u mnie też już koniec ![]()
co prawda nie zdążyłam mu poiwedzieć, ze nie chcę juz tego ciągnąć, miałm sie dzisiaj z nim spotkać chciaalm się ładnie pożegnać,
gdy napisałam w sprawie potwierdzenie spotkania zadzwonił i powiedział, ze już nie chce tego ciągnąć,
z czystej ciekawości zastanawiam sie dalczego??? i czemu akurat teraz, ale to malo ważne,
teraz się cieszę, ze nie musiałam się produkować, że załatwil to po amerykańsku przez telefon, faktycznie odwaga jest domeną mężczyzn ![]()
do moich zasad znowu tym razem bez naruszania wraca zasada "NIGDY ŻONATY"
szkoda mi tylko, ze strace go również jako kolege bo bardzo go lubię, ale skoro nie miał odwagi powiedzieć tego w prost to napewno nie będziec chciał utzrymywać koleżeńskich stosunków...
trzymam i za Was kciuki, że te chore układy się porozpadaja raz na dobre i wyleczycie swoje serca,
i dziękuję losowi, ze ja nie umiałam się zaangażować w ten układ emocjonalnie ![]()
trzymajcie się cieplutko
Podobne tematy
i.........
no gratuluje Aldi i Erico, taka dumna z Was jestem
ach... nawet nie macie pojęcia! Bardzo sie cieszę!
Kala, zrobiłas krok do przodu i dwa w tył, a tak pieknie już się zapowiadało...ale no nic, postaraj sie ponownie ograniczyć rozmowy. Trzymam kciuki ![]()
Ponette zastosuj się do rad Erici, ja będziesz miała czas to napisz coś więcej
Pozdrawiam ![]()
Erica, Kala, Apoteoza23 ? dziękuję Wam!
Nie sądziłam że ktoś zareaguje na mój post.
?Ponette musisz być silna i odciąć się od tego jak najszybciej....
będzie bolała bardzo ale tylko przez chwie, albo przynjamniej duzo krocej
ja dziekuje losowi, że nigdy nie słyszałm tych słow, zawsze byłam tylko dziewczyna do łózka a on tylko chłopakiem do łózka tak jest zdrowiej, jak decyduje sie na taki uklad
trzymam kciuki, że dasz rade
wykasuje jego tel i skoncz te kontakty bo tylko Cię rania powodzenia?
Erica masz rację a mój rozsądek podpowiada mi dokładnie to samo. Tylko serce?.. ja pokochałam Go jak żona ? na dobre i na złe.
Podjęłam już raz próbę zerwania kontaktów. Poruszył niebo i ziemię by mnie odnaleźć.
Kontakty bardzo ranią bo dostaję tylko chłód. Jakby nigdy nic między nami nie było. Jakby nigdy nie było tych wypowiedzianych ?kocham?, gestów świadczących o miłości i oddaniu, tego palącego uczuciem wzroku, szalonych wyjazdów i chwil zwykłej codzienności, które stawały się świętem. Jeśli chce wymazać to wszystko ze swej pamięci dlaczego tak bardzo zależy Mu bym była obecna w Jego życiu? Dlaczego nie potrafi powiedzieć, że wszystko skończone?
Erica jak ja Ci zazdroszczę Twojego podejścia i odwagi. U mnie nie było takiego układu. Łóżko było konsekwencją uczuć. Przynajmniej z mojej strony. Dlatego jest tak strasznie trudno. Przy Nim zostawiłam duszę i ciało?
?Ponette- jak długo jestes w związku z nim? opowiedz o sobie, ile masz lat? ile on ma lat? Czy po tym wypadku On ma pełną świadomośc? z Twjego postu wywnioskowałam, ze On nie kojarzy pewnych faktów tak? "...Nie ma amnezji bo potrafi czasami przypomnieć coś bardzo intymnego ...."
Dzieli nas duża różnica wieku, mogłabym być Jego córką?.. Jesteśmy kilkanaście miesięcy razem ? dla mnie najpiękniejszych i najwspanialszych miesięcy życia.
Ma pełną świadomość i odzyskał pamięć. Kojarzy wszystkie fakty. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Chodzi tylko o to, że kiedy zdarzy Mu się przywołać jakieś wspomnienie z naszej wspólnej przeszłości, robi to z sarkazmem. A kiedyś było podobno dla Niego niebem na ziemi.
Uczę się żyć od nowa - to mój sukces w tej sytuacji. Do tej pory nawet nie dopuszczałam myśli, że po Nim istnieje życie. A chyba będzie istniało skoro już tyle przetrwałam. Będzie chyba dłuuuuugo bolało?..
Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie słowa.
Jeśli kochasz potrafi boleć do końca życia, jednak czas leczy rany, boli mniej i rzadziej ![]()
odetnij się od tego raz a dobrze, nic z tego nie wyniknie jak sądzę po Twoich opisach a TY będziesz tylko dluzej i mocniej cietrpiala, pamiętaj facet jest jak autobus zawsze będzie następny...
życzę CI sukcesu w zostawieniu go raz na zawsze ![]()
odzywaj się jak Ci idzie,
ja od środy po zerwanych kontaktach i dla mnie jak dla Zenka z pekaesu, nic nie czuję,
ba cieszę się, że zniknął mam wreszcie szanse na nie tracenie szans i znalezienie kogoś innego...
chcę kogoś kto będzie mnie wart i będę tylko ja
zwróć uwagęw na cytat pod moimi postami, powiedziął to największy uwodziciel... a ja się z tym zgadzam ![]()
ehh dziewczynki jak ja bym chciała sie juz od tego wszystkiego uwolnic i miec w koncu spokojna glowę, sumienie, serce, duszę. Musze w koncu to zakonczyc definitywnie,musze! przetrwalam tyle więc i to przetrwam. Trzymajcie kciuki!
Ponnete, postaw ultimatum albo Ty albo jego żona-niech zdecyduję którą z Was wybierze. Nie możesz byc tylko jego odskocznią! Skoro Ciebie kocha i nie wyobraża sobie życia bez Ciebie to nie powinien miec problemu z pojęciem decyzji. Jeśli naprawdę Ciebie kocha to niech w końcu to okaże odchodząc od żony. Powinien przestac Cię mamić putymi słowami a są to puste słowa bo ni jak one maja sie do czynów!
Kala cały czas trzymam za Ciebie kciuki i wierze, ze w końcu Ci się to uda zrobić ![]()
Witam was wszystkie kochane:) dawno mnie tu nie bylo.Dzis troche poczytalam zalegolosci i widze ze dobrze sobie radzicie,z czego bardzo sie ciesze:) Erico zawsze wywolywalas usmiech na mojej buzce:)) Ja codziennie ciesze sie wolnoscia w sercu,cudowne uczucie,tym razem jestem pewna ze jestem wyleczona i bardzo szczesliwa z tego powodu.Choc kocham go i nie ma dnia zebym nie myslala o tym jak mija mu zycie,czy jest szczesliwy i czy jeszcze mnie pamieta? jednak nie chce znac odpowiedzi na te pytania,tak jest lepiej.Kala i Ty dojdziesz do tego momentu co ja,tylko staraj sie urwac kontakt,to najlepsze co mozna zrobic zeby jak najszybciej z tego wyjsc.Wlasnie mijaja 4 msc od zerwania kontaktu,nie wiem nic i uwierz mi tak jest najlepiej.Jestem z wami wszystkimi i wierze ze kazdej sie uda,tylko badzcie silne
Przebiśniegu oj dawno Ciebie nie było, myślałam już że odeszłaś na zawsze ale dzięki Bogu wróciłaś
Bardzo jestem dumna z Ciebie, ze tak swietnie sobie radzisz
Mam nadzieje, że Kala też pójdzie Twoimi śladami
laski
mój się dzisiaj odezwał
już żałuje tego co zrobił ![]()
szybko dawałam mu 2-3 miesiące a on potrzebował zaledwie 5 dni ![]()
jakie to żałosne... a ja jestem prezszczęsłiwa bo wyszlo na moje
ale sukces hahaha ![]()
Nie ma jak satysfakcja
i dobrze mu tak, niech się męczy ![]()
oj tak
fajnie jak ktoś jest bardziej zaangażowany niz my ![]()
Wyobrażam sobie jak sie cieszysz bo znam te uczucie
energia normalnie rozpiera ![]()
nawet bardzo rozpiera
przydała mi się taka poprawa nastroju ![]()
Moje kochane, ja chyba nigdy nie zmądrzeje i nie dojdę do takiego stanu jak Wy. Dziś mialam sie z nim spotkac ( pogadac) niby przy okazji, bo bylam w szkole,ale On stwierdzil, ze nie da rady, bo zona go szpieguje! i nie chce zebym miala problemy! wiecie jak ja sie poczulam? kur.. znow przez tego idiote płakałam! znow mam doła! Stwierdzil, ze fatalnie sie czul, ze nie mogl mnie zobaczyc,ale troszczy sie o mnie , bo ta jego jest nieobliczalna! Dziewczyny, prosze powiedzcie jak mam to zrobic zeby odciac sie calkowicie, zupelnie! jak mam przezyc te dni bez rozmow! nie tak dawno bylo juz mi tak dobrze, mimo ze czasem gadalismy,ale ja czuje ze znow sie wkrecam a tak nie moze byc! co mam robic!
jak ja bym chciała juz do Was dołączyc! pomyslicie sobie, ze tak mysle a z drugiej strony umawiam sie znim- i właśnie! z jednej strony chce sie spotkac a z drugiej zapomniec. Pfffffffffff ![]()
Kala przepraszamjak CIę zaboli, ale uważam, że Ty wcale nie chcesz sie odciąc...
wykasuj jego nr, nie odbieraj jak dzwoni, zajmuj sobie maksymalnie czas zeby nie myslec o nim itd...
to jak rzucenie palenia albo rzucasz i nie palisz, albo podpalasz okazjonalnie co oznacza ze dalej jesteś w nałogu...
jedno cięcie wystarczy, ale nie zaszywaj tego potem
Erica pewnie masz rację,ale uwierz mi, ze to wcale nie jest takie proste. Wiem, że muszę "rzucic ten nałog" bo teraz to, On stal sie moim nałogiem, przyzwyczailam się,ale....dam rade. Zobaczycie jeszcze chwilka ![]()
http://www.youtube.com/watch?v=RPjRstuY_q0
Kala wsłuchaj się e słowa
wiem ze to trudne, trzymam kciuki
Dziękuje! ta piosenka odnosi sie dokładnie do mojej sytuacji, az mi łzy poleciały. znajde w sobie tą siłę!
![]()
Dziewczyny, jak to wszystko sie składa. W sumie nie musiałam nic robic, On podjal znow decyzje za mnie i za siebie. Powiedzial mi, ze jego zona cos sie domysla, robi mu awantury i on juz tak niemoze, a po za tym niszczy mi zycie,powinnam sie zajac swoim wlasnym zyciem a nie tracic czas na niego. I wiecie co? ten Gamon ma racje,ale....tak odwlekalam ta decyzje a On byl szybszy! zobaczcie jaki tchorz! i on mowil ze chcialby byc ze mna?a teraz? zonka cos sobie ubzdurala a on w nogi! Wiecie co? znow czekaja mnie cięzkie dni, znow płacze jak ta idiotka! a najgorsze ze chce go uslyszec!
jak ja mam sobie pomoc? ![]()
541 2010-03-05 11:50:59 Ostatnio edytowany przez jadzia80 (2010-03-05 12:02:49)
Niegdyś tez zakochałam się w żonatym mezczyźnie, którego poznałam dzięki temu ze mieliśmy (mamy) wspólną pasję.
Mieliśmy dzięki temu temat do rozmowy i tak często rozmawialiśmy ze przerodziło się to w uczucie. Spotkaliśmy się wtedy i było bardzo blisko do seksu. Miotaliśmy się bardzo, ale ja zrezygnowałam w ostatnim odruchu. On powiedział mi, że nie można powiedzieć komuś komu mówiło się ze się go kocha (żonie) ze tak juz nie jest. Widziałam jego złość, rozczarowanie, ból. I wiecie co, dobrze że tego nie zrobiliśmy wtedy, bo mamy dziś po kilku latach od tego zdarzenia do siebie wielki szacunek. Przyjaznimy się, nadal rozmawiamy o swojej pasji. Zdarzyło nam się spotykać sam na sam na kawce, piwku. Była tez sytuacja w której on mi pomógł, doradził. Wydaje mi się ze zyskałam wiecej niz wtedy seks z zonatym. :-)
Chociaż mówię Wam jest to stapanie po cienkiej linie. Przyjaznimy się, to prawda, rozmawiamy o pasji i jest dobrze.
Ale jest granica. Kiedyś chciałąm sie zwierzyć mu z moich sercowych rozterek i doradził mi ale nie był zadowolony z tematu który poruszyłam. Dlatego wolę nie wszczynać z nim zbyt intymnych rozmów.
Poza tym cos z tych uczuc zawsze zostaje, dlatego nie rozmawiamy tak czesto jak kiedyś.
Może mnie sie wydawało ale ostatnio jak rozmawialismy przez telefon, wyczułam jakby zmienił głos, tonację, tak jak mówią ludzie którzy jednak coś czują do drugiej osoby i trochę mnie to zakłopotało ... Ale to moze nadinterpretacja.
zonka cos sobie ubzdurala a on w nogi! Wiecie co?
Ubzdurała???
Zejdź na ziemię...Czyli co?? Nic między Wami nie było?? Żadnej zdrady? Niewinne to takie było??
No to o co Ci chodzi??
Dziewczyny, jak to wszystko sie składa. W sumie nie musiałam nic robic, On podjal znow decyzje za mnie i za siebie. Powiedzial mi, ze jego zona cos sie domysla, robi mu awantury i on juz tak niemoze, a po za tym niszczy mi zycie,powinnam sie zajac swoim wlasnym zyciem a nie tracic czas na niego. I wiecie co? ten Gamon ma racje,ale....tak odwlekalam ta decyzje a On byl szybszy! zobaczcie jaki tchorz! i on mowil ze chcialby byc ze mna?a teraz? zonka cos sobie ubzdurala a on w nogi! Wiecie co? znow czekaja mnie cięzkie dni, znow płacze jak ta idiotka! a najgorsze ze chce go uslyszec!
jak ja mam sobie pomoc?
Przyłącze się do słów Komy "zejdź na ziemie"!
Bardzo przykro mi to jest mówić ale Ty jesteś totalnie zaślepiona. Wcześniej proponowałam Ci metode małych kroczków, która jak widac była Ci na rękę. Dalej łudzisz się, ze coś z tego będzie, dalej utrzymujesz kontakt zamiast zakończyć to definitywnie. Oczekujesz wsparcia a nic nie robisz aby przerwać ten romans.
On daje Ci do zrozumienia, że nic nigdy dla niego nie znaczyłaś! Wybrał żonę, więc obudź się w końcu! Nie zapominaj też o tym, że Ty masz juz swoją rodzinę i na litość zajmij się swoim mężem a nie facetem , który od samego początku pomiata Tobą.
Jeśli, ktos jest tchórzem to właśnie Ty, bo skoro kochasz swojego kochanka to po co marnujesz zycie swojemu mężowi?
Po drugie, "zonka "nic sobie nie ubzudrała! Nie zaprzeczysz, ze nic nie łaczyło Cie z jej mężem. Nie jest mi Ciebie żal.......... żal mi jest jedynie jego żony i Twojego męża, że tak ich oszukujecie, pozbawiacie prawa wyboru. Przez Ciebie przemawia czysty egoizm, nie liczysz sie z uczuciami jego żony i swojego męża, ważne jest to że to Ty teraz będziesz miała przed sobą "cięzkie dni".... Nie wiem, jak ma Ciebie jeszcze upokorzyć Twój kochanek, zebyś zrozumiała gdzie jest Twoje miejsce w szergu.
Jadzia, bardzo dobrze zrobiłaś ze nie przekroczyłaś tej granicy
Tak trzymaj ![]()
dobrze zrobilas... bo on mial rodzine to niech z nia siedzi a nie jakies skoki w bok... ty jako dziewczyna czy kiedys zona tez bys nie chciala byc zdradzana ...takie zwiazki z gory sa skazane na niepowodzenia ...bo zony raczej by nie zostawil
:):) twoje zachwanie swiadczy o twojej dojrzalosci brawo ![]()
witam koleżanki
nadrabiałam właśnie zaległości bo dawno tu nie byłam
erica jak czytam Twoje posty to mi się humor poprawia od razu
)) nie wiem czemu, tak jakoś zdaję sobie sprawę, że życie bez "nich" nie jest wcale takie straszne
a ta satysfakcja jak sami się odezwą faktycznie może być budująca
) Też tak ostatnio miałam, mieliśmy się spotkać, już wszystko było dogadane, a ja mu godzinkę przed wyskoczyłam, że innym razem bo się kiepsko czuję
od razu mi pisał co mi jest, dlaczego no i, że ma nadzieję, że nie foszę o coś....
A w zeszłym tygodniu wyprowadził mnie z równowagi przez pewną sytuację. Tak sobie zdałam sprawę z tego, że potrzebuję kogoś kto będzie się troszczył o mnie, a nie tylko o swoją DUPĘ!!! Wracałam w nocy z miasta, wsiadłam w zły autobus i w ogóle wylądowałam na jakimś zadupiu... nie było jeszcze tak późno około 22, a że on różnie pracuje pomyślałam że może będzie gdzieś w mieście i mnie zgarnie. Napisałam mu sms czy pracuje teraz (nie było tam żadnych określeń typu kochanie, misiu itp) poprostu ogólny sms który mógł mu przysłać pracownik lub znajomy o każdej porze... A on do mnie czy zwariowałam?! To ja na to, że nie ważne... Dopiero wtedy zapytał czy coś się stało i że jest w domu, i że prosił żebym nie pisała wieczorami pierwsza. Ja mu odpisałam, że jestem sama na jakimś zadupiu, że myślałam że jest w centrum, ale teraz poradzę sobie już sama no i że już nigdy go o nic nie poproszę... Całą drogę do domu przepłakałam, ale teraz mam to gdzieś!!! Pokazał jak się o mnie martwi...
Do tego jego żona jest chyba w ciąży... spodziewałam się, że to kiedyś nastąpi.
a ta satysfakcja jak sami się odezwą faktycznie może być budująca
Hi hiii...rzeczywiście, budująca!!
Afmin, no i bardzo dobrze, że sie odcinasz od niego! Podobno miłość od nienawisci cienka linia dzieli
..................więc jak nie można uwolnić się od ukochanego wystarczy go znienawidzieć.....(?) A jak widać Twój facet nawet Ci tego nie utrudnia... nie stara się, więc powinno być łatwiej ![]()
a ja odeszłam ![]()
znowu zaczął się odzywać marudzić, niby chce skończyć, ale nie umie...
załatwiłam to za niego
:):)
w moje urodziny po naszej rozmowie doszlam do wniosku, że mam dość chcę być pierwsza i najważniejsza a na takie coś szkoda mi czasu i energii
napisałam piękne pożegnanie dołaczyłam piosenkę dody jak małolatka, a co mi tam...
i kazałam żeby nawet do mnie nie piasał, że nie chce już mieć z nim zadnego kontaktu
znowu to ja musiałam podjąc męska decyzję a teraz ja muszę być konsekwentna
Wam tez się uda
buziaki dziewczynki to wcale nie jest trudne a potem jest tylko lepiej ![]()
powodzenia
Witam Ja również nadrabiam zaległości i trafiłam na temat który również sprawia mi duży ból,mimo tych wspólnych wspaniałych ,godzin w tygodni,gubię się,jest mi ciężko,bo bardzo się zadłużyłam i tak szczerze nie wiem co robić.Z jednej strony patrząc jestem szczęśliwa gdy jest blisko i jest wspaniale,ale z drugiej brakuje mi go kiedy naprawdę jest mi potrzebny.Ja wiem dziewczyny że zle robię,wiem ale cięzko jest podjąć jakąkolwiek decyzję;,(Zakończyłam swój poprzedni związek aby być bliżej niego,a teraz cierpie bo tak naprawdę go nie ma,on istnieje ale nie wiem czy dla mnie,mimo zapewnień i obiecań,nic się nie dzieje a ja głupia w to wierze i wierze...nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam...może to przyzwyczajenie może to że po za pracą i nauką nie mam żadnego punktu przyczepienia??mam sam mętnik w głowie jak pomyślę co dalej i czy to w ogóle ma jakikolwiek sen...na razie żyje z dnia nadzień ale to tak dalej nie może być.Chciałabym być szczęśliwą kobieta,mającą jakiś konkretny cel w zyciu,ale nie potrafie i dlatego tu piszę.Za parę godzin znowu na 12do pracy kończę i liczę na Was netkobietki.Wszystkiego najlepszego laseczki;)
550 2010-03-08 12:08:24 Ostatnio edytowany przez kwestia (2010-03-08 12:20:47)
Witam , po raz pierwszy tu . Nie wiem czemu dziś i co mnie skłoniło do tego ze chcę opowiedziec swoją historię...ale czytajac Wasze posty ..muszę się nie zgodzić z jednym, czas nie goi ran ... co najmniej moich . A było to tak : byłam sama przez długi czas..z nudów z samotności weszłam do sieci ... mąż wiecznie daleko, wieczory wciąż puste . POczątkowo miło spędzałam czas i tyle ..pogaduchy przy kompie do momentu aż poznałam Jego.. długie rozmowy, nitki porozumiem, wspólny punkt widzenia..zamieniały się w coraz dłuzsze rozmowy ... więcej spraw wspólnych, itd. itp.. zakochałam się. Nie wiedziałam tego jeszcze ale byłam zakochana juz przed pierwszym spotkaniem . Pamiętam każde z nich, każdą chwilę. Myslała, chyba sie łudziłam , ze i on ... naiwniaczka .Byłam rozdarta .. z jednej strony wracajacy z wieloletniej delegacji mąż z drugiej amant z czata w którego byłam zapatrzona jak w obraz . Był z daleka ale przyjeżdzał, na każde zawołanie, kawiarnie..hotele spotkania od czasu do czasu a na codzień net ...co dzień, co noc, rozmowy .... Byłam wydawało mi się dla niego wszystkim ... odpoczynkiem relaksem, lekiem na całe zło zsypem wszystkich emocji . Byłam tak szcześliwa ze zagłuszałam poczucie winy i krzywdy jakie wyrzadzałam meżowi . Przed każdym spotkaniem, dostawałam skrzydeł. Wszystkie moje zasady trafił szlag .. Ale za szczęście sie płaci tak ?
Po jakimś czasie zauważyłam ze ja mu nie wystarczam, ze chłonie, zyje zainteresowaniem innych pań . Chciałam odepchnąć od siebie to wrażenie, chciałam wierzyc w jego słowa ze jestem najważniejsza..bo to ze mna spędza noce przy kompie a nie z żoną..... ale chyba sie znudziłam. Na moje pytanie "czy cos sie zmieniło" zawsze odpowiadał ze nic, ze jest Ok ale nie było ...rozstalismy a własciwie odstawił mnie jak zabawkę ... Pogodziłam się z tym , mysląc było cos pięknego ale minęło ...ale nie minęło, spotkaliśmy się jeszcze raz , zupełnie niepotrzebnie..nie zrozumiałam jego zachowania..chłodu i szukania bliskosci i wspomnień... następnego dnia usłyszałam... że byłam jedną z wielu "bździągw" i że mu wszystko jedno czy będę....Świat zawalił mi się po raz drugi tym zdaniem zabrał mi wszystkie dobre wspomnienia stałam się zwykła dziwką w swoich oczach ...Od tej chwili nie wiem, czy cokolwiek było prawdą ? Czy to co kocham było uczuciem czy manipulacją ? Nic nie wiem ...Nie umiałam sobie z ta swiadomościa poradzić zdobyłam sie na chamski gest by dopiec by zabolało .. Od tamtej chwili tj od 7 miesiecy nie odezwał się do mnie słowem , jakby nigdy mnie nie było, jakbym nie istniała.. to boli, mimo upływu czasu to boli, że jestem nikim , dla kogos "kto mi był światełkiem ". Miałam nadzieję, ze zapomnę , ze to kwestia czasu ale nie umiem .. Teraz? staram sie wynagrodzic mężowi krzywdę ..poszukać pomocy i ukojenia, tylko nie wiem gdzie i nie wiem jak ....Jest mi wstyd , potwornie wstyd ....
Lalunia Jesteś jedna z niewielu kobiet, która starała się byc szczera wobec swojego partnera i zakończyła związek i oszczędziła mu choć trochę bólu i upokorzenia.
Jak widać Twój obecny partner ( o ile mozna go tak nazwać) nie docenił Twoich szczerych intencji, nie poświęcił się tak jak Ty, dlaczego? Bo delikatnie mówiac nie traktuje Cię poważnie.
Kwestia Podobnie jak Ty również uwarzam , ze czas nie leczy ran....czas przyzwyczaja do bólu.
Twoja historia jest dobrą przestrogą dla innych kobiet.
W to co się wpakowałaś to było na własne życzenie. Żyłas w wyimaginowanym świecie, nie dopuszczałaś do siebie myśli, że ta bajka tak się skończy. Szara rzeczywistość tak Cię przytłoczyła, że sama stworzyłas sobie tą iluzję "księcia na białym koniu"...
Jak rózowe okulary opadły zobaczyłaś dla jakiego chama i prostaka poświęciłaś wszystkie swoje zasady/piorytety.
Po przeczytaniu Twojej historii pomyślałam sobie o karmie. Ty zraniłaś swojego męża, a teraz ktoś w taki sam podły sposób Ciebie potraktował....
Sumując ..należało mi się ? być może . Po rozstaniu z nim ciężko chorowałam, ból fizyczny łączył się z psychicznym ale jeden nie koił drugiego . Myślałam wtedy że to moja kara ....karma. "życie to walizka, ile włożysz tyle wyjmiesz"? wolałabym nie pamiętać czyje to powiedzonko.... wolałabym nic nie pamiętać, nie czuć , nie kochać...:/
Nie mi oceniac czy Ci się należało. Jedankże sama przyczyniłaś się do tego że, dziś cierpisz. Nikt nie zmuszał Cię do romansu, sama na własne życzenie prowadziłaś podwujne życie. Teraz ponosisz konsekwencje swoich decyzji.I tak masz sporo szczęścia, bo domyślam się że, Twój maż nic nie wie o Twoim romansie.
Rozumiem że, każdy ma prawo zbłądzić, źle ulokować uczucia etc etc ale pomimo wszystkiego powinnaś to inaczej "rozegrać". Nie można być w dwóch zwiazkach jednocześnie, nie można tak oszukiwać.
Cześc Dziewczyny, dawno mnie tu nie bylo ale po przeczytaniu kilku postow troche scielo mnie z nóg
w moim ostatnim poscie, pewnie zle napisalam,ale to pod wplywem emocji o jego zonie. nie zaprzeczam, ze miedzy nami nic nie bylo,ale to ze sobie coś ubzdurala to chodzilo mi o inna kwestie ( znalzla w domu jakąs ładowarke i myslala ze on ma drugi telefon i zrobila mu awanture) chodzilo mi o to, zeby pokazac Wam, ze po czyms takim On się przestraszyl,ze moze cos sie wydac a przeciez kiedys mowil mi, ze bedziemy razem. Teraz juz wiem, ze nigdy by na to sie nie zdobyl, nie mial by na tyle odwagi jesli po czyms takim jak wracal do domu byl przerazony na maxa. musze Wam powiedziec, ze te ostatnie jego slowa pokazaly mi jakim on jest manipulantem...
Apoteoza sama bylas w trudnym związku więc chyba wiesz, ze nie jest lekko. Moze ja bylam za slaba zeby definitywnie skończyc,ale musze się Tobie jak i Wam pochwalic, ze od tamtej pory czyli od czwartku rozmawialam z nim tylko wtedy, On wtedy tak poprostu powiedzial mi, ze to jest nasza ostatnia rozmowa, ze tak dalej nie moze byc. Pewnie myslal, ze sie na to nie zgodze,ale wiecie co? nie pozowle sobie zeby ktos a tym bardziej On zabral mi resztke mojej godności. jestem z siebie dumna , bo ani razu nie zadzwonilam, anie razu nie napisalam a co więcej!!!!! on do mnie dzwonil wczoraj, dzis, pisal maile co sie ze mna dzieje,. NIE odebralam, nie odpisalam! po tylu jego pieknych słowach po raz kolejny dostałam po DUPIE! psychicznie mnie wykończyl,ale po ostatniej sytuacji uronilam moze jedna łzę! To prawda, ze granica między miłościa a nienawiscią jest bardzo cienka. Nie rozumiem jak czlowiek którego tak bardzo kochalam mogl doprowadzic do tego, ze tak bardzo go.........
Najgorsze jest to, ze jestesmy z jednego miasta,wczoraj wyjezdzajac samochodem spod sklepu widzialam go, innym razem podeszlabym, zatrzymalabym sie a wczoraj wcisnelam tylko mocniej na gaz....nie widzial mnie naszczescie. Tak jak napisalyscie ZESZŁAM NA ZIEMIĘ chociaz nie wiem czy mi serce jeszcze bije. Jedno wiem Żałuje wszystkiego co wydarzylo sie przez ostatni rok, zaluje ze wplatalam sie w ten związek, żaluje ze go pokochałam. Ta nauczka zrobiła a raczej robi ze mnie silną babę i teraz właśnie taka będe! Nie warto jest ufac i kochac bezgranicznie. O! właśnie dzwoni.... a niech dzwoni!
Kala bardzo się cieszę
i proszę Cię dla własnego dobra nie wracaj do niego, nie dzwoń, nie pisz bo widzisz że, nie warto!
Faktycznie trochę nieporozumień wyszło po Twoim poprzednim poście....
Kala, ja nie byłam w zwiazku z żadnym żonatym mężczyzną i od ponad 6 lat jestem wierna tylko jednemu jedynemu mężczyźnie o czym wspominałam odpowiadajac na pytanie Erici.
Najzabawniejsze jest to..że ja wcale nie chciałam tak zyć .... jako żona i kochanka ...chciałam odejść od męża.( bez podania powodu , az tak odważna nie byłam).i nie dlatego by być z kochankiem ale żeby być zupełnie wolną i tylko jemu móc poświęcać swój czas chyba na szczeście mąż nie pozwolił mi odejść czekał i czekał.Omal nie zostawiłam kochającego mnie człowieka dla iluzji .
Kala,czytajac Twoje posty widze w nich siebie sama,jest wiele podobienstw..zagubiona,zakochana i bezradna.Czulam sie jak w labiryncie z ktorego nie bylo wyjscia,myslalam ze nie dam rady bez niego ale dalam i uwierz mi ze i Ty dasz.Powiedz sobie dosc i zacznij zyc,zyc realnie a nie zludzeniami i marzeniami ktore zawsze nimi zostana..Kala trzymam kciuki
Kwestia, wiem że, jest Ci ciężko po tym jak potraktował Cię ten idiota a Ty jeszcze znalazłaś w sobie siły aby to przetrwać i odbudowac relacje z mężem. To bardzo dużo co zrobiłaś...naprawdę
Mam nadzieje, że znajdziesz w sobie jeszcze siłę na odbudowanie swojego poczucia wartości, które zniszył ten pajac.
Myślałam na początku, że z wygodnictwa nie chciałaś odejsć od męża ale teraz juz wiem że, nie. ![]()
Kala, mam nadzieje że, się jakos trzymasz
Tylko nie rób głupstw! Zabraniam Ci ![]()
Przebiśniegu, fajnie że jesteś. Mam nadzieje, że wspomnienia do Ciebie już nie wracają ![]()
Przebiśniegu masz racje- to są tylko złudzenia , marzenia i moja naiwnośc. Dziękuje za wsparcie ![]()
Apoteoza Twoje krytyczne słowa w ktoryms z ostatnich postów dały mi po d.....
czytam sobie je czasem, zeby znow nie oslepnąc
Trzymam się. ale musze Wam cośpowiedziec.
Wczoraj zajezdzam do takiego malego supersamu w mojej miejsciowosci, chodze sobie z koszykiem po tym sklepie a tu zza polek ON! no rzesz kur....wpadliśmy na siebie, nogi mi sie ugieły, ręce latały, serce myslalam, ze mi wyskoczy. ustalismy na przeciwko siebie i...czesc-czesc-co słychac-czemu nie odbierasz-martwilem sie-tak sie nie robi-chce pogadac. Powiedzialam mu, zeby zadzwonil rano przed pracą i co uslyszalam? ze mnie przeprasza, za wszystkie zle slowa ostatnio, ze nie wie co go napadlo,ale ja nie chcialam tego sluchac. Powiedzialam, ze jak sam będzie wiedzial czego chce w zyciu to niech da znac
i ze faktycznie bardzo mnie to zabolalo,ale dosc jego zabawy i nie pozwole zeby bawil sie moimi uczuciami, raz chce gadac, raz nie. niestety od tej pory gdy go zobaczylam jest mi gorzej,nie potrrzebnie go spotkalam,mialam taka ochote wtulic sie wniego, tyle czasu go nie widzialam! Niestety narazie swoich uczuc nie zmienie, tesknie za nim,ale staram sie to wszystko stlumic, niemyslec. Nie dzwonie,naprawde a zawsze po jegopracy gadalismy z godzine. dzis odlozylam po raz kolejny telefon na bok. To taki metlik kocham i zarazem mam wielki żal i uraz!i nigdy ale to juz nigdy mu nie zaufam.
Dam radę! dzieki WAM KOBIETKI!
Dziewczyny .... czytam Wasze posty i przypominam siebie sprzed dwóch lat ..byłam wtedy taka wesoła, mądra , rozważna, miałam jasno określone cele i marzenia . Byłam radosna , umiałam się cieszyć z drobiazgów i śmiać a teraz .. hmm dominuje we mnie , zresztą tak jak w Was, niepewność ból i bezradność...czuje sie wykorzystana , mam za złe sobie naiwność a jednocześnie bywają takie chwile ze oddałabym 5 lat życia, by tylko przyszedł i przebłagał i się wytłumaczył jednocześnie wiedząc że nie umiałabym żyć z nim ... Ja dopiero układam sobie życie po tej porażce ..staram się funkcjonować normalnie ale to nie jest łatwe , gdy myśli same odbiegają w przeszłość. Z jednej strony wiem że "nigdy już nic" a drugiej gdy pomyślę ze go nigdy nie zobaczę serducho się wyrywa i krzyczy stanowcze "nie"!!! Nie mam pojęcia kiedy z tym wszystkim się uporam , kiedy przyjdzie taki dzień że o nim nie pomyślę ale mam nadzieję ze przyjdzie ...Ale zmieniły się moje wspomnienia ..kiedyś przypominałam te chwile które były piękne i dobre..dziś wspominam same złe ...
Kala życzę Ci siły siły i siły ..wiem jak trudno odciąć się od uczuć
Apoteoza... kiedyś byłam tak jasno myśląca jak TY ..teraz Ci tylko zazdroszczę spokojnej duszy....
cześć
ja ze swoim mam cały czas kontakt,
chyba uzależnił mnie sex z nim ![]()
jego ze mną
od miesiąca się nie widzieliśmy, ale utrzymujemy kontakt...
zobaczymy co czas pokaże ![]()
Witajcie,
Dawno się nie odzywałam,ale czytałam sobie na biażąco Wasze wpisy ![]()
Ja jakoś sobie radzę,nie jest łatwo...niestety.Tak czekam wiosny,tego ciepłego słoneczka,to zawsze dawało mi swego rodzaju power do życia. Udało mi się do tej pory z Nim nie spotkać
Oczywiście mówię tu o spotkaniu na osobności,bo w pracy jest to nieuniknione. Rozmawiamy za to dość często przez telefon, generalnie cały czas interesuje mnie to co się u Niego dzieje,staramy się raczej trzymać tematów neutralnych. Troszeczkę przyzwyczaiłam się do rozmów z Nim, to chyba coś takiego jak u Kali...Wiem,że i Jemu nie jest łatwo, nawet wydaje mi się,że dopadła Go jakaś depresja.
Z mężem stosunki w miarę poprawne,ale jakoś nie mogę się wyzbyć poczucia,że powoli mało co nas łączy...Wiecie,kiedy na samym początku spotykałam się ze swoim mężem,to kochałam go,nawet bardzo,ale nigdy nie było między nami takiej chemii i uczucia,jak w relacji z NIM.I tak sobie myślę,że jeżeli przyszłoby mi związać się z kimś innym,to chciałabym kochać i pragnąć tego kogoś tak jak JEGO...
Witajcie, jestem nowa na tym forum. Mam 21 lat, jestem w trakcie rozwodu po półtora roku małżeństwa, które było największym błędem mojego życia. Nie dostrzegłam przed ślubem uzależnienia (ekonomicznego i psychicznego) mojego męża od teściów. W międzyczasie poznałam mężczyznę, przy którym zrozumiałam czym jest miłość. Niestety - jest żonaty - na początku studiów jego dziewczyna, a obecna żona urodziła jego dziecko. Chciał być odpowiedzialny i już 8 lat jest z żoną, której nie kocha.
Sytuacja jest tragiczna - nie mogę namawiać go do rozwodu, bo prawdopodobnie straciłby ukochanego syna... Szkoda że życie jest tak cholernie skomplikowane... Ale miło że można tu poczytać, zobaczyć, że nie tylko ja mam takie problemy...
564 2010-03-15 13:13:02 Ostatnio edytowany przez erica (2010-03-15 13:19:24)
Mlodziutka moja rada uciekaj póki możesz,
jak by wolał Ciebie odszedł by już od zony
facet jak głupieje z powodu innej kobiety wogole nie myśli o dzieciach chce być tylko zf nią, jeśli on nie odchodzi to znaczy, że nie odejdzie i albo możesz być tą drugą jeżeli Ci to pasuje, albo zabierać nogi za pas i uciekać jak najdalej...
mówię to z doświadczenia... własnego i nie tylko
jesteś jeszcze bardzo młoda nie marnuj życia dla żonatego, nic nie będziesz z tego miała poza łazami, bólem i żalem
takie związki są szalenie destrukcyjne dla kobiet
wycofaj się - to moja rada ![]()
jesienna przeczytaj książkę: "dlaczego mężczyźni nie słuchają a kobiety nie potrafią czytać map", dowiesz się, że chcemia przemija i to bardzo szybko od 3-12 miesięcy w porywach niektórzy twierdzą do 24, a potem ....
albo umiesz z kimś życ bo jest twoim przyjacielem, albo nie...
chemia jest fajna na chwilę, między mną a moim kochankiem tez jest szalenie silna nie miałam takiego chemicznego uzależnienia od nikogo do tej pory, ale wiem, ze to minie za jakiś czas pewnie poźniej niż wcześniej bo nie widujemy się często, ale za jakiś czas napewno to się skończy
Apoteoza,nie jest mi latwo mimo wszystko,fakt ze udalo mi sie wyleczyc z niego i jest to dla mnie niesamowite poczucie ulgi,wspominam ale najwazniejsze jest to ze te wspomnienia juz mnie nie bola,potrafie na to patrzec bez emocji.Jednak zostala kwestia mojego malzenstwa.Widzisz dopuki byl on w moim zyciu,wszystko mialo sens,choc bylo to zludne i nieprawdziwe szczescie jednak bardzo kochalam i chcialam wierzyc ze to ma sens,i ze kiedys tak jak mowil bedziemy ze soba,pozawalalao mi to przetrwac najgorsze nawet chwile,teraz jego nie ma,nie ma tez moich nadziei na lepsze jutro,zostalam sama z rzeczywistoscia z ktora musze sie zmierzyc a jest to bardzo trudne.Wiem jedno,musze odejsc od meza bo moje malzenstwo nie ma sensu,zreszta nigdy nie mialo, to toksyna ktora niszczy mnie od srodka kazdego dnia.Jednak to takie trudne,przygotowuje sie do tego i wiem ze to dobra decyzja.Wiem ze maz bardzo zle to zniesie,zranilam go ale nie potrfaie byc jego zona,on ma prawo do szczescia a ja nigdy mu go nie dam dlatego musze odejsc..
Jesienna widze, ze jestesmy bardzo podobne i bardzo podobne sa nasze sytuacje. Zerwalysmy niby znajomosc a i tak rozmowy pozostaly, uzaleznienie.W moim przypadku jest prawie tak samo jak u Ciebie. z Mezem ok,zawsze wiedzialam, ze go kocham ale gdy poznalam Tamtego to dopiero poznalam co to znaczy prawdziwie kochac. Z moim mezem zaczelam chodzic majac 17 lat teraz mam 24 i czesto zastanawialam sie czy to nie bylo przyzwyczajenie-mam nadzieje, ze nie. Wiem tyle, ze obie te milosci są nieporownywalne,ale....cóż zrobic. Po ostatnich wydarzeniach , po tym jak spotkalam go w sklepie staram sie unikac z nim rozmow, tylko to mi pozostalo,ale musze i z tego zrezygnowac. Calkiem dobrze mi idzie. Juz nawet ból nie jest taki okropny,jest juz mniej łez,jednak nadal są...
Młodziutka jestem tego samego zdania co Erica- UCIEKAJ! z tejznajomości nic dobrego nie wyniknie. Nie daj sie wplątac w ten koszmar, bo zostanie tylko rozgoryczenie i wielki ból.
Przebisniegu- życze Ci dużo sily. A może zastanow sie jeszcze?, moze da sie uratowac Wasze małżenstwo?
Pozdrawiam Was wszystkie!
Hej dziewczyny co z Wami? gdzie jestescie? ![]()
Witajcie,
A jestem tu gdzie zawsze o tej porze ![]()
Kala,masz rację,te nasze rozmowy to jakieś swego rodzaju uzależnienie...Niby staramy się rozmawiać w miarę neutralnie,ale coś tam zawsze się delikatnie przewinie.Ale też gdzieś w głębi duszy czuję,że jeżeli teraz polegnę,to później bedzie już tylko gorzej.Radzę sobie po japońsku,czyli "jako tako"
Generalnie nie jest dobrze,też chyba dopadła mnie jakaś depresja...
Z mężem relacje też powiedzmy "poprawne",ale tak na zasadzie koleżeństwa. Jakoś udaje nam się spędzać razem czas i się nie pozabijać...żartuję
Nie wiem,może to wina tego mojego fatalnego nastroju,ale coraz częściej myślę o tym,żeby też zakończyć moje małżeństwo.Ja go już chyba nie kocham,on mnie raczej też nie i tak mam wrażenie,że wegetujemy...A jeżeli potrafiłam pokochać kogoś innego tak bardzo,to też chyba jakiś znak...
Erico,ta chemia to trwa już dłużej niż 24 msc...i cały czas jest i nie chce minąć ![]()
trwa dłużej bo związek nie jest skonsumowany do końca, gdybyście mieszkali razem, mieli się na co dzień wszystko przeszłoby szybciej
taka nasza natura
ze mną tez nie jest dobrze...
wpadam w niego... jak jesteśmy razem twardo trzymam dystans, ale gdy o nim myślę w samotności mięknę strasznie, czuję się jak zakochana a może nawet już jestem, wiem, że ani on ani ja nie umieliśmy wytrzymać w postanowieniu, że kończymy nasze spotykanki,
cóż mam zrobić.. obserwować to co będzie się działo
dalej jestem twarda, ale tak strasznie chciałabym móc go kochać i żeby on kochał mnie chociaż pewnie tak jest, no może jesteśmy zauroczeni nie zakochani, ale chciałabym umieć mu oddać całą siebie, a teraz jeszcze nie potrafię....nie wiem czy kiedykolwiek będę potrafiła
cholera co ja mam z tym robić
on daje mi tyle radości i chęć do życia, jest lekarstwem na moje całe zło, a jest go teraz nie mało, nie chcę pozbywać się największej przyjemności...
dziewczyny jesteście bardzo mądre.Podziwiam za odwagę.A czas wyleczy was z tej miłości.Pozdrowienia
Witam Was wszystkie, nie bylo mnie przez jakis czas - a wiecie dlaczego? Bo oczywiscie, jak wczesniej, nie udalo mi sie... Choc tak sie staram, on ciagle szuka kontaktu a ja sie nie potrafie oprzec.... Brakuje mi go i tesknie. Nieprzespane nocem podkrazowe, splakane oczy - przeciez to koszmar jakis.A wszystko na wlasne zyczenie. To jest tak, mija 1,2,3 minuta i mowie sobie,ze tak lepiej, ze tak musi byc,ze nie bedzie inaczej, ze nie ma sensu, przyszlosci,ze zasluguje na wiecej,ze jestem madrzejsza itp itd..a nagle przychodzi minuta 4 i wszystko sie zmienia, lzy, rozgoryczenie, rozczarowanie.... I tak srednio co 2 tygodnie. Dodam,ze wszystko dzieje sie tak: pewnego dnia, on mi mowi,ze nie jestem jedyna w jego sercu,ze nie moze mi dac siebie w 100 % ,ze moge miec wiecej,ze chce zebym byla szczesliwa, miedzy tymi slowami,ze mnie kocha. Potem,ze dobrze,ze jestem w jego zyciu. Potem ja mu mowie,ze lepiej,zebysmy sie nie kontaktowali w ogole. Na to on,ze probowalismy i nie wychodzi. I ze mnie potrzebuje.. Juz nie mam sily.. I zamiast byc ta silniejsza, nie umiem. Wczoraj kolejna dluga rozmowa.Jak zdarta plyta.Ciagle to samo. Potem niby ok, potem wymiana mailowa- i znowu cisza... I po co wszystko? Do niczego nie prowadzi, wyniszcza tylko nas oboje... od paru miesiecy powtarzam sobie,ze to ja musze byc tu silniejsza. Moze gdybym go nie widziala codziennie byloby latwiej (pracujemy razem)...Ciezko, ciezko, ciezko....chyba przez samotnosc brakuje mi bratniej duszy... ( dodam,ze nie mieszkam w Polsce) ......
Agydeyn widze, ze nasze sytuacje sa identyczne. Mogłabym dokładnie to samo napisac o sobie. Niestety musze sie Wam przyznac do czegos. Przedwczoraj widzialam sie znim. Poprosil mnie o spotkanie. Mielismy pogadac o tym co sie stało tak juz bez emocji, ktore ostatnio nam towarzyszyly, złe emocje. Niestety poległam. Poległam! Nasza rozmowa była taka jak kiedys, zartowalismy, smialismy sie, wygłupialismy na temat powazny, czyli co dalej nie bylo dyskusji. Jedyne słowo od niego, ze on nie może sie ode mnie uwolnic i nawet tego nie chce. Czuje to po nim,ale z drugiej strony wiem cobędzie za jakis czas. Wiem co powie-nie chce marnowac Ci życia, Kocham Cie, ale...
Przytulił mnie, pocałował a ja zamiast powiedziec NIE to....
Jestem zla na siebie, dlaczego janie mam w sobie tyle siły zeby powiedziec koniec?po tylu moich łzach przez niegopowiennam juz dawno odejśc, dlaczego ciągle to trwa? i to jest dokładnie to samo co u CIebie Agyedyn. Niszczenie siebie nawzajem.
I tak jak slowa w piosence... " trudno tak razem byc nam ze sobą, bez siebie nie jest lżej..."
Kala.. dokladnie tak. Wczoraj zadzwonil wieczorem,zeby mnie przeprosic za idiotyczne maile itd. I powiedzial,ze nie chce mnie zaczac nienawidziec. Tak...cienka linia,prawda? Powiedzialam,ze tym razem, nie mozemy juz miec ze soba kontaktu.Zero. Nie ma rozmow, nie ma maili, nie ma smsow...powiedzial,ze to bedzie najtrudniejsze...Mi osobiscie bedzie brakowac zwyklego wsparcia. Zyczliwosci..a z drugiej strony taka hustawke mi funduje ostatnio srednio co dewa tygodnie. Tak sie nie da zyc. Od euforii do kompletnego dola...ale wiesz co?? jak ostania kretynka co chwila sprawdzam telefon , ludze sie ,ze moze zateskni, moze napisze, moze sie odezwie... i powiem Ci Kala,ze gdyby chcial sie ze mna spotkac, to bylabym tam od razu :-( i tez bylabym na siebie zla, bo to masochizm.. to jest szarpanie sie , dreczenie... zle emocje...Dlaczego to trwa? Napisalam w innym poscie przed chwila...Historia Pewnej Iluzji.... I tez sie przyznam,ze jak ostatnio sie rozstalismy, to ja peklam. I potem sie spotkalismy. I tez poleglam. Wiec moze teraz bedzie inaczej... ale najgorsze w tym wszystkim jest to,ze ja chyba nie chce zeby bylo???!!!! Jak sobie pomoc???!!
Jestesmy naprawde takie same. Nie umiem odpowiedziec Ci na pytanie jak sobie pomoc, bo sama sobie nie pomogę. umnie taka hustawka trwa juz 3 miesiąc. Z dola po euforie dokładnie tak jak u CIebiei dokładnie tak samo czekam na sms-a, na sygnal na maila. Ale zauwazylam po sobie, ze juz mu tak ni eufam. Po ostatnim naszym spotkaniu On do mnie dzwoni, dzis gadalismy,ale ja wiem, ze to za chwile sie zmieni, wiem, bo juz nie raz to przezywalam iwiem, ze znow będzie płacz. Albo jestem taka naiwna,głupia albo tak zakochana! chyba 3 w 1. Brak mi zdecydowania, nie umiem zupełnie sie odciąc, nie potrafie. Ale wiem, ze dam rade ktoregos dnia zrobie to.
Kala, nie , nie glupia..po prostu brakuje nam ciepla i kogos kto nam poswieci choc troche uwagi, pocieszy,wyslucha, doradzi, przytuli... jestesmy jak gabki.Przynajmniej ja...i dzisiaj sobie myslalam,ze to bez sensu, za dwa tygodnie 37 urodziny, szkoda lez, zdrowia, czasu??Ja nawet sie nie ludze,ze on bedzie ze mna. Bo wiem,ze nie. Czuje,ze stracilam przyjaciela i to najwiekszy zawod.Bo jak sie z kims rozmawia po pare godzin dziennie, to trudno sie tak po prostu odciac.Wylaczyc guzik.Nie da sie i juz. Ja obiecalam mu,ze sie nie odezwe.To on skonczyl. Wiec niech tak zostanie ..tak.. a potem przypominam sobie to co bylo, wszystkie chwile, rozmowy, usmiechy i jestem w punkcie wyjscia.... najgorsza jest ta cisza.... Zycze nam obu z calego serca,zeby sie nam udalo sie odciac Kala.Uda sie.
Dziewczyny jak tak czytam wasze posty to tak bardzo was rozumiem,mialam dokladnie ta sama sytuacje i wydawalo mi sie ze nie dam rady bez niego zyc,bylam uzalezniona jak narkoman od kokainy.Codzienne nasze rozmowy trwajace cale godziny,dziesiatki smsow,czeste spotkania,wspolne plany na przyszlosc ( potrafil w srodku nocy wyslac smsa ze nie moze zasnac bo wybiera imie dla naszego dziecka ktore pragnie ze mna miec kiedy tylko przejdziemy przez to wszystko) robil takie rzeczy iz bylam pewna ze naprawde mnie kocha(nawet poszedl do adwokata po porade w sprawie rozdzielnosci majtkowej z zona) Dawal mi niesamowita sile do zycia,sprawial ze bylam w stanie przetrwac wszystko.Budzilam sie z mysla o nim i zasypialam myslac jak to bedzie cudownie i nagle wielki BUM po blisko 4 latach.Odeszlam 5 msc temu,czulam sie jakby odcieto mi tlen,chodzilam do psychologa,walczylam zeby nie poddac sie i nie ulec i nie odezwac sie do niego,ale czekalam,tak bardzo chcialam uslyszec ze zle mu beze mnie,mimom wszystko chcialam to uslyszec jednak nie odezwal sie,uszanowal moja prosbe zeby nigdy wiecej sie nie odzywal,powiedzial tylko,pamietaj ze wroce po Ciebie jak bede wolny i gotowy z Toba byc,jak zobaczysz mojego smsa to znak ze wrocilem.Mija wlasnie 5 miesiac,nie odezwal sie i wiem ze juz nigdy sie nie odezwie.. kurcze wzruszylam sie i wlasnie splywa mi lza...wrocily wspomnienia..przepraszam was
Tez to przerabialam, chec posiadania ze mna dziecka, plany kogo zaprosimy na nasz slub i takie tam bzdury. Latwo sie o tym wszystkim mowilo...A teraz pomysl Przebisniegu, jaki to facet!Niedojrzaly, glupi, dziecinny!!!Majac obraczke na palcu planuje slub z inna kobieta ...naprawde trzeba miec niepokolei w glowie...
A powiedz mi, czy Twoj byly ma dzieci ze swoja zona?Moze to jest jej mocny punkt?Moze jego slaby?Po prostu nie chce zostawic dzieci?
A z drugiej strony nie rozumiem ludzi, ktorzy tkwia w zwiazkach bez milosci....jesli od dluzszego czasu cos sie nie uklada i 4 lata kocha sie inna osoba to co za sens ciagnac cos na sile i z przyzwyczajenia?Trzeba naprawde duzo sily zeby zakonczyc malzenstwo ale jesli ono i tak nie ma sensu...
Sprobuj myslec o nim negatywnie, nie wiesz co mowi jej w domu, moze zone zapewnia o swojej milosci i mowi, ze Ty bylas pomylka??
Nie zaslugujesz na takie traktowanie...
Na pewno znajdziesz wartosciowego mezczyzne, ktory bedzie tylko Twoj....tylko i wylacznie Twoj, ale to musi byc ktos dojrzaly...tamten byly nie jest...
dziekuje Ci margaryna za te slowa otuchy.Ja mam to juz za soba,przerobilam to wszystko i udalo mi sie wyjsc z tego.Duzo pomogly mi wizyty u psychologa,pomogl mi spojrzec na niego realnie a nie poprzez moje wyobrazenia o ideale za jakiego go postrzegalam i to sprawilo ze sie wyleczylam.Jednak wspomnienia wracaja,nie da sie zapomniec tego co bylo,z tym ze one juz nie bola,potrafie myslec o tym na zimno bez emocji.Dzis jednak piszac poprzedni post sprzed godziny,uronilam lezke,jakos zrobilo mi sie przykro.Pytalas czy on ma dzieci,tak oboje mamy dzieci a ja podobnie jak i ty nigdy nie chcialam zeby zostawial rodzine,chcialam jedynie odejsc po tym jak dowiedzialam sie ze jest zonaty,i odeszlam ale wracalam gdy pojawial sie a horyzoncie mamiac mnie swoimi pustymi obietnicami,bylam strasznie zakochana i zaslepiona.Wiele zlego wyrzadzila ta znajomosc,zaplacilam za nia bardzo wysoka cene i moge powiedziec ze nie warto bylo..
Do Przebisniega:
Oj to Twoja sytuacja byla o wiele bardziej skomplikowana. Ciesze sie, ze juz prawie wyszlas na prosta, ja wiem, ze tez wyjde:)
Jeszcze kolejne pare miesiecy i bedziesz jak nowo narodzona. Nigdy nie jest za pozno, zeby zaczac zycie od nowa!!
Pozdrawiam!!!!
Hej Dziewczyny,zgadzam sie z margaryna... jesli sie jest nieszczesliwym w zwiazku, to po co w nim trwac? A jesli chce sie trwac, to trzeba nad nim pracowac!!!tak mysle... zastanawialam sie - o Boze, odwiedczne pytanie - czemu facet zdradza... Moj przyjaciel ,facet, odpowiedzial mi : dla odmiany, z samotnosci, z braku, z pomylki, dla ciekawosci..nie wiem jak Wy,ale ( to jakies nienormalne,wiem)mysle sobie ze bym chciala,zeby to co mial ze mna wyniklo z samotnosci..ze nie z ciekawosci... Ma to sens? To chyba ciagle potrzeba akceptacji w mojej glowie..nie wiem sama.Cisza.Nie odzywa sie. Ja tez.Wytrwam? Ostatnio jak uleglam , to powiedzial,ze czekal na moj kontakt....Oj Przebisnieg, jak doskonale Cie rozumiem. Ja nawet nie moge wlaczyc radia w samochodzie, bo mi sie kazda piosenka z nim kojarzy.I lzy... i teraz tez lzy... jak ja strasznie tesknie......
Agydeyn to naprawde nie jest latwe,ale sprobuj sie nie odzywac bo nigdy sie od tego nie uwolnisz,sprobuj wytrwac,nie wiem jak bylo u Ciebie ale u mnie to prawdziwa masakra byla,facet pojechal po bandzie i to na calej lini,wlasciwie nie dal mi wyboru,musialam odejsc.Za duzo klamstw,mialam serdecznie dosc.Jednak dobrze wiem co to tesknota,i dlatego doskonale Cie rozumiem.Postaraj sie czyms zajmowac swoje mysli,zajmuj sie czyms,wmawiaj sobie ze tak musi byc,ze to najlepsze dla Ciebie.Nie bedzie latwo ale mozna z tego wyjsc,ja kiedys myslalam ze bez niego nie dam rady zyc,a jednak zyje i Ty dasz rade
Przebisnieg...Mail dzisiaj rano..... taki niby nic...... a ja myslalam,ze bedzie twardy. Odpisalam..........Boze, odpisalam.....ale on juz nie.Wiec niech juz nie odpisuje. Masz racje,tak lepiej dla mnie.I dam rade.Po co pisal?????????? Znowu mi zatrul glowe.
wiecie co wszystkie kochanki się okłamują
dla mnie będzie inny lepszy
guwno prawda jeżeili jest tak podły i bezwzględy dla żony, którą kiedyś napewno mocno kochał, z ktorą żyje prowadzi wspólnie dom.. to jaki będzie dla kochanki
gwarantuje dużo gorszy, dużo...
to takie moje małe poniedziłkowo-poranne przemyślenie
wszystkie powinnyśmy być mądre i nie dać się draniom
jesli dla nich nie liczy się żona kochanka tym bardziej nie będzie
trzymam za Was kciuki
rany jak ja się cieszę, ze nie jestem zakochana
że dla mnie jak dla zenka z pks'u
jest to jest nie ma to tez dobrze
tez czasai mi przykro, gdy chce cos od niego a on udaje ze sms nie dotarl (znaczy cisza z jego strony) ja nie upominam sie o uwage, nie chce jego strata, nie zamierzam sobie z nim układać zycia
wspolczuje tylko tej kobiecie, ktora przy nim tkwi..
czasami tylko jestem ciekawa co ona tak naprawde ma w tej swojej samczej głowie czego by chcial ode mnie, ale jakos ciekawosc konczy sie szybko i nie pytam przeciez to i tak nie ma znaczenia
nigdy nie zbudujemy nic na cudzym nieszczesciu, rowalonym zwiazku, nic z nim nie palnuje wiec po co to rozdrapywac i analizowac
jest, mam w danym momencie na nigo ochote to jestem
nie mam to nie
czasami to ja moge powiedziec nie chce, nie mam czasu, nie amm ochoty.. to tez ma swoje plusy ![]()
jedyne co mnie boli to to ze nie umiem kochac i oddac siebie ale to juz inna historia
i prosze traktujcie tych dupków tak jak oni Was albo gorzej nigdy lepiej bo na to nie zasluguja
to my jestesmy glupie nie oni
oni poprostu nie mysla, nie czuja i im latwiej
Zajrzyj na pociechę na mój blog pt. "Porady na zdrady" na stronie blox czy na onecie.
Dobrze się stało, że zaczęłaś od nowa.
Przebiśniegu czytając Twojego posta i ja uronilam łezke, wracaja wspomniena. Ja tak jak Agyedyn niemoge naet słuchac piosenek, ktore mi sie z nim wiążą. On jest tak bliski mojemu sercu, zdarza sie, ze rozmawiamy ze soba jeszcze codziennie i to długo,ale ja wiem, ze te rozmowy do niczego nie prowadzą. Tyle razy on mowil mi, że musi odejsc dla mojeg dobra i wracal albo ja nie pozwoliłam mu na to, bo sie odzywalam pierwsza. Nie wyobrazam sobie życia bez niego, bo mimo wszystko przyzywczailam sie do niego. On stał sie moim przyjacielem i w wielu rzeczach mi pomagał. Tylko , że On kiedys i teraz to zupenie inny człowiek. Kiedys nie bylo godziny zeby sie nie odezwal a teraz? moze rano jakis telefon pozniej cisza i cisza.....cisza...a podobno kocha tak samo, tęskni tak jak kiedyś...
Po ostatnim spotkaniu z nim znów zaświecily mi sie lampki w oczach, znow czułam ta euforię, byłam taka szczęsiwa jak kiedys, jak wtedy gdy było nam tak dobrze. Łzy mi leciały ze szczęscia a on je ocierał, niestety wiem, ze tak niemoże byc. Wiem, ze prędzej czy później on znów mnie skrzywdzi. Wiem to a mimo wszystko nie mam siły, zeby powiedziec koniec. a jakis czas temu było juz w miare dobrze, juz powoli odchodziłam, małymi kroczkami ale odchodziłam. Teraz? czuję wielka tęsknotę, Boże jak ja tęsknie :(Kocham go tak bardzo i to jest najgorsze! Przebisniegu postaram sie tak jak TY. Znajde w sobie ta sile i nie odezwe sie dziś. To będzie mój początek, Bedę sobie mówic, wmawiac, ze tak jest lepiej, ze to dla mojego dobra, to będzie najlepsze dla mnie! muszę w końcu byc silniejsza od niego musze!
A miałam takie poukładane życie...tyle zlego wyrządzila mi ta znajomośc i tyle zdrowia przez niego straciłam!
Wieczorem napiszę czy udało mi się wytrzymac i nie odezwac się. To walka chyba z sama sobą. Ciekawe co wygra? rozum czy serce?.....
Trzymajcie się!