czyż nie jest tak że czas goi rany? wspomnienia mogą pozostać ale rany się z czasem zabliźniają. ![]()
Podobne tematy
197 2014-09-04 06:10:54 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-09-04 06:13:23)
czyż nie jest tak że czas goi rany? wspomnienia mogą pozostać ale rany się z czasem zabliźniają.
Tak się mówi, że czas leczy rany, tylko niestety wspomnienia potrafią rozdrapywać te rany
i to po długim czasie.
Generalnie to po czasie nie pamięta się tego złego co było w związku lecz wspomina to dobre, to fajne i żal doopę ściska, że już tego nie ma i nie będzie.
A wyobraźnia cały czas pracuje i mówi co by mogło być gdyby........
198 2014-09-06 21:55:37 Ostatnio edytowany przez SM78 (2014-09-06 22:03:49)
Taki spontan dzisiaj
z nudów coś porobiłem
edit:
nie wiem, jak wrzucić org rozmiar ![]()
sm78 przeczytaj moj watek sprzed ponad roku i ja nadal nie wiem jak zyc , a i pare kobietek się przewinelo w te 14 mies , a żona od polowy kwietnia chce wrocic , fakt ,że ona odeszla do innego u Ciebie prawdopodobnie zdrady nie bylo , ale trzymaj się i na pewno bedzie Ci lepiej tak jak i mi . Pozdrawiam http://www.netkobiety.pl/t57344.html
Witaj Stefan,
przeczytałem Twoją historię i powiem Ci, że ostatni post zwalił mnie z nóg (tak, ten napisany wczoraj, po ponad rocznej przerwie). Czekam, na opis ostatniego roku, co tam u Ciebie się wydarzyło, ale powiem Ci jedno. Jak ja bym miał taką sytuację jak Ty, to nie miałbym o czym tu pisać. Chyba, że w dziale szczęśliwa miłość, miłość z inną kobietą. Jak Ty możesz tak to ciągnąć? Chłopie, ja myślałem, że Ty już dawno masz ułożone życie bez byłej żony, a Ty się zastanawiasz nadal jak żyć? Że ona chce wrócić do Ciebie, będąc nadal z tamtym fagasem? Sory, ale myślałem, że to ja jestem ciapkiem ![]()
201 2014-09-07 19:28:14 Ostatnio edytowany przez stefan71 (2014-09-07 21:57:09)
Dlatego Ci to napisalem , zebys zrozumial ,ze to nie takie proste jak Ty napisales , po krotkim czasie od rozstania ,ze masz nowa kobietę , ze koniec z żona itd , ja tez przechodzilem ,przez rozne etapy zauroczenia z roznymi kobietami i chce Ci tylko powiedziec ,ze rozwiesc ,zawsze sie zdazysz , na razie walcz o rodzine ,a nadal mysle o zonie Ja spotykam sie od kilku mies z fajna kobietka i dopiero teraz czuje ,że mogloby cos wyjsc , a nadal mysle o zonie ,a moze glownie o synu i o tym co bylo fajnego przez 20 lat w poprzednim zwiazku i 15 lat malzenstwa .
Po raz kolejny piszę: nie mam żadnej innej kobiety. Gdzie Wy to wyczytaliście? Ja obecnie tylko spasowałem z walki o żonę i czekam co czas przyniesie. Ale moja sytuacja, przy Twojej to pikuś ![]()
sm78 jak by co to ja nic ni napisalem ,ze Twoja zona kogos ma , ja czytalem caly Twoj watek i nigdzie nie ma napisane ,ze ona kogos ma . Pozdrawiam
Stefan, chodzi mi o post nr 201, w którym napisałeś, że mam jakąś nową kobietę. Nie, nie mam.
SM78
jak sie sprawy mają? Czytam Twoj wątek i jestem zbudowana mocno!
Stokrotka
u mnie jakoś leci. Myślę, że do przodu, ale mogę się mylić, bo sama wiesz, są wzloty i upadki
Nie poznaję samego siebie. Jak z takiej emocjonalnej osoby, osoby, która jakiś czas temu żyła tylko miłością, uczuciem do kogoś, która nie potrafiła z nikim rozmawiać o innym temacie niż żona, miłość do niej itd, nagle staje się zimny, nieczuły i jakiś taki inny? Dla mnie nie ma obecnie myśli o niej, o tym, że nagle dzwoni i mówi, że chce wrócić, spróbować i to jest straszne. I nie wiem naprawdę czy tak czas ułożył scenariusz, ale masakra jakaś. Parę dni temu zadzwoniła do mnie, bo sobie przypomniała po 3 m-cach, że zostawiła w domu ciężarki do ćwiczeń (ta kolejna maniaczka brzyduli Chodakowskiej) i czy może po nie podejść. Ja mówię, że np ale dopiero po 18, bo idę biegać, więc przyszła z młodym pod blok i zadzwoniła, że on po nie przyjdzie (nie wiem czy chciała, żebym zaprosił jednak ją do góry, ciężko stwierdzić
), ale wpuściłem syna, wziął i po temacie. Ogólnie syn mi mówi, że coś tam sobie nową fryzurę zrobiła, ale jakoś mnie to nie rusza:) ja nie wiem co jest, ale ja bym już to dawno zakończył, gdyby nie pewne sprawy ![]()
SM78
to jest pewnie naturalna ochrona organizmu. Niedługo wyjdziesz na prostą, jestes silny facet i który wie czego chce. Ja niestety jestem pewna ze Twoja jż kogoś ma, ale to kwestia czasu jak sie wyda. Zycze najlepszego!
Dzięki i wzajemnie
A powiem jeszcze, że teraz tak sobie myślę, czy czasami nie chciałbym, żeby ona jednak kogoś miała i żeby wyszło to na światło dzienne. Bo to by bardzo ułatwiło mi pewne ruchy, bo i tak obecnie nie widzę nas znowu razem. A ile można ciągnąc taki stan zawieszenia.
SM78 - poczekaj jeszcze te 3 miesiące, które potem będą stanowiły dla sądu dowód rozpadu pożycia małżeńskiego ( od pół roku się liczy).
W sprawie powrotu żony nie możesz zrobić absolutnie nic. Teraz to ona powinna się czołgać.. nie robi tego i w zasadzie jej plany na życie nie są znane.
Być może potem Ty już nie będziesz widział dla Was żadnej szansy, nawet jeśli ona by się opamiętała.
Coś w Tobie pękło.
A postawa jaką przybrałeś stanowi właśnie barierę ochronną, pancerz.
Na dzień dzisiejszy to lepsze bo mógłbyś stracić zdrowie, w takiej sytuacji to nie jest wcale trudne. Organizm bardzo reaguje na stres. U Ciebie zareagował właśnie tak - lekkim znieczuleniem.
Trzymaj się ciepło i dbaj o siebie. Trzymam mocno kciuki za Twoje szczęście.
Dzięki Betsy i również życzę najlepszego.
Najgorsze jest, że ona nadal nie znalazła pracy, a odprawa się kurczy pewnie. I za jakiś czas zaczną się pewnie podchody i rozmowy o finansach. Wczoraj już mnie zirytowała, bo po odprawie pożyczyła mi trochę kasy. W lipcu oddałem jej część i zostało mi 300 do zwrotu, ale umówiłem się z nią, że jak będzie potrzebowała, to mam mi dać znać, to jej oddam. Tylko nie spodziewałem się, że tak szybko to nastąpi
I zadzwoniła wczoraj, że potrzebuje tą gotówkę, bo młodego na angielski zapisała i musi zapłacić część za ten kurs
Powiedziałem, że nie mam na teraz, ale w sumie później pensja mi wpłynęła, więc przelałem na konto. Napisałem, że kasa poszła, to nawet nie odpisała hehe. Tylko ona nie umie zrozumieć chyba jednego tematu, że ja płacę wszystkie rachunki, kredyty i zostaje mi na życie 300-500 zł. Wczoraj jej dałem tą kasę plus pooddawałem jakieś tak długi z poprzedniego miesiąca i zostało mi 230 zł. Dobrze, że wypłata już za miesiąc.
o cholera:(((
Chyba czas załatwić finanse na piśmie, co?
Przecież tak nie może być, nie może!!!!
czyżby żonka traktowała cię jak bankomat?? rodzice razem wychowują i razem łożą na dziecko.
to nie te czasy kiedy jedno z rodziców pracowało a drugie mogło pozwolić sobie na siedzenie w domu i wychowaniem i wychowywaniem pociech.
To znaczy, to był dług, że tak to nazwę. A normalnie, to ja jej co miesiąc daję po 200-300 zł, a to na książki do szkoły, a to na coś tam. Sam na młodego wydaję w trakcie naszych spotkań, spokojnie drugie tyle. No ale co mam zrobić. Powiem, że nie mam? Oczywiście, jeżeli zacznie się akcja z jej strony, że mam jej dawać większą sumę, to będę zmuszony zadziałać inaczej. Na razie jakoś daję sobie radę, więc nie chce robić "szumu". Chyba, że macie Panie jakiś pomysł, wskazówkę?
załatw finanse na piśmie w razie czego będziesz miał dowód że płaciłeś na syna. jeśli żona się nie zgodzi spróbuj jakoś ją podejść.
Witam,
a więc, żona dała mi kolejny przykład, jak mnie szanuje i jakie ma podejście do mojej osoby
Wczoraj miałem urodziny i ona nawet nie potrafiła napisać głupiego esa typu wszystkiego naj... Czy wymagam za dużo? Nie chciałem żadnych telefonów, maili, wystarczył krótki sms. No ale to bardziej mnie utwierdza w podjęciu pewnych kroków. Ale ogólnie trochę się uśmiałem z tego, że tak postępuje ze mną od dłuższego czasu i jaki ja byłem głupi, przez te ostatnie miesiące.
Witam,
a więc, żona dała mi kolejny przykład, jak mnie szanuje i jakie ma podejście do mojej osobyWczoraj miałem urodziny i ona nawet nie potrafiła napisać głupiego esa typu wszystkiego naj... Czy wymagam za dużo? Nie chciałem żadnych telefonów, maili, wystarczył krótki sms. No ale to bardziej mnie utwierdza w podjęciu pewnych kroków. Ale ogólnie trochę się uśmiałem z tego, że tak postępuje ze mną od dłuższego czasu i jaki ja byłem głupi, przez te ostatnie miesiące.
stary ja bym to traktował, w innym kierunku, wiedziała na pewno że liczysz na cokolwiek, nie bój się kobiety to nawet o dacie urodzin prababki dobrze wiedzą ![]()
więc była okazja żeby Ci dowalić
idąc tym tropem ona będzie mieć urodziny, Ty zapamiętasz ze ona Ci nie zlożyła, ty jej nie złożysz
i co
i kicha
olej to
life is brutal, pozdr
Ta, pamiętała, bo młodego wczoraj zabierałem i laurka była od niego, więc wiesz...
Ja to olewam, tylko śmiać mi się chce, że tak można się zachować, wiesz 13 lat, to coś tam znaczy i zwykłego esa wypada napisać. A właśnie, za 3 dni mamy rocznicę ślubu, kurde muszę już za prezentem się zacząć rozglądać. Tylko nie wiem czy kwiaty, czy coś z biżuterii?
![]()
218 2014-09-18 07:37:16 Ostatnio edytowany przez Amethis (2014-09-18 07:41:03)
Ta, pamiętała, bo młodego wczoraj zabierałem i laurka była od niego, więc wiesz...
Ja to olewam, tylko śmiać mi się chce, że tak można się zachować, wiesz 13 lat, to coś tam znaczy i zwykłego esa wypada napisać. A właśnie, za 3 dni mamy rocznicę ślubu, kurde muszę już za prezentem się zacząć rozglądać. Tylko nie wiem czy kwiaty, czy coś z biżuterii?
![]()
nie rób z siebie ciołka
kwiatki daj, pokaż że nie jesteś dupek, ale nie przesadzaj
nie ma co błyskotkami próbować na nią wpływać, chyba że Ci kasa się przewala
lepszy gest zrobisz, inwestując w coś dla dzieciaka, tylko nie kolejna zabawka, tylko coś z głową
zima stary idzie, kurtka buty, w ciul rozwiązań jest, żonę olej, sama musi oczy otworzyć, bo nic się nie zmieni
a ty o każdych urodzinach pamiętałeś, o każdej rocznicy, itd itp
może to jest jakiś odwet za coś co nawet nie pamiętasz, w złości, czy nerwie czy czymś tam w czym Twoja jest, nie licz, na optymistyczny scenariusz,
bo się będziecie do końca szarpać, obrażać, denenerwować, itd itp
no tak wiem, ze to wkurww ... ia, sam kilka razy tak miałem, i sam kilka zrobiłem,
ale akurat u mnie to już są odległe głupawe czasy
219 2014-09-18 07:42:02 Ostatnio edytowany przez SM78 (2014-09-18 07:43:26)
tenniedobry
no przecież żartuję. Musiałbym już upaść całkowicie nisko, żeby cokolwiek jej kupić z tej okazji. Dla mnie e tym roku rocznicy nie ma. A czy dobrze robię? Myślę, że tak.
edit.
oczywiście, że nigdy nie zapominałem o jej urodzinach, naszej rocznicy. Wiesz, to są dla mnie ważne daty, ale cóż.
tenniedobry
no przecież żartuję. Musiałbym już upaść całkowicie nisko, żeby cokolwiek jej kupić z tej okazji. Dla mnie e tym roku rocznicy nie ma. A czy dobrze robię? Myślę, że tak.edit.
oczywiście, że nigdy nie zapominałem o jej urodzinach, naszej rocznicy. Wiesz, to są dla mnie ważne daty, ale cóż.
u mnie wiesz akurat poranny testosteron
w pracy od 7, gotowość do działania, naładowane baterię, to tak trochę może inaczej patrze na to
wiesz co czy dobrze robisz, też Ci nie powiem, ale jeśli piszesz że zawsze pamiętałeś a teraz już tego nie będzie
czy to nie jest kolejny gwoździk do trumny ?!?!
ja na chwile obecna w Twojej sytuacji, wysłał bym kwiatki, poszedłbym ponad to wszystko,
nie w sensie moja mila wróć, ale w sensie pokazać, że stać Cię na coś więcej, mimo takiej sytuacji
honor honorem, godność godnością, ważne
ale czy de facto formalnie trwający związek, to nie jest coś ważnego,
honoru ani godności CI to nie ujmie, jak kwiatki wyślesz kurierem
takie moje zdanie, ale wiadomo rób jak uważasz
ale czy de facto formalnie trwający związek, to nie jest coś ważnego
Formalnie, dobrze ująłeś. Ale co poza tym? Dla mnie ten związek był ważny i to bardzo (sam zresztą wiesz) do 22 sierpnia. Wtedy pękło we mnie wszystko i dla mnie obecnie nie ma w głowie tej osoby, nie ma jej, rozumiesz? Co by musiało się zmienić, żebym chociaż trochę zmienił myślenie i działanie? Nie mam pojęcia. Teraz spędzam tylko czas z synem i to mi wystarcza. Wiem, że brzmi to strasznie, ale taka jest prawda, co będę ściemniał.
A odnośnie kwiatów, myślę, że nie przełamię się na taki gest. Nie chcę jej dawać kolejnego powodu do uśmiechu pod nosem. Uśmiechu szyderczego i wrednego.
tenniedobry2 napisał/a:ale czy de facto formalnie trwający związek, to nie jest coś ważnego
Formalnie, dobrze ująłeś. Ale co poza tym? Dla mnie ten związek był ważny i to bardzo (sam zresztą wiesz) do 22 sierpnia. Wtedy pękło we mnie wszystko i dla mnie obecnie nie ma w głowie tej osoby, nie ma jej, rozumiesz? Co by musiało się zmienić, żebym chociaż trochę zmienił myślenie i działanie? Nie mam pojęcia. Teraz spędzam tylko czas z synem i to mi wystarcza. Wiem, że brzmi to strasznie, ale taka jest prawda, co będę ściemniał.
A odnośnie kwiatów, myślę, że nie przełamię się na taki gest. Nie chcę jej dawać kolejnego powodu do uśmiechu pod nosem. Uśmiechu szyderczego i wrednego.
Ja Ci tylko piszę co ja bym zrobił, ja mimo tego że nie wiem co mnie czeka, chodź pracuję nad tym żeby już nie przyciągać do siebie problemów, i żeby wreszcie w spokoju żyć
nie wiem, co mnie czeka, wiem czego chce, ale życie daje w ddd i to zdrowo, i nie dziwie sie nikomu że sie poddaje bo to co kiedyś mi sie ciężkie wydawało, jest dla mnie pikusiem teraz
a nie jest mi wcale łatwiej niż wcześniej wręcz przeciwnie
ale do sedna
ja osobiście właśnie takim gestem sam siebie bym podniósł, i miałbym daleko czy to wywali, czy to będzie dle niej powód do śmiechu czy czego kolwiek,
lej na to z góry na dół, wiadomo rób jak uważasz,
ja tylko twierdzę że taki gest jest ponad tym, i może właśnie to sprawi że sam się lepiej poczujesz, nei wiem
nie jestem Tobą, ale nie uważam tego za poniżenie upodlenie, czy sie odkrycie, po prostu
jest związek formalnie tylko czy nie, zachowałbym sie jak facet z jajami
proste, a co ona sobie pomyśli zrobi, na to nie masz wpływu
i tak co Ci miała zabrać, to już zabrała,
no ale ja to ja a Ty to ty
miłego, pozdr
Masz rację, powinienem się zachować jak facet z jajami. Tylko które wyjście to pokaże? Kwiaty czy ich brak? Wiesz, to jest tylko gest, pamięć o czymś ważnym. Tylko czy ona zasługuje na to? Czy ja mam siłę na coś takiego? Bo może to coś zmieni, albo bardziej mnie pogrąży w jej oczach. A robiłem ostatnio dużo rzeczy, które sprowadziły mnie w pewnym momencie na dno i czy jest sens ryzykować ponowne opadnięcie na nie?
224 2014-09-18 09:02:55 Ostatnio edytowany przez Amethis (2014-09-18 09:08:44)
Masz rację, powinienem się zachować jak facet z jajami. Tylko które wyjście to pokaże? Kwiaty czy ich brak? Wiesz, to jest tylko gest, pamięć o czymś ważnym. Tylko czy ona zasługuje na to? Czy ja mam siłę na coś takiego? Bo może to coś zmieni, albo bardziej mnie pogrąży w jej oczach. A robiłem ostatnio dużo rzeczy, które sprowadziły mnie w pewnym momencie na dno i czy jest sens ryzykować ponowne opadnięcie na nie?
nie wiem jak kobietki tutaj, ale mi się wydaje
że ten BEZ JAJ to koleś co oleje, ważną jakby nie było sprawę, wobec chyba której nie powinno się przejść obojętnie, mimo stanu rzeczy jaki jest
zamawiasz kwiaty pod adres, żebys niemiał obiekcji, bez kartki, żadnej, chyba data doręczenia sama za siebie coś mówi,
a kwiat czy ich brak, sorry ich brak to dla mnie, i nie roztrząsałbym tego czy zasluguje, czy nie, czy Cie to pogrąży czy też nie,
czego ty sie boisz,
nie namawiam, ale chyba jeszcze jest Twoją żoną
nie pal mostów, nie pal
jeśli jestem w błędzie, neich mnie któraś koleżanka poprawi
obserwuje Twój topic, od początku, jakie stary dno,
żal smutek, nerwy, i w ciul innych spraw, ja to rozumie, sam przez to przechodziłem wielokrotnie przez te lata
ale uciekaniem, izolacją nic nie zmienisz, będzie Ci się wydawać ze się odbiłeś od dna, albo jakiegoś poziomu, miejsca, a stoisz w miejscu
pokaż kobiecie, bez żadnych zobowiązań nadzieji!!!, że masz wyjechane mimo tego wszystkiego
ja bym właśnie tym kierunkiem osobiście szedł,
nie mówię o ratowaniu, czego kolwiek, mówię o byciu ponad to,
będzie rozwód, spoko, masz podstawę, nie pamiętać o tej dacie, nie ma??
ale uciekaniem, izolacją nic nie zmienisz, będzie Ci się wydawać ze się odbiłeś od dna, albo jakiegoś poziomu, miejsca, a stoisz w miejscu
pokaż kobiecie, bez żadnych zobowiązań nadzieji!!!, że masz wyjechane mimo tego wszystkiego
ja bym właśnie tym kierunkiem osobiście szedł,
nie mówię o ratowaniu, czego kolwiek, mówię o byciu ponad to,
mam takie samo zdanie- bądź ponad to. Mój mąż spalił już wszystkie mosty za sobą. jeszcze parę miesięcy temu bym się tym strasznie zamartwiała- dziś jego zachowanie mnie już nie rusza, a nawet niekiedy bawi. niczego jednak nie można przekreślać, może kiedyś zdoła je odbudować, albo zbudować nowe z innego budulca? mamy dwóch chłopaków. Choćby dla nich warto. Ale to już od niego zależy, ja już nie czekam, niczego nie buduję. Niczego nie zaczynam, mogę jedynie pomóc, ale muszę widzieć dobrą wolę- a tej jak na razie nie widać. Tobie życzę jak najlepiej, może się kiedyś z żoną odnajdziecie?
ale uciekaniem, izolacją nic nie zmienisz, będzie Ci się wydawać ze się odbiłeś od dna, albo jakiegoś poziomu, miejsca, a stoisz w miejscu
pokaż kobiecie, bez żadnych zobowiązań nadzieji!!!, że masz wyjechane mimo tego wszystkiego
ja bym właśnie tym kierunkiem osobiście szedł,nie mówię o ratowaniu, czego kolwiek, mówię o byciu ponad to,
mam takie samo zdanie- bądź ponad to. Mój mąż spalił już wszystkie mosty za sobą. jeszcze parę miesięcy temu bym się tym strasznie zamartwiała- dziś jego zachowanie mnie już nie rusza, a nawet niekiedy bawi. niczego jednak nie można przekreślać, może kiedyś zdoła je odbudować, albo zbudować nowe z innego budulca? mamy dwóch chłopaków. Choćby dla nich warto. Ale to już od niego zależy, ja już nie czekam, niczego nie buduję. Niczego nie zaczynam, mogę jedynie pomóc, ale muszę widzieć dobrą wolę- a tej jak na razie nie widać. Tobie życzę jak najlepiej, może się kiedyś z żoną odnajdziecie?
mi się wydaje że szkoda energii i czasu na takie pseudo wojenki, mają być kiedys razem, czy nie mają
odstawić to na bok
ale mosty palić, to chyba każdy stwierdzi nie dobry kierunek jest, przynajmniej do momentu gdzie nie wie na czym stoi, nie ma rozwodu, nie ma separacji, mówię o na papierze
nie ma się co unosić,
podejmując decyzje dziś, wpływamy de facto na to co nas może spotkać jutro
a decyzja "dziś " może dużo wnieść do czekającej nas decyzji "jutro"
Żona olała Twoje święto, a Ty chcesz jej dać w zamian kwiaty? A niby z jakiej racji?
Od kiedy olewanie własnej osoby się wynagradza?
Lepiej zostaw kase na kogoś kto sprawdzi czy żona nie ma kogoś na boku.
228 2014-09-18 10:34:00 Ostatnio edytowany przez marek987 (2014-09-18 10:35:00)
Też jestem przeciwny dawania kwiatów. Skoro ona olewa Ciebie to nie ma sensu. A czy jest papier czy nie to już mniejsza różnica. Ważne jak jest w związku a nie na papierze.
Lepiej za te kasę zabierz małego do kina czy coś.
Ja miesiąc po rozstaniu do swojej Ex wysłałem sms z życzeniami urodzinowymi. Nawet nie podziękowała. Takie akcje nie mają sensu.
SM78 - moje zdanie na temat podejścia do zdradzaczy znasz, ale...
To co proponuje tenniedobry2 coś w sobie ma. Ja bym ten pomysł poważnie rozważył.
230 2014-09-18 10:54:38 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-09-18 10:55:54)
Ta, pamiętała, bo młodego wczoraj zabierałem i laurka była od niego, więc wiesz...
Ja to olewam, tylko śmiać mi się chce, że tak można się zachować, wiesz 13 lat, to coś tam znaczy i zwykłego esa wypada napisać. A właśnie, za 3 dni mamy rocznicę ślubu, kurde muszę już za prezentem się zacząć rozglądać. Tylko nie wiem czy kwiaty, czy coś z biżuterii?
![]()
SM78 ja Ciebie nie rozumiem.
Ona Tobie głupiego SMS-a nie przysłała a Ty się zastanawiasz czy kwiaty lub biżuteria.
Jestem w szoku bo tego się po Tobie nie spodziewałem.
Po tym co wcześniej pisałeś myślałem, że się powoli ogarniasz.
Tylko widzę, że niestety tak nie jest.
Nadal cierpisz, nadal przeżywasz i jestem przekonany, że chcesz jej powrotu.
A gdzie Twoja godność, gdzie szacunek do siebie?
Masakra.
Lex, przyjacielu
przecież napisałem, że to był żart z tymi kwiatami, taki sarkazm do wczorajszego dnia, spokojnie, nie zmieniłem swojego podejścia i samopoczucia. A temat się rozwinął, bo tenniedobry zaczął mieszać mi w głowie (wypowiedział swoje zdanie), ale ona jest obecnie za twarda, żeby takie głupstwa robić, co zresztą pisałem w kolejnych postach
Ale dzięki, że zwróciłeś uwagę, że zaczynam znowu się wyłamywać. Nie, nie zaczynam, możesz być spokojny.
232 2014-09-18 11:15:46 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-09-18 11:17:54)
Lex, przyjacielu
przecież napisałem, że to był żart z tymi kwiatami, taki sarkazm do wczorajszego dnia, spokojnie, nie zmieniłem swojego podejścia i samopoczucia. A temat się rozwinął, bo tenniedobry zaczął mieszać mi w głowie (wypowiedział swoje zdanie), ale ona jest obecnie za twarda, żeby takie głupstwa robić, co zresztą pisałem w kolejnych postach
Ale dzięki, że zwróciłeś uwagę, że zaczynam znowu się wyłamywać. Nie, nie zaczynam, możesz być spokojny.
SM78 uff kamień z serca
.
Wiesz, że życzę Ci jak najlepiej i wierz mi, że przeżywam Twoją sytuację bardzo osobiście.
A tak na marginesie to mam pytanko.
Czytasz ten wątek o którym Ci mówiłem, bo jak nie to dostaniesz wielkie
.
Pozdrawiam serdecznie.
A to, że masz 36 lat i Ci rośnie to się nie martw, bo mnie też z każdym dniem rośnie
.
Dzięki Leks, Ty zawsze potrafisz podnieść na duchu albo opierdzielić na swój sposób ![]()
Przeczytałem ostatnio 14 stron i na razie odpuściłem. Jedno już wywnioskowałem z tamtego tematu: pewne rzeczy, sytuacje, mimo, że dzieją się u różnych ludzi, mają identyczny schemat, przebieg. Więc powinno się powiedzieć, że świat jest jednak łatwy do przewidzenia? A jednak, nie da się tak tego łatwo ogarnąć.
Dzięki Leks, Ty zawsze potrafisz podnieść na duchu albo opierdzielić na swój sposób
Przeczytałem ostatnio 14 stron i na razie odpuściłem. Jedno już wywnioskowałem z tamtego tematu: pewne rzeczy, sytuacje, mimo, że dzieją się u różnych ludzi, mają identyczny schemat, przebieg. Więc powinno się powiedzieć, że świat jest jednak łatwy do przewidzenia? A jednak, nie da się tak tego łatwo ogarnąć.
po części się z Wami zgadzam, ale tak jak pisałem mi nie chodzi o płaszczenie się przed nią
po prostu pokazanie że jest się ponad to wszystko
a nie traktuje związku jak przedszkole, za dobre zachowanie serduszko, a za złe uwaga, kara
być może, że nie warto, dla niej ale dla lepszego siebie, może??
tenniedobry
oczywiście, każdy ma prawo mieć swoje zdanie, swój tok myślenia i również dzięki dla Ciebie, za każdą pomoc, jaką mi dajesz, zawsze jak jej potrzebuję. Tylko widzisz, ja na 99% wiem, że jakbym zrobił coś takiego, to bym bardziej ją podbudował, na zasadzie, że jednak ona jest górą. Jeszcze jak wczoraj dostałbym tego głupiego sms-a, to może by mi coś w głowie zaświtało, ale sam widzisz jak jest ![]()
Sj
to znaczy ze nie poszłaś do przodu, co by było gdyby... . Ludzisz sie ze Cie nie rusza, ale czekasz bo moze sie zmieni, dzieci itd.
SM78
dobrze myślisz. Mój ex też po ponad 20 latach się nie odezwał na moje urodziny, a rok wcześniej dostalam walizkę na urodziny bo chlopak wiedzial ze sie wyprowadzi i chcial zebym druga walizkę miała, tak o mnie pomyślał...:-D
a rok wcześniej dostalam walizkę na urodziny bo chlopak wiedzial ze sie wyprowadzi i chcial zebym druga walizkę miała, tak o mnie pomyślał...:-D
A widzisz, jednak te chłopy czasami myślą
Szkoda, że w taki sposób hehe
Co do tych zapomnianych urodzin, to również "zapomniała" pierwszy raz ![]()
Co do tych zapomnianych urodzin, to również "zapomniała" pierwszy raz
Ja bym to interpretował, że już nic dla niej nie znaczysz...
A to, to ja wiem od kilkudziesięciu tygodni, a od 22 sierpnia dobitnie ![]()
Dzięki Leks, Ty zawsze potrafisz podnieść na duchu albo opierdzielić na swój sposób
Przeczytałem ostatnio 14 stron i na razie odpuściłem. Jedno już wywnioskowałem z tamtego tematu: pewne rzeczy, sytuacje, mimo, że dzieją się u różnych ludzi, mają identyczny schemat, przebieg. Więc powinno się powiedzieć, że świat jest jednak łatwy do przewidzenia? A jednak, nie da się tak tego łatwo ogarnąć.
SM masz rację, że nie da się wszystkiego przewidzieć.
Życie to nie jebajka to jebitwa i my nie mamy na to wpływu.
Czasem trzeba okazać trochę pokory a czasem podnieść głowę i iść do przodu.
Każdy ma w życiu trudne i piękne chwile.
Każdego spotykają porażki i zwycięstwa.
Ale najważniejsze jest to aby tak się zachowywac aby nie stracić do siebie szacunku.
SM78 napisał/a:Dzięki Leks, Ty zawsze potrafisz podnieść na duchu albo opierdzielić na swój sposób
Przeczytałem ostatnio 14 stron i na razie odpuściłem. Jedno już wywnioskowałem z tamtego tematu: pewne rzeczy, sytuacje, mimo, że dzieją się u różnych ludzi, mają identyczny schemat, przebieg. Więc powinno się powiedzieć, że świat jest jednak łatwy do przewidzenia? A jednak, nie da się tak tego łatwo ogarnąć.SM masz rację, że nie da się wszystkiego przewidzieć.
Życie to nie jebajka to jebitwa i my nie mamy na to wpływu.
Czasem trzeba okazać trochę pokory a czasem podnieść głowę i iść do przodu.
Każdy ma w życiu trudne i piękne chwile.
Każdego spotykają porażki i zwycięstwa.
Ale najważniejsze jest to aby tak się zachowywac aby nie stracić do siebie szacunku.
No tak ale czy pokazanie sie z lepszej strony niż druga osoba, to jest równoznaczne utratą szacunku do samego siebie?,bo wydaje mi sie że to tym bardziej człowieka może podbudowac, może każdy ma swoją wizję tego co dobre, ją aktualnie na zło staram sie dobrem reagować, za dużo niestety złego sam wygenerowalem, etap stawiania murów mam za soba, a szacunek do siebie samego chyba nie zależy od czyjejs głupoty
tenniedobry
też masz trochę racji, ale każdy przypadek jest inny. Gdybym przez ostatnie miesiące otrzymałem chociaż odrobinę szacunku z jej strony, uwierz mi, że bym odpłacił tysiąc razy większym. A ja tylko dostaję "policzki" ostatnio. I te kwiaty nie podbudują mojej osoby, a tylko uszczuplą portfel
A z gotówką zrobię coś bardziej przyjemniejszego dla mnie i dla mojego syna, w końcu to też jakaś tam jego rocznica.
tenniedobry
też masz trochę racji, ale każdy przypadek jest inny. Gdybym przez ostatnie miesiące otrzymałem chociaż odrobinę szacunku z jej strony, uwierz mi, że bym odpłacił tysiąc razy większym. A ja tylko dostaję "policzki" ostatnio. I te kwiaty nie podbudują mojej osoby, a tylko uszczuplą portfelA z gotówką zrobię coś bardziej przyjemniejszego dla mnie i dla mojego syna, w końcu to też jakaś tam jego rocznica.
Ja mam taki tok myślenia, bo właśnie na sobie samym widzę że zło wyrządzone wraca do mnie podwójnie, czasem wydaje ci sie że więcej już nie dasz rady a to dopiero początek, pozdr
Macie dziecko, nie odetniesz się od -jeszcze- żony na amen.
Jest coś, co Was zawsze będzie łączyć. Warto być lepszym i walczyć o dobre relacje.
Ja w tym wątku wielokrotnie namawiałem Cię do stanowczości, ale w tym wypadku bym się wyłamał.
Symboliczna róża - moim zdaniem - będzie okay i nie zdepcze Twojej męskiej godności.
Macie dziecko, nie odetniesz się od -jeszcze- żony na amen.
Jest coś, co Was zawsze będzie łączyć. Warto być lepszym i walczyć o dobre relacje.Ja w tym wątku wielokrotnie namawiałem Cię do stanowczości, ale w tym wypadku bym się wyłamał.
Symboliczna róża - moim zdaniem - będzie okay i nie zdepcze Twojej męskiej godności.
Stanowczość a męska dumą dwie różne sprawy!!!
Nie odbieraj tego jako mieszanie,
rafatal napisał/a:Macie dziecko, nie odetniesz się od -jeszcze- żony na amen.
Jest coś, co Was zawsze będzie łączyć. Warto być lepszym i walczyć o dobre relacje.Ja w tym wątku wielokrotnie namawiałem Cię do stanowczości, ale w tym wypadku bym się wyłamał.
Symboliczna róża - moim zdaniem - będzie okay i nie zdepcze Twojej męskiej godności.Stanowczość a męska dumą dwie różne sprawy!!!
Nie odbieraj tego jako mieszanie,
i jak, dało coś do myślenia, czy na luzie, swoje myślisz,
głowa do góry,
jak to mówią, będzie Pan zadowolony,
miłego wieczorku, pozdr
247 2014-09-19 07:01:20 Ostatnio edytowany przez SM78 (2014-09-19 08:15:07)
Nie zmieniłem zdania niestety. Wiem, jaka ona jest, jaka jest dumna, oschła i jak coś sobie wbije do głowy, to będzie się tego trzymała do usranej śmierci, jest uparta. I tak myślałem o tym i wiem, że te kwiaty, to będzie takie a'la trofeum dla niej. Wszyscy w koło będą wiedzieć, że ona nadal jest twarda, a ja nadal szaleję za nią i wchodzę jej za przeproszeniem "w dupę". A może się mylę? I sprawiło by to jej trochę radości, uśmiechu na twarzy? Wolę jednak chyba nie ryzykować, bo za dużo już poświęciłem zdrowia, nerwów, żeby być teraz w stanie, jakim jestem. Ale dzięki Panowie za wypowiedzi.
edit:
tak czytam temat, który polecił mi Lex i zauważyłem jeszcze jedną rzecz, o której chyba nie wspomniałem wcześniej. Mianowicie, moja żona, zaraz po wyprowadzce ściągnęła obrączkę (zauważyłem to na naszym pierwszym spotkaniu). Zapytałem dlaczego? Bo to jest dla niej tylko symbol i nie czuje potrzeby, żeby ją nosić. hmm... taki kolejny przykład jej chamstwa. I jeszcze pamiętam, jak jeździliśmy nad wodę i ja w obrączce, ona bez i źle się czułem z tym, bo pierwsze skojarzenia, to że żonaty facet jest z jakąś laską (czyt. zdradza w tym momencie żonę) haha. Ja moją ściągnąłem dopiero 25 sierpnia.
248 2014-09-19 09:47:01 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-09-19 09:48:42)
SM bardzo dobrze, że czytasz ten wątek.
Ja wiem jak on się zakończył, ale Ci tego nie powiem.
Proszę nie czytaj ostatnich jego postów.
Chciałbym, abyś zobaczył jakie emocje targały Fluffym.
Natomiast co do Twojej żony to myślę, że jest ktoś trzeci, nawet chyba jestem tego pewien.
Ona znalazła u niego to co Ty jej nie dawałeś i niestety przekreśliła wszystko to co Was łączyło.
Motylki w brzuchu potrafią zniszczyć każdy związek.
Pozdrawiam serdecznie.
P.S.
Jak poczytasz ten wątek to będziesz miał okazję poznać i moją historię.
Ona też powinna doć Ci coś do myślenia.
Lex
może jest ten ktoś inny u niej. Pisałem nawet kilkanaście postów wcześniej, że chciałbym, żeby tak było, bo to by mi pomogło całkowicie się od niej uwolnić. Tylko problem jest taki, że nie mam żadnych przesłanek, informacji z zewnątrz, że ona kogoś ma. I nie wiem, jak ogarnąć ten temat, żeby się dowiedzieć, jaka jest prawda. To co mogłem zrobić sam, zrobiłem i nic nie udało mi się wykryć. Chyba, że tak przemyślała każdy ruch, że jest to nie do wykrycia.
250 2014-09-19 11:34:41 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-09-19 11:36:33)
Lex
może jest ten ktoś inny u niej. Pisałem nawet kilkanaście postów wcześniej, że chciałbym, żeby tak było, bo to by mi pomogło całkowicie się od niej uwolnić. Tylko problem jest taki, że nie mam żadnych przesłanek, informacji z zewnątrz, że ona kogoś ma. I nie wiem, jak ogarnąć ten temat, żeby się dowiedzieć, jaka jest prawda. To co mogłem zrobić sam, zrobiłem i nic nie udało mi się wykryć. Chyba, że tak przemyślała każdy ruch, że jest to nie do wykrycia.
SM tego się nie da przewidzieć.
Tylko ja już trochę żyję na tym świecie i wierz mi, że nie da się tak szybko odkochać.
Może facetowi udałoby się szybciej, ale kobiecie na 100% nie.
Kobieta ma inną mętalność od faceta. Kobieta zupełnie inaczej podchodzi do związku.
Dlatego tak się zastanawim czy Ty czasami już od bardzo dawna nie mieszałeś.
A teraz to jest prolog Waszego pożycia bo u niej czara goryczy się przelała.
Tylko co dalej?
Czego ona chce?
Co z dzieckiem?
Co z planami, marzeniami?
Czyżby wszystko u niej umarło?
Kim Ty dla niej byłeś?
Czy tylko ojcem dziecka?
Tak łatwo skreśliła to i się z tym pogodziła.
Nie chce mi się w to wierzyć. Tak kobiety, matki, żony nie postępują.
Ja zawsze swojej żonie mówiłem, mówię i będę mówił, że żona ma być, przyjaciółką, dobrą matką i kochanką.
Mąż natomiast ma być przyjacielem, dobrym ojcem, dobrym kochankiem i zapewniać jej poczucie bezpieczeństwa. Ona musi czuć w nim oparcie i wiedzieć, że on o nią zadba.
Może tu coś u Ciebie nie zagrało?
Tylko jak coś jest nie tak to się rozmawia, chyba, że druga strona z uporem maniaka nie słucha.
Wtedy to pozamiatane.
Pisałem, że ostatnim czasy nasze małżeństwo nie było sielanką, objawy, minusy, takie (jak widzę po czytaniu tematów na forum) jak u każdego. Jednak, jak pisałem od początku tego tematu, to ja od dłuższego czasu się zmieniałem w pewnych kwestiach, ja próbowałem coś działać, żeby ratować nasz związek, to ja proponowałem, żebyśmy coś zrobili. Ona doskonale znała moje minusy, wiedziała, co mi się w jej zachowaniu podoba, a co nie. To ja jej mówiłem, że ją kocham, a ona tylko odpowiadała, ja ciebie też. I do momentu jej wyprowadzki było w miarę normalnie, jeszcze nawet wydawało mi się, że lepiej, niż np. pół roku temu. Jedna kłótnia o pierdołę i zatrzasnęła za sobą drzwi. I ja nie mam żalu do niej, że tak zrobiła, bo nawet pomyślałem, że te kilka dni, tygodni osobno, dobrze nam zrobi i w końcu się ogarniemy, ale znasz tą historię...
Żal mam do niej tylko o to, że nie chciała dialogu, że tak postanowiła to wszystko zakończyć, że jak jej jeszcze zależało, to nie podjęła walki, jakichkolwiek ruchów w tym kierunku i powiedziała mi, że nie wie dlaczego tego nie robiła.
Lex
może jest ten ktoś inny u niej. Pisałem nawet kilkanaście postów wcześniej, że chciałbym, żeby tak było, bo to by mi pomogło całkowicie się od niej uwolnić. Tylko problem jest taki, że nie mam żadnych przesłanek, informacji z zewnątrz, że ona kogoś ma. I nie wiem, jak ogarnąć ten temat, żeby się dowiedzieć, jaka jest prawda. To co mogłem zrobić sam, zrobiłem i nic nie udało mi się wykryć. Chyba, że tak przemyślała każdy ruch, że jest to nie do wykrycia.
Na pewno byś chciał, czy tylko tak sobie sam mówisz.
Nie odpowiadaj na to pytanie, tylko zastanów się czego Ty chcesz.
Jedna kłótnia o pierdołę i zatrzasnęła za sobą drzwi. I ja nie mam żalu do niej, że tak zrobiła, bo nawet pomyślałem, że te kilka dni, tygodni osobno, dobrze nam zrobi i w końcu się ogarniemy, ale znasz tą historię...
Żal mam do niej tylko o to, że nie chciała dialogu, że tak postanowiła to wszystko zakończyć, że jak jej jeszcze zależało, to nie podjęła walki, jakichkolwiek ruchów w tym kierunku i powiedziała mi, że nie wie dlaczego tego nie robiła.
Może w tym momencie przelała się czara goryczy.
Powiem Ci, że moja żona też jest oziębła i ja jej o tym wielokrotnie mówiłem.
Ja też jem mówiłem i mówię kocham Ciebie a ona mi odpowiada ja ciebie też.
Ja nie tego oczekuję.
Ja tez chcę czuć, że jestem kochany i chciany chyba jak wszyscy.
Nie zmieniłem zdania niestety. Wiem, jaka ona jest, jaka jest dumna, oschła i jak coś sobie wbije do głowy, to będzie się tego trzymała do usranej śmierci, jest uparta. I tak myślałem o tym i wiem, że te kwiaty, to będzie takie a'la trofeum dla niej. Wszyscy w koło będą wiedzieć, że ona nadal jest twarda, a ja nadal szaleję za nią i wchodzę jej za przeproszeniem "w dupę". A może się mylę? I sprawiło by to jej trochę radości, uśmiechu na twarzy? Wolę jednak chyba nie ryzykować, bo za dużo już poświęciłem zdrowia, nerwów, żeby być teraz w stanie, jakim jestem. Ale dzięki Panowie za wypowiedzi.
edit:
tak czytam temat, który polecił mi Lex i zauważyłem jeszcze jedną rzecz, o której chyba nie wspomniałem wcześniej. Mianowicie, moja żona, zaraz po wyprowadzce ściągnęła obrączkę (zauważyłem to na naszym pierwszym spotkaniu). Zapytałem dlaczego? Bo to jest dla niej tylko symbol i nie czuje potrzeby, żeby ją nosić. hmm... taki kolejny przykład jej chamstwa. I jeszcze pamiętam, jak jeździliśmy nad wodę i ja w obrączce, ona bez i źle się czułem z tym, bo pierwsze skojarzenia, to że żonaty facet jest z jakąś laską (czyt. zdradza w tym momencie żonę) haha. Ja moją ściągnąłem dopiero 25 sierpnia.
witam, ponownie ![]()
no kurde a Ty też uparty, nie prawdaż
powiem tyle, szkoda energii marnować, na udowadnianie czego kolwiek komu kolwiek,
głos ze środka, i musi być dobrze jeśli ze sobą samym w zgodzie idziesz![]()
ja 5 lat obrączki nie miałem na palcu, dla mnie to nic nie znaczy, dla żony też
w zabobony wierzycie chłopaki,
chcecie znaku, " mój ci On " itd itp
nie atakuję Was, tak tylko polemizuje, temat ten w podobnym czasie kolega zamieścil, śledzę od saemgo początku, częściowo w drugim szeregu, ale śledzę
wiem jedno, jęśli to jest Ta miłość, mimo zmęczenia, zbłądzenia, itd itp, trzeba walczyć, nie poddawać się, ani za maską upartości chować,
SM78, nie chcę mi się wierzyć, że żona tak po porstu wyszła i zamknęła drzwi, ona walczyła, i walczy
do chwili obecnej, jeśli jeszcze nie dostaleś informacji, o separacji, albo rozwodzie
weź tak na to popatrz a nie jak na zabawe w kotka i myszkę,
moja jak zwykle malutka opinia, na ten temat, nie zamierzająca nic złego stworzyć
traktuje Cię jak znajomego z którym moge pogadać, więc pisze ![]()
Tak, może masz rację. Skoro nie mam od niej jasnego przekazu, co do naszej wspólnej przyszłości, to może coś tam jeszcze w jej głowie siedzi. Tylko najgorsze jest to, że ja już chyba nie mam godności i siły, żeby z nią być
Tak mnie "zniszczyła" przez te ostatnie miesiące, że całkowicie zniknęła z mojej głowy. Wiem, że to co piszę, to się kupy nie trzyma, ale dla mnie ona już nie istnieje, nie wiem, nie ma już jej. Nie potrafię tego wytłumaczyć do końca, ale coś mi odpierdzieliło i taki jest obecnie stan rzeczy.
A pisać możesz i to jak najwięcej
zawsze się liczę/biorę pod uwagę Twoje zdanie. To Ty zacząłeś pierwszy "mieszać" mi w głowie hehe
SM
to chyba naturalna reakcja na zadany ból i cierpienie. Każdy inaczej, u Ciebie tak i dobrze, widocznie to najlepsze dla Ciebie
stokrotka
Ty zawsze potrafisz mnie "pocieszyć" i dzięki Ci za to ![]()
Tak, może masz rację. Skoro nie mam od niej jasnego przekazu, co do naszej wspólnej przyszłości, to może coś tam jeszcze w jej głowie siedzi. Tylko najgorsze jest to, że ja już chyba nie mam godności i siły, żeby z nią być
Tak mnie "zniszczyła" przez te ostatnie miesiące, że całkowicie zniknęła z mojej głowy. Wiem, że to co piszę, to się kupy nie trzyma, ale dla mnie ona już nie istnieje, nie wiem, nie ma już jej. Nie potrafię tego wytłumaczyć do końca, ale coś mi odpierdzieliło i taki jest obecnie stan rzeczy.
A pisać możesz i to jak najwięcej
zawsze się liczę/biorę pod uwagę Twoje zdanie. To Ty zacząłeś pierwszy "mieszać" mi w głowie hehe
wiesz moja historyjka troszkę inna jest,
sam już kilka razy jak pamiętam mówiłem sobie nigdy więcej, osobiście jeszcze rok temu trzymałbym się olać Ją
ogólnie od nie dawna jakbym nowe życie rozpoczął, próbuje się w tym wszystkim odnaleźć
ale Wiem jedno, nie czyń drugiemu co Tobie nie Miłe
i jak kiedyś się zapierałem, że ja pierwszy ręki nie wyciągnę, jak mojej żonie udowodnię
no ale właśnie co jej udowodnię, ?? że bardziej nie czuły jestem niż jej sie wydawało, że dłużej będę, mocniej
uwierz szkoda czasu, na to wszystko, a wiszenie w jakiejś oderwanej rzeczywistości, bez konkretu żadnego to jest tylko znęcanie się psychiczne jednej osoby nad drugą
widzisz ani Ty ani Twoja żona nie ma siły ani chęci 100 procentowej, do zakończenia tego, już byś miał jakieś papiery na to, albo info że coś się rozpoczęło, tak mi się wydaje
więc co ostatnia próba, co pół roku będziesz czekać, żeby miała argument, że "pożycie" ustało
nie tak dawno, reagowałeś ciepło, szukałeś kontaktu,
tak miała to generalnie w dddd
ja osobiście bym się nie poddał, stary olej to co kto myśli z otoczenia o Tobie, jej, itd itp, i daruj sobie obawy przed odkryciem sie przed nią, jeśli tego nie jesteś w stanie zrobić to traktuj to jako zakończony związek
i nie zostawiał bym tej sprawy, w takim zawieszeniu, jeśli teraz dobrze to znosisz, fajnie nie każdy tak ma
ale czy to nie jest jakaś generalna ostatnia próba z jej strony,
Generalnie nie zostawiaj swojego życia w rękach przypadku,
taka jakas moja poniedziałkowo poranna zrypana filozofia
się mi dziś nic nie chce, i jeszcze ten deszcz za oknem, bryyyyyyyyyyyyyyyyyyy
miłego, pozdr
Tak, może masz rację. Skoro nie mam od niej jasnego przekazu, co do naszej wspólnej przyszłości, to może coś tam jeszcze w jej głowie siedzi. Tylko najgorsze jest to, że ja już chyba nie mam godności i siły, żeby z nią być
Tak mnie "zniszczyła" przez te ostatnie miesiące, że całkowicie zniknęła z mojej głowy. Wiem, że to co piszę, to się kupy nie trzyma, ale dla mnie ona już nie istnieje, nie wiem, nie ma już jej. Nie potrafię tego wytłumaczyć do końca, ale coś mi odpierdzieliło i taki jest obecnie stan rzeczy.
A pisać możesz i to jak najwięcej
zawsze się liczę/biorę pod uwagę Twoje zdanie. To Ty zacząłeś pierwszy "mieszać" mi w głowie hehe
SM bardzo dobrze Ciebie rozumiem.
Człowiek się stara a okazuje się, że
.
Ręce opadają i nie tylko
, ale ja będąc na Twoim miejscu nie składałbym broni.
Ja naprawdę nie wierzę, że tak szybko można się odkochać i jeżeli nie ma tego trzeciego to jeszcze nic nie wiadomo.
Dzięki, dzięki Panowie. Ale nie jestem obecnie sobą, kimś, kim byłem jakiś czas temu i nie wiem, czy potrafię coś w tym temacie zmienić
Może coś się zmieni, jak ona wykona jakiś ruch, ale obecnie mam pustkę w głowie.