Czemu to jest takie trudne... mówię o życiu... o życiu w zgodzie ze sobą samym, z otoczeniem, czemu ludzie tak bardzo wszystko upraszczają albo znów sprawiają, że jest zagmatwane...
Czemu mówiąc drugiemu człowiekowi wprost co czujemy, słyszymy obelgi, szyderstwa i słowa, które przenikają bólem ciało....
Czemu przychodzi mi się zmierzać z tyloma trudnymi sprawami... niekiedy problemami przerastającymi moje siły i możliwości,
czy na prawdę jestem śmieszna, że w tym dość ponurym życiu szukam drogi do jakichkolwiek przyjemności?
Panowie, Ci którzy wybierają film od swojej kobiety!: Czy naprawdę nie widzicie, że jesteśmy ludźmi, którzy też czują, potrzebują, chcą być potrzebni i dowartościowani!!!
Czuję się bardzo źle, bardzo boję się siebie, czuję, że jestem już nieobecna... Panowie, czy któryś z Was przeszedł przez coś podobnego? Czy, któryś z Was przejrzał, za ekranu, monitora, telefonu i spojrzał w oczy swojej kobiety... daleko odsuniętej na bok? czekającej, samotnej?
Wybieram drogę, aby marnie skończyć, czy walczę o to w co bardzo wierzę?
Czy łatwiej jest zostawić kogoś, odejść, czy nie lepiej szukać pomocy z każdej strony?
Czy nikt tu nie wierzy, że to mi się może udać?
Podobne tematy
Wiesz, już sto razy znalazłabyś sobie faceta bez patologii. Dla kobiety to jest łatwe. Myślę że celowo znalazłaś sobie takiego faceta i nie wiem co na to można poradzić, bo takie nastawienia są bardzo trudne do zmiany. Jeżeli zaś chcesz mu pomóc w zaburzeniach seksualnych, to myślę że on powinien brać androcur. Niestety lekarze nie mają doświadczenia w stosowaniu go i nie zapisują. Jest to duży błąd. Androcur skutecznie leczy uzależnienia od seksu. Poziom testosteronu może nawet spaść do zera, a mężczyzna staje się bardziej uczuciowy i może mieć normalnie seks.
Ahh, autorko. Gdybym ja weszla do jeziora pelnego sciekow i martwych ryb i siedziala w tym jeziorze sniac o czystej wodzie to co bys mi poradzila?
Lapac rekami kazdy jeden smiec i wyrzucac na brzeg? Podczas gdy za plecami by mi wiecej wpadalo?
Czy ruszyc dupe i przestac wierzyc w czysta wode w syfie i isc znalezc to czego szukam gdzie indziej?
NinaLafairy napisał/a:Naprawde chce Ci sie tracic zycie na taki zwiazek i na takiego faceta?
nie boję się problemów, zawsze staram się je rozwiązywać- nigdy unikać. Kiedy go poznałam powiedział mi otwarcie jakie problemy go dotykają i z czym przyjdzie mi się zmierzyć. To nie altruizm, może trochę egoizm z mojej strony, bo bardzo mi zależy- mieć go i mieć swoje szczęście.
Ale przyznam, że ta sytuacja, złamała mnie jak żadna inna... do tej pory. Może jest najmniej ważna z perspektywy innych problemów, nawet Waszych, ale w tym momencie zrozumiałam, że mam dopiero 27 lat i nie chce ocknąć się za 10 kolejnych lat.... samotna w związku
Zawiedziona, w moim odczuciu traktujesz ten związek jak projekt, który usiłujesz doprowadzić do pomyślnego końca. Lubisz wyzwania, wyciąganie alkoholika z nałogu jest dla Ciebie równie dobre jak spakowanie się w środku nocy na wycieczkę z plecakiem.
Musisz jednak zdać sobie sprawę, że facet obok to dorosły, autonomiczny człowiek z ukształtowanym (a raczej spaczonym) charakterem i własnymi pomysłami na życie. Możliwe, że nigdy nie będzie taki, jak byś chciała albo "naprawisz" go na tyle, by pożytek z tego miała... inna kobieta. Wątpię bowiem, że traktuje Cię on jak swoją partnerkę. W moim odczuciu jesteś dla niego coachem, aniołem stróżem, pogotowiem AA, noclegownią, matką itd. Z mamą/trenerem trzeźwości się nie sypia. Wizyta u seksuologa może Wam obojgu to uświadomić. Zapewne dlatego się jej boisz.
Mariuszu, jesteś pierwszą osobą, która dała mi jakąkolwiek nadzieję...
NinaLafairy
Moja logika i to co zostało ze zdrowego rozsądku podpowiadają mi to samo... rozumiem Twoje spojrzenie na tą sprawę.... ale kiedy jest się już w środku to łapiesz się wszystkiego.... nie postępujesz tak jak podpowiada umysł...
Koczilla... trudno się z Tobą nie zgodzić... Jutro mam zadzwonić i umówić nas na spotkanie, to już nasza wspólna decyzja...
Czego się boję... właśnie tego, że to będzie koniec....
całe dnie wsłuchuje się w swoje "ja"... zabrzmi idiotycznie... ale jeszcze nic nie usłyszałam... Nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytania: czego chce, kiedy będę w pełni spokojna i szczęśliwa... czy znam samą siebie i swoje granice....
Sama siebie tak tlumaczysz?
U mnie przy wladzy jest glowa i logika, a nie serce. Serce mozna sobie zlamac, i mozna je uleczyc
Ale zmarnowanego przez brak logiki zycia NIC nie uleczy.
I ja zawsze postepuje jak mi podpowiada umysl, i zawsze postepowalam nawet w najbardziej zaplatanym i toksycznym zwiazku jaki mialam.
całe dnie wsłuchuje się w swoje "ja"... zabrzmi idiotycznie... ale jeszcze nic nie usłyszałam...
To może oznaczać, że nie jesteś przyzwyczajona do pochylania się nad swoimi potrzebami i wikłasz się w trudne związki, by odwrócić uwagę od tego, co tak długo lekceważysz.
Nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytania: czego chce, kiedy będę w pełni spokojna i szczęśliwa...
Być może wcale nie chcesz być spokojna i szczęśliwa. Nie przywykłaś do takiego stanu i nie wiedziałabyś nawet, jak się w nim odnaleźć. Nigdy nie jest jednak za późno, by zacząć się szczęścia uczyć.
czy znam samą siebie i swoje granice....
Cały czas eksperymentujesz na sobie, by sprawdzić, ile zniesiesz, do czego jesteś zdolna i gdzie te granice przebiegają.