go kocham to by mi przebaczyl. Chyba bardziej nienawidzi mnie za to ze go nie kocham niz za to że go zdradzilam. Za zdradę by się pewnie zemscil za brak miłości nie ma jak.

Szkoda mi tego człowieka. Tyle.

1 150

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:

No nie dziwię Ci się że to Ci ciążyło. Ja nie miałam męża dzieci a i tak było mi źle... że napisałam na forum by z siebie to wyrzucić bo wśród znajomych nie mogłam.
I chociaż trafiłam na to forum wtedy kiedy szukałam sposobności by się tym podzielić z kimś kto miał podobnie, czyli ok 2,5 msc temu, czasem tu zaglądam i czytam różne posty...co mnie czasem jeszcze bardziej dobija. Że facetowi który zdradził i nawet zostawił żonę nie można ufać itp. A nawet że niemal wszyscy zdradzają, tylko nie zawsze to się wydaje.
Tak czy inaczej ja swojemu Z niestety nie ufam do końca stąd moja ostrożność. No ale kocham... i chcę dać szansę.
Dużo przeszliśmy oboje. Więc i jest wyrozumiałość.
Zdecydowanie łatwiej by by było jakby nie miał dziecka. No ale ma i trzeba się mi w tej sytuacji odnaleźć.

Ja bardzo rzadko tu zagladam. Poza tym powiedziałam wreszcie jednej bliskiej osobie w realu. Samo jakoś wyszlo jak zaczęliśmy rozmawiac o swoich małżeństwach. Wiedzialam ze osoba ta była kiedyś zdradzona, a teraz okazało się ze sama ma bliskiego kolegę ale z którym nie łączą ją żadne intymne relacje. Powiedziałam jej w zasadzie wszystko,  wie też kto to jest choć go nie zna. Bardzo pomagają mi jej rady.
Ona mówi że separacja to dobry pomysł.  Sama o tym myśli bo nie wybaczyla nigdy zdrady mężowi.  Ona mówi że jeśli spotka kogoś kogo pokocha to zostawi męża.
Uważa że mój mąż wcześniej czy później by mnie zostawił a lepiej teraz niż za 10 lat.
Jak mam gorsze dni dzwonie do niej i gadamy. Jest o niebo łatwiej.  Tu w większości piszą zdradzone żony widzę że to osoby z totalnie złamaną psychiką patrzące na świat tylko przez pryzmat swojej krzywdy. Mężczyzni sa jednak silniejsi przynajmniej mój mąż.  Przyjął na klatę wszystko,  nie spodziewałam się.  Choć pewnie robi to dla dzieci.

1 151

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Rozumiem, że temat może budzić emocje, ale zapewniam, że wszystko można wyrazić w sposób kulturalny i zgodny z zasadami, jakie obowiązują na naszym forum, a te kilkukrotnie zostały złamane. Proszę o powstrzymanie się od wypowiedzi obraźliwych, wulgarnych i takich, którym głównych zadaniem jest upokorzenie rozmówcy. Jednocześnie uprzedzam, że od tej chwili wątek będzie obserwowany, nieregulaminowe posty zostaną edytowane/usunięte, a ich autor otrzyma upomnienie.

1 152

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Ja bardzo rzadko tu zagladam. Poza tym powiedziałam wreszcie jednej bliskiej osobie w realu. Samo jakoś wyszlo jak zaczęliśmy rozmawiac o swoich małżeństwach. Wiedzialam ze osoba ta była kiedyś zdradzona, a teraz okazało się ze sama ma bliskiego kolegę ale z którym nie łączą ją żadne intymne relacje. Powiedziałam jej w zasadzie wszystko,  wie też kto to jest choć go nie zna. Bardzo pomagają mi jej rady.
Ona mówi że separacja to dobry pomysł.  Sama o tym myśli bo nie wybaczyla nigdy zdrady mężowi.  Ona mówi że jeśli spotka kogoś kogo pokocha to zostawi męża.
Uważa że mój mąż wcześniej czy później by mnie zostawił a lepiej teraz niż za 10 lat.
Jak mam gorsze dni dzwonie do niej i gadamy. Jest o niebo łatwiej.  Tu w większości piszą zdradzone żony widzę że to osoby z totalnie złamaną psychiką patrzące na świat tylko przez pryzmat swojej krzywdy. Mężczyzni sa jednak silniejsi przynajmniej mój mąż.  Przyjął na klatę wszystko,  nie spodziewałam się.  Choć pewnie robi to dla dzieci.

To dobrze że masz taką osobę z którą możesz porozmawiać, to bardzo ważne. Też uważam, że w Twojej sytuacji separacja to dobre rozwiązanie. Teraz powinnaś zadbać o siebie, poukładać sobie wszystko w głowie i zacząć w końcu normalnie funkcjonować, bez leków itd. 
U mnie coraz więcej osób już wie, ale w pracy tak u mnie jak i u niego jeszcze nikt, choć osoby które znają mnie bliżej właściwie od początku podejrzewały że coś jest na rzeczy. Może nie tyle romans, ale wielokrotnie słyszałam komentarze, że Z ma coś do mnie, że ciągle na mnie patrzy, że głownie ze mną rozmawia, że ta współpraca coraz częstsza to na pewno po to, żeby mógł mnie widywać itd.  Jakoś też specjalnie się nie kryliśmy, bywaliśmy razem w różnych miejscach, także u mnie jakąś wielką sensacją to raczej nie będzie. Bardziej tam u niego, bo nikt nie wiedział nawet o moim istnieniu, prócz jednego jego najlepszego przyjaciela.

1 153

Odp: Zniszczylam swoje zycie

A ja nie boje sie tutaj pisac wink Wg. mnie autorka powiedziala mezowi polprawde, nie wie on dalej jaki charakter, jak instensywny mialy jej kontakty z kochankiem. I tutaj uwazam ze dalej jest nie tak jak powinno. Bo prawo do nie mowienia ma sie wtedy kiedy samemu sie podjemuje decyzje o rozstaniu a nie mowi polprawde i oczekuje na ruch meza a wlasciwie nieczego sie nie oczekuje. Ten czlowiek obecnie wcale nie jest mniej oszukiwany. Porownam do do siebie. Bolalo najbardziej kiedy dowiedzialem sie o zdradzie i potem drugi raz kiedy sie okazalo ze jeden szczegol! sie nie zgadzal i padlo "drugie klamstwo". To wtedy nawet bardziej nie chcialem juz wybaczyc.

"Jestem w szoku, że zdobyłaś się na tak szczerą rozmowę z mężem"

To na pewno nie byla szczera rozmowa, ale oznajmienie polprawdy (ok. jesli to jest pierwszy krok ale moze byc i ostatni). Bo ten czlowiek nie zasluguje przeciez na prawde. Porownanie bowiem kilku ew. kontaktow z jakims z tym co sie dzialo naprawde to jak porownanie dnia i nocy, zupelnie inna rzeczywistosc. Jesli to jest szokiem (szokiem jest ze postepuje sie slusznie) to to jest wlasnie szokiem. Jesli szokiem jest postepowanie sluszne (tutaj mniejsze zlo zamiast wiekszego, nie wiadomo co gorsze) to w jakich czasach my zyjemy?


"Przyjął na klatę wszystko,  nie spodziewałam się"

Kolejne klamstwo. Wszystko a 2,5-5% wszystkiego to nie jest drobna roznica. Ale jak ktos zyje w klamstwie stale to nie widzi juz roznicy miedzy klamstwem a prawda. Jednak mimo tow. wzajemnej adoracji, ktore nie jest konstruktywne (podtrzymuje sytuacje "bagna") po cos przeciez autorko zrobilas ten zaledwie pierwszy krok. Zlo zawsze bedzie mowic ze to wszystko, ze reszta jest ponad sily.

Po co jednak zrobilas ten pierwszy krok? Do czego dazysz? Pozostaniesz na poczatku drogi kiedy przed Toba jeszcze ze 100 mil?

1 154 Ostatnio edytowany przez Airuf (2015-01-19 19:31:58)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Tu w większości piszą zdradzone żony widzę że to osoby z totalnie złamaną psychiką patrzące na świat tylko przez pryzmat swojej krzywdy. Mężczyzni sa jednak silniejsi przynajmniej mój mąż.  Przyjął na klatę wszystko,  nie spodziewałam się.  Choć pewnie robi to dla dzieci.

Cóż, może dobrze by się stało jak byś sama kiedyś została zdradzona. Bynajmniej nie dlatego że życzę Ci źle. Życzę Ci żebyś zrozumiała że to nie kwestia dwóch, po prostu innych spojrzeń na sprawę. To strona krzywdzonego i krzywdzącego. Tu jak na dłoni widać co jest dobre a co złe.

1 155

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Airuf napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Tu w większości piszą zdradzone żony widzę że to osoby z totalnie złamaną psychiką patrzące na świat tylko przez pryzmat swojej krzywdy. Mężczyzni sa jednak silniejsi przynajmniej mój mąż.  Przyjął na klatę wszystko,  nie spodziewałam się.  Choć pewnie robi to dla dzieci.

Cóż, może dobrze by się stało jak byś sama kiedyś została zdradzona. Bynajmniej nie dlatego że życzę Ci źle. Życzę Ci żebyś zrozumiała że to nie kwestia dwóch, po prostu innych spojrzeń na sprawę. To strona krzywdzonego i krzywdzącego. Tu jak na dłoni widać co jest dobre a co złe.

Zdrada nigdy nie jest dobra. Ale trwanie w związkach w których się jest nieszczęśliwym też nie. Jak nie masz ślubu, dzieci łatwiej odejść. Trwać, by trwać dla zasady, dla "dobra dzieci"? One kiedy dorosną i zaczną żyć własnym życiem. Poza tym też czują atmosferę. Czy nie lepiej dać sobie szansę na inne życie? Czasem naprawdę nie ma czego ratować.
Ktoś kto ma podobne doświadczenia lepiej siebie zrozumie. Ja sama zakochałam się w żonatym z wzajemnością i choć nigdy wcześniej będąc w długim związku nie zdradziłam i gardziłam zdradą, to w tym przypadku uczucie było silniejsze.
A co do zdradzonych żon tu piszących i wylewających jad - ja też w swoim wątku ich miałam od groma. Ja rozumiem nikt nie chce być zdradzony itd. ale jakaś przyczyna zdrady zawsze jest i nie jest to zawsze zarzucająca sidła na biednego męża który nie wie co się dzieje kochanka. Tam "zony" wszystkie wspaniałe, idealne, niczego nie spodziewające się...

1 156

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ty nie zdradziłaś tylko twój świętoszek wink

1 157

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kicur napisał/a:

Ty nie zdradziłaś tylko twój świętoszek wink

No niby tak, ale brałam udział w tej zdradzie.
Wyrzutów sumienia jednak nie mam bo nie robiłam tego z premedytacją - tak naprawdę zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia. Akurat wtedy nie wiedziałam, że jest żonaty a ja byłam wola. I już po tamtym pierwszym spotkaniu pojawiły się u mnie w pracy komentarze że on ma coś do mnie. Że to było widać. On mi zresztą też się od razu spodobał wink Dopiero potem dowiedziałam się że ma żonę, ale już było za późno.. i tak jako tylko znajomi wytrzymaliśmy 1,5 roku, choć to 'coś' ciągle wisiało w powietrzu...

1 158 Ostatnio edytowany przez kicur (2015-01-19 23:52:34)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Spoko jesteś normalna  wink
jakbyś poszła od razu na żonatego.. hmm

1 159

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Czesc Kroti...


Szczerze gratuluję, że powiedzialaś mężowi, naprawdę nie ma w tym ani deka ironii. Ja nigdy nie byłabym w stanie powiedzieć mojemu o tym jaki numer mu wycięłam...Choć tak naprawdę to myślę , ze on przez skore czuje, ze cos jest nie tak

My nigdy nie pasowaliśmy do siebie, tylko ja nie potrafiłam wyartykułować tego, w sposób mało bolesny, i uczciwy jednocześnnie, każda próba kończyła się niepowodzeniem


Kroti cieszę, się kochana bo może Tobie i Twojemu Panu X się uda...
Warto zawalczyć

Dobrze, ze Anastas tez się wiedzie smile

Ja dla Pana Zet chyba nadal jestem mięsem..... tak mi się wydaje, ze samiec alfa nie może pojac, ze jak ja ja mogę ignorwac jego podchody.... bo takie chyba robi, ale tyle mnie to zdrowia kosztowowalo, ze już nawet nie chcę roztrzasac jego zachowania...
Wiem jedo, dostałam nauczke, ze nie szanowałam siebie, wiec on tez mnie nie uszanowal

A tak nawiasem, to mój maz "pacowal" na to...
wiem, nie usprawiedliwa mnie to, ale... jezli pol sali facetow przelacialoby mnie gdybym tylko na to pozwolila, a maz nie chcal ze mna zatanczyc, choć tak bradzo prosialm, nawet stalam przed nim.... wiecie jak się wtedy czułam.... i tak pomyslalam po jaka cholerę zalatwilam bilety na sylwestra....
Jaki sylwester taki caly rok..

Kroti, Anastase bardzo was lubie, piszcie sloneczka, bo przynajmniej mi lepiej, ze ktoś jest mądrzejszy ode mnie smile

Buziaki

1 160

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Szkoda, ze mi brakuje odwagi.....


Znacie odpowiedź na pytanie 'mieć, czy być.....'


Ja chyba powinnam jednak by la zostać zakonnica...
Może pracować w domach pomocy indie..?
Poświecić się dla ludzi... to był chyba cel mojego życia, ale na wszystko już too late...

A tak...
Jakis trybik w korpomaszynie....

1 161

Odp: Zniszczylam swoje zycie

może się myle ale ta oslawiona chemia, która mnie tez niestety nie ominęła dopada z taka siła ludzi, którzy przez baaardzo dlugi czas nie dopuszczali do siebie nawet myśli o myśli o zdradzie...

ze mna tak było i zetem
Wierzcie mi... wystarczylo, ze dotknelam reka zeta a on... i na odwrot


nie gniwajcie, psze to tez ku tzw. przestrodze i dziele się myślami... dlaczego on a nie maz albo ktoś jeszcze inny
chyba zawsze był gdzie z tylu glowy

i ta chemia to nic innego niż tłumione latami, miesiacmai pragnienia

1 162 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-20 01:35:07)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Wiesz co Beben?

Pierwszy raz tak mi nick pasuje do użytkownika.
"Bęben" czyli taki duży pusty kocioł, którym we wszystkie strony rzuca przy wirowaniu smile

Mam nadzieję, że się nie pogniewasz?
ale Twoje wpisy mnie zainspirowały.

I ta chemia..i te "ukryte pragnienia". I że z mężem nie, tylko ta rąsia Zeta..  och, achhh..aż se zapuszczę jakąś pieśń.

A może polecisz mi coś?
https://www.youtube.com/watch?v=xPP8iexVeYQ dobrze kombinuję czy za mało emocji?


pozdrówka dla was dziewczyny :* Jestem z Wami, jak zawsze

1 163

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Mój nick nie wzial się znikad...
bo ja wlasnie taka jestem... pusta jak bęben...
gdyby było inaczej to bym nawet nie pomyślała,  ze takie forum istenieje

Niestety...
samo  zycie smile

Jedyne czego ludziom zawsze zazdrościalam to madrosci i wyksztalcenia



Ja zawsze byłam zapóżniona .. wink


A pisząc o dotyku naprawdę nie miałam na myśli jakiś obscenicznych gestow...

Po prostu to niemozwliwe, żeby tak moglo być dla dwoja starych ludzi ...:)

1 164

Odp: Zniszczylam swoje zycie

zwykle usprawiedliwienie typu "mam prawo"
maz nie zrobił mi sniadania to sie zesmzcze na nim i zrobi mi sniadanie kochanek
i nie tylko
zobaczy ze jestem taka piekna i zaradna
i niech nie wazy sie mnie nie słuchać, bo odetne mu jaja

i tak faceci staja sie niemescy przy takich tyrankach wrzeszczanych nad glowa
sa 2 wyjscia, albo uslugiwac albo pogonic
uslugiwanie tez ma swoje usprawiedliwnie do zdrady "byles za dobry" i za nudny

ten typ tak ma

1 165 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-20 01:47:19)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Czemu niemożliwe? Spotykają się dwie Dusze mające względem siebie silne zależności karmiczne i ..dzieje się.
A Dusze z natury, wbrew pozorom, nie są za bardzo refleksyjne, są za to są reaktywne - chcą doświadczać, byle więcej. Ma się dziać! smile

To świadomość jest od podejmowania rozumnych decyzji, tj. takich, które nam w dłuższym horyzoncie czasowym służą. A takich relacji karmicznych z facetami możesz mieć co najmniej kilka, po prostu nie zawsze wszystkich w danym wcieleniu spotkasz.

A co z tym zrobisz to Twój wybór.
Wskaźnikiem słuszności danego wyboru jest zawsze samopoczucie.

1 166

Odp: Zniszczylam swoje zycie

być może,z e gdybyśmy byli wolni i po prostu siebie spróbowali..
tto b było tak jak z każdym innym,
ale ze gdzies "krazyl" dookoła mnie a ja jego to
stało się to co się stało


to jest ta ca la chemia


A moja ulubiona melodia to kanon Pachelbela
\

Ksiązka .. Lalka, albo Anna Karenina


Miasto do zamieszkania na stale Bruksela



Miejsce do rozsypania prochow... Rodos lub dominiakana ... jeszcze nie wiem.. wink


Samochod... każdy szybki.. i czarny


smile

I cala ja.. pustka....

1 167

Odp: Zniszczylam swoje zycie

niestety kochane.. to wszytsko nie jest tak proste jak byśmy chcieli...

Niestety...
A może stety


Gdyby nie zet umarłabym nie wiedzac co to jest chemia.. wink

1 168

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ze chemia to nie tylko H2O

wink

1 169

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Elle, smile


Umówmy się, że jako prosta istota nie zrozumiałam Twojego .....

no wlasnie czego....

potrafisz okreslic, czy jesteś mi zyczliwa....mi , Krotce, bo jakos nie wiem dlaczego ale tak się sazcy.... jaaad?
czy to po prostu zwykla prowokacja, żeby inni pisali, czytal


możesz mi napisac...?

1 170

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Dla Ciebie może to zwykla pisanina,

a dla mnie i innych w podobnej sytuacji niewyobrazlane cierpienie..


udawane Przed mezem/zona
w pracy
przed rodzina
znajomymi




jesteś w stanie to sobie wyobrazić....?


alez wiem, wiem, wiem... pzreciez sama tam zabrnelam...
smile
jakies inne rady..?

Posty [ 1 106 do 1 170 z 3 039 ]

Strony Poprzednia 1 … 16 17 18 19 20 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026