Ja również będę bronić Autorki, nie we wszystkim, bo w niektórych momentach przesadziła (nie wiem, czy było to podyktowane jakąś konkretną sytuacją, i było pisane pod wpływem jakiegoś zdarzenia, czy to ogólnie jej zdanie na ten temat? - jeśli to drugie to za surowo ocenia rodzinę. szkoda że już się nie wypowiada na forum dalej). Na pewno będę bronić jej w tym, że wydanie na świat dziecka to rzeczywiście powinna być świadoma i bardzo dobrze przemyślana decyzja, bo potem cierpią i dzieci, i rodzice. Ja osobiście nie znam spełnionego i w pełni zdrowego psychicznie dziecka rodziców, którzy dziecko traktowali jak niemiłą niespodziankę od losu, wpadkę. O tym jednak autorka nie napisała więc przepraszam za dygresję. Ale ma to związek z tematem: jak decydujesz się na dziecko, to musisz mieć pewność że mu zapewnisz godziwy byt.
Druga sprawa: pieniądze. Moim i nie tylko moim chyba, zdaniem, wydawanie dzieci na świat tylko po to, by podzieliły nasz los (jeśli finansowo był niedoskonały, a raczej powiem: trudny) jest skrajnym egoizmem. Po co rodzisz to dziecko, jak z góry wiesz, że będzie tak samo biedne jak Ty jeśli się z biedy nie wybiłeś, nie zdołałeś (jeśli jesteś z biednej rodziny) albo nie dajcie niebiosa, jeszcze biedniejsze? Dzisiejszy świat to dżungla, przez którą się trzeba pazurami przebijać, tutaj trzeba mieć wkład intelektualny i materialny, dziecka trzeba czegoś nauczyć! Na przykład zaradności, przedsiębiorczości, zgadzam się z Autorką że jak się wchodzi do domu i widzi że rodzice ciągle tylko oglądają TV to nie ma się poczucia, że warto i że trzeba się wybić ponad normę. i bzdura że jak każdy chce to każdy się sam nauczy, nonsens! Osoby z biedy, z rodziny bez tradycji inteligenckich jeśli dogoniły tych lepiej przygotowanych to na zasadzie jednostek. Mała szansa że karierę naukową zrobi koleś któremu ojciec wybija z głowy studiowanie i każe mu wypierniczać z domu jak tylko osiągnie pełnoletniosć. a znam takich, jakie to zwierzęce, jakie dziadoskie! Za granicą potem chłopaczyna wykonuje taką samą pracę jak murzyn który ani be ani me nie powie tylko zrywa owoce (bez rasistowskich zapędów, choć to tak zabrzmiało, daje tylko przykład), no jak ktokolwiek po 3 klasach podstawówki. A chłopak miał potencjał, do języków, do chemii, tylko jego zapał został stłamszony. Za co się miałby utrzymać i jak niby na ścisłym kierunku zwanym chemią???? Ćwiczenia do wieczora, masa zadań, tragicznie trudne kolokwia, ludzie, owszem człowiek z SOCJOLOGII może sobie kurczaki smażyć w KFC, pracować dużo i studiować dziennie, i on zda, ale naprawdę DOBRE kierunki wymagają pomocy finansowej rodziców aby chłopak/dziewczyna sie utrzymali. Bo po prostu nie ma kiedy pracować chyba że nocami, a na drugi dzień wstać nieprzytomnym i nic na laboratorium nie zrozumieć.
Według mnie, pochwalić należy rodziców dziewczyny za to, że mimo że sami nie byli wykształceni to dali jej wykształcenie, pomagali i chcieli by córka miała lepiej. "Każdy orze jak może", oni pewnie ile mogli tyle dali. Poza tym kiedyś były inne czasy, prawie każdy "nic" nie miał. Teraz jest bardziej brutalnie i odniosę się do lat 2000 i dalej - moim skromnym zdaniem jak w dzisiejszej Polsce ktoś płodzi dzieci nie mając im nic do zaoferowania, jest komplenie nieodpowiedzialnym egoistą. No chyba że wyśle potem dzieci do chłodni do U.K. za marne grosze pracować dla KFC i innych. Bez sensu, powielanie biedy.