Elle88 skoro nie rozumiesz prostego czytania ze zrozumieniem i nadal mnie oskarżasz to to już nie jest mój problem.
Pozdrawiam
obyś nie miała nigdy takich problemów ![]()
Podobne tematy
67 2015-05-02 21:36:20 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-05-02 21:44:23)
LOL.
Miałam takie "problemy" kilka lat temu, a potem zeszłam na ziemię, bo one są ZAWSZE na własne życzenie przez celowe zaniedbanie i unikanie podjęcia jednoznacznych działań i decyzji, bo tak nam wygodnie.
wiec realnie Ty nie masz problemu, tylko kochasz dramaty i podnieca cię fakt, że 1 facet lata za tobą i z litości na to pozwalałaś, póki ci było wygodnie i nie nudno.
Gdybyś miała trochę empatii, oleju w głowie i jaj, to byś go wzięła na rozmowę i powiedziała DLACZEGO chcesz to zakończyć.
Szczerze i bez owijania w bawełnę.
Stać cie na to?
Tak myślałam ![]()
Tylko, że Elle888 ma rację...
OMG, czy na serio muszę się po raz setny powtarzać?
Nie mam jaj bo jestem kobietą
![]()
Dobra, a teraz może tak w końcu bez zbędnych złośliwości, co? ![]()
Czy mnie stać... dobre pytanie, trafiające w samo sedno.
Nie powiem, że pozwalałam na to z litości, bo faktycznie jak tamten mnie nie chciał a ten był obok to się zakochałam. Był przy mnie gdy tamtego zabrakło. Może to tamten jest bez sensu a ten jest to po prostu wziąć na klatę jego wady. A ja też mam ich tyle że serio się zastanawiam jakim cudem mój facet ze mną wytrzymuje ![]()
Czy kocham dramaty... w sumie ładnych parę lat żyłam w "dramacie" nieszczęśliwej miłości (jakże to patetycznie brzmi, haha, sorry za tę przesadność) i może tak mi to utkwiło jako schemat funkcjonowania że wymyślam sobie problemy na siłę bo zwyczajnie niewygodnie mi z byciem w 100% szczęśliwą...?
No widzisz, now you`re talking ![]()
Tak naprawdę chodzi po prostu o to żebyś zaczęła świadomie żyć i świadomie wybierać: w tym ludzi obok siebie i tych najbliżej siebie.
"Samo" to się nic nie robi, jedyny co wychodzi przy braku decyzji to stan inercji i projektowanie tego stanu dalej i dalej, aż do momentu gdy człowiek obojętnieje zupełnie na tego drugiego i wtedy sobie po prostu idzie, z palcem w tyłku i uważa, że sprawa załatwiona.
Twoje zachowanie jest typowe dla kogoś, kto wcześniej dawał dużo z siebie (zgaduję, że tak właśnie było?) a ktoś inny podtarł sobie tym tyłek.
Może nie tyle podtarł, co nie był współmiernie zaangażowany, a potem w miarę powiększania się tej dysproporcji przestał się angażować wcale -widzisz podobieństwo z obecną sytuacja? ![]()
Twój obecny chłopak popełnia TWOJE błędy z poprzedniego związku, a Ty tym razem jesteś stroną, której mniej zależy z uwagi na fakt, że mniej inwestujesz.
Pytanie dlaczego tak się dzieje.. Gdybyś opisała sytuacje bardziej szczegółowo łatwiej by było o wnioski. Pierwszy jest na pewno taki, że chłopak jako pierwszy pokazał, że mu zależy zanim Ty byłaś w nim zakochana- albo zaczął z czasem być dla ciebie zbyt 'dostępny', przez co odniosłaś wrażenie, że postawił Ciebie wyżej = utrata równowagi w partnerstwie= spadek atrakcyjności..etc.
To idzie stopniowo, a potem nie ma co zbierać.
Kurczę, szczerze mówiąc nawet na to nie wpadłam, ale jak zaczęłam o tym myśleć, to masz tu baaaaaardzo duzo racji. Jeśli chodzi o obecnego chłopaka, to ja nie powiem, że się nie staram, bo się staram, nawet bardzo. Ale na pewno o wiele mniej niż to było przy poprzednim ukochanym - tamten z kolei nie miał w ogóle zaangażowania, liczę na to, że nawet nie wiedział, że jestem w nim zakochana. Robiłam wszystko, by to on pokochał mnie, by to on myślał, że mnie zdobywa... ![]()
I faktycznie, mój chłopak jest teraz tą stroną, która się bardzo angażuje, naprawdę jest gotów zrobić dla mnie wszystko. A mnie to zaczyna męczyć...
schemat funkcjonowania że wymyślam sobie problemy na siłę bo zwyczajnie niewygodnie mi z byciem w 100% szczęśliwą...?
100% szczęśliwa to zazwyczaj u kobiet nazywa się znudzona. Czyli zna już własnego mężczyzne, jest do niego przyzwyczajona i myśli, że miłość minęła, nie ma o co się starać. Próżność wychodzi, kiedy trzeba mieć cel. Np zdobyć niedostępnego jak tamten. I to sztuczkami, bo on nawet nie wiedział że się w nim zakochałaś. I teraz płynnie przechodzimy do:
naprawdę jest gotów zrobić dla mnie wszystko. A mnie to zaczyna męczyć...
Powiedziałaś mu o tym? Bo sądząc po twoich sposobach komunikacji raczej jesteś we wszystkim bierna, czekasz i oceniasz sytuację, jego, rozmyślasz nie dając temu upustowi. Bez rozmów o potrzebach nigdy się nie dogadacie.
Zbyt dużo tu niedojrzałości.
Jeszcze jeden punkt czyli on i jego desperacja, że zrobi wszystko (choć to wyłącznie twój punkt widzenia, być może błędny z racji tego że racjonalizujesz sobie rozstanie). Być może on jest mocno zakompleksiony, przyciągnęłaś go bo sama taka jesteś. A jeśli sama taka jesteś to nie zaznasz nigdy czegoś takiego jak 100% szczęścia. Nie ma takiego terminu dla ludzi którzy nie cieszą się samymi sobą, nawet w chwilach gdy jest bardzo źle.
Już sama nie wiem...
Wiem natomiast trzy rzeczy:
1. Kompletnie pogubiłam się ze sobą i swoimi uczuciami
2. Bardzo chcę pracować nad swoją dojrzałością emocjonalną tylko nie do końca wiem jak
3. Wkurza mnie już to moje użalanie się nad sobą.
Mam już dość.
I jak zwykle tylko o sobie.
I jak zwykle tylko o sobie.
Tak, o sobie, bo to we mnie tkwi problem
Jak o sobie, to źle. Jak o chłopaku, też źle, bo to moja wina z powodu niedojrzałości emocjonalnej.
No chyba nie o Tobie mam pisać...
![]()
Kurczę, szczerze mówiąc nawet na to nie wpadłam, ale jak zaczęłam o tym myśleć, to masz tu baaaaaardzo duzo racji. Jeśli chodzi o obecnego chłopaka, to ja nie powiem, że się nie staram, bo się staram, nawet bardzo. Ale na pewno o wiele mniej niż to było przy poprzednim ukochanym - tamten z kolei nie miał w ogóle zaangażowania, liczę na to, że nawet nie wiedział, że jestem w nim zakochana. Robiłam wszystko, by to on pokochał mnie, by to on myślał, że mnie zdobywa...
I faktycznie, mój chłopak jest teraz tą stroną, która się bardzo angażuje, naprawdę jest gotów zrobić dla mnie wszystko. A mnie to zaczyna męczyć...
No to chyba wiesz jaki masz problem i powinnaś porozmawiać z chłopakiem. Niestety za duże stężenie cukru w ciastku też stanowi problem
. W tego typu związkach (jaki masz teraz) jedna strona zachowuje się jak rodzić, a druga czuje się jak dziecko. Niestety u części mężczyzn występuje silne przeświadczenie, że jeśli dla nich "niańczenie" w związku jest formą miłości to kobiety muszą podobnie to odbierać.
To logiczne, że jeśli jedna ze stron ciągle zachowuje się w sposób "ja chcę ci ułatwić życie", "daj tak będzie szybciej/ja to zorganizuję", "nie powinnaś/powinieneś" przy tym mało wymagając (tak naprawdę dając mało sposobności do działania drugiej stronie) to partner przybiera postawę biernego. A zawsze im więcej wkłada się w coś energii przynoszącej dobre rezultaty, tym bardziej staje się dla nas cenne.