Witam. Piszę, bo nie umiem sobie ułożyć w głowie tego, co mi się właśnie przytrafiło...
Jak to możliwe, że po trzech latach związku, dwóch latach mieszkania razem, mimo podobno wielkiej miłości itd... Jak to możliwe, że po tym wszystkim nie potrafił mi powiedzieć, że chce się rozstać, tylko znalazł sobie dla mnie zastępstwo w dodatku do samego końca się tego wypierając (dowiedziałam się przypadkiem, zaczął się dziwnie zachowywać, więc...). Podałam mu nawet jej imię, udawał, że nie wie o czym mówię, odwracał kota ogonem. Już prawie odchodziłam od zmysłów, więc zagnałam go w końcu w kozi róg (nie chciał wcześniej ze mną rozmawiać, próbowałam) i w końcu powiedział "że to nie ma sensu". Kiedy zapytałam, dlaczego sam mi tego nie mógł powiedzieć, stwierdził, że dlatego, że mu "może z tym ciężko" (!). To wszystko, ponarzekał że znowu będzie sam i to takie straszne. Ustaliliśmy parę szczegółów, trochę popłakałam, nazajutrz się wyprowadziłam.
Teraz opowiada wspólnym znajomym, że rozstaliśmy się bo powiedział mi, że kogoś poznał. Ja podobno wpadłam wtedy w szał.
Oczywiście mówił o tej dziewczynie, której imię prosto w nos mu wypowiedziałam, a mówił, że tylko z nią rozmawia i tyle.
Myślałam, że takie historie to tylko na forach internetowych... A tu proszę, tchórz, kłamca i oszust w moim łóżku tyle lat...
Zupełnie nie rozumiem jak tak można... Zupełnie nie rozumiem jakim trzeba być człowiekiem, żeby tak kompletnie bez szacunku do drugiej (bliskiej niby...) osoby się zachować... Bardzo proszę o jakieś słowa, które pomogą mi ogarnąć to wszystko w głowie... Ja nie daję rady ![]()