Prosze bardzo, mozna tu robic analize moich zwiazkow i tego co słyszałem po rozstaniach.
Pierwsza dziewczyna - byłem prawie jak syn dla jej rodzicow. Fochała się, że wolą mnie od niej. Dodatkowo roznice materialne jej nie pasowały, bo u mnie w domu miała wszystko, a u siebie dosc biednie. Była nieszczesliwa, ze jestem taki super, jak to określiła i czuje sie gorsza... Zerwała.
Druga - zacząłem wymagać by tez przyjeżdzała do mnie, zeby troche to bardziej po równo było, bo miałem gorsza sytuacje finansową. Zerwała, by wrócić za 2 miesiące i robić chore jazdy z zazdrości. Chciała 200% uwagi taka niedopieszczona. Teoretycznie ja powinienem zerwać, ale ona zerwała widząc, że to ja nie spełniam jej oczekiwań. Tak, powinienem rzucic wszystko dla niej i zaczac zarabiac wiecej. Czyli jednym słowem zostawiła w problemach. Wyrozumiałość 0.
Trzecia to w ogóle toksyk taki, że szkoda gadać. Całe zycie miałem podporzadkować pod jej rodzicow i ich oczekiwania, a ona jak małe dziecko. Oczekiwała, że będe trzymał ją na smyczy, bo jak puszcze to pojdzie i mnie zdradzi, lub coś sobie zrobi. Jeśli zobaczy słabość to bedzie sie wyżywać i dokuczać, jeszcze jawnie przyznając się, że ona nie wierzy w siebie i humor sobie na mnie podreperowuje. Powinienem zerwać, ale wyszło, że po prostu kontakt sie urwał bo nie miałem ochoty z nia rozmawiać po tym co odwalała. Też tak zazdrosna, tak niedoceniona, że ciagle by trzeba było ją utwierdzać, że jestem jej i innej nie chce. To męczące. Z zewnątrz bardzo dobra dziewczyna, lubiana, towarzyska.
Czwarta to dla mnie zagadka. Poznalismy sie przez internet, spotykalismy, tęskniła jak szaleniec i wyznawała uczucia pod niebiosa jak to mówią. Sam sie dziwiłem jak moze dziewczyna taka być mną zachwycona w tym czasie, bo byłem bardzo mocno chory. Tęskniła, tęskniła i przestała nagle. Naobiecywała tyle, przekonywała, że nie mogłem sobie wymarzyc niczego lepszego, bo z nikim tak sie nie rozumiałem i nikt mi sie tak nie podobał. Czemu sie skonczyło? Ona nie wie, więc zerwała wiedząc także że mam duze problemy zdrowotne. Mowila, ze mogłbym byc najbardziej chorym człowiekiem na swiecie, a i tak ze mnie nie zrezygnuje, ze to wszystko ulozymy bo pasujemy tak do siebie i z nikim nigdy sie tak nie czuła jak ze mną. I vice versa. Zrezygnowała jakieś 2 tygodnie po tych słowach, czym juz totalnie mi siadła psychika. Nikt mnie tak nie zawiódł. Duzo wiecej takich słów było, ale wszystko na wyrost, chyba tylko po to bym sie lepiej poczuł i by mnie zbajerować. Ale to co było widac miedzy nami tak twarzą w twarz... no zycze każdemu, ale nigdy takiego rozczarowania. To była taka znajomosc 'z pazurem'. Coś co nakręcało do zdobywania swiata z nią i stawania sie lepszym człowiekiem. Z nią wszystko było przyjemne.
Miałem tez jedną relacje bez iskrzenia z dwóch stron, takie idealne na FF, jeśli bym mogl praktykować takie rzeczy. Tez ona zerwała poznając kogoś innego, ale przy tym nie cierpiałem wcale. Poza tym smieszy mnie jak idzie z chłopakiem i sie do mnie usmiecha i czerwieni. Widac zawsze było ze sie jej podobałem, ale mysle, ze to z mojej strony nie zagrało z powodu jej zbyt miłego charakteru i stad tez nie pykło.
A i byłbym zapomniał. Raz sie wplątałem w friendzone, jak miałem chyba 17 lat. Latałem za kobietą rok, ale nie pozwalała sie nawet nigdy dotknąć, mimo ze spotykalismy sie sam na sam. Tez mi nigdy nie powiedziała co sie jej nie podoba. Nawet nie powiedziala, ze np z wyglądu cos nie tak, albo charakteru. Rozumielismy sie, czulismy sie tez dobrze, mi sie podobała mocno, ale z jej strony chyba nic. Pozniej oczywiscie skonczyla to wychodząc za 15 lat starszego, bogatego łysola i wyjechała do Australii. Dzis jest w ciazy, ok. Widocznie chciała kogos 'zaradnego' a nie rok starszego rowniesnika, mimo ze więź była i było to czuć, ale jakos fizycznie nie chciała sie otworzyć. Cierpiałem też długo, bo nie wiedziałem w czym jestem taki do niczego. Wtedy jeszcze byłem bardzo miły, humorystyczny, dawałem prezenty i nawet zmieniłem gust muzyczny dla niej:D a to były czasy głupoty i podlizywania.
I teraz pytanie którą rzeczywiscie olewałem? Mysle, że żadną, a jesli juz to były ku temu podstawy lub po prostu problemy. A problem w milosci = wyparowanie uczuc. Tzn motylkow, a nie uczuć. Najprędzej zakochałem sie w tej numer 4, jakoś za dobrze było i pierwsza mi sie fizycznie podobała, tak 100% w moim typie. Z reszta z charakteru też, bo pierwsza która umiała wymagac, byc asertywna, czuc było że gdzies tam ma pewnosc siebie, niesamowita inteligencja (a wyszlo tylko, ze cwana) i duzo takich filozoficznych rozkmin jak moich. Czuc było, że jest mi równorzędna i dogadamy sie we wszystkim, bo umiemy to robić. Wczesniejsze ciut mniej mi sie podobały fizycznie i zakochiwałem sie po 3 miesiącach, a w jednej po 8. Prawdopodobnie w tej ostatniej też by sie dało (tej o ktorej mowie, ze idealna na FF), ale musiałaby troche pokazac, ze też umie cokolwiek ode mnie wymagać.
Aha i wiecie czemu tak jestem nastawiony do kobiet? Bo jak widze to wy inicjujecie wiekszosc rozstan, zdecydowanie. Jak nie same zrywacie to doprowadzacie do tego, by to facet zerwał. To faceci tacy do niczego, czy wam tak trudno dogodzic? Wątek chocby agusi1992 pierwszy z brzegu. Osobiscie tez nie znam mezczyzny w moim otoczeniu który by miał taki wybór i mógł co chwile sie zakochiwać i rzucać, albo w ogole mieć tyle relacji. Dlatego i nie zrywają.
No i to, że kobiety jak zrywają to często "nie wiedzą czemu" i nie wiedzą co jak mozna to zmienic, by uczucia były w lepszym stanie. Nic nie wiedzą. A ja zawsze wiem co mi nie pasuje, co pasuje i wiem, ze idzie spokojnie to zmienić, jak sie chce. Np jak mowie, by nie była zazdrosna bo pokazuje jej przeciez, ze innej nie chce - no to niech stara sie siebie kontrolowac w tym. I wsio, nie męczy mnie wtedy. Ich powody zerwan albo absurdalne (szczegolnie ta nr 1) albo niewiadoma. No więc jak mam naprawiać relacje, jak mam sie starać jak one nie wiedzą czego chcą i nie wiedzą też co jest nie tak?