Lovelka17 napisał/a:antykobieta napisał/a:MissyLady, no to najpierw się żalisz, że nie ma porządnych facetów, a jeśli są, to nie dla ciebie, potem stwierdzasz, że ty to sobie nie wyobrażasz związku i faceta w domu. W takim razie w czym problem? To tak jak ja bym się teraz przejmował tym, że owies podrożał, skoro nie mam konia.
Nie rozumiesz? Ona się boi po prostu. Jakbyś został tak potraktowany, tez bałbyś się wejść w nowy związek. I jednocześnie chcąc kogoś pokochać, boisz się, bo jak oddasz serca, to ktos może je rozszarpac na strzępy znowu.
Oj, bidulka jedna. Zakochała się w facecie, a ten ją porzucił/zdradził/whatever. Wielkie mi mecyje. Moje kilka lat temu rozstanie skutkowało tym, że zostałem z niczym - bez pracy, bez dachu nad głową i jeszcze z kilkoma nieprzyjemnościami, o których nawet nie chce mi się pisać. A rok temu znów byłem w związku, z którym łączyłem ogromne nadzieje i wierzyłem, że wreszcie spotkałem ta jedyną. Ta "jedyna" podczas wakacji, na które wybrałem się po raz pierwszy od kilku lat, stwierdziła tak o w środku dnia podczas wycieczki, że nie chce ze mną być. Bo nie, albo bo tak. Nie, że coś zrobiłem, albo że nie zrobiłem, akurat był to dość ciekawy dzień, w którym przygotowałem sporo atrakcji. No dobra, trochę sobie to odchorowywałem. Jakoś w czerwcu poznałem dziewczynę. Coś tam przebąkiwała o jakichś przeżyciach niczym MissyLady, że się boi, czy coś w tym stylu. Ilekroć sobie dawałem spokój, to się odzywała, żeby mnie znów zachęcić. No i się wkręciłem. A jak zaczynałem coś więcej działać, to się wycofywała. Właśnie sobie ostatecznie odpuściłem dziś, bo już mam tego dość. Męczą mnie osoby, które żalą się przed całym światem, jakie to są nieszczęśliwe i biedne, a jednocześnie nie dostrzegają, jak toksyczne są dla innych. Trochę mi teraz ta moja ostatnia właśnie przypomina MissyLady. Niedawno się widzieliśmy, była chora. Żaliła się, jak to przyjaciele ją zostawili w chorobie i jak oni mogli i że to straszne. Pytam nazajutrz przez SMS (miała chore gardło) jak się czuje. Mówi, że nie najlepiej i że nigdzie nie wychodzi, żeby szybko wyzdrowieć. No to jej pisze, że mogę jej kupić coś wieczorem, jak będę szedł do sklepu. Zero odpowiedzi. Nic, olewka - żeby chociaż "dziękuję, nie trudź się". Bo to tak fajnie się nad sobą poużalać. Taka forma egoizmu.