No to jestes bardzo niedojrzała, bo to że cos do kogos poczujesz to nie znaczy ze
- przestaniesz czuc i nie bedziesz znała powodu (w Twoim stanie to pewne)
- nie zostawisz kogos, tylko z rozsądku bedziesz przy kims cierpiała cały czas mimo braku uczuc i tym samym krzywdzenia obu stron
Tylko te obietnice - nie powinno sie ani skladac ani wierzyc. Nikt nie jest w stanie przewidziec kiedy sie zakocha, albo kiedy odkocha. To sie dzieje samo, kiedy stworza sie ku temu odpowiednie warunki, choc mozemy temu POMÓC (czyli otworzyc sie na kogos, stworzyc bliskosc, a i zamknac kiedy przestanie sie chciec z kims robic roznych rzeczy, a oddaje sie zainteresowanie komus innemu, czemus innemu, nie mowi sie o tym co złe, nie rozwiazuje problemow, więź pada). Jak ktos potrafi skupic uwage na kims, a odciagac od innych ludzi to wtedy ma wieksza szanse na przetrwanie, czyli to całe "staranie się".
W tym stanie na pewno myslisz, ze jego nigdy bys nie zostawila - i to jest obietnica, nawet przed samą sobą. On pewnie tez w to wierzyl kiedy tak mówił. A tu nagle zmienia się, nie cieszy kogos obecnosc, rozmowy, dotyk, nie macie juz wspolnych planow, zajec. Ktos inny jest lepszy i juz, koniec. Mozna komus slubowac wiernosc i trzymac sie tej zasady, mozna sie katowac i byc z kims z rozsadku, ale nigdy nie mozna obiecac uczuć. Skad wiesz, ze jutro nie bedziesz zła, ze jutro sie nie poklocisz, ze jutro bedziesz zawiedziona, rozczarowana? Nie wiesz nigdy. Jest zbyt wiele wytycznych tego. Sa ludzie, ktorzy sie tak uczepiają drugiej strony (w wiekszosci slabe osoby), ale to ta pierwsza sie moze dusic, moze nie pasowac jej taki układ, moze byc od poczatku niedostępna. Niby chroni, ale na odległość, jesli patrzac na relacje damsko meskie i mezczyzne jako kogos kto zapewnia bezpieczenstwo, jest drugim ojcem, duzo w tym dominacji i prowadzenia. Milosc to bajka, im sorry. Bajki tworzymy, ale kartki nam przelatują przez palce bardzo szybko czasami, az jedna sie porwie, druga, cos sie konczy. A na polce bardziej atrakcyjna okładka i kilka lepszych tekstow.
Tzn wierzyc w wieczne uczucia, o to mi chodziło. Nie ma mozliwosci o tym zapewnić, nikt nikogo. A ze sa ludzie ktorzy zyja iles tam lat razem? Zaden wyznacznik, bo moze to byc juz rozsadek i przyjazn, ale co z tego? To nie uczucia. Jedna podnieta, druga, ciagle poszukiwanie lepszego towaru, lepszego dopasowania. A jak nie to brak seksu, brak rozmow, brak planow. No i skad wiesz, ze ci co sa tyle lat ze soba to mieli rozowo? Na pewno nie mieli, ale widocznie to jakos przetrwali, rzucili pożądanie, zrezygnowali z czegos. Nie wiesz czy sa spelnieni i szczesliwi. Wiesz tylko, ze sa razem. Trudno to znalezc kogos z kim by dalo sie budowac uczucia wlasnie na wielu płaszczyznach i zeby w kazdej plaszczyznie sie staralo by bylo lepiej. No ale jak sie slucha ze wiekszosc mlodych to sie wiaze z braku laku, ze strachu przed samotnoscia czy bo tak wypada po prostu kogos miec? Albo kogos kto nie kreci fizycznie, albo kogos kto zapewnia tylko np stabilizacje finansową itp Robic przesiew sposrod tylu ludzi nie jest latwo, szczegolnie jak sie nie ma wielkiego wyboru. Dlatego wierzyc i kochac, tak, siebie. Inny czlowiek jest, jutro go moze nie byc. Z niewaznego jakiego powodu.
Po co sie wiązać? No na pewno nie po to, by wierzyc w to ze bedzie sie kochało zawsze i ten ktos tak samo. Raczej trzeba byc gotowym na odejscie w najgorszym mozliwym momencie.
A jeszcze jak dodamy toksycznosc, osoby chore mentalnie np DDA, niedojrzałe, skrajne - kiedy dana osoba kocha osobe ktora nie potrafi kochac, no to sie dzieja takie przykre rzeczy czesciej.