netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

228 odpowiedzi42 513 wyświetleńzałożony przez Aeryn, 21.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 229 ]

131

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

" Musiałabym chyba zamieszkać w psiej budzie poza domem, żeby mąż czasem nie zauważył, że znowu płaczę z powodu zdrady i znowu chcę o tym rozmawiać (jego zdaniem nie ma już o czym rozmawiać, przecież wszystko już powiedział, po co w ogóle o tym myśleć?)."

To co w nawiasie to takie typowe cepowe męskie myślenie- Kur..a jak ja tego nie nienawidzę!!!!!  Czasami żałuję właśnie że kobiety nie są "prostsze" w obsłudze, lepiej by się żyło gdybyśmy nie były takie wrażliwe, skomplikowane. Gdyby tak można było łatwo zamknąć pewien rozdział i wszystkie żale  z tym związane i przejść do budowania przyszłości.

Aeryn wydaje mi się,że Tobie przydałaby się terapia indywidualna również, bez względu na to co postanowicie.

132

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Dokładnie.
W ogóle trzeba zrozumieć 1 podstawową różnicę w podejściu, by móc pojąć dlaczego to wszystko 'idzie jak po grudzie'.

Otóż wystarczy spojrzeć obiektywnie na poziom energii i zdecydowania wkładane w działania przy postawie:

- na czymś mi autentycznie (z serca) ZALEŻY
a
- "postaram się" coś zrobić, coś poczuć, coś naprawić, etc.

Moim zdaniem - od strony energetycznej i emocjonalnego zaangażowania - jest pomiędzy tymi postawami przepaść.


Zwróćcie też uwagę dlaczego wszystkie szkoły motywujące, niezależnie od metodyki, skupiają się na doborze słów, kiedy chcemy dokonać zmiany w podejściu. To nigdy nie jest "postaram się coś zrobić", tylko CHCĘ lub ZROBIĘ to, bo to jest energia działania.
A 'starać się' to energia biernego obserwowania, inercji - zdania się na bieg zdarzeń, ciche przyzwolenie na to co jest, stwarzając niejednokrotnie pozory podejmowania jakichś działań.
To dlatego osoba, której obiecano jakieś działania słysząc o 'staraniach' początkowo daje się złapać w pułapkę pozytywnych konotacji jakie niesie to słowo, ale po chwili odczuwa mocny dysonans w związku z brakiem działań i ..najczęściej obwinia samą siebie o brak cierpliwości, wyrozumiałości i następuje frustracja, bo na poziomie odczuć/emocji tych "starań" kompletnie nie czuje.
I ma racje oczywiście.

133

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Aeryn; wszystkie panie Cię tu klepią pa ramieniu, jaka spokojna i zrównoważona jesteś.Faktycznie, takie można odnieść wrażenie czytając Twoje posty.Pierwsze wrażenie.
A potem nasuwa się refleksja:kilka tygodni temu, mężowskie ordynarne amory z inną panią tytułowałaś mianem ''chyba flirtu''.
Nic ciekawego się od tego czasu nie wydarzyło, a jednak z postów grzmi już ''ZDRADA''.
Popadasz ze skrajności w skrajność.Ja, w Twoim stoickim ,nieco fatalistycznym podejściu do sprawy, widzę totalne rozdygotanie i brak spójności.Tak jak wcześniej nie widziałaś problemu, tak teraz histeryzujesz.

134

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
pitagoras napisał/a:

teraz histeryzujesz.

W zasadzie można by się z Tobą zgodzić gdyby nie jedna charakterystyczna sytuacja:

Aeryn napisał/a:

Gdy powiedziałam, że najlepiej będzie to wszystko zakończyć, bo nie mam już siły, a wsparcie które od niego otrzymuję jest niewystarczające, odpowiedział "W porządku, jak chcesz."
Powiedziałam, żeby wyprowadził się po Świętach. Zaproponował, że może nawet szybciej.

Uważasz, że tak zachowuje się ktoś kto kocha żonę i chce ratowania małżeństwa?

135

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
luc napisał/a:
pitagoras napisał/a:

teraz histeryzujesz.

W zasadzie można by się z Tobą zgodzić gdyby nie jedna charakterystyczna sytuacja:

Aeryn napisał/a:

Gdy powiedziałam, że najlepiej będzie to wszystko zakończyć, bo nie mam już siły, a wsparcie które od niego otrzymuję jest niewystarczające, odpowiedział "W porządku, jak chcesz."
Powiedziałam, żeby wyprowadził się po Świętach. Zaproponował, że może nawet szybciej.

Uważasz, że tak zachowuje się ktoś kto kocha żonę i chce ratowania małżeństwa?

Niestety nie wiem, co było wcześniej.
Obserwując tok rozumowania Autorki, należy brać pod uwagę, że mąż ma już dość po prostu.To jedna z opcji.
Sorry, ale ta sytuacja opisana wyżej na terapii w żaden sposób do mnie nie trafia.Po prostu nie wiem o co Jej chodzi, serio.
I z jakiego powodu postanowiła wywalić męża.Obawiam się, że on też może nie wiedzieć i że podobnych sytuacji było więcej już wcześniej.
O ile na początku tej historii całej były powody do awantur i rozstania, o tyle teraz nie widzę by wydarzyło się cokolwiek.
No i jak były powody, to nie było problemu, a teraz nagle problem jest chociaż nie ma powodu.

136

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
pitagoras napisał/a:

Niestety nie wiem, co było wcześniej.
Obserwując tok rozumowania Autorki, należy brać pod uwagę, że mąż ma już dość po prostu.To jedna z opcji.
Sorry, ale ta sytuacja opisana wyżej na terapii w żaden sposób do mnie nie trafia.Po prostu nie wiem o co Jej chodzi, serio.
I z jakiego powodu postanowiła wywalić męża.Obawiam się, że on też może nie wiedzieć i że podobnych sytuacji było więcej już wcześniej.
O ile na początku tej historii całej były powody do awantur i rozstania, o tyle teraz nie widzę by wydarzyło się cokolwiek.
No i jak były powody, to nie było problemu, a teraz nagle problem jest chociaż nie ma powodu.

Pitek
Co tu dużo rozumieć.
Mąż Aeryn nawiązał wirtualny romans z inną kobietą, co dla niej oznacza zdradę emocjonalną a dla niego nie, bo nie było seksu w realu.
Poszli na terapię i gdy psycholog zadał pytanie, czy to była zdrada to mąż przyjął, że psycholog też nie uważa za zdradę wirtualnego flirtowania.
Ponieważ Aeryn jest bardzo wrażliwa to ją ta sytuacja dobiła a jej męża zniechęciła do starań.
Proste

137

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aleksandra81 napisał/a:

Co tu dużo rozumieć.
Mąż Aeryn nawiązał wirtualny romans z inną kobietą, co dla niej oznacza zdradę emocjonalną a dla niego nie, bo nie było seksu w realu.
Poszli na terapię i gdy psycholog zadał pytanie, czy to była zdrada to mąż przyjął, że psycholog też nie uważa za zdradę wirtualnego flirtowania.
Ponieważ Aeryn jest bardzo wrażliwa to ją ta sytuacja dobiła a jej męża zniechęciła do starań.
Proste

Srały muchy będzie wiosna.Dosłownie kilka tygodni temu, Aeryn nie uważała tego za żadną zdradę.Uważała to za ''chyba flirt''!
Dla zdrowego psychicznie faceta pojęcie ''zdrada emocjonalna'' jest idiotyzmem takim samym jak ''emocjonalna kradzież''- chciałbym zakosić batonika- jestem złodziejem..?
Skoro małżonce na początku ten wirtualny ''romans'' tylko trochę przeszkadzał a teraz nagle stał się przeszkodą nie do przeskoczenia, to ja - wcielając się w logikę męża- widzę to tak:
''nie spodobało się babie, że piszę z X; ok, przestałem pisać, naobiecywałem co tam chciała, nawet na terapię się zapisałem, a ona ciągle jątrzy i eskaluje swoje niezadowolenie, czepiając się mnie pod byle pretekstem.Pewnie po prostu szuka powodu do rozstania.Skoro tak, to pi**** bo i tak nic z tego nie będzie''.
Nie mówię że tak jest.To jedna z ewentualności.Prawdopodobna.

138

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Przyznam dużo racji dla Pitagorasa, mam wrażenie, że jest to związek dwóch zbyt dumnych osób, co chwieje zwykłą relację miedzy nimi.

Aeryn Ty chcesz aby mąż zrozumiał kobiece podejście do zdrady emocjonalnej, tak jak w Twoim przypadku. Mąż Ciebie nie rozumie, ba za zdradę uważa tylko fizyczną. Więc gdzie tutaj tak samo Twoje zrozumienie jego męskiego spostrzeżenia sprawy. Aby nie było Ciebie rozumiem i zgadzam się, że w pierwszym wydaniu były powody, ale w drugim ... .

On też nie jest najlepszy, bo mu żona każe wyprowadzić się, a on z powodu swojej dumy informuje, że postara się zrobić wcześniej.

Ot jeden drugiego kąsa i sam prowokuje do sytuacji. Już na pierwszym spotkaniu na terapii zapomnieliście, że ona trwa dłużej i wtedy daje jakieś efekty. Trudno oczekiwać rezultatu od terapeuty jak dwie osoby już na samym początku rezygnują. Ty bo nie usłyszałaś co chciałaś, On bo powiedział co myślał.

Aby ta zbytnia duma naprawdę nie rozwaliła małżeństwa, a na to wszystko wskazuje.


Ps.

Poza tematem. Masz nie rozsądne podejście ucinając każdy kontakt z mężczyzną (poza: sklep, telefon, warsztat itp. miejsca pierwszego kontaktu), który nie jest Twoim facetem. Normalny kontakt może być między osobnikami obu płci, na zasadzie koleżeńskiej, nie widzę w tym problemu. Pomijając pierwszy przykład Twojego męża, tak wtedy było przegięcie.

139 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2014-12-11 19:29:25)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
pitagoras napisał/a:

Aeryn; wszystkie panie Cię tu klepią pa ramieniu, jaka spokojna i zrównoważona jesteś.Faktycznie, takie można odnieść wrażenie czytając Twoje posty.Pierwsze wrażenie.
A potem nasuwa się refleksja:kilka tygodni temu, mężowskie ordynarne amory z inną panią tytułowałaś mianem ''chyba flirtu''.
Nic ciekawego się od tego czasu nie wydarzyło, a jednak z postów grzmi już ''ZDRADA''.
Popadasz ze skrajności w skrajność.Ja, w Twoim stoickim ,nieco fatalistycznym podejściu do sprawy, widzę totalne rozdygotanie i brak spójności.Tak jak wcześniej nie widziałaś problemu, tak teraz histeryzujesz.

Dołożę się do tego.

1) Czy gdybyś była osobą w pełni sprawną odczuwała byś zagrożenie tą "zdradą" tak samo?

Sugeruję, że część tej dyskusji trafia na podatny grunt poczucia PRZEWAGI "rywalki" nad tobą - wynikający z niepełnej sprawności. Uważam, że aby w pełni ocenić realne zagrożenie niezbędnym by było uwolnienie się od wizji siebie jako osoby w jakiś sposób niepełnowartościowej. Nie mam bladozielonego pojęcia czy potrafisz myśleć o tym bez tego obciążenia. A co jeśli miałabyś pewność, że potrafisz tak "zakręcić" wokół siebie swojego faceta, że odessanie go od flirtu zajęło by Ci 10 minut? Przecież są kobiety, które mają dość władzy nad swymi facetami aby to uczynić. Czy wtedy poczucie zagrożenia byłoby takie samo? Czy wtedy ta zdrada jakoś by cię obeszła?

2) Jak bardzo "idealnego", niepodzielnego, lojalnego, silnego uczucia potrzebujesz aby czuć się bezpiecznie?

Jeśli poczucie zagrożenia utraty miłości jest duże, rośnie potrzeba posiadania partnera skoncentrowanego w każdym aspekcie na naszej osobie. Układy między dwojgiem ludzi różnią się - jedni funkcjonują emocjonalnie tylko w związku inni także poza związkiem. Tak - masz prawo wymagać 110% koncentracji i tak dobrać sobie partnera. Alternatywnie możesz zastanowić się nad łatwością pojawiania się tego poczucia zagrożenia, nad tym czy kiedykolwiek da się je uspokoić zachowaniami partnera.

3) Jakie odstępstwa od tego "ideału" jesteś w stanie zaakceptować?

...

Jak czegoś nie rozumiem niech mnie ktoś uświadomi.

140 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-12-11 19:40:26)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
pitagoras napisał/a:

...Dla zdrowego psychicznie faceta pojęcie ''zdrada emocjonalna'' jest idiotyzmem takim samym jak ''emocjonalna kradzież''- chciałbym zakosić batonika- jestem złodziejem..?
Skoro małżonce na początku ten wirtualny ''romans'' tylko trochę przeszkadzał a teraz nagle stał się przeszkodą nie do przeskoczenia, to ja - wcielając się w logikę męża- widzę to tak:
''nie spodobało się babie, że piszę z X; ok, przestałem pisać, naobiecywałem co tam chciała, nawet na terapię się zapisałem, a ona ciągle jątrzy i eskaluje swoje niezadowolenie, czepiając się mnie pod byle pretekstem.Pewnie po prostu szuka powodu do rozstania.Skoro tak, to pi**** bo i tak nic z tego nie będzie''.
Nie mówię że tak jest.To jedna z ewentualności.Prawdopodobna.

Po raz kolejny - wedle Twoich słów - nie jestem ani facetem, ani - tym bardziej - "zdrowym psychicznie" facetem...
No wybacz, ale Twoja logika tutaj jest tak pokrecona, ze w pierwszym odruchu zdrowo zakląłem i wyobraziłem sobie jak z usmiechem przyjmujesz wiadomość, ze Twoja kobieta (żona, dziewczyna jak wolisz) potrafi całkowicie się "zatopić" w znajomości z jakimś obcym facetem a Ciebie traktować jednoczesnie jak [powietrze, jak kogoś gorszego, nie istotnego w porównaniu z obiektem westchnień i uwagi... Nic to, prawda? Cóż z tego - wszak dupu mu (jeszcze) nie dała, a że sobie grucha i wszystko zmierza w jedna stronę? A Ty bedziesz z usmiechem patrzyć sie i traktować to jako cos normalnego - bo wedle Twoich tu słów - nienormalnym jest postrzeganie takiego postepowania za naganne i rodzące wątpliwosci. Taka ewentualność, jaką tu przedstawiłeś nijak sie ma do sytuacji w życiu Autorki i chyba - wybacz, ale to teraz moje zdanie - trzeba mieć mocno nierówno pod sufitem by doszukiwać sie tu złej woli Autorki a jej "małzonka" traktować ulgowo i wyrozumiale!
Nie pojmuję tu spojrzenia paru osób doczepiajacych sie Autorki i próbujących wyersfadować jej, iż cała winę ponosi za obecny stan w zwiazku. Noz do cholery? Postępowanie małżonka ni chu...a się nie kwalifikuje do podsuwanych tu jakichś norm, zasad życia pośród innych. Czyms chyba innym jest zycie z kimś i normalne traktowanie osób "na zewnątrz", a czymś zgoła innym dopuszczanie obcej osoby tak blisko (nawet nie w sferze fizycznej), ze dla partnerki/partnera NIE MA JUŻ MIEJSCA. I dokładnie cos takiego robił małzonek. Kto tego nie widzi - jest chyba ślepy, ułomny, "bardzo młody", naiwny - no juz słów mi brak...
Sugerowanie Autorce, ze odbiór całej sytuacji z małżonkiem jest taki a nie inny bo wynika z jej jakiejś choroby i swiadomości własnej niedoskonałosci - szczególnie w porównaniu z rywalką - uważam za podłe i wyjątkowo niskie...

141

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Elle88 napisał/a:

Zwróćcie też uwagę dlaczego wszystkie szkoły motywujące, niezależnie od metodyki, skupiają się na doborze słów, kiedy chcemy dokonać zmiany w podejściu. To nigdy nie jest "postaram się coś zrobić", tylko CHCĘ lub ZROBIĘ to, bo to jest energia działania.
A 'starać się' to energia biernego obserwowania, inercji - zdania się na bieg zdarzeń, ciche przyzwolenie na to co jest, stwarzając niejednokrotnie pozory podejmowania jakichś działań.
To dlatego osoba, której obiecano jakieś działania słysząc o 'staraniach' początkowo daje się złapać w pułapkę pozytywnych konotacji jakie niesie to słowo, ale po chwili odczuwa mocny dysonans w związku z brakiem działań i ..najczęściej obwinia samą siebie o brak cierpliwości, wyrozumiałości i następuje frustracja, bo na poziomie odczuć/emocji tych "starań" kompletnie nie czuje.
I ma racje oczywiście.

zgadzam się, ja już nie mogę słuchać "staram się, ale nie wychodzi ... "
czasami mam wrażenie, że czuje presję, wie, że musi/powinien robić coś pozytywnego (wiecie o co chodzi), natomiast mota się i nie wie jak do tego się zabrać. Chce odkupić swoje winy - trudniej mu to wykazać, bo dobra wola z drugiej strony jest z reguły dużo mniejsza, niż w przypadku kochanki.
ale z drugiej strony : goofno mnie to obchodzi hmm

pitagoras napisał/a:

Dla zdrowego psychicznie faceta pojęcie ''zdrada emocjonalna'' jest idiotyzmem takim samym jak ''emocjonalna kradzież''- chciałbym zakosić batonika- jestem złodziejem..?

chyba sobie jaja robisz?! zdrowego psychicznie faceta? nie, raczej dla emocjonalnego dupka .żenada

Aeryn początkowo niepewnie podeszła do tematu  jak każda normalna, zakochana i świeżo po ślubie kobieta! to raczej szok i brak wiary w to, że jej ślubny w tak krótkim czasie był zdolny do czegoś takiego. Dopiero tutaj - czytając, rozmawiając zdała sobie sprawę z tego co się działo. Ja widziałam na własne oczy "kocham cię" mojego M. do pani j. i mimo wszystko wierzyłam, że "omsknęły mu się palce", takim był dupkiem, gdy to tłumaczył. Gg z mężem pani j. broniłam go uparcie, że na pewno nie ma romansu, nie on  i właśnie obcy zupełnie człowiek otworzył mi oczy, sprowadził na ziemię i wstrząsnął mną.

Więc być może do Aeryn w końcu dotarło to co się działo, a że koleś ma wyrąbane na wszystko- świadczy tylko o tym , że to totalny palant .

142

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Witaj Pitagorasie,

Mąż powiedział w czasie terapii, że dopuścił się zdrady emocjonalnej.
"A co to jest?" zapytał psycholog. Mąż wyjaśnił co miał na myśli, a po powrocie do domu stwierdził, że psycholog nie wiedział czym jest zdrada emocjonalna, więc takie coś najwyraźniej nie istnieje. Więc nic się nie stało.

Męża denerwują moje powroty do tematu zdrady co kilka dni. Denerwuje go, że zadaję ciągle te same pytania. A ja nie potrafię się od tego uwolnić, a właściwie od konkretnej sceny, która jakoś tak została mi w głowie po tym wszystkim. To tylko wspomnienie z czasu, gdy flirtowali, ale w myślach widzę, że on z nią rozmawia przez Internet, mówię jak mnie to boli, płaczę. A on patrzy na mnie i ma to w nosie, kwitując, że nie zerwie z nią kontaktu, bo będzie jej smutno. Nie obchodzi go to, co ja czuję. Ona jest najważniejsza.

Ta scena została mi w głowie i próbuję sobie to poukładać w jakąś logiczną, spójną całość. Niestety odpowiedzi męża nie dają mi tej spójności ("Ty cały czas byłaś najważniejsza"). Naprawdę?

Mąż w przeszłości miał tendencje do kłamania, w czasie flirtu z tamtą kobietą też mnie okłamywał, więc niestety resztki mojego zaufania do niego rozpadły się w drobny mak. Wątpię, żebym uwierzyła w jakąkolwiek jego odpowiedź. A mimo tego, nie potrafię przestać pytać, szukając jakiegoś magicznego środka, który pozwoli mi to wszystko zrozumieć.

pitagoras napisał/a:

No i jak były powody, to nie było problemu, a teraz nagle problem jest chociaż nie ma powodu.

Problem siedzi w mojej głowie. Z niespójności tego, co się wydarzyło, z tym co teraz mówi mój mąż.
Że zawsze mnie kochał (zapewne dlatego patrzył jak płaczę i miał to w serdecznym poważaniu), że ja zawsze byłam dla niego najważniejsza (i dlatego opowiadał tej drugiej o naszych problemach małżeńskich?), że będzie o mnie walczył (jak rozumiem jego chęć jak najszybszej wyprowadzki jest tego oznaką?).

Nie zrozum mnie źle, Pitagorasie, nie wyrzucam męża z domu. Gdyby powiedział, że się bardziej postara, że spróbujemy u innego terapeuty, żebyśmy dali sobie więcej czasu... bardzo chętnie przyjęłabym jego propozycję. Ale on tego nie proponuje. Powiedział, że zrobił już wszystko, co w jego mocy. Co więcej nam więc pozostało innego, jak tylko się rozstać? Co jeszcze mogłabym ja zrobić żeby było lepiej? Byłam mu wierna, byłam z nim szczera, wspierałam go w trudnych sytuacjach... teraz żeby było dobrze, musiałabym zamieść to co było pod dywan. A nie potrafię.

A co do rozstań i powrotów, nigdy wcześniej się nie rozstawaliśmy, więc nie było i powrotów.

143

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

ehhh Aeryn czuję tak samo
szukasz tej części układanki, która pozwoli Ci poukładać w szufladkach, prawda?
czy to normalne, że facet mówi: kocham cię, byłaś najważniejsza , zawsze ...  a w tamtym momencie, kiedy płakałaś, prosiłaś, groziłaś - jednym słowem próbowałaś nim wstrząsnąć, miał cię w głębokim poważaniu ... ????

jak to jest?

144

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Elle88 napisał/a:

Zwróćcie też uwagę dlaczego wszystkie szkoły motywujące, niezależnie od metodyki, skupiają się na doborze słów, kiedy chcemy dokonać zmiany w podejściu. To nigdy nie jest "postaram się coś zrobić", tylko CHCĘ lub ZROBIĘ to, bo to jest energia działania.
A 'starać się' to energia biernego obserwowania, inercji - zdania się na bieg zdarzeń, ciche przyzwolenie na to co jest, stwarzając niejednokrotnie pozory podejmowania jakichś działań.

http://m.youtube.com/watch?v=tvbyY7oMT2E

145 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2014-12-11 19:58:06)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Mruffka napisał/a:

Aeryn początkowo niepewnie podeszła do tematu  jak każda normalna, zakochana i świeżo po ślubie kobieta! to raczej szok i brak wiary w to, że jej ślubny w tak krótkim czasie był zdolny do czegoś takiego. Dopiero tutaj - czytając, rozmawiając zdała sobie sprawę z tego co się działo. Ja widziałam na własne oczy "kocham cię" mojego M. do pani j. i mimo wszystko wierzyłam, że "omsknęły mu się palce", takim był dupkiem, gdy to tłumaczył. Gg z mężem pani j. broniłam go uparcie, że na pewno nie ma romansu, nie on  i właśnie obcy zupełnie człowiek otworzył mi oczy, sprowadził na ziemię i wstrząsnął mną.

Myślę, że Mruffka ma rację. Czułam, że to jest złe, że to jest flirt, ale mąż za każdym razem robił wszystko, żebym uwierzyła, że mi się to wszystko wydaje. Argumenty były różne:
- to jest tylko taka zabawa, tak sobie żartujemy żeby jej nie było smutno,
- ja tylko podbudowuję jej poczucie własnej wartości, wiesz, mąż jej nie szanuje, i do tego dwójka dzieci...
- to tylko moja koleżanka, nikt inny nie ma z tym problemu, tylko Ty! To z Tobą jest coś nie tak.
- mama jej umarła, przecież nie mogę jej tak samej zostawić, a jak sobie coś zrobi? Nie ma w Tobie ani grama współczucia! Jak możesz ode mnie wymagać, żebym jej nie współczuł!

I tak dalej...

146

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aleksandra81 napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Zwróćcie też uwagę dlaczego wszystkie szkoły motywujące, niezależnie od metodyki, skupiają się na doborze słów, kiedy chcemy dokonać zmiany w podejściu. To nigdy nie jest "postaram się coś zrobić", tylko CHCĘ lub ZROBIĘ to, bo to jest energia działania.
A 'starać się' to energia biernego obserwowania, inercji - zdania się na bieg zdarzeń, ciche przyzwolenie na to co jest, stwarzając niejednokrotnie pozory podejmowania jakichś działań.

http://m.youtube.com/watch?v=tvbyY7oMT2E

ehhh Obrazek dodany przez użytkowniczkę

147

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Ok, załóżmy, że trochę teraz rozumiem.
W dalszym ciągu uważam, że nie sposób ocenić o co kaman Twojemu mężowi.Nie odważę się wysnuć wniosku, że NA PEWNO Cię kocha, ale tak samo nie da się uznać, że nie.
Piszesz o swoim płaczu...Jakiej reakcji się spodziewasz.Gdy mi kobieta ryczy z jakiegoś powodu, to przeważnie przytulam, jak pada sakramentalne ''chce być sama''- przytulam mocniej.Ale jak ryczy dwudziesty raz z tego samego powodu, to już mam to w dupie.Taka prawda.Chyba nie tylko ja tak mam.
Ty swoim zachowaniem nie pomagasz sytuacji.Wiem i rozumiem, że Ci ciężko.
Ale spójrz na sprawę obiektywnie.Coś tam nie pykało w Waszym związku.Nie wiem co- może nuda, może rutyna...Jak wszędzie czasem.Mąż znalazł odskocznię- nazwijmy to- emocjonalną...
Od tego momentu- jak mniemam- Ty ciągle sobie tę sytuację przetrawiasz.Ryczysz, coś tam mu ciągle wyrzucasz, dopytujesz.Brzydko mówiąc- męczysz go.Oczekujesz, że naprawianie, to będzie jego pokuta i jego staranie.Niestety nie dajesz żadnej motywacji.Nie obraź się- zrzędząca, płacząca i zasypująca pretensjami kobieta- to nie jest nic fajnego.Myślę, że próby naprawiania powinny zawierać również element Twojego starania.
Czy od czasu tego feralnego ''flirtu'' vel zdrady robiłaś coś, by miedzy Wami było po prostu fajnie, miło i sympatycznie, jak za dawnych, najszczęśliwszych czasów?
Nie oczekuję, że będziesz cały czas w skowronkach, chodzi mi o zdrowe wyważenie- kiedy się wypłakujesz, to ok, byle to nie był stan permanentny.Bo to jest odpychające choćby nie wiem jak mu zależało...

148

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Pitagorasie, przerażasz mnie. Zaraz się okaże, że to Ty jesteś moim mężem big_smile
Za kogo ja wyszłam roll  Przeczytałam mężowi Twój fragment o płaczu, i wyraźnie dał mi do zrozumienia, że "o to to to, właśnie to". Tak, wyraźnie się ze sobą dogadujecie smile

Mruffko, napisałaś:
"ehhh Aeryn czuję tak samo
szukasz tej części układanki, która pozwoli Ci poukładać w szufladkach, prawda?"

Tak, Mruffko. Gdzie jest ten kawałek układanki? Gdzie on jest?!

149

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
pitagoras napisał/a:

Czy od czasu tego feralnego ''flirtu'' vel zdrady robiłaś coś, by miedzy Wami było po prostu fajnie, miło i sympatycznie, jak za dawnych, najszczęśliwszych czasów?

Tak, gdy wychodziliśmy gdzieś bardzo poprawiał mi się humor. Było wesoło, żartowaliśmy. Teraz niestety mąż od ponad tygodnia siedzi w domu na zwolnieniu lekarskim, bo się przeziębił, a ja mam wcześniej zaplanowany urlop. Więc tak sobie siedzimy na głowie 24 godziny na dobę, ja zdołowana, a mąż szuka chyba kąta, żeby się schować gdzieś przed moim spojrzeniem pełnym żalu.

150

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
EXTRA_terrestrial napisał/a:

1) Czy gdybyś była osobą w pełni sprawną odczuwała byś zagrożenie tą "zdradą" tak samo?

Nie mam pojęcia. Byłam kiedyś w pełni sprawna, ale nie jestem kobietą zazdrosną, wystosowującą nakazy i zakazy. Oczekuję, że partner sam będzie potrafił postawić sobie granicę i jej pilnować. Przez 4 lata naszego przedmałżeńskiego związku, mąż nie miał kobiety-przyjaciółki, ale miał koleżanki, które jednak nigdy mi nie przeszkadzały. Nawet nie zwracałam na nie uwagi, szczerze mówiąc.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

2) Jak bardzo "idealnego", niepodzielnego, lojalnego, silnego uczucia potrzebujesz aby czuć się bezpiecznie?

Jeśli mąż woli o naszych problemach małżeńskich rozmawiać z inną kobietą, a nie ze mną, przestaję czuć się bezpiecznie. Czułam, że mąż "emocjonalnie" ewakuował się na inny pokład. Będąc żoną, chcę też być przyjaciółką mojego męża, chciałabym, żeby mi się zwierzał. Niestety mąż pisał z pracy z tamtą kobietą, mnie mówiąc, że do mnie nie ma czasu pisać, bo ma dużo pracy.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

3) Jakie odstępstwa od tego "ideału" jesteś w stanie zaakceptować?

Teraz, przekonawszy się, że mąż nie potrafi sam sobie postawić granic, nie jestem gotowa na żadne ustępstwa. Zero przyjaciółek.

151

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

Witaj Pitagorasie,

Mąż powiedział w czasie terapii, że dopuścił się zdrady emocjonalnej.
"A co to jest?" zapytał psycholog. Mąż wyjaśnił co miał na myśli, a po powrocie do domu stwierdził, że psycholog nie wiedział czym jest zdrada emocjonalna, więc takie coś najwyraźniej nie istnieje. Więc nic się nie stało.

Ja tu czegoś nie rozumiem.
Skąd pochodziła wiedza twojego męża nt zdrady emocjonalnej do której się przyznał skoro tak łatwo zakwestionował jej istnienie?

152

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

Pitagorasie, przerażasz mnie. Zaraz się okaże, że to Ty jesteś moim mężem big_smile
Za kogo ja wyszłam roll  Przeczytałam mężowi Twój fragment o płaczu, i wyraźnie dał mi do zrozumienia, że "o to to to, właśnie to". Tak, wyraźnie się ze sobą dogadujecie smile

Mruffko, napisałaś:
"ehhh Aeryn czuję tak samo
szukasz tej części układanki, która pozwoli Ci poukładać w szufladkach, prawda?"

Tak, Mruffko. Gdzie jest ten kawałek układanki? Gdzie on jest?!

Aeryn hmmm każdy musi znaleźć swój, niestety sad wg. mnie - i w sumie dostałam potwierdzenie również u psychologa- jest to po prostu przetrawienie tego, na każdy sposób : skoro dręczą Cię niepewności - masz prawo pytać, nie mówię tutaj o przepytywaniu o szczegóły, to nie wchodzi w grę. Zresztą nie obchodzi mnie to, próbuję zepchnąć to w najgłębszą czeluść umysłu , często sobie mówię, że jestem lepsza, że np. pani j. musiała zapierdzielać na fitness, żeby trzymać formę, i żeby dupa jej nie opadła (jesteśmy w tym samym wieku) , ja : nie ćwiczyłam nigdy, ostatnio zapisałam się na zajęcia /dość specyficzne /- pool dance wink a instruktorka z pytaniem: ile lat już ćwiczę? ja: nigdy, że nie chodzę na siłownię, nie biegam : nic null zero - nie uwierzyła mi . I taka rzecz potrafi pokazać, że jednak jestem zajebista  smile mała rzecz a cieszy smile
A pytania : dopóki nie odpowie szczerze, a będziesz wiedziała kiedy to zrobi - będą i nic nie jest w stanie tego zagłuszyć.
Podjął decyzję- niech ponosi tego konsekwencje i próbuje w jakiś sposób odbudować Twoje zaufanie. Jeżeli się miga i nie chce- sorry ale niech spier...

ja teraz tak to widzę

153

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aleksandra81 napisał/a:

Skąd pochodziła wiedza twojego męża nt zdrady emocjonalnej do której się przyznał skoro tak łatwo zakwestionował jej istnienie?

Ode mnie. Musiałam mu pokazać artykuł w Internecie, że coś takiego istnieje, bo uważał, że to sobie wymyśliłam.
Uważał, że nikt inny by w tym co on robił nie widział flirtu, tylko ja go widzę.
Zaproponowałam, że w takim razie zobaczymy ile osób zobaczy w tym flirt - to zmotywowało mnie do napisania na forum.

154

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Mruffka napisał/a:

A pytania : dopóki nie odpowie szczerze, a będziesz wiedziała kiedy to zrobi - będą i nic nie jest w stanie tego zagłuszyć.

Masz rację, Mruffko. Dopóki to wszystko nie ułoży się w spójną całość, nie zaznam spokoju.
Chociaż wiem, że są tu osoby, które uważają, że zdrady nie da się zrozumieć, bo nie jest logiczna. Uczucia nie są logiczne.

155

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Ale czego te niby pytania dotyczą?

156

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:

Skąd pochodziła wiedza twojego męża nt zdrady emocjonalnej do której się przyznał skoro tak łatwo zakwestionował jej istnienie?

Ode mnie. Musiałam mu pokazać artykuł w Internecie, że coś takiego istnieje, bo uważał, że to sobie wymyśliłam.
Uważał, że nikt inny by w tym co on robił nie widział flirtu, tylko ja go widzę.
Zaproponowałam, że w takim razie zobaczymy ile osób zobaczy w tym flirt - to zmotywowało mnie do napisania na forum.

On chyba nadal nie do końca wierzy w swoją winę.
Ale ważne jest też iż nie wiedział, że zdradza gdy flirtował z inną kobietą.

157

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

No, szacun, że podeszłaś do tego :-)))

Aeryn napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

1) Czy gdybyś była osobą w pełni sprawną odczuwała byś zagrożenie tą "zdradą" tak samo?

Nie mam pojęcia. Byłam kiedyś w pełni sprawna, ale nie jestem kobietą zazdrosną, wystosowującą nakazy i zakazy. Oczekuję, że partner sam będzie potrafił postawić sobie granicę i jej pilnować. Przez 4 lata naszego przedmałżeńskiego związku, mąż nie miał kobiety-przyjaciółki, ale miał koleżanki, które jednak nigdy mi nie przeszkadzały. Nawet nie zwracałam na nie uwagi, szczerze mówiąc.

Piszę bo miałem w domu sytuację, w której wraz z chorobą pojawiło się z trudem ukrywane poczucie zagrozenia wszystkim tym co nie nosi czegoś długiego między nogami. Tyle, że trafiło na ludzi o większym doświadczeniu życiowym i dystansie więc dało się załatwić "domowymi" środkami. A w takich sytuacjach trzeba występować z pozycji siły. Jakiekolwiek przekonanie o własnej "trefności" siłę tą osłabia: zamiast wymagać - będzie się płakać. Ale siła oznacza też zaufanie do własnej "mocy" - w tym do zaufania że załatwiło się sprawę. Uważam, że trzeba to sobie bezwzględnie "wyczyścić" - jeśli jest co - zwłaszcza przed podejmowaniem decyzji ostatecznych. Trzeba mieć tu coś zbliżonego do pewności.

Aeryn napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

2) Jak bardzo "idealnego", niepodzielnego, lojalnego, silnego uczucia potrzebujesz aby czuć się bezpiecznie?

Jeśli mąż woli o naszych problemach małżeńskich rozmawiać z inną kobietą, a nie ze mną, przestaję czuć się bezpiecznie. Czułam, że mąż "emocjonalnie" ewakuował się na inny pokład. Będąc żoną, chcę też być przyjaciółką mojego męża, chciałabym, żeby mi się zwierzał. Niestety mąż pisał z pracy z tamtą kobietą, mnie mówiąc, że do mnie nie ma czasu pisać, bo ma dużo pracy.

Nie doczytałem zapewne tego lub nie napisałaś (mi rzuciło się w oczy tylko to mruczenie w uszko... to było mocne...) Nie ulega dla mnie wątpliwości, że włączanie innej osoby - zwłaszcza kobiety - do dyskusji o własnych problemach małżeńskich to żenada. Gdy jeszcze ta kobieta jest samotna i chętna oznacza to w istocie brak zdolności do postawienia sobie granic.
Ale - zauważ, że nie jest to coś czego NIE DA się nauczyć. Wkońcu nie macie po 40 lat tylko pewnie mniej.

Aeryn napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

3) Jakie odstępstwa od tego "ideału" jesteś w stanie zaakceptować?

Teraz, przekonawszy się, że mąż nie potrafi sam sobie postawić granic, nie jestem gotowa na żadne ustępstwa. Zero przyjaciółek.

Dzięki, tak więc chyba więcej zrozumiałem niż "dałem" w tej dyskusji. W tym momencie całkowicie zgadzam się z Tobą że istota problemu nie leży w Twojej podatności na "bycie zagrożoną" /to wręcz nie ma nic do rzeczy, a może nawet wręcz przeciwnie - por. dalej/, lecz w tym, że całkowicie słusznie, oczekujesz aby twój partner umiał sobie samodzielnie postawić szlaban na takie sytuacje, bo tych sytuacji jest tyle ile kobiet spotkanych w życiu. Każda będzie nowa. Jeśli lubi pomagać biednym i skrzywdzonym - potencjalnym zagrożeniem będą więc takie właśnie osoby. Zauważ, że gdzieś w postach wyżej był nawet motyw zastanawiania się, kto jest biedniejszy i bardziej skrzywdzony - Ty czy Ona.

Dalej nie wiem, mogę się mylić - głośno myślę:

Twój problem ogarnął, bo się z tobą ożenił. Zaczął szukać nowych. Gdyby szukać tu jakieś szansy na budowanie związku musi on się opierać na tym co w Tobie jest mocne, samodzielne, silne - zaś on musi nauczyć się czerpać satysfakcję z bycia z kobietą mocną, samodzielną i silną.

Trochę to kurcze po przeczytaniu brzmi jak komunał, ale trzeba to zrozumieć tak jakby nie był.

158

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
pitagoras napisał/a:

Ale czego te niby pytania dotyczą?

a np. tego : skoro twierdzisz, że mnie kochasz - czemu nie skończyłeś romansu w momencie, kiedy dowiedziałam się, że coś jest na rzeczy? ON: bo nie miałem czasu ? ja: na co nie miałeś czasu, skoro : znalazłeś czas na codzienne sms, fb, maile i kilkunastominutowe rozmowy telefoniczne? ON: żeby się zastanowić? ja: nad czym? on: ... milczy

jeżeli ktoś wpaja ci, że kobieta, której pisał, mówił kocham cię - nic dla niego nie znaczy, bo to była tylko gra, nie było uczuć- to coś w tobie rośnie gdy wiesz, że nie skończył romansu, dopóki się nie wydał ... mimo tego, że prosiłaś, błagałaś, płakałaś żeby zerwał kontakt z tą właśnie kobietą, o której mówi przy okazji że jest lepszą żoną dla swojego męża niż ...


więc co na to powiesz? dalej będziesz obstawał przy swoim?
bo pytania są po to, żeby wyjaśnić coś co pozwoli iść do przodu, żeby budować /czasami żeby w spokoju odejść.
nie po to, żeby się pastwić nad kimś, ale po to, aby szczerze i od serca zaufać ...

159

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Jezu, ludzie!
Nie zdradzał i nie żadnego ''romansu''.
Cała ta impreza była bardzo mocno nieetyczna, zdecydowanie niefajna dla żony, ale zachowajmy proporcje.
Mamy tu obok wątki użytkowniczek, które latami rżną się na boku z cudzymi mężami i co? też nazwiemy to romansem, zdradą i wrzucimy do tego samego pudełka?
Tak jak na początku wątku sam uświadamiałem Autorce, że sprawa jest gorsza niż jej się wydaje, tak teraz przypominam Wam histeryczkom, o zachowaniu proporcji.
I z kanciastego, męskiego punktu widzenia, nie czaję narzucanej tu logiki: jeśli ja płaczę, to masz robić wszystko co powiem, bo jak nie, to nie kochasz.
Nie, to tak nie zadziała.

160 Ostatnio edytowany przez Iwona40 (2014-12-11 23:12:20)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

Piszę, bo nie mogę zasnąć. Próbuję wcześniej się kłaść, żeby szybko zasnąć i nie spędzać wieczoru na rozmyślaniach, ale wystarczy, że zacznę myśleć leżąc w łóżku - i już mam "pospane" smile Coraz bardziej myślę o tym, że mąż mnie już nie kocha. Przekonują mnie o tym rzeczy od drobnych (kiedyś chyba nie zwróciłabym na nie uwagi) po ważne, jak bierność w organizowaniu nam terapii małżeńskiej. Po tym jak zakończył się jego flirt, powiedziałam mężowi, że powinniśmy iść na terapię, że to dla nas jedyna szansa, żeby sobie z tym wszystkim poradzić, ale że tym razem to on musi się wykazać i nas zapisać. Zgodził się, ale jak się domyślacie, nie dotrzymał jak dotąd słowa.

Staram się zdusić w sobie całą resztę miłości, którą do niego czuję, chyba w jakiejś nagłej manifestacji reakcji obronnej, bo wewnętrznie coraz mocniej wyczuwam, że go straciłam, że myślami i uczuciami on już jest gdzie indziej. Naprawdę zanim mnie zdradził bardzo go kochałam, i mimo tego że po zdradzie nie kocham go już tak jak kiedyś, nadal jest to bardzo silne uczucie. Pozostaje mi dzień za dniem powoli je zabijać, to chyba jedyne rozsądne wyjście z tej sytuacji i najmniej bolesne jakie przychodzi mi na myśl. Staram się skupić na sobie, i powtarzam sobie jak mantrę, że jestem wartościową kobietą, która zasługuje na miłość i szacunek, i tego będę się trzymać smile

Aeryn, napisalaś ten post 2014-11-08 00:09:44, i cały czas realizujesz tamtą myśl, dążysz do zakończenia twojej relacji z mężem. Wasza wizyta u terapeuty, pomimo oporów twojego męża ,okazała się fiaskiem. Jest jednak coś dobrego w tym, taki malutki szczegół-on przełamał się bo poszedł... zrobił to dla ciebie.
Przed tym wszystkim pisałaś 2014-11-13 10:08:37:
"Witajcie,chciałabym bardzo podziękować Wam za wsparcie i rady (zwłaszcza Tobie, kosmiczny nick).
Jest dużo lepiej, myślę, że i u mnie (jestem dużo spokojniejsza) i w moim małżeństwie.
Mąż przemyślał sobie swoje zachowanie, zaczął się starać i przestał wypierać się, że to była zdrada (co dla mnie jest chyba najważniejsze - bo jak tu było wcześniej cokolwiek naprawiać skoro nic się nie stało?). Gdy mąż przyznaje, że jednak się stało, że zafascynował się tamtą kobietą, że nie dbał o nas tak jak powienien był, bo myślał, że jest w porządku tak jak jest, a to co było między nami zaczęło coraz bardziej gasnąć, widzę sporą szansę na naprawienie tego wszystkiego. Jest czuły, kładzie się spać razem ze mną, często mnie przytula, wczoraj wysłał mi SMSa z pracy, że bardzo mnie kocha, zabrał mnie na spacer. Bardzo liczę na to, że nie jest to chwilowe tylko jednak tak już będzie, a przynajmniej ja bardzo chciałabym żeby było smile Tak czy inaczej wiem, że muszę być silna i poza raczej krótkotrwałymi dołkami, staram się cieszyć z moich nadchodzących urodzin (to już jutro big_smile) i zbliżających się Świąt, i codziennie konsekwentnie dopisuję dalszą część streszczenia mojej książki."

Twój mąż wykazał wolę "uzdrowienia" waszych relacji,jednakże nie robi to w taki sposób jak tego od niego oczekujesz.
Uzdrowienie relacji to proces...
Czy ty chcesz naprawić waszą relację?

Alexander Pope:" Błądzić to rzecz ludzka, przebaczać ? boska. "
Talmud: "Kto obnaża cudze błędy, obnaża własne."
"Przez błędy człowiek się uczy, doświadcza wszystkich barw życia. Doświadczenie to córka mądrości i szczęśliwy ten człowiek, który ją znalazł. Bogatszy w mądrość będzie ten, który zaliczył więcej ścieżek życia i mądrego przewodnika...
To ty czynisz własne oprogramowanie, to ty trzymasz nad tym władzę ... to też twoja rola czy jesteś niewolnikiem własnego matrixa, czy wybierasz wolność, która prowadzi do celu. Jesteśmy tutaj aby żyć wolno, aby istnieć i łączyć się w całość, w jedno głębokie zrozumienie, którym pokieruje boskość. ...Nie potrzeba tu słów, czułych szeptów, zapewnień o miłości, to już wyśpiewa tylko wiatr i urozmaici szumem traw, zapachem kwiatów, blaskiem gwiazd. Prawdziwa miłość to cudowna otchłań, którą stworzył Bóg aby człowiek mógł spokojnie żyć. Siła ducha tkwi w jej miłości, rozpuszcza strach, złość nienawiść... a przede wszystkim umie wybaczać!!!
Trzymanie w sobie urazy, zatajanie własnych błędów to jest ten robak w jabłku, który drąży śmiertelne kanały...Twoja odwaga to wyciągnięcie ręki, słowo - przepraszam, umiejętność naprawienia błędu ... odważ się, bądź mądrym człowiekiem, wyrzuć z siebie nienawiść, uprzedzenie. Miej charakter, który zamieni zło w dobro, rozegraj swoją życiową grę tak abyś był gotów wejść do doskonałego świata. Jeśli potrafisz siebie dobrze osądzić będziesz naprawdę mądry, zamkniesz wrota własnej głupocie. To właśnie tym przypisane jest Królestwo Niebieskie."
link 5 jezyków przepraszania http://images.slideplayer.pl/1/55213/slides/slide_1.jpg

"Wiem Iwonko, że projektuję, ale nie ufam już mężowi za grosz, więc jedyne co mi zostaje, to domysły.
Dlaczego ją tak broni, dlaczego jest taka "biedna i smutna" i "tak bardzo potrzebuje jego pomocy i wsparcia"?
Czy ja jestem mniej smutna, mniej potrzebuję jego wsparcia? "
Aeryn,on jej broni ponieważ zaangażował się w tą relacje-była/jest? dla niego ważna. W tej relacji grał "macho", bo ona "taka smutna była"- czytaj słaba,nieporadna.
Z Tobą jest mu inaczej- wg mojego domysłu, postrzega ciebie jako osobę silną, z charakterem, a on chce być "macho", chce być uwodzonym, kokietowanym, che pomagać słabszym, opiekować się; na pewno nie chce by nim sterowano.

161

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że włączanie innej osoby - zwłaszcza kobiety - do dyskusji o własnych problemach małżeńskich to żenada. Gdy jeszcze ta kobieta jest samotna i chętna oznacza to w istocie brak zdolności do postawienia sobie granic.

Tu Cię zapewne zadziwię, bo ona nie jest samotna. To mężatka z dwójką małych dzieci. Jak widać nie przeszkadzało jej to w szukaniu wrażeń gdzie indziej... Dziękuję Ci bardzo za rady. Nie jestem jednak kobietą silną, wręcz przeciwnie, raczej zakompleksioną - gdybym była silna, myślę, że nie pozwoliłabym sobie wmówić, że ten flirt to tylko takie żarty są, i że nie ma we mnie ani grama współczucia (bo nie chciałam współczuć kobiecie nieszczęśliwej w małżeństwie i denerwowało mnie, że mąż naciskał, że ona jest taka smutna i biedna, i on koniecznie musi jej pomóc, pojechać do niej, pocieszyć). Silna kobieta tupnęłaby nogą, i wysłała męża z całym jego dobytkiem do jego obiektu zainteresowań, z zaznaczeniem, by już nie wracał.

pitagoras napisał/a:

Jezu, ludzie!
Nie zdradzał i nie żadnego ''romansu''.

Pitagorasie, myślę, że Mruffka odniosła się tu do swojej sytuacji. Jej mąż otwarcie wyznał miłość innej kobiecie. Mój ograniczał się do wielokrotnego powtarzania jej, że bardzo ją lubi (i po tym zawsze mrugnięcie), co dla mnie oznacza jednak "czuję do Ciebie coś więcej". Nie nazywam jednak tej kobiety jego kochanką. Ucięłam to w porę. Dzięki Waszej pomocy. Czasem uśmiecham się gorzko sama do siebie, myśląc, że gdyby nie wsparcie z Forum, Święta spędziłabym w łóżku z mężem i tą kobietą, bo "ona biedna nie ma gdzie spać" albo "zepsuło jej się w domu ogrzewanie." Człowiek się czasem zastanawia ile kitu dałby sobie wcisnąć, gdyby ktoś go w odpowiednim momencie nie walnął obuchem w łeb.

Odpowiadając na Twoje pytanie, moje wątpliwości dotyczą właśnie tych niespójności o których pisałam. Jak kochając kogoś, można tak bardzo mieć go w nosie, żeby siedząc obok tej osoby flirtować z inną kobietą? Widzieć, ile to bólu sprawia partnerce, i mieć to głęboko w serdecznym poważaniu. Chyba łatwiej byłoby mi się z tym pogodzić, gdyby powiedział: przestałem Cię kochać. A tak? Kochałem Cię, jednocześnie mając Cię gdzieś? Mruffkę też razi taka niespójność. Jej mąż, wyznając miłość innej kobiecie, dalej przekonuje żonę, że zawsze była dla niego najważniejsza. Przecież to nielogiczne.

162 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2014-12-12 11:47:11)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Iwona40 napisał/a:

Aeryn,on jej broni ponieważ zaangażował się w tą relacje-była/jest? dla niego ważna. W tej relacji grał "macho", bo ona "taka smutna była"- czytaj słaba,nieporadna.
Z Tobą jest mu inaczej- wg mojego domysłu, postrzega ciebie jako osobę silną, z charakterem, a on chce być "macho", chce być uwodzonym, kokietowanym, che pomagać słabszym, opiekować się; na pewno nie chce by nim sterowano.

Masz rację Iwonko, tylko on nie chce tego przede mną przyznać, że ona była dla niego ważna. Mówi, że ona nic dla niego nie znaczyła, a dla mnie to jest kłamstwo. Skąd mam wiedzieć, czy ona była dla niego ważna, czy może nadal jest, jeśli nie jest ze mną szczery? Bo jeśli ona nadal jest dla niego ważna, to za tydzień, dwa, za miesiąc, za pół roku ona może znów się odezwać... i co wtedy? Mam żyć w strachu, że ona znowu się odezwie? Co będzie, jeśli ona rozwiedzie się ze swoim mężem i zaproponuje mojemu mężowi wspólne życie?

Przecież on NIE CHCIAŁ kończyć tego flirtu. W ostatniej wiadomości do niej, napisał jej, że on NIE CHCE tego kończyć, ale żona kazała mu wybierać.

Nie czuję się silną kobietą, ale jestem zaradna. Potrafię znaleźć wyjście z różnych problemów, wielokrotnie pomagałam mężowi osiągnąć jego życiowe cele. Nie wiem... Może niech znajdzie sobie takiego życiowego nieboraka, kobietę na której tle będzie wypadał zjawiskowo i poczuje się jak "macho". Nie jestem życiowym nieborakiem, i raczej nie będę. Pewnie, że mam swoje kompleksy, problemy, lęki - o których mówię mężowi, więc ma okazję i mnie otoczyć opieką. Mówić mi, że jestem piękna (a jak wiele kobiet, czuję się brzydka, zwłaszcza po chorobie, z paskudnymi bliznami po operacjach). Może mi zaparzyć herbatę i przynieść do pokoju (wie, że nie dam rady sama jej zanieść), przypomnieć o konieczności wzięcia leków, zabrać do galerii handlowej choćby tylko popatrzeć na wystawy (bez jego pomocy siedzę przecież tylko w domu). Ma okazję. A mimo to bardziej było mu żal jakiejś mężatki z dwójką dzieci. Która, cytuję, "nic dla niego nie znaczyła". I tu jest ta wielka nierozwiązana zagadka. Jak to możliwe?

EDIT: Dziękuję za slajdy. Jeśli ktoś chciałby też sobie obejrzeć, trzeba w linku zmieniać tylko cyferki (z 1 na 2, z 2 na 3, i tak dalej).

Dla mnie jednym z wyznaczników tego jak bardzo mąż się stara jest to, na ile jest ze mną szczery. I uważam, że nie jest szczery, bo jego wersja z "ona nic dla mnie nie znaczyła" się nijak niczego nie trzyma. To jak samochód z kierownicą na dachu i hamulcami w bagażniku. Nie wsiądę do czegoś takiego.

163

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

A czy w Twoim świecie jest coś pomiędzy ''być ważną'' a ''nic nie znaczyć''?
W moim odczuciu te Twoje próby doprecyzowania są bez sensu mocno.Skoro z nią utrzymywał kontakt, to coś dla niego znaczyła, skoro wybrał Ciebie to nie była aż tak ważna.

164

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
pitagoras napisał/a:

A czy w Twoim świecie jest coś pomiędzy ''być ważną'' a ''nic nie znaczyć''?
W moim odczuciu te Twoje próby doprecyzowania są bez sensu mocno.Skoro z nią utrzymywał kontakt, to coś dla niego znaczyła, skoro wybrał Ciebie to nie była aż tak ważna.

Tak, możesz mieć rację. Ale chcę to usłyszeć od niego, chcę żeby zdobył się na prawdę.
I nie mam tej pewności, czy ja jestem dla niego ważniejsza, może to po prostu... kalkulacja.
Argumenty są takie:
- na ten moment ona ma męża (który jest rodziną mojego męża, więc jeśli to wyjdzie na jaw, zacznie się rodzinna wojna),
- ona nie ma gdzie mieszkać (jest na łasce-niełasce męża), a dom w którym mieszkamy my jest prawnie własnością moich rodziców,
- ona jest bez wykształcenia, bezrobotna i ma dwójkę małych dzieci (więc wchodziłoby w grę utrzymywanie jej + jeszcze dzieci).

165

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Nie chce brac udzialu w dyskusji ale chcialbym zwrocic uwage na jedna rzecz, otoz:

"na ten moment ona ma męża (który jest rodziną mojego męża, więc jeśli to wyjdzie na jaw, zacznie się rodzinna wojna),"

Powiem ze PRAWDA bardzo duzo rzeczy klaruje. Skoro wiec "nic sie nie stalo" wyjawcie prawde wszystkim i niech wtedy skutki tego co bylo,
pokaza jak naprawde bylo, rowniez poprzez pokazanie stosunku innych ludzi do tego co sie stalo.

Bo mnie sie wydaje ze jesli sie cos ukrywa to tylko sprzyja to falszowi i latwo budowac klamswo (nie prawde), zwlaszcza majac tylko swoj
osad, ktory jest osadem "osoby zdradzonej" (obojetnie co przez to rozumiemy) wobec osadu "osoby zdradzajacej" (obojetnie co przez to rozumiemy).

Czy np. maz tamtej dziewczyny podziela zdanie meza autorki i niektorych komentujacych tutaj ze nic sie takiego nie stalo? Moze warto go o to
zapytac, zwlaszcza ze brak konsekwnecji rodzi potem, w przyszlosci, jeszcze gorsze skutki a tak czlowiek sie boi, obawia przez zrobieniem czegos.

166

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:
pitagoras napisał/a:

A czy w Twoim świecie jest coś pomiędzy ''być ważną'' a ''nic nie znaczyć''?
W moim odczuciu te Twoje próby doprecyzowania są bez sensu mocno.Skoro z nią utrzymywał kontakt, to coś dla niego znaczyła, skoro wybrał Ciebie to nie była aż tak ważna.

Tak, możesz mieć rację. Ale chcę to usłyszeć od niego, chcę żeby zdobył się na prawdę.
I nie mam tej pewności, czy ja jestem dla niego ważniejsza, może to po prostu... kalkulacja.
Argumenty są takie:
- na ten moment ona ma męża (który jest rodziną mojego męża, więc jeśli to wyjdzie na jaw, zacznie się rodzinna wojna),
- ona nie ma gdzie mieszkać (jest na łasce-niełasce męża), a dom w którym mieszkamy my jest prawnie własnością moich rodziców,
- ona jest bez wykształcenia, bezrobotna i ma dwójkę małych dzieci (więc wchodziłoby w grę utrzymywanie jej + jeszcze dzieci).

Coś "pomiędzy" - w niektórych sytuacjach półśrodki nie są wskazane i wymagać wypada pełnego opowiedzenia się za czy przeciw. Szczególnie, że to rzutuje na dalsze "być czy nie być" małżeństwa...
Tu, w sytuacji Autorki małżonek nie potrafił... A powinien. Niby wybrał żonę, ale tamtą zostawił w zanadrzu.
"Skoro z nią utrzymywał kontakt, to coś dla niego znaczyła, skoro wybrał Ciebie to nie była aż tak ważna". To "wybranie", które tak podkreślasz Pitagorasie jest przecież zwykłą pokazówką w celu załagodzenia, uśpienia i ogłupienia własnej żony, a - jak widać - nawet co niektóre tu piszące osoby... Samo przyznanie się "przyjaciółce", że: "W ostatniej wiadomości do niej, napisał jej, że on NIE CHCE tego kończyć, ale żona kazała mu wybierać. " świadczy przecież o zostawieniu sobie możliwości powrotu do zabawy. To, co zrobił jest obłudą... I dziwne, że nie dostrzegasz tego jako czegoś obciążającego tego faceta. Gdyby Autorka była dla tego jegomościa ważna - jak usiłujesz udowodnić (wszak wybrał Autorkę - własną zonę) to wypadałoby skończyć tamte umizgi definitywnie. Jak facet.
I tak Aeryn, masz rację: to zwykła, ...kalkulacja.

167

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

Odpowiadając na Twoje pytanie, moje wątpliwości dotyczą właśnie tych niespójności o których pisałam. Jak kochając kogoś, można tak bardzo mieć go w nosie, żeby siedząc obok tej osoby flirtować z inną kobietą? Widzieć, ile to bólu sprawia partnerce, i mieć to głęboko w serdecznym poważaniu.  Chyba łatwiej byłoby mi się z tym pogodzić, gdyby powiedział: przestałem Cię kochać. A tak? Kochałem Cię, jednocześnie mając Cię gdzieś? Mruffkę też razi taka niespójność. Jej mąż, wyznając miłość innej kobiecie, dalej przekonuje żonę, że zawsze była dla niego najważniejsza. Przecież to nielogiczne.

ehhh jakbys siedziała mi w głowie, mało tego! jakbyś była ze mną w tym czasie ... dokładnie tak było

Aeryn bądź silna myśl o sobie, nie o nim. I może maniek ma rację - niech to ujrzy światło dzienne, ale tylko dlatego, że mąż zostawił sobie opcję powrotu, a nie dlatego, żeby dobić drugą stronę...
nie wiem, naprawdę nie wiem już co o tym myśleć, staram się widzieć pozytywy, ale kurcze boję się, że to niestety kalkulacja.
Zastanów się: chcesz go teraz takim jaki jest? bo lepszym nie będzie, chyba że dozna szoku. Może z nim to jak z alkoholikiem, nic nie pomoże : groźby, prośby , tłumaczenia i różne akcje dopóki coś nim nie wstrząśnie. Dopiero silne zdarzenie, jakiś bodziec może spowodować, że zda sobie sprawę z tego co się dzieje ...

168

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Groźby, prośby, tłumaczenia - to na pewno nie zadziała.

Jedyne co ma szanse zadziałać to dać mu przestrzeń do refleksji w sensie fizycznym i emocjonalnym, czyli..puścić go wolno.
Takie jest moje zdanie.

Jest niewielki odsetek przypadków by ktoś uświadomił sobie swoje błędy w stałym bliskim kontakcie osoby, która skrzywdził. Z tak niewielkiego dystansu nie widać nic spoza 'pierwszego planu'. A pierwszy plan jest taki, że rozmawiacie ze sobą, zachowujecie się "prawie" jakby nic się nie wydarzyło. Pamiętaj, że człowiek w pierwszej kolejności odbiera działanie/ruch - jeśli na tym poziomie nic lub niewiele się zmieniło (czyt. jesteście ciągle razem) to dla podświadomości również niewiele lub nic się nie zmieniło, a 'drobne niedogodności' szybko zamiata pod dywan, wypiera, żeby móc utrzymać status quo.

Tylko w tym przyp. "drobne niedogodności" są zbyt dużego kalibru by dały się zamieść, ale jej schemat działania zawsze będzie ten sam, bo jak nazwa wskazuje SUBmodalności przechodzą zawsze "pod radarem", nie da się ich upakować do podświadomości drogą WPROST, czyli przez rozum (tłumaczenie, argumenty, prośby, etc. )

Reasumując: Mruffka, musisz podjąć aktywne działanie. Zrobić coś INACZEJ niż do tej pory, bo to się nie sprawdza i jest to informacja dla Ciebie, że robisz coś nie tak.

169

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Elle88 napisał/a:

Groźby, prośby, tłumaczenia - to na pewno nie zadziała.

Jedyne co ma szanse zadziałać to dać mu przestrzeń do refleksji w sensie fizycznym i emocjonalnym, czyli..puścić go wolno.
Takie jest moje zdanie.

zgadzam się- czyli po mojemu "silny bodziec" wink

Elle88 napisał/a:

Reasumując: Mruffka, musisz podjąć aktywne działanie. Zrobić coś INACZEJ niż do tej pory, bo to się nie sprawdza i jest to informacja dla Ciebie, że robisz coś nie tak.

ehhhhh... wiem, ale opcja jaka przychodzi mi do głowy to: wykopać go z domu
a mimo to szukam powodów by z nim zostać
i zastanawiam się czy moje emocje nie przesłaniają mi obrazu jego osoby, ale fakty czasami mnie dobijają

czemu to jest takie pokręcone?

170

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Przeczytałam ten wątek i według mnie są dwa wyjścia z tej sytuacji, albo zostawić to co było za sobą, już do tego nie wracać, jakoś wskrzesić zaufanie do męża, spróbować zawalczyć o związek, albo po prostu się rozejść. Rozdrapywanie, szukanie odpowiedzi, grzebanie w tej sprawie to masochizm według mnie, to nic nie daje, tylko robi jeszcze większy kwas w związku, albo idę dalej i kończę temat "zdrady", ustalając jakieś zasady na przyszłość dotyczące relacji z innymi kobietami itp. Jesteście jeszcze młodzi, facet źle zrobił, ale ja bym dała sobie jeszcze szansę. Albo chociaż spróbowała, tylko już bez żali, wypominania itp. Jeśli czujesz, że nie masz na to siły to chyba już nic z tego nie będzie. Swego czasu pracowałam w poradni małżeńsko-rodzinnej i takie sytuacje domniemanej zdrady też się pojawiały. Sama mam nawet przyjaciółkę, która nakryła męża na flirtowaniu przez internet, jak on to tłumaczył "chciał zobaczyć czy nie wyszedł z wprawy". Jakoś tę sprawę rozwikłali, są chyba w miarę szczęśliwym małżeństwem, niedawno urodziła im się druga pociecha, są razem jakieś 10 lat (w tym chyba 7 po ślubie). Pytanie do autorki wątku czy dasz radę wybaczyć i pójść dalej?

171

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
ladyyy napisał/a:

Przeczytałam ten wątek i według mnie są dwa wyjścia z tej sytuacji, albo zostawić to co było za sobą, już do tego nie wracać, jakoś wskrzesić zaufanie do męża, spróbować zawalczyć o związek, albo po prostu się rozejść. Rozdrapywanie, szukanie odpowiedzi, grzebanie w tej sprawie to masochizm według mnie, to nic nie daje, tylko robi jeszcze większy kwas w związku, albo idę dalej i kończę temat "zdrady", ustalając jakieś zasady na przyszłość dotyczące relacji z innymi kobietami itp. Jesteście jeszcze młodzi, facet źle zrobił, ale ja bym dała sobie jeszcze szansę. Albo chociaż spróbowała, tylko już bez żali, wypominania itp. Jeśli czujesz, że nie masz na to siły to chyba już nic z tego nie będzie. Swego czasu pracowałam w poradni małżeńsko-rodzinnej i takie sytuacje domniemanej zdrady też się pojawiały. Sama mam nawet przyjaciółkę, która nakryła męża na flirtowaniu przez internet, jak on to tłumaczył "chciał zobaczyć czy nie wyszedł z wprawy". Jakoś tę sprawę rozwikłali, są chyba w miarę szczęśliwym małżeństwem, niedawno urodziła im się druga pociecha, są razem jakieś 10 lat (w tym chyba 7 po ślubie). Pytanie do autorki wątku czy dasz radę wybaczyć i pójść dalej?

No fajnie, tylko... By wskrzesić to "zaufanie" ...potrzeba pracy, ale małzonka.
Walczyć o związek - super - ale to zadanie dla małżonka.
Rozdrapywanie i grzebanie sie w tym jest NORMALNĄ REAKCJĄ strony poranionej - Autorki.
Piękne słowa: "idę dalej i kończę temat". Niedyskretne pytanie: masz jakiekolwiek doswiadczenia z takim "zawirowaniem" w związku? Podejrzewam, że nie, bo nikt, kto z tym sie zetknął NIE BEDZIE ZAMIATAĆ POD DYWAN czegoś, co za chwilę wyjdzie ze zdwojona siłą i całkowicie zniweczy wszystko. To hydra, której trzeba urwać łeb, by móc znów patrzeć we wspólna przyszłość.
Aby dać tu małżonkowi "szansę" wypada doszukać się w jego postepowaniu jakichś elementarnych oznak autorefleksji... A tu NIE MA.
Wiesz, stykanie sie z takimi przypadkami ...jak przez szybę nie daje Ci żadnych podstaw do takich rad, wybacz...

172

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Pracowałam przez jakiś czas w poradni, uczestniczyłam w terapiach par, widzę jak wyniszczające jest rozdrapywanie takich rzeczy, sama po sobie też to widzę, sama mam tendencję do wracania do tematu sto razy ale widzę, że to nic nie daje i od jakiegoś czasu mocno ze sobą walczę, by tego nie robić. A rady każdy może dawać jakie chce smile, na tym polega forum i życie, od autorki zależy czy z nich skorzysta. Mówienie, że nie ma się prawa odzywać ktoś kto czegoś takiego nie przeżył trochę jest niesprawiedliwe, czy każdy kto nam może pomóc koniecznie musi przejść przez to co my sami? Osobie w depresji może tylko pomóc ktoś z depresją etc.? Często postronne osoby nie mające takiego doświadczenia wnoszą zupełnie inne, mniej emocjonalne podejście, potrafią chłodno na wszystko spojrzeć, nie patrząc przez pryzmat własnych problemów na dany związek.

173

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Dodam jeszcze, że nie jestem fanką zamiatania pod dywan, a raczej rozwiązania sprawy, dojścia do jakiś wniosków, działania. Jak na razie jedyne działanie do rozdrapywanie ran, a to jak na razie do niczego nie prowadzi. Ale każdy niech robi jak uważa smile powodzenia

174 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-12-12 23:28:02)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

ladyyy, ok - jest słuszność w Twoich słowach. Ale to tylko teoria. Akurat tutaj tak sie majaca do rzeczywistości jak teoria głoszona przez np. "bywalca - ale tylko jako obserwatora w gabinecie dentysty... Ma styczność z dentystą, widzi, słyszy - wie! I radzi czekającym kolejnym pacjentom: po co się wić na fotelu, po co krzyczeć z bólu - to nic przecież nie da, Trzeba poczekać cierpliwie..."
Ale tak się nie da... A szczególnie w takiej sytuacji jak tutaj.

175

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

To nie tylko teoria ale i praktyka smile, ja nie pochwalam małżonka, pewnie, że powinien teraz stanąć na głowie, żeby zasłużyć na zaufanie, ale teraz chyba największy problem tkwi w głowie, jak komuś znów zaufać skoro zawinił itp. Nie możemy zmienić czyjegoś zachowania, zmiana zawsze zaczyna się od nas. Sama po swoim związku widzę, że jak mąż podpadnie w czymś i później suszę Mu o to głowę to tylko mi "tymczasowo" pomaga, ale za chwilę znów to wraca, atmosfera robi się nieprzyjemna, bo ile można tego słuchać itp. Nie wiem co zrobi autorka ale mam nadzieję, że nie będzie się katowała ciągłym rozpamiętywaniem tej sytuacji, bo szkoda na to życia, wiem, że to jest trudne i łatwo się mówi.

176

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

hmmm, Wy ciągle o zaufaniu.Tutaj mąż bez wątpienia zawiódł, ale nie zaufanie raczej.Przecież on utrzymywał ten kontakt oficjalnie, nie krył się.
Problem w tym, że nie widział w tym nic złego.

177

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
pitagoras napisał/a:

hmmm, Wy ciągle o zaufaniu.Tutaj mąż bez wątpienia zawiódł, ale nie zaufanie raczej.Przecież on utrzymywał ten kontakt oficjalnie, nie krył się.
Problem w tym, że nie widział w tym nic złego.

Ale to chyba nawet gorsze? Bo świadczy o ...czegoś niedostatku. I nie myslę tu bynajmniej o niedostatkach od własnej żony smile
Tak myślę... Bo daje PEŁNE PODSTAWY, by mu nie zaufać... Skoro nawet tego co robił - nie rozumie, nie będzie widział niczego złego w podobnym, w przyszłosci postępowaniu...

178

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Bardzo Wam wszystkim dziękuję za to, co piszecie. Staram się przemyśleć każdą opinię, bo każda wnosi coś nowego. Dzisiaj mąż w końcu się przede mną otworzył, i poczułam ogromną ulgę.
Jest człowiekiem, który przeważnie tłumi w sobie emocje jakie uznaje za niegodne mężczyzny (oj, Panowie, Wy i ta Wasza męska duma), a dzisiaj pozwolił wszystkim tym emocjom wyjść z niego i poczułam, że wreszcie go po tym wszystkim odzyskuję. Przygaszam trochę swoją radość, bo jestem z natury realistką, ale iskierka nadziei gdzieś tam się tli.

Co do męża "ów nieszczęsnej, smutnej, biednej kobiety" (jedno szczęście, że mój mąż przestał o niej już tak mówić)  - nieraz mnie kusiło, żeby go powiadomić. Ale znam siebie. Zrobiłabym to z nienawiści, z chęci osiągnięcia czegoś na kształt sprawiedliwości. Zapewne wyrzuciłby ją z domu. Zasługuje na to. Zasługuje by marznąć na mrozie i nie mieć dokąd iść. Znam jednak siebie na tyle, by wiedzieć, że nie umiem świadomie, z premedytacją krzywdzić ludzi. Wiem, że gdyby ją mąż wyrzucił razem z dzieciakami, miałabym wyrzuty sumienia, gryzłoby mnie to.
Nie jestem nią. Ogranicza mnie sumienie i granice, które sama sobie postawiłam.
Nie żałuję. Te granice są dobre dla mnie i dla ludzi, którzy są dla mnie ważni.
Nie chcę stać się nią. Dobrze jest być mną.

Muszę to sobie częściej powtarzać smile

179

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Cieszę się smile

180

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Ja na Twoim miejscu bym nie wierzyła do końca. Mój były mąż tak pisał z "koleżanką" z pracy. Powiedział, że to tylko dobra koleżanka czy przyjaciółka z pracy. Kiedy zdecydowałam się wynająć detektywa miałam po kilku dniach czarne na białym. Oszukiwał mnie i dlatego złożyłam pozew o rozwód z jego winy. Dzięki materiałom uzyskanym przez detektywa wygrałam w sądzie.
Jeśli będziesz potrzebowała pomocy - pisz. Znam bardzo dobre biuro, które naprawdę zdobywa materiał potrzebny w sądzie.

181

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
marysienka1979 napisał/a:

Ja na Twoim miejscu bym nie wierzyła do końca. Mój były mąż tak pisał z "koleżanką" z pracy. Powiedział, że to tylko dobra koleżanka czy przyjaciółka z pracy. Kiedy zdecydowałam się wynająć detektywa miałam po kilku dniach czarne na białym. Oszukiwał mnie i dlatego złożyłam pozew o rozwód z jego winy. Dzięki materiałom uzyskanym przez detektywa wygrałam w sądzie.
Jeśli będziesz potrzebowała pomocy - pisz. Znam bardzo dobre biuro, które naprawdę zdobywa materiał potrzebny w sądzie.

ehhh - smutne, widać, że co jakiś czas pojawia się przyjaciółka wiara musi być, skoro coś, gdzieś chcemy tworzyć...ale niekoniecznie musi być ślepa wink zawsze kilka % można zostawić sobie w zanadrzu, bo zadra zostanie : na początku większa, później śladowa, ale ....

Aeryn  - pozdrawiam smile

182 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2014-12-16 12:06:58)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
marysienka1979 napisał/a:

Ja na Twoim miejscu bym nie wierzyła do końca

Już nigdy nie będę wierzyć tak do końca. To, że go nie kontroluję, nie sprawdzam telefonu ani emaila, jest moim wyborem którego dokonałam ze względu na siebie. Nie chcę się nakręcać, tworzyć takie małe piekiełko nie tylko jemu, ale i sobie. Jeśli mąż mnie zawiedzie i zdecyduję się na rozwód, wybiorę opcję bez orzekania o winie. Pracuję, więc mam z czego się utrzymać, nie mamy dzieci, a dom jest własnością moich rodziców, więc bez dachu nad głową nie zostanę. Samochód zostawiłabym mężowi, bo wiem, że to auto wiele dla niego znaczy.

Tak sobie myślę, że w zdradzie partnera najgorsze jest to, że już nigdy się mu nie zaufa tak jak kiedyś. Nawet gdy się wybaczy, człowiek zostawia sobie te 10% szansy na to, że mąż nie pojechał odwiedzić rodziny tylko jakąś kobietę. I te 10% szansy sprawia, że przestaje się planować wspólną przyszłość, tylko żyje się z tygodnia na tydzień. Przyjmuje się taką ewentualność, że kolejna Wielkanoc, wakacje, Gwiazdka czy Sylwester będzie już bez partnera.

Bardzo mi brakuje takiego planowania na przyszłość - dawało mi to poczucie bezpieczeństwa, i przede wszystkim dużo radości, gdy wyobrażałam sobie gdzie moglibyśmy pojechać na wakacje, albo jakie ciasto upiec razem na Święta. I cóż - ostatecznie zrezygnowałam z posiadania dziecka, bo bez sensu fundować maluchowi taką huśtawkę...

Ja również ciepło Cię pozdrawiam, Mruffko smile Mam nadzieję, że u Was choć troszkę lepiej.

183

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:
marysienka1979 napisał/a:

Ja na Twoim miejscu bym nie wierzyła do końca

Już nigdy nie będę wierzyć tak do końca. To, że go nie kontroluję, nie sprawdzam telefonu ani emaila, jest moim wyborem którego dokonałam ze względu na siebie. Nie chcę się nakręcać, tworzyć takie małe piekiełko nie tylko jemu, ale i sobie. Jeśli mąż mnie zawiedzie i zdecyduję się na rozwód, wybiorę opcję bez orzekania o winie. Pracuję, więc mam z czego się utrzymać, nie mamy dzieci, a dom jest własnością moich rodziców, więc bez dachu nad głową nie zostanę. Samochód zostawiłabym mężowi, bo wiem, że to auto wiele dla niego znaczy.

Tak sobie myślę, że w zdradzie partnera najgorsze jest to, że już nigdy się mu nie zaufa tak jak kiedyś. Nawet gdy się wybaczy, człowiek zostawia sobie te 10% szansy na to, że mąż nie pojechał odwiedzić rodziny tylko jakąś kobietę. I te 10% szansy sprawia, że przestaje się planować wspólną przyszłość, tylko żyje się z tygodnia na tydzień. Przyjmuje się taką ewentualność, że kolejna Wielkanoc, wakacje, Gwiazdka czy Sylwester będzie już bez partnera.

Bardzo mi brakuje takiego planowania na przyszłość - dawało mi to poczucie bezpieczeństwa, i przede wszystkim dużo radości, gdy wyobrażałam sobie gdzie moglibyśmy pojechać na wakacje, albo jakie ciasto upiec razem na Święta. I cóż - ostatecznie zrezygnowałam z posiadania dziecka, bo bez sensu fundować maluchowi taką huśtawkę...

Ja również ciepło Cię pozdrawiam, Mruffko smile Mam nadzieję, że u Was choć troszkę lepiej.

Prawdę piszesz Aeryn z tym planowaniem i życiem po nadszarpnięciu zaufania, życzę Ci  żebyś niebawem czuła się na tyle pewnie i bezpiecznie w swoim małżeństwie byś mogła znów robić mniejsze lub większe życiowe plany. Rzeczywiście poczucie bezpieczeństwa w związku/ małżeństwie jest bezcenne i pozytywnie wpływa na nasze życie.

184

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Powodzenia! Trzymam kciuki żeby się ułożyło (cokolwiek to dla Ciebie znaczy)

185

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
ladyyy napisał/a:

Powodzenia! Trzymam kciuki żeby się ułożyło (cokolwiek to dla Ciebie znaczy)

Dziękuję ladyyy smile

Mąż zmienił się bardzo w ciągu ostatnich 2-3 tygodni. Kupił mi bukiet róż, jest dla mnie bardzo miły (co jest dla mnie sporym kontrastem do czasu, gdy flirtował z tamtą kobietą, bo wtedy był dla mnie oziębły, a wręcz opryskliwy), przytula mnie, pyta jak się czuję, czasem pisze z pracy SMSy. Stara się też bardzo nie irytować ani nie złościć na mnie.

To ostatnie jednak trochę mnie martwi. Mąż zapewnia, że się zmienia naprawdę, że patrzy inaczej na życie, że zmienił swoją hierarchię wartości, a ja się boję, że jest dokładnie tym samym człowiekiem, który miał mnie w nosie flirtując z inną, a teraz tylko upycha gdzieś wszystkie negatywne emocje. Boję się, że pewnego dnia to wszystko się wyleje - prosto na mnie.

Żałuję, że nie ma sposobu żeby zajrzeć w czyjeś myśli.

Byliśmy wczoraj na drugim spotkaniu terapii małżeńskiej i psycholog uświadomił mnie, że ufanie drugiemu człowiekowi na 100% jest niestety naiwnością. Wyszło na to, że byłam naiwna. Mimo to, brakuje mi tej naiwności... tej pewności, że druga osoba nie zrani, nie zawiedzie. Terapeuta zasugerował, że tak jak stuprocentowe zaufanie jest skrajnością, tak ja popadłam teraz w drugą skrajność - skrajną nieufność. Zastanawiam się, czy tak już zostanie.

186

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Aeryn a co sobie psycholog myśli -  że po takiej akcji na nowo , bez patrzenia na nic będziesz ufać np. w 95%? Żarty!
skrajna nieufność- ok, zgadzam się z tym, ja mam tak samo. Jak zaufać, skoro okazało się, że ufając zostałaś zraniona? Nie da rady. To jest pewien etap  i trzeba to przejść, powoli . To Twój m. powinien zdobyć na nowo zaufanie, jak? Tylko Ty już wiesz .

Ja zaczynałam znowu ufać, do czasu kiedy znowu coś "wyszło". Niby to było, ale zmieniło postać rzeczy... I na nowo stała się ciemność, z której nie potrafię jak na razie wyjść hmm

czy zaufasz na 100% ? nie, mogę Cię o tym zapewnić, niestety. Bo na 100% ufać można tylko sobie.
A po zdradzie - już nie zaufasz do końca, pytanie tylko - czy to będzie dla Ciebie ok? Zawsze zostanie coś, co sprawi, że w pewnych sprawach nie będziesz mu do końca ufała. I nieważne co powie, zrobi - lekka niepewność zostanie hmm
co nie znaczy, że nie można tworzyć cudownego związku i tego Ci droga Aeryn z całego serca życzę smile

smile

187 Ostatnio edytowany przez Olo99 (2014-12-18 10:00:51)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

Byliśmy wczoraj na drugim spotkaniu terapii małżeńskiej i psycholog uświadomił mnie, że ufanie drugiemu człowiekowi na 100% jest niestety naiwnością.

Tak, też byłem naiwny, ufałem na 100%. W moim przypadku okazało się, że powinienem od czasu do czasu sprawdzić telefon mojej "wybranki życia" i działać przy pierwszym podejrzeniu zamiast myśleć: "przecież ona nie może mi tego robić". hmm

188

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

Byliśmy wczoraj na drugim spotkaniu terapii małżeńskiej i psycholog uświadomił mnie, że ufanie drugiemu człowiekowi na 100% jest niestety naiwnością. Wyszło na to, że byłam naiwna. Mimo to, brakuje mi tej naiwności... tej pewności, że druga osoba nie zrani, nie zawiedzie. Terapeuta zasugerował, że tak jak stuprocentowe zaufanie jest skrajnością, tak ja popadłam teraz w drugą skrajność - skrajną nieufność. Zastanawiam się, czy tak już zostanie.

Wiem o czym mówisz. Ja też czułam się dobrze ufając bezgranicznie ale faktycznie to jest naiwność. Mam nawet do siebie pretensję, że tak bardzo zaufałam. Chociaż i tak nic nie zmieniłoby to w kwestii samej zdrady to nie byłoby aż takiego szoku.
Myślę, że po takich przejściach nie da się zaufać drugiej osobie w 100%. Kwestia tego czy uda się je odbudować na tyle, żeby żyć spokojnie i nie skupiać całej uwagi kontrolowaniu i snuciu czarnych scenariuszy, żeby jednak odważyć się spojrzeć w przyszłość. To na pewno wymaga czasu i wielu starań ze strony osoby, która zawiodła.
Myślę, że zaufanie komuś to nie kwestia wyboru. Po prostu albo się to czuje albo nie. Mam nadzieję, że Twój mąż zrobi wszystko żebyś to znowu poczuła.

189 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2014-12-18 12:08:43)

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Mruffka napisał/a:

Ja zaczynałam znowu ufać, do czasu kiedy znowu coś "wyszło". Niby to było, ale zmieniło postać rzeczy... I na nowo stała się ciemność, z której nie potrafię jak na razie wyjść hmm

A co to było, to co wyszło, Mruffko? Bo też pamiętam Ciebie jakoś pozytywniej nastawioną do odbudowy Waszego związku, a potem byłaś coraz bardziej przybita...

Anne_Bonny napisał/a:

Myślę, że po takich przejściach nie da się zaufać drugiej osobie w 100%. Kwestia tego czy uda się je odbudować na tyle, żeby żyć spokojnie i nie skupiać całej uwagi kontrolowaniu i snuciu czarnych scenariuszy, żeby jednak odważyć się spojrzeć w przyszłość. To na pewno wymaga czasu i wielu starań ze strony osoby, która zawiodła.
Myślę, że zaufanie komuś to nie kwestia wyboru.

Ciężko mi nie snuć czarnych scenariuszy... Mam wrażenie, że one same się snują smile
Psycholog zwrócił mi uwagę, że mówię o mężu w czasie przeszłym, więc snują się chyba bardziej niż sama przed sobą to przyznaję. Kiedy patrzę w przyszłość, widzę raczej siebie niż nas. Nie mam odwagi wyobrazić sobie nas w przyszłości, dla mnie "mąż chwilo jest", "akurat jest", "tak się zbiegło, że jest", "jakimś cudem jest", ale później może już go nie być, bo a nuż za miesiąc czy dwa odkryję, że po kryjomu dalej pisze z tą kobietą. I nie dam wtedy kolejnej szansy, jestem tego pewna, bo zeszmaciłabym się tym chyba bardziej niż on swoim flirtem...

I ciągle zastanawiam się, czy on mnie naprawdę kocha, czy może tylko tak mówi.
Bo może mówi tak tylko dlatego, że wie, że to jest właśnie to, co chciałabym usłyszeć.
Może wolałby być z tamtą, tylko ona ma męża i dwójkę dzieci.
Sam powiedział mi niedawno, że czuł się przy niej jakby znali się od zawsze... sad

190

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Z tym patrzeniem w przyszłość to oczywiście nie chodziło mi o to, żeby już wyobrażać sobie jak będziecie za 40 lat siedzieć razem przy kominku, bardziej o niedaleką przyszłośc bo w życiu nie da się uniknąć planowania, podejmowania decyzji. Trzeba się zastanowić czy będziecie je podejmować wspólnie.
Rozumiem Twój opór przed planowaniem wspólnej przyszłości u mnie też trochę tak jest ale wydaje mi się, że w pewnym momencie trzeba zacząć bo inaczej chyba przestaje się być małżeństwem i zaczyna być współlokatorami.
Pamiętam jak w październiku mój mąż mnie zapytał czy może zarezerwujemy coś na Sylwestra. Ja wtedy powiedziałam, że nie widzę naszej przyszłości aż tak odległej i nie wiem czy będziemy jeszcze wtedy razem... To było dwa miesiące temu i naprawdę wydawało mi się kosmicznie odległym terminem. Mam nadzieję, że z czasem uda się spojrzeć w nieco dalszą przyszłość i planować ją dla dwojga.

191

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Bardzo Ci dziękuję, Anne. Masz rację. Może powinniśmy z mężem zacząć od planowania jakichś drobnych rzeczy na najbliższą przyszłość.

192

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

Bardzo Ci dziękuję, Anne. Masz rację. Może powinniśmy z mężem zacząć od planowania jakichś drobnych rzeczy na najbliższą przyszłość.

zaczęłaś robić jakieś plany?

smile

193

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Mruffka napisał/a:

zaczęłaś robić jakieś plany?
smile

Witaj Mruffko smile Tak, zaplanowałam wspólne pieczenie świątecznych ciasteczek - ot, taka drobnostka, planowana na tydzień wcześniej. Upiekliśmy je wczoraj - waniliowo-cynamonowe smile Było naprawdę bardzo miło, mężczyzna z mąką na okularach ma jednak w sobie to COŚ big_smile Tak sobie pomyślałam, że może to stać się taką naszą wspólną tradycją, żeby na Gwiazdkę razem piec ciasteczka, co roku inne smile

194

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:
Mruffka napisał/a:

zaczęłaś robić jakieś plany?
smile

Witaj Mruffko smile Tak, zaplanowałam wspólne pieczenie świątecznych ciasteczek - ot, taka drobnostka, planowana na tydzień wcześniej. Upiekliśmy je wczoraj - waniliowo-cynamonowe smile Było naprawdę bardzo miło, mężczyzna z mąką na okularach ma jednak w sobie to COŚ big_smile Tak sobie pomyślałam, że może to stać się taką naszą wspólną tradycją, żeby na Gwiazdkę razem piec ciasteczka, co roku inne smile

Wesprę się tu komentarzem mojej żony, której opisałem tą sytuację - była bardziej radykalna ode mnie: "nie ma sensu palić pościeli z powodu jednej pchły". Jak wspominałem wcześniej można wymagać 110% zaufania do drugiej osoby, ale warto spróbować też sprawdzić czy znalezienie takiej osoby jest realne. Zaś na nieufność są właściwie dwa leki:

1) Budowanie poczucia własnej wartości i atrakcyjności
2) Poszukiwanie - z obu stron - w sobie nawzajem powiernictwa, bliskości. IMHO można być z sobą na tyle blisko aby zauważyć - z jednej strony, kiedy "osoba" partnera zaczyna się z tej bliskości wycofywać, lecz jednocześnie sprzyja to samokontroli partnera - bo świadomość głębokości krzywdy jaką wyrządza się osobie "psychicznie bliskiej" jest większa. Większa jest też wtedy wzajemna zdolność do wybaczania.

Zyczę Tobie i Mężowi Wesołych Świąt!
EXTRA_terrestrial

PS. Jedni pieką innych zaganiają do kręcenia ciasta ;-) Czas na mnie.

195

Odp: Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...
Aeryn napisał/a:

...Tak sobie pomyślałam, że może to stać się taką naszą wspólną tradycją, żeby na Gwiazdkę razem piec ciasteczka, co roku inne smile

Śledzę Wasze losy, Aeryn smile
I mam nadzieję, że pomimo chwilowego załamania ...wszystko wyjdzie jednak na WASZĄ wspólna prostą. Tego życzę... A ciasteczka niech staną się zaledwie początkiem wielu innych, wspólnych i zblizajacych Was odsłon życia.
Pozdrawiam smile

Posty [ 131 do 195 z 229 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mój mąż (chyba) flirtuje z inną...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026