AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! skonczyłam pisac tego posta i on zadzwonil! zapytał co u mnie słychac, jak po weekendzie.....i że mnie kocha...:( Wiecie co? to ja czuje sie jak w jakiejs agonii, powolna śmierc, dobijanie się.
Podobne tematy
Kala...ja mam to samo....
588 2010-03-29 13:35:47 Ostatnio edytowany przez Agydeyn (2010-03-29 13:37:12)
Zobaczylam go dzisiaj i serce mi o malo co nie wyskoczylo....tak bardzo mi go brakuje.... i co zrobilam???? Napisalam smsa..nie wytrzymalam... i odpisal,ze mu ciezko. To jest rozdrapywanie i dobijanie sie nawzajem- bez sensu.Chcialabym znalezc tyle sily,zeby powiedziec np: zostaw mnie w spokoju,albo sie zona dowie o twoich podbojach'.. np...ale nie, przeciez nie...i trzese sie cala w srodku......i wiecie co? jak zobaczylam maila rano to mi sie jakos cieplej zrobilo...?????? Trzymaj sie Kala... mi sie dzisiaj nie udalo...
Agyedyn a dlaczego wy sie " rozstaliscie? " dlugo trwal Wasz związek? chociaz pewne on trwa nadal takjak umnie...
niby chce sie odejsc, ale jak widzis sie sms-a, maila to az serce rosnie i pojawia się usmiech. Chore to wszystko...mam to samo.
'Rozstalismy' sie , bo on powiedzial,ze zasluguje na wiecej.Ze nie moze mi siebie calego dac.Ze to nie fair. Ze nie chce stac na drodze.Ze mnie kocha,ale nie jestem jedyna w jego sercu. Same takie rzeczy. o...przeciez normalny czloweik by wtedy sie zawinal, zyczyl szczescia i juz.... a ja nie moge zapomniec. To wszystko trwa prawie rok... moze trwalo. Ostatnio powiedzial,ze nie chce mnie znienawidziec.On sie broni.Wiec powiedzialam,ze wobec tego zero kontaktu.Nie mozemy. I kto w sobote wysyla maila??? nie ja, ja sie trzymalam. Ale nie odpisal. No to potem ja smsa- jak idiotka.I odpisal.Ale juz cisza. Myslisz,ze wytrzyma????
niby chce sie odejsc, ale jak widzis sie sms-a, maila to az serce rosnie i pojawia się usmiech. Chore to wszystko...mam to samo.
No chore, chore..bo do niczego nie prowadzi....wykanczamy sie tylko powoli.I to na wlasne zyczenie Kala!!!! Chyba jedynym rozwiazaniem jest 1. albo nam powiedza straszne rzeczy, na zasadzie 'nie pisz, nie chce'. 2. my ich znielubimy 3.ktos inny okaze nam zainteresowanie. Inaczej nie widze wyjscia.
Nie wiem czy wytrzyma, dobrze, ze jest wobec Ciebie szczery, ze mowi Ci ze nie jestes jedyna w jego sercu. "Moj" mowil mi, ze zony nie kocha, ze musi odejsc dla mojego dobra i ze wzgledu na dzieci. Ale mimo wszysto od naszego niby rozstania minelo 4 msc i nadal kontakt jest, po 2 msc widzialam sie z nim i zachowywalismy sie jak gdyby nigdy nic, pewnie za tydzien powie mi znow ze musi odejsc, zebysmy nie kontaktowali sie a na drugi dzien zadzwoni i przeprosi, powie, ze nie moze beze mnie zyc, ze nie potrafi a ja głupia znow mu ulegne zamiast kopnac w dupe! Tylko, ze tym razem to ja sie nie bede odzywac, choc wiele razy juz sobie topowtarzalam to i tak dzwonilam, pisalam. Ale od dzis zaczynam walke ze sobą.
Agyedyn my naprawde mamy bardzo podobne historie
Musimy sie wspierac, to jest bardzo potrzebne.
Ja go nigdy nie znienawidze, nawet gdyby mi powiedzial, ze to wszystko bylo klamstwem, wiem, ze powiedziałby to specjalnie,mimo to i tak bym go kochala, ten związek to najgorsza decyzja w moim zyciu mimo tylu pieknych, cudownych chwil,on bardzo mnie skrzywdzil,a jesli o zainteresowanie kogos innego...Agyedyn ja mam męża który bardzo mnie kocha, jest dla mnie bardzo dobry,kochalam go tak mocno dopoki nie poznalam tamtego, cały moj swiat odwrocil sie do gory nogami. Mam wszystko u boku męża, zrozumienie, jego milośc oddanie, wsparcie, tylko, ze moje serduszko jest niestety kogos innego. Wiem, ze tak juz pozostanie a ja musze odnalezc , odkopac ta milosc ktorą darzylam meża rok temu.
Ojj dziewczyny jak ja was rozumiem,przechodzilam dokladnie to samo,bylo wiele rozstan i tyle samo powrotow,dostawal kazda szanse.Zawsze ktores z nas nie wytrzymywalo i sie odzywalo.Mowil ze my nie potrafimy bez siebie zyc i jestesmy sobie przeznaczeni,zreszta czego on nie mowil i trwalo to tyle czasu.ale uwierzce mi ze w koncu nadejdzie taki moment ze powiecie sobie dosc i dacie rade..Ja gdy tak sobie mysle ze nie ma go juz 5 msc w moim zyciu to az niedowierzam ze to prawda a jednak prawda.Cos wam powiem tydzien temu ktos dzwonil do mojego domu i sie rozlaczyl,bylo to w weekend 2 razy,dzis ktos zadzwonil do pracy,odebralam a tam cisza,ktos sluchal i sie nie odzywal,kilka razy mowilam slucham..halo,a ten ktos nic nie mowil po dluzszej chwili sie rozlaczyl.Czulam gdzies tam w srodku ze to on,i powiem wam ze wrocilo,caly czas dzis mysle o nim.Tak bardzo nie chce zeby to byl on,boje sie kochane...Zbyt duzo sie stalo,zbyt duzo czasu minelo,zbyt wiele wycierpialam i zbyt wysoka cene zaplacilam za to uczucie...za duzo tych zbyt,nie sadzicie?
Duzo za duzo Przebisnieg.. o wiele za duzo...Chcialabym ,zebym miala tyle sily w sobie,zeby nawet nie odpowiadac na zaczepki, bo to babranie sie w ranie...rozgrzebywanie. No wlasnie, gluchy telefon i czlowiek juz mysli..... Kala, ja tez jestem w zwiazku.6 lat. Mielismy brac slub. Ale ja juz wiem,ze nic z tego nie bedzie...i przez chwile , kiedys jeszcze probowalam walczyc.sama ze soba.Zeby znowu pokochac.Bo wiem,ze on mnie bardzo kocha....ale nie uda mi sie,bo - jak u Ciebie- serce bije gdzie indziej...Wspierajmy sie nawzajem, to nam sie uda....
No to kobiety ja Wam napiszę co wydarzyło się u mnie, a nie pisałam bite kilka miesięcy..życie zaserwowało mi jedno z najgorszych rozwiązań romansu z żonatym facetem. Spotkań było co raz mniej, raz w miesiącu..i katorga widywania go w pracy!!!!Zaczęłam dziwnie reagować na niego w pracy..nie potrafiłam ukryć zdenerwowania, trzęsły mi się ręce, całe ciało drżało!!! Przerażała mnie świadomość,że ON może za chwilę wejść do mojego pokoju w pracy bo reagowałam przerażeniem..panikowałam jak nastolatka,jak gdybym nigdy wcześniej nie miala kontaktu z mężczyznami..Spotkania prywatne były ok, czułam się wspaniale, bo kocham nad życie!!! Kiedy ostatni raz widzieliśmy się prywatnie to on mówił na przemian rzeczy które koiły serce i wkładały nóż tak głębkoko,że czułam ból wręcz fizyczny!!Nie widzieliśmy się trzy miesiące- ja opowiedziałam o mężczyźnie który pojawił się w moim życiu i standardowo nie wyszło bo był pieprzonym nierobem i chciał żyć na moim skromnym garnuszku,gdzie ja sama ledwo wiążę koniec z końcem. Mówił o nas:"jak jeszcze byliśmy razem.."-tak..nie spotykamy się a ja nadal kocham..gotuję zupę Ci zupę choć wiem że jej nie skosztujesz...ubieram się,maluję,sprzątam dla Ciebie..z obsesyjną myślą o Tobie..patrzę w telefon, który tak rzadko dzwoni dzwonkiem ustawionym specjalnie na Twój nr.."najdalsza z gwiazd"Georgina.,,,!!!!Mówił że spotyka się kobietami(wróciliśmy do rozmów o wszystkim, jak kiedyś gdy nie było mowy o miłości)...ale rozmowa z żadną kobietą nie odda tego co przeżył gdy my rozmawialiśmy całymi nocami popijając drinki...To jemu wyrwało się słowo "kocham Cię" ja udawałam twardą,pogodzoną z sytuacją, wręcz zadowoloną z takiego obrotu sprawy...to była czysta gra!Nawet gdy położyliśmy się spać jak kumple śmieliśmy się do rozpuku że kładziemy się jak stare małżeństwo..życząc sobie dobrej nocy i odkręcając się tyłkami do siebie...ale...po chwili się kochaliśmy...Rano pocałunek na dowidzenia...cały dzień fruwałam ze szczęścia...ale kolejny dzień był już czarny..bez niego..!!!!żyłam wspomnieniami,marzeniami...niezrealizowanymi obietnicami!!!Mimo iż właściwie nie było go obok mnie ja żyłam nim,uzależniłam się psychicznie od marzeń...obudził we mnie nadzieje związane z życiem z nim jako żona a nie kochanka!!!!Obłęd,obsesja,koszmar...katowałam się oglądaniem jego żony na NK..AJ WSZYSTKO ZWIĄZANE Z NIM!!!!!!
I jaki finał???Tydzień temu był na imprezie z kolegami.I po wypiciu paru głębszych pisal do mnie smsy,nie wszystko rozumiałam ale wystarczyło bym wyła całą noc..obudziłam się po godzinie snu z okropnie spuchniętymi powiekami, przykładałam lód i dalej płakałam, byłam tak poniżona, rozżalona...negatywne emocje nosiły mnie po calym mieszkaniu, nie wiedzaiłam co ze sobą zrobić, a powinnam szykować się do pracy...w końcu się ogarnęłam i wyszłam do pracy...w autobusie od nowa płacz i niemoc!!!Nie potrafiłam nad sobą zapanować! Weszłam do pracy i zakomunikowałam,że odchodzę!! Nie bacząc na zobowiąania które mam,że w jednej chwili pozbawiłam się pracy i środków do życia! Dyrektor nie przyjął wypowiedzenia,poprosił bym zostawiła wniosek urlopowy i szła do domu!Wiedział że moja decyzja jest podyktowana przez emocje i nieświadoma.Wiedział również chodzi o mój romans..Wyszłam z pracy i nie wiedziałam gdzie iść..przeżyłam załamanie nerwowe i trzydniowy pobyt w szpitalu psychiatrycznym!! Leżałam z ludzmi całkowicie szalonymi którzy budzili mnie w środku nocy prosząc o papierosa,ciasko...to było okropne.Ci chorzy ludzie byli agresywni i nieobliczalni..Lekarz podjął decyzję że nie mogę tam przebywać dla mojego dobra,wyznaczył mi wizytę u psychologa..za MIESIĄC!!!Uspokoiłam się, wrócę do pracy bo muszę...choc nie wiem jak to będę znosiła..jego widok.On zadzwonił do mnie..prosił bym wróciła do pracy..podobno dostał wypowiedzenie...i za trzy miesiące już go nie będzie..Podejrzewam że zwolniono go przeze mnie..on też jest dyrektorem i już wcześniej zabroniono mu kontktów ze mną bo pracownicy plotkowali i burzyli się że mam fory..co było nie prawdą..pracowałam jak umiałam..nic nie chciałam dodatkowo..
Biorę teraz leki i nabieram sił..w domu,przy rodzinie...a jego nie ma...DZIEWCZYNY!NIE WARTO ZAKŁADAC ZDROWIEM KILKA CHWIL PRZY ŻONATYM MĘŻCZYźNIE! ja nadal go kocham i nie wiem po co...Zapytał:"Aga co mam zrobić?Wróć do pracy..Jak Ci pomóc?" Odpowiedziałam:"zniknij!spierdalaj z mojego życia!" Myślałam że jak odejdę z pracy, to ucieknę od niego, od uczucia..że nie będzie jego w moim życiu..ale nie mogę tego zrobić..nie mogę pozwolić sobie nawet na chwilowe bycie bez pracy..jestem sama z kredytami, zobowiązaniami...a chlebek też trzeba kupić...Mam nadzieję że coś się zmieni,że on odejdzie, że go znienawidzę...Póki co, będę grała że go nie nawidzę by nie miał odwagi zaczepiac mnie,zadzwonic do mnie...Muszę jeszcze go widziec....:-(
Aga, smutne te nasze historie wszystkie...Twoja jeszcze bardziej bo przyplacilas zdrowiem, choc mama mi powiedziala tez wczoraj,ze mam przestac bo sie rozchoruje ... Wizyta za miesiac dopiero? A nie mozna jakos wczesniej? I wiem co to znaczy widywanie w pracy- to jest koszmar.I mi tez serce skacze i rece drza i cala sie trzese- tak fizycznie reaguje. Choc unikam jak moge. Ale do konca sie nie da przeciez.. tez sie zastanawiam jaka obrac postawe. Probowalam sobie wczoraj wmawiac ,ze go nie lubie, nienawidze i nie chce.Ze jest nie warty moich lez, tesknoty i bolu. I dlaczego to ja mam cierpiec? I ja sie meczyc? I przez chwile bylo mi dobrze... tak bardzo przez chwile nawet.Potem wszystko wrocilo do normy a wieczorny mail ( taki sobie, niby nic) wcale nie pomogl. Nie wytrzymal Kala. I dzisiaj rano tez mail z wczoraj , o wpol do dwunastej w nocy. Ze teskni, i ze czas leczy rany itd. Dozynanie sie. Aga, wiem dokladnie przez co przechodzisz i jak cierpisz. Ale wierze tez,ze to minie.... dobrze,ze on odchodzi z pracy.Bo niby z jakiej racji mialabys Ty? I wierze,ze za jakis czas sie usmiechniesz i pomyslisz,ze zycie przed Toba, tyle rzeczy do zrobienia. I ze masz prace , kariere,ze sobie radzisz...I ze spotkasz na swojej drodze czlowieka na ktorego zaslugujesz. I ktory nie popchnie Cie do irracjonalnych dzialan jak skladanie wymowienia....Glowa do gory...i wiem,ze musisz go jeszcze widziec.To jakis czas bedzie siedziec.Ale powoli zniknie - mam nadzieje i tego zycze nam wszystkim. Sily nam zycze. Sily i jeszcze raz sily.Takiej na co dzien. Pozdrowienia!
Agnieszka nie wyobrazam sobie bycia w psychiatryku, to musiał byc jakis koszmar. Niestety ja czuje po sobie, ze dzieje sie ze mna cos bardzo złego. Wpadam w doły bez powodu za chwile sie ciesze i znow potem płacze jak małe dziecko. Agyedyn ja wczoraj wytrzymałam ale on nie, zadzwonil do mnie,pogadalismy troche, natomiast dzis rano to ja zadzwonilam. Nie mogł gadac, powiedzial ze zadzwoni za godzine i cisza,pozniej napisal ze zadzwoni o 11 i cisza. Ja sie denerwuje, nie wiem w co on sie bawi ale udaje mu sie mnie zdenerwowac. Moze on ma zabawe z tego, ze martwie sie, mysle i placze-nie wiem. Wiem tylko tyle, ze nie moge sobie pozwolic na takie traktowanie, na olewanie mnie nie pozwole. Psychicznie jestem wykończona, nie wiem co zrobic,znaczy wiem ale....
Ja tez niby wiem...ale.No wlasnie...znowu ulegam.Od rana maile...chyba ze 12...nie, zupelnie neutralne.Ale wiemy dokladnie co to znaczy neutralne.To znaczy,ze zyc bez siebie nie mozemy. Troche mi to przypomina przeciaganie liny.Bo to jest tak..On mysli,ze jak wysle takiego sobie maila, bez kochanie itp, to wszystko jest normalne - sam sie tlumaczy, jest mu z tym dobrze i wszystko gra.Niby gra.Bo dobrze wie, tak ja i ja,ze sie nie da,ze kazdy nawet najdrobniejszy kontakt to noz w serce....Zauwazylam tylko jedna prawidlowosc u siebie Kala...ze im bardziej daje mu do zrozumienia,ze w sumie to luz ( straaasznie trudno), to tym bardziej go to intryguje. Nie odpowiadam od razu ( straaaasznie trudno), niech poczeka.Tak, wiem,tez bez sensu,ale troche mnie to nawet bawi,wiec moze i dobrze,ze moze mnie to rozsmieszy?ze on sie stanie po prostu zalosnie smieszny? juz probuje rozwiazan roznych,zeby wyrzucic z glowy... i tak persen wieczorami i .....I Kala, dzisiaj wchodzac do pracy, rozryczalam sie idac korytarzem. Bo to tak bedzie,ze skrajnosci w skrajnosc.Nie sadze,zeby mial zabawe...on po prostu sie broni przed Toba.Broni sie przed soba, bo tak naprawde Kala, on dokonal wyboru.Podjal decyzje.Ale jeszcze trzyma sie Ciebie.......u mnie jest to samo....np wczoraj , caly dzien chlod, a mail dzis rano z wieczora taki,ze az mi serce skoczylo... i tak w kolko bedzie DOPOKI!!! to my nie powiemy definitywnie STOP....taaaaa...no wlasnie...jestesmy w punkcie wyjscia nie??
Czytajac Twojego posta rozesmialam sie,ale tylko dlatego , ze kazdy Twoj czyn przypomina mi moj
ja tez zwlekałam z mailami, smsami nie odpisywalam od razu a niech czeka a w koncu i tak napisalam
Zadzwonił w końcu...powiedziec przepraszam Kochanie,ale mam urwanie głowy w pracy,powiedzial Kochanie....aż mi serce zabiło mocniej,ale co z ztego. Od godziny 8 rano do 13 nie mogł zadzwonic na chwilke?musialam sie denerwowac. Powiedzial, ze zadzwoni wieczorem, tylko nie wiem po co? po co ja z nim rozmawiam? to jest uzaleznienie psychicznie, to jest jakjakis narkotyk. Nie umiem sie tego wyzbyc, za bardzo kocham. Wiem, ze sama sobie robie krzywde wiem, on mnie kazdego dnia dobija a ja nie umiem sie uratowac! Przebisniegu Ty odwlekałas ta decyzje 4 lata? 4 lata sie tak męczyłas? ja po paru msc mam dosc psychicznie a nie umiem powiedziec koniec,każdy jakikolwiek kontakt jest dla mnie ukojeniem. Sama siebie oszukuje, zyje w takim śnie, w bajce tylko to zaczyana juz byc koszmaremz którego nie moge sie uwolnic. Nie wiem co by sie musialo stac zebysmy nie mieli zupelnego kontaktu ze sobą, nie wiem. Wiem za to, ze musze zaczac zyc swoim, wlasnym zyciem a nie tylko czekaniem na jaki kolwiek gest z jego strony. Ehhh my tylko gadamy i użalamy sie nad sobą, powinnismy zacząc dzialac!
Agydeyn ma racje,dopuki dziewczyny nie powiecie stop to to sie nie skonczy.Tak Kala,moj romans trwal blisko 4 lata i dawno chcialam to uciac ale mamil mnie obietnicami,gdybym wam opisala moja historie to byscie nie uwierzyly ile ja przeszlam,jakie facet zrobil spustoszenie w moim zyciu,masakra.Jego zona mnie poznala osobioscie,moj maz sie dowiedzial,ja szlam na samo dno,sytuacja byla patowa a on nadal klamal i obiecywal wspolne zycie.Ja nie wiem czy bylam az tak glupia ze znosilam to wszystko,nie mozna usprawiedliwiac tego miloscia.Bylam taka jak wy a moze jeszcza bardziej slaba,trwalam w tym bo tak bardzo chcialam wierzyc ze jestesmy sobie przeznaczeni.Kilka prob bycia razem i zadna nie udana ,za kazdym razem mnie oklamywal i znikal na jakis czas a pozniej sie odzywal i dalej probowal wrocic do tego co bylo.Do dzis nie potrafie go zrozumiec tego co nim kierowalo i przestalam juz probowac go rozumiec.Dziewczyny prosze was wezcie sie w garsc i zakonczcie to,wiem ze latwo sie mowi ale naprawde to was wyniszczy jak mnie zniszczylo.Kala jak czytam Twoje posty to przypominam siebie z tamtych czasow,fundowal mi dokladnie to samo,czasem nie wiedzialam jak sie nazywam.|Teraz mam spokoj i naprawde ciesze sie ze mi sie udalo i dlatego tak bardzo was wspieram bo wiem ze mozna z tego wyjsc
Przebisniegu dajesz mi siłe, Tobie sie udalo więc i mi sie uda. Tylko nadal tkwi we mnie ta głupia nadzieja, że moze w koncu kiedys nam sie uda. Ale nie moge niszczyc sobie zycia czekaniem na niego, On nigdy nie odejdzie od dzieci,mimo iz twierdzi, ze kiedyś będzie na to gotowy heh. Po za tym nie wiem czy umiałabym zyc z mysla, ze rozbiłam ich małżenstwo(ktorego podobno nie ma-jego słowa,on jej nie kocha i jest tylko ze wzgledu na dzieci-gadanie...) Ja nie poznałam jego zony osobiscie,ale dzwonila do mnie,długa historia. Niby nie uwierzyla w nasz romans,ale od tamtej pory wszystko sie popsuło. Ten człowiek mnie wyniszczył, jest moim piekłem a zarazem...niebem. Tak bardzo go kochalam tak bardzo wierzylam w jego słowa. Jejku jaka ja jestem naiwna, głupia i slepo zakochana.
Przebiśniegu a co z Twoim małzenstwem?
ahh Kala jedno mam z glowy a teraz sprawa mojego malzenstwa,widzisz moje zycie jest tak poplatane ze nie daje rady. Musze odejsc od meza,nie mam prawa niszczyc mu zycia,on mnie kocha ale ja nie potrafie tego odwzajemnic i w tym tkwi problem jestem jak sopel lodu,i wiem ze to sie nie zmieni.zbyt wiele nas rozni,zbyt wiele sie wydarzylo,poza tym maz mimo ze mnie kocha ma trudny charakter,nie akceptuje mojej rodziny co zawsze mnie bolalo,nie potrafimy ze soba rozmawiac,ja potrzebuje zrozumienia o on twierdzi ze ja wymyslam,ze z dobroci mi sie w glowie poprzestawialo.On ma podejscie typowo materialne,mysli ze stac mnie na drogie rzeczy to powinnam byc szczesliwa,a ja nie jestem.Potrzebuje czegos wiecej niz dobr materialnych i to tak bardzo zblizylo mnie do niego,on dawal mi to czego potrzebowalam,byl moim sensem i swiatelkiem ktore rozswietlalo mi zycie, interesowal sie moimi sprawami,wiedzial o mnie wiecej niz moj maz,byl mi tak bardzo bliski.Ale jego juz nie ma a ja musze radzic sobie dalej,wiem ze musze sie rozstac z mezem,on tez ma prawo do szczescia a ja nie potrafie byc jego zona,poprostu nie potrafie a bardzo bym chciala Kala
Czytam i kiwam glowa.....jakie te historie sa podobne.Jak wspominalam wczesniej ja tez jestem w zwiazku. 6 lat.....i podobnie jak u Ciebie Przebisniegu, teraz zrozumialam,ze musze odejsc,bo juz go nie kocham. Nie poswieca mi uwagi, musze sie dopominac o rozmowe- przeciez bez sensu tak zyc.Razem a osobno. Nie ma nic gorszego niz samotnosc w zwiazku...Nic nas juz nie laczy..ja sie cala wypalilam.Zero zainteresowania, o niczym nie pamieta- taki typ.Co nie znaczy,ze nie nalezy mu sie szczescie i wierze ze je znajdzie... I w ciagu niecalego roku, odslonilam sie jemu ( drugiemu tzn) calkowicie, prawda jest tez taka,ze przezywalam smierc bliskiej osoby i to on byl moim wsparciem.Calym moim wsparciem,a nie moj partner. I dlatego tez bylam taka podatna.Czy to wykorzystal?Pewnie w jakims tam stopniu tak....staram sobie wytlumaczyc teraz ( zeby latwiej bylo zapomniec),ze ja tez go wykorzystalam i moze juz zniknac z mojego zycia. Co jest najbardziej przykre to to,ze zna mnie lepiej niz moj partner.Moje marzenia, moje leki,moje nadzieje, moje wspomnienia....tak, z nim wszystko mialo sens.Kala, ta nadzieja - tak...skad ja to znam...ale wiecie co? ja w sumie nigdy nie mialam, nawet nie chcialam miec nadziei na nic..dziwne...wystarczaly mi rozmowy, maile i smsy... i spotkania od czasu do czasu i to tylko na chwile. tesknie za bliskoscia...tak to zdefiniuje..
Dziewczyny, to jest chore! Powinnyśmy ich znienawidzić! Jeszcze raz polecę książkę:"Trójkąt małżeński.Czy on zostawi dla mnie żonę." Dupek sam ją kupił i jeszcze mi ściemniał że nie jest to książka dla mnie...bał się że ukaże mi ona nasz romans w prawdziwym świetle, że zrozumiem co kieruje moim ukochanym że zdradza żonę...owszem ukazała mi..ale serca mi nie zmieniło.Teraz wiem że on chciał udowodnić sobie że mnie zdobędzie, byłam adorowana przez wielu facetów w pracy a jednak wybrałam jego...16 lat starszego !!! Wyeliminował cała konkurencję...niestety...męskie pieprzone ego-tak pragnął podbudować swoje poczucie własne wartości że mu się upieprzyło że mnie kocha! Świat poza mną nie widział!A teraz?! odeszło mu od dupy!!!fiuty i nic więcej. nie wierzę w nic już choć serce mi się kraje z bólu!
I myślicie że zadzwonił choć raz od kiedy jestem na zwolnieniu?? Nie,bo się boi! Tchórze z nich wszystkich ! Jak żonka się dowie to będą wyć i prosić o wybaczenie...takie 99,9 % zakończenie romansów...albo pewnie z 50% ciągnie się kilka lat jak u niektórych tu kobietek na tym forum.
Moja przyjaciółka miała romans 3,5 roku po czym odeszła na 1,5 roku-ułożyła sobie świat z innym,wolnym mężczyzną i co??znalazł ją, odezwał się!drugi raz przewrócił jej świat do góry nogami...odeszła od swojego chłopaka i płacze ZNÓW tkwiąc przy miłości swojego życia-żonatym gościu! Cholera!czy jeśli raz się wejdzie do tej wody nie ma już ucieczki???
Agydeyn masz racje. To co bylo juz sie wypaliło, kiedys bez problemu znajdował czas na to zeby pisac do mnie smsy z pracy, maile a teraz? mowi, ze ma duzo pracy, nie wie za co ma sie zlapac-heh smieszne...
Kocham go niestety i boli mnie to, ze to co bylo moim a wtedy naszymi marzeniami stalo sie komedią. Czasem śmieje sie sama z siebie , ze wierzylam w to wszystko.
No wlasnie Kala... Tez sie smieje sama z siebie.Bo oni nas nie chca Kala, tzn.moze chca ale nie chca i juz. Bo sie boja i w ogole wszystko naraz. Przynajmniej nie pracujecie razem, nie? Niby powinno byc latwiej...bo mniej pokus.Bo ja wykrecilam dzisiaj numer na biurko do niego..:( Wiem, wiem, w tym samym momencie poczulam sie ...hm...upokorzona przez sama siebie.I rozmawiajac z nim myslalam, miej szacunek do siebie, z godnoscia!!! To glowa..A serce..Tak tesknie i tak cie kocham..i masz babo placek.I najgorsze,ze jak ostatnia idiotka, kretynka, przynioslam mu film ,ktory kiedys mu obiecalam i powiedzialam,ze zostawie na polce na dole, na co on,ze nie ,ze po niego przyjdzie, wtedy ja,ze sorry glupi pomysl, na co on,ze przyjdzie po niego jutro, na co ja ok niewazne,na co on : slyszalas?Jutro. I juz teraz wcale nie chce jutro, glupi pomysl - skonczona idiotka.Po co???????????? Wczoraj natomiast lepiej sie trzymalam, bo wieczorem nie napisalam zadnego maila np...za to on 3... no.Bo to jest tak jak u gory - nie chce i chce....i jestem na 100% przekonana,ze pozniej mi napisze wieczorem,ze nie chce tego filmu.A ja mu odpisze ok. Potem bedzie cisza. A potem od nowa.Az to ja tego nie przerwe...ale przerwe.W koncu!!!!!!!pozdrawiam!!
609 2010-03-31 18:25:05 Ostatnio edytowany przez Kala (2010-03-31 18:26:46)
My nie pracujemy razem, tzn ja szukam pracy i siedząc w domu dostaje kota. Tyle mysli krązy wokól mnie, gdybym pracowala to moze bym tak o nim nie myslala a tak?robie wszystko żeby zajac sie czyms , bo głupieje. Też tyle razy mówilam sobie , ze skoncze to i co? nadal trwam w tym zamęcie! Dzis zadzwnil do mnie rano,gadalismy o glupotach chyba ze 30 minut. Wstalam, bylam usmiechnieta.,zadowolona apozniej uswiadomilam sobie , ze i tak pewnie zaraz będe płakac przez niego. Podziwiam te Kobiety, które odcięly sie całkowicie. Dziewczyny ile WY musicie miec w sobie siły! jak ja Wam zazdroszcze!
Kala zanim ja sie odcielam na amen to wiele przeszlam,bylam identyczna jak wy,walczylam z emocjami,raz bylam szczesliwa a za chwila fundowal mi takie akcje ze mialam dosc.i te jego klamstwa,mialam serdecznie dosc,ale przegial i w zasadzie nie dal mi wyboru,a ja powiedzialam DOSC! nie dam sie wiecej! i jakos poszlo.Ja mysle ze z wami bedzie podobnie,w koncu znajdziecie w sobie ta sile czego ja wam kochane zycze z calego serca.Jedno jest pewne musicie znalezc ja wy bo oni tego nie skoncza,tak im wygodnie i tak szybko z tego nie zrezygnuja.Teraz zbieram sie w sobie aby zrobic porzadek ze swoim zyciem,jest to dla mnie przeogromnie trudne,wiaze sie ze zmiana calego mojego zycia ale wiem ze bardzo tego chce,wtedy odzyskam siebie i swoje prawdziwe ja.Pamietajcie ze jestem z wami i wierze ze dacie rade
611 2010-04-01 09:34:03 Ostatnio edytowany przez Agydeyn (2010-04-01 13:12:52)
Boze jak to dobrze,ze jestescie, bo chyba bym zwariowala.....dzieki za wsparcie!! Kala, ja nie wiem co lepsze..teraz to wolalabym siedziec w domu,przynajmniej bym go nie musiala ogladac i dostawac palpitacji serca...zdrowiej by bylo
..Przebisnieg, wiem, tak im wygodnie... ja zawsze powtarzam, kto by tak nie chcial??? nie musza ogladac naszych kapci, rozczochranych wlosow i pizam, nie? Adoracja i uwaga razy 100% - nic tylko brac!!!!!! hehe, czytam co napisalam i mysle sobie jak tak sie mozna dac ....no mozna... szybko tylko powiem co wczoraj..Wiec wczoraj sms z pytaniem jak sie czuej, czy wszystko w porzadku i co sie ze mna dzieje ( wyobrazacie to sobie?????) i co w mojej glowie. Odpisalam,ze to co w mojej glowie jest wylacznie moim problemem i mam zamiar zostac z tym sama. I ze nie powinno go to interesowac.Wkurzylam sie...co sie ze mna dzieje??? Odpisal : w porzadku.Wieczorem mail, ze przeprasza ze nie zobaczyl sie ze mna ( po ten glupi film),ale ze koniecznie musi jutro ( dzisiaj) i ze sorry za pytania itp itd. GLowa az mnie rozbolala.A najgorsze jest to,ze teraz mysle, a niech s....a , a jak sie odezwie, to serce mi skoczy i oczywiscie z usmiechem mu wrecze ten film i pozycze wesolych swiat... no!!!! Ale przede wszystkim to Wam zycze Wesolych Swiat, fajnie byloby byc w domu na swieta,ale nic - przezyjemy i to!!!
Pozdrawiam!!!
Wlasnie sie z nim widzialam...Lzy mi ciekna jak opetane...powiedzial,ze za mna teskni...I ze to sie nigdy nie zmieni.I tyle,i ze wszystko sobie powiedzielismy.On odszedl.I musze to sobie wbic do mojego lba.Nie ma go juz.I wiecie co mi napisal w smsie? ze dzieki mnie jest lepszy i ze ja go 'unioslam'. ...hm...pewnie,ze tak....I musze przestac sie juz mazac. On wcale nie czuje sie nieszczesliwy.Ma rodzine, dzieci a teraz na dodatek podwyzszone ego,wiec chyba czas na to,zeby moje wzroslo teraz....tak mysle.Matko...jak ja to przezyje teraz....
Dzieki Wam naprawde moge sie wygadac, nie wiem co bym bez Was zrobila!
Przebiśniegu- dzieki za slowa wsparcia,fajnie, ze jestes, bo dzieki Tobie my możemy zrozumiec, ze naprawde da się życ po odejsciu. Wspólczuje Ci jednak kolejnego trudnego etapu w Twoim zyciu. Przykro mi, ze z mężem jak mowisz nie ulozy sie. Zastanow sie jeszcze nad tym,teraz masz jeszcze do kogo wracac, masz z kim pogadac, mąż napewno Cie wspiera w trudnych sytuacjach i jest z Tobą. Nie wierze, że nic do niego nie czujesz. Pomysl czy zycie teraz po tym wszystkim samej będzie dobrym rozwiązaniem.
Agydeyn- takie spotkania są okropne, tez slyszalam, ze to, ze mnie kocha i jestem milościa jego zycia sie nie zmieni i tak juz będzie zawsze,ale niestety musi byc tak jak jest, heh czyli wygodnie dla niego.
Niestety dziś zadzwonil do mnie a ja z usmiechemna ustach odebralam i gadalismy godzine! doslownie jak by nigdy nic,zartowalismy, smialismy się, wyglupialismy. Uslyszalam nawet, ze mnie kocha i potrzebuje. Serce oczywiście waliło mi mocno,ale nie cieszylam sie tak jak kiedys gdy to słyszałam. Bo ja już chyba w to nie wierzę. Może on i kocha ale Milosc dla mnie to zupelnie co innego,nie mozna ranic kogos gdy sie kocha a on ranil mnie ostatnio regularnie.Fajnie i miło bylo porozmawiac,ale wiem na 100% ze niedługo uslysze, ze tak niemozemy. Heh jaka ja jestem durna wiem o tym dobrze a godze sie na to.Agydeyn jesli uda Ci sie " wbic do łba"
, że to koniec i od teraz to Ty jestes silna to zarz potem wbijesz to mi!!! ![]()
Buziaki dziewczyny.
Kala, chyba zaczne Ci wbijac teraz...Nie warto!!!!!!
bo nie...doszlam do wniosku ( wybitnego!!! :-),ze jest wstretnym egoista..I Twoj tez.I kazdy inny z nich..Przebisnieg sie na pewno tez sie z tym zgodzi..'Unioslam go, podnioslam ego, dzieki mnie jest lepszy' srutu tutu - a ja???????? A my? Co z nami?Kala, patrz,on tez dzwoni , gadacie godzine, mowi Ci to co chcialabys uslyszec ( tak jak ja..:-( ) , i potem znika i wlasnie po co to kochanie jak za chwile doprowadza do lez? Jemu tak wygodnie..tak jak powiedzialas.Furtke sobie zostawiaja uchylona,ze w razie czego jak sie zrobi smutno ,samotnie to zawsze jest z kim pogadac, a jak nie to my sobie mozemy przy bramce czekac i czekac... a wlasnie Kala, musimy zamknac.Zatrzasnac.Na klodke.Niech zardzewieje. I juz. Po naszym krotkim spotkaniu na korytarzu, ( w czasie ktorego jak nastolatce serce zabilo i oczy sie zaszklily), za parenascie minut zadzwonil na biurko! jakby nigdy nic!!!!!tak wlasnie jak u Ciebie.Tak..pewnie,ze odebralam.Takie tam gadanie, co w tv na swieta...gdzies przemycone luzne aluzje ... ale jakby co to luz. Myslalam, po co?? czyzby wyrzut sumienia? czyzby co?? Ja sobie tlumacze,ze nie warto dla takiego goscia... wspolczuc tylko zonie... naprawde....i cieszyc sie ,ze nie nam przysiegal..A pamietam jak na samym poczatku znajomosci mowil mi ,ze sie wzruszyl na swoim slubie.. no?? i demony opetaly...och... i nagle wiecej go laczy ze mna.Wiecie,ze nigdy !!! nie zadalam ani jednego pytania o zone.. wzorowa kochanka.. hehe.Musze zebrac w sobie duuuuzo sily i nie odpowiadac na zaczepki, bo tak jak powiedziala Przebisnieg, to my musimy powiedziec dosc..I jeszcze mnie poinformowal o ktorej wychodzi,i ze we wtorek bierze wolne...o co tu chodzi?? co mnie to obchodzi w sumie?Czy on mysli,ze to ze nie powie do mnie kochanie, kocham cie itp to juz oznacza,ze to koniec?? wczoraj wieczorem maile... dzisiaj spotkanie...dwa telefony.. domyslam sie ,ze wieczorem mail tez...kolejny... koszmar.On mnie dreczy. I Kala, on Ciebie tez dreczy.Dreczyciele sie podpompowuja..malo ich to interesuje ( no moze troche...) jak my to przezywamy...wiec na drzewo.dzieki mnie jest lepszy - gratulacje.I powodzenia.Niech slubna korzysta teraz...Kala, musimy byc zle. Bo jak jest sie zlym to sie wlacza system obronny i sie tak latwo czlowiek nie daje.Wiec proponuje wlasnie tak... co??:-) on nawet dzwoniac do mnie sobie cos pod nosem nucil, jakby nigdy nic!!! a nam ma sie serce krajac????? a on sobie spiewa?? :-) Zycze Wam wesolych silnych swiat - buziaczki.I piszmy,zeby nie tracic sily kochane!!!
- bo komu sie tu wygadac... aha.. kiedys dostalam jakiegos tam maila z madrosciami - takie proste ale prawdziwe. Ale jedna mi utkwila: Jezeli jestes w zwiazku ktory musisz ukrywac,to znaczy,ze nie powinienes w nim byc.. ...buzka.
Ojjjj normalnie zrobiłam sie zła,serio. Przeczytalam Twojego posta i zastanowilam sie nad pewnymi rzeczami... Moze faktycznie zlosc do niego mnie wyleczy. Oby!
Kochane ja Wam z calego serca zycze przedewszystkim WESOŁYCH ŚWIĄT!!! buziaki
Tak trzymac!!! Tak...mail wczoraj oczywiscie... ech...beznadzieja.
Mam kryzys - ratunku.....weszlam na facebooka, na jego profil - po co??- i zobaczylam zone... Jest mi zle.. o Boze jak mi jest zle.To wszystko bylo i jest klamstwem jakims..to chore..oni na zdjeciu razem. Okropne uczucie.I kiedys mi napisal, uwielbiam kobiety w krotkich wlosach.. no tak.Teraz wiem dlaczego tez...Hm.. a ja glupia myslalam,ze to moze ja.Nienawidze go powoli.Nienawidze...pewnie do konca mi sie nie uda,ale tak bedzie.On sie caly czas swietnie czul i mnie wykorzystal w najgorszym dla mnie momencie w zyciu.I teraz na pewno sie glosno smieje i ma mnie gleboko w dupie.
Agydeyn przykro mi:( wiem jak to boli:( najlepiej odciac sie.Ja kiedys tez tak robilam a potem cierpialam i po co? teraz tego nie robie i jest super,to jego zycie,niech robi co chce.
Kochane zycze Wam Zdrowych i radosnych Swiat,mimo wszystko starajcie sie spedzic je w dobrym nastroju;)) buziaki
Dziekuje Przebisniegu..i Tobie tez Wesolych Swiat :-) dziekuje za wsparcie.. Wieczorem poszlam na spotkanie z przyjaciolmi,wrocilam do domu i dwa maile - nie odpisalam.I dzisiaj rano tez nie ..to pierwszy krok.Buziaczki.
dziewczyny zaczynam się bać - dopada mnie miłość do niego
ani troche mi się to nei podoba, kurcze co robić...
chyba czas zwijac zabawki i to czym predzej, chyba muszę mu o tym poiwedzieć i uciec...
Agydeyn dasz rade,badz silna!!!!!!!!! Pierwsze kroki sa najtrudniejsze,a pozniej bedzie coraz lepiej.
Erico uciekaj jak najszybciej,zanim bedzie za pozno.
Uciekaj Erico, Przebisnieg ma racje...potem lzy i niepotrzebne zmarszczki...
po co to nam Kochane? Po co??? ja po wczorajszym kryzysie mam jakas sile w sobie ... dziwne... ale to dobrze.Jestem silna i juz. Oczywiscie,ze sie odzywa...informuje mnie co u niego i zadaje pytanie o moje samopoczucie..a na drzewo.. zlosc jest o wiele bardziej satysfakcjonujaca stwierdzam..Buzka.
nie chce odchodzić jeszcze nie...
narazie nie dam nic po sobie poznać, poobserwuje...
potem powiem, że się zakochuję wiec uciekam...
ale nie chce narazie tracic kochanka
a wiem, że jak to powiem to bedzie koniec
Podczytuje was troszkę i współczuję,że tak sie meczycie. Nieświadoma niczego zona ma lepiej,bo ma go na co dzień,bo sypia z nim kiedy chce,a najlepiej ma facet,bo ma dom i rozrywkę w formie kochanki,natomiast Wy jesteście w koszmarnym położeniu:(
Fajnie byc kochanką,ale gdy kochanka sie nie zakocha,bo potem dla niej taki układ to koszmar.
Kiedyś byłam kochanką. Miałam wtedy 22 lata,on 24,żonę i paromiesięczne dziecko. Nie obchodziło mnie w tedy co ona przeżywa,najważniejsze że ja tak cierpiałam,że czekałam na niego jak na przyjście Jezusa,wąchałam jego podkoszulek, który kiedys u mnie zostawił. Dostawałam szału na myśl,że z nią sypia,[chociaż mówił,ze to z obowiazku,ze nie czerpie z tego przyjemności],ze chodzą razem na spacer trzymajac sie za ręce [widywałam ich] Katowałam jego i siebie pytaniami,domysłami....
Odszedł od niej. Zamieszkaliśmy razem. Pierwsze trzy lata były super,potem powoli wkradła sie rutyna,codzienność,bo pięciu latach każde poszło w swoja stronę.... Nie wiem czy wrócił do żony? Nie miałam potem z nim kontaktu.
Dziewczyny,przedzielcie sobie kartkę na pół. Po lewej wypiszcie plusy waszego "związku" z nim,po prawej minusy i zobaczcie czego jest więcej.
Nie każdy kochanek [mąż] jest draniem i nie każdy wykorzystuje kochankę. Przecież oni też sie zakochują. Często z żonami im sie nie układa,ale nie chcą odejść,bo dzieci,bo wspólny dom,wspólne pieniadze,ale tak naprawdę,to katują sie w związku.
Draniami dla mnie są Ci którzy kochanki traktują jako rozrywke,gadżet do ich nudnego poukładanego życia.
Nie zastanawiają sie że zakochana kochanka czeka na ochłap jaki jej serwują czyli sms,mail,tel i dają ten ochłap TYLKO w tedy kiedy są znudzeni,kiedy juz przelecieli zone,zje obiad,upierdliwe dziecko pcha sie na kolana bo chce sie bawić,a im sie nudzi.
Dziewczyny,jezeli czujecie że facet jest zakochany,widzicie to że mu zależy,bo: pisze parę razy dziennie smsa,wykorzystuje KAŻDĄ nadarzającą sie okazję [pare razy dziennie] zeby chociaż usłyszeć w słuchawce wasz głos,to taki "związek" jeszcze mozna ciągnąć,tkwić w takim układzie, ale jak znajduje czas tylko raz dziennie,albo co gorsza raz na parę dni [zgroza!!!] TO NIE DAJCIE SIE WYKORZYSTYWAĆ,bo facet pisze do was z nudów,bo nie ma sie czym w domu,w pracy zająć.
Przeczytajcie książkę "Kobiety są z Wenus,faceci z Marsa". Nie bądzcie na ich każde skinienie,nawet jak targacie zębami poduszkę z rozpaczy.
Ja chyba pisała bym sms,maile,rozmawiała przez telefon gdy by on pisał,bo strasznie bym cierpiała nie robiac tego,ale bym nie sypiała z nim chociaz by mnie skręcało. Przetrzymała bym go,nie była na każde skinienie,tylko czy w tedy nie znalazł by sobie innej,bardziej dostępnej kochanki?
Żal mi was,chociaż niby powinnam załować żon,no ale one tu sie nie wypowiadają,natomiast czytam wasze rozterki.
Trzymam kciuki za podjecie najsłuszniejszych decyzji, CO DALEJ?
624 2010-04-04 10:58:29 Ostatnio edytowany przez erica (2010-04-04 11:09:07)
masz wiele racji
moj kochanek spotyka sie ze mna 2 razy w miesiacu, odzywa na gg raz na tydzien..
a ja i tak nie uciekam..
czemu? bo wiem, że chce jeszcze ratować małżeństwo tylko kiepsko mu to idzie...
nie chce być mną pochłonięty, powiedział wyraźnie, że nic mi nie daje, nie myśli o mnie, nie zaprzątam mu głowy...
ale z drugiej strony kłotnia w domu tel do mnie proszę, przyjedź, muszę się przytulić...
jestem sama tez potrzebuję czasmi kogoś do łóźka czy od tak poprostu
akceptuję to.. do tej pory był luz, ale teraz czuję, że zaczynam się zakochiwać, a może tak bardzo czuję się samotna, że chciałabym się zakochać, żeby czuć, że istnieje ktoś ważniejszy od innych...
mam chorą głowę i tyle
bardzo zaczął dokwierać mi brak osoby, dla ktorej byłabym ważna, osoby, która chciałaby rozwiazywać moje problemy.. doskwiera mi najprościej samotność spowodowana brakiem miłości
więc wolę mieć jej namiastkę, gdy jesteśmy niż nie mieć nic...
,,żony sie tu nie wypowiadają":)..a jednak:)-mój mąz zostawił mnie z małym dzieckiem dla kochanki..chcę tylko jedno napisać : po wielu,wielu burzach powiedział ; ,,przecież muszę z kimś być, naszego małzeństwa już nie ma, ty masz szansę na założenie nowej rodziny, ja juz nie",więc same widzicie
- kochanki myslą,że jak facet nawet zostawia rodzinę to dla nich
,a moze tylko i wyłącznie dla siebie?
- kochanki myslą,że jak facet nawet zostawia rodzinę to dla nich
,a moze tylko i wyłącznie dla siebie?
I tu masz całkowitą racje. Często kochanka po jakimś czasie tez idzie w odstawkę,dla nowej kochanki.
Od paru dni, nowa prawidlowosc.Nie lubie go. Nie odzywam sie.Napisal,czy ma przestac sie ze mna kontaktowac- napisalam,ze tak.Nie chce juz.Nie mam sily sie meczyc, ide dalej.Nie wiem,czy to chwilowe - mam nadzieje,ze nie.Nie chce,zeby sie pytal jak sie czuje.Co to w ogole za pytanie????? Nie na miejscu..uwazam.Wie sie odcinam.Trudne,ale nie lubienie jest latwiejsze.Niech sobie zyje w tym swoim swiecie,mnie juz w nim nie ma.....
Brawo! mocne postanowienie obys wytrwała. U mnie natomiast nielubienie jego robi się z każdego dnia coraz mocniejsze. W piatek mówil mi jak on wytrzyma beze mnie 3 dni świąt bez kontakt( gdy jest w domu nieodzywamy sie) a dzis? pogadalismy rano chwilke iprzez cały dzien cisza. to tak tesknił? heh kolejne kłamstwa. Nie ma nawet czasu zeby na sms-a odpisac? co to ma byc? Ten czlowiek coraz bardziej mnie zaskakuje i coraz bardziej staje sie miobcy mimo, ze nadal....
Super Kala, nie zasluguja na nas i juz. I nie warto. Ten sie odzywa na mailu nawet jak jest w domu,ale po co? Pytania co robie, jak mi mija dzien? A co go to obchodzi? Otoz to,coraz bardziej obcy.Zastanawiam sie po co oni szukaja kontaktu, byc moze zeby sie usprawiedliwic przed samymi soba,zeby sie lepiej poczuc ,albo jak wspomnialysmy wczesniej na ich warunkach.Dostalam smsa- Jestes na mnie zla? Odpisalam,ze wlasciwie to jestem i ze nie chce mi sie juz walkowac niechcianych tematow. Nie lubie i juz. Kala i zrob to samo, zobaczysz , od razu bedziesz silniejsza.....
Dziewczyny jak jesteśmy wsciekłe,to sie zarzekamy,ze juz nigdy,ze niech spada...itp. Potem złosć mija i po paru dniach zaczyna sie tęsknota. Nie pamietamy tego,że nie dzwonił,ze nie pisała,ze sie miga, tylko czaka sie na ten jeden gest,jednego smsa,jeden telefon,a jak napisze,zadzwoni,to potem sie złoscimy ze dla czego tylko raz zadzwonił,ze tylko jeden sms,bo wiemy ZE JAK BY BARDZO TESKNIL TO BYLO BY TEGO WIECEJ..... i znow sie złoscimy,...... niech spada,ze to juz koniec i tak do następnego ochłapa od niego.
W ten sposób sie zamęczycie,a on dalej bedzie robił tak jak robi.
Straszna jest mysl,ze to koniec,ze juz nie napisz,ze nie usłyszy sie jego głosu,ale kiedys ten ból minie,a nie bedziecie sie meczyć oczekiwaniem kiedy i czy sie odezwie.
Lepiej skończyć i nie czekać na jego smsy.
Agydeyn, Kala trzymam za was kciuki,dziewczyny Kobietka 48 ma racje,odetnijcie sie i zyjcie. Ja dalam rade i dlatego tak was wspieram,bo wiem ze mozna,a dzis ciesze sie spokojem.Spojrzcie jak sie obie meczycie.Wiecie czego ja sie obawialam? ze pewnego dnia zwyczajnie mu sie znudze i to on zakonczy nasza znajomosc,a wtedy poczulabym o wiele gorzej,a tak to ja jestem gora,bo to ja odeszlam,to ja powiedzialam zegnaj i dzis nie zastanawiam sie juz co byloby gdybym nie odeszla,i tak dla mnie jest lepiej.
..Wykazalas sie odwaga...to najlepsza decyzja jaka moglas podjac..zawsze byla szansa zeby byl tylko przy tobie ale nie chcial.widocznie chodzilo mu tylko o kilka chwil..Ty podswiadomie robilas sobie nadzieje ze moze kiedys bedzie cos wiecej miedzy wami ....zerwalas kontakt z nim ,jemu to bylo obojetne ,wiec nie traktowal
Cie powaznie!!szukaj swojego ksiecia,tego jedynego, dla ktorego bedziesz ksiezniczka... "Każda kobieta zasługuje na to aby być czyjąś księżniczką 24 godziny na dobe, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku" ..to swieta prawda:) trzymam kciuki!!
633 2010-04-10 14:54:25 Ostatnio edytowany przez jesienna01 (2010-04-10 15:19:22)
Witajcie,
Ciężki dziś dzień...Może dlatego tak naszło mnie na myśli o Nim...Nie jest fajnie,codziennie mijamy się w pracy,rozmawiamy,musimy zachowywać się "normalnie". Jak to wkurza...Wczoraj zaproponował mi spotkanie, jak to sam określił "pożegnalne". Powiedział,że jest mu to potrzebne,żeby zamknąć nasz etap,bo na razie nie może się z tym uporać. Nie chodzi mu o seks lub inne tego typu rzeczy. Na razie powiedziałam,że muszę to przemyśleć. Nie wiem w sumie czemu się zastanawiam...Może jednak podświadomie nie chcę tego skończyć ? Kurczę,sama nie wiem...Niby od dłuższego czasu nic się między nami nie dzieje, no może oprócz tego,że dość często rozmawiamy,ale nie ma spotkań,czułych gestów itp.To czemu boję się tego spotkania?
W domu niby OK,mąż nawet się stara,ale ja zaczynam się zastanawiać,czy takie życie to szczyt moich marzeń...Mogę stwierdzić,że do pewnego momentu go kochałam,zależało mi na nim bardzo, choć na pewno tego drugiego kocham mocniej. To zupełnie inna miłość niż w przypadku męża, w sumie trudna ale i spokojniejsza i piękniejsza. Ale z drugiej strony zdrady mojego męża,agresywne zachowanie dużo zmieniły. Kiedyś myślałam,że jak nie będę z nim zawali się cały mój świat. A teraz myślę,że oprócz problemów finansowych i ewentualnej samotności nic mi nie grozi. Poukładałam sobie klocki w mojej głowie i wiem,że sobie poradzę i bez niego. Z drugiej strony jest dziecko i to chyba na razie jest mój priorytet. Z kolei zastanawiam się,czy chcę,żeby moje życie tak wyglądało z nim? Tak letnio i bez emocji...Nawet nie mam ochoty na seks z Nim, nigdy nie pociągał mnie fizycznie jak tamten,choć aż tak źle nie było,ale teraz najchętniej w ogóle bym go nie dotykała...Moze to jakaś depresja?
Witam Was Dziewczynki..nie pisalam kilka dni...opowiem co sie wydarzylo..byly rozmowy w pracy, telefony na tzw biurko,ale ez smsow i innych kontaktow.Az sie sama dziwilam ,ze moge z nim rozmawiac tak ot, jakby nic sie nie stalo..Hm...jutro mam urodziny.Dzis zadzwonil,ze musi mi cos dac.Spotkalismy sie na korytarzu.Prezent.Nie przyjelam.Wcisnal mi,ze mam wziac.To dla mnie..itp.Zawieszka.Ale nie o prezent tu chodzi.Napisalam smsa,ze dziekuje. A on,ze nie widzenie mnie go dobija, ze teskni,i ze za kazdym jak mnie widzi zakochuje sie we mnie znowu. Odpisalam,ze mi tez go brakuje.Na co on, co z tym zrobic, jak sobie poradzic.. a za chwile,ze musze isc naprzod.Zadzwonilam do niego i wprost zapytalam: czego ode mnie chcesz? Raz - tesknie- za chwile- odejdz.To chore.Przyznal racje,ze mam racje. Poprosilam,zeby zadzwonil po pracy.Mialam dla niego 2 pytania .Pierwsze, powtorzone , co ode mnie chcesz i co ja ci daje? uslyszalam- energie.dzieki tobie czuje sie lepiej.Egoista.. bo podobnie jak U Kali, nie spalismy ze soba w ogole,wiec seks nie byl nigdy powodem.Wiec energia.. no tak. Ale pytanie nr 2 bylo: czy jestes szczesliwy?i wiecie co uslyszalam? ze jest najszczesliwszy na swiecie, ze kocha zone nad zycie ,ze dzieki niej jest tym kim jest, ze to jest inny swiat i to co ma w domu jest najlepsze na swiecie. taaaaaa... a ja go tlumaczylam,ze nie ma uwagi,ze jest samotny itp.Nie, on po prostu wzial to co najlepsze.Dopelnil sie rewelacyjnie moim kosztem.Wysmialam go, I powiedzialam,ze wspolczuje jego zonie i jak on moze spojrzec jej w oczy i sobie w lustro...ze ja zdradzil,a teraz mi wciska,ze jest szczesliwy???Ze jesli ma sie w partnerze przyjaciela i dobra energie to sie nie szuka dalej, czegos co jest wiecej niz przyjaznia. Wiec zaluje tylko teraz,ze nie zadalam tego pytania wczesniej..no ale czasem musi przyjsc odpowiedni czas. Nawet mna to nie wstrzasnelo juz.Spodziewalam sie tego.. wiec nie warto ...juz nic nie warto.caluje Was mocno i pamietajcie - nie warto....nie warto lez, bezsennych nocy i bolu...nie warto.pozdrowienia.
Witajcie,
Wczoraj zaproponował mi spotkanie, jak to sam określił "pożegnalne". Powiedział,że jest mu to potrzebne,żeby zamknąć nasz etap,bo na razie nie może się z tym uporać.
A ja bym NIE poszła na to spotkanie!!! ON CHCE SIE UPORAC!!! Ale nie interesuje go jak Ty sie z tym uporasz?!!!
Jak chce zakończyc,to niech konczy,a własciwie to juz zakonczył .nie idz na to spotkanie,bo poczujesz sie podle!!
Co Ci powie?
-Słuchaj,łajnie było,ale dla naszego dobra....bla bla bla...
..a ty bedziesz słuchała jak głupia gąska jak pan i władca w delikatyny sposób mówi ci SPADAJ!!!
636 2010-04-13 10:21:45 Ostatnio edytowany przez Kobietka48 (2010-04-13 10:23:38)
Poprosilam,zeby zadzwonil po pracy.Mialam dla niego 2 pytania .Pierwsze, powtorzone , co ode mnie chcesz i co ja ci daje? uslyszalam- energie.dzieki tobie czuje sie lepiej.Egoista.. bo podobnie jak U Kali, nie spalismy ze soba w ogole,wiec seks nie byl nigdy powodem.Wiec energia.. no tak. Ale pytanie nr 2 bylo: czy jestes szczesliwy?i wiecie co uslyszalam? ze jest najszczesliwszy na swiecie, ze kocha zone nad zycie ,ze dzieki niej jest tym kim jest, ze to jest inny swiat i to co ma w domu jest najlepsze na swiecie.
Palant i jeszcze raz palant i do tego niedojrzały!!!!!!
Wiesz,podziwiam Cie ze w jakis sposób nie chciałas na nim sie odegrać....jakiś sms gdy jest w domu.
Wiem ze to bylo by swiństwo,bo najbardziej ją by zraniło,ale facaci nie zdaja sobie chyba czasem sprawy do czego porzucona kochanka jest zdolna. Strasznie łatwo przychodzą im te skoki w bok i nie ponoszą za to konsekwencji,gdy porzucają swoje "zużyte " kochanki w tak okrutny sposób!!!
Ciesz sie że to koniec,bo facet nie jest nic wart!!!
Przemknelo mi przez glowe,ze jakby bylo super,zeby sie zona dowiedziala...ale pocieszam sie mysla,ze kiedys wyjdzie szydlo z worka i predzej czy pozniej za to zaplaci...bo tacy faceci beda zawsze szukac zewnetrznych bodzcow...otoz to,zadnych konsekwencji.A dzis rano dzwoni z zyczeniami!!! na drzewo- nagle przyjaciel...ach,szkoda gadac....Zgadzam sie, Jesienna nie idz na spotkanie...chyba,ze poszlas? to tylko przedluzanie agonii.....wierz mi... a potem na koniec zimny prysznic.
Nie poszłam i póki co się nie wybieram
Staram się tak jak Ty Agydeyn Go "nie lubić"...Przypominam sobie mniej miłe momenty,w pracy też staram się Go omijać...Aczkolwiek łatwo nie jest ![]()
Kobietka,masz rację...Cóż On może mi ciekawego powiedzieć? A mam wrażenie,że spotkanie z Nim to powrót do punktu początkowego,kiedy postanowiłam zakończyć nasz "związek".A tego już nie chcę...
Przerabialam to Jesienna,kazde spotkanie to powrot do punktu wyjscia.. Fajnie,ze nie poszlas
i tak trzymac.Ja sie juz nie dam tez.Trzymaj sie!!!
Wlasnie...co on Ci moze powiedziec???
Dziewczyny,każdy sms,każda rozmowa,to rozdrapywanie ran! Wiadomo,że jak zadzwoni,jak napisze, jest w waszym sercu radość wymieszana ze złością,ale po chwili znów pozostaje sam ból:( i tak do następnego razu.
Jesienna Ty masz gorzej bo go widujesz codziennie i to jest dramat. Im wiecej z nim bedziesz rozmawiała,wyjasniała,tym bardziej bedziesz cierpiała.
Dziewczyny, jak nachodzą Was dobre wspomniania z nim związane,to ucinajcie je w zarodku. Myslcie tylko o tym JAK TERAZ was potraktował. Na fajne wspomnienia przyjdzie kiedys czas,kiedy nie będzie juz tak bolało.
Każde rozstanie jest koszmarne,nie wazne czy jest sie kochanka,czy legalna dziewczyną,czy żoną,boli tak samo.
Nie dawajcie im TERAZ tego,czego od Was sie domagają:jakieś spotkania,wyjasniania,smsy,maile lub wiadomosc na gg...Koniec.Basta!
Może gdzies za rogiem czeka na was prawdziwa miłość,więc ta trzeba pożegnać bo i tak na dłuższa metę nie miało to sensu.
Cześć dziewczęta:) Podziwiam.Te silne.Te silniejsze ode mnie.Agydeyn-podziwiam Twa siłę i konsekwencję.Ja narazie sie trzymam.A wzbudzanie w sobie złości,niechęci itp juz przerabiałam.Wiesz?ja nie miałabym tyle siły,co Ty.Nie odpowiedzieć na maila,czy esemesa.Wystarczy za przeproszeniem jego jedno "pierdnięcie"i leżę.Ale ja też wciąz powtarzam sobie,co złego mi zrobił.jak wykorzystał,jak stchórzył,ile razy nie podał ręki,kiedy tego barzdo potrzebowałam.Ale po złości wciąz we mnie pozostaje mrok.Niewyobrażalny smutek.żałoba wręcz.
Kobietka 48 tez trafia w sedno i dobrze radzi.(moja równolatka).Tylko skąd brać na to wszystko siły.Jestem nieustannie zmęczona.Barzdo zmęczona.
Życzę Wam kochane wszystkim wytrwałości i konsekwencji.
Agydeyn-walnęła bym w łeb tego Twojego "szczęśliwego".Porabany jakiś.Czy nie zdaje sobie sprawy ze swojego niewyobrażalnego egoizmu?Z tego,co Ci robił do tej pory?No szczęśliwy taki,to po co zawraca Ci d....ę??(sorry).Jeszcze o takim egzemplarzu nie słyszałam.Mój przynajmniej narzekał na swoją żonę,kobietę.Nieszczęśliwy.To go pocieszałam,jak mamuśka kurde.i tez mam za swoje.Dziś juz wiem,że jak w domku źle,to do mnie po pocieszkę,a jak w domku sielana,to ja w odstawkę.Dość!!!!!!
Agydeyn-tak trzymaj maleńka.Nie daj się dupkowi.Masz rację.NIE WARTO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Pozdrawiam wszystkie dziewczyny.
Muszelka a jestescie dalej "razem"?
Mi moze łatwo jest doradzać,bo od bardzo czyli od 26 lat zaden facet mnie nie zranił. nie wiem jak zachowywała bym sie gdy bym była bardz,bardzo zakochana? Może niektórych postanowień po prostu nie da sie wykonać,gdy kocha sie całą sobą i jeszcze cit!!!
majorko_zrobiłam pare dni temu dokładnie to samo!Poznałam go na czacie nie ukrywał ze ma żone ale zbyt stał mi sie bliski , tesknie za nim bardzo jest miły i czuły nikt nigdy nie był dla mnie taki!Ale ma żone! nie spotkałam sie z nim w realu ale kochalismy sie nie raz na skype i nigdy mi nie było tak dobrze , ale ma żone:(
....kochalismy sie nie raz na skype i nigdy mi nie było tak dobrze , (
Smutne to,ze takie zaspokajanie było najfajniejszym Twoim doznaniem seksualnym.
Facet ma rozrywkę,a Ty sie wciągasz. Masz pewność,że nie traktuje Cie jak panienki z porno strony? Patrzą sobie na gołe panienki i robia sobie dobrze i jest im obojetne kto jest na obrazku,byle nogi miała rozchylone. Zastanów sie czy na pewno chcesz spełniać taką role? Czułość,miłość okazuje żonie,ciebie ma do zaspakajania fantazji:(
Jezeli Ci to nie przeszkadza,to jest ok,ale szkoda by było jak byś za parę tygodniu tu sie pojawiła i napisała,że Cie olewa,ze sie nie odzywa...itd:(
Kobietko 48- w chwili obecnej nie jesteśmy "razem".Bawa to tak,że średnio po ok.2ch m-cach ciszy,pęka on,albo ja.Częściej ja.Jest sielana.Srednio trwa tydzień,może dwa,ale ostatnio trwa kilka dni.To ja nie wytrzymuję.Wygarniam,co mnie boli,On się obraża i milczy.I znowu cisza.I tak się szarpiemy już 2 i pół roku.Nie umiemy się rozstać.Znamy się od 30 lat.Tzn.poznalismy sie 30 lat temu.Ja byłam na wakacjach w jego miejscowości.Dla mnie to była wakacyjna miłość,jakich miewałam wiele,dla niego miłość.Ja wyjachałam i prawie zapomniałam.On mnie odwiedził po wakacjach.Przyjechał,przywiózł prezent i miał poważne plany,a juz następnego chłopaka.On wrócił rozżalony.Ja cieszyłam się,że wyjechał.Po 30stu latach odnalazł mnie na NK. i się zaczęło.Tym razem oszalelismy oboje.Opisałam juz tu swoja historię pod"odnalazł,zostawił,jak dalej żyć" i "poczułam się,jakby usnął na mnie podczas seksu" i "czy ja kiedys zmądrzeję?".Więc jak chcesz,to poczytaj.Pozdrawiam serdecznie
Muszelka dzięki. Zerkne do tych tematów:)
Strasznie męczące są takie układy, ale jak wiadomo oni nie zrezygnują z żon....zostaje nam tylko pokazać, że nie są "pępkami świata" i bez nich da się żyć! Chcieli sobie podnieść własne "ego" naszym kosztem?! OK, mają swoje, a teraz pora im je trochę obniżyć. To strasznie ciężkie ale razem może nam się uda. Trzeba ich spławiać i opisywać później ich reakcje
Na początku pewnie niektórzy będą nas olewać ale z czasem na pewno nie da im to spokoju! Mi jest strasznie cholernie trudno być dla niego złą, niemiłą albo obojętną, ale skoro im tak łatwo przychodzi odtrącanie nas to czemu mamy mieć skrupuły?! Niech nie myślą, że są tacy zajebiści!!!!
Kochane cierpicie na własne życzenie.... nie wchodzi się w buciorach w cudze życie!!!!!! czy zdajecie sobie sprawe jak cierpia te zdradzone kobiety? cholera z nimi! ale co z dziećmi którym zabieracie ojca? gdybyście z rozwagą podchodziły do swoich uczuć nie było by takiego zakończenia.....mój mąż po 10 latach zostawił mnie dla kochanki do dziś chodze z dzieckiem do psychologa .. ja pozbierałam sie jak najbardziej.... a on zostawił ją i błaga o powrót mimo to ze jesteśmy 3 miesiące po rozwodzie! więc zastanówcie się kochane czy warto marnować swoje życie na żonatych facetów którzy i tak zazwyczaj wracają do swoich żon a jeśli nie to tylko dlatego że my już oprychów nie chcemy! chociaż serce krwawi bardzo... NIE BUDUJE SIĘ SZCZĘŚCIA NA CUDZYM NIESZCZĘŚCIU!
Witam Dziewczyny!!
widze, że mój wątek nadal się ciągnie mimo, że założyłam go trochę temu i długo tu nie zaglądałam musze się przyznać bez bicia....
A mianowicie w nawiązaniu do Waszych wypowiedzi moge napisać, że naprawdę bardzo ciężko wybudować szczęście na cudzym nieszczęściu... nie twierdze, że jest to niemożliwe bo pewnie nie jednej sie to udało.. ale też nie jesdna z Was zapewne tkwi w tym nadal ze zranionym sercem bo on nadal jest z żoną albo pobawił się trochę wami i poszedł dalej.. uwałam, że każda z nas powinna sie nad tym zastanowic zanim jak to niektóre brzydko nazywacie: wejdzie z buciorami w czyjes życie... nie dosc ze zniszczycie życie innym ludziom to możecie zniszczyć je sobie... tak jak ja.. nie twierdze, ze zniszczyłam sobie zycie ale potargałam sobie troche serce... rozwaliłam fakt faktem nie małżenstwo ale 4 letni zwiazek... a tak naprawde zakochałam sie w facecie który był akurat nieszczesliwy... tak brzydko mówiąc trafiłam na dobry moment... non stop afery kłótnie i zostawił ją... myślicie że byłam szczęśliwa?? Owszem było dobrze, ale ona cały czas do niego dzwoniła, przy mnie nie odbierał... a jak mnie nie był
? Nie wiem... i to zaczeło mnie męczyć... potem od kogos usłyszałam, że jak jedzie ode mnie jedzie do niej... nie wiedziałam czy ten ktoś kto mi to mówił był uprzejmy czy złośliwy... i też zaczeły się kłótnie... na chwilę obecną nie jesteśmy juz razem... jako powód rozstania powiedział, że inaczej było na początku potem sie zmieniło, powodem było rónież to że wazniejsze sa dla mnie kolezanki co bardzo go bolało a nie wiem dlaczego tak twierdził... uwała tez ze on poważnie patrzy na życie a ja do wszystkiego podchodze na luzie... niewiem czy naprawde tak uwaza czy to był tylko pretekst... zapytałam czy jakby sie pozmieniało pare rzeczy to czy chciał by zebysmy jeszcze raz spróbowali.. powiedział że czas pokaże... koleżance mojej powiedział ze wie ze ja i tak sie nie zmienie... a uwierzcie mi ze mogłabym to zrobic!!! ale nie rozumiem tego jak mysli ze sie nie zmienie itd to dlaczego codziennie do mnie dzwoni, pisze, przyjeżdza w odwiedziny.... po co? chyba zeby sprawic mi tylko ból...
Majorka kochanie:) to ja jako żona takiego faceta odpowiem na twoje pytania i wątpliwości.. a mianowicie! po co dzwoni? bo jest mu tak wygodniej ma was "dwie" jak sie zacznie chrzanić z żona to znowu do Ciebie wróci...a pozniej jak żona pozwoli zostawi cię ponownie i tak będzie skakał z kwiatka na kwiatek... człowiek nie jest w stanie zapomnieć o tylu latach małżeństwa w jednej chwili.A to czy spotykał sie z żoną to na 100% mój też odszedł do kochanki a każdego dnia pukał do moich drzwi zostawiał ją i wracał .... i tak jak piszesz mieliśmy kryzys a ona złapała odpowiedni moment .. tyle że kto teraz cierpi najbardziej? ja? moje dziecko? nie kochanka.. a dlaczego? dlatego ze on nie kocha jej całym sercem myślami jest przy rodzinie bo zauroczenie mineło a do nas powrotu juz nie ma... wiec sama sobie odpowiedz a pytanie czy warto tkwić w tak beznadziejnym związku? gdzie macie szacunek do samej siebie? ja wiem że miłość gorsza od sraczki jak to mówią.. ale czy w jej imie warto brać taki ciężar na swoje barki,odpowiedzialność za skrzywdzone pozbawione ojca dzieci?! zanim zaplączecie sie w związek z takim gnojkiem postawcie sie na miejscu tych zdradzonych żon! pozdrawiam