anliewe napisał/a:Wyobraź sobie, że nigdy nie zdarzyło mi się przez internet kogoś poznać... fakt faktem na "fejsbuku" zostałam kilka razy zaczepiona ale... grzecznie podziękowałam. I te forum jest pierwszym z którego skorzystałam.. i prowadzę "rozmowę" 
Hmm... ciekawe, bardzo ciekawe. Skoro prowadzisz "rozmowę" przez forum z jakimś takim dziwnym delikwentem, to może tan cały "pejsbuk" też nie jest... jakąś bramą do piekieł??
anliewe napisał/a:Nie mówię, że jest lepiej... mogę powiedzieć jedynie, że mnie to przeraża. Że ludzie zatracają się... zanikają pewne wartości...
W chwili obecnej wolałabym gościa, który mówi że będzie tak czy tak... (ale miło by było żeby miał coś z lekkiego szaleństwa też... może nie w każdej życiowej kwestii). I jak dobrze obstawiłeś?? 
Jak tak bardziej się zastanowić, to mogłaś odpowiedzieć pod "publiczkę" po mojej wcześniejszej tyradzie... Przyznaję bez bicia, nie zgadłem, stawiałem na drugą opcję + sporadyczne przejawy zdrowego rozsądku, ale nie będę oszukiwał, że podobałoby mi się to, gdyby nie wspomniane wcześniej wątpliwości...;)
anliewe napisał/a:Oj, zaraz użyte (czasami
)... ale to fakt wyłapuję takie drobne niuanse
Tak, tak wszystko zawsze wychodzi w praniu... jedna sytuacja życiowa/pojawiający się problem i buuum...
One po prostu uważają, że nie należy mówić "nie" potencjalnym kandydatom - nie ograniczały sobie wyboru.
A może czasem nie warto usuwać niektórych plam??
W towarzystwie musisz po prostu wymiatać "niuansami"...;)
Z tego co zrozumiałem, Ty też nie skreślasz wszystkich jak leci, tylko nie chcesz pewnych typów i to jest przecież praktyczne podejście. Nie wiem jakie bardziej szczegółowe wymagania masz odnośnie JEGO, jeśli o charakter czy wygląd chodzi, ale naginanie, a wręcz łamanie swoich zasad odnośnie z góry skreślonych, to dopiero trąciłoby desperacją... Zresztą przekonałaś się już, że jednak nie przesadzasz, rezygnując z pewnych kandydatów... Na razie nigdzie przecież Nam się nie śpieszy...
...mamy czas, mamy czas, czas nie goni nas...
Podpierając się i życiem i forum, pierwszy kryzys zazwyczaj przychodzi z chwilą przyswojenia wiedzy, że pojawi się nowy ktoś w życiu takiej dwójki, kolejny to kasa, potem rutyna... Jak obie strony nie nadają na tych samych falach, to nie ma opcji, żeby razem to przebrnęli, albo inaczej, jak nie ma właściwej komunikacji tylko on sobie ona sobie. Pojawienie się na koszuli pewnych plam, przynajmniej w moim przypadku, nieważne jak droga ona by nie była, skutkowałoby natychmiastowym wywaleniem jej do kosza... i zmianą krawcowej...