Cześć netkobietki:)
Od 1.5 roku jestem z kobietą.Ogólnie wielkie szczęscie mnie spotkało że pojawiła się w moim życiu.Takiej dziewczyny(25 lat) to ze świecą szukać.Ogólnie mój typ i mój ideał kobiety,u której ciężko znaleźć jakiekolwiek wady.
Kocham ją bardzo,ona mnie też.Mieszkamy razem od 3 miesięcy.
Dosyć często gdzieś wyskakujemy się pobawić z przyjaciółmi.Mamy taką zgraną paczkę 6 osobową,razem wakacje,balety,domówki.
Mój problem jest taki że po wypiciu kilku piwek czy kielonków dostaję małpiego rozumu.Moja dziewczyna przestaje mnie obchodzić,wtedy liczą się inne.Już mnie 2 razy przyłapała jak mizdrzyłem sie do innych kobiet.Nigdy jednak nie zrobiła mi awantury w knajpie,raczej w domu na drugi dzień odbywała się spokojna rozmowa.
Jak byliśmy w sierpniu naszą paczką na drugich już wspólnych wakacjach to wtedy doszedłem do wniosku że jednak coś ze mną jest nie tak.Prosiła mnie żebym się ograniczał z piwskiem czy wódką bo znowu zacznę szaleć czym narobię jej przykrości.No ale gdzie tam posłuchałem.Rano przeprosiny,po południu piwkowanie a wieczorem zamiast siedzieć z nią to latałem jak kretyn i znowu zdarzyło mi się dostawiać do pierwszej lepszej czego już wtedy nie wiedziała.
Na wakacjach nie chciała mi robić awantur,bo nie chciała mi psuć urlopu.Po kilku moich wyskokach miała wielkie prawo walnąć mnie w łeb na opamiętanie.Widzę,że robię jej przykrość ale mam tak,że pohamować się nie potrafię.
3 tygodnie temu na weselu już całkiem przegiąłem.Mojej wspaniałej kobiecie poświęciłem może 1/3 imprezy.Do momentu jak się pilnowałem było dobrze,po wychlaniu kilku głębszych przestawiłem się o 180 stopni a później już nad sobą nie panowałem wcale.Balety z innymi pannami,podrywanie i inne świnstwa.Dodatkowo może nie jestem chamski w stosunku do niej ale potrafię przy niej komplementować wygląd innych dziewczyn czym również robię jej przykrość bo zawsze fajnie wygląda a mi to nie wystarcza.
Nie chcę już nawet pisać co się dzieje jak wychodze gdzieś sam z kumplami.
Ostatnio odbyliśmy szczerą rozmowę.Powiedziała że choć czasem ma już tego dosyć to boi się robić mi jakieś aluzje czy uwagi żebym jej nie zostawił.
Zaczęła się chyba nawet obwiniać bo pytała czego jej brakuje że tak ciągle oglądam się za innymi.Co jest z nią nie w porządku.Przekonuję ją że jest w 100% ok,że bardzo mi się podoba a seks z nią jest boski.
Wiem że robię jej straszną przykrość czasem a mimo to nie potrafię z sobą zrobić porzadku.nie wiem czy ta moja robota tak mi zryła banię,sam już nie wiem.
Dajcie jakieś rady.Jest na forum jakaś pani psycholog by doradziła mi co robić?Dodam,że nie jestem żadnym alkoholikiem,w tygodniu to czasem jakieś piwko czy dwa jak jakiś mecz leci.Mam jednak tak stresującą pracę ze przynajmniej co 2 weekend zresetować się muszę,bo bym na głowę dostał.Piwka czy wódki to wtedy nie odmawiam.Nie chleję do upadłego,ale mi wystarczy kilka i wszystko przestaje się dla mnie liczyć.Byle się dobrze bawić.Kobieta idzie w kąt.
Teraz to chyba już boi się już gdziekolwiek ze mną wychodzić.Ja jednak jestem taki że nie lubię sprzeciwu i raczej stawiam zawsze na swoim.Ona wie jaką mam pracę i chyba dlatego nie robi mi żadnych ograniczeń,wychodzi więc jak tego chcę ze mną.
Nie chcę jej krzywdzić,kilka razy już płakała przeze mnie.Ja potem przybity chodziłem,pocieszałem ale widziałem że w głębi duszy i tak cierpi.
Nie wiem może brakuje mi z jej strony konkretnego opierdzielu.