daenerys7 napisał/a:Excop napisał/a:Może wrócę na poważniejsze tory.
Odnoszę wrażenie, iż współcześnie problem niewiary w to, że oparcie trwałości małżeństwa, czy też związków partnerskich na bazie miłości jest głównym warunkiem udanego pożycia jest główną przyczyną rozczarowań i frustracji młodych ludzi.
Rodzi to rozdźwieki, co do oczekiwań i stopniowe oddalanie się od siebie pary coraz to większych egoistów. A oni przecież na początku przysięgali sobie (mniej, czy więcej formalnie), że poświęcą część własnej suwerenności, dla dobra ich obojga... Oczywiście, nakłada się na to wpływ wszechobecnego wyścigu szczurów i przybyłych wraz z transformacją na zachodnią modłę, stopniowe osłabianie więzi między Nim, a Nią, a także z ludźmi z najbliższego otoczenia.
To wszystko sprawia, że mamy do czynienia z narastają liczbą kalek emocjonalnych obojga płci, nie potrafiących wchodzić w związki o zdrowych relacjach. Na takie, damskie kaleki trafiał, moim zdaniem, między innymi, Thepass, a niektóre Panie na ich męskie odpowiedniki.
"kalek emocjonalnych", nie wiem czemu, ale ten zwrot, jak i cały twój post skojarzył mi się z Orwellem i jego książką "Rok 1984". Może przez ten oficjalny ton pisania.
Jesteś facetem po przejściach, wydajesz się być obiektywny i doświadczony. Czy ty w takim razie uważasz, że miłość istnieje? Chętnie poznam odpowiedź od człowieka (zwłaszcza mężczyzny), który nie jest na "świeżo" po rozczarowaniu miłosnym. Sama trochę widziałam i przeżyłam i przez pewien czas w moim życiu zakładka "miłość" nie istniała, uparcie trzymałam się tego, że sobie daruję poznawania jej na własnej skórze. No i stopniowo, w miarę jak niemiłe wspomnienia zaczęły blaknąć pojawiła się nadzieja, że może jednak? Ludzie chyba nie są aż takimi egoistami, gdzieś są też ci wartościowi i warci poświęcenia. Jak ty to widzisz?
Witaj, Daenerys.
Odnośnie wrażenia oficjalności mojej wypowiedzi, chyba masz rację. Przez 30 lat byłem policjantem pionu kryminalnego, więc pisanie sucho i bez zbędnych ozdobników, o ile piszę na poważny temat, "weszło mi w krew", że się tak wyrażę.
Moje osobiste doświadczenia...
Przeżyłem jedną, wielką i niepowtarzalną miłość. Do mojej żony. Poznałem ją, gdy miała zaledwie 15 lat i to było, jak piorun z jasnego nieba. Miała, niestety chłopaka i po prostu, dała mi kosza, choć "nie byłem jej obojętny". Mówi się, trudno. Poszedłem w kamasze. Po roku dowiedziałem się, że zaszła z tamtym w ciążę i urodziła syna. Miała nieco ponad 16 lat. Powiedziałem sobie: "no, to d..a blada, po ptokach". Po kolejnych 3 miesiącach otrzymałem wiadomość, że ojciec dziecka powiesił się. No, cóż, może to było przeznaczenie, choć nie wierzę w takie rzeczy. Po kilku miesiącach, po sprawdzeniu, że nikt koło niej się nie kręci, postanowiłem spróbować jeszcze raz. Tym razem nie pogoniła mnie. Zaczęliśmy chodzić ze sobą. Chłopca pokochałem, jak własnego. Wyszedłem z wojska. Kilka miesięcy później poprosiłem ją o rękę. Pobraliśmy się, gdy tylko została pełnoletnia. Tuż po tym usynowiłem jej dziecko. W międzyczasie wstąpiłem do "niebieskich". Urodziła mi córeczkę, która po pięciu miesięcach, zmarła przez błąd lekarza. Druga córka przyszła na świat trzy lata później. Przeżyliśmy, jako małżeństwo 12 lat. W 1994 roku, w sierpniu, żona zmarła za granicą, na saksach. Nie będę pisał, co się ze mną działo. W każdym razie zostałem sam z dwojgiem dzieci, którym musiałem powiedzieć, że ich mama nie wróci do domu.
Nasze małżeństwo nie było idealne, były i kłótnie i wzajemne pretensje. Kochałem ją, jak diabli (kocham do tej pory). Ona, mam nadzieję, również kochała mnie. Od czasu do czasu śni mi się, a gdy się budzę, tęsknota chwyta mnie za gardło tak, że śliny nie mogę przełknąć.
Wiem, że wraz z upływem czasu, mimo woli, idealizuję jej obraz. Widocznie potrzebuję tego.
Po pięciu latach związałem się z kobietą, którą także kocham, ale ta miłość jest inna, oparta raczej na trudnej przeszłości każdego z nas.
Do tego czasu miałem kilka romansów z równolatką, młódką i starszą ode mnie kobietą. nie licząc przygodnego seksu. Zakończyłem wszystko z chwilą związania się z obecną partnerką, z którą jestem już 15 lat.
Pozostałe doświadczenia to opowieści ludzi, z lat pracy w policji, psychologów, patomorfologów i grafologów, których miałem możliwość powołać w charaterze biegłych, również w sprawach dotyczących, w różnej mierze, także związków uczuciowych i rodzinnych.
Pozdrawiam.