netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

"Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

92 odpowiedzi14 978 wyświetleńzałożony przez MaciekM, 11.07.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 93 z 93 ]

66

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
unique napisał/a:

Myślę, że mam bardzo podobną sytuację. Chociaż byłam dobra i starałam się, to on po 3 latach usunął mnie ze swojego życia. Też było nam dobrze, pomimo niektórych kłótni.. Też usłyszałam, że nad zerwaniem myślał od pół roku.. Ja piszę, dzwonię, robię co mogę, ale on już nie chce mnie znać.. Ja wybaczałam kłamstwa i jego różne "przygody" na boku, a to ja zostałam z niczym..
Też jestem w rozpaczy i myślę o samobójstwie bo życie bez niego nie ma już sensu..
Ale z drugiej strony powiem Ci, że ona nie zasługuje na Ciebie skoro tak się zachowuje, a ten Mój nie zasługuje na mnie.. Tylko wiem, że ciężko jest to sobie przyswoić i zacząć życie od nowa, bo sama jestem w takiej sytuacji... Jest beznadziejnie i musimy tylko czekać.. na lepszy loc, na szczęście - nie wiem...

Dawaj na forum wątku icemana - "Chłodne rozstania...." Czytaj, wszystko czytaj a potem włącz się do rozmowy. Trochę Ci to zajmie. A jak będziesz prosiła o radę i będą złe momenty PISZ. Wszyscy Ci pomogą.

67

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
thepass napisał/a:

Jak zawsze przy takich rozstaniach chodzi o to, że zycie nie ma sensu bez danej osoby. No to po co zyc?
Szczegolnie jak w trakcie wybacza sie zle rzeczy, nawet przygody. Tylko sami siebie unieszczesliwiacie bedac z kims tylko z powodu "braku sensu zycia samemu/samej".

Po prostu jeśli poznaje się kogoś i jest razem bardzo dobrze to ciężko po takich kilku latach nauczyć się życia w samotności i co gorsza zapomnieć o ukochanej osobie.. Wtedy jest uczucia braku sensu życia, bo przecież bez tej osoby nie jesteśmy szczęśliwi.
A jeszcze bardziej boli to, że ktoś okłamywał. Okłamywał że kocha, a po kilku dniach "to koniec, nie odzywaj się, nas już nie ma" i tego typu teksty. To boli cholernie, bo widzisz, że człowiek któremu powierzyłeś wszystko, bierze to i wyrzuca do kosza.
Ludzie są podli i nie można ufac nikomu, nawet jeśli myślisz że to anioły i ideały, bo i tak w środku są źli do szpiku kości..

68

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Jak ktos ma pomysł na siebie i swoje szczescie bez ludzi i nie bierze wszystkiego od drugiej strony jako pewnik to jest ok. Wiesz czemu? Bo to dziecinne wierzyc w uczucia. Dziecinnie jest tez polegac na 2 osobie, jakby od niej zalezalo WSZYSTKO. Nie mozna obiecac uczuc, bo to sie zmienia, wyparowuje. Mimo ze ktos miał szczere chęci powiedziec cos miłego to nagle mu sie zmienia i musi to odkrecic. Wina obu stron, jedna ze obiecuje cos czego nie moze spelnic, a druga ze naiwnie wierzy. Jasne, ciezko jest sie pozbierac jak cale zycie planuje sie tylko pod jedna osobe i sie jej uczepia jakby byla jakims panem i władcą, mentorem, autorytetem i zbawicielem, no ale kiedys tej osoby nie było, a mimo to człowiek zył i to bez stresow, wiec?

69

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
thepass napisał/a:

Jak ktos ma pomysł na siebie i swoje szczescie bez ludzi i nie bierze wszystkiego od drugiej strony jako pewnik to jest ok. Wiesz czemu? Bo to dziecinne wierzyc w uczucia. Dziecinnie jest tez polegac na 2 osobie, jakby od niej zalezalo WSZYSTKO. Nie mozna obiecac uczuc, bo to sie zmienia, wyparowuje. Mimo ze ktos miał szczere chęci powiedziec cos miłego to nagle mu sie zmienia i musi to odkrecic. Wina obu stron, jedna ze obiecuje cos czego nie moze spelnic, a druga ze naiwnie wierzy. Jasne, ciezko jest sie pozbierac jak cale zycie planuje sie tylko pod jedna osobe i sie jej uczepia jakby byla jakims panem i władcą, mentorem, autorytetem i zbawicielem, no ale kiedys tej osoby nie było, a mimo to człowiek zył i to bez stresow, wiec?

To po co się wiązać jeśli wisi nad tym 'możliwość że się odkocha'? Jeśli ktoś nie jest na tyle dojrzały, żeby pchać się w związek i obiecywać miłości to niech tego nie robi. Teraz już to wiem co mówisz, ale jest o wiele za pózno. Wpatrzyłam się jak w święty obrazek, widziałam w jego oczach miłosc i nadzieję, że będzie dobrze. Wychowywałam się tak na prawdę bez ojca i może dlatego szukałam stróża, opiekuna i kogoś kto bezwarunkowo będzie kochał tak jak ja, bo wiem że nigdy bym go nie zostawiła. Takim jestem typem człowieka że nie chciałabym ranic, tym bardziej łamac obietnic i sprawic by komuś pękło serce tak jak teraz mi..

A co do autora wątku, nic nie zrobimy.. nie będą nas kochać na siłę, oby pożałowali i jeszcze poznali smak cierpienia które zadali nam.

70

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

"Bo to dziecinne wierzyc w uczucia."
-a i to też mnie razi. Przecież uczucia istnieją! Ludzie są ze sobą kilkadziesiąt lat, są szczęśliwi i dalej się kochają. Można? -Można. Tylko teraz coraz trudniej znaleźć człowieka godnego zaufania .

71 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-04 23:51:17)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

No to jestes bardzo niedojrzała, bo to że cos do kogos poczujesz to nie znaczy ze
- przestaniesz czuc i nie bedziesz znała powodu (w Twoim stanie to pewne)
- nie zostawisz kogos, tylko z rozsądku bedziesz przy kims cierpiała cały czas mimo braku uczuc i tym samym krzywdzenia obu stron

Tylko te obietnice - nie powinno sie ani skladac ani wierzyc. Nikt nie jest w stanie przewidziec kiedy sie zakocha, albo kiedy odkocha. To sie dzieje samo, kiedy stworza sie ku temu odpowiednie warunki, choc mozemy temu POMÓC (czyli otworzyc sie na kogos, stworzyc bliskosc, a i zamknac kiedy przestanie sie chciec z kims robic roznych rzeczy, a oddaje sie zainteresowanie komus innemu, czemus innemu, nie mowi sie o tym co złe, nie rozwiazuje problemow, więź pada). Jak ktos potrafi skupic uwage na kims, a odciagac od innych ludzi to wtedy ma wieksza szanse na przetrwanie, czyli to całe "staranie się".

W tym stanie na pewno myslisz, ze jego nigdy bys nie zostawila - i to jest obietnica, nawet przed samą sobą. On pewnie tez w to wierzyl kiedy tak mówił. A tu nagle zmienia się, nie cieszy kogos obecnosc, rozmowy, dotyk, nie macie juz wspolnych planow, zajec. Ktos inny jest lepszy i juz, koniec. Mozna komus slubowac wiernosc i trzymac sie tej zasady, mozna sie katowac i byc z kims z rozsadku, ale nigdy nie mozna obiecac uczuć. Skad wiesz, ze jutro nie bedziesz zła, ze jutro sie nie poklocisz, ze jutro bedziesz zawiedziona, rozczarowana? Nie wiesz nigdy. Jest zbyt wiele wytycznych tego. Sa ludzie, ktorzy sie tak uczepiają drugiej strony (w wiekszosci slabe osoby), ale to ta pierwsza sie moze dusic, moze nie pasowac jej taki układ, moze byc od poczatku niedostępna. Niby chroni, ale na odległość, jesli patrzac na relacje damsko meskie i mezczyzne jako kogos kto zapewnia bezpieczenstwo, jest drugim ojcem, duzo w tym dominacji i prowadzenia. Milosc to bajka, im sorry. Bajki tworzymy, ale kartki nam przelatują przez palce bardzo szybko czasami, az jedna sie porwie, druga, cos sie konczy. A na polce bardziej atrakcyjna okładka i kilka lepszych tekstow.

Tzn wierzyc w wieczne uczucia, o to mi chodziło. Nie ma mozliwosci o tym zapewnić, nikt nikogo. A ze sa ludzie ktorzy zyja iles tam lat razem? Zaden wyznacznik, bo moze to byc juz rozsadek i przyjazn, ale co z tego? To nie uczucia. Jedna podnieta, druga, ciagle poszukiwanie lepszego towaru, lepszego dopasowania. A jak nie to brak seksu, brak rozmow, brak planow. No i skad wiesz, ze ci co sa tyle lat ze soba to mieli rozowo? Na pewno nie mieli, ale widocznie to jakos przetrwali, rzucili pożądanie, zrezygnowali z czegos. Nie wiesz czy sa spelnieni i szczesliwi. Wiesz tylko, ze sa razem. Trudno to znalezc kogos z kim by dalo sie budowac uczucia wlasnie na wielu płaszczyznach i zeby w kazdej plaszczyznie sie staralo by bylo lepiej. No ale jak sie slucha ze wiekszosc mlodych to sie wiaze z braku laku, ze strachu przed samotnoscia czy bo tak wypada po prostu kogos miec? Albo kogos kto nie kreci fizycznie, albo kogos kto zapewnia tylko np stabilizacje finansową itp Robic przesiew sposrod tylu ludzi nie jest latwo, szczegolnie jak sie nie ma wielkiego wyboru. Dlatego wierzyc i kochac, tak, siebie. Inny czlowiek jest, jutro go moze nie byc. Z niewaznego jakiego powodu.

Po co sie wiązać? No na pewno nie po to, by wierzyc w to ze bedzie sie kochało zawsze i ten ktos tak samo. Raczej trzeba byc gotowym na odejscie w najgorszym mozliwym momencie.

A jeszcze jak dodamy toksycznosc, osoby chore mentalnie np DDA, niedojrzałe, skrajne - kiedy dana osoba kocha osobe ktora nie potrafi kochac, no to sie dzieja takie przykre rzeczy czesciej.

72

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
unique napisał/a:

A co do autora wątku, nic nie zrobimy.. nie będą nas kochać na siłę, oby pożałowali i jeszcze poznali smak cierpienia które zadali nam.

Hola hola, ja swojej byłej Ukochanej źle nie życzę. Niech jej będzie dobrze z tym z kim się zwiąże.

73

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Thepass, czy ty uważasz, że KAŻDY wieloletni związek jest tylko kwestią rozsądku czy przyjaźni? Czy da się kogoś kochać wiele lat, do końca (oczywiście nie biorąc pod uwagę obietnic, czyli że czas pokazał, że uczucie przetrwało)? Bo tak się tu smutno zrobiło, może by tak dla równowagi coś optymistycznego?

74 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-05 00:24:01)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Jak będe w nastroju to napisze cos smiesznego i wrocimy rownowage we wszechswiecie smile
Kazdy nie, ale znasz moje zapatrywanie na uczucia. Slabi sie uzalezniaja, boją i nie realizują. Nie kochaja siebie, wiec musza miec kogos kto ich kocha. Słabi nie odchodzą, bo tak jest wygodnie. Slabi tylko tak mowia, bo tak jest bezpieczenie. I tak dalej i tak dalej.
Siła wg mnie jest niezaleznoscia, a niezaleznosc nie potrzebuje uczuc i zapewnien, jest zaufanie i pełen luz. Wychodzi na to ze szans na milosc nie maja: slabi, nieszczesliwi, niedowartosciowani, niepewni siebie, chorzy, brzydcy, ogolnie nieatrakcyjni. Wszyscy ci będą mamieni i oszukiwani, takze przez samych siebie - przez dany okres czasu. Nie za dlugo. Przeciez nawet najpiekniejsza kobieta sie mezczyznie moze znudzic, wiec pozadanie opadnie, a w koncu na tym sie buduje motylki, reszta to wiez ktora i tak jest przyjaznia i tak, tylko bliższą. Juz sama natura nie pozwala na taka milosc, bo chlodny facet to meski facet, a on nie potrzebuje więzi. To kobieta potrzebuje jej i czepia sie najbardziej meskiego osobnika, ktory tez tego samego czego ona nie chce i nie umie dac (to mowa o alfa of course).
Mozna kogos kochac do konca, owszem, ale nie ta miloscia ktora kazdy chce w pewnym wieku, czyli tą motylkową. A jesli sie jedne motylki koncza (a koncza zawsze) to jest bardzo duze prawdopodobienstwo, ze nowe motylki sie zaczna z inna osobą. Nie wiem jak to jest w pozniejszym wieku, ale w koncu sama przyjazn to moze byc oksytocyna i tez moze byc przyjemna, ale nie az tak jak te poczatkowe stany, kiedy ludzie sie odkrywaja, zachwycaja nowością i organizm reaguje stresem na zmiane pozytywnym i negatywnym.

75

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Miłość wymaga poświęceń. Może żyję w świecie bajek? -Nie wiem. Po prostu oceniam po sobie i własnych odczuciach, że można kochac juz na zawsze. Trzeba tylko odpowiednio ten związek pielęgnowac i nie puścic w odstawkę. Oczywiście, wszystko się z czasem zmienia, ale po coś istnieje jednak małżeństwo i ślubowanie "że cię nie opuszczę". Z Twoich postów wynika, że żaden związek nie ma praktycznie sensu, bo uczucia się zmieniają jak w kalejdoskopie. Jak można byc z kimś, a jednocześnie nie wierzyc że ten związek przetrwa na długo? Chyba każdy wychodzi z założeniem, że będzie z tym drugim człowiekiem do końca, a nie że zachowuje dystans bo przeciez jutro mu się 'odwidzi' więc trzeba byc przygotowanym na ewentualne rozstanie.
Ja wyciągnę wnioski na przyszłość i nigdy nie pozwolę, żeby ktoś zawładnął moim życiem, ale nie potrafiłabym byc z kimś mając Twój tok myślenia.

76 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-05 01:19:34)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

No dokładnie, kazdy wychodzi z zalozenia ze bedzie to trwało, ale nigdy nie wie czy bedzie to trwało, nigdy nie obiecuje. Chce, ale chcenie to czasem za malo. Nie mozesz powiedziec, ze mozna kochac na zawsze bo nigdy nie kochałaś tyle. Nie chce Ci zyczyc bys zwiazala sie z kims i nagle odkochała (no dobra nie nagle, w pół roku), ale tylko to pozwoli Ci dojrzeć i zrozumiec jak moze wygladac milosc. Ja to juz wszystko przechodzilem X razy z X dziewczynami, setki roznych uczuc w roznym czasie, z bardzo roznymi typami kobiet i tak samo ja sie tez zmieniałem. Dzis wolałbym byc tym kim byłem kiedys, ale bez tej wiedzy tez bym bajkowo żył i znowu bym był szybko sciagany z wysokiego konia. Dzis nie musze, bo nigdy na wysokiego konia nie wchodze, nie idealizuje tylko racjonalizuje, zachowujac dystans. Wiem ze bedzie bujac bujac, az spadne, kiedy sie zmęcze, albo uprząż sie zerwie. Milosc wymaga poswiecen? Nie zgadzam sie. Jesli tak to czy uswiadczylas duzego poswiecenia z drugiej strony? Przynajmniej tak samego jak Twoje i w jakim celu? Ze strachu? Bo tylko ja to tak widze. Jak sie nie zmienie to utrace milosc, jak nie spelnie oczekiwan - utrace milosc, jak wzbudze zazdrosc u chlopaka - bedzie wojna i mnie rzuci. A on ? Niech robi co chce, bo i tak mnie nie posłucha. Taka bajka to jest. Jak czlowiek nie jest egoistyczny to nigdy nie nazwie tego poswieceniem, a wiec czemu sie wiaze ktos z egoist(k)ą, a nie rownym sobie?

Ulegają osoby słabe, podatne na działanie otaczającego go środowiska,
niepewne siebie, swojego zdania, potrzeb ani oczekiwań wobec drugiej osoby.
Kieruje nimi strach przed podejmowaniem decyzji, ich konsekwencjami oraz uzewnętrznianiem swoich emocji.
Najtrudniej jest sterować osobami otwartymi, świadomymi swoich wartości, bezkompromisowymi"

Strach i tyle, cierpi jedna osoba, daje sie wykorzystywac.

77 Ostatnio edytowany przez Dominisia21 (2014-08-05 01:44:53)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

...

78

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

To co pisze thepass to święta prawda. Konfrontuje to ze swoim związkiem i wszystko sie zgadza.

79

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Od mniej więcej tygodnia mam świadomość, że to koniec. Że ona nie wróci.
Myślałem, że w takiej sytuacji się ogarnę, że pójdę do przodu ale nie. Załamałem się zupełnie. Zaliczam po kilka godzin myśli samobójczych dziennie.

Zupełnie nie wiem co teraz robić. Póki miałem choć ślad na jej odzyskanie, znajdowałem w sobie dużo siły. Siły do zmiany, siły do walki o siebie. Teraz czuję, jakby moje życie skonczylo się w czerwcu a teraz trwa tylko cholerna wegetacja...

80 Ostatnio edytowany przez MaciekM (2014-08-13 02:44:09)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Ostatnie dni przynoszą kolejne rewelacje. W zasadzie ten topic to już nie dziennik, to zbiór raportów z pola bitwy...

Dostałem kopię pisma Ukochanej, które wysłała (w swoim tylko imieniu) do prawniczki naszego przeciwnika w procesie. Dostałem ją... listem poleconym za poleceniem odbioru. Nie skonsultowała ze mną niczego. Chyba trochę za bardzo wzięła do siebie gdy napisałem jej, żeby "już mi nic nie pisała" (po awanturze mailowej którą mieliśmy 2 tygodnie temu).

Nasz wspólny przyjaciel został usunięty przez nią ze znajomych na facebooku i ogólnie zerwała z nim kontakty, jak to przyuważyłem na jej profilu i spytałem go o co chodzi, nie chciał powiedzieć dlaczego. Czyżby "kara" za to, że nie podobało mu się jak się nade mną pastwiła po rozstaniu "nakreślaniem granicy"?

Dzisiaj dodała nowe super seksowne zdjęcie profilowe na fejsie - pięknie ubrana, wymalowana i wypozowana (jej ciężko jest się odpowiednio ustawić i nie umie się uśmiechnąć do zdjęcia, źle na nich wychodzi, więc obstawiam, że wykonała co najmniej kilkadziesiąt prób aby uzyskać taki powalający efekt), to jedno z jej najładniejszych zdjęć ever. Co ciekawe, jest na nim mocno umalowana, a zwykle nie używa makijażu w ogóle lub jej makijaż jest bardzo delikatny, praktycznie niezauważalny (nie jest jej zresztą potrzebny do niczego). Silne, zdecydowane spojrzenie, takie wyrażające wyjątkową determinację.
Oczywiście pierwszy "like" był od... jej byłego.

Jest to ewidentna demonstracja. "Patrzcie jaka jestem piękna i niezależna, jak mi bez niego dobrze".
Dochodzi jeszcze jeden smaczek. Parę dni temu fajna Białorusinka (o urodzie topmodelki) zaprosiła mnie na kawę - przyjąłem zaproszenie choć oboje na miejscu będziemy dopiero we wrześniu, przypadkiem o tym dowiedziała się przyjaciółka mojej Ex i choć obiecała nic mojej byłej Ukochanej nie mówić, to ciekaw jestem, czy nie złamała słowa i czy to zdjęcie nie stanowi swego rodzaju odpowiedzi.

Robi się coraz... dziwniej.


Na plus - od dwóch dni mam zaskakująco wysokie morale. Nawet już sny z Ukochaną mnie nie dobijają (a znów dziś mi się śniła). Zacząłem planować na nowo swoją przyszłość. Nie widzę już jej w zupełnie czarnych barwach.

81

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Takie pytanie - też Wam się zdarzało mieć potężne wahania nastawienia do ex? Bo ja w jednej chwili chcę do niej wracać by po chwili czuć, że nawet jak by proponowała do bym odmówił. W ciągu jednego dnia 15 razy zmieniam zdanie, czuję się jak kobieta... Cholera.

BTW. Odblokowała mnie na facebooku. Kiedyś bym się ucieszył, teraz mnie to nawet nie ruszyło...

82

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Tak, nic Cię w ogóle nie rusza, a analizę fotki strzeliłeś na kilkanaście zdań wink

Ciężko się to czyta, będąc kobietą.. Sprawiasz wrażenie faceta, który nie ma swojego życia, tylko Ex ex ex..
Dramat trochę, ale może komuś będzie się chciało podjąć się analizy tej jakże ważkiej i napiętej fejsbookowej sytuacji wink

83

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Nic nie chcę mówić ale tamten post, o zdjęciu, był dodany miesiąc temu...

84

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

OK. Ale w takim razie co to za wahania 15 x w ciągu doby wink

Po prostu nie pracujesz nad sobą, tylko odliczasz dni.. niczym od "końca jakiejś ery", a powtarzam: samo Ci się w głowie na nowo nic nie poukłada - sam czas niczego nie zmieni, to są puste hasła.

85

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
MaciekM napisał/a:

Takie pytanie - też Wam się zdarzało mieć potężne wahania nastawienia do ex? Bo ja w jednej chwili chcę do niej wracać by po chwili czuć, że nawet jak by proponowała do bym odmówił. W ciągu jednego dnia 15 razy zmieniam zdanie, czuję się jak kobieta... Cholera.

BTW. Odblokowała mnie na facebooku. Kiedyś bym się ucieszył, teraz mnie to nawet nie ruszyło...

Tak, miałam tak z ex. Różne zmienne nastroje były. Tak, by całkowicie podźwignąć się potrzebowałam pół roku, to była pierwsze uczucie, byliśmy razem 2 lata, ja miałam 15 lat i byliśmy do mojego 17 roku życia. Wiadomo, że łatwo nie było, chociaż nie było tak jak u Was poważnie, ale jednak pierwsze uczucie. Wiele miałam różnych nastroi, różnie było. Trzeba to przejść. Teraz jestem w innym związku, już 6 lat i jestem bardzo zadowolona smile

86 Ostatnio edytowany przez MaciekM (2014-09-08 20:36:57)

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...
Elle88 napisał/a:

Ciężko się to czyta, będąc kobietą.. Sprawiasz wrażenie faceta, który nie ma swojego życia, tylko Ex ex ex..

Bo nie miałem. Przez 5 lat moje życie kręciło się wokół niej, ona była sensem mojego życia, nie jest tak łatwo tak po prostu się odciąć.

87

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Pytanie tylko po co robić sobie z kogoś żywego bożka - centrum wszechświata ?
To nie jest naturalny 'stan' człowieka czy relacji międzyludzkich i nikt takiej presji/odpowiedzialności nie chce na sobie nieść - być dla kogoś całym światem..
Może to i romantyczne, ale trąci "lekką" psychozą na dłuższa metę wink

O sile miłości nie musi świadczyć (i raczej nie świadczy z reguły) przyjęcie postawy kurzajki na stopie partnera/partnerki..zrośniętej w taki sposób, że tylko narzędzie chirurgiczne jest w stanie sobie z tym poradzić.

88

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Tak się po prostu w trakcie naszego związku stało, wyobraź sobie że to nie była przemyślana decyzja big_smile

Przez 5 lat nie widzieliśmy świata poza sobą nawzajem. To znaczy ja przez 5, ona przez 3,5 roku.

89

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Jakby ona tak miała jak Ty to by nie odeszła, bo tez nie miałaby gdzie. Byłaby uwięziona w pułapce uzaleznienia. Ty widziales co chciales widziec, a nie to co naprawde. Z reszta moze te 1,5 roku ona sobie grunt do odejscia przygotowywała, a Ty pasywnie nic do przodu.

90

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Nie wiem. Moja wiedza ogranicza się do "od 1,5 roku myślałam nad tym". Nic więcej mi nie powiedziała i raczej się tego już nie dowiem.

91

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

ze swoją pierwszą miłością też byłem 5 lat... wiesz wtedy nie sądziłem że spotkam fajniejszą kobietę, no cóż, spotkałem (fakt faktem ten drugi związek też nam nie wyszedł), nie jest powiedziane że nie trafi Ci się lepsza miłość. Ale ja w słowo miłość już nie wierzę, określę to mianem "układ", a kobieta dla mnie każda jest bezwzględna i dwulicowa. Wiem że to forum dla kobiet ( sorry kobitki, ale w końcu mamy wolność słowa...  ), dlatego moja rada jest jedna. Zapomnij, wychodź do ludzi i flirtuj, podrywaj ile się da. Nie patrz czy kocha czy nie, bo dzisiaj Ci powie że jesteś dla niej najważniejszy, czuje się z Tobą bezpiecznie, a za tydzień stwierdzi że jej nie szanujesz i kończy znajomość, jednym słowem rób tak jak one - prowadź jedną wielką grę.

Ps. ktoś wyżej pisze że choroby, mało atrakcyjny wygląd, eliminują Cię z gry. Najważniejsza jest moim zdaniem pewność siebie, i pokazanie co ciekawego możesz zaoferować jej swoją osobą. Wyrzuć te wszystkie swoje kompleksy i zaczynaj od nowa, pokaż im że jesteś niezależnym singlem i dajesz sobie radę jak nikt inny....

92

Odp: "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Nie mam ochoty wiązać się z jakąkolwiek kobietą. Może dałbym szansę byłej Ukochanej, jakby chciała wrócić, a może, w aktualnym nastroju, nawet jej nie.

Posty [ 66 do 93 z 93 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » "Ta jedyna" odeszła... po 5 latach bycia razem...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026