kroteczka napisał/a:Excop napisał/a:kroteczka napisał/a:Spanowany w moim małżeństwie nie ma bliskości. Kryzys jest od dawna. Mój mąż wie że go nie kocham bo mu to już dawno temu powiedzialam. Ale on trwa nie wiem czego chce ale najwyraźniej nie chce się rozstawać.
Przyznam, Kroteczko, że teraz udało Ci się mnie zdezorientować.
Skoro poinformowałaś męża, że go nie kochasz, to czemu uzależniasz Wasze rozstanie od jego woli, choć przebierasz nogami, by tak się stało?
Wynika z tego przecież, że gdyby odszedł od Ciebie, to dobro Waszych dzieci nie byłoby zagrożone.
To dlaczego ich dobro miałoby zostać zagrożone, gdybyś to jednak ty zażądała rozwodu?
A przypomnę, że na początku wątku stwierdziłaś, że to rzekomo dzieci są przyczyną przedłużania tej Waszej małżeńskiej fikcji.
Pozdrawiam.
Excop nie do końca rozumiem co masz na myśli.
Mi chodzi o to że gdyby on odszedl to rozstalibysmy się spokojnie i pozostali przyjaciółmi. Dzieci by nie ucierpiały. A tak obawiam się że popadnie bardzo zly stan i długo by z tego wychodzil.
Maz czuje że go nie kocham czasem mi to mówi a ja nie zaprzeczam. Więc to nie jest tak że ja udaję że jest różowo a potem lecę do kochanka.
Rozumiesz, rozumiesz.
Zakładasz z góry, że mąż się posypie, gdy od niego odejdziesz.
Uważasz więc, że wyświadczasz mu przysługę, pokazując mu, że jesteś z nim wyłącznie z litości albo wygody?
Czy nie jest jednak tak, że to zazdrość męża o innych mężczyzn, w tym o tamtego powstrzymuje Cię przed wyłożeniem kawy na ławę?
Po prostu okazałoby się, że ta zazdrość od dawna nie jest bezpodstawna, a może nigdy taką nie była, a Ty nie jesteś taka kryształowa, na jaką się kreujesz?
Nie wiem, na ile mam rację, ale uważam, że kryzys w Waszym małżeństwie zaczął się z chwilą, gdy poznałaś współpracownika, który z miejsca Cię zafascynował, a dopiero dużo później stał się Twoim kochankiem. A od tego czasu minęły przecież lata.
No i dzieci. Według mnie obawiasz się, że wiele straciłabyś w ich oczach jako matka, gdybyś zostawiła ich ojca.
Gdyby mąż odszedł, to problem stosunku Waszych dzieci do niego po tym, mniej by Cię interesował.
I nie byłabyś w końcu pewna, komu sąd przyznałby opiekę nad nimi w wypadku Twojego odejścia.
Pozdrawiam.