Nie zmienię konta, bo już teraz nie ma co z niego wypłacać, ale zablokowałem jej dostęp internetowy, zablokowałem kartę i jeszcze muszę iść do banku, usunąć ją jako współwłaściciela.
Podobne tematy
a co zrobisz, żeby zabezpieczyć się przed kredytem, pożyczka którą zaciągnie żona ?
Zastanów się nad rozdzielnością majątkowa.
Inaczej popłyniesz na długach które narobi.
Może to ją otrzeźwi, zmusi do popracowania nad sobą, znalezienia pracy,
byc może refleksji nad Waszym związkiem...
Wiem, dlatego spotykam się z prawnikiem, żeby ogarnąć temat, jak zrobić rozdzielczość itd. o czym zresztą wczoraj ją poinformowałem, że skoro twierdzi, że ona nie musi za nic płacić, to niestety taki krok jestem zmuszony zrobić.
SM - Te pieniądze które do tej pory jej dajesz robisz to poprzez przelew na konto czy gotówka ?? Chodzi o ewentualne potwierdzenie przed ewentualnym sądem ze w okresie jak nie mieszkacie razem , mimo wszystko miałeś wkład finansowy na syna. Widząc co robi Twoja żona musisz sie zabezpieczyć takimi papierkami aby przed sądem nie powiedziała ze do syna sie nie dokładałeś.
Ja na twoim miejscu starałabym sie już o separacje. W jej sytuacji finansowej może pokusić sie na jakieś małe kredyty ( mimo ze nie pracuje ) a jeśli nie ma separacji ty również będziesz odpowiedzialny za te kredyty jako małżonek .
Mam potwierdzenia przelewów i potwierdzenia wypłat z bankomatów za pomocą jej karty. Raz tylko dostała za pośrednictwem syna "do ręki". Co do kroków, jakie muszę podjąć, to we wtorek będę mądrzejszy.
Współczuję tego, co się u Ciebie dzieje:(
Okropne jest trwanie w takim zawieszeniu.
Zbieraj też rachunki za rzeczy które kupujesz synowi, za kino , basen itp. wszystko się przyda bo żona pewnie podniesie zarzut że nic kasy nie dawałeś.
No z tym będzie problem, bo przez całe wakacje, jak gdzieś go zabierałem, to wszystkie paragony, bilety itd lądowały w koszu, bo nie przypuszczałem, że tak się zakończy nasze małżeństwo. Teraz zbieram, ale kilkaset zł poszło w niepamięć.
No z tym będzie problem, bo przez całe wakacje, jak gdzieś go zabierałem, to wszystkie paragony, bilety itd lądowały w koszu, bo nie przypuszczałem, że tak się zakończy nasze małżeństwo. Teraz zbieram, ale kilkaset zł poszło w niepamięć.
Jesli płaciłes karta to masz wyciągi z konta , no chyba ze była tylko gotówka
A moze masz jakies zdjecia z wakacji ?
Wakacji wspólnych nie spędziliśmy, tzn nie byliśmy na żadnym wyjeździe, tylko wyjścia nad wodę i to kilka razy tylko, bo oni non stop siedzieli w górach. Kartą płacę zawsze tylko za podstawowe zakupy, a jakieś wypady, tylko gotówka. Ale to przeżyję, to tylko kilkaset zł, a ja wiem, że je wydałem na dobry cel i syn też to wie, więc to mi wystarcza.
Współczuję tego, co się u Ciebie dzieje:(
Okropne jest trwanie w takim zawieszeniu.
dlatego musi działać, bo może to zawieszenie tylko problemy większe przynieść
powodzenia SM78
Napisałam Ci meila ![]()
Sprawdź.
Odebrane, odpisane, dzięki.
SM
Nie chcę pisac a nie mówiłam bo to tak nic nie da, ja po prostu wiem jak to się kończy, a strona porzucona boi sie zrobic jakikolwiek krok bo tkwi w matrixie majac nadzieję ze wszystko będzie cacy, jak dawniej.
Zrozum wreszcie ze ona nie jest juz Twoim przyjacielem i jest jej wszystko jedno czy mssz co jeść, gdzie spać.
Odpowiadając na Twoje pytanie, tak macie wspólne zobowiązania te stare też.
Odpowiadając na Twoje pytanie, tak macie wspólne zobowiązania te stare też.
Czyli jest szansa, że jeżeli ja tylko płacę za wszystko, to jej część będzie do "rozliczenia"? Mimo tego, że nie pracuje?
341 2014-10-10 13:06:20 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-10-10 13:07:13)
stokrotka1978 napisał/a:Odpowiadając na Twoje pytanie, tak macie wspólne zobowiązania te stare też.
Czyli jest szansa, że jeżeli ja tylko płacę za wszystko, to jej część będzie do "rozliczenia"? Mimo tego, że nie pracuje?
Dopiero przy podziale majątku przez sad bedziesz mogl to z nia "rozliczyć "
A takie sprawy majątkowe czasowo sie ciągną jesli wcześniej sami sie nie dogadacie.
Odp. na meila .
SM78 napisał/a:stokrotka1978 napisał/a:Odpowiadając na Twoje pytanie, tak macie wspólne zobowiązania te stare też.
Czyli jest szansa, że jeżeli ja tylko płacę za wszystko, to jej część będzie do "rozliczenia"? Mimo tego, że nie pracuje?
Dopiero przy podziale majątku przez sad bedziesz mogl to z nia "rozliczyć "
A takie sprawy majątkowe czasowo sie ciągną jesli wcześniej sami sie nie dogadacie.Odp. na meila .
O to mi chodziło właśnie. Bo wczoraj jak mi powiedziała, że poda mnie o alimenty, to powiedziałem, że ja robię podział majątku i żeby się nie zdziwiła, jak to ona będzie mi musiała dopłacić, na co ona się roześmiała i powiedziała, że chyba jestem chory, że ona mi da jakieś pieniądze, więc odpowiedziałem tylko, że się okaże jeszcze kto się będzie ostatni śmiał.
Na maila odpisałem. Dzięki.
rób co masz robić, nie wdawaj się z nic nie wnoszące rozmowy, przerzucania co kto i kiedy i jak
szkoda nerwów stresu a może i dzieciaka słuchającego
Wiem, wiem, ale to ona zaczyna takie gadki i prowokuje mnie. Nigdy nie myślałem, że kiedyś będę miał do niej taki stosunek jak teraz. Z mojej jedynej księżniczki, zmieniła się w zimną i podłą sukę.
SM78
to po co w to wchodzisz? Dam wchodzisz w te dyskusje, rozłączasz sie i tyle i to ja wkur***, sam zobaczysz. Obojętność, do tego trzeba dążyć.
Jest ktoś 3-ci czuje to, a ja sie rzadko myle jesli o to chodzi...
Macie rację Stokrotka i tenniedobry, następnym razem, jak zadzwonię do młodego, a ona odbierze, to zapytam, czy ma coś sensownego do powiedzenia, a jeżeli nie, to się po prostu rozłączę.
Z tym 3-cim, to muszę się jakoś zainteresować tym tematem, bo też mam coraz bardziej takie myśli. Ostatnio, tydzień temu, jak młody był u mnie, to powiedziałem mu, żeby zadzwonił do mamy, żeby po niego przyszła, bo ja nie dam rady go odprowadzić i o godz. 13:00 zadzwonił, a ona, że jest jeszcze w "sąsiedniej miejscowości", bo wraca od koleżanki i czeka na autobus. Hmm z tego co pamiętam, to jej wszystkie koleżanki stamtąd są mężatkami i maja dzieci, więc raczej nie stołowała się u niej całą noc i pół dnia. Wiem, koleżanka mogła być akurat sama i to wykorzystały na pogaduchy, ale taka sama sytuacja było jakieś 3-4 tygodnie temu, ale wtedy nie zwróciłem na to aż tak wielkiej uwagi. Muszę jakoś dyskretnie się dowiedzieć, gdzie tak jeździ.
Zanim to przeczytałam napisałam meila .
Moi intuicja tez mówi o trzecim.
A do tej pory intuicja mnie nie zawiodła.
348 2014-10-10 14:04:19 Ostatnio edytowany przez stokrotka1978 (2014-10-10 14:04:52)
Ta wrogości i obojetnosc na krzywdę jest po prostu typowa dla zdradzaczy... .
Ta wrogości i obojetnosc na krzywdę jest po prostu typowa dla zdradzaczy... .
jest, ale nie zawsze, czasem se juz tak pod murem przez zycie postawionym, ze innego wyjscia nie ma ![]()
Nie wiem już sam, co mam o tym myśleć, ale na pewno zaczynam działać.
Ryba - mail odebrany, dzięki.
Tenniedobry
jakim murem? Mowisz o sobie bo jak dobrze pamiętam to sam zdradziles? Wytlumacz mi to?
Tutaj zona Autora sie wyprowadzila i traktuje go jak śmiecia.
Tenniedobry
jakim murem? Mowisz o sobie bo jak dobrze pamiętam to sam zdradziles? Wytlumacz mi to?Tutaj zona Autora sie wyprowadzila i traktuje go jak śmiecia.
Stokrotko Tenniedobry nie jest zdradzaczem , zawinił w inny sposób .
Tenniedobry
a zatem przepraszam, moja paniec juz szwankuje, kurcze. Ale i tak nie rozumiem :-)
ryba
dziękuję
Tenniedobry
a zatem przepraszam, moja paniec juz szwankuje, kurcze. Ale i tak nie rozumiem :-)ryba
dziękuję
Jestem zdradzaczem,
przecież czy nie zdradzilem swoim zachowaniem zaufania żony, jeśli ktoś robi coś za plecami drugiej osoby to czy nie jest to zdrada?? Ale to nie mój temat i w dodatku to nie takie wszystko jasne ze tylko alkohol
wracając do tematu
ja nie wiem na ile jest prawdy w tym wszystkim, wiem ze prawda jest zawsze gdzieś po środku, a do tego trzeba by nam jego żony opowieści
fakt jeden ze czymś sobie na to zasłużył
fakt drugi jeśli zasłużył to i tak powinna sie zachowywać, jak normalny człowiek, co jak wiecie często jest problemem, w takich sytuacjach,
po 3 intuicja intuicja, a.z.kobiety robimy puszczalska w tym momencie, a chyba nie o to chodzi, dowodów nie ma!!
W dodatku wydaje sie mi ze po prostu jeśli nie chce znim być dalej, ma do niego wielki żal być może za zmarnowany czas??
Sprawy kasowe zawsze są ciężkie, to muszą rozwiązać na papierze, przepychanki które sie mogą pojawić na pewno nic dobrego nie wniosą jeśli wogóle cos wniosą
nie oceniajmy kobiety na podstawie kilku szczatkowych informacji,
ją zawsze starałem sie bronić ludzi, do momentu aż nie było wszystko jasne
do Ciebie SM78,
no stary rób co masz zrobić, dzialaj, olej czy z kimś czy nie czy tak czy co, to jak widzisz temat zamknięty drazenie go nic już nie pomoże, ani ci nie wróci,
gdzieś tam przespales czas w którym miałeś wpływ jakiś na to, i taki efekt,
teraz księżniczka sie zamieniła z brzydkiego trolaa
Spytaj sie której kolwiek z dziewczyn co w takiej sytuacji, każdy ci powie kasa, kasa o jeszcze raz.kasa, kasa na zapewnienie egzystowania, kasa na wychowanie,.kasa kasa, wez nie dziw sie żonie ze dobrze myśli, chce urwać coś dla siebie,
ale.musisz w sądzie sprowadzić ją na ziemie, bo to trochę jakby nie wiedziała ze to z czymś sie wiaze, a z drugiej strony tobie jakąś nieodpowiedzialność zarzuca, sama dw facto teraz będąc nie odpowiedzialna,
to taki moje po krótce przemyślenia,
powodzenia
tenniedobry
zupełnie się nie zgadzam z tym że prawda jest po środku. Ja rozumiem odejść czy uciec od alkoholika, przemocowca, zdradzacza to co innego. Po prostu jest ktoś trzeci na tapecie, pewnie się zauroczyła albo zakochała i dlatego męża traktuje jak wroga i skarbonkę.
...Ja rozumiem odejść czy uciec od alkoholika, przemocowca, zdradzacza to co innego...
Stokrotko, czyzbyś nie dopuszczała odejścia czy ucieczki od małżonka, jeśli w zasadzie żadnych z powyższych powodów nie ma?
Życie czasem potrafi zaskakiwać ![]()
Fakt, biorąc na logikę - skoro nie ma niczego z tych rzeczy - dlaczego opuszczać? Owszem, moze być "ktoś trzeci", a moze być też ...odkryta w sobie niechęć (ot tak) do dalszego zycia z tą osobą - tzw. uczucie okazało sie byc wydmuszką, a związek małżeński zwykłym, niewygodnym ograniczeniem wolności. Stąd juz tylko krok do niechęci, niszczenia, uprzykrzania życia tej niechcianej osobie.
I niekoniecznie - tenniedobry2 - prawda "musi leżeć po środku". Czasem mają miejsce wydarzenia, traktowanie, zachowanie nieadekwatne do przewinienia, o ile jakieś przewinienie jest. Czasami bez przyczyny.
Z małżonki Autora wychodzą teraz najgorsze cechy, mimo, ze nie ma żadnych chyba podstaw do takiego traktowania...
Przykre to.
kosmiczny nick
bo ja nie traktuję małżeństwa lekko, że sobie można zabrać zabawki i odejść bo mi się nie podoba, bo mąż chrapie, nie sprząta po sobie. Dlatego małżeństwo musi być przemyślane. Prawda, ze ludzie się zmieniają, ale ja uważam, ze jak nie ma nic gorszego niż zwykłe niedopasowanie się to zawsze można usiąść i się dogadać, iść na terapię.
...uważam, ze jak nie ma nic gorszego niż zwykłe niedopasowanie się to zawsze można usiąść i się dogadać, iść na terapię.
Też tak zawsze myślałem... Że spokojną rozmową można załatwić nieporozumienia czy sporne kwestie. Że kazdy konflikt w taki cywilizowany sposób można zażegnać. Życie jednak - jak widzimy - pokazuje, że sporo jest osób, które wolą "zabrać zabawki"...
kosmiczny nick
wiesz, ja mam takie podejście, mnie inni nie obchodzą. Ja poważne podchodziłam do małżeństwa i uważałam, ze zawsze się można dogadać, za wyjątkiem spraw, o których wspomniałam.
kosmiczny nick
wiesz, ja mam takie podejście, mnie inni nie obchodzą. Ja poważne podchodziłam do małżeństwa i uważałam, ze zawsze się można dogadać, za wyjątkiem spraw, o których wspomniałam.
Mnie "inni" również nie obchodzą. Może to tak zabrzmiało, takie ...zbytnie uogólnienie. Pisząc, ze inni miałem na myśli np. jakąś najbliższą osobę, z którą okazała sie taka rozmowa niemożliwa.
stokrotka1978 napisał/a:...Ja rozumiem odejść czy uciec od alkoholika, przemocowca, zdradzacza to co innego...
Stokrotko, czyzbyś nie dopuszczała odejścia czy ucieczki od małżonka, jeśli w zasadzie żadnych z powyższych powodów nie ma?
Życie czasem potrafi zaskakiwać
Fakt, biorąc na logikę - skoro nie ma niczego z tych rzeczy - dlaczego opuszczać? Owszem, moze być "ktoś trzeci", a moze być też ...odkryta w sobie niechęć (ot tak) do dalszego zycia z tą osobą - tzw. uczucie okazało sie byc wydmuszką, a związek małżeński zwykłym, niewygodnym ograniczeniem wolności. Stąd juz tylko krok do niechęci, niszczenia, uprzykrzania życia tej niechcianej osobie.
I niekoniecznie - tenniedobry2 - prawda "musi leżeć po środku". Czasem mają miejsce wydarzenia, traktowanie, zachowanie nieadekwatne do przewinienia, o ile jakieś przewinienie jest. Czasami bez przyczyny.
Z małżonki Autora wychodzą teraz najgorsze cechy, mimo, ze nie ma żadnych chyba podstaw do takiego traktowania...
Przykre to.
no jak mleko się rozleje to zawsze jest przykro ![]()
a mówiąc o prawdzie po środku mialem, na myśli, cały opis przez autora, od początku, plus długości związku, wieku, poziomu wtajemiczenia tego związku
musiało nastąpić, jakieś przerwanie granicy, nie wierze że tyle lat kobieta brnęła w coś co jej nie odpowiadało, że teraz ot tak swoje "zabawki" chce zabrać
czy to ktoś"trzeci", czy to wizja czegoś lepszego, nowego, czy po prostu tak duża wielokrotność dawania znaków, których może i autor w wiekszości nie widział
kurde to nie związek 2 letni,
więc trochę mnie nie dziwi taka obrona siebie poprzez ewentualny atak
traktuję to jako luźne przemyślenia, sam swoje puzzle od niedawna na nowo układam
na szczęście dalej z tą samą partnerką
pozdr
SM a co tam u Ciebie ??
Witam,
no nie piszę nic na razie, bo nie mam o czym za bardzo. Mam teraz taki stan zawieszenia, tzn. nie myślę o tej sytuacji, tylko żyję obecnym dniem. Mam tak rozplanowany tydzień dla siebie i syna, że praktycznie nie mam czasu na nic. Praca, dom, czas dla syna, czas dla siebie i tak w kółko. Z żoną zero kontaktu, sprawy finansowe załatwiam powoli i tak życie ucieka. Obecnie uważam, że nie jest źle z moją głową i samopoczuciem, a to dla mnie teraz jest priorytet.
Witaj Autorze!
Piszę pierwszy raz.
Trochę prześledziłam twój wątek i przykro mi mówić ale wydaje mi się, że twoja żona "gdzieś indziej" zaangażowała się emocjonalnie. Ona "tam" teraz jest emocjonalne. I jest czymś naturalnym, że do Ciebie ma "pustkę". Nie potrafi na dwa fronty.
Chciałabym się mylić z tymi podejrzeniami.
Kobiety (teraz trochę uogólniam) jak im w związku coś nie pasuje to raczej walczą, robią wyrzuty, próbują tych swoich "niedojrzałych" i "niekumatych mężów" czegoś nauczyć, coś uświadomić.
A ona sobie poszła.
Jeżeli Ci na niej zależy (może nawet i pomimo "trzeciego") pozastaje Ci szczera rozmowa z nią i pójście na terapię małżeńską. Gdzieś coś tam wcześniej pisałeś, że może ona by nawet się zgodziła na terapię.Próbuj. Rozmawiaj.
Dotrzyj do SEDNA SPRAWY. W końcu to Ty jesteś jej mężem i to od wielu lat.
Czy da radę to naprawić?
Pozdrawiam
Dziękuje Oliwka za wypowiedź.
Terapia odpada, bo na początku proponowałem to, ale ona nie chciała, więc dla mnie temat został zamknięty. Jeżeli chodzi o nasz związek, to tak, robiła wyrzuty, czepiała się, a że to źle, a że tamto, wymagała ode mnie, sama nie robiąc nic ze swoimi "wadami". Nie wiem nadal czy jest ten trzeci, czy ona po prostu jest w zawieszeniu, w jakim jest. Jeżeli ktoś jest, to dla mnie to już definitywny koniec, jeżeli ma nadal bałagan w głowie, to nie wiem co czas przyniesie. Jedno wiem na pewno, że obecnie, te ostatnie 4 miesiące, no prawie już pięć zmieniły mnie strasznie. Pisałem już chyba o tym wcześniej, ale nigdy nie przypuszczałem, że jeżeli taka sytuacja nastąpi, to dojdę do tego etapu, że to ja nie będę chciał. Mi jest teraz dobrze, tak jak jest albo po prostu tak mi się wydaje.
Czasami warto mieć dłuższy czas na przemyślenia. Popatrzeć na coś z dalszej perspektywy. Odnaleść trochę siebie samego. Mówię tu o Twojej żonie ale i o Tobie. Ja czasami też bym chciała sobie odpocząć od swego męża. Tak, żeby złapać oddech ale nie jest to możliwe, bo mamy stadko dzieci
. One są dla mnie bardzo ważne i dlatego ciągle dążę do tego aby z mężem być w dobrych relacjach. A nie jest to łatwe.
Miałam nadzieję, że masz jeszcze wolę walki o wasz związek. Warto poczekać na dogodną chwilę i szczerze porozmawiać, żebyś wiedział z czym się mierzyć i co chcesz z tym dalej robić.
Powodzenia
Właśnie mój główny problem w tej sytuacji jest taki, że czym dłużej to trwa, to bardziej widzę koniec w czarnych barwach. Ten płynący czas ciągle przynosi coś nowego, co raz więcej widzę w sobie zmian, zmian na lepsze, które kiedyś tylko siedziały we mnie w środku i nie potrafiłem ich pokazać na zewnątrz. Nie wiem dlaczego, nie obwiniam za to w 100% mojej żony, ale coś chyba powodowało, że przy niej nie mogłem/nie chciałem do końca być sobą. I każdy w kółko mi mówi, że jestem za dobry, że jestem za miękki w pewnych sytuacjach, ja zawsze próbuję iść na kompromis, zrobić tak, żeby było dobrze i po myśli osoby, którą kocham. Problem w tym, że ona jest strasznie uparta i nie potrafi czasami tego kompromisu znaleźć, a nawet jeszcze dolewa oliwy do ognia. I to mnie martwi, czy chcę być nadal z taką osobą? Czy ona potrafi się zmienić w takim stopniu, żebyśmy mogli razem żyć, żebyśmy sobie doszczętnie ufali, wspierali się i żeby słowo małżeństwo było w pełni jego znaczenia w naszych głowach i czynach?
Przez ten czas rozstania zmieniłem w sobie dużo, zauważyłem wady swoje i jej. Ja mówiłem o tym głośno, a ona tylko mówiła, że widzi to, ale ani razu nie padło z jej ust słowo, że ona też chce się zmienić. Utrwalała mnie tylko w przekonaniu, że to wyłącznie moja wina i ja mam czekać, aż księżniczka powie, że jednak zrozumiała, że chce być dalej ze mną.
W 100% Cię rozumiem SM78. Gdyby nie podejrzenia mojej żony o BPD, pomyślałbym że mam zupełnie podobny przypadek. Zresztą czytam Twój wątek od początku.
SM78 co u Was?
Ponawiam pytanie
SM78 co u Ciebie ??
jak znajdziesz chwile tudzież przypomnisz sobie o forum
daj znać jak dalej potoczyły się Twoje losy.
...a póki co pozdrawiam ![]()