netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczylam swoje zycie

3 038 odpowiedzi418 651 wyświetleńzałożony przez kroteczka, 12.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Strony Poprzednia 1 … 9 10 11 12 13 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 651 do 715 z 3 039 ]

651

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Maz czuje że go nie kocham czasem mi to mówi a ja nie zaprzeczam. Więc to nie jest tak że ja udaję że jest różowo a potem lecę do kochanka.

Kroteczko mąż czuje ze go nie kochasz a ty mu nie zaprzeczasz  ale Ty jednocześnie od czasu do czasu współżyjesz z nim aby stworzyć pozory. Nie uważasz ze dajesz mu sprzeczne sygnały ?? On ma metlik w glowie i nie wie o co w tym wszystkim chodzi ??

Patrząc z boku oddajesz sie facetowi którego nie kochasz.

kroteczka napisał/a:

Moze nie tyle powiedziałem ze go nie kocham co powiedziałam ze nie wiem czy go kocham. Trwa i jest zazdrosny i mam nawet wrażenie że kocha mnie bardziej niż wcześniej.

co to znaczy ze czujesz  ze on Cie teraz bardziej kocha ??
Bardziej sie stara o Ciebie , o wasze relacje ??

652

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Tylko te dzieci ...

dlaczego z takim lekceważeniem wypowiadasz się o SWOICH dzieciach?

653

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ostatecznie ("lagodnie" traktujac wplyw na inne osoby) wszystko sprowadza sie do szacunku do siebie. Spojrzmy z innej strony. Autorka "kocha" kochanka ale zdradza go z mezem, podobnie jak kochanek autorki.

Osobiscie uwazam ze hedoizm (przyjemnosc) jest pusty, pozostaje szacunek do siebie. Skoro autorka napisala, dyskutuje to caly czas uwazam ze jednak nie jest w zgodzie ze swoim wewnetrznym poczuciem szacunku do siebie. A przeciez jej postepowania jest jej wyborem. Ten brak szacunku byc moze mial swoje pierwotne zrodlo w malzenstwie autorki stad jakby "nic sie nie zmienilo" dla niej. Oczywiscie sytuacje zmienila by rowniez postawa meza ale tutaj gore bierze tchorzostwo.

Ostatnio uslyszalem calkiem madre slowa, ze cos dziwnego jest w ludziach skoro mimo okreslonego postepowania przez setki lat jest w nich jakis "glos sumienia", ktory nie daje im spokoju. "Nikt" nie wie dlaczego tak jest.

654

Odp: Zniszczylam swoje zycie
ryba81 napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Maz czuje że go nie kocham czasem mi to mówi a ja nie zaprzeczam. Więc to nie jest tak że ja udaję że jest różowo a potem lecę do kochanka.

Kroteczko mąż czuje ze go nie kochasz a ty mu nie zaprzeczasz  ale Ty jednocześnie od czasu do czasu współżyjesz z nim aby stworzyć pozory. Nie uważasz ze dajesz mu sprzeczne sygnały ?? On ma metlik w glowie i nie wie o co w tym wszystkim chodzi ??

Patrząc z boku oddajesz sie facetowi którego nie kochasz.

kroteczka napisał/a:

Moze nie tyle powiedziałem ze go nie kocham co powiedziałam ze nie wiem czy go kocham. Trwa i jest zazdrosny i mam nawet wrażenie że kocha mnie bardziej niż wcześniej.

co to znaczy ze czujesz  ze on Cie teraz bardziej kocha ??
Bardziej sie stara o Ciebie , o wasze relacje ??

W sensie ze boi się ze mnie straci.  Czuję to po prostu.

655

Odp: Zniszczylam swoje zycie
maniek_z_maniek napisał/a:

Skoro autorka napisala, dyskutuje to caly czas uwazam ze jednak nie jest w zgodzie ze swoim wewnetrznym poczuciem szacunku do siebie. A przeciez jej postepowania jest jej wyborem.

wygląda to tak, że kroteczka stawia problem, ludzie próbują podsunąć rozwiązania, swoją opinie.
Po czym kroteczka stwierdza że żadne rozwiązanie nie wchodzi w rachubę a z opiniami sie nie zgadza i przedstawia swoją kontr opinię.
To wygląda raczej na poszukiwanie akceptacji dla zagłuszenia własnego sumienia.
i nie podjęcia żadnej decyzji.

656

Odp: Zniszczylam swoje zycie
in_ka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Tylko te dzieci ...

dlaczego z takim lekceważeniem wypowiadasz się o SWOICH dzieciach?

Inka nie insynuuj mi ze lekceważe swoje dzieci.  Kocham je nad wszystko. Na pewno bardziej niż kochanka. Gdyby było inaczej polecialabym do niego. One są dla mnie najważniejsze i jak jestem z nimi nie myślę o kochanku.

657

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
in_ka napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Tylko te dzieci ...

dlaczego z takim lekceważeniem wypowiadasz się o SWOICH dzieciach?

Inka nie insynuuj mi ze lekceważe swoje dzieci.  Kocham je nad wszystko. Na pewno bardziej niż kochanka. Gdyby było inaczej polecialabym do niego. One są dla mnie najważniejsze i jak jestem z nimi nie myślę o kochanku.

tak, napisałaś i tyle
stąd moje pytanie

658

Odp: Zniszczylam swoje zycie

"Inka nie insynuuj mi ze lekceważe swoje dzieci.  Kocham je nad wszystko. Na pewno bardziej niż kochanka. Gdyby było inaczej polecialabym do niego. One są dla mnie najważniejsze i jak jestem z nimi nie myślę o kochanku"

Swiadomosc ze matka puszczala sie w czasie malzenstwa w istotny sposob rzutuje na "spojrzenie" na zycie przez dziecko. W przypadku mlodszego sa to problemy emocjonalne, w przypadku starszego lub doroslego to zaburzenie wartosci, problemy z relacjami z parnerami lbu nawet niechec do nawiazywania relacji i stalych zwiazkow. Jest tu duzo innych aspektow np. stosunek do meza i relacje z nim, wzorce z tego dla dzieci (inne dla dziewczynki inne dla chlopca) ale przeklajace sie potem na stusunek do parnera. W tym sensie romanse rodzicow to nie gwalt fizyczny ale taki bardziej subtelny i nie bez znaczenia.

Dlatego tez niezwykle istotne jest to co robia rodzice.

Moim zdaniem nie mozna powiedziec, ze kocha sie dzieci bardziej od kochanka a jednoczesnie niszczac w nich to, o czym napisalem powyzej bo to sprzecznosc, liczac ze dzieci sie nigdy nie dowiedza.

Prawda jest tak ze "wiazac" sie z kochankiem autorka nie mysala o swoich dzieciach. Natomiast uwazanie ze to co robi nie ma wplywu na dzieci jest zwykla naiwnoscia i samooszukiwaniem siebie. Jest po prostu zwyklym klamstwem poniewaz natura rzeczy jest inna.

Zdaje sobie sprawe ze dla kobiety przyznanie sie do tego ze wyrzadzilo sie juz ogromna krzywde dzieciom, ktorej nie da sie naprawic jest bariera czesto nie do przejscia. Ale o tym nalezalo pomyslec wczesniej. Ta krzywda zostala juz wyzadzona i byc moze w przyszlosci sam zal przyjdzie przez zycie dzieci, ktore bedzie skutkiem w jakiejs czesci, obecnego zycia autorki.

Tak czy inaczej zycie predzej czy pozniej zmusi autorke do refleksji. Wtedy bedzie rozwoj, Inaczej wszystko sie powtorzy w tym czy w kolejnym zyciu,

659 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2014-12-09 13:04:06)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

One są dla mnie najważniejsze i jak jestem z nimi nie myślę o kochanku.

a kiedy jesteś z kochankiem czy myślisz o dzieciach ?
Czy dalej są dla Ciebie najważniejsze ?

Zgadzam się również z opinią mańka, to w jaki sposób traktujemy małżeństwo, rodzinę ma decydujący wpływ na przyszłość dzieci.
Nie można rozdzielić dzieci , i wpływu zdrady na małżeństwo.
to jeden aspekt, chyba najważniejszy.

Drugi aspekt to kwestia czasu poświęconego kochankowi... nie jest to okradanie dzieci z czasu który powinien być im poświęcany ?
Nie można zrównywać czasu przeznaczonego na pracę z czasem poświęconym kochankowi.
W pracy jesteśmy m.inn. po to żeby zapewnić dzieciom środki na ich rozwój, czas z kochankiem jest czasem w którym działa się przeciwko przyszłości dzieci

Kwestia tego czy dzieci powinny być najważniejsze...
to jak w samolocie : najpierw nałóż maskę sobie, potem pomóż dzieciom.

Najważniejszy powinien być mąż/żona potem dopiero dzieci.
Kochanek ????
nie dla dzieci, nie dla męża, nie dla rodziny ale tylko i wyłącznie dla swojej przyjemności, swojego ego.

660

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Tylko te dzieci ... to mnie powstrzymuje.
Pewnie jak będą większe i tak to się rozpadnie. Jeszcze kilka lat muszę odczekać.

Kroteczko a co jeśli odczekasz te kilka lat, odejdziesz od meża , romans wyjdzie na jaw
Co  wtedy powiesz swoim dzieciom ?? Dlaczego zdradzałaś ich tatę ?? Jaki obraz matki pozostanie w ich głowach ?? Jaki oni będą mieli przykład małżeństwa. Dwóch lokatorów mieszkajacyh obok siebie , bez miłości ,czułości. Takie same małżeństwa będą one budować . Myślisz ze one będą Ci wdzięczne ze robiłaś to dla nich......

661

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Excop napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Excop nie do końca rozumiem co masz na myśli.
Mi chodzi o to że gdyby on odszedl to rozstalibysmy się spokojnie i pozostali przyjaciółmi. Dzieci by nie ucierpiały.  A tak obawiam się że popadnie bardzo zly stan i długo by z tego wychodzil.
Maz czuje że go nie kocham czasem mi to mówi a ja nie zaprzeczam. Więc to nie jest tak że ja udaję że jest różowo a potem lecę do kochanka.

Rozumiesz, rozumiesz.
Zakładasz z góry, że mąż się posypie, gdy od niego odejdziesz.
Uważasz więc, że wyświadczasz mu przysługę, pokazując mu, że jesteś z nim wyłącznie z litości albo wygody?
Czy nie jest jednak tak, że to zazdrość męża o innych mężczyzn, w tym o tamtego powstrzymuje Cię przed wyłożeniem kawy na ławę?
Po prostu okazałoby się, że ta zazdrość od dawna nie jest bezpodstawna, a może nigdy taką nie była, a Ty nie jesteś taka kryształowa, na jaką się kreujesz?
Nie wiem, na ile mam rację, ale uważam, że kryzys w Waszym małżeństwie zaczął się z chwilą, gdy poznałaś współpracownika, który z miejsca Cię zafascynował, a dopiero dużo później stał się Twoim kochankiem. A od tego czasu minęły przecież lata.
No i dzieci. Według mnie obawiasz się, że wiele straciłabyś w ich oczach jako matka, gdybyś zostawiła ich ojca.
Gdyby mąż odszedł, to  problem stosunku Waszych dzieci do niego po tym, mniej by Cię interesował.
I nie byłabyś w końcu pewna, komu sąd przyznałby opiekę nad nimi w  wypadku Twojego odejścia.

Pozdrawiam.

Kryzysów Excop to my już wiele mieliśmy.  Czy poznanie jego spowodowalo kolejny? Chyba nie , ale to że on się pojawil w moim zyciu na pewno sprawy nie ułatwia.
Pewnie mąż by sobie poradził jest bardzo ogarniety życiowo i niejedna byłaby chętna się nim zaopiekować.
Tylko te dzieci ... to mnie powstrzymuje.
Pewnie jak będą większe i tak to się rozpadnie. Jeszcze kilka lat muszę odczekać.

To mi wystarczy.
Uchyliłaś się od odpowiedzi na moje sugestie, ale wcale się nie dziwię.
To, co robisz lub czego nie robisz raczej, dla utrzymania własnego wizerunku w oczach dzieci jest egoistyczne, ale jakże ludzkie, niestety. Nie ma się czym chwalić, więc o nic więcej nie pytam w tej materii.

662

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:

To mi wystarczy.
Uchyliłaś się od odpowiedzi na moje sugestie, ale wcale się nie dziwię.
To, co robisz lub czego nie robisz raczej, dla utrzymania własnego wizerunku w oczach dzieci jest egoistyczne, ale jakże ludzkie, niestety. Nie ma się czym chwalić, więc o nic więcej nie pytam w tej materii.

hm, kroteczko, jeżeli nawet Excop stracił cierpliwość....

663

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Secondo1 napisał/a:
kroteczka napisał/a:

One są dla mnie najważniejsze i jak jestem z nimi nie myślę o kochanku.

a kiedy jesteś z kochankiem czy myślisz o dzieciach ?
Czy dalej są dla Ciebie najważniejsze ?

Zgadzam się również z opinią mańka, to w jaki sposób traktujemy małżeństwo, rodzinę ma decydujący wpływ na przyszłość dzieci.
Nie można rozdzielić dzieci , i wpływu zdrady na małżeństwo.
to jeden aspekt, chyba najważniejszy.

Drugi aspekt to kwestia czasu poświęconego kochankowi... nie jest to okradanie dzieci z czasu który powinien być im poświęcany ?
Nie można zrównywać czasu przeznaczonego na pracę z czasem poświęconym kochankowi.
W pracy jesteśmy m.inn. po to żeby zapewnić dzieciom środki na ich rozwój, czas z kochankiem jest czasem w którym działa się przeciwko przyszłości dzieci

Kwestia tego czy dzieci powinny być najważniejsze...
to jak w samolocie : najpierw nałóż maskę sobie, potem pomóż dzieciom.

Najważniejszy powinien być mąż/żona potem dopiero dzieci.
Kochanek ????
nie dla dzieci, nie dla męża, nie dla rodziny ale tylko i wyłącznie dla swojej przyjemności, swojego ego.

Nie no przesadzasz człowiek nie powinien żyć tylko dla dzieci.  Chodzac po sklepie idąc do lekarza etc tez nie myślę o dzieciach caly czas.

664

Odp: Zniszczylam swoje zycie

"Nie no przesadzasz człowiek nie powinien żyć tylko dla dzieci.  Chodzac po sklepie idąc do lekarza etc tez nie myślę o dzieciach caly czas."

A odpowiedzialnosc? Za wzorce dla dzieci?

Moim skromnym zdaniem jest roznica miedzy zaspokojeniem swoich potrzeb posiadania dziecka, zaspokojenia ich potrzeb materialnych, nawet uczuciowych oraz emocjonalnych a
"nadaniem" (co jest przez wychowanie i wzorzec zachowania rodzica) im okreslonych wzorcow na przyszlosc. W czym tkwi ta roznica? Otoz odpowiedzialny rodzic kompleksowo,
najpierw mysli o posiadaniu dzieci, zaspokojeniu ich bierzacych potrzeb ale rowniez o ich przyszlosci, w tym rozwijaniu zainteresowan, umiejetnosci oraz wpojeniu
odpowiednich wzorcow (z tego ostatniego punktu jest to wiec rowniez poswiecenie jesli oznacza rezygnacje z czegos i w pelni oddaje "bycie dla dzieci" a nie bycie przez sama obecnosc).

Moim zdaniem autorka prezentuje wiec "czesciowe rodzicielstwo" bez brania odpowiedzialnosci za wpojenie im odpowiednich wzorcow. I nie jest w tym w naszym spoleczenstwie niestety
odosobniona. Bo czym sa te wzorce. Np. tym ze jesli ludzie sie kochaja to sa razem a jesli sie nie kochaja to nie sa razem. Sama "cierpi" miotajac sie w zyciu, takie
same wzorce wpaja dzieciom. Skad dzieci autorki maja potem brac wzorce prawidlowych relacji w domu, i nie wchodzic w podobne zwiazki, skoro nie maja przykladu JA SIE
PRAWIDLOWO ROZWIAZUJE TAKIE SYTUACJE. Potem w wiekszosci wchodza w takie same relacje bez milosci bo to jest dla nich naturalne, to obserwowaly w swoim domu rodzinnym.

Przeciez u mnie bylo podobnie ale zakonczylem to kiedys rozwodem. Pierwsze malzenstwo nieudane poprzez wejscie w te same wzorce co u rodzicow (u obojga) oraz brak umiejetnosci rozwiazywania konfliktow, budowania relacji, zycie bez milosci bo nie bylo wczesniej odpowiedniego przykladu.Te same mechanizmy, te same skutki dla wiekszosci ludzi. Wg. mnie to najgorsze
co mozna zgotowac dzieciom.

665

Odp: Zniszczylam swoje zycie

przeczytałam od początku ten wątek,może więc i ja dorzucę swoje "trzy grosze"

"Po to wątek założyłam żeby jakoś sobie pomóc wyjść z tego.  Liczyłam że ktoś byl/jest w takiej sytuacji cóż spotkałam się głównie z inwektywami." napisałaś Kroteczko...

Ja byłam w takiej sytuacji. I jestem przykładem na to, że można wyjść z tego g...wna. Pod jednym warunkiem, że się chce. To jest jak nałóg. Chcesz to palisz/pijesz i żadne słowa do Ciebie nie dotrą, oprócz tego co Ty sobie powiesz. Usiądź któregoś razu w ciszy i zapytaj : czego ja chcę sama dla siebie. Mój romans trwał dwa lata, dwa lata biegałam do kochanka i wracałam do domu zadowolona jak zakochana małolata. Mąż się domyślał po jakimś czasie. Niestety w momencie kiedy jesteśmy z tym drugim nie myślimy ani o mężu ani o dzieciach swoich, jego. Bo przecież to takie "szczęście" , że jesteśmy z nim.Jakie to szczęście ja się pytam ?? . Wiedziałam, że muszę w końcu podjąć jakąś decyzję, długo się tak nie pociągnie. Kochanek nie chciał porzucić swojej rodziny ( na szczęście !!), nie potrafił też powiedzieć, że nie chce się spotykać ze mną. Więc to ja z nim zerwałam.(Co ja w nim w ogóle widziałam???) To było mega trudne doświadczenie.Cierpiałam, a musiałam to ukrywać, w domu po kątach płacz jak nikt nie widział. Mąż  się dowiedział ( po fakcie,ale jednak), powiedział dzieciom, rodzinie. Zostałam wyklęta. Odeszłam od męża. Zdradziłam bo go nie kochałam.Inaczej bym tego nie zrobiła.To mnie absolutnie nie usprawiedliwia, wiem. Ale uważałam, że dalszy związek w tym stanie po tym wszystkim nie ma sensu, nie udźwignęłabym tego. Pod koniec małżeństwa mój j.m. zrobił  mi wielką przykrość (miał prawo ??...być może), w każdym razie uważam, że rachunki zostały wyrównane.Jemu wybaczyłam, sobie jeszcze nie. Teraz jestem sama.I to jest najpiękniejszy czas w moim życiu,ale tylko dlatego,że pracowałam nad sobą. Zaczęło się od pytań..dlaczego ja w takie g...wno weszłam, dlaczego to zrobiłam, co jest ZE MNĄ nie tak ?? I wiem już. Nie szukam usprawiedliwień,ale szukam drogi,sposobu .Bardzo pomogło mi to forum.Nie udzielałam się,ale czytałam,czytałam.Dużo tu mądrych ludzi,tylko trzeba otworzyć serca na ich rady. Forum i książki.Z dziećmi stosunki są bardzo dobre.Zawsze zresztą miałam z nimi dobry kontakt. Byłam i jestem dobrą matką. Musisz się zdecydować w którą iść stronę,inaczej nigdy nie będziesz szczęśliwa.Ja jestem i tego Ci z całego serca życzę. Da się !

666 Ostatnio edytowany przez kroteczka (2014-12-10 22:53:25)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
canon50 napisał/a:

przeczytałam od początku ten wątek,może więc i ja dorzucę swoje "trzy grosze"

"Po to wątek założyłam żeby jakoś sobie pomóc wyjść z tego.  Liczyłam że ktoś byl/jest w takiej sytuacji cóż spotkałam się głównie z inwektywami." napisałaś Kroteczko...

Ja byłam w takiej sytuacji. I jestem przykładem na to, że można wyjść z tego g...wna. Pod jednym warunkiem, że się chce. To jest jak nałóg. Chcesz to palisz/pijesz i żadne słowa do Ciebie nie dotrą, oprócz tego co Ty sobie powiesz. Usiądź któregoś razu w ciszy i zapytaj : czego ja chcę sama dla siebie. Mój romans trwał dwa lata, dwa lata biegałam do kochanka i wracałam do domu zadowolona jak zakochana małolata. Mąż się domyślał po jakimś czasie. Niestety w momencie kiedy jesteśmy z tym drugim nie myślimy ani o mężu ani o dzieciach swoich, jego. Bo przecież to takie "szczęście" , że jesteśmy z nim.Jakie to szczęście ja się pytam ?? . Wiedziałam, że muszę w końcu podjąć jakąś decyzję, długo się tak nie pociągnie. Kochanek nie chciał porzucić swojej rodziny ( na szczęście !!), nie potrafił też powiedzieć, że nie chce się spotykać ze mną. Więc to ja z nim zerwałam.(Co ja w nim w ogóle widziałam???) To było mega trudne doświadczenie.Cierpiałam, a musiałam to ukrywać, w domu po kątach płacz jak nikt nie widział. Mąż  się dowiedział ( po fakcie,ale jednak), powiedział dzieciom, rodzinie. Zostałam wyklęta. Odeszłam od męża. Zdradziłam bo go nie kochałam.Inaczej bym tego nie zrobiła.To mnie absolutnie nie usprawiedliwia, wiem. Ale uważałam, że dalszy związek w tym stanie po tym wszystkim nie ma sensu, nie udźwignęłabym tego. Pod koniec małżeństwa mój j.m. zrobił  mi wielką przykrość (miał prawo ??...być może), w każdym razie uważam, że rachunki zostały wyrównane.Jemu wybaczyłam, sobie jeszcze nie. Teraz jestem sama.I to jest najpiękniejszy czas w moim życiu,ale tylko dlatego,że pracowałam nad sobą. Zaczęło się od pytań..dlaczego ja w takie g...wno weszłam, dlaczego to zrobiłam, co jest ZE MNĄ nie tak ?? I wiem już. Nie szukam usprawiedliwień,ale szukam drogi,sposobu .Bardzo pomogło mi to forum.Nie udzielałam się,ale czytałam,czytałam.Dużo tu mądrych ludzi,tylko trzeba otworzyć serca na ich rady. Forum i książki.Z dziećmi stosunki są bardzo dobre.Zawsze zresztą miałam z nimi dobry kontakt. Byłam i jestem dobrą matką. Musisz się zdecydować w którą iść stronę,inaczej nigdy nie będziesz szczęśliwa.Ja jestem i tego Ci z całego serca życzę. Da się !

Canon dziękuję ci za ten wpis.
Ja też czuję że jestem w nałogu. Jestem uzależniona od niego a on ode mnie. Kocham go i jak sądzę on mnie też. Jednocześnie nie możemy być razem.  Chora sytuacja.
U mnie jest inaczej ja nie wracam zadowolona bo czuję straszne wyrzuty sumienia. U mnie trwa to ledwie kilka miesięcy.
On bardzo dążył do spełnienia fizycznego ja nie chciałam przekraczać granicy ale w końcu się poddałam co uważam za błąd.
Teraz mamy zawieszenie od prawie 4 tygodni. Ja nie chcę juz kontaktu fizycznego. Rozmawialiśmy o nas juz 2 razy najpierw krótko,  dzisiaj dłużej. Powiedziałam że nie chcę takiej relacji że źle się czuję etc. On dziś mi powiedział ze on nie chce mnie stracić i że jestem dla niego najważniejsza (nie wyjaśnił co to znaczy). Powiedział że nie wyzbedzie się patrzenia na mnie jak na kobietę bo nie potrafi ale będzie się starał tego nie pokazywać.  Powiedział że bał się że nie będę chciała z nim rozmawiać i że tego by "nie przeżył".
Pytał tez czy byłabym w stanie zostawić męża powiedziałam ze chyba nie choć go nie kocham. To usłyszał ode mnie pierwszy raz.
Nie wiem jak to się skończy u mnie.  Chyba najprędzej moją chorobą psychiczną bo już jestem na skraju.

Aha i też uważam ze jestem dobrą matką. Te wszystkie zarzuty wobec mnie jako matki są bez sensu.  Poswiecam dzieciom mnóstwo czasu, uwielbiają mnie i na pewno uważają za najlepszą mamę pod słońcem i zadne teksty typu "dajesz dzieciom zły przykład" tego nie zmienią. Nie jestem Barbara z Nocy i Dni która latami źle męża traktowała i wzdychala do miłości swojego życia.  A tutaj taki pogląd pokutuje.

667

Odp: Zniszczylam swoje zycie

a nie możesz zmienić pracy, żeby go nie widywać?
a co będzie jak on się rzeczywiście rozwiedzie ? Ty go wtedy przestaniesz kochać Kroteczko, bo to już nie będzie wyzwanie. Powinnaś mu jasno powiedzieć, że męża nie zostawisz.

668

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
canon50 napisał/a:

Canon dziękuję ci za ten wpis.
Ja też czuję że jestem w nałogu. Jestem uzależniona od niego a on ode mnie. Kocham go i jak sądzę on mnie też. Jednocześnie nie możemy być razem.  Chora sytuacja.
U mnie jest inaczej ja nie wracam zadowolona bo czuję straszne wyrzuty sumienia. U mnie trwa to ledwie kilka miesięcy.
On bardzo dążył do spełnienia fizycznego ja nie chciałam przekraczać granicy ale w końcu się poddałam co uważam za błąd.
Teraz mamy zawieszenie od prawie 4 tygodni. Ja nie chcę juz kontaktu fizycznego. Rozmawialiśmy o nas juz 2 razy najpierw krótko,  dzisiaj dłużej. Powiedziałam że nie chcę takiej relacji że źle się czuję etc. On dziś mi powiedział ze on nie chce mnie stracić i że jestem dla niego najważniejsza (nie wyjaśnił co to znaczy). Powiedział że nie wyzbedzie się patrzenia na mnie jak na kobietę bo nie potrafi ale będzie się starał tego nie pokazywać.  Powiedział że bał się że nie będę chciała z nim rozmawiać i że tego by "nie przeżył".
Pytał tez czy byłabym w stanie zostawić męża powiedziałam ze chyba nie choć go nie kocham. To usłyszał ode mnie pierwszy raz.
Nie wiem jak to się skończy u mnie.  Chyba najprędzej moją chorobą psychiczną bo już jestem na skraju.

Uważam, Kroteczko, że jesteś na dobrej drodze. Nie, nie do choroby psychicznej, ale do ułożenia sobie  z tym człowiekiem właściwych relacji.
Jeżeli dobrze oddałaś jego słowa, mam nadzieję, że znasz go również na tyle, by wierzyć, że uszanuje Twoją decyzję.
Jeśli on Cię kocha, nie zabronisz mu tego, ale możesz wziąć go za słowo, że nie będzie tego okazywał.

Z tego, co pamiętam, pracy zmienić nie możesz lub nie chcesz (co w sumie na jedno wychodzi), więc ta rada Cannon się nie przyda. Pole manewru masz, co prawda, ograniczone, ale jak sama widzisz, jedyny ratunek, to przywrócenie relacji przyjacielskich.
Gdy on dotrzyma danego Ci słowa, a Ty będziesz twardo stać przy swoim, uda się.
I w ten sposób zacznij patrzeć na tę sprawę.

Pozdrawiam.

669

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:

jedyny ratunek, to przywrócenie relacji przyjacielskich.
.

W opisywanej tu sytuacji przywrócenie relacji przyjacielskich można porównać do przywrócenia dziewictwa.

670

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:
Excop napisał/a:

jedyny ratunek, to przywrócenie relacji przyjacielskich.
.

W opisywanej tu sytuacji przywrócenie relacji przyjacielskich można porównać do przywrócenia dziewictwa.

Sądziłem, że osiągnięcia chirurgii plastycznej na tym polu, są Ci znane?

671 Ostatnio edytowany przez Mały_Książe (2014-12-11 07:34:48)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:
pitagoras napisał/a:
Excop napisał/a:

jedyny ratunek, to przywrócenie relacji przyjacielskich.
.

W opisywanej tu sytuacji przywrócenie relacji przyjacielskich można porównać do przywrócenia dziewictwa.

Sądziłem, że osiągnięcia chirurgii plastycznej na tym polu, są Ci znane?

No tak, w samochodzie też możesz cofnąć licznik, tylko czy to sprawi, że jego przebieg i zużycie zniknie?:P

Dziewictwo to także pewien stan umysłu, a tego to już żaden skalpel nie cofnie.

672

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:
pitagoras napisał/a:
Excop napisał/a:

jedyny ratunek, to przywrócenie relacji przyjacielskich.
.

W opisywanej tu sytuacji przywrócenie relacji przyjacielskich można porównać do przywrócenia dziewictwa.

Sądziłem, że osiągnięcia chirurgii plastycznej na tym polu, są Ci znane?

No właśnie tyle autentyzmu będzie w tej przyjaźni, co w zrekonstruowanej błonie.

673 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-12-11 08:48:35)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:
Excop napisał/a:
pitagoras napisał/a:

W opisywanej tu sytuacji przywrócenie relacji przyjacielskich można porównać do przywrócenia dziewictwa.

Sądziłem, że osiągnięcia chirurgii plastycznej na tym polu, są Ci znane?

No właśnie tyle autentyzmu będzie w tej przyjaźni, co w zrekonstruowanej błonie.

Od tego są obustronna wola i upływ czasu. Nikt nie mówi, że będzie łatwo.

674

Odp: Zniszczylam swoje zycie
canon50 napisał/a:

a nie możesz zmienić pracy, żeby go nie widywać?
a co będzie jak on się rzeczywiście rozwiedzie ? Ty go wtedy przestaniesz kochać Kroteczko, bo to już nie będzie wyzwanie. Powinnaś mu jasno powiedzieć, że męża nie zostawisz.

On już w zasadzie wie że męża nie zostawię. Nie chcę żeby się rozwodzil bo tego nie udzwigne.

675

Odp: Zniszczylam swoje zycie

a czego chcesz KROTECZKO?

676

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:

Uważam, Kroteczko, że jesteś na dobrej drodze. Nie, nie do choroby psychicznej, ale do ułożenia sobie  z tym człowiekiem właściwych relacji.
Jeżeli dobrze oddałaś jego słowa, mam nadzieję, że znasz go również na tyle, by wierzyć, że uszanuje Twoją decyzję.
Jeśli on Cię kocha, nie zabronisz mu tego, ale możesz wziąć go za słowo, że nie będzie tego okazywał.

Z tego, co pamiętam, pracy zmienić nie możesz lub nie chcesz (co w sumie na jedno wychodzi), więc ta rada Cannon się nie przyda. Pole manewru masz, co prawda, ograniczone, ale jak sama widzisz, jedyny ratunek, to przywrócenie relacji przyjacielskich.
Gdy on dotrzyma danego Ci słowa, a Ty będziesz twardo stać przy swoim, uda się.
I w ten sposób zacznij patrzeć na tę sprawę.

Pozdrawiam.

Dzięki Excop twoje słowa dają mi nadzieję szczególnie że pisze to mężczyzna. Ja obiecałam sobie trwać przy tym co założyłam. On to póki co szanuje. Wiem że będzie ciężko bo ja też patrzę na niego jak na mężczyznę a nie kolegę.

677

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kiedysbylam napisał/a:

a czego chcesz KROTECZKO?

Ona nie wie.
Nie wie czego chce.
A jednocześnie chce żeby życie samo tak się poukładało, żeby było jej dobrze.
Żeby było tak jak ona chce, chociaż nie wie czego chce smile

678

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kroteczka-tak właściwie po co ci On,ten kochanek,przecież same kłopoty z tego masz.
Miałaś męża ,dzieci, prace,ustabilizowane życie,czego chcieć więcej?Sama piszesz,ze nawet się z mężem nie klociliscie, głodem nie przymieracie,dzieci mam nadzieje zdrowe.Po co Ci tem trzeci?Tylko nie mów,że się w nim nagle zakochalas,bo w mężu kiedyś tez się zakochałaś skoro za niego wyszlas.I nawet macie dzieci.
Daj sobie spokój z tym kochankiem.Zobacz,masz go i i tak jesteś nieszczęśliwa.Zerwij kontakt i nie przyjaźnij się tylko z nim,bo to nie zadziała.

679

Odp: Zniszczylam swoje zycie
IsaBella77 napisał/a:
kiedysbylam napisał/a:

a czego chcesz KROTECZKO?

Ona nie wie.
Nie wie czego chce.
A jednocześnie chce żeby życie samo tak się poukładało, żeby było jej dobrze.
Żeby było tak jak ona chce, chociaż nie wie czego chce smile

Dlatego to ktoś za nią podejmie w końcu decyzje i będzie to kochanek, lub mąż (gdy sie dowie o wszystkim).

680

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Mały Książę ... tak, taka wersja jest najbardziej prawdopodobna.
Tylko że wtedy będzie płacz w żywe kamienie i zgrzytanie zębami.
I pytania: dlaczego los mnie tak ukrzywdził ...

681

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kiedysbylam napisał/a:

a czego chcesz KROTECZKO?

rossanka napisał/a:

Kroteczka-tak właściwie po co ci On,ten kochanek,przecież same kłopoty z tego masz.
Miałaś męża ,dzieci, prace,ustabilizowane życie,czego chcieć więcej?....

to jest proste, miała ułożone życie ale brakowało jej bardzo istotnych elementów: zamieszania, kłopotów. Więc teraz je ma.

682

Odp: Zniszczylam swoje zycie
rossanka napisał/a:

Kroteczka-tak właściwie po co ci On,ten kochanek,przecież same kłopoty z tego masz.
Miałaś męża ,dzieci, prace,ustabilizowane życie,czego chcieć więcej?Sama piszesz,ze nawet się z mężem nie klociliscie, głodem nie przymieracie,dzieci mam nadzieje zdrowe.Po co Ci tem trzeci?Tylko nie mów,że się w nim nagle zakochalas,bo w mężu kiedyś tez się zakochałaś skoro za niego wyszlas.I nawet macie dzieci.
Daj sobie spokój z tym kochankiem.Zobacz,masz go i i tak jesteś nieszczęśliwa.Zerwij kontakt i nie przyjaźnij się tylko z nim,bo to nie zadziała.

Pewnie że on mi do niczego nie potrzebny. Mam ogólnie bardzo wygodne życie. Można powiedzieć idealne. Dopóki nie pojawił sie on nie miałam większych problemów.  Potem przyjaźń z nim tylko dopełniła moje życie.  Ale jemu było za mało on cisnal chciał innej relacji i ja głupia na to poszłam.  Mam za swoje.
Oczywiście niezależnie moje życie z mężem było jakies takie jałowe,  małżeństwo powinno wyglądać inaczej. Jednak w sumie adoracja z jego strony mi wystarczała. Czasami byłam na takim haju , że on dostrzega tylko mnie choć wokół tyle kobiet.  One to widziały i mi zazdroscily.
Wszystko sie zepsuło.

683

Odp: Zniszczylam swoje zycie

No to dawaj, zakasuj rękawy i zabieraj się do naprawiania.
Wbrew temu co sądzisz - samo się nie naprawi.

684

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

...nie miałam większych problemów. ..przyjaźń z nim tylko dopełniła moje życie... jemu było za mało on cisnal chciał innej relacji i ....... ja głupia na to poszłam. .....

ładnie ujęte "jemu było za mało". JEMU !!!!
Tu masz odpowiedź czy ci się uda. Otóż nie, nie uda się odbudować przyjaźni, bo ona przyjaźnią nie była. Nawet jeśli bedziecie na stopie koleżeńskiej to u jemu wcześniej czy później będzie znów za mało.

685

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Aleksandra81 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:

Anastacjaa, Kroteczka, loving heart, Pitagoras
Może załóżmy grupę wsparcia dla kochających żonatych/mężatki?

Wiesz w moim wątku też się wyodrębniła grupa kilku osób plujących jadem żon, porzuconych, niespełnionych..
nie ma opcji by się zrozumiały dwie strony a może i trzy bo nie tylko "zona-kochanka" ale i ten zdradzający. 
każdy ma swoje przekonania i historie - i dobrze. To co jednak mnie najbardziej razi to poziom wypowiedzi co poniektórych.
A najbardziej razi jad tych podobno szczęśliwych które zamiast to szczęście celebrować siedzą na forum i się wyżywają...na poziomie czasem nawet zbędnym komentarza... 
I wcale nie mówię o wszystkich negatywnych komentarzach.. Wiele z nich dużo wnosi.

Anactacjaa
Ja w swoim wątku miałam tak samo. Co bym nie napisała to było źle
Przekręcano moje wypowiedzi, wyzywano, obrażano. Wreszcie przestałam odpowiadać na zaczepki i ignorować wybiórcze cytowanie fragmentów moich wypowiedzi.
U mnie prym wiodła Mariolka (mariola856) - wyjątkowo upierdliwe ziółko

o jak miło:)

686

Odp: Zniszczylam swoje zycie
mariola856 napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Wiesz w moim wątku też się wyodrębniła grupa kilku osób plujących jadem żon, porzuconych, niespełnionych..
nie ma opcji by się zrozumiały dwie strony a może i trzy bo nie tylko "zona-kochanka" ale i ten zdradzający. 
każdy ma swoje przekonania i historie - i dobrze. To co jednak mnie najbardziej razi to poziom wypowiedzi co poniektórych.
A najbardziej razi jad tych podobno szczęśliwych które zamiast to szczęście celebrować siedzą na forum i się wyżywają...na poziomie czasem nawet zbędnym komentarza... 
I wcale nie mówię o wszystkich negatywnych komentarzach.. Wiele z nich dużo wnosi.

Anactacjaa
Ja w swoim wątku miałam tak samo. Co bym nie napisała to było źle
Przekręcano moje wypowiedzi, wyzywano, obrażano. Wreszcie przestałam odpowiadać na zaczepki i ignorować wybiórcze cytowanie fragmentów moich wypowiedzi.
U mnie prym wiodła Mariolka (mariola856) - wyjątkowo upierdliwe ziółko

o jak miło:)

Do usług smile
Mariolka na mnie zawsze możesz psy sobie powieszać.

687

Odp: Zniszczylam swoje zycie

przestań bo zrobi mi się ciebie szkoda, a przecież święta idą, smile

688

Odp: Zniszczylam swoje zycie
mariola856 napisał/a:

przestań bo zrobi mi się ciebie szkoda, a przecież święta idą, smile

Rozejm?

689

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bullet napisał/a:
kroteczka napisał/a:

...nie miałam większych problemów. ..przyjaźń z nim tylko dopełniła moje życie... jemu było za mało on cisnal chciał innej relacji i ....... ja głupia na to poszłam. .....

ładnie ujęte "jemu było za mało". JEMU !!!!
Tu masz odpowiedź czy ci się uda. Otóż nie, nie uda się odbudować przyjaźni, bo ona przyjaźnią nie była. Nawet jeśli bedziecie na stopie koleżeńskiej to u jemu wcześniej czy później będzie znów za mało.

Tego się obawiam juz dziś widziałam pierwsze objawy głupie usmieszki niby nic ale zawsze.  Spojrzenie takie niby z uznaniem jak super dziś wyglądam. Ale nie takie neutralne tylko takie "uff".
Wkurzylo mnie to bo mówił że będzie inaczej a czuje ze g... będzie a nie inaczej.
Dziś mam kryzys totalny widzę że tu chodzi o jedno. Czuję się jak przedmiot. Gdyby mnie kochał to chyba by uszanowal to o co go prosilam.

690

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
bullet napisał/a:
kroteczka napisał/a:

...nie miałam większych problemów. ..przyjaźń z nim tylko dopełniła moje życie... jemu było za mało on cisnal chciał innej relacji i ....... ja głupia na to poszłam. .....

ładnie ujęte "jemu było za mało". JEMU !!!!
Tu masz odpowiedź czy ci się uda. Otóż nie, nie uda się odbudować przyjaźni, bo ona przyjaźnią nie była. Nawet jeśli bedziecie na stopie koleżeńskiej to u jemu wcześniej czy później będzie znów za mało.

Tego się obawiam juz dziś widziałam pierwsze objawy głupie usmieszki niby nic ale zawsze.  Spojrzenie takie niby z uznaniem jak super dziś wyglądam. Ale nie takie neutralne tylko takie "uff".
Wkurzylo mnie to bo mówił że będzie inaczej a czuje ze g... będzie a nie inaczej.
Dziś mam kryzys totalny widzę że tu chodzi o jedno. Czuję się jak przedmiot. Gdyby mnie kochał to chyba by uszanowal to o co go prosilam.

Kroteczka, przykro mi ale twój ukochany traktuje ciebie jak typową szparkę. Może kiedyś byłaś koleżanką, ale teraz zmieniłaś się w cichodajkę.

691

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Aleksandra81 napisał/a:
kroteczka napisał/a:
bullet napisał/a:

ładnie ujęte "jemu było za mało". JEMU !!!!
Tu masz odpowiedź czy ci się uda. Otóż nie, nie uda się odbudować przyjaźni, bo ona przyjaźnią nie była. Nawet jeśli bedziecie na stopie koleżeńskiej to u jemu wcześniej czy później będzie znów za mało.

Tego się obawiam juz dziś widziałam pierwsze objawy głupie usmieszki niby nic ale zawsze.  Spojrzenie takie niby z uznaniem jak super dziś wyglądam. Ale nie takie neutralne tylko takie "uff".
Wkurzylo mnie to bo mówił że będzie inaczej a czuje ze g... będzie a nie inaczej.
Dziś mam kryzys totalny widzę że tu chodzi o jedno. Czuję się jak przedmiot. Gdyby mnie kochał to chyba by uszanowal to o co go prosilam.

Kroteczka, przykro mi ale twój ukochany traktuje ciebie jak typową szparkę. Może kiedyś byłaś koleżanką, ale teraz zmieniłaś się w cichodajkę.

No tak mnie może nie traktuje ale zdecydowanie patrzy na mnie w kontekście seksualnym. Zawsze czułam że gdybym mu się fizycznie nie podobała to by się nie przyjaznil ze mną. Nie dlatego że charakter mój mu nie odpowiada bo pod tym względem rozumiemy się jak nikt ale dlatego bo to taki typ człowieka. Ta sfera jest dla niego kluczowa.

692

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Tego się obawiam juz dziś widziałam pierwsze objawy głupie usmieszki niby nic ale zawsze.  Spojrzenie takie niby z uznaniem jak super dziś wyglądam. Ale nie takie neutralne tylko takie "uff".
Wkurzylo mnie to bo mówił że będzie inaczej a czuje ze g... będzie a nie inaczej.
Dziś mam kryzys totalny widzę że tu chodzi o jedno. Czuję się jak przedmiot. Gdyby mnie kochał to chyba by uszanowal to o co go prosilam.

Kroteczka, przykro mi ale twój ukochany traktuje ciebie jak typową szparkę. Może kiedyś byłaś koleżanką, ale teraz zmieniłaś się w cichodajkę.

No tak mnie może nie traktuje ale zdecydowanie patrzy na mnie w kontekście seksualnym. Zawsze czułam że gdybym mu się fizycznie nie podobała to by się nie przyjaznil ze mną. Nie dlatego że charakter mój mu nie odpowiada bo pod tym względem rozumiemy się jak nikt ale dlatego bo to taki typ człowieka. Ta sfera jest dla niego kluczowa.

Nie , martw się Kroteczko.... smile

mój niby przyjaciel, jak jeszcze niedawno mniemałam, "sponiewierał" mnie mailowo..

Nie pozostałam mu dłużna, ale w duchu pomyślałam, że coś takiego miałabym  pewnie gdybym go w nieomal godzinie zero wyrzuciła...
Nie jesteśmy razem  ale i tak patrzy  na mnie jak... kiedyś określałam "mięso"

Masakra, dziś siedzieliśmy nieomal naprzeciw siebie, i nawet spojrzeniami nie byliśmy mili....

693

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Tego się obawiam juz dziś widziałam pierwsze objawy głupie usmieszki niby nic ale zawsze.  Spojrzenie takie niby z uznaniem jak super dziś wyglądam. Ale nie takie neutralne tylko takie "uff".
Wkurzylo mnie to bo mówił że będzie inaczej a czuje ze g... będzie a nie inaczej.
Dziś mam kryzys totalny widzę że tu chodzi o jedno. Czuję się jak przedmiot. Gdyby mnie kochał to chyba by uszanowal to o co go prosilam.

Poczekaj to jeszcze nic. Zabawa się dopiero zacznie jak gość zacznie na Ciebie wywierać presję wykorzystując to że jest Twoim szefem, a wiedz, że to tylko kwestia czasu.
Zastanów się lepiej co wtedy zrobisz.

694

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Tę przyjaźń to chyba sama sobie wmówiłam... smile


Dziś nawet ciężko mi o ty m pomyśleć....

Drogie koleżanki, dziewczyny  .... niezależnie od wieku, ...jak facet, przyjaciel, kolega...podwozi, pomaga, współczuje, rozumie, to........
Szykuje......... pościel

Wierzcie mi... nie ma innej drogi.. a potem...   


Koszmar

Miłego wieczoru

695

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Mały_Książe napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Tego się obawiam juz dziś widziałam pierwsze objawy głupie usmieszki niby nic ale zawsze.  Spojrzenie takie niby z uznaniem jak super dziś wyglądam. Ale nie takie neutralne tylko takie "uff".
Wkurzylo mnie to bo mówił że będzie inaczej a czuje ze g... będzie a nie inaczej.
Dziś mam kryzys totalny widzę że tu chodzi o jedno. Czuję się jak przedmiot. Gdyby mnie kochał to chyba by uszanowal to o co go prosilam.

Poczekaj to jeszcze nic. Zabawa się dopiero zacznie jak gość zacznie na Ciebie wywierać presję wykorzystując to że jest Twoim szefem, a wiedz, że to tylko kwestia czasu.
Zastanów się lepiej co wtedy zrobisz.

Ma żonę, i dzieci smile
I na szczęście nie jest szefem ..... ale i tak mi szkodzi

Nie dam się, ale. jest strasznie..... bo wiem, że jestem" mięskiem".....

Po świetach idę na zwolnienie..

696

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Beben69 napisał/a:
kroteczka napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:

Kroteczka, przykro mi ale twój ukochany traktuje ciebie jak typową szparkę. Może kiedyś byłaś koleżanką, ale teraz zmieniłaś się w cichodajkę.

No tak mnie może nie traktuje ale zdecydowanie patrzy na mnie w kontekście seksualnym. Zawsze czułam że gdybym mu się fizycznie nie podobała to by się nie przyjaznil ze mną. Nie dlatego że charakter mój mu nie odpowiada bo pod tym względem rozumiemy się jak nikt ale dlatego bo to taki typ człowieka. Ta sfera jest dla niego kluczowa.

Nie , martw się Kroteczko.... smile

mój niby przyjaciel, jak jeszcze niedawno mniemałam, "sponiewierał" mnie mailowo..

Nie pozostałam mu dłużna, ale w duchu pomyślałam, że coś takiego miałabym  pewnie gdybym go w nieomal godzinie zero wyrzuciła...
Nie jesteśmy razem  ale i tak patrzy  na mnie jak... kiedyś określałam "mięso"

Masakra, dziś siedzieliśmy nieomal naprzeciw siebie, i nawet spojrzeniami nie byliśmy mili....

O Beben myślałam że zniknęłas na dobre.  Dobrze że wróciłas smile.
Mojemu niby zależy ale obawiam się że głównie na jednym.
Czasem mam ochotę się na nim zemścić. Czuję że mam władzę nad nim. Bo wystarczy jeden gest a on się cieszy jak dziecko.  On samiec alfa zachowuje się jak niewolnik.  Nie jestem typem który takie rzeczy wykorzystuje ale czasem aż mnie korci żeby nim pomiatac żeby poczuł się jak rzecz. Bo on i tak będzie  ciagle dąży do zaspokojenia swoich potrzeb wiadomo jakich.

697

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kroteczka daj sobie spokój.Nie mscij się,nie wchodz w żadne gierki.
Nie wciagnij się znowu.Po co ci to?
Szkoda czasu na cos takiego i nerwów.
Miej tylko naukę na przyszłość.

698

Odp: Zniszczylam swoje zycie
rossanka napisał/a:

Kroteczka daj sobie spokój.Nie mscij się,nie wchodz w żadne gierki.
Nie wciagnij się znowu.Po co ci to?
Szkoda czasu na cos takiego i nerwów.
Miej tylko naukę na przyszłość.

A niby jak miałaby się zemścić? Nie ma szans by przy okazji sama nie dostała po tyłku rykoszetem. tongue

699 Ostatnio edytowany przez rossanka (2014-12-11 21:27:37)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Mały_Książe napisał/a:
rossanka napisał/a:

Kroteczka daj sobie spokój.Nie mscij się,nie wchodz w żadne gierki.
Nie wciagnij się znowu.Po co ci to?
Szkoda czasu na cos takiego i nerwów.
Miej tylko naukę na przyszłość.

A niby jak miałaby się zemścić? Nie ma szans by przy okazji sama nie dostała po tyłku rykoszetem. tongue

O to chodzi.:D Jak się wciągnie,to znowu oberwie i to na własne życzenie.Bo po nim zemsta jakby nie była to spłynie.
Oj Kroteczka,ty chyba nie lubisz nudy,męczy Cie to.

700

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Beben69 napisał/a:
kroteczka napisał/a:

No tak mnie może nie traktuje ale zdecydowanie patrzy na mnie w kontekście seksualnym. Zawsze czułam że gdybym mu się fizycznie nie podobała to by się nie przyjaznil ze mną. Nie dlatego że charakter mój mu nie odpowiada bo pod tym względem rozumiemy się jak nikt ale dlatego bo to taki typ człowieka. Ta sfera jest dla niego kluczowa.

Nie , martw się Kroteczko.... smile

mój niby przyjaciel, jak jeszcze niedawno mniemałam, "sponiewierał" mnie mailowo..

Nie pozostałam mu dłużna, ale w duchu pomyślałam, że coś takiego miałabym  pewnie gdybym go w nieomal godzinie zero wyrzuciła...
Nie jesteśmy razem  ale i tak patrzy  na mnie jak... kiedyś określałam "mięso"

Masakra, dziś siedzieliśmy nieomal naprzeciw siebie, i nawet spojrzeniami nie byliśmy mili....

O Beben myślałam że zniknęłas na dobre.  Dobrze że wróciłas smile.
Mojemu niby zależy ale obawiam się że głównie na jednym.
Czasem mam ochotę się na nim zemścić. Czuję że mam władzę nad nim. Bo wystarczy jeden gest a on się cieszy jak dziecko.  On samiec alfa zachowuje się jak niewolnik.  Nie jestem typem który takie rzeczy wykorzystuje ale czasem aż mnie korci żeby nim pomiatac żeby poczuł się jak rzecz. Bo on i tak będzie  ciagle dąży do zaspokojenia swoich potrzeb wiadomo jakich.

Kochana, zaglądam tu..  codziennie:)
ale po Twoich wpisach i Anastas... i moich doświadczeniach z 'moim" Panem Zet... wołałam pozostać sam na sam z sobą i moimi łzami ............
Dziś po  spotkaniu służbowym, stwierdziłam, że trudno....  nie dam rady, ani jemu, ani naszemu szefowi, Zet ma fiuta, jaja, wygrywa w męskim świecie, a ja jestem nikim... a na dodatek to poczucie, że jestem mięsem....


Koszmar, na który zapracowałam



Zet jest silniejszy jak ja.......
Oby Ciebie Kroteczko Kochana ominęło to co mnie...
Ostatnio mailowo nawet nie miałam imienia..... smile
Odpowiedziałam pięknym za nadobne... wink

Zabolało go... i bardzo dobrze   


ale męża zapytałam, czy przypadkiem nie chciałby rozwodu...
Zapytał, czemu nie biorę proszków przeciw depresji... ;

Kroteczko, z całego serca żebyś odnalzła swoją drogę..bo ja  od lat błądzę w tym labiryncie


Całuski

701

Odp: Zniszczylam swoje zycie

a siedząc nieomal naprzeciw niego...
myślałam.... a nie tak dawno.... w samochodzie mówiłeś... to...i to... i tamto...

... Dziewczyny Kochane pamiętajcie o sobie...
nie o nich, ich żonach, Tż...
o SOBIE....


bądźcie egoistkami... moja babcia mawiała, że facetowi nigdy nie pokazuje się całego kolana...
dopóki stosowałam tę zasadę,  było OK. teraz nie jest

702

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Czy ktoś ma jeszcze w czubie ... wink

Ja chyba a za dużo winka....
Ale dziś był mega trudny dzień
Szkoda, że nie ma lotu w kosmos, oczywiście w jedną stronę.... wink


Ktoś chciałby ze mną na ... Księżyc.. wink

703

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Mały_Książe napisał/a:
rossanka napisał/a:

Kroteczka daj sobie spokój.Nie mscij się,nie wchodz w żadne gierki.
Nie wciagnij się znowu.Po co ci to?
Szkoda czasu na cos takiego i nerwów.
Miej tylko naukę na przyszłość.

A niby jak miałaby się zemścić? Nie ma szans by przy okazji sama nie dostała po tyłku rykoszetem. tongue

To on zawsze biegał za mną.  Jak mnie wkurzył to odwracalam się na pięcie a on leciał i mnie przepraszał.  Jak miałam fochy to się przejmował bardzo. Ja olewalam to , oczywiście tak to tylko wyglądało bo wewnątrz bardzo przeżywałam. Spokojnie mogłabym go doprowadzić do kiepskiego stanu gdybym chciała.
Nie lubię takich zabaw bo to dziecinada no i za bardzo go kocham żeby robić mu takie rzeczy.

704

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Beben69 napisał/a:

a siedząc nieomal naprzeciw niego...
myślałam.... a nie tak dawno.... w samochodzie mówiłeś... to...i to... i tamto...

... Dziewczyny Kochane pamiętajcie o sobie...
nie o nich, ich żonach, Tż...
o SOBIE....


bądźcie egoistkami... moja babcia mawiała, że facetowi nigdy nie pokazuje się całego kolana...
dopóki stosowałam tę zasadę,  było OK. teraz nie jest

Och Beben współczuję to d.pek po prostu.
Ale masz rację z tym egoizmem. Ja z charakteru jestem pewna siebie i nie dam sobie krzywdy zrobić i nawet taki samiec mnie nie skrzywdzi. Jak to on kiedyś powiedział - jestem samica alfa.

Co za gnojek ten twoj Zet. Uuu ja bym nie odpuściła. Już by musiał się patrzeć jak chodzę na lunczyki z innymi kolegami. Ciśnienie by mu się podniosło.

Czasem chcę żeby byl chamski wobec mnie to by mnie szybko wyleczylo. To jest szansa dla ciebie żeby z tego wyjść.

705

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Mały_Książe napisał/a:
rossanka napisał/a:

Kroteczka daj sobie spokój.Nie mscij się,nie wchodz w żadne gierki.
Nie wciagnij się znowu.Po co ci to?
Szkoda czasu na cos takiego i nerwów.
Miej tylko naukę na przyszłość.

A niby jak miałaby się zemścić? Nie ma szans by przy okazji sama nie dostała po tyłku rykoszetem. tongue

To on zawsze biegał za mną.  Jak mnie wkurzył to odwracalam się na pięcie a on leciał i mnie przepraszał.  Jak miałam fochy to się przejmował bardzo. Ja olewalam to , oczywiście tak to tylko wyglądało bo wewnątrz bardzo przeżywałam. Spokojnie mogłabym go doprowadzić do kiepskiego stanu gdybym chciała.
Nie lubię takich zabaw bo to dziecinada no i za bardzo go kocham żeby robić mu takie rzeczy.

Wiem, Kochana Kroteczko..
Zet jak się złościł... widziałam, jak się robi czerwony
ja tez nie lubię sporów, ale teraz jestem na przegranej pozycji...

I ...radzę zmień pracę, olej go...
bo chyba niestety może Cię spotkać to co mnie...
tez samiec alfa...
i któregoś dnia, chcąc czy nie, przeczytasz maila bez imienia...
i nawet późniejsza buźka nie poprawi Twojego samopoczucia..
Ja cały czas się czuje "mięsem"


Wielkie całuski... Nie daj mu się

706

Odp: Zniszczylam swoje zycie

i moich doświadczeniach z 'moim" Panem Zet... wołałam pozostać sam na sam z sobą i moimi łzami ...

Kółko znudzonych życiem kochanek, opisujących perypetie ze swoimi Panami ( z dużej litery oczywiście..<parodia>) Kobiety bez własnego życia, zainteresowań- poza tym, co myśli, zrobi i czuje kochanek.
Popychadła stworzone by służyć i dostarczać przyjemności cielesnej znudzonemu prozą rodzinnego życia samcowi.

Małżeństwo zawarte po to by 'spełnić niewdzięczną powinność' jak przystało na bezwolną kobietę, która musi spełniać oczekiwania społ.-kulturowe, a w "duszy" gra uległość - chęć bycia służebnica i lądowania co noc pod biurkiem takich Panów, którzy wezmą "co im się należy", mocno i bez sprzeciwu, za włosy i na kolana, co? wink

Po co ta cała szopka i zgrywanie się z "próbami" zerwania z nałogiem.. Komedia big_smile

707

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Beben69 napisał/a:

a siedząc nieomal naprzeciw niego...
myślałam.... a nie tak dawno.... w samochodzie mówiłeś... to...i to... i tamto...

... Dziewczyny Kochane pamiętajcie o sobie...
nie o nich, ich żonach, Tż...
o SOBIE....


bądźcie egoistkami... moja babcia mawiała, że facetowi nigdy nie pokazuje się całego kolana...
dopóki stosowałam tę zasadę,  było OK. teraz nie jest

Och Beben współczuję to d.pek po prostu.
Ale masz rację z tym egoizmem. Ja z charakteru jestem pewna siebie i nie dam sobie krzywdy zrobić i nawet taki samiec mnie nie skrzywdzi. Jak to on kiedyś powiedział - jestem samica alfa.

Co za gnojek ten twoj Zet. Uuu ja bym nie odpuściła. Już by musiał się patrzeć jak chodzę na lunczyki z innymi kolegami. Ciśnienie by mu się podniosło.

Czasem chcę żeby byl chamski wobec mnie to by mnie szybko wyleczylo. To jest szansa dla ciebie żeby z tego wyjść.

Ja zawsze uważałam siebie za zero, i nigdy nie robiy na nie wrażenia jakies umizgi...
Myślę, ze moje kompleksy są przesadzone, ale dzięki nim nie istniał dla mnie żaden facet, aż do Zeta.... kłopotów, zakrętów... itp.
Sama nie wiem, dlaczego o był właśnie On



Kroteczko, zazdroszczę Ci.. wiedzy, samopoczucia....
Jeśli jeszcze weźmiesz mojego Pana Zet.. z głwy myśli itp./ to już w ogole będzie super smile

708

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

i moich doświadczeniach z 'moim" Panem Zet... wołałam pozostać sam na sam z sobą i moimi łzami ...

Kółko znudzonych życiem kochanek, opisujących perypetie ze swoimi Panami ( z dużej litery oczywiście..<parodia>) Kobiety bez własnego życia, zainteresowań- poza tym, co myśli, zrobi i czuje kochanek.
Popychadła stworzone by służyć i dostarczać przyjemności cielesnej znudzonemu prozą rodzinnego życia samcowi.

Małżeństwo zawarte po to by 'spełnić niewdzięczną powinność' jak przystało na bezwolną kobietę, która musi spełniać oczekiwania społ.-kulturowe, a w "duszy" gra uległość - chęć bycia służebnica i lądowania co noc pod biurkiem takich Panów, którzy wezmą "co im się należy", mocno i bez sprzeciwu, za włosy i na kolana, co? wink




Po co ta cała szopka i zgrywanie się z "próbami" zerwania z nałogiem.. Komedia big_smile

Elle88
Odczep się....
Jest tyle przyjemnych zajęć na każdy wieczór...
Czy sadzisz, że komukolwiek są potrzebne Twoje wpisy..
Jeśli tak, to ustaw schedul i wysyłaj do siebie...
i czytaj...
wciąż..


i wciąż..
\\ i ciesz się...Przemądra istoto....
i m iej preten sje do wszystkich poza nami
Pa

709

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Jak to on kiedyś powiedział - jestem samica alfa.

Hahahah, może jeszcze w ogóle Ty karty rozdajesz- to też ci powiedział? big_smile

to już wiadomo, czemu ty taka zakochana- gość robi z tobą co chce, ale potrafi tak tobą zakręcić słownie, żebyś uwierzyła, że TY decydujesz i w każdej chwili możesz to skończyć, a wie doskonale że takie słowa to jakby ci ego lukrem polał.
Hahahha, skubany dobry jest- podręcznikowo cię podszedł, bo i przypadek podręcznikowy z ciebie- mało skomplikowany.

Ale nie wiedziałam, że aż w tak mało wyszukany sposób się z tobą komunikuje  ten facio.
Ale banał.

Jej "przyjaciel" big_smile

710

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Tego się obawiam juz dziś widziałam pierwsze objawy głupie usmieszki niby nic ale zawsze.  Spojrzenie takie niby z uznaniem jak super dziś wyglądam. Ale nie takie neutralne tylko takie "uff".
Wkurzylo mnie to bo mówił że będzie inaczej a czuje ze g... będzie a nie inaczej.
Dziś mam kryzys totalny widzę że tu chodzi o jedno. Czuję się jak przedmiot. Gdyby mnie kochał to chyba by uszanowal to o co go prosilam.

To było niestety do przewidzenia. Kiedy granica zostaje przekroczona trudno na nowo spojrzeć a siebie czysto po koleżeńsku (pomijam fakt że nawet przed na atrakcyjną dla nas osobę patrzy się inaczej - wtedy jeszcze to tylko fantazje). Kiedyś mój pan Z. powiedział, że 'kręciłam' go od początku i że chociaż marzył o nas non stop to przeszło też mu przez myśl, że jakby do czegoś doszło, to przestałabym być tak obecna w marzeniach bo one by się spełniły i może nie byłoby tak jak to sobie wyobrażał.. ale jak się okazało, że nawet po 'fakcie' uczucia i fascynacje nie zgasły wręcz przeciwnie relacje jeszcze były fajniejsze... to zrozumiał, że  to coś 'wyjątkowego' o co warto dbać i walczyć. tyle że mnie wtedy dopadł "duł' i postanowiłam zerwać kontakt itd.

711

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Elle88 napisał/a:

Jak to on kiedyś powiedział - jestem samica alfa.

Hahahah, może jeszcze w ogóle Ty karty rozdajesz- to też ci powiedział? big_smile

to już wiadomo, czemu ty taka zakochana- gość robi z tobą co chce, ale potrafi tak tobą zakręcić słownie, żebyś uwierzyła, że TY decydujesz i w każdej chwili możesz to skończyć, a wie doskonale że takie słowa to jakby ci ego lukrem polał.
Hahahha, skubany dobry jest- podręcznikowo cię podszedł, bo i przypadek podręcznikowy z ciebie- mało skomplikowany.

Ale nie wiedziałam, że aż w tak mało wyszukany sposób się z tobą komunikuje  ten facio.
Ale banał.




Jej "przyjaciel" big_smile

Kochana.....Elle88
Ku Twojej niezaspokojonej ciekawości... nie robimy, Pan Zet na pewno czuje się urażony, że taki przystojniak, zaprawiony w bojach.. a tu nic....
Ale ponieważ odpowidam Tobie, a nie jemu, to p raz kolejny potwierdzasz, ze żyjesz tylko tym co tu przeczytasz...... wink
I OCZYWIŚCIE ODPISZESZ, JAK TO TY BYŚ NA COŚ TAKIEGO NIE POZWOLIŁA... jak siebie szanujesz... ach jakie jesteśmy zero

Poza pozdrowieniami dla Kroteczki, będę wpadać, żebyś mogła dać upust swojemu rozbuchanemu EGO

smile buziaki

712

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Beben69 napisał/a:
kroteczka napisał/a:
Beben69 napisał/a:

a siedząc nieomal naprzeciw niego...
myślałam.... a nie tak dawno.... w samochodzie mówiłeś... to...i to... i tamto...

... Dziewczyny Kochane pamiętajcie o sobie...
nie o nich, ich żonach, Tż...
o SOBIE....


bądźcie egoistkami... moja babcia mawiała, że facetowi nigdy nie pokazuje się całego kolana...
dopóki stosowałam tę zasadę,  było OK. teraz nie jest

Och Beben współczuję to d.pek po prostu.
Ale masz rację z tym egoizmem. Ja z charakteru jestem pewna siebie i nie dam sobie krzywdy zrobić i nawet taki samiec mnie nie skrzywdzi. Jak to on kiedyś powiedział - jestem samica alfa.

Co za gnojek ten twoj Zet. Uuu ja bym nie odpuściła. Już by musiał się patrzeć jak chodzę na lunczyki z innymi kolegami. Ciśnienie by mu się podniosło.

Czasem chcę żeby byl chamski wobec mnie to by mnie szybko wyleczylo. To jest szansa dla ciebie żeby z tego wyjść.

Ja zawsze uważałam siebie za zero, i nigdy nie robiy na nie wrażenia jakies umizgi...
Myślę, ze moje kompleksy są przesadzone, ale dzięki nim nie istniał dla mnie żaden facet, aż do Zeta.... kłopotów, zakrętów... itp.
Sama nie wiem, dlaczego o był właśnie On



Kroteczko, zazdroszczę Ci.. wiedzy, samopoczucia....
Jeśli jeszcze weźmiesz mojego Pana Zet.. z głwy myśli itp./ to już w ogole będzie super smile

Beben niestety kompleksy to beznadziejna sprawa. Moi rodzice wykonali kawal dobrej roboty dzięki nim mam taki charakter silny. Chcę tak wychować swoje dzieci.
Beben musisz odwrócić role olewac go totalnie. Nie możesz pokazać ze cie rusza. Powiem więcej powinnaś sie z niego lekko nasmiewac. Wiem trudne jak drżysz na samą myśl o rozmowie ale trzeba próbować.

713

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Pan Zet na pewno czuje się urażony, że taki przystojniak, zaprawiony w bojach.. a tu nic....

Ależ ja ten syndrom urażonego ego u samca doskonale znam i rozumiem smile

Niezrozumienie w odbiorze tej sytuacji między nami polega na tym, że ja z faktu, że jakiś facet chce sobie podnieść poprzez 'zaliczenie' mnie ego nie czynię misji i centrum swojego życia, wokół czego kręcą się moje wszystkie myśli, działania, emocje itd.
A dla was to jest MEGA wydarzenie, pod które podpasowałyście praktycznie całe swoje życie - w przyp. kroteczki i zagrały va banque, ryzykując dosłownie wszystko, nie mając z tego dosłownie NIC, oprócz tego, że możecie przejrzeć się w oczach takiego ruchacza i zobaczyć w nich rodzaj obleśnego samozadowolenia, jak u takiego amerykańskiego otyłego nastolatka posadzonego przed kilkoma zestawami w McDonaldsie - już ledwo może wcisnąć kolejnego hambuksa, ale ciągle mu mało.

714

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Anastacjaa napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Tego się obawiam juz dziś widziałam pierwsze objawy głupie usmieszki niby nic ale zawsze.  Spojrzenie takie niby z uznaniem jak super dziś wyglądam. Ale nie takie neutralne tylko takie "uff".
Wkurzylo mnie to bo mówił że będzie inaczej a czuje ze g... będzie a nie inaczej.
Dziś mam kryzys totalny widzę że tu chodzi o jedno. Czuję się jak przedmiot. Gdyby mnie kochał to chyba by uszanowal to o co go prosilam.

To było niestety do przewidzenia. Kiedy granica zostaje przekroczona trudno na nowo spojrzeć a siebie czysto po koleżeńsku (pomijam fakt że nawet przed na atrakcyjną dla nas osobę patrzy się inaczej - wtedy jeszcze to tylko fantazje). Kiedyś mój pan Z. powiedział, że 'kręciłam' go od początku i że chociaż marzył o nas non stop to przeszło też mu przez myśl, że jakby do czegoś doszło, to przestałabym być tak obecna w marzeniach bo one by się spełniły i może nie byłoby tak jak to sobie wyobrażał.. ale jak się okazało, że nawet po 'fakcie' uczucia i fascynacje nie zgasły wręcz przeciwnie relacje jeszcze były fajniejsze... to zrozumiał, że  to coś 'wyjątkowego' o co warto dbać i walczyć. tyle że mnie wtedy dopadł "duł' i postanowiłam zerwać kontakt itd.

Myślę ze u mnie mogło być podobnie.  Na pewno krecilam go od zawsze.  Ale pewnie dążył do seksu bo sądził ze wtedy mu trochę przejdzie.  Stało sie inaczej wykręcił sie jeszcze bardziej pewnie się tego nie spodziewał.

715

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:
Beben69 napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Och Beben współczuję to d.pek po prostu.
Ale masz rację z tym egoizmem. Ja z charakteru jestem pewna siebie i nie dam sobie krzywdy zrobić i nawet taki samiec mnie nie skrzywdzi. Jak to on kiedyś powiedział - jestem samica alfa.

Co za gnojek ten twoj Zet. Uuu ja bym nie odpuściła. Już by musiał się patrzeć jak chodzę na lunczyki z innymi kolegami. Ciśnienie by mu się podniosło.

Czasem chcę żeby byl chamski wobec mnie to by mnie szybko wyleczylo. To jest szansa dla ciebie żeby z tego wyjść.

Ja zawsze uważałam siebie za zero, i nigdy nie robiy na nie wrażenia jakies umizgi...
Myślę, ze moje kompleksy są przesadzone, ale dzięki nim nie istniał dla mnie żaden facet, aż do Zeta.... kłopotów, zakrętów... itp.
Sama nie wiem, dlaczego o był właśnie On



Kroteczko, zazdroszczę Ci.. wiedzy, samopoczucia....
Jeśli jeszcze weźmiesz mojego Pana Zet.. z głwy myśli itp./ to już w ogole będzie super smile

Beben niestety kompleksy to beznadziejna sprawa. Moi rodzice wykonali kawal dobrej roboty dzięki nim mam taki charakter silny. Chcę tak wychować swoje dzieci.
Beben musisz odwrócić role olewac go totalnie. Nie możesz pokazać ze cie rusza. Powiem więcej powinnaś sie z niego lekko nasmiewac. Wiem trudne jak drżysz na samą myśl o rozmowie ale trzeba próbować.

Kroteczko, uwierz mi, ja go olewam na kązdym kroku,
ale to taka pioruńska bestia, mająca poparcie u naszgo szefa , ze trudno mi wygrac w tym "męskim" swiecie

Ja nie mam uleglej natury....
ale nietsty był silniejszy
ale boli go, mj lekceważcy stosunek, a już inni facei wokół dorpwadzli go do szalu

Posty [ 651 do 715 z 3 039 ]

Strony Poprzednia 1 … 9 10 11 12 13 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026