Istnieje potrzeba przetrwania i przedluzenia gatunku.
Reszta to kulturowa otoczka, ktora ma racjonalizowac realizacje tej potrzeby.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Skoro nie ma miłości to co łączy ludzi???
Strony Poprzednia 1 … 19 20 21 22 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Istnieje potrzeba przetrwania i przedluzenia gatunku.
Reszta to kulturowa otoczka, ktora ma racjonalizowac realizacje tej potrzeby.
Podobne tematy
Prawie polowa swiata zyje( lub do niedawna zyla) malzenstwa aranzowane istnieja do dzis, jeszcze niedawno panna 15 letnia byla wydawana za 40 letniego " kawalera", i trwalosc takich zwiazkow nie jest dowodem na milosc, tylko na silne socjalne/kulturowe uwarunkowania.
W naszej kulturze lubimy romantyczne myslenie, lubimy myslec, ze jestesmy moralnie lepsi, ze nas to uszlachetnia, wynosi, jakies uczucia wyzsze, udowadnianie sobie i innym....
Bujda na resorach!
Rownie dobrze, mozesz znalezc sobie dowolna panne, zejsc sie z nia ( widzac ja pierwszy raz w zyciu w dniu slubu) i trwac w tym ukladzie w zaparte...i to bedzie ta sama milosc, ktora narodzi sie z chemii i motylkow.
MissyLady napisał/a:zaraz, zaraz.. czy ja dobrze rozumiem? Jeżeli wierzę w Boga tzn, że jestem zmanipulowana?
dokładnie takk.... jestes zmanipulowana i zindoktrynizowana ..Tylko nie wiem kto i po co to robii... popatrz pani katchetce zalezy zeby Cię zmanipulować , albo ksiedzu w kosciele albo rodzice Tobą manipulują albo sam Bog ale jak Bóg jak niektórzy w to nie wierzą i jak widac znowu sprzeczność w wypowiedziach niektórych osob
Wybaczcie, ale mam wrażenie, że rozmawiam z przedszkolakami.
Nie, katechetce ani księdzu za grosz na tym nie zależy. Maja na to wyje..ne
Tak samo jak przedstawicielowi jakiejkolwiek firmy, partii politycznej, czy ideologii w ogóle nie zależy, żeby ktokolwiek przekonał się do tego, co mówi
Albo to rozumiesz, albo nie rozumiesz. Nie ma innej opcji. Sprawa do ogarnięcia przez dziecko na poziomie podstawówki.No, wybaczcie dziewczyny, ale pewnego poziomu dziecięcej naiwności nie są mi w stanie przysłonić ani cycki, ani nawet zgrabna pupa
No każdy wierzy w to co chce i w co mu pasujue, a jak nie pasuje to nie wierzy tyle :)Prosta sprawa. Ale Ty pewnych rzeczy nie rozumiesz bo dla Ciebie to jest wmawianie i indoktrynizowanie . No ale jak ktoś jest ogranioczonym człowiekiem to dla niego , wszystko jest "oszustwem" i "manipulacją" i wszedzie szuka podstępu.To raczej ty się zachowujesz jak dziecko któremu wmówiono że cały świat jest zły i wszystko jest złe i za wszelką cene próbujesz udowodnić wszystkim że tak jest
Nie chcesz to nie wierz w nic, twoja sprawa :)Dla Ciebie to jest "samościadomość" a tak naprawdę dla innych jesteś ograniczony i tyle
Ale nie będę się kłocić bo z ograniczonym człowiekiem sie nie dyskutuje
siedz sobie w tym swoim światopogladzie jak "rambo w dzungli " ![]()
moralność mówisz... hmm no to nie moja dziedzina, więc mogę być nieświadoma, ale czy "moralności" nie uczą nas inni?
jeśli chce wierzyć - i wierze to zaspokajam swoje potrzeby
jeśli chcę być "dobra" żyjąc w zgodzie z zasadami moralnymi - i jestem to też zaspokajam swoją potrzebe.. czy nie?
Istnieje potrzeba przetrwania i przedluzenia gatunku.
Reszta to kulturowa otoczka, ktora ma racjonalizowac realizacje tej potrzeby.
Ale po co racjonalizować? Miłość i tak ma ważną rolę do spełnienia. Pozwala utrzymać związek przez kilka lat w celu odchowania potomstwa. Miłość nie jest potrzebna owadom, które rozmnażają się tysiącami, a czynnik przetrwania stanowi ich liczebność. U ludzi jest odwrotnie- potomstwo jest nieliczne, więc ewolucja musiała jakoś "pomóc". Taka dodatkowa więź jak miłość zwiększa szanse na odchowanie potomstwa.
moralność mówisz... hmm no to nie moja dziedzina, więc mogę być nieświadoma, ale czy "moralności" nie uczą nas inni?
jeśli chce wierzyć - i wierze to zaspokajam swoje potrzeby
jeśli chcę być "dobra" żyjąc w zgodzie z zasadami moralnymi - i jestem to też zaspokajam swoją potrzebe.. czy nie?
Nie chcę Cię martwić, ale moralność też masz w genach, w DNA. Te rzeczy są niezależne od kręgów kulturowych, wyznawanych religii itd.
oldorando napisał/a:Istnieje potrzeba przetrwania i przedluzenia gatunku.
Reszta to kulturowa otoczka, ktora ma racjonalizowac realizacje tej potrzeby.
Ale po co racjonalizować? Miłość i tak ma ważną rolę do spełnienia. Pozwala utrzymać związek przez kilka lat w celu odchowania potomstwa. Miłość nie jest potrzebna owadom, które rozmnażają się tysiącami, a czynnik przetrwania stanowi ich liczebność. U ludzi jest odwrotnie- potomstwo jest nieliczne, więc ewolucja musiała jakoś "pomóc". Taka dodatkowa więź jak miłość zwiększa szanse na odchowanie potomstwa.
Nie wiez- tylko racjonalizacja potrzeby wychowania potomstwa- biologia...
Z tego punktu widzenia, gdyby twoja zona sie pochorowala, byloby moralne zabrac dzieci i zostawoc ja sama, zeby nie pochlaniala zasobow( koszta, czas) potrzebnych potomstwu.
Z tego punktu widzenia przecietny arab odprawi nieplodna zone( a dla niej to tragedia) po paru latach " bezowocnego" pozycia...
Z tego punktu widzenia, mezczyzna, ktory zaplodni, powinien szukac kolejnej partnetki do zaplodnienia, a kobiecie pozostawic trud wychowania potomstwa...
I tak sie dzieje- tak jest.
Reszta to wiezy kulturowe( slub, wspolnota majatkowa, presja spoleczna itp.)
to chyba złoże zażalenie na politechnice
że też mnie na genetyce nie nauczyli, że mam w genach i miłość i moralność !
dobra, nie wnikam już głębiej, czasem lepiej żyć w nieświadomości, życie jest wtedy piękniejsze ![]()
Nie chcę Cię martwić, ale moralność też masz w genach, w DNA. Te rzeczy są niezależne od kręgów kulturowych, wyznawanych religii itd.
To juz azcynam rozumieć dla czego niektóre osoby są takie a nie inne ![]()
to chyba złoże zażalenie na politechnice
że też mnie na genetyce nie nauczyli, że mam w genach i miłość i moralność !
dobra, nie wnikam już głębiej, czasem lepiej żyć w nieświadomości, życie jest wtedy piękniejsze
Nie chce nawet pytać o kompetencje osoby prowadzącej te zajęcia, skoro nie przekazała wam informacji o rzeczach, o których przeczytasz w pierwszej lepszej publikacji na ten temat
Może była katoliczką i jak porf. Hazan uznała, że tak będzie dla was lepiej?:D
Magdo- traktujesz te dyskusje jak atak na Ciebie, a to nie prawda...
Podstawowe zasady moralne sa jednakowe i niezmienne na calym swiecie, nawet tworcom fantastyki nie udalo sie wyjsc poza podtawowy kanon zasad moralnych, stworzyc zadnej sensownej alternatywy.
Ale w oparciu o ye podstawy to Ty dokonujesz zyciowych wyborow, ty kierujesz sie takimi, lub innymi zasadami.
I tylko Ty za nie odpowiadasz.
Niektorzy panowie tutaj reprezentuja poglad, ze chca/moga zyc bez zwiazkow, jako " niebieskie ptaki" poswiecajac cale swoje zasoby na wlasne potrzeby. Ich prawo i wybor.
Inni sa ateistami, i to tez ich prawo i wybor...
Na tym polega tolerancja, zeby ich zaakceptowac, w granicach tych podstawowych zasad moralnych.
Przeciez ci, ktorzy neguja podstawowe zasady moralnosci nazywani sa socjopatami (socjologicznymi patologiami), czyli kwalifikuja si do leczenia, lub izolacji...
może i był
i miał po cichu (jeszcze wtedy) podpisaną klauzule sumienia...
no raczej uczył technicznych rzeczy, jak wyizolować interesujący nas fragment, to tylko biotechnologia była, więc wszystkich tajników tej magii nam nie zdradzono ![]()
Broń Boże (nie umiem zastąpić cholercia
) nie odbieram tego jako atak
zaciekawił mnie pogląd taki, zapytałam, próbując zrozumieć dopytałam i tyle ![]()
mój ścisły umysł nie wszystko potrafi ogarnąć i tak tej różnicy nie widze po prostu, w tym, że kiedy rodzice wpajają wiare to manipulacja (czy tam księża czy katecheci), nawet jeśli jako dorosła osoba przemyślę to, na 1000 sposobów, odrzuce, przemyśle jeszcze raz i dojdę do wniosku, że jednak wierze, to i tak to manipulacja, a kiedy społeczeństwo wpaja zasady, zgodnie z którymi mam żyć, to potem są to moje świadome wybory, brakowało mi tu jakiegoś ogniwa... no ale skoro jest w genach... to niedługo pewnie jakoś ułoże to w całość;)
Oldorando, tyle że miłość to nie osobny byt, który wie co i jak ma robić. To o czym piszesz, to sytuacja losowa. Miłość ma jedynie za zadanie spajać emocjonalnie partnerów. W wielu przypadkach partner i tak zostanie przy partnerce, bo właśnie uczucie okaże się na tyle silne, że przezwycięży inne kwestie, jak dalsze rozprowadzanie materiału genetycznego.
Matt87 napisał/a:Nie chcę Cię martwić, ale moralność też masz w genach, w DNA. Te rzeczy są niezależne od kręgów kulturowych, wyznawanych religii itd.
To juz azcynam rozumieć dla czego niektóre osoby są takie a nie inne
Nie wiem, co masz na myśli, ale mówimy tutaj o ogólnych zasadach moralnych, jak umiejętność odróżniania dobra od zła. Czyjeś osobiste predyspozycje, odchylenia to już inny problem ![]()
Magdo- traktujesz te dyskusje jak atak na Ciebie, a to nie prawda...
Podstawowe zasady moralne sa jednakowe i niezmienne na calym swiecie, nawet tworcom fantastyki nie udalo sie wyjsc poza podtawowy kanon zasad moralnych, stworzyc zadnej sensownej alternatywy.
Ale w oparciu o ye podstawy to Ty dokonujesz zyciowych wyborow, ty kierujesz sie takimi, lub innymi zasadami.
I tylko Ty za nie odpowiadasz.Niektorzy panowie tutaj reprezentuja poglad, ze chca/moga zyc bez zwiazkow, jako " niebieskie ptaki" poswiecajac cale swoje zasoby na wlasne potrzeby. Ich prawo i wybor.
Inni sa ateistami, i to tez ich prawo i wybor...
Na tym polega tolerancja, zeby ich zaakceptowac, w granicach tych podstawowych zasad moralnych.
Dokładnie tak jest jak mówisz zgadzam sie z Toba w 100% zasady moralne ,wiara w coś , jest uniwersalna. Ale tak naprawdę każdy dokonuje indywidualnego wyboru , jaką droga chce iść i tylko on za to odpowiada.
Jedni chcą i mogą zyć bez związków drudzy , chcą byc ateistami. Ja to szanuje i rozumie, bo maja wolna wole i wybór wiec jest to ich sprawa.I nie mam nic przeciwko temu. Jestem w stanie to zrozumieć. Ale nazywanie kogoś dzieckiem z przedszkola , czy człowiekiem zmanipulowanym , bo sie nie zgadza z teoria ze jest zmanipulowany , jest dalece nietaktowne. I świadczy tylko o ograniczeniu duchowym tego człowieka, i że jest na bardz niskim poziomie samouświadomienia
Choć jestem w stanie zrozumieć że "pewne osoby" na tym forum i udzielające się szczegolnie w tym wątku mają bardzo niski poziom samouświadomienia i im to odpowiada , bo dla nich jest to juz bardzo duzo
I na więcej liczyć nie mogą
Ale to tez jest wynik medialnego prania mózgu
Jak ktoś sie nie chce rozwijać duchowo to tkwi sie w ograniczeniu ;)I mówiac "rozwijać duchowo"wcale nie mam na mysli żadnej religii czy wiary w coś ![]()
Oldorando, tyle że miłość to nie osobny byt, który wie co i jak ma robić. To o czym piszesz, to sytuacja losowa. Miłość ma jedynie za zadanie spajać emocjonalnie partnerów. W wielu przypadkach partner i tak zostanie przy partnerce, bo właśnie uczucie okaże się na tyle silne, że przezwycięży inne kwestie, jak dalsze rozprowadzanie materiału genetycznego.
Nonsens- parner zostanie przy partnerce, bo bedzie sie bal krytyki otoczenia, albo mu sie to zwyczajnie oplaci...
Narodziny potomstwa, to nie " sytuacja losowa"
A kierowanie sie uczuciami- to emocje( motylki, iskrzenie, czy co tam, ktore tak panowie negujecie)
Niema ich w opisanych przypadkach...
Jesli taki facet ma male dziecko, niewyspana zone, chora zone, albo nieplodna, bedzie CHCIAL innej kobiety, tylko moze sie do tego nie przyznawac, ale bedzie trwal przy niej tylko z obowiazku, albo koniecznosci.
Cale to gadanie o uczuciach, to bicie piany.....
MissyLady, jeszcze są agnostycy i mnóstwo wariantów pośrednich ![]()
Matt87 napisał/a:Oldorando, tyle że miłość to nie osobny byt, który wie co i jak ma robić. To o czym piszesz, to sytuacja losowa. Miłość ma jedynie za zadanie spajać emocjonalnie partnerów. W wielu przypadkach partner i tak zostanie przy partnerce, bo właśnie uczucie okaże się na tyle silne, że przezwycięży inne kwestie, jak dalsze rozprowadzanie materiału genetycznego.
Nonsens- parner zostanie przy partnerce, bo bedzie sie bal krytyki otoczenia, albo mu sie to zwyczajnie oplaci...
Narodziny potomstwa, to nie " sytuacja losowa"
A kierowanie sie uczuciami- to emocje( motylki, iskrzenie, czy co tam, ktore tak panowie negujecie)
Niema ich w opisanych przypadkach...Jesli taki facet ma male dziecko, niewyspana zone, chora zone, albo nieplodna, bedzie CHCIAL innej kobiety, tylko moze sie do tego nie przyznawac, ale bedzie trwal przy niej tylko z obowiazku, albo koniecznosci.
Cale to gadanie o uczuciach, to bicie piany.....
Już widzę, że spoglądamy na to wszystko z trochę innej perspektywy
Każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie. Sytuacja losowa, czyli np. nagła wiadomość o tym, że partnerka jednak nie może mieć dzieci. Jeżeli dla kogoś dzieci będą priorytetem to może i zostawi kobietę i poszuka kolejnej, która mu te dzieci da. Jeśli dla kogoś będą się liczyć inne rzeczy, całkiem możliwe że zostanie. Wiem tylko, że nie wszyscy faceci by tak zrobili, i to nie z powodów które wymieniałaś. Czasem to uczucie, emocje bywają jak pisałem zbyt silne.
oldorando napisał/a:Magdo- traktujesz te dyskusje jak atak na Ciebie, a to nie prawda...
Podstawowe zasady moralne sa jednakowe i niezmienne na calym swiecie, nawet tworcom fantastyki nie udalo sie wyjsc poza podtawowy kanon zasad moralnych, stworzyc zadnej sensownej alternatywy.
Ale w oparciu o ye podstawy to Ty dokonujesz zyciowych wyborow, ty kierujesz sie takimi, lub innymi zasadami.
I tylko Ty za nie odpowiadasz.Niektorzy panowie tutaj reprezentuja poglad, ze chca/moga zyc bez zwiazkow, jako " niebieskie ptaki" poswiecajac cale swoje zasoby na wlasne potrzeby. Ich prawo i wybor.
Inni sa ateistami, i to tez ich prawo i wybor...
Na tym polega tolerancja, zeby ich zaakceptowac, w granicach tych podstawowych zasad moralnych.Dokładnie tak jest jak mówisz zgadzam sie z Toba w 100% zasady moralne ,wiara w coś , jest uniwersalna. Ale tak naprawdę każdy dokonuje indywidualnego wyboru , jaką droga chce iść i tylko on za to odpowiada.
Jedni chcą i mogą zyć bez związków drudzy , chcą byc ateistami. Ja to szanuje i rozumie, bo maja wolna wole i wybór wiec jest to ich sprawa.I nie mam nic przeciwko temu. Jestem w stanie to zrozumieć. Ale nazywanie kogoś dzieckiem z przedszkola , czy człowiekiem zmanipulowanym , bo sie nie zgadza z teoria ze jest zmanipulowany , jest dalece nietaktowne. I świadczy tylko o ograniczeniu duchowym tego człowieka, i że jest na bardz niskim poziomie samouświadomienia
Choć jestem w stanie zrozumieć że "pewne osoby" na tym forum i udzielające się szczegolnie w tym wątku mają bardzo niski poziom samouświadomienia i im to odpowiada , bo dla nich jest to juz bardzo duzo
I na więcej liczyć nie mogą
Ale to tez jest wynik medialnego prania mózgu
Jak ktoś sie nie chce rozwijać duchowo to tkwi sie w ograniczeniu ;)I mówiac "rozwijać duchowo"wcale nie mam na mysli żadnej religii czy wiary w coś
Ojej...missy, przewrazliwiona jestes!
W moim odbiorze to byl skrot myslowy, z ta " manipulacja"
Przeciez, gdyby ta sama missy urodzila sie w rodzinie islamskiej, gdzies w afryce, to bylabys islamistka, cieszylabys sie, ze zostaniesz obrzezana, czulabys sie wtedy" czysta" i za najwieksze szczescie uwazalabys uszczesliwianie meza....
Inna sprawa, ze w pewnym wieku/stanie/momencie moglabys zmienic swoje stanowisko, i uciec z kraju/malzenstwa.
Tu juz zaczynaja sie Twoje wybory,i Twoje mozliwosci.
Czy tego w ogole chcesz, czy brak Ci srodkow.
Anty pisal o tym, ze znana nam missy wychowala sie w rodzinie katolickiej, nikt jej nie pytal, jaka religie wybiera, jaki model zycia...( i to jest to " zmanipulowanie") a co nasza missy zdecyduje z tum zrobic, jakich dokona wyborow, to juz tylko od niej zalezy. :-)
oldorando napisał/a:Matt87 napisał/a:Oldorando, tyle że miłość to nie osobny byt, który wie co i jak ma robić. To o czym piszesz, to sytuacja losowa. Miłość ma jedynie za zadanie spajać emocjonalnie partnerów. W wielu przypadkach partner i tak zostanie przy partnerce, bo właśnie uczucie okaże się na tyle silne, że przezwycięży inne kwestie, jak dalsze rozprowadzanie materiału genetycznego.
Nonsens- parner zostanie przy partnerce, bo bedzie sie bal krytyki otoczenia, albo mu sie to zwyczajnie oplaci...
Narodziny potomstwa, to nie " sytuacja losowa"
A kierowanie sie uczuciami- to emocje( motylki, iskrzenie, czy co tam, ktore tak panowie negujecie)
Niema ich w opisanych przypadkach...Jesli taki facet ma male dziecko, niewyspana zone, chora zone, albo nieplodna, bedzie CHCIAL innej kobiety, tylko moze sie do tego nie przyznawac, ale bedzie trwal przy niej tylko z obowiazku, albo koniecznosci.
Cale to gadanie o uczuciach, to bicie piany.....
Już widzę, że spoglądamy na to wszystko z trochę innej perspektywy
Każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie. Sytuacja losowa, czyli np. nagła wiadomość o tym, że partnerka jednak nie może mieć dzieci. Jeżeli dla kogoś dzieci będą priorytetem to może i zostawi kobietę i poszuka kolejnej, która mu te dzieci da. Jeśli dla kogoś będą się liczyć inne rzeczy, całkiem możliwe że zostanie. Wiem tylko, że nie wszyscy faceci by tak zrobili, i to nie z powodów które wymieniałaś. Czasem to uczucie, emocje bywają jak pisałem zbyt silne.
Wszyscy faceci by tak zrobili- bo to biologia, a nie uczucia ich powstrzymuja, tylko warunki srodowiskowe/kulturowe.
Teorie o uczuciach dorabiaja sobie, jesli np. Pracuja w firmie tescia hahah...
Zartuje- niektorzy chca wierzyc, ze oni by tak nie postapili, chca wierzyc, ze potrafia kochac, i sobie to udowadniaja...i mecza sie z tym, do czasu, az cos peknie, i stwierdza- mam dupie zone , dzieci, dom, zobowiazania. Wole byc singlem, niebieskim ptakiem, i miec kilka mlodych kochanek, ....
MissyLady, jeszcze są agnostycy i mnóstwo wariantów pośrednich
Pewnie że są ,zdaje sobie z tego sprawę
tylko po prostu nie wymieniłabym bo cięzko wszystko wymienić . Ale wiadomo o co chodzi
Całą resztę też podłączam pod moja wypowiedz
Na świecie jest mnóstwo religi i wyznań, istenieje wiele nurtów filozoficzno-religijnych które ludzie wyzjnają
i jakoś wątpie żeby wszyscy wyznawcy, wszystkich religii swiata byli "zmanipulowani"
przez jakaś siłe wyższą
no ale "pewne osoby" na tym forum tego nie zrozumieją
do tego trzeba osiągnać pewien poziom uduchowienia i samoświadomości co u "niektórych osób" jest problematyczne i nigdy nie osiagna wyzszego poziomu
po prostu nie zrozumieja
ale jak ktoś jest "zmanipulowany" przez media to i propagande to potem tkwi w czarnogrodzie pomimo XXI wieku ![]()
Nie potrafię Ci napisać Olorando, co zrobiłbym w takiej sytuacji, bo nigdy się w takiej sytuacji nie znalazłem..i w sumie nie chciałbym.
Tym optymistycznym akcentem zegnam sie...
Do nastepnegu razu/nastepnej porcji wyrafinowanego cynizmu :-) :-) :-)
Tym optymistycznym akcentem zegnam sie...
Do nastepnegu razu/nastepnej porcji wyrafinowanego cynizmu :-) :-) :-)
Grunt to obiektywna samokrytyka ![]()
Matt87 napisał/a:MissyLady, jeszcze są agnostycy i mnóstwo wariantów pośrednich
Pewnie że są ,zdaje sobie z tego sprawę
tylko po prostu nie wymieniłabym bo cięzko wszystko wymienić . Ale wiadomo o co chodzi
Całą resztę też podłączam pod moja wypowiedz
Na świecie jest mnóstwo religi i wyznań, istenieje wiele nurtów filozoficzno-religijnych które ludzie wyzjnają
i jakoś wątpie żeby wszyscy wyznawcy, wszystkich religii swiata byli "zmanipulowani"
przez jakaś siłe wyższą
no ale "pewne osoby" na tym forum tego nie zrozumieją
do tego trzeba osiągnać pewien poziom uduchowienia i samoświadomości co u "niektórych osób" jest problematyczne i nigdy nie osiagna wyzszego poziomu
po prostu nie zrozumieja
ale jak ktoś jest "zmanipulowany" przez media to i propagande to potem tkwi w czarnogrodzie pomimo XXI wieku
To jest temat, który można ciągnąć w nieskończoność i do niczego konkretnego tak naprawdę nie dojść. Powiedz mi tylko jedno jako kobieta wierząca: zakładając że jesteś w związku z osobą niewierząca lub innej religii, dlaczego nie pozwoliłabyś dać dziecku wyboru, szansy na podjęcie własnej decyzji? Kościół w tej kwestii jest zakłamany. Ślub z osobą niewierzącą może dojść do skutku, jeśli partner niewierzący zaakceptuje fakt indoktrynowania dziecka po katolicku.
Ojej...missy, przewrazliwiona jestes!
W moim odbiorze to byl skrot myslowy, z ta " manipulacja"
Przeciez, gdyby ta sama missy urodzila sie w rodzinie islamskiej, gdzies w afryce, to bylabys islamistka, cieszylabys sie, ze zostaniesz obrzezana, czulabys sie wtedy" czysta" i za najwieksze szczescie uwazalabys uszczesliwianie meza....Inna sprawa, ze w pewnym wieku/stanie/momencie moglabys zmienic swoje stanowisko, i uciec z kraju/malzenstwa.
Tu juz zaczynaja sie Twoje wybory,i Twoje mozliwosci.
Czy tego w ogole chcesz, czy brak Ci srodkow.Anty pisal o tym, ze znana nam missy wychowala sie w rodzinie katolickiej, nikt jej nie pytal, jaka religie wybiera, jaki model zycia...( i to jest to " zmanipulowanie") a co nasza missy zdecyduje z tum zrobic, jakich dokona wyborow, to juz tylko od niej zalezy. :-)
Kochana i dokładnie to miałam na mysli co napisałaś !!akurat jestem chrzescijanką ,ale jakbym była islamistką i wyznawała koran , muzułmanką albo buddystką czy jakiej kolwiek innej wiary, to nie uwazam że byłabym zmanipulowana. I tak by mi to odpowiadało bez wzgledu na to jakiej wiary jestem takiej czy innej. A Anty cały czas mi stara się wmówić że jestem zmanipulowana i zidoktryniowana. Tak tylko przez kogo i po co?? Bo manipulacja kojarzy mi sie raczej z wykorzystywaniem kogoś w jakichs swoich ukrytych celach.
A że rodzice chcieli zebym poszła w takim kierunku a nie innym i mi to odpowiada to ja nie widze w tym nic złego. Nakierowali mnie na pewną drogę. Ja swoje dzieci też podobnie bedę chciała nakierować . ale jak pewnego dnia bedą dorosłe i dojda do wniosku ze im to nie pasuje i pójda inna drogą to to uszanuje i zakceptuje , bo wiem że beda miały wybór i wolną wole wybrac to co jest dla nich lepsze.
To jest temat, który można ciągnąć w nieskończoność i do niczego konkretnego tak naprawdę nie dojść. Powiedz mi tylko jedno jako kobieta wierząca: zakładając że jesteś w związku z osobą niewierząca lub innej religii, dlaczego nie pozwoliłabyś dać dziecku wyboru, szansy na podjęcie własnej decyzji? Kościół w tej kwestii jest zakłamany. Ślub z osobą niewierzącą może dojść do skutku, jeśli partner niewierzący zaakceptuje fakt indoktrynowania dziecka po katolicku.
Wiem o czym mówisz i co masz na mysli
dla tego uważam że pary powinny sie dobierac pod wzgledem wyznawanych wartości i posiadających wspólnych celów. jestem chrześciajnką i jestem wierząca ale tez nie jestem "fanatyczką religijna" znowusz bez przesady. wierzę w Boga i mam pewne zasady moralne itd i chciałabym być z osoba która wyznaje podobne wartości do mnie , i wtedy nie ma takich dylematów ![]()
Ale jak bym była juz innej wiary niż mój potencjalny partner to fakt pewnie , uznałabym że najlepszym wyjssciem jest pozostawienie wyboru dziecku.Bo to tez jest takie troche nie fer narzucanie dziecku w tej sytuacji religi.Niby dla czego miało by byc mojej religii a nie jego.Albo dla czego miło by byc jego religii a nie mojej ??tutaj jest sprzecznośći dylemat bo zadna religia nie jest w niczym lepsza. wiec to jest dobre wyjscie pozostawić wybór dziecku w tej konkretnej sytuacji.
Tak samo moja kolezanka wyszła za mąż za muzułmanina, i od razu stwierdziła że ich dzieci beda muzułmanami, a ona jest chrzescijanka. więc moim zdanie to nie jest dobre .w czym jest jedna religia lepsza od drugiej ?? i akurat maja wyznawac jego religie a nie jej, równie dobrze by mogły wyznawac jej religie a nie jego.I tutaj faktycznie sie zgadzam że dziecko powinno mieć wybór
Matt87 napisał/a:To jest temat, który można ciągnąć w nieskończoność i do niczego konkretnego tak naprawdę nie dojść. Powiedz mi tylko jedno jako kobieta wierząca: zakładając że jesteś w związku z osobą niewierząca lub innej religii, dlaczego nie pozwoliłabyś dać dziecku wyboru, szansy na podjęcie własnej decyzji? Kościół w tej kwestii jest zakłamany. Ślub z osobą niewierzącą może dojść do skutku, jeśli partner niewierzący zaakceptuje fakt indoktrynowania dziecka po katolicku.
Wiem o czym mówisz i co masz na mysli
dla tego uważam że pary powinny sie dobierac pod wzgledem wyznawanych wartości i posiadających wspólnych celów. jestem chrześciajnką i jestem wierząca ale tez nie jestem "fanatyczką religijna" znowusz bez przesady. wierzę w boga i mam pewne zasady moralne itd i chciałabym być z osoba która wyznaje podobne wartości do mnie , i wtedy nie ma takich dylematów
Czasem jest tak, że można się od razu w kimś mocno zadurzyć, a reszta rzeczy wychodzi później, w praniu. Z chemią nie wygrasz ![]()
Zdaje sobię sprawę że tak może być nie wykluczam :)wszystko jest mozliwe. aczkolwiek na dłuższą mete raczej nie wyobrażam sobie być z kimś innej wiary
nie dla tego ze nie akcptuje i nie toleruje ludzi innej wiary czy coś
tylko dla tego że poprostu chciałabym jednak byc z osoba mojej wiry :)i nie wyobrazam sobie czegos innego
chrzescijanin ,muzułmanin buddysta czy inny tez człowiek i nie skreslam ich z tego powodu. Ale chciałabym byc z osoba mojej wiary i tak wychowac swoje dzieci ![]()
dlaczego nie pozwoliłabyś dać dziecku wyboru, szansy na podjęcie własnej decyzji? Kościół w tej kwestii jest zakłamany. Ślub z osobą niewierzącą może dojść do skutku, jeśli partner niewierzący zaakceptuje fakt indoktrynowania dziecka po katolicku.
Ślubujesz, więc sie na to piszesz. Z czym tu dyskutować? Świadomie zabieramy dziecku wybór, tak jak i multum innych wyborów bo to my je wychowujemy. Dziecko jest dzieckiem, wiec nie podejmie swiadomych wyborów całkiem długo - a i dorośli nie potrafią tego robić. Także wiele rzeczy dziecko od rodzicow i pozniej otoczenia uczy sie nieswiadomie. To akurat swiadome bo wiara i slub jest naszą decyzją za którą idą kolejne plony w postaci jak to piszecie zindoktrynowanych dzieci. Nie zakładam sytuacji gdzie niewierzący okłamał w tym aspekcie partnerke i całe otoczenie dla swietego spokoju. Prędzej "róbta co chceta, ale ja do tego palca nie przyloze".
Tak samo uwazam ze milosc jest tylko zracjonalizowaniem biologii i innych potrzeb, a ze racjonalizowac moze tylko człowiek z dostępnych nam tu zwierzopodobnych to dlatego moze sobie to tłumaczyc na rozne sposoby, które nic nie znaczą w perspektywie opadnięcia motylków - czyli pożądania które pcha nas do rozpłodu i przynajmniej tymczasowego odchowania. Niestety nie samą biologią żyje człowiek (choc niektorzy bardzo ślepną w miłości...), bo wiele innych czynników wpływa na dopasowanie miłosne. Jesli totalnie czysta biologia miałaby pchać do uniesień to jednak każdy człowiek czy para mieliby z góry wyznaczony termin przydatności motylków
Racjonalizujemy sobie to i wszyscy są "szczęśliwi" dopóki jest przyjemnie.
Ja jestem wychowany w rodzinie katolickiej ale jakoś nie czuje tej manipulacji i indoktrynacji a wielu rzeczach ludzie czasem przesadzają jest wielu ludzi inteligentnych nawet dużo bardziej od nas tutaj piszących i wierzą tak samo jak wieśniak z uralu więc to jest kwestia wyboru i własnej decyzji. thepass a zadam Ci takie poza tematem pytanie jakiej ty kobiety poszukujesz ? czego od niej oczekujesz ? czasem jak człowiek za dużo czegoś ma staje się arogancki mam nadzieje że wiesz o co chodzi.
Matt87 napisał/a:dlaczego nie pozwoliłabyś dać dziecku wyboru, szansy na podjęcie własnej decyzji? Kościół w tej kwestii jest zakłamany. Ślub z osobą niewierzącą może dojść do skutku, jeśli partner niewierzący zaakceptuje fakt indoktrynowania dziecka po katolicku.
Ślubujesz, więc sie na to piszesz. Z czym tu dyskutować? Świadomie zabieramy dziecku wybór, tak jak i multum innych wyborów bo to my je wychowujemy. Dziecko jest dzieckiem, wiec nie podejmie swiadomych wyborów całkiem długo - a i dorośli nie potrafią tego robić. Także wiele rzeczy dziecko od rodzicow i pozniej otoczenia uczy sie nieswiadomie. To akurat swiadome bo wiara i slub jest naszą decyzją za którą idą kolejne plony w postaci jak to piszecie zindoktrynowanych dzieci. Nie zakładam sytuacji gdzie niewierzący okłamał w tym aspekcie partnerke i całe otoczenie dla swietego spokoju. Prędzej "róbta co chceta, ale ja do tego palca nie przyloze".
Tak samo uwazam ze milosc jest tylko zracjonalizowaniem biologii i innych potrzeb, a ze racjonalizowac moze tylko człowiek z dostępnych nam tu zwierzopodobnych to dlatego moze sobie to tłumaczyc na rozne sposoby, które nic nie znaczą w perspektywie opadnięcia motylków - czyli pożądania które pcha nas do rozpłodu i przynajmniej tymczasowego odchowania. Niestety nie samą biologią żyje człowiek (choc niektorzy bardzo ślepną w miłości...), bo wiele innych czynników wpływa na dopasowanie miłosne. Jesli totalnie czysta biologia miałaby pchać do uniesień to jednak każdy człowiek czy para mieliby z góry wyznaczony termin przydatności motylkówRacjonalizujemy sobie to i wszyscy są "szczęśliwi" dopóki jest przyjemnie.
Niebywale! Gadasz, jak ja :-) :-) :-) :-)
A ja jestem z rodziny katolickiej, ale wychowywalam sie w afryce, i moje dziecko ma wybor religii.
Kiedy pyta o kwestie zwiazane z wiara staram sie mu przedstawic rozmaite punkty widzenia ptezentowane przez rozne religie, i zawsze dodaje, ze sam musi szukac odpowiedzi.
Nigdy nie podaje dogmatycznych rozwiazan- " jest tak, a tak, bo Jezus tak powiedzial"
Nie wchodze w dyskusje o religii, bo jest jalowa, bo wiara opiera sie na dogmatach.
Aaa., w temacie przewodnim, czyli milosci....
Zalozmy, ze poznalam teraz czarujacego pana, i zakochalam sie z wzajemnoscia.
Zalozmy, ze za rok, wykrywaja mi guza, i mam chemie, wylaza mi wlosy, zeby, leze i robie pod siebie...
Ten pan :
a) odejdzie, a ja wciaz zakochana bede cierpiec....
b) nie odejdzie, bedzie ze mna, i bedzie sie z tym meczyl, ja bede cierpiec, bo go kocham i widze, ze sie meczy, i dodatkowo bede upokorzona, ze jest przy mnie wbrew swojej woli...( bo ja nie realizuje jego potrzeb, i nie rokuje, ze kiedykolwiek zrealizuje)
W zasadzie, kochajac go, powinnam chciec, zeby odszedl.....
thepass a zadam Ci takie poza tematem pytanie jakiej ty kobiety poszukujesz ? czego od niej oczekujesz ? czasem jak człowiek za dużo czegoś ma staje się arogancki mam nadzieje że wiesz o co chodzi.
Domyślam się. A maile to Ty odbierasz?
Nie ma co sie na ten temat rozdrabniać, bo 90% moich oczekiwań zostało nakreślonych przez ostatnią dziewczyne i wyszłoby, że ją opisuje. Teraz wiem, że to wszystko jest niemożliwe w moim położeniu, nieprawda. Moze kiedys sie sam ogarne i uznam, ze mi kobieta niepotrzebna, a jesli juz to całkiem inna. W tym położeniu też moge trafić tylko takie z niską wartością, a do takich to nie mozna mieć serca, czy sie nimi zachwycać. Tzn mozna jak sie jest samemu 1000 razy lepszym, ale wtedy automatycznie nie miałbym do niej szacunku (tzn miał o tyle, że nie chciał jej do związku). No i nigdy 1000 razy lepszy nie będe, nie te predyspozycje. Bywa.
Niebywale! Gadasz, jak ja :-) :-) :-) :-)
Zmanipulowałas mnie.
Hahaha haha ha hahaha.......
Aaa., w temacie przewodnim, czyli milosci....
Zalozmy, ze poznalam teraz czarujacego pana, i zakochalam sie z wzajemnoscia.
Zalozmy, ze za rok, wykrywaja mi guza, i mam chemie, wylaza mi wlosy, zeby, leze i robie pod siebie...
Ten pan :
a) odejdzie, a ja wciaz zakochana bede cierpiec....
b) nie odejdzie, bedzie ze mna, i bedzie sie z tym meczyl, ja bede cierpiec, bo go kocham i widze, ze sie meczy, i dodatkowo bede upokorzona, ze jest przy mnie wbrew swojej woli...( bo ja nie realizuje jego potrzeb, i nie rokuje, ze kiedykolwiek zrealizuje)W zasadzie, kochajac go, powinnam chciec, zeby odszedl.....
Brzmi to, jak szkic scenariusza melodramatu, ale rzeczywiście, takie sytuacje z pewnością się zdarzają.
Nie mówie tu o celebryckich mitach w stylu Jollie - Pitt, bo tam prawdopodobnie wszystko służy promocji (absolutnie tego nie potępiam, w kontekście dramatycznej decyzji aktorki), lecz o parze przeciętnych Polaków.
Gdyby to chodziło o mnie, tpfu! Na psa urok!, zmusiłbym chyba partnerkę do porzucenia mnie, gdyby wcześniej sama nie uciekła, aby nie przeżywać tego upokorzenia, o którym piszesz.
No co, wpływowa kobieta z Ciebie ; )
A tak wracając do badań portalowych.
Niektórzy juz nawet publicznie w opisach rozświetlają co się dzieje (i pewnie skazują się na kolejny odrzut).
"Nie ogarniam tych wszystkich księżniczek na tym portalu. Wasze ego zbudowało wam zbyt wysoką wieże."
"Ilość zblazowanych księżniczek na tym portalu mnie osłabia."
I wcale nie piszą to 40 letni menele ; )
Niskie wymagania, szybki seks, wysoka inteligencja, jasne. Naiwnych nie brak, ale wymagających nie wiadomo czego jest nadmiar. Inwestycyjnych tak samo - byc moze jeden typ faceta ma branie raz po raz, a inni na głowie mogą stawiać by księżniczke "zaciekawić" i by chciała cokolwiek od siebie dać. Nielicznym same wpychają się do łóżka, innym psują obraz dopasowania. Mysle, ze te dni to juz wystarczająco by sprawdzić jaka jest sytuacja i jak to wszystko wygląda. W koncu to tylko eksperyment.
Still - jak kobieta wybierze to potrafi byc całkiem inna. A jak hans pisał - randka? Pochwalic sie ile wypiło, ilu sie miało, jak się jest nieodpowiedzialną, wulgaryzm za wulgaryzmem, a na sam koniec oczywiście "łatwy dostęp" do bliższej sytuacji. I mamy prawdziwą randke z internetu. Kto nakręca spirale patologii? Ci którzy wybierają, a niestety proporcje są takie, ze to w 4/5 jest kobieta. Inaczej palanci i bajeranci by wzięcia nie mieli, a przeciętne kobiety nie szlochałyby za jakimś księciem i tak mając piekielnie duży wybór. Tak czy siak, na disco jest łatwiej, ale przynajmniej od razu widzimy poziom.
Ostatecznie po 2 dniach zmiany jeśli chodzi o poprzednie screeny.
Popularnosc kobiety skoczyła do wysokiej. Przybyło uwaga - 51 polubień.
Gości profilu - 130.
Profil męski spadł w popularności do niskiej. Gości 7. Polubień uwaga uwaga 6.
Różnica w ocenach wynosi tylko 0.1 na korzyść kobiety.
I kolejna ważna uwaga: wraz z wiekiem kobiety mądrzeją i rozmowy są całkiem inne, bardziej stonowane i wymagania bardziej adekwatne - oczywiscie niektore dalej są bardzo roszczeniowe dając od siebie czarną dziure, albo i dwie. Juz tak mysle powyzej 25 roku zycia to się wszystko normuje, a po 30stce jest już całkiem pozytywnie - z czym to sie wiąże? Nie trzeba mowic. Atrakcyjnosc spadła do kosza, a wrażen, seksu i emocji juz kobiecie nie trzeba bo juz to wszystko zaznała (i często ma dość, więc sie nie "napala").
Do przetestowania został jeszcze jeden profil. Całkiem nieatrakcyjnej kobiety. Założe się, że i taka będzie miała spory wybór.
Tak więc portale dla kobiet to istny raj, tylko wystarczy umiejętnie selekcjonować i... wiedzieć czego się chce oraz jak to uzyskać (także w rozmowie, która nie polega na przytakiwaniu i czekaniu na jeden błąd faceta po którym następuje spławienie;)).
Z reszta chyba jest jasne jak słonce, ze jak ktos szuka w necie tzn ze nie udaje mu się realnie i powody są akuratnie zazwyczaj proste. Niskie umiejetnosci społeczne, wycofanie, niska ciekawość, brak mozliwosci. Tak jest zwykle. Nie mowiac oczywiscie o kontach ktore sa zalozone dla picu. To sa wady, ktore nie inspirują, nie prowadzą do nagłego wybuchu emocji, czy nie imponują. Ci ktorzy imponują nie mają problemu by kogos sobie realnie znalezc, ciagle obracaja sie w towarzystwie ludzi, takze innej plci. Wymagania za to sa nieadekwatne do tego gdzie sie poszukuje i co sie takze oferuje. Tak wiec kazdy sobie niech zrewiduje kim jest i czy tylko wymaga nie mając co zaoferowania więcej, łącznie z dystansem, ktory pozwoli na fajne poznawanie ludzi bez spiny na big love od pierwszego wejrzenia i pierwszej rozmowy. Kompletnie nie ma co sie dziwic, ze osoby ktore mają duze powodzenie na portalach wykorzystują inne i traktują przedmiotowo - takie sie wybiera nagminnie, wiec ego pęka w szwach. Swoj swego trafia.
[[pesymizm mode off]]
wiedzieć czego się chce
i tutaj kończy się wszystko co z portalem randkowym związane bo większość nie wie czego chce ![]()
MagdaK25 napisał/a:moralność mówisz... hmm no to nie moja dziedzina, więc mogę być nieświadoma, ale czy "moralności" nie uczą nas inni?
jeśli chce wierzyć - i wierze to zaspokajam swoje potrzeby
jeśli chcę być "dobra" żyjąc w zgodzie z zasadami moralnymi - i jestem to też zaspokajam swoją potrzebe.. czy nie?Nie chcę Cię martwić, ale moralność też masz w genach, w DNA. Te rzeczy są niezależne od kręgów kulturowych, wyznawanych religii itd.
Jak ja nie lubię, gdy ktoś wypowiada się na tematy, o których nie ma bladego pojęcia... O tym kim jesteśmy decydują dwie rzeczy:
1. genotyp (czyli wspomniane przez ciebie DNA) 2. wpływ środowiska. Bliźnięta jednojajowe mają ten sam genotyp, lecz umieszczone w skrajnie różnych środowiskach różnią się od siebie. Źle odżywiany organizm w czasie, gdy intensywnie się rozwija, nigdy nie będzie super wysoki, nawet jeżeli ma to w genach. Podsumowując, te rzeczy są zależne od "kręgów kulturowych, wyznawanych religii itd." Wniosek z tego prosty i niektórym znany, gdy się nie znasz, siedź i nie rób siary.
kurcze troce mnie niebylo a tu tyle juz napisane
, rpzwina sie misslady twoj post chodz zmeniaja sie w nim tematy co chwile
Matt87 napisał/a:MagdaK25 napisał/a:moralność mówisz... hmm no to nie moja dziedzina, więc mogę być nieświadoma, ale czy "moralności" nie uczą nas inni?
jeśli chce wierzyć - i wierze to zaspokajam swoje potrzeby
jeśli chcę być "dobra" żyjąc w zgodzie z zasadami moralnymi - i jestem to też zaspokajam swoją potrzebe.. czy nie?Nie chcę Cię martwić, ale moralność też masz w genach, w DNA. Te rzeczy są niezależne od kręgów kulturowych, wyznawanych religii itd.
Jak ja nie lubię, gdy ktoś wypowiada się na tematy, o których nie ma bladego pojęcia... O tym kim jesteśmy decydują dwie rzeczy:
1. genotyp (czyli wspomniane przez ciebie DNA) 2. wpływ środowiska. Bliźnięta jednojajowe mają ten sam genotyp, lecz umieszczone w skrajnie różnych środowiskach różnią się od siebie. Źle odżywiany organizm w czasie, gdy intensywnie się rozwija, nigdy nie będzie super wysoki, nawet jeżeli ma to w genach. Podsumowując, te rzeczy są zależne od "kręgów kulturowych, wyznawanych religii itd." Wniosek z tego prosty i niektórym znany, gdy się nie znasz, siedź i nie rób siary.
Jak ja nie lubię, gdy ktoś chce komuś dowalić, a nie wie jak
Niby gdzie minąłem się z prawdą pisząc, że moralność mamy w genach (które należy potraktować jako uogólnienie, jakbyś nie zrozumiała)? Wiadoma sprawa, że pewne zasady wypracowywane były w społecznościach pierwotnych i utrwalały się z pokolenia na pokolenie. Ja odnosiłem się do współczesnego homo sapiens, który wcale nie potrzebuje religii, aby wiedzieć co jest dobre, a co złe, bo jak pisałem takie rzeczy się dziedziczy.
daenerys7 napisał/a:Matt87 napisał/a:Nie chcę Cię martwić, ale moralność też masz w genach, w DNA. Te rzeczy są niezależne od kręgów kulturowych, wyznawanych religii itd.
Jak ja nie lubię, gdy ktoś wypowiada się na tematy, o których nie ma bladego pojęcia... O tym kim jesteśmy decydują dwie rzeczy:
1. genotyp (czyli wspomniane przez ciebie DNA) 2. wpływ środowiska. Bliźnięta jednojajowe mają ten sam genotyp, lecz umieszczone w skrajnie różnych środowiskach różnią się od siebie. Źle odżywiany organizm w czasie, gdy intensywnie się rozwija, nigdy nie będzie super wysoki, nawet jeżeli ma to w genach. Podsumowując, te rzeczy są zależne od "kręgów kulturowych, wyznawanych religii itd." Wniosek z tego prosty i niektórym znany, gdy się nie znasz, siedź i nie rób siary.Jak ja nie lubię, gdy ktoś chce komuś dowalić, a nie wie jak
Niby gdzie minąłem się z prawdą pisząc, że moralność mamy w genach (które należy potraktować jako uogólnienie, jakbyś nie zrozumiała)? Wiadoma sprawa, że pewne zasady wypracowywane były w społecznościach pierwotnych i utrwalały się z pokolenia na pokolenie. Ja odnosiłem się do współczesnego homo sapiens, który wcale nie potrzebuje religii, aby wiedzieć co jest dobre, a co złe, bo jak pisałem takie rzeczy się dziedziczy.
Religia może i nie jest potrzebna do rozróżnienia dobra od zła, być może (wiele "religijnych" osób np. nie uważa, że rasizm jest złem), ale tej wiedzy się nie dziedziczy w rozumieniu genetycznego przekazu. Jeśli już mówić o "dziedziczeniu", to jedynie w formie przejęcia postaw i zachowań w procesie wychowania rodzinnego, oddziaływania szkoły i najbliższego otoczenia.
Excon, co więc z dylematem wagonika, który wykazał że czynniki takie jak wspomniane kręgi kulturowe mają niewielki lub żaden wpływ na moralne oceny?
Ale jakie maja te dywagacje religijne odniesienie to tematu- czyli wiary w milosc?
" bo jak nie milosc, to co?"
Ja zaproponowalam co- potrzeba.
Uwarunkowania srodowiskowe/kulturowe/spoleczne
Przyklad- istnieja/istnialy spoleczensywa obchodzace sie bez milosci( tej zwiazkowej), i nie wyginely...
Czyli caly ten romantyzm jest niepotrzebny, bicie piany i strata czasu...
KTO MI ZADA KLAM??
Ale jakie maja te dywagacje religijne odniesienie to tematu- czyli wiary w milosc?
" bo jak nie milosc, to co?"Ja zaproponowalam co- potrzeba.
Uwarunkowania srodowiskowe/kulturowe/spolecznePrzyklad- istnieja/istnialy spoleczensywa obchodzace sie bez milosci( tej zwiazkowej), i nie wyginely...
Czyli caly ten romantyzm jest niepotrzebny, bicie piany i strata czasu...KTO MI ZADA KLAM??
Po co nadal dyskutować, skoro sama na końcu stwierdzasz, że nie masz racji?;)
Excon, co więc z dylematem wagonika, który wykazał że czynniki takie jak wspomniane kręgi kulturowe mają niewielki lub żaden wpływ na moralne oceny?
Przyznam, Matt, że nie rozumiem.
Co to jest "dylemat wagonika" i któż jest autorem tego, filozoficznego, jak mniemam, określenia?
Przepraszam, ale trochę pisania o tym by było a ja już lecę spać, więc odsyłam do google lub literatury
Tak, z filozofią ma to wiele wspólnego, bo to eksperyment myślowy związany z ludzką moralnością.
oldorando napisał/a:Ale jakie maja te dywagacje religijne odniesienie to tematu- czyli wiary w milosc?
" bo jak nie milosc, to co?"Ja zaproponowalam co- potrzeba.
Uwarunkowania srodowiskowe/kulturowe/spolecznePrzyklad- istnieja/istnialy spoleczensywa obchodzace sie bez milosci( tej zwiazkowej), i nie wyginely...
Czyli caly ten romantyzm jest niepotrzebny, bicie piany i strata czasu...KTO MI ZADA KLAM??
Po co nadal dyskutować, skoro sama na końcu stwierdzasz, że nie masz racji?;)
A gdzie ja to stwierdzam???
Nic podobnego, bynajmniej...
Ja domagam sie racjonalnych argumentow, przeciwko mojej tezie.....
Od wszystkich...
Kolejna porcja zagwozdek miłosnych z portali.
Ktos mowi z kobietami nie idzie rozmawiać, nic nie wkładają w rozmowę, czepiają się niezaleznie od tego co sie powie.
Prawda jest taka, że jak sie nie zachwycają wyglądem to z góry takie są, bo tak naprawde nie tego kogoś szukają (mimo ze polubiły itp zakłamanie).
Jak jest przystojniak to rozmowa wygląda tak...
Piszę totalne pierdoły o jakis fetyszach stóp od razu, neguje jakos, odpycham od siebie (wg mnie duzo gorsza rozmowa niz normalna, którą prowadze), a ona mi na to:
- pasi wszystko
- podobasz mi sie i tyle
- mowi bym nie marnował na nią czasu jesli ona nie spełnia MOICH wymagan, a gdy ciągne dalej rozmowe to rozmawia dalej
- mowie ze nie rozumiemy się to ona mi na to, że musimy sie dotrzeć
- mowie ze nie mam kasy to usprawiedliwia mnie mowiac, ze rozumie sytuacje i jej to nie przeszkadza
- mowi ze woli sie spotkac niz rozmawiac w internecie dniami i miesiącami (chętna tak naprawde od początku np na spacer, zero wymagan ze kawiarnia)
I tak wyglądają zainteresowane kobiety. Niezainteresowana by nie pisała o dotarciu, tylko jedna głupota = koniec znajomosci. Ba, początku nigdy nie było.
Dlatego panowie jak babka was zlewa na portalu to macie krzywą twarz, a nie głupio piszecie - albo ona sie tylko bawi, a nie szuka na poważnie. Reszta to bujda, jej sie nie chce to nie przeskoczysz tego żadną bajerą.
Przepraszam, ale trochę pisania o tym by było a ja już lecę spać, więc odsyłam do google lub literatury
Tak, z filozofią ma to wiele wspólnego, bo to eksperyment myślowy związany z ludzką moralnością.
Zapoznałem się z opracowaniem "Dylemat wagonika" w Wikipedii i moim zdaniem, nie ma on w zupełności zastosowania w naszej dyskusji.
Tam chodzi (mówiąc w uproszczeniu) o wybór między mniejszym, a większym złem, a nie między dobrem, a złem. Przy czym skutek wyboru "mniejszego zła" ma tak wielką cenę, że jest także nie do przyjęcia dla stojącego przed wyborem.
W prawie karnym można "dylemat wagonika" odnieść do działań w tzw. "stanie wyższej konieczności".
daenerys7 napisał/a:Matt87 napisał/a:Nie chcę Cię martwić, ale moralność też masz w genach, w DNA. Te rzeczy są niezależne od kręgów kulturowych, wyznawanych religii itd.
Jak ja nie lubię, gdy ktoś wypowiada się na tematy, o których nie ma bladego pojęcia... O tym kim jesteśmy decydują dwie rzeczy:
1. genotyp (czyli wspomniane przez ciebie DNA) 2. wpływ środowiska. Bliźnięta jednojajowe mają ten sam genotyp, lecz umieszczone w skrajnie różnych środowiskach różnią się od siebie. Źle odżywiany organizm w czasie, gdy intensywnie się rozwija, nigdy nie będzie super wysoki, nawet jeżeli ma to w genach. Podsumowując, te rzeczy są zależne od "kręgów kulturowych, wyznawanych religii itd." Wniosek z tego prosty i niektórym znany, gdy się nie znasz, siedź i nie rób siary.Jak ja nie lubię, gdy ktoś chce komuś dowalić, a nie wie jak
Niby gdzie minąłem się z prawdą pisząc, że moralność mamy w genach (które należy potraktować jako uogólnienie, jakbyś nie zrozumiała)? Wiadoma sprawa, że pewne zasady wypracowywane były w społecznościach pierwotnych i utrwalały się z pokolenia na pokolenie. Ja odnosiłem się do współczesnego homo sapiens, który wcale nie potrzebuje religii, aby wiedzieć co jest dobre, a co złe, bo jak pisałem takie rzeczy się dziedziczy.
Matt88, bardzo mi przykro, że odpowiedziałam tak ostro. Wybaczysz mi? Rozumiesz, chwilowy wyrzut złości. Na pocieszenie mogę dodać, że teraz jest mi lepiej.
Co nie zmienia faktu, że uważam, że piszesz głupoty. Na rozwinięcie moralności człowieka ma wpływ religia, a nie moralność ma wpływ na rozwinięcie religii. Przynajmniej takie jest moje stanowisko.
antykobieta napisał/a:MissyLady napisał/a:dokładnie takk.... jestes zmanipulowana i zindoktrynizowana ..Tylko nie wiem kto i po co to robii... popatrz pani katchetce zalezy zeby Cię zmanipulować , albo ksiedzu w kosciele albo rodzice Tobą manipulują albo sam Bog ale jak Bóg jak niektórzy w to nie wierzą i jak widac znowu sprzeczność w wypowiedziach niektórych osob
Wybaczcie, ale mam wrażenie, że rozmawiam z przedszkolakami.
Nie, katechetce ani księdzu za grosz na tym nie zależy. Maja na to wyje..ne
Tak samo jak przedstawicielowi jakiejkolwiek firmy, partii politycznej, czy ideologii w ogóle nie zależy, żeby ktokolwiek przekonał się do tego, co mówi
Albo to rozumiesz, albo nie rozumiesz. Nie ma innej opcji. Sprawa do ogarnięcia przez dziecko na poziomie podstawówki.No, wybaczcie dziewczyny, ale pewnego poziomu dziecięcej naiwności nie są mi w stanie przysłonić ani cycki, ani nawet zgrabna pupa
No każdy wierzy w to co chce i w co mu pasujue, a jak nie pasuje to nie wierzy tyle :)Prosta sprawa. Ale Ty pewnych rzeczy nie rozumiesz bo dla Ciebie to jest wmawianie i indoktrynizowanie . No ale jak ktoś jest ogranioczonym człowiekiem to dla niego , wszystko jest "oszustwem" i "manipulacją" i wszedzie szuka podstępu.To raczej ty się zachowujesz jak dziecko któremu wmówiono że cały świat jest zły i wszystko jest złe i za wszelką cene próbujesz udowodnić wszystkim że tak jest
Nie chcesz to nie wierz w nic, twoja sprawa :)Dla Ciebie to jest "samościadomość" a tak naprawdę dla innych jesteś ograniczony i tyle
Ale nie będę się kłocić bo z ograniczonym człowiekiem sie nie dyskutuje
siedz sobie w tym swoim światopogladzie jak "rambo w dzungli "
Różnimy się tym, że kiedyś myślałem tak jak ty teraz, ale ty nigdy nie myślałaś tak jak ja obecnie, mam więc wybór pomiędzy tymi dwoma myśleniami, a ty nie.
Nie uważam, że coś jest złe, albo dobre. Pojęcia "zło" i "dobro" są pojęciami subiektywnymi. Niema obiektywnego dobra, ani zła. Jak wilk zje zająca, to jest dobre, czy złe? Zależy dla kogo. Wszystko w świecie jest w równowadze.
Nigdzie też nie napisałem, że w nic nie wierzę, że jestem religijnie niewierzący.
Nigdzie nie napisałem też, że uważam, że świat jest zły. Napisałem, że wszyscy jesteśmy na każdym polu manipulowani. Manipulujemy się nawet nawzajem, nawet w tym wątku. Nie pisałem, że to złe, napisałem tylko że tak jest. To ty od razu do słowa "manipulacja" przypisujesz słowo "zło"
Jest taka krótka bajka Krasickiego:
"Czegóż płaczesz? - staremu mówił czyżyk młody -
Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody".
"Tyś w niej zrodzon - rzekł stary - przeto ci wybaczę;
Jam był wolny, dziś w klatce - i dlatego płaczę".
Bajka ponadczasowa i wielowymiarowa.
Matt87 - cieszę się, że są ludzie tacy jak ty. Szkoda, że nie jesteś kobietą, bo bym cię brał
Doskonale ogarniasz temat - ty to wiesz i ja to wiem. Większość ludzi nigdy do tego nie dojdzie. Ciesz się tym.
Na rozwinięcie moralności człowieka ma wpływ religia, a nie moralność ma wpływ na rozwinięcie religii. Przynajmniej takie jest moje stanowisko.
Religia to wierzenia dotyczące świętości, oraz towarzyszące im praktyki, a więc przekonanie o istnieniu boga/bogów i kult. Nic ponad to i niczyje prywatne stanowisko nie ma tu znaczenia.
co do pytania "czym jest miłość" polecam książkę starą jak moja prababcia - przeminęło z wiatrem
mamy tutaj do czynienia z całą patologiczną "magią" miłości
faceci którzy się zakochują od pierwszego wejrzenia mimo, że nie znają panny a ta dała im "trochę zainteresowania"
kobieta która KOCHA INNEGO ale nie potrafi znieść świadomości, że jakiś facet zaleca się do innej więc celowo uwodzi bo lubi być rozpieszczana
szantaże emocjonalne typu "kochaj mnie albo..."
mimo, że ma miliard osób do wyboru kocha tego co ma ją w dupie i prosto w twarz jej powiedział, że nie pasują do siebie; co lepsze, ONA TEŻ WIE, ZE DO SIEBIE NIE PASUJĄ ale ma to coś i go kocha, i koniec. Dodatkowo, zamiast z pokorą przyjąć fakt, że jej "chlopak" się żeni to stara się go uwieść przywołując do siebie hordę przydupasów bo przecież jak ma takie wzięcie to na pewno na nią zwróci uwagę
i oczywiście klasyczne zakochanie w bad boyu który po niej jeździ jak po szmacie a ta go broni przed wszystkimi
Widzicie? jakieś150 lat (bo książka, ma miejsce w czasach wojny secesyjnej i napisano ją w 1936 - no czyli ma te 80+ ale co wojna była w 1860 coś) i nadal nic się nie zmieniło, miłość jest czystą biologią bo takie idiotyczne i patologiczne postrzeganie uczuć nadal funkcjonuje
Ale jakie maja te dywagacje religijne odniesienie to tematu- czyli wiary w milosc?
" bo jak nie milosc, to co?"Ja zaproponowalam co- potrzeba.
Uwarunkowania srodowiskowe/kulturowe/spolecznePrzyklad- istnieja/istnialy spoleczensywa obchodzace sie bez milosci( tej zwiazkowej), i nie wyginely...
Czyli caly ten romantyzm jest niepotrzebny, bicie piany i strata czasu...KTO MI ZADA KLAM??
Oldorando - miłość jest pojęciem abstrakcyjnym. Tak jak wiara religijna. Nikt nie kwestionuje istnienia wiary religijnej, tylko przedmiotu tej wiary, a tym samym zasadności istnienia tej wiary. Podobnie się tyczy miłości - chyba każdy jej doświadczył, albo ją obserwował, jednak niejednokrotnie racjonalnie kwestionował obiekt miłości jako zasługujący na nią.
daenerys7 napisał/a:Na rozwinięcie moralności człowieka ma wpływ religia, a nie moralność ma wpływ na rozwinięcie religii. Przynajmniej takie jest moje stanowisko.
Religia to wierzenia dotyczące świętości, oraz towarzyszące im praktyki, a więc przekonanie o istnieniu boga/bogów i kult. Nic ponad to i niczyje prywatne stanowisko nie ma tu znaczenia.
Dla Ciebie nic ponad to, a dla mnie coś więcej. Szanuję twoje stanowisko, antykobieto. Nie zamierzam tutaj nikogo nawracać... Moja przyjaciółka jest ateistką i szanuję jej wybór, tak jak ona szanuje mój. Ale wydaje mi się, że od tego jest forum, by można było się wypowiedzieć i przedstawić swój pogląd na daną sprawę.
oldorando napisał/a:Ale jakie maja te dywagacje religijne odniesienie to tematu- czyli wiary w milosc?
" bo jak nie milosc, to co?"Ja zaproponowalam co- potrzeba.
Uwarunkowania srodowiskowe/kulturowe/spolecznePrzyklad- istnieja/istnialy spoleczensywa obchodzace sie bez milosci( tej zwiazkowej), i nie wyginely...
Czyli caly ten romantyzm jest niepotrzebny, bicie piany i strata czasu...KTO MI ZADA KLAM??
Oldorando - miłość jest pojęciem abstrakcyjnym. Tak jak wiara religijna. Nikt nie kwestionuje istnienia wiary religijnej, tylko przedmiotu tej wiary, a tym samym zasadności istnienia tej wiary. Podobnie się tyczy miłości - chyba każdy jej doświadczył, albo ją obserwował, jednak niejednokrotnie racjonalnie kwestionował obiekt miłości jako zasługujący na nią.
Prawda- i milosc i wiare mozna zakwestionowac...
Jedni nie wierza w istnienie Boga, inni w istnienie milosci...
Anty- to nie tak, ze kaxdy ja obserwowal, albo jej doswiadczyl...obserwowal tylko jej objawy..
To tak, jakbys powiedzial, ze dowodem na istnienie Boga jest widok kogos wierzacego....
antykobieta napisał/a:daenerys7 napisał/a:Na rozwinięcie moralności człowieka ma wpływ religia, a nie moralność ma wpływ na rozwinięcie religii. Przynajmniej takie jest moje stanowisko.
Religia to wierzenia dotyczące świętości, oraz towarzyszące im praktyki, a więc przekonanie o istnieniu boga/bogów i kult. Nic ponad to i niczyje prywatne stanowisko nie ma tu znaczenia.
Dla Ciebie nic ponad to, a dla mnie coś więcej. Szanuję twoje stanowisko, antykobieto. Nie zamierzam tutaj nikogo nawracać... Moja przyjaciółka jest ateistką i szanuję jej wybór, tak jak ona szanuje mój. Ale wydaje mi się, że od tego jest forum, by można było się wypowiedzieć i przedstawić swój pogląd na daną sprawę.
To nie jest moje stanowisko, tylko definicja religii.
No a jeszcze do osób twierdzących, że potrzebują wierzyć, że chcą wierzyć itd. - ja to absolutnie rozumiem i nie kwestionuję. Tylko pytanie jest, czemu te osoby uparcie twierdzą, że "wierzą" wedle sytemu katolickiego, jednocześnie nie przestrzegając ani nakazów kościelnych, ani nauk Jezusa (w którego przecież wierzą)? Przecież zgodnie z tymi naukami seks przedmałżeński nie wchodzi w rachubę. Należy się także wyrzec dóbr doczesnych, nadstawiać drugi policzek i miłować wszystkich, nie dbając o swoje korzyści. Przecież są tysiące różnych religii, które są o wiele bardziej zgodne z waszymi oczekiwaniami, poglądami - czemu więc w nich nie szukacie sacrum, tylko w tej, której zasady są dla was tak absurdalne, że nawet nie bierzecie ich poważnie?
Anty- to nie tak, ze kaxdy ja obserwowal, albo jej doswiadczyl...obserwowal tylko jej objawy..
To tak, jakbys powiedzial, ze dowodem na istnienie Boga jest widok kogos wierzacego....
No dobra, tą dyskusję należałoby zacząć w takim razie od definicji miłości. Bo prawdopodobnie operujemy innymi znaczeniami tego słowa.
oldorando napisał/a:Anty- to nie tak, ze kaxdy ja obserwowal, albo jej doswiadczyl...obserwowal tylko jej objawy..
To tak, jakbys powiedzial, ze dowodem na istnienie Boga jest widok kogos wierzacego....
No dobra, tą dyskusję należałoby zacząć w takim razie od definicji miłości. Bo prawdopodobnie operujemy innymi znaczeniami tego słowa.
Twoja definicja? Poprosze :-)
oldorando = gówniarskie zachowanie -> powiedz, NIE TY POWIEDZ, TY POWIEDZ, NIE TY POWIEDZ BLA BLA BLA
oldorando = gówniarskie zachowanie -> powiedz, NIE TY POWIEDZ, TY POWIEDZ, NIE TY POWIEDZ BLA BLA BLA
Przepraszam- nie do Ciebie bylo pytanie .....
Strony Poprzednia 1 … 19 20 21 22 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Skoro nie ma miłości to co łączy ludzi???
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026