spanowany napisał/a:Ja wam powiem jedno, co niejednego zaboli. każdy ma prawo do Własnego życie , choćby mordował gwałcił, dawał ostatni grosz swój biednym lub bogatym.... nic nam do tego, możemy tylko kierować własnym życiem, nie tym które kreuje innych, ale tylko nas, tylko tak możemy zmienić ten świat.
. Może to jest właśnie sens życia? Totalnie być sobą, aż do naskórka , aż do krwi , aż się poczujemy -SIEBIE, wtedy dopiero otworzymy drzwi na innych.
Inaczej to zawsze będzie maskarada.
Czy to jakiś neonihilizm czy skutek przedawkowania C2H5OH?
Od kiedy to prawo do życia pozwala człowiekowi gwałcić i mordować? Pozwoliłbyś komuś bez oporu zamordować Twojego przyjaciela w imię tak rozumianego prawa? A gdyby zgwałcono Twoją siostrę lub córkę też byś im powiedział, że gwałciciel z racji posiadania prawa do własnego życia i robienia z nim co chce, uczynił to, co owo prawo (według Twej koncepcji) mu gwarantuje? Swojemu synowi będziesz wpajał, że może gwałcić jeśli tylko przyjdzie mu na to taka ochota?
Co to znaczy "totalnie być sobą"? Co to znaczy "poczuć siebie"? Czy nie jest przypadkiem tak, że głównym źródłem wiedzy o nas samych są jednak relacje z innymi, w których nasze "ja" odbija się najwyraźniej, najostrzej, najpełniej?
Czy upomnienie kogoś w sytuacji gdy zdradza, oszukuje, rani jednocześnie kilka osób, żyje w jakiejś straszliwej nieprawdzie kurczowo trzymając się własnych halucynacji o rzekomym budowaniu szczęścia, realizacji własnych potrzeb, etc. (które głosi dumnie Autorka tego wątku) jest krzywdą, którą mu się wyrządza, czy może raczej przysługą, by się w porę opamiętał?
Czy śmiałe zawołanie "Król jest nagi!" jest nietaktem w obliczu ujawnienia się tej prawdy?