Witam po długiej przerwie,bo ostatni raz byłem tutaj chyba w okolicach października.Chyba pamiętacie mnie i ten temat.
No cóż moja sytuacja jest taka że już nie jestem z kobietą mojego życia.Odeszła jakieś 4 miesiące temu gdy zorientowała się,że mam flirt z jedną koleżanką z pracy,która sobie za dużo wyobrażała że coś między nami będzie i po prostu doszło to do kilku osób z jej otoczenia.Były to zwykłe spotkania na kawę,odwoziłem ją do domu,jakieś smsy i telefony,czasem wyskoczenie z nią na zakupy jak prosiła żebym jej coś doradził.Zwykła koleżanka z pracy,ale przez moje liczne wyskoki które opisałem w tym temacie moja kobieta powiedziała dość i się skończyło.Na nic zdały się moje prośby i tłumaczenia,na nic błaganie o danie jeszcze jednej szansy.Stanowczo powiedziała NIE! i skończył się piękny sen.
Na początku po rozstaniu zacząłem ostro balować,weekendy chlanie i przebieranie w panienkach,co weekend inna,seks bez zobowiązań,jakieś wypady na weekend to z jedną to z drugą i tak się kręciło i to mi bardzo odpowiadało ale do czasu.Minęło tych kilka miesięcy i takie życie się znudziło bo ileż można przebierać w pannach z żadną nie wiążąc przyszłości,zresztą nie mógłbym się na nowo zakochać.
Teraz do mnie dotarło jak wielki Skarb straciłem i niech ten mój temat będzie przestrogą dla innych,żeby szanować kobiety które trwają przy nas wybaczając różne wyskoki,są wierne do granic możliwości i kochają pomimo wielu wad.Jak teraz wygląda moje życie?Toczy się od weekendu do weekendu,sprowadzanie panienek na mieszkanie,chlanie z kumplami i wieczne imprezy.
Teraz wiem że czegoś mi brakuje bardzo,tej kobiety u boku której było tak wspaniale.Z nową nie ma się co wiązać bo mam świadomość,że takiej jak była już nigdy nie znajdę i będąc z nową ciągle będę myślał o niej i chciał żeby obecna była taka sama.Z drugiej strony nie chcę krzywdzić kolejnej bo wiem jak skrzywdziłem tamtą,a skrzywdziłbym właśnie będąc z nową na siłę.
Musi minąć sporo czasu aż wrócę do normalności,muszę przejść solidny reset,mówią że czas to najlepsze lekarstwo i czuję że jeszcze sporo wody w Wiśle musi upłynąć.
Do byłej już raczej powrotu nie ma,a nawet choćby była jakaś iskierka nadziei to wiem że już nigdy by nie było tak samo bo nie potrafiłaby mi zaufać...