netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

228 odpowiedzi42 514 wyświetleńzałożony przez Aeryn, 21.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 229 z 229 ]

196

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

EXTRA_terrestrial, dziękuję za rady. Myślę, że obie są bardzo trafne, ale niestety mam o sobie bardzo niskie mniemanie (wynik długoletniego poniżania niestety, na szczęście nie przez mojego męża). Moja choroba i paskudne blizny po dwóch operacjach, do tego nadwaga po "końskich" dawkach sterydów sprawiają, że czuję się nieatrakcyjna. Brzydka wręcz. Żałuję, że nie ma takiej możliwości żeby przenieść się do innego, ładniejszego ciała smile

Jeśli chodzi o drugą radę, myślę, że zawsze bardzo pragnęłam takiej "bliskości dusz", ale do tanga trzeba dwojga... Mąż wielokrotnie mnie okłamywał mimo, że wiedział jak ważna jest dla mnie szczerość w związku. A potem zdeptał resztki mojego zaufania, flirtując z inną. Nie wiem na ile możliwa jest jeszcze w ogóle taka bliskość z kimś, komu nie ufa się wcale? Chyba zdrada męża sprawiła, że nie marzę już nawet o takiej bliskości z nim. Przynajmniej na razie. Póki co ograniczam się do ciastek smile I tak sobie myślę, że on nigdy nie chciał / nie potrzebował takiej bliskości ze mną o jakiej piszesz, dlatego wolał mnie okłamywać, a swoje robić... bo przecież tak łatwiej...

Kosmiczny-nick, dziękuję Ci bardzo za życzenia. Chciałabym bardzo, żeby się spełniły.

I Wam wszystkim, korzystając z okazji, życzę Wesołych Świąt!

197

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

Jeśli chodzi o drugą radę, myślę, że zawsze bardzo pragnęłam takiej "bliskości dusz", ale do tanga trzeba dwojga... Mąż wielokrotnie mnie okłamywał mimo, że wiedział jak ważna jest dla mnie szczerość w związku. A potem zdeptał resztki mojego zaufania, flirtując z inną. Nie wiem na ile możliwa jest jeszcze w ogóle taka bliskość z kimś, komu nie ufa się wcale? Chyba zdrada męża sprawiła, że nie marzę już nawet o takiej bliskości z nim. Przynajmniej na razie. Póki co ograniczam się do ciastek smile I tak sobie myślę, że on nigdy nie chciał / nie potrzebował takiej bliskości ze mną o jakiej piszesz, dlatego wolał mnie okłamywać, a swoje robić... bo przecież tak łatwiej... /.../

Oznacza to, że wychodząc za niego za mąż, wiedziałaś już o tym że nie macie "stałego łącza", bo wątpię aby miesiąc "pożycia" dokonał w waszej relacji szybkich spustoszeń. W tej sytuacji istnieje też twoja odpowiedzialność za następstwa tej decyzji. Zauważ, że alternatywą jest ustawienie się w roli "kto sprytniejszy" - czy on będzie lepiej oszukiwał, czy też ty okażesz się lepszym "wykrywaczem kłamstw". Nie wiem czy w pełni "doszacowujesz" znaczenie tej informacji, ktorą przekazuję i jej kluczowość. Zwróć uwagę, że jesteś osobą bardziej świadomą tego co się dzieje, z lepszym przeglądem sytuacji niż twój mąż. Masz więc w ręku jakieś "sznurki" do pokierowania waszą relacją. Jeśli mąż wielokrotnie okłamywał, a ty wiedziałaś o tym wychodząc za mąż, to nie można obrażać na rzeczywistość pt.:"nie marzę już nawet o takiej bliskości z nim. Przynajmniej na razie." Takim go wzięłaś. Chcesz mieć komfort - popracuj nad nim, bo "widziały gały...";-)
Sprawa może być ważna jeszcze z jednego krytycznego IMHO powodu (por. dalej)

Aeryn napisał/a:

/.../ niestety mam o sobie bardzo niskie mniemanie (wynik długoletniego poniżania niestety, na szczęście nie przez mojego męża). Moja choroba i paskudne blizny po dwóch operacjach, do tego nadwaga po "końskich" dawkach sterydów sprawiają, że czuję się nieatrakcyjna. Brzydka wręcz. Żałuję, że nie ma takiej możliwości żeby przenieść się do innego, ładniejszego ciała smile

Wiele chorób autoimmonologicznych pojawia się po raz pierwszy w momencie ustąpienia silnego, wieloletniego źródła nacisku, powiązanego ze stressem. Następne rzuty takich chorób pojawiają się z kolei w związku z pojawieniem się przewlekłego stressu (zakładam, że branie sterydów oznacza jakąś autoimmunologię-nie sprawdzałęm dokładnie wszystkich twoich postów) - mowię co widziałem, a widziałem sporo dziwnych rzeczy na tym świecie. Jest niezwykle ważne aby nie fundowano ci przedłużonych horrorów. Moim zdaniem to kwestia life/death u ciebie zatem ambicje i bycie urażoną schowałbym do kieszeni i spróbowałbym jednak trochę się przełamać.

Co do urody - im szybciej rozstaniesz się z zależnością "opakowanie->poczucie własnej wartości" tym lepiej - opakowanie i tak w końcu się biodegraduje :-). Wydaje mi się, że jako osoba często stawiana wobec sytuacji "ostatecznych" nauczyłaś się patrzeć na fakty - nawet tutaj byłaś w stanie od razu nawiązać do tego co pisałem, choć ustawiłem treść, tak abyś musiała zapomnieć o obronie ego. Mam olbrzymi szacunek dla ludzi, którzy umieją coś takiego - pisałem zresztą. To jest Twój potencjał - zdolność do widzenia rzeczy "as is" w sytuacjach ekstremalnych. To się nie biodegraduje. Mam nadzieję, że rozumiesz, że to nie komplement. To fakt.

Tyle. Wracam do spraw świątecznych, które powoli dziś dobiegają końca (niepilnowany Hovavart zjadł wszystkie kluski z makiem, a kot dobrał się do ryby w galarecie - tak oto zwierzęta same zorganizowały sobie Wigilię... w sumie niezły ubaw). Pozdrawiam i dobranoc.

198

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Autorko, zatajając prawdę przed mężem tej kobiety wcale nie wyświadczasz nikomu przysługi ani nie pokazujesz tego, jaka to Ty jesteś dobra i wspaniała- Ty po prostu pozostawiasz biednego człowieka w nieświadomości, facet marnuje czas u boku takiej osoby, a mógłby rozpocząć nowe życie- tym razem może z kimś dla odmiany szczerym, może kiedy się zorientuje kim jest jego żona będzie już za późno na zmianę i będziesz miała to na sumieniu.

199 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2014-12-25 14:28:22)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

EXTRA_terrestrial, masz rację, o kłamstwach męża wiedziałam przed ślubem, właściwie pierwsze kłamstwo wydało się dopiero po dwóch latach związku, kolejne kłamstwa coraz szybciej (zastanawiam się, czy to kwestia mojej zwiększonej czujności?), aż w końcu wystarczyło czasem kilka minut by po minie mojego męża wiedzieć, że coś jest nie tak. Marzyłam, by znalazł we mnie przyjaciółkę, powierniczkę, i przestał kłamać. Wiedziałam, że kłamstwa były jego sposobem na radzenie sobie z problemami (choć doskonale zdaję sobie sprawę, że to żadne rozwiązanie, a raczej odwlekanie w czasie skutków własnych wyborów). Taki sposób radzenia sobie w życiu wyniósł z rodzinnego domu. W jego domu była przemoc, więc podejrzewam że jedynym sposobem na uniknięcie razów było kłamstwo.
Kłamstwo boli, ale patrząc na jego rodzinę i sposób w jaki funkcjonuje, byłam w stanie wybaczyć mu ten brak szczerości, licząc, że kiedyś zrozumie. I zrozumiał - teraz, gdy tak wiele między nami zostało zniszczone.

Mimo kłamstw, jednego byłam pewna - jego wierności. Zawsze mnie o niej zapewniał, nigdy nie dał powodu by w nią wątpić. I nagle BACH! I wszystko posypało się jak domek z kart.

Co do mojej choroby, trafiłeś w samo sedno, choroba autoimmunologiczna. Do dzisiaj lekarze nie wiedzą co mi się stało, poza tym że mój organizm zaczął atakować sam siebie i wszystkie połączenia nerwowe zaczęły się rozpadać. Brak czucia i bezwład nóg, brak czucia w rękach, uszkodzenie nerwu wzrokowego, i to wszystko od zdrowej osoby w zaledwie kilka miesięcy - i wózek. Co tydzień dostawałam w szpitalu inny lek, żeby tylko spróbować to zahamować zanim przeniesie się na układ oddechowy.
Na ten moment mam zdiagnozowaną miastenię (szybka męczliwość mięśni) i polineuropatię (zaburzenie układu nerwowego - powikłanie przy ciężkich zatruciach metalami ciężkimi lub cukrzycy - nie mam cukrzycy, niczym się też nie zatrułam).

To smutne, ale wiem, że sama "zapracowałam" sobie na to wszystko. Wiele lat - jeszcze będąc dzieckiem - marzyłam o śmierci. Byłam już taka zmęczona strachem, smutkiem i wstydem. Jako dziecko bałam się przebywać w swoim pokoju. W nocy bałam się zabawek. Później strach minął, a została samotność. Jakoś nigdy nie potrafiłam się bronić przed ludźmi - bili mnie, wyśmiewali, kiedyś ktoś napluł mi w twarz na ulicy. Byłam taka zmęczona. Tak bardzo chciałam, żeby to się skończyło. Wiem, że zabrzmi to okropnie, ale ten wózek był dla mnie jak wybawienie - odkąd na nim jestem nikt mnie nie uderzył, nie napluł na mnie, nie wyśmiał.

Bo z inwalidów nie wypada się śmiać.

Miłość sprawiła, że zapragnęłam życia, ale po zdradzie męża wszystkie czarne myśli wróciły ze zdwojoną siłą. Wiem dokąd prowadzą ale nie mam już siły ich zatrzymywać. Coś we mnie pękło na tyle, że przestałam płakać, a smutek zamiast wypływać ze łzami zamienia się w fizyczny ból - skurcze żołądka, drgawki, i uczucie, że brakuje mi powietrza. Są lepsze dni i gorsze. Dzisiaj jest chyba ten gorszy. Mąż pojechał w odwiedziny do swojej rodziny, a ja siedzę i rozmyślam.

200

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
kejter napisał/a:

Autorko, zatajając prawdę przed mężem tej kobiety wcale nie wyświadczasz nikomu przysługi ani nie pokazujesz tego, jaka to Ty jesteś dobra i wspaniała- Ty po prostu pozostawiasz biednego człowieka w nieświadomości, facet marnuje czas u boku takiej osoby, a mógłby rozpocząć nowe życie- tym razem może z kimś dla odmiany szczerym, może kiedy się zorientuje kim jest jego żona będzie już za późno na zmianę i będziesz miała to na sumieniu.

Nie zatajam prawdy. Jeśli będzie chciał ze mną porozmawiać, jeśli zapyta - powiem mu o wszystkim.
Na razie postawiłam siebie na pierwszym miejscu, a potrzebuję spokoju.
Nie chcę u siebie w domu awanturującego się obcego człowieka, a z tego co wiem on załatwia problemy raczej pięścią niż rozmową.

201 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2014-12-25 17:24:19)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

EXTRA_terrestrial, masz rację, o kłamstwach męża wiedziałam przed ślubem, właściwie pierwsze kłamstwo wydało się dopiero po dwóch latach związku, kolejne kłamstwa coraz szybciej (zastanawiam się, czy to kwestia mojej zwiększonej czujności?), aż w końcu wystarczyło czasem kilka minut by po minie mojego męża wiedzieć, że coś jest nie tak. Marzyłam, by znalazł we mnie przyjaciółkę, powierniczkę, i przestał kłamać. Wiedziałam, że kłamstwa były jego sposobem na radzenie sobie z problemami (choć doskonale zdaję sobie sprawę, że to żadne rozwiązanie, a raczej odwlekanie w czasie skutków własnych wyborów). Taki sposób radzenia sobie w życiu wyniósł z rodzinnego domu. W jego domu była przemoc, więc podejrzewam że jedynym sposobem na uniknięcie razów było kłamstwo.
Kłamstwo boli, ale patrząc na jego rodzinę i sposób w jaki funkcjonuje, byłam w stanie wybaczyć mu ten brak szczerości, licząc, że kiedyś zrozumie. I zrozumiał - teraz, gdy tak wiele między nami zostało zniszczone.

Mimo kłamstw, jednego byłam pewna - jego wierności. Zawsze mnie o niej zapewniał, nigdy nie dał powodu by w nią wątpić. I nagle BACH! I wszystko posypało się jak domek z kart.

Do tego mam w zasadzie jeden komentarz - kiedyś na samym początku świadomego życia gdy budowałem sobie zasady wedle których "warto żyć" sformułowałem sobie, wśród innych rzeczy coś takiego:

"Nie ma sensu być z osobą, którą okłamuję"

Chętnie oddam tę zasadę w prezencie :-)
Może niechby chłop się nad tym zastanowił...
Niech zawiesi sobie to na monitorze w domu i w pracy i czyta zanim wejdzie na czaty z panienkami. ;-))))

Aeryn napisał/a:

Co do mojej choroby, trafiłeś w samo sedno, choroba autoimmunologiczna. Do dzisiaj lekarze nie wiedzą co mi się stało, poza tym że mój organizm zaczął atakować sam siebie i wszystkie połączenia nerwowe zaczęły się rozpadać. Brak czucia i bezwład nóg, brak czucia w rękach, uszkodzenie nerwu wzrokowego, i to wszystko od zdrowej osoby w zaledwie kilka miesięcy - i wózek. Co tydzień dostawałam w szpitalu inny lek, żeby tylko spróbować to zahamować zanim przeniesie się na układ oddechowy.
Na ten moment mam zdiagnozowaną miastenię (szybka męczliwość mięśni) i polineuropatię (zaburzenie układu nerwowego - powikłanie przy ciężkich zatruciach metalami ciężkimi lub cukrzycy - nie mam cukrzycy, niczym się też nie zatrułam).

Na mojego czuja ściemniają z tymi metalami ciężkimi i cukrzycą - pewnie testy płynu mózgowo rdzeniowego w kierunku SM były ujemne, więc pozostało im tylko to. Akurat miastenia jakoś nie kojarzy mi się z mechanimem reakcji na stress (albo nie natrafiłem na takie dane) ale obecność uszkodzenia nerwów obwodowych na tle autoimmunologicznym bardzo często ma w wywiadzie zaostrzenia na tle przedłużonego gorszego stanu psychicznego - bycia pod presją. Mąż powinien zrozumieć, że musisz żyć trochę jak przysłowiowy "pączek w maśle" - bo w przypadku zaostrzenia ON TEŻ będzie miał z tym kłopot. DUŻY KŁOPOT.

A nawiasem jak dla mnie to koledzy medycy są w ciemnej d.... i nie rozpoznali cię do końca, tylko spławili. Warto znaleźć jakiś ośrodek "wyższego stopnia referencji" np. na poziomie szpitala uniwersyteckiego a najlepiej spośród istniejących postawić na taki, który ma najwięcej doświadczenia z autoimmunologią (SM-y, tocznie, miastenie itp.). Chodzi o to, że znalezienie prawdziwej przyczyny poprawi skuteczność leczenia. (Nie chodzi o ten miasteniczny aspekt ale ten neuroimmunologiczny.)

Aeryn napisał/a:

To smutne, ale wiem, że sama "zapracowałam" sobie na to wszystko. Wiele lat - jeszcze będąc dzieckiem - marzyłam o śmierci. Byłam już taka zmęczona strachem, smutkiem i wstydem. Jako dziecko bałam się przebywać w swoim pokoju. W nocy bałam się zabawek. Później strach minął, a została samotność. Jakoś nigdy nie potrafiłam się bronić przed ludźmi - bili mnie, wyśmiewali, kiedyś ktoś napluł mi w twarz na ulicy. Byłam taka zmęczona. Tak bardzo chciałam, żeby to się skończyło. Wiem, że zabrzmi to okropnie, ale ten wózek był dla mnie jak wybawienie - odkąd na nim jestem nikt mnie nie uderzył, nie napluł na mnie, nie wyśmiał.

Dzieci NIGDY nie są WINNE tego, że mają ciężkie dzieciństwo /z pełną premedytacją napisałem tu słowo "nigdy" choć NIGDY go normalnie nie używam ;-)/. Dzieci nie mogą być nawet ODPOWIEDZIALNE za swoje dzieciństwo. Jeśli więc piszesz "zapracowałam" to na pierwszy rzut oka, ktoś wcześniej zdołował cię tak, że nawet NIE WOLNO ci zobaczyć w pełni przyczyny tego stanu, ba : zabrał ci nawet możliwość AGRESYWNEGO domagania się tego co ci się święcie należy. Taka osoba potem w istocie prowokuje agresję swoją słabością, jest jak kurczak dziobany przez stado, ktore chce się pozbyć najsłabszych osobników (taki mechanizm nawiasem istnieje u ptaków) pewnie u ludzi też. Tu jest jakieś okno do pracy terapeutycznej dla ciebie.

Aeryn napisał/a:

Bo z inwalidów nie wypada się śmiać.

Dobrze, że przynajmniej to widzisz. Ale chyba rozumiesz, że jest to wtórny zysk z choroby. Istnienie takiego "zysku" zmniejsza motywację do jej pokonywania.

Aeryn napisał/a:

Miłość sprawiła, że zapragnęłam życia, ale po zdradzie męża wszystkie czarne myśli wróciły ze zdwojoną siłą. Wiem dokąd prowadzą ale nie mam już siły ich zatrzymywać. Coś we mnie pękło

Bo miłość nie jest jakimś panaceum na wszystkie choroby duszy i ciała. Nie rozwiązuje ŻADNYCH problemów poza jednym - brakiem miłości. Nie usuwa przyczyn wcześniejszego braku miłości. Odwrotnie - miłość to żartując: "nasz wielki zbiorowy obowiązek". To jeszcze jedna umiejętność, a nie stan biernego samozadowolenia. W tym rozumieniu miłość jest "przereklamowana". Raczej wymaga ciężkiej pracy, wiąże się z dodatkowymi obciążeniami aby ją utrzymać. Nie działa więc na zasadzie "ożeniłam się" ;-) więc mam "miłość" z automatu. Tyle, że jest niezbędna.

Aeryn napisał/a:

na tyle, że przestałam płakać, a smutek zamiast wypływać ze łzami zamienia się w fizyczny ból - skurcze żołądka, drgawki, i uczucie, że brakuje mi powietrza. Są lepsze dni i gorsze. Dzisiaj jest chyba ten gorszy. Mąż pojechał w odwiedziny do swojej rodziny, a ja siedzę i rozmyślam.

Tu wchodzisz w spiralę cierpienia. Jakbyś chciała je znowu polubić. Słyszałaś o tym, że osoby z depresją tak lubią swoją depresję, że aż nie chcą z niej wyjść? ;-) Wspominałem już, że "widziały gały...";-) zatem: nie ma sensu czuć się skrzywdzonym za to co jest naszą odpowiedzialnością. Aby łatwiej było ci się "ożenić" dokonałaś rozdziału "wierności" i "zdolności do okłamywania". Ale one mają jeden wspólny mechanizm. Tu trzeba walczyć droga Aeryn :-))

202

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Bardzo Ci dziękuję za to co napisałeś EXTRA_terrestrial. Masz bardzo dużo racji w tym co piszesz.

Napisałeś: "Taka osoba potem w istocie prowokuje agresję swoją słabością, jest jak kurczak dziobany przez stado, ktore chce się pozbyć najsłabszych osobników (taki mechanizm nawiasem istnieje u ptaków) pewnie u ludzi też." Masz rację, nigdy chyba nie patrzyłam na to w ten sposób. A skoro mowa o kurczakach, to czuję się właśnie jak kurczak którego ktoś kiedyś obdarł ze skóry i obciął mu pazury - więc jest nadwrażliwy i nie potrafi się bronić.
Tak sobie myślę, że ludzie dobierając się w pary, szukają u drugiej osoby tego czego im samym brakuje. Mój mąż jest moją agresją, moimi pazurami. Wierzyłam, że będzie mnie bronił, a tymczasem sam mnie przez miesiąc dziobał, bo nie miałam na tyle siły i odwagi by powiedzieć STOP.
Pozostaje mi kupić sobie buty z ostrym czubem, na nowo obkleić się piórami i nie dać z siebie zrobić posiłku w KFC smile
A tak już całkiem serio, będę walczyć smile

203

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

/.../Pozostaje mi kupić sobie buty z ostrym czubem, na nowo obkleić się piórami i nie dać z siebie zrobić posiłku w KFC smile
A tak już całkiem serio, będę walczyć smile

I jeszcze pół żartem pół serio: sugerowane lekarstwo na teraz - obejrzyj sobie pierwszą część "KILL BILL" (jest chyba na cda.pl) a w ramach treningu ZAMRUCZ MĘŻOWI DO USZKA coś takiego co mruczą koty w marcu gdy pod domem leje się krew i wokół lata kocia sierść...:-)))

Pozdrawiam
Et

204

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Aeryn,
Ten wątek, nie wiem czemu, mnie irytuje.
Czytałam już go dużo wcześniej. Nie będę się rozpisywać, bo widzę, że inne czytelniczki jak i ty sama już i tak mocno się utwierdziłyście w tym jaka biedna jesteś.
Będąc szczera, jedynym usprawiedliwieniem tego jak niszczysz swoje małżeństwo, może być chyba tylko to, że masz sporo kompleksów związanych z chorobą. Rozumiem to, sama bym miała.
"Ciężko mi znieść miotanie się męża - raz przyznaje się do zdrady, później ogłasza, że nie ma czegoś takiego jak zdrada emocjonalna"
Może dlatego, że do żadnej zdrady nie doszło. Emocjonalnej też.
Naprawdę tłumaczenie tego nie ma sensu; pisał z kobietą ale przecież widać, że nie był w niej zakochany, ale zafascynowany, i tak zawsze byłaś na pierwszym miejscu.
Szkoda mi takich kobiet które swoimi pytaniami i niemożnością odpuszczenia niszczą zdrowe związki.
Pamiętaj tylko, że ludzi idealnych tak jakbyś tego chciała, niestety, nie ma.
Mam nadzieję , że tobie się nigdy nóżka w związku nie omsknie i nie zostaniesz bez drugiej szansy z partnerem, który zabiera radość ze wspólnego życia rozpamiętywaniem.

205 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2015-01-19 20:10:26)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
malinowysorbecik napisał/a:

Aeryn,
Ten wątek, nie wiem czemu, mnie irytuje.
Czytałam już go dużo wcześniej. Nie będę się rozpisywać, bo widzę, że inne czytelniczki jak i ty sama już i tak mocno się utwierdziłyście w tym jaka biedna jesteś.
Będąc szczera, jedynym usprawiedliwieniem tego jak niszczysz swoje małżeństwo, może być chyba tylko to, że masz sporo kompleksów związanych z chorobą. Rozumiem to, sama bym miała.
"Ciężko mi znieść miotanie się męża - raz przyznaje się do zdrady, później ogłasza, że nie ma czegoś takiego jak zdrada emocjonalna"
Może dlatego, że do żadnej zdrady nie doszło. Emocjonalnej też.
Naprawdę tłumaczenie tego nie ma sensu; pisał z kobietą ale przecież widać, że nie był w niej zakochany, ale zafascynowany, i tak zawsze byłaś na pierwszym miejscu.
Szkoda mi takich kobiet które swoimi pytaniami i niemożnością odpuszczenia niszczą zdrowe związki.
Pamiętaj tylko, że ludzi idealnych tak jakbyś tego chciała, niestety, nie ma.
Mam nadzieję , że tobie się nigdy nóżka w związku nie omsknie i nie zostaniesz bez drugiej szansy z partnerem, który zabiera radość ze wspólnego życia rozpamiętywaniem.

Ty chyba kpisz...? Najwyraźniej nie masz pojęcia o rzeczach, na których temat tu sie wypowiadasz...
Albo masz rozdwojenie jaźni, albo wyraźne zacięcie na trolla, bo w innym wątku: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=2320933#p2320933 piszesz:

malinowysorbecik napisał/a:

...wiem, że zdrady bym nie wybaczyła. Taką fizyczną, raz, może. Emocjonalna, nigdy, przenigdy. Jedyne emocje jakie czułam w tym śnie oprócz bólu to była nienawiść i chęć zranienia go... Jeżeli bym wróciła, to chyba tylko po to, żeby go później z większym łomotem zostawić...dla mnie w ogóle niedopuszczalna jest zdrada, a jeszcze PORÓWNYWANIE DO KOCHANKI? Co ty jesteś, tą szmatą pod drzwiami w którą się wyciera buty? Jesteś żywym człowiekiem, kobietą która go darzy uczuciem! Nie, nie - to go zupełnie eliminuje. Chcesz słuchać takich rzeczy do końca życia? Trochę szacunku do samej siebie...

Jak to rozumieć? Nie widzisz jakichś ...analogii? A może nie miałaś jeszcze tego niebywałego "szczęścia" zaznać takiej "emocjonalnej" zdrady i dlatego nie masz pojęcia na czym polega? Bo wyobrażenia, sny - snami, a prawdziwe życie - życiem. I z tego powodu niniejszy wątek tak Cie ...irytuje, że nie zawahałas sie napisać czegoś, co kazdego myślącego człowieka potrafi ...poirytować?

206

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Nie widzę tutaj żadnej zdrady, może dlatego.

207 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2015-01-19 20:44:09)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
malinowysorbecik napisał/a:

Naprawdę tłumaczenie tego nie ma sensu; pisał z kobietą ale przecież widać, że nie był w niej zakochany, ale zafascynowany, i tak zawsze byłaś na pierwszym miejscu.

Nie byłam na pierwszym miejscu. Jeśli kobieta jest na pierwszym miejscu, partner nie staje się wobec niej oschły i oziębły, a wobec innej kobiety miły i troskliwy.

Zafascynowanie i zakochanie to dla mnie bardzo zbliżone pojęcia. Od jednego do drugiego jest tylko krok. Po czym widać, że nie był w niej zakochany? Pisał do niej SMSy z pracy, a do mnie nie, tłumacząc mi, że nie ma czasu w pracy żeby pisać... To ją pytał jak się czuje, to jej współczuł że ma takiego złego, niedobrego męża (ja w tym czasie, jak mam rozumieć, miałam przy sobie ideał mężczyzny?), zastanawiał się czy przyjąć jej zaproszenie w góry (miała jechać ona bez męża, jej przyjaciółka i zaproszenie dostał mój mąż beze mnie). Nie chciał ograniczyć z nią kontaktu bo była "biedna i smutna" i "bardzo go potrzebowała" (jak rozumiem, ja nie, bo ja sobie świetnie ze wszystkim sama radę dam?).

Nie, nie była jego wieloletnią przyjaciółką. Znał ją jakieś 4 miesiące, mnie znał ponad 3 lata.

Prosił ją o jej zdjęcia, obiecując że jeśli mu je wyśle, to ją przytuli.
Potem znalazłam tego SMSa od niej o treści: "Zamruczysz mi do uszka?" i jego odpowiedź "Mrrrr..."
Pojechał raz do niej, nie mam pojęcia co się tam działo i zapewne nigdy się nie dowiem.

Mąż miał koleżanki zawsze, i żadna z nich mi nigdy nie przeszkadzała aż do owej "przyjaciółki".
Ale też żadna z tamtych koleżanek nie chciała by mój mąż mruczał jej do uszka i nie wysyłała do niego kilkanaście SMSów dziennie, a do tego dochodziła prawie codzienna rozmowa na portalu społecznościowym.

Wtedy miałam wątpliwości, ale teraz ich nie mam. Dlaczego?
Jest taka piosenka zespołu, którego kiedyś często słuchałam, i jej słowa są mi teraz bliższe niż kiedykolwiek:

"Nie chcę się dowiedzieć, tak się boję bólu.
Piję kłamstwo jak alkohol, tak się boję bólu.
Światło prosto w oczy trochę mocno bije.
Nie chcę widzieć ani słyszeć Cię, prawda mnie zabije."
(Closterkeller "Tak się boję bólu")

208

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Aeryn, co u Ciebie kurczaku bojowy?

209

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Krwawe Kopytko napisał/a:

Aeryn, co u Ciebie kurczaku bojowy?

Witaj, Krwawe Kopytko smile

Żyję, nikt mnie jeszcze nie zadziobał ani nie upiekł na rożnie, więc można to uznać za sukces wink

Chodzimy z mężem dalej na terapię małżeńską. Terapeuta stwierdził, że żyjemy w relacji "kontrolujący rodzic" (ja) i "niegrzeczne dziecko" (mąż). Im bardziej ja staram się przestrzec męża przed popełnianiem błędów, tym bardziej go korci by jednak zrobić mi na przekór. I na odwrót - im więcej on błędów popełnia, tym bardziej ja go ostrzegam. Ja żyję skrajnym lękiem, a on skrajną beztroską, więc oboje powinniśmy wypośrodkować nasze postawy. To niestety działa jak spirala - im bardziej on jest beztroski, tym bardziej ja żyję w strachu, a czym bardziej ja się boję, tym bardziej on uważa, że on już nie musi, bo ja nad wszystkim panuję.

Terapeuta stwierdził, że do tej pory tolerowałam wszystkie wybryki męża, bo mieściły się w relacji rodzic-dziecko (choćby to że koniecznie musiał mieć nowe auto kosztem tego że nie mamy w domu siły i nie ma na czym gotować). Natomiast flirt męża z inną kobietą jest już czymś czego dzieci nie robią. I to przelało u mnie czarę goryczy.

Musimy się wydostać ze schematu rodzic-dziecko, ale nie wiem jak, a niestety terapeuta nie chciał dać nam żadnych wskazówek. Nie wiem jak mam się przestać bać. I nie wiem jak mąż miałby się wreszcie zacząć bać.

210

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

A tak abstrahując od męża to.. co robisz dla siebie, żeby poczuć się lepiej w swoim kurzym korpusie?

211

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Krwawe Kopytko napisał/a:

A tak abstrahując od męża to.. co robisz dla siebie, żeby poczuć się lepiej w swoim kurzym korpusie?

Zaplanowałam, że zacznę więcej wychodzić z domu (tutaj znów pojawia się mąż, bo sama niestety daleko nie zajadę, a piekielnie boję się jeździć wózkiem autobusem). Zapisuję sobie w kalendarzu ciekawe wydarzenia, wystawy i tym podobne, na które mogłabym się wybrać. Mam już w planach wycieczkę do Egzotarium, Palmiarni, a w kwietniu jest Giełda Minerałów, której w tym roku już sobie nie odpuszczę smile Parę dni temu z mężem porwaliśmy moją babcię (osiemdziesięcioparoletnią ale "śmiga" jak nastolatka wink ) do galerii i sobie babcia pobuszowała z nami po sklepach, a jaka była szczęśliwa (ogólnie ma trochę tak jak ja... bez samochodu nigdzie nie da rady się wybrać). Wszyscy miło spędziliśmy dzień smile

Postanowiłam też próbować nowych dań, zwłaszcza z dużą ilością warzyw i kupiłam mrożony miks orientalny (same warzywa, ale przyprawy były okropne, w sumie pachniało cynamonem i nijak mi to do warzyw nie pasowało), ale danie indonezyjskie, warzywa z kurczakiem na ostro, było dużo lepsze, wręcz pyszne smile Obiecałam sobie, że jak będzie wiosna skosztuję wreszcie szparagów (nigdy nie jadłam) i od jakiegoś czasu poluję w sklepach na karczocha, ale nie miałam jak na razie szczęścia. W galerii handlowej jest tajska knajpka i powiem Wam, że te krabie szczypce w cieście  już od jakiegoś czasu tak na mnie patrzą zachęcająco wink

I dalej konsekwentnie zajmuję się streszczaniem mojej książki (dzisiaj zapisałam prawie całą stronę A4), żeby móc wreszcie wysłać rozdział i streszczenie kilku agentom literackim. Ale to jeszcze trochę potrwa niestety, bo książka ma około 117.000 słów (wiem, że to sporo ale mieszczę się w statystycznym wolumie sci-fi), a streszczenie musi być w miarę dokładne. Wydanie książki jest moim wielkim marzeniem, mam nadzieję, że kiedyś się spełni smile

212 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2015-01-19 21:38:29)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Nie mogłam się powstrzymać big_smile

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

213

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

...Mam już w planach wycieczkę do Egzotarium, Palmiarni, a w kwietniu jest Giełda Minerałów, której w tym roku już sobie nie odpuszczę smile
...
I dalej konsekwentnie zajmuję się streszczaniem mojej książki (dzisiaj zapisałam prawie całą stronę A4), żeby móc wreszcie wysłać rozdział i streszczenie kilku agentom literackim. Ale to jeszcze trochę potrwa niestety, bo książka ma około 117.000 słów (wiem, że to sporo ale mieszczę się w statystycznym wolumie sci-fi), a streszczenie musi być w miarę dokładne. Wydanie książki jest moim wielkim marzeniem, mam nadzieję, że kiedyś się spełni smile

Egzotarium, Palmiarnia, Giełda Minerałów... Jakby to było gdzieś w moich okolicach big_smile
A nie potrzebujesz czasem ilustracji do swojej książki? big_smile
A tak na poważnie: w Twojej sytuacji (mam na myśli zawirowania w związku) im wiecej wspólnych chwil - tym lepiej. Zatem to, co napisałaś jest budujace i dające nadzieje na wspólna przyszłość. Oby tak dalej...
A co do relacji "rodzic-dziecko" to niesmiało podsunę dla Ciebie rozwiązanie, by małżonek miał sie czego bać i co mogłoby go motywować: solidny pas na dupskoObrazek dodany przez użytkowniczkę

214

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Fajna z Ciebie babka, da się to wyczuć po kilku postach. Bardzo Ci kibicuję, żeby wszystko Ci się poukładało. Pisz do nas na bieżąco, nawet o rzeczach niezwiązanych z tematem. Miło się Ciebie czyta (co zapewne dobrze wróży Twojej książce), opowiedz nam o niej coś więcej smile

215

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

smile


zagotowało się we mnie ... i tak sobie pomyślałam, że niektórzy to mają dziwnie poukładane w głowie ... ehhhh hmm
szkoda słów wyjaśnień smile

cudowne rzeczy planujesz smile ehhh w mojej mieścinie to same ochłapy hmm niby duża , ale jakaś taka ... wink
książka... to już teraz wiem, skąd takie formułowanie zdań smile pięknie smile:):):)

pozdrawiam

smile

216

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
kosmiczny nick napisał/a:

Egzotarium, Palmiarnia, Giełda Minerałów... Jakby to było gdzieś w moich okolicach big_smile

Egzotarium w Sosnowcu, Palmiarnia w Gliwicach, Giełda Minerałów w Spodku w Katowicach smile Czyżbyś był ze Śląska?

kosmiczny nick napisał/a:

A nie potrzebujesz czasem ilustracji do swojej książki? big_smile

Bardzo bym chciała, ale dowiedziałam się, że autor książki nie ma nic do powiedzienia w kwestii ilustracji czy nawet okładki sad Słowem, wydawnictwo może tam wstawić zdjęcie arbuza, a ja będę musiała jakoś to przełknąć.

kosmiczny nick napisał/a:

A co do relacji "rodzic-dziecko" to niesmiało podsunę dla Ciebie rozwiązanie, by małżonek miał sie czego bać i co mogłoby go motywować: solidny pas na dupskohttp://emotikona.pl/emotikony/pic/035.gif

Czasem by się przydał wink To znaczy kiedyś, bo ostatnio mąż jest naprawdę bardzo odpowiedzialny, i wygląda na to, że zrozumiał swoje błędy. Mimo to nie potrafię przestać się bać, że to tylko tak na chwilę, i że za miesiąc czy dwa wróci z pracy z dużą walizką i wiadomością "Kochanie, spełniłem swoje marzenie! Zaczynamy hodowlę szczurów, tylko musisz usunąć komodę z sypialni, żeby było miejsce na terraria. Cieszysz się?" big_smile

Krwawe Kopytko napisał/a:

Fajna z Ciebie babka, da się to wyczuć po kilku postach. Bardzo Ci kibicuję, żeby wszystko Ci się poukładało. Pisz do nas na bieżąco, nawet o rzeczach niezwiązanych z tematem. Miło się Ciebie czyta (co zapewne dobrze wróży Twojej książce), opowiedz nam o niej coś więcej smile

Bardzo Ci dziękuję smile Książka jest z gatunku sci-fi, napisana po angielsku żebym mogła wydać ją w Stanach. Opowiada o losach wysoko rozwiniętej cywilizacji, która staje w obliczu własnej zagłady. Jako najwyżej rozwinięta rasa we Wszechświecie dysponująca zaawansowaną bronią jest gwarantem pokoju. Niestety, sytuacja zmusza ów cywilizację do posługiwania się metodami manipulacji i indoktrynacji, aby wieść o zbliżającym się końcu ich egzystencji nie ujrzała światła dziennego tak długo, jak to tylko możliwe. Z czasem już nie pokój i moralność, ale przetrwanie staje się główną siłą napędową rasy, która nigdyś stawiana była za wzór innym - przekroczone zostają kolejne granice, aż dobro staje się złem. Moi bohaterowie są bardzo niejednoznaczni; każdy z nich był niegdyś wzorem i choć szczytne cele które sobie postawili są nadal aktualne, wbrew sobie zmuszeni są dążyć do ich realizacji za pomocą metod, które trudno jest nazwać szlachetnymi. Gdy każdy z nich odnajduje inną drogę przyszłości, ci którzy niegdyś nazywali siebie braćmi stają przeciwko sobie. To tak pokrótce smile

Mruffka napisał/a:

zagotowało się we mnie ... i tak sobie pomyślałam, że niektórzy to mają dziwnie poukładane w głowie ... ehhhh hmm szkoda słów wyjaśnień smile

Tłumaczę to sobie tak, że może to kwestia życiowych doświadczeń.

Mruffka napisał/a:

cudowne rzeczy planujesz smile ehhh w mojej mieścinie to same ochłapy hmm niby duża , ale jakaś taka ... wink

Ja od dwóch lat mieszkam na przysłowiowym "zadupiu" (aż dziw, bo całe życie mieszkałam w dużym mieście), a atrakcji szukam w pobliskich miastach. Na pewno coś ciekawego znajdziesz Mruffko jeśli tylko poszukasz, a jeśli chcesz to napisz mi z jakiego jesteś miasta i poszperam w Internecie, na pewno są gdzieś w pobliżu jakieś fajne atrakcje smile

217 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2015-03-29 10:51:09)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Minęły dwa miesiące odkąd ostatni raz tutaj pisałam. W moim życiu niewiele się zmieniło - poza chyba rosnącą tęsknotą za uczuciem, które dawało mi kiedyś dużo siły żeby stawić czoła życiu. Tak sobie myślę, że miłość do drugiego człowieka bywa często taką siłą napędową, zwłaszcza dla osób, które mają problem z poczuciem własnej wartości (a ja - niestety! - zaliczam się do tej grupy). Miłość do męża dawała mi bardzo dużo siły, choć dzisiaj widzę, że była to jednak dziecinna miłość, z naiwną pewnością, że przecież mąż nigdy by mnie nie skrzywdził.

Psycholog uświadomił mi, że nigdy nie ufałam mężowi. Miałam pewność, a pewność nie jest w żadnym wypadku zaufaniem. Na pewność nie trzeba sobie zasłużyć, nie trzeba jej wypracować - pewność wywodzi się jeszcze z tego dziecięcego świata, który mamy w sobie zanim brutalność rzeczywistości nie rozbije go na kawałki. I gdy kogoś kochamy, z miłości odbarzamy go ot tak tą pewnością - choć przeczy ona logice, bo każdy człowiek popełnia błędy, a czasem rani celowo, i prawdopodobieństwo, że prędzej czy później dostaniemy od życia baty, jest całkiem duże. Więc teraz sytuacja moja i męża wygląda tak, że musielibyśmy wypracować zaufanie - ja po raz pierwszy, bo zawsze tkwiłam w pewności - którego nigdy wcześniej między nami nie było. I nie mam pojęcia jak to zrobić.

Najgorsze jest to, że tęsknię za pewnością, że zaufanie mężowi choćby na 80% to dla mnie za mało. Sto procent jest iluzją, ale jest jak narkotyk. Daje takie błogie uczucie życia jak w bajce, zwłaszcza, gdy miłość kwitnie.

Ciężko jest mi określić co teraz czuję do męża. Kocham go - ale to jest tylko cząstka tej dawnej wielkiej miłości, gdy wierzyłam, że będziemy razem już na zawsze, gdy miałam pewność, że mąż nigdy by mnie nie zdradził. Teraz boję się, że na to co teraz czuję do męża składa się przyzwyczajenie, strach przed samotnością, i ogromny żal za to co się wydarzyło. Mąż przez te wszystkie miesiące bardzo się starał, ale gdy wczoraj po raz pierwszy zobaczyłam w nim gniew na mnie, przestraszyłam się, że być może ta zmiana nie jest do końca szczera. I od wczoraj czuję jak oddalam się od niego, jak nie zgadzam się na ten gniew, jak nie zgadzam się na życie bez tej dziecięcej pewności, że będzie dobrze (nawet jeśli nie będzie). I czuję jak rośnie we mnie mój własny gniew. Nie zasłużyłam niczym na to, co mi zrobił.

Nie wiem, w którą stronę ruszyć z tego punktu.
Część mnie chce odejść, część mnie bardzo chce zostać.
Zastanawiam się, czy w takich sytuacjach w ogóle są dobre rozwiązania, dobre decyzje.

218

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

...czy w takich sytuacjach w ogóle są dobre rozwiązania, dobre decyzje.

Nigdy nie ma gotowej recepty, szablonu na "dobre" rozwiązania... Fakt, zawsze jest opcja "rozstać się" - jak to często inni radzą, bez uwzgledniania jakichś pozytywnych okoliczności... Jedna opcja to starac sie do końca, walczyć, dawać szansę sobie, partnerowi, własnemu związkowi póki są jakies przesłanki, ze z czasem to wszystko wyjdzie na prostą. Nie ma gwarancji, ze będzie dobrze. Ale skreślając coś, kończąc - często za jakiś czas borykamy sie z wyrzutami sumienia i watpliwosciami: "a gdyby...?"
Myślę, że nie raz czekają Was wzloty i upadki, ale mimo wszystko każdy jest tylko człowiekiem - trzeba traktować się z wyrozumiałoscią i cierpliwością... Bądź dobrej mysli...
A na Twoje pytanie do mnie sprzed jakiegoś czasu - tak, mieszkam w Waszych okolicach smile

219

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Witaj Kosmiczny, jak dobrze Cię znów widzieć smile

ktokogo napisał/a:

mimo wszystko każdy jest tylko człowiekiem - trzeba traktować się z wyrozumiałoscią i cierpliwością...

Masz rację, tylko z momentem gdy mąż wylał na moją miłość do niego kubeł wody i zgasił płomień, mam wrażenie, że straciłam całą swoją cierpliwość do niego. Kiedyś wybaczałam mu naprawdę wiele (kłamstwa, pogoń za jego marzeniami kosztem moich, to że rzeczy materialne były dla niego ważniejsze niż my), a teraz czuję się jakbym chodziła z czarą goryczy w rękach i jest mi tak bardzo z nią ciężko, i każda drobna kropelka (jakiś jego błąd, kłótnia, itp.) sprawia, że mam ochotę wypuścić to z rąk, żeby się rozbiło o podłogę i rozlało, odejść i już nie wracać. Patrząc na niego czuję, że go potrzebuję, ale mam już po prostu dość tego wszystkiego co się wydarzyło, a to dalej siedzi we mnie. Uczucia, które sprawiało, że byłam gotowa wiele mu wybaczyć, już nie ma. I teraz czuję, że nie chcę mu wybaczać niczego, bo przez to co zrobił, nie zasługuje na moje wybaczenie. Nie zasługuje na mnie.

220

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Witaj smile
"Nie zasługuje na mnie. Na moje wybaczenie " ... Często tak powtarzałam , ale dopiero wtedy gdy nabrałam pewności siebie (nie żeby ona była jakaś ogromna), że pomimo moich "wykroczeń" jestem wartosciowa ... I lepiej mi z tym. smile
A wybaczenie-  każdy na nie zasługuje, bo ono w jakiś sposób uwalnia Cię.  Nie jesteś wówczas  niewolnikiem myśli i własnej głowy wink powoli- samo przyjdzie.  Wierzę w to smile ja jestem na tej drodze,  może niedługo mi się uda ... Ale różowo nie jest - nadal potrafię mieć złe dni, ale są inne . jeszcze boli i pewnie tak będzie długo.  Także głowa do góry smile
A tak na marginesie w weekend myślałam o Tobie smile

221 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2015-03-30 20:40:16)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Witaj Mruffko! Od jakiegoś czasu zastanawiałam się, co tam u Ciebie słychać, bo na Twoim wątku cisza. Tak sobie pomyślałam, że dobrze, że tu nie wracasz, bo to oznacza, że u Ciebie coraz lepiej smile Zauważyłam, że piszę na forum w te gorsze dni, i jakoś pomaga mi to wrócić do formy, a gdy jest lepiej - potrzeba pisania tu pojawia się jakby rzadziej. Wszystkim czytającym daje to pewnie nie do końca prawdziwy obraz życia po zdradzie, dlatego powiem, że są też lepsze momenty, i z czasem ich przybywa.

Ostatnio mąż zabrał mnie do kina smile Obejrzeliśmy film "Ex_Machina", który gorąco wszystkim polecam - film mało znanej wytwórni, bez udziału sławnych aktorów, z ograniczoną reklamą przez co niewiele osób o nim słyszało i widzów na sali mogłam policzyć na palcach jednej ręki. Ale dawno nie widziałam tak trzymającego w napięciu filmu.


Obrazek dodany przez użytkowniczkę

222

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Aeryn,

Dawno Cię nie było ale to chyba dobrze. Faktycznie potrzeba pisania pojawia się głównie kiedy dzieje się nienajlepiej (też to znam).

Ja również jeszcze czasem tęsknię za tą naiwną pewnością ale to są tylko chwile bo mam świadomość że już nie wróci.
Zresztą tak naprawdę to było tylko złudzenie, nic nam ta pewność nie dała. 

Pytanie czy naprawdę czujesz ze oddalacie się od siebie czy to raczej chwilowe emocje.
U mnie czasem jest tak, że po jakimś naszym konflikcie zdarza mi się pomyśleć że 'trzeba było od razu odejść, bez sensu takie coś '.
Zamiast normalnie się wkurzyć zaczyna się powrót do całego tego dramatu. U nas to  przeważnie skutkuje jakąś powazniejszą rozmową.
A Wy rozmawiacie jeszcze o tym wszystkim? Nie mówię żeby w nieskończoność wałkować szczegóły ale też nie ma co unikać tematu jakby nic się nie stało.

Czasami też chyba wydaje nam się, że po czymś takim nasi mężowie muszą być idealni pod każdym względem.
Tak najprawdopodobniej nie będzie, bo kto jest ideałem? Ciężko to przyjąć ale też mogą się zestresować, o czymś zapomnieć czy przypalić obiad smile Oczywiście w pewnych sprawach nie ma już marginesu tolerancji i pisząc to miałam na myśli raczej codzienne życie.

Wszystkiego dobrego Ci życzę.

223

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Anne_Bonny napisał/a:

Pytanie czy naprawdę czujesz ze oddalacie się od siebie czy to raczej chwilowe emocje.
U mnie czasem jest tak, że po jakimś naszym konflikcie zdarza mi się pomyśleć że 'trzeba było od razu odejść, bez sensu takie coś '.
Zamiast normalnie się wkurzyć zaczyna się powrót do całego tego dramatu. U nas to  przeważnie skutkuje jakąś powazniejszą rozmową.

Witaj, Anne smile

Najczęściej to są chwilowe emocje, i mam podobnie jak Ty - problemy z oddzieleniem obecnych błędów męża od tego największego błędu z przeszłości. Gdy mąż ma gorszy dzień i jest niemiły, automatycznie cała przeszłość wraca jak bumerang. I czuję na niego złość za to, że był niemiły, i za to, że mnie zdradził. Ból i gniew związany ze zdradą staje się takim niechcianym emocjonalnym "bonusem" dla każdej konfliktowej sytuacji. Niestety... I tak jak napisałaś Anne: "Zamiast normalnie się wkurzyć, zaczyna się powrót do całego tego dramatu."

224

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

...tak jak napisałaś Anne: "Zamiast normalnie się wkurzyć, zaczyna się powrót do całego tego dramatu."

Dobrze, ze zdajesz sobie sprawę z takich własnych reakcji... Bo są szanse, że coś i w Tobie się odmieni i przestaniesz na wszystkie "potknięcia, błędy i negatywy" małżonka patrzeć - jak dotychczas - przez pryzmat jego emocjonalnej zdrady. Obecnie zaczyna to wyglądać jak swego rodzaju podświadomie kreowany szantaż emocjonalny z Twojej, Autorko strony. To zrozumiałe, aczkolwiek na dłuższą metę wyniszczajace Wasze relacje i mogące doprowadzić do ... Wiesz do czego...
Już wcześniej to wspomniałem - każdy jest tylko człowiekiem, ma gorsze dni, potknięcia czy mozliwość popełniania błędów. Miej to na względzie i staraj się być mimo wszystko wyrozumiała. Inaczej sama dołożysz się do wyniszczenia Waszego związku. Oczywiście to wszystko piszę uznając, ze mąż stara się być jak najlepszym dla Ciebie i wszelkimi sposobami usiłuje zneutralizować tamto "wrażenie"...

225

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

Minęły dwa miesiące odkąd ostatni raz tutaj pisałam. W moim życiu niewiele się zmieniło - poza chyba rosnącą tęsknotą za uczuciem, które dawało mi kiedyś dużo siły żeby stawić czoła życiu. Tak sobie myślę, że miłość do drugiego człowieka bywa często taką siłą napędową, zwłaszcza dla osób, które mają problem z poczuciem własnej wartości (a ja - niestety! - zaliczam się do tej grupy). Miłość do męża dawała mi bardzo dużo siły, choć dzisiaj widzę, że była to jednak dziecinna miłość, z naiwną pewnością, że przecież mąż nigdy by mnie nie skrzywdził.[...]

I od wczoraj czuję jak oddalam się od niego, jak nie zgadzam się na ten gniew, jak nie zgadzam się na życie bez tej dziecięcej pewności, że będzie dobrze (nawet jeśli nie będzie). I czuję jak rośnie we mnie mój własny gniew. Nie zasłużyłam niczym na to, co mi zrobił.

Nie wiem, w którą stronę ruszyć z tego punktu.
Część mnie chce odejść, część mnie bardzo chce zostać.
Zastanawiam się, czy w takich sytuacjach w ogóle są dobre rozwiązania, dobre decyzje.

Witaj Aeryn  smile
Wiesz że jesteś wyjątkowa i on też to wie. Powtarzaj to sobie codziennie jak mantre smile
Niestety wszyscy jesteśmy tylko ludzmi i mamy lepsze i gorsze dni... ty gdy pisałaś ten post miałaś "kryzys" tzw. "powrót do przeszłości", rozdrapywanie ran emocjonalnych na nowo... ale pomimo tego "trwasz" przy mężu, walczysz codziennie ze swoimi demonami bo zależy ci na nim, na was.
Wiesz, że tamto to przeszłość... a scieżka do wybaczenia jest długa i kręta i znalazłaś się na jednym z tych zakrętów.
Dopóki nie wybaczysz sobie, nie zaakceptujesz siebie w pełni demony z przeszłości wciąż będą ciebie nękać.
Tak samo jest z wybaczeniem jemu  krzywdy wyrządzonej tobie. To proces, który jest indywidualny dla każdej osoby, czasami to może trwać lata. Im dłużej nosisz żal do męża, tym jest trudniej ci "odzyskać siebie".
Wracając myślami do krzywdy, tak naprawdę ranisz samą siebie, a to oddala ciebie od męża /powtarzam się/.
Pozwalając mu wrócić do siebie dałaś wam szansę. Również on wracając do ciebie dał ją wam...
Czy odbył "twoją pokutę", wywiązuje się z danych tobie obietnic, stara się o to by było miedzy wami dobrze?

Jeżeli maż stara się, a ty mimo to "karmisz" w sobie lęk który może przybierać różne maski- złość, gniew, żal, smutek/w stosunku do męża- to wasza relacja nigdy nie będzie pełna bo "toksyny" niszczą ją od środka. Uwolnić waszą relację może tylko prawdziwe i szczere wybaczenie. A tak, to "choroba" was zniszczy.
Aeryn praca nad podniesieniem własnej samooceny, nad pokochaniem siebie jest tak samo trudna jak wybaczenie.
Każde z was jeżeli chce być w związku, samo pracuje nad sobą- nad rozwojem empatii, osobowości, dostrzega drobne przejawy dobroci od tej drugiej strony, i odpowiada wyłącznie za siebie. Twój mąż ma prawo , takie samo jakie ty od niego, oczekiwać od ciebie szacunku, zainteresowania, dbania o siebie, zrozumienia, nie chowania urazy i żalu.
Dalajlama ułożył zasady życia (18), które pomagają w życiu, a oto jedna z nich:

zasada 13. ?W niezgodzie z ukochanymi osobami, zajmuj się tylko obecną sytuacją. Nie przywołuj przeszłości?.
"Uwolnij przeszłość, pozwól jej odejść. Bierz życie takim jakim jest, nie potępiaj się ani nie obwiniaj.
Zachowaj umiar we wszystkim, spokój i świadomość w działaniu.
Bądź wolny. "

Kłótnia dwojga bliskich sobie osób może przerodzić się w brutalną wojnę. Życie nie składa się z samych przyjemnych zdarzeń. Przywoływanie ich w chwili gniewu prowadzi do pogłębiania konfliktu, a w ostatecznym rezultacie do zachwiania równowagi miłości. Zamiast kłócić się, próbujcie przedyskutować pojawiające się problemy na bieżąco, przeszłość traktując tylko jako źródło doświadczeń pomagających podejmować właściwe decyzje."


"Na ścieżce miłości dajesz więcej, niż bierzesz. I oczywiście kochasz siebie samego na tyle, by nie pozwolić wykorzystywać się egoistom. Nie szukasz odwetu, ale podajesz jasne komunikaty. Możesz powiedzieć: ?Nie podoba mi się, że próbujesz mnie wykorzystywać, że mnie nie szanujesz, że jesteś dla mnie niegrzeczny. Nie potrzebuję kogoś, kto mnie będzie obrażał słownie, emocjonalnie, fizycznie. Nie muszę bez przerwy słuchać twoich narzekań. Nie chodzi o to, że jestem lepszy od ciebie, lecz o to, że kocham piękno. Kocham śmiać się. Kocham bawić się. Kocham kochać. To nie znaczy, że jestem egoistyczny, po prostu nie potrzebuję obok siebie kogoś, kto czuje się ofiarą. To nie znaczy, że cię nie kocham, ale nie mogę brać na siebie odpowiedzialności za twój sen. Jeśli zwiążesz się ze mną, będzie to bardzo trudne dla twojego Demona, ponieważ w ogóle nie będę reagować na twój ?balast ran?. To nie jest egoizm, to miłość i szacunek dla nas samych. Egoizm, władczość i lęk zniszczą niemal każdy związek. Szlachetność, wolność i miłość są zaczynem najpiękniejszych związków ? niekończącego się romansu?"

Gdy znów poczujesz w sobie tą myśl, która wywołuje u ciebie smutek lub gniew, pozwól jej przepłynąć przez siebie, przyjrzyj się jej dokładnie i nie zatrzymuj, bo to minie. smile

226

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Aeryn, jestes niesamowita kobieta! Jestem pelna podziwu dla Twojej osoby smile
Czytam watek i mam wrazenie, ze nie wyjdziesz z tego.. Tak jak piszesz, wystarczy drobiazg i wszystko wraca. Nie tak latwo jest zapomniec o tym, co zranilo. Wazne, zeby maz sie staral i dbal o Ciebie. Jedyne co mi przychodzi do glowy, to napisac wszystko co Cie meczy. Nie wiem, czy jeszcze podczytuje co tu piszesz, ale moze warto isc tym torem. Moze z Twoim darem, talentem do pisania, latwiej Ci bedzie przelac na papier wszystkie emocje, to co Cie dreczy. Nawet jesli to bedzie bardzo dlugi list, to moze warto go napisac. Zawrzec w nim to, co Cie zranilo i zabolalo najbardziej i napisac czego od meza oczekujesz, ze kazda mala klotnia wywoluje cala lawine wspomnien i zlych emocji. Moze to dobry rodzaj... terapii. Pisac, przeczytac i poprawic lub dopisac cos tak, aby bylo wszystko co Cie meczy. A potem przeczytac po raz ostatni i zamknac tam wszystkie emocje i juz nie wracac. Dac mezowi do przeczytania, zeby mogl spokojnie i kilka razy zaznajomic sie z tym, co czulas i co czujesz. Niech przetrawi wszystko i moze zrozumie. Zrozumie ze nie potrafisz juz zaufac i boisz sie przyszlosci. Jestes madra kobieta i nie widze powodu, dla ktorego masz sie czuc gorsza od tamtej.. O naszym pieknie nie swiadczy wyglad, a charakter i wnetrze. Jej jest ..robaczywe smile
Mam nadzieje, ze przed Toba juz tylko lepsze dni i rzadko bedziesz tu pisala. Chociaz z przyjemnoscia sie Ciebie czyta smile. Szkoda tylko, ze taki temat... Pozdrawiam goraco i daj znac jak ksiazka.

227

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:
kosmiczny nick napisał/a:

Egzotarium, Palmiarnia, Giełda Minerałów... Jakby to było gdzieś w moich okolicach big_smile

Egzotarium w Sosnowcu, Palmiarnia w Gliwicach, Giełda Minerałów w Spodku w Katowicach smile Czyżbyś był ze Śląska?

Ej to u mnie! big_smile No, to Aeryn, po tych wszystkich palpitacjach serca, może byśmy się kajś rozerwały? cool
Pisz na priv, jeśli chcesz smile

A co do męża,... lubisz ty go w ogóle jeszcze? Tak szczerze- jest coś, co w nim lubisz? Uśmiechacie się do siebie? Jakie są między wami relacje teraz?
Jeśli nie możesz mu wybaczyć tego, co zrobił, to dajcie sobie spokój. Bo ten stan zawieszenia... bardzo niszczy. Ciebie szczególnie, chociaż jego pewnie też.

228 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2015-04-01 10:54:20)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Iwonko, masz dużo racji. Wracanie myślami do tego co było, oddala mnie od męża. Bardzo brakuje mi miłości - tej którą czułam do niego przed tym wszystkim, i mam wrażenie, że właśnie te niechciane myśli sprawiają, że miłości do niego jest coraz mniej... Teraz mąż jest taki jaki zawsze marzyłam, żeby był: rozważny, cierpliwy, odpowiedzialny, zaczął jeszcze bardziej pomagać mi w domu (z racji mojej choroby zawsze pomagał, ale często musiałam o to prosić, a teraz sam wychodzi z inicjatywą), woli zabrać mnie gdzieś i razem spędzić dzień niż grać na komputerze, co też jest bardzo miłe (kiedyś niestety odzywając się do niego, gdy w coś grał ryzykowałam "burę", że przeze mnie przegrał). Teraz jest mężem, którego zawsze chciałam mieć, księciem z bajki.

Tylko, że ja nie wierzę już w cuda. A bajek w prawdziwym życiu nie ma.
Jest we mnie dużo lęku, że to jest zbyt piękne żeby było prawdziwe.

Chodzimy z mężem dalej na terapię. Iwonko, Koni - macie rację, że tamta kobieta w niczym nie jest lepsza ode mnie. Ale to chyba właśnie o to chodzi... w czasie terapii okazało się, że mąż zwrócił się ku niej, bo ma silną potrzebę opiekowania się kobietą, a im ona słabsza, tym dla niego atrakcyjniejsza. Gdy poznaliśmy się z mężem, nie miałam jeszcze pracy i ledwo umiałam wystać na nogach, teraz powoli uczę się chodzić i więcej rzeczy jestem w stanie zrobić bez jego pomocy. I gdy na jego drodze pojawiła się kobieta bez pracy, bez wykształcenia, bez dachu nad głową gdyby jej mąż kazał jej się wyprowadzić, bez przyjaciół, zupełnie samotna i bez grosza przy duszy, nękana złośliwościami losu dama w opałach, nie mógł się oprzeć możliwości zostania rycerzem w lśniącej zbroi. I został jej księciem, zapominając o mnie. Gdy kazałam mu wtedy wybierać między mną a nią, powiedział mi, że przecież nie może jej zostawić, bo ona jest "biedna".

Myśląc o tym wszystkim, powoli zdaję sobie sprawę, że ja chyba nie jestem już wystarczająco "biedna" żeby on mnie kochał. W perspektywie czasu przede mną jest raczej porzucenie wózka i chodzenie o własnych siłach. Boję się, że prędzej czy później na jego drodze znów stanie jakaś dama w opałach - a on zdepcze mnie i położy przed nią jak dywan po którym ona będzie chodzić bo jest "biedna". Jeśli los nie postawi przed nim takiej kobiety, z pewnością zrobi to jego "życzliwy" brat, który notabene poznał męża z tamtą panią i nawet jej dopingował, mówiąc jej, że wolałby mieć taką bratową jak ona niż taką jak ja hmm Domyślam się więc, że na drodze męża będą "jakimś cudem" pojawiać się podobnie potrzebujące damy w opałach, i być może... być może to tylko kwestia czasu nim mąż się skusi.

Kosmiczny, napisałeś "Obecnie zaczyna to wyglądać jak swego rodzaju podświadomie kreowany szantaż emocjonalny z Twojej, Autorko strony." Ze wstydem przyznaję, że też wyczuwam wiszącą w powietrzu chęć zemsty sad Moja miłość do męża przeplata się teraz z chęcią sprawienia mu takiego bólu, jaki on sprawił mnie, oraz moimi hamulcami by tego nie robić - niestety, one jednak czasem zawodzą. Nie chcę go krzywdzić. Nie chcę krzywdzić siebie. A jednak czuję w sobie czasem taki straszny gniew, chęć obrzucenia go najgorszymi wyzwiskami... coś, czego nie zrobiłam nawet gdy wtedy wszystko wyszło na jaw i on zastanawiał się, czy wyprowadzić się ode mnie by móc kontynuować znajomość z tamtą kobietą. Nie powiedziałam mu wtedy, że jest ostatnim gnojkiem, nie wyładowałam na nim ani grama gniewu... były tylko łzy. Za to gniew narasta teraz. Gniew, któremu nigdy nie dałam ujścia.

Co z nim zrobić? Jak wybaczyć? Dociera do mnie, że być może nigdy nie udało mi się wybaczyć mężowi tego co zrobił, a teraz emocjonalnie żyję z nim i z jego zdradą w groteskowym dwupaku. Tylko jak nauczyć się wybaczać?

McMiodek, oczywiście, że lubię męża. Myślę, że nawet go kocham (chociaż nie tak jak dawniej, i tego bardzo mi brakuje). Uśmiechamy się do siebie, często żartujemy, ale gdy mąż okazuje mi czułość, przytula, mówi o tym jak bardzo mnie kocha, czuję się... nieswojo. Czuję się jakby nasz związek był nieuczciwy, ponieważ ja nie kocham go już tak bardzo jak on kocha mnie. Wcześniej sytuacja była odwrotna - mąż wyznał mi jakiś czas temu, że przed zdradą nie kochał mnie tak bardzo jak kocha mnie teraz, chociaż ja kochałam go z całego serca. Jemu ta dysproporcja nie przeszkadzała, ale ja źle się teraz czuję z tym, że jego miłość jest tak wielka, a moja jednak... mniejsza, dużo mniejsza.

Miłość nie jest bezwarunkowa, a jego wcześniejsze zachowanie i zdrada mocno zachwiały moim uczuciem. Na pewno nie myślę już o nim jak o kimś, z kim spędzę resztę życia. Dopuszczam taką możliwość, że być może znowu mnie zdradzi i wtedy odejdę, albo on odejdzie, i każde z nas ułoży sobie życie osobno. Być może kiedyś dojrzeję do decyzji by zakończyć to małżeństwo i bez jego ponownej zdrady.

Zastanawiam się jak podtrzymać płomień miłości, bo mój mocno przygasł.
Tylko czy warto go w ogóle rozdmuchiwać, skoro ciągle jest to ryzyko, że mąż ponownie mnie zrani?

McMiodek, dziękuję Ci bardzo za zaproszenie, ale niestety transportowo jestem uzależniona od męża, więc gdziekolwiek jadę, jadę z nim. Podróżowanie na wózku komunikacją miejską to masakra, a po drugie zawsze jeżdżę tylko do dużych centrów handlowych (nie ma co jeździć po mieście, praktycznie do każdego sklepu są schody albo za wysoki próg). Ale dziękuję, że pomyślałaś o mnie smile

Koni, jeśli chodzi o książkę to już skończona smile Tydzień temu napisałam do kilku agentów literackich i teraz czeka mnie kilka miesięcy czekania na odpowiedź (gdzieś czytałam że to właśnie tyle trwa zazwyczaj). Bardzo chciałabym, żeby się udało smile

229

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Aeryn nie zastanawiaj się nad siłą uczucia - ono jest albo go nie ma wink o jego sile decydują obecne emocje jakie przeżywasz/my i to właśnie one blokują Cię przed wieeeeelką miłością . Bo przecież gdy pokażesz mężowi, że kochasz go równie mocno, że jesteś szczęśliwa i jest Ci dobrze - ON to wykorzysta, zbruka i będzie "górą"/ będzie myślał, że wybaczyłaś, że jest już dobrze i powoli może sobie odpuszczać... prawda ? hmm

Ja tak mam hmm i uświadomiłam to sobie dopiero niedawno, zajęło mi chwilę. Ale to nie znaczy, że jest łatwiej smile może bardziej świadomie podchodzę do tematu.
Myśli wracają - ale zapewne tak jak Ty podchodzę do nich z pewnym dystansem. Iwonka napisała, żeby pozwolić im "przepłynąć" - często specjalnie wywołuję wspomnienia- jego zachowania względem mnie, słowa, przeglądam jej FB - żeby właśnie zobaczyć "czy już spokojnie mogą "przepływać" obok mnie ... nie zawsze tak jest, ale tragedii nie ma. 

Piszesz, że nie wyładowałaś gniewu, że masz w sobie dużo emocji/złych emocji - musisz je jakoś uwolnić inaczej zamęczysz się i nie uwolnisz od przeszłości.  Nie duś w sobie nic, masz pełne prawo okazywać emocje, mówić o nich. LIST - może to będzie dobra forma? Daj upust temu co w Tobie siedzi, żebyś w końcu uwolniła się ze złych myśli, bo tłamszone - tylko narastają sad niestety.

Aeryn cieszy mnie postawa Twojego m. i to bardzo smile smile smile nie obawiaj się, że opuści Cię dla "biedniejszej" - żyj pełnią życia i czerp pełnymi garściami smile jesteś piękną, wartościową kobietą - i do boju smile:):)

Posty [ 196 do 229 z 229 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026